Dlaczego bomba atomowa NIGDY nie zniszczy Warszawy? Fakty, które ośmieszą Rosję oraz zawiodą fanów Fallouta

Nie będzie nigdy atomowej zagłady, ani nigdy nie zostaną zbudowani „zabójcy miast”. Nie będzie kilometrów zburzonych budynków. Po prostu nie będzie, chyba że będą przez długi czas trwały tam regularne walki i będą stałe naloty dywanowe przez wiele tygodni. I to tylko pod warunkiem, że większość będzie miała do 5 pięter i będą z cegły, a nie z betonu oraz uderzenia będą zawsze bezpośrednie. Oczywiście w takim tempie szybko skończy się amunicja i na kolejne miasta już nie starczy. Wysadzenie bomby atomowej w Warszawie, w roku 1944 przed Powstaniem, na pewno zawiodło by Hitlera. Dzisiaj też nie mamy się czego obawiać. Czemu powody są proste i opierają się na podstawowych prawach fizyki. Obalają tezy, które są oparte głównie na propagandzie Sowieckiej, oraz dziełach kultury typu Fallout.

Teza tworzona przez lata Zimnej Wojny, oraz podsycana przez Fallouta, Metro oraz Stalker: Cień Czarnobyla sprawdzała się jako obiekt fabularny dla powieści grozy i akcji, ale nie za bardzo ma zastosowanie w rzeczywistości. Nie będzie powtórki, ani z Hiroshimy 1945, ani z Warszawy 1944. Powodów jest wiele.

Powód 1 – ogólna teoria względności

Little Boy w porównaniu do Hiroshimy, na tle wieżowców i kamienic Centralparku 1:1 wygląda po prostu śmiesznie

Zdajmy sobie najpierw sprawę z tego, że to nie grzyb atomowy w Hiroshimie był taki duży, a to domy w mieście były takie małe, do tego duża ilość skrzyżowań robiła błędną iluzję, że jest ich więcej. Większość z nich miała jedno, góra dwa piętra wysokości, do tego gdy nie było miejsca, budynki budowano pod kątek 90 stopni do budynków sąsiednich, więc z lotu ptaka wydaje nam się że jest większa ilość budynków – i tak jest, bowiem budynki te były po prostu małe. Nie ma to jednak pozytywnego wpływu na ogólną ich masę i powierzchnię.

Jedna z głównych wysp Hiroshimy – zdjęcie wydaje się być zrobione w złej skali, ale jest prawdziwe. Porównanie budynków do średniej wysokości drzew, daje dobre rozeznanie do tego ile materiału tak naprawdę zniszczono – czyli znacznie mniej niż może się wydawać. Obszar, który wygląda na ogromny, znacznie maleje po dodaniu punktów odniesienia.

Tak więc Hiroshima przypominała trochę wschodnioeuropejskie ogródki działkowe. Jednopiętrowe budynki, zrobione z drewna, które były niewielkich rozmiarów. Oprócz tego trzeba też uwzględnić, że miasta jako takie były kiedyś mniejsze niż dzisiaj.

Obszar zniszczeń w Hiroszimie z 1945 na tle dzisiejszej Hiroshimy, nie imponuje już tak bardzo, aby nie powiedzieć że nie imponuje w ogóle.

Jednak zabudowa była bardzo gęsta, więc najpewniej nawet ich rozmiar nie wystarczył by do takiego efektu jaki zastano po uderzeniu. Bowiem de facto to nie bomba atomowa zniszczyła zabudowę Hiroshimy, lecz to zabudowa była źródłem zniszczenia dla samej siebie. Jak?

Powód 2 – to nie bomba atomowa zniszczyła Hiroshimę.

Przede wszystkim należy uwzględnić fakt, że zniszczenia dokonane w Hiroshimie (jak i Nagasaki) nie był efektem fali uderzeniowej, lecz reakcji łańcuchowej. Miasto, które było zbudowane niemal w całości z drewna uległa po prostu pożarowi. Tak samo było z resztą, z niektórymi częściami Tokyo, które zostały zaatakowane największym w historii bombardowaniem. W skutek tego zginęło jednak tylko kilka procent populacji miasta (tak samo jak w Osace i Nagoji), a Aliantom bomby się po prostu skończyły, a przetargi na nowe zajęły by (jak to zawsze bywa) zapewne z 10 lat, a siłą nic by nie przyspieszyli.

