Zmordował się na koniec ten, co bajki prawił, Żeby więc do ostatka słuchaczów zabawił, Rzekł: "Powiem jeszcze jedną, o której nie wiecie: Bajka poszła w wędrówkę. Wędrując po świecie Zaszła w lasy głębokie; okrutni i dzicy Napadli ją z hałasem wielkim rozbójnicy, A widząc, ze ubrana bardzo podle była, Zdarli suknie – aż z bajki Prawda się odkryła".
Misjonarze nie znaleźli w językach słowiańskich odpowiednika słowa deus (Prusowie zapożyczyli go jako devus). Wiara składała się z równolegle rozłożonej, ogromnej ilości dobrych i złych duchów. Istniał też moty dusz przodków. W spokrewnionych genetycznie ze Słowianami ludami ałtajskimi (Uzbecy, Kirigisi, Tadżycy), występuje na określenie ‚bóg” słowo „kudo”, „xiudo”, co jest podobne do polskiego „cudo”, oznaczające rzecz niezwykłą. „kudo” jest z kolei podobne do japońskiego „kami” (również język ałtajski), które to zozstało w XIX wieku zdefiniowane w podobny sposób.
Bazyliszek ma związki ze Świdnicą
Istnieje legenda ze Świdnicy o stworzeniu, które po spojrzeniu w lustro zamarło w bezruchu, a kryło się w podziemiach studni. Według innych teorii Bazyliszek jest „zdehumanizowaną” wersją postaci z herbu wczesnego Mazowieckiego, kronikarzy Czescy z kolei pisali jakoby Bazyliszek miał być stworzeniem-pomocnikiem Licha. Źródło nazwy może być słowo „bazyl” (oznaczające coś brzydkiego) albo „wasilisk” – rzymskie określenie jednego z węży jadowitych. Postać łączy natomiast dwa istotne elementy w kulturze wschodnioeuropejskiej – węża i koguta.
Słowianie czczą słońce bo są z Syberii
Obecnie obalane jest Kaukazkie oraz południowe pochodzenie genu R1a (haplogrupa R1 był grupą hipotetyczną). Gen Słowian, Kirigisów, Nepalczyków, Hunów Ałtajczyków, Uzbeków i Tadżyków pochodzi z Karelii, bądź syberii. Coraz starsze ślady tego genu odnajduje się coraz bardziej na północny-wschód od Polski. Ludy wywodzące się z tego kręgu obejmują ponad 90% symboliki słońca na świecie między innymi Ewanecy, Jakuci, Mongołowie, Ajnowie, Japończycy, Inuici, Grenlandzyczy, Lapończycy, Kantowie, Mansowie, Kirigizi i inne. Wschodzące słońce dało początek barwom na flagach słowiańskich. Słońce jest u nas często personifikowane i jego wschód ma ważną rolę symboliczną w dziełach kultury. Ogromna ilość znanych polskich i słowiańskich firm ma słońce w logo. To najważniejszy tego typu przypadek, zaraz po Japonii. Reprezentantem słońca był duch zwany Jutrzenką, który został potem połączony z Maryją z Nazaretu.
Słowianie dokonywali kremacji
Ciała palono, co symbolizowało uwolnienie z niego duszy. Motyw taki znalazł się w litewskim dramacie „Dziady”, gdzie ciało, które nie mogło się rozłożyć uwięziło w środku duszę i słowiański szaman musiał wezwać na pomoc ptaki do wydziobania ciała.
„Bałwany” to nie tyle posąg, lecz swoista „antena”
W religiach syberii wiele istot nadprzyrodzonych było mocno odległych i niejasnych. Budowanie totemów, miało zapewnić im kontakt z światem ludzi. Tak było chociażby na Polabiu, gdzie utworzono totem, mający umożliwić kontakt ze Świętowidem. Ostatecznie podczas pacyfikacji agresywnego (w stosunku do ŚCR) Połabia, posąg w Arkonie został zniszczony podczas walki z Duńskim oddziałem. Wówczas wielu mieszkańców grodu wierzyło, że po zniszczeniu posągu Światowid nie będzie już mógł się z nimi skontaktować co osłabiło morale obrońców okolicznych miejscowości.
Idol szygirski nie pochodzi od stricte Słowian
Idol Szygirski znaleziono na terytoriach Uralu, czyli między grupy Samojedów. Rejon ten jest błędnie uważany za Słowiańszczyznę, gdyż Samojedzi deklarują w spisach narodowość Rosyjksą, gdyż uważają, że Samojedzi to odłam Rosjan (termin „Rosjanin” po XVI wieku uległ zmianie definicji). Jest on jednak tak podobny, włącznie z kulturą Samojedów, że dziedzictwo jest w tym przypadku wspólne.
