13 powodów, dlaczego j. polski był bardziej spokrewniony z japońskim, niż z niemieckim czy francuskim.

Język polski, którego używamy na co dzień posiada ogromną liczbę domieszek romańsko-germańskich. Nie tylko w postaci słów, których używany, ale także głosek czy zasad gramatycznych. Istnienie takich głosek czy zasad gramatycznych, budzi błędne przekonania o przeszłości naszego języka. Bowiem zapożyczyć można praktycznie wszystko. Skoro zdarzały się przypadki, że dany naród stopniowo tracił dany język zamieniając go na np. język sąsiada to jak najbardziej mogły by być etapy pośrednie. My jesteśmy obecnie w momencie, w którym mimo tego że oczyściliśmy go częściowo – nadal widać pewne zmiany. Są one większe niż w np. Ukraińskim, co nie znaczy że w tamtym języku też nie ma poważnych zmian. Poniżej przedstawię kilka wyjątkowo kontrowersyjnych faktów o języku polskim.

  1. Nie było odmiany przez rodzaj
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie image-7.png

Swojego czasu sporo się mówiło o aferach związanych z tym, że nazwy niektórych zawodów nie są odmieniane przez rodzaj żeński, co spowodowało że feministki domagały się zmiany, uważając że zostało to wymyślone umyślnie, aby stworzyć stereotyp, że kobieta nie może pracować w niektórych zawodach. Najciekawsze jest jednak to że – kiedyś w języku polskim (i co za tym idzie – najpewniej we wszystkich językach słowiańskich) – nie było odmiany przez rodzaj! Przyrostek żeński „-a” wywodzi się z łacińskiego przyrostka oznaczającego to samo. I tak np. „Amicus” to przyjaciel, a przyjaciółka – „Amica”. Albo słowo „Animus” i „Anima”, czy też idąc dalej „Julius” i „Julia”. Setki lat nauczania w kościele po łacinie i nauki uniwersyteckiej po łacinie nie pozostały bez (nomen omen) konsekwencji. Szczególnie miało to znaczenie w przypadku imion żeńskich i męskich. Co ciekawe – Rosyjskie Sasha może być imieniem i męskim i żeńskim! Tak jak np. japońskie imię Hikari, ale nie np. imiona łacińskie czy angielskie. Odmiana przez rodzaj w przypadku imion była wiadoma, ale jak ustalić to jakim rodzajem określić słowa takie jak np. woda czy trawa? Bardzo proste – zrobić to co jest typowe dla ludu szamanistycznego – oprzeć się na powszechnie przyjętej personifikacji. Większość z licznych bóstw wodnych w Polsce była bóstwami żeńskimi – woda kojarzyła się z damskimi włosami (tak wiec w mitach często występowały kobiety – bo odnosiły się one do przyrody). Takich utożsamień nie było np. w Grecji bo Greczki miały inny kształt włosów. Tak więc niemieckie „wasser” gdy zostało spolszczone na „woda” zyskało łacińską odmianę żeńską. Trawa stała się formą żeńską bo jak tu nie porównać włosów kobiety do trawy?

2. Nie było odmiany przez liczbę

Język polski nie posiadał pierwotnie również odmiany przez liczbę! Takie wnioski nasuwają się między innymi na skutek języka starocerkiewnego. Zachowały się w nim między innymi takie słowa, w których występują jery czyli, krótkie samogłoski które mogą mieć dwie formy – tylną i przednią. Jedna z nich zmienia koniec zdania po miękkiej spółgłosce na coś co przypomina węgierskie „y” na końcu zdania. Potem ta sama głoska zaczęła być używana w językach słowiańskich jako końcówka mogąca być użyta dla zaznaczenia liczby mnogiej. Skąd się to wzięło? Na pewno nie z łacińskiego „es”, oraz angielskiego „s”. Najbardziej prawdopodobne jest to że pochodzi od niemieckiego „e” (germanizacja językowa była tak samo obecna jak latynizacja) używanego do określenia liczny mnogiej i np. drzewo to „Baum”, a drzewa to „Baume”. Najpewniej to właśnie niemieckie „e” zostało zamienione na bardzo podobnie brzmiące „y” w tworzeniu odmiany przez liczbę. Potem doszła jeszcze synteza z też zapożyczoną odmianą przez rodzaj i powstały kolejne, nowe przyrostki. Najpewniej próbowano użyć takich sufiksów do przekazania większej ilości informacji.

4. Głoski sz, cz, rz wzięliśmy z Niemieckiego



W języku polskim nie było kiedyś głosek takich jak sz, cz i rz. Zarówno cz jak i sz to zapożyczenia z niemieckiego. Dawniej każde, rdzennie polskie słowo zamiast „sz” posiadało coś stylu „si”, a zamiast „cz” coś w rodzaju „ci”. Słowa będące zapożyczeniami często zawierały takie głoski jak „cz” czy „sz” więc ich używano, a w końcu zaczęły się mieszać ze słowami z języka polskiego. Jeśli jakieś słowo kończy się na spółgłoskę, po której jest „c” „Szmelc” to mamy niemal pewność że jest germanizmem. Czasami próbowano w Polsce dodawać „e” przed „c” (np. „walec”), ale było z tym różnie.

5. Głoski ż i dż wzięliśmy z Francuskiego

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie image-8.png

Również ż i dż mają obce pochodzenie – najczęściej z francuskiego. Jest to szczególne bowiem, wiele słów z ż. rz ma ma negatywny wydźwięk: żul, żółty, żygać, żaba, żyd, murzyn, albo takie słowa jak dżuma czy dżdżownica. Czemu? Słowa te mają negatywny wydźwięk bo są kojarzone z rzeczami negatywnymi. A czemu są kojarzone z rzeczami negatywnymi? Bo mają negatywny wydźwięk – błędne koło. Przyjęło się że rzecz negatywna ma „ż” w nazwie bo brzmi nienaturalnie dla Polaków. Nie zawsze jest to pojęcie negatywne, ale tak się kojarzy. Szczególnie znaczenie w przypadku słów z francuskiego mają słowa na końcówkę „aż”, jak np. witraż, tatuaż, makijaż, legendaż. Potem mieszało się to i zaczęło się pojawiać w słowach rdzennie polskich. Zamiast ż i dż było tam kiedyś ź i dź.

Bardzo często zdrobnienia w j. polskim polegają na dodawaniu miękkich głosek. Np. dzidziuś, mamusia, jedzonko. Potem Polacy śmieją się z Czechów, Rosjan i Ukraińców (albo z Japończyków) że ich język brzmi jak zdrobnienia. To jednak pierwotna forma tych języków. Zdrobnienia w j. polskim nie są (tak jak np. zdrobnienia w języki Niemieckim) de facto zdrobnieniami. Są próbą przywrócenia j. polskiemu rodzimej formy. Takiej, która nie kojarzy się obco tak jak np. język Niemiecki, który brzmi dla Polaków jak wulgaryzmy. I tak np, słowa „jedzonko”, „spanko” „sianko” posiadają końcówkę „nko”, które jest bardzo popularne w np. języku białoruskim.

6. Było ograniczenia występowania samogłosek, w stosunku do innych samogłosek

Aby dany język mógł zostać zaklasyfikowany do grupy tzw. „indoeuropejskiej’ musi jednocześnie spełnić pięć wymogów. Jednym z nich jest fakt nieposiadania tzw. harmonii wokalicznej, czyli ograniczenia występowania samogłosek w stosunku do innych samogłosek. Na skutek makaronizmów, wtrąceń i zapożyczeń doszło jednak do zalania języka słowami obcymi, więc wystąpiła sytuacja, w której trudno było mówić o takim ograniczeniu. Jednak, gdy oddzielać obce słowa i głoski z czasem widać jak narasta harmonia wokaliczna. Przykład: w języku Polskim „u” nie może występować po „A”. Słowo takie jak „Aura” jest dla nas trudno do wymowy. Aura nie jest jednak słowem polskim – pochodzi z łaciny. Jest więc jednak harmonia wokaliczna. Gwoździem do jej trumny była kwestia wprowadzenia przyrostków. W łacinie przyrostki powstawały poprzez wymowę „o” pomiędzy nimi. Np. PseudOefedryna, KorpoOrealizacja, ProtOmalaOpolinezyjczycy. Można było niemal w kółko dodawać kolejne moduły. W Polsce zaczęto w pewnym momencie stosować ten trik w stosunku do słów, rodzimych albo słów z języków trzech – często jednocześnie. Przykłady: WielOosobowy (czy widzicie te podejrzane „podwójne O”?), niebieskOróżowy (niebieski – rdzenny, różowy – z francuskiego). Aby zapobiec natężanie się kolejnych zdecydowano, że należy w pewnym momencie zacząć dodawać myślniki, ale i tak było już trochę za późno. W ten sposób człowiek musiał robić kilka razy wdech w ciągu jednego słowa.

7. Nie było przedstostków, wzięliśmy je z łaciny

Nie spełnienie jednego z 5 punktów wystarcza by uznać, że język polski nie był językiem indoeuropejskim. Oprócz tego można jednak też pokusić się o dowodzenie spełnienia innego punktu – istnienia przedrostków. Przedrostkiem w łacinie mogło być praktycznie wszystko lecz były też krótkie, specjalne. W Polskim nie było pierwotnie przedrostków. Niemal każdy pochodzi z łaciny. W ten sposób doszło do pewnego rodzaju zapożyczeń, na dodatek z zamienieniem elementów na głoski nie występujące pierwotnie w języku, polskim i wzięte z np. z francuskiego (który z łaciną jest powiązany). W ten sposób nastąpił taki proces:

Pre –> Przed

Post –> Po

Dys –> Bez

Non –> Nie

Para –> Prawie

Przykładów takich jest więcej, z czasem zaczęto też próbować tworzyć własne przedrostki. Ciekawostka – w słynnych słowach z XIV wieku „Daj, ja pobruszę, a ty poczywaj” jest „poczywaj”, a nie „odpoczywaj”. Teraz zauważmy nienaturalny „szef” między „D”, a „P”. Czy „po” jest przedrostkiem? Raczej nie ma słowa „czywaj” więc najpewniej to nie przedrostek lecz forma jakiejś dawnej odmiany rzeczowników.

8 i 9. Było prawo otwartych sylab i było więcej samogłosek

Zdania niemal zawsze kończyły się na samogłoskę. Wyjątków było niewiele, dotyczyły szczególnie samogłoski „k”. W północnoazjatyckich językach z prawem otwartych sylab, jedną z niewielu samogłosek, którą można wymawiać na końcu jest między innymi „s” (popularne w językach słowiańskich i bałtyckiej, oraz w fińskim, a także językach takich jak japoński), oraz „k” (węgierski, japoński, eskimoski). Zauważmy teraz, że bardzo wiele zdrobnień zawiera „k” na końcu: ananasek. bochenek, Kamilek, Maksiuniek. świntuszek. Najpewniej to próba przywrócenie rodzimej, miło brzmiącej formy. Ale np. taki węgierski posiada to zawsze czy japoński, który był izolowany od wpływów.

Teraz porównajmy słowa w polskim do słów w ukraińskim, który zachował wiele elementów starych. Na przykład weźmiemy czasowniki.

Sprzątam – ja pribiraju

Uciekam – ja tikaju

Szukam – Ja siuju

Szepczę – Ja siepociu

Trę – Ja natiraju

Żmudzę – Ja linniły

Potrzebuję – Ja potreba

Wrzucam – Ja kidaju jocho

Przeszukuję – Ja siukaju

Rzebrzę – Ja blachaju

Nie dość, że widać jak przedrostki uciekają to jeszcze słowa zaczynają przypominać coś w stylu japońskiego. Do tego odmiana przez osoby nie istnieje, a osobę określa się przez partykułę (tak jak np, w japońskim, gdzie dopowiednikiem „ja” jest „łatasi”) i widać że nie ma swobodnej alternacji w obrębie rdzenia wyrazowego (co jest trzecim punktem wykluczającym języki słowiańskie z grupy indoeuropejskiej). No i słowa kończą się niemal zawsze na samogłoskę. Do tego trzeba dodać dużą ilość samogłosek. Co ciekawe prawo otwartych sylab, dotyczy przede wszystkim czasowników. W przypadku rzeczowników dopuszczone są takie końcówki jak „s”, „k” czy „n”. Wspominałem kilkukrotnie o j. japońskim. Dodam, że w języku japońskim również istnieje trend, w którym spółgłoski na końcu są zarezerwowane głównie dla rzeczowników, a czasowniki mają ich najmniej (w wersji standardowej). Z kolei w przypadku przymiotników, kończą się one zazwyczaj na „i”. Tak samo jak w j. polskim! U nas jest oprócz tego jeszcze wersja „y” czyli bliźniacza do „i”.

10. Zgłoski były ograniczone i typowo ałtajskie

Zgłoski w języku polskim był ograniczone i dotyczyły tylko wybranych syntez. Były one generalnie typowe dla takich języków jak fiński, japoński czy języki indiańskie. Przykładowymi zgłoskami, które były akceptowalne jeśli dodać do nich samogłoskę „a” było „ska”, „tka”, „bra”, „kta”, „nba”, „cka”, „nka”. Jak widzimy dotyczą one przede wszystkim zestawień głosek bezdźwięcznych i to tylko gdy są maks dwa. Tak samo jest w języku japońskim! Wyjątkiem jest „n” i to w obu przypadkach. I np. japońskie „Konbanła” i góralskie „Gońba” opierają się na swobodzie albo „n” albo „ń” jako głoska dźwięcznej. Sprawa słowa takiego jak „Brama” można wyjaśnić w ten sposób, że w jeżyku japoński, czasami „u” jest praktycznie niesłyszalne. Jest tam wiele słów, które brzmią inaczej według japończyków, niż podają zagraniczni tłumacze (np. takie dziwne słowa jak jakitomorokosz czy kinjoskyj). „Br” może występować np. w słowie „Bradziru” (Brazylia), choć japoński język jest ograniczony sylabariuszem. Oprócz tego „br” występuje w językach indiańskich jak np słowie „Nebraska”.

11. Nie było podwójnych, identycznych samogłosek

Takie przypadki jak „kk” czy „bb” był nieobecne. Bowiem słowo „Wanna” jest zapożyczeniem. i np. hebrajskie „abba” czy arabskie „rakka” czy też język niemiecki, zawierały takie systemy, ale nie języki słowiańskie. Nawet słowo „lekko” jest wzięte od łacińskiego „leptos” więc nie wiadomo przez jaki proces przemiany musiały dostać się do polskiego.

12. Nie było głoski „F”, bądź był okazyjna

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie image-10.png

Już za czasów głagolicy pojawiały się pierwsze znaki do zapisu „x” oraz „f” w języku starocerkiewnym, tylko że dotyczyło wyłącznie zapożyczeń z greki. O ile w przypadku „x” jest to logiczne, to mało kto wie że „f” nie było kiedyś obecne w językach słowiańskich.

Weźmy przykładowe słowa na „f”: frędzel, figiel, fenyloalanina, ferie, freja, fiołek, fantazja, farfocel, fantom.

Słowa 1, 2 i 8 to germanizmy. 3, 4, 5, 6 i 8 to latynizmy. Piątka pochodzi ze staroskandyanwskiego. F jest obecne w językach germańskich, romańskim, perskich czy arabskim, ale nie u Słowian! A jak to wygląda w przypadku np. Japonii? Cóż, niby jest, ale np. Fukashima, czyta się raczej „Wukasima”. Pomiędzy „W”, a „F”. Po za F jest dopuszczalne tylko przed „u”. Tak jak np. w Czeskim („Kolejka nie funguje bo weter fuka).


13. Mieliśmy inny szyk zdania

Najbardziej popularna cecha języka staropolskiego to specyficzny szyk zdania. Zamiast systemu takiego jak np. w języku angielskim, czy niemieckim – podmiot orzeczenie dopełnienie, był system taki jak w języku japońskim, bądź koreańskim – podmiot dopełnienie orzeczenie. Każdy kto czytał „Janko Muzykanta”, czy „Krzyżaków’ wie że tak właśnie brzmiał język polski. I tak np. zdanie „Ja siedzę na tapczanie”, musiało by brzmieć „Ja na tapczanie siedzę”. A przypadku Ukraińskiego „Ja sydziu na dywani”, zmieniło by się na „Ja na dywani sydziu”. Skąd zmiana? Najpewniej na skutek języka niemieckiego, który spowodował że około 100 lat temu zmiana szyku zdania była już zaawansowana. Szybko wpłynęła na Polskę, a to wpłynęło też na rejon na wschód od niej. Często jednak używa się nadal starego szyk uzdania, jak chce się zaakcentować orzeczenie, albo po prostu piszę się anonimowy komentarz w Internecie będąc zdenerwowanym, wściekłem hejterem, robi się nie tylko błędy ortograficzne, ale i też dotyczące szyku zdania. Taki sam szyk zdania jest w japońskim i np. „Nie, to tak nie jest” (jedno ze zdań, które w polskim mają nadal szyk zdania starty), to „Ie, cigajmas”. W j. japońskim każde zdanie ma ten szyk.

Na sam koniec porównanie języka Połąbskiego. Nie jest oczywiście „czysty”, ale daje ciekawy wygląd.

Aita nos, tâ toi jis wâ nebesai, syętü wordoy tüji jaimą; tüji rik komaj; tüja wüľa mo są ťüńot kok wâ nebesai tok no zemi; nosę wisedanesnę sťaibę doj nam dâns; a wütâdoj nam nose greche, kok moi wütâdoyeme noshim gresnarem; ni bringoj nos wâ warsükongę; toi losoj nos wüt wisokag chaudag. Pritü tüje ją tü ťenądztwü un müc un câst, warchni Büzac, nekąda in nekędisa

Dlaczego Japonia otworzyła się w XIX wieku?

Przyczyny Izolacji

W Japonii od wieku XVII-ego przez wiele lat trwał stan wyjątkowy. Wynikiem tego był kontakt z mieszkańcami Europy, głównie Francuzami, Hiszpanami, Portugalczykami i Holendrami, którzy po odnalezieniu morskiej drogi do Indii i Chin, dotarli ostatecznie do Japonii. Po okresie przyjaznej współpracy, coraz to większe kontrowersje wzbudziło to kim w rzeczywistości byli przybysze. Szczególne przerażenie wzbudziła wojna hiszpańsko-meksykańska, w ramach której niemal cała Mezoameryka znalazła się pod okupacją Hiszpanów, oraz wygrana wojna z Inkami i okupacja większości ich terytorium, oraz okolic, w szczególności zbrodnie dokonane podczas walk na ludności cywilnej i wandalizm. To właśnie one wytworzyły przez kolejne lata światowy stereotyp Autochton=Dobry, Przybysz=Zły.

Zdobycie Teutochican/Mechiko City przez Corteza przy wsparciu plemion sąsiednich, stało się symbolem rodzenia się największego europejskiego imperialistycznego kraju, od czasów Rzymu.

Hiszpanów uznano w Japonii za szpiegów mających na celu przygotować się na podbój Japonii, tak jak dawniej przybysze do Ameryki opowiadali rodakom o tym co tak znaleźli. Japończycy (którzy według, niektórych teorii mieli odkryć Amerykę jeszcze przed Kolumbem) uważali, że Hiszpania może być gotowa na powtórkę scenariusza w przypadku Japonii (szczególnie że okupacja Meksyku, spowodowała krach na europejskich rynkach złota i Hiszpania szukał nowych rozwiązań na ratowanie ciężkiej sytuacji w swoim kraju). Kontrowersje wzbudziła też rywalizacja między Katolikami, a Protestantami, co w przypadku Japonii mogło doprowadzić do przeniesienia się wojny 30-letniej na część ich kraju i doprowadzić do scen rodem z „Imienia Róży”. Ostatecznym argumentem dla Szogunatu było powstanie chłopskie, którym broń dostarczyli Portugalczycy. Europejczyków uznano za takie samo zagrożenie, jak dawniej Mongołów, wywołało to przerażenie. Europejczyków uznano za zagrożenie najwyższego stopnia i zdecydowano się wprowadzić nadzwyczajne środki, mające zapewnić Japonii suwerenność za wszelką cenę i każdym kosztem.

Zabicie europejskich misjonarzy i pro-europejskich Japończyków. Zdjęcie szokuje przede wszystkim dlatego, że zdajesz sobie sprawę, z tego jak bardzo kimono przypomina mnisią szatę. Nie ma wątpliwości, że strój tak jak i żupan, musi się wywodzić od jednego syberyjskiego stroju. Był to jeden z elementów, który sprawił, że Chrześcijaństwo odnosiło początkowo sukcesy w Japonii, jednak tym samym stawało się tym bardziej ryzykowne, jako element wywiadu i potencjalnej pułapki w rękach Europy.

Dokonano brutalnych ataków na Europejczyków, pozostałości ich działania wykorzeniono siłą, nałożono szereg embarg, w tym na Francję, Hiszpanię czy Portugalię oraz ograniczono ogólnie handel morski. Granica została zamknięta i nie pozwolono Japończykom na zapuszczanie się poza granice kraju. Kraj zaczął się coraz bardziej militaryzować, budowano artylerie nabrzeżne, zwiększała się ilość klasy samurajskiej – i tak mocno zmilityrazycowane państwo, stało się jedną wielką fortecą, europejskie statki, które zbliżały się do Japonii, miały być natychmiast likwidowane bądź odstraszane salwą bez ostrzeżenia.  Jedynie Holandia i Chiny mogły nadal prowadzić wymianę handlową z Japonią.

Wyspa z osadami i faktoriami holendrów. W okresie edo była miejsce, gdzie Holendrzy jako wyróżniony naród mogli swobodnie prowadzić handel z Japonią.

Pierwsze zmiany

W wieku XVIII pozwolono na import książek z Europy poprzez kupców z Holandii. Instytut Badania Nauk Zamorskich stał się pierwszym w Japonii uniwersytetem, choć jego czasy świetności zaczęły się dopiero w okresie Meji.

Instytut Badania Nauk Zamorskich, od Meji, Cesarski Uniwersytet w Tokyo, od 1949 Uniwersytet Tokijski.

Znacznie istotniejsze w kwestii otwarcia się Japonii była ekspedycja na Sachalin i Wyspy Kurylskie, pod koniec tamtego stulecia. Ludność ta zamieszkiwana była przez Ainów, najbardziej wyizolowany, pierwotny i egzotyczny odłam narodu Japończyków. Choć ich język sama ludność była genetycznie niemal identyczna z Japończykami z południa, to jednak przez tysiące lat ich język (choć mający podobne zgłoski) stał się niezrozumiały. Przez lata Ainowie i Japończycy południowi i środkowi żyli w relatywnie pokojowych stosunkach, choć Ainowie musieli też dostosować się do nowych nakazów standardów stanowych okresu Edo (strój, język urzędowy). W momencie dotarcia Japończyków na Kuryle i Sachalin zetknięto się z północną częścią tej ludności. Handlowano z nimi (między innymi kupowano skóry) – twierdzono, iż rejon ten jest częścią Japonii, który to przez tysiące lat uległ jednak „separatyzmowi”, co skłoniło do wysiłków w celu faktycznego przyłączenia tego rejonu do Cesarstwa. Wyprawa zakończyła się jednak efektem znacznie rozleglejszym niż przypuszczano. Zetknięto się bowiem z przedstawicielami nie tylko ainowskim państewek, ale późniejsz też samego Carstwa Rosyjskiego.

Niektóre z rdzennych narodów Syberii.

Rosja od wieku XIV stopniowo ogłaszała wstąpienie do Rosji kolejnych części Syberii. Obecność tej ludności, oraz ich potomków zmieniła całkowicie strukturę ludnościową Rosji, przenosząc ciężar realnej władzy w stronę wschodniej części. Dzięki pozytywnym oświadczeniu woli lokalnej ludności, obyło się praktycznie bez walk i proces osiągnął niebywałe rozmiary, tworząc nowy „Wielki Chanat”. Już w XVII wieku ogłosiła wstąpienie de nomine części środkowych i wschodnich, lecz w realu w roku 1800 w granicach de facto było jedynie kilka procent tych rejonów (głównie sukcesujących po Złotej Ordzie). Mimo to było to wystarczające, aby Japończycy zetknęli się z Rosjanami, czy też mówiąc bardziej szczegółowo Rosjanami, oraz różnorodnymi kulturowo potomkami narodów Syberii, w tym momencie mówiących już jednak po Rosyjsku. Moment ten był szokiem dla Japończyków, bowiem nie spodziewali się że jakiekolwiek państwo północne czy północny podmiot dyplomacji spróbuje nawiązać z nimi kontakty.

Część jeżyków na Zachodzie Rosji.

Sytuacja nie skończyła się tak jak w przypadku kontaktów z mieszkańcami Zachodu, bowiem mieszkań Europy Wschodniej, różnili się od mieszkańców Europy Zachodniej, wszystkim – zarówno wyglądem jak i mentalnością czy kulturą ludową. Zdobyli sobie zaufanie Japończyków, którzy rozumieli ich w przeciwieństwo do niż poczynań czy kultury mieszkańców Zachodu. Szczególną role miała ludność Rosji Azjatyckiej. Szczególnie z Jakucji, która niemal nie różniła się od Japończyków fizjologicznie i wydawała się być z nimi kulturowo wręcz bliźniacza. Niektórzy Japończycy wyruszyli w podróż po Carstwie Rosyjskim i państewkach syberyjskich – podczas tej wyprawy dotarli, aż do Moskwy, brali udział w Rosyjskich uroczystościach i zwiedzali Rosję w ramach misji dyplomatycznej i ekspedycyjnej (z Królestwem Polskim i Ukrainą włącznie). Werdykt był prosty – Rosjanie i ich krewni, choć teoretycznie mieszkają w Europie nie są spokrewnieni z „Kolonialnymi Barbarzyńcami”. Nawet język Rosyjski choć oddalony o tysiące kilometrów ukazał się nieporównywalnie szybszy do przyswojenia przez osoby japońskojezyczne niż Holenderski, co przyspieszyło mediacje i kontrakty handlowe.

Początek integracja Rosja-Japonia miała ogromne znaczenie dla późniejszych wydarzeń, gdy to Japończycy inspirowali się głównie kulturą Rosyjską, oraz Pruską (Królestwo Prus przed zjednoczeniem Niemiec, choć zamieszkiwane przez ludność niemieckojęzyczni, była w 95% bratnia z Rosjanami, w tym w aż 80% Prusaków pochodziło od Polaków). Właśnie dlatego mundur Cesarza Meji przypomina strój barbórkowy, a japońskie mundury – ułanów. Utożsamienie Rosysjkiego/Pruskie/Wschodnioeropejskiego „krzyża słonecznego” (pogańskiego symbolu, wchłoniętego przez chrześcijaństwo) z Amaterasu, dało początek nowym Japońskim odznaczeniom. Dlatego właśnie tak wiele z nich posiada elementy podobne do tych z Ukrainy, Polski czy Rosji.

Folklor Rosyjski miał ogromne znaczenie w integracji Japońsko-Rosyjskiej. Zwrócono uwagę nawet na podobieństwo „płaskich” malowideł i mitologie.

Analogie stylu symboli (nawet barw) oraz inne przypadki analogii Rosja-Japonia pozwoliły szybko przełamać pierwsze lody, jednak nadal pozostawała kwestia ustaleń terytorialnych. Japończycy bowiem rościli sobie prawo do części Sachalinu ze względu na zamieszkujących ich Ainów. Rosjanie z kolei rościli sobie też do niego prawo, gdyż usiłowali zjednoczyć wszystkie narody Syberii w ramach jednej, wielkiej Wszechrusi.

Relacje Japońsko-Rosyjskie były mimo tego pierwszymi od lat w miarę przyjaznymi kontaktami Japończyków z obcokrajowcami prócz Chin i Holandii. Czy to właśnie Rosjanie przekonali Japończyków taka naprawdę do otwarcia handlu? Trudno powiedzieć, ale na pewno miało to ważny wpływ na późniejsze wydarzenia.

Zmiany na Pacyfiku i mała stabilizacja

Pod koniec wieku XVIII siły Hiszpani i Portugali nieprzerwanie od 300 lat okupywały 80% terytorium Mezoameryki, 25% terytorium Ameryki Południowej. Jednak 10-letnia wojna o ich niepodległość była dla Hiszpanów tym, czym dla Francuzów Waterloo. Powstanie kilkudziesięciu niepodległych państw, zamieszkiwanych przez zlatynizowaną ludność rdzenną bądź wielonarodową ludność rdzenno-napływową obaliły kolonializm. Terytoria „Ameryki ponadśrodkowej” było w 8% zajmowane przez marionetkowe państwa UK i Francji, jednak była to inna forma sytuacji, z resztą powstanie wielonarodowego USA szybko przyniosło stratę UK. Przez ponad 80 następnych lat nikt nie myślał o zamorskich podbojach, na dużą skalę. Jednocześnie rozwój handlu z Chinami i pojawienie się parostatków, sprawiło że coraz to więcej okrętów zaczęło (chociażby nieświadomie) trafiać w okolice Japonii. Pojawiały się statki między innymi Angielskie czy Francuskie (nie było rzecz jasna znienawidzonych przez Japończyków Hiszpanów). Japonia nie podchodziło do sprawy przychylnie, statki które musiały z jakiegoś powodu coś powiedzieć miały jeden wyznaczony port, ale generalnie nadal Japonia traktowała Europejczyków Zachodnich  jako wysokiej rangi zagrożenie.

Terytoria okupywane przez Królestwo Hiszpanii i Królestwo Portugalii na przełomie XIX wieku. Na szaro – niepodległe państwa Indiańskie.

Punktem przełomowym był jednak kontakt Japończyków z Amerykanami od strony Wschodu 1837. Wówczas to do Japonii przypłynął amerykański statek, z Japońskimi rozbitkami chcący uzyskać pomoc, oraz poprosić o możliwość uzyskania miejsca, gdzie Amerykanie mogli by odpoczywać i zjeść coś po ciężkiemu wyprawie wielorybniczej. W obawie, iż jest to flota wroga, statek został ostrzelany przez artylerię nabrzeżną, co zmusiło go do odwrotu. Władze młodego państwa USA zaniepokoiły się sytuacją, co doprowadziło do zimnej wojny między Japonią, a USA. Jednocześnie władze Kraju Kwitnącej Wiśni nakazały przygotowanie się do odparcia ataków morskich i postawiono artylerię w stan najwyżej gotowości. USA w związku z sytuacją wysłały ekspedycję kilku okrętów wojennych, które miały zbadać sytuację. USA w owym okresie było państwem obejmującym de facto jedynie 25% obecnego terytorium, toczące ciężkie walk i Indianami co sprawiło, że kraj ten nie był pewien jak długo utrzyma się na mapie. Oceanię, traktowano jako kolejny ‘”dziki zachód” wymagający wyjątkowej ostrożności i środków prewencji. Japończycy widzą statki zrobili publiczne pokazy sumo w celu odstraszenia „barbarzyńców” jednak dla Amerykanów, pokazy te wyłącznie zdziwiły. W roku 1846 do Japonii przybył komodor Biddle, nie mogąc stawić czoła obronie przeciwokrętowej nie osiągnął żadnych sukcesów. Dopiero Kapitan Perry w asyście kilku statków zdołał dostać się na ląd, ale nie otrzymał odpowiedzi od władz. Głosowanie w Shogunacie było w większości za status quo polityki zagranicznej i ignorowanie żądań Amerykanów, tym bardziej że duża część amerykanów stanowili Brytyjczycy, którzy byli przedstawicielami Europy Zachodniej.

Nawet 100 lat potem toczyły się dyskusje co do zamiarów Amerykanów. Przeciwnicy tego kraju (w szczególności ZSRR) powtarzał, iż Amerykanie mieli na celu kolonializm Japonii w stylu „zgniłego zachodu”, jednak Amerykanie bronili się twierdząc, że sytuacja nie była dla nich korzystna, relacje z Japonią niestabilne, zaś podejrzenia wobec Amerykanów o imperializm, wynikały wyłącznie z uprzedzeń Japończyków do białych ludzi. Jako, iż USA samo w sobie było kiedyś kolonią, ich polityka wobec odległych krajów była dosyć inna.

„Czarne statki” McPerrego – zostały ukazane na japońskiej karykaturze jako wroga ekipa piracka.

Rok po pierwszej wizycie, kiedy to McPeery został odgoniony, powróciła kolejna ekspedycja. W związku z ryzykiem wybuchu wojny Japońsko-Amerykańskiej i nieprzewidywalnością Japończyków, McPeery zyskał ochronę w postaci 9 statków i piechoty morskiej. Zaproponował Japończykom traktat. Traktat zawierał: zobowiązanie do wzajemnej nieagresji, możliwość wzajemnego handlu w pięciu portach japońskich, ustanowienie konsula do spraw amerykanów na wyspach, zakup przez Japończyków broni amerykańskiej i wysokość ceł.  Do reprezentacji Japonii wyszedł panujący wówczas Shogun, gdyż obecność Cesarza przed obcokrajowcami była wówczas absolutnie wykluczona. McPerry nie wiedział jednak, że nie stoi przed głową państwa, tym samym nawet po pod posianiu traktat nie mógł legalnie wejść w życie, nawet gdy minie data jego rozpoczęcia. Podpisanie traktatu przez Shoguna rozładowało jednak napięcie i ryzyko wojny, w szczególności artykuł o nieagresji. W późniejszych latach, Shogun wystąpił do Cesarza o ratyfikację tego i innych traktatów. Otwarcie portów dla USA na skutek usilnych nacisków amerykańskich statków rozpoczęło okres zwany Bakumatsu.

Amerykanie i Japończycy w Kanagawie

            Kolejnym traktatem zajął się Harrison. Amerykanin jak przystało na jego naród był umiejętnym marketingowcem oraz negocjatorem handlowym i powołał się na sytuację we Francji oraz UK. Zwrócił uwagę na konflikt pomiędzy UK, a Chinami (Wojna Opiumowa). Handlarze Angielscy byli mocno obciążeni przez podatki Chińskie, więc próbowali przemycać opium. Chiny zaczęły wówczas konfiskować zapasy tego zioła. Zamiast jednak pozostawić je w konfiskacie, zaczęli niszczyć te zapasy opium, zaś zdenerwowana UK wysłała 10 000 żołnierzy w statkach aby odbić swoją własność, zanim zostanie zniszczona do końca. Harrison chwalił, iż USA jest pokojowe w przeciwieństwie do Anglii i Francji, oraz podjudzał Japonię przeciw tym dwóm krajom i że interesy z USA są znacznie lepsze. Dodał, żeby podpisał traktat i zastosował do UK i Francji zasady takie jakie zaproponuje USA, nie zaś propozycje Francji i UK. Był to jednak jedynie element marketingu, który różnił się od realnych wydarzeń. Żołnierze morscy w Chinach nie byli tak liczni by działać (oprócz wyjątków) na lądzie tak zaludnionym jak Chiny, wojna była spontaniczna, nie zaplanowana dalekosiężnie, zaś ustępstwo wynikało bardziej z faktu, iż Chiny (w przeciwieństwie do UK) mogło sobie na takie manewry pozwolić, wpływ miał też Konfuncjanizmu i mentalności Chińczyków. Można się spodziewać, że Togutawowie zdawali sobie z przewagi jaką mieli nad Wielką Brytanię, oraz mityzacją jej osiągnięć – być może właśnie to doprowadziło, do tego że zgodzili się na pomysł Amerykana.

Brytyjski statek zatopiony przez marynarkę Chinską

W kolejnych latach sytuacja się zmieniała. Japonia zdecydowała się podpisać traktat z Wielką Brytanią i Francją (ta pierwsza zwierała też podobne podejście do konsulatu jak w przypadku USA), tym bardziej że w tamtych czasach nie zdołał się jeszcze wykształcić Francuski i Angielski imperializm (w rozumieniu tworzenia państw marionetkowych, choć dochodziło do spięć i starć). Zreorganizowano handel z Holandią (1856), polepszono stosunku z Rosją. Carstwo w 1855 zaproponowało Japonii „salomonowy” kompromis – Japonia bierze krainę Ainów, zaś Rosja bierze krainę Oroków (północ Sachalinu). Traktat ten był jednak tylko oceną tego, gdzie dany kraj ma się nie zbliżać, nie zaś kontraktem ze stroną, która reprezentowała dany naród Sachalinu. Stąd też mimo, iż była źródłem stabilizacji na granicy Japońsko-Rosyjskiej – to do realnego włączenia tych terenów w dane państwa, potrzeba było jeszcze kolejnych lat i stopniowych procesów (większość wsi Sachalinu Północnego stały się faktyczną częścią administracji Rosji dopiero w latach 70-tych, XX wieku). Jednocześnie zdecydowano się o rozwinięciu handlu z Rosją. Ważny był też traktat handlowy z Prusami (1861), którego traktowano podobnie jak Rosję. Zdecydowano się na stosunki z niewielką Portugalią (1860), która to w czasach Konkwistadorów, preferowała pokojowe osady na wybrzeżu późniejszej Brazylii, niż wojny. Nie podpisano natomiast traktatu z Hiszpanią.

Pruska wyprawa do Japonii. Warto zwrócić uwagę na wschodnioeropejskie „stalinowe” wąsy Prusaków, które były podobne do tych noszonych przez Japończyków. Wynikało to z tego, że w obu przypadkach.

Sytuacja ułatwiła handel i rozładowała napięcia związane ze Stanami Zjednoczonymi. Nadal jednak Japonia nie była pewna co do zamiarów obcokrajowców z Francji i Anglii. Handel z Europą umożliwił szybszy import i eksport towarów. Przyspieszyło to rozbudowę sił japońskich. Przez dłuższy czas potem w kinematografii japońskiej dominował obraz ostatniego okresu Edo, w postaci procesarskich Hanów (w tym Satsumy) używających różnorodnej broni, w tym najnowocześniejszej, oraz Tokugawów walczących po staremu. W rzeczywistości zarówno stronnictwo Pro-cesarskie jak i Pro-shogunatowe, były podobnie, nowocześnie (jak na tamte czasy) uzbrojone na co wpływ miał też handel.

Mimo relatywnie niskich, ceł statki Europejskie musiały ponieść duże koszty związane z transportem przez oceany. Podobnie jak w przypadku Chin, równe punkty dla obu krajów, nie miały sensu w przypadku radykalnie różnej sytuacji odległych od siebie państw.

Czasami można natknąć się na tezę, iż Japonia w końcowym okresie Edo była zacofana. Jest to teza niepodparta dowodami. Owszem produkcja nie była tak wydajna jak w przypadku końca XIX wieku, lecz to samo można równie dobrze powiedzieć o każdym innym kraju w tym okresie (Indie, Chiny, Niemcy, USA, Polska) i zmiany w następnych latach były związane z rewolucją w handlu, przyrostem naturalnym czy też rewolucją przemysłową, która była już globalnym zjawiskiem. Po za tym Japończycy posiadali wiele własnych technologii, nie znanych w Europie, a dających przewagę, bądź wykorzystywali starą technologię w sposób dający skuteczność podobną, bądź większa niż teoretycznie nowocześniejsze odpowiedniki.

Kontratak konserwatystów

Sytuacja związana z obcokrajowcami niezadowoliła wszystkich, spora część z ludności uznała, że obcy są intruzami. Inne kontrowersje wzbudziła kwestia konsula i jego roli w przypadku USA i UK. Japończycy żądali aby ustanowić takiego samego w USA i UK w przypadku Japończyków tam przebywających, oskarżając rząd iż faworyzuje obcokrajowców. Możliwości podróży do USA przez Japończyków były jednak wówczas ograniczone, bądź niemożliwe.

Regularnie dochodziło do zabójstw Europejczyków w Japonii. Wśród wielu incydentów dokonanych przez konserwatystów było dużo wydarzeń z zabójstwami nie tylko jednej, lecz wielu osób co sprawiło że przebywanie w Japonii dla cudzoziemców stało się bardzo niebezpieczne. Również osoby próbujące się dorobić na handlu z Japonią były zagrożonemu, co skutecznie zniechęcała handlarzy do brania udziału w wyprawach do tego kraju. Japonia próbowała zażegnać kryzys wypłacając pieniądze rodzinom poszkodowanym, lecz fale narastały. Próbowano nowych negocjacji, lecz wysadzanie ambasad i konsulatów stało się normą. Podczas trwania okresu radykaliści dokonali blisko 180 zorganizowanych ataków terrorystycznych przeciwko obcym handlarzom, statkom i konsulatom.

Zamach na brytyjskich dyplomatów w Edo

Problemy ekonomiczne i zagrożenie życia ich obywateli sprawiły, iż państwa Zachodnie ostatecznie przestały pozostawać bezczynne wobec sytuacji. Szczególne niebezpieczne były sprzeciwiające się Europejczykom klany samurajskie. W odpowiedzi na śmierć Charlesa Richardsona i ostrzeliwanie Royal Navy, wojska zaatakowało Kagoshimę ostrzeliwujące ja i niszcząc kilka statków. Na lądzie szybko okazało się jednak, że zbroja samurajska jest w stanie wytrzymać trafienia z pocisków Angielskich, zaś Anglicy przestali inwestować w defensywę. Broń palna miał zbyt słabe tempo przeładowywania, by móc się mierzyć z japońską bronią białą (wojska angielskie nie były dostosowane do walk z bliska, a samurajowi – tak).

            Słabą sytuację Brytyjczyków, zakończył Shogunat który wspomógł Brytyjczyków i nakazał samurajom z Kagoshimy zapłacić za śmierć Anglika. Satsuma następnie wynegocjował i zapłacił funtów odszkodowania, ale nie przekazał morderców Richardsona Brytyjczykom, którzy jednak zgodzili się dostarczyć Satsumie okręty wojenne o napędzie parowym. Ponieważ bakufu odmówiło zapłaty 3 milionów po interwencji Shimonoseki, obce narody zgodziły się obniżyć tę kwotę do 25 000 w zamian za ratyfikację przez cesarza traktatów o nieagresji i handlu (wcześniej nie uprawomocnionych), obniżenie podatków celnych do 5%.

Statki Brytyjskie ponoszące klęska w bitwie o Shinoseki.

Zwolennicy ataków na europejskie cele twierdzili, że Europejczycy planują podstęp i jeśli nie powstrzymają ich teraz, wkrótce UK i Francja napadnie na Japonię.

Sytuacja była na tyle napięta, że Cesarz Kōmei, zrywając z wielowiekową tradycją imperialną, musiał interweniować ogłaszając 1863 r.  „Zakon Wypędzenia Barbarzyńców”. Klan Chōshū z siedzibą w Shimonoseki, pod rozkazami Lorda Mōri Takachikiwypełnił rozkazy cesarza i od 10 maja zaczął polować na cudzoziemców. Otwarcie przeciwstawiając się szogunatowi, Takachika kazał bez ostrzeżenia wystrzelić wszystkie zagraniczne statki. Zabójstwa zmieniły się w o masowe zatapianie obcych statków i śmierć obcych wojsk i cywili.

Pod naciskiem cesarza szogunat musiał ogłosić koniec stosunków z cudzoziemcami. Rozkaz ten został przekazany zagranicznym delegacjom przez Ogasawara Zusho no Kami w dniu 24 czerwca 1863 roku:

W związku z nasilającymi się dalej atakami, mieszkańcy Zachodu wysłali eskadrę czterech brytyjskich okrętów, trzech francuskich i jednego holenderskiego do Hyōgo w listopadzie 1865 r. Innym przypadkiem były wystrzały w stronę Shimaseki przeciw japońskim organizacjom, dowodzonym przez potężnego daymio Takachikę z klanu Chosho. Francuskie okręty i 250 żołnierzy zaatakowały miasteczko niszcząc posterunek artylerii. Do walk i wzajemnych wandet dochodziło do momentu gdy Cesarz nie zgodził się oficjalnie zakończyć swojej operacji ekstremistycznej. Upoważnieni szoguna do prowadzenia negocjacji z siłami obcymi. Konflikt ten uświadomił Japonii, że wojna nie jest rozwiązaniem.

Członkowie Shougunatu podczas negocjacji z Brytyjczykami. Kłanianie się im przez Japończyków, nie wynikało z „uznania ich za lepszych” lecz ze standardowego zwyczaju Japończyków.

                                                        Koniec okresu Edo

Zwiększenie interwencji Cesarza w sprawy kraju zaczęły coraz bardziej zmieniać sytuację. Zaczęło bowiem dochodzić do coraz większych zespoleń pomiędzy Cesarzem, a Shogunatem. Istotnym momentem był akt kiedy to Cesarz Komei i Lemochi Tokugawa zezwolił na ślub swojej siostry z Shogunem, sam Shogun odbył w tym celu podróż w asyście 3 000 strażników. Mimo, iż do małżeństwa nie doszło to jednak jego potencjalne efekty i tak nastąpiły. Coraz większą rolę bowiem zaczęły odgrywać samurajowie z Satsumy, Chosho, Tosa, Hiroshimy i Saga. Tworzyli one środowiska skupione wokół Cesarza. W 1968 roku na tron wszedł syn Komei – Cesarz Meji, zaś obecny Shogun rządzącego w Shogunacie Togutawów –  Yoshinobu Tokugawa, w roku 1968 zdecydował się zwrócić uprawnienia Shouna Cesarzowi. Spowodowało to przekształcenie Shogunatu w Oligarchię Meji, związaną głównie z rodami pro-cesarskimi (choć Tokugawowie mieli znaczącą rolę w dochodach państwa). Co prawda doszło jeszcze do walk wewnętrznych, związanych z eskalacją napięć związanymi ze sfałszowaniem edyktu Cesarskiego o odebraniu tytułów Tokugawie, lecz sam Togutawa szybko wycofał się  konfliktu (choć jego zwolennicy walczyli jeszcze przez rok na północy). Zakończenie okresu Edo w chwili przekazania uprawnień przez Shoguna, sprawiło że doszło do zmiany roli Cesarza. Sprzeciw wobec obcokrajowców, był w następnych latach połowiczny, choć ostatecznie narósł i sprawił, że w Japonia ostatecznie przeszło do kontrataku, co doprowadziło do pacyfikacji pro-zachodnich Chin i likwidacji wszystkich kolonii europejskich w Azji przez Japonię podczas II WŚ. Jedynie konflikt graniczy z Rosją pozostaje do dziś aktualny.

Osatni Shohun – Tokugawa Yoshinobu

Kamil Maciej Trzoch

Andrew Gordon, Nowożytna Historia Japonii (realia Japońskie)

Conrad Totman, Historia Japonii (realia Japońskie)

Nowa Era, Zrozumieć Przeszłość (sytuacja geopolityczna)

Ollie Bye, The Spread of Writing: Every Year (szacunki faktycznych granic koloni w 1800)

Dlaczego bomba atomowa NIGDY nie zniszczy Warszawy? Fakty, które ośmieszą Rosję oraz zawiodą fanów Fallouta

Nie będzie nigdy atomowej zagłady, ani nigdy nie zostaną zbudowani „zabójcy miast”. Nie będzie kilometrów zburzonych budynków. Po prostu nie będzie, chyba że będą przez długi czas trwały tam regularne walki i będą stałe naloty dywanowe przez wiele tygodni. I to tylko pod warunkiem, że większość będzie miała do 5 pięter i będą z cegły, a nie z betonu oraz uderzenia będą zawsze bezpośrednie. Oczywiście w takim tempie szybko skończy się amunicja i na kolejne miasta już nie starczy. Wysadzenie bomby atomowej w Warszawie, w roku 1944 przed Powstaniem, na pewno zawiodło by Hitlera. Dzisiaj też nie mamy się czego obawiać. Czemu powody są proste i opierają się na podstawowych prawach fizyki. Obalają tezy, które są oparte głównie na propagandzie Sowieckiej, oraz dziełach kultury typu Fallout.

Teza tworzona przez lata Zimnej Wojny, oraz podsycana przez Fallouta, Metro oraz Stalker: Cień Czarnobyla sprawdzała się jako obiekt fabularny dla powieści grozy i akcji, ale nie za bardzo ma zastosowanie w rzeczywistości. Nie będzie powtórki, ani z Hiroshimy 1945, ani z Warszawy 1944. Powodów jest wiele.

Powód 1 – ogólna teoria względności

Little Boy w porównaniu do Hiroshimy, na tle wieżowców i kamienic Centralparku 1:1 wygląda po prostu śmiesznie

Zdajmy sobie najpierw sprawę z tego, że to nie grzyb atomowy w Hiroshimie był taki duży, a to domy w mieście były takie małe, do tego duża ilość skrzyżowań robiła błędną iluzję, że jest ich więcej. Większość z nich miała jedno, góra dwa piętra wysokości, do tego gdy nie było miejsca, budynki budowano pod kątek 90 stopni do budynków sąsiednich, więc z lotu ptaka wydaje nam się że jest większa ilość budynków – i tak jest, bowiem budynki te były po prostu małe. Nie ma to jednak pozytywnego wpływu na ogólną ich masę i powierzchnię.

Jedna z głównych wysp Hiroshimy – zdjęcie wydaje się być zrobione w złej skali, ale jest prawdziwe. Porównanie budynków do średniej wysokości drzew, daje dobre rozeznanie do tego ile materiału tak naprawdę zniszczono – czyli znacznie mniej niż może się wydawać. Obszar, który wygląda na ogromny, znacznie maleje po dodaniu punktów odniesienia.

Tak więc Hiroshima przypominała trochę wschodnioeuropejskie ogródki działkowe. Jednopiętrowe budynki, zrobione z drewna, które były niewielkich rozmiarów. Oprócz tego trzeba też uwzględnić, że miasta jako takie były kiedyś mniejsze niż dzisiaj.

Obszar zniszczeń w Hiroszimie z 1945 na tle dzisiejszej Hiroshimy, nie imponuje już tak bardzo, aby nie powiedzieć że nie imponuje w ogóle.

Jednak zabudowa była bardzo gęsta, więc najpewniej nawet ich rozmiar nie wystarczył by do takiego efektu jaki zastano po uderzeniu. Bowiem de facto to nie bomba atomowa zniszczyła zabudowę Hiroshimy, lecz to zabudowa była źródłem zniszczenia dla samej siebie. Jak?

Powód 2 – to nie bomba atomowa zniszczyła Hiroshimę.

Przede wszystkim należy uwzględnić fakt, że zniszczenia dokonane w Hiroshimie (jak i Nagasaki) nie był efektem fali uderzeniowej, lecz reakcji łańcuchowej. Miasto, które było zbudowane niemal w całości z drewna uległa po prostu pożarowi. Tak samo było z resztą, z niektórymi częściami Tokyo, które zostały zaatakowane największym w historii bombardowaniem. W skutek tego zginęło jednak tylko kilka procent populacji miasta (tak samo jak w Osace i Nagoji), a Aliantom bomby się po prostu skończyły, a przetargi na nowe zajęły by (jak to zawsze bywa) zapewne z 10 lat, a siłą nic by nie przyspieszyli.

Płonąca przybrzeżna dzielnic Tokyo – największe bombardowanie w historii, które jednak Japończyków w ogóle nie ruszyło.

Jedyny obszar, gdzie Alianci wygrali była Okinawa, (położona 1 000 km od właściwej Japonii), gdzie jednak straty w sprzęcie były miażdżące. Niewielka wyspa była tylko przedsmakiem, a kosztem pyrrusowgo zachowania swoich posiadłości w Azji- Oceanii (o czym UK, Francja czy Holandia mogły już tylko pomarzyć) – Hawajów, było stracenie przez USA około 500 000 żołnierzy co osłabiło nieporównywalnie ich potencjał, tym bardziej że wojsko USA nie było, aż tak liczne jak w późniejszych dekadach. Amerykanie mogli sobie pozwolić tylko na ataki na miasta najbliżej Okinawy, a takim była Hiroshima, bardzo mocno wysunięta na południe i Nagasaki. Bomb już jednak nie było, jedyną opcją na jakiekolwiek bardziej udane ataki, było wykorzystanie broni jądrowej, aby rozpocząć reakcję łańcuchową pożarów. Hiroshima zamieszkiwana była przez kilkaset tysięcy osób, z czego aż 100 000 stanowili żołnierze (co w sumie było typowe wówczas dla Japonii). A de facto był to jeden z jedynych dostępnych celów.

