Lustracja „Nankinu”

Gdyby kwestia „Masakry Nankińskiej” była kiedykolwiek przed normalnym sądem, zapewne okazało by się że dowody świadczą nieco inaczej niż było w realu. Ale ponieważ sprawców nie znano zazwyczaj z nazwiska, to do tego nie doszło – pozostają tylko domysły skrzętnie wykorzystywane, kiedy są przedstawiane jako „fakt”. Szczególnie przez anty-japońską propagandę Radziecką, której ofiarą była też np. Polska oraz propagandę Chińską, która do dziś jest bardzo mocno odczuwalna. Dość szokujące było by to gdyby ludzie dostali odpowiedź samych Japończyków odnośnie tego wydarzenia, bowiem bez dojścia do głosu „drugiej strony”, trudno by było ocenić sytuację.

Gdy ostatnim razem Hirohito został przedstawiony u boku Hitlera i Mussoliniego, reakcja ambasady Japonii była natychmiastowa, a naród Japoński się zdenerwował – zażądano usunięcia zdjęcia i tak też się stało.

Tzw. „Masakra w Nankinie to wydarzenie, do którego doszło podczas zdobywania miasta Nankin przez wojska Japońskie w 1937 roku. Japonia miała na celu spacyfikowanie Chin, które to współpracowały handlowo z Francją i UK, które uważano za zagrożenie kolonialne przez np, okupację Birmy i nie tylko Atak na Chiny miał na celu zniszczenie portów z których korzystali Europejczycy, oraz pokonanie ruchów pro-europejskich – potem pozostawało już tylko dekolonizacja krajów na południe od Chin. Tzw. „ludobójstwo” w Nankinie to jednak wydarzenie, które jest w 80% sfałszowane przez chińską, radziecką, a nawet aliancką (tak!) propagandę. Dlaczego?

Tonący statek US Navy podczas walk o Nankin

Powód 1 – nie tylko cywile

Bardzo często podaje się całkowitą liczę „ofiar” jako ilość cywilów, które zginęły w wyniku „eksterminacji” Jednak w realu było nieco inaczej. Wydarzenia w Nankinie mięły przede charakter egzekucji żołnierzy Chińskich, którzy zostali pokonani przez Japończyków. Część z nich to po prostu ofiary walk, reszta to osoby zabite potem. Wprawdzie potem do zabójstw doszło też na cywilach, jednak ogólna ilość ofiar to nie sami cywile.

Powód 2 – nie z rozkazu

Na temat ludobójstwa Nankinu nie wydano nigdy żadnej ustawy, ani rozkazu, Było to głównie samowola żołnierzy (w dużej mierze poborowych), których potem w 1946 (w ramach możliwości) wydali przed sąd sami Japończycy. Nie był to manewr Japońskich wojsk, lecz działanie zorganizowane grupy osób fizycznych. Wszystkie mowy „cichym przyzwoleniu” to tylko czyjeś domysły, a nie udowodnione wydarzenia.

Powód 3 – w stanie wyłączającym świadome podjęcie decyzji

Różnorodne działania, do których dochodziło podczas tej „operacji” był efektem upicia się japońskich żołnierzy, którzy w tym stanie zaczęli bawić się bronią i urządzać zawody o to, kto zabije więcej ludzi. To czy to cywil czy żołnierz trudno było odróżnić w przypadku, gdy żołnierz był upity. Nie neguje to faktu tragedii do jakiej doszło, lecz jednocześnie trzeba zdać sobie sprawę, że żołnierz po alkoholu myśli inaczej. A andrelina tylko zwiększa działanie etanolu.

Powód 4 – przesadzona ilość ofiar

Dowodów na ilość ofiar mamy tyle ile odnaleziono ciał. Reszta to domysły, ewentualnie jacyś świadkowie. Trudno też o dowody, jak podczas walk kartki zapiskami płonęły. Może kilka tysięcy? Szacować nie ma po co, bo po pierwsze – szacunki ofiar cywilnych są zawsze zawyżone. Najlepszym przykładem tego były ponad 10-krotnie zawyżona ilość ofiar Puczu w Bukareszcie. Statystyki oznaczały by, że ginęło po 12 000 osób dziennie i to przy użyciu broni często siekanej (np. patyków ostrych). W powstaniu warszawski ginęło po 2 000 dziennie, w warunkach kiedy to z nieba leciały bomby, artyleria i czołgi uderzały z całej mocy. budynki się paliły i zawalały, wybuchały miny. Jak więc pijani żołnierze, atakujący wolno i często dla zabawy już nie w trakcie walk, mieli by zabić tylu, skoro Werhmahtowi się nie udało osiągnąć takiej ilości w trakcie trwania regularnych walk, choć mimo tego starano się zabić cywilów dla zemsty? Kilkaset tysięcy (bo tak mówią niektóre źródło) nie mogło zostać zabite przez Japończyków. Taka ilość z łatwością stawiła by opór, więc nie mogło być obecna w polu walki. Wówczas nie uniknęli by wysokich strat sami Japończycy, a pijani raczej mieli wy problem z dokładnym celowaniem, co by tylko ułatwiło obronę. W sytuacji ludobójstwa ludność nie wacha się stawać do walki, bo nie ma dla niej innej drogi. Inną sprawą był Wołyń, gdzie była zorganizowana akcja i to na mniejszą skalę, a nie pijacka zawierucha. Po drugie – trudno znaleźć tak szczegółowe statystyki po trzecie…

Powód 5 niewiarygodne źródło

…ręce na jakichkolwiek pozostałych dowodach położyła Chińska Republika Ludowa, której wierzyć nie wolno, gdyż dobrze widać, że ma to na celu tylko i wyłącznie upokorzenie Japonii, dlatego że jest ona monarchią konstytucyjną, a nie komunistycznym krajem bez demokracji oraz poniekąd dzisiaj sojusznikiem NATO. Czy kraj, który np. neguje istnienie walk na Placu Tianmen i prowadzi cenzurę- może być wiarygodny pod względem innych wydarzeń w swoim kraju?

Powód 6 – dublowanie zdjęć

Przerażające fotografie ukazywane przez Internet i portale komercyjne typu „Wielka Historia” czy „Histmag” są drastyczne i prawdziwe, lecz jednocześnie pokazuje się ciągle te same zdjęcia i te same fotografie. Ogólna ocena polega więc na elementach, które są niemiarodajnej i nie mają charakteru przesiewowego. Jedna scena z różnych perspektyw, jest często jest błędnie brana przez internautów za dwa sceny zbrodni co sztucznie zawyżało ilość ofiar. Obecne zdjęcia mogą świadczyć co najwyżej o kilkuset, może tysiącu zabitych. Do tego duże stosy zabitych często były zebraniem ofiar z większego obszaru.

Podsumowując, owa „Masakra w Nankinie” to w dużej mierze zbiór wymysłów histerycznych społeczeństw, oraz mediów chcących zarobić na reklamach, przedstawiając historię rodem z piły, oraz twór propagandy ChRL. Nie oszukujmy się – jak dużo razy media mówią o Holokauście, torturach wojny 30-letniej czy masakrze cywilów na wojnie, nie dlatego że chcą oddać hołd zabitych, tylko dlatego że dobrze sprzedają się materiały pełne brutalności? Ile osób czyta książki o tym, tak jak czyta się dobry horror? Niestety (a właściwie stety), to nie ma za dużo wspólnego z rzeczywistością… Nie ma dowodów, nawet na kilkadziesiąt tysięcy ofiar, a wiele faktów się nie zgadza, kwestia winnych osób fizycznych nie jasna. Mamy co prawda zdjęcia, ale one nijak nie udowadniają że wydarzenia w Nankinie miały taką skalę jak pokazują media. Najpewniej ofiar było 100, a może nawet 300 razy mniej. Zarówno Zachodowi, ZSRR jak i Chinom opłacało się jednak przedstawiać inną wersję.

Propaganda, propagandą. Ja jednak wolę matematykę.

Dlaczego ludy o pochodzeniu syberyjskim są najdoskonalsze cywilizacyjnie i ewolucyjnie?

Dlaczego ludy syberii haplogrupy N oraz ich spadkobiercy czyli C, Z, Q, R1a, D1b to genetycznie generalnie „rasa panów”?

Genetycznie mają chyba najmniej z małpy ze wszystkich ludzi (dostosowane do zimna oczy, szczęka dostosowana do niemal samego mięsa, trawienie krwi, proste endotermiczne włosy). To ludność praktycznie całkowicie mięsożerna, więc przez tysiące lat wycelowali jako napastnicy, naturalnie muszą się bić bo taki mają instynkt, nawet zęby mają dłuższe niż np. Francuzi czy Niemcy).

Oprócz tego są dostosowani do produkcji dodatkowej energii w celu grzania organizmu (zimą ich skóra wygląda jak po morfinie), a co z tym idzie gdy już zastąpią ogrzanie sposobem sztucznym, to cała energia zapasowa wcześniej przeznaczona do ogrzewania idzie do mięśni.

Dostosowanie  do produkcji tak dużej ilość pochodnych fenolyalaniny i tryptofanu (dopaminy, adrenaliny, noradrenaliny), sprawia że ich mitochondria pracują tak szybko jakby byli pod wpływem jakiś bardzo mocnych dopalaczy – to bestie nie ludzie. Do tego ogromne znaczenie ma słońce – przez klimat i wysoką zawartość melatoniny, w przypadku wystawienia na UV, jest znacznie mocniejsza reakcja organizmu na zwiększenie ilości jej przeciwieństwa – serotoniny, co powoduje skok umożliwiający wystrzał jak z armaty, po skoku energii i wzrostu mocy mięśni. Siła zależy nie tylko od samych włókien, ale bardziej od tego jak są one zasilane.

Nieprawdopodobne możliwości widać nawet na (uwaga!) symbolach ludowych, gdzie są symbole zrobione według prostopadłych wektorów, co jest odzwierciedleniem ich mentalności, nakazującej proste ruchy niczym karate, o charakterze ruchów impulsywno-konwulsyjnych powodujące spięcie w łuku odruchowym wroga, gdyż oczy odbierają sygnału do odruchów przeciwne niż te jakie dostają mięśnie od świadomych decyzji.

Nawet ich rodzima mitologia nakazująca wiarę w wiele dziwnych zagrożeń i duchów, wzmacniała u nich przez lata przygotowanie do odparcia. A prawdziwy strach dodaje prawdziwych skrzydeł.

Ci którzy zostali na północy, a nie wyemigrowali stali się potężniejsi nawet od swoich braci. Finowie to prawdziwe wampiry pijące krew Rosjan, zaś Nieńcy nie dali się Mongołom. Nie dali się nawet Imperium Mongolskiemu, które potrafiło (jak na swoje czasy) znacznie więcej niż Rosja czy ZSRR. Ich spadkobiercy w Europie praktycznie ani razu nie przegrali z ludami zachodnimi, a jeśli już to tylko gdy ród we współpracy z własnym rodem genetyczny. Wszakże Prusacy mieli R1a, a nie niemieckie R1b. także kontyngenty atakujące Polskę pochodziły od wschodnich sił, czyli od Prusaków i Połabian.

„Syndrom Św .Wojciecha” – znani pseudopolacy, którzy byli obcokrajowcami

Do roku 2001 spis ludności nie umożliwiał deklaracji narodowości, a w czasach PRL-u nawet języka (choć i tak spisy był fałszowane na modłę komunistów). W wieku XIX co prawda można było zadeklarować język, ale na tym się kończyło. Badacze wiedzieli bowiem, że trudno kogoś pytać o narodowość, a raczej łatwiej ją ocenić dzięki pracy terenowej, jak Tacyt, Geograf Bawarski, Jordanes czy Prokopiusz z Cezarei. Po roku 1944 komuniści pozamieniali w historycznych mapach „spreachen” (mowa) na „narodowość” co było niezgodne z oryginałem. Potem było już tylko gorzej, bo okazało się że po wprowadzeniu możliwości zadeklarowania narodowości, ludzie nie wiedzą kima na prawdę są i teoria nijak nie zgadzała się z praktyką. Głownie dlatego, że nazwy ulegały zmianom, a narodowość mylono z obywatelstwem. Bo o ile ludność przeważnie woli (a nawet musi ze względów fizycznych) pozostać w jednym miejscu, o tyle języki na przestrzeni epok bardzo łatwo się mieszały. Zaczęło się niewinne, od „zagrożenia ze strony niemieckich bądź zniemczonych rycerzy ze Śląska” w powieści Sienkiewicza, przez prowokowanie bratobójczej wojny przez Konopnicką, pseudo-nacjonalizm w międzywojniu, propagandę PRL – aż do obecnego szaleństwa anonimów na grupach Facebook, YouTube i mediach „nacjonalistycznych” w rzeczywistości nie mających z nacjonalizmem zbyt dużo wspólnego. Bo jak można nazwać nacjonalizmem, walkę z własnym narodem, skoro część z nich (DOBROWOLNIE!) przyjęła obcy język by nie musieć się męczyć wśród kilkunastu odmiennych gwar? Działało to też w DRUGĄ stronę. I nie będę tutaj mówił o Koperniku, bo tutaj jest duża szansa (minimum 50%), że jednak był Polakiem.

Mickiewicz – Litwin

Mickiewicz urodzony na Litwie, był tym dla horroru, czym Tolkien dla gatunku fantasy. Mieszkał na Litwie, w polskojęzycznej prowincji, która uległa wpływom polskim na skutek obecności w tym samym państwie co Polska (Królestwo Kongresowe) i jako efekt unii polsko-litewskiej. Wykorzystując motywy słowiańskiego (i bałtosłowiańskiego) szamanizmu stworzył serię dzieł z wodnikami. duchami i demonami, praktycznie tworząc gatunek horroru literackiego w Europie, jak choćby rozpowszechniając motyw upiora i wampira (wąpiężą). Słowiański odpowiednik japońskiego „Kaidan” odniósł sukces też w Europie zachodniej i był inspiracją dla takiej twórczości jak „Wigilijna Opowieść”, doprowadzając do kolejnej już fali wpływów szamanistycznych na nadal mocno dość dualistycznyczny zachód. Mickiewicz jako uchodźca polityczny i konspirant, uciekł z Litwy do Polski przed ścigającymi go siłami Cara Rosyjskiego, a potem do Francji. W swoich dziełach wiele razy podkreślał, że jest z Litwy, którą nazywał „ojczyzną” i umieszczał w niej akcje swoich powieści. Choć dziady do zwyczaj ogólnosłowiański (a może i nawet sięgający dalej na wschód) to jednak na Litwie jest szczególnie popularny i po dziś dzień stanowi najbardziej charakterystyczne dla Litwy święto religijne.

Józek Piłsudski – Litwin

Rolę Piłsudskiego w polskiej historii trudno nie pominąć. Był to bowiem przez wiele lat Naczelnik Państwa w II RP i istotna dla polityki kraju postać – na jego pogrzebie był sam Adolf Hitler, który oczekiwał w II RP sojusznika na miarę słowackiego Józefa Tito. To też osoba, która wypędziła Rosjan z Polski i Austriaków z Krakowa – tak więc trudno o nim nie pamiętać. Podobnie jak Mickiewicz był on jednak Litwinem, urodzonym w Wilnie. Miało to ogromne znaczenie dla jego władzy, bowiem zdecydował się on o aneksji Wilna, właśnie ze względu na chęć powrotu do tych ziem. Omijał przy tym racje innych Litwinów i doprowadził do obecności Wilna w wielonarodowym tworze zwanym II Rzeczpospolitą, zaś Litwa musiała se poradzić bez swojej stolicy. W 1938 odbyła się manifestacja 100 000 osób odnośnie sporów terytorialnych, a II RP i Litwa znalazły się w stanie zimnej wojny. To skłoniło Litwinów, by stanąć po stronie ZSRR podczas Kompanii Wrześniowej. W 1939 roku Wilno zostało przekazane Litwie przez ZSRR i tak pozostało do dziś. Rodzina Piłsudskiego do Wilna już nie powróciła, pozostała w Polsce odcięta przez Linię Curtoza. Na litwie uważany był za zdrajcę, w Polsce za drugiego Jagiełłę. Temat jego litewskiego pochodzenia jest często nieznany. Dopiero stworzenie Trójmorza i Trójkąta Lubelskiego spowodowało obniżenie napięcia. To ciekawe, że w kraju gdzie osoby o korzeniach Polskich stanowiły mniej niż połowę ludności (pod względem języka nieco ponad) liderem też była osoba o rodzie nie-polskim. II RP była więc bardziej państwem Rusińskim niż Polskim. A na terenie Wilna do dziś mieści się siedziba partii i strefa wpływów Lenkios Nacjonalistai (Lechijscy Nacjonaliści) – czyli zwolenników międzywojennego ładu Wileńszczyzny.

Alexander Fredro – Ukrainiec/Alan

Granice Rusi oraz Polski przebiegały historycznie gdzieś w okolicach rzek San i Wieprz, oraz wyżej. Jednak na skutek unii Polski-Litewskiej, podobnie jak w przypadku Wileńszczyzny, język Polski stawał się coraz popularniejszy jako język codzienny na wschodzie Ukrainy. W latach międzywojennych toczyły się spory pomiędzy zwolennikami, a przeciwnikami obecności tych ziem w II RP (przeciwników było więcej) lecz sprawa ta jest długą historią. W XVIII wieku był raptem niewielkie zalążki tego konfliktu, bo j. Polski traktowano jako język międzynarodowy tak samo jak i Niemiecki, królowie regionu (poza znanymi powszechnie wyjątkami) dbali o rację swojego kraju, a nie o ideologie nacjonalistyczne. Aleksander Fredro to jeden z najbardziej znanych pisarzy publikujących w języku Polskim. Mimo tego był on Ukraińcem urodzonym w Lwowie – grodzie Alańskim/Rusi Czerwonej, który za czasów Królestwa Rusi Kijowskiej został przemodelowany na wzór murowany. Akcję jego komedii „Zemsta” umieszczono już na terytorium polskim (okolice Krosna), ale bardzo blisko granicy z Rusią Czerwoną. W roku 1945 w ramach triumfu Armii Radzieckiej nad obrońcami Wrocławia, komuniści zabrali Lwowianom pomnik Alexandra Fredry i umieścili go na miejscu pomniku Fryderyka Wilhelma we Wrocławiu, który został zanalizowany. Jego francuskie nazwisko pozostaje zagadką, lecz francuzem nie był, choć malarze lubili go tak stylizować.

Jan Brzechwa – Ukrainiec/Alan

Urodzony w Żmerynce Ukrainiec to postać legendarna pod względem twórczości. Czerpał on garściami ze słowiańskiej szamańskie tradycji ukazywania roli różnych zwierząt, personifikował co tylko się da i stworzył masę humorystycznych historii. To także autor powieści Pan Kleks, której adaptacje w latach 80-tych (robione już przez Polaków) stały się jednym z najbardziej specyficznych filmów w historii kinematografii Polskiej. Podkreślał rolę takich zwierząt jak Lis (Nemesis Kura) czy jeża (którego jak wiadomo Polacy upodobali sobie szczególnie). Nie chcąc mieszkać w Związku Radzieckim, uciekł do Warszawy, gdzie kontynuował swoje serie wydawnicze.

Juliusz Słowacki – Ukrainiec/Alan

Autor Balladyny to chyba największy rywal Mickiewicza. Podobnie jak wielu na liście miał korzenie Ukraińskie. Niestety nie zachowały się jego zdjęcia, a obrazu są lekko zdeformowane pod względem kształtu twarzy. Autor słynął przede wszystkim z Balladyny, dziejącej się za czasów Piasta w Gople, gdzie umieścił motywy mitologii słowiańskiej, oraz Lili Wenedy. Utworu, w którym pojawia się motyw ataku Lechitów (Polaków) inspirowanych przez Wikingów na Wenetów (Wołynian) w czasach przedchrześcijańskich. Motyw jest ciekawy, bo to jedyny utwór w tamtych czasach, gdzie Polacy grają rolę antagonistów. Być może Słowacki dość sceptyczni podchodził do kwestii relacji z Polską, w końcu był Ukraińcem, a tam zdania były podzielone.

Janusz Christa – Litwin

Był z rodziny litewskich uchodźców, którzy uciekli do Sopotu na wieść o utrwalaniu się nowej granicy Radzieckiej. Brał udział w bardzo wielu projektach komiksowych i artystycznych, między innymi w ramach kultowej serii Kajko i Kokosz, w ramach której powstało kilkadziesiąt albumów, obecnie powstają nowe dzieła jego spadkobierców, a także filmy animowane i gry komputerowe. W swoich dziełach łączył tematykę słowiańską, z swobodnie bądź nieświadomie dawanymi motywami rzymskimi, galijskimi i krzyżackimi, do tego nawiązywał do czasów autorowi aktualnych (między innymi biurokracji komunistycznej). Jego nazwisko „Christa” posiada typową dla krajów Bałtyckich końcówkę „sta”.

Maria Konopnica – Jaćwieżka/Sudowianka

To wyjątek w tym przypadku, ponieważ nie odnosi się bynajmniej do osoby, która pochodzi z rejonu spoza dzisiejszej Polski, lecz osoby która pochodzi z rejonu historycznie nie Polskiego i to nie będącego w granicach jeszcze za czasów jej narodzin. Jaćwieżanie bądź Sudowianie to ludność Suwalszczyzny, opisywana już za Tacyta, która nieprzerwanie zamieszkuje ten teren, który w XX wieku w pewnym sensie przez przypadek znalazła się w granicach Polski. W przeciwieństwie do Prusów, komuniści nie specjalnie fałszowali historię Jaćwigów, lecz nie obnosili się z nią. Jaćwigowie to jeden z narodów Europy do których najpóźniej dotarło chrześcijaństwo. Długo potem jak zaczęli przyswajać język Polski. Wpływ na to miały powiązania z Litwą i Polską. W chwili urodzenia Konopnickiej w Suwałkach, język Jaćwiński był niemal wymarły już od kilkuset lat, ale ludność ta nadal zamieszkiwała Suwalszczyznę. Postać jej autorkom bajki o sierotce Marysi, która czerpała z mitologii słowiańskiej, a także słynnej Roty, które jednak tekst jest mocno kontrowersyjny. Krytykuje bowiem „germanizację polaków”, które jednak była dokonywana przez innych Polaków, którzy po XIII wieku przyjęli język niemiecki. Charakter jej był wręcz ksenofobiczny i gdyby została hymnem Polski, z pewnością Ambasad Niemiec miała by sporo zastrzeżeń do tego incydentu.

Prace terenowe w Beskidach – czyli jak być w Peru, Kanadzie i Japonii, nie opuszczając kraju

Beskidy – czyli góry, które od dawna stanowiły ważną część kultury Polskiej, Słowiańskiej i ogólnie wschodnioeuropejskiej. Wraz z Bieszczadami i Podhalem wchodzi w skład kręgu kultury Wołoskiej (brzmi podobnie jak rosyjskie Vołokhov, ale i też może jest związane z Wołynianami/Wenetami). Tak na prawdę jest to krąg kulturowy powiązany z rodzimym Podhalem (Pod Halle), który to obejmuje jednak kulturę również Podkarpacia i Żywiecczyzny. Jest on nieco transnarodowy, bowiem wpływa też na dalszą stronę gór – w Czechach i Słowacji.

Zdajemy sobie sprawę, że Kultura Wołoska to nie tylko Podhale, ale też znacznie większa część Polski. Według dostępnych mi danych zaczyna się od Podkarpacia aż do Żywca, czasami zaczynając się już od terenów Lwowa. Trzeba jednak podać na porozumienie się ona znacznie dalej – aż do Sudetów okolic Czech, genetycznie słowiańskiej wschodniej Austrii, a także wychodząc częściowo na wschodnią Bawarię (komuniści tuszowali Wołoską tradycję Czechosłowacji i Dolnego Śląska, gdyż Dolny Śląsk uchodził za – „ten zły, nazistoski”).

Rejon Bawarii jest nieprosty geometryczny jeśli chodzi o geografię – niewielka jej część to specyficzny „spadek schodek” (mówiąc o granicach Bawarii), który idzie na wschód. Tam właśnie mieszkają potomkowie tak zwanych Słowian Bawarskich -wpłynęli one nieco na kulturę Bawarii Wschodniej – zachowali sporo zwyczajów między inni zdejmowanie butów po wchodzeniu do domu (nie ma w go Niemczech z wyjątkiem Połabia). Właśnie dlatego Hitler porównywał Bawarię do Podhala -ponieważ duży szlak Kultury Wołoskiej zostawił na Bawarii swoje ślady. 

Gdy Słowianie rozdzielali się na przełomie paleolitu i neolitu wówczas z Rosjan wyodrębnili się Białorusini z nich – Polacy. Ukraińcy również wyodrębnili się od Rosjan, tyle że bardziej na wschodnim-południu. Następnie Słowianie szli na północny zachód. Zarówno wschodni jak i zachodni szlak imigracyjny na południe, w pewnym momencie się zaczął z powrotem krzyżować gdzieś na terenie Daków, Traków (7 Słowiańskich Rodów czyli Bułgaria) czy Serbii.

Jednak kultura Wołoska to góry, zwróćmy jednak uwagę na to że daje bardzo dużo danych na temat tego jak stabilizował o się osadnictwo w naszym rejonie Europy bowiem góry były często trudne do przekroczenia – część ludności się tam zbierała dlatego też południe polski jest gęściej zaludnione, a ci którzy dali radę przekroczyć granicę gór oddzielali się do tego stopnia, że stworzyli nowe narody tak jak Czesi czy Słowacy. Dlaczego ludzie w Polsce bali się i nadal się boją budować w górach domy? Tutaj sytuacją może być odpowiedź w postaci mitu o biesach i czadach – bowiem Beskidy tak jak Bieszczady uważane były za siedziby biesów/czartów. taki sam mit od podobny mit o demonicznym wpływie gór można znaleźć między innymi w Japonii – do dziś widać ślady takich wierzeń zarówno w Japonii jak i Polsce.