Płonąca przybrzeżna dzielnic Tokyo – największe bombardowanie w historii, które jednak Japończyków w ogóle nie ruszyło.

Jedyny obszar, gdzie Alianci wygrali była Okinawa, (położona 1 000 km od właściwej Japonii), gdzie jednak straty w sprzęcie były miażdżące. Niewielka wyspa była tylko przedsmakiem, a kosztem pyrrusowgo zachowania swoich posiadłości w Azji- Oceanii (o czym UK, Francja czy Holandia mogły już tylko pomarzyć) – Hawajów, było stracenie przez USA około 500 000 żołnierzy co osłabiło nieporównywalnie ich potencjał, tym bardziej że wojsko USA nie było, aż tak liczne jak w późniejszych dekadach. Amerykanie mogli sobie pozwolić tylko na ataki na miasta najbliżej Okinawy, a takim była Hiroshima, bardzo mocno wysunięta na południe i Nagasaki. Bomb już jednak nie było, jedyną opcją na jakiekolwiek bardziej udane ataki, było wykorzystanie broni jądrowej, aby rozpocząć reakcję łańcuchową pożarów. Hiroshima zamieszkiwana była przez kilkaset tysięcy osób, z czego aż 100 000 stanowili żołnierze (co w sumie było typowe wówczas dla Japonii). A de facto był to jeden z jedynych dostępnych celów.

Widok z lotu ptaka na wyspy w centrum Hiroszimy – wyglądająca na gigantyczną wioskę rybacką – przed bombardowaniem latem 1945 r. Proste domy z materiałów drewna/papieru ryżowego/słomy ryżowej odnawianych w regularnych odstępach czasu

Hiroshimę i Nagasaki nie zniszczyła energia bomby jądrowej, tylko energia syntezy węgla i tlenu pochodzącego z drewna i słomy ryżowej, budynków które uległy podpaleniu przez ciepło i ogień wybuchowej bomby. Nie użyto broni jądrowej, lecz chemicznej! Broń jądrowa była tylko katalizatorem całego procesu. Obecnie bardzo popularna jest teoria spiskowa, mówiąca o tym że wybuchy nuklearne nie istnieją, a wszystko to to tylko straszak stworzony przez Amerykanów przeciwko Japonii, a potem ZSRR. Nie należy się temu dziwić. W końcu kwestie dotyczące broni jądrowej są dość tajne i wsunie można powiedzieć, że pseudonaukowe. Bowiem nauka musi być ujawniana publicznie i w całości. Nie może zawierać elementów utajnionych. Dlatego też np. receptura Coca-Coli czy produkcja znaków wodnych na banknotów nie jest uznawana za naukę, a bardziej za zaawansowaną i powszechną, magiczną sztuczkę (pers. magus – ukryty). Z bronią jądrową jest tak, że niby jest ujawniane jak to działa, jednak na tylu dużo rzeczy jest tajnych, że powstaje wiele domysłów. Do tego lata propagandy utrudniły analizę. Zwrócono na to uwagę między innymi na blogu Proroctwa.com, gdzie dziwiono się rażącą wręcz nieskutecznością bomby w Hiroshimie przeciw budynkom nie-drewnianym. Wniosek był taki, że broń nuklearna to wymysł – czy to prawda? I tak i nie. O tym pod koniec.

Zasięg pożarów po wybuchu bomby w Hiroshimie i Nagasaki. Warto zauważyć, że bardzo nierówne są kształty. Nie przypominają okręgu. Do tego w Nagasaki promień zniszczeń jest nieporównywalnie mniejszy mimo, iż bomba miała zbliżoną siłę, a w wielu miejscach są dziwne przerwy w zniszczeniach. Wynika to z tego, że wszystko to było zależne od paliwa jakim było drewno, oraz sposobów jaki się roznosi. Do tego okolica miała nieco inną powierzchnię.