Kur to symbol największej victorii
W związku ze znaczeniem słońca Kur miał szczególnie ważną rolę. Zwyciężał duchy nocy i zwiastował nadejście Jutrzenki i Poranka. Jego pianie miało być jednoznaczne z wzejściem słońca. Motyw pojawia się w masie ludowej sztuki, na wielu domach w Rusi są koguty jako posągi, zaś istniał zwyczaj wpuszczania kogura przed wejściem do nowego domu, aby ten odpędził czarta. Zupa z kury w Europie Wschodniej jest szczególnie popularna (tak samo bardzo jak u nas – tylko w Chinach), a po dodaniu do niej włoszczyzny z torebki Królowej Bony powstał rosół. To właśnie na kogucie latał Pan Twardowski (pierwowzór późniejszego Fausta), czy pianie koguta było zgubne dla Bazyliszka (który też był kogutem częściowo). Jare Gody czyli wielkanoc również był związane z jego symboliką. W bajkach Europy Wschodniej jako nemesis wyjątkowo często pojawia się lis – naturalny jego wróg. Powód jest prosty – jak lis zabije koguta – słońce już nie wzejdzie.
Szamanizm słowiański nigdy nie przestał być odprawiany
Dotarcie chrześcijaństwa do słowian, spowodowało reakcję odwrotną, bowiem chrześcijaństwo zostało zalane wschodnimi motywami. Elementami wziętymi bądź inspirowanymi od słowian były takie elementy jak: rola świec, najświeższy sakrament, kult przodków (święci), motyw czyścia, NMP (wzięta z Jutrzenki i nada w postać Maryji), ponadto uznawano świętych za duchy słowiańskie, słowo Białobóg skrócono na „bóg”, masowo wykorzystywano słowiańskie tradycje. Ze względu na olbrzymią ilość Słowian, mieli oni często większy wpływa kościół niż kościół na nich. Dopiero w XVI wieku Marcin Luter ostro zaprotestował przeciwko synkretyzmowi, stąd w kościele protestanckim nie ma tych elementów. Motywy ponadto są wykorzystywane wielu elementach kultury i filozofia szamanistyczna wciąż pozostaje praktykowana jako trwająca część mentalności Słowian.
Diabeł pochodzi od Słowian, a nie biblii
Szatan i jego sługi przedstawiano jako anioły z czarnymi lub szarymi skrzydłami, czasami ze skrzydłami nietoperzy. Dopiero po chrystianizacji Słowian upadłe anioły zaczęto przedstawiać w postaci diabłów. Równocześnie na skutek pewnych interpretacji językowych (piec pochodzi od pieczary czyli czarnej, a nie od pieczenia) zaczęto utożsamiać go z piecem i ogniem (wcześniej z otchłanią, czego dowodzą takie słowa jak nether-neither czy hell-hole). Utożsamianie upadłych anioł z diabłem/biesem/czartem/krampusem było istotne. Widły diabła wzięły się z jednej strony od pieca, z drugiej strony od trójzęba na kiju, popularnego mocno w religiach ałtajskich. Kozę przedstawiano jako nemesis barana. W micie polskim „O chłopie co szedł do piekła z kiełbasą” jest identyczny motyw jak w micie „Stoliczku nakryj się”, gdzie diabła zastępuje koza.
Baby Pruskie to pogańskie dziedzictwo Warmii, Mazur, Litwy i Obwodu Kalingradzkiego.
Prusowie wyrzeźbili tzw. Baby Pruskie we wczesnym średniowieczu, choć nie byli stricte Słowianami to jednak byli z nimi blisko spokrewnieni. Ich język wymarł, zastąpiony językiem niemieckim, a następnie polskim i rosyjskim. Austria jest de facto krajem słowiańskim. W VII wieku zamieszkiwała ją ludność zwana Karantanami, wcześniej zwanymi jako Noryncjanie. Od IX wieku Karantanie zaczęli posługiwać się jeżykiem niemieckim jako urzędowym, aby dogadać się w kręgu różnorakich dialektów ich krainy. Ostatecznie, w ciągu wieków przyjęli go na stałe. Są jednak pochodzenia Słowiańskiego, co wpływa na ich wygląd, mentalność., architekturę czy zwyczaje takie jak świętowanie zmian w przyrodzie, procesje, świętowanie okrągłych urodzin czy liberalne podejście do alkoholu. Mają też bratnią mitologię z innymi krajami słowiańskimi. Jedynie Tyrol jest rdzennie germański – został on przyłączony do Austrii w późniejszych wiekach. Kwestia ta wyjaśnia nienaturalną „przerwę” w językach Słowiańskich pomiędzy Czechami, a Słowenią.
