Obrazy polskich władców nie przedstawiają Polaków!

Do dziś stawiane są mocne wątpliwości co do tego, czy postacie namalowane w średniowieczu i potem był takie jak w realu. Nie ma wątpliwości, że malowano wiele z nich na podstawie pamięci osób, które je pamiętały jak i i opisów z dawnych kronik. No i o ile szczegóły można sobie darować, to jest jedna rzecz, która sprawia, że należy zakwestionować nie tyle to kogo malowali malarze tacy jak Jan Matejko, ale raczej to… jaki właściwie naród malowali. Bowiem nie ulega wątpliwości patrząc z bliska na ich obrazy, że osoby które rysują na 100% nie mogą pochodzić z Polski.

Broda wygląda jak u Greka, albo Hetyty, a to tylko czubek góry lodowej.

Mieszko I, Kazimierz Wielki czy Bolesław Chrobry wyglądają bardziej na Jezusa niż na Polaka. Czy wzorowano się na Jezusie? Cóż, jeśli jakiś obraz robiono w Grecji czy Włoszech to nie była to dla nich duża różnica. Osoby, które jedną po raz pierwszy zobaczyły ludność Polski musiały być w dużym szoku, bo nie przypominała ona tego co znali w Rzymie czy w Państwie Franków.

Trzy dawne przedstawienia Kazimierza Wielkiego, a pierwsza (ostatnia) to współczesna rekonstrukcja.

Weźmy np. trzy rekonstrukcje Kazimierza Wielkiego, w tym obraz Jana Matejki, który choć opisywał i malował Polskę, to na obrazach widać wyraźnie, że to nie są Polacy, a akcja równie dobrze mogła by się dziać we Francji, albo Hiszpanii. Dzisiaj powiedzieliśmy by, że przedstawianie Polaków dając im zupełnie inne geny to już razisz. Nie mam wątpliwości, że takie przedstawianie mogło dawać mylne złudzenie o tym kim jesteśmy, Najprawdopodobniej osoby, które to malowały wzorowały się na mieszkańcach Europy zachodniej.

Od góry: Mieszko II, Bolesław Chrobry, Bolesław Śmiały, Leszek Biały.

Porównując malunki z rekonstrukcjami ze strony „Szlak Piastowski” możemy zauważyć masę interesujących różnic. Po pierwsze – oczy, W porównaniu do pierwszych, druga wersja wygląda z punktu widzenia pierwszych, mocno… mongoidalnie? Może to dziwić, z jednej strony patrząc na pierwsze obrazy mamy wrażenie, że to są oczy jakich w Polsce nie ma. Wówczas opcja ze zdjęcia drugiego wydaje się wówczas nagle taka naturalna i dziwnie znajoma. Jeśli spojrzymy więc teraz na współczesnych polityków Polskich: Kaczyńskiego, Morawieckiego, Sasina – widać, że to ten sam naród co na zdjęciach nr. 2. Z koli elementy twarzy ludzi ze zdjęć pierwszych przypominają raczej Emanuela Macrona albo Merkel. Druga kwestia to kształt szczęki – królowie są tutaj przedstawiani ze szczęką wysuniętą w przód – tak jak u Niemców, Anglików czy Greków – niby szczegół, ale bardzo (bardzo) wpływa na wygląd. Z kolei Polacy mają szczękę wysuniętą w dół i tak pokazano na zdjęciach nr. 2. Każdy kto oglądał amerykańskie filmy, wie że szczęka wysunięta w przód to jedna z cech ludów celtoidalnych – czyli praktycznie całej zachodniej Europy.

Jeśli spojrzymy na obrazy z zachodniej Europy, ze średniowiecza to zauważymy, że postaci mają jakieś dziwne oczy. Dziwne? Nie – bowiem, taki wygląd jest normą w zachodniej Europie. To nie oni są dziwni, to my jesteśmy dziwni dla nich.

Niemka na plakatach Hitlera odnośnie rasy germańskiej – proszę zwrócić uwagę, że to ten sam kształt twarzy i powiek co na średniowiecznych ukazaniach kobiet. Czy jednak w Niemczech, mieszka też „nasza rasa”? Tak, na Połabiu – ale Połabie to nie Niemcy!

Trzeba zdecydowanie przejść do włosów – jedna podstawowa zasada narodów Słowiańskich, Bałtyckich i Fińskich – te ludy NIE MAJĄ nigdy falujących włosów. Mają ZAWSZE proste. Jeśli Polak nie posiada prostych włosów, to albo zmodyfikował, albo nie umył, albo umył i nie wysuszył (syndrom Hawajki), albo nie jest Polakiem, tylko Niemiec mówiącym po Polsku. Takich mieszka w Polsce około 2 mln, sprowadzono ich głównie za XIII wieku – czyli bardzo dawno temu. Do sławnych Niemców polskojęzycznych należy między innymi gdańszczanin Donald Tusk, który zachował nawet niemiecką wymowę „r”, czy też dawny bohater walk o Warszawę Aleksy „Alek” Dawidowski.

Tusk i Adamowicz – tylko jeden z nich jest rdzennym mieszkańcem Pomorza.

Gdyby odcedzić mniejszość Niemców i zmyć z Polek farbę do włosów i inne modyfikację, zobaczymy że każdy Polak ma ciemne (ciemnobrązowe, czasem czarne) proste włosy. Innym mitem przedstawianie Polaków jest kwestia przedstawiania Słowian – są oni pokazywani praktycznie zawsze jako blondyni. Nie ma to sensu – blond włosy to cecha ludności Germańskiej (która od celtyckiej różni się właśnie kolorem włosów) i skandynawskiej (tutaj występuje też kolor rudy) – każdy kto widział rudą zauważy pewnie podobieństwo do słynnej Pipi, w nie tylko włosach. Zarówno potomkowie Skandynawów (sprowadzeni być może w IX wieku, prawie pół miliona) jak i Niemców (2 mln) różnią się nie tylko wyglądem ale i mentalnością od Polaków.

Oczy ludności R1a1a7 (60%) , J2 (20%) i N1c1 (10%). na terenie Polski w różnym wieku i płci. Te grupy to praktycznie całość autochtonicznej ludności kraju. 1000 lat temu nie mogły być inne, a jeśli już były to mogły być tylko węższe (wpływ klimatu ojczyzny R1a – Karelii na ewolucję).

Mimo, że strona „Piastowski Szlak” pokazała, królów i książąt nieporównywalnie wiarygodniej to jednak zabrakło kwestii włosów. Oczywiście, nie raz królowie rodzili się z mieszanych małżeństw (część książąt mazowieckich chociażby), ale na rekonstrukcji są pokazywani jako Polacy czystej krwi, tylko ze zmienionymi włosami – i tak więc coś tu nie gra. Prawdą jest, że nie było wówczas takich możliwości dbania o włosy, ale jednak widać na rekonstrukcji, że to nie są poplątane włosy, ale naturalnie się kręcące – więc się nie zgadza ten element. Po za tym Polacy dorośli nie mają jasnych włosów. Co prawda nasz lud rodzi się często z jasnymi włosami, ale to nie kwestia genów, ale przejściowy albinizm, który zanika do 10 roku życia. Tak samo jest z resztą z niektórymi ludami azjatyckimi w okolicach Tybetu, Uralu czy azjatyckimi Hazarami, o Finach i Jakutach nie wspominając. To nie geny, to dorastanie komórek do produkcji feomelaniny.

Poniżej ciekawa rekonstrukcja Bezpryma. Co prawda lepsze były by włosy ciemnobrązowe, ale i tak jest to paradoksalnie najbardziej wiarygodna wersja – wreszcie włosy są normalnego kształtu.

ŻADNE ustawy, umowy i dokumenty PRL nie mają JAKIEJKOLWIEK mocy prawnej

5 lipca 1945 Wielka Brytania i Stany Zjednoczone miały wycofać „uznanie” Rządu RP na uchodźstwie, uznając powołanie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej z udziałem Stanisława Mikołajczyka za wykonanie części postanowień konferencji jałtańskiej w kwestii powołania rządu polskiego uznawanego przez wszystkie państwa tzw. Wielkiej Trójki (Wielką Brytanię, USA i ZSRR). 25 czerwca 1945 rząd Tomasza Arciszewskiego w nocie przekazanej tym państwom odrzucił postanowienia, stwierdzając, że swoje uprawnienia konstytucyjne przekazać może tylko rządowi wyłonionemu w wolnych wyborach w kraju.