W bardzo bliskim zasięgu wybuchu znalazło się sporo budynków ceglanych. Piloci celowali w samo centrum miasta, gdzie znajdowały się jedyne konstrukcje zrobione z nie-drewna. Najlepszym przykładem tego jest bank, który choć został zniszczono w kilkudziesięciu procentach, nie zawalił się oraz budynki które znajdowały się kilkadziesiąt metrów od wybuchu, wytrzymały niczym bunkry. To budynki najbliższy od białej kropki na prawo. Gdy spojrzymy na następne zdjęcie zrozumiemy, co się stało potem.

Niewyraźne zdjęcie dobrze ukazuje, że budynki nie-drewniane się po prostu wybuchu nie imały. Budynki wzdłóż głównej ulicy dzielnie zniosły falę uderzeniową. Czy to nie dziwne, że przetrwały budynki najbliżej wybuchu? Nie dziwne, kiedy zwrócimy uwagę z jakiego był materiału. Do tego ochroniły one budynki, które były dalej na wschód, ale o tym potem.

O
Budynki najbliżej wybuchu.
Ocalałe konstrukcje w centrum miasta, oraz nieliczne pozostałe domy drewniane.
Pożar i jego zasięg. Widać też pociągi i Łodzie, które wydają się ignorować skutki wybuchu.
Ocalałe budynki. Miejsce, gdzie zatrzymał się pożar.
Kolejne miejsce blisko strefy zero, które wydaje się znosić wybuch i pożar niewzruszenie. To największy w Nagasaki kompleks zbudowany z innego materiału niż drewno.

Powód 3 – broń człowieka nadal nie dorównuje „broniom” natury.

Abstrahując do Japonii, kraj ten niewzruszenie odpowiadał na zarówno bombardowanie Hiroshimy jak i Nagasaki. Wszelkie głosowania na temat ewentualnego zakończenia walk zawsze były jednogłośne odrzucane przez Izbę Reprezentantów i Izbę Radnych. De facto jedynie Cesarz miał inne zdanie. Dla Japończyków wybuch bomby atomowej nie był imponujący biorąc pod uwagę to że Japonia przeżyła już gorsze – rzeczy i kataklizmy, trzęsienia ziemi, tsunami, tajfuny i wybuchy wulkanów, które co najmniej dorównywały temu co robiła bomba nuklearna.

Nagasaki po bombie nuklearnej i po trzęsieniu ziemi – te same miejsce.

Można nawet uznać, że robią one znacznie większe zniszczenia, biorąc pod uwagę, że są w stanie rzucać wielotonowymi kontenerami.

Powód 4 – pogromca bomb nuklearnych – III zasada dynamiki Newtona

Schemat odległościowy zaczynający się od 30 psi, lecz nie uwzględniający tego że samo zniszczenie budynku już go zmniejsza.

Tym co jest powszechnie stosowane przez niemal wszystkie media, zarówno Internet jak i telewizję to kwestia zasięgu fali uderzeniowej nie uwzględniająca w ogóle trzeciej zasady termodynamiki Newtona czyli Nietzh’owe „Gdy patrzysz w ciemność, ciemność patrzy również w ciebie” czyli po prostu „Akcja Reakcja”. Mało bowiem osób zdaje sobie sprawę z tego, że kiedy fala uderzeniowa uderza w budynek, to budynek uderza również w falę uderzeniową z taką samą siłą lecz w odwrotnym kierunku, który neguje część jej mocy. Co to oznacza? Walczą ze sobą dwie siły – siła spójności pomiędzy siecią atomową cegły czy betonu, a falą energii kinetyczno-sonicznej. Jeśli siła fali wygra, to budynek się zawala (także na skutek grawitacji), jednak fala zużywa do tego część samej siebie!

