13 powodów, dlaczego j. polski był bardziej spokrewniony z japońskim, niż z niemieckim czy francuskim.

Język polski, którego używamy na co dzień posiada ogromną liczbę domieszek romańsko-germańskich. Nie tylko w postaci słów, których używany, ale także głosek czy zasad gramatycznych. Istnienie takich głosek czy zasad gramatycznych, budzi błędne przekonania o przeszłości naszego języka. Bowiem zapożyczyć można praktycznie wszystko. Skoro zdarzały się przypadki, że dany naród stopniowo tracił dany język zamieniając go na np. język sąsiada to jak najbardziej mogły by być etapy pośrednie. My jesteśmy obecnie w momencie, w którym mimo tego że oczyściliśmy go częściowo – nadal widać pewne zmiany. Są one większe niż w np. Ukraińskim, co nie znaczy że w tamtym języku też nie ma poważnych zmian. Poniżej przedstawię kilka wyjątkowo kontrowersyjnych faktów o języku polskim.

  1. Nie było odmiany przez rodzaj
Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie image-7.png

Swojego czasu sporo się mówiło o aferach związanych z tym, że nazwy niektórych zawodów nie są odmieniane przez rodzaj żeński, co spowodowało że feministki domagały się zmiany, uważając że zostało to wymyślone umyślnie, aby stworzyć stereotyp, że kobieta nie może pracować w niektórych zawodach. Najciekawsze jest jednak to że – kiedyś w języku polskim (i co za tym idzie – najpewniej we wszystkich językach słowiańskich) – nie było odmiany przez rodzaj! Przyrostek żeński „-a” wywodzi się z łacińskiego przyrostka oznaczającego to samo. I tak np. „Amicus” to przyjaciel, a przyjaciółka – „Amica”. Albo słowo „Animus” i „Anima”, czy też idąc dalej „Julius” i „Julia”. Setki lat nauczania w kościele po łacinie i nauki uniwersyteckiej po łacinie nie pozostały bez (nomen omen) konsekwencji. Szczególnie miało to znaczenie w przypadku imion żeńskich i męskich. Co ciekawe – Rosyjskie Sasha może być imieniem i męskim i żeńskim! Tak jak np. japońskie imię Hikari, ale nie np. imiona łacińskie czy angielskie. Odmiana przez rodzaj w przypadku imion była wiadoma, ale jak ustalić to jakim rodzajem określić słowa takie jak np. woda czy trawa? Bardzo proste – zrobić to co jest typowe dla ludu szamanistycznego – oprzeć się na powszechnie przyjętej personifikacji. Większość z licznych bóstw wodnych w Polsce była bóstwami żeńskimi – woda kojarzyła się z damskimi włosami (tak wiec w mitach często występowały kobiety – bo odnosiły się one do przyrody). Takich utożsamień nie było np. w Grecji bo Greczki miały inny kształt włosów. Tak więc niemieckie „wasser” gdy zostało spolszczone na „woda” zyskało łacińską odmianę żeńską. Trawa stała się formą żeńską bo jak tu nie porównać włosów kobiety do trawy?

2. Nie było odmiany przez liczbę

Język polski nie posiadał pierwotnie również odmiany przez liczbę! Takie wnioski nasuwają się między innymi na skutek języka starocerkiewnego. Zachowały się w nim między innymi takie słowa, w których występują jery czyli, krótkie samogłoski które mogą mieć dwie formy – tylną i przednią. Jedna z nich zmienia koniec zdania po miękkiej spółgłosce na coś co przypomina węgierskie „y” na końcu zdania. Potem ta sama głoska zaczęła być używana w językach słowiańskich jako końcówka mogąca być użyta dla zaznaczenia liczby mnogiej. Skąd się to wzięło? Na pewno nie z łacińskiego „es”, oraz angielskiego „s”. Najbardziej prawdopodobne jest to że pochodzi od niemieckiego „e” (germanizacja językowa była tak samo obecna jak latynizacja) używanego do określenia liczny mnogiej i np. drzewo to „Baum”, a drzewa to „Baume”. Najpewniej to właśnie niemieckie „e” zostało zamienione na bardzo podobnie brzmiące „y” w tworzeniu odmiany przez liczbę. Potem doszła jeszcze synteza z też zapożyczoną odmianą przez rodzaj i powstały kolejne, nowe przyrostki. Najpewniej próbowano użyć takich sufiksów do przekazania większej ilości informacji.