Ostatnie jednostki Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie i sił wywodzących się z AK działały w Polsce do 1961 roku, zaś siły na zachodzie rozformowano w 1947 roku, po sfałszowanych przez PPR wyborach parlamentarnych w Polsce (styczeń 1947) – oprotestowanych, lecz podobno „uznanych” przez kraje zachodnie.
Tak przynajmniej według teorii miało być. Pytanie? Czym jest uznanie międzynarodowe? Czy istnieje coś takiego? Czy jest jakikolwiek zapis o tym? Czy uznanie międzynarodowe to akt czy czynność prawna? Czy coś takiego w ogóle istnieje, czy to tylko i wyłącznie pojęcie słownikowe? Czy Churhill powiedział wprost „Uznaję wybory komunistyczne za legalne”? Po za tym, zawsze można uznawać istnienie rządu Rzeczpospolitej Polskiej jako jedynego legalnego i jednocześnie podpisywać umowy międzynarodowe z rządem komunistycznym, jako organem tymczasowym, tak jak Stolica Apostolska posiadała umowy z Generalnym Gubernatorstwem, co uważała za konieczna dla dobra wiernych. Oba rzeczy się nie wykluczają. Tak samo jak jednoczesne uznanie Taiwanu i ChRL się nie wyklucza. Kto ma ręce i wolną wolę może podpisać umowę z kim tylko chce.


Centrum Edukacyjne im. Janusza Kyrtyki zorganizował ostatni debatę z udziałem prawnika i historyka, jednak większość dyskusji dotyczyła albo uznania, albo działań zbrojnych i nie wyjaśniła niczego w sposób progresywny, a jedynie bardziej szczegółowo opowiedziała to co było już dawniej znane i zadała pytania w sposób bardziej zaawansowany.

Na pewno należy postawić od razu dwa wnioski: 1. Uznanie międzynarodowe to prawo ZWYCZAJOWE. 2. Uznanie międzynarodowe nie zmienia statusu prawnego, gdyż – nie ma w żadnej konstytucji, ani konwencji takiego zapisu, a jeśli jest to ogranicza je konkretnymi procedurami i ma charakter tylko i wyłącznie dyplomatyczny, bowiem konwencja międzynarodowa jest nieważna, gdy nie jest zgodna z konstytucją danego kraju i nie obowiązuje wówczas na jego terenie. 3. Uznanie rządu nie wynika z prawa, a raczej jest osądem co może mu podlegać, tym samym może wynikać z faktów, albo z sympatii politycznych (np. uznanie aneksji Krymu przez władze Syrii czy Kuby). Więc nie ma tutaj procedur, a prawo jest zdecydowanie nauką ścisłą.

Lata po II Wojnie Światowej to okres bezprawia w większości świata, gdy to komunizm rozszerzał się na kolejne kraje, a kolejne puczu powodowały powstanie kolejnych reżimów, wzajemnie działających. Najwięcej było ich w Afryce, Bliskim Wschodzie, Azji i Europie.


Wyobraźmy sobie teraz, że rząd Federacji Rosyjskiej wycofuje uznanie dla rządu Polskiego i uznaje za rząd Polski jedyną w Polsce prorosyjską partię. Następnie pożycza im miliardy PLN. Następnie wycofuje im uznanie i daje je prawdziwemu rządowi Polski i mówi, że mają spłacać kredyt. Jeśli istnieje coś takiego jak „uznanie międzynarodowe” to należy uznać, że taka sytuacja jest realna. A nie jest, więc tak samo nierealne jest wycofanie uznania międzynarodowego dla rządu w Londynie, tak jak i samo pojęcie „uznania międzynarodowego”. Czy ważne jest np. uznanie złożone pod przymusem np. użycia sił zbrojnych przeciwko krajowi, albo presją ataku? Niewątpliwie wiele krajów zachodnich było pod taką presją Stalina, który posiadał liczniejsze od NATO siły zbrojne.
Z punktu widzenia prawa legalność władzy komunistycznej można łatwo podważyć.

Stalin z herbem Polski. Oficjalnie władze ludowe ruszyły na Berlin już bez korony.

Generalnie aż do 22 grudnia 1990 kiedy to prezydent RP na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski przekazał władzom III RP symbole legalności władz i sukcesji wywiezione z Polski w 1939:

  1. oryginał Konstytucji Kwietniowej podpisany przez Piłsudskiego
  2. oryginalne pieczęcie prezydentów RP
  3. oryginalne pieczęcie senatu RP
  4. wstęgi wielkie orderów Orła Białego i Polonia Restituta z krzyżami
  5. sztandar RP

Jedynym legalnym rządem RP był rząd RP na uchodźstwie. Władze komunistyczne nie były legalne i zdawały sobie z tego sprawę. Często podaje się argument uznawania władz komunistycznych przez inne państwa za probierz ich legalności. Tego rodzaju rozumowanie jest niedopuszczalne samo w sobie. Wynika z niego bowiem, że jedynym warunkiem legalności konkretnego rządu jest jego uznawanie przez inne państwa. Tymczasem takie uznawanie może wynikać z akceptacji faktów dokonanych, a nie prawa.

Akcja ta zakończyła się ostatecznie niepowodzeniem.
Generalnie jako czynniki podważające legalność władz komunistycznych można podać:

  1. Władze te zostały niejako „przydzielone” Polsce z pominięciem legalnego rządu w Londynie przez siłę obcą co stanowiło pogwałcenie umów międzynarodowych
  2. Władze te zostały uznane pod warunkiem przeprowadzenia wolnych wyborów – warunek ten nie został dotrzymany na skutek sfałszowania referendum 1946 oraz wyborów do Sejmu Ustawodawczego w 1947
    Komuniści zdawali sobie sprawę z ułomności własnych tytułów do rządów w Polsce i dlatego prowadzili od lat 50-tych aż do 1970 akcję rozpracowania prezydenta RP na Uchodźstwie, która miała doprowadzić do:
  3. Sprowadzenia prezydenta do kraju
  4. Przejęcia od niego symboli ciągłości państwowej
Mapa wojny RP z PRL w okresie do 1956 roku. Z mapę usunąłem dane o przesiedleniach ponieważ wszystkie jakie można znaleźć pochodzą oryginalnie od plakatów propagandowych z 1946 roku i nie mają odzwierciedlenia w wynikach przesiewowych testów DNA mieszkańców ziem odzyskanych jak i kresów. Rząd RP nie uznawał zachodniej granicy co widać bardzo dobrze… potomkowie państwa Bolesława Krzywoustego, mieszkający na tych ziemiach poczuli wówczas, że już nikt ich nie chce… Co ciekawe, na tych ziemiach działał przed długi czas partyzantka nazistowska.

Mówiąc o uznaniu mamy problem: jak to jest z tym uznaniem międzynarodowym? Liczy się procent krajów, które uznają? Znaczenie? Jeśli użyć określenia: „większość”, no to na pewno uznanie władz komunistycznych było dość powszechne.
Jeśli ChRL i Indie by uznał dany kraj to miał by już uznanie państw z 1/3 ludnością. Świata. Ale czy ważne jest uznanie jeśli organ uznający jest nielegalny? Czy państwo, które ma być uznane, samo musi być uznane? Jeśli do tego dojdziemy to albo uznanie międzynarodowe jako pojęcie traci podmiotowość i znika ze słownika, albo dochodzi do zapętlenia (jak z kursami walut) i też traci tą podmiotowość jako pojęcie. Więc należy ignorować błędne pojęćie „uznania międzynarodowego” i skupić się na ZAPISACH prawa. Po za tym – co uznawaniem de jure i de facto? Bo tutaj też jest przecież podział. Do pojęcia „uznanie międzynarodowe” należy więc zastosować proste, znane i jednoznaczne równanie: (p ⇒ ~p) ⇒ ~p.
Zgodnie z prawem redukcji do absurdu, jeśli zdanie p pociąga za sobą własne zaprzeczenie, to takie zdanie jest fałszywe. Inaczej mówiąc, twierdzenie fałszywe wyklucza samo siebie.

Rząd Londyński mógłby spokojnie dochodzić swoich praw przed trybunałem w Hadze i niezaprzeczalnie musiał by zwyciężyć, gdyż władza komunistyczna nie miała prawnych argumentów, a argumenty w postaci głowic nuklearnych sędziów nie interesują bo to nie ich zawód. Do tego warto zaznaczyć, że uznanie międzynarodowe jest kłopotliwe też dlatego, że słowo „uznanie” ma w języku Polskim dla odmienne znaczenia. Churchill użył zaś „recognition”, a nie „appreciation”, co zmienia wszystko.