Widok z lotu ptaka na wyspy w centrum Hiroszimy – wyglądająca na gigantyczną wioskę rybacką – przed bombardowaniem latem 1945 r. Proste domy z materiałów drewna/papieru ryżowego/słomy ryżowej odnawianych w regularnych odstępach czasu

Hiroshimę i Nagasaki nie zniszczyła energia bomby jądrowej, tylko energia syntezy węgla i tlenu pochodzącego z drewna i słomy ryżowej, budynków które uległy podpaleniu przez ciepło i ogień wybuchowej bomby. Nie użyto broni jądrowej, lecz chemicznej! Broń jądrowa była tylko katalizatorem całego procesu. Obecnie bardzo popularna jest teoria spiskowa, mówiąca o tym że wybuchy nuklearne nie istnieją, a wszystko to to tylko straszak stworzony przez Amerykanów przeciwko Japonii, a potem ZSRR. Nie należy się temu dziwić. W końcu kwestie dotyczące broni jądrowej są dość tajne i wsunie można powiedzieć, że pseudonaukowe. Bowiem nauka musi być ujawniana publicznie i w całości. Nie może zawierać elementów utajnionych. Dlatego też np. receptura Coca-Coli czy produkcja znaków wodnych na banknotów nie jest uznawana za naukę, a bardziej za zaawansowaną i powszechną, magiczną sztuczkę (pers. magus – ukryty). Z bronią jądrową jest tak, że niby jest ujawniane jak to działa, jednak na tylu dużo rzeczy jest tajnych, że powstaje wiele domysłów. Do tego lata propagandy utrudniły analizę. Zwrócono na to uwagę między innymi na blogu Proroctwa.com, gdzie dziwiono się rażącą wręcz nieskutecznością bomby w Hiroshimie przeciw budynkom nie-drewnianym. Wniosek był taki, że broń nuklearna to wymysł – czy to prawda? I tak i nie. O tym pod koniec.

Zasięg pożarów po wybuchu bomby w Hiroshimie i Nagasaki. Warto zauważyć, że bardzo nierówne są kształty. Nie przypominają okręgu. Do tego w Nagasaki promień zniszczeń jest nieporównywalnie mniejszy mimo, iż bomba miała zbliżoną siłę, a w wielu miejscach są dziwne przerwy w zniszczeniach. Wynika to z tego, że wszystko to było zależne od paliwa jakim było drewno, oraz sposobów jaki się roznosi. Do tego okolica miała nieco inną powierzchnię.

W bardzo bliskim zasięgu wybuchu znalazło się sporo budynków ceglanych. Piloci celowali w samo centrum miasta, gdzie znajdowały się jedyne konstrukcje zrobione z nie-drewna. Najlepszym przykładem tego jest bank, który choć został zniszczono w kilkudziesięciu procentach, nie zawalił się oraz budynki które znajdowały się kilkadziesiąt metrów od wybuchu, wytrzymały niczym bunkry. To budynki najbliższy od białej kropki na prawo. Gdy spojrzymy na następne zdjęcie zrozumiemy, co się stało potem.

Niewyraźne zdjęcie dobrze ukazuje, że budynki nie-drewniane się po prostu wybuchu nie imały. Budynki wzdłóż głównej ulicy dzielnie zniosły falę uderzeniową. Czy to nie dziwne, że przetrwały budynki najbliżej wybuchu? Nie dziwne, kiedy zwrócimy uwagę z jakiego był materiału. Do tego ochroniły one budynki, które były dalej na wschód, ale o tym potem.

O
Budynki najbliżej wybuchu.
Ocalałe konstrukcje w centrum miasta, oraz nieliczne pozostałe domy drewniane.
Pożar i jego zasięg. Widać też pociągi i Łodzie, które wydają się ignorować skutki wybuchu.
Ocalałe budynki. Miejsce, gdzie zatrzymał się pożar.
Kolejne miejsce blisko strefy zero, które wydaje się znosić wybuch i pożar niewzruszenie. To największy w Nagasaki kompleks zbudowany z innego materiału niż drewno.

Powód 3 – broń człowieka nadal nie dorównuje „broniom” natury.

Abstrahując do Japonii, kraj ten niewzruszenie odpowiadał na zarówno bombardowanie Hiroshimy jak i Nagasaki. Wszelkie głosowania na temat ewentualnego zakończenia walk zawsze były jednogłośne odrzucane przez Izbę Reprezentantów i Izbę Radnych. De facto jedynie Cesarz miał inne zdanie. Dla Japończyków wybuch bomby atomowej nie był imponujący biorąc pod uwagę to że Japonia przeżyła już gorsze – rzeczy i kataklizmy, trzęsienia ziemi, tsunami, tajfuny i wybuchy wulkanów, które co najmniej dorównywały temu co robiła bomba nuklearna.

Nagasaki po bombie nuklearnej i po trzęsieniu ziemi – te same miejsce.

Można nawet uznać, że robią one znacznie większe zniszczenia, biorąc pod uwagę, że są w stanie rzucać wielotonowymi kontenerami.

Powód 4 – pogromca bomb nuklearnych – III zasada dynamiki Newtona

Schemat odległościowy zaczynający się od 30 psi, lecz nie uwzględniający tego że samo zniszczenie budynku już go zmniejsza.

Tym co jest powszechnie stosowane przez niemal wszystkie media, zarówno Internet jak i telewizję to kwestia zasięgu fali uderzeniowej nie uwzględniająca w ogóle trzeciej zasady termodynamiki Newtona czyli Nietzh’owe „Gdy patrzysz w ciemność, ciemność patrzy również w ciebie” czyli po prostu „Akcja Reakcja”. Mało bowiem osób zdaje sobie sprawę z tego, że kiedy fala uderzeniowa uderza w budynek, to budynek uderza również w falę uderzeniową z taką samą siłą lecz w odwrotnym kierunku, który neguje część jej mocy. Co to oznacza? Walczą ze sobą dwie siły – siła spójności pomiędzy siecią atomową cegły czy betonu, a falą energii kinetyczno-sonicznej. Jeśli siła fali wygra, to budynek się zawala (także na skutek grawitacji), jednak fala zużywa do tego część samej siebie!

Wszelkie dane na temat zasięgu bomb atomowych zbierana patrząc jak bomba roznosi się na terenie niemal w ogóle nie zabudowanym, na pustyni albo tundrze. Miało to sens, bowiem ZSRR liczył na unieszkodliwienie pustynnych baz USA, a one same chciały zlikwidować bazy wojskowe Sowietów na Syberii. Na takich przestrzeniach fala mogła spokojnie rozchodzić się na kilometry. Oczywiście tym dalej tym by była słabsza, co wynika ze skutków niesienia jaj przez 1 zasadę dynamiki Newtona. Wszelkie symulacje spadnięcia bomby na Warszawę, Londyn, Nowy Jork, Poznań czy Białystok uwzględniają rozchodzenie się fali w taki sam sposób w jaki rozchodziła się na pustym terenie. Jest to oczywiście śmieszne i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Co prawda podczas testów broni jądrowej, ustawiano w jakichś odległościach domy i budynki testowe, ale przestrzenie pomiędzy nimi były bardzo duże. Nijak nie można tego porównywać do sytuacji, w której będziemy mieli do czynienia z kilometrami mniej lub zwartej zabudowy w dużym, co najmniej ceglanym mieście (podpaleń drewna oczywiście nie liczę). Tsar Bomba była nazywana „zabójcą miast” bo zasięg miał liczyć tyle kilometrów ile ma Londyn. Problem w tym, że Londyn to nie pustynia, tylko kilkadziesiąt km zwartej zabudowy z cegieł, szczególnie w centrum.

Spójrzmy chociażby na krater po Tscar Bombie koło piaszczystej ulicy. Skoro bomba ma mieć niezależnie od ilości przeszkód na dodrze ZAWSZE zasięg kuli fali uderzeniowej równej kilkadziesiąt kilometrów, to dlaczego krater nie ma tylu kilometrów? Fala najpotężniejszej bomba w historii o mocy 50 megaton, dała radę przebić raptem kilkanaście/kilkadziesiąt metrów gleby. Dalej jej siła została wyzerowana.

Co więc gdyby zrzucić bombę atomową np. w środek średniowiecznego zamku, albo carskiej fortecy? Albo chociaż grodu piastowskiego z grubym na 40 metrów murem ze scalonych kamieni, sklejonych i zasypanych ziemią? Czy wybuch wyszedł by na zewnątrz? Co więc w przypadku zabudowy, która sama w sobie jest barierą?

Co jeśli znajdzie przeszkody w poziomie? Pewne badania próbowali robić Amerykanie. Jeden z nich powiedział kiedyś, że Little Bot nie zniszczył by Waszyngtonu – „To Hollywood zniszczyło Waszyngton”. Krótko mówiąc – realia filmów, a realia realu nie zgadzają się w tym przypadku. W 2012 Wshington Post zrobiono symulację, która miała przewidzieć możliwość zdetonowania broni jądrowej przez terrorystów w centrum Waszyngtonu. Zniszczeniu miał ulec rejon tylko około 700 metrów od centrum wybuchu, dalej miały być już tylko rozbite szyby. To kilkakrotnie mniej niż w przypadku Hiroshimy, gdzie spadła taka sama bomba.

Co więc z bombami megatonowymi? Takimi, których fala w próżni ma po dziesięć kilometrów? 15 megaton Castle Bravo ma falę około 3 razy większą niż Little Boy (choć używa znacznie większej siły, bowiem fala rozchodzi się w 3 wymiarach, więc przelicznik jest bardzo niekorzystny dla atakującego, przez np. zużywanie energii w górę czy też faktu, iż tym dalej tym energia zużywa się szybciej na zasadzie podobnej do maszyn prostych). Więc 1500 m wystarczy do stłumienia wybuchu.

Co w przypadku najgorszego scenariusz czyli wybuchu Tsar Bomby? Ta bomba nie istnieje i nie dało się jej użyć inaczej niż stacjonarnie (czyli transportując 7 ton uranu), ale spróbujmy dmuchnąć na zimne. W tym przypadku jest ona około 5 razy silniejsza od Castle Bravo, ale jej zasięg jest tylko 5 razy większy od Tsar Bomby, gdyż do zwiększenia zasięgu o taki sam promień trzeba dużo więcej energii niż wynosi mnożnik samej siły, bowiem promień ma 1 wymiar, a wybuch – 3 wymiary. Tutaj wybuch ustał by według tej wersji po ponad 2000 metrach. Tyle z owego „zabójcy miast”. ZSRR chwalił się, że może zwiększyć moc do nawet 150 megaton (co zabiło by też ich ludzi), co w praktyce dało by zniszczenia w przypadku Waszyngtonu zapewne w jakichś 3000 metrach promienia, czyli 6000 m średnicy. A średnica Warszawy ma 40 000 m. Taka bomba to jednak już jednak tylko fantazje radzieckich naukowców.

Zasięg wybuchu w Waszyngtonie Little Boya (pomarańczowy), Castle Bravo (Czerwony), oraz Tsar Bomb (fioletowy) na mapie Hiroshimy i zasięgu zniszczeń z Littel Boya w Hiroshimie (ostatnia, czarna kreska).

To zasięg w przypadku Waszyngtonu to wielokrotnie mniej niż w przypadku zasięgu tych samych bomb, nadal jednak dane których użył Washigton Post nie uwzględniały 3 zasady termodynamiki, a nawet większa wytrzymałość surowców nie została w pełni uwzględniona. To tylko nieco bardziej go złagodziła. Przecież budynki w zasięgu kilkudziesięciu metrów w Hiroshimie nie dały się zburzyć, więc bomba taka musiała by być jeszcze bliżej (tak jak konwencjonalne rakiety i bomby). Symulacja to uwzględnia tylko i wyłącznie nowy materiał, albo po prostu (co jest bardziej prawdopodobne) fakt, że w nie było by reakcji łańcuchowej pożarów tak jak w Hiroshimie czy Nagasaki.

Tutaj z kolei możemy się posiłkować badaniami wysadzania bomby atomowej pod ziemią.

Project Cannikin polegał na detonacji bomby o aż 5 megatonach (połowa Castle Bravo). Wywołało to trzęsienie ziemi, ale nie dało w ogóle rady się przebić przez warstwę ziemi. Dziura, którą zostawiła w ziemi miała promień około dziesięciu promieni samej głowicy, czyli max. kilkanaście metrów.

To samo dotyczy eksplozji pod wodą w odległości 500 stóp od powierzchni, która dała radę wzbić część wody, nad powierzchnię ale nie na odległość taką, jaką mogła by osiągnąć fala w powietrzu, właściwie to nieporównywalnie mniejszą.

Na sam koniec dodam jeszcze jeden element, czyli wydarzenie z Chin. Wybuch w Chinach, gdzie wybuchł cały magazyn niebezpiecznych substancji. Wybuch był silniejszy niż Project Trinity – wybuch bomby atomowej o mocy dwóch littleboyów. Wybuch załamuje się na poziomie pierwszych przecznic i budynków do trzech pięter (z parterem włącznie).

Do tego swoistą zaporą są drzewa, bowiem jako ciało sprężyste (na dodatek włókniste), bierze całą energię nuklearną chwilowe odkształcanie, nie łamiąc się przy tym!

Co więc gdyby był rok 1939 i Hitler chciał by zrzucić na Warszawę Tsar Bombę, gdyby wtedy istniała, miał by ją i mógł ją zrzucić swobodnie? Biorąc pod uwagę, że kamienice miały do 10 pięter, oraz były bardzo gęste, robiąc swoisty mur, a bomba spadła by w Ogrodzie Saskim, które zamiast ogrodu był by kamienicami, sprawa cała sprawa wyglądała by mniej więcej tak.

Kamienice w najbliższe okolicy zawaliły by się, gdyż bomba ta była by znacznie silniejsza niż w przypadku Little Boya. Dalej siła była by zużywana, ale przechodziła by jakoś daje, ostatecznie załamała by się i tylko te fale, które nie miały przeszkód by zniszczył budynki dalej. Była by MASA dymu, ale niewiele ognia bo do zniszczenia pierwszych kilkudziesięciu kamienic zużyto by całą siłę. Ponad kilkaset kamienic w rejonie Placu Bankowego, Marszałkowskiej i Muranowa uległo by zniszczeniu do gruzów, ale dzięki temu ocalało by cała reszta – czyli kilkaset tysięcy kamienic na Śródmieściu, Ochocie i Woli. Pierwsze kamienice ocaliły by całą resztę, a co za tym idzie – także ludzi mieszkających w dalszych rejonach i sprzęt.

Jednak jak wiadomo Hitler nie potrzebował bomby atomowej, by dokonać w Warszawie rzeczy takich, a nawet znacznie gorszych. Wystarczył naloty dywanowe, miesiące walk i obozy zagłady. Zamiast jednak ufać symulacjom Google Maps, lepiej jest zrozumieć, że każda przeszkoda na drodze fali ją zużywa. I jeśli zniszczy się budynek pierwszy i drugi, to przy trzecim już może nie być siły. Nie da się jednocześnie zjeść cukierka i go mieć.

Powód 5 – żelbetonowa kurtyna

Marymont-Ruda na Bielanach, cześć dzielnicy Marymont Ruda- stanowi jedną z Warszawskim fortec nie do zdobycia.

Cegła to konstrukcja to nie jedyna kosntrukcja nie-palna i wytrzymalsza od drewna. Z czasem zaczęto bowiem korzystać z jeszcze innego, jeszcze wytrzymalszego materiału – betonu, potem mieszanego z żelazem, tak aby powstał zbrojbeton/żelbeton/zelbeton. Od lat 50 tych budownictwo wielkopłytowe stało się stylem narodowym Europy Wschodniej i Azji, a najszybszy jej rozwój przypadł na lata 70-te. Wielkie kompleksy przypominające fortece, od kilku do kilkudziesięciu pięter, wielka długość (do kilkuset metrów), okna idealne dla snajperów, niemal niezniszczalne struktury, zbudowane często w kole niczym mór, albo z dodatkowymi wieżowcami ponad owy „mur” przypominały wieże, do tego z licznymi schronami ukrytymi w środku. Czy była to tylko technika dla „housingu”? Cóż, to wersja oficjalna – a prawdy można po latach domyśleć się samemu.

Osiedle „Za Żelazną Bramą”. Czy nazwa nawiązująca do starej bramy w Ogrodzie Saskim była tylko krypotnimem?

Europa Wschodnia zaczynała przypominać średniowiecze, po raz pierwszy od dawna zainwestowano na taką skalę w defensywę. Pod tym względem Układ Warszawski miał nad NATO gigantyczną przewagę. Był to moment, kiedy technika budowlana przewyższyła znacznie technikę wojskową. Po raz pierwszy od czasów średniowiecza, ludzi więcej zainwestowali w obronę niż atak (choć w atak nadal inwestowano więcej niż Zachód). Technika budowlana przewyższyła militarną. Osiedla budowano w relatywnie bliskiej obecności ważnych wojskowych rejonów np. Tarchomin i Legionowo blisko Modlina i Zegrza. Targółwek i Gocław blisko Rembertowa. Ochotę i Mokotów blisko Okęcia, Jelonki blisko Bemowa itd.

Zelbetonowe osiedla z wielkiej płyty przebija nawet Manahttan i co minimum remisują z Honkgkongiem. Tutaj nic nie pomoże – nawet wszystkie głowice Rosji.

Sporo mówiło się na ten temat, propos bloków wielkiej płyty. Mówiono bowiem często, że nawet w przypadku bomby atomowej by przetrwały. Podobne symulacje okazały się pozytywne w przypadku spadnięcia głowicy jądrowej w centrum Warszawy, gdzie osiedle Za Żelazną Bramą miało pozostać nienaruszone. Rosjanie na tyle znali się na technice jądrowej, że jak byli w stanie zrobić najsilniejszą w historii głowicę, to tym bardziej byli w stanie zrobić coś co ten wybuch zatrzyma. Podczas testów, gdy jakiś betonowy budynek ulegał uszkodzeniu przy uderzeniu z bliska bronią jądrową, wówczas wprowadzano dodatkowe wzmocnienia, aż do momentu gdy stawał się niemal niezniszczalny. Taki standardy wprowadzano w fabrykach prefabrykatów w całym bloku komunistycznym. A to jeszcze nie koniec – bowiem większość tych bloków została potem wzmocniona ceglanymi warstwami! Nowe budynki dzisiaj mają i zelbeton i cegłę, ale są za to często większe w poziomie, więc hamują falę w inny sposób. W ostatnim czasie rosyjski politolog i spec do spraw bezpieczeństwa Paweł Luzin, odtajnił kilka ciekawych faktów, jako odpowiedź na

Jeśli to będzie atak na miasto, to teoretycznie tak, ale tak naprawdę tego nie wiemy. Hiroszima i Nagasaki były miastami z drewnianą zabudową. Dzisiaj świat mieszka w miastach betonowych i nikt nie wie, jak zadziała bomba atomowa w miejscu zalanym milionami ton betonu. […] Jeszcze kiedy były próby na poligonach w ZSRR, to badano skutki dla konstrukcji betonowych. Budowano betonowe konstrukcje imitujące fabrykę, bloki mieszkalne. Po wybuchu badano skalę zniszczeń. Jeśli były duże, to wychodzono z założenia, że należy wzmocnić konstrukcje [bloków w Europie Wschodniej] z betonu, dodać więcej zbrojenia. Więc nie należy się spodziewać, że taka bomba zniszczy miasto. […] Ostatnie próby atomowe na poligonie na świeżym powietrzu zostały przeprowadzone w 1963 roku. Potem zakazały ich umowy międzynarodowe. Za to od 1963 roku do końca lat 80. prowadzono próby podziemne. Znasz wtedy gęstość gruntu, jego właściwości. Bomba wybucha, a potem ludzie schodzą na dół, badają skutki. Na podstawie zebranych danych modelują, jakie będą skutki na przykład dla dużego miasta. Ale to są modele, a jakie zniszczenia mogłaby wywołać bomba atomowa o takiej lub innej mocy zrzucona na współczesne miasto, nikt nie wie. Łatwiej zakładać, jakie będą skutki psychologiczne – panika, demoralizacja. […] Najgorsze na pewno będą skutki psychologiczne.

Brudno na Targówku. Większość blokowisk zrobiono jaki labirynt wysokich budynków, wiele było zrobionych na planie koła, w które układały się budynki. Wszystko przemyślano taktycznie.

Najlepszym przykładem jest obrona Kijowa. Budynki bez problemu znosiły nawet bezpośrednie udeżenia rakietami, które przecież z bliska przebijały się dalej niż fale uderzeń jądrowych, gdyż epicentrum uderza tuż koło celu i jest sprzężone. Większość jest tylko osmolona z wybitymi szybami. Kilak bloków udało się zniszczyć w poprzez zawalenie jednej klatki, ale tylko jeśli chodzi o budynki wysokości około 7 pięter. Mówimy tutaj o kilku z kilkuset zaatakowanych budynkach, które przecież był bombardowane setkami, bądź tysiącami rakiet – niemal wszystkim co miała Rosja prócz wyrzutni Topol.

Powód 6 – rakieta z bombą musi najpierw trafić

Nie wystarczy mieć głowice i rakiety do ich wystrzeliwania – trzeba jeszcze trafić w cel. Samoloty mają najgorszej bo muszą dolecieć i nie dać się strącić, więc ZSRR i Rosja powierzyła swoje głowice głównie rakietom Topol, czyli Wojewoda (potem Sarmata), z których część jest wystrzeliwana na ruchomych wyrzutniach. Problem jest w tym, że rakiety te są tak duże, że łatwiej je strącić. Nieco lepiej jest z Iskanderami, ale również za mocno rzucają się w oczy i radary. Manewrujące Iskandery są kolei na tyle cienkie, że nie pomieszczą głowic takich jak Toczka/Iskander czy tym bardziej Topol. A lecenie po trajektorii prostej, jednocześnie naraża ich na ostrzał pocisków krótkiego zasięgi typu Wieloprowadnicowa Wyrzutnia Rakiet. PRL inwestował w pociski przeciwlotnicze i rakiety. Łuna, Vołochov, Buk, Kub, Krug, Grad, Vega, Newa i więcej.

Sytuacja z tarczą Antyrakietową Izreala pokazała, że można strącić ponad sto i pół rakiet, przepuszczająca tylko kilkanaście – i to małych, zaś wojna na Ukrainie udowodniła że można strącać na inny sposób, nawet rakiety manewrujące. Taka tarcza jest w Rumunii, a i również już w Polsce w postaci wyrzutni Patriot i rośnie w siłę.. Przez lata pojawiła się wyrzutnia Langusta, rakiety Piorun czy Jevelin. Do tego tarcza ma być połączone z takimi systemami jak Plitwica czy Poprad (kwestie „nieistniejącej OPL” to tylko chwyt clicbaitowy prasy), oraz przyszły Narew. Oraz zakup niewyobrażalnej wręcz (500 wyrzutni 300 km zdziwiło by nawet Adolfa Hitlera) ilości rakiet Homar. A są też inne rakiety i inne sposoby na zastrzelenie pocisku. Dotyczy to nie tylko Polski, ale też innych państw związanych z taką defensywą. A ogólne przesłanie jest takie, że głowicę łatwo strącić. I nie wybuchnie, bo nie jest to bomba zapalna. Musi dojść w idealnym momencie do wsunięcia się rdzenia w rurę z tego samego materiału uranowego/plutonowego, na sygnał wystrzeliwującego. Jeśli coś pójdzie nie tak to koniec z wybuchem. Do tego rakiety Topol przeładowują się nomen omen ruski rok, a ich ilość jest mniejsza niż ilość głowic. Trudno też wystrzelić kilka na raz. Tak samo z Iskanderami, których już jednak nie ma bo zużyły się podczas Wojny na Ukrainie. A jeśli jednak jakaś trafi – wówczas odsyłam do poprzednich punktów.

Konsekwencje

Na świecie jest obecnie około 15 000 głowic, o średniej mocy 80 kiloton. To generalnie nie jest coś co mogło by zagrozić unicestwieniem jakiegokolwiek kraju z dużymi miastami, i nawet w czasach zimnej wojny, kiedy głowic było 8 razy więcej nie doprowadziło by to nigdy do takich efektów, jakie spodziewali by się ludzie.

Skoro nie w ilość to może w moc? Co jeśli nie tylko powtórzy się plany Tsar bomby, ale będzie się nadal zwiększać moc bomby jądrowej? Aż do kilkuset megaton? Niestety (albo na szczęście) to praktycznie niemożliwe. Nie tylko biorąc pod uwagę, fakt wagi, ale też biorąc pod uwagę fakt, że do kolejnych wersji używa się nowych radioaktywnych metali. Najpierw uran, a potem pluton. Jednak dalsze metale superciężkie (np. Neptun) są tak niestabilne, że trudno utrzymać długo ich nawet małe ilości, albo występują w śladowych ilościach, tak jakby natura sama zabezpieczyła się przed człowiekiem, zanim się pojawił.

Jednak człowiek nie potrzebuje jednak głowic jądrowych, aby dokonać strasznych zniszczeć. Hitler udowodnił to w Warszawie czy obozach zagłady. ZSRR udowodnił to w Dreźnie. Nieszczęść w Syrii, Jemenie nie można porównać do Hiroshimy i Nagasaki. Uderzające bezpośrednio bomby, wybuchające skondensowaną siłą przy budynku, często mają większą moc na metr sześcienny niż fala nuklearna po X metrach rozrzedzenia się, a takich jest więcej. Do tego dochodzą ofiary na skutek bullet hellu oraz skutki głodu. Po co komu bomba atomowa, skoro są skuteczniejsze sposoby na sianie zniszczenia jak np. naloty dywanowe? To przykra prawda, ale na szczęście wojna na Ukrainie pokazała, że technika budowlana znacznie wyprzedziła technikę zniszczenia.

Czy więc teorie spiskowe o tym, że broń jądrowa nie istnieje są prawdziwe? Cóż, istnieje wybuch jądrowy jako reakcja, więc należało by uznać że tak. Ale jeśli uznać, że według nich (i nie tylko ich ale także wielu innych ludzi), definicją broni jądrowej jest bomba, która ma niszczyć jednym ciosem fali uderzeniowej całe miasto i może doprowadzić do wymarcia wszystkich ludzi, to mają rację – „broń atomowa” nie istnieje. Czyli Putin nie ma nas czym straszyć.

Co łączy „Barbaros” i koalicję antyhitlerowską?

4 września mógłby być unijnym świętem Wolnej Europy ale nie jest, bo wszystko wydarzyło się chyba zbyt dawno… 4 września 476 r. stało się coś co sprawiło, że mieszkańcy Europy mogli odetchnąć z ulgą. Coś co można porównać do Desantu w Normandii, albo Monte Cassino. Dlaczego? Bo gdyby nie to jedynym językiem w Europie była by łacina.

Słowo „Imperializm” oznacza taką ideologię, w której to dany kraj dąży do podporządkowania sobie innych narodów, grup, krajów, organizacji. Skąd jednak ta nazwa? Skąd wzięło się słowo Imperializm? Stalinizm, wziął się od Stalina, Nazizm ma korzenie w III Rzeszy, Markzizm od Karola Marksa… Imperializm to z kolei ideologia związana z postacią Imperatora, Cesarza Rzymskiego, czyli po prostu – Imperium Romanum. Określeniem „Imperializm” oznaczał, że jakiś kraj zachowuje się podobnie do Rzymu. Np. Hiszpania atakująca Meksyk czy Państwo Inków, albo Hitler napadający na całą Europę. Sytuacja związana z Hitlerem, zmusiła Europejczyków do zjednoczenia się przeciwko wspólnemu wrogowi – zwiększyło to integrację Europejską i przyczyniło się do stabilizacja różnych części Europy, dekady potem. Nie był to jednak pierwszy taki przypadek. Wydarzył się już wcześniej choć na mniejszą skalę.

Jakie było to wydarzenie? Koalicja przeciw Szwecji w czasach I Wojny Europejskiej? Nie, bo wojna nie była związana tylko ze Szwecją. Wojna z Napoleonem w czasie II Wojny Europejskiej? Nie, bo większość osób uważa że Napoleon miał rację i dążył do obalenia monarchii absolutnych, łamiących prawa człowieka (czyli Rewolucja Francuska itd.) Kiedy więc się to wydarzyło? Znacznie dawniej….

Zaczęło się niewinnie, od jednego miasta, które walczyło z innym. W ciągu 400 lat podbiło całą Italię. Skończyło się to tym, że powstała struktura bardzo silna jak na tamte czasy. Rzym nie poprzestał na wojnie w Italii i rozpoczął się podbój innych państw. Padli Berberowie (Maroka), Kartagińczycy (Libia), Iberowie (Hiszpania), Galowie (Francja), Belgowie, niektórzy Germanie (w tym Allemanowie) czy Brytowie. Ludy wschodu stawiły natomiast opór. Podbito Trację, Dalmację czy część Dacji jednak na rzece Dunaj obrona stawiła niemal niezniszczalną tarczę. Również Piktowie (czyli Szkoci) starali się przeciwdziałać Cesarstwu, atakując garnizony w Brytanii.

Cesarstwo Rzymskie narobiło sobie bardzo pokaźną listę wrogów, przez liczne zbrodnie wojenne – wojny napastnicze, niewolnictwo i marginalne traktowani innych ludzi niż mieszkańcy Italii. O ile ludzie z Zachodniego-Południa zostali pokonani, to ludzie z Wschodniej-Północy mieli odrębne geny, sposób działania, kulturę i technologię, która okazała się dla Cesarstwa Rzymskiego kamieniem na kosę.

W końcu miarka się przebrała i najwyraźniej mieszkańcy wschodu powiedzieli sobie, że jeśli nie wspomogą podbitych ludów, zarówno ludy pobite jak i (jeszcze) wolna Europa mogą źle skończyć. Tak zaczęło się pierwsze w historii Europy „Responsible for Protect” na skalę międzynarodową. Brzmi współcześnie, ale przecież wojna nigdy się nie zmienia. Albo Wschód, albo Rzym. Albo Imperializm, albo wolność. Było to wprawdzie obrona konieczna zbiorowa, ale też przede wszystkim, wojna prewencyjna i nieprawdopodobny kontratak. Po prostu w pewnym momencie Rzym przekroczył pewną granicę i reakcja mogła być tylko jedna.

Gdzie to ustalono? Na jakimś wiecu, zgromadzeniu? Gdzie była „Rzymska Konferencja Teherańska”? Nie wiadomo, bo źródeł nie ma. Opisy odnośnie przyczyn tych wojen są niejasne, ale analizując sytuację, nie mamy wątpliwości że jednak było tak jak powyżej.

Około 375 roku na tereny Pannoni, przybyli stepowi Hunowie i utworzyli tam swoje państwo, później zwane Kaganatem Awarów, a współcześnie – Węgrami (Hungaria). W wyniku mieszania się rdzennego społeczeństwa Pannoni z Hunami, powstał specyficzny naród, określający się mianem Magyar. Hunowie nie wahali się walczyć z Cesarstwem Rzymskim i wypędzać kolejne oddziały z Pannoni. Taka sytuacja sprawiła, że wiele ludów zyskało na odwadze, widząc podejście Hunów co najpewniej zwiększyło ilość społeczności, które chciały znacznie gwałtowniej przeciwstawić się Rzymowi.

Goci już od III wieku przygotowywali się do wojny z Rzymem. Zaczęło się od potężnych kontentengenów stacjonujących w okolicach Dunaju. Kontegeny podzieliły się na dwie, liczbę grupy – Wizygotów i Ostrogotów. 378 roku Ostrogoci uderzyli na Bułgarię tocząc walki pod Andrianopolem.

Duże problemy związane z zażądaniem tak dużym państwem, sprawiły 395 podzielono Cesarstwo na dwa. Wrogowie Rzymu tylko na to czekali. Jednocześnie trwała bowiem ofensywa Ostrogotów na Grecję i Ateny.

W 400 roku n.e. Burgundowie zamieszkujący tereny dzisiejszej Polski przeprowadzili błyskawiczne uderzenie na Wormację. W międzyczasie to samo zrobili Wandalowie, którzy zaczęli wraz z Burgundami porwać wypędzić Rzymian spod rzeki Ren, cofając ich wgłęb Galii. Wspomogli ich, także Alanowie ze terenów Ukrainy. Tak samo jak w przypadku Kwadów.

W 401 siły Ostrogotów przedarły się przez Bałkany i wyzwoliły Dalmację, a W 406 roku Burgundowie wyzwolili istotny fragment Galii, które od tego czasy zwany jest Burgundią. W 410 roku siły Ostrogonów uderzyły na północne Włochy i miast oRzym.

W 411 roku Swebowie zdobyli Galicję w Hiszpanii. Tereny na południe do niej zostały zajęte przez Alanów, w międzyczasie Wandalowie po udanym przepędzeniu Rzymian z większości terenów Galii, prowadziły kompanię na południu Hiszpanii. Wizygoci z kolei działali na wschodzie Półwyspu Iberyjskiego. W 413 padła Narbona, a w 415 uderzyli na Kartagenę. W 418 Kartagena. pada pod naporem Wandalów, zaś w 418 Wizygoci zakończyli operację w Hiszpanii środkowej. Powstały tam różnorodne strefy okupacyjne.

425 rok to zwycięstwo Wandalów na wyspach, na wschód od Hiszpanii, 430 rok to już tylko prosta droga przez Maroko i Tunezję. W 439 roku rozpoczęło się zdobywanie Kartaginy. W 456 roku uderzono na Leptis Magna, a następnie wyzwalając dzisiejszą Algerie i Libię.

Straty jakie ponieśli Rzymianie w Galii, utrudniły działania na morzu. Wówczas to Anglowie, Sasi i Jutowie z Danii przeprowadzili szturm siłami morskimi. w 450 roku doszło do desantu w Bretanii, która szybko uległą deromanizacji dokonanej przez wojska Wikingów. Z tego powodu, rejon ten nazywano potem Anglią. W 455 roku Frankowie z dzisiejszej Holandii przyłączyli się do wojny w Galii, kończąc ją na niekorzyść Rzymu. Z tego powodu rejon ten jest dziś nazywany Francją, choć Galowie stanowią zdecydowaną większość jego ancesorów. W tym samym roku Ostrogoci wyzwolili Noryncję.

W tym samym roku doszło do desantu marynarki wojennej Wandali u boków Rzymu. Siły były miażdżące. Nie wąchały się niszczyć murów, wykorzystując ich słabe punkty, atakować ważne osoby polityczne i niszczyć pomniki Cesarzy. Rzym został spustoszony. Rok potem zdobyto Sardynię. W 457 roku z kolei dokończono ostatnią operację Wizygotów w Galii.

461 rok to zdobycie przez Wandalów Sycylii, a 467 to wdarcie się do Grecji. W 470 Ostrogoci wyzwolili dzisiejszą Serbię, oraz przepędzili Rzymian z północnej Bułgarii.

472 roku Burgundowie w porozumieniu z rzymską opozycją zdobyli Rzym, a jego władca został zabity, a wojska cesarskie w stolicy – doszczętnie wyniszczone. Zachowała się jednak nadal władza Cesarza.

476 wybuchły walki toczone przez Alanów i Skiriów przeciw Cesarzowi. Agent Kwadów obalił wówczas ostatniego Cesarza i odesłał koronę do Bizancjum.

480 roku trwały kolejne zwycięstwa Ostrogotów nad siłami Wschodniorzymskimi, szczególnie w Grecji czy Bułgarii, a do 493 zakończyły się ostatnie operacje Ostrogotów na Bałkanach.

Gdy Hunowie,

Odbiwszy się od stolicy 413 roku zdobyli Narbonę

Lustracja „Nankinu”

Gdyby kwestia „Masakry Nankińskiej” była kiedykolwiek przed normalnym sądem, zapewne okazało by się że dowody świadczą nieco inaczej niż było w realu. Ale ponieważ sprawców nie znano zazwyczaj z nazwiska, to do tego nie doszło – pozostają tylko domysły skrzętnie wykorzystywane, kiedy są przedstawiane jako „fakt”. Szczególnie przez anty-japońską propagandę Radziecką, której ofiarą była też np. Polska oraz propagandę Chińską, która do dziś jest bardzo mocno odczuwalna. Dość szokujące było by to gdyby ludzie dostali odpowiedź samych Japończyków odnośnie tego wydarzenia, bowiem bez dojścia do głosu „drugiej strony”, trudno by było ocenić sytuację.

Gdy ostatnim razem Hirohito został przedstawiony u boku Hitlera i Mussoliniego, reakcja ambasady Japonii była natychmiastowa, a naród Japoński się zdenerwował – zażądano usunięcia zdjęcia i tak też się stało.

Tzw. „Masakra w Nankinie to wydarzenie, do którego doszło podczas zdobywania miasta Nankin przez wojska Japońskie w 1937 roku. Japonia miała na celu spacyfikowanie Chin, które to współpracowały handlowo z Francją i UK, które uważano za zagrożenie kolonialne przez np, okupację Birmy i nie tylko Atak na Chiny miał na celu zniszczenie portów z których korzystali Europejczycy, oraz pokonanie ruchów pro-europejskich – potem pozostawało już tylko dekolonizacja krajów na południe od Chin. Tzw. „ludobójstwo” w Nankinie to jednak wydarzenie, które jest w 80% sfałszowane przez chińską, radziecką, a nawet aliancką (tak!) propagandę. Dlaczego?

Tonący statek US Navy podczas walk o Nankin

Powód 1 – nie tylko cywile

Bardzo często podaje się całkowitą liczę „ofiar” jako ilość cywilów, które zginęły w wyniku „eksterminacji” Jednak w realu było nieco inaczej. Wydarzenia w Nankinie mięły przede charakter egzekucji żołnierzy Chińskich, którzy zostali pokonani przez Japończyków. Część z nich to po prostu ofiary walk, reszta to osoby zabite potem. Wprawdzie potem do zabójstw doszło też na cywilach, jednak ogólna ilość ofiar to nie sami cywile.

Powód 2 – nie z rozkazu

Na temat ludobójstwa Nankinu nie wydano nigdy żadnej ustawy, ani rozkazu, Było to głównie samowola żołnierzy (w dużej mierze poborowych), których potem w 1946 (w ramach możliwości) wydali przed sąd sami Japończycy. Nie był to manewr Japońskich wojsk, lecz działanie zorganizowane grupy osób fizycznych. Wszystkie mowy „cichym przyzwoleniu” to tylko czyjeś domysły, a nie udowodnione wydarzenia.

Powód 3 – w stanie wyłączającym świadome podjęcie decyzji

Różnorodne działania, do których dochodziło podczas tej „operacji” był efektem upicia się japońskich żołnierzy, którzy w tym stanie zaczęli bawić się bronią i urządzać zawody o to, kto zabije więcej ludzi. To czy to cywil czy żołnierz trudno było odróżnić w przypadku, gdy żołnierz był upity. Nie neguje to faktu tragedii do jakiej doszło, lecz jednocześnie trzeba zdać sobie sprawę, że żołnierz po alkoholu myśli inaczej. A andrelina tylko zwiększa działanie etanolu.

Powód 4 – przesadzona ilość ofiar

Dowodów na ilość ofiar mamy tyle ile odnaleziono ciał. Reszta to domysły, ewentualnie jacyś świadkowie. Trudno też o dowody, jak podczas walk kartki zapiskami płonęły. Może kilka tysięcy? Szacować nie ma po co, bo po pierwsze – szacunki ofiar cywilnych są zawsze zawyżone. Najlepszym przykładem tego były ponad 10-krotnie zawyżona ilość ofiar Puczu w Bukareszcie. Statystyki oznaczały by, że ginęło po 12 000 osób dziennie i to przy użyciu broni często siekanej (np. patyków ostrych). W powstaniu warszawski ginęło po 2 000 dziennie, w warunkach kiedy to z nieba leciały bomby, artyleria i czołgi uderzały z całej mocy. budynki się paliły i zawalały, wybuchały miny. Jak więc pijani żołnierze, atakujący wolno i często dla zabawy już nie w trakcie walk, mieli by zabić tylu, skoro Werhmahtowi się nie udało osiągnąć takiej ilości w trakcie trwania regularnych walk, choć mimo tego starano się zabić cywilów dla zemsty? Kilkaset tysięcy (bo tak mówią niektóre źródło) nie mogło zostać zabite przez Japończyków. Taka ilość z łatwością stawiła by opór, więc nie mogło być obecna w polu walki. Wówczas nie uniknęli by wysokich strat sami Japończycy, a pijani raczej mieli wy problem z dokładnym celowaniem, co by tylko ułatwiło obronę. W sytuacji ludobójstwa ludność nie wacha się stawać do walki, bo nie ma dla niej innej drogi. Inną sprawą był Wołyń, gdzie była zorganizowana akcja i to na mniejszą skalę, a nie pijacka zawierucha. Po drugie – trudno znaleźć tak szczegółowe statystyki po trzecie…

Powód 5 niewiarygodne źródło

…ręce na jakichkolwiek pozostałych dowodach położyła Chińska Republika Ludowa, której wierzyć nie wolno, gdyż dobrze widać, że ma to na celu tylko i wyłącznie upokorzenie Japonii, dlatego że jest ona monarchią konstytucyjną, a nie komunistycznym krajem bez demokracji oraz poniekąd dzisiaj sojusznikiem NATO. Czy kraj, który np. neguje istnienie walk na Placu Tianmen i prowadzi cenzurę- może być wiarygodny pod względem innych wydarzeń w swoim kraju?

Powód 6 – dublowanie zdjęć

Przerażające fotografie ukazywane przez Internet i portale komercyjne typu „Wielka Historia” czy „Histmag” są drastyczne i prawdziwe, lecz jednocześnie pokazuje się ciągle te same zdjęcia i te same fotografie. Ogólna ocena polega więc na elementach, które są niemiarodajnej i nie mają charakteru przesiewowego. Jedna scena z różnych perspektyw, jest często jest błędnie brana przez internautów za dwa sceny zbrodni co sztucznie zawyżało ilość ofiar. Obecne zdjęcia mogą świadczyć co najwyżej o kilkuset, może tysiącu zabitych. Do tego duże stosy zabitych często były zebraniem ofiar z większego obszaru.

Podsumowując, owa „Masakra w Nankinie” to w dużej mierze zbiór wymysłów histerycznych społeczeństw, oraz mediów chcących zarobić na reklamach, przedstawiając historię rodem z piły, oraz twór propagandy ChRL. Nie oszukujmy się – jak dużo razy media mówią o Holokauście, torturach wojny 30-letniej czy masakrze cywilów na wojnie, nie dlatego że chcą oddać hołd zabitych, tylko dlatego że dobrze sprzedają się materiały pełne brutalności? Ile osób czyta książki o tym, tak jak czyta się dobry horror? Niestety (a właściwie stety), to nie ma za dużo wspólnego z rzeczywistością… Nie ma dowodów, nawet na kilkadziesiąt tysięcy ofiar, a wiele faktów się nie zgadza, kwestia winnych osób fizycznych nie jasna. Mamy co prawda zdjęcia, ale one nijak nie udowadniają że wydarzenia w Nankinie miały taką skalę jak pokazują media. Najpewniej ofiar było 100, a może nawet 300 razy mniej. Zarówno Zachodowi, ZSRR jak i Chinom opłacało się jednak przedstawiać inną wersję.

Propaganda, propagandą. Ja jednak wolę matematykę.

Dlaczego ludy o pochodzeniu syberyjskim są najdoskonalsze cywilizacyjnie i ewolucyjnie?

Dlaczego ludy syberii haplogrupy N oraz ich spadkobiercy czyli C, Z, Q, R1a, D1b to genetycznie generalnie „rasa panów”?

Genetycznie mają chyba najmniej z małpy ze wszystkich ludzi (dostosowane do zimna oczy, szczęka dostosowana do niemal samego mięsa, trawienie krwi, proste endotermiczne włosy). To ludność praktycznie całkowicie mięsożerna, więc przez tysiące lat wycelowali jako napastnicy, naturalnie muszą się bić bo taki mają instynkt, nawet zęby mają dłuższe niż np. Francuzi czy Niemcy).

Oprócz tego są dostosowani do produkcji dodatkowej energii w celu grzania organizmu (zimą ich skóra wygląda jak po morfinie), a co z tym idzie gdy już zastąpią ogrzanie sposobem sztucznym, to cała energia zapasowa wcześniej przeznaczona do ogrzewania idzie do mięśni.

Dostosowanie  do produkcji tak dużej ilość pochodnych fenolyalaniny i tryptofanu (dopaminy, adrenaliny, noradrenaliny), sprawia że ich mitochondria pracują tak szybko jakby byli pod wpływem jakiś bardzo mocnych dopalaczy – to bestie nie ludzie. Do tego ogromne znaczenie ma słońce – przez klimat i wysoką zawartość melatoniny, w przypadku wystawienia na UV, jest znacznie mocniejsza reakcja organizmu na zwiększenie ilości jej przeciwieństwa – serotoniny, co powoduje skok umożliwiający wystrzał jak z armaty, po skoku energii i wzrostu mocy mięśni. Siła zależy nie tylko od samych włókien, ale bardziej od tego jak są one zasilane.

Nieprawdopodobne możliwości widać nawet na (uwaga!) symbolach ludowych, gdzie są symbole zrobione według prostopadłych wektorów, co jest odzwierciedleniem ich mentalności, nakazującej proste ruchy niczym karate, o charakterze ruchów impulsywno-konwulsyjnych powodujące spięcie w łuku odruchowym wroga, gdyż oczy odbierają sygnału do odruchów przeciwne niż te jakie dostają mięśnie od świadomych decyzji.

Nawet ich rodzima mitologia nakazująca wiarę w wiele dziwnych zagrożeń i duchów, wzmacniała u nich przez lata przygotowanie do odparcia. A prawdziwy strach dodaje prawdziwych skrzydeł.

Ci którzy zostali na północy, a nie wyemigrowali stali się potężniejsi nawet od swoich braci. Finowie to prawdziwe wampiry pijące krew Rosjan, zaś Nieńcy nie dali się Mongołom. Nie dali się nawet Imperium Mongolskiemu, które potrafiło (jak na swoje czasy) znacznie więcej niż Rosja czy ZSRR. Ich spadkobiercy w Europie praktycznie ani razu nie przegrali z ludami zachodnimi, a jeśli już to tylko gdy ród we współpracy z własnym rodem genetyczny. Wszakże Prusacy mieli R1a, a nie niemieckie R1b. także kontyngenty atakujące Polskę pochodziły od wschodnich sił, czyli od Prusaków i Połabian.

„Syndrom Św .Wojciecha” – znani pseudopolacy, którzy byli obcokrajowcami

Do roku 2001 spis ludności nie umożliwiał deklaracji narodowości, a w czasach PRL-u nawet języka (choć i tak spisy był fałszowane na modłę komunistów). W wieku XIX co prawda można było zadeklarować język, ale na tym się kończyło. Badacze wiedzieli bowiem, że trudno kogoś pytać o narodowość, a raczej łatwiej ją ocenić dzięki pracy terenowej, jak Tacyt, Geograf Bawarski, Jordanes czy Prokopiusz z Cezarei. Po roku 1944 komuniści pozamieniali w historycznych mapach „spreachen” (mowa) na „narodowość” co było niezgodne z oryginałem. Potem było już tylko gorzej, bo okazało się że po wprowadzeniu możliwości zadeklarowania narodowości, ludzie nie wiedzą kima na prawdę są i teoria nijak nie zgadzała się z praktyką. Głownie dlatego, że nazwy ulegały zmianom, a narodowość mylono z obywatelstwem. Bo o ile ludność przeważnie woli (a nawet musi ze względów fizycznych) pozostać w jednym miejscu, o tyle języki na przestrzeni epok bardzo łatwo się mieszały. Zaczęło się niewinne, od „zagrożenia ze strony niemieckich bądź zniemczonych rycerzy ze Śląska” w powieści Sienkiewicza, przez prowokowanie bratobójczej wojny przez Konopnicką, pseudo-nacjonalizm w międzywojniu, propagandę PRL – aż do obecnego szaleństwa anonimów na grupach Facebook, YouTube i mediach „nacjonalistycznych” w rzeczywistości nie mających z nacjonalizmem zbyt dużo wspólnego. Bo jak można nazwać nacjonalizmem, walkę z własnym narodem, skoro część z nich (DOBROWOLNIE!) przyjęła obcy język by nie musieć się męczyć wśród kilkunastu odmiennych gwar? Działało to też w DRUGĄ stronę. I nie będę tutaj mówił o Koperniku, bo tutaj jest duża szansa (minimum 50%), że jednak był Polakiem.

Mickiewicz – Litwin

Mickiewicz urodzony na Litwie, był tym dla horroru, czym Tolkien dla gatunku fantasy. Mieszkał na Litwie, w polskojęzycznej prowincji, która uległa wpływom polskim na skutek obecności w tym samym państwie co Polska (Królestwo Kongresowe) i jako efekt unii polsko-litewskiej. Wykorzystując motywy słowiańskiego (i bałtosłowiańskiego) szamanizmu stworzył serię dzieł z wodnikami. duchami i demonami, praktycznie tworząc gatunek horroru literackiego w Europie, jak choćby rozpowszechniając motyw upiora i wampira (wąpiężą). Słowiański odpowiednik japońskiego „Kaidan” odniósł sukces też w Europie zachodniej i był inspiracją dla takiej twórczości jak „Wigilijna Opowieść”, doprowadzając do kolejnej już fali wpływów szamanistycznych na nadal mocno dość dualistycznyczny zachód. Mickiewicz jako uchodźca polityczny i konspirant, uciekł z Litwy do Polski przed ścigającymi go siłami Cara Rosyjskiego, a potem do Francji. W swoich dziełach wiele razy podkreślał, że jest z Litwy, którą nazywał „ojczyzną” i umieszczał w niej akcje swoich powieści. Choć dziady do zwyczaj ogólnosłowiański (a może i nawet sięgający dalej na wschód) to jednak na Litwie jest szczególnie popularny i po dziś dzień stanowi najbardziej charakterystyczne dla Litwy święto religijne.

Józek Piłsudski – Litwin

Rolę Piłsudskiego w polskiej historii trudno nie pominąć. Był to bowiem przez wiele lat Naczelnik Państwa w II RP i istotna dla polityki kraju postać – na jego pogrzebie był sam Adolf Hitler, który oczekiwał w II RP sojusznika na miarę słowackiego Józefa Tito. To też osoba, która wypędziła Rosjan z Polski i Austriaków z Krakowa – tak więc trudno o nim nie pamiętać. Podobnie jak Mickiewicz był on jednak Litwinem, urodzonym w Wilnie. Miało to ogromne znaczenie dla jego władzy, bowiem zdecydował się on o aneksji Wilna, właśnie ze względu na chęć powrotu do tych ziem. Omijał przy tym racje innych Litwinów i doprowadził do obecności Wilna w wielonarodowym tworze zwanym II Rzeczpospolitą, zaś Litwa musiała se poradzić bez swojej stolicy. W 1938 odbyła się manifestacja 100 000 osób odnośnie sporów terytorialnych, a II RP i Litwa znalazły się w stanie zimnej wojny. To skłoniło Litwinów, by stanąć po stronie ZSRR podczas Kompanii Wrześniowej. W 1939 roku Wilno zostało przekazane Litwie przez ZSRR i tak pozostało do dziś. Rodzina Piłsudskiego do Wilna już nie powróciła, pozostała w Polsce odcięta przez Linię Curtoza. Na litwie uważany był za zdrajcę, w Polsce za drugiego Jagiełłę. Temat jego litewskiego pochodzenia jest często nieznany. Dopiero stworzenie Trójmorza i Trójkąta Lubelskiego spowodowało obniżenie napięcia. To ciekawe, że w kraju gdzie osoby o korzeniach Polskich stanowiły mniej niż połowę ludności (pod względem języka nieco ponad) liderem też była osoba o rodzie nie-polskim. II RP była więc bardziej państwem Rusińskim niż Polskim. A na terenie Wilna do dziś mieści się siedziba partii i strefa wpływów Lenkios Nacjonalistai (Lechijscy Nacjonaliści) – czyli zwolenników międzywojennego ładu Wileńszczyzny.

Alexander Fredro – Ukrainiec/Alan

Granice Rusi oraz Polski przebiegały historycznie gdzieś w okolicach rzek San i Wieprz, oraz wyżej. Jednak na skutek unii Polski-Litewskiej, podobnie jak w przypadku Wileńszczyzny, język Polski stawał się coraz popularniejszy jako język codzienny na wschodzie Ukrainy. W latach międzywojennych toczyły się spory pomiędzy zwolennikami, a przeciwnikami obecności tych ziem w II RP (przeciwników było więcej) lecz sprawa ta jest długą historią. W XVIII wieku był raptem niewielkie zalążki tego konfliktu, bo j. Polski traktowano jako język międzynarodowy tak samo jak i Niemiecki, królowie regionu (poza znanymi powszechnie wyjątkami) dbali o rację swojego kraju, a nie o ideologie nacjonalistyczne. Aleksander Fredro to jeden z najbardziej znanych pisarzy publikujących w języku Polskim. Mimo tego był on Ukraińcem urodzonym w Lwowie – grodzie Alańskim/Rusi Czerwonej, który za czasów Królestwa Rusi Kijowskiej został przemodelowany na wzór murowany. Akcję jego komedii „Zemsta” umieszczono już na terytorium polskim (okolice Krosna), ale bardzo blisko granicy z Rusią Czerwoną. W roku 1945 w ramach triumfu Armii Radzieckiej nad obrońcami Wrocławia, komuniści zabrali Lwowianom pomnik Alexandra Fredry i umieścili go na miejscu pomniku Fryderyka Wilhelma we Wrocławiu, który został zanalizowany. Jego francuskie nazwisko pozostaje zagadką, lecz francuzem nie był, choć malarze lubili go tak stylizować.