4. Głoski sz, cz, rz wzięliśmy z Niemieckiego



W języku polskim nie było kiedyś głosek takich jak sz, cz i rz. Zarówno cz jak i sz to zapożyczenia z niemieckiego. Dawniej każde, rdzennie polskie słowo zamiast „sz” posiadało coś stylu „si”, a zamiast „cz” coś w rodzaju „ci”. Słowa będące zapożyczeniami często zawierały takie głoski jak „cz” czy „sz” więc ich używano, a w końcu zaczęły się mieszać ze słowami z języka polskiego. Jeśli jakieś słowo kończy się na spółgłoskę, po której jest „c” „Szmelc” to mamy niemal pewność że jest germanizmem. Czasami próbowano w Polsce dodawać „e” przed „c” (np. „walec”), ale było z tym różnie.

5. Głoski ż i dż wzięliśmy z Francuskiego

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie image-8.png

Również ż i dż mają obce pochodzenie – najczęściej z francuskiego. Jest to szczególne bowiem, wiele słów z ż. rz ma ma negatywny wydźwięk: żul, żółty, żygać, żaba, żyd, murzyn, albo takie słowa jak dżuma czy dżdżownica. Czemu? Słowa te mają negatywny wydźwięk bo są kojarzone z rzeczami negatywnymi. A czemu są kojarzone z rzeczami negatywnymi? Bo mają negatywny wydźwięk – błędne koło. Przyjęło się że rzecz negatywna ma „ż” w nazwie bo brzmi nienaturalnie dla Polaków. Nie zawsze jest to pojęcie negatywne, ale tak się kojarzy. Szczególnie znaczenie w przypadku słów z francuskiego mają słowa na końcówkę „aż”, jak np. witraż, tatuaż, makijaż, legendaż. Potem mieszało się to i zaczęło się pojawiać w słowach rdzennie polskich. Zamiast ż i dż było tam kiedyś ź i dź.

Bardzo często zdrobnienia w j. polskim polegają na dodawaniu miękkich głosek. Np. dzidziuś, mamusia, jedzonko. Potem Polacy śmieją się z Czechów, Rosjan i Ukraińców (albo z Japończyków) że ich język brzmi jak zdrobnienia. To jednak pierwotna forma tych języków. Zdrobnienia w j. polskim nie są (tak jak np. zdrobnienia w języki Niemieckim) de facto zdrobnieniami. Są próbą przywrócenia j. polskiemu rodzimej formy. Takiej, która nie kojarzy się obco tak jak np. język Niemiecki, który brzmi dla Polaków jak wulgaryzmy. I tak np, słowa „jedzonko”, „spanko” „sianko” posiadają końcówkę „nko”, które jest bardzo popularne w np. języku białoruskim.

6. Było ograniczenia występowania samogłosek, w stosunku do innych samogłosek

Aby dany język mógł zostać zaklasyfikowany do grupy tzw. „indoeuropejskiej’ musi jednocześnie spełnić pięć wymogów. Jednym z nich jest fakt nieposiadania tzw. harmonii wokalicznej, czyli ograniczenia występowania samogłosek w stosunku do innych samogłosek. Na skutek makaronizmów, wtrąceń i zapożyczeń doszło jednak do zalania języka słowami obcymi, więc wystąpiła sytuacja, w której trudno było mówić o takim ograniczeniu. Jednak, gdy oddzielać obce słowa i głoski z czasem widać jak narasta harmonia wokaliczna. Przykład: w języku Polskim „u” nie może występować po „A”. Słowo takie jak „Aura” jest dla nas trudno do wymowy. Aura nie jest jednak słowem polskim – pochodzi z łaciny. Jest więc jednak harmonia wokaliczna. Gwoździem do jej trumny była kwestia wprowadzenia przyrostków. W łacinie przyrostki powstawały poprzez wymowę „o” pomiędzy nimi. Np. PseudOefedryna, KorpoOrealizacja, ProtOmalaOpolinezyjczycy. Można było niemal w kółko dodawać kolejne moduły. W Polsce zaczęto w pewnym momencie stosować ten trik w stosunku do słów, rodzimych albo słów z języków trzech – często jednocześnie. Przykłady: WielOosobowy (czy widzicie te podejrzane „podwójne O”?), niebieskOróżowy (niebieski – rdzenny, różowy – z francuskiego). Aby zapobiec natężanie się kolejnych zdecydowano, że należy w pewnym momencie zacząć dodawać myślniki, ale i tak było już trochę za późno. W ten sposób człowiek musiał robić kilka razy wdech w ciągu jednego słowa.