Karnawał, Hallowen i Jasełka to spadkobiercy góralskich tradycji Słowian
W średniowieczu zachód interesował się kulturą wschodu, gdy w jasełkach podczas święta najdłuższej nocy w roku umieszczono postacie z narodzin Jezusa, nastąpił też odwrotny proces i zwyczaje pogańskie zaczęły wpływać na Europę, czego pierwszym efektem był karnawał. Hallowen to z kolei kolejna już jego forma, do której z czasem dawano stworzenia z nie tylko mitologii słowiańskiej (wampir, duch w rozumieniu animistycznym), ale też potwora Frankensteina i inne. Dzięki Szekspirowi, rozpowszechnił się w UK, skąd dotarł do Ameryki i spotkał się tam z analogią do kultury Azteków w Luizianie, co go utrwaliło. W Brazylii dzięki syntezie Chrześcijaństwa z wierzeniami animistycznymi Indian, karnawał przybrał z kolei inną formę. Wszystko się jednak zaczęło od integracji wschód-zachód w średniowiecznej Europie, a nie od wydarzeniem w UK czy Luizjanie.
Mitologia Słowiańska jest bliźniacza z Japońską
Onibaba, dosłownie „Kobieta-Demon”, gdyż dawniej po Japońsku „Baba” oznaczało to samo co dawniej „Baba” po starych wersjach języków Słowiańskich. Fakt, w jaki sposób tak było pozostaje owiane mgłą, ale redaktorzy wydawnictwa Legendarz podczas tworzenia antologii demonów słowiańskich, zwrócili kilkanaście, bądź ponad dwadzieścia niemal identycznych, bądź bardzo analogicznych postaci w folklorze japońskim. Podczas tworzenia Bestariusza Japońskiego dokopał się do coraz dalszych powiazań – ostatecznie wskazał aż kilkadziesiąt mocno analogicznych postaci, oraz wiele niemal identycznych, a także na bliźniaczy sposób przedstawiana demonów, sfer które toczy i wiele, wiele więcej.,
Swarożyc to najpotężniejszy duch ognia u Słowian
Swarożyc to istota nadprzyrodzona wspólna dla kilku odłamów Słowian, popularna wśród rodzimowierców, szczególnie na Rusi. W jednej z kronik pojawia się termin „Swaróg” lecz jest on najpewniej synonimem, w dodatku kronika ta była pomieszana z mitologią litewską i grecką. Słowo zawiera kilka nie-słowiańskich w tamtych czasach głosek (np. ż) lecz pierwowzór postaci jest potwierdzony.
Mokosz to pierwowzór „Matki Natury”
Mokosz bądź Dziewanna to postać była najpewniej jednym z najważniejszych postaci kobiecych, z czasem zaczęła być zwana jako „Matka Natura/Mother Nature” często używane określenie, przez ateistów idących w stronę podświadomowego animizmu, bądź Matka Boska Zielna. Podejrzewa się że święto Dorzynek mogło być mocno powiązane z postacią Mokosz, dawniej wymawianej jako „Mokosiъ”, gdyż nie istniała głoska „sz” i istniały jery.
Bułgarsko-Rumuńskie krzyże słoneczne to dziedzictwo Prasłowian.
Rumunia była krajem genetycznie i kulturowo Słowiańskim za czasów gdy zwano ich mieszkańców Dakami (między innymi wiele miejscowości kończyło się na -owo) nazwa obecna wynika tylko z przejścia na łacinę. Tak samo jak Trakowie, którzy byli przodkami Siedmiu Słowiańskich Rodów, z tego powodu rejon ten zwano Bułgarią, czyli dosłownie „krajem wielu ludów” masowo mylonego z Bułgarią Wołgi. Rejon ten często oceniano jako obszar celtyckich imigrantów, lecz w szkieletach z tego okresu nie odnaleziono celtyckiego markera genetyczne
Syrenka Warszawska wywodzi się z Wodnika, nie „syren” greckich
Greckie „Sister” to tak naprawdę postacie bliźniacze do harpi i aniołów – kobiety/ludzie ze skrzydłami ptaków – motyw typowy dla bliskiego wschodu. Po angielsku są znane jako „Siren”, zaś „syreny” słowiańskie są zwane jako „Marmeid”. Syreny w rozumieniu rodzimym, to po prostu jedna z odmian wodnika.
Całe życie domowo-religijne toczyło się wokół pieca
Piec, następnie kominek był wyjątkowo ważny. U słowian wyjątkowo szybko rozwijałą się metalurgię, ceramika czy piekarnictwo. Istniało wiele legend związanych z piecem, w tym małe duchy ognia – Piecuchy (co poniekąd przesądziło o dość łagodnej pozycji diabła w mitologii słowiańskiej), czy też wątki związane z ciałopaleniem (potem zamienione na znicze – obecnie powraca). Swoistą odmianą Piecucha spojonego z Krasnoludkiem/Domowikiem jest Mały Mikołajek wchodzący przez komin (w UK pomieszany z „Dużym Mikołajem”). Istotny z ogniem był też pochówek całopalny (potem zamieniony na znicze), który obecnie powraca.