Wyprawę zaczynamy od Koniakowa, czyli jednego z centrów folkloru Beskidzkiego, od przeganiania owiec. I w sklepie z dziełami ludowymi już na początku każdy miłośnik archeologii polskiej ma potężne Deja Vu – to co tutaj widać, to wypisz wymaluj fibule Kultury Przeworskie (środkowa i południowa Polska, okres do V wieku n.e). Zgadza się motyw zawieszki, motyw falki na zawieszce, a nawet specyficzne „palce”. Do tego znaczek „gwiazdy” jest zupełnie identyczny, jak te z wykopalisk Kultury Przeworskiej. To cu tutaj widzimy jest niezbitym dowodem na przekazywanie z pokolenia na pokolenie od czasów późnej starożytności do dziś specyficznego wzoru fibuli, który choć uległ ewolucji i różnym rozgałęzieniom to jednak jest dalej widoczny, a jego najbardziej istotnym śladem jest słynna rozeta zakopiańska. Krótko mówiąc mówimy o rękodziele z tradycją sięgającej co najmniej 2000 lat.

Tu z kolei widać inne odmiany – tym razem pojawia się skromniejszy motyw, ale zachowano ogólny wzór, pojawiają się wzorki jakby Kaukaskie, a i też elementy synkretyczne.

Tutaj z koleii znany motyw gwizdków zrobionych na kształt kur, gęsi i ptaków. Gwizdki takie wylepiano u nas jeszcze przed naszą erą (wraz z szklankami w kształcie Indyków) i można je podziwiać w muzeum na warszawskim arsenale. Tradycja conajmniej 4 000 letnia.

Tu z kolei – kolejny już symbol słońca, czyli słynna koronka. Występuje w wielu odmianach, a jednym z jej fenomenów jest to, że ma nieskończoną liczbę osi symetrii.

Zwiedzanie kontynujemy patrząc na specyficzne ptaszki z charakterystycznym kształtem dzioba, oraz charakterystyczne figurki uwielbianego w naszym rejonie Europy – kota.

Tutaj z kolei mamy jedną z odmian symbolu zwanego potocznie „Perunicą”. Ta wariacja znana jest chociażby z wykopalisk, które pochodzą z czasów wczesnego średniowiecza, a dziwnie podobny znak jest znakiem jednego z japońskich rodów (różni się w zasadzie tylko liczbą linii). Ten symbol wykorzystał George Lucas (masowo inspirujący się Kurosawą), tworząc logo dla Separatystów z Trylogii Proqueili. A to tylko jeden z wielu przypadków analogii między Słowianami, a Japonią.

 W muzeum, w którym mamy między innymi gigantyczne góralskie instrumenty dęte. Trudno powiedzieć czy to kobza czy coś innego po prostu jest to szokiem dla warszawiaka… Do tego pokazy malunków góralskich i kolejnych koronek.

Tutaj można już ocenić jak bardzo dużo instrumentów stworzyli dawni Słowianie. Gwizdki, rogi (co widać na posągu Światowida i babach pruskich) a także to co widzimy tutaj, czyli wielkiej coś – trudno właściwie to opisać. Prócz tego flet wydający ultradźwięki i będący czymś na kształt harmonijki, który odnaleziono ZX wykopaliska Kultury Pucharów Lejkowatych. Możemy zrekonstruować muzykę słowiańską na podstawie tego typu instrumentów. W końcu Celtowie znają już swoją starożytną muzykę, to może czas na nas?

Posąg ala totem, czyli wzór człowieka z drewna, który w młodości powodował u mnie strach (nie wiem czemu, może przez tą „drewniany/łupany” wzór?). Z drugiej strony postać, która siedzi i się podpiera, a może ma puste wnętrze? Do tego kij czyli nieodłączne insygnium Baby Jagi, ale o czarach będzie potem.

Trochę sztuki ludowej, czyli coś zupełnie innego niż malarstwo zachodnie.

Brzask na tle kłosów, oraz sad – motywy przypominające tła z najlepszych odcinków Wiklinowej Zatoki i Kota Filemona.

Zjeżdżamy nieco na połnocny-wschód koło Wisły by odwiedzić fantastyczne miejsce, czyli Kolibę pod Czarcim Kopytem.

A teraz etymologiczny łamijęzyk wyrazów pokrewnych: Piekielny czart w piecu pieczary, czarami czarne pieczarki w czarze piecze.

Na samym początku zwracamy uwagę na kolejny słowiańsko-ałtajski symbol – czyli gwiazdkę, która do dziś gości na fladze Udmurcji.

Głowa czarta – oczywiście zrobiona w sposób „ciosany” – to dodaje jej nie tylko lokalnego stylu, ale i też czegoś strasznego.

Tutaj z kolei wielka noga nie wiadomo czego. U Słowian granica między materią ożywiona, a nieożywioną jest bardzo mylna!

Piec z czasów, gdy okolice były niemieckojęzyczne. Widzimy tutaj krzyż żelazny, czyli symbol słońca, który istnieje w Europie Wschodniej co najmniej od czasów Kultury Łużyckiej, a jest na pewno znacznie starszy, bo podobne symbole znajduje się chociażby u ludów ałtajskich.

Zawsze, gdy widzę taki klimaty przypomina mi się pewne bajki, związane z pieczarami, które widziałem jak byłem mały. Żwirek i Muchomorek, Bazyliszek, Smok Wawelski? Gdzie to było? Tak czy inaczej motyw diabła to co innego niż chrześcijański „upadły anioł”, a czarty przedstawia się w sposób specyficzny, co widać chociażby, o tym jak się przedstawia diabły w książeczkach dla dzieci. Gdy tutaj jesteśmy mamy właśnie taki piecowy/kielny klimat, rodem klimatu dobranocek z początku naszego millenium, tylko że tym razem natrafiliśmy na twarz rodem z Dooma.

Skoro dla słowian ogień był tak ważny, że aż istniał jego patron Swarożec – to może dlatego, podchodzimy do demonów tak „baśniowo” i diabeł stał się u nas czas pozytywną (czasami) postacią?

Marcin Luter w grobie się przewraca? Trzeba by było zacytować słynny tytuł rozdziału „Szatan z piątej klasy” – „Diabeł wyskakuje z kominka” i nasze diabelskie loga do marek węgla drzewnego by zrozumieć klimat, którego nie zrozumią mieszkańcy Zachodniej Europy.

Trafiamy do Żywca i widzimy żywą rzeźbę, zrobioną na kształt ptaków, które były robione z drewna, w pamiątkowi.

Tutaj z kolei mamy tablicę pamiątkową – ród Hasburgów (wywodzący się ze słowiańskich Noryncjan, choć potem niemieckojęzycznych) rządzi w Austrii do dziś.

Do muzeum zapraszają nas różnorodne wystawy – między innymi informacje o stróju żywieckim, wraz z jakby żupanem, który przypomina męskie kimono.

Leliwa, czyli odmiana tamgi i jednocześnie polski wariant herbu Kaganatu Mongolii. Leliwa to Polska, nazwa ale ten symbol jest popularny w wielu miejscach Europy Wschodniej i stepów Azji. To po prostu słońce wschodzące nad doliną, co było widać chociażby w przypadku flagi Nepalu.

Herb Żywca – orzeł jak widać analogiczny do tamgi Ukrainy i to nie jest przypadek, bo nasz orzeł to właśnie tamga, choć początkowo model ewoluował być może z kura.

Chramy animistyczne i kościoły (polsko jasełkowe) jednocześnie czyli przykład na to jak na chramach słowiańskich wzorowano kościoły (czytaj „centra synkretyzmu religijnego).

Żupan.

Najświętsza Maryja Panna stylizowana na bardziej polskie motywy.

Kolejny już kontusz.

Chińsko japoński budynek – paradoksalnie najbardziej pasujący do klimatu Beskidów budynek w okolicy.

Kolejny przypadek architektury sakralnej w obszarze „Wołochowa”.

Specyficzne kapliczki, które stawiano na rozstajach dróg by odpędzały czarta – do środka wstawiało się różne rzeczy (potem figurki NMP). Bardzo podobne robi się w Japonii (motyw taki pojawił się chociażby ze słynnym Serebii z Pokemonów), gdzie wkłada się figurki kamienne buddyjskiego mnicha. Mam lekkie wrażenie, że styl ich rzeźbienia przypomina Baby Pruskie, ale to już dalsze dochodzenie.

Perun i Dziadek Mróz? A może Święty Mateusz i Święty Mikołąj? Tak na prawdę to właściwie jedne i te same postacie. Czemu? Bowiem „kult świętych” wywodzący się z Polski, to właśnie pozmienianie imion duchom słowiańskim. Patrząc na styl figur, widać że wystarczyło Białobóg skrócić na „Bóg” i mamy już „chrystianizację”.

Latarnia – coś dziwnie kojarząca się ze Shinto, co jest coraz bardziej widoczne, gdy idziemy w stronę dalszej częśći muzeum.

Tutaj z kolei można zauważyć, że wzór na kratach jest niemal kopią wzorów Kazachstańskich, czyli jednych z najbardziej znanych wzorów ałtajskiego kręgu kulturowego, którego wywodzi się też kultura słowiańska (pokrewieństwo z Kirgizami czy mieszkańcami gór Ałtaj jest potwierdzone, podobieństwa kultur widzimy własnymi oczyma) – widać coraz większy synkretyzm wschód-zachód.

Kapliczka-totem

Motywy z Jasełek, zawierające zarówno przedchrześcijańskie motywy, jak i motywy późniejsze.

Kolejne rzeźby, które stylem przypominają japońskiego „Boga bez twarzy”.

Motyw w stylu masek Oni

Stare zdjęcia górali Beskidzkich, którzy przypominają Indian z Peru. Paradoksalnie Indianie mają więcej cech z Polakami, niż Niemcy czy Francuzi.

Przekrój haty w wiadomym nam stylu.

Wracamy do miejscowości, z której zaczynaliśmy i odwiedzamy muzeum koronek.

Właśnie to różnorakich eksponatów z zwrócimy uwagę na tak zwane łapacze snów czyli stare talizmany, które miały odpędzać demona zwanego Marą od człowieka kiedy spał. Z identycznego motywu korzystali/ją Indianie z Kanady czyli tak zwani Inuici oraz Indianie w północnej części USA. Za to wzór przypinana są niektóre wzory wykorzystywane na Nepalu. Ułożone są w koronkę która coraz bardziej przypomina mi chryzantemy z herbu Japonii poza tym, jestem pewien że widziałem w Japonii w jednym miejscu praktycznie identyczne wzory które były częścią japońskiej sztuki ludowej.

Słynne białoruskii motyw, choć może się też kojarzyć Chorwacją albo Ukrainą czy Bułgarią w Polsce też dosyć obecny. Zauważmy że są tu specyficzne białoruskie trzy kwiaty. Widzimy tutaj również uralskie zygzaki przypominające te na wzorów ludności Jamalskiej. Obecne są również na specyficzne znaczki przypominające ten na fladze Udmurcji, a także charakterystyczne dla Obwodu Jamalskiego znaczki strzałek, które stały się jednymi inspiracją dla stworzenia loga Galerii Północnej w Warszawie.

A tutaj coś jakby lekko kołowrót/swarożyca.

Orzeł w wersji koronkowej – widać bardzo dobrze, że kształt wywodzi się z tamgi.

Podróż kończymy w trójwsi, gdzie stykają się trzy granice państw. Koło słupa wzorowany na totemie widzimy coś niezwykłego – grupa osób podchodzi i zaczyna pochód w kółko i machać flagami tańcząc, a następnie mówiąc po słowacku „dziękujemy ci za zbawienie narodów”. Nie ma wątpliwości że jest to synkretyzm szamanizmu słowiańskiego z chrześcijaństwem.

Geneza binarności społeczeństwa Polskiego

Według nieprawdziwej, paranoidalnej, agresywnej, schizofrenicznej, głoszonej przez internautów-komentatorów i zarabiające na reklamach i clicbaitach media wersji historii, Polska przez wiele lat była fatum-ofiarą innych państw, przegrywała, była napadana przez „Niemców”, nie może nikomu ufać, a w roku 2016 nowa partia rządząca nagle „podzieliła Polskę” na dwie części polityczne i doszło do apokalipsy. Aaaaaaa!!!

Jednak szybko zwrócimy uwagę, że Polska była podzielona na te dwa strefy już w 2005 roku, a nawet w latach dziewięćdziesiątej istniał ten podział.

Polska jest jedynym kraj w Europie który jest idalnie podzielony na dwa strefy wpływów, dwóch patii. Wyjątkiem jest Bośnia i Harcegowina, tam jednak geneza zjawiska jest znana. U nas nie jest to efekt rozbiorów bowiem, jeszcze większe poparcie KO niż w dawnym zaborze Pruskim (obszarowi PiS odpowiadać maiłby zabór Austriacki i Rosyjski) bowiem największe poparcie posiada ono – w samym Prusach. Skąd on się wziął skoro nie z rozbiorów, ani z kwestii ekonomicznych? Aby to zrozumieć trzeba nie tyle przewrócić historię „Polski” na głowie, co raczej odwrócić dawno odwróconą, na jej właściwe miejsce – wówczas przestają istnieć zjawiska przeczące się, a historia kraju staje się spójna i rozleglejsza. Trzeba wpierw zrozumieć, że rozbiory nie były przyczyną podziału, a jego skutkiem, a idąc prawem przechodniości implikacji, zwanym też prawem sylogizmu – Władysław Wygnaniec wywołał pośrednio II Wojnę Światową. Jak to możliwe? 

Choć może się to wydawać na początku bełkotem, to w rzeczywistości rozbiory, kompania wrześniowa czy bitwa pod Grunwaldem były konfliktem wewnętrznym jednego ludu (potomków mieszkańców Civitas Schinesghe opisanym prawnie w Dagome Iudex, czyli Polski), a reszta z nich była związana toczona z co prawda nie Polakami, ale ich bliskimi krewnymi (Rosjanie, Ukraińcy, Noryncjanie, Połabianie). Niemcy znaleźli się w „niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie” stając się ofiarą działań, niektórych odłamów Polaków, którzy zmienili bieg historii w Europie, zaś na Wołyniu, Ukraińcy zabijali innych Ukraińców. Powszechnie kojarzona historia Polski od roku 966 to mniej niż połowa działań sukcesorów państwa Bolesława Krzywoustego, rozbicie dzielnicowe skończyło się w 1945 roku, a podział na Polskę A i B (polityczny) istniał od XIII wieku i jego konsekwencje były większe niż jakikolwiek inny podział jednego kraju. Istotne jest to, że w roku 1946 komuniści sfałszowali dane o pochodzeniu ludności ziem odzyskanych, tym samym historia została ukryta, choć już wcześniej dochodziło do dużych zatarć przez jedną ze stron. To właśnie ta historia  doprowadziła na przestrzeni wieków do wytworzenia się dwóch odłamów Polaków, gdyż podział polityczny spowodował, że jeden lud zaczął działać nieco inaczej, rozdzielony na dwa odłamy, a następnie jako skutek wykonania przez parlament w 1990 roku trzeciego paragrafu Deklaracji Jałtańskiej w sprawie Polski zmuszony do reunite. To właśnie to jest przyczyną obecnego konfliktu między dwoma połowami Polski.

Idąc drogą ewolucjonizmu, sytuacja przypomina obserwację Łuszczaków Darwina. Jedno stado rozdzielone górą, powstałą przez wybuch wulkanu zaczęły różnić się od siebie coraz bardziej. Nadal były wprawdzie w 100% Łuszczakami, ale jednak posiadały pewne odmienne cechy. W ten sam sposób doszło do zmian w polskim społeczeństwie po XII roku kiedy to z pośród niezależnych księstw, Księstwo Śląskie, ciągnące się od Gorlic po Katowice, porzuciło legalne zwierzchnictwo senioralne i zaczęło funkcjonować jako niepodległe, tą samą drogą poszło Księstwo Zachodniopomorskie oraz Mazowieckie. W XIV wieku doszło wprawdzie do zjednoczenia części ziem polski, ale nie całej – to przesądziło o wszystkim.

Niezbędnym elementem w zrozumieniu, że konflikt trwa po dziś dzień jest kwestia ciągłości osadniczej na ziemiach odzyskanych. Nie było bowiem żadnym wysiedleń z Ziem Odzyskanych w 1945, ani przybycia emigrantów z kresów. Akcja „Wisła” też była fałszerstwem. Co prawda zdarzały się przypadki emigracji, ale były one raczej śladowe w porównaniu z „oficjalną” wersją przedstawioną w 1946 na plakatach propagandowych podczas akcji „3x Tak”. „Statystyki” i „mapy” z propagandowych plakatów komunistycznego reżimu do dziś goszczą jako kalka w wielu współczesnych książkach…

Jedną z podstawowych elementów dyfuzjonizmu jest odwieczne pytanie „autochton czy allochton”? Bowiem jeśli jakaś populacja mieszka w tym samym obszarze to lud jest tożsamy co do terytorium. Jeśli jednak ludy zmieniły swoje miejsce zamieszkania to trudno utożsamiać kraj z ludem. Jeśli stwierdzić kto pochodził od kogo, można sprawdzić np. kto zaatakował dany kraj i kogo potomkowie mogą wziąć za niego odpowiedzialność (roszczenia terytorialne, reparacje, długi zagraniczne). W ten sposób, prawda dywizjonistyczna może być grą o reparacje warte bilion euro, co za tym idzie – jego fałszowanie jest opłacalne. Na odpowiedzialności pokoleniowej się nie kończy – bowiem logiczne jest, że jeśli lud posiadał daną kulturę to jego potomkowie musieli posiadać kulturę wywodzącą się z kultury swoich przodków.

Tym samym Polak i Polką nie może mieć syna Niemca, bo to tak jakby śliwki rosły na gruszy. Można co prawda przyswoić język, jednak na tym możliwości się kończą. Narody utrzymują mentalność przez ponad 14 000 lat – zmiany idą jeszcze wolniej niż w przypadku ewolucji fizycznej (widać to chociażby w przypadku rozdzielonych dawno od siebie plemion na Syberii). Należy więc sięgnąć po najnowocześniejsze metody badania dyfuzjonizmu, gdyż kultura i mentalność przekazywana jest wychowaniem z rodziców lub dziadków na dziecko, nie może się przenosić samowolnie bez nośnika w postaci ludzi. Tym samym Polak, który będzie mówił już tylko po niemiecku, bo jego rodzice (Polacy) nauczyli się go, zawsze pozostanie Polakiem, co będzie miało ogromny wpływ na jego zachowanie, zaś deklaracja innej narodowości jest tylko słowem i nie może być traktowana jako dowód naukowy. Przykładem jest chociażby to jak deklarują się syberyjscy nomadowie w Rosji. Wielu z nich deklaruje w spisie narodowość „Rossiya”, a zapytani twierdzą, że ich naród jest częścią Rosjan (tak jakby Kaszub deklarował narodowość Polską), co świadczy o zmianie definicji i o tym, że każdy rozumie to inaczej, więc spis ludności nie może być dowodem. Spisy o narodowość robi się dopiero od 30 lat, zaś przed wojną można było zadeklarować tylko język (po wojnie do 1989 – już nie). Trzeba więc zastosować starą, zwięzła metodę klasyfikacji czyli wariant esencjonalistyczny (bezwzględny) uznający narodowość za dziedziczną, wraz z wychowaniem.

Niezaprzeczalnym faktem jest, że przesiedlenia, które miały być dokonane w 1946 roku są pozbawione dowodów i każde testy temu przeczą – a wręcz potwierdzają ciągłość osadniczą na ziemiach odzyskanych, tym samym konflikt między Polską A, a Polską B nie jest sprawą obecnych dekad, lecz konfliktem, który sięga drugiej wojny światowej i wiele wieków dalej.

Wydestylowane DNA ze szkieletów mieszkających na ziemiach odzyskanych na samym początku XX wieku mogą być łatwo porównywane z DNA współczesnych mieszkańców. Do prowadzenia badań nie używa się jednak porównania podobieństwa genów lecz haplogrupy DNA-Y, czyli specjalnego markera, oznaczającego, że ludzie o tym samym numerze pochodzą od jednej pary. Na świecie jest ich ponad 30 (z czego 3 występują we wschodniej Europie, zaś w Europie zachodniej są 4 zupełnie inne.) lecz włącznie z grupami rzadkimi, występującymi np. wśród jednego procenta danego narodu, bądź w pewnych plemionach jest ich na świecie ponad 300. 

Na warsztat weźmiemy następujące haplogrupy: R1A1A7, N1C1, J2, R1B, J1, Z czy X (nazwy umowne, proszą o nie sugerowanie się bez sprawdzenia kwestii terytorialnych i najstarszych odkrytych szczątków). Oprócz tego sprawdzimy czasami jakim mutacją podlegały. W ten sposób z łatwością prześledzimy trasę migracji ludów, posługując się zbiorem danych gromadzonych i mapowanych przez Eupedię oraz inne strony, oraz wyniki German Language Family Tree DNA Project Robert Gabel. W ten sposób udowodnimy dyfuzjonistycznie kto jest kim.

Dane z PRL zakładają, że w niemal wszystkich gminach ziem odzyskanych, ludność rdzenna (nie-przesiedleńcza) stanowi od kilku procent, do paru promili populacji, która miała być ludnością Polską, która przetrwała wymyślony przez komunistów „Drang des osten”  (zakładały, że na tych terenach nie mieszkał w 1946 roku ANI JEDEN Niemiec). Słowa Drang des osten powstały w latach 30-stych i oznaczały poglądy III Rzeszy odnośnie zmian granic na zachód. Komuniści użyli nazwy jako „Niemiecki spisek na Słowian”, mający „ich wysiedlać” i przejąć Europę. Prawda jest taka, że imigranci z Niemiec nie stanowili jednak większości mieszkańców ziem odzyskanych, choć większość mówiła po niemiecku, ale na tym się kończyło.

R1A1A7 (zwane też jako Z-283 lub Eur14) jest obecne u ponad 60% Polaków. Nasz najstarszy, znany przodek urodził się 12 000 lat p.n.e. w mroźnej Karelii nad jeziorem Onega, potem zaś oddzieleni od Karelian, migrowaliśmy na teren Bugu i Odry, a ci którzy zostali po drodze – założyli Ruś. Owa haplogrupa jest obecna praktycznie wszędzie w kraju, ale zmniejsza się jej ilość na ziemiach odzyskanych oraz w rejonie Prus Wschodnich. Gdyby doszło do przesiedleń, wówczas geograficznie amplituda była by niewielka. Bowiem np. do Lubuskiego miano przesiedlić spolonizowanych Białorusinów, którzy też mieli taką samą haplogrupę. Już na tym etapie widać, że różnica jest zbyt wyraźna by uznać fakt przesiedleń. Dowodów jest jedna znacznie więcej.

Tereny Warmii i Mazur (szczególnie północne) są przesiąknięte uralską Haplogrupą N1C1 (wywodzącą się z nad morza arktycznego). Taka sama występowała u Prusów (jeden z ludów zaliczanych do Bałtów) i to w podobnej częstotliwości (Ponad 60%), od co najmniej czasów średniowiecza. Do natężenie haplogrupy idzie płynnie od Kalinigradu, przez Gołdap, zmniejszając się dopiero w okolicach wysokości Iławy (30%). Dlaczego? W XIII wieku na te ziemie zawitali osadnicy z Mazowsza zwani „Mazurami”, którzy żyli razem z Prusami. Taki fakt istniał już w XIII wieku i utrzymywał się dalej w XX wieku – tutaj widzimy, że nic się nie zmieniło przez 70 lat od końca wojny. Co prawda na te tereny mięli (według danych z PRL) przyjść też wysiedleni z Litwy spolonizowani Litwini (między innymi z Wilna), lecz wówczas haplogrupa N1C1 (występujące też u Litwinów w ilości 50%) była by rozłożona równo po województwie. Druga połowa miała zaś pójść na Pomorze Zachodnie i Gdańskie – tam zaś obecność tej haplogrupy wynosi od kilku procent do niemal zera).

Pochodząca z Niemiec haplogrupa J1 zwana południowoskandynawska (ludzie podobnej urody do Francuzów tyle, że z jaśniejszymi włosami) występuje licznie w rejonie Wolina, Wschodniej Wielkopolski, środkowej części wojewódzywa Lubuskiego oraz pasa przybrzeżnego Pomorza Zachodniego. Wolin jest powszechnie znany jako ośrodek wymiany handlowej między Wikingami, a Polakami. W niektórych powiatach stanowi ponad 30%. Razem jest ich kilkaset tysięcy. Co ciekawe, według skandynawskich legend, w IX wieku część wikingów miała wyemigrować na tereny dzisiejszej Wielkopolski i województwa Lubuskiego, zaś obszary te zgadzają się z DNA, ponadto wszystkie mieszczą się koło rzek płynących ostatecznie przez Wolin. Jeśli prawdziwe były by dane o wysiedleńcach, nie powinno tam być tych haplogrup. Sprawa wyjaśnia ponadto obecność osób rudych w Polsce, którzy padali czasami ofiarą rasizmu.

Poważną sprawą jest haplogrupa R1B zwana potocznie „celtycką” – występuje ona masowo wśród Niemców (szczególnie na południu), Francuzów, Hiszpanów, Włochów czy Anglików, zaś jej początek sięga zapewne Grecji. W Polsce występuje ona na zachodzie i południowym zachodzie kraju. Jej rozmieszczanie i ilość zgadza się z obszarami, gdzie w XII sprowadzono osadników Niemieckich. Około 20% mieszkańców Dolnego Śląska czy wschodniej Wielkopolski ma pochodzenie Niemieckie. W rejonie Dolnośląskiego Zagłębia Miedziowego, Pomezani (Malbork, Tczew), Stargardu ludność ta stanowi nawet połowę ludności, zaś w gminie Bogatynia, stanowi większość. Warto jednak dodać, że już przed wojną stanowiła na późniejszych ziemiach odzyskanych taki sam odsetek. Mapy współczesne i mapy DNA kopalnianego zgadzają się najbardziej w przypadku okolic Malborka, gdzie od Nowego Dworu Gdańskiego obszar R1B rozszerza się w kształt „kropli wody”, aż do Torunia i Bydogszczy, zaczepiając nawet o Płock o niektóre obszary Północnego Mazowsza, okolic gmin przed wojną protestanckich. Jeśli by więc na siłę powtarzać dane o „wysiedleńcach” trzeba by było uznać, że komuniści musieli by więc, albo umieć odróżnić kto ma R1B i zostawić ich w spokoju, albo określając pochodzenie po wyglądzie, z jakiegoś powodu zostawić ludzi o germańskim pochodzeniu, a ludzi o wyglądzie słowiańskim wysiedlić. Tak więc nie ma wątpliwości, że do wysiedleni dojść nie mogło. Gdyby wersja allochtoniczna była by prawdziwa, po R1B nie było by śladu. Osoby pochodzenia Niemieckiego stanowią, aż 10% populacji Polski (na ziemiach odzyskanych – 20%). Takie osoby wyróżniają się między innymi, szczęku wysunięta w dół, odsłoniętymi „żabimi” powiekami, czy większym zarostem lub brakiem prostych włosów, przypominając ludzi z filmów amerykańskich, niż rdzenną ludność Polski. Takie pochodzenie ma niejeden znany „Polak”, jak chociażby jedni z najbardziej znanych polskich polityków – Donald Tusk, Magdalena Ogórek czy Antonii Macierewicz. Można zobaczyć też, że mają twardszy – suchszy akcent czy też głośniej wydychają powietrze. Różnią się też oczywiście znacznie pod względem mentalności co bardzo zmienia funkcjonowanie obszarów, gdzie mieszkają. W naszym kraju mieszka ponad 2 mln osób o takim pochodzeniu. Mimo to nigdy w historii nie stanowili na ziemiach odzyskanych większości.  