7. Nie było przedstostków, wzięliśmy je z łaciny

Nie spełnienie jednego z 5 punktów wystarcza by uznać, że język polski nie był językiem indoeuropejskim. Oprócz tego można jednak też pokusić się o dowodzenie spełnienia innego punktu – istnienia przedrostków. Przedrostkiem w łacinie mogło być praktycznie wszystko lecz były też krótkie, specjalne. W Polskim nie było pierwotnie przedrostków. Niemal każdy pochodzi z łaciny. W ten sposób doszło do pewnego rodzaju zapożyczeń, na dodatek z zamienieniem elementów na głoski nie występujące pierwotnie w języku, polskim i wzięte z np. z francuskiego (który z łaciną jest powiązany). W ten sposób nastąpił taki proces:

Pre –> Przed

Post –> Po

Dys –> Bez

Non –> Nie

Para –> Prawie

Przykładów takich jest więcej, z czasem zaczęto też próbować tworzyć własne przedrostki. Ciekawostka – w słynnych słowach z XIV wieku „Daj, ja pobruszę, a ty poczywaj” jest „poczywaj”, a nie „odpoczywaj”. Teraz zauważmy nienaturalny „szef” między „D”, a „P”. Czy „po” jest przedrostkiem? Raczej nie ma słowa „czywaj” więc najpewniej to nie przedrostek lecz forma jakiejś dawnej odmiany rzeczowników.

8 i 9. Było prawo otwartych sylab i było więcej samogłosek

Zdania niemal zawsze kończyły się na samogłoskę. Wyjątków było niewiele, dotyczyły szczególnie samogłoski „k”. W północnoazjatyckich językach z prawem otwartych sylab, jedną z niewielu samogłosek, którą można wymawiać na końcu jest między innymi „s” (popularne w językach słowiańskich i bałtyckiej, oraz w fińskim, a także językach takich jak japoński), oraz „k” (węgierski, japoński, eskimoski). Zauważmy teraz, że bardzo wiele zdrobnień zawiera „k” na końcu: ananasek. bochenek, Kamilek, Maksiuniek. świntuszek. Najpewniej to próba przywrócenie rodzimej, miło brzmiącej formy. Ale np. taki węgierski posiada to zawsze czy japoński, który był izolowany od wpływów.

Teraz porównajmy słowa w polskim do słów w ukraińskim, który zachował wiele elementów starych. Na przykład weźmiemy czasowniki.

Sprzątam – ja pribiraju

Uciekam – ja tikaju

Szukam – Ja siuju

Szepczę – Ja siepociu

Trę – Ja natiraju

Żmudzę – Ja linniły

Potrzebuję – Ja potreba

Wrzucam – Ja kidaju jocho

Przeszukuję – Ja siukaju

Rzebrzę – Ja blachaju

Nie dość, że widać jak przedrostki uciekają to jeszcze słowa zaczynają przypominać coś w stylu japońskiego. Do tego odmiana przez osoby nie istnieje, a osobę określa się przez partykułę (tak jak np, w japońskim, gdzie dopowiednikiem „ja” jest „łatasi”) i widać że nie ma swobodnej alternacji w obrębie rdzenia wyrazowego (co jest trzecim punktem wykluczającym języki słowiańskie z grupy indoeuropejskiej). No i słowa kończą się niemal zawsze na samogłoskę. Do tego trzeba dodać dużą ilość samogłosek. Co ciekawe prawo otwartych sylab, dotyczy przede wszystkim czasowników. W przypadku rzeczowników dopuszczone są takie końcówki jak „s”, „k” czy „n”. Wspominałem kilkukrotnie o j. japońskim. Dodam, że w języku japońskim również istnieje trend, w którym spółgłoski na końcu są zarezerwowane głównie dla rzeczowników, a czasowniki mają ich najmniej (w wersji standardowej). Z kolei w przypadku przymiotników, kończą się one zazwyczaj na „i”. Tak samo jak w j. polskim! U nas jest oprócz tego jeszcze wersja „y” czyli bliźniacza do „i”.