Św. Mikołaj pochodzi (w pewnym sensie) z Rosji
Utożsamienie Biskup Mikołaja z Dziadkiem Mrozem (bądź Mrozem, jak czasami się zwał) było kluczowe dla powstanie postaci Św. Mikołaja, wraz z połączeniem go z Krasnoludkiem. Motyw czapki „krasnoludkowej” jest popularny na Ukrainie, Wielkim Stepie, a nawet Japonii, skąd przywędrował do Persji co sprawiło, że biskupi używali podobnych. Wykorzystano to w momencie łączenia Biskupa Mikołaja, Dziadka Mroza i Krasnoludka/Domowika/Bożęcia – koło się zamknęło. Czasami dziadek mróz jest przedstawiany z czapką tatarską. Dużą rolę w formowaniu się postaci Mikołaja miała, także Finlandia, oraz motyw karantańskiego Krampusa.
„Krzyż Jerozolimski” to tak naprawdę „Ręce Boga”
Symbol jest zwany „Rękami Boga” co jest niegramatyczne bo słowo „Bóg” zapisuje się z dużej litery tylko w chrześcijaństwie. Symbol ten był obecny na Popielnicy z Białej, a także używany był przez Wandalską kawalerię podczas zdobywania Rzymu. Symbol został później uproszczony i przyjęty przez chrześcijaństwo, lecz nadal można spotkać się z oryginalną wersją.
Baśń to u Słowian odpowiednik greckiego mitu i skandynawskiej sagi
Baśń to odpowiednik mitu w mitologii Słowiańskiej. Większość mitów Słowiańskich zapisywano kilkadziesiąt lat, lub nawet kilka wieków po pojawieniu się pierwszych misjonarzy. Mimo zmian nazw, a czasem i elementów dzięki powolnemu procesowi większość przetrwałą w niezmienionej od pradziejów formie. Zauważono podobieństwo pewnych baśni do tych używanych przez odległe od siebie narody słowiańskie, często bardzo bliźniacze. Tezę o mitologicznym charakterze baśni wysunęli radzieccy naukowcy i wersja ta została przyjęta przez naukę na całym świecie. Słowo „bajka” jest często używane zamiennie, ale generalnie oznacza krótką napisaną opowieść z morałem, często ze zwierzętami, które w rodzimej mitologii mają konkretne rolę (baran, wilk, niedźwiedź, lis).
To od Słowian wziął się motyw żywej lalki, a nie od voodoo.
Lalki miały czarodziejską moc przyjmowania dusz zmarłych osób, które przez to mogły działać na świat żywych. Jeśli jednak lalka była źle traktowana, wówczas to mogła się ruszyć i odegrać. Motyw ten stał się współcześnie jednym z głównych wątków horroru.
Największa, jednolita kompilacja mitów dotyczy mitologii Rosyjskiej
Największy zbiór mitów słowiańskich, stworzony przez jednego człowieka, swoista „Biblia Słowian”, została stworzona przez Aleksandera Afanazyewa – zebrał 640 mitów. legend i podań w 8-śmiu tomach. To póki co największa kolekcja mitów słowiańskich, zebrana przez jednego człowieka.
4 pory roku i 12 miesięcy były 16, różnymi bóstwami
12 miesięcy i 4 pory roku miały swoje bóstwa i były nimi jednocześnie, zgodnie z ideo monizmu. 7-dziennym tydzień wprowadził kościół, więc nie mógł być związany z poprzednim kultem, w przeciwieństwie do kalendarza przyrodniczego i księżycowego.D
Grzyby w odpowiednim okręgu mogły być wyjątkowo niebezpieczne
Czarci krąg według Słowian miał być miejscem sił diabelskich, bądź miejscem sabatu czarownic i elementem ich czarów. U Słowian Połabskich było powiązane z Nocą Walprugi. Wejście w krąg mogło też oznaczać pech, śmierć bądź skuszenie do tańca z duchami. W ostatnim przypadku, trudno było się wydostać, a wyjście z kręgu mogło skończyć się rozpłynięciem się w powietrzu. Słowianie Bawarscy i Karatanie wierzyli, że to miejsce narodzin smoka, bądź ślad „ognistego ogona”. Tradycja dotarł do Holandii, gdzie, wierzono że w środku pierścienia diabeł stawiał swoją konew z mlekiem. W krajach Nordyckich i Celtyckich, koła ta mają nieco łagodniejszą rolę w mitach.
Śnieżynka to pierwowzór Królowej Śniegu i co za tym idzie – Elsy
Śnieżynka była córką Dziadka Mroza i Wiosny. Mieszkała w odległej, lodowej krainie. Nie mogła wychodzić, gdyż naraziła by się na słońce Jutrzenki. Ostatecznie zrobiła to, przez co roztopiła się i dlatego ma wracać zawsze na Zimę, ginąć w trakcie Wiosny. Za jej krainę uznawano Laponię. Utożsamiono ją z Matką Boską Śnieżną. Andersem użył inspiracji rosyjską śnieżynką, do stworzenia postaci Królowej Śniegu.