Wszelkie dane na temat zasięgu bomb atomowych zbierana patrząc jak bomba roznosi się na terenie niemal w ogóle nie zabudowanym, na pustyni albo tundrze. Miało to sens, bowiem ZSRR liczył na unieszkodliwienie pustynnych baz USA, a one same chciały zlikwidować bazy wojskowe Sowietów na Syberii. Na takich przestrzeniach fala mogła spokojnie rozchodzić się na kilometry. Oczywiście tym dalej tym by była słabsza, co wynika ze skutków niesienia jaj przez 1 zasadę dynamiki Newtona. Wszelkie symulacje spadnięcia bomby na Warszawę, Londyn, Nowy Jork, Poznań czy Białystok uwzględniają rozchodzenie się fali w taki sam sposób w jaki rozchodziła się na pustym terenie. Jest to oczywiście śmieszne i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Co prawda podczas testów broni jądrowej, ustawiano w jakichś odległościach domy i budynki testowe, ale przestrzenie pomiędzy nimi były bardzo duże. Nijak nie można tego porównywać do sytuacji, w której będziemy mieli do czynienia z kilometrami mniej lub zwartej zabudowy w dużym, co najmniej ceglanym mieście (podpaleń drewna oczywiście nie liczę). Tsar Bomba była nazywana „zabójcą miast” bo zasięg miał liczyć tyle kilometrów ile ma Londyn. Problem w tym, że Londyn to nie pustynia, tylko kilkadziesiąt km zwartej zabudowy z cegieł, szczególnie w centrum.

Spójrzmy chociażby na krater po Tscar Bombie koło piaszczystej ulicy. Skoro bomba ma mieć niezależnie od ilości przeszkód na dodrze ZAWSZE zasięg kuli fali uderzeniowej równej kilkadziesiąt kilometrów, to dlaczego krater nie ma tylu kilometrów? Fala najpotężniejszej bomba w historii o mocy 50 megaton, dała radę przebić raptem kilkanaście/kilkadziesiąt metrów gleby. Dalej jej siła została wyzerowana.

Co więc gdyby zrzucić bombę atomową np. w środek średniowiecznego zamku, albo carskiej fortecy? Albo chociaż grodu piastowskiego z grubym na 40 metrów murem ze scalonych kamieni, sklejonych i zasypanych ziemią? Czy wybuch wyszedł by na zewnątrz? Co więc w przypadku zabudowy, która sama w sobie jest barierą?

Co jeśli znajdzie przeszkody w poziomie? Pewne badania próbowali robić Amerykanie. Jeden z nich powiedział kiedyś, że Little Bot nie zniszczył by Waszyngtonu – „To Hollywood zniszczyło Waszyngton”. Krótko mówiąc – realia filmów, a realia realu nie zgadzają się w tym przypadku. W 2012 Wshington Post zrobiono symulację, która miała przewidzieć możliwość zdetonowania broni jądrowej przez terrorystów w centrum Waszyngtonu. Zniszczeniu miał ulec rejon tylko około 700 metrów od centrum wybuchu, dalej miały być już tylko rozbite szyby. To kilkakrotnie mniej niż w przypadku Hiroshimy, gdzie spadła taka sama bomba.

Co więc z bombami megatonowymi? Takimi, których fala w próżni ma po dziesięć kilometrów? 15 megaton Castle Bravo ma falę około 3 razy większą niż Little Boy (choć używa znacznie większej siły, bowiem fala rozchodzi się w 3 wymiarach, więc przelicznik jest bardzo niekorzystny dla atakującego, przez np. zużywanie energii w górę czy też faktu, iż tym dalej tym energia zużywa się szybciej na zasadzie podobnej do maszyn prostych). Więc 1500 m wystarczy do stłumienia wybuchu.

Co w przypadku najgorszego scenariusz czyli wybuchu Tsar Bomby? Ta bomba nie istnieje i nie dało się jej użyć inaczej niż stacjonarnie (czyli transportując 7 ton uranu), ale spróbujmy dmuchnąć na zimne. W tym przypadku jest ona około 5 razy silniejsza od Castle Bravo, ale jej zasięg jest tylko 5 razy większy od Tsar Bomby, gdyż do zwiększenia zasięgu o taki sam promień trzeba dużo więcej energii niż wynosi mnożnik samej siły, bowiem promień ma 1 wymiar, a wybuch – 3 wymiary. Tutaj wybuch ustał by według tej wersji po ponad 2000 metrach. Tyle z owego „zabójcy miast”. ZSRR chwalił się, że może zwiększyć moc do nawet 150 megaton (co zabiło by też ich ludzi), co w praktyce dało by zniszczenia w przypadku Waszyngtonu zapewne w jakichś 3000 metrach promienia, czyli 6000 m średnicy. A średnica Warszawy ma 40 000 m. Taka bomba to jednak już jednak tylko fantazje radzieckich naukowców.