Jan Brzechwa – Ukrainiec/Alan

Urodzony w Żmerynce Ukrainiec to postać legendarna pod względem twórczości. Czerpał on garściami ze słowiańskiej szamańskie tradycji ukazywania roli różnych zwierząt, personifikował co tylko się da i stworzył masę humorystycznych historii. To także autor powieści Pan Kleks, której adaptacje w latach 80-tych (robione już przez Polaków) stały się jednym z najbardziej specyficznych filmów w historii kinematografii Polskiej. Podkreślał rolę takich zwierząt jak Lis (Nemesis Kura) czy jeża (którego jak wiadomo Polacy upodobali sobie szczególnie). Nie chcąc mieszkać w Związku Radzieckim, uciekł do Warszawy, gdzie kontynuował swoje serie wydawnicze.

Juliusz Słowacki – Ukrainiec/Alan

Autor Balladyny to chyba największy rywal Mickiewicza. Podobnie jak wielu na liście miał korzenie Ukraińskie. Niestety nie zachowały się jego zdjęcia, a obrazu są lekko zdeformowane pod względem kształtu twarzy. Autor słynął przede wszystkim z Balladyny, dziejącej się za czasów Piasta w Gople, gdzie umieścił motywy mitologii słowiańskiej, oraz Lili Wenedy. Utworu, w którym pojawia się motyw ataku Lechitów (Polaków) inspirowanych przez Wikingów na Wenetów (Wołynian) w czasach przedchrześcijańskich. Motyw jest ciekawy, bo to jedyny utwór w tamtych czasach, gdzie Polacy grają rolę antagonistów. Być może Słowacki dość sceptyczni podchodził do kwestii relacji z Polską, w końcu był Ukraińcem, a tam zdania były podzielone.

Janusz Christa – Litwin

Był z rodziny litewskich uchodźców, którzy uciekli do Sopotu na wieść o utrwalaniu się nowej granicy Radzieckiej. Brał udział w bardzo wielu projektach komiksowych i artystycznych, między innymi w ramach kultowej serii Kajko i Kokosz, w ramach której powstało kilkadziesiąt albumów, obecnie powstają nowe dzieła jego spadkobierców, a także filmy animowane i gry komputerowe. W swoich dziełach łączył tematykę słowiańską, z swobodnie bądź nieświadomie dawanymi motywami rzymskimi, galijskimi i krzyżackimi, do tego nawiązywał do czasów autorowi aktualnych (między innymi biurokracji komunistycznej). Jego nazwisko „Christa” posiada typową dla krajów Bałtyckich końcówkę „sta”.

Maria Konopnica – Jaćwieżka/Sudowianka

To wyjątek w tym przypadku, ponieważ nie odnosi się bynajmniej do osoby, która pochodzi z rejonu spoza dzisiejszej Polski, lecz osoby która pochodzi z rejonu historycznie nie Polskiego i to nie będącego w granicach jeszcze za czasów jej narodzin. Jaćwieżanie bądź Sudowianie to ludność Suwalszczyzny, opisywana już za Tacyta, która nieprzerwanie zamieszkuje ten teren, który w XX wieku w pewnym sensie przez przypadek znalazła się w granicach Polski. W przeciwieństwie do Prusów, komuniści nie specjalnie fałszowali historię Jaćwigów, lecz nie obnosili się z nią. Jaćwigowie to jeden z narodów Europy do których najpóźniej dotarło chrześcijaństwo. Długo potem jak zaczęli przyswajać język Polski. Wpływ na to miały powiązania z Litwą i Polską. W chwili urodzenia Konopnickiej w Suwałkach, język Jaćwiński był niemal wymarły już od kilkuset lat, ale ludność ta nadal zamieszkiwała Suwalszczyznę. Postać jej autorkom bajki o sierotce Marysi, która czerpała z mitologii słowiańskiej, a także słynnej Roty, które jednak tekst jest mocno kontrowersyjny. Krytykuje bowiem „germanizację polaków”, które jednak była dokonywana przez innych Polaków, którzy po XIII wieku przyjęli język niemiecki. Charakter jej był wręcz ksenofobiczny i gdyby została hymnem Polski, z pewnością Ambasad Niemiec miała by sporo zastrzeżeń do tego incydentu.

Prace terenowe w Beskidach – czyli jak być w Peru, Kanadzie i Japonii, nie opuszczając kraju

Beskidy – czyli góry, które od dawna stanowiły ważną część kultury Polskiej, Słowiańskiej i ogólnie wschodnioeuropejskiej. Wraz z Bieszczadami i Podhalem wchodzi w skład kręgu kultury Wołoskiej (brzmi podobnie jak rosyjskie Vołokhov, ale i też może jest związane z Wołynianami/Wenetami). Tak na prawdę jest to krąg kulturowy powiązany z rodzimym Podhalem (Pod Halle), który to obejmuje jednak kulturę również Podkarpacia i Żywiecczyzny. Jest on nieco transnarodowy, bowiem wpływa też na dalszą stronę gór – w Czechach i Słowacji.

Zdajemy sobie sprawę, że Kultura Wołoska to nie tylko Podhale, ale też znacznie większa część Polski. Według dostępnych mi danych zaczyna się od Podkarpacia aż do Żywca, czasami zaczynając się już od terenów Lwowa. Trzeba jednak podać na porozumienie się ona znacznie dalej – aż do Sudetów okolic Czech, genetycznie słowiańskiej wschodniej Austrii, a także wychodząc częściowo na wschodnią Bawarię (komuniści tuszowali Wołoską tradycję Czechosłowacji i Dolnego Śląska, gdyż Dolny Śląsk uchodził za – „ten zły, nazistoski”).

Rejon Bawarii jest nieprosty geometryczny jeśli chodzi o geografię – niewielka jej część to specyficzny „spadek schodek” (mówiąc o granicach Bawarii), który idzie na wschód. Tam właśnie mieszkają potomkowie tak zwanych Słowian Bawarskich -wpłynęli one nieco na kulturę Bawarii Wschodniej – zachowali sporo zwyczajów między inni zdejmowanie butów po wchodzeniu do domu (nie ma w go Niemczech z wyjątkiem Połabia). Właśnie dlatego Hitler porównywał Bawarię do Podhala -ponieważ duży szlak Kultury Wołoskiej zostawił na Bawarii swoje ślady. 

Gdy Słowianie rozdzielali się na przełomie paleolitu i neolitu wówczas z Rosjan wyodrębnili się Białorusini z nich – Polacy. Ukraińcy również wyodrębnili się od Rosjan, tyle że bardziej na wschodnim-południu. Następnie Słowianie szli na północny zachód. Zarówno wschodni jak i zachodni szlak imigracyjny na południe, w pewnym momencie się zaczął z powrotem krzyżować gdzieś na terenie Daków, Traków (7 Słowiańskich Rodów czyli Bułgaria) czy Serbii.

Jednak kultura Wołoska to góry, zwróćmy jednak uwagę na to że daje bardzo dużo danych na temat tego jak stabilizował o się osadnictwo w naszym rejonie Europy bowiem góry były często trudne do przekroczenia – część ludności się tam zbierała dlatego też południe polski jest gęściej zaludnione, a ci którzy dali radę przekroczyć granicę gór oddzielali się do tego stopnia, że stworzyli nowe narody tak jak Czesi czy Słowacy. Dlaczego ludzie w Polsce bali się i nadal się boją budować w górach domy? Tutaj sytuacją może być odpowiedź w postaci mitu o biesach i czadach – bowiem Beskidy tak jak Bieszczady uważane były za siedziby biesów/czartów. taki sam mit od podobny mit o demonicznym wpływie gór można znaleźć między innymi w Japonii – do dziś widać ślady takich wierzeń zarówno w Japonii jak i Polsce.

Wyprawę zaczynamy od Koniakowa, czyli jednego z centrów folkloru Beskidzkiego, od przeganiania owiec. I w sklepie z dziełami ludowymi już na początku każdy miłośnik archeologii polskiej ma potężne Deja Vu – to co tutaj widać, to wypisz wymaluj fibule Kultury Przeworskie (środkowa i południowa Polska, okres do V wieku n.e). Zgadza się motyw zawieszki, motyw falki na zawieszce, a nawet specyficzne „palce”. Do tego znaczek „gwiazdy” jest zupełnie identyczny, jak te z wykopalisk Kultury Przeworskiej. To cu tutaj widzimy jest niezbitym dowodem na przekazywanie z pokolenia na pokolenie od czasów późnej starożytności do dziś specyficznego wzoru fibuli, który choć uległ ewolucji i różnym rozgałęzieniom to jednak jest dalej widoczny, a jego najbardziej istotnym śladem jest słynna rozeta zakopiańska. Krótko mówiąc mówimy o rękodziele z tradycją sięgającej co najmniej 2000 lat.

Tu z kolei widać inne odmiany – tym razem pojawia się skromniejszy motyw, ale zachowano ogólny wzór, pojawiają się wzorki jakby Kaukaskie, a i też elementy synkretyczne.

Tutaj z koleii znany motyw gwizdków zrobionych na kształt kur, gęsi i ptaków. Gwizdki takie wylepiano u nas jeszcze przed naszą erą (wraz z szklankami w kształcie Indyków) i można je podziwiać w muzeum na warszawskim arsenale. Tradycja conajmniej 4 000 letnia.

Tu z kolei – kolejny już symbol słońca, czyli słynna koronka. Występuje w wielu odmianach, a jednym z jej fenomenów jest to, że ma nieskończoną liczbę osi symetrii.

Zwiedzanie kontynujemy patrząc na specyficzne ptaszki z charakterystycznym kształtem dzioba, oraz charakterystyczne figurki uwielbianego w naszym rejonie Europy – kota.

Tutaj z kolei mamy jedną z odmian symbolu zwanego potocznie „Perunicą”. Ta wariacja znana jest chociażby z wykopalisk, które pochodzą z czasów wczesnego średniowiecza, a dziwnie podobny znak jest znakiem jednego z japońskich rodów (różni się w zasadzie tylko liczbą linii). Ten symbol wykorzystał George Lucas (masowo inspirujący się Kurosawą), tworząc logo dla Separatystów z Trylogii Proqueili. A to tylko jeden z wielu przypadków analogii między Słowianami, a Japonią.

 W muzeum, w którym mamy między innymi gigantyczne góralskie instrumenty dęte. Trudno powiedzieć czy to kobza czy coś innego po prostu jest to szokiem dla warszawiaka… Do tego pokazy malunków góralskich i kolejnych koronek.

Tutaj można już ocenić jak bardzo dużo instrumentów stworzyli dawni Słowianie. Gwizdki, rogi (co widać na posągu Światowida i babach pruskich) a także to co widzimy tutaj, czyli wielkiej coś – trudno właściwie to opisać. Prócz tego flet wydający ultradźwięki i będący czymś na kształt harmonijki, który odnaleziono ZX wykopaliska Kultury Pucharów Lejkowatych. Możemy zrekonstruować muzykę słowiańską na podstawie tego typu instrumentów. W końcu Celtowie znają już swoją starożytną muzykę, to może czas na nas?

Posąg ala totem, czyli wzór człowieka z drewna, który w młodości powodował u mnie strach (nie wiem czemu, może przez tą „drewniany/łupany” wzór?). Z drugiej strony postać, która siedzi i się podpiera, a może ma puste wnętrze? Do tego kij czyli nieodłączne insygnium Baby Jagi, ale o czarach będzie potem.

Trochę sztuki ludowej, czyli coś zupełnie innego niż malarstwo zachodnie.

Brzask na tle kłosów, oraz sad – motywy przypominające tła z najlepszych odcinków Wiklinowej Zatoki i Kota Filemona.

Zjeżdżamy nieco na połnocny-wschód koło Wisły by odwiedzić fantastyczne miejsce, czyli Kolibę pod Czarcim Kopytem.

A teraz etymologiczny łamijęzyk wyrazów pokrewnych: Piekielny czart w piecu pieczary, czarami czarne pieczarki w czarze piecze.

Na samym początku zwracamy uwagę na kolejny słowiańsko-ałtajski symbol – czyli gwiazdkę, która do dziś gości na fladze Udmurcji.

Głowa czarta – oczywiście zrobiona w sposób „ciosany” – to dodaje jej nie tylko lokalnego stylu, ale i też czegoś strasznego.

Tutaj z kolei wielka noga nie wiadomo czego. U Słowian granica między materią ożywiona, a nieożywioną jest bardzo mylna!

Piec z czasów, gdy okolice były niemieckojęzyczne. Widzimy tutaj krzyż żelazny, czyli symbol słońca, który istnieje w Europie Wschodniej co najmniej od czasów Kultury Łużyckiej, a jest na pewno znacznie starszy, bo podobne symbole znajduje się chociażby u ludów ałtajskich.

Zawsze, gdy widzę taki klimaty przypomina mi się pewne bajki, związane z pieczarami, które widziałem jak byłem mały. Żwirek i Muchomorek, Bazyliszek, Smok Wawelski? Gdzie to było? Tak czy inaczej motyw diabła to co innego niż chrześcijański „upadły anioł”, a czarty przedstawia się w sposób specyficzny, co widać chociażby, o tym jak się przedstawia diabły w książeczkach dla dzieci. Gdy tutaj jesteśmy mamy właśnie taki piecowy/kielny klimat, rodem klimatu dobranocek z początku naszego millenium, tylko że tym razem natrafiliśmy na twarz rodem z Dooma.

Skoro dla słowian ogień był tak ważny, że aż istniał jego patron Swarożec – to może dlatego, podchodzimy do demonów tak „baśniowo” i diabeł stał się u nas czas pozytywną (czasami) postacią?

Marcin Luter w grobie się przewraca? Trzeba by było zacytować słynny tytuł rozdziału „Szatan z piątej klasy” – „Diabeł wyskakuje z kominka” i nasze diabelskie loga do marek węgla drzewnego by zrozumieć klimat, którego nie zrozumią mieszkańcy Zachodniej Europy.

Trafiamy do Żywca i widzimy żywą rzeźbę, zrobioną na kształt ptaków, które były robione z drewna, w pamiątkowi.

Tutaj z kolei mamy tablicę pamiątkową – ród Hasburgów (wywodzący się ze słowiańskich Noryncjan, choć potem niemieckojęzycznych) rządzi w Austrii do dziś.

Do muzeum zapraszają nas różnorodne wystawy – między innymi informacje o stróju żywieckim, wraz z jakby żupanem, który przypomina męskie kimono.

Leliwa, czyli odmiana tamgi i jednocześnie polski wariant herbu Kaganatu Mongolii. Leliwa to Polska, nazwa ale ten symbol jest popularny w wielu miejscach Europy Wschodniej i stepów Azji. To po prostu słońce wschodzące nad doliną, co było widać chociażby w przypadku flagi Nepalu.

Herb Żywca – orzeł jak widać analogiczny do tamgi Ukrainy i to nie jest przypadek, bo nasz orzeł to właśnie tamga, choć początkowo model ewoluował być może z kura.

Chramy animistyczne i kościoły (polsko jasełkowe) jednocześnie czyli przykład na to jak na chramach słowiańskich wzorowano kościoły (czytaj „centra synkretyzmu religijnego).

Żupan.

Najświętsza Maryja Panna stylizowana na bardziej polskie motywy.

Kolejny już kontusz.

Chińsko japoński budynek – paradoksalnie najbardziej pasujący do klimatu Beskidów budynek w okolicy.

Kolejny przypadek architektury sakralnej w obszarze „Wołochowa”.

Specyficzne kapliczki, które stawiano na rozstajach dróg by odpędzały czarta – do środka wstawiało się różne rzeczy (potem figurki NMP). Bardzo podobne robi się w Japonii (motyw taki pojawił się chociażby ze słynnym Serebii z Pokemonów), gdzie wkłada się figurki kamienne buddyjskiego mnicha. Mam lekkie wrażenie, że styl ich rzeźbienia przypomina Baby Pruskie, ale to już dalsze dochodzenie.

Perun i Dziadek Mróz? A może Święty Mateusz i Święty Mikołąj? Tak na prawdę to właściwie jedne i te same postacie. Czemu? Bowiem „kult świętych” wywodzący się z Polski, to właśnie pozmienianie imion duchom słowiańskim. Patrząc na styl figur, widać że wystarczyło Białobóg skrócić na „Bóg” i mamy już „chrystianizację”.

Latarnia – coś dziwnie kojarząca się ze Shinto, co jest coraz bardziej widoczne, gdy idziemy w stronę dalszej częśći muzeum.

Tutaj z kolei można zauważyć, że wzór na kratach jest niemal kopią wzorów Kazachstańskich, czyli jednych z najbardziej znanych wzorów ałtajskiego kręgu kulturowego, którego wywodzi się też kultura słowiańska (pokrewieństwo z Kirgizami czy mieszkańcami gór Ałtaj jest potwierdzone, podobieństwa kultur widzimy własnymi oczyma) – widać coraz większy synkretyzm wschód-zachód.

Kapliczka-totem

Motywy z Jasełek, zawierające zarówno przedchrześcijańskie motywy, jak i motywy późniejsze.

Kolejne rzeźby, które stylem przypominają japońskiego „Boga bez twarzy”.

Motyw w stylu masek Oni

Stare zdjęcia górali Beskidzkich, którzy przypominają Indian z Peru. Paradoksalnie Indianie mają więcej cech z Polakami, niż Niemcy czy Francuzi.

Przekrój haty w wiadomym nam stylu.

Wracamy do miejscowości, z której zaczynaliśmy i odwiedzamy muzeum koronek.

Właśnie to różnorakich eksponatów z zwrócimy uwagę na tak zwane łapacze snów czyli stare talizmany, które miały odpędzać demona zwanego Marą od człowieka kiedy spał. Z identycznego motywu korzystali/ją Indianie z Kanady czyli tak zwani Inuici oraz Indianie w północnej części USA. Za to wzór przypinana są niektóre wzory wykorzystywane na Nepalu. Ułożone są w koronkę która coraz bardziej przypomina mi chryzantemy z herbu Japonii poza tym, jestem pewien że widziałem w Japonii w jednym miejscu praktycznie identyczne wzory które były częścią japońskiej sztuki ludowej.

Słynne białoruskii motyw, choć może się też kojarzyć Chorwacją albo Ukrainą czy Bułgarią w Polsce też dosyć obecny. Zauważmy że są tu specyficzne białoruskie trzy kwiaty. Widzimy tutaj również uralskie zygzaki przypominające te na wzorów ludności Jamalskiej. Obecne są również na specyficzne znaczki przypominające ten na fladze Udmurcji, a także charakterystyczne dla Obwodu Jamalskiego znaczki strzałek, które stały się jednymi inspiracją dla stworzenia loga Galerii Północnej w Warszawie.

A tutaj coś jakby lekko kołowrót/swarożyca.

Orzeł w wersji koronkowej – widać bardzo dobrze, że kształt wywodzi się z tamgi.

Podróż kończymy w trójwsi, gdzie stykają się trzy granice państw. Koło słupa wzorowany na totemie widzimy coś niezwykłego – grupa osób podchodzi i zaczyna pochód w kółko i machać flagami tańcząc, a następnie mówiąc po słowacku „dziękujemy ci za zbawienie narodów”. Nie ma wątpliwości że jest to synkretyzm szamanizmu słowiańskiego z chrześcijaństwem.

Geneza binarności społeczeństwa Polskiego

Jak Polacy wywoływali dwie wojny światowe, aby walczyć z sobą samym, i zwalili winę na Niemców

Niemcy tak naprawdę nie wybili do nogi naszych pobratymców zza Odry, ze Śląska i Pomorza. […] To zadziwiające, ale gdy przewertujemy karty historii Niemiec, to naszym oczom ukażą się bardzo symptomatyczne znaki. Okazuje się bowiem, że potęga Prus, a więc państwa, które tak naprawdę było inicjatorem rozbiorów Rzeczypospolitej, zjednoczyło Niemcy i wypowiedziało kilka razy wojnę całemu światu, wyrosła na podglebiu słowiańskim […] słowiańskiej umiejętności dostosowywania się do warunków zewnętrznych i zapiekłej nienawiści do obcych, doprowadził do sytuacji dzisiejszej. […] doprowadziły do powstania w środku Europy ośrodka, który wczoraj, dziś i jutro był, jest oraz będzie zagrożeniem dla swoich sąsiadów. Kto tego nie widzi, naraża się odebranie lekcji historii na własnym grzbiecie. […] Niech nie zapomina tylko o hicie, znanego u naszych zachodnich sąsiadów zespołu, który o nas (wszystkich!) śpiewał tak: „Jak ja tego g@#@##@#$%$ narodu nienawidzę.”

– Bazyli1969 („Człowiek który patrzy i widzi”), Salon 24

Walczysz z Niemcem na przedmieściach. Nagle Niemiec pada. Zdejmujesz mu hełm. Myślisz, że zobaczysz germańską twarz. Haczykowaty nos, powieka bez fałdu, kwadratowa szczęka, dusze siekacze, duży jasny zarost. Gdy tylko się zbliżasz widzisz, że coś jest nie tak. Patrzysz. Trójkątna twarz, proste włosy, niski, słaby zarost, płaski nos, fałda „nordycka”, bądź „indiańska”. Zabiłeś rodaka! Pytasz go: Polak?! On odpowiada – Ich verstche nicht. I umiera. Akcent padł jednak na przedostatnią sylabę. Duma ze zwycięstwa przemienia się w płacz i walczysz dalej i sytuacja się wielokrotnie powtarza. Przeżyłeś, ale masz dość. Myślisz „Jak to?!! Dowództwo nas oszukało?!”. Dezerterujesz.

Tak przynajmniej by było, gdybyś mógł rozpoznać rodaka. Niestety Polacy nie mieli zazwyczaj kontaktu z prawdziwymi Niemcami. To kim byli ci którzy walczyli z „nami” podczas rozbiorów czy Grunwaldu? „Ich bin dein Bruder”.

Według głoszonej przez internautów-komentatorów i media opierających się na dochodach z reklam i clicbait’ów wersji historii, Polska przez wiele lat była fatum-ofiarą innych państw – przegrywała, była napadana przez „Niemców”, nie może nikomu ufać, a w roku 2016 nowa partia rządząca nagle „podzieliła Polskę” na dwie części polityczne i doszło do apokalipsy. Przedstawiana historia pokazuje dzieje Polski, w której jej tragizm przypomina obrazy renesansowe pokazujące ludzi płonących w piekle, z wielkimi oczami, którzy popadią w obłęd z braku nadziei (dziś wygląda to komicznie) i ciągle modlą się o ratunek choć są potępieni. Jaki ma to sens? Przecież już w „O wojnach Gockich” pisano, iż Słowianie „O fatum nie wiedzą nic”, zaś narodowe baśnie pokazują, że u nas (w przeciwieństwie do Grecji) to człowiek jest kowalem swojego losu. Czy to siłą czy to sprytem. To nie nasze podejście – więc jak mogło dojść do tego co było? Przecież przedstawiona w mediach wersja ma charakter nie tylko historyczny, co histeryczny.

Wydaje się być raczej tylko narzędziem po to aby za wszelką cenę zdobyć reparacje wojenne, o czym niektórzy ludzie potrafią mówić każdego tygodnia (zaburzenia maniakalno-obsesyjne?) i kołem napędowym nacjonalistów, którzy próbują własne problemy rodzinne czy zawodowe, zrzucić na inny naród/partię/ugrupowanie. Kto nie chce posłuchać piosenek patriotycznych, które nie mówią choć raz o rozlewie krwi? Kto wymyślił to że kolor czerwony w barwach słowiańskich oznacza krew? Gdyby naprawdę byli nacjonalistami, wówczas wiedzieli by że Polska o której wiedzą to tylko połowa kraju. Fałszowanie danych Powstania Warszawskiego (uznając cywila i partyzanta za jednio, bądź całkowicie pomijając niezwykłe wręcz straty sprzętowe Bunderzwery), zawyżanie ofiar cywilnych różnych wojen poprzez tzw. „szacowanie ofiar” (które jednak nie jest równe z realnym odnalezieniem zwłok i nie będzie dowodem dla żadnego trybunału). Wszystko to dotyczy głównie Polski Wschodniej. A co z Zachodnią? Zachodnia milczy i nie jest konserwatywna jeśli chodzi o przywiązanie do takiej wersji historii. Czemu? Oni sami na to pytanie nie odpowiedzą.

         Coraz częściej mówi się o Polsce A i Polsce B. O dwóch Polskach, które różnią się niemal wszystkim. Obaj wywodzą się z jednego narodu, ale ciągle dają znać o tym że są dwiema odmianami tego samego. Z naciskiem na „odmianami”. Przez bardzo duży okres czasu (przez co najmniej kilka lat) mówiono proste zdanie „PiS podzielił Polskę”. Wersja taka była obecna głównie w przypadku stron informacyjnych, których siedziby (a wiec i skład redakcji) znajdował się w mieście, gdzie więcej zwolenników miała Platforma Obywatelska. Motyw, w którym „PiS podzielił Polskę” był powszechny w komentarzach pod filmami na YouTube, bannerach na manifestacjach oraz był mówiony z nienawiścią w oczach przez agresywnych obywateli, kłócących się o sprawy polityczne. Przeważnie ludzi z wykształceniem, ale nie pamiętających wiedzy ogólnej z czasów matury – więc ludzi, których wiedzy nie wyznacza dokument urzędowy, tym bardziej że pochodzi z czasów PRL (wystawionych na mocy ustaw sfałszowanego składowo parlamentu, więc ich moc prawna jest dyskusyjna).

Jednak szybko zwrócimy uwagę, że Polska była podzielona na te dwa strefy już w 2005 roku, a nawet w latach dziewięćdziesiątej istniał ten podział.

Polska jest jedynym krajem w Europie który jest niemal idealnie podzielony na dwa strefy wpływów, dwóch partii bądź nieoficjalnych stronnictw kilku partii. Wyjątkiem jest Bośnia i Harcegowina, tam jednak geneza zjawiska jest znana.

Bardzo wiele było sposobów na próbę rozwiązanie tego paradoksu. Jedna z teorii mówiła, że dotyczy ona kwestii ekonomicznych. Na PiS głosują biedniejsi, gdyż wprowadza programy socjalne. Nie miało to jednak sensu, bowiem motyw zamożności województw jest bardzo niejasny. Np. Podkarpackie jest bogatsze znacznie niż Warmińsko-Mazurskie, a Prawo i Sprawiedliwość ma tam jednak większe poparcie niż na Mazurach. Tak samo jak bogate Zagłębie Miedziowe rządzone przez PiS i mniej zamożne Zachodniopomorskie, rządzone przez PO.

Motyw „biedna wieś” utworzony na podstawie PKB pc PSN, nie ma sensu, gdyż zdamy sobie sprawę, że PKB nie uwzględnia: szarej strefy obejmującej 25% gospodarki Polski (która na wsiach jest jeszcze większa), czarnego rynku oraz pracy i produkcji wykonanej nieodpłatnie bądź samodzielnie, stanowiącej 33% produkcji krajowej (typowej na wsiach). Jest więc często bezużyteczna. Gdy to uwzględnimy – miasta i wsie się dość mocno wyrównują, PKB Polski się podwaja.

Po za tym – skoro bilans wzrostu cen i wzrostu wartości produkcji jest od dwóch dekad na plusie, to czemu Prawo i Sprawiedliwość nada zdobywa poparcie, zamiast go tracić? Po za tym – socjalna partia Sojusz Lewicy Demokratycznej miała największe poparcie na zachodzie kraju. Teorię w nauce więc zarzucono, choć jest czasami używana przez niektórych zwolenników Platformy Obywatelskiej jako motyw „jestem biedny – jestem gorszy, jestem pijany, więc głosuję na PiS”.

Dlatego też, często zwracano uwagę na to, iż miał to efekt zaborów. Linia Fryderyka Wilhelma jest tutaj widoczna bardzo dobrze, lecz widoczna jest też Linia Wersalska (czyli granica II RP-III Rzesza). To właśnie ona jest kluczem do zrozumienia faktu, który dla wielu może być zbyt szokujący aby móc go znieść, a może i nawet przeżyć.

Wygląda bowiem na to, że owy podział nie jest efektem rozbiorów – bowiem, jeszcze większe poparcie dla Koalicji Obywatelskiej niż w dawnym zaborze Pruskim (obszarowi Prawa i Sprawiedliwości odpowiadać maiłby zabór Austriacki i Rosyjski) znajduje się w – w samym Prusach.

Skąd on się wziął skoro nie z rozbiorów, ani z kwestii ekonomicznych? Wygląda na to że to same Prusy są „centralnym źródłem emanacji” cywilizacji zachodniopolskiej, a jej obecność w Wielkopolsce – efektem zaborów czyli prusyfikacji tego regionu.

 Problem w tym, że według danych z Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej czy nauk II RP– cała ludność Polska Ziem Odzyskanych miała zostać zabita bądź w jakiś sposób wyekstreminowana przez niemieckich imigrantów. Miał być to świadomy i zaplanowany na kilkaset lat proces, (choć Niemcy byli podzieleni na setkę małych państewek), a po 1946 roku miało dojść do wysiedlenia całej ludności tych ziem i zastąpienie ich imigrantami z Kresów. Zauważono, że skoro nie ma już dawnej ludności ziem odzyskanych, to dlaczego „ziemia” zachowuje poglądy? Uznano że kwestia zaborów i emanacji Prus nie może mieć sensu w związku z faktem „wymiany ludności”. Tyle, że jedyne co wiemy na temat tej „wymiany”, wiemy ze źródeł komunistycznych. Statystyki powiatów, urzędów i plakatów władz PRL, oraz pojedynczych świadków co czasami widzieli jakichś ludzi co odjeżdżali, lecz oczywiście nie mogli ich policzyć – w końcu Polska to jeden z najludniejszych krajów Europy. Pamiętają też jak zmieniał się jeżyk, ale czy w czasach kilkuset lat mieszania się języków jest to wiarygodne źródło, kiedy widzimy że „coś jest jednak nie tak”? No i dlaczego Polacy „przegrywali tyle razy z rzędu”? „Przecież nie można mieć pecha tyle razy – to się logicznie nie zgadza”. Faktycznie, taka kwestia jest matematycznie praktycznie niemożliwa, radykalnie nieprawdopodobna, aby przegrać tyle razy z rzędu. Tak samo jakby ktoś zbyt często przegrywał w trakcie gier losowych, w końcu zastanowił by się czy przeciwnik nie spreparował wyników. Nieprawdopodobne matematycznie jest też to by zawsze kraje-wrogowie jako „ofiarę” wybierały akurat zawsze to jedno wybrane państwo. Odpowiedź – a może Polacy wcale nie przegrywali?

Aby zrozumieć co się dzieje trzeba nie tyle przewrócić historię „Polski” na głowie, co raczej odwrócić dawno odwróconą, na jej właściwe miejsce – wówczas przestają istnieć zjawiska przeczące się, a historia kraju staje się spójna i rozleglejsza. To będzie bolesny proces – bardzo. Trzeba wpierw zrozumieć, że rozbiory nie były przyczyną podziału, a jego skutkiem, a idąc prawem przechodniości implikacji, zwanym też prawem sylogizmu – coś co zaczęło się w Polsce wywołało II Wojnę Światową. Jak to możliwe? 

Co gdyby nagle się okazało, że nie było jednak tych przesiedleń w 1946, czy raczej tłumacząc bardziej spokojnie – były, ale w śladowych ilościach? A co gdyby oprócz tego uznać, że na Pomorzu Zachodnim czy Dolnym Śląsku nie było masowej imigracji Niemieckiej, która by „wyeksterminowała” Polaków (a jedynie Niemcy w mniejszości)? Co gdyby nadal mieszkali tam Polacy, tylko po prostu mówili po Niemiecku?

Przecież w przypadku wersji o wyparciu Polaków przez Niemców, zachodni przybysze musieli by przybywać w ogromnych ilościach by stanowić większość, a i tak byli tam razem z Polakami, a tereny skąd wyemigrowali musiały by opustoszeć. Gdyby ludność rdzenna Pomorza Zachodniego z X wieku przetrwała do lat czterdziestych XXI wieku, stanowiła by jakieś 1,5 miliona mieszkańców. Szacując, że ponad 90% z Pomorzan Zachodnich miało korzenie Niemieckie według komunistów, jak dużo musiało by tam wyemigrować Niemców by uzyskać taki wynik? Ich potomków musiało by być na Pomorzu Zachodnim kilkanaście milionów, tak więc nie mogli liczebnością wyprzeć Polaków, bo wtedy wszyscy Niemcy rdzenni z Europy musieli by zostać ściśnięci w jednym, polskim województwie.

Komuniści pomijali ten fakt, zakładając po prostu, że Polaków się pozbyto nie wiadomo w sumie jak. No właśnie. Co niby mieli by imigranci Niemieccy zrobić z Polakami? Zjeść ich? Złożyć w ofierze? Zabić i zakopać? Wypchać? Po co? W jakim celu? Czemu? Dokładnie znamy procesy kolonizacji niemieckiej w Polsce od XII wieku, wraz z dokumentami nadania ziem i wiemy, że Niemcy stanowili mniejszość… ponadto nie wiele się potem zmieniało. Ilość potomków kolonistów zawsze była taka, że stanowiła tylko kilka-kilkanaście procent populacji województw zachodnich. Więc chętnych nawet nie było. A sprowadzili ich Książęta Dzielnicowi z dynastii Piastów Śląskich czy Gryfitów, a nie władze Niemiec… bo „Władz Niemiec” nie było. Święte Cesarstwo Rzymskie było tylko czymś w rodzaju „Unii Europejskiej” obejmując Niemcy, Połabie, Czechy czy część Włoch.

Wygląda na to że do lat czterdziestych nadal mieszkali tam głównie Polacy, tylko po prostu mówili po Niemiecku. Co gdyby to samo zastosować do kwestii Kresów czy Ziemi Prusów, aby potwierdzić ciągłość osadniczą, co było by zgodne z zasadą brzytwy Oklhama i potwierdził ten fakt, przesiewowymi testami DNA?

Co mówią testy DNA? Dlaczego nikt nie sprawdził np. haplogrup DNA-Y zbrodniarzy z Gros-Rosen? Może dlatego, że wtedy gdyby odkryto prawdę, była by ona taka, że 90-letni powstańcy umarli by na zawał? A może po prostu dlatego nikt nawet nie spodziewał się że ich wynik przyniósł by jakąś zmianę?

Obecnie trwają testy DNA Rycerzy Zakonnych podczas bitwy pod Grunwaldem mających określić ich pochodzenie regionalne. Kwestia tego co się stało z „Polakami” na Kresach Zachodnich przez kilkaset lat, obecnie wyjaśniło się już w 2013, gdy to Robert Gabel zajął się analizami DNA szkieletów mieszkańców Rzeszy w dwudziestoleciu międzywojennym. Użył szkieletów z tego okresu w ilościach wystarczających aby wynik uznano w świecie nauki za miarodajny. Wynik był szokujący – bowiem okazało się że:

  • Pomorze Zachodnie i środkowe – oprócz okolic Stargardu niemal czysto słowiańskie
  • Lubuskie – niemal czysto słowiańskie
  • Dolnośląskie – przeważająco słowiańskie z wyjątkiem dwunarodowego Zagłębia Miedziowego i Ziemi Kłodzkiej oraz germańskiej Bogatyni.
  • Prusy Wschodnie – dwunarodowe w Pomezanii. Reszta albo czysto słowiańska (Mazurzy), albo bałtosłowiańska (Prusowie żyją?).

Jak Polacy i Prusowie przyswoili język Niemiecki? To długa historia, najlepiej opowiedzieć ją wraz z całą historią walki dwóch części kraju.

Jakie są jej wstępne założenia? Choć może się to wydawać na początku bełkotem, ale niedopuszczalną herezją, za którą wiele nacjonalistów było by gotów zabić, a inni wtrącić ludzi mówiących takie poglądy do więzienia, to skoro „Prusacy” nie byli potomkami niemieckich kolonistów, ale autochtonami, którzy używali języka Niemieckiego (jako Lingua franca, potem przyswojonego odruchowo do życia codziennego) to w rzeczywistości wyjdzie na to, że:

  • Polska rozebrała samą siebie
  • Bitwa pod Grunwaldem była Polską wojną domową
  • Prusak i Polak to jeden naród (potomkowie mieszkańców Civitas Schinesghe opisanym w Dagome Iudex)
  • Polska wojny zewnętrzne toczyła głównie ze swoimi bliskimi krewnymi (Rosjanie, Połabianie, Ukraińcy, Karantanie – czyli słowiańscy z rodu Austriacy)
  • Niemcy znaleźli się w „niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie” stając się ofiarą działań, niektórych odłamów Polaków, którzy zmienili bieg historii w Europie.
  • Na Wołyniu, Ukraińcy zabijali innych Ukraińców, a nie Polaków
  • Istniała „Ruś Warszawska” – Rusini stanowili większość elektoratu II RP.
  • Powszechnie kojarzona historia Polski od roku 966 to mniej niż połowa działań sukcesorów państwa Bolesława Krzywoustego
  • Rozbicie dzielnicowe skończyło się w XX wieku
  • Podział na Polskę A i B (polityczny) istniał od wieków i jego konsekwencje były większe niż jakikolwiek inny podział jednego kraju
  • Walka nadal trwa

Nie należy języka jako etykietki automatycznie przeklejać na wszystkie aspekty tożsamości ludzkiej albo na cechy genetyczne, choć zarówno elementy kultury, jak i dziedzictwo biologiczne są często – ze zrozumiałych przyczyn – skorelowane z używanym językiem. Trudno by jednak było poszukiwać na przykład znaczników porównując DNA Indianina z Peru i brodatego Hiszpana z Madrytu, choć obaj posługują się językiem Hiszpańskim. Albo anglojęzycznego murzyna z USA, nadal starającego się zachować swoją odrębność, celtyckiego Irlandczyka mówiącego po angielsku i anglojęzycznego Maorysa z Nowej Zelandii. Czasem jednak trudno uniknąć takiego przenoszenia, gdyż mimo zmiany języka zachowuje się ciągłość formy innego rodzaju (np. Irlandczyk mówiący po angielsku nadal jest Irlandczykiem, a po za tym – Celtem).

Jednak według jednej z definicji grupa etniczna związkiem pokrewieństwa oraz terytorium, czemu towarzyszy topowa dla rejonu symbolika, wartości mentalne czy historia. Narodowość opiera się na etniczności + świadomości jej. Jednak termin Polak czy Słowak są starsze niż pojęcie narodu. Jeśli jednak niemieckojęzyczny Ślązak nadal wiedział, że jest Ślązakiem (a tak było) a Ślązaka uznasz za odmianę Polaka (według definicji Plemion Polskich) to taki Prusak ma polską tożsamość. Jednak podział Polski był nie tylko etniczny ale też polityczny.

Zawodne jest wprowadzanie do definicji narodu wspólnoty języka, ponieważ ma ona wprawdzie na ogół ogromne znaczenie, ale nie jest obecnie bynajmniej regułą, są bowiem narody wielojęzyczne, o wspólnym pochodzeniu (np. niemiecko-francusko-włoskijęzyczni Szwajcarzy, wywodzący się jednak od jednego, celtyckiego plemienia), a także takie które pod względem języka nie różnią się dziś w istotny sposób od innych narodów (np. Niemcy i Austriacy, anglojęzyczni czerwoni Kanadyjczycy czy arabskojęzyczni Berberowie)

Bez względu na to jak będziemy chcieli wyjaśnić sytuację Prusaków to jakie to ma znaczenie dla reszty kraju, skoro owi Prusacy mieli tak czy inaczej wyemigrować po 1946 roku? To oznaczało by, że wygoniliśmy naszych rodaków! Naszych braci! A co jeśli nie? Według komunistów, miało mieszkać na Ziemiach Odzyskanych tylko 3 mln osób, z czego 2 mln niemieckojęzycznych, a wygonić miano wszystkie osoby (3 mln) niemieckojęzyczne. Tyle, że według tej wersji miało ich być 4 mln w 1946 (2 mln w granicach dawnych), a nie 3 mln. Po za tym dane komunistów odnośnie zamieszkania tych Ziem nie zgadzają się z nami ze spisu Niemieckiego w czasie wojny – ponad 10 mln ludności ziem odzyskanych. Próbowano to tłumaczyć ilością uchodźców, gdy to III Rzesza opublikowała taki raport w 1945 – jednak mogła to być tylko propaganda przeciw ZSRR. Tym bardziej, że kilka miesięcy przed tym raportem, stwierdzono w III Rzeszy, że wysiedlenie 10 mln ludzi, to rzecz fizycznie niewykonalna. Po za tym, potem niektórzy Niemcy twierdzili, że największa ilość osób o korzeniach z III Rzeszy miała wyjechać z Polski w latach 70-tych, kiedy za zadeklarowanie takiego pochodzenia było się deportowanym.

Według spisu z 1946 w Polsce miało mieszkać ponad 20 mln… Polaków. Nic na temat podziału, ani kryteriów podziału. Nie było nawet Żydów, którzy przecież dopiero potem stopniowo opuszczali Polskę, gdyż od zawsze traktowali ją jako tymczasowy schron, do czasu odzyskania Wolnego Izreala. Nic się nie zgadza, ale wygląda na to że w 1945 roku na ziemiach odzyskanych mogło mieszkać od kilku do nawet kilkunastu milionów ludzi. Np. spora ilość z 600 000 Wrocławian po oblężeniu miasta, uciekło do Ziemi Kłodzkiej a potem wracało. Władze wydały zakaz uciekania podczas  taku Armii Czerwonej, twierdząc że Wrocławianie muszą razem walczyć i nie mogę zawieść siebie nawzajem. Ostatecznie zakaz cofnięto, lecz było za późno, bowiem linie kolejowe były wówczas już pod ciężkim ostrzałem.

Komuniści nie potrafili nawet przejąć gospodarstw rolnych na ziemiach odzyskanych gdyż to duży obszar (marne kilkanaście procent to średnia krajowa, a na odzyskanych – nie wiele więcej). Skoro nie dali rady znacjonalizować tej ziemi – znaczy ktoś musiał jej strzec (dobry przykład – porywanie urzędników w 1980 roku podczas prób nacjonalizacji ziem rolniczych). Skoro nie dali rady przejąć ziemi, to czy mogli przetransportować ludzi, którzy mogli się bronić, uciekać, albo zaszyć się na wsi, w górach czy w lesie? I to całe miliony? Pod wpływem strachu, gdy to andrenalina sprawia, że człowiek nie boi się już o dzieci, tylko traci poczytalność, nie czuje bulu i walczy do śmierci… jest przecież jako homo sapiens w 100% zwierzęciem. Do tego jak wiadomo z powieści Mickiewicza, Nietzhego czy Johanna Goethe– Połabianie i Prusacy mieli liberalne i odważne podejście do własnej śmierci, niemal „japońskie”. 10 mln członków Solidarności to było za dużo dla armii PRL i ZSRR aby ich zabić (przypominając chociażby porażkę Stanu Wojennego, gdy to ZSRR bał się wkroczyć do Polski, a LWP bezsilnie próbowało ubić Solidarność, zabijając ostatecznie 0,00005% ich sił – 50 osób) to co dopiero tyle samo ludzi, które trzeba było wziąć żywcem? Są mury nie do przebicia nawet dla największych sił zbrojnych jakie można utworzyć i deszczu megatonowych bomb jądrowych. Ile trzeba by było petadżuli aby dokonać przymusowych przesiedleń? Kto będzie targał siłą 10 mln osób, do transportów, gdy to uciekają do lasów, piwnic, wrzeszczą, biją, kopią i gryzą? Do przeniesienia jednej osoby żywcem i zapobiegnięcia jej ucieczki, potrzeba co najmniej trzech-czterech osób, dlatego podczas aresztowań zawsze działano w kilka osób.

         Badacze ciągłości osadniczej w Polsce na przestrzeni tysiącleci, stworzyli pojęcie „upartych genów” czyli zjawiska typowego dla neolitu wzwyż. Zmieniała się struktura populacji, były przemieszczenia i migracje/emigracje, ale nie na tyle aby zmienić strukturę.

Widać, że w komuniści sfałszowali dane o pochodzeniu ludności ziem odzyskanych, tym samym historia została ukryta, choć już wcześniej dochodziło do dużych zatarć przez jedną ze stron.

To właśnie ta historia  doprowadziła na przestrzeni wieków do wytworzenia się dwóch odłamów Polaków, gdyż podział polityczny spowodował, że jeden lud zaczął działać nieco inaczej, rozdzielony na dwa odłamy, a następnie jako skutek wykonania przez parlament w 1990 roku trzeciego paragrafu Deklaracji Jałtańskiej w sprawie Polski zmuszony do reunite. To właśnie to jest przyczyną obecnego konfliktu między dwoma połowami Polski.

Idąc drogą ewolucjonizmu, sytuacja przypomina obserwację Łuszczaków Darwina. Jedno stado rozdzielone górą, powstałą przez wybuch wulkanu zaczęły różnić się od siebie coraz bardziej. Nadal były wprawdzie w 100% Łuszczakami, ale jednak posiadały pewne odmienne cechy. W ten sam sposób doszło do zmian w polskim społeczeństwie po XII roku kiedy to z pośród niezależnych księstw, Księstwo Śląskie, ciągnące się od Gorlic po Katowice, porzuciło zwierzchnictwo senioralne i zaczęło funkcjonować jako niepodległe, tą samą drogą poszło Księstwo Zachodniopomorskie oraz Mazowieckie. W XIV wieku doszło wprawdzie do zjednoczenia części ziem polski, ale nie całej – to przesądziło o wszystkim.

Prusacy żyją wśród nas – a może sam nim jesteś?

Niezbędnym elementem w zrozumieniu, że konflikt trwa po dziś dzień jest kwestia ciągłości osadniczej na ziemiach odzyskanych. Nie było bowiem opisywanych przez komunistów wysiedleni z Ziem Odzyskanych w po roku 1945, ani wersji o przybyciu tyle samo emigrantów z kresów. Akcja „Wisła” też była w 95% fałszerstwem. Co prawda zdarzały się częste przypadki emigracji czy deportacji, ale były one raczej śladowe w porównaniu z „oficjalną”, gigantyczną wersją przedstawioną w 1946 na plakatach propagandowych podczas akcji „3x Tak”, oraz wystawy Ziemie Odzyskane z 1948. „Statystyki” i „mapy” z propagandowych plakatów komunistycznego reżimu do dziś goszczą jako kalka w wielu współczesnych książkach…

Jedną z podstawowych elementów dyfuzjonizmu jest odwieczne pytanie „autochton czy allochton”? Bowiem jeśli jakaś populacja mieszka w tym samym obszarze to lud jest tożsamy co do terytorium. Jeśli jednak ludy zmieniły swoje miejsce zamieszkania to trudno utożsamiać kraj z ludem. Jeśli stwierdzić kto pochodził od kogo, można sprawdzić np. kto zaatakował dany kraj i kogo potomkowie mogą wziąć za niego odpowiedzialność (roszczenia terytorialne, reparacje, długi zagraniczne). W ten sposób, prawda dywizjonistyczna może być grą o reparacje warte bilion euro, co za tym idzie – jego fałszowanie jest opłacalne. Tak samo jak w przypadkach ziem, do których roszczą se prawa dane narody. Na odpowiedzialności pokoleniowej się nie kończy – bowiem logiczne jest, że jeśli lud posiadał daną kulturę to jego potomkowie musieli posiadać kulturę wywodzącą się z kultury swoich przodków.

Tym samym Polak i Polką nie może mieć syna Niemca, bo to tak jakby śliwki rosły na gruszy. Można co prawda przyswoić język, jednak na tym możliwości się zazwyczaj kończą. Narody utrzymują mentalność przez wiele tysięcy lat – zmiany idą jeszcze wolniej niż w przypadku ewolucji fizycznej (widać to chociażby w przypadku rozdzielonych dawno od siebie plemion na Syberii). Należy więc sięgnąć po najnowocześniejsze metody badania dyfuzjonizmu, gdyż kultura i mentalność przekazywana jest niemal zawsze wychowaniem z rodziców lub dziadków na dziecko – nie może się przenosić samowolnie bez nośnika w postaci ludzi. Tym samym Polak, który będzie mówił już tylko po niemiecku, bo jego rodzice (Polacy) nauczyli się go, zawsze pozostanie Polakiem, co będzie miało ogromny wpływ na jego zachowanie, zaś deklaracja innej narodowości jest tylko słowem i nie może być traktowana jako dowód naukowy. Przykładem jest chociażby to jak deklarują się syberyjscy nomadowie w Rosji. Wielu z nich deklaruje w spisie narodowość „Rossiya”, a zapytani twierdzą, że ich naród jest częścią Rosjan (czyli tak jakby Kaszub deklarował narodowość Polską), co świadczy o zmianie definicji i o tym, że każdy rozumie to inaczej, więc spis ludności nie może być dowodem. Spisy o narodowość robi się dopiero od 30 lat (w celu stworzenia ustawowej mniejszości etnicznej), zaś przed wojną można było zadeklarować tylko język (po wojnie do 1989 – już nie), bo tylko to uważano za pewne (choć były wyjątki – wasserpolen, czyli specyficzne, zniemczone odłamy kaszubskiego i śląskiego) Trzeba więc zastosować starą, zwięzła metodę klasyfikacji czyli wariant esencjonalistyczny (bezwzględny) uznający narodowość za dziedziczną, wraz z wychowaniem.

Przesiedlenia z lat 1944-1950  – największe kłamstwo PRLu

Wygonieni Niemcy mieli ruszyć na zachód, podobnie jak Polacy, którzy mieli zająć ich miejsce. W kontekście tej doniosłej reorganizacji składu etnicznego regionu, palimpsest granicy cesarskiej, przecinający Polskę nie miał by prawa zaistnieć. A jednak jest i to w dodatku idealnie dopasowany.

– David G.D. Hecht

Jeden uczony powiedział kiedyś, że teoria migracji jest najniebezpieczniejszą teorią, jaką stworzyła ludzkość. Patrząc na fałsz stworzony przez komunistów trudno się nie zgodzić z tym że to może być prawda.

Każdy zapewne zna słynny cytat z Gwiezdnych Wojen „Darth Vader zdradził i zabił twojego ojca”, oraz późniejsze „Nie. JA jestem twoim ojcem”. Taka właśnie jest sytuacja z dzisiejszymi Wrocławianami i Szczecinianami, którzy mogli by usłyszeć od swoich przodków „Ich bin dein Vater”. Potem rozległ by się krzyk „Niiicht!”, tyle że już po Polsku.

Przesiedlenia, które miały być dokonane w 1946 roku są pozbawione dowodów i każde testy temu przeczą – a wręcz potwierdzają ciągłość osadniczą na ziemiach odzyskanych, tym samym konflikt między Polską A, a Polską B nie jest sprawą obecnych dekad, lecz konfliktem, który sięga drugiej wojny światowej i wiele wieków dalej.

Wydestylowane DNA ze szkieletów mieszkających na ziemiach odzyskanych na samym początku XX wieku mogą być łatwo porównywane z DNA współczesnych mieszkańców. Do prowadzenia badań nie używa się jednak porównania podobieństwa całych genów (jak w przypadku stwierdzenia ojcostwa) lecz haplogrupy DNA-Y, czyli specjalnego markera, oznaczającego, że ludzie o tym samym numerze pochodzą od jednego ojca. To tak jakby istniało wiele kolorów ludzi (niebieski, żółty, fioletowy itd.) i każdy z nich był po rozpoznawalny, tylko że tutaj efekt taki jest poprzez właśnie takie markery genetyczne, które są zaznaczane na mapach danym kolorem. Na świecie jest ich ponad 30 (z czego 3 występują we wschodniej Europie, zaś w Europie zachodniej są 4 zupełnie inne.) lecz włącznie z grupami rzadkimi, występującymi np. wśród jednego procenta danego narodu, bądź w pewnych plemionach jest ich na świecie znacznie, znacznie więcej. 

Przedstawiona analiza przebiegała dalej przy założeniu, że przodkowie osób decydujących się na tego rodzaju test i zamieszczanie swoich danych w bazie FTDNA było reprezentatywne dla danej społeczności regionalnej z punktu widzenia ich zróżnicowania genetycznego. Trudno sobie wyobrazić – na przykład – że dzisiejsi nosiciele tylko niektórych Y-DNA haplotypów byłyby bardziej skłonni do przetestowania się (może z wyjątkiem populacji bardziej rozmownych). Wybór odbył się mniej więcej naturalnie zgodnie z aktywnością ludzi żyjących dzisiaj których przodkowie byli członkami badanej społeczności. Brak zwracania pod uwagę rasu badanych, a także wielość różnych badań, unika sytuacji, w której dobór osobników odzwierciedla decyzje podjęte przez badaczy. Przy obliczaniu struktury genetycznej na większe obszary (np. całe województwa) wzięto pod uwagę proporcje odzwierciedlające liczby mieszkańców w różnych regionach.