Duże emocje powinno wzbudzić również sprawa z J2 – haplogrupą południowosłowiańską, która narodziła się najprawdopodobniej pod Moskwą. Ta haplogrupa była i jest silnie obecna na Ukrainie (40%), także w rejonie Wołynia. Obecna jest też na terenach Rusi Białej i Czerwonej, które na skutek zmian politycznych, znalazły się ostatecznie w graniach Polski (Zamość, Sanok). Nie były one jednak obecne w pierwotnych granicach Polski (dagome iudedex), a według badaczy w X wieku były zamieszkiwane przez ludność używającą języków wschodniosłowiańskich (praukraiński, prabiałoruski). Ich obszar zgadza się z obszarem występowania J2 na terenie obecnej Polski. Nieco maleje w porównaniu do obszaru Lwowa, ale i tak jest silny i widać, że migracja była stopniowa, w trakcie zasiedlania Europy wraz z przejścia paleolit à neolit. W okolicach Nowego Sącza urywa się i w okolicach Katowic już jej nie ma. Według „oficjalnych” danych (podręczniki PRL i współczesne remake ich map) niemal cała ludność Dolnego Śląska miała pochodzić z Lwowa. Ponad 800 000 Lwówczan i okolicznych mieszkańców miało być wysiedlonych na Dolny Śląsk, gdzie mieli zastąpić 3 mln „Niemców”, a następnie rozmnożyć się do 3 mln w ciągu kilku dekad (miało być to ponad 80% ludności „wysiedlonej” z Ukrainy). Na Dolnym Śląsku jednak nijak nie widać haplogrupy J2. Występuje co prawda w śladowych ilościach, ale nie w większym stopniu niż na Mazowszu – w okolicach kilku procent. Zaczyna się ona dopiero w rejonach Zamościa czy Sanoka i osiąga płynnie apogeum w rejonie Ukrainy. Nie ma danych o imigracji Polaków na Ukrainę kilka wieków temu, a testy potwierdzają, że „Polacy z Lwowa” byli polskojęzycznymi Ukraińcami (choć mógł to być dialekt połączony) i nigdzie nie poszli po 1945 roku, a Wołyń był wewnętrznym konfliktem samych Ukraińców. Obecność grupy na wschodzie kraju neguje też autentyczność akcji „Wisła”, w które miało dojść do wysiedlenia 2 mln Ukraińców z terenów wschodniej Polski w nowych granicach i rozproszyć ich na Pomorze Zachodnie i okolice Gołdapi. Patrząc jednak na tak wysoką gęstość J2, brak jej w Gołdapi czy Pomorzu Zachodnim, można mówić o wysiedleniu nie więcej niż 30 000 ludzi. Reszta została. Gdyby  przesiedlenia w 1945 roku były prawdą, wówczas J2 było by nieobecne na wschodzie, zaś wysoko obecne na Dolnym Śląsku i trochę na Warmii.

Do tego trzeba dodać bardzo egzotyczne haplogrupy jak X, występujące u potomków Słowian Połabskich i mieszkańców polski zachodniej (gdyby przesiedlenia, nie było by jej w naszym kraju) czy bardzo rzadka haplogrupa występująca w rejonie południowego krańca województwa Opolskiego, oprócz niego występująca TYLKO w Finlandii (20%) i do dziś nie wiadomo skąd się tam wzięła, ale gdyby doszło do wysiedleń, nie mogło by jej tam być, a po 1945 do tego rejonu nie przybyli żadni osadnicy z Finlandii… (tak samo jak po 1945 roku nie było imigrantów ze Skandynawii czy Niemiec)

Jeszcze jedną sprawą jest kwestia mutacji R1A1A7, którą opublikowano na Reddicie jako R1A subsclades. Największa w Polsce są mutacja środkowoeuropejska i wschodnioeuropejska. Wschodnia jest obecna dokładnie tam gdzie jednocześnie znajduje się ludność z J2 (oraz obszar Podlasia), a reszcie kraju miesza się z mutacją środkowoeuropejską. Z kolei mutacja występująca na wyspie Wolin jest taka sama jak mutacja występująca na niemieckiej części wyspy Uznam (Słowianie Połabscy) – pamiętajmy że za czasów Mieszka  cały uznam był częścią Polski. Istnieje ponadto mutacja typowa tylko dla rejonu Olsztyna, oraz najważniejsze – mutacja dolnośląsko-czeska. Mutacaj R1A1A7 u mieszkańców Wrocławia, Zielonej Góry czy Wałbrzycha jest taka sama jak mutacja R1A1A7 u środkowych i północnych Czech – co oznacza, że ci ludzie musieli tam być zanim jeszcze wykształcić się podział na Czechów i Ślężan/Sylingów, po odłączeniu się tych pierwszych od drugich, po drugiej stronie Sudetów. Do tego badania Venetian Ambassador – You Venetian Ancesor, pokazały, że zachód Polski ma w R1A mniej mutacji środkowoeuropejskiej, niż ziemie wschodnie i środkowe.

Można też dodać wyniki badań Uniwersytetu Jagiellońskiego, który przebadał szkieletów z przełomu er (Sudowianie, Suebowie, Wistulanie, Wandalowie, Goci, Bastarnowie, Stawoni, Gepidzi) oraz robiąc to samo ze szkieletami z X wieku i współczesnej Polski (a także jeszcze dalszych okresów jak okres Pucharów Lejkowych czy Łużycki) potwierdził ciągłość osadniczą na terenie niemal wszystkich powiatów w Polsce od 10 000 lat p.n.e. do dziś. Informacja ta jednak była wykorzystywana, głównie do śledzenia historii Słowian przed chrztem, nigdy nie została wykorzystana do śledzenia jakże bardzo istotnych wydarzeń późniejszych. Skoro jednak dzisiejsi Dolnoślązacy to potomkowie Sylingów to nie mogą pochodzić z Wołynia.

Gdy zdamy sobie sprawę, że ci którzy żyją z resztą Polski są ludnością autochtoniczną – tą samą co przed wojną, musimy zdać sobie sprawę kim byli. Jak wcześniej wyjaśniałem Księstwo Śląskie i Zachodniopomorskie (tak jak i Lubuskie – Nowa Marchia) było odrębne – pojawił się jednak kolejny gracz – Państwo Zakonu Krzyżackiego.

Gdy krzyżowcy po długich latach walki pokonali agresywnych w stosunku do Polaków – Prusów, utworzyli tam własne państwo, oraz sprowadzili osadników z Niemiec na tereny Pomezanii.

Z czasem wszystko się zmieniło, bowiem do zakonu mógł wstępować każdy niezależnie od stanu bo zakon krzyżacki, choć uzbrojony – był stanem duchownym. W ciągu standardowego pokolenia Prusowie zdominowali rekrutację i w krótkim czasie przejęli całkowite udziały w Zakonie jego państwie, w ten sposób poświęcenie krzyżowców w pacyfikacji agresywnego państwa poszło na marne, a zakon krzyżacki przybrał radykalną, bałtowską formę. Spora część Mazowszan imigrowała na Prusy, z tego powodu na południu stanowi tak dużą ilość, że jeden z obszarów zwano Mazurami – oni też stanowili niemal równy duży udział w zakonie. Aneksja przez PZK Pomorza Gdańskiego, zalała kadry Kaszubami, ostatecznie Polacy przekroczyli połowę ludności, zaś Prusowie mówili z nimi jednym zdaniem.

Zawiązano sojusz z Śląskiem i Pomorzem Zachodnim oraz Nową Marchią (Lubuskie). Zaś na północy los zakonu krzyżackiego, podzielił Zakon Kawalerów Mieczowych, w krótkim czasie przekształcając się w państwo Estów i Łotyszy.

Horągwie PZK. Widać tutaj flagi Prus, a także Kujawsko-Pomorskiego. Większość herbów ma kolory biało czerwone, widać tutaj nawet słynną szachownicę. Stało się to dlatego, że biel i czerwień oraz tamga (analogizna do kształtu orła) były narodowymi barwami pogańskich Prusów, co świadczy o ciągłości kulturowej, a trochę elementów dołożyli też Mazurzy.

Wybuchła wojna pomiędzy tym sojuszem, a Zjednoczonym Królestwem Polskim, Mołdawią i Mazowszem, wspieranym przez Rosję, Litwę (wraz z okupowaną przez nią Białorusią/Rusią Białą i Ukrainą/Rusią Czerwoną) oraz Tatarstan.

Wojnę wygrała druga strona, zaś w gdy ludność zbuntowała się przeciw władzy w państwie Zakonu, wybuchła kolejna wojna. Litwa anektowała Estonię i Łotwę, Polska Warmię i Pomorze Gdańskie (ku niezadowoleniu Gdańszczan, w skutek odwetu zakopali przesmyk na mierzei wiślanej) i utworzyli nowe państw – Księstwo Pruskie – składające się z Mazurów i Prusów, zaś jego władcą został lokalny monarchia z dynastii Pruskich/Prus (popularnej wówczas też w Polsce), po niemiecku zwanymi Hohenzollernami. Z czasem Książe zyskał tytuł króla, zaś Księstwo Prus było tylko wyodrębnionym kawałkiem PZK w kwestii ludności.

Rycerze Śląscy i ich tamga czyli orzeł. Orzeł Zakonu Krzyżackiego był jego dokładną kopią, rycerze Dolnośląscy walczyli też po stronie PZK.

W następnym okresie królestwo uzyskało w skutek dziedzictwa tronu – Lubelszczyznę oraz największe państwo Słowian Połabskich – Brandenburgię. W następnym okresie jego częścią stało się wyzwolone z okupacji Szwedów, Pomorze Zachodnie (uzyskując władzę z rąk Gryfitów) oraz Śląsk (z rąk Piastów Śląskich) trwale oddzielony od sojuszu z Czechami (wówczas – Austro-Węgrami). W ten sposób utrwalił się zalążek nowego, terytorialnego sojuszu ludności. Wówczas w siłę rosły też Austro-Węgry – Austria składająca się z germańskich Tyrolczyków oraz słowiańskich Noryncjan, Węgry (krzyżówka Hunów ze słowiańskimi Pannończykami) oraz Czech i Słowacji. Początkowo zarówno Królestwo Polskie (odrębne do Księstwa Litewskiego wbrew stereotypowi) jak i Królestwo Prus miały relatywnie stabilne relacje.

 Królestwo Prus rozwijało się bardzo dynamicznie stając się potęgą, zaś Polska do 1700 roku, szczęśliwie wróciła do stanu ekonomicznego sprzed Potopu.

Woda wybiła kiedy Rzeczpospolita rozpoczęła dyskryminację niektórych odłamów protestantów, kończąc epokę tolerancji religijnej. Reakcja Królestwa Prus była natychmiastowa – rozpoczęła plany ratowania ludności protestanckiej. W ten celu zwarła sojusz z Carstwem Rosyjskim, który nienawidził Polski za to, że dołączyła do strefy katolickiej, uważając że nie przyjęcie kultury prawosławnej było zdradą Słowian (prawosławie doznawało szkód od katolików podczas 3 krucjaty, gdzie doszło do konfliktu na wschodzie Europy) i chciał siłą wcielić Polskę w krąg cywilizacji wschodnioeuropejskiej. Doszło do rozbiorów Polski.

Cztery państwa od niemal identycznych herbach walczą. Po co, skoro mają ze sobą tyle wspólnego? Gdyby pokazać ten obrazek dziecku, zapytało by pewnie „Czemu tacy sami walczą ze sobą?”

Polska wypowiedziała wojnę Rosji pokonując ją podczas Powstania Kościuszkowskiego, jednej została wówczas natychmiast zaatakowana przez Królestwo Prus – z walki mocarstw, wyszła jako przegrana, gdyż mimo iż pokonała Rosję to została zaatakowana od tyłu przez Prusy, a nie mogła walczyć z tyloma krajami jednocześnie. W ten sposób w skład Prus weszło Północne Mazowsze, Wielkopolska, Kujawy i całe Pomorze. Królestwo Prus obejmowało obszar 85% dzisiejszej Polski, zaś dzisiejsza Polska obejmowała ponad 80% powierzchni królestwa Prus. Powstał byt najbardziej zjednoczonej ludności Polskiej, od czasów rozbicia dzielnicowego.

Polska po trzecim rozbiorze, czyli najlepszy dowód, że BYŁA NA MAPIE. Wydaje się nieco dziwnie wysunięta w dół, trzeba jednak pamiętać, że utrata należącego do nas pierwotnie 2/3 Podhala (Podhale Słowackie) i części Śląska (Śląsk Czeski) oraz nabycie części Białorusi (Białystok, Bielsk Podlaski) i Rusi Czerwonej (Rzeszów, Sanok), do których praw nie mieliśmy i ich polonizacja to dopiero okres po Powstaniu Śląskim i Traktacie Wersalskim (choć uznawał on tylko granice zachodnie, nie wschodnie)

Na krótki czas wojen Napoleońskich powstało Księstwo Warszawskie, kiedy to Francuzi i Polacy obalali monarchie absolutne w Europie (Włochy i Hiszpania), a także, gdy Polacy walczyli z Prusakami podczas kolejnej bratobójczej walce.

Po wojnie nadal istniało Królestwo Prus w dawnej formie i podobnych granicach, istniało też Wielkie Księstwo Poznańskie połączone unią z Królem Prus i z lokalnym parlamentem. Na wschodzie istniało za to Królestwo Polskie w unii personalnej z Carem, ale za to de facto działające jako niepodległe, zaś małopolska i podkarpacie były Autonomią Galicyjską.

Kolejny etap Rozbicia Dzielnicowego – Królestwo Prus. Wielkie Księstwo Poznańskie, Królestwo Polskie i Wolne Miasto Kraków.

Podczas detronizacji Cara i Powstania Listopadowego Królestwo Polskie pokonało Rosję. Po raz drugi jednak zostało uderzone przez Królestwo Prus, które obawiało się powrotu do sytuacji z XVIII wieku, co zakończyło powstanie. Zarówno w przypadku Listopadowego jak i Kościuszkowskiego Powstania, rola 3 państw przypominała grę w „kamień papier norzyce”, tylko bez jednego ogniwa. Były jeszcze kolejne powstania w Królestwie Polskim, tak jak i w Galicji Wschodniej, jednak w Królestwie Prus nie dochodziło do takich sytuacji, rozwijała się swobodnie kultura ludności Prus i ludności z Wielkopolski, która coraz bardziej popierała Prusy. Organizacja popierająca Prusy „Hekata” była tak rozwinięta, że należał do niej oficjalnie co czwarty mieszkaniec Poznania.

Prusacy byli Polakami nie tylko jako efekt słowiańskiej rasy, pochodzenia i mentalności, która się manifestowała. Polskie ludowe z czasów sprzed Krzywoustego, u Wrocławian, Olsztynian czy Szczecinian zanikły dopiero podczas wielkiej rewolucji przemysłowej, było to związane jednak z ich niepraktycznością w nowych warunkach. Motywy kulturowe zdobiły dolnośląska ceramikę z Bolesławca. Dolnoślązacy czy Pomorzanie Zachodni uczyli się w szkole, o Mieszku I i Bolesławie Chrobrym, o tym skąd pochodzą i kim są. Piastowskie symbole zdobiły herb niemal każdego miasta w Ziemie Lubuskiej, Warmii czy Opolu.

Stroje ludowe Słowiańskie i Zachodnioeuropejskie (porównanie)

Bez zmian pozostała ich mentalność oraz oczywiście uroda tak bardzo radykalnie różniąca się od niemieckiej. Nawet niemiecki jako język urzędowy był tylko dodatkiem materialnym, który nic nie zmieniał.

Lubuski strój ludowy (rejon najszybciej „zgermanizowany”) nijak nie przypominający Niemieckiej „Helgi” Trzeba dodać, że takie elementy jak kwiaty we włosach są w kulturze zachodnioeuropejskiej negowane (wschodnieuropejska nie oddziela materii ożywionej od nieożywionej)

Chociaż ludność coraz częściej deklarowała język niemiecki w spisie, to jednak nie wiadomo czy chodziło o język urzędowy czy domowy, a jak najpewniej mogli dwujęzyczni. Trudno to mówić o jakiejkolwiek germanizacji, co najwyżej o języku.

Ceramika Bolesławiec na Dolnym Śląsku

Trudno jednak znaleźć dowód na to że coś mogło tej germanizacji dokonać. PZK posiadało Niemców tylko w Pomezanii, Pomorze Zachodnie w okolicach Stargardu, a Dolny Śląsk – Zagłębia Miedziowego. Księstwo Lubuskie było połączone z Brandenburgią, która była zamieszkiwana przez Połabian. W chwili zjednoczenia tych ziem, Niemcy stanowili 10% ludności. To raczej oni ulegali językowej slawizacji bądź baltoslavizacji. Chyba, że uznamy inną opcję. Najprawdopodobniej nastąpiło to tak jak w przypadku Rosji czy Indian. W Prusach byli Prusowie (podzieleni na takie dialekty jak Pomezański, Sambiński, Galińdzki czy Warmiński), Mazurzy, Kaszubi i Niemcy. Aby porozumiewać się między sobą, musieli używać „neutralnego języka”, którym stał się urzędowy Niemiecki i przyswoili go aby porozumiewać się w ramach dialektów języków rdzennych, więc go przyswoili w codziennym życiu, tak jak potem w przypadku Dolnego Śląska czy Pomorza Zachodniego.

Zachodniopomorski strój ludowy.

Królestwo Prus jako pierwsze na świecie wprowadziły obowiązkową i refundowaną edukację (decyzja ta skłoniła np. Japonii do wzięcia podobnych kroków), stworzyło podstawy systemu emerytalnego i nowoczesnych, państwowych ubezpieczeń na świecie. Było światowym hagemonem kolejowym, wyprzedzając nawet UK – jego linie kolejowe stoją do dziś i są wykorzystywane do przewozu setek milionów ton towarów i setek tysięcy pasażerów. Do lat 60-tych dołączyła (głównie przez dziedziczenie tronu) kolejne części państw/elektoratów Słowian Połabskich (oprócz lubiącej Polskę, Górnej Saksoni) oraz niektóre, północne elektoraty Niemieckie – Schleswig Holstein, Nadrenię, Nadrenię Wittenbergię. Od tej chwili losy Polski i Niemiec zaczęły być mocno powiązane. Gdy Królestwo Prus dokonało „Zjednoczenia Niemiec”, powstał twór polityczny II Rzeszą, składający się z 10 związkowych elektoratów, z czego Królestwo Prus zdominowało politycznie  twór całkowicie.

I Wojna Światowa była wielką mobilizacją ludności pochodzących z Citivas Schinesghe. Siły pochodzące z „polski wschodniej” zmobilizowały 4 mln żołnierzy, w tym Legiony Piłsudskiego, zaś niemal równie dużą ilość stanowili Polacy z Prus, rozumianych przed rozbiorami (nadal stanowiący większość w Prusach w ówczesnych jego granicach). Część z 4 mln walczyło po stronie Prusaków, a część po stronie Rosji. W ten sposób bratobójczy konflikt osiągnął jeszcze rozleglejszą formę. Gdy liczne Legiony Piłsudzkiego pokonały Prusaków i ogłosiły powstanie Republiki Polskiej, a następnie zmusiły Austro-Węgry do uznania ich warunków Wielkopolska zbuntowała się przeciw Prusom, włączając się w II RP. Apel Ligi Narodów o referendum doprowadził do wygranej w nim części Kaszub oraz Kujaw, został ponadto przegrany na Mazurach i Śląsku przez II RP. Wówczas to Górnośląscy działacze pro-II RP dokonali powstania, w których stoczyli walkę ze z innymi Ślązakami oraz Śląskiem Opolskim, i mimo, że większość mieszkańców Górnego Śląsku wybrała w referendum, że chce być częścią Wolnego Państwa Prusy (następca Królestwa Prus, tak jak Republika Weimarska następcą II Rzeszy). Wojnę wygrali, mimo to że Górnośląsacy nie chcieli należeć do II RP. Górny Śląsk został siłą wciągnięty do II RP przez górnośląskich działaczy popierających II RP (140 000 żołnierzy), po raz pierwszy od 700 lat jakakolwiek część Śląska stałą się częścią państwa suckesującego państwo Jaggielonów, mimo tego Górnoślązacy chcieli w większości należeć do Prus – ta zbrodnia przeciw ludzkości nie została nigdy rozliczona, zaś władze PRL tylko tuszowały i zmieniały propagandowo jej sens.

Plakaty propagandowe obu stron.

Pod koniec lat dziesiątych i na początku dwudziestych radykalnie prawicowe władze II RP, rozważały podbój każdej ziemi, gdzie mieszkało co najmniej kilka procent ludności „deklarującej Polski język”. Planowano podbój między innymi – Mińska czy Doniecka. Mieszkańców Kresów Zachodnich czyli Dolnego Śląska czy Pomorza Środkowego nie uważano zaś Polaków, odmawiając im tego tytułu. Ten nacjonalizm rzutował na pogorszenie stosunków, zaś tamta ludność stawała się coraz bardziej „Polakami Wyklętymi”, gdyż polscy nacjonaliści odmówili im tego tytułu. Podczas Konferencji zakończenia I Wojny Światowej, reprezentant Polski pogardliwie powiedział, iż „Niemcy oddają wszystko to czego nie zdążyli jeszcze zniemczyć”.

Plakaty propagandowe II RP pod koniec jej istnienia. Wraz z wzrostem roli PSL, państwo stawało się coraz bardziej radykalne.

W rzeczywistości to Królestwo Prus dołączało do siebie części Niemiec, nie odwrotnie w ramach Drang des Westen, w ten sposób doszło do największej w historii fałszerstwa oskarżeń. Gdańsk nie chciał też do II RP stąd stał się niepodległy jako Wolne Miasto Gdańsk. Granice dawne i nowe wpływały nie tylko na organizację ludzi, ale nawet na cechy przyrodniczo-rolnicze, jak (od lewej)zalesienie, ilość dzików czy rozmiar hodowli bydła, uprawy ziemniaków czy jabłek. Wówczas zdajemy sobie sprawę, że wiele rzeczy utożsamianych z Polską to jedna jej część, a druga bliźniacza czeka na odkrycie.

Zalesienie – granica pokrywa się z granicą lubuskiego i dawnej Prowincji Zachodnipomorskiej – różne działania ludu, spowodowały różną gospodarkę leśną.

Apeogeum konfliktu między dwoma częściami Polski miały wybory w w Republice Weimarskiej. Wówczas to ludność pochodzenia Dolnośląskiego, Wielkopolskiego (Marchia Graniczna) Górnośląskiego (Gliwice, Chorzów; ),Pruskiego, Mazurskiego, Pomorskiego, Lubuskiego, Pomezańskiego przegłosowało wybór NSDAP, osiągając poparcie na poziomie 80% i bardzo wysoką frekwencję. Za odrą poparła ją w takim stopniu jedynie zamieszkiwane przez Słowian Połabskich – Pomorze Przednie i część Górnej Saksoni (słynne „dzisiaj Lipsk, jutro całe Niemcy”) oraz niemieckie Schleswig Holstein i część Nadrenii i Turingi oraz czeska Ziemia Kłodzka. W większość obszarów Połabia oraz Niemiec, poparcie rysowało się na poziomie poniżej 30%  (wyjątek Schleswig Holstein czy części Pomorza Przedniego), a w niemal tak samo dużej części pozostałej, poparcie wynosiło poniżej 10%. Zaprotestowała najbardziej ostro Bawaria,  Witendbergia oraz Dolna Saksonia z Zagłębiem Ruhry. W ten sposób należy mocno się zastanowić „kogo” tak naprawdę reprezentowała NSDAP, a statystyki nie dają już wątpliwości. Jako symbol wybrano sfastykę – starosłowiański symbol szczęścia, oznaczający słońce i rodzimowierczego ducha wschodu słońca – Jutrzenkę, zwaną też Najświętszą (losy tego bóstwa po 966 roku można podejrzanie łatwo odgadnąć).

Wynik testów dna mieszkańców Niemiec i wyniki wyborów do NSDAP. Ta mapa spala całe mity narodowe i jednocześnie wyjaśnia, że w sprawie posądzeń Polski o IIWŚ jest sporo prawdy, a Polish Dead Camps to jednak nie do końca bajka… Nie jeden były powstaniec zapewne umarł by na zawał, gdyby się dowiedział o tym do kogo naprawdę strzelał…

W roku III Rzesza napadła na II RP, która na skutek podboju ziem wschodnich była zamieszkiwana tylko w około 45% przez ludność pochodzenia Polskiego (w większości Białorusko-Ukraińskiego, który stanowił ponad połowę elektoratu). Ataku na II RP dokonały lokalne formacje wschodu III Rzeszy (formacje pochodzenia niemieckiego atakowały Francję czy Belgię). Złożona z Mazurów i Prusów, Trzecia Armia zaatakowała i zdobyła Mławę, Modlin, Wiznę i białoruski Brześć. Złożona z Pomorzan Zachodnich i Środkowych, Czwarta Armia zdobyła Tucholę, wsparła zdobywanie Modlina, opanowała Kujawy oraz część Wielkopolski (wraz z siłami z Połabia i Ziemi Lubuskiej). Złożona z Dolnoślązaków Ósma Armia uderzyła na Łódź, zaś górnośląska, Czternasta Armia zdobyła Kielce, Sandomierz i Lublin oraz brała udział w zdobywaniu Katowic. Słowacja jako sojusznik III Rzeszy wsparła w ataku na Małopolskę i Podkarpacie. Ostatecznie złożona ze Ślązaków Opolskich, Dziesiąta Armia i uderzyła na Warszawę, po drodze zdobywając Tomaszów Mazowiecki i Radom (być może tylko logistyka, ale być może Polacy Zachodni chcieli zająć się swoim bratem osobiście, biorąc pod uwagę, że NSDAP reprezentowało bardziej ich niż Niemców). Atak na II RP wsparł ZSRR (w kwestii roszczeń do terytoriów Rusińskich, ale i też w sprawie „wyzwolenia ludu spod chciwych kapitalistów”), a także sojusznik III Rzeszy – Słowacja (roszczenia do Zaolzia) i Litwa (sojusznik ZSRR, kwestie odbicia Wilna).