Zasięg wybuchu w Waszyngtonie Little Boya (pomarańczowy), Castle Bravo (Czerwony), oraz Tsar Bomb (fioletowy) na mapie Hiroshimy i zasięgu zniszczeń z Littel Boya w Hiroshimie (ostatnia, czarna kreska).

To zasięg w przypadku Waszyngtonu to wielokrotnie mniej niż w przypadku zasięgu tych samych bomb, nadal jednak dane których użył Washigton Post nie uwzględniały 3 zasady termodynamiki, a nawet większa wytrzymałość surowców nie została w pełni uwzględniona. To tylko nieco bardziej go złagodziła. Przecież budynki w zasięgu kilkudziesięciu metrów w Hiroshimie nie dały się zburzyć, więc bomba taka musiała by być jeszcze bliżej (tak jak konwencjonalne rakiety i bomby). Symulacja to uwzględnia tylko i wyłącznie nowy materiał, albo po prostu (co jest bardziej prawdopodobne) fakt, że w nie było by reakcji łańcuchowej pożarów tak jak w Hiroshimie czy Nagasaki.

Tutaj z kolei możemy się posiłkować badaniami wysadzania bomby atomowej pod ziemią.

Project Cannikin polegał na detonacji bomby o aż 5 megatonach (połowa Castle Bravo). Wywołało to trzęsienie ziemi, ale nie dało w ogóle rady się przebić przez warstwę ziemi. Dziura, którą zostawiła w ziemi miała promień około dziesięciu promieni samej głowicy, czyli max. kilkanaście metrów.

To samo dotyczy eksplozji pod wodą w odległości 500 stóp od powierzchni, która dała radę wzbić część wody, nad powierzchnię ale nie na odległość taką, jaką mogła by osiągnąć fala w powietrzu, właściwie to nieporównywalnie mniejszą.

Na sam koniec dodam jeszcze jeden element, czyli wydarzenie z Chin. Wybuch w Chinach, gdzie wybuchł cały magazyn niebezpiecznych substancji. Wybuch był silniejszy niż Project Trinity – wybuch bomby atomowej o mocy dwóch littleboyów. Wybuch załamuje się na poziomie pierwszych przecznic i budynków do trzech pięter (z parterem włącznie).

Do tego swoistą zaporą są drzewa, bowiem jako ciało sprężyste (na dodatek włókniste), bierze całą energię nuklearną chwilowe odkształcanie, nie łamiąc się przy tym!

Co więc gdyby był rok 1939 i Hitler chciał by zrzucić na Warszawę Tsar Bombę, gdyby wtedy istniała, miał by ją i mógł ją zrzucić swobodnie? Biorąc pod uwagę, że kamienice miały do 10 pięter, oraz były bardzo gęste, robiąc swoisty mur, a bomba spadła by w Ogrodzie Saskim, które zamiast ogrodu był by kamienicami, sprawa cała sprawa wyglądała by mniej więcej tak.

Kamienice w najbliższe okolicy zawaliły by się, gdyż bomba ta była by znacznie silniejsza niż w przypadku Little Boya. Dalej siła była by zużywana, ale przechodziła by jakoś daje, ostatecznie załamała by się i tylko te fale, które nie miały przeszkód by zniszczył budynki dalej. Była by MASA dymu, ale niewiele ognia bo do zniszczenia pierwszych kilkudziesięciu kamienic zużyto by całą siłę. Ponad kilkaset kamienic w rejonie Placu Bankowego, Marszałkowskiej i Muranowa uległo by zniszczeniu do gruzów, ale dzięki temu ocalało by cała reszta – czyli kilkaset tysięcy kamienic na Śródmieściu, Ochocie i Woli. Pierwsze kamienice ocaliły by całą resztę, a co za tym idzie – także ludzi mieszkających w dalszych rejonach i sprzęt.