Pytanie, czy rzeczywiście jednak go „nie uznali”? Opcja dualistyczna jest przecież wielce prawdopodobna. Rząd i pełniącą funkcję doradczą Radę Narodową tworzyli przedstawiciele głównych partii politycznych w Polsce, jak również stronnictwa założone już na emigracji. Do poważnego kryzysu konstytucyjnego doszło w latach 1954-1972, kiedy pomimo zakończenia ustalonej zwyczajowo siedmioletniej kadencji, prezydent August Zaleski odmówił ustąpienia ze stanowiska. Aby zapewnić sprawne funkcjonowanie rządu, powołano kolegialną głowę państwa – tzw. Radę Trzech. Pomimo braku międzynarodowego uznania, państwo kontynuowało swoje istnienie. Złożone z poszczególnych ministerstw, Skarbu Narodowego, a były zdolne do zbierania (dobrowolnych) podatków, między innymi przez sieć reprezentacji/delegatur na całym świecie, w dalszym ciągu reprezentowało demokratyczną Polskę i finansowało Solidarność w tym, między innymi, podobno nawet broń. Działały podziemne radia i przed długi czas zbrojna partyzantka, zaś potem walka z użyciem masowej liczebności, koktajli mołotowa itd. Członkowie AK to też w dużej mierze pospolite ruszenie, tylko używające innego uzbrojenia. Nie ma jedna znaczenia jaka jest broń, tylko ile watów ma dany ruch oporu. Bo po co komu milion wojska, jak można mieć 10 mln bojówkarzy? Z resztą z kolejnymi latami, produkcja materiałów wybuchowych na własną rękę stawała się rażąco wręcz proste. Duże ilości nawozu sztucznego i cukru w przemyślne PRL, sprawiały że rakiety ala Palestyna mogły być stworzone przez zwykłego rolnika.

Jeden z setek, jeśli nie tysięcy pojazdów MO/LWP wysadzonych przez wściekłe tłumy. Podczas walk w Gdańsku, wysadzono nawet Komitet Centralny PZPR w Gdańsku. Ciekawe ilu komunistów zginęło w płomieniach i nikt nie znalazł ich ciał bo został po nich tylko pył?


Pomimo braku oficjalnego uznania dyplomatycznego, polski rząd na uchodźstwie pozostawał w bezpośrednim kontakcie z szefami innych rządów, szczególnie Wielkiej Brytanii jako państwa goszczącego władze polskie w Londynie. Po wizycie Margaret Thatcher w Polsce w 1988 roku, brytyjska premier osobiście pojechała spotkać się z przedstawicielami rządu londyńskiego, aby opowiedzieć im o swoich spotkaniach i rozmowach podczas wizyty w Warszawie.

Walki z Milicją w Krakowie, maj 1989 rok „Polski Majdan”, opór i ataki na Milicję sterroryzowały wówczas PZPR podczas obrad Okrągłego Stołu, walki jednak toczył się jeszcze dalej.


W trakcie finalnego upadku komunizmu, rozpoczętych przez obrady Okrągłego Stołu w 1989 roku, rząd RP pozostał wierny doktrynie, którą w 1945 roku wyraził prezydent Raczkiewicz: Prawo Rzeczypospolitej włożyło na mnie obowiązek przekazania po zawarciu pokoju urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej w ręce następcy powołanego przez Naród w wolnych od wszelkiego przymusu i wszelkiej groźby, demokratycznych wyborach. Uczynię to niezwłocznie, gdy Naród będzie w stanie wyboru takiego dokonać.

Komitet Centralny PZPR w Poznaniu, zdobyty przez strajkujących w 1989 roku.


W efekcie wybór przez Sejm generała Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta nie został uznany za wiążący, pomimo ciężkich okoliczności w ramach samego rządu londyńskiego. Dokładnie w dniu wyboru Jaruzelskiego zmarł bowiem przedostatni prezydent RP na uchodźstwie, Kazimierz Sabbat. Jego następcą – jeszcze tego samego dnia, został Ryszard Kaczorowski, który jednoznacznie przyznał, że nie ma mowy o uznaniu żadnych wyborów, które nie będą w pełni demokratyczne i wolne. „Byliśmy zdziwieni, że wybrano generała Jaruzelskiego, którego poprzednie działania nie bardzo predestynowały go do tego, aby został Prezydentem Rzeczypospolitej” – powiedział.


Dopiero po wyborach w listopadzie i grudniu 1990 roku, wygranych przez Lecha Wałęsę, prezydent Kaczorowski wraz z rządem premiera Edwarda Szczepanika zdecydowali o przekazaniu insygniów władzy do kraju. Po przedstawicieli delegacji przyleciał wówczas do Londynu specjalny samolot rządowy – Tupolew 154, który zabrał prezydenta z pierwszą damą oraz najważniejszych przedstawicieli emigracji niepodległościowej na uroczystą ceremonię na Zamku Królewskim. Ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski przekazał insygnia prezydenckie II Rzeczypospolitej, wśród nich insygnia Orderu Orła Białego i Orderu Odrodzenia Polski, Lechowi Wałęsie. Tym samym Rząd RP na uchodźstwie zakończył działalność.


Rząd Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźctwie, funkcjonował w latach 1939-1945 niemal bez kontrowersji natury prawnej. Po roku 1945 coraz więcej państw wycofywało „uznanie międzynarodowe” dla rządu, zaś warunkiem tego było zorganizowanie wolnych wyborów przez Rząd Tymczasowy i przekształcenie go w podmiot, uwzględniający organy polski podziemnej, emigracyjnej oraz wszystkie partie demokratyczne. Warunki te nie zostały spełnione, gdyż Rząd Tymczasowy Jedności Narodowej, nie dopuszczał dużej ilości legalnych ośrodków to swoich struktur, oraz zwalczał podziemne zbrojne.

Rząd Tymczasowy/PKWN nie został wchłonięty przez struktury II RP, czego żądał Churchill i Rossvelt, lecz przyjął tylko mniejszą część jego struktur. Nawet plakaty RTJN był pełne komunizmu.

W roku 1947 sfałszowano wybory, tym samym nie dopełniając również drugiego warunku. Obowiązująca wówczas Konstytucja nie dopuszczała istnienia podmiotu takiego jak Rząd Tymczasowy/Rząd Tymczasowy Jedności Narodowej, gdyż w związku z brakiem możliwości zebrania się Parlamentu, na skutek okupacji to prezydent przejmował rolę ustawodawczą, poprzez rozporządzenia z mocą ustawy (dekrety). W roku 1947 wybory wygrało Polskie Stronnictwo Ludowe, które powinno przejąć wówczas władzę po Rządzie na Uchodźctwie, jednak ruch komunistyczny nie dopuścił ich do władzy, ogłaszając się samozwańczym zwycięzcom wyborów, tym samym w związku z tym faktem siłowym wprowadzaniem i utrzymywaniem władzy przez wojska komunistyczne, nie istniała możliwość zebrania się legalnego parlamentu, co spowodowało brak Konstytucyjnych przesłanek do wygaśnięcia prawomocności władzy prezydenckiej (rozporządzenia z mocą ustawy). Obowiązująca wówczas Konstytucja nie uwzględniała ponadto uznania międzynarodowego jako czynnika regulującego podmiotowość rządu.

Republika Polska – nawet nazwa kraju była fałszowana. W1944 Rząd Tymczasowy przejął nielegalnie logo Monitora Polskiego. Było to pogwałcenie praw do własności intelektualnej.


Według prawa międzynarodowego, uznanie za rząd jest bardziej ograniczone, niż możliwość uznania za państwo. kompetencji rządu emigracyjnego nastąpić może jedynie w wypadku zakończenia okupacji oraz przejęcia władzy w państwie przez inny efektywny ośrodek władzy, cieszący się poparciem miejscowej ludności. Lokalne poparcie ludności otrzymało Polskie Stronnictwo Ludowe, nie zaś stronnictwo komunistyczne. Okres 1944-1989 jest uważany przez IPN jako kontynuację okupacji sowieckiej, tylko ze wsparciem współpracujących z nim pośredników.


W roku 1990 podpisano oficjalny, wydany w dzienniku ustaw protokół przekazania insygniów i władzy prezydenckiej Lechowi Wałęsie z rąk Ryszarda Kaczorowskiego. Stwierdzono w nim, że dopiero wraz z upadkiem komunizmu Polska odzyskała po 1939 roku niepodległość i zakończyła się okupacja, zaś Lech Wałęsa stanowi następcę ostatniego prezydenta na obczyźnie.


W roku 1998 Senat Polski wydał uchwałę o ciągłości prawnej między między Drugą, a Trzecią Rzeczpospolitą Polską, gdzie uznał podmiotowość prawną rządu na uchodźctwie jako rządu Polski w okresie II Wojny Światowej i okresu komunizmu. Stwierdził też że „państwo istniejące i funkcjonujące w latach 1944-1989” nie miało podmiotu niesuwerenności. Wskazał, iż narzucono w 1956 roku Konstytucja nie uchyliła Konstytucji przedwojennej, ani zbudowanego na niej systemu prawnego.