Dokładny spis ofensywy.

Po ponad miesiącu walk rząd II RP przeniósł rząd na emigrację, lecz zwycięstwo było dla III Rzeszy pyrrusowe se względu na straty w pojazdach mechanicznych (podobne w przypadku ataku na Francje, ostatecznie załamał jego ataki podczas bitwy o Anglię), III Rzesza anektowała Wielkopolskę, Kujawy czy Górny Śląsk  wcielono do Wolnego Państwa Prusy, ludność ta miała pełnić obowiązki obywateli Wolnego Państwa Prusy i III Rzeszy (pozyskano chociażby 500 000 żołnierzy do Werhmahtu). Wcielona została też Suwalszczyzna, zamieszkiwana przez spokrewnionych z Prusami (bałtami) Jaćwieży – Hitler dokładnie wiedział kto jest kim. Na reszcie terenów Polski utworzono marionetkowego Generalne Gubernatorstwo, które miało się rozwijać by stać się wielkim eksporterem broni do III Rzeszy i kolejowym węzłem międzynarodowym, co miało ułatwić transport wojska i jeńców. Przez cały czas prowadzono tam propagandę, licząc że tamtejsza polska ludność pójdzie śladami Słowaków, Bułgarów czy Węgrów. Bo choć Hitler mówił o wyższości rasy germańskiej, to stanowiła ona mniej niż połowę ludności III Rzeszy w jej granicach, a Hitler doskonale o tym wiedział, gdyż potrafił bez przeszkód rozpoznawać pochodzenie człowieka po jednym spojrzeniu na jego twarz. Zajęte zostało też Miasto Gdańsk, które jednak masowo poparło Hitlera.

Na ziemiach zakładano Obozy Zagłady gdzie stracano Izraelitów oraz jeńców wojennych. O ile Aushwitz był założony na terenie obcego państwa, to o tyle Gros Rosen był już lokalnym Dolnośląskim punktem ludobójstwa, prowadzonym przez dolnośląska Dziesiątą Armię zasługując w pełni na miano „Polskiego Obozu Zaglądy”. Nazwanie go jednak „polskim obozem zagłady” nie wynika jednak z fałszywego koloryzowania przypadków kolaboracji w II RP, tylko tego, że II RP nie uznała za Polaków, ludzi z Polski A. Walki trwały dalej, a apogeum osiągnęły w trakcie powstania Warszawskiego, kiedy to Werhmaht stracił ponad 500 czołgów i kilkaset innych pojazdów. Hitler wysyłał do walki z powstańcami, często tych których chciał się pozbyć, wiedząc że czego ich bullet hell.

Plakat propagandowy, mający skłonić wolnych (jeszcze) ludzi do imigracji na tereny Prus – widać na nich mocne wzorowanie się na słowiańskim kulcie solarnym – III Rzesza wiedziała jak u Słowian jest w kwestii symboliki i jak ją wykorzystać – może dlatego, że ponad połowa Pseudoniemców była Polakami, Prusami i Połabianami?

Walki między II RP, a III Rzeszą przerwał Stalin. ZSRR zaczął zdobywać kolejne części II RP, potem zaś zaczął wchodzić w jego zachodnią, Pruską część. Wrocław bronił się dłużej niż Berlin, zaś ówcześni Wrocławianie, porównywali atak ZSRR, z atakiem Kaganatu Mongolskiego, którego atak odparli na czasów Piastów, patrząc na historię i mając na dzieję, że mają szansę też dziś. Podczas konferencji w Jałcie stwierdzono, że Polska może mieć zachodnie ziemie, lecz Kresy Wschodnie nie mogą być jej własnością i Polska je okupuje. Zdenerwowany rząd Polski powiedział zdenerwowany „nie chcemy Wrocławia i Szczecina!”. Był to gwóźdź do trumny, okupywani przez ZSRR, zostawieni przez rząd Polski, bracia pozostałych Polaków poczuli, że już nikt ich nie chce. Aliancka Rada Koordynacyjna stwierdziła, że całym źródłem nazizmu jest Królestwo Prus i musi one być wydane macierzy. Oznaczało to, że Prusacy musieli się znaleźć w kraju, w których nie chcieli być, zaś Polacy wschodni przyjąć swojego odrzuconego brata. Można to określić jako gigantyczną ekstradycję. Równocześnie z działalnością do 1961 zbrojnych oddziałów II RP w walce z komunistami, na ziemiach odzyskanych przez wiele lat działała partyzantka nazistowska. Partyzantka II RP nie była zainteresowana działaniem na Dolnym Śląsku czy Opolskim. 1/3 potomków mieszkańców Citivas Schlenges, została całkowicie porzucona. Zaraz po zdobyciu Wrocławia (1945 rok) przez ZSRR, w mieście wybuchł strajk. 800 000 mieszkańców oświadczyło, że jeśli żołnierze ZSRR nie potraktują Wrocławian tak jak Warszawiaków, to nie będą pracować, aż umrą bądź Rosjanie nie dadzą im nietykalności. W przypadku tego drugiego, bankructwo miało trwale zatrzymać odbudowę Warszawy. Pozostawiony pod ścianą komunistyczny system, wraz z podobnymi strajkami w Szczecinie czy Zielonej Górze, oraz na zamieszkami na wschodzie kraju, nie sprzeciwił się. Wcześniej wielu Wrocławskich cywili zostało zabitych bądź doprowadzonych do śmierci przez komunistów.

Jeden z plakatów. Reszty postanowił dla wspólnego dobra – nie pokazywać.

W roku 1946 rozpoczęło się piekło Prusaków. Opublikowano na potrzeby akcji „3x tak” plakaty, które zawierały dane o tym, że „Niemcy nie chcieli mieszkać w Polsce” i że każdy z nich opuścił, kraj i zastąpili ich „imigranci z kresów”. Zastąpiono „drang des westen” na „drang des osten”, twierdząc, że od IX wieku Niemcy, zdobywali wschód, a gdyby nie II Wojna Światowa to i w Rosji byli by tylko Niemcy. Prusacy nagle zostali zatuszowani z historii jaką przedstawiał PRL, nazwano ich przesiedleńcami i nadano fałszywą tożsamość. Przedwojennych mieszkańców nazwano „Niemcami” twierdząc w propagandzie, że Niemcy zajęli najpierw Połabie (XII wiek), a potem Ziemie Odzyskane (XIV wiek). Dużą ludność ziem odzyskanych tłumaczoną „wzrostem demograficznym” a do opisu ich dialektu j. polskiego wymyślono pojęcie „nowe dialekty mieszane”, nigdy jednak nie opisali o jakie dialekty chodzi, ani jakie są ich zasady. Przesiedlenie siłą chociażby jednego miliona osób to zadanie fizycznie niewykonalne, nawet dla największych armii w historii i przypomina próbę przebicia ściany grochem, a co dopiero propaganda o kilkunastu milionach. Nie ma w historii narodu, który by został wysiedlony bądź wymarł w więcej niż kilkunastu procentach, co najwyżej czysto kosmetyczna zmiana jeżyka (polonizacja Prusów, germanizacja Połabian, rusyfikacja Tatarów, japonizacja Ajnów, spaniolizacja Azteków itd). Tym bardziej nierealny jest, fakt że komuniści mieli „weryfikować” narodowość mieszkańców ziem odzyskanych, aby „wyłapać” „polaków”. Trudno sobie wyobrazić aby w ciągu jednego roku zweryfikowano narodowość każdej rodziny w każdym domu, ponad 10 milionowej (jesienią 1945 roku) społeczności. W rzeczywiści, komuniści wzięli przedwojenne spisy ludności i zrobili na ich podstawie swoje własne mapy statystyczne w 1946 roku (osoby deklarujące „polnish spreachen” były oznaczone jako „ocaleni”, zaś „doitshe spreachen” zamienili na „przesiedleńców”). Równocześnie podobną propagandę stosowano na Ukrainie wobec „Wołynia”, twierdząc, że „Polacy” (de facto Ukraińcy) sobie poszli. Co ciekawe, mimo iż mówi się o tym, że komuniści wysiedlali „Niemców” to czerwoni twierdzili, iż Niemcy sami opuścili Polskę, gdyż nie chcieli w niej mieszkać. Choć były przypadki migracji to były one śladowe, zaś publikowane zaraz potem raporty o setkach pociągów wywożących „Niemców” w raz z dokładną ilośćią transporterów były tylko i wyłącznie informacją propagandową reżimu. Na tych „oficjalnych” danych zbudowano między innymi współczesną książkę „Breslau-45”.

Zaodrzańskie Połabie pokrywało się z w 90% z terytorium NRD, zaś Niemcy „rdzenne”, które miało zająć obszar dwa razy większy od niego, pokrywało się w 90% z terytorium RFN – oskarżono o całe zbrodnie w historii.

1. Sfałszować wydarzenia, którego dokonali potomkowie RFN (rdzenni germanie) i sfałszować ich „ekspansję”. 2. Sprawić by ludzie poparli NRD, ale znienawidzili RFN. 3. Zdobyć w ten sposób sojuszników. 4. Wygrać zimną wojnę.

Mimo tego zarówno NRD nie miały w sobie ludności popierającej, wystarczającej by doprowadzić NSDAP do władzy, a w RFN była ona wręcz znikoma (po zdobyciu terenów, która miały większość elektoratu NSDAP, Niemcy rdzenne skapitulowały, gdyż miały gwarancję, że nie są już pod władzą Hitlera). Do tego PZPR kolaborant pochodziło z Polski B (wschodniej) co tylko napędzało ich nienawiść do Prusaków. Komuniści pozamieniali nazwy ulic w Prusach i stawiali pomniki Polaków takich jak Kościuszko, którzy nie byli związani w ogóle z tamtejszą ludnością. Lokalne pomniki lubiano burzyć, tak jak stało się to chociażby z bezcennym arcydziełem rzeźbiarstwa – wrocławskim pomnikiem Fryderyka Wilhelma wraz z rzeźbami towarzyszącymi na kolumnach i wielkim miedziorycie, który oglądała wcześniej masa turystów

Zamiast tego przywieziono pomnik polskojęzycznego Ukraińca – Aleksandra Fredro. Tam samo jak w Opolu wywieziono pomniki Wilhelma II (który zbudował park, z którego korzystają dzisiaj Opolanie – to w nim znajdował się pomnik) i króla pruskiego Fryderyka Wielkiego, który nie otrzymał tytułu przez przypadek. Nie oszczędzono nawet pomnika ofiar I Wojny Światowej. Lubiano za to stawiać pomniki osobo niezwiązanym z tymi terenami i o ile pomnik Chrobrego był częścią historii zarówno Szczecina czy Wrocławia to już pomniki takie jak „Konstytucji 3 maja”, która przecież w Prusach nie obowiązywała nigdy było próbą narzucenia cudzej tożsamości, a takie pomniki jak „pomnik wyzwolenia Wrocławia” (który nie mógł być wyzwalany, gdyż nie był okupywany) były już tylko propagandą. Sytuacja taką można nazwać jako tragi-komiczna, gdyż jest nonsensowna, a jednocześnie przerażająca, bowiem odbierano w ten sposób ludziom prawo do historii i edukacji, zarazem niszczono dobrowolnie przez nich postawione i akceptowane dzieła sztuki. Największą zbrodnią było wywłaszczenie kilku tysięcy zborów protestanckich i oddanie je we władzę kościoła katolickiego. Mimo to Prusacy nadal pozostali protestantami i mimo chodzenia do kościoła katolickiego mieli odmienne poglądy, a lokalna ludność przejmując z czasem stanowiska w parafiach zaczęła głosić poglądy odmienne od tych na wschodzie kraju, choć nadal pozornie w ramach katolicyzmu. Właśnie przez te wydarzenia, tereny te stanowią silne centrum środowisk całkowicie antyklerykalnych.  

Wskaźnik religijności. Obszar najciemniejszy to jednocześnie obszar najmniejszej ilości rozwodów, największego przyrostu naturalnego, oraz – największego przedwojennego poparcia dla PSL.

Innym elementem będącym zbrodnię przeciw kulturze i tożsamości Prusaków, było uderzenie w prawo autorstwa. Wywłaszczone nielegalnie zakłady produkcyjne czekał ciężki los. Nazwy ich założycieli były tuszowane, tak jak ich stare nazwy opierające się na nazwiskach, bądź innych nazwach wytworzonych przez autorów. Wielkie zakłady Linke-Hoffman zostały przemianowane na Państwową Fabrykę Wagonów, a Reinhold & Co, Julius Paul & Sohn czy Werner & Co przemieniono po połączeniu jako Ceramika Bolesławicka, stocznię Schichau przemianowano na Stocznia Elbląg, zaś ceramiczne zakłady na Warmii nazwano Pomorskie Zakłady Ceramiczne. Nie przeszkadzały za to komunistom nazwy firm ze wschodniej Polski, nawet gdy nazwiska były takie jak np. Wedel. Masowo cenzurowano nazwiska niemieckojęzyczne – na zachodzie Polski pozmieniano nazwiska ogromnej liczbie osób, zaś we wschodniej – również w dużych ilościach. Niektóre jak Linke, Hoffman, Trzoch (Tzoh), Tusk czy Muller… przetrwały. Ceramika Bolesławicka była przedstawiana jako – wielka Polska stara tradycja, gdy zaś trzeba było mówić o Bolesławcu sprzed wojny – mieszkańców nazywano „Niemcami”.  Cenzurowano też nazwy geograficzne. Mazury Pruskie, zaczęto zwać Mazurami (a realne Mazury, zwać Mazowszem), słowo Prusy nie padało nigdzie mimo, iż nawet Mickiewicz nie wstydził się tej nazwy, zaś rejon Prus Wschodnich chciano nazwać „Pomorzem Wschodnim”. Kaszuby zwane często przez mieszkańców Prusami Zachodnimi, nie mogły już wspominać o tej nazwie.

Duże różnice w sprawie upraw na Prusach i w Polsce spowodowały, że rejon świetnie nadawał się na budowę PGR-ów. To właśnie tam było najwięcej wywłaszczeń, jednak podobnie jak na wschodzie – koncentracja państwowego rolnictwa nie była możliwa, ze względu na opór ludności, która była zbyt duża by użyć środków przymusu bezpośredniego – po prostu byli razem za silni. Do dziś widać bardzo poważne różnice w kwestii gospodarstw rolnych na zachodzie i wschodzie. Wschód ma rolnictwo ekstensywne, a wschód – intensywne. Na zachodzie jest mniej wsi, więcej małych miasteczek. Na wschodzie – mniej małych miasteczek, więcej wsi.

Wchłonięcie przez Polskę, Prus miało ponownie zjednoczyć Polskę i osiągnąć bazę przemysłową, rolniczą, infrastrukturalną oraz surowcową. Nie wydaje się to kłamstwem. Zarówno Królestwo Prus jak i RP były mocarstwami, więc połączenie ich obu  oznaczało powstanie ogromnej siły. Według PZPR, aneksja Prus miała podwoić zdolność produkcyjną. Komuniści rozpoczęli plan 6-letni zbudowania w całym kraju 1 600 wielkich zakładów, modernizację pozostałych, budowę wielu kilometrów tras dla barek, elektrowni wodnych i dopływu wody. Plan był ściśle dopracowany w kontekście kompatybilności z obu częściami kraju. Jednak realizacja tego planu tak szybko i w takich warunkach, oznaczała wyzysk ludności i dochodzenie do celu jego kosztem. To doprowadziło do buntu.

To właśnie Prusacy jako pierwsi jako pospolite ruszenie zbuntowali się przeciw komunistom. Prócz strajków w 1945 roku, w roku 1947 wybuchły walki w Gdańsku, zaś w 1956 w propruskim Poznaniu, gdzie zdobyto komitet PZPR, więzienie i rozbrojono czołgi jako sygnał walk w NRD, wywołując też ruch Węgrów i Czech doprowadzając do „Odwilży” i upadku socrealizmu. W 1970 Gdańsk, Elbląg, i Szczecin zdobyły miasta, wysadzając komitety PZPR i paląc pojazdy MO/LWP, co doprowadziło do upadku Władysława Gomułki. W następnych latach walczył Gorzów oraz już wschodnie miasta – Ursus i Radom, a w 1980 roku brała udział już cała Polska. Podczas stanu wojennego. Podczas stanu wojennego do największych walk doszło w 1983 podczas Bitwy o Wrocław, gdy to Wrocławianie przejęli wszystkie aktywa LWP, ZSRR i komunistów we Wrocławiu wraz z komitetem, zaś członkowie Solidarności wysadzali masowo pojazdy MO, w takich akcjach brał udział chociażby ojciec obecnego premiera Polski, a według deklaracji – także jego syn. Ślązacy podczas oblężenia kopalni wujek, dzielni bronili pozycji, aż do poddania się oddziałów LWP/MO, Podczas operacji „Biały Dom” w 1989 skończoną zajęciem obroną 160 komitetów PZPR, ogromną rolę odegrał propruski Poznań i Gdańsk, gdzie wspierający ich nacjonaliści i kibice, atakowali formacje MO. Mimo ogromnego zaangażowani ludności takich miast jak Płock, Kraków, Świdnik czy Lublin to pierwsze walki zwyczajnych obywateli z komunistami dokonało się z rąk Prusaków i najbliższych im ludzi, pod przewodnictwem wychowanego w Gdańsku Lecha Wałęsy, co nie jest przypadkiem.

Obalenie komunizmu pozwoliło przekazać władzę z rąk legalnego rządu Polski w Londynie, w ręce rządu Olszewskiego i Prezydenta Lecha Wałęsy. W krótce Solidarność przeszła do innej roli i wykształciły się nowe partie. Formalnie zatwierdzono zachodnią granicę Polski w kontrakcie z 1990. Nie znalazł się jednak dokument dotyczący Wolnego Miasta Gdańska i nie było kogoś kto mógłby zatwierdzić jego powrót do Polski. Od lat 80-tych funkcjonuje Rząd Wolnego Miasta Gdańsk na Uchodźctwie, zaś prezydent Gdańska (miasta) Adamowicz pokazywał na marszach przez wiele lat falgę Wolnego Miast Gdańsk. Skutkiem tego był niedawny zamach na prezydenta przez radykalnego nacjonalistę, który zakończył się śmiercią prezydenta.

Praca Polaków wschodnich i Prusaków doprowadziły do ogromnego wzrostu gospodarczego. Co prawda już w 1945 doszło do syntezy, ale to od 1989 roku wzrost nie był ograniczany przez komunizm. Walka między Prusami, a resztą Polski trwała jednak dalej.

W 1989/1990, Prusy i Polska połączyły się w jedno wspólne państwo – III RP (wówczas to po raz pierwszy potwierdzono granice). Wprawdzie już wcześniej byli połączeni, ale jako podmiot zależny ZSRR. W ten sposób skończyło się w Polsce geopolityczne rozbicie dzielnicowe, jednak de facto nadal trwało. Po wykształceniu się lokalnych partii, władzę przejął Pruski Sojusz Lewicy Demokratycznej, uzyskując wysoką sekwencję w wyborach w Prusach i sporo poparcia na wschodzie. Wówczas właśnie uchwalono Konstytucję czy dołączono do UE i NATO.

F

Narastała walka obu stronnictw cywilizacyjnych o przejęcie kontroli nad RP. Sojusz Lewicy Demokratycznej, ustąpił władzy kolejnej pruskiej partii – Platformie Obywatelskiej. Pierwszy objawem było rozmieszczenie środków pozyskanych od UE na terenach Prus, mniej Korony. Separatyzm kontra eurooptymizm, konserwatyzm kontra liberalizm, ziemie zachodnie stanowiły sojusz i wice wersa (wschodnie). Od początku lat 90-tych Prusy wystawiły swoich kandydatów głosując, na nich zaś Polska B swoich głosując na nich. Prusy stworzyły Platformę Obywatelską (obecnie dowodzoną przez gdańszczana – Donalda Tuska, jednoczesnego prezydenta Rady Europy), oraz takie jak SLD czy Nowoczesna. Korona stworzyła zaś Prawo i Sprawiedliwość (z dowódcą w postaci Jarosława Kaczyńskiego), PSL (jeszcze przed wojną), Polskę 2050 czy Kukiz. W ten sposób rozpoczęła się wojna na frekwencję wyborczą. Mimo, że RP jest formalnie państwem unitarnym, nie federalnym, to właśnie ten ustrój w takim przypadku zadecydował, że ustrój Polski stał się wahadłową dominacją polaryzacyjną. Bo to nie jest walka partii, czy poglądów. To walka partii dwóch krajów, choć jednego narodu, zjednoczonych prze przypadek, teraz działających niby razem. Partia rządząca, w zwyczajnych krajach jest efektem działań stronnictw wymieszanych w kraju, jako wola kraju. Tutaj zaś na PO głosują Prusy, zaś PO składa się z ich. Na PiS głosuje Korona, zaś PiS składa się z nich. Jedynym krajem o takiej sytuacji jest Bośnia i Hercegowina, ale tam sytuacja jest jawna i jest federalny system.

Wystarczy przewaga partii jednej strony w mandacie, a cała władza nad krajem będzie w rękach Prus, zaś Korona będzie protektoratem, lub cała władza będzie w rękach Korony, a Prusy będą protektoratem. Nie możliwa matematycznie jest w tym przypadku inna opcja. System federalny by to zmienił, ale w systemie unitarnym, zwycięska strona podporządkowuje drugą. A więc albo zachód będzie rządził całkowicie wschodem, albo odwrotnie. W ten sposób nadal istnieje Polska A i Polska B, a kilkusetletni konflikt trwa nadal.

Korona i Prusy będą więc ciagle nawzajem się anektować. Początkowo w roku 1990 przewagę zdobyły Prusu przez ponad 2 dekady czyniąc Koronę swoim protektoratem i rządząc Rzeczpospolitą. (wówczas to więcej środków unijnych szło do Prus niż Korony). Dopiero w 2016 roku Korona odbiła RP i podporządkowałą sobie Prusy, tak jak one wcześniej ich (i kierując dużą ilość środków unijnych na wschodnie województwa) w związku z tym to Prusy stały się protektoratem Korony. Reakcja Prus była wyjątkowo agrysywna pod względem mowy i zaczęły się duże napięcia, którego efektem był zamach na prezydenta Gdańska – J. Owsiaka. Dwa orły – jedna korona.

Zachodnie ziemie cechuje separatyzm. Polskę można określić jako kraj pseudounitarny. Nie ma w konstytucji zapisu o tym, że polska jest „unitarna” bądź jest „republiką”, a określenie „państwo jednolite” ma szersze znaczenie (unit oznacza jednostkę, ale istnieje jeszcze przyrostek lit, który jest kolejnym już określeniem). Konstytucja zostawiła ustawom kwestie samorządów, a ustawa o samorządach ustaliła wiele federalnych elementów. Gminy, powiaty czy województwa samodzielnie tworzą chociażby transport publiczny na terenie województw, zaś państwo nie ma prawa do ustalania wewnętrznego transportu (w Niemczech, za cały transport odpowiada jedna spółka), zaś więcej  jest dróg wojewódzkich niż krajowych (w Niemczech jest więcej krajowych niż landowych), więc unitaryzm w Polsce trudno raczej potwierdzić. Jest to mocno związane z podziałem ludności na dwie strefy, bo separatyzm zachodu bardzo wpływa na społeczność kraju. Mimo to wraz z latami tracił on poparcie, dzisiaj PO wygrywa już tylko w 18 miastach i 7 powiatach na zachodzie, a na wschodzie – w 3 miastach i jednym powiecie.

Do roku 2015 sytuacja była spokojna. Wszystko zmieniło się w momencie kiedy jesienią 2015 roku ogłoszono wyniki wyborów, w których wschodnia Prawo i Sprawiedliwość, PLS i Kukiz mięli uzyskać ponad 50% udziałów w rządzie. Z dnia na dzień zmieniło się wszystko. Osoby ciche na politykę, zaczęły momentalni publikację na stronach typu Facebook publikację mowy nienawiści. Wcześniej „prorządowe” media, bo ogłoszenia zwycięstwa PiS-i zaczęły masowo publikację artykułów pomawiających PiS i łamiących prawo. W akcji wzięło udział Onet.pl, WP.pl, Newsweek, Angora, TVN i inne media. Wraz z zaprzysiężeniem nowego rządu Komitet Obrony Demokracji opublikował apel do Policji i Wojska o wypowiedzenie posłuszeństwa nowej władzy. Kilka dni potem, na skutek zakazu wstępu dziennikarzy w miejsca prywatne parlamentu, rozpoczęło się oblężenie Sejmu. Zablokowano wejścia, doszło do walk z Policją oraz ataków na samochody posłów. W nieznanych okolicznościach przestał działać TVP1, a centrala lotów UE nie widziała samolotów nad Polską. Podejrzewano sabotaż. Sytuacja się uspokoiła przez kolejne lata prusacy kontrolując Gazetę Wyborczą, Onet.pl czy WP.pl, także zwiększali wpływy w niektórych miastach zachodu kraju. Publikacje zawierają nieprawdziwe informacje, pomawianie o nieprawdziwe fakty, znieważanie organów i sianie paniki, są pełne tzw. mowy nienawiści. W odpowiedzi stacja TVP1 rozpoczęła pomawianie i znieważanie Platformy Obywatelskiej. Gazety przez lata Onet czy Newsweek publikowały artykułu mające na celu jak największe oskarżenie partii PiS, programów w których miała być powiązana czy wszystkiego na czym jej zależy. Artykuły te mają charakter paranoidalny.