Jutrzenka to najpewniej jedno z największych bóstwo w pogańskiej Polsce
Jutrzenka, zwana tez Zorzą, Najświętszą bądź Jarilo (w czasach, gdy nie było u Słowian odmiany przez rodzaj) była żeńskim bóstwem solarnym pełniącym niezwykle ważną rolę, gdyż u Słowian, masę elementów łączono ze wschodem słońca. Postać tą utożsamiono z epizodyczną Maryją z Nazaretu, zmieniając jej kolor szat, na szaty w kolorze nieba i uznając, iż została ona Królową Nieba i Ziemi. Potem została „podzielona” na kilka dodatkowych bóstw, a Najświętsza Maryja Panna z Częstochowy została uznana za oficjalnego następcę Stefana Batorego i tytuł Królowej Polski dzierży do dziś. Słowiańska Jutrzenka, Jakucka Córka Słońca, japońska Świecąca na Niebie, Uralska Kobieta-Słońce, Litewska Aušrinėsa, Marijska Uzhara i Nepalska Usha są najpewniej różnymi odmianami tej samej postaci. Obecnie stanowi Polskie bóstwo narodowe.
Słowianie nie przerwanie od tysięcy lat uprawiają totemizm
Po X wieku kościół zaczął wykorzystywać totemizm słowiański ewidentnie powiązany z tantryzmem, co doprowadziło do ostatecznego zaniku biblijnych symboli wigilijnych takich jak ryba, menora czy gwiazda dawida. U Katolików i Prawosławian krzyż jest toteme zapewniającym ochronę. U protestantów nadal przetrwał jako symbol, ale nie jest już tak czczony.
Krucyfiks nie przedstawia tak naprawdę Jezusa!
Krzyż ten powstał w X wieku i zawierał wiele elementów typowych dla Światowida ze Zbrucza i totemizmu Słowiańsko-Syberyjskiego, wraz z typem postaci „bez rąk”. Jedne postacie w Światowidzie ze Zbrucza miały ręce rozłożone, podobnie jak parę innych rzeźb, co w tej rzeźbie przedstawiono na górze, jako postać która promieniuje słońcem. Wieki potem próbowano tłumaczyć, iż postać na górze przedstawia Jezusa umierającego na krzyżu, co przyspieszyło powstawanie podobnych rzeźb i użycia Jezusa na krzyżu jako element idolatrii. Krzyż ten użyto do chrystianizacji Irlandii, gdzie potem słowiańskie postacie zniknęły, a zastąpiły jeceltyckie i skandynawskie wzorki i triskaliony wraz z postacią dzika – w takiej formie jest używany w Irlandii do dziś. Jeśli zaś chodzi o rodzimą wersję, to warto dodać że bóstwo charakterystyczne dla między innymi azjatyckich krewnych słowian (Kirgizi, Tadżycy, Uzbecy, Tatarzy, Hunowie) był często przedstawiany w postaci t-pozingu, tak samo jak niektóre postaci z szamanizmu Finów.
Kapliczki to też szamanistyczna tradycja
Kapliczki odpędzały czarta, który czaił się na drogach, z czasem wypełniono je posążkami Maryji utożsamianej z Jutrzenką. Kapliczki mogły też pełnić dodatkowo rolę totemiczne, kultu solarnego oraz dendrolatrii – kultu drzew (w przypadku kapliczek w dziuplach).
Słowianie modlili się… tak jak dziś
Klęczenie i składanie rąk, przyszło do Europy właśnie ze Środkowego Wschodu. Taki zwyczaj można zauważyć w wielu kulturach ludów spokrewnionych genetycznie, religijnie i kulturowo ze Słowianami – Kirgizami i Ałtajczykami reprezentujący tengryzm czy Nepalczykami. Różaniec również przybył do chrześcijaństwa z Europy Wschodniej, a spokrewnieni ze Słowianami ludy Nepalu i północnych Indii, używają różańca od tysiącleci. Obecnie Różaniec jest uważany w Europie Wschodniej za potężne narzędzie antydemoniczne, a niektóry są w stanie go odmawiać niezwykle długo. Został on utożsamiony z Jutrzenką. Motyw składania rąk typowego dla szamanizmu, można też dostrzec w figurkach Kultury Kama, z Rosji, Tatarstanu, Ukrainy i Białorusi.