Na warsztat weźmiemy następujące haplogrupy: R1a, N1c1, I2, R1b, I1, Z czy X (nazwy umowne, proszą o nie sugerowanie się bez sprawdzenia kwestii terytorialnych i najstarszych odkrytych szczątków). Oprócz tego sprawdzimy czasami jakim mutacją podlegały. W ten sposób z łatwością prześledzimy trasę migracji ludów (czy ich brak), posługując się zbiorem danych gromadzonych i mapowanych przez zbierającą dane genetyczne Eupedię oraz inne strony, oraz wyniki German Language Family Tree DNA Project Robert Gabel i inne dane. W ten sposób udowodnimy dyfuzjonistycznie kto jest kim.

Dane z PRL zakładają, że w niemal wszystkich gminach ziem odzyskanych, ludność rdzenna (nie-przesiedleńcza) stanowi od kilku procent, do paru promili populacji, która miała być ludnością Polską, która „przetrwała” wymyślony przez komunistów „Drang des osten”  (zakładały, że na tych terenach nie mieszkał w 1948 roku ANI JEDEN Niemiec). Słowa Drang des osten powstały w latach 30-stych i oznaczały poglądy III Rzeszy odnośnie zmian granic na zachód. Komuniści użyli nazwy jako „Niemiecki spisek na Słowian”, mający „ich wysiedlać” i przejąć Europę.

 Prawda jest taka, że imigranci z Niemiec nie stanowili jednak większości mieszkańców ziem odzyskanych, choć większość mówiła po niemiecku, ale na tym się kończyło. Po za tym, jak Niemcy mogli by zrobić taki spisek skoro w momencie rzekomego rozpoczęcia tej akcji byli podzieleni na kilkadziesiąt małych księstw, nie rzadko ze sobą skonfliktowanych?

R1a (zwane też jako Z-283 lub Eur14) jest obecne u ponad 50% Polaków. Taki sam gen posiada większość Słowian, a także Kirgizi, Tadżycy, Uzbecy, Ujgurzy czy nawet Nepalczycy. Nasz najstarszy, znany przodek urodził się tysiące lat przed naszą erą w mroźnej Karelii, potem zaś oddzieleni od Karelian, migrowaliśmy na teren Bugu i Odry, a ci którzy zostali po drodze – założyli Ruś. Owa haplogrupa jest obecna praktycznie wszędzie w kraju, ale zmniejsza się jej ilość na ziemiach odzyskanych oraz w rejonie Prus Wschodnich. Gdyby doszło do przesiedleń, wówczas geograficznie amplituda była by niewielka. Bowiem np. do Lubuskiego miano przesiedlić spolonizowanych Białorusinów, którzy też mieli taką samą haplogrupę. Już na tym etapie widać, że różnica jest zbyt wyraźna by uznać fakt przesiedleń. Dowodów jest jedna znacznie więcej.

Tereny Warmii i Mazur (szczególnie północne) są przesiąknięte uralską haplogrupą N1c1 (wywodzącą się z nad morza arktycznego, taką grupę mają np. Finowie, Estowie, Czukcze czy Nieńcy). Taka sama występowała u Prusów (jeden z ludów zaliczanych do Bałtów) i to w podobnej częstotliwości – od co najmniej czasów średniowiecza. Do natężenia haplogrupy idzie płynnie od Kalinigradu, przez Gołdap, zmniejszając się dopiero w okolicach wysokości Iławy (30%). Dlaczego? W XIII wieku na te ziemie zawitali osadnicy z Mazowsza zwani „Mazurami”, którzy żyli razem z Prusami. Taki fakt istniał już w XIII wieku i utrzymywał się dalej w XX wieku – tutaj widzimy, że nic się nie zmieniło przez 70 lat od końca wojny. Co prawda na te tereny minęli (według danych z PRL) przyjść też wysiedleni z Litwy spolonizowani Litwini (między innymi z Wilna), lecz wówczas haplogrupa N1c1 (występujące też u Litwinów w ilości podobnej) była by rozłożona równo po województwie. Druga połowa miała zaś pójść na Pomorze Zachodnie i Gdańskie – tam zaś obecność tej haplogrupy wynosi od kilku procent do niemal zera).

Pochodząca z Niemiec haplogrupa J1 zwana południowo skandynawską (ludzie podobnej urody do Francuzów tyle, że z jaśniejszymi włosami) występuje licznie w rejonie Wolina, Wschodniej Wielkopolski, środkowej części wojewódzywa Lubuskiego oraz pasa przybrzeżnego Pomorza Zachodniego. Wolin jest powszechnie znany jako ośrodek wymiany handlowej między Wikingami, a Polakami. W niektórych powiatach stanowi ponad 30%. Razem jest ich kilkaset tysięcy ludzi. Co ciekawe, według skandynawskich legend, w IX wieku część wikingów miała wyemigrować na tereny dzisiejszej Wielkopolski i województwa Lubuskiego, zaś obszary te zgadzają się z DNA, ponadto wszystkie mieszczą się koło rzek płynących ostatecznie przez Wolin. Jeśli prawdziwe były by dane o wysiedleńcach, nie powinno tam być tych haplogrup. Sprawa wyjaśnia ponadto obecność osób rudych w Polsce, którzy padali czasami ofiarą rasizmu. Na mapie widać też obecność Waregów w Rosji i osadnictwo nordyckie w Anglii.

Poważną sprawą jest haplogrupa R1b zwana potocznie „celtycką” – występuje ona masowo wśród Niemców (szczególnie na południu), Francuzów, Hiszpanów, Włochów czy Anglików, zaś jej początek sięga zapewne Grecji. Występuje też na Bliskim Wschodzie, oraz w USA, Australii i niektórych rejonach Kanady (imigranci). W Polsce występuje ona na zachodzie i południowym zachodzie kraju. Jej rozmieszczanie i ilość zgadza się z obszarami, gdzie w XIII sprowadzono osadników Niemieckich. Około 20% mieszkańców Dolnego Śląska czy wschodniej Wielkopolski ma pochodzenie Niemieckie. W rejonie Dolnośląskiego Zagłębia Miedziowego, Pomezani (Malbork, Tczew), Stargardu ludność ta stanowi nawet połowę ludności, zaś w gminie Bogatynia, stanowi większość. Warto jednak dodać, że już przed wojną stanowiła na późniejszych ziemiach odzyskanych taki sam odsetek. Mapy współczesne i mapy DNA kopalnianego zgadzają się najbardziej w przypadku okolic Malborka, gdzie od Nowego Dworu Gdańskiego obszar R1b rozszerza się w kształt „kropli wody”, aż do Torunia i Bydogszczy, zaczepiając nawet o Płock o niektóre obszary Północnego Mazowsza, okolic gmin przed wojną protestanckich. Jeśli by więc na siłę powtarzać dane o „wysiedleńcach” trzeba by było uznać, że komuniści musieli by więc, albo mieć wiedzę o istnieniu DNA, umieć odróżnić kto ma R1b i zostawić ich w spokoju, albo określając pochodzenie po wyglądzie, z jakiegoś powodu zostawić ludzi o germańskim pochodzeniu, a to ludzi o wyglądzie słowiańskim wysiedlić, co sensu też nie ma. Tak więc nie ma wątpliwości, że do wysiedleń dojść nie mogło. Gdyby wersja allochtoniczna była by prawdziwa, po R1b nie było by śladu. Osoby pochodzenia zachodniego stanowią, aż 10% populacji Polski (na ziemiach odzyskanych – 20%). Takie osoby wyróżniają się między innymi, szczęku wysunięta w dół, odsłoniętymi „żabimi” powiekami, czy większym zarostem lub brakiem prostych włosów, przypominając bardziej ludzi z filmów Hollywood, niż rdzenną ludność Polski. Takie pochodzenie ma niejeden znany „Polak”, jak chociażby jedni z najbardziej znanych polskich polityków – Donald Tusk, Magdalena Ogórek czy Antonii Macierewicz. Można zobaczyć też, że mają twardszy – suchszy akcent czy też głośniej wydychają powietrze. Różnią się też oczywiście znacznie pod względem mentalności co bardzo zmienia funkcjonowanie obszarów, gdzie mieszkają. W naszym kraju mieszka zapewne 2-4 mln osób o takim pochodzeniu. Mimo to nigdy w historii nie stanowili na ziemiach odzyskanych większości. Po za tym widać, że migrowali też do Czech (Suddetdoutsache), regionu koło Kazachstanu (Volgendoutsche), oraz Rumunii i Węgrzech – te migracje, są udokumentowanymi historycznie faktami. 

Ogromny skandal powinna wzbudzić również sprawa z i2 – haplogrupą południowosłowiańską. Ta haplogrupa była i jest silnie obecna w regionie Galicji Wschodniej (15-30%), także w rejonie Wołynia. Obecna jest też na terenach Rusi Białej i Czerwonej, które na skutek zmian politycznych, znalazły się ostatecznie w graniach Polski (Zamość, Sanok). Nie były one jednak obecne w pierwotnych granicach Polski (Dagome Iudedex), należąc do Kaganatu Rusi, potem Rusi Kijowskiej. a według badaczy w X wieku były zamieszkiwane przez ludność używającą języków wschodniosłowiańskich (praukraiński, prabiałoruski). Ich obszar zgadza się z obszarem występowania J2 na terenie obecnej Polski. Nieco maleje w porównaniu do obszaru Lwowa, ale i tak jest silny i widać, że migracja była stopniowa, w trakcie zasiedlania Europy wraz z przejścia paleolit, a neolit. W okolicach Katowic urywa się.

Według zakłamanych danych (podręczniki PRL i współczesne remake ich map) niemal cała ludność Dolnego Śląska miała pochodzić z Lwowa. Ponad 800 000 Lwówczan i okolicznych mieszkańców miało być wysiedlonych na Dolny Śląsk, gdzie mieli zastąpić 3 mln „Niemców”, a następnie rozmnożyć się do 3 mln w ciągu kilku dekad (miało być to ponad 80% ludności „wysiedlonej” z Ukrainy). Na Dolnym Śląsku jednak nijak nie widać haplogrupy J2. Występuje co prawda w śladowych ilościach, ale nie w większym stopniu niż na Mazowszu – w okolicach kilku procent. Zaczyna się ona dopiero w rejonach Zamościa czy Sanoka i osiąga płynnie apogeum w rejonie Ukrainy. Nie ma danych o imigracji Polaków na Ukrainę kilka wieków temu (oceniano to po języku, a nie potwierdzonych przemieszczaniach się), a testy potwierdzają, że „Polacy z Lwowa” byli polskojęzycznymi Ukraińcami (choć mógł to być dialekt połączony) i nigdzie nie poszli po 1945 roku, więc, a Wołyń był wewnętrznym konfliktem samych Ukraińców. Obecność grupy na wschodzie kraju neguje też autentyczność akcji „Wisła”, w które miało dojść do wysiedlenia 2 mln Ukraińców z terenów wschodniej Polski w nowych granicach i rozproszyć ich na Pomorze Zachodnie i okolice Gołdapi. Patrząc jednak na tak wysoką gęstość J2, brak jej w Gołdapi czy Pomorzu Zachodnim, można mówić o wysiedleniu nie więcej niż kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Reszta została. Gdyby przesiedlenia w 1945 roku były prawdą, wówczas J2 było by nieobecne na wschodzie, zaś wysoko obecne na Dolnym Śląsku i trochę na Warmii.

Grupę J2 mieli za to – Hohenzolernowie.

Do tego trzeba dodać bardzo haplogrupy mitochondrialne jak X, występujące w niewielkich ilościach u Łotyszy i potomków Słowian Połabskich oraz mieszkańców polski zachodniej (gdyby przesiedlenia były – nie było by jej w naszym kraju). Jest z kolei ona obecna u – rdzennych Amerykanów.

Czy bardzo rzadka haplogrupa występująca w rejonie południowego krańca województwa Opolskiego, oprócz niego występująca głównie w Finlandii (20%) i do dziś nie wiadomo skąd się tam wzięła, ale gdyby doszło do wysiedleń, nie mogło by jej tam być, a po 1945 do tego rejonu nie przybyli żadni osadnicy z Finlandii… (tak samo jak po 1945 roku nie było imigrantów ze Skandynawii czy Niemiec).

Jeszcze jedną sprawą jest kwestia mutacji jakim podlegała wspominana na początku, najliczniejsza haplogrupa – R1a, Największa w Polsce są mutacja środkowoeuropejska i wschodnioeuropejska. Wschodnia jest najbardziej obecna dokładnie tam gdzie jednocześnie znajduje się ludność z I2 (oraz obszar Podlasia), a reszcie kraju miesza się z mutacją środkowoeuropejską. Z kolei mutacja występująca na wyspie Wolin jest taka sama jak mutacja występująca na niemieckiej części wyspy Uznam (Słowianie Połabscy) – pamiętajmy że za czasów Mieszka cały uznam był częścią Polski. Istnieje ponadto mutacja typowa tylko dla rejonu Olsztyna, oraz najważniejsze – kwestia dominacji mutacji środkowoeuropejskiej, w regionie między Dolnym Śląskiem, a Czechami. Mutacja R1a u mieszkańców Wrocławia, Jeleniej Góry czy Wałbrzycha jest taka sama jak mutacja R1a u środkowych i północnych Czech – co oznacza, że ci ludzie musieli tam być zanim jeszcze wykształcić się podział na Czechów i Ślężan/Sylingów, po odłączeniu się tych pierwszych od drugich, po drugiej stronie Sudetów. Do tego badania Venetian Ambassador – You Veneziano Ancesor, pokazały, że zachód Polski ma w R1a mniej mutacji środkowoeuropejskiej, niż ziemie wschodnie i środkowe.

Analizując mapę jeszcze raz widzimy kolejne ciekawostki. Mutacja środkowoeuropejska R1a – R1a1a1b1a1a-L260 (błękitna) nie tylko omija tereny, która należały do Rusi Czerwonej – Grody Czerwieńskie, ale też wydaje się omijać Podlasie. Wynika to z tego, że ludność Podlasia to Białorusini, którzy nauczyli się języka Polskiego (Białoruś zwie się czasami „Podlasiem”). Skutkiem tego jest dzisiejsza zmiana akcentu, specyficzne dla Podlasia trendy (Disco Polo), architektura, akcent (dość długie wymawianie samogłosek) czy też podejście jego mieszkańców. Z Podlasia wywodzi się Szymon Hołownia, lider partii Polska 2050, który najwięcej głosów zdobył właśnie na Podlasiu.

Mimo, że Białorusin i Polak są niemal identyczni fizycznie, to jednak jest sposób na rozróżnienie populacji polskiej od białoruskiej. W Polskiej miesza się mutacja środkowoeuropejska, ze wschodnią. Z kolei u Białorusinów nie ma mutacji środkowoeuropejskiej, jest tylko wschodnioeuropejska – R1a1a1b1a2b3-CTS3402 Polacy muszą mieć w swoich szeregach R1a1a1b1a1a-L260. Bez niego, populacja najpewniej pochodzi z innego kraju. Co ciekawe zarówno według genetyków, jak znawców ras gen R1a pochodzi z Karelii, a Słowianie szli od północy na zachód. Stopień pokrewieństwa był by więc zapewne taki. Karelianie à  Karelianie + Rusini à Karelianie + Rusini + Białorusini –-> Karelianie + Rusini + Białorusini + Polacy. Oznaczało by to że kolebkę Polaków można szukać w okolicach Łomży – stamtąd mieli by rozprzestrzenić się na całą Polskę i dać początek wielu innym narodom.

Wracając jeszcze ras do „błękitnego” genu widzimy, chyba najbardziej zauważalny dowód na autochtoniczność R1a na Dolnym Śląsku – jest ona takie same jak w przypadku Czechów – rozciąga się przez 300 km na połódniowy-zachód! Co ciekawe – zaczepia o Zieloną Górą, która to oryginalnie była częścią historyczną Śląska (choć nie wiadomo jak to się ma do Lubuszan). To oznacza, że naród Czeski musi pochodzić od Pra-Ślężan, których ugrupowania dały radę pokonać góry, a następnie się rozmnożyć. To właśnie naturalna bariera, spowodowała powstanie zupełnie innego narodu i języka. Strefa R1a1a1b1a1a-L260 pokrywa się nawet z Serbołużyczanami. Mówimy bowiem, o trzech spokrewnionych populacjach całego Czarnego Trójkąta (obszaru Połabsko-Śląsko-Czeskiego słynnego z węgla i przemysłu). Widzimy więc tutaj, nie tylko fakt tego, że nie było wysiedleń pseudo-niemców i Niemców z Polski, ale też wysiedleni z Czech.

Widzimy też ponadto mutację zaznaczoną kolorem ciemnoszarym (R1a1a1b1a2b-CTS1211), który ukazuje pokrewieństwo między Ziemią Bielską, Podhalem a Słowacją. Najwyraźniej było podobnie jak w przypadku Śląska i Czech. Co ciekawe, mutacja wschodnia pojawia się we wschodniej Słowacji. Czemu? W VII wieku ludność wschodniej Słowacji, w przeciwieństwie do środkowej i zachodniej była zamieszkiwana przez ludność spokrewnioną z Ukraińcami. Ich język został potem wchłonięty przez język tzw. Białych Chorwatów, dając początek j. słowackiemu. Tą dziwną, wschodnią ludność zwano Łemkami, choć oczywiście tutaj zdecydowała przede wszystkim ludność z mutacją wschodnioeuropejską.

Wszystko to idzie jeszcze dalej, gdy weźmiemy się za mutację zaznaczoną kolorem brązowym – R1a1a1b1a1b1-L1029. Definiuje ona Czechy, prawie tak samo jak mutacja środkowueropejska, ale jest również masowa na Dolnym Śląsku, Lubuskim oraz ziemiach Słowian Połabskich. O tym że Słowianie Połabscy wywodzą się od Ślązaków, Lubuszan i Pomorzan mówić nie trzeba, bo nie mogli przejść innej drogi. Tutaj jednak widzimy ogromny dowód na ciągłość osadniczą. Co prawda, ta mutacja występuje też wokół Warszawy i niektórych rejonach przygranicznych Białorusi (ale nie transgranicznych), ale przecież imigranci na Śląsku mieli pochodzić przecież z Lwowa czy Wołynia, gdzie jedyną mutacją R1a była wschodnia, może z niewielką domieszką niebieskiej.

Mutacja granatowa, typowa dla Obodrytów (Pomorze Przednie) czyli R1a1a1-L664 obejmuje całkiem sporą część Pomorza Zachodniego, mamy nawet mutację typową dla Kujawsko Pomorskiego, skąd przecież miano wysiedlić całkiem sporo ludności niemieckojęzycznej. A jak uwodornił Robert Gabel – ludność ta była lokalna, tylko mówiąca po niemiecku.

Wróćmy teraz do bardziej ogólnych haplogrup i weźmy pod uwagę wariant R1a, zwany jako R1a-M458. Jak dobrze widać jest on wysoki dla rejonu Polski, ale omija… Podlasie (Białorusini), Grody Czerwieńskie (dokładnie pokrywając się z obszarem wschodniej mutacji, oraz haplogrupą I2, a też poniekąd obszarem pierwotnym języka ukraińskiego), zachodnią polską (pojawienie się nowych mutacji, oraz migracja Niemców i Wikingów), Prusy Wschodnie (Prusowie). Jedynym obszarem o tak gęstej częstotliwości jest Pomorze Zachodnie. Rejon M458 na Pomorzu Zachodnim pokrywa się idealnie z: granicą II RP i Księstwa Zachodnipomorskiego, granicą elektoratu PO, oraz z granicami niektórych podkultur starożytnych na Pomorzu. Co ciekawe – wygląda na to że zmniejsza się dopiero na Pomorzu Przednim w dawnym NRD. Czemu go tak dużo? Bo na Pomorze Zachodnie imigracje Niemców rdzennych były nieliczne, ograniczone do rejonu Zatoki Szczecińskiej, a Wikingów było za mało by wpłynąć mocno na strukturę. Gdzie M458 zanika najbardziej? Północne rejony woj. Warmińsko Mazurskiego, bo tam zanika nie tylko ten wariant, ale i też cała haplogrupa R1a w ogóle, bo N1c1 zyskuje na dominacji, co przedstawiono wcześniej.

Uprośćmy schemat jeszcze bardziej. Weźmy R1a, w klastrze Z282. Uważany jest za wysoko miarodajny dla wschodniej Europu. Prusacy, których miano wysiedlić mieli geny oryginalne. R1a i to właśnie w klastrze Z282. Co tutaj widzimy? Kierunki przesiedleń miały według propagandy PRL, III Rzeszy i RFN/NRD wyglądać następująco:

Teraz nałóżmy kierunki migracji na mapę klastra. Widzimy tutaj bardzo dokładnie, że do przesiedleń nie mogło dojść, bowiem przesiedleńcy posiadali właśnie taki gen.

Często niemieccy badacze-genetycy, analizujący pochodzenie Prusaków, stwierdzają że po przesiedleniach musiała się zwiększyć ilość ich genów na Zachodzie Niemiec. Problem w tym, że nijak nie doszło do takiego zjawiska. Z pośród kilkunastu milionów pseudoniemców (choć byli wśród nich też prawdziwi), którzy mogli się potem rozmnożyć nawet do 2x krotnie większej liczby – nie widać po nich śladów w Niemczech Zachodnich. Odnotowano natomiast efekt migracji ludności z Europy Wschodniej do Zagłębiu Ruhry po otwarciu wolnego rynku dla imigrantów, czyli ostatnich 30 lat. Widać to na mapie R1a, którą można też łatwo porównać, a także porównać też do oryginalnej granicy Słowian Połabskich z IX wieku. Słabo zaludniony Schlewig-Holsten, powinien być zalany wraz z okolicami genem R1a, podobnie jak rejonu na południowy-zachód od niego. Nie widać też migracji do Bawarii, co najwyżej ślady autochtonicznego plemienia Słowian Bawarskich z przełomu mileniów.

To samo zdaje się dotyczyć odmiany M558 – widać jego gęstość w regionach Lwowa, Wołynia czy Grodów Czerwieńskich (co dobrze pokrywa się z innymi danymi specyfiki Grodów Czerwieńskich), zaś w reszcie Polski jest on podobnej wielkości (nieco mniejszy na zachodniej najbardziej części, ze względu na większą, procentową ilość imigrantów z Zachodniej Europy), a także mamy dość dobrze zarysowaną historyczną granicę ziemi lubuskiej. Nie widać jednak śladu masowej migracji do Niemiec.

Widać również pewną ciekawą zależność w jednej z bałtowskich mutacji R1a.

Można też dodać wyniki badań Uniwersytetu Jagiellońskiego, który przebadał szkieletów z przełomu er (Sudowianie, Suebowie, Wandalowie, Goci, Bastarnowie, Stawoni, Gepidzi) oraz robiąc to samo ze szkieletami z XIII wieku i współczesnej Polski (a także jeszcze dalszych okresów) potwierdził ciągłość osadniczą na terenie niemal wszystkich powiatów w Polsce od tysięcy lat do dziś. Informacja ta jednak była wykorzystywana, głównie do śledzenia historii Słowian przed chrztem, nigdy nie została wykorzystana do śledzenia jakże bardzo istotnych wydarzeń późniejszych. Skoro jednak dzisiejsi Dolnoślązacy to potomkowie Sylingów to nie mogą pochodzić z Wołynia, gdyż Wołynianie (potem spolonizowani) mieli korzenie Sarmackie. U szkieletów Sylingów mutacja R1a wschodnioeuropejska mieszała się ze środkowoeuropejską, a szkielety Sarmatów i Alanów mają tylko wschodnią mutację, bądź haplogrupę I2.

Jeszcze inną metodą jest analiza odnośnie antropologii fizycznej. Najlepiej zacząć od koloru oczu i włosów, gdyż te dane są łatwo dostępne.

Niebieskie oczy występując najczęściej w Kujawsko-Pomorskim. Jak przedstawiono w danych, to właśnie tutaj znajduje się plama R1b rozszerzająca się w kształcie „kropli wody”, a to według współczesnych badań największy obszar występowania niemieckiego R1b. Nic więc dziwnego, że więcej osób na tutaj ten kolor oczu, to samo dotyczy oczu zielonych. Duża ilość zielonych oczu jest też na Pomorzu Zachodnim – głównym ośrodku osadnictwa Skandynawskiego.

Jeszcze ciekawiej jest jak popatrzymy na ilość różnych odmian blondu. Nie tylko zgadza się osadnictwem niemieckim na Śląsku, ale też koło Zatoki Szczecińskiej. Nie było co prawda dużego osadnictwa niemieckiego w Lubuskim, ale za to było dodatkowe osadnictwo Nordyckie. Mamy ponadto duża ilość tych włosów  w obrębie, wspomnianej wcześniej „kropli wody”, zahaczającej o Płock – to właśnie na Płocku kończy się obszar najgęstszego występowania R1b w Polsce, choć pewne ślady dochodzą nawet do Warszawy. Do tego wszystko zgadza się ze stanem z 1914 roku. Podobnie jak w przypadku osób rudych – największa ich ilość mieszka na Pomorzu Zachodnim, czego nie trzeba wyjaśniać, a także w innym rejonie dorzecza Odry od Wolina – Lubuskim. Jest też ich trochę w innych rejonach – pewnie efekt migracji rzekami Normandów. W pewnym momencie rudzi niemal zanikają.

Co jednak z obecnością blondynów w Suwałkch? Jak wiadomo, są to potomkowie Bałtów – Jaćwingów. Oni zaś podobnie jak Estończycy i Finowie, zyskali taki kolor włosów na zasadzie konwergencji.

Możemy posiłkować się jeszcze inną metodologią – metodologią ras. Potwierdzenie słowiańskiego pochodzenia Prusaków jest oczywiste, gdyż wynika z kwestii rasowych.

 Po tych cechach, a także ludowym folklorze, symbolach można by sporo mówić na temat pochodzenia Słowian, a więc i też Polaków, do tego wzbogacić to o historię sprzed VI wieku, opartą na zagranicznych kronikach oraz wykopaliskach. Trudno jednak mówić o szerszej akcji¸ skoro nawet czasy oznaczone jako pierwsze pól tysiąca lat po chrzcie są mało znane, Potop Szwedzki znany głównie z tylko z lektur, a głównym ośrodkiem dochodu branżowej prasy są wydarzenia z II Wojny Światowej w książkach upolitycznionych ideologicznie. Jednak jak dowodzę powód tego jest taki, że „naród Polski” (podobnie jak Niemiecki) jest tylko XIX-XX-wieczną mistyfikacją a inna była nasza historia, pochodzenie i pokrewieństwa. Aby być Polakiem, nie wystarczy mówić po polsku i machać flagą, trzymając karabin w drugiej ręce. Nie można udziec od swojego prawdziwego dziedzictwa.

Podstawowe różnice między rasą słowiańską, a germańską można określić według jednego z twórców rasoznawstwastwa – Eickestedta (wraz z cytowanych przez nich zdjęciami) dość prosto. Jego teoria klasyfikacji ras, jest do dziś używana i choć posiada parę drobnych błędów, to jednak większość jest bardzo dokładna. Stał się co prawda jednym z czołowym teoretykiem nazizmu, ale trzeba wyszczególnić jednak że – pochodził z Poznania.

Słowiańska: włosy proste, od ciemnego blondu do czerni, oczy płytko osadzone, niewidoczny łuk brwiowy, brwi równe, ciemniejsze od włosów, wąsko oczodół, z wyraźną fałdą powiekową, tłuszcz skoncentrowany od strony policzka, widoczne kości policzkowe, tłuszcz policzkowy od nosa do kości policzkowych, nos średni bądź mały wysunięty w górę, małe dziurki nosowe, trójkątna głowa, szczęka wysunięta w dół, długie kły, krótkie siekacze, płaskie uszy, woskowina sucha, krótka i gruba szyja, krótkie nogi, ręce i palce, wzrost niski lub średni, słabe owłosienie ciała, z wyjątkiem brwi i wąsów, gęste rzęsy, piersi u kobiet okrągłe, obfite, wysoki metabolizm, rzadkie łysienie w wieku starszym, mniejsza tarczyca, dobrze rozwinięta kora nadnercz, niewielki dymorfizm płciowy. Występowanie: Słowianie, Węgrzy, Bałtowie, Finowie, Karelianie, Komiacy. Najbliższa rasa: turanidzi (Ural, Tadżykistan, Xiljang, Uzbekistan, częściowo Kazachstan).

Germańska: włosy falujące, od jasnego blondu po ciemny blond, występuje kolor rudy, oczy głęboko osadzone, widoczny łuk brwiowy, brwi ukośne, duży oczodół, bez fałdy powiekowej, bądź z szczątkową, kolor oczu od brązowego po niebieski, zakryte kości policzkowe, brak tłuszczu policzkowego, nos duży wysunięty w dolny przód, duże dziurki nosowe, kwadratowa głowa, szersza u góry, szczęka wysunięta w przód, krótkie kły, długie siekacze, odstające uszy, woskowina mokra, długa szyja, nogi, ręce i palce, wzrost wysoki, dość duże owłosienie ciała, rzadkie rzęsy, piersi u kobiet półkoliste, średni metabolizm, dość częste łysienie w wieku starszym, większa tarczyca, średnia rozwinięta kora nadnerczy, średni dymorfizm płciowy. Występowanie: Niemcy, Skandynawia południowa, Anglia, Holandia, Francja. Najbliższa rasa: śródziemnomorska (Grecja, Hetycja, Irak).

Rasa Germańska, przeważnie jest jednoznaczna z rasą Zachodnio-Południową Europy, z wyjątkiem tego że nie w każdym z tych krajów występują włosy i oczy jasne. W przypadku Europy Wschodniej też co prawda występuje emergencja w postaci jasnych oczu, jednak nie jest to cecha Europejska, bowiem w Federacji Rosyjskiej żyje duża ilość izolowanych plemion azjatyckich z jasnymi oczami. W kwestii blond włosów, to występują one w Europie Wschodniej tylko krajach bałtowskich i Finlandii. Jednak to rzadsze populacje niż UK i Północne Niemcy.

Czemu temat ten został poruszony? Bo rasoznawcy okresu międzywojennego byli w stanie znaleźć pewne różnice w obrębie samych Słowian, które pomogą nam znaleźć kolejny dowód na wydarzenia w latach 1944-1950.

W takim kontekście widać bowiem ponownie dowód na brak wysiedleni opisywanych przez komunistów. Bowiem typ bałtowski-naddunajski obejmuje w największej mierze tereny dawnej II RP i ewentualnie okolic Zgorzelca. Gdyby jednak doszło do przesiedleń był by dość równy np. we Wrocławiu.

Istnienie zwiększonej ilości typu naddunajskiego koło Zgorzelca, pokrywa się z przenikaniem się niektórych mutacji genetycznych między Serbołużyczanami, a zachodnimi Dolnoślązakami.

W przypadku typu Środkowoeuropejskiego-Sudeckiego widać pewną jedność, gdyby nie to że jest ona też charakterystyczna dla np. Mazowsza czy Polesia, tak więc przypomina raczej stopniowe rozpowszechnianie się dawniej Słowian, niż nagłe migracje.

Typ Fiński zanika na najbardziej zachodniej części kraju (tej samej, gdzie lekko zmienia się zawartość M558), ale nie widać tutaj nagłej migracji (mimo, że miano na Pomorze Zachodnie deportować ludzi z Litwy). Typ Normandzki (ten jest akurat napływowy) pokrywa się z obszarami osadnictwa Wikingów i genu I1, wraz z Wolinem czy Elblągiem.

Wracając do Słowian widzimy, że typ Alpeolidalny jest mniej liczny na północnym zachodzie, mimo że u Kresowiaków (czyli spolonizowanych Ukraińców i Białorusinów) musiał być tak liczny jak na wschodzie naszego kraju, tym bardziej widać to w przypadku typu Północno-Pontydzkiego.

Zwykły Pontydzki, ograniczony głównie do podkarpacia i Podlasia, też wykazuje pewną ciągłość, oraz potwierdza Podlasian, jako odłam Białorusinów.

Typ Północno-Bałtowski pokrywa się z Jaćwieżą i Prusami Wschodnimi, potwierdzając ciągłość od czasów Św. Wojciecha, a więc i też od czasów 1945.

Warto ponadto zaznaczyć jeszcze jeden ciekawy dowód– analizę DNA licznych szkieletów jakie odnaleziono podczas Bitwy nad Dołężą – największej bitwy drugiego tysiąclecia naszej ery, rozegranej 1250 p.n.e. niedaleko Danii, w dzisiejszych Niemczech. Zrobiono skomoplikowane badania genetyczne, sprawdzające między innymi mutacje haplogrup. Trzeba bowiem dodać, że wynik pokazał, że ludność ta w kwestii podobieństwo do dzisiejszej populacji była najabrdziej podob na do mieszkańców Ziem Odzyskanych, Połabia i Czech (co zgada sięz mutacjami omawianymi wcześniej). Miała także bardzo dużą analogię do Węgier, Austrii, Słowacji, Słowenii, zaś analogia zmniejsza się na środkowej Polsce, a na wschodniej jest coraz to mniejsza, szczególnie na Kresach. Podobieństwo populacji, do ludzi z Bitwy nad Dołężą, to ciekawy marker, bowiem jest bardzo wyraźny. Analogie ludności Ziem Odzyskanych do ludności współczesnej Czech i Słowian Połabskich – widać to bardzo mocno. Pokrewieństwo mieszkańców Ziem Odzyskanych z nich najbliższymi sąsiadami nie powinno dziwić. Zgadza się to z przedstawianymi wcześniej wynikami mutacj R1a: „błękitnej” i „brązowej”, oraz „granatowe”j. Nie ma rozcienczenia cimenje zieleni, jasną zielenią z Kresów. Po 1945 nie było migracji masowych z Czech do Polski czy z NRD do Czech, więc widać ciągłość na przestrzeni trzech tysięcy lat na terenach Ziem Odzyskanych.

Biało-czerwoni kontra biało czerwoni

Austriacy uważają Prusów za Polaków, którzy ukryli swoje pochodzenie, germanizując swoja nazwiska.

– Szymon Starowolski, „Polonia”

Gdy zdamy sobie sprawę, że ci którzy żyją z resztą Polski są ludnością autochtoniczną – tą samą co przed wojną, musimy zdać sobie sprawę kim przez lata byli.

Zacznijmy może od samego początku. Zgodnie z testami DNA haplogrupy R1a, oraz jej mutacji R1a1a7 Pra-Polacy i Polacy zamieszkują Polskę od tysięcy lat. Jesteśmy blisko spokrewnieni z innymi ludami Słowiańskimi, a również z – Kirgisami, Tadżykami, Uzbekami, Hunami, Tatarami Wołgijskimi, Chazarami i Ałtajczykami. Nie ma wątpliwości, że cała Polska stanowiła jeden organizm „rodzinny”. Jeszcze za czasów kultury Łużyckiej 1 000 p.n.e. widać w miarę jednolitą kulturowo Polskę, tak samo jak w trakcie bardzo starej Kultury Świderiańskiej.

Już jednak w czwartym tysiącleciu p.n.e., za czasów wyjątkowo rytmicznego rozwoju technologii i kultury regionu Wschodniej Europy,  widać pewne wpływy kulturowe i zmiany. W czasach gdy Serbska Vincha była największą potęgą kontynentu, Rosyjska Kama mistrzem rzeźbiarstwa, a Ukraińska Tripolie/Yamna zbudowała gród większy do późniejszego miasta Rzym, Polska wydawała się być podzielona pomiędzy strefę Lędziańską (Węgry, Czechy), a strefą północną (TRB). Może to wtedy na Wolin przypłynęli pierwsi Wikingowie?

W Bitwie nad Dołożą wzięli udział wojownicy z najpewniej Czech, Połabia, Śląska i Pomorza Zachodniego przeciw ludności pochodzącej ze Skandynawii. Może pewny brak wojowników pochodzących ze środkowej Polski był efektem jakiegoś podziału?

Nasza kultura swobodnie była mieszana bądź powiązana z kulturę Czechów i Połabian, a czasami wpływała na inne narody.

Około 1000 lat p.n.e. widzimy znów jednolitą strefę kulturową.

Jednak już 750 roku p.n.e widzimy, że kultura łużucka „wycofuje się” wzdłóz linii, która przez kolejne tysiaclecia będzie granicą Pomorza Zachodniego i Kaszub, oraz poparcia dla niektórych partii. Na mapie widać także kulturę Niemiec południowych i półoncych, oraz pra-wikingów.

Druga mapa pokazuje też pra-białoruś, oraz dziwny podział Ukrainy, który genetycznie jest jednak nieco bardziej równy więc grupa Proto-Scytyjska (Andronowska?) miała wpływ na Czarnoleską (przodkowie Alanów, potem Rusinów Czerwonych).

Kultury archeologiczne średniej epoki żelaza. Pomorze wydaje się być nieco inne, Śląsk i Lubuskie wydaja się być poza kręgiem.

Kolejny obraz to przełom er. Widać odrębność Pomorza. Kultury Połabia i Germanii Zachodniej się mieszają. Pojawiają się strzępi danych o kulturze Estonii i Łotwy.

Na innej mapie obejmująca już okres pierwszych wieków n.e. widać sporą część Śląska, oraz tą samą granicę Pomorza, wraz z Połabiem Dania i częścią Niemiec. W tle doskonale zarysowane granice późniejszej Białorusi, Prusów, oraz granice Rzymu. Kultura zaznaczono kolorem zielonym, dziwnie podobno do Polski za czasów Kazimierza Wielkiego. Widać też powiązania kulturowe na terenie Czech, Pomorza Zachodniego i Połabia z Danią. Przypadek?

Następna mapa ukazuje kolejne kręgi kulturowe w przeddzień inwazji Gotów (jasnobrązowy), Alanów (zielony), Wandalów (żółty), Burgundów (średnio-fioletowy), Normandów (czerwono-fioletowy) i Kwadów (bardzo jasno fioletowy) na Rzym.

Co widzimy? Burgundowie zdają się pokazywać późniejszy dylemat strukturalny, odnośnie Lubuszan i tego gdzie kończą się Lubuszanie, a gdzie Połabianie z Brandenburgii. Co ciekawe – Barandenburgia wchłonęła potem Księstwo Lubuskie. Przypadek? Rugowie z Pomorza Zachodniego nie brali udział w walkach z Rzymem (według Jordanesa mieli popaść w konflikt z Gotami). Czy było odrębnym państwem mimo wspólnej kultury z Gotami i Wandalami? Ich granice wydają się na tej mapie być autentycznie tożsami z późniejszym Pomorzem Zachodnim, rządzonym przez Gryfitów. To ta sama skośna granica co we wcześniejszych tysiącleciach. Wandalowie (wraz z Sylingami) i Goci (wraz z Luigami) wydają się w pewien sposób dzielić kraj na linii Wisły. Na skutek próby skłócenia ludności wschodniej ze sobą, dokonanej przez Rzymian, doszło do konfliktu między Wandalami, a Ostrogotami (odłamem gotów), a także paru innych incydentów na samym końcu przełomu epok i zaraz potem, lecz nie zmieniło to ogólnej sytuacji. Nie mniej mogło to dać podwaliny pod następne wydarzenia.

Jak powstało Państwo Gnieździńskie i w jakim okresie – tego nie wie nikt. Pamiętajmy, że granice dotyczą kultur archeologicznych, a nie hipotetycznych państw (choć Goci i Wandalowie mieli królów). Czemu tylko granica Ruigów jest znów granicą Pomorza Zachodniego? I do tego – granicą różnic dzisiejszych poglądów politycznych?

Można domniemać, że rejony peryferyjne kraju rozwijały się dość inaczej niż centrum, co sprzyjało odrębności. W IX wieku wiadomo już było o granicach języka prapolskiego (po pojedynczych nazwach), który wydawał się wówczas językiem starym, a nie wyuczonym. Obowiązująca wówczas kultura archeologiczna wykazuje natomiast dwa centra. Jedno jest wokół Krakowa – centralnego okręgu Polski Wschodniej (czyli Polski B – Polski Anty-Pruskiej),  a drugi zaczepia o Gniezno, ale też o Pomorze i część Połabia. Niektórzy uważają, że język Pomorski i jego dialekty (Kaszubski, Woliński, Pyrzyczański), jest jednym z pięciu tzw. języków lechickich (Czeski, Pomorski, Polski, Słowacki, Morawski). W IX Geograf Bawarski opisał powtórnie plemiona Polski. Zamiast Wandalów, pojawia się nazwa Wiślanie, zamiast Gotów i Gepidów – Goplanie, zamiast Luigów – Lędzianie, a zamiast Sylingów – Ślężanie. Z jakiegoś powodu omijał Mazowsze i Wielkopolskę – nie wiadomo czemu.

Możliwe, że jeden naród miał dwa języki, ale trudno ocenić bo było przecież tyle dialektów. Współczesna polszczyzna kształtowała się na wschodzie kraju, który był częściej jednolity. Paradoksalnie właśnie dzięki oderwaniu i germanizacji językowej, język Kaszubki i Śląski przetrwał w jakichś ilościach.

Bolesław Chrobry pozwolił na wyprawę do Prus Św. Wojciecha który został jednak zamordowany przez fanatyków religijnych, a następnie Prusowie atakowali Polskę co skłoniło do sprowadzenia krzyżaków, którzy byli jednak potem pokazywani jako agresorzy, a nie uczestnicy wojny prewencyjnej. Często pokutuje przeświadczenie, że niemieccy rycerze mieli dokonać wojny napastniczej też na Połabie. To nie prawda. Do przełomu mileniów, nie było konfliktów między Niemcami, a Połabią. Wszystko zmieniło się w X wieku. Wówczas to pojawiło się największe zagrożenie dla Europy od czasów Cesarstwa Rzymskiego – Węgry. Kim są Węgrzy? To średnia wypadkowa rdzennych mieszkańców Węgier – Pannończyków, oraz imigrantów zwanych Hunami czy Awarami. Sami zwą się Magyar, a Węgry to przeinaczone Hungaria (Hun – Hunowie, garia/galia/germania – łać. kraj). Atak był miażdżący. W ciągu 40 lat Państwo Węgierskie walczyło jednocześnie z Wielkim Kalifatem Arabskim, Bizancjum, Elektoratami Niemieckimi, Francją, Chorwacją, Bułgarią, Serbią, Polską i Państwami Włoskimi… Ich wojska oblegały Madryt, Rzym, Paryż, Bizancjum i Ateny niemal jednocześnie. Jaka ideologia czy motyw nimi kierował? Nie wiadomo. Znaleźli sobie jednak skutecznego sojusznika w postaci Połabia, który razem z nimi zaatakował Niemcy, podobnie jak wcześniej Czesi i Karantanie. Polska i Dania wsparła Niemcy i próbowali razem powstrzymać Połabian. Połabianie w odwecie zniszczyli wszelkie ślady Chrześcijaństwa w Brandenburgi, zrównali Hamburg z ziemią, zniszczyli klasztory. Biskustwo z Hamburga nakazało wieszać każdego „Wenden”, który przekroczy granicę.

Połabianie/Wieleci byli silni zarówno w walce wobec siebie, jak i przeciw Niemcom. Po jednej z bitew, Połabianie/Wieleci skazali na śmierć 700 jeńców, oraz księcia, a jego doradca stracił rękę. Mimo ostateczne pacyfikacji, państwa Połabian rządzone przez różnych władców i występujące pod różnymi nazwami, przetrwały kolejne wieki. Powtarzanie, że to Niemcy napadli na Połabie, jest więc bezsensowne (co jednak stało się podstawą do stworzenia początku mitu „Drang das westen” 1946). Wincenty Kadłubek o ludności wschodniej i zachodniej Europy (ogólnie) pisał „Lew i tygrys nie wytrzymają ze sobą wiecznie”. Polacy jednak wspierali Cesarza w walce z Połabianami, częściowo dlatego że Połabianie wielokrotnie napadało na Polskę. Połabianie walczyli z Polakami wielokrotnie, wojny toczyły się w latach: 963, 967, 972, 981, 985, 992, 995, 1002–1005, 1296, 1308, 1308, 1316, 1326–1329, 1370, 1476–1482, 1715–1716, 1733–1735. Dopiero połączenie się Brandenburgi z Lubuskim, oraz rozejm Kazimierza III Wielkiego zmniejszyło jakoś częstotliwość starć, lecz wraz z uczestnictwem Brandenburgii w Prusach, sytuacja się zmieniła. Połabianie jednak do dziś są wierni Polsce Zachodniej. W 2022 do Konstytucji Brandenburgii wpisano przyjaźń z Polską.

Jednocześnie chrześcijaństwo zaczęło łączyć się ze słowiańskim szamanizmem. Chrześcijaństwo wchłonęło szamanizm. A może odwrotnie – może to szamanizm wchłonął chrześcijaństwo? Słowianie i ich krewni stanowili 2/3 populacji Europy, o czym pisali nawet Arabscy podróżnicy. Kościół był postawiony pod murem. Jak bardzo udział Słowian w kościele miał wpływ, na dalsze dzieje szczególnie na dzieje Polski? Słowian traktowano jak Hunów czy Mongołów. Ba! Używany podobnej zbroi, podobnych symboli (tamga, krzyż słoneczny), podobnego uzbrojenia, a nawet strojów. Wyjaśnieniem tego jest gen R1a, który występuje w Kirgistanie, Tatarstanie czy Ałtaju. Jest to też gen „mięsożerny” dostosowany do zimnych klimatów. Do tego uzbrojenie Wandali i Gotów było bliźniacze do uzbrojenia Chazarów czy Mongołów.

Porównanie najbardziej stereotypowego fenotypu mieszkańców Zachodnich Niemiec i Wschodnich Niemiec (oraz Prus). Na lewo – zachodni Joseph Goebbels, Minister Propagandy III Rzeszy, oraz wschodni prezydent Republiki Weimarskiej – Paul of Hindenburg. Łaba była  jest miejscem zderzenia się dwóch odmiennych megapopulacji i makro-kręgów kultur.

Czesi próbowali czasami oderwać Śląsk, a czasami i Małopolskę od Polski. Jednak najważniejsze jest tutaj Pomorze Zachodnie, które już w X wieku postanowiło oderwać się od Polski. Dzięki interwencji Bolesława Chrobrego udało się zlikwidować Polski „Górski Karabach”. Władca toczył też walki na Morawach i Słowacji, oraz przeciw Połabianom, ale była to tylko tymczasowa okupacja wobec agresorów. Słowianie mający wspólną z polską historię, mieli też wspólne zawiście – to co się działo 1000 lat potem na Bałkanach, nie było dziwne jeśli ujawnić so się działo się wcześniej u Słowian Zachodnich i Wschodnich. Wysoce zmilitaryzowana Polska nie dała się nikomu. Z kim więc mogła ostatecznie walczyć? Ze sobą. A jej centralne położenie, rozwinięcie i wysokie zaludnienie, sprawiło że jej sojusze i walki ciągnęły ze sobą resztę kontynentu. Michael Jackson nazwał Polskę „Sercem Europy” (co jest cytowane do dziś). A gdy serce zmienia swój rytm – co się dzieje z resztą ciała?

Jeszcze za życia Bolesława Krzywoustego Pomorze Zachodnie postanowiło jeszcze raz odłączyć się od Polski, podobnie jak Kaszuby. Dzięki jednak wysiłkom księcia udało się je powtórnie przyłączyć do Polski i odbić z rąk separatystów. Problem nastąpił też podczas rządów Kazimierza Odnowiciela, gdy to nasiliły się kolejne ruchy separatystyczne. Niepodległość wypowiedziało Mazowsze jednak Drużyna oraz rycerstwo niemieckie dało sobie radę. To nie był wyjątek współpracy Polsko-Niemieckiej. Wcześniej Cesarz Otton współpracował z Bolesławem Chrobrym w planach jego koronacji oraz integracji europejskiej, zaś Mieszko I finansował dwór niemiecki. Zarówno księstwa niemieckie, jak i Państwo Gnieździńskie współpracowały też w pacyfikacji Wieletów. Trudno więc mówić o jakimkolwiek „germańskim spisku” przeciw ludności polskiej.

Bolesław Krzywousty pokłócił się ze swoim bratem o przyszłość kraju, co spowodowało krwawą walkę, w którą uwikłany został też Cesarz. Ostatecznie Krzywousty zdecydował. Dla Słowian ważna była rodzina, a więc co się w tym zawiera – więzi rodów. Podjął decyzję – wolał aby Polska się rozpadła niż miało dochodzić do walk w obrębie dynastii. W ramach testamentu podzielił Polskę, na dzielnice. Dzielnica senioralna miała być zwierzchnia, reszta miała być niemal całkowicie suwerenna. Ta decyzja zmieniła bieg historii. Bolesław Krzywousty nie zamierzał jednak poświęcać absolutnie całej integralności kraju by ratować rodziny arystokracji. Miał pomysł na kompromis. Jednak ostatecznie konflikt z Władysławem Wygnańcem i zapędy separatystyczne Śląska, sprawiło odrzucenie władzy senioralnej.

W Polsce pojawili się też imigranci z Niemiec. W wielu księstwach niemiecki był językiem urzędowym, zamiast łaciny. Był wymagany podczas rozpraw, czy często będąc wymogiem dla wstąpienia do gildii handlowej. 

Podczas rozbicia dzielnicowego wiele księstw toczyło już wówczas ze sobą wojny, drobne bądź bardziej konkretne. Już wówczas rozwijały się podziały. Były też kontakty zagraniczne. Np. wojna Mazowsza z Litwą, o pra-białoruskie Podlasie, czy interwencja w Kijowie.

Naród zjednoczył się częściowo w momencie inwazji Imperium Mongolskiego na Europę. Czynigs Chan, był wyznawcą szamanizmu, ale twierdził że od każdej religii może się wiele nauczyć i wykorzystać w swoich celach. Ogłosił, że podbitym krajem za gwarantuje wolność religijną (co uczynił) co spowodowało powstanie wielu grup kolaboranckich i rzesz konfidentów. Jednocześnie byli brutalni dla swoich wrogów. Padł Kijów i Ruś Moskiewska, Persja i Chiny. Polska dzięki sojuszowi z Węgrami oraz budową nowych murów, rosłąa jednak w siłę. Ostatecznie mimo strat, udało się powstrzymać Chana i zachować Wolną Europę. Do tego sytuacja przekonała Węgry do tego, że konflikt nie zawsze jest rozwiązaniem, co zmieniło jego podejście do działań w Europie i stało się początkiem nowego etapu relacji Polsko-Węgierskich. Polska i Węgry uratowały Europę przed okupacją najrozleglejszego państwa w dziejach (podobnie jak II RP powstrzymała Bolszewików) – znacznie potężniejszego (w przeliczeniu na epokę) niż Rzym, III Rzesza czy Imperium Osmańskie), co wraz z jednoczesną porażką Mongolii w Japonii, doprowadziło do przejścia Kaganatu do defensywy. Dziś się tego nie świętuje. Nawet w PRL nie świętowano stąd to się wzięło – ukrywano to. Stalin nie mógł pozwolić bratni, towarzysze Mongołowie złączeni z Polską więzieniami komunistycznej międzynarodówki zostali uznani za agresorów. Jedynie Lajkonik przypomina tą historię.

Władysław Łokietek zjednoczył wprawdzie wiele księstw jednak wiele z nich pozostało odrębnych. Kazimierz III Wielki bał się starać się odzyskać Dolny Śląsk ze względu na jego sojusz z Czechami. Twierdził, że zachowanie pokoju jest w tej chwili priorytetem. Wolał zająć się politykę na wschodzie. To był kolejny moment, który zmienił bieg historii. Gałęź Piastów na Dolnym Śląsku przetrwała przez kolejne 300 lat, podobnie jak dynastia Grafitów. Lubuskie połączyło się z państwem Połabskim – Brandenburgią.

Jak wcześniej wyjaśniałem Księstwo Śląskie i Zachodniopomorskie (tak jak i Lubuskie – Nowa Marchia) były nawet za czasów Łokietka – w 100% odrębne. Śląsk miał umowę lenną z Czechami – Śląsk zapewniał Czechom wierność polityczną, a Czechy zapewniały mu wsparcie militarne, z kolei Pomorze Zachodnie stało się suwerennym, bezpośrednim członkiem unii Świętego Cesarstwa Rzymskiego, pojawił się jednak kolejny gracz – Państwo Zakonu Krzyżackiego.