Tego samego roku 3 marca br. w Kancelarii Senatu odbyła się konferencja odnośnie ciągłości prawnej między III Rzecząpospolitą Polską i II Rzecząpospolitą Polską, oraz jej implikacjami i konsekwencjami. Konferencja została zorganizowana z inicjatywy Komisji Ustawodawczej. W liście do uczestników konferencji ówczesny premier Jerzy Buzek podkreślił, że nie zostały do końca przezwyciężone skutki długiego okresu nazwanym przez niego „legislacyjnym bezprawiem”. Stwierdził, że nie można pominąć problemu i pozostawić go w kwestii historiografii, zaś obecny na konferencji Prof. W. Łączkowski określił struktury PRL, mianem „państwa-atrapy”.[7]


W roku 2008 członek Klubu Jagiellońskiego, Bartłomiej Radziejewski, stwierdzając że, jedynym legalnym rządem polskim przed rokiem 1989 był rząd londyński i żaden z organów PRL rządów nigdy nie był legalny, więc nielegalne są także wszystkie przeprowadzone przez PRL czynności prawne i dzisiejsze państwo polskie nie może za nie ponosić odpowiedzialności. Wydał również książkę, w której opisywał całe równania prawne, świadczące o braku prawomocności władz 1944-1989. Wcześniej podobne opinie prawne głosiły środowiska skupione wokół Leszka Moczulskiego, który mówił o konieczności prawnej „restytucji niepodległości” czyli egzekucji skutków niebyłości całego prawa komunistycznego.


Sędzia Trybunału Stanu, Robert Majka otrzymał stanowisko w 2015 r, ogłosił opinię, że PRL należy uznać zgodnie z postanowieniami 4 Konwencji Haskiej, za władzę okupacyjną tak samo jak władza Hitlerowska i jej akty prawne są „nieważne i niebyłe”.


W roku 2017 Poseł Arkadiusz Mularczyk poinformował, że poprosił Biuro Analiz Sejmowych o wykonanie ekspertyzy prawno-historycznej, której przedmiotem miała być legalność władz PRL w okresie, gdy powstało oświadczenie o zrzeczeniu się reparacji wojennych za II Wojnę Światową. Zlecił ocenę legalności władz PRL w latach 1944-53 w świetle prawa wewnętrznego i prawa międzynarodowego oraz konsekwencji prawnych tej oceny. Praca miała ocenić w gruncie jakich przepisów działała kształtująca się nowa władz, czy był to przepisy narzucone przez ZSRR, czy PRL miał możliwość swobodnego kształtowania swojego ustroju wewnętrznego i w konsekwencji czy PRL miała podmiotowość prawną. Sprawa odnosi się bezpośrednio do powstania władzy, więc jej wynik jest już przesądzony.


Dlatego też zachęcam do umyślnego łamania prawa pochodzącego z dziennika ustaw PRL. To dobry sposób by sądy musiały się zająć problematyką, a w związku z nielegalnością władz PRL – nikt nie będzie za to ukarany. Bowiem rząd PRL w świetle ZAPISÓW prawa międzynarodowego nie jest rządem Rzeczpospolitej Polskiej, za co najwyżej grupą przestępczą. Ustawa czy dokument PRL może zyskać moc prawną tylko jeśli zostanie zatwierdzony ustawą przez Parlament RP, z mocą wsteczną czy bez.

Pochodzenie Ajnów

Trudno jest obecnie oszacować kim byli ludy koło rzeki Amur, którzy mięli dać początek ludności Sachalinu, gdyż niestety obecnie dane odnośnie pochodzenia ich zaginęły, ale na szczęście można nadal znaleźć przedstalinowskie mapy zachodniej syberii, czy raczej ich reprodukcję. Z nich wynika, biorąc poprzedni wpis, zasadę brzytwy oklhama i tym samym wynikające z niej domniemanie autochotniczności (oraz faktu, że Ajnowie to przede wszystkim Sachalin południowy), że wyodrębnianie się ludów szło według schematu: Ewanekowie -> Niwhowie –> Orokowie –> Ajnowie –> Japończycy. Znalazłem również mapą jeszcze starszą, bowiem oryginał z XVI wieku, gdzie opisano ludy, choć niestety zapewne mieli nieco inną klasyfikację niż obecnie (wiele ludów, klasyfikowano jako jeden, gdyż nie mogli ich najpewniej opisać tak szczegółowo jak 300 lat potem), ale i tak mapa potwierdza po raz kolejny fakt, że na syberii FR nie ma rdzennych Rosjan, tylko raczej osoby rosyjskojęzyczne, a tak naprawdę jest tam ponad 40 innych ludów, choć tak samo jak Słowianie wywodzących się z północnoazjatyckiej kultury monistyczno-animistyczno-szamanistycznej. Szukając więc pochodzenia Japończyków jest z czego brać źródła. Tożsamość języka mieszkańców północnej części rzeki Amur i Północnego Sachalina potwierdza, że weszli oni na wyspę od północy dalej są już odrębne języki niż po drugiej stronie cieśniny, co tylko jest znakiem o migracji ich na południe wyspy – a resztę już znamy.

Mapa języków używanych w Carstwie Rosyjskich w roku 1900, na wschód od Uralu. Jest ich ponad 40, a są jeszcze języki używane na Uralu i na zachód od niego (Komi, Neneci). Vyelikaya Roś to kraj wielu narodów, z którego Rosjanie (Rusini Moskiewscy) są tylko jednym z wielu. Z tego powodu należy odróżnić Rosję od Federacji Rosyjskiej.

Jeśli potraktujemy Japończyków tak jak Kazachów – niepodległy lud „wschodniorosyjski”, wszystko zaczyna się układać, zarówno jeśli chodzi o spokojne nieco „zimne” nastawienie Japończyków, przez słońce jako symbol, aż przez niepokojący fakt, że konfliktu graniczny o Sachalin to niestety konflikt nie możliwy do rozwiązania, bowiem racja stoi na zasadzie 50/50, a i też biorąc pod uwagę koncepcje ZSRR, zjednoczenia ludów syberyjskich, daje się zastanowić czy gdyby nie 1989 rok i upadek komunizmu, następnym celem ZSRR nie miała by być Japonia..

Ponad 30 ludów opisanych przez Rosjan w okolicach XVI wieku. Na mapie nie ma jednak Sachalinu, który wówczas był w granicach Cesarstwa Japonii.

Skutki społeczne niewłaściwego rozumienia historii Ajnów

Obecnie można znaleźć w Internecie wiele wykresów kołowych z wykresami donośnie analogii Ajnowie-Kamczatka. Autor przetestował DNA ponad 20 rdzennych ludów syberii północno-wschodniej. Ale źródła, które podaję to głównie „suche”  testy DNA i podobieństw języków, a w w kwestii zasady brzytwy oklhama, to jest teraz wśród większości polskiego społeczeństwa olbrzymi nacisk na domniemanie autochtoniczności danych ludów. W tym przypadku można analizować dane z testów i dostępne z testów DNA i podobieństw innych. Kwestia jest o tyle istotna, że np. twierdzenie, iż Ajnowie „wymarli w latach 60-tych” jest o tyle kontrowersyjne, że sprawia wrażenie, że wszyscy ludzie na tych wyspach ponieśli śmierć, a chodzi tylko i wyłącznie o zaniknięcie języka. To może implikować, że ktoś ich zabił i zaostrzyć konfliktu międzyludowe w Rosji. Stawką jest więc nie tylko naukowa prawda, ale i stawką jest tutaj bezpieczeństwo między ludami. Bowiem domyślnie ludzie uznają, że Rosjanie ich mogli dokonać ludobójstwa, bo tak samo jak sfałszowano wybijanie Prusów przez ZK.

Jako dowód na inne, zbyt pochopne wnioski, można wziąć odkrycie grobów Inuitów w Kanadzie. Społeczeństwo nie czekało, aż śledztwo się zakończy, czy rzeczywiście dochodziło do zabójstw, tylko rozpoczęli ataki odwetowe kościoły, dokonując podpaleń.

Sam posiadam znajomego Kuryli z Iterupu, który wyglą na autentycznego Ajna. Najprawdopdobniej jego haplogrupą jest Z bądź D1b, tak jak wyszło na Research Gate. Oczywiście nie dochodzi do żadnych zamieszek na Sachalinie, ale w internecie dochodzi do ataków słownych na Rosjan i Japończyków z powodu Ajnów (pomówienia o oskarżenia nieudowodnione), które są często przesadzone, a porównywanie rusyfikiacji i japonizacji Ajnów, do holocaustu jest nie do przyjęcia. Bowiem logiczne jest, że mniejszy lud oddał swój językach jako substrat do ewolucji większego, tak jak to w Polsce było z wieloma lokalnymi gwarami. Prócz tego to Ajnowie nigdzie sobie nie poszli.

Japonia darowała Aliantom życie

O kapitulacji III Rzeszy mówi się sporo. Polaków interesuje przede wszystkim właśnie to, gdyż jest to bezpośrednio powiązane z ich własnym krajem, co zaś z wojną na dalekim wschodzie?