Jednak jak wiadomo Hitler nie potrzebował bomby atomowej, by dokonać w Warszawie rzeczy takich, a nawet znacznie gorszych. Wystarczył naloty dywanowe, miesiące walk i obozy zagłady. Zamiast jednak ufać symulacjom Google Maps, lepiej jest zrozumieć, że każda przeszkoda na drodze fali ją zużywa. I jeśli zniszczy się budynek pierwszy i drugi, to przy trzecim już może nie być siły. Nie da się jednocześnie zjeść cukierka i go mieć.

Powód 5 – żelbetonowa kurtyna

Marymont-Ruda na Bielanach, cześć dzielnicy Marymont Ruda- stanowi jedną z Warszawskim fortec nie do zdobycia.

Cegła to konstrukcja to nie jedyna kosntrukcja nie-palna i wytrzymalsza od drewna. Z czasem zaczęto bowiem korzystać z jeszcze innego, jeszcze wytrzymalszego materiału – betonu, potem mieszanego z żelazem, tak aby powstał zbrojbeton/żelbeton/zelbeton. Od lat 50 tych budownictwo wielkopłytowe stało się stylem narodowym Europy Wschodniej i Azji, a najszybszy jej rozwój przypadł na lata 70-te. Wielkie kompleksy przypominające fortece, od kilku do kilkudziesięciu pięter, wielka długość (do kilkuset metrów), okna idealne dla snajperów, niemal niezniszczalne struktury, zbudowane często w kole niczym mór, albo z dodatkowymi wieżowcami ponad owy „mur” przypominały wieże, do tego z licznymi schronami ukrytymi w środku. Czy była to tylko technika dla „housingu”? Cóż, to wersja oficjalna – a prawdy można po latach domyśleć się samemu.

Osiedle „Za Żelazną Bramą”. Czy nazwa nawiązująca do starej bramy w Ogrodzie Saskim była tylko krypotnimem?

Europa Wschodnia zaczynała przypominać średniowiecze, po raz pierwszy od dawna zainwestowano na taką skalę w defensywę. Pod tym względem Układ Warszawski miał nad NATO gigantyczną przewagę. Był to moment, kiedy technika budowlana przewyższyła znacznie technikę wojskową. Po raz pierwszy od czasów średniowiecza, ludzi więcej zainwestowali w obronę niż atak (choć w atak nadal inwestowano więcej niż Zachód). Technika budowlana przewyższyła militarną. Osiedla budowano w relatywnie bliskiej obecności ważnych wojskowych rejonów np. Tarchomin i Legionowo blisko Modlina i Zegrza. Targółwek i Gocław blisko Rembertowa. Ochotę i Mokotów blisko Okęcia, Jelonki blisko Bemowa itd.

Zelbetonowe osiedla z wielkiej płyty przebija nawet Manahttan i co minimum remisują z Honkgkongiem. Tutaj nic nie pomoże – nawet wszystkie głowice Rosji.

Sporo mówiło się na ten temat, propos bloków wielkiej płyty. Mówiono bowiem często, że nawet w przypadku bomby atomowej by przetrwały. Podobne symulacje okazały się pozytywne w przypadku spadnięcia głowicy jądrowej w centrum Warszawy, gdzie osiedle Za Żelazną Bramą miało pozostać nienaruszone. Rosjanie na tyle znali się na technice jądrowej, że jak byli w stanie zrobić najsilniejszą w historii głowicę, to tym bardziej byli w stanie zrobić coś co ten wybuch zatrzyma. Podczas testów, gdy jakiś betonowy budynek ulegał uszkodzeniu przy uderzeniu z bliska bronią jądrową, wówczas wprowadzano dodatkowe wzmocnienia, aż do momentu gdy stawał się niemal niezniszczalny. Taki standardy wprowadzano w fabrykach prefabrykatów w całym bloku komunistycznym. A to jeszcze nie koniec – bowiem większość tych bloków została potem wzmocniona ceglanymi warstwami! Nowe budynki dzisiaj mają i zelbeton i cegłę, ale są za to często większe w poziomie, więc hamują falę w inny sposób. W ostatnim czasie rosyjski politolog i spec do spraw bezpieczeństwa Paweł Luzin, odtajnił kilka ciekawych faktów, jako odpowiedź na