Pokonanie Prusów nie było łatwym zadaniem. W samych tylko dzisiejszych granicach Warmińsko-Mazurskiego dysponowali minimum 743-oma miastami-grodami, a jeśli liczyć też te w Pomezanii i dzisiejszym Obwodzie Kalinigradzkim¸ to jak na tak małą powierzchnię musieli być niezwykle rozwinięci, wydajni i zmilitaryzowani. Można powiedzieć, że stanowili niemal mocarstwo na Bałtyku. Nic dziwnego, że Polska (choć dysponująca w IX wieku ponad 2 000 miastami-grodami) miała z nimi problem. Gdy sprowadzeni przez Konrada Mazowieckiego krzyżowcy po długich latach walki pokonali agresywnych w stosunku do Polaków – Prusów, utworzyli tam własne państwo, oraz sprowadzili osadników z Niemiec na tereny Pomezanii.

Trafili jednak w przerażającą pułapkę, bowiem do zakonu mógł wstępować każdy, niezależnie od stanu bo zakon krzyżacki, choć uzbrojony – był stanem duchownym. W ciągu standardowego pokolenia Prusowie zdominowali rekrutację i w krótkim czasie przejęli udziały w Zakonie jego państwie, w ten sposób poświęcenie krzyżowców w pacyfikacji agresywnego państwa zostało utracone, a zakon krzyżacki przybrał radykalną, bałtowską formę. Prusowie po prostu wchłonęli Zakon. Bardzo wysoki wówczas stopień „poganiazacji” chrześcijaństwa sprawiła, że szybciej przyjęli tą formę. W ten sposób radykałowie szamanistyczni, zmienili się w radykałów szamanistyczno-chrześcijańskich. Litwa wierzyła, że może przechytrzyć wroga – jeśli weźmie chrzest Zakon nie będzie już mógł atakować Litwy. Owa sztuczka okazał się jednak nie prawdą, bowiem nadal atakował Litwę. Zapewne chodziło o dawne zawiści pomiędzy Prusami, a Litwinami, a nie religię. Spora część Mazowszan imigrowała na Prusy, z tego powodu na południu stanowi tak dużą ilość, że jeden z obszarów zwano Mazurami – oni też stanowili niemal równy duży udział w zakonie. Aneksja przez PZK Pomorza Gdańskiego, zalała kadry Kaszubami, ostatecznie Polacy przekroczyli połowę ludności, zaś Prusowie mówili z nimi jednym zdaniem s(na północy los Krzyżaków podzielił Zakon Kawalerów Mieczowych, którego przejęli Łotysze i Estowie znający język niemiecki). Państwo Zakonu posiadało własny system emerytalny – ktoś kto dawał odpowiednie usługi dla kościoła, miał w przyszłości opiekę w domu opieki, pomoc, a nawet służącego. W Polsce Południowej obowiązek ten spoczywał na rodzinie dziadka. Co w tym niezwykłego? Bowiem to właśnie Pruski Otto van Bismarc za swoich rządów stworzył system emerytalny we współczesnej formie. No i jeszcze weźmy pod uwagę działania dzisiejszego Kwaśniewskiego czy Donalda Tuska. Co ciekawe – Marks był Połabianinem. U Słowian socjalizm był podstawą bytu – stawiano dobro ogółu ponad dobro jednostki (w przeciwieństwie do zachodu stawiającego na „My and My Dreams”). Właśnie dlatego komunizm miał tyle zwolenników na Wschodzie, co sprawiło że Stalin mógł łatwo zdobyć poparcie w postaci kolaborantów. To samo zdążyło się w Azji. Z kolei w Hiszpanii czy Francji nigdy się to w pełni nie udało. Z czasem Państwo Zakonu Krzyżackiego weszło w powiązania z Państwem Kawalerów Mieczowych, oraz Nową Marchią czyli dawniejszym Księstwem Lubuskim. Głowa państwa tytułowała się jako Z Bożej Łaski Wielki Mistrz Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, Margrabia Brandenburgii, Hrabia Szczecina, Pomorza, Kaszub i Wenedów, Burgrabia Norymbergii i Książę Rugii. Wśród tych regionów, nie ma takiego, gdzie ludność niemiecka stanowiła by więcej niż grupę imigrantów. Termin „niemiecki” był tylko pozostałością po oryginalnej nazwie: Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, pochodził z czasów kiedy kult Maryjny był już obecny na zachodzie, ale jeszcze zakon nie uległ degermanizacji. Był jednym z trzech największych, a po wchłonięcie przez Prusów i Kaszubów, awansował na lidera zakonów katolickich. Być może dlatego, że składał się ludności, która wywodziła się od ludności szamanistycznej, a katolicyzm i prawosławie było nimi przesiąknięte? To jednak nie było wystarczające by nie być opozycją do polski południowej, oraz Litwy – bo chodziło o coś więcej niż o religie. Dołożenie do tego elementu poglądów na temat roli kleru, miało nastąpić dopiero podczas reformacji.

Państwo Zakonu Krzyżackiego zawiązano sojusz z Śląskiem i Pomorzem Zachodnim oraz Nową Marchią (Lubuskie). Sytuacja w Polsce przypominała dzisiejszą Koreę Północną i Korę Południową. Mimo, że kraj był podzielony to jednak dochodziło do wielu integracji na linii Królestwo Polskie-Ksiestwa Śląskie-Pomorze Zachodnie szczególnie w kwestii małżeństw między rodami.

Władysław Łokietek próbował walczyć z zakonem o Pomorze, jednak walka doprowadziła tylko do kolejnych problemów – Prusowie i Kaszubi odebrali Kujawy. Z kolei Państwo Zakonu Kawalerów Mieczowy, złożone z Estów i Łotyszy próbowało napaść na Rosję – to właśnie wtedy rozpoczął się konflikt Prusko-Rosyjski, który miał trwać przez kolejne stulecia. Z czasem Zakon Kawalerów połączył się z PZK.

Władcy Polski próbowali dogadać się PZK w sprawie ziem, wykorzystując na arenie międzynarodowej międzynarodowy trybunał papieski, ale PZK nie uznał postanowień i zgodził się wyłącznie na oddanie Kujaw.

Coraz bardziej stawał się widoczny separatyzm Śląska i Pomorza Zachodniego, oraz jego układy z PZK. W 1392 książę Śląska – Władysław Opolczyk zaproponował rozbiór Zjednoczonego Królestwa Polskiego pomiędzy Księstwo Śląskie, Państwo Zakonu Krzyżackiego, państwo lubusko-wieleckie (Brandenburgia z Nową Marchią) i Węgry. Wówczas pozostało by tylko Państwo Zakonu Krzyżackiego, Śląsk, Pomorze i Brandenburgia-Lubuskie jako państwa Polskie. Był to przedsmak wydarzeń podczas walk między Rzeczpospolitą, a Prusami wieki potem.

Horągwie PZK. Widać tutaj flagi Prus, a także Kujawsko-Pomorskiego. Większość herbów ma kolory biało czerwone, widać tutaj nawet słynną szachownicę. Stało się to dlatego, że biel i czerwień oraz tamga (analogizna do kształtu orła) były narodowymi barwami pogańskich Prusów, co świadczy o ciągłości kulturowej, a sporo elementów dołożyli też Mazurzy i Kaszubi. Biało-czerwoni mieli walczyć z biało-czerwonymi.

Strona AStrona B
Państwo Zakonu Krzyżackiego (Kaszuby, Prusy)Zjednoczone Królestwo Polskie
Marchia Graniczna (Lubuskie)Wielkie Księstwo Litewskie
Państwo Kawalerów Mieczowych (Łotwa, Estonia)Ruś Halicka/Mołdawia
Księstwa ŚląskieRus Biała/Białoruś
Księstwo PomorskieRus Czerwona/Ukraina Zachodnia
Ochotnicy z zachoduZłota Orda (Chanat Tatarski)
Marchia ŁużyckaRosja
Brandenburgia (Wieleci)Księstwo Mazowieckie
Królestwo CzechKsięstwo Płockie
  

Spójrzmy teraz na to i czy nie przypomina nam to dzisiejszy konflikt (polityczny) między unią Trójmorza dowodzonym przez Prawo i Sprawiedliwość, a Europejską Partią Socjalistyczną dowodzoną przez lidera Koalicji Obywatelskiej? Konflikty targające Polską, targają całą Europą. Na dodatek jesteśmy na styku wszystkich węzłów kolejowych, rurociągowych, kablowych, drogowych i posiadamy największe w Europie złoża surowców, z które możemy w każdej chwili wykorzystać… Można się domyśleć co znaczy stabilna sytuacja w Polsce dla stabilności Europy…

Wybuchła wojna pomiędzy tym sojuszem (wschodnim), a Zjednoczonym Królestwem Polskim, Mołdawią i Mazowszem, wspieranym przez Rosję, Litwę (wraz z zajmowaną przez nią Białorusią/Rusią Białą i Ukrainą/Rusią Czerwoną) oraz Tatarstanem. Według Polaków Bitwa pod Grunwaldem była jedną z największych bitew Średniowiecza. Dla wielu mieszkańców zachodu jest oceniana jako najważniejsza bitwa ówczesnej Europy, która zadecydowała o jej losie.

Wojnę wygrała druga strona, odzyskując Kaszuby zaś w gdy ludność PZK zbuntowała się przeciw władzy w państwie Zakonu, wybuchła kolejna wojna. Związek Pruski i Związek Jaszczurczy był gotów przejąć władzę w państwie, zawarła sojusz z Królestwem Polski i Wielkim Księstwem Litewskim. Litwa anektowała Estonię i Łotwę (z której potem wydzielono Księstwo Kurlandi), Polska – Warmię i Pomorze Gdańskie (ku niezadowoleniu Gdańszczan, – w skutek odwetu zakopali przesmyk na wyspie wiślanej, czyniąc ją mierzeją) i utworzyli nowe państw – Księstwo Prus – składające się z Mazurów i Prusów, zaś jego władcą został monarchia z dynastii Pruski (tytuł nadany przez władcę Polski i Litwy), po niemiecku zwanymi Hohenzollernami. Z czasem Książe zyskał tytuł króla, zaś Księstwo Prus było wyodrębnionym kawałkiem PZK w kwestii ludności. Niezadowolony był Gdańsk, który znalazł się w Polsce. Wiele razy się buntował, a posiadał własną armię. Buntuje się tak naprawdę do dziś

Rycerze Śląscy i ich tamga czyli orzeł. Orzeł Zakonu Krzyżackiego był jego dokładną kopią, rycerze Dolnośląscy walczyli też po stronie PZK. W jego pierwszej wersji widać był też ciekawe analogie do flagi Mongolii (tamga słońca nad doliną).

Polska rozbiera samą siebie

„Oto chwila na którą czekałem całe życie! Nikt nie usłyszy już o Lechii! Tak oto wypełnia się przeznaczenie!”  – Fryderyk Wilhelm II Pruski Wielki.

W 1517 Marcin Luter wygłosił słynne tezy krytykujące Kościół za sprzedaż odpustów. Mało kto wie jednak, że Marcin Luter był (a jakże) Połabianinem. Wywodził się najpewniej z plemienia Morzyczan. W kolejnych latach stało się jasne, że w kwestii podejścia do kościoła (czyli melanżu chrześcijaństwa z poganizmem) decydujące kwestia w sprawie wpływów chrześcijaństwa będzie miała Polska, w kwestii jego kontroli – Połabie i Prusy. Warto dodać, że zarówno Pomorze Zachodnie jak i Śląsk brali udział w wojnie 30-letniej po stronie defensywnej, broniąc się przed inwazją Bawarii i kilku innych państwa katolickich. Mimo wielu ofiar, państwo polskie nigdy nie podjęło działań w celu upamiętnienia największej tragedii w dziejach Dolnego Śląska. Dlatego, że PRL nie mógł pozwolić by odkryto prawdziwą historię Ziem Odzyskanych, stąd dane zanikły i pozostały w zagranicznych książkach. Po pokoju ustalono nowe kwestie odnośnie spraw religijnych. Na nowym porządku wyrósł chociażby kościół drewniany w Świdnicy, gdyż nowa sytuacja ułatwiała powrót do kulturowych korzeni Śląska z drewnianą zabudową.

W następnym okresie królestwo Prus uzyskało w skutek dziedzictwa tronu – Lubelszczyznę oraz największe państwo Słowian Połabskich – Brandenburgię. Nie lubiło się natomiast z Łużycami, które było związane z Rzeczpospolitą. Królestwo Prus militaryzowało się na potęgę, zaś do końca wieku jego wielki przywódca – Fryderyk Wilhelm przyjął formę „absulutyzmu oświeconego”, który zakładał zwiększenie roli ustawodawczej Króla dla dobra kraju. W następnym okresie jego częścią stało się wyzwolone z chwilowej okupacji Szwedów, Pomorze Zachodnie (uzyskując władzę z rąk Gryfitów). Przemysł opierał się na Szczecinie i Berlinie.

  W siłę rosły też Austro-Węgry – Austria składająca się z germańskich Tyrolczyków oraz słowiańskich Karantan/Noryncjan, Węgry/Awarowie (krzyżówka Hunów ze słowiańskimi Pannończykami) oraz Czech i Słowacji. Był  to element lokalnego zwycięstwa Ligi Katolickich, w ramach które Austro-Węgry zdobyły Czechy dokonując masakry miejscowych elit politycznych w tym szlachty i szerząc katolicyzm. 

Wówczas to Królestwo Prus przejąło też Śląsk (z rąk Piastów Śląskich), nie dopuszczając do opanowania go przez Austro-Węgry i ratując przed sytuacją. Można domniemać, że Prusy wiedziały, że Śląsk jest dla nich bratnym narodem, stąd bardziej zaangażowali się w ratowanie go niż ratowaniem Czech, w owej wojnie religijnej. W ten sposób utrwalił się zalążek nowego, terytorialnego sojuszu ludności. Ślązacy wdzięczni Hohenzolernowi za to że nie muszą być częścią okupywanych przez Austro-Węgry Czech (podobnie jak Pomorzanie byli wdzięczni za ratunek przed Szwedami) stali się centralnym ośrodkiem patriotyzmu Pruskiego. Przemysł Wrocławia wyprzedził przemysł Berlina, a Dolny Śląsk generował 50% wydobycia surowców i 40% szlaków handlowych. Wilhelm nie bał się nawet emitować pieniądze z mała ilością złota, traktując parytet złota jako przeżytek. Zakłada wiele uczelni technicznych. Podkupywał studentów z zagranicznych uczelni. Zaciągał kredyty, następnie emitował pieniądze o kilkudziesięciokrotnie mniejszej zawartości kruszcu. Waluta Prusa zalewała całą Europę, co doprowadziło do krachu na rynku złota w Europie i stało się jednym z bezpośrednią przyczyną upadku Hiszpańskiego Imperium Kolonialnego i niepodległości USA, bowiem polityka kolonialna była jeszcze bardziej nieopłacalna niż do tej pory. Srebro z Potosi stało się jeszcze bardziej bezużyteczne, co osłabiało kolonialne imperia. Same Prusy nie próbowały zdobywać kolonii – ograniczyły się do paru wysp. Traktowały kolonializm jako niewarte uwagi zapędy zachodu. Fałszował nawet monety obcych krajów kiedy uznał, że jest to konieczne i bardzo nie lubił Francji (w owym czasie – nie tylko on).

Wystarczyło, by Fryderyk postanowił wzmocnić wartość pruskiego pieniądza i zaczął masowo wycofywać z obiegu „popsutą” monetę, by cały kontynent ogarnął kryzys. Nowa, mająca większą zawartość srebra moneta wywołała deflację. Domy bankowe, które zaangażowały się spekulację pożyczkami, straciły miliony talarów. Bankrutowały jeden po drugim. Wywołało to trwałe zmiany na rynku bankowym: bankructwo Hamburgu i Amsterdamu. Rozwijał też swoje systemy bankowe. Co ciekawe – to właśnie tereny Prus w z czasów Fryderyka Wilhelma, są dziś największym w Polsce zagłębiem Frankiewiczów.

Fyrderyk Wilhelm prowadził bezlitosne podatki, które miały pochłaniać szarą strefę i bogatych zmuszać do oddania ogromnych sum na rzecz wspólnoty państwa. Importował pracowników z zagranicy, a potem zwalniał gdy miał już krajowy rynek pracy z własnych ludzi i własnych obywateli na te same stanowiska. Zachęcał obcokrajowców z Niemiec i Połabia do osiedlenia się w Polsce co się udawało. Zmienił mocno strukturę rolnictwa. Pogłowie owiec na Dolnym Śląsku wyniosło monstrualne 8 milionów. Produkcja rolna przewyższyła Francję i Anglię razem wziętą. Próbował również znieść częściowo system folwarczny, dając chłopom prawo do ziemie na własność, a nie dzierżawę. Nakłady Berlina na ziemie I zaboru w Prusach Zachodnich przewyższały nakłady dla Prus Wschodnich. Z budżetu centralnego sfinansowano wprawdzie głównie budowę dróg, ale powstała sieć była gęstsza, niż w starych pruskich prowincjach. Wprowadzono też obowiązujący w Prusach podatek gruntowy (do dziś jest stosowany w Polsce). Największe obciążenia spadły na sołtysów, którzy musieli oddawać aż 1/3 rocznego dochodu. Z kolei szlachta płaciła w zależności od wyznania: katolicy czwartą, a ewangelicy piątą część dochodu. Uważano, że w innym przypadku będą dawać więcej na kościół, który i tak miał już za dużo. Fryderyk Wilhelm został wielkim władcą Polski. Miał wiele pomników – szkoda, że w 1945 zwandalizowanych. Swój herb brał od herbu Śląska i herbu Poniatowskiego, odznaki od polskich Virtuti Militari, krzyż żelazny od starego wschodniego symbolu krzyża słonecznego. Prusy były bowiem krewnymi Polaków, a właściwie Polakami. Hohenolernowie byli wiec ostatnią polską dynastią monarchiczną. I to bardzo ważną. Spójrzmy teraz na politykę Fryderyka Wilhelma i zwróćmy uwagę na wiele podobieństw w polityce tego (niesłusznie) znienawidzonego przez Wschodnich monarchy, a polityki Donalda Tuska. Tak. To regionalna sukcesja. Realna i prawdziwa.

W międzyczasie podczas walk między Królestwem Prus, a Saksonią doszło do jednej z największych wojen. Wojna siedmioletnia, była jednym z największych konfliktów w historii Polski. Królestwo Prus wspomagane głównie tylko przez Wielką Brytanię, walczyło z Francją, Austro-Węgrami, Rosją, Szwecją. Wojna miały zasięg światowy, gdy to statki Pruskie i Brytyjskie toczyły walki w Ameryce Południowej, Indiach, Filipinach i Wyspach Brytyjskich. Przeciwko nim stanęło nawet Imperium Wielkich Mogołów w Indiach i Konfederacja Abeneków w Ameryce. Doszło wówczas do próby rozebrania Prus przez Rosję czy Szwecję, gdy to wojska wkroczyły do Prus Wschodnich. Nagle zmarła jednak nienawidząca Prus caryca, a zaraz po niej zamordowano kolejnego władcę. Trzeci przestraszył się Prus i zdecydował się wycofać wojska. Fryderyk nie tracił czasu i wykorzystał szansę, aby wygrać wojnę i obronić Śląsk. Zapomniania z powodu PRL-owskiej propagandy wojna, był niezwykle ważna bowiem część tylko Polski, niemal sama ostatecznie pokonała wrogów z niemal całej środkowej Europy i nie tylko Europy, zapewniając że Polacy (Prusacy) się nie dadzą, a sytuacja tylko skłoniła Króla Prus do dalszej militaryzacji Prus, tworząc ponad półmilionową armię, zapewniając, iż Rosja nie spróbuje już tykać regionu, tak samo jak i Austria i Francja. Być może późniejszy zabór pruski Polski, który zajął większość z niej, tylko uratował tą część Polski (Kaszuby, Wielkopolska) przed agresją rosyjską.

Początkowo zarówno Królestwo Polskie (odrębne do Księstwa Litewskiego wbrew stereotypowi) jak i Królestwo Prus miały relatywnie stabilne relacje.

Królestwo Prus rozwijało się bardzo dynamicznie stając się potęgą, zaś Polska do 1700 roku, szczęśliwie wróciła do stanu ekonomicznego sprzed Potopu, też będąc potęgą. Dworu magnackie zaczęły przypominać dwory królewskie, a rody szlacheckie miały nawet własne armie, równoległe do armii państwowej.

Woda wybiła kiedy Rzeczpospolita rozpoczęła dyskryminację niektórych odłamów protestantów, kończąc epokę tolerancji religijnej. Reakcja Królestwa Prus była natychmiastowa – rozpoczęła plany ratowania ludności protestanckiej. W ten celu zwarła sojusz z Carstwem Rosyjskim, który nienawidził Polski za to, że dołączyła do strefy katolickiej, uważając że nie przyjęcie kultury prawosławnej było zdradą Słowian (prawosławie doznawało szkód od katolików podczas 3 krucjaty, gdzie doszło do konfliktu na wschodzie Europy) i chciał siłą wcielić Polskę w krąg cywilizacji prawosławnej. Doszło do rozbiorów Polski.

Tolerowane muszą być wszystkie wyznania, każdy ma bowiem prawo być szczęśliwy na swój sposób. […] Katolicy, luteranie, reformowani, żydzi i wiele innych odłamów chrześcijańskich mieszka w tym państwie żyje w zgodzie: jeśli zbyt gorliwy władca opowie się po stronie jednego z tych wyznań, na początku utworzą się stronnictwa, wybuchną spory, pomału zaczną się prześladowania i wreszcie wyznawcy religii prześladowanej opuszczą ojczyznę. […] Moim życzeniem jest, by jeśli Polacy będą przeciw nam krzyczeć, Pan winien krzyczeć jeszcze głośniej przeciw nim..

– Fryderyk Wilhelm II Pruski Wielki

Fryderyk Wilhelm był ponadto osobą, która miał przemyślenia podobne do Nietzhego i Goethego – co ciekawe – obaj byli Połabianami.

Doszło wówczas do paktu „trzech, czarnych orłów”. Ich analogia wynikała ze wspólnej, słowiańskiej przeszłości i wpływach. Analogiczny był też herb Polski.

Polska wypowiedziała wojnę Rosji pokonując ją podczas Powstania Kościuszkowskiego, jednej została wówczas natychmiast zaatakowana przez Królestwo Prus – z walki mocarstw, wyszła jako przegrana, gdyż mimo iż pokonała Rosję to została zaatakowana od tyłu przez Prusy, a nie mogła walczyć z tyloma krajami jednocześnie. W skład Prus weszło Północne Mazowsze, Wielkopolska, Kujawy i całe Pomorze. Królestwo Prus obejmowało obszar 85% dzisiejszej Polski, zaś dzisiejsza Polska obejmowała ponad 80% powierzchni królestwa Prus. Powstał byt najbardziej zjednoczonej ludności Polskiej, od czasów rozbicia dzielnicowego. Wilhelm okazał się większy od Łokietka.

Polska po trzecim rozbiorze to najlepszy dowód, że BYŁA NA MAPIE. Wydaje się nieco dziwnie wysunięta w dół, trzeba jednak pamiętać, że utrata należącego do nas pierwotnie 2/3 Podhala (Podhale Słowackie) i części Śląska (Śląsk Czeski) oraz nabycie części Białorusi (Białystok, Bielsk Podlaski) i Rusi Czerwonej (Rzeszów, Sanok), do których praw nie mieliśmy i ich polonizacja to dopiero okres po Powstaniu Śląskim i Traktacie Wersalskim (choć uznawał on tylko granice zachodnie, nie wschodnie).

Na krótki czas wojen Napoleońskich powstało Księstwo Warszawskie, kiedy to Francuzi i Polacy obalali monarchie absolutne w Europie (Włochy i Hiszpania), a także, gdy Polacy walczyli z Prusakami podczas kolejnej bratobójczej walce.

Po wojnie nadal istniało Królestwo Prus w dawnej formie i podobnych granicach, istniało też Wielkie Księstwo Poznańskie połączone unią z Królem Prus i z lokalnym parlamentem. Na wschodzie istniało za to Królestwo Polskie w unii personalnej z Carem, ale za to de facto działające jako niepodległe, zaś małopolska i podkarpacie były Autonomią Galicyjską.

Rozbicie dzielnicowe w XIX wieku

„Prusacy potrzebują bardziej germanizacji, niż Niemcy prusyfikacji”.

„Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą”.

– Otto van Bismarck

Kolejny etap Rozbicia Dzielnicowego – Królestwo Prus. Wielkie Księstwo Poznańskie, Królestwo Polskie i Wolne Miasto Kraków.

W Królestwie Prus po rozbiorach Polski monarchia absolutna zmieniła się w bardziej „różnorodną” formę władzy jednak nadal kraj pozostawał potęgą i to coraz większą.

Na terenie „Zaboru Pruskiego” wprowadzono uwłaszczenie chłopów i reformę rolną, która była bardziej rozbudowana nawet niż w „rdzennych Prusach”. Specjalne prawa miało też Wielkie Księstwo Poznańskie w kwestii reform rolnictwa. Kraj ten miał dwa języki urzędowe, oraz specjalny parlament doradczy składający się z lokalnej szlachty, mieszczaństwa, a nawet chłopów.

Począwszy od wieku XVI-stego w Prusach istniały specyficzne typu gospodarstw. Połabie jak i Prusy były krajami z gospodarką folwarczo-pańszczyźnianą zamiast gospodarką czynszową. Wynikało to ze słowiańskich korzeni Połabia i Prus, które tak jak cała Europa Wschodnio-Północna, w przeciwieństwie do Europy Zachodnio-Południowej mieli inne nawyki przez tysiące lat, duże znaczenie miał też post-animizm. Jednak w Prusach, rolnictwo bardzo się różniło od rolnictwa w zachodniej Polsce. W Polsce dziedziczyli wszyscy synowie, w Prusach – tylko najstarszy. Spowodowało to większe rozwarstwienie i osoby, które nie dostały spadku często musiały szukać pracy gdzie indziej. Stąd też w zachodniej Polsce jest mniej wsi (choć większa jest powierzchnia pól, szczególnie na Pomorzu), a więcej małych miasteczek, a na wschodzie mniej małych miasteczek, za to więcej wsi. W owym czasie Pruscy obszarnicy zwani byli Junkrami i bardzo wpłynęli na strukturę gospodarki Prus, która w XIX wieku skupiła zdecydowaną większość rolnictwa w II Rzeszy.

Podczas detronizacji Cara i Powstania Listopadowego Królestwo Polskie pokonało Rosję. Po raz drugi jednak zostało uderzone od tyłu przez Królestwo Prus, które obawiało się powrotu do sytuacji z XVIII wieku, co zakończyło powstanie. Zarówno w przypadku Listopadowego jak i Kościuszkowskiego Powstania, rola 3 państw przypominała grę w „kamień papier norzyce”, tylko bez jednego ogniwa. Były jeszcze kolejne powstania w Królestwie Polskim, tak jak i w Galicji Wschodniej, jednak w Królestwie Prus nie dochodziło do takich sytuacji, rozwijała się swobodnie kultura ludności Prus i ludności z Wielkopolski, która coraz bardziej popierała Prusy. Mieszkańcy nie-pro-pruscy, byli przedstawiani w Ostmatkeliteratur jako ludzie którzy nie potrafią zarządzać przestrzenią, lenią się i nie dbają o porządek.  Traugott Pilf stwierdził, że „powinni i muszą wzrastać w pruskiej kulturze i państwie; to po prostu ich los, którego nie da się zmienić, bo nie mogą dłużej działać samodzielnie. Paul Oskar Höcker (Polnische Wirtschaft) ustami pastora Berndta stwierdza, że wielkopolanie „przez pięćset lat żył z pruskiej pracy i kultury i to oni rozbudowali miasto Poznań. „Panowie chętnie zapominają, że to my wyratowaliśmy ich z gruzów i bagna”. W powieści Der große Pan mowa jest o tym, że wielkopolanie czekali z utęsknieniem Pruską władzę, „jak na zbawiciela”. Organizacja popierająca Prusy „Hekata” była tak rozwinięta, że należał do niej oficjalnie co czwarty mieszkaniec Poznania i Wielkopolski. Zamiast lokalnej gwary Polskiego, używano wspólnego dla ½ polski języka niemieckiego. Krytykowano także wykorzystywanie religii do celów nacjonalistycznych. Albert Liepe stwierdził satyrycznie: Matka Boska i Jezus Chrystus, a także wszyscy święci od urodzenia są Polakam [czyt. Polakami polskojęzycznymi]i. […] Bóg Ojciec w Niebie rozumie tylko w języku polskim. Oczywiście w tym rozumieniu Polak był tyko częścią Polaków, choć Prusacy też Polakami byli. Regiony Prus przyniosły w ciągu kilkudziesięciu lat znaczne zwiększenie się ilości osób niemieckojęzycznych.

Prusacy byli Polakami nie tylko jako efekt słowiańskiej rasy, pochodzenia i mentalności, która się manifestowała. Polskie stroje ludowe z czasów sprzed Krzywoustego u Wrocławian, Olsztynian czy Szczecinian zanikły dopiero podczas wielkiej rewolucji przemysłowej, było to związane jednak z ich niepraktycznością w nowych warunkach. Motywy kulturowe zdobiły dolnośląska ceramikę z Bolesławca. Dolnoślązacy czy Pomorzanie Zachodni uczyli się w szkole, o Mieszku I i Bolesławie Chrobrym, o tym skąd pochodzą i kim są. Piastowskie symbole zdobiły herb niemal każdego miasta w Ziemie Lubuskiej, Warmii czy Opolu.

Stroje ludowe Słowiańskie i Zachodnioeuropejskie (porównanie)

Bez zmian pozostała ich mentalność oraz oczywiście uroda tak bardzo radykalnie różniąca się od niemieckiej. Nawet niemiecki jako język urzędowy był tylko dodatkiem praktycznym, który nic nie zmieniał.

Lubuski strój ludowy (rejon najszybciej „zgermanizowany”) nijak nie przypominający Niemieckiej „Helgi” Trzeba dodać, że takie elementy jak kwiaty we włosach są w kulturze zachodnioeuropejskiej negowane (wschodnieuropejska nie oddziela materii ożywionej od nieożywionej)

Chociaż ludność coraz częściej deklarowała język niemiecki w spisie, to jednak nie wiadomo czy chodziło o język urzędowy czy domowy, a jak najpewniej mogli być dwujęzyczni. Trudno to mówić o jakiejkolwiek germanizacji, co najwyżej o języku.

Zachodniopomorski strój ludowy – Weizackertracht. Warto zwrócić uwagę na słowiański kształt brwi, twarzy i oczu na zdjęciu. Widać nawet szczegóły w postaci „wałka tłuszczu” pod okiem (nie tylko nad powieką, choć dolny nie występuje zawsze). Oprócz tego masę elementów kulturowych.

Tu z koleji widzimy kształt stroju dolnośląskiego, obecnego chociażby we Wrocławiu, z przyblizeniem na jedną z wersji ozdobnych nakryć głowy.

Tu z koleji mamy widoczny tradycyjny dom na Dolnym Śląsku, która miał być w 99% niemieckojęzyczny, oraz wesele wrocławskie podczas Święta Stroji Ludowych pod sam koniec lat 30-stych. I to w czasach Hitlera! Widać Hitler nie miał nic przeciwko Polakom. Zależało mu na czym innym.

Jakim cudem niby Niemcy mieli by nagle nosić strój narodu, którego mieli by tak bardzo nienawidzić jak mówiono o nich? To tak jakby zarzyty wróg Japonii nosił kimono. Dialekty pokazują, że Niemcy którzy przybyli na Śląsk czy Lubuskie byli z południowych Niemiec (choć jak potem wiadomo stanowili mniejszość). Według komunistów mieli wyprzeć Polaków, ale widać że to nie prawda i to nie tylko w genach.

Tutraj kolejne stroje ludowe, których używano w Prusach. Strój Opolski (Oppeln) przypominający Tadżykistan (unikatowy zbiór barw: zieleń, żółć, czerwień, błękit) oraz strój Wschodniopruski, który (w przypadku męszczyzny przyopomina Kazachski żupan (zachodnioazjaztycki krewny kimona – przodek dzisiejszych płaszczy i kurtek).

Patrzymy na to i mówimy sobie prosto – gdzie jest dirndel?! Przecież przez kilakdziesiąt lat wmawiano nam „Niemców”. To gdzie drindel? Gdzie są męszczyźni w długich skarpetkach, krótkich spodniach, kamizelce, w zielonej czapce na zielono? Gdzie kobieta w gorsecie-kamizelce. Gdzie jest kobieta w niebiesko-białym fartuszku (ale bez kwiatów, koniecznie)? Jeden z najbardziej charraktersytycznych folklorów ludowych nie jest obecny tam gdzie być powinien. No właśnie – skarpetki do sandałów? Przecież jest dość częśto kojarzone z Polską. Nie bez powodu – stereotyp Janusza i Niemieckiego turysty ma analogie. Stworzona przez serial „Kiepscy”, w których Grabowski, aktor o korzeniach niemieckich (dodatkowo dopowiednio scahrakteryzwoany) zagrał postać noszącą skarpetki do sandałów, pijącego piwo i chodującego piwny brzuch. Oczywiste wydaję inspiracją steretypem Bawarczyka, tym bardziej że dobór aktorów do roli nie był przecież przypadkowy. Potem oczywiście stereotyp połączone ze steretypem sarmackim i tak powstała synteza „Janusza”. Bowiem oba kraje na siebie wpływały, a miejscem tej wymiany były głównie Prusy – czasami można znaleźć wpływy wzajemen w strojach. Oczywiście był odrębne, ale to kolejny dowód że Polaków z Niemcami myli się dość często przez ząsiedztwo i wpływy.

Szybko zauważymy, że drindel oraz „niebieski” strój ludowy (typowy dla kobiet, często wykorzystywany w kulturze popularnej) składają się z barw, które są narodowymi barwami prawdziwych Niemców. Tak samo jak flagi wielu landów na zachodzie i nie tylko. Czerń i żółć czyli Barwy Cesarskie wzięto od Piastów Śląśkich, podczas małżeństw dynastii od czasów Mieszka po Wygnaća. Dlatego właśnie piura orła są takie „rozdzielone” – pochodzą z bardzo wczesnej wersji herbu Śląska (czyfli tamgi) i ewoluowały odrębnie. Czerwień i czerń jest jednocześnie bytem pochodzącym z barw II Rzeszy, będącej średnią barw Polski i Prus. Herb Frankfurtu nad Menem jest bliźnaiczy do herbu Polskiego – wpływy Połabskie. Herb Brandenburgii i Gorzowa Wielkopolskiego jest bliźniaczy (przyjaź z Polską wpisano do dzisiejszej Konstytucji Brandenburgii). Ba! Nawet pozioma orientacja flagi w Niemczech wygląda na zaczerpniętą ze wschodu. Barwy biel-czerwień-błękit były tak ustawiane na flagach słowian by przedstawiały niebo (słońce, chmury, nieboskłon) co miało głębokie kulturowo-religijne korzenie ałtajskie (zbieżnoźć barw słowian i flag rdzennych narodów syberii w tym Jakutów nie jest przypadkowa). Na zachodzie to rzadka orientacja. Z koleji wszystkie (prócz Niemiec) flagi sukcesorów Państwa Franków mają orientację pionową (na wschodzie nie występującą, prócz Rumuni). Jak więc by wyglądała prawdziwa flaga Niemiec, zgodna z historią (nie licząć też Połabia)? Oto odpowiedź i porównanie:.

Daleko więc prawdziwych Niemco do Prusaków. Także pod względem symboli. A symbole i flagi mają znaczenie. Gdy Polak ściągął flagę III Rzeszy i zawieszał flagę Polski nie wiedział, że oznaczają to samo.

Zwróćmy uwagę jeszcze na jeden przykład polskości Prusaków. Ceramika Bolesławiec na Dolnym Śląsku to przykład wielowiekowego ceramicznego folkloru Dolnośląskiego przeniesionego w przemysł eksportu na skalę globalną. Dzisiaj jest uznawany za jeden z największych elementów polskiego dziedzictwa narodowego i gości do dziś na np. Expo Dubaj czy Shanghaj (czytaj Ciankaj) Expo. Skoro jest przedstawiany jako polska tradycja, to dlaczego gdy tylko trzeba mówić o Dolnym Śląsku i II Wojnie Światowej, mieszkańcy automatycznie są zwani „Niemcami”, którzy mieli wybyć „rodaków”?

Ziemie Pruskie były ojczyzną wielu polskich noblistów. Z literatury było ich minimum pięć. Mimo to w latach II-stych nie zwrócono  na nich uwagi. Skupiono się natomiast, na pisarzach, którzy wcale nie mieli polskiego pochodzenia. Był to Litwin – Mickiewicz, Ukraińcy – Fredro, Słowacki i Brzechwa. Współcześnie kiedy Litwa chciała przyznać oficjalnie, że Mickiewicz był w realu Litwinem, to w Polsce doszło do oburzenia, więc Litwa zdecydowała się wycofać swoje plany. To wynik przywłaszczenia lata temu:

Stanisław Cat-Mackiewicz, „Ludzie jednego miasta”

Pewnego razu, jadąc powozem Wilnianina w Petersburgu, odezwał się do niego z uczuciem dumy, rozczulenia i nadziei:

– A wiesz, dzisiaj zatwierdzono nam akt założenia towarzystwa litewskiego.

– Tak zmiłujże się – powiedział Wilnianin – zapisz mnie do tego towarzystwa.

– A kiedy ty nie możesz być członkiem.

– Dlaczego? – zdumiał się Wilnianin.

– Bo ty po litewsku nie mówisz.

Oburzenie Wilnianina nie miało granic. Jak to, on, Litwin z dziada pradziada, nie może wstąpić do litewskiego towarzystwa, bo mu stawiają jakieś śmieszne żądania, o których nikt dotychczas nie słyszał?
Biedny Matułajtis miał za swoje. Z tytułu stosunków rodzinnych, a jeszcze bardziej na wyjątkowo serdeczne stosunki między oboma panami, bywał u Wilnianina nie tylko w imieniny i święta, ale w ogóle bardzo często. Zawsze przy tym musiał wysłuchiwać filipik przeciw litwomanom. Do ruchu odrodzeńczolitewskiego Wilnianin mógł być łatwo pozyskany, a przez to niezręczne powiedzenie został całkowicie stracony. Później działacze litewscy zmienili taktykę i za Litwina gotowi byli uznać każdego, kto był pochodzenia litewskiego w sensie historycznym. Wilnianin mówił oczywiście bardzo wileńskim akcentem, mówił „siarczyki” zamiast zapałki, co nie było rusycyzmem. Ale prowincjonalizmem, tak jak „odryna” i wiele innych słów Mickiewiczowskich. […] Był to mój ojciec.”

Przetrwała masa pogańskich obrzędów z czasów słowiańskich. W Jeleniej Górze (wówczas bardzo znaczącym mieście), oraz jego Karkonoskich okolicach wierzono w ponad 200 zachodniosłowiańskich demonów i duchów górskich. Zachowała się wiara w Rubezahla – czyli niebezpiecznego demona-władcę gór, który miał swoim gniewem utworzyć błędne skały, oraz wiele innych mitów z nim związanych. Powstała nawet o nim opera niemieckojęzyczna Paula Wegnera, pochodzącego z Prus Wschodnich, który najpewniej korzenie miał albo Polskie, albo (na co wskazywały by tunguskie rysy) do plemion Prusów. Ciekawe jest to że Maria Konopnica, była z pochodzenia Jaćwieżką, co zachowało się w urodzie. Antyniemiecka Konopnicka i „niemiecki” Paul Wegner byli tak naprawdę członkami szczególnie bliźniaczych narodów Prusów i Jaćwingów. Skutkiem, tego było między innymi przywiązanie do słowiańskiej i bałtowskiej mitologii, w bardzo podobny niemal „fiński” sposób. Tego samego pochodzenia są np. wiele rdzennych narodów Syberii, w tym rdzenna ludność Kamczatki mimo, że oba populacje dzieli kilkanaście tysięcy kilometrów. A także około 5-10% ludzi w Chinach – czyli około 200 mln osób. Jak tutaj mówić o pochodzeniu germańskim?

Najlepszym przykładem jest zainteresowanie mitologią regionu. Gdy połabiański zbieracz legend lokalnych wydał, Wolfsmarchen das Doutschen znalazły się w nim nie tylko Mit o Powstaniu Błędnych skał, ale i też wiele innych dotyczących Prus. Śladami  autora Wolfsmarchen’ów ruszyli Bracia Grimm, którzy zebrali więcej historii. Każdy jednak widzi, że np. legenda o Kopciuszku i legenda o Pani Trude, to nic innego jak podzielona na dwa, legenda o Wasylii i Babie Jadzie. W tej drugiej, człowieka słońca, ognia i nocy, zastępuje człowiek węgla, krwi i lasu, a bohaterka zamiast otrzymać ogień, ginie w nim. Z kolei w Kopciuszku (Ashenpudel), ptaki i drzewo, zastępują lalkę od zmarłej matki. Najpewniej migracja Słowian na Zachód, spowodowała rozpad, niektórych mitów wschodniosłowiańskich, na zachodniosłowiańskie.

Do tego warto dodać, że choć Niemcy kojarzone są z drzewami iglastymi, to występują one tam tylko w Alpach, z kolei przez lata najważniejszym miejscem dla drzew iglastych w Niemczech były Prusy Wschodnie, o czym wspominał sam Hitler, twierdząc, że brak eksterytorialnej autostrady będzie tragiczny dla dostępu do drewna. Warto dodać, że świerk był na zachodzie Europy, praktycznie nieznany, kiedy Polacy w XVI wieku sprowadzili je, zapytali ich skąd one są? A Polacy odpowiadali odruchowo po polsku „Z Prus”, stąd świerk nazywany jest „Spruce”, zaś szyszka świerkowa jest do dziś wykorzystana w bawarskich zegarach z kukułką, które przypominają bardzo mocno rodzime szopki czy kapliczki. Najpewniej Niemcy nie rozumieli po co Prusakom kapliczki, więc pomyśleli że trzeba je praktycznie wykorzystać. Takie zegary kojarzyły się dość pogańsko i miało się wrażenie, że zaraz wyskoczy z nich Mephistohales.

Do tego był to okres powstania w II Rzeszy tzw. Eurogier, czyli przodka większości gier planszowych – najpewniej zjawisko to nie mogło by zaistnieć bez współistnienia Słowian w II Rzeszy, którzy stanowili ponad połowę. Ciekawostką jest to że Reiner Kniza, autor ponad 500 gier planszowych, elektronicznych, producent projektów gier do gier planszowych Lego czy nawet zagadek z serii gier Reksio, pochodził od Słowian Bawarskich – najbardziej wysuniętej na zachód części transnarodowej Kultury Wołowskiej.

Polacy rodzą się nie odróżniając wielu elementów kultury niemieckiej od polskiej, bowiem bardzo wiele z kultury Niemieckiej ma korzenie słowiańskie, inne powstały dzięki współpracy, a jeszcze inne się wymieszały w niektórych kwestiach (np. piwo).

Można wymienić jeszcze sporo takich rzeczy: Lebkuchen (ciasteczka świąteczne), Blutwurst (kaszanka), Saukekraut (sok z kapusty), a także rozmaite obrusy i ozdoby na choinkę – choć kojarzy się je z Niemcami, to jednak łatwo zobaczyć że bardzo przypomina ozdabianie drzew iglastych przez szamanów w kręgach ludów ugrofińskich, a także słowiańską tradycję Baba Marta i motyw syberyjskiego drzewa świata i gwiazdy polarnej, do której miał sięgać pień, obracany przez woły. Tradycja tego jako niemiecka i słowiańska, się nawzajem nie wykluczają, ze względu na różnorodność pochodzenia dzisiejszych Niemiec, a już szczególnie w XIX wieku, gdy to Niemcy sięgały, aż po Warszawę, w Modlinie mówiono po Niemiecku, o Austrii nie wspominając – ponad połowa „Niemców” nie była Niemcami.  

Patrząc na sytuację nie mamy wątpliwości, że mogło dojść co najwyżej do germanizacji językowej. Trudno na początku jednak znaleźć dowód, że coś mogło tej germanizacji dokonać. PZK posiadało Niemców tylko w Pomezanii, Pomorze Zachodnie w okolicach Stargardu, a Dolny Śląsk – Zagłębia Miedziowego. Księstwo Lubuskie było połączone z Brandenburgią, która była zamieszkiwana przez Połabian. W chwili zjednoczenia tych ziem, Niemcy stanowili 10% ludności. To raczej oni ulegali językowej slawizacji bądź baltoslavizacji. Chyba, że uznamy inną opcję. Najprawdopodobniej nastąpiło to tak jak w przypadku syberyjczyków w Rosji czy Indian w Meksyku. W Prusach byli Prusowie (podzieleni na takie dialekty jak Pomezański, Sambiński, Galińdzki czy Warmiński), Mazurzy, Kaszubi i Niemcy. Aby porozumiewać się między sobą, musieli używać „neutralnego języka”, którym stał się urzędowy Niemiecki i przyswoili go aby porozumiewać się w ramach dialektów języków rdzennych, tak jak potem w przypadku Dolnego Śląska czy Pomorza Zachodniego. Nawet Bismarck pisał o tym że „germanizacja” w Prusach dotyczy tylko jeżyka.  Nic dziwnego, bowiem ponieważ germanizacja była od początku przeprowadzana przez nie-niemców, to trudno by przekazali coś poza językiem, bo nie mieli z czego tego przekazać. Była ponadto spora różnica w akcencie i dialekcie. Prusacy mówili podobnie jak Połabianie. I np. Danzing, Niemcy wymawiali jak DAnziht, a Prusacy jako danCYś, albo „nie rozumiem” Niemcy wymawiali jako  Isz Zwai NIht, a Prusowie „iś zwAi niśt”. Szczególnie ważne była zamiana „ht” na „ś”, oraz akcent na przedostatnią sylabę, zamiast na pierwszą. Dialekt Pruski był też mniej „dynamiczny” niż niemiecki.

Architektura Pruska, Dolnośląska czy Zachodniopmorska (a także i Połabska) była przez wszystkie stulecia też była de facto architekturą Polską. Co prawda pojawiły się elementy niemieckie, ale były to tylko dodatki. Widać to chociażby w porównaniu zdobień kościoła w Kolonii, Wrocławiu i Krakowie.

Przez cały ten czas Prusacy mieli głównie Polskie pochodzenie, widać to w przypadku haplogrupa R1a z mutacją często R1a1a7 (typowa dla Polaków) które z niewielkimi zmianami utrzymały się do dziś podobnym proporcjach. Porównanie obecności przedwojennej i dzisiejszej wygląda w przypadku Wrocławia: 48/42, a szczecina – 46/53, co jest drobną różnicą, około 1/10 a być może część różnicy wynika z błędu pomiarowego, do tego różnica idzie w dwie strony

Czarny – gen słowiański, biały – gen germańsko celtycki. Szary – inne. Niepokoi kwestia Suwałek, bowiem powinno być tam N1c1, co potwierdzają współczesne badania, ale być może to wina próbki z wówczas małego miasta.

Ciekawy jest też wykres pokazujący podobieństwo poszczególnych Prusaków z ziem odzyskanych do dzisiejszej populacji Europy: J. Steinbacha, Schaurea, Windmoellera, Krampetza, L. Steinbacha, Matthia, Kopitzke’go. Widać jednoznacznie, że dane wskazują na kraje zachodnio i wschodniosłowiańskie. Duża ilość podobieństwa w UK, wynika z kolei z masowej migracji Polaków i Słowian na te wyspy, co w zasadzie dzieje się do dziś.

Królestwo Prus już w XVIII wieku jako pierwsze na świecie wprowadziły obowiązkową i refundowaną edukację (decyzja ta skłoniła np. Japonii do wzięcia podobnych kroków), stworzyło podstawy systemu emerytalnego i nowoczesnych, państwowych ubezpieczeń na świecie. Było światowym hagemonem kolejowym, wyprzedzając nawet UK – jego linie kolejowe stoją do dziś i były wykorzystywane do przewozu setek milionów ton towarów rocznie i od setek milionów do miliarda pasażerów rocznie.

Wkrótce doszło do kolejnych wydarzeń, które miały sprawić że działania Prus miały zmienić historię nie tylko Europy ale i Azji. A szczególnie Europy. Wkrótce połączyć miały się dwa bliźniacze słońca.

W lata 60-tych oficjalna dyplomacja Pruska, jako jedna z pierwszych europejskich przybyła do Cesarstwa Japonii, rządzonej przez klam Togutawów. Było to przełomowe, bowiem zarówno kultura japońska, jak i słowiańska wywodziła się z syberyjskiego, stepowego, ałtajskiego-uralskiego kręgu kulturowego tyle, że przez tysiące lat były w izolacji. Gdy na tron wstąpił Cesarz Meji – Prusy stały się głównym partnerem gospodarczo-militarnym Japonii. Doszło wówczas do sprzężenia zwrotnego.  Japończycy współpracowali głównie z Rosjanami, oraz z Prusakami. Bowiem Słowiański motyw bogini słońca Jutrzenki/Jarilo (połączonej z Maryją z Nazaretu) był najpewniej jednoznaczny ze kobietą-słońcem w wiarze Uralskiej, Jakucką „Córką Słońca” i ostatecznie – Japońską „Świecącą na Niebie”. Do tego stopnia, że gdy nielicznie japońscy chrześcijanie wyznawali kult maryjny, przyłapani tłumaczyli, że to „Amaterasu” i każdy się nabierał. Syberia obejmuje ponad 80% kultu solarnego na świecie i wszędzie od flagach po loga firm można znaleźć setki na wiązań do tego. To właśnie słowiańska większość, a nie niemiecka mniejszość Prus umożliwiła integrację między Japonią, a Prusami. Po kontaktach z Anglią, Hiszpanią, Francją, Holandią, Japonia w momencie nawiązania relacji z Prusami i Rosją powiedzieć: „Nareszcie ktoś nas rozumie”, w czym pomagał też kolektywizm i egalitaryzm u obu narodów.

Prusacy według Japończyków. W tle widać zachodniopomorski, polski strój Pyrzycki.

Doszło do gigantycznego sprzężenia zwrotnego. Japończycy współpracowali z Prusakami w rozwijaniu armii. Wzięli od krzyża żelaznego (wywodzącego się z virtuti militari), swoje odznaki utożsamione ze Świecącą na Niebie. Okazało się że używana wśród rodów słowiańskich swastyka, występuje też w Japonii. Doszukiwano się podobieństw między kimono, a strojem Warmińskim czy Kujawskim, między sposobem zapięć stroju Malborskim, a sposobem zapięć niektórych strojów japońskich. Pas kontuszowy obecny, także u Prusaków przypominał japoński obi. Szabla ałtajska przypominała katanę. Bowiem kontuszo-podobne stroje były podobne u Polaków Zachodnich i Wschodnich jeszcze przed epizodem sarmackim. W epizodzie sarmackim po prostu wracano do dawnych korzeni. Bezcenne okazało się zamiłowanie do kwiastów, u obu narodowości. Nawet słynny „wschodni przykuć” okazał się być szokiem. Bowiem taki sam występował jako tradycyjny sposób kucania samurajów. Podobna okazał się nawet kuchnia (ramen-rosół, nikuman-kartacz, gyoza-pierug). Wszystko to reprezentowało Królestwo Prus – Dolny Śląsk, Lubuskie – Pomorze Zachodnie – mimo że ludność mówiła po niemiecku. Gdyby jednak realnie nie byli Niemcami, nigdy nie doszło by do superintegracji między Prusami, a Japonią. Wydarzenie to sprawiło, że oba kraje rozwijały się jeszcze szybciej niż dotychczas. Szczególną rolę miało to dla Japonii, która wówczas rozbudowywała się ogromnie.Tak oto Prusy zbudowały Japonię epoki Meji. Każdy Japończyk był jak Wokulski, a może to Wokulski był jak Japończyk. Można śmiało stwierdzić, że powstanie „pozytywizmu” było efektem emanacji osi Prusy-Japonia.

Na mundurach pruskich wzorowali się japoński Cesarze i generałowie. Dlatego właśnie wojsko japońskie w tym okresie wyglądało jak ułani Polscy (bo Prusy były oddzielnym lennem Polski, potem odrębnym), a strój Cesarza zaczął przypominać strój barbórkowy – bowiem Górny Śląsk też wywodził się z tradycji Pruskich.

Japończycy do dziś traktują Prusy i Polskę za jedno państwo (i mają rację). Osoby, którzy nie rozumieją tego nie pojmuj, jednego z powodów dlaczego Japończycy tak lubią Polaków.

Król Prus i Cesarz Rzeszy – Fryderyk Wilhelm III rodu Hohenzolern/Prus/Pruski/Von Prosuen (lewo) oraz Cesarz Japonii Meji/Matsuhito rodu Yamato. W epoce pozytywizmu (u Japończyków – Meji) Prusy (a więc Polska) i Japonia byli jak dwa bratanki. Dzięki temu epizodowi dzisiejsze relacje Polsko-Japońskie są niebywale dobre. Wprawni zauważą analogie odznak, a nawet (sic!) podobne cechy uczesania obu Cesarzy. Co to oznacza? U Germana taka analogia nie mogła wystąpić. Bałt, Połabianin, albo Polak – tym był Hohenzolern.