Mem żartujący z flagi II Rzeszy (Kujaw) na logo KOD-u. Przypadek, a może i ciągłość symboliki? Ludzie często nazywają rząd Donalda Tuska „rządem niemieckim”, a słynne „Poco nam CPK, skoro jest Berlin” może wynikać pokoleniowo z dawnej mentalności Polaków Zachodnich (Berlin jako stolica jednego z państw połabskich, był przed wiele lat jedyną częścią Prus, która zaczepiała o współczesne granice RFN po aneksji NRD).

Na statystyce było coraz bardziej widoczne, że oba połowy kraju różnią się diametralnie i idealnie widoczne na mapie w takich sprawach jak: poparcie polityczne, religia, typ gospodarstw rolnych, chów bydła, ilość miast, ilość wsi, ekologiczna energia, przestępczość, bezrobocie (zdjęcie 1) ilość nieślubnych dzieci (zdjęcie 2), kredytobiorców we frankach (zdjęcie 3) ilość zalesienia i wielu więcej.

Na środku – słaba religijność (kolor fioletowy), pokrywa się z prowincja Pomorza Zachodniego i ziemiami pruskimi z niewielkim odsetkiem Mazurów. Na Dolnym Śląsku rejon Sudettlandu jest zaznaczony najmocniej – to też rejon o największej liczbie rozwodów oraz najniższym przyroście naturalnym. Co ciekawe – tamtejsi Polacy są najbardziej spokrewnieni z Czechami z pośród wszystkich mieszkańców Polski. Na prawo – liczba długów we frankach szwajcarskich.
Wyroby azbestowe.
Struktura płci
Najpopularniejsze naziwsko
Ilość nieślubnych dzieci

Apogeum sytuacja osiągnęła w roku 2020 podczas jesieni, gdy to Trybunał Konstytucyjny wydał krytyczny wyrok wobec zgodności zapisów aborcyjnych (1990) z Konstytucją z 1997 roku. Rozpoczęło to masową rebelię zachodu Polski i walki i zamieszki rozgorzały się w kilkuset miastach w Polsce, oraz wielu krajach za granicą z udziałem polonii. Akcje organizował utworzony Ogólnopolski Strajk Kobiet, który szybko przybrał formę organizacji terrorystycznej, wpierany przez inne organizacje, radykalne krajowe i międzynarodowe ruchy rozpoczął rebelię. Po jednej stronie stanął Ogólnopolski Strajk Kobiet, Agrounia, Anymous, Federacja Anarchistyczna, KOD, Platforma Obywatelska, Nowoczesna, Zieloni, Strajk Uczniów, Archiwum Osiatyńskiego,  Studentów, Euroentuzjaści, Strajk Kierowców, Strajk Pralni, Strajk Studentów, Strajk Pielęgniarek, LGBT, Strajk Nauczycieli, Covidosteptycy, TVN, Onet.pl, WP, Oko.press, Stowarzyszenie Babć Polskich, Antyklerykaliści, autonomiści Kaszubscy, Gastrounia, Protest Busiarzy. Po drugiej stronie stanęło PiS, Polskie Stronnicowo Ludowe, Kukiz, Polska 2050, Konfederacja, kościół i inne wyznania, ONR, Młodzież Wszechpolska, Ordo Luis, Anty-LGBT, eurosceptycy, Żandarmeria Wojskowa, Policja, antyterroryści BOA i ABW.

 Rebelianci charakteryzowali się czynami typowymi dla organizacji terrorystycznych, próba wdarcia się do sejmu, atak na siedzibę premiera przy użyciu substancji pirotechnicznych, podrzucanie gnijącej tkanki pod siedzibę Jarosława, próba zdetonowania ładunku przy siedzibie Policji, podpalenie kamienicy, kilkaset rannych po obu stronach, zdewastowane budynki, kościoły i infrastruktura, kilkaset spraw do sądu, ogromną ilość zakażeń koronaworusem i śmierć zakazonych, śledztwo w sprawie przywódców, łapanki i poszukiwanie organizatorów, podejrzenia podżegania z zagranicy (Białoruś/Lukaszenko), protesty, walki i zamieszki w ponad 200 miastach, liczne udziały Polaków za granicą, rozprzestrzeniło to w pewnym stopniu na, aż na 15 krajów Europy, między innym UK, Niemcy, Norwegię, Grecję, Islandię i Belgię.

Obóz Narodowo Radykalny próbujący powstrzymać OSK przed dotarciem do siedziby Prezesa Kaczyńskiego.

Ważnym elementem był atak na kościoły, podczas których według Policji zdewastowano lub zniszczono kilkaset fasad. Ataki na kościoły były najdłużej trwającą częścią strajku, doszło nawet do podpaleń, a w odpowiedzi na wykupienie przez Orlen spółki Polska Press (nacjonalizację 300 czasopism i 500 stron www) dokonano zamachu na jedne z aktywów Orlem, wjeżdżając rozpędzonym samochodem w budynek. Podczas zamieszek niesiono hasła takie jak: „Wypierdalać”, „Będziemy dusić kaczkę”, „przepraszamy za utrudnienia, mamy rząd do obalenia”, „to jest wojna”, „bóg z wami huj z wami”, „miłość, pokój, jebać Psy”.

Doszło do schakowania konta Ministra Rodziny i próby podpalenia budynku, w których znajdował się premier Polski. Przejęto autobusy i tramwaje wyświetlając na nich wulgarne hasła, a także próbowano użyć broni biologicznej na Żoliborzu. W akcjach „Marsz na Warszawę” dochodziło do walk i aresztowań po 200 uczestników. Użyto broni chemicznej i palnej. Najcięższe walki toczyły się na początku listopada, gdzie jednego dnia ciężko rannych zostało 50 policjantów. W strajku brali udział posłowie Koalicji Obywatelskiej, zaś w sejmie doszło do bijatyki z udziałem posłanek – wezwano straż marszałkowską. Rafał Trzaskowski zapraszał na manifestacje ludzi, zaś Szczecin i Wrocław wydały nielegalne uchwały.

Pożar przed siedzibą partii, wywołany przez „kontengen” Agrounii. Nawozy sztuczne i ciągniki, odpowiednio wykorzystane przemieniają się w śmiercionośną broń.

Nie ma już wątpliwości, że Polsak nie przegrywała, tylko walczyła z samym sobą. Podział społeczeństwa na dwie formacje doprowadził do zmian na całym świecie, zaś znana jest tylko historia jednej części. Choć Prusacy pochodzą od kultury Polskiej to jednak przez długi czas byli odrębnym wariantem. Wschodnia strona społeczeństwa powinna zrozumieć, że to nie Niemcy byli odpowiedzialni za atak na nich, lecz ich własni bracia, których wielokrotnie odrzucali. Zachodni powinni zaniechać swoją złość zrozumieć kim są, spojrzeć na swoją przeszłość, tożsamość i kulturę, wyciągnąć z niej to co dobre. Należało by przywrócić im historyczne nazwy i zniszczone dzieła sztuki. Prusy powinny być traktowane jako ciągłość istnienia Polski w XVIII wieku. Historia powinna być nauczana zarówno jeśli chodzi o historię Polski wschodniej jak i zachodniej, razem przecież wywodzącej się od Civitas Schhlegsen i razem połączonej. Z czasem zachodnia Polska się uspokoi i rozbicie dzielnicowe się zakończy. Ważne, aby zachodni Polacy wiedzieli kim są i że już nic im nie grozi, zaś Polacy wschodni zrozumieli to kim są ich sąsiedzi, dlaczego są inni i że są świadectwem tego, że Polska nigdy nie była ofiarą, a Królestwo Prus było pełnoprawnym państwem Polskim i niesie drugą połową historii narodu, otwierając nieznane, nowe drzwi.

Język Polski omal nie wymarł

Wiele jest na świecie języków które wymarły jak i wiele jest języków, które są na granicy wymarcia. Co roku wymierają mniej więcej od 2 do 3 języków spośród ponad 2000 języków, gwar i lektorów. Mało kto zdaje sobie jednak sprawę, że dawniej jednym z języków, który był zagrożony wymarciem był język polski! W pewnym momencie naszej historii mniej niż 40% populacji polski w jej rdzennych granicach czyli granicach Mieszka I posługiwał się tym językiem.

Zaczęło się IX wieku naszej ery – wtedy to właśnie rozpoczęła się chrystianizacja Polski. Zaczęto używać dużo zapożyczeń, a dopiero w XIV wieku naszej ery spisano pierwsze słowa w języku polskim było to raptem jedno zdanie „Daj. Ja pobrusię a ty poczywaj”. Dopiero w XVI wieku spisano kolejny większy już kawałek tekstu w naszym języku. Migracja ludności niemieckiej do Polski w okolicach Gliwic, Stargardu, Malborka czy Wielkopolski spowodowała, że księstwa zmieniły łacinę, na niemiecki jeśli chodzi o język urzędowy, który miał pozwalać na porozumiewanie się między różnymi dialektami języka polskiego. Polacy znaczenia oni również porozumiewać się nim, aby dogadać się w sprawach codziennych z różnymi częściami kraju – w ten sposób stopniowo język polski zanikał zamienijąc się na język niemiecki.

Rozwój języka Niemieckiego

Nie wiadomo natomiast losu języka śląskiego i w jakim stopniu on zanikał wiadomo jednak, jak to było z językiem kaszubskim. Dawniej kaszubski był jednym z 4 dialektów języka pomorskiego, które znacznie bardziej różniły się od języka polskiego niż język Śląski. Istniały 4 dialekty – Pyrzyczański, Kaszubski, Woliński oraz Grupa Dolnoparsęcka.

Obecnie jedynie kaszubski przetrwał w jakimś stopniu. najwcześniej język polski zaczął zanikać na Pomorzu Zachodnim czyli Wolin czy Pomorzu środkowym oraz w Województwie Lubuskim. W Dolnośląskim nieco wolniej, dosyć szybko zaś w okolicach Malborka (imigranci z Mazowsza), aczkolwiek nie były to historyczne tereny Polskie tylko Pomezanii. Na terenie Dolnego Śląska na początku XIX wieku około połowa deklarowała język polski. Pozostali – język niemiecki. Mała część język czeski nie było natomiast jakiegokolwiek wzmianki o języku śląskim, które dziś deklaruje prawie milion osób, a może i więcej.

W latach 30-stych XIX wieku, w całych prawie Ziemiach Odzyskanych mówiono już tylko po niemiecku lecz również na terenie Wielkopolski były ogromne były wpływy języka niemieckiego – ponad połowa mieszkańców Poznania mówiła nim, a Gdańska praktycznie wszyscy, tak samo jak o ogromna większość Pomorza Gdańskiego jak i Wielkopolski.

Również gigantyczna ilość na terenie Katowic czy Gliwic czy w całej Aglomeracji Górnośląskiej również dominującym językiem był niemiecki. Choć w rejonie Katowic polski przewyższał tylko w niewielkim stopniu (55-60%) było go również dużo na Mazurach (germanizacja językowa imigrantów z Mazowsza), aczkolwiek podobnie jak w przypadku Pomezanii nie jest to rdzennie polski rejon. Język naszego kraju przenikał w tym wielowiekowym procesie zaś na teren Rusi – między innymi na Chełm, jak i Zamość czy Sanok potem przez Polskę anektowane – czy też przez Ukraińców z Lwowa czy Białorusinów z Grodna i Białegostoku jak i całego Podlasia, czy też Suwalszczyzny oraz Wilna. Na Mazowszu dużo gmin niemieckojęzycznych było na północy – spora część z nich była też protestancka ale większość była katolicka, lecz niemieckojęzyczna – między innymi Nowy Dwór Mazowiecki, Serock Pułtusk, okolice Płocka, a także okolice i gminy powiatu piaseczyńskiego były niemieckojęzyczne. W Świętokrzyskim Województwie występowała taki powiat na północy, w Krakowie czy Tarnowie też było sporo języka niemieckiego, a także w rejonie Stalowej Woli, Chełma czy okolic Torunia, Grudziądza i Bydgoszcza, a także w niektórych miejscach Województwa Łódzkiego.

Cmentarz niemieckich imigrantów w Serocku.

Nazwiska niemieckie były normą na zachodzie Polski, a na wschodzie również były dość masowe. Tak samo przyswajano również nazwiska niemieckie – ponadto nie skończyło się tylko na zapożyczeniach z takich języków jak niemiecki, grecki, łacina, francuski czy angielski, ale także do makaronizmów i wtrąceń, które psuły harmonię wokaliczną słowa. Powstały też system przedrostkowy, którego oryginalnie nie było – ze słów tak jak „post” powstał przedrostek „po” słowo „pre” zmieniło się w „przed”. Słowa te były niezgodne z gramatyką zarówno polską jak i łacińską ponieważ mówiono je tak jakie usłyszano zdania łacińskie. Słowa uległy pomieszaniu i w ten sposób popsuła się harmonia wokaliczna czyli ograniczenie występowania samogłosek z powodu występowania innych samogłosek czy też słowa będący ciałem obcym w naszym językowu, także jeśli chodzi o nowe zgłoski czy głoski (ż wzięte z francuskiego, czy sz zamiast si, rz i cz zamiast ci, oraz f i x) w taki właśnie sposób język polski uległ bardzo dużym wpływom zachodnim. Obecnie łatwo wydestylować zapożyczenia z grupy słów języku polskim i zrekonstruować jak wygląda harmonia wokaliczna w języku polskim, gdyby oddestylować z niej makaronizmy, a także wtrącenia tak jak rondel, kufel, garaż, stelaż, korporacja, destylacja i tak dalej. Ponadto łączenie słów przedrostka i słowa głównego sylabą „o” również było wzięte z łaciny. W języku polskim (język A), zaczęto używać makarnizmów ze słowami z języka B i jednocześnie używać do nich metod gramatycznych z języka C czy D. Do niektórych słów zagranicznych dodano też dziwną końcówkę „stwo” (plugastwo od plug, państwo od pan) które zaczęło być nadużywane w różnych słowach, także polskich… Nastąpiły słowa wyglądające niczym generator losowych sylab, niemal tak samo dziwne jak w językach takich jak Holenderski czy Niemiecki.

Ponadto słowa polskie tłumaczone na łacinę, a następnie po wiekach na polskie (chociażby nazwy miast) zostały przetłumaczone błędnie. W ten sposób PoLSka miała germańskie LS w nazwie kraju (Poleska było by bardziej garamtyczne), a takie miasta jak WaRSZawa, czy ByDGoszcz to tylko czubek góry lodowej – nie mówimy tutaj o miastach typu OLSZTyn które mają oczywiste germańskie korzenie i genezę, ale miasta, które po prostu przetłumaczono na łacinę a potem źle przetłumaczono z powrotem na język polski. ŚLąsk czy ŚlLęŻa również są są słowami bardzo mocno zgermanizowanymi. Po 1945 roku zmuszono ludność niemieckojęzyczną do przyswojenia języka polskiego.

W latach 50-tych, wiele osób na Ziemiach Odzyskanych, a także Wielkopolsce czy Pomorzu Pomorzu Gdańskim mówiła najlepiej po niemiecku, łamanym polskim Z wtrąceniami niemieckimi dużo było niemieckich nazwisk typu Helga. Zdarzało się że nauczycielka polskiego mówiła lepiej po niemiecku niż po polsku. Mowa ta zaniknęła w latach 60-tych i 70-tych – kilkanaście milionów doitsche sprechen. Ludność w latach 50 tych używała dwóch interesujących określeń – anglendoitsche czyli był to potomek imigrantów niemieckich, a folksdoitsche – czyli po prostą osoba niemieckojęzyczna, która nie musiała mieć absolutnie nic wspólnego z prawdziwymi Niemcami. W latach 80-tych ponad milion niemieckojęzycznych osób przeszło na język Polski, a w latach 90 publicznie ujawniono kwestię i ludności niemieckojęzycznej, jednak dalej jest ona kontrowersyjna, Obecnie tylko 150 000 osób mówi po języku niemieckim w Polsce jako języku dziedzicznym (w sprawie języka wyuczonego, zajmujemy natomiast w Europie szczytowe miejsce w doitsche spreachen, gdyż uczymy się go już w podstawówce).

Język Niemiecki 2002

Choć są to w dużej mierze Polacy niemieckojęzyczni, potomków niemieckich imigrantów nie ma tam specjalnie dużo chyba, chyba że mówimy o okolicach Głogowa i Legnicy, W Gdańsku czy na Warmii, a także w Opolu jest całkiem sporo osób niemieckojęzycznych lecz tylko w okolicach Gliwic czy Legnicy jest wśród nich całkiem spory odsetek osób które rzeczywiście przybyły z Niemiec, a nie niemieckojęzyczni Polacy, Łużyczanie i Prusowie.

Język niemiecki przed wojną był językiem międzynarodowym – używali go między nimi również Połabianie, Prusowie, całkiem sporo ludności na Ukrainie, masa ludności Czech na północy i zachodzie kraju bardzo dużo osób na Węgrzech, Mołdawi i Rumunii, a także w jednym z mieszkań Rosji na północny zachód od Kazachstanu gdzie Niemcy wyemigrowali w pewnym momencie. Bardzo mało osób niemieckojęzycznych było za to w Białorusi w krajach bałtyckich, Słowacji czy południu Europy, tak jak na przykład w Chorwacji czy Serbii albo Bułgarii.

Zasięg języka Niemieckiego w 1937.

Repolonizacja uratowała język polski przed wymarciem jednocześnie część osób polskojęzycznych krytycznych wcielonych do Związku Radzieckiego musiała z powrotem przyswoić język Białoruski, Litewski, lub Ukraiński obecnie w Polsce mówi się praktycznie tylko po polsku lecz to jest tu rozróżnienie na właściwie 4 dialekty – osoby mówiące po polsku od zawsze, lub osoby które przyswoił ten język ponownie po jego utracie, oraz – polskojęzyczni Rusini na wschodzie, Polskojęzyczni Prusowie i Jaćwigowie oraz potomkowie niemieckich i skandynawskich imigrantów który też przyswoi język Polski oraz niewielka ilość polskojęzycznych Czechów i Łużyczan oraz inni drobni imigranci (w tym podejrzanie imigranci z Finlandii w prudniku jest ich niewiele i nie wiadomo skąd się właściwie tam wzięli). Mimo rekonstrukcji języka polskiego na zachodzie kraju tak naprawdę zachowało się całkiem sporo język na niemieckojęzycznych nazwisk i dalej język polski wypełniony jest różnego rodzaju zapożyczeniami, które łamią gramatykę polskiego języka a według przestarzałych strukturalistycznych teorii językowych (model z XIX wieku, wyjątki-wtrącenia nie za rzeczą, która wyklucza dane słowo jako element świadczący co tak naprawdę klasyfikuje jaki jest język z danej grupy i tym samym można błędnie uznać do jakiej grupy zaliczyć należy języki Słowiańskie patrząc na masę wtrąceń, które tak naprawdę niszczą zasady gramatyczne takie coś utrudnia mówienie o języku polskim sprawia, że nawet Polacy mówiąc językiem od pokoleń mają trudności z mówieniem. Czasem zacinają się mając problem choćby z używaniem śliny w języku w środku skomplikowanych słów, które są po prostu nie gramatyczne.

Uświadomienie jak wyglądały słowa przed ich destrukturalizacją tak naprawdę będzie dosyć łatwe – ludność pewnie będzie bardzo chciała ponownie mówić wygodnie i tym samym takie słowa można łatwo odrodzić i oczyścić się język polski. Można zrobić też inną opcję – zdać sobie sprawę, że są to tylko wtrącenia i nie klasyfikują języków słowiańskich do tej samej grupy co języki germańskie czy celtyckie, to samo dotyczy zresztą języków bałtyckich ponieważ mają bardzo wiele elementów wspólnych z grupami ałtajski. Co prawda kilka tych elementów posiada też język włoski czy łacina natomiast trzeba dodać, że były to języki, w których był pozaeuropejski substrat do języka w postaci imigrantów ze Wschodu, więc języki pomieszały się także w 2 stronę jeśli chodzi o niektóre elementy.

Jak ksiądz został szamanem

Mniej więcej w VII wieku n.e. zaczęła się próba chrystianizacji Słowian. Wyznawali oni animizm/szamanizm. Wierzyli w rozmaite duchy i ożywioną przyrodę, stawiali totemy mające zagwarantować duchom kontakt z naszym światem zwane wówczas bałwanami. Było to całkowite przeciwieństwo dualistycznej i wręcz materialnej religii Grecji, Rzymu czy Skandynawii. Ich religia była bliźniaczo podobna do religii ludów uralskich i ałtajskich, czyli głównego centrum animizmu na świecie, co pozwala domniemywać, że przed wielosetletnią latynizacją i germanizacją słowiańskich języków, były one językami ałtajskimi, na co wskazywać może teza ukraińskiego badacza Łukasza Kozaka dostrzegająca  połączenia między kulturami słowiańskimi a turkuckimi, a także krytykująca nadużywanie słowa „mitologia”. Tak duża liczba ludności słowiańskiej musiała stale zmienić bieg kultury i historii Europy, gdyż według odwiedzających ich arabskiego historyka, stanowili  największą wówczas grupę ludności kontynentu, jednak podzieloną na różnorodne państwa i nie zawsze spisaną przez badaczy z zachodu Europy. Chrzest Słowian Bałkańskich, następnie Zachodnich doprowadził do kolejnego zderzenia między dwiema kulturami. Co prawda wcześniej dochodziło do kontaktu mieszkańców Cesarstwa Zachodniorzymskiego z religią Gotów – ludu wywodzących się z okolic dzisiejszych Kujaw i Mazowsza Północnego. Po zdobyciu Rzymu obwozili po całej Italii bliżej nieznany posąg, nie pozwalając nikomu go zbeszcześcić, zaś Wandalowie podczas zdobycia Rzymu, nosili na swoich koniach symbol, który wywodzić się z symbolu odnalezionego na Popielnicy z Białej. Jeden z Gotów, który został na chwilę Cesarzem kazał wykuć na monetach symbol „krzyża słonecznego”. Rzym upadł, gdy to wywodzący się z Czech „Odoaker” władca Kuadów, ogłosił się królem Italii i wypędzić władzę z Rzymu. Przez kolejne 200 lat, na terenie Italii funkcjonowała Gocka, a następnie Longobardzka strefa okupacyjna. Niektórzy władcy podchodzili wrogo wobec chrześcijaństwa, promując własną religię.

Dopiero jednak po decyzjach podjętych przez „drugą stronę” nastąpiło nastąpiło tak gigantyczne zderzenie kultur.

                Krzewienie chrześcijaństwa szło niezwykle opornie, bowiem trudno było przekonać lud do nowych poglądów i obyczajów, kiedy posiadali już własną, rozwiniętą religię. O ile w przypadku Skandynawii i Celtów, religie były zbudowane w analogiczny sposób do mitologii typowej dla Grecji czy Rzymu, które chrześcijaństwo szybko wypierało, to Słowianie przedstawiali odrębny punkt widzenia na świat. Religie więc zaczęły się łączyć, a duchowni doszukiwali się podobieństw pomiędzy postaciami z biblii, a istotami z wierzeń Słowian.

Krzyż żelazny wykuty w Warce, 1 000 lat p.n.e. analogiczny do symboli używanych przez ludy stepowe azji.

W Europie środkowochodniej ważną rolę odgrywała symbolika związana ze słońcem i jego wschodem.– Istotą reprezentująca ten akt była Jutrzenka (lub Najświętsza) . Symbole związane ze słońcem to m.inn. swastyka oraz znak zwany potem „krzyżem żelaznym”, czyli „krzyż” w kształcie przypominającym czterolistną koniczynkę, podobną do symbolu używanego przez ludu ałtajskie(nie należy go mylić z krzyżem Greckim!). W Polsce najstarszy odnaleziono na  stanowisku koło Warki, został wykuty ok 1000 lat p.n.e i kojarzony jest z „Krzyżem żelaznym”.  

Pokrojem  przypomina on najbardziej kształt jaki przybiera słońce podczas ostrego mrużenia powiek[4]. Symbol ten szybko przyjął polski kościół (a także polskie i pruskie systemy odznaczeń) i używa go do dziś, w takiej formie przeniknął też na zachód Europy. Kościół potrzebował materialnego i bardziej przemawiającego do ludzi symbolu nowej religii.

Znaki pogańskie na naczyniach w Kruszwicy. Widać tutaj „krzyż żelazny”. „kołowrót”, „tamgę:” „swastykę” i inne symbole.

W ten sposób na podstawie symboliki słońca powstał Najświętszy Sakrament oraz białe koło nad głowami apostołów i ważnych postaci z Biblii. W ten sposób religia wywodząca się z kraju, gdzie słońce stanowiło raczej niechciany, palący żywioł, stało się popularnym symbolem w chrześcijaństwie.

Symbole słowiańskie – wiele z nich jest obecnych do dziś w kulturze.

Duchowieństwo  doszukiwało  się kolejnych  podobieństw między pogańskimi i chrześcijańskimi symbolami. We wczesnym  średniowieczu uznano, że Kupała – jedna z postaci  wierzeń Słowian – to w rzeczywistości dusza Jana Chrzciciela. Z kolei  Roda/Światowida/Białoboga utożsamiono z Jahwe, a czarta/biesa/diabła z upadłymi aniołami. W ten sposób coraz częściej szatan był przedstawiany w postaci czarta (wcześniej i długo potem na zachodzie, był przedstawiany jako podobny do anioła, lecz czarny, upadły anioł ze skrzydłami).

Bieszczady i Beskidy przez lata uważany były za siedlisko demonów.

Utożsamienie bóstw Słowian z duchami zmarłych apostołów oraz coraz większy nacisk ze strony wschodnioeuropejskiego kultu dusz przodków (którego nie było przecież w mitologii skandynawskiej, egipskiej, rzymskiej czy greckiej), doprowadziło do powstania tzw. kultu świętych, czyli dusz ważnych dla kościoła postaci, który rozprzestrzenił się też na zachód Europy. Przełomowym dla Polski aktem, było utożsamienie Jutrzenki zwanej też Najświętszą z matką Chrystusa. Postać zwana Najświętszą Maryją Panną, przedstawianą jako Maryję emanującą słońcem, doprowadził do spopularyzowania tej postaci, która w biblii pojawia się stosukowo rzadko, zaś jeden z fragmentów Ap. Św. Jana tylko ułatwił ten zabieg. Proces rozpoczął się w Polsce, zaś NMP stała się polskim „bóstwem narodowym” – obecnie ponad 90% sanktuariów NMP w Europie, mieści się w Polsce. Stawiane przez animistycznych Słowian kapliczki mające odpędzać czarta, szybko wypełniły się posążkami NMP. Na słowiańskich chramach wzorowano kościoły drewniane na południu czy wschodzie Polski, a także Rusi.