Niebo u Słowian to… niebo
W przeciwieństwie do podziemnej krainy z mitologii Greckiej i mitycznej wyspy Celtyckiej, tzw. Nawia to przede wszystkim boska kraina niebios i nieba, podobno do pojęcia niebios u ludów stepowyc (Tengri). Reliktem tego miało by być, nazywanie terminem „Niebo” zarówno krainy zbawionych jak i zjawiska astronomicznego, czy powstania terminu „Królestwo Niebieskie” w polskim przekładzie Biblii. Miało to też uzasadniać to dlaczego Słowianie palili ciała zmarłych, co powodowało unoszenie się dymu czy też budowę wysokich totemów. Chrześcijaństwo przyjęło to jako wyobrażenie biblijnego Raju, co zastąpiło stare wyobrażenie raju w postaci Ogrodu Eden. Rosnący totemizm, doprowadził też do budowania bardzo wysokich wież kościelnych w Gotyku i powstania terminu castellum/iglisia, które zaczęto używać w określeniu do budynku kościoła. Maryję Pannę w Polsce stworzono w barwach Nawii (Nieba), oraz stworzono to tego flagę maryjną. Stworzono też od Nawii, przedrostek „Nad-„, gdy to w j. polskim pod pływem łaciny pojawiły się przedrostki. W ten sposób raj, utożsamiany ze sferą botaniczną, zaczął być utożsamiany ze sferą uraniczną, a nawet wpływać czasami na postrzeganie jeszcze innych religii. Takie Axis Mundi jest typowe też dla różnych odmian Tengryzmu, oraz do Shintoizmu.
Piec i piekło należy rozumieć też dość dosłownie
Pawia to sfera piekielna, związana z jaskinią, ogniem i piecem. Należy to rozumieć bardzo dosłownie, szczególnie przez pryzmat czarta (w bibli sheol utożsamia sięz ciemnością, w Polsce piekło utożsamia się ogniem). Słowo Pawia jest związane ze słowem „piekło” (a co za tym idzie słowami „pieczara”, czy „piec”) oraz „panew”. Sfera podziemna zarezerwowana dla demonów. W językach takich jak Angielski czy Niemiecki, piekło jest kojarzone z dziurą (hell-hole, nether-neither), a w łacinie brzmi Gehanna (alternatywny wymiar ciemności w Biblii, wspominany bardzo rzadko, głównie przez przypowieści). Słowo piecze, jest związane zarówno z piecem, jak i piekłem co sprawiło, że zaczęto rozumieć piekło z ogniem, a nie z otchłanią (słowo piec, pochodzi od pieczary), co sprawiło że Gehennę zaczęto postrzegać jako krainę, nie ciemności lecz ognia, a ciemność utożsamiono z węglem. Czasami przedstawianie pozytywnie, jako miejsce gdzie z diabłem można przyjaźnie „uprawiać hazard”. Chrześcijanie by uzasadnić jakoś adaptacje takiego motywu, zaczęli „odkrywać” rękopisy apokryfy, szacowanych (tekst pośpiesznie czasami nawet na kilka pierwszych wieków naszej ery, tak naprawdę należy mocno wątpić w „datowanie” apokryfów.
Wilk zły, niedźwiedź dobry
Niedźwiedź był wielokrotnie rzeźbiony przez Sylingów – przodków Ślężan i miał ogromną rolę w folklorze Rosji czy Finlandii. Obszar kultu niedźwiedzia roznosi się od Słowian, przez Syberię, Japonię aż po Kanadę. Wiele posągów niedźwiedzia stawiano długo potem w Polsce i nazywano od jego imienia różne rzeczy („Ursus”), Rosji jest symbolem narodu, powstało też wiele filmów na jego temat (Mis Uszatek, Miś Puszatek, Miś Fantazy, Miś Kudładek, Miś Coralgol). Negatywny jest Wilk, w micie Karantan (Austriaków) pojawia się masę razy jako jedzący i kuszący dziewczynki, zjadający świnię czy koźlątka. Niedźwiedź jest kontrą na wilka, w rosyjskim micie „O złotowłosej i trzech misiach” pojawiają się z cechami ludzkimi. W niektórych mitach, niedźwiedź przepędza wilka, pomagając człowiekowi.
Słowianie i Węgrzy „przywieźli” do Europy smoki z Azji
Starożytna kultura Kama, rozwijająca się 8 000-5 000 p.n.e na terenie Rusi, Ukrainy, Białorusi i Tatarstanu zawiera najstarsze na świecie obrazy smoków. Najpewniej to od niej wzięły się zarówno smoki azjatyckie, jak i wschodnieuropejskie (skrzydlate). Jest to ponadto rejon, gdzie odkryto najstarszy póki co ślad genu typowego dla Słowian, Kirgizów i Ałtajczyków.
W kwestii pochodzenia baśni braci Grimm, nawet najlepsi mitolodzy przyznają się do ciągłych błędów. Bracia Grimm często figurują jako bajkopisarze. W rzeczywistości ci cenieni etnologowie, dokonali czegoś innego – spisali ponad 200 mitów, legend, podań ludowych przekazywanych z pokolenia na pokolenie od niepamiętnych czasów. Trzeba jednak dodać, że wbrew propagandzie PRL, nie byli wcale związani ze „szwabską tradycją” (zaś za porównywanie pieca Baby Jagi do holocaustu, autorom tej tezy zamiana w żabę należeć się powinna), lecz byli godnymi naśladowcami Masausa i poniekąd Johanna Goethe. Dali radę zbadać „ostatnią Azję na zachód” jednocześnie dzięki popularnemu językowi otwierająca mitologię słowiańską dla mas. Powiedzenie, że mitologia słowiańska „trafiła pod strzechy” nie jest tutaj jednak odpowiednie, bowiem tam gdzie ludzie często po oraz pierwszy masowo o niej usłyszeli na taką skalę, budowano zupełnie inaczej.