Jeśli to będzie atak na miasto, to teoretycznie tak, ale tak naprawdę tego nie wiemy. Hiroszima i Nagasaki były miastami z drewnianą zabudową. Dzisiaj świat mieszka w miastach betonowych i nikt nie wie, jak zadziała bomba atomowa w miejscu zalanym milionami ton betonu. […] Jeszcze kiedy były próby na poligonach w ZSRR, to badano skutki dla konstrukcji betonowych. Budowano betonowe konstrukcje imitujące fabrykę, bloki mieszkalne. Po wybuchu badano skalę zniszczeń. Jeśli były duże, to wychodzono z założenia, że należy wzmocnić konstrukcje [bloków w Europie Wschodniej] z betonu, dodać więcej zbrojenia. Więc nie należy się spodziewać, że taka bomba zniszczy miasto. […] Ostatnie próby atomowe na poligonie na świeżym powietrzu zostały przeprowadzone w 1963 roku. Potem zakazały ich umowy międzynarodowe. Za to od 1963 roku do końca lat 80. prowadzono próby podziemne. Znasz wtedy gęstość gruntu, jego właściwości. Bomba wybucha, a potem ludzie schodzą na dół, badają skutki. Na podstawie zebranych danych modelują, jakie będą skutki na przykład dla dużego miasta. Ale to są modele, a jakie zniszczenia mogłaby wywołać bomba atomowa o takiej lub innej mocy zrzucona na współczesne miasto, nikt nie wie. Łatwiej zakładać, jakie będą skutki psychologiczne – panika, demoralizacja. […] Najgorsze na pewno będą skutki psychologiczne.

Brudno na Targówku. Większość blokowisk zrobiono jaki labirynt wysokich budynków, wiele było zrobionych na planie koła, w które układały się budynki. Wszystko przemyślano taktycznie.

Najlepszym przykładem jest obrona Kijowa. Budynki bez problemu znosiły nawet bezpośrednie udeżenia rakietami, które przecież z bliska przebijały się dalej niż fale uderzeń jądrowych, gdyż epicentrum uderza tuż koło celu i jest sprzężone. Większość jest tylko osmolona z wybitymi szybami. Kilak bloków udało się zniszczyć w poprzez zawalenie jednej klatki, ale tylko jeśli chodzi o budynki wysokości około 7 pięter. Mówimy tutaj o kilku z kilkuset zaatakowanych budynkach, które przecież był bombardowane setkami, bądź tysiącami rakiet – niemal wszystkim co miała Rosja prócz wyrzutni Topol.

Powód 6 – rakieta z bombą musi najpierw trafić

Nie wystarczy mieć głowice i rakiety do ich wystrzeliwania – trzeba jeszcze trafić w cel. Samoloty mają najgorszej bo muszą dolecieć i nie dać się strącić, więc ZSRR i Rosja powierzyła swoje głowice głównie rakietom Topol, czyli Wojewoda (potem Sarmata), z których część jest wystrzeliwana na ruchomych wyrzutniach. Problem jest w tym, że rakiety te są tak duże, że łatwiej je strącić. Nieco lepiej jest z Iskanderami, ale również za mocno rzucają się w oczy i radary. Manewrujące Iskandery są kolei na tyle cienkie, że nie pomieszczą głowic takich jak Toczka/Iskander czy tym bardziej Topol. A lecenie po trajektorii prostej, jednocześnie naraża ich na ostrzał pocisków krótkiego zasięgi typu Wieloprowadnicowa Wyrzutnia Rakiet. PRL inwestował w pociski przeciwlotnicze i rakiety. Łuna, Vołochov, Buk, Kub, Krug, Grad, Vega, Newa i więcej.