Cesarstwo Wielkiej Japonii było największym imperialistycznym krajem wszech czasów (choć biorąc pod uwagę jego motywy – paradoksalnie – kontrimperialistycznym). Ogromny obszar zamieszkiwało więcej ludzi niż wszystkie strefy okupacyjne III Rzeszy. Jeśli odjąć okupację cywilną i/lub wojskową i biorąc pod uwagę, tylko co ostatecznie zostało inkorporowane to wynik będzie jeszcze wyższy. Nie podlega wątpliwości, że osiągnięcia Japonii znacznie przewyższały osiągnięcia militarne III Rzeszy, zarówno pod względem rozmiaru podbitych terenów, jak i tym bardziej podbitej populacji. W ciągu kilku lat Japonia wyzwoliła spod rządu Anglików, Francuzów oraz Holendrów: Birmę, Wietnam, Indonezję czy Malezję, a także państwa regionu, które nie chciały jej w tym pomagać według jej schematu między innymi Chiny, Koreę czy Tajlandię i inne państwa regionu, włącznie z oceanią. W trakcie wojny Japonia zabiła ponad 6 mln żołnierzy Alianckich: Amerykanów, Chińczyków, Hindusów czy Brytyjczyków.

Terytoria pod kontrolą Japonii podczas II Wojny Światowej.

Po zakończeniu walk w Azji Południowej, alianci robili co mogli by skłonić Japonię do kapitulacji. Dzięki atakom Chińczyków i Koreańczyków, amerykanie zdołali zbliżyć się do wysp japońskich. To jednak był dopiero początek. Wykorzystując lukę w obronie przeciwlotniczej, Amerykanie dokonali największego bombardowania w historii. Kilkoma tysiącami bomb kasetowych dokonali serii bombardowań Tokio. Był on tyle skuteczny, że miał stać się przykładem dla innych ataków. To jednak jest historia opowiedziana z punktu widzenia USA. Prawda jest taka, że dla tak wielkiej metropolii jak Tokio nie było to jednak duży cios. Zużycie ogromnych zasobów amunicji do największego w historii bombardowania doprowadziło do śmierci zaledwie 4% populacji miasta, a zniszczeniu uległy przede wszystkim lliczne konstrukcje drewniane w rejonie centrum, a ich duża ilość zniszczonych wynikała przed wszystkim z ich niewielkiej wysokości – było dużo banków małych, zamiast małej ilości dużych. Także obszary wydawały się duże przede wszystkim w związku z duże „pocięcie” miast liczbą skrętów i rozgałęzień typowej dla dzisiejszego Tokio, powodującą optyczne wrażenie większej po wierzchni. Amerykanie próbowali zaatakować mniejsze miasta, jednak efekt był podobny. Zdobycie japonii położonej na wyspach okazało się trudne, a wierni Japończycy szli na śmierć, nie zważając na to co się stanie z nimi i z ich rodzinami.

Przybrzeżna dzielnica Tokio – główny cel alianckich bombardowań w czasie IIWŚ.

Amerykanie planowali aby setki tysięcy żołnierzy alianckich desantowane było na wyspy japońskie, jednak położenie wyspy sprawiło, że sytuacja byłą trudna, a opór ogromny. Na wyspach japońskich, czekało gotowe do walk 6 milionów japońskich żołnierzy, każdy miał rozkaz aby walczyć tak długo póki 6 milionów nie zostanie zredukowane do zera, zaś w przypadku gdy śmierć jest bliska mieli dokonywać samobójczych wysadzeń i (w przypadku sił lotniczych) wlotów w statki i budynki wroga.

Cesarz Japoński nie rządził de facto, nie był też odpowiedzialny za wojnę. Mimo tego stanowił autorytet religijny i słuchał się go naród. Wojną kierował przede wszystkim ustrój wojskowych parlamentarzystów. Zgodnie z ich wytycznymi, Japonia miała walczyć do ostatniej osoby żywej, a w przypadku teoretycznej śmierci 6 mln żołnierzy, miał walczyć kto tylko żył. Nie było to samobójstwo – to była to broń nie do zatrzymania. Zaskoczyła aliantów przede wszystkim psychologicznie. Japonia odmawiała kapitulacji, zaś Albert Einstein wysłał list do prezydenta USA, mówiąc mu aby użył bomby atomowej, gdyż inaczej nigdy nie zakończy wojny z Japonią.

Ostatecznie zdecydowano się na ten krok. Zrzucenie bomby na Hiroshimę i Nagasaki, zabiło 25% populacji obu miast, a jednocześnie Japonię zaatakował ZSRR, próbując odbić okupywaną przez nią Koreę. Przez te całe działania Japonia odmawiała kapitulacji. Duże zniszczenia procentowe w Nagaski wynikały przede wszystkim z małego rozmiaru miasta, jeśli porównać je do największych wówczas w Tokio, w których to wybuch i promieniowanie dosięgło by tylko konkretnej dzielnicy. Procentowo zyski były mniejsze niż w przypadku regularnych bombardowań. Ponadto większość mieszkańców miast zdążyła już wyemigrować do mniejszych ośrodków, rozpraszając się i uniemożliwiając powtórzenie sukcesu.

Nagaski przed wojną nie piastowała do roli dużego miasta. W kontekście kraju było co najwyżej średniej wielkości.

Prezydent USA stwierdził, że boi się zrzucać trzecią bombą, wiedząc że ginęli głównie cywile i dzieci, ale stwierdził że może nie mieć wyjścia. Jednak jego stan psychiczny szedł w złą stronę, a ludność krajów alianckich była zdenerwowana, że ataki trafiają w tylu cywilów. Zrzucenie trzeciej bomby, mogło by rozpocząć podziału i odłamów w sojuszu aliantów i doprowadzić do zerwania sojuszu z USA, jak i też rozłamów w samych stanach. O ile kapitulacja III Rzeszy nastąpiła ze względu na śmierć Hitlera, który do śmierci wydawał rozkazy walki do końca, to w Japonii za sprawą odpowiadał parlament, co wykluczyło opcję zabicia „głowy” ze powodu decentralizacji. Ponadto Alianci zajęli terytorium Prus, które było de facto jedyną siłą utrzymującą frekwencję NSDAP, Niemcy „rdzenne” nie popierały w większości Hitlera, więc gdy ich „sąsiedzi” byli zdobyci przez Sowietów, nie mieli już oni powodów do walki, gdyż de facto byli już po tej samej stronie. W przypadku Japonii, sytuacja była zupełnie inna.

Cesarz Hirohito przerażony był sytuacją, gdyż widząc zrzucenie bomb obawiał się dalszej wojny. Wobec tego zdecydował się sprzeciwić się parlamentowi i wygłosić przemówienie, które spowodowało oburzenie wśród rządu. Próbowano zdobyć budynek, gdzie przebywał cesarz i nie dopuścić do wygłoszenia orędzia, doszło do walk i do zabitych. Ostatecznie nie zdążono bo cesarz wygłosić przemowę. Powiedział w nim, że Japonia nie chciała nikomu odbierać niepodległości i nie jest przeznaczona  do władania światem i należy zakończyć walkę. Powiedział, że jeśli 6 milionowa armia japońska będzie nadal walczyć z aliantami doprowadzi do „zniszczenia ludzkiej cywilizacji”. Podczas przemówienia cesarz zaczął szlochać, a w pewnym momencie mówić poprzez płacz. Płakać zaczęli również ludzie nagrywający jego przemówienie. Gdy wojsko zaczęło egzekwować opinię cesarza, upokorzeni przywódcy totalitarni popełnili masowe seppuku. Wojsko posłuchało słów cesarza. Z dnia na dzień walki się zakończyły. Przywóz Żołnierze i urzędnicy mimo sprzeciwu rządu, uznali wolę cesarza, ze względów religijnych. Walki się zakończyły, Japonia zrzekła się roszczeń do Taiwanu i premier ogłosił zmianę Konstytucji, w której cesarz utracił kolejne przywileje, dopuścił do wyborów większą liczbę ludzi. Armia miała mieć funkcje stricte defensywną, ostatecznie zyskując też prawo do walk za granicą, granica ich użycia została jednak do ochrony praw innych osób, poprzez ustawę parlamentu. Japonia w ciągu kilku lat od zakończenia wojny wyprzedziła gospodarczo wielką Brytanię i Francję, a Hiroshima i Nahasaki na początku lat 50-tych zaczęły się odbudowywać.

O zakończeniu drugiej wojny światowej zadecydowała decyzja cesarza do postawienia się parlamentowi, który doszedł do władzy przed wojną i religijność Japończyków wobec „potomka Świecącej na Niebie”. Biorąc pod uwagę liczebność sił Japonii, oraz ich mentalność żołnierzy do nie poddawania się i organów dowodzących, negatywna wizja Cesarza mogła się spełnić, a druga wojna światowa trwać nawet do dziś. Bowiem ochronił nie tyle Japonię przed aliantami, co raczej ochronił świat przed Japończykami. Być może „skapitulował” dlatego, że Japonia osiągnęła swoje cele… Jakie jednak? I jaki motyw stał za Japonią podczas IIWŚ? Czy rzeczywiście była „zła”? To temat osobny, należy jednak stwierdzić, że nie tyle USA pokonało Japonię, co Japonia darowała Aliantom życie.