Zderzenie chrześcijaństwa z szamanizmem, spowodowało zetknięcie się kościoła z motywem ducha/duszy. W mitologii Grecji czy Rzymu nie było takiego pojęcia (choć istniały zaświaty), zaś wcześniej biblijne „psyche” i „pneuma” trudno było przedstawić w sposób zgodny ze wschodnim pojęciem duchów i dusz. Nie było elementu „ulatującego nagle z ciała”. Co ciekawe zarówno Egipcjanie, Celtowie, Germanie, Wikingowie, Grecy, Rzymianie czy Hebrajczycy składali do grobu szkieletu. Słowianie, poza wyjątkami kremowali ciała zmarłych. Najprawdopodobniej miało to symbolizować uwolnienie duszy z ciała. Taki motyw pojawił się w Litewskim dramacie „Dziady”, gdy to szaman prosi ptaki o wydziobanie ciała, aby dusza mogła opuścić je.

To właśnie Słowianie „przywlekli” na Zachód Europy „duchy”, zaś usilny nacisk na typowo szamanistyczną wędrówkę dusz, spowodował, że kościół w końcu uwierzył w nią, na skutek tego powstała nowa formuła nie występująca w Biblii – czyściec.

Licho

Słowianie wierzyli w duchy domowe zwane krasnoludkami/domowikami czy smokami. Tzw. smok mógł być opiekunem domu, posiadłości czy nawet miasta, jednak potrafił się też zbuntować. XI wieczny zapis i jego późniejsze wersje o legendzie o smoku wawelskim, która miała dziać się przed X wiekiem, sprawił że rycerze walczący w legendach dotychczas z siedmiogłowym wężem z apokalipsy (analogia do greckiej Hydry), dostali jego nowe, skrzydlaste wcielenie, zaś zionięcie ogniem i siarką powiązano  z morzem ognia i siarki z Ap. Św Jana. Potem powstała w Niemczech germańska wersja smoka – Wyvern (4 kończyny zamiast dwóch, przeważnie brak ognia). Z upadłymi aniołami utożsamiano wiele istot, w które wierzyli Słowianie, w tym wampiry, wilkołaki a także Babę Jagę, która stała się podstawą wizerunku wiedźmy, a używany przez nią tłuczek zamieniono na miotłę. W Anglii rozpowszechnił mocno tę postać Szekspir, dodając jej nowy celtycki atrybut– kociołek.

Isetki – analogiczne można znaleźć w mitologii Fińskiej i Japońskiej.

Słowianie uwielbiali świętować ważne zmiany w przyrodzie. Równonoc wiosenna wiązała się ze  zbieraniem bazi czy robienie pisanek. Wierzono że otwierają się wówczas mistyczne wrota słońca, co potem kościół przemienił na Wielkanoc (na zachodzie Europy, mniej jest w tym święcie animizmu, popularne są za to jajka z czekolady, wiązane z francuską legendą).  Noc Kupały (najkrótsza noc w lecie) nazwana została  Nocą Świętojańską. Obchody związane z przesileniem jesiennym, oznaczające nasilenie się mroku, „świętowano” przebieraniem się za złe stworzenia. Szybko wypełniły je istoty z innych wierzeń, co spowodowało powstanie w Anglii i USA święta zwanego potem jako Halloween,  często  błędnie uważane za zachodnie zapożyczenie ostatnich lat. W rzeczywistości wywodzi się ono  z powolnej, wielowiekowej ewolucji fascynacji zachodu, wschodnimi przerażającymi motywami, do których dodawano też stworzenia z rodzimych  mitologii. W średniowieczu Kościół chciał uczynić święto przesilenia jesiennego świętem dusz zmarłych, co udało się – jednak „Halloween” nadal istnieje, już jako ogólnoeuropejskie zjawisko.

                Najdłuższa noc w roku była czczona przez Słowian poprzez śpiewane pieśni, wspólne spotkania, lepienie totemów ze śniegu (bałwany), robienie przedstawień (jasełka), szopki, oczekiwanie pierwszej gwiazdy, czy też zostawianie jednego wolnego miejsca przy stole  – wierząc, że zasiada tam duch opiekuńczy domu – Domowik (Domovoy po rosyjsku), o którym pisał już Gal Anonim, kiedy to na miejscu „wolnym” usiedli starcy przy przyjmowaniu gości u Piasta. Ubieranie choinki też było elementem kultury zimy u Słowian. Co prawda można natknąć się na określenie, że ten zwyczaj wynaleźli tzw. „Germanie Południowi”, ale owi Germanie Południowi, to Rzymskie określenie na tereny: Niemiec, Połabii, Czech, Moraw, Słowacki, Polski i Prus, tak więc szansa na to że odkryli ja przodkowie późniejszego państwa Ludwika Niemieckiego jest mniejszy (z resztą nawet Niemcy nigdy nie indyfikowali się jako „Germanie”). Słowianie jako naród pochodzący z Karelii w symbolice zimy i kulcie słońca czuł się tak dobrze, że symbole słowiańskie (a raczej syberyjskie, bo podobnych używano się od Łaby, przez Ural i Jakucję, aż po Kanadę) stały się na świecie uniwersalnym symbolem zimy.

Ważnymi w kulturze tego święta postaciami byli nadprzyrodzeni patroni zimy – Dziadek Mróz i Śnieżynka (na której podstawie, Andersen stworzył postać Królowej Śniegu). Kościół utożsamił Dziadka Mroza z duchem biskupa Mikołaja , zaś gdy Św. Mikołaj  zaczął przypominać wyglądem krasnoludka, kościół zaczął doszukiwać się podobieństw między czapką krasnoludka (popularnym nakryciem w Europie Wschodniej i na stepach Euroazji), z czapką noszoną w średniowieczu przez zachodnich biskupów. Krasnoludek był duchem domowym, który rodził się z jajka kury wysiadywanego pod pachą przez Babę Jagę. Brzmi dziwnie? Ale tak pisali autentycznie dawni historycy! W jasełkach jako czarny charakter umieszczono Heroda, zaś pierwszą gwiazdkę zaczęto łączyć z betlejemską, mimo, iż betlejemska nie była pierwszą gwiazdą. Wygląd świąt stał się w Polsce mocno rodzimowierczy, tak że obecnie tradycje bożonarodzeniowe  w Polsce i np. w Anglii czy USA  różnią się znacznie.  

Dziadek Mróz z animacji Miś Uszatek

                Samo słowo „Bóg” pochodzi z animizmu słowiańskiego, choć pośrednio. Misjonarze nie mogli znaleźć wśród Słowian żadnego słowa na opisanie istoty nadprzyrodzonej, ale zauważyli, że część nazw istot w jakie wierzą Słowianie, kończy  przyrostek „-bóg[9]” jak np. Strzybóg – czyli zły „żywy wiatr”, była to jednak tylko zasada gramatyczna bez większego znaczenia.  Słowo „bóg” używany jako określenie Jahwe powstało w wyniku skrótu od słowa Białobóg, czyli u Słowian jednego z synonimów najpotężniejszej istoty, choć podobnie jak w religiach Syberii, mocno odległej i nieokreślonej. Wśród Słowian istniał mit o stworzeniu świata, w którym istota najwyższa wyławiała z morza świat, a pomagała mu druga istota, która potem go zdradziła. Motyw powstania świata z wody, jest obecny u narodów Syberii i można spotkać podobny mit (włącznie z istotą drugą – zdrajcą) nawet u Jakutów i Ewanków, zaś sam motyw „wyłowienia” występuje nawet u Ajnów na Sachalinie i Hokkaido [!]. Kwestia tożsamości Białoboga z nieznanym stwórcą, potwierdza Prokopiusz z Cezareji, który w  O wojnach Gockich opisując tzw. Sclawenów, pisze o ludziach wierzących, że dobrym losem kieruje „Białobóg”, a złym „Czarnobóg”. Czarnobóg pojawia się z kolei też w opisach wierzeń Połabian, w Kronice Słowiańskiej, saskiego Helmonda z Bozowa. Jest to  o tyle ciekawe, że przypomina nieco motyw z perskiego zaratusztrianizmu, a gdy ten powstawał Persja obejmowała w swoich granicach sporą część ludów ałtajskich, wywodzących się ze stepów Euroazji i Syberii, spokrewnionym ze Słowianami – Uzbeków, Tadżyków i Kirigisów. Czy to oni dodali swoje wątki do religii zmieniając ją  synkretycznie w zaratusztrianizm? Jeśli ta religia połączona z wierzeniami Hebrajczyków stworzyła judaizm i co za tym idzie – chrześcijaństwo, to czy w chwili chrystanizacji Słowian „koło się zamknęło”? Co ciekawe, językoznawcy są pewni, że Persowie mieli kontakty z ludami używającymi podobnych języków co Słowianie. Świadczy o tym np. takie słowa z Perskiego jak „Bwaga”.

Białobóg i Czarnobóg wzorowani na ryciny gliniane Słowian na ukraińskiej czajce z legendy. Kaczka symbolizuje tego ptaka występującego w jednej z wersji mitu, co ciekawy w tym miejscu jest wielka analogia do motywu stworzenia świata według Ajnów, gdzie zamiast kaczki jest pliszka.

Mitologia słowiańska rozpowszechniła się w popkulturze zachodu bardzo wcześnie – na taką skalę mitologia celtycka czy skandynawska pojawiła się w niej dopiero na przełomie XIX/XX wieku (np. Tolkien), a grecka w renesansie. Wpływ animizmu wschodniego na zachodnią kulturę sprawił, że religia ta połączyła się z chrześcijaństwem, stąd takie stworzenia jak wampir, wilkołak czy duch (choć na świecie on był obecny w takiej postaci też w religiach Syberii, Japonii, Kanady czy Grenladnii) przestały być kojarzone przez mieszkańców zachodu ze Słowianami, bowiem stały się tak znanym elementem kultury, że nikt już później nie pytał o ich pochodzenie. Dyfuzjonizm kulturowy działa dwukierunkowo i w efekcie jedna kultura wpływając na inną sama ulega jej wpływom.  Marcin Luter krytykował kościół, twierdząc, że animizm wypełnił chrześcijaństwo (a w zasadzie katolicyzm i prawosławie) do takiego stopnia, że odbiega od „prawd” biblijnych. Jednak synkretyzm międzykulturowy  stanowi ogromne źródło rozwoju  i sprzyja zachowaniu pokoju między odmiennymi społecznościami. Gdy w XVI wieku protestanci zdecydowali się zerwać z synkretyzmem, Europa pogrążyła się w wojnach, które na wiele lat zahamowały proces integracji Europejskiej, odseparowując politycznie od siebie wschód i zachód ponownie.


Które narody są najbardziej spokrewnione z Słowianami?

Grupa Rusinów Moskiewskich na spotkaniu w stolicy.

Które narody są najbardziej spokrewnione ze Słowianami? Do których nam najbliżej? Czy jednocześnie z powodu pokrewieństwa, mają również podobną kulturę? Co to zmienia dla nas taka informacja? Dawniej, szukanie pokrewieństwa między Słowianami, a innymi ludami był wyłącznie w mocy tajnych projektów Stalina czy Rosyjskich Carów, dzisiaj jest możliwe dzięki współczesnym metodom badawczym. Które więc narody są najbardziej z nami spokrewnione? Jeśli mówić o Polsce i myśleć o pokrewieństwie, nasuwają się oczywiście narody takie jak Czesi, Słowacy, Rosjanie, Ukraińcy, Serbowie, potomkowie Połabian, Słoweńcy, Chorwaci czy Bułgarzy (którzy wbrew temu co może się zdawać, są narodem Słowiańskim nie tylko językowo). I o ile jest to oczywiste, to mało kto może odpowiedzieć na pytanie: a z kim są spokrewnieni sami Słowianie? Bowiem to największa (ponad 300 mln) grupa ludzi w „Europie”  (jeśli umieścić sztuczną granicę na Uralu), o zaskakująco podobnych językach, dzielonych na 3 podgrupy językowe.

Flagi krajów słowiańskojęzycznych wzbogacone o symbole ludowe, kojarzone z danym krajem
Folklor Ukraiński

Słowianie to dwa geny – R1a1a7 (wschód), oraz J2j2 – występujący na południu. Najprawdopodobniej Słowianie szli na południowy wschód, gdyż tylko taka opcja wyjaśnia stopniowe pojawianie się J2J2 przez Ukrainę, aż po Dalmację, a fakt że R1a1a7 też idzie również z „północnego wschodu na południowy zachód” (najstarsze, odkopane ślady DNA pochodzą z jeziora Onega w Karelii), a zbieżność języków i urody Chorwatów i Polaków (R1a1A7 versus J2j2) jest jednoznaczna, co sugeruje, że osoba która miała R1a1 urodziła pierwszą osobę o haplogrupie J2, nazywamy to wyodrębnieniem. Obecność haplogrupy R1a1a7 u Polaków, Słowian Wschodnich i Zachodnich, a i też południowych jest ogromna (ponad 60%), co w genetyce oznacza, że ponad połowa ludności tych ziem pochodzi do tej samej pary. Prócz tego w Polsce mamy: J2j2 oraz uralskie N1c1. Nie uwzględniłem tutaj gen celtyckiego, bowiem występuje ona tylko w rejonach gdzie mieszkają potomkowie niemieckich kolonistów (Malbork, Stargard, Gorlice) co również nie wymaga dalszych wyjaśnień.

Jako wskaźnik będzie stosowany wskaźnik R1a1 w danym narodzie, w porównaniu do występowania ilości takiej grupy w Polsce. Wskaźnik może wydawać się dziwny, ale jest bardzo często stosowany jako ustalenie pokrewieństwa Słowian z innymi ludami. Pominięto natomiast pojedyncze obszary Europy Zachodniej zamieszkiwane przez udokumentowanych historycznie polskich imigrantów (Burgundia, Katalonia, Andaluzja, Bretania) z przyczyn oczywistych. Badania DNA pochodzą między innymi z Transpacyfical Project, Eupedii i German Language DNA Tree Project,

Które więc narody są najbardziej spokrewnione ze Słowianami?

Węgrzy – 40/60 + J2

Mimo zawiłości unikalnego języka, Węgrzy są jednym z europejskich braci Słowian. Węgrzy to unikalny naród, którego język można określić jako podobny do kazachskiego czy mongolskigo, a jednocześnie południowosłowiańskiego, choć słowa są niezrozumiałe. Cechuje go duża ilość podwójnych samogłosek, a jednocześnie takie słowiańskie słowa jak „szajba” brzmią zdecydowanie węgiersko. Węgrzy to około 10 milionowy naród, który ma zarówno R1a1 jak i J2 w miarę podobnych proporcjach, wraz z Ukrainą oraz Rumunią, wydaje się stanowić brakujące ogniwo między ludami o dominacji R1a1 a J2.

Rumunowie – 40/60 + J2

Grupa Rumunek na spotkaniu ludowym

Negatywne skojarzenia łagodzi fakt, jako iż Romowie, Rumunowie, a Rome ma ze sobą miej więcej tyle wspólnego ile Indianie z Indiami. Rumunowie to ponad 20 milionowy naród i 4-ty kraj pod względem ludności w Europie Wschodniej, przez Rzymian zwany Dakami, czyli jednym z ludów tzw. Sarmatii czyli terenu od Bułgarii (Tracji), przez Rumunię i Ukrainę oraz Białoruś. Ta ostatnia wchodziła też w skład Scytii, czyli według greckiej nomenklatury – obszaru aż po Autaj i jest to kwestia istotna w określeniu późniejszy ludów. Sporo nazw miast w jeżyku Daków kończyło się na „ow” lub „owo”. Dakowie jako jedyny na wschodzie Europy, stale przejęli łacinę, choć nadal można natknąć się w języku Rumuńskim, na słowiańskie zgłoski i końcówki. Mieszkańcy Dacji często korzystali z przywilejów rzymskiego obywatelstwa, przedstawiając się jako „Rome” co zostało z przyzwyczajenia na tyle długo, aż zaczęli się nazywać Rumunami. Zaś „Romowie” (naród pochodzenia indyjskiego) przyszedł do Polski przez Bułgarię, Rumunią i Czechy. Stąd zaczęto ich zwać Romami (od Rumuni, gdzie zresztą sporo z nich mieszka) i Cyganami (od Czech, skąd też przychodzili). Jest to jednak lud nie związany ani z Rzymem, ani z Rumunami.

Litwini, Łotysze i Estowie 30/60

Litwini przy rzece

Litwa i Łotwa to grupa narodów zwana „Bałtyckimi” lub „Bałtosłowiańskimi”. Język Litewski (Lietuviu) oraz Łotewski (Letuviu) do siebie podobne, można też znaleźć podobne słowa jak w języku Polskim nawet na Łotwie. Litwa to ważny naród, bowiem przez wiele lat połączony z Polską unią Polsko-Litewską. Istotna jest też kwestia Estonian/Estów, bowiem choć uważa się że ich język jest bardziej podobny do Fińskiego, to jednak genetycznie jest spokrewniony bardziej z Łotyszami i Litwinami. Nie ma w tym nic niezwykłego – bowiem Estowie (Esti) jako lud, który pozostawał w separacji, często poza wpływem religii czy innego kraju (Rosji czy Polski), oraz żyjący na samym końcu obszaru dzisiejszych Republik Bałtyckich, nie uległ zmianom które nastąpiły w języku Litewskim i Łotewskim. Populacja 3 republik to około 5 mln ludzi. Litwini południowi ulegali od XV wieku polonizacji, co spowodowało na początku XX wieku, wojnę między Polską i Litwą, kiedy to Marszałek Józef Piłsudski próbował anektować Wilno z powodu ich deklaracji językowej w spisie powszechnym. Litwa zasłynęła dawniej z włączenia do siebie Białorusi i Rusi Czerwonej, zaś Łotwa i Litwa stanowiła państwo Zakonu Kawalerów Mieczowych.

Prusowie 30/60

Mieszkańcy przygranicznego miasta Gołdap

Prusowie to wyjątkowy krewny Finów, który dzięki separacji w puszczach wielkich jezior nie uległ wpływom i zmianom jako zastał republiki bałtyckie, stąd zachował gen N1c1 na równi z Finami. Stanowią niemal całą ludności północnej części województwa Warmińsko-Mazurskiego (i Pomezanii), Obwodu Kalingiradzkiego oraz blisko połowę ludności południowej części tego województwa oraz Prus Litewskich (Mariampol, Otta itd.) Po licznych agresjach na Polskę zostali powstrzymani po 40 latach ciężkich walk z Zakonem Krzyżackim, podczas których obie strony dokonywały gwałtownych i kontrowersyjnych metod walki, często ze stratami dla cywili. Ostatecznie na terenie Prus powstało Państwo Zakonu Krzyżackiego, którego władzę obalili sami Prusowie, tworząc Księstwo (potem Królestwo) Prus, łącząc siły z Połabianami, Ślązakami i Pomorzanami Zachodnimi (jako tzw. Prusacy) i razem nieodwracalnie przetasowali porządek Europy i większości świata. Prusowie ulegali latynizacji, a po XVII wieku ich język zanikał. Obecnie mówią po Polsku, Rosyjsku bądź Litewsku. Ich populacja to koło 2 miliony. Spokrewnionym z Prusami narodem są Jaćwingowie (mieszkańcy Suwalszczyzny czyli Sudowianie) o jednak nieporównywalnie łagodniejszej historii. Ich pokrewieństwo ze Słowianami, również wynosi 30/60.

Flaga języka Jaćwińskeigo

Finowie i Lapończycy 30/60

Laponki odbierają nagrodę filmową za film o Samach

Lapończycy czyli mieszkańcy północnej Szwecji, Norwegii oraz Finlandii, oraz Finowie – czyli mieszkańcy południowej Finlandii to jedna z dwóch (obok Skandynawów) niespokrewnionych ze sobą ludów półwyspu. Język Fiński, Lapoński i Estoński są do siebie podobne (zaliczane do język Uralskich), wszystkie 3 narody żyły w dość oddalonym obszarze kontynentu. Charakterystyczną cechą języka Fińskiego jest bardzo duża ilość podwójnych samogłosek i niezwykle częste występowanie samogłoski po spółgłosce, przed którą występowała taka sama samogłoska. Zarówno Finowie jak i Lapończycy utworzyli specyficzne struktury społeczne, zaś ich mitologia jest podobna do słowiańskiej, syberyjskiej, a nawet japońskiej. Wpływy mitologii fińskiej było widać, chociażby w słynnej powieści Dolina Muminków. Lapończycy ulegli sporej finizacji na terytorium Finlandi, zaś Lapończycy na wschodzie – skandynawizacji językowej, lecz jednocześnie lekko zmiękczając skandynawski język na terenie Szwedów i Norwegów (co nie wystąpiło z kolei w Dani). Obecnie Lapończycy i Skandynawowie dzielą półwysep po połowie na 2 odrębne strefy ludności, podobnie jak w z Finami w Finlandii, tam jednak różnice między obiema ludami są znikome.

Chazarowie 50/60

Event w Rostovie nad Donem

Lud zamieszkujący obszar pomiędzy Morzem Kaspijskim, a Morzem Czarnym na północ od gór Kaukaz. Opisywany był już w Biblii, gdzie uległ mityzacji. Chazarowie tworzyli własne państwo (Kaganat) i w ich dziełach można było natknąć się na wzmianki o „Kaganacie Północy”, którego to obecnie często uważa się za wzmianki o strukturach państwowe Słowian. Chazarowie w ostatnich wiekach naszej ery stali się częścią Rosji i stopniowo przyswajali język rosyjski, obecnie używając już niemal tylko tego jeżyka. Chazarów od ludów bliskowschodnich oddzielają góry Kaukaz. Wbrew teoriom z XX wieku, z wyjątkiem pojedynczych przypadków (Czeczeńcy i imigranci wczesnego średniowiecza) oba grupy ludów nigdy nie przekroczyły Kaukazu używając go jako granicę dwóch wielkich zbiorów cywilizacji, a granica to pozostaje niezwykle napięta do dziś. Zauważa się sporo podobieństwa antropologiczne między Chazarami, a mieszkańcami wschodniej i nie tylko Ukrainy, oba części należały do zachodniej Scytii. Chazarowie stali się częścią teorii spiskowych, między innymi tej, że mieli by krzyżować się z Izraelitami, naród Żydowski miał być fałszerstwo. Jednak testy DNA jednoznacznie wykluczają takie wydarzenia, potwierdzając też „nieprzekraczalność” Kaukazu. Uzbrojenie dawnych Chazarów przypomina mocno kulturę Hunów, Scytów czy Mongołów.

Hunowie 50/60

Huńskie uzbrojenie w muzeum

Hunowie to ludów, który w 5 wieku naszej ery wraz z kilkoma innymi, uderzył na Cesarstwo Rzymskie ze stepów Euroazji, wyzwalając Panonię, zakładając tam państwo i ostateczne wymierzając cios przez na północną Italię, przeganiając rzymskich żołnierzy z Wenecji. W technologii i Hunów można znaleźć wiele elementów uzbrojenia i przedmiotów typowych dla Mongołów, Autajczyków, Scytów (mieszkańców obszaru od Ukrainy po Ałtaj), Rusi, Tatarów, Słowian (uzbrojenie z czasów Mieszka, podobieństwo hełmów i innych elementów zbroi), a nawet Japończyków. Symbolika kulturowa zawiera elementy typowe dla Słowian, Kirigisów, Lapończyków, Kazachów, Mongołów, Japończyków, a nawet Inuitów. Hunowie można uznać też za jeden lud z Awarami bowiem, oba ludy były bliźniaczo podobne, założyły państwo na tym samym terytorium i w tym samym czasie przyszli na ten obszar, tak więc należy to uznać za 2 nazwy jednej populacji (trzeb zaznaczyć, też w momencie kiedy Hunów nazywano już Awarami ich władza sięgała też terenów Ukrainy, co sugeruje że państwo Hunów mogło się rozrosnąć). Gdy Hunowie połączyli się ze Słowiańskimi (biorąc pod uwagę ich geny), Pannończykami powstał lud określany przez ich potomków mianem Magyar, zaś kraj ten nazywano Hungary (gary – kraj, hungary – „kraj Hunów), co w Polsce przekręcono na Węgry. Niektóre teorie mówiły dawniej, że Madziarowie (bo tak się też Węgrów nazywa) mieli przybyć dopiero w XI wieku, lecz biorąc pod uwagę podobieństwo tych ludów, w XI mogła być nie więcej niż po prostu dodatkowa fala migracji ludów stepowych. W związku z połączeniem słowiańskich pannończyków z co prawda pokrewnym genetycznie (ale już zmienionym językowo, szczególnie prawdopodobne są tutaj wpływy mongolskie) powstał unikatowy lud finalny. Nie jest pewne, kim są Hunowie którzy zostali na terenach Euroazji, lecz najprawdopodobniej mogą to być Ałtajczycy, Kirgizi czy inny lud z rejonu, a możliwe, że Hunowie byli po prostu połączeniem powyższych. Ciekawe jest to, że Prokopiusz z Cezarei w VII wieku n.e. porównywał Słowian do Hunów.