Zaczęło się od Johanna Goethe, mieszkającego w Weimarze, jednym z głównych miast Słowian Połabskich. Goethe podobnie jak inni Połabianie z pochodzenia, jak Nietzhe, Marks czy Bismarck mieli kulturę osobną od kultury Nadreńczyków. Jego mentalność była podobna do bratnich Polaków – objawiała się pewnego rodzaju iluzją smutku z myślami samobójczymi, co jednocześnie miało reprezentować specyficzne podejście do śmierci u Słowian. W tym momencie więcej niż połowa ludności niemieckojęzycznej miała pochodzenie słowiańskie, na skutek 1000 lat ekspansji języka niemieckiego na wschód, czemu towarzyszyło wykorzystanie go jako język transnarodowy dla Europy Środkowej.
Goethe umieścił w swoich książkach motywy słowiańskiego szamanizmu, wątek samobójstwa z miłości (który już w X wieku był u Słowian rytuałem dokonywanym przez osobę nieszczęśliwie zakochaną – tak opisywał to arabski podróżnik) czy motyw dealu z Diabłem. Ten ostatni wzorowany bodajże na autentycznej postaci, jest wielce podobny do mitu o Panu Twardowskim (też postaci bodajże autentycznej), lecz u Słowian umowy z diabłem nie były niczym szczególnym i można znaleźć jeszcze wiele podobnych legend na terenie Słowian – to właśnie ten rejon obejmuje niemal całość mitów o diable. Reprezentował zupełnie inne podejście mentalne niż Niemcy, którzy raczej nie zamartwiali by się i nie mieli myśli egzystencjalnych, raczej biorąc się do roboty niż patrząc w tył.
Na przełomie tych samych wieków, inny Połabianin, mieszkający w tym samym mieście (co nie jest przypadkiem) – Johann Karl August Masaus, zaczął wgłębiać się w pierwowzory tworów Goethego, zaczął badać lokalne wierzenia idąc na wschód – dochodząc aż do Pragi i Opola. Skutkiem tego było Volksmärchen der Deutschen – zbiór 14 mitów Słowian niemieckojęzycznych, z czego najciekawszy wydaje się mit o Rubezahlu – duchu, bądź demonie gór, w którego wiara od co najmniej średniowiecza była popularna w Czechach, Śląsk oraz Łużycach, zaś najważniejszym rejonem był Dolny Śląsk (co ciekawe wszystkie 3 rejony „Czarnego Trójkąta” są jednocześnie obszarem największego występowania dziedzicznej mutacji R1a1a7 męskiego chromosomu). O postaci powstało ponad 200 prac naukowych i kilkadziesiąt oper i filmów.
Wkrótce mieszkający na pograniczu Połabia i Niemiec, we wschodniej Hesji badacze kultury – Wilhelm Karl Grimm i Jacob Ludwig Karl Grimm zainteresowali się osiągnięciami Johanna Karl Augusta Masausa i postanowili, że będą kontynuować jego dzieło i rozpędzą to co on zaczął, zaczęli więc spisywać podania tak jak on i wyruszyli w podróż, z czasem przenieśli pracownię do Berlina – stolicy dawnego Związku Wieleckiego. Najpewniej docierali co najmniej tak daleko na wschód jak Karl, a może i nawet dalej, weryfikując też w Polsce i w Czechach. Początkowo działali w okolicach Kessel. Warto dodać, że w Kessel R1a-M558 to 15%-20%l, a R1a-M458 tyle samo, co daje nam 30%-40% R1a. Zaś I2a1 to do 10%, a I2a2 aż 15% (najwyższy wskaźnik 12a2 w Niemczech), co daje razem do 25% I2, czyli do 50%-65% słowiańskiej haplogrupy skombinowanej. Można jeszcze dodać 5% N1c oraz 10% G, aby wyszło nam nawet 65-70% wschodnioeuropejskiej haplogrupy skombinowanej! Nic dziwnego, że mieszkańcy Kessel wierzyli, że gdy pada śnieg, to oznacza że Pani Zima (Frau Holle) wietrzy poduszki! Do tego bardzo szybko Grimmowie zaczęli zbierać mity w Wiedniu, który przecież pochodzi od Słowiańskich Karatantan, czyli dawniej pra-słowiańskich Noryków/Noryncjan.