10. Zgłoski były ograniczone i typowo ałtajskie

Zgłoski w języku polskim był ograniczone i dotyczyły tylko wybranych syntez. Były one generalnie typowe dla takich języków jak fiński, japoński czy języki indiańskie. Przykładowymi zgłoskami, które były akceptowalne jeśli dodać do nich samogłoskę „a” było „ska”, „tka”, „bra”, „kta”, „nba”, „cka”, „nka”. Jak widzimy dotyczą one przede wszystkim zestawień głosek bezdźwięcznych i to tylko gdy są maks dwa. Tak samo jest w języku japońskim! Wyjątkiem jest „n” i to w obu przypadkach. I np. japońskie „Konbanła” i góralskie „Gońba” opierają się na swobodzie albo „n” albo „ń” jako głoska dźwięcznej. Sprawa słowa takiego jak „Brama” można wyjaśnić w ten sposób, że w jeżyku japoński, czasami „u” jest praktycznie niesłyszalne. Jest tam wiele słów, które brzmią inaczej według japończyków, niż podają zagraniczni tłumacze (np. takie dziwne słowa jak jakitomorokosz czy kinjoskyj). „Br” może występować np. w słowie „Bradziru” (Brazylia), choć japoński język jest ograniczony sylabariuszem. Oprócz tego „br” występuje w językach indiańskich jak np słowie „Nebraska”.

11. Nie było podwójnych, identycznych samogłosek

Takie przypadki jak „kk” czy „bb” był nieobecne. Bowiem słowo „Wanna” jest zapożyczeniem. i np. hebrajskie „abba” czy arabskie „rakka” czy też język niemiecki, zawierały takie systemy, ale nie języki słowiańskie. Nawet słowo „lekko” jest wzięte od łacińskiego „leptos” więc nie wiadomo przez jaki proces przemiany musiały dostać się do polskiego.

12. Nie było głoski „F”, bądź był okazyjna

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie image-10.png

Już za czasów głagolicy pojawiały się pierwsze znaki do zapisu „x” oraz „f” w języku starocerkiewnym, tylko że dotyczyło wyłącznie zapożyczeń z greki. O ile w przypadku „x” jest to logiczne, to mało kto wie że „f” nie było kiedyś obecne w językach słowiańskich.

Weźmy przykładowe słowa na „f”: frędzel, figiel, fenyloalanina, ferie, freja, fiołek, fantazja, farfocel, fantom.

Słowa 1, 2 i 8 to germanizmy. 3, 4, 5, 6 i 8 to latynizmy. Piątka pochodzi ze staroskandyanwskiego. F jest obecne w językach germańskich, romańskim, perskich czy arabskim, ale nie u Słowian! A jak to wygląda w przypadku np. Japonii? Cóż, niby jest, ale np. Fukashima, czyta się raczej „Wukasima”. Pomiędzy „W”, a „F”. Po za F jest dopuszczalne tylko przed „u”. Tak jak np. w Czeskim („Kolejka nie funguje bo weter fuka).


13. Mieliśmy inny szyk zdania

Najbardziej popularna cecha języka staropolskiego to specyficzny szyk zdania. Zamiast systemu takiego jak np. w języku angielskim, czy niemieckim – podmiot orzeczenie dopełnienie, był system taki jak w języku japońskim, bądź koreańskim – podmiot dopełnienie orzeczenie. Każdy kto czytał „Janko Muzykanta”, czy „Krzyżaków’ wie że tak właśnie brzmiał język polski. I tak np. zdanie „Ja siedzę na tapczanie”, musiało by brzmieć „Ja na tapczanie siedzę”. A przypadku Ukraińskiego „Ja sydziu na dywani”, zmieniło by się na „Ja na dywani sydziu”. Skąd zmiana? Najpewniej na skutek języka niemieckiego, który spowodował że około 100 lat temu zmiana szyku zdania była już zaawansowana. Szybko wpłynęła na Polskę, a to wpłynęło też na rejon na wschód od niej. Często jednak używa się nadal starego szyk uzdania, jak chce się zaakcentować orzeczenie, albo po prostu piszę się anonimowy komentarz w Internecie będąc zdenerwowanym, wściekłem hejterem, robi się nie tylko błędy ortograficzne, ale i też dotyczące szyku zdania. Taki sam szyk zdania jest w japońskim i np. „Nie, to tak nie jest” (jedno ze zdań, które w polskim mają nadal szyk zdania starty), to „Ie, cigajmas”. W j. japońskim każde zdanie ma ten szyk.

Na sam koniec porównanie języka Połąbskiego. Nie jest oczywiście „czysty”, ale daje ciekawy wygląd.

Aita nos, tâ toi jis wâ nebesai, syętü wordoy tüji jaimą; tüji rik komaj; tüja wüľa mo są ťüńot kok wâ nebesai tok no zemi; nosę wisedanesnę sťaibę doj nam dâns; a wütâdoj nam nose greche, kok moi wütâdoyeme noshim gresnarem; ni bringoj nos wâ warsükongę; toi losoj nos wüt wisokag chaudag. Pritü tüje ją tü ťenądztwü un müc un câst, warchni Büzac, nekąda in nekędisa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s