Autajczycy 60/60

Para w Ałtajskich strojach ludowych, w górach

Autajczycy to lud żyjący w Republice Autaju i okolicach w Rosji. Wykazuje bardzo wysokie pokrewieństwo z Polakami, bowiem ponad połowa obu ludów pochodzi od tego samej pary. Według, niektórych teorii wyodrębnienie się prasłowiańskiego języka miało nastąpić właśnie w górach Autaj. W kulturze autajskiej można znaleźć elementy typowe dla Kirigisów, Turkmenów czy Słowian, dla obu narodów bardzo ważnym środkiem transportu był koń. Wartym wspomnienia elementem jest fakt, że wiele mitów słowiańskich pisywanych po 966 wieku, jest podobnych do tych przekazywanych przez tysiące lat przez Autajczyków, Ewaneków (lud na zachód od Sachalinu) i Jakutów, których mity zaczęto spisywać dopiero 800 lat później (!). Język autajski stał się też bazą dla badaczy. Bowiem ze względu na podobieństwa języki takie jak Jakucki, Ewanecki czy Mongolski są nazywane „językami autajskimi”. Do tego grona zaliczany jest też zazwyczaj język japoński i ajnuski, zaś wprawni obserwatorze pewni zauważą też podobieństwo do języków Inuitów, choć to zapewne dalsze pokrewieństwo. Trzeba zaznaczyć, że wszystkie te ludy łączy ze Słowianami coś jeszcze – niezwykle charakterystyczny dla Słowian Szamanizm, Animizm, Monizm, który w kulturach Europy Zachodniej (Skandynawia, Grecja, Celtowie) i bliskiego wschodu jest zerowy. Ałtaj leży też na terenie Scytii, w nomenklaturze greckiej.

Kirigizi 60/60

Kirgiskie stroje ludowe

Kirgizi to naród, w Azji Środkowej, którego język jak wiele jeżyków narodów państw regionu, zaliczany jest do grupy ałtajskiej. Kirgizi to lud, o którym mówiło się że „nigdy nie schodzi z konia. W czasach rzymskich Kirgizi, zwani byli Sogdianami i podobnie jak pozostałe cztery ludy na wschód od Morza Kaspijskiego leżały na terenie zwanym Rouhanem (wschodnio południową częścią Scytii), do której zaliczamy też podobne cztery państwa regionu. Kirgizi to lód, którego rdzenne elementy kultury materialnej, są podobne do kultury między innymi Białorusi. Stanowią oni naród bardzo waleczny. W ciągu 30 lat, trzykrotnie zafałszowano tam wybory i za każdym razem, dyktator został obalony w ciągu kilku dni lub godzin. Język Kirgizów przypomina języki takie jak rosyjski, choć bardziej przez brzmienie, niż znaczenie w skali znacznie wychodzącej poza potencjalne wpływy.

Tadżycy 60/60

Rodzina Tadżyków
Stroje ludowe Tadżykistanu

Naród zamieszkujący Tadżykistan, przez Greków zwany Baktrainami jest jednym z najbardziej spokrewnionych ludów ze Słowianami. Przez wiele lata Tadżykistan pozostawał pod wpływami Persji, co spowodowało że w ich języku zaczęły się pojawiać pewne motywy z języka Perskiego, co utrudniło potem klasyfikację języka tadżyckiego. W przeciwieństwie do Kirgizów, naród zamieszkuje raczej górskie tereny co zmieniło nieco sposób ich bycia, nadal pozostał jednak popularny w wielu innych krajach regionu kult jednostki, co przełożyło się na jednomyślność polityczną tego narodu.

Turkmeni 50/60

Prezydent Turkmensitanu

W Turkmenii posiadają wiele elementów kultury zbieżnych z Polską, Rosją czy Ałtajem. Podobnie jak Kirgizi czy Tadżycy, mimo wpływu religii muzułmańskiej, nie są zbyt konserwatywni jako nawrócony lud z zupełnie  innej grupy ludzi, coraz bardziej wraca do starych elementów kultury ludów ałtajskich, tych sprzed dotarcia wyznawców Mahometa. Turkmenii są narodem bardzo zdyscyplinowanym, stolica jest utrzymywana w jednostajnej barwie (także pod względem pojazdów), utrzymywane są specjalne zasady charakterystyczne tylko dla tego kraju, za to gas, woda i prąd są w 100% refundowane, zaś pustynne krajobrazy, zalesiane przez państwo, wspierane finansowo gigantycznymi złożami gazu ziemnego. Turkmenii byli przez Greków zwani Margianami, a przez Żydów – Chorasanami. Ich język nie ma, aż tylu podobieństw do rosyjskiego jak Kirigiski, ale i tak podobieństwa są wszechobecne i znacznie wychodzące poza potencjalne wpływy. Trzeba dodać, że wspominany wcześniej Kaganat Rouhanów przekształcony został w Pierwszy Kaganat Turketów. Z tego powodu języki Jakutów czy Tatarów nazywa się „językami Tureckimi”. Gdy Turketowie/Rouhanowie podbili Bizancjum i zlikwidowali Cesarstwo Wschodniorzymskie, ziemie te w Europie zaczęto nazywać Turcją, a rdzennych mieszkańców (Anatolian i Hetytów) – Turkami. Po odzyskaniu przez tą ludność niepodległości, nadal używa się języka dawnego najeźdźcy. Dlatego też język Turecki nie pasuje do innych języków bliskowschodniego regionu. Co ciekawe, charakterystyczny symbol ludów ałtajskich (koło jako symbol słońca z odwróconym księżycem na dole oznaczającym być może dolinę – obecny we fladze Kazachstanu i Mongolii od setek lat) został wówczas obrócony jako flaga władzy nad Turcją. To spowodowało, że od dwóch wieków używa się go jako symbol Islamu. Symbol słońca znalazł się na fladze Japonii, Grenlandii, Jakucji, Karelii czy Ałtaju, zaś w Polsce symbol słońca i „łuku” był używany przez pierwszych Piastów (wniknął w orła na herbie Dolnego Śląska) gdy to słońcem stał się motyw „krzyża z trąbkami”, reprezentujący interpretacje promieni przez ludzkie oko, używany w Polsce jeszcze przed naszą erą. Masowo widnieje w herbie wielu miast i odnaleziono podobne również z wykopalisk przedchrześcijańskich (nazwanego potocznie „luną”). Kto też wie czy oznaczają niebo o brzasku, gdyż kolorystyka większości z nich zgadza się z kolorystyką większości flag ałtajskich ludów. Do tego pierwszy orzeł na monecie przypominał mocno koguta, który to w folklorze Słowian oznacza wzejście jutrzenki i przepędzenie duchów nocy. Do tego motyw „ognika” przy kole na fladze Kaganatu Mongolskie jest taki sam jak symbol na herbie Ukrainy, a i używali go też Hunowie.

Uzbecy 50/60

Uzbeccy uczniowie

Naród Rouhański, zwany przez Greków Chorasmianami, a przez Izreaelitów – Chwarizmami. Podobnie jak w przypadku Kirgizów, język Uzbeków jest podobny do języka Ałtajczyków. Ciekawostką jest, to że zarówno w Tureckim, Uzbeckim, Kirgiskim i Tadżyckim, bóg to „xudo” lub „kudo”, co jest podobne do słowa „cudo” w języku polskim oznaczające zjawisko oddziaływania siły niebiańskiej. Tutaj jeszcze trzeba dodać podobieństwo kudo do japońskiego kami, oraz podobieństwo japońskiego kuro (czarny) do uzbeckiego kare (oznaczające czarny). Co ciekawe, termin to oznaczający istniał jeszcze przed wpływami Rosji. Uzbekistan jako kraj położony na jedwabny szlaku doczekał się wielu zabytków w stylu, który przyszedł do niego z południa, ale jednocześnie sami Uzbecy raczej nie podchodzą konserwatywnie do religii islamskiej, ważniejsze jest dla nich własna kultura, ich własne stroje ludowe (pełne motywów podobnych do słowiańskich) i ich własny sposób życia. Ich populacja to około 30 mln ludzi.

Ujgurzy 50/60

Ujgurki w strojach ludowych

Ujgurzy zwani też kiedyś Yuezinami lub Tokarianami to mniejszość w Chinach posiadająca własną autonomię – ogromną prowincję Xinjang przy granicy z Kirigstanem i Ałtajem. Ten naród przeszedł na Islam, stąd był i nadal jest często obiektem prześladowań ze strony chińskich komunistów. Obszar ten został nawrócony dawniej na islam, co jest bezpośrednią przyczyną działań komunistów. Foklor Ujgurów przypomina foklor Jakutów, Autajczyków czy Słowian. O ile ludy Ewaneków najprawdopodobniej dały początek Japończykom (haplogrupa „D1b”, szczegóły miejsca nieznane, ale wiadomo na Sachalin dotarli ze wschodu), a Jakuci – Inuitom (stąd nazwy takie jak Nebraska, Alaska, Ottawa) to według testów DNA (transpacifical project) Ujgurzy stanowią unikatowe, brakujące ogniwo między ludami ałtajskimi, a chińskimi, a jak się potem okazało – źródłem ludów austroazjatyckich (np. Wietnam), wschodnio-austronezyjskich (np. Singapur) i Tajlandczyków. To u Ujgurów (albo Mongołów?) miał się wyodrębnić haplogruopa „O”.

Hazarowie 60/60

Naród, którego nie należy mylić z Chazarami. To naród azjatycki zamieszkujący północy Afganistan. O ile południe Afganistanu jest zamieszkiwane przez typowo bliskowschodnie ludność, to północ zamieszkiwana jest przez lud spokrewniony z Ujgurami czy Tadżykami. Ludność Hazarska jest obecnie uważana za obiekt narażony na działania ze strony Talibów, jednak póki co nie dochodzi do wyraźnych prześladowań.

Pasztuni 50/60

Grupa pasztuńskich dziewczynek

Naród ten można opisać jako „Hazarów w Pakistanie”. O ile południe Pakistanu zamieszkuje typowo bliskowschodnia ludność to na północnej części przy Himalajach, żyje lud zwany Paszto. Naród łączy swoje tradycje z wpływami Islamu, a obecnie nie ma on problemów z istnieniem obok drugiej, większej grupy w Afganistanie. Warto odnotować, że zarówno Pasztuni jak i Hazarowie tworzą podwójną grupę zwaną Indo-Scytami, odnosi się to oczywiście do bliskości Indii. Jeśli jednak chcieć mówić o Indiach to trzeba uwzględnić inny istotny lud, który też wyjaśnia sporo kwestii.

Ariowie 50/60

Rodzina Ziony Hana

Ariowie to lud żyjący w Indiach i stanowiący sporą część ich populacji. O ile środkowe i południowe Indie to typowa ludność bliskowschodnia, spokrewniona z Persami to na północy blisko Himalaje mieszka ludność azjatycka, zwana Arjami. Ze zderzenia się populacji, język hinduski zawiera zarówno typowe „pustynne” bliskowschodnie brzmienie, jak i też miększe słowa, podobne do ałtajskich. Język Ariów był zapisywany przez „właściwych” Hindusów, lecz jednak zawierał już wówczas niestety sporo zapożyczeń od nich samych, a wzajemne wpływy były już obecne. Aria po hindusku oznaczała „szlachetny”, tak też zwano w starożytności Sarmatów. W XX wieku zachodnioeuropejscy badacze zaczęli zastanawiać się nad podobieństwem języków zachodnioeuropejskich do języka hindusów i persów. To stworzyło teorią o bliskowschodnim pochodzeniu Greków czy Celtów. Jednocześnie jednak problem nastąpił przy językach słowiańskich i bałtosłowiańskich. Bowiem pierwsze słowo w tych językach zapisywano kilkaset lat po chrystianizacji, w czasie gdy zdążyły już one nabrać zapożyczeń. Jednocześnie sami spokrewnieni ze Słowianami, Arjowie robili to samo od hindusów. W Rzymie łacina powstała przy substracie ałtajskiego ludu Etrusków założyciele między innymi miasta Watykan (chan?), którzy „zmiękczyli” twarde celtyckie brzmienie (w Hiszpanii dokonali tego Walencjanie też będący pozaeuropejskim ludem). To spowodowało dylemat strukturalny złożony, bowiem zaczęto uznawać jakoby Słowianie o zbyt różniący się urodą, mentalnością i kulturą od mieszkańców zachodniej Europy, miały by być z mieszkańcami Zachodniej Europy powiązani. Powstała teoria PIE, w której to „Ariami” zaczęto nazywać potencjalnych „przodków Europy”, nazwano ich też „Proto-Germanami”, mimo iż testy DNA 150 lat potem udowodniły, że Germanie, to wyłącznie brakujące ogniwo między Skandynawami, a Celtami. Stało się to przyczyną powstania ideologii nazistowskiej, choć na szczęście sam Hitler uważał Słowian za Azjatów i porównywał Rosję i Polskę do Kaganatu Mongolskiego. Mimo tego brak wiedzy o rzeczywistych ariach stał się motywem III Rzeszy, która z resztą w dawnych graniach była w większości terenów była zamieszkiwana przez potomków Słowian (Pomorzanie, Połabianie) i Bałtów. Termin „aryjski wygląd” stał się eufemicznym określeniem przeciwstawiającym się wyglądzie żydów. W rzeczywistości jednak Ariowie nie przypominają, ani Niemców, ani Żydów, a testy DNA potwierdzają pokrewieństwo Słowian z ludami Autajskimi, czemu jednak przeciwstawiają się współczesne prawicowe teorie spiskowe. Także swastyka stanowiła dawniej symbol syberyjski (być może słońca), który to przynieśli Słowianie do Europy (odkrycia sprzed naszej ery), co dało go na polskie monety, potem odznaki i też na flagę III Rzeszy (poprzez tzw. Prusaków). Ariowie zaś przenieśli go do Indii, gdzie stał się symbolem Buddyzmu i Dżinizmu, skąd poszedł też do Indii i Chin. Ze względu na pokrewieństwo Ariów z Polakami, do dziś w Indiach mówi się na mędrca „Guru”, deva śmierci „Jamą”, a Mara to demon kuszący buddę i symbol zła świata (u Słowian, Mara to demon nocnych koszmarów, co sugeruje, że oba pochodzą od stworzenia, w którego wierzyli starożytni Ałtajczycy, stąd też Anglicy wzięli słowo „nightmare”)

Komiacy i Karelianie 30/60

Komiaczka koło Cerkwi

Komiacy i Karelianie, podobnie jak jak Finowie, zaliczają się do ludów uralskich, którzy to mieli dać początek ludom a tajskim, kiedy to wyodrębnił się gen R1a1 Komiacy mieszkają na zachód od samych gór Ural, gdyż wyemigrowali z tamtą podobnie jak Karelianie.  Komiacy to lud, który zamieszkuje przede wszystkim obszar Federacji Rosyjskiej (Vielikaya Roś), gdyż Rosja (Ruś Moskiewska) to jedynie jeden z wielu obszarów tego państwa, nawet na zachodniej części, choć rozpowszechnienie się języka Rosyjskiego na skutek budowy linii kolejowych może dawać inne złudzenie. Karelianie z kolei zamieszkują obwód autonomiczny, lecz Karelia jednocześnie to część Finlandii. W związku z tym naród jest podzielony. Dawniej przed II Wojną Światową, do Finlandii należała nieco większa część Karelii, potem weszła pod okupację ZSRR, a obecnie jest pod okupacją Rosji. Nadal jednak większość Karelii to obszar od wieków w granicach tego państwa.

Nenetowie/Jamalczycy

Stroje ludowe Jamalu.

Nenedowie mieszkają w autonomicznym terenie o tej samej nazwie, tuż koło oceanu arktycznego, stanowią jedna z najbardziej peirwotnych ludności uralskiej, jeszcze zanim rozpowszechniła się w samych górach. Symbole folklorowe są typowe dla ludów turkuckich czy słowiańskich. Zasłynęli między innymi dzięki oporowi przeciw carowi rosyjskiemu, a także komunistom. To właśnie na tej wysokości, najszybciej zachodziła ewolucja, która dała początek animistycznym narodom tej części świata. Jedzenie mięsa wpłynęło na kształ głowy (szczęka wysunięta w dół), zasłanianie twarzy haustami przed zimnem, na zanik zarostu na dolnej części twarzy, a samo zimno na zmiany w oczach w postaci większej ilości tłuszczu w powiekach i ich ukryciu, proste włosy mające nie przepuszczać zimnego wiatru. W różnych narodach, które później się ukształtowały z pochodzenia, z rejonów tego klimatu wyodrębniły się pewne pod-rasy i gałęzie, jedną z nich są Słowianie i Finowie. Porównanie Słowian do najmniej podobnym części owej rasy syberyjskiej może dawać złudne wrażenie, jednak już przekroczenie Łaby i kontakt z ludnością germańską, daje dobrze znać że mamy więcej cech ludów syberyjskich, tylko część z nich jest odrębną gałęzią, a my nie mieliśmy punktu odniesienia. Co prawda w Polsce można spotkać też ludzi o „germańskiej” urodzie, jednak występują oni tylko w miejscach, gdzie sprowadzono osadników niemieckich z w XIV wieku. Niemcy zaś przypominają bardziej ludność bliskwoschodnią (powieki „Hitlera” czy kształt twarzy o zupełnie innym typie szczęki). Trzeba też dodać, że obecność oceanu arktycznego, mogło być przyczyną  tego, że w stworzeniu świata według tych ludach występuje tzw. mit wyłowienia czyli powstania świata z bezkresnego oceanu.

Kantowie, Mansowie, Selkupowie/Permaicy 30/60

Chata i sztuka Kantów

Ludność zamieszkująca góry Ural, o różnych odłamach językowych. Istotną sprawą jest fakt, że miejsce będące ojczyzną Lapończyków, Finów, Komiaków i ludów Uralu to (po kolei według wymienionych wcześniej języków) to: Sami, Suomi, Komi, Samoja – co z kolei jest już jednoznacznie. Podobnie jak Karelianie czy Nenedowie, są niezwykle spokrewnieni genetycznie z Finami, Estończykami, Łotwianami, Prusami i Litwinami. Co prawda występuje duże powiązanie zarówno jednych i drugich ich również, ze wspominanymi Słowianami, ale to dlatego, że haplogrupa R1a1 i N1c1 w wielu regionach euroazji przenika się nierozerwalnie, co jest tylko potwierdzeniem, pochodzenia jednej od drugiej.

Jakuci 30/60

Festiwal Jakucki

Jakuci (Sacha) mają haplogrupę R1a1, zaś reszta ma Z. w rejonie, miast Akhai, Kobyay, Evik czy Kukonu, R1a1 jest najwięcej. Trudno ustalić, gdzie wyodrębniła się haplogrupa Z, jednak Jakucja to jedna z potencjalnych kandydatów, tuż koło Kazachstanu. Zarówno język Jakucki jak i Tatarski, są często omawiane jako podobne do jezyka Japońskiego (Nihon), z kolei Japończycy według genów mają pochodzić od Ajnów, których z kolei język utożsamiano z językami Alaski, a nie od dziś wiadomo, że mieszkańcy alaski pochodzą z tej części Federacji Rosyjskiej, gdzie znajduje się między innymi Czukotka, oraz… Jakucja. Jeśli mówić o Jakutach, to trzeba wspomnieć o niezwykłym wręcz podobieństwie ich folkloru do folkloru Białorusi, zaś część z tych elementów Jakuckich występuje, u Ajnów. Jakuci z okolic miast wcześniej wymienionych to jedne z najbardziej spokrewnionych ze Słowianami populacji, według testów haplogrup Y-DNA. Dalsze losy i kwestia haplogrupy Z to już trudniejsze analizy. Pod koniec należy dodać, że mit o powstaniu świata według całości Jakutów, oraz Ewaneków jest niezwykle wręcz podobny do rdzennego mitu stworzenia świata według Słowian. Niektóre testy DNA, znajdują nawet obszar z wysokim R1a1 dalej, na północny wschód, blisko Czukatki

Kazachowie z okolic Atyuarau 50/60

Łuczniczy strój Kazachski

Kazachowie to ponownie, głównie haplogrupa Z, jednak w obwodzie Atyarau, Mangystau i Zachodni Kazachstan posiadają bardzo podobnę do Polaków ilość R1a1. Ci Kazachowie nie różnią się niczym, ani pod względem języka, ani wyglądu, gdyż tutaj R1a1 i Z się przenika. Sama kultura Kazachów bliźniaczo przypomina kultury Kirigisów, chociażby biorąc pod uwagę podobieństwo uzbrojenia dawnych Kazachów do Hunów, czy Sarmatów (Ukraińców), a patrząc aż przez Jakucję czy góry Ałtaj ma się nieodparte wrażenie, że kultura ludów z haplogrupą Z jest niemal identyczna i bardzo płynna z kulturami haplogrup N1c1 i R1a1. Symbol Słońca wschodzącego wokół gór, został we fladze Kazachstanu (o barwach podobnych do flagi Ukrainy) zmieniony tak, aby kształt góry przybierał ptak, opisywany potem jako orzeł, choć biorąc pod uwagę symbol kura jako symbol jutrzenki, być może symbol orła ma podobną genezę u kazachów jak i w Polsce, gdzie stopniowo ewoluował z kura na monetach i godłach, by potem został skopiowany przez zachodnich sąsiadów.

Partowie 50/60

Partowie są autajską mniejszością w Iranie. Zdecydowana większość mieszkańców Iranu stanowią Persowie, ludność bliskowschodnia. Pas na północy Iranu zamieszkują Partowie – ludność północnego pochodzenia spokrewniona z Ałtajczykami, w tym Słowianami. Mniej więcej 25% ludności Iranu stanowią Partowie, którzy dawniej zetknęli się z Persami. Według źródeł historycznych, Partowie dysponowali podobną do Słowian, Kazachów czy Mongołów uzbrojeniem, używając masowo łuków pancerzy stworzonych z małych płytek, byli mocno związani z używaniem koni, nosili nawet wąsy podobne do tych, które odnaleziono w rzeźbach Słowian zachodnich, podobne do tych noszonych przez wojowników ałtajskich czy mongolskich. To właśnie Partowie wprowadzili do Persji tego typu uzbrojenie, nieznane w tej części świata. Nie ulega wątpliwośći, że Partowie mieli typowo Turkuckie, Scytyjskie podejście technologiczne. Obecnie język partów został wchłonięty przez język Perski, co było powodem dylematu strkturalnego podobnego jak w przypadku Ariów i Hindusów, ostatecznie rozwiązanego przez inne źródła. Partowie po podbiciu Persów, pokonali również atakujące ją oddziały Wschodniorzymskie, a był to dopiero zwiastun ataku Autajskich ludów na Bizancjum, które stało się jasne w chwili ataku Kaganatu Turkutów, używającego identycznego niemal uzbrojenia. Obecnie Partowie stanowią mniejszość Islamskiej Republiki Iranu, lecz mimo tego, że wyznają Islam, to jednak podchodzą do niego mniej kosnerwatywnie od Persów. Partowie mieli jednak jeszcze inny wpływ na losy Persji i to nawet znacznie przez nią wykraczający. Obecny w wielu wierzeniach syberyjskich, oraz w religii słowiańskiej „mit wyłowienia” posiada podobny wątek do zoroastrańskiego motywu Ahur Mazdy i Arymana. Zoroastarianizm pojawił się w Persji nagle i w nieoczekiwany sposób spotkał się z rdzenną religią Persji – Mitryzmem. Z czasem dał początek wątkom pierwszych ksiąg Bibli. Sugerując podobieństwo do mitu słowiańsko-autajskiego (syberyjskiego), oraz genetycznej oraz antropologicznej (w kwestii fizycznej), obecności ludów pochodzenia syberyjskiego na północy Persji, można wywnioskować, że Ahur Mazda i Aryman to to samo co stwórca i wróg w religiach syberyjskich (w słowiańskiej, przedstawiony jak Białobóg i Czarnobóg), jako wynik syntezy mitryzmu z szamanizmem. Co z koleji potem połączyło się z wierzeniami Izraelitów i utożsamiono z Jahwe (co ciekawe, pierwsze księgi Biblii mają pewne motywy nie po jawiące się potem) co dało początek Judaizmowi. Następnie zaś wywodząc się z Judaizmu, chrześciajństwo musiało ulec wpływowi słowiańskiego szamanizmu (w ten sposób utożsamiono upadłe anioły z diabłami, Jana Chrzcielna z Kupałą, Maryję z Jutrzenką) – doszło więc do pewnego rodzaju sprzężenia zwrotnego.

Tatarzy 50/60

Tatarki na festiwalu

Po XVIII wieku większość Tatarów posługuje się językiem Rosyjskim. Trzeba jednak wiedzieć, że mimo dość małego obszaru występowania języka Tatarskiego, to de facto Tatarstan zaczyna się tuż za Moskwą. Tatarzy posiadają wiele dorobku technologicznego podobnego do dorobku Hunów czy Kirigisów. Do tego ich zdobienia są podobne do zdobień Jakutów, sami Tatarzy są kulturowo pomiędzy Jakutami, a Kirigisami. Należy zauważyć natomiast, że Jakuci czy Tatarzy są źródłem zdobień znanych z „Tureckich Dywanów”, gdzie wzory płynne układają się jako odbicie lustrzane i tworzą popularny wzór. Po podbiciu półwyspu Tureckiego przez Turkutów (czyli w dużej mierze Tatarską) przynieśli na bliski wschód azjatyckie wzory. Wzór „arabski” w bliższym przyjrzeniu się jest czymś zupełnie innym niż wzór „turkucki” (błędnie nazywany tureckim, tak jak z resztą hetyci są błędnie nazywani turkami). Motywy tych zdobień przypominają nieco słowiańskie motywy ludowe, dywany turkuckie były szczególnie popularne w Rosji, a i także w Polsce, stanowiąc poniekąd jedno z motywami Polskimi.

Ewanecy 30/60

Ewanecy koło namiotu

Podobne zagęszczenie typowego dla słowian genu posiadają również Ewanecy, szczególnie ci z okolic obwodu Jakatenburga, sporo z nich na zachodzie mówi już tylko po Rosyjsku, natomiast w środku i wschodzie nadal obecny jest ich język. Ewanecy posiadają własne obwody autonomiczne. Stworzyli stroje, które jak wiele w regionie są dostosowane do zimna. Takie stroje stały się prekursorem chociażby japońskiego (wcześniej ajnuskiego) kimona, oraz turkuckiego (jeśli nie uznawać samych Ewaneków za część turkutów) żupanu. Według wykopalisk, stroje chroniące przed zimnem tego typu nosili Słowianie jeszcze przed chrztem. Ewaneckie różnią się tym, że charakterystyczne są dla nich zdobienia, które wraz Buriackimi, są uważane za prekursora zdobień Indiańskich. Ewanecy to lud szamanistyczny, a wiele motywów z ich mitologii jest podobne do motywów z mitologii słowiańskiej. Jeśli zaś wrócić do Indian, to warto wspomnieć, że Indian, Inuitów, Buriatów, Ałtajczyków, Słowian, Finów, Ewaneków oraz Ajnów, oprócz szamanizmu łączy jeszcze jedna istotna rzek – wszystkie 9 ludów stawiały(ją) totemy.