Lustracja Mieszka I

Dowodził małym państewkiem, które w ciągu kilkudziesięciu lat zwiększyło swój zasięg o ponad 400%. Atakował każdy gród jaki napotkał, wraz załogom spalał wszystko, zabijał cywilów, miał zaburzenia sadystyczne, obcinał języki i jądra podbitym ludom, gwałcił i spalał populację obcych plemion żywcem – taką historię rodem z „Piły” opowiada jedna z książek „popularnonaukowych” sprzedawanej w sieci sklepów Empiku na pierwszym rzędzie z napisem „promocja”.

Mieszko, podobnie jak Siemomysł i Bolesław I zostali przez ostatnią publikację ukazani gorzej niż Stalin.

Zdecydowanym zagrożeniem dla świadomości historycznej stanowią liczne „popularnonaukowe” książki obecne w księgarniach czy „popularnonaukowe” strony internetowe często nie tylko są niezgodne historycznie z faktami, ale i też często całkowicie niezgodne nawet z powszechnie dostępnymi źródłami. W większości przypadków można  mówić o fakcie, iż sporo osób nie rozumiało samej historii, zaś w innych można mieć podejrzenia, że naciągnięcie tematu, a nawet celowe jego sfałszowanie, było dla autora najprawdopodobniej tylko i wyłącznie sposobem na marketing. Tym samym książki historyczne i strony internetowe można potraktować podobnie jak prasę z wiadomościami i być świadomym, co prasa zmienia, mutuje bądź demonizuje. Bez względu na to kto ją napisał.

Niefalsyfikowalne teorie o tym, że Mieszko zdobył cały kraj, pojawiały się już wcześniej, lecz dopiero premiera ostatniej książki, zaostrzyła wątek do poziomu co najmniej holocaustu.

Słowiańska religia szamanistyczna de nomine zaprzecza imperializmowi

A co wiadomo o Mieszku i jego państwie? W 965 roku po raz pierwszy państwo Polskie znalazło się na wizji zagranicznej kroniki (co prawda są przypuszczenia, o tym że już wcześniej było opisywane pod różnymi nazwami, lecz skupmy się przede wszystkim na czasach Mieszka). Pojawiły się tam raptem jedna informacja: istnieje państwo, którego władcą jest Mieszko. Tego samego roku Polskę odwiedził również arabski podróżnik, który jednak raczej opisywał zwyczaje ludności niż politykę (z resztą zwyczaje były nieco koloryzowane motywami w stylu „świątynia ze szmaragdów”, lecz pojawiały się też wiarygodne informacje). W 966 roku żydowski kronikarz mieszkający w jednym z księstw niemieckich opisał ponownie owego władcę i jednocześnie państwo zwane potem Polską. Informacje były raptem trzy: 1. Istnieje państwo, którego władcą jest Mieszko. 2. Mieszko posiada mocne siły zbrojne. 3. Mieszko toczy walki z Wieletami. W tym samym roku Mieszko miał też przyjąć chrzest, co opisała późniejsza kornika z Czech jak i Gal Anonim.

Pod koniec tego wieku w Dagome Iudex – umowie międzynarodowej między Polską, a Stolicą Apostolską, pojawiły się dwa dodatkowe informacje: pojawiło się określenie Państwo Gnieździskie, zamiast „państwo Mieszka” (citivas oznaczające populację, społeczeństwo lud naród/państwo) oraz opisano  jego granice. Kolejne informacje o Mieszku pojawiły się w kronice Galla Anonima – opisano tam, że Mieszko był piątym z kolei księciem swojej dynastii, która była drugą dynastią kraju. Oprócz tego z wykopalisk wiemy, że Mieszko budował kościoły, a także, że wyburzał stare konstrukcje grodowe i na ich miejscu budował, nowe większe mury i elementy urbanistyczne. W X wieku nie miało być już konstrukcji starszych niż VII wiek. Sposobem pozbywania się starych elementów było ich burzenie lub palenie. Następnie na gruzach starych konstrukcji, budowano ich większe wersje.

Tak wyglądała Polska, gdy po raz pierwszy opisano jej granice. Wcześniej nikt ich nie opisywał, nie ma więc dowodów, że była mniejsza czy większa.

Mieszko stoczył konflikt zbrojny zwany bitwą pod Cedynią. Wówczas to Połabianie/Wieleci dowodzeni przez niemieckich książąt/awanturników napadli na Pomorze. Zostali odparci, zaś Cesarz potępił ich wybryk. Obecnie są spory czy atak ten chciał pozbawić Polskę niepodległości czy też po prostu dokonać zniszczeń/kradzieży w X celu. Warto zauważyć, że Marchia Łużycka to Połabskie państwo tak samo jak i Związek Wielecki, tylko że Marchia Łużycka należała już do unii ŚCR. Sami Połabianie sprzymierzeni z Węgrami, atakowali księstwa niemieckie, co skłoniło je do kontrofensywy przeprowadzonej razem z Polakami. Połabianie i ich potomkowie walczyli z Polską wiele razy potem (w tym Cedynia). Kazimierz Wielki zawarł pokój z ich największym państwem Brandenburgią, zaś kilka wieków potem – Dolna Saksonia (będąca Saksonią raczej z nazwy) była w unii personalnej z Polską i Litwą. Polacy za Mieszka walczyli z Połabianami nie ostatni raz. Patrząc na sytuację polityczną i relacje między tymi ludami, należy się spodziewać, że również – nie pierwszy. Tutaj historia doskonale jednak odnotowała, że konflikt między Połabianami, a Niemcami z ŚCR zaczął się w momencie, gdy Połabie wsparło Węgry w najeździe na księstwa Niemieckie. Wcześniej ŚCR traktowało ten lud jako co prawda innowierskiego, ale pokojowo nastawionego sąsiada. Istnienie niepodległego państwa Połabian nie stanowiło dla nich żadnego problemu.

Łaba stanowi miejsce, gdzie dawno, dawno temu spotkały wielkie grupy cywilizacyjne, kulturowo, rasowo, etniczne – granicę między Wschodem, a Zachodem. Do dziś, jedyne co łączy mieszkańców Połabii z prawdziwymi Niemcami, to język. Zderzenie cywilizacji zwiększyło ryzyko starć między różniącymi się skrajnie populacjami. Polska jednak nie zaakceptowała agresji Połabian i Węgrów na Niemcy. Jedną z najstarszych wojen w naszej historii musieliśmy stoczyć z w wyjątkowo bliskimi krewnymi.

Obecnie Połabianie są elementem propagandy prawicowych ruchów antyklerykalnych, zarzucającym „kościołowi” uderzenie na niewinny naród, także sowiecka propaganda antyniemiecka za czasów PRL, uczyniła z nich ofiarę, pokazując wojnę bez ujawnienia jej przyczyn.

Połabianie to pierwszy konflikt w historii Mieszka. Nie istnieją dowody na wojny międzyplemienne, które miał toczyć Mieszko. Burzenie grodów i stawianie na ich miejscu nowych świadczy co najwyżej o próbie zbudowania ich od nowa. W XIII wieku burzono grody i budowano murowane domy i ogrodzenia. Podobnie musiało być w X wieku, tylko że budowano podobnie – z drewna. Burzenie starych osiedli i budowanie nowych, gdy były stare lub wymagały modernizacji lub większego ufortyfikowania występowało już wcześniej w Europie czy na świecie.

Budowa małej osady kosztowała minimum 40 000 dniówek. Podczas wojny nie było by stać by rządne plemię na jeszcze większe inwestycje.

Dziwny byłby fakt, gdyby kronikarze odnotowali wojnę z Wieletami, a nie odnotowali tak wielkiego konfliktu jaki był podbój całego kraju przez jeden gród – Gniezno. Taki element przypomina raczej political fiction czy próbę wytłumaczenia na siłę, dlaczego państwo nie było wcześniej opisywane. W IX wieku geograf bawarski opisywał różne społeczeństwa na terenie Polski, opisując np. Ślązaków czy Wolinian. Określenie civitas oznacza i państwo i społeczeństwo, co za tym idzie przy opisie tak dokładnym tych ziem, mogły być to po prostu różne społeczeństwa etnicze, jak część jednego państwa, co ciekawe nie opisał terenów Mazowsza, które było przecież zamieszkane. Dawniejsze kroniki to tylko parę zmian o ludach wschodu, a jedne z tych najstarszych są dość fantazyjne. Według kronikarzy, na wschodzie Europy miały żyć przerażające potwory niosące śmierć. Nie trzeba mówić jak wiele takich legend krążyło wieki potem o nieznanych terenach. Świadczy o tym, że tereny były po prostu niezbadane. Co prawda już Tacyt opisywał je jeszcze wcześniej (co z czasem podłapywali kronikarze wczesnośredniowieczni i łączyli fakty) lecz w większości, dzieła starożytne były wówczas zapomniane, zaś np. o terenach późniejszej Rusi, Tacyt nie wiedział nic. We wczesnym średniowieczu dla Europy Zachodniej potrzebny był „Wschodnioeuropejski Kolumb”. Świadczy to nie tyle o tym, że na wschodzie nic nie było, co raczej o tym że zachodni podróżnicy nie potrafili dotrzeć ta daleko. Po upadku Rzymu, podróże międzynarodowe załamały się na jakiś czas.