Wydarzenia te miały niebywały wpływ na późniejsze wydarzenia, gdy to dwa słońce miały zacząć palić. Jedno przeciw Polsce, drugie przeciw Europejskim Kolonistom. Gotowe aby krawo zemścić się za ataki na Azję, spalić na śmierć europejski kolonializm, zniszczyć zachodnią potęgę na zawsze, wygrać wojnę na pacyfiku, a następnie zmanipulować aliantami tak aby myśleli, że wygrali. Uczynić z nich XX-wiecznego Don Kishota. Z kilkunastu kolonii w Azji i Oceanii, Alianci odzyskali tylko 2 (Chińskie dwie wyspy i to za zgodą Chin).

Do lat 60-tych, Prusy dołączyły (głównie przez dziedziczenie tronu) kolejne części państw/elektoratów Słowian Połabskich (oprócz lubiącej wschodnią Polskę, Górnej Saksoni) oraz niektóre, północne elektoraty Niemieckie – Schleswig Holstein, Nadrenię, Nadrenię Wittenbergię. Od tej chwili losy Polski i Niemiec zaczęły być mocno powiązane. Gdy Królestwo Prus dokonało „Zjednoczenia Niemiec”, powstał twór polityczny II Rzeszą, konfederacja 10 państw, z czego Królestwo Prus zdominowało politycznie twór całkowicie, a jego król został Cesarzem Rzeszy. Wcześniej Królestwo Prus musiało wygrać wojnę z Francją, która sprzeciwiała się stworzeniu II Rzeszy.

Zawiązany wtedy ogólnoniemiecki zjazd, zwany od miejsca obradowania frankfurckim, podjął po długich debatach, Prusy i wiele państw niemieckich (głównie wschodnich i środkowych) podjęło decyzję o utworzeniu II Rzeszy, wielonarodowej, niemieckojęzycznej konfederacji pod przewodnictwem Prus (tzw. koncepcja małoniemiecka) i ofiarowaniu korony cesarskiej Fryderykowi Wilhelmowi IV. Jednak na Prusy coraz większy nacisk kładły potężne Austro-Węgry, skonfliktowane tak jak podczas wojny o Śląsk (co wydaje się być bezpośrednią przyczyną, wraz ze słowiańskim pochodzeniem obecności Austrii w dzisiejszym Trójmorzu). W 1862 roku urząd premiera (a także ministra spraw zagranicznych) Prus objął Otto von Bismarck, polityk, który potrafił wykorzystać słabości przeciwników. Rok wcześniej na tronie pruskim zasiadł Wilhelm I Hohenzollern, dotychczas sprawujący regencję w zastępstwie ciężko chorego brata.

W następnych latach Prusy wywołały wojnę z Danią, aby wpędzić Austro-Węgry w pułapkę, czemu towarzyszyły roszczenia terytorialne wobec południowej, niemieckojęzycznej Danii. Obiecując Austrii zwycięstwo, Prusy zdobyły teren, jednak rozpoczęły manewr wojskowy w pobliżu granicy z Austrią, co sprowokowało ją do wojny. Prusy siłą 417 000 żołnierzy wspieranych przez 44 000 żołnierzy z państewek niemieckich wygrało wojnę z Austro-Węgrami, wspieranymi przez Królestwo Górnej Saksonii (pro-polskiej), Bawarii (największego wówczas państwa rdzennych Niemców i synonimu germańskiej tożsamości) i Hanoweru, składającego się głównie z rdzennych Niemców. Te same rejony, które sprzeciwiały się zjednoczeniu Niemiec, miały być potem głównym ośrodkiem anty-pruskim a często również ośrodkami antyhitlerowskimi.

Tym samym, Prusy wymusiły na Austro-Węgrzech, aby przestała rościć sobie prawa do kontroli państw niemieckich. Pozostała nadal kwestia Francji, która sprzeciwiała się zjednoczeniu Niemiec. Bowiem rządzący nią Napoleon III nadal pamiętał konflikt Francusko-Pruski z czasów wojen Napoleońskich i popierał wschodniopolskich separatystów w Wielkopolsce, dając im między innymi azyl. Ostatecznie Królestwo Prus, wraz z królestwami-sojusznikami wypowiedziało wojnę Francji, uderzając na nią siła 1,2 milionowej armii i pokonując ją. Wojska Pruskie stacjonowały w północnej Austrii tak długo, póki Francja nie zgodziła się przestać ingerować w sprawy państewek niemieckich i oddać fragment zamieszkiwany przez ludność niemieckojęzyczną. Ponad 40% żołnierzy wielkiej armii Prus deklarowało wówczas język „Polen” lub „Wenden”! Zaś Polakiem w sensie rzeczywistym było ponad75% z tej populacji. Reszta to Prusowie, Połabianie oraz Niemcy.

18 stycznia 1871, w pałacu wersalskim doszło do proklamacji Cesarstwa Niemieckiego, a Wilhelm I, Król Prus i Książkę Wielkiego Księstwa Poznańskiego zyskał trzeci tytuł – Cesarza Rzeszy.

Powstał federacyjny związkiem państw niemieckich pod hegemonią Prus, z instytucjami związkowymi (Reichstag, Bundesrat, Sąd Najwyższy Rzeszy). Król pruski sprawował jednocześnie władzę Cesarza Niemieckiego. Prusy miały miedzy innymi prawo do własnej polityki zagranicznej i własnej wojny. Flagą stało się połączenie flagi polskiej i połabskiej z pruską.

Jednocześnie zaczęło się wykorzystywanie idei Blut und Bloden. Idea stworzona przez literaturę wschodnioniemiecką i pruską, nawiązującej do kultu rolnictwa i ziemi, oraz przywiązania ludzi do ziemi. Idea ta była bliźniacza z ideami Młodej Polski, szczególnie widocznej w takich dziełach jak „Wesele”, bowiem w realu zarówno Prusacy, jak i Polacy byli jednym narodem, więc wynieśli bardzo podobne wartości. Co ciekawe, rejon Prus i Połabia był zdecydowanie bardziej rolniczy niż germańskie Niemcy. Co prawda była duża różnca między gospodarstwami.

Królestwo Prus rozpoczęło również kontrolę Kościoła. Zmieniono prawo przewidując karę do 2 lat więzienia za wygłaszanie poglądów zagrażających pokojowi publicznemu w miejscach kultu religijnego. Dnia 11 marca 1872 roku wprowadzono ustawę o państwowym nadzorze szkolnym, która odbierała Kościołowi prawo do nadzoru nad szkołami prywatnymi czy publicznymi. Nauczający religii duchowni również pozostali włączeni pod nadzór państwowy. Ustawa z 11 maja uchwalała że państwo ma kształcić, mianować czy zwalniać duchownych. Państwo mogło sprzeciwiać się mianowaniu hierarchów na stanowiska kościelne. Dzięki temu mogło kontrolować czy też usuwać duchownych. Uchwalała że kary dyscyplinarne na duchownych może nakładać kościół, ale na pewno nie sam papież. Według niej kościół miał prawo wyrokować, ale tylko w kwestiach dotyczących życia religijnego.

Czy motyw ten był rozdziałem kościoła, od państwa, stworzeniem państwa wyznaniowego, a może wchłonięciem kościoła? Większość twierdzi, że było to przejęcie przez państwo kontroli nad kościołem, pozbawiając praw kleru.

Kto ma być w państwie panem: rząd czy Kościół rzymski?! Żadne państwo nie ma trwałości, gdy obok siebie istnieją dwa rządy! –  Jana Lutz

Ponieważ jednym z prowincji Prus było Połabie, widać tutaj echo połabskiego Lutra, oraz wojny religijnej z Polską (rozbiory). Czy działania Prus nie brzmią znajomo? Bardzo podobnych rzeczy domaga się nie rzadko partia Koalicji Obywatelskiej, a za czasów SLD uzależniono finansowo kościół (nie tylko Polski), od 100 mld rocznych dotacji z Polski (mnożąc przez PSN). Przeciwne kontroli kościoła jest PSL, PiS i Konfederacja. Polska 2050 również  wzbrania się przeciw gwałtownym zmianom w jego kontroli, choć chce kilku zmian. Jedni na zachodzie, drugi na wschodzie – tak jak dawniej.

Klękać przed Bogiem. Nie przed księdzem – Donald Tusk

Jestem pewien, że gdyby nie Kościół, dziś mówilibyśmy po Rosyjsku – lider PSL.

Jednocześnie zaczęło się formowanie pruskich partii, oraz partii II Rzeszy. W krótce miało stać się jasne, że Prusy czyli Polska doprowadzi do powstania SPD – obecnie największej pod względem członków partii w Niemczech. Słowiański kolektywizm, który istniał od tysiacleci musiał w końcu dać o sobie znać. Karol Marks był z koleji z pochodzenia Połabianinem (podobnie jak Niethe i Goethe), a ich mentalność była przeciwna wobec mentalności Alberta Einsteina, który był realnie Niemcem. Realnymi Niemcami byli też… Maria Skłodowska-Curie (w innym przypadku jej podejście było by inne) i Fryderyk Szopen.

Realni Niemcy od początku próbowali przeciwstawić się dominacji Prus i ludności Słowiańskiej, tworząc partię Zentrum która miał zjednoczyć ludnoć pochodzenia rdzennia Germańskiego, czyli Nadreńskiego. Wraz z zmianami w partiach oraz elektroracie, z czasem doszło do zjawiska, w którym doszło do coraz większej polaryzacji. Duża autonomia Prus też bardzo mocno wpływała na sytuację.

Otto von Bismarck zmarł w 1894 roku – na łożu śmieric wyznał, zę 20 lat po jego śmierci wybuchnie wojna, której jeszcze nie było, a powodem będzie zapewne „jakaś błachostka na Bałkanach.”

Wojny „Światowe” – apogeum wojny Polsko-Polskiej

Wciąż dobrze pamiętam dzień, w którym jeden z moich szkolnych kolegów powiedział mi: „My, Nadreńczycy, jesteśmy prawdziwymi Niemcami. Prusacy to Słowianie, Obotryci, Wendowie i tym podobne, którzy razem założyli swoje państwo przez kradzież i przemoc!”

– Konrad Adenauer, lider Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej, kanclerz RFN

Na początku XX wieku istniały dwa sojusze – pierwsze z nich to trójprzymierze składające się z II Rzeszy, Austro-Węgier i Włoch. Składało się z narodowości: Niemców, Polaków, Połabian, Czechów, Słowaków, Węgrów, Rumunów, Ukraińców, Słoweńców, Chorwatów, Serbów czy Bośniaków, a ludność o pochodzeniu Słowiańskim stanowiło ponad połowę jego ludności. Jego antagonistom była Ententa, składając się z UK, Irlandii, Francji, Rosji, Serbii i Czarnogóry, w której też dominującym subtratem była ludność słowiańska, bądź Uralska (ze względu na rozmiar Rosji i przynależność do niej między innymi Ukrainy)

Sytuacja była bardzo niespokojna, bo rosły napięcia między dwoma sojuszami. Wcześniej doszło do Wojny Bałkańskiej, podczas której ludność wyzwalała Bałkany spod władz Turcji, w regionach gdzie jeszcze posiadała jakieś ziemie, lecz wkrótce doszło do konfliktu granicznego, w ramach której Car Bułgarii stoczył walkę z resztą Ligi Bałkańskiej. 500 000 armia Carstwa Bułgarii, kontynuując tradycję Kaganatu Bułgarów (Wielkiej Bułgarii) nie chciała się poddać walcząc długo. „Beczka prochu” pękła w 1914 gdy dokonano zamachu na następcę tronu Austro-Węgier w Sarajewie przez Serbskiego agenta Czarnej Ręki, mającej roszczenia terytorialne do A.W, czemu towarzyszyła anty-Austracka propaganda państwa Serbskiego. Efektem tego było wypowiedzenie wojny Serbii przez Austro-Węgry, do czego dołączyła Rosja, stając po stronie Serbii. Efektem tego było wypowiedzenie wojny przez II Rzeszę Entencie. Dwaj najważniejsi dowódcy II Rzeszy stanowili Paul von Hindenburg i Erich Ludendorf – obaj byli z pochodzenia Wielkopolanami, jeden pochodził z Poznania, drugi z Kruszewni.

I Wojna Światowa była wielką mobilizacją ludności pochodzących z Citivas Schinesghe. Siły pochodzące z „polski wschodniej” zmobilizowały, do 4 mln żołnierzy, w tym Legiony Piłsudskiego, zaś także gigantyczną stanowili Polacy z Prus, rozumianych przed rozbiorami (nadal stanowiący większość w Prusach w ówczesnych jego granicach). Część z 4 mln walczyło po stronie Prusaków (innych Polaków, ale też i Niemców), a część po stronie Rosji. W ten sposób bratobójczy konflikt osiągnął jeszcze rozleglejszą formę.

         Na początku przewagę zdobyła II Rzesza, wypierając Sowietów na zachód, tworząc na miejscu krótkotrwałe Królestwo Polski, lecz z czasem zaczęli tracić przewagę.

Gdy liczne Legiony Piłsudzkiego obróciły się przeciw swoim sojusznikom i pokonały Prusaków i ogłosiły powstanie Republiki Polskiej, a następnie zmusiły Austro-Węgry do uznania ich warunków.

I Wojna Światowa choć formalnie się zakończyła, to jednak była Wojną Światową tylko według europejskiej propagandy. Walki toczyły się niemal tylko w Europie, oraz w kilku regionach Afryki, między wojskami które akurat były obecne w koloniach, lecz kolonie II Rzeszy i Włoch były nieliczne i (tak jak reszta kolonii w Afryce) znacznie mniejsze niż zakładali. Namimbia np. była kontrolowana tylko w 25% w stosunku do statusu na mapie (w Angoli stacjonowało zaledwie kilkaset Niemców), gdyż kilkadziesiąt km od wybrzeża, nie docierali już biali ludzie, ze względu na upór plemion i trudności klimatyczne. Było też zajęcie Mikronezji przez Japonię, lecz to wydarzenie w zasadzie nieistotne, a wypowiedzenie wojny II Rzeszy przez Chiny, nie skutkowało jakimikolwiek działaniami zbrojnymi.

Wielkopolska pozostała neutralna. Wszystko zmienił jednak przyjazd Paderewskiego. Wówczas zbuntowała się przeciw Prusom, włączając się w II RP, wygrywając Powstanie Wielkopolskie siłą 200 000 żołnierzy (wywodzący się z Herbu Prus, Herb Powstańców Wielkopolskich stał się potem pierwowzorem dla współczesnego herbu Polski, który stworzono w latach 30-stych).

Apel Ligi Narodów o referendum doprowadził do wygranej w nim części Kaszub oraz Kujaw, został ponadto przegrany na Mazurach i Śląsku przez II RP. Wówczas to Górnośląscy działacze pro-II RP dokonali powstania, w których stoczyli walkę ze z innymi Ślązakami oraz Śląskiem Opolskim, i mimo, że większość mieszkańców Górnego Śląsku wybrała w referendum, że chce być częścią Wolnego Państwa Prusy (następca Królestwa Prus, tak jak Republika Weimarska następcą II Rzeszy). Dwa powstanie się nie powiodły. Trzecie Powstanie jednak wygrali, mimo to że Górnośląsacy nie chcieli należeć do II RP. Górny Śląsk został siłą wciągnięty do II RP przez górnośląskich działaczy popierających II RP (150 000 żołnierzy), po raz pierwszy od 700 lat jakakolwiek część Śląska stałą się częścią państwa sczesującego państwa twierdzącego, że sukcesuje państwo Jaggielonów, mimo tego Górnoślązacy chcieli w większości należeć do Prus – ta zbrodnia wojenna nie została nigdy rozliczona (przecież władze II RP zgodzili się na referendum, w którym przegrali), zaś władze PRL tylko tuszowały i zmieniały propagandowo jej sens. Powstanie Śląskie można porównać co najwyżej do rebelii w Doniecku.

Plakaty propagandowe obu stron.

Tym czasem ogłoszono Republikę Weimarską, zaś Królestwo Prus zwane było jako Wolne Państwo Prusy miało autonomię, teoretycznie w ramach federacji, jednak jej gigantyczny (w porównaniu do innych jednostek) rozmiar sprawiał, że trudno było to nazwać federacją, gdyż nadal dominowały Prusy. W 1920 roku uchwalono pruską konstytucję, na mocy której Prusy zachowały własny rząd i szeroki zakres samodzielności.

Pod koniec lat dziesiątych i na początku dwudziestych radykalnie prawicowe władze „niepodległościowe”, rozważały podbój każdej ziemi, gdzie mieszkało co najmniej kilka procent ludności „deklarującej polski język”. Rozważano podbój nawet Mińska czy Doniecka. Mieszkańców Kresów Zachodnich czyli Dolnego Śląska czy Pomorza Środkowego nie uważano zaś Polaków, odmawiając im tego tytułu. Ten nacjonalizm rzutował na pogorszenie stosunków, zaś tamta ludność stawała się coraz bardziej „Polakami Wyklętymi”, gdyż polscy nacjonaliści odmówili im tego tytułu. Podczas Konferencji zakończenia I Wojny Światowej, reprezentant Polski pogardliwie powiedział, iż „Niemcy oddają wszystko to czego nie zdążyli jeszcze zniemczyć”. Pytanie. Jacy „Niemcy”? Jacy „zniemczeni”? Mapy etniczne z przełomu XIX i XX w. dobrze obrazują funkcję propagandową – dążenie do uzyskania poparcia odbiorcy (czy też twórcy lub zleceniodawcy). Jeśli weźmiemy mapy pruskie, polskie, czeskie, austriackie, węgierskie i ukraińskie z czasów przed I wojną światową i zestawimy je ze sobą, dojdziemy do wniosku, że w niektórych regionach przygranicznych Europy Środkowej narody musiały chyba mieszkać piętrowo, jeden nad drugim, bo zazwyczaj przynajmniej dwie z tych map twierdzą, że to tereny etnicznie „ich”, nie definiując jednak definicji danych narodów. Przykładem jest Górny Śląsk czy okolice Lwowa – ten pierwszy od pewnego momentu kolorowany na mapach ludzi nie odróżniający niecka od Polaka niemieckojęzycznego jako w 50–60% niemiecki, a na mapach „niepodległościowców” jako niemal w pełni polski. Galicja Wschodnia z kolei według Ukraińców była całkowicie rusińsko-ukraińska z wyspami polskimi, zaś według polskich narodowców wyraźnie polska z niższymi, ukraińskimi warstwami społeczeństwa. Stąd też trudno nie odrzucić tych informacji, na rzecz testów DNA i szacunków realnych, oraz być świadomy, że spisy ludności pozwalały na deklarację języka, a nie narodowości. To późniejsze kopie tych map z PRL pozamieniały pojęcia by zafałszować tożsamość Prusaków i zwalić winę na Niemców, a także wmówić Polakom, że ofiary Wołynia nie były polskojęzycznymi Ukraińcami, a potomkami polskich imigrantów – tak aby zyskać w nich sojusznika do walki z UON/UPA i nie pozwolić na utworzenie niepodległej Ukrainy, poza władzą ZSRR.

Stawało się coraz bardziej jasne, że wschodniopolskie stronnictwo żyje zmyśloną definicją „narodu polskiego” czego dowodem mogły być chociażby roszczenia terytorialne, które pełne były pychy, oraz traktowały naród jak organizację, a nie jako odwieczne dziedzctwo.

Plakaty propagandowe II RP pod koniec jej istnienia. Wraz z wzrostem roli „nacjonalistów”, państwo stawało się coraz bardziej radykalne. II Rzeczpospolita prowokowała Niemcy, chwaląc się swoją siłą i rozważała nawet deportację osób niemieckojęzycznych. Było bowiem jasne, że w takich warunkach i jednoczesnym pojawieniem się w Niemczech idei odzyskania Wielkopolski i Prus Wschodnich, nie mogło obejść się bez konfliktu.

W rzeczywistości to polskie Królestwo Prus dołączało do siebie części Niemiec, nie odwrotnie w ramach Drang des Westen (nie Osten!), w ten sposób doszło do największej w historii fałszerstwa oskarżeń. Gdańsk nie chciał też do II RP stąd stał się niepodległy jako Wolne Miasto Gdańsk. Granice dawne i nowe wpływały nie tylko na organizację ludzi, ale nawet na cechy przyrodniczo-rolnicze, jak (od lewej) zalesienie, ilość dzików czy rozmiar hodowli bydła, uprawy ziemniaków czy jabłek. Wówczas zdajemy sobie sprawę, że wiele rzeczy utożsamianych z Polską to jedna jej część, a druga bliźniacza czeka na odkrycie, ale będzie dla niektórych zbyt dużym szokiem, które nie przetrwają.

Zalesienie – granica pokrywa się z granicą lubuskiego i dawnej Prowincji Zachodnipomorskiej – różne działania ludu, spowodowały różną gospodarkę leśną.

PSL „Piast” zyskało poparcie praktycznie od początku historii II Rzeczpospolitej. Co prawda przegrało z Chrześcijańskim Związkiem Jedności Narodowej jeśli uznać PSL „Piast” samodzielnie, ale jednocześnie z Polskim Stronnictwem Ludowym „Wyzwolenie” ich siła była decydowanie większa. Już wówczas bardzo duże poparcie dla PSL było u ludności o korzeniach Ukraińskich i Białoruskich, gdzie jednocześnie mniejsze był dla CZJN. Jednak w przyszłości zarówno CZJN i PSL-e będę źródłem jednego stronnictwa wschodniego. Polska Partia Socjalistyczna zdobyła uznanie Głównie na Górnym Śląsku (echo SPD?).  

Po dojściu do władzy Józefa Piłsudskiego i Sanacji doszło do kolejnej zmiany, bowiem dominującą partią stał się Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem. Nie ma obecnie wątpliwości, że ten blok składał się głównie z elektoratu ludności o korzeniach nie-polskich. Kolejny dowód na istnienie „Rusi Warszawskiej”.

Apeogeum konfliktu między dwoma częściami Polski zaczęło się od wyborów w Republice Weimarskiej. Mimo, że Hitler przegrał wybory w 1932 roku to zyskał duże poparcie na Ziemiach Odzyskanych (tam w wielu miejscach wygrał wybory), a w Prusach Wschodnich jego partia wygrała.

W lipcu 1932 kanclerza Rzeszy Franza von Papena, z pochodzenia Poznańczyk wprowadził zarząd komisaryczny Prus, odsuwając od władzy rząd koalicji weimarskiej Otto Brauna zdominowany przez SPD. Był to jeden z przełomowych momentów rozstrzygających o dojściu NSDAP do władzy w pół roku później i upadku Republiki Weimarskiej.

Następnie doszło do zmiany Konstytucji Prus, z kolei Paul von Hindenburg wprowadził Reichstagsbrandverordnung – dekretu „O ochronie narodu i państwa” (niem. Verordnung zum Schutz von Volk und Staat), który na tydzień przed przedterminowymi wyborami do Reichstagu, przyznał szerokie uprawnienia Policji Pruskiej (podporządkowaną komisarycznemu ministrowi spraw wewnętrznych Prus) i SA, której oddziałom Göring nadał uprzednio jako tzw. policji pomocniczej (niem. Hilfspolizei) pełne uprawnienia policyjne co do stosowania środków przymusu. Zawieszono tajemnicę korespondencji, wolność zgromadzeń, nietykalność osobistą obywateli i ich mieszkań, dopuszczał tzw. „areszt prewencyjny”, czyli internowanie bez nakazu sądowego i wolność publikacji. Zawieszał również możliwość sądowej kontroli decyzji administracyjnych podjętych w jego trybie.

Zamknięto 20 gazet i rozpędzano wiece Niemieckiej Partii Centrum, będącą zjednoczoną i jedyną siłą polityczną rodowitych germanów (Nadreńczyków), aresztowano Ernsta Thälmanna i 4000 działaczy komunistycznych. Szereg działaczy, de facto prusko-połabskiej Socjaldemokratycznej Partii Niemiec zmuszono działania w podziemiu, w obawie o rozłam w samych Prusach, część z nich przeszła do NSDAP. Prawidłowość samego procesu głosowania monitorowana była w samych Prusach przez 50 tys. Funkcjonariuszy.

Ludność pochodzenia Dolnośląskiego, Wielkopolskiego (Marchia Graniczna) Górnośląskiego (Gliwice, Chorzów), Pruskiego, Mazurskiego, Pomorskiego, Lubuskiego, Pomezańskiego przegłosowało wybór NSDAP, osiągając poparcie na poziomie ponad połowy i wysoką frekwencję. Za odrą poparła ją w takim stopniu jedynie zamieszkiwane przez Słowian Połabskich – Pomorze Przednie i część Górnej Saksoni (słynne „dzisiaj Lipsk, jutro całe Niemcy”) oraz niemieckie Schleswig Holstein i część Nadrenii i Turingi oraz czeska Ziemia Kłodzka. W większość obszarów Połabia oraz Niemiec, poparcie rysowało się na poziomie poniżej 30%-40%  (wyjątek Schleswig Holstein czy części Pomorza Przedniego), a w niemal tak samo dużej części pozostałej, poparcie wynosiło poniżej 10-20%. Zaprotestowała najbardziej ostro Bawaria,  Witendbergia oraz Dolna Saksonia z Zagłębiem Ruhry. W ten sposób należy mocno się zastanowić „kogo” tak naprawdę reprezentowała NSDAP (Germanów czy Słowian) , a statystyki nie dają już wątpliwości. Jako symbol wybrano sfastykę – starosłowiański symbol szczęścia, oznaczający słońce i rodzimowierczego ducha wschodu słońca – Jutrzenkę, zwaną też Najświętszą (losy tego bóstwa po 966 roku można podejrzanie łatwo odgadnąć).

Wynik testów dna mieszkańców Niemiec i wyniki wyborów do NSDAP. Ta mapa spala całe mity narodowe i jednocześnie wyjaśnia, że w sprawie posądzeń Polski o IIWŚ jest sporo prawdy, a Polish Dead Camps to jednak nie do końca bajka… Nie jeden były powstaniec zapewne umarł by na zawał, gdyby się dowiedział o tym do kogo naprawdę strzelał…

Inne partie Pruskie szły zaraz za hegemonią NSDAP. Elektorat Socjaldemokratycznej Partia Nimiec składał się w dużej mierze nadal z ze Słowian – Polaków i Połabian z pochodzenia, Choć sporo Niemców ich popierało, to jednak mapa poparcia w pewien sposób omijała tereny rdzennie germańskie. To soma dotyczyło Komunistycznej Partii Niemiec, która skupiła się na słowiańskim Połabiu, a najmniejsze poparcie miała w Bawarii. Wynikało to mocno z wcześniejszych wyborów.

Zdecydowanie najbliższa NSDAP była Niemiecka Narodowa Partia Ludowa – partia narodowo-konserwatywna. Jej elektorat skupiał się w zdecydowanej większości na terenach Ziem Odzyskanych. Lider Koalicji Front Walki Czarno-Biało-Czerwoni. Partia ta była wrogo ustosunkowana wobec konstytucji weimarskiej. Współpracowała z NSDAP, co w końcu zaowocowało tym, że duża część jej członków przeszła do tej drugiej partii i była z nią stowarzyszona.  Pozostali w niej głównie przedstawiciele klasy średniej i arystokracji w odróżnieniu od nominalnie „robotniczej” NSDAP. Jej bastionami było Pomorze Zachodnie, Wielkopolska, Warmia i Mazury. Z czasem rozszerzyli wpływy na Śląsk i Brandenbuergie. W 1931 przystąpiła do frontu harzburskiego, koalicji antyrepublikańskich organizacji na czele z NSDAP. W 1933 rozwiązała się, następnie członkowie przeszli do NSDAP. Cechowała ją antysemityzm, dość podobny do antysemityzmu polskiego. Nic dziwnego, w końcu Prusacy byli Polakami. Niemiecka Partia Socjalistyczna Skupiała się z kolei też na Ziemiach Odzyskanych, szczególnie na Śląsku, ale też na Połabiu. Niemców rdzennych reprezentowało silne Zentrum, Niemiecka Partia Ludowa (najbardziej zachodnia część) oraz Bawarska Partia Ludowa.

Jeśli zaś mówić o NSDAP, to sama partia wywodziła się bezpośrednio z Prus Wschodnich, czyli Warmińsko-Mazurskiego z Pomezanią i Prusami Górnymi. Bowiem trzeba zaznaczyć, że elektorat jest partią, a posłowie wyłącznie jej reprezentacją. W 1930 jedynym landem, w którym wygrało NSDAP były właśnie Prusy Wschodnie. Mimo, że był to nadal tylko jeden land, to jednak wysoka frekwencja, ludność oraz różne drobne poparcia w dalszych regionach kraju, sprawiła że już wtedy NSDAP zdobyła około 20% miejsc w parlamencie.

Jedyną partią, która realnie reprezentowała, przede wszystkim prawdziwych Niemców było Zentrum. Zjednoczeni Germanie wokół jednej partii obejmowali zasięgiem swoich wpływów rejony od Bawarii po wysoko zaludnione Zagłębie Ruhry – to właśnie w tym, przemysłowym regionie mieli swoje centrum.  

Słowianie omijali głosowanie na Zentrum. Elektorat tej partii kończył się na linii, gdzie nie tyle zaczynały się rejony Słowiańskie, ale już w miejscy gdzie Słowianie stanowili jakąś część populacji.

Na dodatek, jeszcze drastyczniej było w przypadku wyborów do jednostek federalnych. Tutaj ponad 70% powierzchni, gdzie NSDAP zyskał w wyborach ponad połowę miejsc w sejmikach jednostek federalnych, były tereny polskich Ziem Odzyskanych. Zentrum w regionach od Bawarii po Kolonię, nie dopuszczali NSDAP do uzyskanie dużych wpływów. Coraz częstsze stawało się też używanie słowiańskich symboli przez NSDAP.

NSDAP osiągnęło dominację dzięki wchłonięciu NNPL. Po uzyskaniu dominacji, ostatecznie zdelegalizowano wszystkie partie prócz NSDAP, co spowodowało że w ciągu następnych lat relatywnie częściowa część III Rzeszy, kontrolowała cały kraj. Rdzenni Niemcy, zrzeszeni w ramach partii Zentrum¸ zostali przyparci do muru i w przyszłości miano na nich zwalić całą winę. Ekspansję na Połabie, Polskę i ostatecznie nazizm. A przecież nie tak było.

W latach 30-stych Hitler dokonał konsolidacji kraju. Ostatni Król Prus zmarł dopiero w 1941 roku w Holandii, jednak nadal żyło wielu książąt lokalnych części Prus.

Przykładem tego był Franciszek I Albrecht Raciborski – ostatni książę Raciborski. Urodził się dokładnie w 40. rocznicę wybrania na księcia raciborskiego jego dziadkowi, Wiktorowi Maurycemu przez Cesarza Niemiec, a w 1945 roku Albreht stał się 44 następcom Przemysława I, Księcia Śląska, spadkobiercy władców Śląska i ostatecznie Krzywoustego. Po 1945 roku nie podjęto na terenie` PRL, ani III RP ustawy odbierającej tytuł. Zmarł w 2009, po latach długiego angażowania się w sprawy Raciborza, będąc jednym z ostatnich, symbolicznych monarchów Polski.

III Rzesza bardzo lubiła Piłsudskiego. Hitler chciał uczynić go sojusznikiem przeciwko ZSRR. Sytuacja była tak poważna, że Stalin nakazał zbudować wokół Kijowa mór na wypadek ataku II RP. Niestety śmierć Piłsudskiego i rosnący imperializm Drugiej Rzeczpospolitej, idea międzymorza oraz kompletny brak ich zrozumienia tożsamości polskiej spowodował ostatecznie konflikt, który musiał się zdarzyć. Dyskryminacja Polaków niemieckojęzycznych, błędnie branie za Polaków potomków Rusinów Czerwonych i inne przypadki, sprawiły że negocjacje z III Rzeszą, w pewnym momencie niemal przestały być możliwe. Nie można było zapobiec bratniej walce, a strona II RP nie przejmowała się tym że zabije swoich rodaków, nazywając ich „Niemcami” – byli bowiem już od paru dekad, pod wpływem sfałszowanej idei tożsamości narodowej. Zatwardziałość II RP, tylko sprowokowała coraz to bardziej rządnej odwetu II Rzeszę.

Nie zmienia to faktu, że próbowano negocjować. Nie była jednak mowy, o takim jak w przypadku konfliktu między Prusami, a Pierwszą Rzeczpospolitą konflikcie na tle religijnym. Tutaj rozwijały się zawiści z ostatniego stulecia, a może z całych kilku wieków, związane z wieloma tematami. Gdyby II Rzeczpospolita potraktowała mieszkańców Ziem Odzyskanych za Polaków, może wszystko potoczyło by się inaczej. II RP jednak uznawała wszystko za czarno białe, kierując się hipokryzją. Nie miało bowiem znaczenia w jakim języku mówiłeś, ale kim byłeś. Tym samym II Wojna Światowa po prostu musiała w końcu wybuchnąć. Wybuchowość i rewanżyzm II Rzeszy oraz buńczuczność i pieniactwo II Rzeczpospolitej, spowodowało napięcie do którego potrzebna była już tylko iskra. Nie pomógł nawet traktat o nieagresji. Bowiem Polska jako pierwsza złamała go w 1938 anektując zajmowane przez wojska Rzeszy teren Zaolzia, od czego Hitler odniósł się.

II RP miała roszczenia terytorialne do Litwy. Kilkaset tysięcy Polaków, Białorusinów i Ukraińców manifestował, żądając aneksji Litwy przez Polskę. W 1938 napadła na Zaolzie, okupując część Protektoratu Czech i Moraw, oraz odbierając II Rzeszy część Zaolzia.

W 1939 Hitler zażądał od polski, aby uznała aneksję niepodległego wówczas Wolnego Miasta Gdańska, które nadal czuło związki z Prusami. Ludzie pytali Hitlera czy chodziło o Gdańsk czy o wojnę. Hitler odpowiedział: o drewno.

Polska jednak nie zgodziła się na to, popełniając radykalny błąd. Uznanie przez II Rzeczpospolitą, czy jak faktycznie było „Ruś Warszawską” aneksji Gdańska, nic by nie zmieniło bowiem te miasto i tak nie należało do Rzeczpospolitej. Ona jednak potraktowała go jako swoje, twierdząc że „Polska od morza odsunąć się nie da”, a przemawiający dyplomata stuknął pięścią w stuł, następnie dodał że najważniejszy jest dla nich (sarmacki?) honor.

W tym momencie stało się jasne, że konflikt zaraz wybuchnie.

1 września III Rzesza wkroczyła ze swoimi wojskami teren na II RP, która na skutek podboju ziem wschodnich była zamieszkiwana tylko w około 45% przez ludność pochodzenia Polskiego (w większości Białorusko-Ukraińskiego, który stanowił ponad połowę elektoratu). Ataku na II RP dokonały formacje wschodu III Rzeszy (formacje pochodzenia zachodniego atakowały Francję czy Belgię). Złożona z Mazurów i Prusów, Trzecia Armia zaatakowała i zdobyła Mławę, Modlin, Wiznę i białoruski Brześć. Złożona z Pomorzan Zachodnich i Środkowych, Czwarta Armia zdobyła Tucholę, wsparła zdobywanie Modlina, opanowała Kujawy oraz część Wielkopolski (wraz z siłami z Połabia i Ziemi Lubuskiej). Złożona z Dolnoślązaków Ósma Armia uderzyła na Łódź, zaś górnośląska, Czternasta Armia zdobyła Kielce, Sandomierz i Lublin oraz brała udział w zdobywaniu Katowic. Słowacja jako sojusznik III Rzeszy wsparła w ataku na Małopolskę i Podkarpacie. Ostatecznie złożona ze Ślązaków Opolskich, Dziesiąta Armia uderzyła na Warszawę, po drodze zdobywając Tomaszów Mazowiecki i Radom (być może tylko logistyka, ale być może Polacy Zachodni chcieli zająć się swoim bratem osobiście, biorąc pod uwagę, że NSDAP reprezentowało bardziej ich niż Niemców). W akcji brała udział też Grupa Armii „Północ”, oraz kolaborancka Piąta Kolumna. Atak na II RP wsparł ZSRR (w kwestii roszczeń do terytoriów Rusińskich, ale i też w sprawie „wyzwolenia ludu spod chciwych kapitalistów”), a także sojusznik III Rzeszy – Słowacja (roszczenia do Zaolzia) i Litwa (sojusznik ZSRR, kwestie odbicia Wilna). Z pośród głównych generałów biorących udział w akcji Georg von Kuhler (3 armia), Hans Gunther von Kluge (4 armia), Valter von Reichenau (10 armia) Wilhelm List (14 armia), wyróżniały się słowiańską urodą, to Fedor von Bock (grupa armii Północ) był ewidentnie osobom pochodzenia germańskiego. Trudno ocenić w przypadku Johannesa Blaskowitz, pochodzący z Prus Wschodnich bo zdjęcia podają sprzeczne informacje, lecz ciekawostką jest nazwisko słowiańskie, choć jednak większość zdjęć wskazuje na germańskie pochodzenie. Ciekawostką jest Erich von Manstein – uważany za najzdolniejszy nazistowskiego marszałka, uważanego często za najlepszego faszystowskiego stratega. Nie tylko ma urodę słowiańską, ale i istnieją ciekawe dane na temat jego rodziny. Erich von Lewiński, bo takie nazwisko nosił od urodzenia, przez zmianą nazwiska. Natomiast zarówno jego dziadek August Jakób Lewiński (urodzony w 1791 roku w Wejherowie, wówczas Neustadt), jak i ojciec Alfred Edward Lewiński są wymienieni przez Henryka Koska, autora monumentalnego dzieła „Generalicja polska”, jako Polacy służący w armii pruskiej.

Na zdjęciu porównanie Federa von Bock i Erucha von Manstein (po prawo).

III Rzeszę wspomagała V kolumna, w postaci lokalnych grup pro-nazistowskich, a Polskę określone organizacje współpracujące z wojskiem, w ramach ludowych dywizji. Doszło do kolejnej walki mocarstw.

Po ponad miesiącu walk rząd II RP przeniósł rząd na emigrację, lecz sytuacja dla III Rzeszy była nieopisanie wręcz pyrrusowa ze względu na niewyobrażalne straty w pojazdach mechanicznych (czołgi, pojazdy, samoloty, ciężarówki) – nazistowska, wielka armia straciła ich ponad 10 000 (!) co był nokautem, który już na początku wojny zadecydował o przegranej III Rzeszy w II WŚ. (kolejne straty podczas bitwy o Francje i partyzantka, ostatecznie załamał jego ataki podczas bitwy o Anglię). Strata ponad 10 000 pojazdów, w ciągu miesiąca można porównać do Wojny na Ukrainie, która w ciągu pół roku, niemal wyzerowała sprzęt drugiej największej armii świata. W tym przypadku jednak doszło do tego w trakcie jednego miesiąca (!) i choć armia III Rzeszy była największą armią w tym okresie, to jednak nie mogła znieść tak ogromnych strat, zaś wszystkie informacji o wysokiej produkcji broni przez III Rzeszę trudno uznać za prawdziwe, ze względu na wybitnie prymitywny do dziś sposób produkcji czołgów, samolotów czy samochodów pancernych, który pozbawiony jest nawet podstawowej automatyzacji, a realizacja zamówień trwa wiele lat.

W przeciwieństwie do Stalina, Hitler unikał atakowania celów cywilnych, skupiając się na skierowania przecież nie-nieskończonych zapasów amunicji i bomb przeciw wojskom przeciwnika, wiedział bowiem że marnowanie sił na cele nie-wojskowe to droga do porażki, a także nie miał po prostu żadnego interesu w atakowaniu osób, które i tak z nim nie walczą. Dopiero udział cywilów w walkach zmienił sposób jego podejścia, a monstrualne straty w sprzęcie i trwający nadal, potężny opór partyzantki wywołały u nazistów chęć odwetu.

III Rzesza anektowała Wielkopolskę, Kujawy czy Górny Śląsk wcielono do Prus, ludność ta miała pełnić obowiązki obywateli Prus i III Rzeszy (pozyskano chociażby 500 000 żołnierzy do Werhmahtu). Wcielona została też Suwalszczyzna, zamieszkiwana przez spokrewnionych z Prusami (bałtami) Jaćwieży – Hitler dokładnie wiedział kto jest kim. Na reszcie terenów Polski utworzono marionetkowego Generalne Gubernatorstwo, które miało się rozwijać by stać się wielkim eksporterem broni do III Rzeszy i kolejowym węzłem międzynarodowym, co miało ułatwić transport wojska i jeńców. Produkcja napędzała PKB Generalnego Gubernatorstwa, co dało pokrycie do emisji złotówek. Chciano też przebudować część budynków w stylu narodowym III Rzeszy i wybudować monumentalne gmachy propagandowe. Przez cały czas prowadzono tam propagandę, licząc że tamtejsza polska ludność pójdzie śladami Słowaków, Rumunów, Bułgarów, Węgrów oraz ukraińskich i jugosłowiańskich kolaborantów. Bo choć Hitler mówił o wyższości rasy germańskiej, to stanowiła ona mniej niż połowę ludności III Rzeszy w jej granicach, a Hitler doskonale o tym wiedział, gdyż potrafił bez przeszkód rozpoznawać pochodzenie człowieka po jednym spojrzeniu na jego twarz. Zajęte zostało też Miasto Gdańsk, które jednak masowo poparło Hitlera. Na terenie anektowanym, a także w Generalnym Gubernatorstwie, stworzono lokalne grupy kolaboranckie Volkssturm, oraz Błękitną Policję.  

Na ziemiach zakładano Obozy Zagłady gdzie stracano Izraelitów oraz jeńców wojennych. O ile Aushwitz był założony na terenie II RP, to o tyle Gros Rosen był już lokalnym Dolnośląskim punktem ludobójstwa, prowadzonym przez dolnośląska Dziesiątą Armię zasługując w pełni na miano „Polskiego Obozu Zagłady”. Z reszto podobnie można powiedzieć o tych w II RP. W reszcie z resztą też morderstw dokonywała ludność wschodnia. Biorąc pod uwagę, że ogromna większość obozów była na terenie Prus i Polski, oraz najprawdopodobniejsze pochodzenie żołnierzy, to z pewnością większość Żydów została zamordowana przez Polaków z zachodniej Polski. Nazwanie ich jednak „polskim obozem zagłady” nie wynika jednak z fałszywego koloryzowania przypadków kolaboracji w II RP, tylko tego, że II RP nie uznała za Polaków, ludzi z Polski A (Prusy, z wyjątkiem jej najbardziej wschodniej części). Walki trwały dalej, (III Rzesza straciła w walce z AK 5 000 pociągów ze sprzętem (każdy po kilkanaście wagonów), pojazdami amunicją i ludźmi, a same tylko pociągi warte były kilka bilionów dzisiejszych złotówek!). W odwecie III Rzesza stracała jeńców wojennych skazanych na roboty, oraz rozpoczęła akcję zamachów na elity II RP organizujące opór. Apogeum osiągnęły w trakcie powstania Warszawskiego, kiedy to Werhmaht stracił ponad 500 czołgów i zapewne też kilkakrotnie więcej innych pojazdów, co było połową czołgów posiadanych w 1941 na froncie wschodnim, zaś straty w innych pojazdach były z pewnością znacznie większe. Hitler wysyłał do walki z powstańcami, często tych których chciał się pozbyć, wiedząc że czego ich bullet hell.

Plakat propagandowy, mający do imigracji na tereny Prus – widać na nich mocne wzorowanie się na słowiańskim kulcie solarnym – III Rzesza wiedziała jak u Słowian jest w kwestii symboliki i jak ją wykorzystać – może dlatego, że ponad połowa Pseudoniemców była Polakami, Prusami i Połabianami?

Mimo eliminacji przywódców i wywiezień, to jednak jedyną tak naprawdę formą germanizacji była germanizacja językowa. Niemiecki był językiem urzędowym, starano się zwalczać prasę, msze i przedstawienia teatralne odprawiane po polsku. Zakładano, że osoba uzyska nazwisko niemieckie jeśli nauczy się mówić po niemiecku. Oceniono że cały proces potrwa to kilka pokoleń. Trudno nazwać „przenadowieniem” samą naukę języka. Idąc tą drogą Prusakom chodziło tylko o przynależność polityczną. Wystarczyło bowiem znać niemiecki (dzisiaj jest to w Polsce masowe) aby łatwo „wejść” w nurt. W ten sposób można by było stopniowo „rozwodnić” III Rzeszę i stopniowo zakończyć wojnę w sposób sprytyn, skuteczny i bez większej ilości ofiar. Polacy wschodni byli jednak na to za dumni i nadal udawali, że nie mają pokrewieństwa z Prusakami. Gdy jednak wejrzymy w historię, to zdamy sobie sprawę że trudno doszukiwać się jakichś większych śladów germanizacji Generalnego Gubernatorstwa przez nazistów. Prócz języka nie ma śladu. Można śmiało stwierdzić, że współczesna spółka Lidl Polska dokonuje większej germanizacji Polski Wschodniej niż III Rzeszt. Bowiem wprowadziła na nasz rynek popularną szynkę szwardzwalską i rozpracowała masowo bułki bawarskie. Hitler jedynie naciskał na język. Oczywiście część Polaków już od XIX wieku mówiła, że tym co różni Polaka od Niemca był język i religia. To by świadczyło, że albo traktowano naród, nie jako naród ale organizację polityczną, albo po prostu Polak i Niemiec, byli praktycznie identyczni, więc konflikt był bratni. Oczywiście między Polakiem, a Niemiec jest masa różnic, więc takie twierdzenie jest błędne. Należy więc domniemać że Polacy nie mieli kontaktu z prawdziwymi Niemcami i mówili tak o Prusakach, gdzie faktycznie nie było różnic między Polakiem, a „Niemcem”, bowiem Prusacy byli Polakami, tylko nie mówili po polsku. Jeśli Hitler tak bardzo chciał dokonać „germanizacji” i „depolonizacji”, to dlaczego nie zakazał gotowania rosołu? Dlaczego nie zakazał rozprowadzania ceramiki polskiej? Dlaczego nie zakazał strojów ludowych? Dlaczego nie usunął pieczywa polskiego, zastępując je preclami? Dlaczego nie przemienił gorzelni na browary? Dlaczego nie zmienił biało-czerwonej heraldyki miast na błękit i zieleń? Dlaczego nie rozpowszechnił na Podhalu drindli? Odpowiedź jest prosta: bo była by to deprusyfikacja! Rosół był jadany powszechnie na Dolnym Śląsku czy Pomorzu Zachodnim. Ceramika Bolesławicka była stylem spokrewniona z innymi stylami Polskimi, a heraldyka nie mogła by być ocenzurowana, bowiem takie ustawy sprawiły by że musiało by zniknąć praktyczni cała tożsamość III Rzeszy, a została by tylko tożsamość rdzennych Niemiec, które były opozycyjne do Hitlera. Zakazanie polskiej flagi, było by jednocześnie zakazaniem flagi Turyngi. Zakazanie flagi Krakowa, uniemożliwiło by używanie jednej z flag Bawarii. Zakazanie godła Dolnego Śląska, oznaczało by koniec godła niemiec. Zakazanie flagi Lubuskiego, oznaczało by koniec flagi Brandenburgi. Cenzura flagi Kaszubskiej, oznaczało by koniec flagi Nadrenii-Witenbergii. Gdyby z kolei zakazać posługiwania się białym orłem na czerwonych tle, musiał by zniknąć herb Frakfurtu. Nie przeprowadzono depolonizacji na terenach II RP, tak samo jak i nie przeprowadzono jej nigdy na późniejszych Ziemiach Odzyskanych, bo to same Ziemie Odzyskane skonfliktowały się z drugą połową Polski. Połabie i Ziemie Odzyskane wpłynęły na heraldykę Niemiec. Od flagi Dolnego Śląska wzięły się kolory Nadrenii Witenbergii, a flaga Turyngi od barw Lubuskiego i Brandenburgii czyli dawnego Związku Wieleckiego. Czerń i żółć (czasami mieszana z białym) to flagi Śląska, Kaszub, dawniej Rosji, oraz niektórych azjatyckich dawnych chanatów. Niemcy wzięli je w momencie ślubów z książętami Śląskimi, biel i czerwień od Wieletów. Rdzennymi barwami Niemiec był komplet zieleń-biel-jasnobłękit (często z kratką ukośną), a zieleń była szczególna. Hitler nie mógł oddzielić tych „bliźniaków syjamskich”, a samemu tak bardzo utożsamiał się z Polskim i Słowiańskich dziedzictwem, że nie mógł tego zabronić. Nie mógł np. zakazać swastyki – słowiańskiego symbolu słońca, bo sam go używał. Nazizm bowiem działał głównie na ziemiach odzyskanych, i ewentualnie na Połabiu. Choć Hitler mówił o „rasie nordyckiej” to nijak nie promował wikińskiej triqetry, ani nawet skandynawsko-celtyckiego przeplotu „łańcuszka”. Choć naciskał na wierzenia germańskie, to nadal popularny był słowiański Rubezahl w Sudettlandzie i to bo obu stronach. Germanie to brakujące ogniwo między Skandynawami, a celtami. Więcej celta jest w Bawarczyku, a więcej Skandynawa w Szewig-Holsztein. Dla wielu celtów kolorem znaczącym jest zieleń (Irlandia np. czy Walia), lecz Hitler raczej nie nawiązywał do pan-zachodnioeuropejskiego archetypu (być może związanego z południowym pochodzeniem ludności zachodu, zieleń jest bardzo popularna na flagach – bliskowschodnich). Nie zmieniła nawet tego zmiana flagi łodzi

Bowiem wzorowana była ona na popielnicy z Białej, gdzie odnaleziono jedną z starszych swastyk w Europie Wschodniej i Azji. Tym samym użycie jej zamiast herbu Łodzi było tak naprawdę nie depolonizacją, a transpolonizacją czyli zamianą jednego polskiego elementu na inny polski, bo mieszkańcy Kultury Przeworskiej byli potomkami Słowian Zachodnich, a nie germanów.Tutaj można nawet mówić nie tyle o transpolonizacji, co o nawet polonizacji bo engimatyczna łódka została zastąpiona realnie ludowym symbolem. Nie było więc germanizacji. Bowiem kultura polska, która była kulturą nazistów nie mogła zastąpić kultury polskiej, która była kulturą II RP. Stąd uznanie, że Hitler germanizował Polskę jest bezpodstawne, bo wiele elementów było tak samo polskie jak wcześniejsze Polskie. Ogromny udział Polaków i Połabian w populacji III Rzeszy, oraz dawne powiązania rodowo-heraldyczne z Nadreńczykami nie pozostały bez konsekwencji. I o ile Górna Saksonia i w pewnym stopniu Lubuskie przyjęły wzorce Germańskie, to o tyle taki Franfurt nad Odrą miał następujący herb i flagę.

Orzeł biały nie był więc symbolem wyłącznie Polski. Ludność pochodząca od Polaków (Ziemie Odzyskane) walcząca z Polakami, niosąca Polskie symbole ludowe trudno nazwać Niemcami. 

Orzeł w kształcie „tamgi” jest bardzo starym symbolem Europy Wschodniej. Jego najstarsze ślady sięgają potężnej metalurgicznie, starożytnej Kultury Kama – 5 000-7 000 p.n.e w Rosji, Tatarstanie, Białorusi i Ukrainie. Co ciekawe to rejon w którym odnaleziono najstarsze ślady genu typowego dla Słowian, Kirgizów, Tadżyków i Ałtajczyków.

Sojusz z III Rzeszą w 1941 zawiązała Japonia, która zrobiła to nie tylko z powodów przeszłości, czy połączeń symboliki (które były coraz większe), ale ze względu na psychopatyczną wręcz nienawiść do kolonializmu. Już wcześniej Japonia działając według starego zwyczaju „Czcić Cesarza, wypędzić barbarzyńców”, zażądało od Chin wypowiedzenia wszystkich traktatów z potęgami kolonialnymi, oraz wypędzenia znajdujących się tam dyplomatów, obywateli, a nawet żołnierzy Europejskich. Chiny tego nie zrobiły, więc Japonia najechała na wybrzeża Chin zabijając europejskich żołnierzy oraz niszcząc europejskie porty. Chińskie wojska, które próbowały ich powstrzymać zostały spacyfikowane. 6,5 milionowe siły Cesarstwa wkroczyły następnie do Azji Południowo-Wschodniej wyrzynając żołnierzy francuskich w Indochinach Francuskich i w porozumieniu z lokalną grupą antyeuropejską utworzył Republikę Wietnamu oraz Kambodży. Kolejne lata to masakra Angielskich kolonistów w Malajach, Indiach i Filipinach, oraz wypędzenie Holendrów z Indonezji, oraz krwawa dekolonizacja Oceanii. W 1945 roku istniało tam już kilkanaście niepodległych państw. Japonia zabiła kilka milionów żołnierzy alianckich, oraz zadała im ogromne straty sprzętowe. Obrona Hawaji (jedyna udana obrona na Pacyfiku) skończyła się dla Amerykanów ogromną stratą ludzi. Bomby atomowe z kolei wywoływały u Wojskowych co najwyżej śmiech (w porównaniu do tsunami). Japonia ostatecznie darowała aliantom życie, na prośbę Cesarza – bowiem w 1945 osiągnęła już wszystkie zakładane cele. Wojna na spowodowała masowy bunt ludności arabskiej (1941-1945) i afrykańskiej (po 1945), która szybko pozbyła się resztek „intruzów”. Żołnierze, którzy zginęli w ramach „Akcji dla Azjatów” zostali uznani za bogów, do których do dziś modlą się politycy japońscy podczas jednej z oficjalnych pielgrzymek do chramu.