 Gaugazowie 40/60 + J2

Gaugazowie na uroczystości ludowej

Gaugazowie to lud ałtajski mieszkający w Mołdawii, mający podobne zdobienia na strojach ludowych co Jakuci, zaś niektóre ich nakrycia głowy przypominają stroje Ewaneków czy innych ludów syberyjskich.

Nepalczycy 50/60

Nepalski góral

Wraz z Ariami (hindusami „azjatyckimi”) istnieje, druga ponad 30 mlnowa społeczność Nepalczyków – ich język jest podobny do języków używanych przez tą pierwszą ludność. Sami Nepalczycy są szczególni podobni do Ujgurów. Wartym odnotowania faktem jest niesamowite wręcz podobieństwo mentalności Nepalczyków do mentalności Polaków. Oba narodu wyznają zasadę, że jeśli czegoś nie ma trzeba, improwizować i poradzić sobie samemu. Nie jest dla nich dziwną rzeczą, piec kurczaka palnikiem propanowanym, gdy nie ma akurat kuchenki pod ręką. Ponadto potrafią zawsze się przeciwstawić gdy coś im się nie podoba, tak chociażby odparli atak Brytyjczyków w XIX wieku, czy obalili w 2008 monarchę, który dawniej w ramach komunizmu ogłosił się żywym bogiem robiąc szkody w całym Nepalu. Podobne u Nepalczyków jest podejście do wykorzystywania przedmiotów do innych celów niż domyślne, gdy jest to konieczne, w Polsce zwane żartobliwie januszyzmem, popularne też w Japonii.

Udmurci 60/60

Wioska Udmurcka

Udmurci są narodowością żyjącą pomiędzy Tatarstanem, a Uralem. Ich stroje przypominają żupan, albo kimono.

Baszkierzy 50/60

Baszkierska rekonstrukcja militarna

Baszkierzy (Baskiria) to jeden z ludów, który deklaruje się wśród ludności pochodzenia Chazarskiego (okolice Rostowu nad Donem). Ich języki, wraz z tararskim (Tatarzy Krymscy) jest pozostałością po języku Chazarskim, który zaczął zanikać po XVI wieku. Baskierzy używają symboli tamgi – które to występują wśród wielu ludów spokrewnionych ze Słowianami, oraz wielu symboli związanych z runami, wywodzącymi się z symboli analogicznych do tamgi (widocznych często w dywanach rejonu). Te symbole dały początek dwóm odmianom głagolicy (oprócz analogii kroju i pokrewieństwa ludów, kilku kronikarzy wspominały jakoby Słowianie mieli korzystać z run), a po połączeniu z literami greki – cyrylicy. Baszkierzy to też naród, który podczas drugiej wojny światowej wsparł Oś, oczekując po 1941 roku możliwości walki ze Stalinem.

Karaczajowie 50/60

Trudno powiedzieć czy Karaczajowie są związani z miastem Karachi, bowiem lud ten nawiązywał zapewne kontakty. To kolejny już lód Rosji, który nazywa się na „K” co nie jest przypadkiem. Jednocześnie Karaczajowie jako strój ludowy wykorzystują coś co przypomina Żupan, a wśród motywów ludowych są zarówno kręte przypominające dywan Kazachski, jak i motywy „pikselowe” (typ haftu podobnie jak na Ukrainie) przypominający wzorki Jamalskie czy Białoruskie.

Kumycy 50/60

Docieramy do takich więzów pokrewieństwa, że Komiacy i Kumiacy, których dzieli ponad 2 000 km, mają tak anologiczne języki, że narody określają siebie niemal tak samo (coś jak Słowacy i Słoweńcy). A to tylko jeden z przypadków. Ludność R1a jest uważana za pierwszą, która osiodłała konia (ktokolwiek widział Husarię, Kazachstan, Scytów, albo Kirgiztan ten wie o co chodzi) nic więc dziwnego, że ludy rozpowszechniły się i rozmnożyły na takich odległościach. Kumycy to kolejny przykład symbolu tamgi w kulturze, analogicznej do tamgi Jaćwińskiej, oraz charakterystyczna „Ruska czapka”. Kumycy mieszkają w podobnym rejonie co dwa poprzednie populacje. Budują jurty i mają instrumenty podobne do tych, których używali starożytni i średniowieczni Słowianie.

Nogajowie 50/60

Nogajowie to kolejna już ludność z grupy ludności Chazarów nie-rosyjskojęzycznych w Rosji. To równocześnie nieco różniąca się urodą od pozostałych braci z rejonu. To jednocześnie jedna z ważnych ogniw pomiędzy rasą słowiańską, a daleko azjatycką – a takich ogniw – można na Syberii znaleźć masę. Nogajowie posiadali kiedyś własne państwo – własną ordę (czy jest to związane ze słowem „horda?” – najpewniej tak) czyli jedną z nazw oprócz kaganatu dla większości państw używanych dawniej w tym rejonie. Łączy się ich z Kumanami i Kipczakami – najpewniej to jeden lud). Są powiązania z Kałmucją (podejrzanie dziwna po raz kolejny nazwa?), ale według jednej z tez Kałmuci przybyli z Mongolii co by się zgadzało, gdyż różnią się zarówno od Nogajów jak innych ludów regionu, według innych to z kolei „Mongołowie Zachodni”. Kałmuci tak jak reszta Chazarii stała się częścią Rosji po XVI wieku, kiedy to Ruś Moskiewska (czyli jedyna „właściwa Rosji”) była już tylko kilkunastoma procentami powierzchni Carstwa…

Indie i UK jak Polska i Litwa? Bo na pewno nie kolonia. Sprawa jest bardziej skomplikowana niż może się wydawać

Indie w XVIII wieku były podzielone na wiele państw. Państwa środkowe i południowe zamieszkiwała ludność bliskowschodnia, zaś państwa północne ludność azjatycka. Jednym z tych państw był Nepal czy Bhutan, dziś nadal odrębne. Afganistan był podzielony na pół między jedną, a drugą ludność. Taki stan istniał od początku tej cywilizacji.

Kalkuta zastała założona w 1690 roku przez pracownika Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej Joba Charnocka. Miasto w zaledwie sześćdziesiąt lat stało się najprężniej działającą placówką handlową rosnącej jak na drożdżach.

Kluczowe znacznie Kalkuty sprawiło, że jej dyrektorzy bardzo poważnie podeszli do raportu, jaki dotarł do Londynu pod koniec 1755 roku. Sporządził go agent działający we francuskim porcie Lorient. Szpieg donosił, że w kierunku Indii wyruszyła flotylla kilkunastu okrętów wojennych. Na ich pokładzie miało się znajdować ponad 3000 ludzi. Chociaż później wyszło na jaw, że doniesienia były fałszywe, to z uwagi na toczącą się wojnę Anglii i Francji polecono Rogerowi Drake’owi ufortyfikowanie Kalkuty. Gubernator strzegącego miasta Fortu William natychmiast przystąpił do wykonania rozkazu jednak Cesarz Państwa Mogołów odpowiedział mu, że fortyfikowanie miasta jest niezgodne z umową między Państwem Mogołów, a kompanią, Drake jednak odmówił i wydalił posła, gdy ż Francuzi zdążyli już zacząć pustoszć Anglię i nie mógł ryzykować losu pracowników i obywateli UK w portach handlowych, zaś upokorzony i rozżalony Cesarz Narayan Singh wysłał armię do Kalkuty. Licząca podobno aż 70 tysięcy ludzi armia nawaba pomaszerowała „na podbój Kalkuty, żeby nauczyć moresu „zuchwałych kupców”. W kolejnych dniach nadciągnęła reszta wojska. Przy takiej dysproporcji sił wynik oblężenia mógł być tylko jeden.

Mimo wszystko gubernator postanowił stawić czoła przeciwnikowi. 16 czerwca – po tym jak na miejscu pojawił się Siradź ud-Daula – Mogołowie ruszyli do szturmu. Zacięte walki o miasto trwały trzy dni. Dopiero 19 czerwca opór Brytyjczyków się załamał. Drake jego jeden z nielicznych zdołał uciec na pokładzie statku.

Sytuacja uległa diametralnej zmianie w momencie, gdy jeden z pijanych żołnierzy Kompanii, „któremu właśnie rabowano cały dobytek, wściekł się, wyciągnął pistolet i zastrzelił złodzieja”. Mimo wcześniejszych zapewnień Siradźa, że nikomu nie spadnie włos z głowy: Wszystkich jeńców zaprowadzono do niewielkiej celi, długiej na pięć i pół metra, szerokiej na cztery metry, z jednym małym oknem, słabym dopływem powietrza i praktycznie bez wody. Tę celę znano jako „czarną dziurę”.

Według spisanej dwa lata później „mocno koloryzowanej i zmitologizowanej” relacji Holwella do „czarnej dziury” trafiła jedna kobieta i 145 mężczyzn, z których rzekomo aż 123 zmarło. .

Rozwścieczony Siradź ud-Daula postanowił dać nauczkę Brytyjczykom. Pierwszym celem stało się przedstawicielstwo Kompanii w Kasimbazarze. Jako że przewaga atakujących była miażdżąca Anglicy skapitulowali i ukorzyli się przed nawabem. Uchroniło ich to co prawda przed śmiercią, ale wszyscy cudzoziemcy zostali zakuci w kajdany i trafili do lohu Jakakolwiek była faktyczna liczba ofiar, to wydarzenia z 20 czerwca 1756 roku wywoływały olbrzymie oburzenie u kilku pokoleń Brytyjczyków.

Sytuacja Angli wydawała się przesądzona, jednak dla Hindusów handel z Anglią był ważnym elementem gospodarkę, bowiem przez Kalkutę przechodziła ponad połowa handlu azjatyckiego angielskich armatorów, a wielu z nich wynajmowało porty na wybrzeżu, o możliwościach eksportu nie mówiąc. Szybko znalazła się rzesza Hindusów chcąca stanąć po stronie Brytyjczyków, władcy lokalnych księstw oraz nowa formacja zbrojna – Sipajowie

W roku 1748 hinduskie oddziały tzw. Sinpajów zaczęły wstępować do wojsk kompanii wschodnioindyjskiej. Rozwijały się one bardzo szybko i wkrótce stały się podstawą armii brytyjskiej. Początkowo organizowane były głównie na południu subkontynentu, a w ich skład wchodzili głównie maplillowie; w drugiej połowie XVIII w. armia bengalska składała się głównie z braminów i Radźputów.

23 czerwca 1757 roku, doszło do bitwy pod Palasi. Wojska Sipajuw współpracująće z Anielskimi żołnierzami w 1803 zdobyły Delhi, w 1818 pokonana została konfederacja Marathów, a w 1849 r podbity zostało państwo Wielkich Mogołów – Pendżab. Na wschodzie Indii władza należała bezpośrednio do Komapani, jednak nadal istniało wiele lokalnych państw, z czego większość byłą rozmiarów dużego, lub bardzo dużego państwa Europejskiego. Jako język urzędowy wprowadzono angielski zamiast perskiego, popierano działalność misjonarską, wprowadzono kolej i telegraf, zwalczano także pewne zwyczaje sekt, jak np. sati. Wkrótce jednak wybuchł kolejny konflikt wewnętrzny.

Istotnym i bezpośrednim powodem rewolty była kwestia hinduskich wierzeń i obyczajów. Zapowiedź, że hinduscy żołnierze będą mieli zagraniczną służbę, groziła im utratą przynależności kastowej. Drażliwym problemem okazało się również wykorzystanie tłuszczu wołowego lub wieprzowego w nabojach karabinowych, co stało się głównym powodem wybuchu rebelii. Krowy są dla hinduistów zwierzętami świętymi, zaś dla muzułmanów świnie są nieczyste, toteż używanie ładunków z papierem nasączonym takim tłuszczem (żołnierze przed wystrzeleniem musieli odgryzać kapsel papierowego naboju) było dla jednych i drugich naruszeniem przepisów religijnych i groziło utratą przynależności do kasty i staniem się pariasem.

aś 8 wsparło ją. Również siły zbrojne Nepalu stanęły po stronie proangielskiejgo stronnictwa. Powstańcy skupili się wokół władcy mogolskiego Bahadur Szaha II i walczyli na południu kraju jednak większość Spijaów pozostała wierna Brytyjczykom, i w rebelianci 1858 r. zostali pokonani, a Bahadur wydalony. Rok potem Kompanię Wschodnioindyjską znalazła się w postępowaniu upadłościowym, gdyż na skutek powstania zniszczona jej wszystkie aktywa. Największa wówczas firma na świecie, zniknęła z powierzchni ziemi zaledwie w moment, gdy to zatopiono jej statki i zabito personel, zaś majatek zrabowano. Był to ogromny cios dla UK, gdyż była ona źródłem podatków, dla Indii nie stało się to jednak problemem, gdyż miała inne sposoby na handel z Europą.

Szereg księstw i krajów oddawało się pod unię personalną z UK, niektóre z księstw były przez nich przejmowane, gdy lokalny maharadża nie miał naturalnego spadkobiercy, lub w drodze umowy, w zamian za dotacje dla państwa w zlocie. W Uni personalnej z Wielka Brytania ostatecznie pozostawało: Awadh, Zjednoczone Prowincje, Centralne Prowincje, Bombaj, Madras, Bengal, Cejlon, Asam, Sind, Baluczystan, Pandab. Królowa Wiktoria w roku 1876 została koronowana na Cesarzową Indii, czyli królową księstw, w któych przejęła rolę władcy. Niepodlegle pozostawaly za to Khaipur, Hajdarabad, Majsur, Trawankor, Goa, Gudzarat,  Radzputana,  Khaipur,  Gudzari, Patiala,  Simla, Kasmir, Sikkim, Bhutan,  Silong, Manipur, Bahawalpur Orisa, Helkar i Sidhia, które na skutek specjalnych umów były wierne Brytyjczykom politycznie w zamian za wsparcie militarne, same tez utrzymywały swoje liczne wojska, które w razie czego wspierały wojska Brytyjczyków i Sipajów. Niejednolity twór zwany potocznie „Indiami Brytyjskimi” nie może być więc traktowany jako podmiot prawa międzynarodowego, gdyż nie spełnia definicja państwa. 1911 roku stolicą podległych Koronie królestw ustanowiono Nowe Delhi i przyjęto język angielski jako urzędowy, ze względu na duże podzielenie językowe lokalnych mieszkańców. W roku 1938 Cesarstwo Indii posiadało 1005 miast, których ludność łącznie przekraczała 10 mln mieszkańców (w tym: 3 miasta >0,5 mln osób i 35 miast w przedziale 0,1–0,5 mln osób).

Żołnierze Armii Bombaju, na południu Indii – 1880 rok.

Polityka brytyjska w tym czasie odznaczała się ostrożnością i opierała się na utrzymywaniu lojalności lokalnych władców i wielmożów. Unikano także tematów religijnych. Wykształcona miejska inteligencja hinduska zyskiwała jednak coraz większą świadomość narodową i zaczęła domagać się udziału w rządzeniu, takiego jak miała arystokracja. Domagała się tego zwłaszcza Partia Kongresu, utworzona w partia polityczna 1885 r. Miarą sytuacji było utworzenie w 1885 roku Indyjskiego Kongresu Narodowego w 1906 roku Ligi Muzułmańskiej.   i skupiająca głównie hinduistów. Siły Sipajów był ponad 3 razy liczniejsze, niż siły osób pochodzenia angielskiego. Przyjął się zwyczaj rekrutowania do armii przede wszystkim grup ludności uznawanych za wojownicze, do których należeli Pendżabczycy, mapillowie, a zwłaszcza Gurkhowie.

Oddział Sipajów – Galurków na północy Indii.

Wydano szereg ustaw w zakresie socjalnych warunków pracy, m.in. wprowadzono w zakładach pracy jeden dzień w tygodniu wolny i zakaz zatrudniania dzieci poniżej dziewięciu lat. W liczne rozruchy w miastach i bunty chłopskie, zmusiły władze do wydania ustaw antymonopolowych i pro-agralnych. Przeprowadzone zostały znaczące reformy w oświacie i nauce. Rozbudowano szkolnictwo, utworzono sieć gimnazjów, uniwersytety w KalkucieMadrasie i Bombaju, zakładano instytucje badawcze (Botanical Survey of India). Równocześnie w Indiach rozpoczęły się przemiany struktur gospodarki feudalnej i manufakturowej na nowocześniejsze struktury gospodarki kapitalistycznej. Przystąpiono do rozbudowy linii kolejowych i sieci drogowej na całym subkontynencie.

Sieć kolejowa Indii stała się pod koniec XIX wieku jedną z największych na świecie, a w 2001 roku dostała się do księgi rekordów Guinessa, jako „największy pracodawca”. Kiedy po udanej japońskiej akcji militarnej „Azja dla Azjatów” w wyniku, które siłą zdekolonizowano ponad 10 państw, Azji południowo-wschodniej i oceanii, zamieszkiwano dzisiaj przez ponad 350 mln ludzi, Indie zaczęły rozważać formalne wypowiedzenie powiazań z UK, zaczęto gromadzić wojska, zaś przestraszone porażką w Malezji, Filipinach i Birmie, Anglicy bały się starcia z Indiami, gdyż oznaczały by one unicestwienie, ostatnich resztek sił UK uniknęły prób zatrzymania Hindusów. W 1947 oficjalnie proklamowano Republikę Indii i Republikę Pakistanu. Złota era trwała, aż do lat 60-tych kiedy to na skutek zwycięstwa rewolucji komunistycznej, Indie przez kilkadziesiąt następnych lat były kojarzone, z głębokim kryzysem gospodarczym.

Mimo, iż komunizm upadł po 1989 roku, to jednak Indie są często kojarzone ze słabą gospodarkę na osobę, wypadając mniej więcej pomiędzy Ukrainą, a Mołdawią. Jest to tylko iluzja. Ogromna wartość szarej strefy, sprawia że Indie posiadają poziom na osobę co najmniej taki sam jak Chiny, a może i nawet większy.

Pewne części tekstu pochodzą ze strony „Wielka Historia” i „Wikipedia.org”.

Rosja, a Federacja Rosyjska

Rozwój i historia narodów nie jest oparta na deklaracji słownej oraz na używaniu jednego z wielu języków, lecz na tożsamości bezwględnej. Często jeden lud wydawał się dominatorem innego, w rzeczywistości to ten drugi przejmował nad nim władzę. Stworzenie pojęcia grup językowych i ocenianie narodowości po języku stworzyło błędy w przypadku językowych syntez i adaptacji (oraz zapożyczeń) bowiem procedura ta oznaczała, że wystarczyło aby naród zadeklarował inny język by nagle zniknąć z mapy. Jednym z najlepszych przykładów jest Rosja, której definicja zmieniła się tak że deklarowanie narodowości Rosyjskiej, nie oznacza deklaracji narodowości… Rosyjskiej?

•Na niebiesko zaznaczono obszar zamieszkiwany przez ludność pochodzenia rosyjskiego, na różowo – obszar zamieszkiwany przez ludność pochodzenia nie-rosyjskiego.

Ruś była obszarem obejmującym tereny od Zamościa po Moskwę, od Petersburga po Odessę. W granicach dzisiejszej Rosji istnieli Słowianie Ilmeńscy, Radymicze i Watycze. Dalej zaczynał się już Tatarstan, Karelia czy Komia. Mieszkały tam już bardziej różniące się plemiona w porównaniu z Białorusinami czy Ukraińcami – Marioie i Mieszczerowie.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie image-1.png

•Po XIII wieku, z małych księstw stopniowo wykształciło się jedno duże państwo na najbardziej wschodniej części Rusi – Ruś Moskiewska. •Do XV wieku państwo było relatywnie niewielkie. Dopiero po XVIII wieku ogłaszano wstąpienie kolejnych terenów do Carstwa Rosyjskiego. Działania te spotkały się z akceptacją miejscowej ludności, co umożliwiło zmianę na taką skalę. W ciągu 300 lat państwo Rusinów powiększyło się o ludność Tatarską, Chazarską, Karelską, Lapońską, Komiacką, Nenecką, Jamalską, Jakucką, Ewanecką, Ałtajską, Ajnuską, Jupicką i wiele innych. Ostatecznie w XX wieku tereny dzisiejszej Rosji zamieszkiwało ponad 150 różnych narodowości, a Rosjanie stanowili tylko niewielką jej część.

W XVI wieku za Uralem nie było śladu działalności Rosjan, zaś kronikarze byli w stanie opisać tamtejsze ludy, choć oczywiście musieli przyjąć pewna umowność. Choć ludy te miał podobnie jak Rosjanie kulturę wywodzącą się z animizmu i wiele wspólnych cech zdobień czy mitów to jednak nie byli samymi Rosjanami

Budowa kolei transsyberyjskiej rozpowszechniła język rosyjski wśród innych ludów. Na początku XX wieku był już obecny na południowym krańcu Rosji. W tedy też zaczęła być budowa na nowa ideologia – zjednoczenie ludów słowiańskich,  uralskich i autajskich, które miała być kontynuowana przez ZSRR. Wchłonięto Litwę, Kirigistan, Kazachstan i inne kraje, a także próbowano zdobyć tereny, Finów, mniejszości Peszto w Pakistanie, mniejszości Partów w Iranie oraz Ujgurów w Chinach. Stalin przewidział pokrewieństwa między ludami dziesiątki lat przed testami DNA, Hitler z kolei określił ZSRR jako sukcesora Chanatu Mongolskiego, Turkuckiego i Scytyjskiego. Napięta była sytuacja ws. Ajnów którzy byli brakującym ogniwem między Japończykami, a Orokami z Sachalinu.

•Według autora Jednego Artykułu rdzenna ludność Sachalina składała się z Ajnów i innych ludów rdzennych, a obecna składać ma się z „Rosjan”. W rzeczywistości praktycznie cała składa się z rosyjskojęzycznych Ajnów i paru innych rdzennych ludów, więc jest tym samym ludem i przede wszystkim – autochtonicznym (tekst, który ujrzałem na Wikipedii natychmiast zmieniłem). W taki sam sposób dochodziło do fałszerstwa autochtonicznej ludności w USA, kiedy to mapy robiono na podstawie tego kto deklarował jaki język, nie zaś na podstawie tego skąd były ich geny. Podobne fałszerstwo istniało w przypadku Kanadyjskich Inuitów, kiedy to podczas fałszowania wydarzeń z XIX wieku przez środowiska antyklerykalnych, sprowokowano Inuitów do wysadzanie kościołów i zniszczenia pomnika JPWII. Interpretacja fałszywych danych demograficznych ma często charakter histeryczny.

Istnieje jeszcze wiele innych przykładów takich działań w środowiskach takiego typu i wykorzystujących niewiedzę do sprzedaży swoich książek i prasy, gdyż zjawisko te jest błędnie mylone z „eksterminacją”, gdyż zniknięcie narodów z mapy nie jest związane z ich śmiercią lecz błędem w katalogowaniu ludności. Nigdy nie zdarzyło się aby jakiś naród zniknął, co najwyżej zmieniał język. Przykładów jest sporo.

Nie da się sprawić by lud, który drugiemu jednocześnie próbuje narzucić dany język osiągnął sukces (przykłady chociażby rusyfikacji w Polsce), bowiem daje to odwrotny efekt. Gdy jednak naród dobrowolnie przyjmuje dany język, to wówczas jednocześnie naród używający jeżyka, który przyswaja naród „przyswajający” sam staje się pod jego wpływem (jedna z zasad teorii dyfuzji, w tym przypadku przypomina Newtonowską zasadę „akacja reakcja” czyli Nietzhe’owe „ciemność patrzy w ciebie, gdy ty patrzysz w nią”) i dwa języki się łączą, w proporcjach zależnych zazwyczaj od populacji. W tym przypadku mówimy natomiast (podobnie jak w przypadku ameryki południowej) o jeszcze innym zjawisku. Rosyjski był językiem urzędowym pozwalającym na porozumiewanie się wśród ludności władającej 150 językami. Mimo, że wiele z nich było tak podobnych że ludzie mogli się zrozumieć, to jednak ogólnie jako całość był problem. Co za tym idzie 150 narodów aby porozumieć się między sobą również w codziennych sprawach (np. Ewanek jedzie na Jakucję pracować w fabryce, zarządzanej przez Buriata i ma sąsiada Ałtajczyka) używali Rosyjskiego – w ten sposób stał się on tak opłacalny, że się przyjął, tym bardziej że miał masę podobnych zgłosek i zasad gramatycznych. Głównym ośrodkiem rozwoju nowego języka była kolej transsyberyjska, duże miasta i rejony nadrzeczne oraz górnicze.

Kiedyś podczas wywiady dla kanały „Planeta Abstrakcja” o Dałmucji – zapytano mieszkankę dlaczego zadeklarowała w spisie „narodowość Rosyjską”. Odpowiedziała, wówczas że „Dałmuci są rodzajem Rosjan”, co świadczy o zmianie definicji słowa Rosjanin – ta pierwsza straciła na aktualności już po 1600 roku… (a także dowód dlaczego lepiej nie używać spisów powszechnych jako źródła na temat narodowości…)

W 1991 po nagłej likwidacji ZSRR ludność naprędce zorganizowała nowe państwa na terenie dawnego państwa. Twór zwany Federacją Rosyjską obejmuje jedynie 1/30 całej po wierzchu i choć aglomeracja Moskwy zamieszkiwana jest przez 10 mln mieszkańców, a gęsto zaludnione są też inne obszary Rusi Moskiewskiej to jednak jest to tylko mała część całej Federacji Rosyjskiej, zaś Ruś stanowi tylko ułamek całego elektoratu Federacji Rosyjskiej, która jest często nazywana właśnie tak, nie zaś Rosją, gdyż Rosją jest tylko w ułamku.

Mimo, iż nigdy język Rosyjski nie był tak powszechny to jednak nie zmienia to nic w kwestiach demograficznych. Ciekawa jest sytuacja z Chazarami, gdyż jednocześnie druga połowa tej ludności znalazła się wiek temu w granicach Ukrainy (wschodnia Ukraina oraz Krym) i choć obecnie mówią po Ukraińsku to jest jedną populacją ludem i obecnie stara się dołączyć do Rosji, aby zjednoczyć się z resztą ludu Chazarów, zamieszkujących między innymi Rostow nad Donem.