Mapa Tacyta versus Mapa Geografa Bawarskiego. Choć Geograf Bawarski nie odwiedził całej Polski, to jednak można dostrzec podobieństwa nazw ludów regionów (Sleezane-Silingians, Goes/Gepida-Goplanie, Luigi-Lenduzi). Potwierdzenie tożsamości tych civitas jest jednak możliwe przede wszystkim dzięki testom DNA.

W przypadku Bitwy nad Dołężą, na późniejszej Połabii, bitwy dziejącej się 3000 lat temu, naukowcy zdołali znaleźć setki ciał, wraz ze śladami obrażeń, resztkami broni, samymi brońmy, a nawet wydestylować DNA uczestników. Ułożyli nawet scenariusz bitwy – kładka nad Dołażą stanowiła taktyczny obiekt. Jedna ze stron próbowało go przekroczyć dużymi siłami, zaś strona druga robiła wszystko co mogła by tylko do tego nie dopuścić. Właściwa bitwa zaczęła się, gdy strona nr. 1 po zaczęciu przekraczania mostu została obsypana gradem strzał. Skoro więc można odtworzyć scenariusz bitwy dziejącej się 3000 lat temu. bez źródeł pisanych, to czemu nie ma żadnych informacji na temat rzekomej ogólnokrajowej wielkiej wojny domowej, która miała się dziać  raptem 1000 lat temu? Gdzie są kości, gdzie są zwłoki, gdzie są resztki broni? Nie ma. Gdyby były, to na ich podstawie (nie zaś na drewnie grodów) oszacowano by daty bitew, używając metody radiowęglowej. Jeśli gród był by zburzony podczas walki, to powinno być tam również szkielety. A nie ma. Tym bardziej „szczegóły” pokroju spalania cywilów żywcem należy uznać za ewidentne fałszerstwo. Co ciekawe – również ojcowi Mieszka autor przypisuje się takie praktyki wojenne. Inną sprawą jest fakt, że niektóre plemiona miały zniknąć z mapy. A może po prostu nikt ich nie opisał, albo pojawiły się potem pod inną nazwą (jak chociażby kwestia ludności Mazowsza)? Spraw z wojnami międzyplemiennymi które miały doprowadzić do powstania państwa Piastów, pasuje bardziej do teorii spiskowej niż historycznego faktu.

Są dowody na to, że na terenie Wielkopolski w X-wieku wiele wsi miało opustoszać, okolice Gniezna miały się urbanizować, ale mogła to być równie dobrze migracji ludzi do miast. Trudno zresztą oszacować wymarcia na podstawie kawałków drewna. Prędzej na podstawie zwłok ale Słowianie poddawali ciała kremacji, więc i tak ich nie ma. Co prawda ciała zabite w trakcie bitwy mogły zostać w postaci szkieletu, ale nie znaleziono ich.

To samo zresztą dotyczy rzekomej teorii o Mieszku I jako łowcy niewolników. Co prawda był na wschodzie szlak handlu ludźmi, ale niewolników łapali żydzi oraz wikińscy piraci. Teorie o tym, że Mieszko miał budować grody za pieniądze z czarnego rynku są raczej mało prawdopodobne, bowiem odpowiednik kapitałem był nadmiar surowca drzewnego, dobre górnictwo i dwupolówka, zaś monety arabskie znaleziono ze względu na szlak handlowy ogólnie. Bardziej prawdopodobne są informacje mówiące o czeskich szlachcicach-mafiach, którzy przez Pragę mieli przemycać niewolników z Pomorza Przedniego i okolic późniejszego Petersburga na Bliski Wschód, to jednak jest już sprawa kogoś innego, zaś teoria o tym że chrzest Mieszko I był kontraktem z Czechami odnośnie wspólnego handlu jeńcami jest jeszcze bardziej niedopuszczalna. To samo dotyczy zresztą „oficjalnego piractwa” na Wolinie, prowadzonego przez prze słowiańskich Wolinian. Owszem piraci byli, ale wieszano ich na wzgórzu za centrum, a kwestia dalszych wypraw Pomorzan, to po prostu część większego konfliktu z Danią. Po za tym teoria ta oddziela państwo Mieszka od państwa Wolinian. To błąd. Mieszko nie podbił Wolinian, bo oni już byli w jego granicach. Mieszko walczył z Wieletami, którzy mieli podobną nazwę co Wolinianie bo byli spokrewnieni (tak jak Słowacy i Słoweńcy) i nie tylko wziął ich w okupacje co po prostu odparł ich atak na Pomorze Zachodnie.

Prawdą marketingową jest teza, że konflikt lepiej się sprzedaje, lecz bardzo niewiele państw świata powstało w skutek wojen unifikacyjnych. W średniowiecznej Europie większość ewoluowała ze struktur plemiennych (Irladnia, Finlandia, Skandynawia, Ruś), bądź powstała na terenach wyzwolonych spad władzy Rzymu (Francja, Anglia, Bułgaria), który z kolei powstał w taki właśnie sposób. Teoria o podbojach Mieszka jest niczym innym jak bezpośrednią kalką, kopią historii o powstaniu właśnie Rzymu. Słowo ‚”Imperializm” pochodzi od nazwy „Empire” a pierwszym i przez kilkaset lat jedynym państwem, który się tak deklarował był właśnie Rzym, a po jego upadku Włosi nie byli chętni do zjednoczenia Italii, woleli żyć tak jak żyli zanim Miasto Rzym pokusiło się o władzę. Zresztą sytuacja we Włoszech powtórzyła się 2000 lat potem i wiadomo jak to się skończyło i jaki naród musiał ich pacyfikować.

Skąd więc państwo Polskie? Może właśnie dlatego nie opisywanego jako powstania bo czegoś takiego nie było? Dzięki Geografowi Bawarskiemu znane jest, że sąsiednie citivas w Polsce plemiona tworzyły związki citivas. Brakuje więc tutaj już tylko, związku związków citivas z głową struktury i istnieje państwo. Hierarchiczna drabina. Świadczy o tym tęż fakt, że początkowo wiec, na którym wybierano księcia z czasem oddawał więcej władzy w jego ręce co jest raczej naturalnym procesem. Z czasem synowie uczyli się władzy od ojców i zostawali dzięki temu często wybierani po nich, a gdy stało się to zasadą powstał dynastyzm. Mówimy więc tutaj o stopniowej ewolucji, które trwać mogła nie wiadomo właściwie ile czasu. Jeśli więc powiedzieć mamy „Mieszko powiedział do narodu – bądźmy jednym” to wcale się nie mylimy, z wyjątkiem tego, że… nie ma żadnego dowodu że to był Mieszko. Władca ten jest znany przez to że przyjął chrzest, nie z powodu że założył jakiekolwiek państwo. Gdyby chrzest przyjął Siemomysł, wówczas dużo pisało by się o Siemomyśle, bo to za jego czasów nastąpiła by absorpcją alfabetu łacińskiego. Wcześniej nie było źródeł pisanych, Polska mogła więc równie dobrze powstać chwile przed chrztem jak i być najstarszym państwem świata. Czyli krótko mówiąc – jakiekolwiek dyskusje i domysły daty powstania danego ustroju nie mają tutaj żadnego sensu. Np. Wincenty Kadłubek pytając się o „niemowlęctwo naszych ustaw” historyków i mędrców przeważnie odpowiadał bardzo ogólnie, podając kilka imion władców, sytuacje w Europie Wschodniej i zmiany społeczne.

Teoria o tym, że Mieszko I ZAŁOŻYŁ państwo tylko i wyłącznie pośredni efekt komunistycznej propagandy. W 1966 rozpoczęły się bowiem obchody 1000-lecia chrztu Polski. PZPR, aby nie dopuścić do angażowania się ludzi w akcję zorganizowaną przez władze znienawidzonego przez nich kościoła, zrobiły bliźniacze obchody „1000-lecia państwa Polskiego”, co było historycznym fałszerstwem, które szybko podłapano i rozprowadzano. Próbowano też robić wykopaliska, ale nie znaleziono nic oprócz śladów grodów i datowania ich budowy. Czyli na tematy polityki nie znaleziono NIC.

Słowo „barbaros” zaczęło mieć negatywny wydźwięk dopiero w XIX wraz z początkami Angielskiego imperializmu, wcześniej oznaczał „obcokrajowiec”, zaś fakt iż jednym z „barbaros” byli Wandalowie, nie jest argumentem bowiem słowo „wandalizm” zyskał negatywny wydźwięk dopiero po Rewolucji Francuskiej.

Do tego w postrzeganiu Mieszak I nie pomaga przedstawienie go przez Jana Matejkę jako osobę, która wygląda jak rozbójnik lub pirat (dzisiaj dający skojarzenia z Bin Ladenem), a to typowe dla wszystkich błędnych przedstawień Słowian w średniowieczu, stylizując ich na mieszkańców Europy zachodniej lub bliskiego wschodu (nawet Hunów i Mongołów tak przedstawiano!).