Sytuacja z tarczą Antyrakietową Izreala pokazała, że można strącić ponad sto i pół rakiet, przepuszczająca tylko kilkanaście – i to małych, zaś wojna na Ukrainie udowodniła że można strącać na inny sposób, nawet rakiety manewrujące. Taka tarcza jest w Rumunii, a i również już w Polsce w postaci wyrzutni Patriot i rośnie w siłę.. Przez lata pojawiła się wyrzutnia Langusta, rakiety Piorun czy Jevelin. Do tego tarcza ma być połączone z takimi systemami jak Plitwica czy Poprad (kwestie „nieistniejącej OPL” to tylko chwyt clicbaitowy prasy), oraz przyszły Narew. Oraz zakup niewyobrażalnej wręcz (500 wyrzutni 300 km zdziwiło by nawet Adolfa Hitlera) ilości rakiet Homar. A są też inne rakiety i inne sposoby na zastrzelenie pocisku. Dotyczy to nie tylko Polski, ale też innych państw związanych z taką defensywą. A ogólne przesłanie jest takie, że głowicę łatwo strącić. I nie wybuchnie, bo nie jest to bomba zapalna. Musi dojść w idealnym momencie do wsunięcia się rdzenia w rurę z tego samego materiału uranowego/plutonowego, na sygnał wystrzeliwującego. Jeśli coś pójdzie nie tak to koniec z wybuchem. Do tego rakiety Topol przeładowują się nomen omen ruski rok, a ich ilość jest mniejsza niż ilość głowic. Trudno też wystrzelić kilka na raz. Tak samo z Iskanderami, których już jednak nie ma bo zużyły się podczas Wojny na Ukrainie. A jeśli jednak jakaś trafi – wówczas odsyłam do poprzednich punktów.

Konsekwencje

Na świecie jest obecnie około 15 000 głowic, o średniej mocy 80 kiloton. To generalnie nie jest coś co mogło by zagrozić unicestwieniem jakiegokolwiek kraju z dużymi miastami, i nawet w czasach zimnej wojny, kiedy głowic było 8 razy więcej nie doprowadziło by to nigdy do takich efektów, jakie spodziewali by się ludzie.

Skoro nie w ilość to może w moc? Co jeśli nie tylko powtórzy się plany Tsar bomby, ale będzie się nadal zwiększać moc bomby jądrowej? Aż do kilkuset megaton? Niestety (albo na szczęście) to praktycznie niemożliwe. Nie tylko biorąc pod uwagę, fakt wagi, ale też biorąc pod uwagę fakt, że do kolejnych wersji używa się nowych radioaktywnych metali. Najpierw uran, a potem pluton. Jednak dalsze metale superciężkie (np. Neptun) są tak niestabilne, że trudno utrzymać długo ich nawet małe ilości, albo występują w śladowych ilościach, tak jakby natura sama zabezpieczyła się przed człowiekiem, zanim się pojawił.

Jednak człowiek nie potrzebuje jednak głowic jądrowych, aby dokonać strasznych zniszczeć. Hitler udowodnił to w Warszawie czy obozach zagłady. ZSRR udowodnił to w Dreźnie. Nieszczęść w Syrii, Jemenie nie można porównać do Hiroshimy i Nagasaki. Uderzające bezpośrednio bomby, wybuchające skondensowaną siłą przy budynku, często mają większą moc na metr sześcienny niż fala nuklearna po X metrach rozrzedzenia się, a takich jest więcej. Do tego dochodzą ofiary na skutek bullet hellu oraz skutki głodu. Po co komu bomba atomowa, skoro są skuteczniejsze sposoby na sianie zniszczenia jak np. naloty dywanowe? To przykra prawda, ale na szczęście wojna na Ukrainie pokazała, że technika budowlana znacznie wyprzedziła technikę zniszczenia.

Czy więc teorie spiskowe o tym, że broń jądrowa nie istnieje są prawdziwe? Cóż, istnieje wybuch jądrowy jako reakcja, więc należało by uznać że tak. Ale jeśli uznać, że według nich (i nie tylko ich ale także wielu innych ludzi), definicją broni jądrowej jest bomba, która ma niszczyć jednym ciosem fali uderzeniowej całe miasto i może doprowadzić do wymarcia wszystkich ludzi, to mają rację – „broń atomowa” nie istnieje. Czyli Putin nie ma nas czym straszyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s