Nienawiść do obcych to stanowisko typowe dla Prusaków, Polaków Wschodnich, Japończyków czy Rosjan. Krótko mówiąc – ludów o korzeniach ałtajsko-uralskich. Czy słuszne – tutaj ocena pozostawiona zostaje dla osób, które znają fakty i kontekst, każdej z wojen.

Do tego dochodzi jeszcze ich genetyczne dostosowanie genetyczne i hormonalne (czyli „wrodzona morfina”) do bycia „berserkiem”. Jeden „stepowiec” jest jak pięciu do dziesięciu zachodnich i to bynajmniej nie przez siłę mięśni, lecz mitochondrii. To efekt wychowania w zimnych klimacie, w czasach koczowniczych (krążenie) i potrzeby mięsa. Do tego dochodzi dodatkowa reakcja hormonalna u tych ludów wywoływana promieniowaniem UV, której nie ma u np. Arabów czy ludów celtoidalnych. Oraz ruchy o charakterze impulsywno-konwulsyjnym, których rejestracja przez oczy wroga wywołuje błąd w jego łuku odruchowym. Według jednej z teorii ta gałąź ras jest najdalej oddaloną od małpy grupą ludzi, czyli najlepiej dostosowaną.

Walki między II RP, a III Rzeszą przerwał Stalin. ZSRR zaczął zdobywać kolejne części II RP, potem zaś zaczął wchodzić w jego zachodnią, Pruską część. Wrocław bronił się dłużej niż Berlin (Festung Breslau), zaś ówcześni Wrocławianie, porównywali atak ZSRR, z atakiem Kaganatu Mongolskiego, którego atak odparli na czasów Piastów, patrząc na historię i mając na dzieję, że mają szansę też dziś. Hitler porównywał Sowietów do Hunów. W trakcie oblężenia Wrocławia, mieszkańcy twierdzili że widzą ducha Św. Jadwigi która miała chronić rękami miasto przed rakietami Katyusha oraz przepowiadać, że Rosję można pokonać. Tak – wrocławscy naziści modlili się do dawnej polskiej władczyni. Bo byli Polakami.

Podczas konferencji w Jałcie stwierdzono, że Polska może mieć zachodnie ziemie, lecz Kresy Wschodnie nie mogą być jej własnością i Polska je okupuje. Zdenerwowany rząd Polski powiedział zdenerwowany „nie chcemy Wrocławia i Szczecina!”. Był to gwóźdź do trumny, okupywani przez ZSRR, zostawieni przez rząd Polski, bracia pozostałych Polaków poczuli, że już nikt ich nie chce. Aliancka Rada Koordynacyjna stwierdziła, że całym źródłem nazizmu jest Królestwo Prus i musi one być wydane macierzy. Oznaczało to, że Prusacy musieli się znaleźć w kraju, w których nie chcieli być, zaś Polacy wschodni przyjąć swojego odrzuconego brata. Można to określić jako gigantyczną ekstradycję.

         W 1944 roku Związek Radziecki oraz Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego rozpoczął Operację Wiślańską-Odrzańską. Rozpoczął się atak na nie tylko na Generalne Gubernatorstwo i tereny anektowane przez III Rzeszę, ale i też same tereny III Rzeszy. Dużym starciem była inwazja Związku Radzieckiego i Ludowego Wojska Polskiego na Prusy Wschodnie, gdzie starli się z ponad 580 000 lokalnymi żołnierzami Armii Północ, oraz 200 000 członków lokalnego Volkssturmu. Nastąpiło też oblężenie Kalinigradu/Królewca/Koningsberga, gdzie 100 000 żołnierzy Armii Północ wraz z 170 samolotami, broniło miasta. Obrona dzielnie broniła rejonu przed związkiem radzieckim, który nie wąchał się dokonywać na cywilnej ludności rzeczy znacznie gorszych niż naziści. Ostatecznie Prusy Wschodnie zostały otoczone, lecz zanim Grupa Armii Północ została pokonana, pozbyła się 100 000 sowietów i Polaków wschodnich, prawie 500 000 stało się w najbliższym czasie niezdolnym do walki.

Wojska szły dalej, zajmując Wolne Miasto Gdańsk, a następnie atakując Pomorze Zachodnie. Tam Prusacy dali radę zabić Sowietów i Polaków wschodnich w liczbie 200 000 ludzi, lecz ostatecznie zdobyto Szczecin.

Najbardziej brutalna okazała się bitwa o Wrocław. Twierdza broniła się dłużej niż Berlin. Miasto te broniło się przez otaczające je wojska radziecko-polskie przez 3 miesiące.

Równocześnie z działalnością do 1961 zbrojnych oddziałów II RP w walce z komunistami, na ziemiach odzyskanych przez wiele lat działała partyzantka nazistowska. Partyzantka II RP nie była zainteresowana działaniem na Dolnym Śląsku czy Opolskim. 1/3 potomków mieszkańców Citivas Schlenges, została całkowicie porzucona. Zaraz po zdobyciu Wrocławia (1945 rok) przez ZSRR, w mieście wybuchł strajk. 600 000 mieszkańców oświadczyło, że jeśli żołnierze ZSRR nie potraktują Wrocławian tak jak Warszawiaków i zapewnią im nietykalność, to nie będą pracować, aż umrą bądź Rosjanie nie dadzą im nietykalności. W przypadku tego drugiego, bankructwo miało trwale zatrzymać odbudowę Warszawy. Pozostawiony pod ścianą komunistyczny system, wraz z podobnymi strajkami w Szczecinie czy Zielonej Górze, dokonywanych przez potęgę kilkuset tysięcy cywili oraz na zamieszkami na wschodzie kraju, nie sprzeciwił się. Wcześniej wielu Wrocławskich cywili zostało zabitych bądź doprowadzonych do śmierci przez komunistów.

Stworzono wiele obozów na terenach Ziem Odzyskanych, gdzie więziono losowo wybrane osoby z Ziem Odzyskanych, aby mścić się na nich. Cywilów wysyłano bez procesu w miejsca gdzie byli katowani przez KBW.

Takich obozów jak np. Zgoda i Łambinowice było w Polsce i na Śląsku ponad 200. Szacuje się, że umieszczono w nich ponad 60 tysięcy osób. Obozy w niewielkim stopniu stanowiły funkcję karną, były one raczej elementem odwetu. Powstałe PRL-owskie, stalinowskie obozy podlegały Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego i Centralnemu Zarządowi Przemysłu Węglowego. Czesław Gęborski, funkcjonariusz polskiego aparatu bezpieczeństwa, który jako komendant kierował obozem w Łambinowicach między majem 1945 a październikiem 1946 roku. Zasłynął z tego, iż:

Poddawał Polaków niemieckojęzycznych, Ślązaków i Kaszub ów, i Niemców śmiertelnym torturom, pozwalał na wielokrotne gwałty, mordował kobiety w ciąży, bił, zastrzelił dwuletnią dziewczynkę składającą kwiaty na grobie matki, odciął piłą nogę choremu nauczycielowi, pozwolił, aby strażnik przejechał ciężarówką po głowie osadzonego. A przede wszystkim – podpalił barak, a gdy wybuchło powstań i więźniowie zaczęli uciekać osobiście zastrzelił 48 osób. Oskarżony o zbrodnie zmarł w trakcie procesu 2006 roku w wieku 82 lat.

Dręczenie niemieckojęzycznych cywili odbywało się za wiedzą i zgodą władz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Główni architekci systemu obozowego w Polsce, czyli minister bezpieczeństwa publicznego Stanisław Radkiewicz i Teodor Duda, szef Wydziału Więzień i Obozów, chcieli jednak także wykorzystać „więźniów” do odbudowy. Rząd Tymczasowy, by wznowić wydobycie, zdecydował się na zwiezienie do śląskich kopalń niemieckich cywilów. Ściągnął ich z najodleglejszych zakątków „ziem odzyskanych”. Do szybów wprost z kolejowej rampy trafiali urzędnicy, stolarze, murarze, dziennikarze, nauczyciele



Poza zinstytucjonalizowaną zemstą, zamkniętą w oficjalnych obozach MBP, zdarzał się również spontaniczny odwet ze strony zwykłej ludności. Tak zwane dzikie obozy, czyli kawałki polan lub pastwisk otoczone przez chłopów drutem kolczastym, gdzie zaganiano i zabijano cywilów. Miejsc takich było ponad tysiąc. Ponadto często uchodźcy z kresów, lub innych części kraju, którzy szukali zakwaterowania na Ziemiach Odzyskanych nie zajmowali nowego domu, albo opuszczonego (gdy np. właściciel zginął na wojnie bądź uciekł), lecz często sami przepędzali lokalne rodziny za pomocą pałek i siekier, włącznie z dziećmi, kobietami i starcami. Władze komunistyczne podsycały to między innymi, zezwalając żołnierzy na gwałty na ludności zachodniopolskiej. Ciekawe jest to że wśród kresowiaków, zdarzały się rodziny Nadreńskie. Od XVIII wieku carzy zachęcali Niemców do osiedlenia się w Rosji. Miejsca migracji były trzy: dwa obszary między Kauakzem, a Kazachstane, oraz wschodnie kresy ukrainy. Stąd wśród grup uchodźców z kresów znajdywały się grupy z domieszką Niemców.

Można zwrócić uwagę na pewne znane zdjęcie jednej z rodzin Kresowiaków – zdjęcie jest wyjątkowe, ponieważ większość (niebieski) tej rodziny wykazuje pochodzenie Niemieckie, a nie Polskie czy Ukraińskie. Można więc zauważyć, że paradoksalnie gdy komunista kazał kresowiakom atakować Niemca, to tak naprawdę Ukrainiec atakował Polaka, albo ewentualnie czasami Niemca, a czasami zdarzało się że to Niemiec atakował Polaka, a gdy pech był wyjątkowy – Niemiec atakował Niemca. Niemcem na kresach był też Niemen. Niemcy na Litwie, tak jak na Białorusi zdarzali się szczególnie rzadko lecz poniekąd właśnie przez swoją charakterystyczność piosenkarz zrobił karierę. Możliwe jest teoretycznie jego pochodzenie Żydowskie, ale nie zgadzają się z tym jasne oczy.  

Wydano ustawę zakazującą używania języka niemieckiego. Na mieszkańców Śląska wywierano presję, aby zmieniano nazwiska i imiona na bardziej polskie. Akcja ta szła jednak opornie, jeszcze w następnych latach masowe manifestacyjnie posługiwano się w miejscach publicznych językiem niemieckim – 1945 na terenie ziem odzyskanych wybuchło kilkadziesiąt dużych strajków generalnych, manifestacji i powstań przeciwko planom prześladowania ludności. Karane było nie tylko publiczne używanie języka niemieckiego, ale także używanie druków akcydensowych, wag czy skrzynek na listy z niemieckimi napisami, mimo że odpowiedników z napisami polskimi nie sposób było nabyć. Dewastowano szyldy napisane po napisach pomnikach, kościołach i cmentarzach, co stanowiło pogwałceniem Konwencji Haskiej, konwencji o ochronie dóbr kultury i konwencjach wolności religijnej (cmentarze). Przez cały okres PRL-u obowiązywał zakaz nauczania języka niemieckiego w szkołach podstawowych i średnich[43][44] choć istniały nielegalne komplety szkolne organizowane przez niemieckojęzyczne społeczności.

W latach 1946-1948 rozpoczęły się kolejne represje. Wiedziano co prawda, że przesiedlenie bądź zredukowanie liczebności 10 mln osób, jest, było i zawsze będzie fizycznie niewykonalne, więc zdecydowano się zamieść wszystko pod dywan. Opublikowano na potrzeby akcji „3x tak” i „Wystawy Ziem Odzyskanych” plakaty, które zawierały dane o tym, że „Niemcy nie chcieli mieszkać w Polsce” i że każdy z nich opuścił, kraj i zastąpili ich „imigranci z kresów”. Zastąpiono „drang des westen” na „drang des osten”, twierdząc, że od IX wieku Niemcy, zdobywali wschód, a gdyby nie II Wojna Światowa to i w Rosji byli by tylko „Niemcy”. Prusacy nagle zostali zatuszowani z historii jaką przedstawiał PRL, nazwano ich przesiedleńcami i próbowano wmówić fałszywą tożsamość. Przedwojennych mieszkańców nazwano „Niemcami” twierdząc w propagandzie, że Niemcy zajęli najpierw Połabie (XII wiek), a potem Ziemie Odzyskane (XIV wiek). Dużą ludność ziem odzyskanych tłumaczoną „wzrostem demograficznym” a do opisu ich dialektu j. polskiego wymyślono pojęcie „nowe dialekty mieszane”, nigdy jednak nie opisali o jakie dialekty chodzi, ani jakie są ich zasady. Przesiedlenie siłą chociażby jednego miliona osób to zadanie fizycznie niewykonalne, nawet dla największych armii w historii i przypomina próbę przebicia ściany grochem, a co dopiero propaganda o kilkunastu milionach.

 Nie ma w historii narodu, który by został wysiedlony bądź wymarł w więcej niż kilkunastu procentach, co najwyżej czysto kosmetyczna zmiana jeżyka (polonizacja Prusów, germanizacja Połabian, rusyfikacja Tatarów, japonizacja Ajnów, iberyzacja Azteków itd). Przykładem tego jest chociażby sytuacja Indian. W momencie dotarcia Hiszpanów, mieszkało ich tam 80 mln. Według obecnej średniej demograficznej, ich potomków jest pół miliarda, z czego wyjątkowo przeważający procent zamieszkuje Amerykę Łacińską. Świadczy to tym chociażby brak zachodnioeuropejskiego R1b w tym regionie (w USA – jak najbardziej, choć głównie na wschodzie). Hiszpanie mieli zabić kilka tysięcy Azteckich cywilów, lecz nie ma żadnych danych na temat milionów. Również teoria o chorobach wydaje się przesadzona, bo wówczas działało by to też w drugą stronę. I np. według danych Indianie stanowią około 40% populacji Peru, lecz w tym kraju trudno dostrzecblade twarze,stąd należy szacować że pomylono pochodzenie z językiem. To samo dotyczy narodowości Rosji, czy też kwestii Połabian. Nawet incydent nazwany bardzo brzydko „rzezią Ormian” wydaje się być naciągany. Haplogrupa G, typowa dla Gruzji i Armenii, jest nadal mocno popularna w niektórych regionach Turcji. Spójrzmy więc wprawdzie w oczy – ile ciał Ormian tak naprawdę udało się odnaleźć o na pustyni? Taki jest efekt słuchania opinii tylko jednego, góra dwóch stronnictw.

Nierealny jest, fakt że komuniści mieli „weryfikować” narodowość mieszkańców ziem odzyskanych, aby „wyłapać” „polaków”. Trudno sobie wyobrazić aby w ciągu jednego roku zweryfikowano narodowość każdej rodziny w każdym domu, ponad 10 milionowej (jesienią 1945 roku) społeczności.

W rzeczywiści, komuniści wzięli przedwojenne spisy ludności i zrobili na ich podstawie swoje własne mapy statystyczne w 1946 roku (osoby deklarujące „polnish spreachen” były oznaczone jako „ocaleni”, zaś „doitshe spreachen” zamienili na „przesiedleńców”). Równocześnie podobną propagandę stosowano na Ukrainie wobec „Wołynia”, twierdząc, że „Polacy” (de facto Ukraińcy) sobie poszli. Co ciekawe, mimo iż mówi się o tym, że komuniści wysiedlali „Niemców” to czerwoni twierdzili, iż Niemcy sami opuścili Polskę, gdyż nie chcieli mieszkać w Polsce, którą mieli by wzgardzać. Choć były przypadki migracji to były one śladowe, zaś publikowane zaraz potem raporty o setkach pociągów wywożących „Niemców” w raz z dokładną ilością transporterów były tylko i wyłącznie informacją propagandową reżimu. Oszukiwano nie tylko ludność, ale i też innych komunistów. Łatwiej kłamie się w bowiem o czymś, w co wierzy się że jest prawdą. Wszystko to było  ściśle tajne. Na tych „oficjalnych” danych zbudowano między innymi współczesną książkę „Breslau-45”.

Zaodrzańskie Połabie pokrywało się z w 90% z terytorium NRD, zaś Niemcy „rdzenne”, które miało zająć obszar dwa razy większy od niego, pokrywało się w 90% z terytorium RFN – oskarżono o całe zbrodnie w historii.

Plan wydawać się prost. 1. Sfałszować wydarzenia, którego dokonali potomkowie RFN (rdzenni germanie) i sfałszować ich „ekspansję”. 2. Sprawić by ludzie poparli NRD, ale znienawidzili RFN. 3. Zdobyć w ten sposób sojuszników. 4. Wygrać zimną wojnę

.

Mimo tego zarówno NRD nie miały w sobie ludności popierającej, wystarczającej by doprowadzić NSDAP do władzy, a w RFN była ona wręcz znikoma (po zdobyciu terenów, która miały większość elektoratu NSDAP, Niemcy rdzenne skapitulowały, gdyż miały gwarancję, że nie są już pod władzą Hitlera). Zajęcie Obwodu Kalinigradzkiego, Ziem Odzyskanych i Połabia, oznaczało aneksję terenów słowiańskich i bałtosłowiańskich, odpowiedzialnych za nazim i parę innych ruchów. Gdyby nie to, urzędy odmówiły by wykonywania alianckich dyrektyw, albo z powrotem umieszczały tam ludzi usuniętych przez aliantów. Tylko dzięki działaniu Nadreńczyków, którzy popierali Zentrum udało się utworzyć RFN, gdyż słowiańskie częście Niemiec zajął ZSRR.

Dlatego też po wojnie, w Niemczech nie wygrało pokrywające się z elektoratem NSDAP – SPD. Władzę przejęło Zentrum, czy raczej jego następca CDU i CSU. Dobrze widać pozostałości, po wpływach wschodnich. Tym samym też zaprzeczenie o wysiedleniu, gdyż wówczas musiało by dojść do pomieszań. Na Ziemiach Odzyskanych SPD stało się SLD, co widać w przypadku trwałości wyników wyborów, lecz najpewniej pomiędzy SPD, a SLD na Ziemiach Odzyskanych jest jeszcze jedno ogniwo.  

Tym bardziej potwierdza to dlaczego dzisiejsze Niemcy nie są sukcesorem III Rzeszy i Prus, a jest nim Polska Zachodnia. Wyjaśnia też dlaczego Niemcy mają dobre stosunki z Francją, mimo że II/III Rzesza i Prusy miały z nią na pieńku. Obecnie z kolei Francja ma dobre stosunki z Polską Wschodnią, gdyż Polska Wschodnia współpracowała z Francją wiele razy przeciw Prusom.

Początkowo PZPR jako pro-sowiecki kolaborant pochodziło z Polski B (wschodniej) co tylko napędzało ich nienawiść do Prusaków. Komuniści pozamieniali nazwy ulic w Prusach i stawiali pomniki Polaków takich jak Kościuszko, którzy nie byli związani w ogóle z tamtejszą ludnością. Lokalne pomniki lubiano bezprawnie burzyć, tak jak stało się to chociażby z bezcennym dziełem rzeźbiarstwa – wrocławskim pomnikiem Fryderyka Wilhelma wraz z rzeźbami towarzyszącymi na kolumnach i wielkim miedziorycie, który oglądała wcześniej masa turystów.

Zamiast tego przywieziono pomnik polskojęzycznego Ukraińca – Aleksandra Fredro. Tam samo jak w Opolu wywieziono pomniki Wilhelma II (który zbudował park, z którego korzystają dzisiaj Opolanie – to w nim znajdował się pomnik) i króla pruskiego Fryderyka Wielkiego, który nie otrzymał tytułu przez przypadek. Nie oszczędzono nawet pomnika ofiar I Wojny Światowej. Lubiano za to stawiać pomniki osobom niezwiązanym z tymi terenami i o ile pomnik Chrobrego był częścią historii zarówno Szczecina czy Wrocławia to już pomniki takie jak „Konstytucji 3 maja”, która przecież w Prusach nie obowiązywała nigdy było próbą narzucenia cudzej tożsamości, a takie pomniki jak „pomnik wyzwolenia Wrocławia” (który nie mógł być wyzwalany, gdyż nie był okupywany) były już tylko propagandą. Sytuacja taką można nazwać jako tragi-komiczna, gdyż jest nonsensowna, a jednocześnie przerażająca, bowiem odbierano w ten sposób ludziom prawo do historii i edukacji, zarazem niszczono dobrowolnie przez nich postawione i akceptowane dzieła sztuki.

Największą zbrodnią było wywłaszczenie zborów protestanckich i oddanie je we władzę kościoła katolickiego. Mimo to Prusacy nadal pozostali protestantami i mimo chodzenia do kościoła katolickiego mieli odmienne poglądy, a lokalna ludność przejmując z czasem stanowiska w parafiach zaczęła głosić poglądy odmienne od tych na wschodzie kraju, choć nadal pozornie w ramach katolicyzmu. To wydarzenia, które utrwaliły, iż tereny te stanowią silne centrum środowisk antyklerykalnych.  

Wskaźnik religijności. Obszar najciemniejszy to jednocześnie obszar najmniejszej ilości rozwodów, największego przyrostu naturalnego, oraz – największego przedwojennego poparcia dla PSL.

Innym elementem będącym zbrodnię przeciw kulturze i tożsamości Prusaków, było uderzenie w prawo autorstwa. Wywłaszczone nielegalnie zakłady produkcyjne czekał ciężki los. Nazwy ich założycieli były tuszowane, tak jak ich stare nazwy opierające się na nazwiskach, bądź innych nazwach wytworzonych przez autorów. Wielkie zakłady Linke-Hoffman zostały przemianowane na Państwową Fabrykę Wagonów, a Reinhold & Co, Julius Paul & Sohn czy Werner & Co przemieniono po połączeniu jako Ceramika Bolesławicka, stocznię Schichau przemianowano na Stocznię Elbląg, zaś ceramiczne zakłady na Warmii nazwano Pomorskie Zakłady Ceramiczne. Stocznię Cesarską w Gdańsku, przemianowano na Stocznię Gdańską im. Włodzimierza Lenina. Nie przeszkadzały za to często komunistom nazwy firm ze wschodniej Polski, nawet gdy nazwiska były takie jak np. Wedel.

Masowo cenzurowano nazwiska niemieckojęzyczne – na zachodzie Polski pozmieniano nazwiska ogromnej liczbie osób, zaś we wschodniej – również w dużych ilościach. W 1952 ogłoszono specjalną akcję zmiany nazwisk. Niektóre jak Linke, Hoffman, Trzoch, Tusk czy Muller… przetrwały. Ceramika Bolesławicka była przedstawiana jako – wielka Polska stara tradycja, gdy zaś trzeba było mówić o Bolesławcu sprzed wojny – mieszkańców nazywano „Niemcami”.  Cenzurowano też nazwy geograficzne. Mazury Pruskie, zaczęto zwać Mazurami (a realne Mazury, zwać Mazowszem), słowo Prusy nie padało nigdzie mimo, iż nawet Mickiewicz nie wstydził się tej nazwy, zaś rejon Prus Wschodnich chciano nazwać „Pomorzem Wschodnim”. Kaszuby zwane często przez mieszkańców Prusami Zachodnimi, nie mogły już wspominać o tej nazwie. Cenzurowano też nazwy. Piekary Niemieckie, na Piekary Śląskie, a Karolów (Carlsberg, od Króla Karola) na Karłów.

Ważne było jeszcze radykalne zawyżanie ofiar II Wojny Światowej, podobnie jak wiele zawyżeń ofiar wojen na całym świecie. Jedne źródła bowiem podają, że zginęło 6 mln osób na terenie II RP,  inne że 3 mln, a jeszcze inne – 700 000, Tym samym można uznać, że nie jest to ilość stwierdzonych zgonów i odnalezionych ciał (tak jak liczy się ofiary wojny na Ukrainie), lecz po prostu hipotezy, których nikt nie potwierdził. Ilość ofiar jest taka ile odnaleziono ciał, bądź są świadkowie że jakaś osoba została zabita. W innym przypadku trudno by jakikolwiek sąd uznał zabójstwo bądź doprowadzenie do śmierci. Patrząc na to iż zawyżanie ofiar ma często charakter nie historyczny, a histeryczny, polegający na „chwaleniu się” ilością strat, oraz pochodzi zazwyczaj od społeczności zaatakowanej (co utrudnia stosowanie zasady neutralnego punktu widzenia), można śmiało powiedzieć, że zawyżono nie tylko ilość ofiar cywilnych całej II Wojny Światowej, ale i ofiar większości wojen ogóle. Zawyżenia w takich przypadkach są bardzo wysokie. Od kilkuknastokrotnie, do nawet kilkudziesiątkrotne. Inaczej jest w przypadku śmierci żołnierzy – tutaj jest specyficzna ewidencja, która łatwo segreguje żołnierzy na „poległych”, albo też „zaginionych w akcji”. Żaden trybunał nie uzna ofiar, jeśli nie znaleziono ciał, bądź nie podano nazwisk.

Towarzyszył temu program nauczania w szkołach, gdzie pomija to co się stało z Księstwami Śląskimi czy Księstwem Pomorski, a by zatuszować słowiańską, charakterystykę Prus. Komuniści robili co tylko mogli by zatuszować to kim byli Prusacy wmówić, że pochodzili od germańskim imigrantów. Wierzyli, że stworzyli zbrodnię doskonałą. Popełnili tylko jeden, mały, znaczący błąd – nie próbowali spalić ich szkieletów. To ułatwiło dziś ich szybką identyfikację genetyczną.

Duże różnice w sprawie upraw na Prusach i w Polsce spowodowały, że rejon świetnie nadawał się na budowę PGR-ów. To właśnie tam było najwięcej wywłaszczeń, jednak podobnie jak na wschodzie – koncentracja państwowego rolnictwa nie była możliwa, ze względu na opór i upur ludności, która była zbyt duża by użyć środków przymusu bezpośredniego – po prostu byli razem za silni. Do dziś widać bardzo poważne różnice w kwestii gospodarstw rolnych na zachodzie i wschodzie. Wschód ma rolnictwo ekstensywne, a wschód – intensywne. Na zachodzie jest mniej wsi, więcej małych miasteczek. Na wschodzie – mniej małych miasteczek, więcej wsi. Potencjał dla PGR-ow stał się możliwy dzięki specyficznej przeszłości Pruskiego rolnictwa.

W chwili przekształcenia wszystkich 6111 Państwowych Gospodarstw Rolnych w Gospodarstwa Rolne Skarbu Państwa (1993 rok) Państwo przekazano Skarbowi Państwa, pół miliona pracowników, 333,3 tys. mieszkań, 858 gorzelni, winiarni, browarów (w tym co najmniej 844 gorzelni, 6 winiarni, 3 browary), 269 masarni i rzeźni, 21 przetwórni owoców i warzyw, 898 suszarni zbóż i zielonek (w tym co najmniej 588 suszarni zbóż i 298 suszarni zielonek), 717 mieszalni pasz, 31 młynów i kaszarni, 3173 magazynów zbożowych, 10 cegielni, 66 tartaków, 75 chłodni, 3222 kotłowni, 627 innych obiektów produkcyjnych, 415 sklepów, 147 hoteli, zajazdów, restauracji i barów, 672 obiektów o charakterze socjalnym, kulturalnym i sportowym oraz 2136 zabytkowych zespołów dworskich i pałacowo-parkowych. Kombinaty przekształcano na prywatne przedsiębiorstwa, lecz proces ten trwa w zasadzie do dziś, z powodu ogromu kapitału.

Zanotować można jednak dziwne zjawisko. Bowiem prawdziwe (nie sfałszowane) wyniki referendum z 1946 wskazują na dziwną sytuację. Z pośród 7 województw z poparciem powyżej województw z poparciem powyżej 40% dla decyzji komunistów aż 5 obejmuje terytorium Prusaków (jeśli uznać, że ponad połowa Wielkopolan była Prusakami). Można uznać, że głosowali tylko osoby przyjezdne, ale to się nie zgadza z tym co nastąpiło tam później, oraz tym jak wcześniej organizowała się ta ludność. Pamiętajmy, że elektorat NSDAP to jednocześnie bardzo często elektorat SPD. Można uznać, że (wzorem NRD) wykorzystano masową grupę osób popierających SPD, którzy ostatecznie popadli w konflikt z NSDAP, teoretycznie też socjalistycznym. O ile początkowo członkowie Frontu Demokratycznego pochodzili głównie wschodu kraju, to potem mogło się to zmienić, bowiem o przynależności do partii decydowała wierność wobec jej ideologii. Nie wiadomo jak potoczyły by się losy PZPR bez tego epizodu. Należy więc potwierdzić, że Sojusz Lewicy Demokratycznej wywodzi się od pruskiej SPD, a brakującym ogniwem między nimi było PZPR.

Wchłonięcie przez Prus miało ponownie zjednoczyć Polskę i osiągnąć bazę przemysłową, rolniczą, infrastrukturalną oraz surowcową. Nie wydaje się to kłamstwem. Zarówno Królestwo Prus jak i RP były mocarstwami, więc połączenie ich obu  oznaczało powstanie ogromnej siły. Według PZPR, aneksja Prus miała podwoić zdolność produkcyjną. Komuniści rozpoczęli plan 6-letni zbudowania w całym kraju 1 600 wielkich zakładów, modernizację pozostałych, budowę wielu kilometrów tras dla barek, elektrowni wodnych i dopływu wody. Plan był ściśle dopracowany w kontekście kompatybilności z obu częściami kraju. W ciągu kilku lat po 1945 roku wartość produkcji i kapitału wróciła do stanu z 1939 i była nawet większa, a to dzięki postępowi technologicznemu i pracy niewolniczej. Jednak realizacja tego planu tak szybko i w takich warunkach, oznaczała wyczerpanie ludności i dochodzenie do celu jego kosztem. To doprowadziło do buntu.

To właśnie Prusacy jako pierwsi jako pospolite ruszenie zbuntowali się przeciw komunistom. Prócz strajków w 1945 roku, w roku 1947 wybuchły walki w Gdańsku, zaś w 1956 w propruskim Poznaniu, gdzie zdobyto komitet PZPR, więzienie i rozbrojono czołgi jako sygnał walk w NRD, wywołując też ruch Węgrów i Czech doprowadzając do „Odwilży” i upadku socrealizmu. Mimo tego zauważono sporą frekwencję podczas wyborów w 1956 roku mimo, iż wiedziano że będą sfałszowane.

Mimo nadal widać było, że istnieje dość spory podział paradoks. Bowiem w Prusach, gdzie wówczas miliony osób nauczyły się już większości mówić po polsku, istniało znacznie większe frekwencja wyborcza. Ponadto realne wyniki wyborów w 1957 (zorganizowane po zwycięstwie Powstania Poznańskiego) też widocznie zaznaczały, że poparcie dla najlepszego kandydata z miejsca niemandatowego, było najmniejsze na ziemiach odzyskanych. Choć polityka Donalda Tuska w sumie nie może być bezpośrednio porównania do polityki NSDAP, to jednak zdecydowanie bardziej pasuje do polityki SPD i Królestwa Prus. Komunizm często rozwijał się lepiej na zachodzie kraju, a choć zarówno prusacy, jaki Polacy wschodni walczyli ostatecznie razem z PZPR, to jednak często mieli różne poglądy na temat tego jak będzie wyglądał kraj w przyszłości. Wspólnym wrogiem obu odłamów jednego narodu od wielu wieków była Rosja i to ich chwilo jednoczyło. Do dziś można jednak zauważyć, że np. Solidarność bardziej popiera PiS (co było widać podczas Strajku Nauczycieli w 2019), a Solidarność jako taka rządziła po 1990, ostatecznie ustępując Lewicy, z chwilami przebłysku na wschodzie.

W 1970 Gdańsk, Elbląg, i Szczecin zdobyły miasta, wysadzając komitety PZPR i paląc pojazdy MO/LWP, co doprowadziło do upadku Władysława Gomułki. W następnych latach walczył Gorzów oraz już wschodnie miasta – Ursus i Radom, a w 1980 roku brała udział już cała Polska. Podczas Stanu Wojennego 1981-1983, 10 mln członków Solidarności w bitwach ulicznych starło się z Ludowym Wojskiem Polskim, który wysłał wszelkie siły pancerna, Milicją, UB, ORMO i ZOMO. doszło największych walk doszło w podczas Bitwy o Wrocław, gdy to Wrocławianie przejęli wszystkie aktywa LWP, wojsk ZSRR, oraz ogólnie komunistów we Wrocławiu wraz z komitetem, zaś członkowie Solidarności wysadzali masowo pojazdy MO, w takich akcjach brał udział chociażby ojciec obecnego premiera Polski, a według deklaracji – także jego syn. Ślązacy podczas oblężenia kopalni wujek, dzielni bronili pozycji, nie zważając na straty, aż do poddania się oddziałów LWP/MO, Podczas operacji „Biały Dom” w 1989 skończoną zajęciem i obroną 160 komitetów PZPR, ogromną rolę odegrał propruski Poznań i Gdańsk, gdzie wspierający ich nacjonaliści i kibice, atakowali, bili i kopali formacje MO. Mimo ogromnego zaangażowani ludności takich miast jak Płock, Kraków, Świdnik czy Lublin to pierwsze walki zwyczajnych obywateli z komunistami dokonało się z rąk Prusaków i najbliższych im ludzi, pod przewodnictwem wychowanego w Gdańsku Lecha Wałęsy, co nie jest przypadkiem. Komuniści schowali się w Sali Kolumnowej, gdzie jednak zostali otoczeni przez wściekły tłum. Pod wpływem sterroryzowania, zostali zmuszeni do rozformowania PZPR.

Obalenie komunizmu pozwoliło przekazać władzę z rąk legalnego rządu Polski w Londynie, w ręce rządu Olszewskiego i Prezydenta Lecha Wałęsy. W krótce Solidarność przeszła do innej roli i wykształciły się nowe partie. Formalnie zatwierdzono zachodnią granicę Polski w kontrakcie z 1990. Nie znalazł się jednak dokument dotyczący Wolnego Miasta Gdańska i nie było kogoś kto mógłby zatwierdzić jego powrót do Polski. Od lat 80-tych funkcjonuje Rząd Wolnego Miasta Gdańsk na Uchodźctwie, zaś prezydent Gdańska (miasta) Adamowicz pokazywał na marszach przez wiele lat falgę Wolnego Miast Gdańsk. Skutkiem tego był zamach na prezydenta przez  nacjonalistę, który zakończył się śmiercią prezydenta. W trakcie wyborów kontraktowych można było zauważyć utrzymanie się nadal pewnego podziału. Wydało się że istnieje podział. W okolicach Lublina, Rzeszowa, Krakowa, Łomży czy Sandomierza ponad 70% poparcia miała KO Solidarność, zaś w okolicach Zielonej Góry, Olsztyna, Zgorzelca, poznania, Koszalina PZPR osiągnął ponad 60% poparcia.

Dziś mamy w Polsce dwa stronnictwa: Pierwsze to „polskie” – my do niego należymy. Drugie to stronnictwo „niemieckie”, do którego należy Platforma Obywatelska

– Jarosław Kaczyński, wicepremier

W życiu nic nie jest czarno-białe, a tylko propaganda tak przedstawia świat aby łatwiej zlokalizować „wroga”, który nim często nie bywał ale przeszkadzał w wizji państwowej/narodowej którą sobie wymyślano. Jeśli ktoś „nie cierpi” Prusaków to tak jakby sam siebie nie cierpiał

             – autor grupy „Narodowości Pruskie”

raca Polaków wschodnich i Prusaków doprowadziły do ogromnego wzrostu gospodarczego. Co prawda już w 1945 doszło do syntezy, ale to od 1989 roku wzrost nie był ograniczany przez komunizm. Walka między Prusami, a resztą Polski trwała jednak dalej.

W 1989/1990, Prusy i Polska połączyły się w jedno wspólne państwo – III RP (wówczas to po raz pierwszy potwierdzono granice). Wprawdzie już wcześniej byli połączeni, ale jako podmiot zależny ZSRR. W ten sposób skończyło się w Polsce geopolityczne rozbicie dzielnicowe, jednak de facto nadal trwało. Po wykształceniu się lokalnych partii, władzę przejął pruski Sojusz Lewicy Demokratycznej, uzyskując wysoką sekwencję w wyborach w Prusach i sporo poparcia na wschodzie. Wówczas właśnie uchwalono Konstytucję czy dołączono do UE i NATO.

Narastała walka obu stronnictw cywilizacyjnych o przejęcie kontroli nad RP. Początkowo rozdrobnieni na kilka partii, ostatecznie konsolidowali się i rozpoczęli ostatnią walkę o to czym będzie zjednoczona Polska. Rozbicie dzielnicowe miało właśnie się zakończyć, lecz zmuszone do życia razem różne stronnictwa zaczęły rywalizację. Początkowo największą rolę zyskał Sojusz Lewicy Demokratycznej, który musiał rywalizować z Polskim Stronnictwem Ludowym i Komitetem Wyborczym Solidarność. To właśnie wówczas doszło do referendum konstytucyjnego, w którym jednoznacznie zwyciężyła opcja Pruska.

Można zauważyć bardzo ciekawą zbieżność między wynikami referendum konstytucyjnego, a późniejszym poparciem dla partii w latach zerowych naszego wieku. W najbardziej konserwatywnym rejonie Podkarpacia i  Małopolski było to widać szczególnie. W latach 90-tych przeciwnicy Konstytucji zarzucali jej 1. brak uregulowanej Konstytucyjnie ciągłości prawnej z II RP (między innymi odrzucając odpowiedzialność Polski za porzyczki i umowy międzynarodowe PRL-u) dając to kompetencją sądów, brak obecności nawiązania do „Boga w Trójcy Świętej” w prambule, czy braku zaznaczenia słownikowej definicji „człowieka” w Konstytucji. Prusacy jednak nie widzieli potrzeby uznawania II RP ponad Prusy, ani tym bardziej tworzenia państwa wyznaniowego, a definiowanie podstawowych pojęć wydawało się niepotrzebne, bo od tego był Słownik Języka Polskiego.

Kolejnym ważnym referendum konstytucyjnym było referendum wobec uczestnictwa w Unii Europejskiej. Również tutaj są bardzo widoczne granice pruskiego „półksiężyca” czyli rejonu Królestwa Prus przed rozbiorami Polski. Zwycięstwo Prus w kwestii konstytucji czy umów międzynarodowych sprawiło, że w przypadku zwycięstwa stronnictwa przeciwnego, mieli by jednak pewien limit działań, co zmusiło by ich do prób obejścia ich, zamiast do prób ich zmienienia.  

Ostatecznie Sojusz Lewicy Demokratycznej, ustąpił władzy kolejnej pruskiej partii – Platformie Obywatelskiej. Pierwszy objawem było rozmieszczenie środków pozyskanych od UE na terenach Prus, mniej Polski Wschodniej i Rusi Polskiej. Separatyzm kontra eurooptymizm, konserwatyzm kontra lewica, ziemie zachodnie stanowiły sojusz i wice wersa (wschodnie). Od początku lat 90-tych Prusy wystawiły swoich kandydatów głosując, na nich zaś Polska B swoich głosując na nich. Prusy stworzyły Platformę Obywatelską (obecnie dowodzoną przez gdańszczana – Donalda Tuska, jednoczesnego prezydenta Rady Europy), oraz takie jak SLD czy Nowoczesna. Polska Wschodnia stworzyła zaś Prawo i Sprawiedliwość (z dowódcą w postaci Jarosława Kaczyńskiego), PSL (jeszcze przed wojną), Polskę 2050 czy Kukiz.

W ten sposób kontynowania była wojna na frekwencję wyborczą. Mimo, że RP jest formalnie państwem unitarnym, nie federalnym, to właśnie ten ustrój w takim przypadku zadecydował, że ustrój Polski stał się wahadłową dominacją polaryzacyjną. Bo to nie jest walka partii, czy poglądów. To walka partii dwóch krajów, choć jednego narodu, zjednoczonych prze przypadek, teraz działających niby razem. Partia rządząca, w zwyczajnych krajach jest efektem działań stronnictw wymieszanych w kraju, jako wola kraju. Tutaj zaś na PO głosują Prusy, zaś PO składa się z ich. Na PiS głosuje Korona, zaś PiS składa się z nich. Jedynym krajem o takiej sytuacji jest Bośnia i Hercegowina, ale tam sytuacja jest jawna i jest federalny system.

Wystarczy przewaga partii jednej strony w mandacie, a cała władza nad krajem będzie w rękach Prus, zaś Korona będzie protektoratem, lub cała władza będzie w rękach Korony, a Prusy będą protektoratem. Nie możliwa matematycznie jest w tym przypadku inna opcja. System federalny by to zmienił, ale w systemie unitarnym, zwycięska strona podporządkowuje drugą. A więc albo zachód będzie rządził całkowicie wschodem, albo odwrotnie. W ten sposób nadal istnieje Polska A i Polska B, a kilkusetletni konflikt trwa nadal.

Polska Wschodnia i Prusy będą więc ciagle nawzajem się anektować. Początkowo w roku 1990 przewagę zdobyły Prus przez ponad 2 dekady czyniąc Wschód zależnym od siebie i rządząc Rzeczpospolitą. (wówczas to więcej środków unijnych szło do Prus niż Korony). Dopiero w 2016 roku Wschód odbił RP i podporządkowałą sobie Prusy, tak jak one wcześniej ich (i kierując dużą ilość środków unijnych na wschodnie województwa) w związku z tym to Prusy stały się protektoratem Korony. Reakcja Prus była wyjątkowo agrysywna pod względem mowy i zaczęły się duże napięcia, którego efektem był zamach na prezydenta Gdańska – J. Owsiaka. Dwa orły – jedna korona.

Zachodnie ziemie cechuje separatyzm. Polskę można określić jako kraj pseudounitarny. Nie ma w konstytucji zapisu o tym, że polska jest „unitarna” bądź jest „republiką”, a określenie „państwo jednolite” ma szersze znaczenie (unit oznacza jednostkę, ale istnieje jeszcze przyrostek lit, który jest kolejnym już określeniem). Konstytucja zostawiła ustawom kwestie samorządów, a ustawa o samorządach ustaliła wiele federalnych elementów. Gminy, powiaty czy województwa samodzielnie tworzą chociażby transport publiczny na terenie województw, zaś państwo nie ma prawa do ustalania wewnętrznego transportu (w Niemczech, za cały transport autobusowy odpowiada jedna spółka), zaś więcej  jest dróg wojewódzkich niż krajowych (w Niemczech jest więcej krajowych niż landowych), więc unitaryzm w Polsce trudno raczej potwierdzić. Jest to mocno związane z podziałem ludności na dwie strefy, bo separatyzm zachodu bardzo wpływa na społeczność kraju. Mimo to wraz z latami tracił on poparcie, dzisiaj PO wygrywa już tylko w 18 miastach i 7 powiatach na zachodzie, a na wschodzie – w 3 miastach i jednym powiecie.

Do roku 2015 sytuacja była spokojna. Osoby popierające frakcję wschodnią nie pracowali zazwyczaj w redakcjach mass mediów, zaś ich działania były fizycznie ograniczone (między innymi teoria spiskowa o „V rozbiorze Polski” czy krytyka wobec niekorzystania ze złóż 700 miliardów tom ropy na Podkarpaciu i Pomorzu). Mieszkańcy wsi i małych miast nie mieli dostępu do stworzenia ogólnokrajowych mediów, więc nie mogli zbyt dużo zrobić w kwestii głoszenia poglądów drogą stworzenia własnych gazet czy stacji telewizyjnych. Wszystko zmieniło się w momencie kiedy jesienią 2015 roku ogłoszono wyniki wyborów, w których wschodnia Prawo i Sprawiedliwość, PLS i Kukiz mięli od 1 stycznia uzyskać ponad 50% udziałów w rządzie. Z dnia na dzień zmieniło się wszystko. Osoby ciche na politykę, zaczęły momentalni publikację na stronach typu Facebook publikację mowy nienawiści. Wcześniej „prorządowe” media, bo ogłoszenia zwycięstwa PiS-i zaczęły masowo publikację artykułów pomawiających PiS i łamiących prawo (mimo, że nie doszło jeszcze nawet do zaprzysiężenia). W akcji wzięło udział Onet.pl, WP.pl, SuperExpress, Newsweek, Angora, TVN i inne media. Wraz z zaprzysiężeniem nowego rządu Komitet Obrony Demokracji opublikował apel do Policji i Wojska o wypowiedzenie posłuszeństwa nowej władzy. Kilka dni potem, na skutek zakazu wstępu dziennikarzy w miejsca prywatne parlamentu, rozpoczęło się oblężenie Sejmu. Zablokowano wejścia, doszło do walk z Policją oraz ataków na samochody posłów. W nieznanych okolicznościach przestał działać TVP1, a centrala lotów UE nie widziała samolotów nad Polską. Podejrzewano sabotaż. Sytuacja się uspokoiła przez kolejne lata prusacy kontrolując Gazetę Wyborczą, Onet.pl czy WP.pl, także zwiększali wpływy w niektórych miastach zachodu kraju. Publikacje zawierają nieprawdziwe informacje, pomawianie o nieprawdziwe fakty, znieważanie organów i sianie paniki, są pełne tzw. mowy nienawiści. W odpowiedzi stacja TVP1 rozpoczęła pomawianie i znieważanie Platformy Obywatelskiej, Niemiec w podobnym nasileniu i to zazwyczaj bez dowodów. Gazety przez lata Onet czy Newsweek publikowały artykułu mające na celu jak największe oskarżenie partii PiS, programów w których miała być powiązana czy wszystkiego na czym jej zależy. Artykuły te mają charakter paranoidalny.

Mem żartujący z flagi II Rzeszy (Kujaw) na logo KOD-u. Przypadek, a może i ciągłość symboliki? Ludzie często nazywają rząd Donalda Tuska „rządem niemieckim”, a słynne „Poco nam CPK, skoro jest Berlin” może wynikać pokoleniowo z dawnej mentalności Polaków Zachodnich (Berlin jako stolica jednego z państw połabskich, był przed wiele lat jedyną częścią Prus, która zaczepiała o współczesne granice RFN po aneksji NRD).

Na statystyce było coraz bardziej widoczne, że oba połowy kraju różnią się diametralnie i idealnie widoczne na mapie w takich sprawach jak: poparcie polityczne, religia, typ gospodarstw rolnych, chów bydła, ilość miast, ilość wsi, ekologiczna energia, przestępczość, bezrobocie (zdjęcie 1) ilość nieślubnych dzieci (zdjęcie 2), kredytobiorców we frankach (zdjęcie 3) ilość zalesienia i wielu więcej.

Na środku – słaba religijność (kolor fioletowy), pokrywa się z prowincja Pomorza Zachodniego i ziemiami pruskimi z niewielkim odsetkiem Mazurów. Na Dolnym Śląsku rejon Sudettlandu jest zaznaczony najmocniej – to też rejon o największej liczbie rozwodów oraz najniższym przyroście naturalnym. Co ciekawe – tamtejsi Polacy są najbardziej spokrewnieni z Czechami z pośród wszystkich mieszkańców Polski. Na prawo – liczba długów we frankach szwajcarskich. Widać, że w przypadku ilości nieślubnych dzieci jest też kolejny podział w Prusach. Ciemnofioletowy kolor jest bardzo blisko granic. Czemu? To proste, na Dolnym Śląsku pokrywa się z Zagłębiem Jeleniogórskim – obszarem przemysłowym, który jest jednocześnie obszarem o największej w Polsce ilości rozwodów oraz najniższego przyrostu naturalnego. W przypadku Prus Wschodnich, najbardziej fioletowy obsar, to obszar który był najbardziej konserwatywną częścią Prus Dolnych pod względem konserwatyzmu Bałtów. Granicy na pomorzu tłumaczyć nie trzeba.

Wyroby azbestowe.

Struktura płci – Królestwo Kongresowe to kolor niebieski. Błękitny – sporny teren plebiscytu na Śląsku Opolskim. Różowy – zabór Pruski. Żółty – same Prusy.

Najpopularniejsze nazwisko. Dobrze widać ciągłość Pomezanii, oraz Podkarpaciu i Lubelskim. Najbardziej charakterystyczny jest Nowak – obejmuje bowiem głównie Ziemie Odzyskane/Prusy. Widać dobre granicę Pomorze Zachodnie-Gdańskie, oraz zbieżność nazwisk w rejonach Zaboru Pruskiego, a nawet poza nim. Czy kiedy komuniści cenzurowali nazwiska, to jak nie wiedzieli jak zmienić z Niemieckiego na Polskie to robili „Nowak”? Sfałszować mogli każdy dokument. A może po prostu już wcześniej mieli takie nazwisko? Odpowiedź jest następująca:

Spójrzmy na nazwiska. Widać, że Nowak  jest też obecne u Czechów oraz Słoweńców. Do tego na Węgrzech jest bardzo podobne „Nagy”. Być może kiedyś było też takie w Austrii przed jej germanizacją językową. To wygląda jakby ta nazwa była jeszcze w momencie, gdy Słowianie rozdzielali się na odłamy. Świadczyć może to o tym, że od południa najwięcej „Nowaków” jest na Dolnym Śląsku czy li właśnie przy Czechach (patrz poprzednie zdjęcie). Tyle, że słowo „Nowy” pochodzi do łać. „Novi”. A może do łaciny trafiło skądś indziej? Kto wie? Coś i tak za bardzo spójne jest to bo wygląda tak jakby ciągłość osadnicza była ogromna. Nie ma chaosu migracyjnego, jaki musiał  by być gdyby doszło do przesiedleń – tzw. „uparte geny”.

Ilość nieślubnych dzieci. Widać nie tylko Ziemie Odzyskane, ale i Kresy Wschodnie. Świadczy to o tym, że ludność polskojęzycznych Ukraińców, Litwinów i Białorusinów (kilka milionów w 1945) musiała tam zostać, by utrzymać trend. Więc jednak mieszkańcy Dolnego Śląska nie mogli być z Lwowa. Widać bardzo wyraźnie też granicę wersalską. Zwróćmy również uwagę na granicę RFN/NRD. NRD ma bardzo dużo nieślubnych dzieci. To nie przez komunizm, bo on był także w innych krajach. To efekt bycia Połabianinem – sukcesja po antyklerykalnym Marcinie Lutrze. Wracając do Polski zwróćmy uwagę na jedność Obwodu Kalinigradzkiego i Prus Dolnych (czyli tych polskich). Widać tutaj ciągłość populacji wywodzącej się od Prusów. Zaś np. w Szwecji/Norwegii widać granicę ludności o korzeniach Wikińskich i korzeniach Lapońskich.

W mapach łazienek i podeszłego wieku widać rejony pierwotnie należące do Rusi, oraz ich sąsiedztwo.

Jeszcze mapa preferencji alkoholowych. Na czerwono zaznaczono strefę wina, na złoto – piwa, a na niebiesko – wódki. Linia piwa dość dobrze odzwierciedla granice Prus, z wyjątkiem wschodnich, ale to rejo zamieszkiwany głównie przez potomków Prusów (Bałtów) niż Polaków.

A teraz spójrzmy na mapę wydatków na alkohol. Mimo, że wschód pije mocniejszy alkohol, to jednak najwięcej na alkohol wydają Prusacy. I to nie dlatego, że są bogatsi – dlaczego bowiem Mazury miały by być bogatsze od Mazowsza?

A teraz spójrzmy na mapę wyniku pierwszego referendum unijnego w każdym kraju.

Szczególnie warta uwagi jest mapa ludności zasiedziałej, bowiem granice między II RP, oraz różnicę w kwestii zaboru Pruskiego, a także Śląsk „referendum”, oraz rejon pozostałości języka kaszubskiego.