Powstanie państwa Polskiego jest analogiczne do powstania Japonii – mamy kroniki mówiące o poszczególnych elementach państwowości, nikt nie wiem od kiedy one jest. Kroniki Kadłubka dawały co prawda skład pierwszej dynastii, lecz nawet jeśli były by w 100% prawdziwe, to i tak nikt nie wie kiedy miał by właściwie powstać jednolity związek państwowy. Nie ma śladów walk, co najwyżej dowodzi to powolnej ewolucji. Nie było więc żadnej wojny unifikacyjnej – Mieszko nie był zbrodniarzem wojennym – to zdecydowanie za nudne na książkę z Empiku.

Promowanie opcji, która implikuje nielegalność naszego państwa jest nieopłacalne dla nikogo z wyjątkiem sprzedawców takich tekstów, bo po co oskarżać tak ważną dla narodu postać bez podstaw za zbrodniarza wojennego? Co by się stało, gdyby taka fałszywa informacja została dalej rozpowszechniona? Zamieszki? Roszczenia o reparacje? Przynajmniej inflacja spadnie, gdy ludzie ze złości spalą w szale swoje 10 złotówki.

Ajnowie, Japończycy, Jakuci

Problemu tożsamości i pochodzenia Ajnów, ludu o trudnej do oszacowania liczebności na wyspie Hokkaido i Sachalin jest elementem problematycznym w japonistyce i filologii syberyjskiej. Alfred Majewicz w 1984 roku, który pisał że nie zna pochodzenia Ajnów, którego tekst był jako źródło prezentacji (choć doszukiwano się powiązania z językami Yupik, czyli językami Alaski/Kamczatki) oczywiście nie mógł w swoich czasach zbadać pochodzenia Ajnów w pełni skutecznie, tym bardziej przez to że ich języka zanika. Jednak 37 lat później już wiadomo, ale mało kto to wie, że się już wyjaśniło.

Ajnowie na Sachalinie. Przeglądanie podobne jak w kimono.

Testy haplogrup DNA-Y potwierdziły, że Ajnowie to po prostu proto-japończycy, bo ci drudzy się płynnie wyodrębnili od Ajnów i jako ich podział, gdzie się zaczynają Japończycy, a kończą Ajnowie, uznano granicę umowną kultury Jomon, która jako rozwijająca się w klimacie innym, zmieniła technologię, a i też długa odległość i separacja Ajnów (stanowiących „czarną skrzynkę” pochodzenia Japończyków) sprzyjała wyodrębnieniu się Japończyków z Ajnów, na zasadzie „pączkowania”. Było ponad 5 cyklów badań. Składy haplogrupy Y-DNA Ajnów, są identyczne jak w przypadku mieszkańców Hokkaido, Sachalin i Kurylskich wysp, stopniowo wyodrębnia się nowo „Jomon”ska” haplgorupa w momencie, kiedy kultura ajnów i japończyków jest przejściowa/płynna (brakujące ogniwo), z kolei miejsca gdzie język japoński (południowy) uległ połączeniu z Ajnuskim, podczas ich japonizacji pokrywa się i z przejściami genów i z dialektami języka japońskiego, jako stopniowe zmiany z południa na północ dialektu i akcentu, szczególnie w postaci tożsamości głosek si i szi. Jeśli do tego dodać doszukiwanie się obecnie w języku japońskim podobieństw do Jakuckiego i Tatarskiego, a także tego że u Ajnów, nadal jest obecna haplogrupa typowa dla Jakucji i Kamczatki, to ponownie genealogia się spina, tym bardziej że testy haplogrup, jak i samych ich odkrycie obalają tezy wieloletniej wędrówki ludów przez tysiące lat epoki neolitu, na rzecz stałego osadnictwa od lat 10 000 p.n.e. (czyli granicy paleolitu i neolitu) na większości rejonów świata, szczególnie istotne jest uwzględnienie, że tylko pewna część narodów, jest narodami analitycznymi, powstających przez podział jednego (szczególnie trudno o tym mówić w przypadku Japonii, kiedy to szerokość jest znacznie mniejsza, niż w przypadku długości), gdyż większość to genetycznie narody odłamowe, powstające na zasadzie nieustannego w owych czasach wyodrębnienia się grup, kiedy to szukając miejsca poza dużą populacja, doprowadzał do wyodrębnień i cykl ten działał analogicznie do „pączkowania drożdży”. Tutaj trzeba też dodać identyczność haplogrup mieszkańców Sachalina i Hokkaido (co raczej przeczy wysiedleniu mieszkańców na skalę masową, gdyż Stalin często fałszował przesiedlenia ludów), a i podobieństwo zarówno shinto, religii Ajnów jak i religii innych rdzennych narodów syberii, jak i podobieństwo ozdób i znaków Ajnów z hokkaido do ozdób i znaków Jakutów.

Ajnowie na Hokkaido. Woda analogię do Jakutów w czapkach i wzorkach u kobiet. Mimo o jest cieplejsze niż „japońskie”

. Dylemat strukturalny w postaci ewentualnych migracji ludów z Korei do Japonii, został też rozwiązany przez testy Haplogrup Y-DNA, gdyż Koreańczycy posiadają główną haplogrupę taką jaka jest w identycznej ilości u chińczyków, zaś w Japonii, ona jest kilkukrotnie mniejsza w środkowym obszarze, po za tym nieuznanie północnego pochodzenia Japończyków/Ajnów była by sprzeczna z zasadą brzytwy oklhama i co za tym idzie stanowiła by teorię wadliwie skonstruowaną z punktu widzenia metodologii naukowej (inną kwestią jest migracja Japończyków do Korei). W kwestii pochodzenia Japończyków od Ajnów, należy też dodać że ślady człowieka w na Hokkaido w czasach neolotu, są starsze niż te z Jomon, choć oczywiście na terenach kultury Jomon rozwinęła się początkowo większa cywilizacja, z powodów zapewne klimatycznych, umożliwiającej hodowlę ryżu importowanego z Chin przez Koreę. Na jednej ze stron rosyjskich, natrafiłem na artykuł treści „japończycy nie pochodzą z japonii”) – tak wygląda sytuacja kiedy dochodzi do uznania zapisów sprzed wielu wielu lat (Bronisław Piłsudski) i to w czasach bez obecnej technologii za jedynie źródło, gdyż w ten sposób, dyskryminacja Ajnów, została w niektórych ugrupowaniach internetowych przekształcona w dyskryminację Japończyków. W rzeczywistości jest to walka nieuzasadniona, gdyż Ajnowie są dla Japończyków, tym co Rusini dla Słowian Zachodnich. Testy haplogrup Y-DNA potwierdzają stopniowe wydzielanie się genu typowego dla „Jomończyków” (Japończyków) z populacji Ajnów, a cały proces następował podczas kolonizacji wysp japońskich w trakcie przejścia kolejnych ludów na osadnictwo stałe.

Dla Ajnów tak jak i dla Jomonczyków, ważnym elementem życia było rybołóstwo

Dla południowych mieszkańców wysp Japońskich ich północni „ojcowie” wydawali się inni ze względu na klimat i separacje na północy. Trudne warunku utrudniły i dbanie o włosy (tzw. „kudłaci”) i wymusiło inny tryb życia. Potem jednak Ajnowie zaczęli ulegać Japonizacji, choć oczywiście w przypadku prób umyślnej, całkowitej Japonizacji ich przez Japończyków, nastąpił by efekt odwrotny, gdyż tak jak to było w przypadku innych takich prób na świecie, lecz jeśli nastąpiło to naturalnie, to nie mogło się odbyć bez pewnego rodzaj transpozycji, w skutek japonizacja Ajnów, musiała i oznaczać „ajnuzację” Japończyków, choć na mniejszą skalę z uwagi proporcji ludności. W ten sposób, biorąc pod uwagę wyodrębnienie się Japończyków z Ajnów, a następnie z koleji japonizacje, samych Ajnów, możemy mówić o pewnego rodzaju „sprzężeniu zwrotnym”. Skład haplogrup typowych dla ajnów i typowych „jomończyków” przechodzi gdzieś w okolicach równiny Kanto. Można więc uznać, że pochodzenie od Ajnów, oraz od „Jomończyków” (Japończyków) istnieje w proprocjach mniej więcej 1/4 lub nawet 1/3, co jest przyczyną płynnego przechodzenia dialektów japońskich i jednocześnie przyczyną sporu o terytorium z Federacją Rosyjską, gdyż Ajnowie (Hokkaido czy Sachalin) stanowią zgodnie z tym brakujące ogniwo między Japończykami, a ludami wokół rzeki Amur, na kontynentalnej części FR.

Długie elementy stroju chroniły przed zimnem, czyli Syberia w czystej postaci.