To samo można zauważyć na przykładzie ilości mieszkań prywatnych – widać bardzo dobre pokrycie, choć tym razem granica między II RP, a III Rzeszą ustępuje dość mocno Linii Fryderyka Wilhelma.

f

Ponadto można zauważyć różnice klimatyczne, związane chociażby z nasłonecznieniem czy klimatem – to efekt różnej polityki środowiskowej na przestrzeni wieków. Można też uznać, że część z nich występowała już wcześniej i doprowadziło do zmian zachowani mieszkańców ziem zachodnich, poprzez zmiany klimatyczne, przyspieszając ich historyczną secesję. Być może obie odpowiedzi są prawdziwe.

Widać też różnice frekwencji.

Warto też zaznaczyć, że różne pochodzenie historyczne ma znaczenie też w przypadku państw jakoś związanych z Polską, nie tylko w kwestii Niemiec, ale i też np. Ukrainy i Litwy.

Apogeum sytuacja osiągnęła w roku 2020 podczas jesieni, gdy to Trybunał Konstytucyjny wydał krytyczny wyrok wobec zgodności zapisów aborcyjnych (1990) z Konstytucją z 1997 roku. Rozpoczęło to masową rebelię zachodu Polski i walki i zamieszki rozgorzały się w kilkuset miastach w Polsce, oraz wielu krajach za granicą z udziałem polonii. Akcje organizował utworzony Ogólnopolski Strajk Kobiet, który szybko przybrał formę organizacji terrorystycznej, wpierany przez inne organizacje, radykalne krajowe i międzynarodowe ruchy rozpoczął rebelię. Po jednej stronie stanął Ogólnopolski Strajk Kobiet, Agrounia, Anymous, Federacja Anarchistyczna, KOD, Platforma Obywatelska, Nowoczesna, Zieloni, Strajk Uczniów, Archiwum Osiatyńskiego,  Studentów, Euroentuzjaści, Strajk Kierowców, Strajk Pralni, Strajk Studentów, Strajk Pielęgniarek, LGBT, Strajk Nauczycieli, Covidosteptycy, TVN, Onet.pl, WP, Oko.press, Stowarzyszenie Babć Polskich, Antyklerykaliści, autonomiści Kaszubscy, Gastrounia, Protest Busiarzy. Po drugiej stronie stanęło PiS, Polskie Stronnicowo Ludowe, Kukiz, Polska 2050, Konfederacja, kościół i inne wyznania, Obóz Narodowy Radykalny, Młodzież Wszechpolska, Ordo Luis, Anty-LGBT, Straż Marszu Niepodległości, Narodowej Odrodzenie Polski, eurosceptycy, Żandarmeria Wojskowa, Policja, antyterroryści BOA, ABW i kibice.

 Rebelianci charakteryzowali się czynami typowymi dla organizacji terrorystycznych, próba wdarcia się do sejmu, atak na siedzibę premiera przy użyciu substancji pirotechnicznych, podrzucanie gnijącej tkanki pod siedzibę Jarosława, próba zdetonowania ładunku przy siedzibie Policji, podpalenie kamienicy, kilkaset rannych po obu stronach, zdewastowane budynki, kościoły i infrastruktura, kilkaset spraw do sądu, ogromną ilość zakażeń koronaworusem i śmierć zakazonych, śledztwo w sprawie przywódców, łapanki i poszukiwanie organizatorów, podejrzenia podżegania z zagranicy (Białoruś/Lukaszenko), protesty, walki i zamieszki w ponad 200 miastach, liczne udziały Polaków za granicą, rozprzestrzeniło to w pewnym stopniu na, aż na 15 krajów Europy, między innym UK, Niemcy (zdewastowanie stacji metra w Berlinie), Norwegię, Grecję, Islandię i Belgię.

Obóz Narodowo Radykalny próbujący powstrzymać OSK przed dotarciem do siedziby Prezesa Kaczyńskiego.

Ważnym elementem był atak na kościoły, podczas których według Policji zdewastowano lub zniszczono kilkaset fasad. Ataki na kościoły były najdłużej trwającą częścią strajku, doszło nawet do podpaleń, a w odpowiedzi na wykupienie przez Orlen spółki Polska Press (nacjonalizację 300 czasopism i 500 stron www) dokonano zamachu na jedne z aktywów Orlen, wjeżdżając rozpędzonym samochodem w budynek. Podczas zamieszek niesiono hasła takie jak: „Wypierdalać”, „Będziemy dusić kaczkę”, „przepraszamy za utrudnienia, mamy rząd do obalenia”, „to jest wojna”, „bóg z wami chuj z wami”, „miłość, pokój, jebać Psy”.

Doszło do schakowania konta Ministra Rodziny i próby podpalenia budynku, w których znajdował się premier Polski. Przejęto autobusy i tramwaje wyświetlając na nich wulgarne hasła, a także próbowano użyć broni biologicznej na Żoliborzu. W akcjach „Marsz na Warszawę” dochodziło do walk i aresztowań po 200 uczestników. Użyto broni chemicznej i palnej. Najcięższe walki toczyły się na początku listopada, gdzie jednego dnia ciężko rannych zostało 50 policjantów. W strajku brali udział posłowie Koalicji Obywatelskiej, zaś w sejmie doszło do bijatyki z udziałem posłanek – wezwano straż marszałkowską. Rafał Trzaskowski zapraszał na manifestacje ludzi, zaś Szczecin i Wrocław wydały nielegalne uchwały.

Bardzo istotnym elementem walk, stały się jednostki nacjonalistyczne, które oprócz bieli i czerwieni, dodawały też kolor czarny do flag, tworząc coś w rodzaju flagi drugiej i trzeciej Rzeszy. Potwierdzeniem tej tezy, jest chociażby fakt że Narodowe Odrodzenie Polski powstało we Wrocławiu, przy jednoczesnym powstanie polskiego ruchu neonazistowskiego.

Pożar przed siedzibą partii PiS, wywołany przez „kontengen” Agrounii. Nawozy sztuczne i ciągniki, odpowiednio wykorzystane przemieniają się w śmiercionośną broń.

Ludzie, którzy widzieli podział na Polskę A i Polskę B, mieli kilka sposobów na zażegnanie tego – niemal wszystkie propozycje pochodziło z Polski A. Umiarkowane mówiły, że trzeba podzielić Polskę na dwie jednostki federalne. Inne, bardziej radykalne mówiły, o tym by zrobić z 3-4 województw państwo wyznaniowe, rządzone przez PiS, Konfederację i PSL, a resztę zostawić ludziom, którzy mieli by „mieć spokój”. Jeszcze radykalniejsze, głosiły że „Ziemie Odzyskane” powinny stać się częścią RFN, gdyż ludność ta nie widzi związków z wschodnią Polską, za to czuje związki z Niemcami.

Ciekawym paradoksem jest tzw. Mniejszość Niemiecka mieszkająca w Opolu. To jedno z nielicznych populacji Ziem Odzyskanych, które zachowały dawny język. Trzeba jednak dodać, iż bardziej niż mniejszość Niemiecka, jest to mniejszość Pruska, bowiem trudno u nich często znaleźć osoby o Nadreńskim pochodzeniu. Mniejszość niemiecka bowiem to jedynie mniejszość językowa. Nawet na wydarzenia w, których próbują pokazać swoją kulturę, skupiają się głównie na słowiańskim folklorze Śląska Opolskiego, niż w kwestii elementów który miały by być importowane

Pechem było to że rozwój propagandy komunistycznej, a także propagandy polskich organizacji „niepodległościowych” przypadł na jednoczesny rozwój edukacji i telekomunikacji, więc osobom nieznającym szczegółów można było wmówić fałszywą tożsamość. Tym samym etnos polski stał się wyłącznie mitem, nieprawdziwą historią. Opartą w dużej mierze na obrazach Jana Matejki, który przedstawiał postacie na dodatek w niezbyt pasującym do polski „antycznym stylu”, z iście „hollywoodzkich” pozach, na dodatek dodając im przesadzonego dramatu, a po za tym przedstawiając tak naprawdę nie jako Polaków, ale jako mieszkańców Europy Zachodnio-Południowej, stąd też Kazimierz Wielki wygląda jak Bin Laden, a większość postaci ma nienaturalne oczy (tzw. powieka semicka), włosy i kształt twarzy. Rysy te tylko zmieniały postrzeganie historii, a także dołożyły cegiełkę, bowiem utrudniały w podświadomości odróżnienie Niemca, do polaka niemieckojęzycznego. Tożsamość ta była jednak tylko tematem wybranych grup. Podczas Powstania Warszawskiego tylko 50 000, z pośród 700 000 mieszkańców Warszawy brało udział w walkach, akcja „Tylko Świnie Siedzą w Kinie” zakończyła się tym że ludzie tylko częściej szli do kina, bo chcieli na własne oczy zobaczyć atak gazowy, a podczas wkraczania Werchamhtu albo Sowietów do wsi, większość osób nie walczyła z nimi, tylko gotowała pierogi.

Gdyby odebrać nacjonaliście flagę i język, a następnie zapytać go „co odróżnia Polaka bez języka i flagi od Niemca bez języka i flagi” był by skołowany bo okazało by się że nie wie co powiedzieć. Nie można jednak nazwać tego „tożsamością narodową”, bo gdyby tak było to ta osoba potrafiła by wymienić kilkadziesiąt elementów, od urody, po mentalność, aż po kulturę materialną. Tym samym ograniczając się do flagi, traktuje naród jako organizację polityczną, a nie etnos etniczy. Idąc tą drogą za naród można było równie dobrze uznać partię polityczną, albo kibiców drużyny piłkarskiej. Można tutaj mówić o kwestii terytorialnej, ale wersja fałszywa mówi o „wielkiej migracji” najpierw milionów Polaków z Ziem Odzyskanych, a potem ich powrót po kilkudziesięciu latach i wiele więcej, czyniąc Polaków niemal kaczownikami. To jednak jest fałsz, bądź nieprawda tak jak wszystkie wielkie migracje ludności od czasów neolitu, od Germanów Wschodnich, przez „zniknięcie” Prusów, aż po kwestie Ziem Odzyskanych. Wulgarna piosenka Wuem Enha „Kresy” mówi o więzach krwi między Polakami, a Kresowiakami jako ludzi z jednego narodu, jednak nie wie że tej krwi nie było – ludność ta była co prawda Słowianami – ale nie Polakami, tylko Ukraińcami.

Co gdyby chcieć przywrócić prawdziwą tożsamość narodu polskiego? Trzeba by było

  1. Ogólnokrajowo odfałszować kwestię migracji
  2. Uznać Prusaków za Polaków
  3. Uznać Kresowiaków za Rusinów i Litwinów
  4. Włączyć przez Ministerstwo Edukacji do podstawy programowej historię Królestwa Prus, Księstw Śląskich, Księstwa Pomorskiego, Państwa Zakonu Krzyżackiego i uznać ich równość z Zjednoczonym Królestwem Polskim/Rzeczpospolitą Obojga Narodów jako sukcesorów Drugiej Monarchii Piastowskiej.
  5. Potraktować polityczne związki polsko-niemieckie tak samo jak związki polsko-litewskie
  6. Przywrócić oryginalne nazwy miast (Piekary Śląskie, na Piekary Niemieckie, Karłów na Karolów, przywrócić oryginalne nazwy firm)
  7. Przywrócić przez samorządy przedwojenne nazwy ulic na Ziemiach Odzyskanych (z wyjątkiem tych nawiązujących do zbrodni wojennych jak np. Ulica Adolf Hitlera itd.). Zachować nazwy ulic wybudowanych później, chyba że dotyczyły postaci psrzeciwnych do państw do których należały te ziemie.
  8. Być może zmienić nazwę województw na Zachodnipruskie (Gdańskie) i Wschodnipruskie (Warmia-Mazury)
  9. Uznać przez samorząd Warmińsko-Mazurski herb Prus za herb Warmińsko-Mazurskiego
  10. Być może zmienić herb Pomorza Gdańskiego przez samorząd Pomorski.
  11. Zrobić odpowiednie zmiany herbów w wybranych miastach ww. regionu
  12. Odbudować pomniki Bismarcka czy Królów Prus w zachodniej Polsce.
  13. Uznać Mickiewicza za Litwina, a Aleksandra Fredro za Ukraińca itd. Zachować ich literaturę w lekturach jako przykład literatury słowiańskiej, ale uwzględnić też niemieckojęzycznych pisarzy polskich. Zmodyfikować listę lektur przez Ministerstwo Edukacji Narodowej
  14. Zlikwidować święto niepodległości, gdyż nie dotyczy ono sześciu województw, a dla reszty oznaczało tak naprawdę wejście we władzę ukraińsko-białoruską. Mogło by zostać jako święto zrzucenia jarzma rosyjskiego i dotyczyć 2/3 polski. Pominąć należy anty-pruski charakter święta.
  15. Ograniczyć święto 3 maja, do 2/3 województw.
  16. Uznać Hohenzollerów za ostatnią, polską dynastię królewską, wraz z odpowiednim upamiętnieniem.
  17. Utworzyć święto „cudu domu brandenburskiego”, które będzie świętem dla Prus i jego województw, który upamiętni jego obronę przed Rosją.
  18. Poszukać nowych elementów, które by były wspólne dla tożsamości obu części Polski i utworzyć na ich podstawie ogólnopolskie święto.
  19. Zaproponować kompromisową kwestię reparacji. Polska, Niemcy i Rosja zapłacą reparację krajom poszkodowanym za II Wojnę Światową, na podstawie procenta udziału w elektoracie NSDAP, przodków ludności zamieszkujących te kraje. Polska będzie musiała więc „płacić samej sobie”, co można przemienić na płacenie wschodniej części kraju pieniędzy zebranych z zachodniej polski. Można też uznać, iż skoro III Rzesza się rozpadła to nie ma sukcesji. Ewentualnie podpiąć kwestie odszkodowania do kodeksu postępowania cywilnego i zostawić wszystko sądom. Można też pójść dalej i załatwić kwestie reparacji, za wszystkie konflikty jakie polska toczyła z innymi krajami w ciągu 1000 lat. Albo pójść jeszcze dalej i uznać, że skoro Germanie Wschodni, którzy byli przodkami Słowian Zachodnich, zostali napadnięci przez Rzym, to trzeba wywnioskować o reparacje od Włoch. Albo po prostu uznać, że takie roszczenia za sprawy sprzed lat są bez sensu.  
  20. Doprowadzić by wszystkie publikacje internetowe, które mówią o tym że było inaczej niż w rzeczywistości (kwestia tożsamości Prusaków, kwestia migracji) musiały dokonać sprostowania, bądź usunąć teksty nawet jeśli opublikowano już wiele lat temu.
  21. Komentarze niesłusznie pomawiające Niemcy za 1 000-letni plan, muszą spotkać się ze zdecydowanym ukaraniem za pomówienie. Dotyczy to między innymi wszystkich anonimowych komentarzy na stronach internetowych.

W praktyce można to określić jako „rozwiązanie narodu”, jednak tylko jego przyjmiemy fałszywą definicję narodu. Można krytykować tą koncepcję, zakładając że to niszczenie 1000 letniej tradycji, w którą wszyscy wierzą. Jakiej jednak 1000 letniej tradycji? Raczej niespełna 150 letniej „tradycji”, czyli raczej sztucznie utworzonego mitu stworzonego przez społeczność, o poważnym zaburzeniu tożsamości grupowej. Polakiem nie można być, chcąc nim być, ani nie można się zrzec bycia Polakiem. Tym się po prostu jest. Każdy może powiedzieć, że „Prusak to Niemiec”, ale mało kto powie „Co to znaczy Niemiec?” lub „Podaj definicję Niemca”. Tutaj nie wystarczy powiedzieć, że „Niemiec mówi po Niemiecku”, a uważanie Polaków, za Niemców dlatego że zapomnieli języka polskiego, jest dyskryminacją tej grupy Polaków.

Według UNESCO naród powinno definiować kilka punktów.

  • Wspólna historia
  • Wspólna tożsamość etniczna lub rasowa
  • Homogeniczność kulturowa
  • Wspólny język
  • Pokrewność religijna lub ideologiczna
  • Zbieżność terytorialna

Zróbmy teraz dwa porównania Prusaków i Polaków, oraz Prusaków i Niemców.

Porównanie Prusaków i Polaków

  • Wspólna historia: oba grupy wywodzącą się z jednego państwa – Monarchii Piastowskiej, podzielonej na dzielnice i wielokrotnie ze sobą się integrowały – walka między nimi i aneksje też były formą pewnych interakcji. Ponadto państwo gnieździńskie, wywodziło się od plemion istniejących co najmniej od kilkuset lat, a ich przodkowie – Germanie Wschodni, oraz ich poprzednicy z Kultury Łużyckiej czy Pucharów Lejkowatych – tysiące lat. Plemiona Polskie i ich poprzednicy tworzyły jedną strefę kulturową na terenie Polski. Można powiedzieć, że było analogicznie jak w przypadków innych państw rozbitych, takich jak Włochy, Korea czy Niemcy.
  • Wspólna tożsamość etniczna lub rasowa: rasowo nie ma jakichkolwiek wątpliwości. Prusacy i Polacy są nie tyle braćmi, co de facto nawet tym samym. Obaj należą do Słowian Zachodnich. Różnice między Słowianami Zachodnimi, a np. Południowymi są niewielkie, ale można dodać że oprócz Słowiańsko-Ałtajskiej haplogrupa R1a, występuje u nas (oraz w Czechach) specjalna mutacja jej – R1a1a7. Jest co prawda pewna mała różnica między polsko środkową i południową, polsko północną, ale to nie pokrywa się z granicą Prusy-Polska, a może jest efektem migracji germanów i konwergencji Prusów i Jaćwigów. W kwestii etniczności, należy po prostu uznać że kilka z ludów polski, najpierw zjednoczyło się jako Zjednoczone Królestwo Polskie, a potem jako Królestwo Prus. Folklor przetrwał bardzo długi czas w codzienności. Do tego heraldyka pozostała niezmienna u Prusaków przez wieki. Herb Prus wywodził się od herbu Poniatowskiego, połączonego z czarnym herbem będącym połączeniem herbu mazowieckiego z herbem zakonu, który z kolei był kopią orła śląskiego.
  • Homogeniczność kulturowa: jeśli spojrzeć na stroje ludowe Polaków i Prusaków, to widać że wywodzą się ze wspólnych strojów. Oprócz tego należą do większej grupy strojów słowiańskich. Legendy animistyczne dotyczące Sudetów, wywodzą się bezpośrednio od wierzeń słowiańskich,  a wiele legend z Prus, ma analogie do legend wschodniopolskich, świadczących że wywodzić się mogą od czasów sprzed tego podziału. Widać wspólność też w kuchni, a także w architekturze – choć są różnice to jednak ceglane budynki na zachodzie, nie są tak zgermanizowane jak te w Niemczech. Przypominają bardziej Połabie, a może i są jeszcze bardziej „czystsze”. Inaczej jest z  architekturą ludową, szczególnie górską – tutaj widać bliźniaczość do polski. Można argumentować, że jest pewna anologia do bawarskich chat, ale to może być wpływ Słowian Bawarskich. W przypadku architektury do górskiej architektury, w takich krajach jak Szkocja czy Włochy widać ogromną różnicę. Tutaj łatwiej już znaleźć analogiczne konstrukcje w Japonii czy Rosji niż na zachodzie Europy. Oprócz tego trzeba dodać o wielu pogańskich elementach w chrześcijaństwie Prus (do XIX wieku składano w ofierze czarne koguty w Sudetach!).
  • Wspólny język: tutaj dokładnie widać, że język był inny. Jednak nie zawsze tak było, germanizacja językowa odbywała się bardzo stopniowo przez setki lat, a wyjątki w stosowaniu urzędowego niemieckiego, zastępując okazyjne używanie polskiego, niemieckim wynikało z tego że z czasem wychodził z powszechnego użycia. Zachował się akcent. Od przekroczenia przez język niemiecki granicy 50%, do rozpoczęcia brutalnej repolonizacji minęło około 150 lat (od przełomu XIX wieku do zmiany granic). Pozostaje więc 650 lat od rozbicia dzielnicowego, do momentu gdy język polski przestał być dominującym językiem Prusaków i 450, jeśli chodzi o samo Królestwo Prus. Po XIX wieku mówiono głównie po Niemiecku, ale np. tacy Austriacy nie mają problemów z odrębnością, są bowiem Słowianami niemieckojęzycznymi – Karantanami, których przodkami byli Noryncjanie.
  • Pokrewność religijna lub ideologiczna – jeśli chodzi o substrat rodzimy w religii to tutaj nie ma wątpliwości. Oba religie wywodziły się z jedne z licznych odłamów religii Słowian, a konkretnej Polaków z czasów Mieszka. Budowa „domków dusz”, przez Prusaków na Pomorzu Zachodnim, a także Kaszubach do dziś jest ogólnokrajową tradycją na niektórych cmentarzach ludowych, a miała też wpływ na kapliczki. Śląsk wierzył też w wiele stworzeń ze słowiańskiego bestiariusza. Na Śląsku, do lat 30-stych, składano kamiennym totemom ofiary z gotowanych ziemniaków, zaś totemy te były znacznie starsze niż lokacja na prawie niemieckim, sięgając czasów Sylingów. Zachował się animistyczny sposób myślenia. Szczególnie jeśli spojrzeć na modlitwy do Św. Jadwigi podczas oblężenia Wrocławia w 1945. Były też takie akcje jak egzorcyzmowanie źródeł rzek na Śląsku. W kwestii połączenia się z chrześcijaństwem zachowano jednolitość, jednak potem doszło do zmiany częściowej religii na luteranizm. Trzeba jednak pamiętać, że luteranizm krytykował tylko sprzedaż odpustów i przywiązanie kościoła do majątku i bogactwa. Był najmniej radykalną formą protestantyzmu. Krytyka kultur świętych czy idei czyśćca, to kolejne odłamy protestantyzmu. A całkowite niemal odrzucenie idei takich jak „trójedyność boga” to odłamy takie jak świadkowie Jehowy, ewentualnie kilka „nowych ruchów religijnych”  w USA, które jednak zostawiły pewne elementy, z zazwyczaj je przekręciły. Nie ma to jednak zbyt dużo z tematem. Luteranizm raczej nie stanowił dużego zagrożenia dla tradycji. Po za tym luteranizm był najbliższy katolicyzmowi spośród odłamów chrześcijaństwa. To samo można powiedzieć o ideologii. Co prawda Prusacy i Polacy wschodni różnią się polityką i gospodarką, jednak nadal mają wiele wspólnych cech, wychodzących poza politykę. Można co prawda powiedzieć, że wiele z nich mają też np. Czesi czy Białorusini ale inna sprawa jak porównasz to do bardzo różnego sposobu myślenia Niemców. W przypadku np. Czechów do blokada naturalna (góry), przeważyła nad powstaniem nowej narodowości.
  • Zbieżność terytorialna: kwestia terytorialnej jedności jedności nie pozostawia wątpliwości, że mówimy o jednym narodzie, na dodatek układającym się w niemal idealne koło. Prusacy układali się w stosunku do Polski w dziwny „sierp”, lecz pierwotne granice narodów nigdy nie są takie dziwne w jednej lądowej płaszczyźnie. Np. taka Chorwacja co prawda ma taki dziwny kształt, ale to efekt zmian granic podczas wojny na Bałkanach i łańcuchów górskich nad morzem skalistym. Nijak porównać to do równinnej Polski.

Porównanie Prusaków i Niemców

  • Wspólna historia: Prusacy to odłam Polaków, zaś Niemcy w rozumieniu Nadreńczyków to osobna kwestia. Potomkowie plemion takich jak chociażby Allemanowie czy Bawarowie. Prusacy nawiązywali relacje historyczne głównie z Polakami, Połabianami (Górna Saksonia, Brandenburgia), czy Węgrami, albo Austriakami, tymi którzy wywodzili się z podobnych kultur. Zupełnie inaczej było z odległymi, rdzennie germańskimi elektoratami. Nigdy nie połączyło ich politycznie coś co by stworzyło jakąś wspólną filozofię. W Niemczech popularne jest nazywanie „Prusakami” pseudoniemców, albo Niemców którzy jakoś odrywają się od realiów Niemiec. Argument jest używany czasami przez autonomistów bawarskich.
  • Wspólna tożsamość etniczna lub rasowa: pod względem rasowym nie ma żadnych wątpliwości. Prusacy, stanowili autentyczny przypadek urody Polaków. Posiadali wszystkie elementy Słowiańskie, bądź Bałtowskie: fałdę powiekową (Niemcy je nie mają), z tłuszczem skupiony bardziej na zewnątrz oka – tzw. fałda indiańska, proste włosy, niski wzrost, krótkie palce i nogi, inny typ twarzy. Trudno by było znaleźć stereotypowego Niemca wśród Prusaków – byłby to nie tyle Prusak, co autentyczny Niemiec, który osiedlił się w Prusach na zaproszenie Zakonu Krzyżackiego albo Książąt Dzielnicowych. Temat różnic między Niemcami, a Prusakami/Polakami został już omówiony wcześniej. Jeśli chodzi o tożsamość etniczną to też nie ma wątpliwości że mówimy tutaj o różnych populacjach.
  • Homogeniczność kulturowa: wykluczyć należy homogeniczność kulturową. Zacząć należy od architektury – nijak porównać katedrę w Kolonii, do katedry we Wrocławiu. Jest pewne podobieństwo do architektury w Berlinie, ale to przecież architektura Połabian – całe Wschodniej Niemcy to budynki nie budowane przez prawdziwych Niemców, a odrębną grupę i to słowiańską. Istniało co prawda wiele elementów kultury, które są jakoś związane z bliskością oby terytoriów tak bardzo (np. kwestia kiełbas śląskich, czy stereotyp Janusza/Johanna), tak że trudno się dowiedzieć kto ostatecznie kto „zaczął” lecz zarówno w przypadku Prusaków jak i Niemców widać że pewne elementy są w mniejszości, a u tych drugich w mniejszości są elementy, które u drugiego były w większości i vice versa. Nijak porównać np. dringel do strojów Pruskich/Polskich (albo fakt wiele elementów mundurów pruskich, było analogicznych do tych kościuszkowskich), widać czasami powiązania między strojami słowiańskimi, a niemieckimi na granicznych landach, ale to mniejszość. Co prawda czasami na Dolnym Śląsku noszono coś w rodzaju szelek niemieckich, ale to raczej po prostu ubranie użytkowe niż część kultury (z resztą elementu ubioru niemieckiego takiego jak szelki, długie skarpetki czy fartuch rozpowszechniły się na całym świecie, szczególnie jako odzież robocza, albo kuchenna). Trudno doszukiwać się wśród Niemców jakiejś formy sztuki ludowej, która była by typowa dla Prusaków, a ta u Prusaków jest typowa dla Polaków. Symbolika Niemców też była różna od Prusaków. Swastyka nie jest symbolem germańskim. Oprócz tego u Niemców dominował komplet barw jasny zieleń-błękit-biel, szczególnie zieleń była ważna. Biel i czerwień do wpływy Połabskie i Polskie. Pruska biel z czernią to w sumie autorski zestaw barw, ale czasami używano też żółć śłąską i śląską, unikatową odmianę pomarańczowego (w języku niemieckim ma ta barwa specjalną nazwę), od XII wieku pojawiła się też w Niemczech (np. Badenia), ale to efekt kontaktów ze Śląskiem. Zieleń w fladze Lubuskiego to wpływ Nadreński. Prusacy, Nadreńczycy stanowili odrębne kręgi kulturowe, jeden słowiański, drugi – zachodni. Najbardziej podobnym do Pruskiego kręgu był Połabski. Połabie stanowiło ostatni na zachód rejonu wschodniej kultury. To właśnie on wydał na świat takich ludzi jak Nietzhe (twórca Nihilizmu i filozofii milczenia), Gouethe (praktycznie analogia Mickiewicza), czy Marksa (twórca komunizu, w realu korzystający ze wschodniego kolektywizmu). Niemcami realnymi był np. Alber Einsein który reprezentował inny punkt widzenia czy… Fryderyk Szopen (bez tego nie osiągnął by takiego sukcesu na zachodzie Europy), Prusacy i Niemcy należeli do różnych kręgów kulturowych. Można znaleźć kilka ciekawych analogii w kulturze Irlandii do kultury Nadreńczyków (sterotyp Bawarski i steretyp Leprechaun, to może potwierdzenie na niejasny podział na Germanów i Celtów)j, a nawet parę podobnych motywów w kulturze bliskowschodniej.
  • Pokrewność religijna lub ideologiczna – jeśli mówić o religii rdzennej, to religia germanów była czymś pośrednim między religią celtów (druidyzm), a Skandynawów. Należała jednak do religii radykalnie innych niż szamanistyczna religia Słowian, czyli też Prusaków. Były też elementy gdzie oba kultury się łączyły. Przykładem tego była obchodzona na hipotetycznej granicy Niemiecko-Połabskiej Noc Warpugi (podobna do Sabatu, z Polski, Ukrainy i Czech), czy wiara w Krampusa (analogiczne do Czarta) w Bawarii. Jednak to pojedyncze przypadki i najpewniej efekt sąsiedztwa kultur, a nie całość etnosu Nadreńczyków. Losy religii „chaotyczno-heroicznych” takich jak hellenizm, druidyzm czy religie skandynawskie, były inne niż religii szamanistycznych, gdzie np. istniała płaska struktura organizacyjna, bez wyraźnej hierarchii bóstw, więc ich losy były zupełnie inne po chrystanizacji, co wpłynęło też na kształt religii w następnych latach. Tak naprawdę to najważniejszy był sposób myślenia poszczególnych narodów, nie tyle doktryny. Protestantyzm zmienił pewne sprawy – Niemcy południowe wzięły pewne elementy od Słowian, ale nie wszystkie oczywiście, bo wiele rzeczy było lokalnych, a północ niemiec była luterańska, choć w tym przypadku to nie maiło duże różnicy. Tak czy inaczej Prusacy nadal pozostawali bardziej podobni do Polaków wschodnich, mieli też unikatowe podejście do kontroli religii przez państwo, czemu sprzeciwiali się często Bawarczycy – uznawani za wzorowy przykład Nadreńczyków. Najbardziej jasno jest w przypadku ideologii obu ludów. Była bardzo odrębna. Różnili się diametralnie, nie tylko w polityce ale i życiu codziennym czy myśleniu. Podejście do relacji, komunikacji niewerbalnej, sposobu używania komunikacji werbalnej, przyjmowaniem gości, sposobem wyobrażania sobie wszechświata. Dla Nadreńczyka Prusak czy Połabianin, miał filozofię która nie tylko była niezrozumiała dla Niemców, co czasami nawet przerażała, bo byłą zbyt niezgłębiona, zbyt gwałtowna i wydawała się być nieprzenikniona. Podejście Prusaków było jednak typowe dla Europy Wschodnio-Północnej, za o podejście Nadreńczyków było dość typowe dla Europy Zachodnio-Południowej, choć nie tak radykalne jak w Hiszpanii czy Francji. Najbardziej należy zaznaczyć, że Nadreńczyk był głośny i wydawał się wielki i hardy, jednak gdy przeszło co do czego to okazało się że to tylko powłoka, pod którą krył się wrażliwy charakter. Z kolei Prusak wydawał się być niegroźnym, drobnym widmem, gdy jednak coś się stało jego prawdziwa twarz wychodziła na jaw tak, że lała się krew.
  • Wspólny język: tutaj mamy wyjątek, choć niektórzy pozostają sceptyczni do istnienia jednego języka niemieckiego (mówiąc że np. pewne dialekty niemieckiego są bardzo odrębne) to jednak nie ma wątpliwości że Ślązacy Dolni czy Pomorzanie Zachodni mówili po niemiecku, bądź byli dwujęzyczni (w spisach powszechnych nie można była zadeklarować języka śląskiego, choć Kaszubki już tak), choć mieli osobny akcent, który pochodzi akurat od akcentu rdzennego języka, gdyż nie był wymagany urzędowo (wystarczył sam jeżyk). Jednak trzeba zaznaczyć, że bardzo stopniowy był proces przyswajania go i dopiero pod koniec historii przeważył niemiecki. Po za tym tacy Austriacy mimo braku języka zachowują osobność, dzięki pochodzeniu Słowiańskiemu, czy wielojęzyczni Szwajcarzy (którzy pochodzą z kolei od Celtów).
  •  Zbieżność terytorialna: kolejny punkt bez wątpliwości. Niemcy to specyficzny landshaft obejmujący głównie rejon między Renem, a Łabą. Prusy to z kolei integralny rejon ziem polskich. Pomiędzy Niemcami, a Polakami (Prusakami) rozciąga się Połabie – rejon trzeciego narodu. Można powiedzieć, że Niemcy i Prusacy nawet ze sobą nie sąsiadowali, choć ze względu na i tak niewielką odległość byli dla siebie ważnymi partnerami, głównie w średniowieczu.

Mapa wojen stoczonych przez Polskę, w rozumieniu państw zamieszkiwanych przez Polaków, oraz królestw plemiennych plemion polskich i ich przodków (tzw. „Germanów” Wschodnich) w kontekście z tego z kim Polacy walczyli, biorąc pod uwagę pochodzenie członków armii wroga. Wynik jest zatrważający bowiem wychodzi na to, że najwięcej bo prawię setkę wojen stoczyliśmy z samym sobą. Dalej w kolejności są Włochy – to efekt kilkudziesięciu konfliktów pomiędzy Rzymianami, a przodkami Polaków: Wandalami, Gotami, Lugiami i Sylingami, którzy przez ponad pięć wieków walczyli o Wolną Europę. Mimo potwierdzeń ciągłości pokoleniowej, nie znalazło to odzwierciedlenia w ani jednej tablicy pamiątkowej w Polsce. Propaganda komunistów bowiem tak skupiła się na ostatnich 200 latach, że odkrycia dotyczące najstarszej historii stały się niemożliwe i do dziś znane są tylko garstce pasjonatów. W dalszej kolejność jest konflikt może i nie z samym sobą, ale z braćmi – Ukraińcami. To liczne rewolty kozackie, konflikty z Rusią Kijowską i ostatecznie starcia o granice Ukrainy. Dalej konflikty z Tatarami Wołgańskimi, oraz Czechami z którymi wojny trwały wiele lat i do dziś relacje nie są tak stabilne jak by się chciało. Dalej, w pewnym sensie też Ukraińcy, tylko wschodni – kolejne wojny Tatarami Krymskimi, oraz Narody Rosji, czyli wojny z Rosją (Tatarzy Wołgańscy wyjątkowo zyskali odrębny punkt). Gdyby jednak policzyć Tatarów Wołgi jako Rosjan (w końcu miliony ich potomków mieszkały w Rosji momencie wojen chociażby Boleszewickich) to Rosja spokojnie zyskała by drugie miejsce. Tatarzy są wysoce spokrewnieni z Polakami, choć ich język jest niezrozumiały. Dalej mamy wiele pokrewnych z nami narodów, szczególnie Połabianie (w tym wojny z Brandenburgią), a na koniec mamy coraz mniej bratnich narodów. Widać wyraźnie, że tym dalszy naród tym mniej wojen. Wyjątkiem jest Rzym, którego ekspansja ostatecznie wymusiła brutalną konfrontację (okupywano momentami część dzisiejszego Zgorzelca), oraz serię kontrofensyw. Niemcy zajmują niskie miejsce, w zależności od kryterium – około dwudziestego miejsca. Walczyliśmy z nimi niemal dziesięciokrotnie rzadziej niż z Ukraińcami i około trzydziestu razy rzadziej niż z samym sobą. Oprócz Rzymu (tutaj mówimy bowiem o zupełnie odrębnym epizodzie naszej historii), to walczyliśmy niemal tylko ze sobą lub narodami pokrewnymi.

Jeszcze gorzej to wygląda, gdy policzymy zamiast narodu dominująca u niego haplogrupa DNA-Y, wraz z uwzględnieniem haplogrup mniejszościowych jako wliczeń do innych haplogrup dominujących i vice versa. Wyjdzie na to że grubo ponad połowa narodów, z którymi walczyliśmy pochodziło do tego samego ojca co my. Były to narody słowiańskie, oraz pokrewni z nimi Austriacy, Węgrzy i Tatarzy Krymscy oraz Wołgańscy. Ponad połowa zabitych przez Polaków żołnierzy, była z nimi spokrewniona – widać to po haplogrupie R1a. Reszta to J2 (sprawa wojen z Rzymem, oraz kilka nowożytnych pokaźnych wojen z Włochami, w tym Monte Sassino czy Legiony Polskie), N1c (liczne wojny z Prusam i Jaćwigami, ale też bardzo duży, chyba dominujący udział N1c1 w Rosji po XIX wieku), oraz I1 (wojny ze Skandynawami), R1b (pojedyncze wojny z Niemcami, Francją, UK), J1 (Arabowie) i C (Mongołowie i kilku ich krewnych). Nie można tego nazwać inaczej jak nie tylko bratobójczym konfliktem w ramach Polski, a gdy Polacy nie walczyli z Polakami, to przez 1000 lat walczyli głównie z narodami pokrewnymi.

Nie ma już wątpliwości, że Polska nie przegrywała, tylko walczyła z samym sobą. Podział społeczeństwa na dwie formacje doprowadził do zmian na całym świecie, zaś znana jest tylko historia jednej części. Choć Prusacy pochodzą od kultury Polskiej to jednak przez długi czas byli odrębnym wariantem. Wschodnia strona społeczeństwa powinna zrozumieć, że to nie Niemcy byli odpowiedzialni za atak na nich, lecz ich w bracia, których wielokrotnie odrzucali. Zachodni powinni zaniechać swojej złości, zrozumieć kim są, spojrzeć na swoją przeszłość, tożsamość i kulturę, wyciągnąć z niej to co do nich należy. Należało by przywrócić im historyczne nazwy i zrekonstruować zniszczone przez PRL dzieła sztuki. Prusy powinny być traktowane jako ciągłość istnienia Polski w XIX wieku. Historia powinna być nauczana zarówno jeśli chodzi o historię Polski wschodniej jak i zachodniej, razem przecież wywodzącej się od Civitas Schhlegsen i razem połączonej. Z czasem zachodnia Polska się uspokoi i rozbicie dzielnicowe się zakończy. Ważne, aby zachodni Polacy wiedzieli kim są i że już nic im nie grozi, zaś Polacy wschodni zrozumieli to kim są ich sąsiedzi, dlaczego są inni i że są świadectwem tego, że Polska nigdy nie była ofiarą, a Królestwo Prus było pełnoprawnym państwem Polskim i niesie drugą połową historii narodu, otwierając nieznane, nowe drzwi. Polska nie została pokonana, tylko walczyła sama ze sobą. To Słowianie doprowadzili Hitlera do władzy i kontrolowali III Rzeszą, a potem walczyli z innymi Polakam i Słowianami. Prusacy byli Polakami. Na Wołyniu nie ginęli Polacy, tylko inni Ukraińcy. Mieszkaniec Rzeszowa jest Ukraińcem, Białegostoku – Białorusinem, a członek mniejszości niemieckiej w Opolu – Polakiem. Polacy mogą co najwyżej sami sobie płacić reparacje. Sukcesja po Królestwie Prus istnieje nadal, jako SLD i PO, a jego wrogiem jest PiS i PSL, który wywodzi się z tradycji polski wschodniej. Nie możemy mieć jakichkolwiek roszczeń do Niemców jako rodu Nadreńczyków, stanowiącej dzisiaj większość populacji tego kraju. Ludność ziem odzyskanych była przez te tysiąc lat, ciągle autochtoniczna, a Niemcy w Polsce byli czymś innym niż nam się wydaje i było ich znacznie mniej. Byliśmy przez kilkaset lat jak Korea Północna i Korea Południowa, bądź podzielone Włochy, a teraz zamiast mieczy, armat czy karabinów walczymy używając mowy nienawiści, mandatów poselskich, pałek, rac i butelek po piwie. Te fakty spalają całkowicie „Polską tożsamość narodową”, ale to dobrze, gdyż jest ona sztuczna i sfałszowana. Obchodzenie Święta Niepodległości, rocznicy Powstania Wielkopolskiego, Śląskiego czy Konstytucji 3 maja w obecnej formie nie ma więc historycznego sensu. Trzeba iść inną drogą. Jeśli nie zostanie to zrozumiane, spójność historyczna i stabilność wiedzy, oraz sytuacja w kraju zawsze będzie kontynuacją tego konfliktu i nigdy nie zrozumiemy co się dzieje, pogubimy się w fałszu, zapętlimy się w sprzecznych informacjach, najpierw popadając w fałsz, paranoję, a ostatecznie – schizofrenię. Skutki podziału będą jednak iść równo i bez zakłóceń dalej – tak jak od 800 lat. 

Język Polski omal nie wymarł

Wiele jest na świecie języków które wymarły jak i wiele jest języków, które są na granicy wymarcia. Co roku wymierają mniej więcej od 2 do 3 języków spośród ponad 2000 języków, gwar i lektorów. Mało kto zdaje sobie jednak sprawę, że dawniej jednym z języków, który był zagrożony wymarciem był język polski! W pewnym momencie naszej historii mniej niż 40% populacji polski w jej rdzennych granicach czyli granicach Mieszka I posługiwał się tym językiem.

Zaczęło się IX wieku naszej ery – wtedy to właśnie rozpoczęła się chrystianizacja Polski. Zaczęto używać dużo zapożyczeń, a dopiero w XIV wieku naszej ery spisano pierwsze słowa w języku polskim było to raptem jedno zdanie „Daj. Ja pobrusię a ty poczywaj”. Dopiero w XVI wieku spisano kolejny większy już kawałek tekstu w naszym języku. Migracja ludności niemieckiej do Polski w okolicach Gliwic, Stargardu, Malborka czy Wielkopolski spowodowała, że księstwa zmieniły łacinę, na niemiecki jeśli chodzi o język urzędowy, który miał pozwalać na porozumiewanie się między różnymi dialektami języka polskiego. Polacy znaczenia oni również porozumiewać się nim, aby dogadać się w sprawach codziennych z różnymi częściami kraju – w ten sposób stopniowo język polski zanikał zamienijąc się na język niemiecki.

Rozwój języka Niemieckiego

Nie wiadomo natomiast losu języka śląskiego i w jakim stopniu on zanikał wiadomo jednak, jak to było z językiem kaszubskim. Dawniej kaszubski był jednym z 4 dialektów języka pomorskiego, które znacznie bardziej różniły się od języka polskiego niż język Śląski. Istniały 4 dialekty – Pyrzyczański, Kaszubski, Woliński oraz Grupa Dolnoparsęcka.

Obecnie jedynie kaszubski przetrwał w jakimś stopniu. najwcześniej język polski zaczął zanikać na Pomorzu Zachodnim czyli Wolin czy Pomorzu środkowym oraz w Województwie Lubuskim. W Dolnośląskim nieco wolniej, dosyć szybko zaś w okolicach Malborka (imigranci z Mazowsza), aczkolwiek nie były to historyczne tereny Polskie tylko Pomezanii. Na terenie Dolnego Śląska na początku XIX wieku około połowa deklarowała język polski. Pozostali – język niemiecki. Mała część język czeski nie było natomiast jakiegokolwiek wzmianki o języku śląskim, które dziś deklaruje prawie milion osób, a może i więcej.

W latach 30-stych XIX wieku, w całych prawie Ziemiach Odzyskanych mówiono już tylko po niemiecku lecz również na terenie Wielkopolski były ogromne były wpływy języka niemieckiego – ponad połowa mieszkańców Poznania mówiła nim, a Gdańska praktycznie wszyscy, tak samo jak o ogromna większość Pomorza Gdańskiego jak i Wielkopolski.

Również gigantyczna ilość na terenie Katowic czy Gliwic czy w całej Aglomeracji Górnośląskiej również dominującym językiem był niemiecki. Choć w rejonie Katowic polski przewyższał tylko w niewielkim stopniu (55-60%) było go również dużo na Mazurach (germanizacja językowa imigrantów z Mazowsza), aczkolwiek podobnie jak w przypadku Pomezanii nie jest to rdzennie polski rejon. Język naszego kraju przenikał w tym wielowiekowym procesie zaś na teren Rusi – między innymi na Chełm, jak i Zamość czy Sanok potem przez Polskę anektowane – czy też przez Ukraińców z Lwowa czy Białorusinów z Grodna i Białegostoku jak i całego Podlasia, czy też Suwalszczyzny oraz Wilna. Na Mazowszu dużo gmin niemieckojęzycznych było na północy – spora część z nich była też protestancka ale większość była katolicka, lecz niemieckojęzyczna – między innymi Nowy Dwór Mazowiecki, Serock Pułtusk, okolice Płocka, a także okolice i gminy powiatu piaseczyńskiego były niemieckojęzyczne. W Świętokrzyskim Województwie występowała taki powiat na północy, w Krakowie czy Tarnowie też było sporo języka niemieckiego, a także w rejonie Stalowej Woli, Chełma czy okolic Torunia, Grudziądza i Bydgoszcza, a także w niektórych miejscach Województwa Łódzkiego.

Cmentarz niemieckich imigrantów w Serocku.

Nazwiska niemieckie były normą na zachodzie Polski, a na wschodzie również były dość masowe. Tak samo przyswajano również nazwiska niemieckie – ponadto nie skończyło się tylko na zapożyczeniach z takich języków jak niemiecki, grecki, łacina, francuski czy angielski, ale także do makaronizmów i wtrąceń, które psuły harmonię wokaliczną słowa. Powstały też system przedrostkowy, którego oryginalnie nie było – ze słów tak jak „post” powstał przedrostek „po” słowo „pre” zmieniło się w „przed”. Słowa te były niezgodne z gramatyką zarówno polską jak i łacińską ponieważ mówiono je tak jakie usłyszano zdania łacińskie. Słowa uległy pomieszaniu i w ten sposób popsuła się harmonia wokaliczna czyli ograniczenie występowania samogłosek z powodu występowania innych samogłosek czy też słowa będący ciałem obcym w naszym językowu, także jeśli chodzi o nowe zgłoski czy głoski (ż wzięte z francuskiego, czy sz zamiast si, rz i cz zamiast ci, oraz f i x) w taki właśnie sposób język polski uległ bardzo dużym wpływom zachodnim. Obecnie łatwo wydestylować zapożyczenia z grupy słów języku polskim i zrekonstruować jak wygląda harmonia wokaliczna w języku polskim, gdyby oddestylować z niej makaronizmy, a także wtrącenia tak jak rondel, kufel, garaż, stelaż, korporacja, destylacja i tak dalej. Ponadto łączenie słów przedrostka i słowa głównego sylabą „o” również było wzięte z łaciny. W języku polskim (język A), zaczęto używać makarnizmów ze słowami z języka B i jednocześnie używać do nich metod gramatycznych z języka C czy D. Do niektórych słów zagranicznych dodano też dziwną końcówkę „stwo” (plugastwo od plug, państwo od pan) które zaczęło być nadużywane w różnych słowach, także polskich… Nastąpiły słowa wyglądające niczym generator losowych sylab, niemal tak samo dziwne jak w językach takich jak Holenderski czy Niemiecki.

Ponadto słowa polskie tłumaczone na łacinę, a następnie po wiekach na polskie (chociażby nazwy miast) zostały przetłumaczone błędnie. W ten sposób PoLSka miała germańskie LS w nazwie kraju (Poleska było by bardziej garamtyczne), a takie miasta jak WaRSZawa, czy ByDGoszcz to tylko czubek góry lodowej – nie mówimy tutaj o miastach typu OLSZTyn które mają oczywiste germańskie korzenie i genezę, ale miasta, które po prostu przetłumaczono na łacinę a potem źle przetłumaczono z powrotem na język polski. ŚLąsk czy ŚlLęŻa również są są słowami bardzo mocno zgermanizowanymi. Po 1945 roku zmuszono ludność niemieckojęzyczną do przyswojenia języka polskiego.

W latach 50-tych, wiele osób na Ziemiach Odzyskanych, a także Wielkopolsce czy Pomorzu Pomorzu Gdańskim mówiła najlepiej po niemiecku, łamanym polskim Z wtrąceniami niemieckimi dużo było niemieckich nazwisk typu Helga. Zdarzało się że nauczycielka polskiego mówiła lepiej po niemiecku niż po polsku. Mowa ta zaniknęła w latach 60-tych i 70-tych – kilkanaście milionów doitsche sprechen. Ludność w latach 50 tych używała dwóch interesujących określeń – anglendoitsche czyli był to potomek imigrantów niemieckich, a folksdoitsche – czyli po prostą osoba niemieckojęzyczna, która nie musiała mieć absolutnie nic wspólnego z prawdziwymi Niemcami. W latach 80-tych ponad milion niemieckojęzycznych osób przeszło na język Polski, a w latach 90 publicznie ujawniono kwestię i ludności niemieckojęzycznej, jednak dalej jest ona kontrowersyjna, Obecnie tylko 150 000 osób mówi po języku niemieckim w Polsce jako języku dziedzicznym (w sprawie języka wyuczonego, zajmujemy natomiast w Europie szczytowe miejsce w doitsche spreachen, gdyż uczymy się go już w podstawówce).

Język Niemiecki 2002

Choć są to w dużej mierze Polacy niemieckojęzyczni, potomków niemieckich imigrantów nie ma tam specjalnie dużo chyba, chyba że mówimy o okolicach Głogowa i Legnicy, W Gdańsku czy na Warmii, a także w Opolu jest całkiem sporo osób niemieckojęzycznych lecz tylko w okolicach Gliwic czy Legnicy jest wśród nich całkiem spory odsetek osób które rzeczywiście przybyły z Niemiec, a nie niemieckojęzyczni Polacy, Łużyczanie i Prusowie.

Język niemiecki przed wojną był językiem międzynarodowym – używali go między nimi również Połabianie, Prusowie, całkiem sporo ludności na Ukrainie, masa ludności Czech na północy i zachodzie kraju bardzo dużo osób na Węgrzech, Mołdawi i Rumunii, a także w jednym z mieszkań Rosji na północny zachód od Kazachstanu gdzie Niemcy wyemigrowali w pewnym momencie. Bardzo mało osób niemieckojęzycznych było za to w Białorusi w krajach bałtyckich, Słowacji czy południu Europy, tak jak na przykład w Chorwacji czy Serbii albo Bułgarii.

Zasięg języka Niemieckiego w 1937.

Repolonizacja uratowała język polski przed wymarciem jednocześnie część osób polskojęzycznych krytycznych wcielonych do Związku Radzieckiego musiała z powrotem przyswoić język Białoruski, Litewski, lub Ukraiński obecnie w Polsce mówi się praktycznie tylko po polsku lecz to jest tu rozróżnienie na właściwie 4 dialekty – osoby mówiące po polsku od zawsze, lub osoby które przyswoił ten język ponownie po jego utracie, oraz – polskojęzyczni Rusini na wschodzie, Polskojęzyczni Prusowie i Jaćwigowie oraz potomkowie niemieckich i skandynawskich imigrantów który też przyswoi język Polski oraz niewielka ilość polskojęzycznych Czechów i Łużyczan oraz inni drobni imigranci (w tym podejrzanie imigranci z Finlandii w prudniku jest ich niewiele i nie wiadomo skąd się właściwie tam wzięli). Mimo rekonstrukcji języka polskiego na zachodzie kraju tak naprawdę zachowało się całkiem sporo język na niemieckojęzycznych nazwisk i dalej język polski wypełniony jest różnego rodzaju zapożyczeniami, które łamią gramatykę polskiego języka a według przestarzałych strukturalistycznych teorii językowych (model z XIX wieku, wyjątki-wtrącenia nie za rzeczą, która wyklucza dane słowo jako element świadczący co tak naprawdę klasyfikuje jaki jest język z danej grupy i tym samym można błędnie uznać do jakiej grupy zaliczyć należy języki Słowiańskie patrząc na masę wtrąceń, które tak naprawdę niszczą zasady gramatyczne takie coś utrudnia mówienie o języku polskim sprawia, że nawet Polacy mówiąc językiem od pokoleń mają trudności z mówieniem. Czasem zacinają się mając problem choćby z używaniem śliny w języku w środku skomplikowanych słów, które są po prostu nie gramatyczne.

Uświadomienie jak wyglądały słowa przed ich destrukturalizacją tak naprawdę będzie dosyć łatwe – ludność pewnie będzie bardzo chciała ponownie mówić wygodnie i tym samym takie słowa można łatwo odrodzić i oczyścić się język polski. Można zrobić też inną opcję – zdać sobie sprawę, że są to tylko wtrącenia i nie klasyfikują języków słowiańskich do tej samej grupy co języki germańskie czy celtyckie, to samo dotyczy zresztą języków bałtyckich ponieważ mają bardzo wiele elementów wspólnych z grupami ałtajski. Co prawda kilka tych elementów posiada też język włoski czy łacina natomiast trzeba dodać, że były to języki, w których był pozaeuropejski substrat do języka w postaci imigrantów ze Wschodu, więc języki pomieszały się także w 2 stronę jeśli chodzi o niektóre elementy.