Skutkiem tego było Kinder- und Hausmärchen, które w pierwszym wydaniu na początku XIX wieku liczyło 86 mitów. Kolejne dekady przyniosły wzrost ilości mitów, aż do 210. Bracia w przeciwieństwie do Masausa widzieli w mitach słowiańskich, coś bardzo odmiennego od mitologii skandynawskiej, germańskiej czy celtyckiej. Zamiast opowieści o herosach walczących z potworami, patetycznych walkach między królestwami i bogami, zastali pokonywanie niebezpieczeństw za pomocą sprytu, kult przyrody, monizm, brak podziału na sakrum-profanum, ludzie-zwierzęta, żywe-martwe, naturalne-sztuczne, które było wysoce natężone animizmem, a także wątek karmiczny, a także zarysowanie kwestii czystości i nieczystości na miarę Połabsko-Pomorskieogo Białoboga i Czarnoboga. Tutaj nawet postać boska czy demoniczna, mogła zostać pokonana przez człowieka, ale tylko i wyłącznie za pomocą wyjątkowego sprytu. Stąd mitologia celtycka czy grecka w porównaniu do nich wyglądała tak, jak mitologia słowiańska była dla dzieci. Nic bardziej mylnego – mity spisane przez Grimmów był porównywalne klimatem, do dzieł Mickiewicza – stały się jednym z podstaw europejskiego horroru, przepełnione duchami i demonami.
Był to okres kiedy mitologia słowiańska była masowo rejestrowana. Rosyjski Afanasjew zarejestrował kilkaset mitów, opowiadanych od chłopów, często potwierdzając ich autentyczność poprzez wysłuchanie takiej samej, bądź niemal identycznej historii u ludzi zamieszkującej różne regiony. Objął on mitologię Rosyjską, Ukraińską czy Białoruską, a to ze względu na ówczesne inne pojęcie „Rosjanina”, być może z wkładami Estońskimi i czasami Uralskimi. Jednocześnie działali między innymi Polscy spisywacze legend. Już wówczas mogło stać się wiadome, że mity rosyjskie są tak podobne do mitów Grimmów, jak do mitów Polski, z kolei w porównaniu do rodziny obejmującej skandynawskie sagi, mitologię grecki czy opowieści celtyckie i mity bliskowschodnie – podobieństwo się załamuje. Analogie występują natomiast w przypadku takich narodów jak Finowie, Kirgizowie, Jakuci, a nawet Japończycy i Indianie.
Wówczas jeszcze o tym nie wiedziano, bowiem bariery językowe nie pomagały. Główną kwestią jest zrozumienie faktu, iż Doutsche oznaczał bardzo często osobę niemieckojęzyczną i oznaczać mogło coś zupełnie innego niż Nadreńczyk-Bawarczyk. Choć i w tym regionie widać parę słowiańskich zapożyczeń – Krampus jako odmiana Czarta (najpewniej wytworzyli go Karantanie) i Noc Warpugi na pograniczu stref kulturowych (odpowiednich Polskiej, Ukraińskiej i Słowackiej Łysej Góry), a także odpowiednik Mary co wydaje się być też powiązane z Połabianami.
Wśród mitów braci Grimm można odnaleźć bardzo istotne analogie, jednoznacznie wskazujące na wspólne pochodzenie mitów. Bowiem najbliżej spokrewnieni z Nadreńczykami ludzie – Brytyjczycy, Francuzi i Hiszpanie (Celtowie) oraz Holendrzy i Skandynawowie) o genach R1b i I1 okazali się być ludnością z mitologią odrębną od tej Grimmów. Z resztą sami Bracia Grimm odróżniali „baśnie” od „mitologii” opisując mitologię jako dziedzinę Skandynawów i starych ludów germańskich, baśnie kładąc na trzecią półkę, zaś baśń jako taka to gatunek wschodnioeuropejski, choć można je znaleźć jeszcze u ludów dalej na wschód, choć to już inne gatunki podobne.
Można odnaleźć wiele historii, które są tak analogiczne że nie mogą być efektem przypadku, a jednocześnie nie tak identyczne by podejrzewać plagiat – z resztą zawsze takie mity zbiera się do niezależnych osób w pewnych odległościach, to efekt metodologii mitycznej stosowanej do dzisiaj. Najlepszym przykładem jest mit o Wasylii i Babie Jadze (swoista inspiracja dla Spirited Away, Mizakiego), gdzie przyszywana siostra jest zmuszana do pracy przy kominku, tak aby „stać się brzydszą”, gdyż jej zazdroszczą, a pomaga jej lalka (matrioszkę?), którą dostała od swojej mamy, wyglądająca jak ona (hollywood błędnie przypisał ten zwyczaj do Voodoo), co zastępuje gołębie z Kopciuszka. Gdy jest u Baby Jagi, wówczas Baba Jaga każe jej u niej pracować, a ostatecznie każe jej odcedzić soczewicę od popiołuy, co jest już jednoznaczne. Potem złe siostry giną – u Grimów też spotyka ich zły los (w oryginalnej, nieocenzurowanej wersji).
Do tego warto dodać o niezwykłej analogii mitu „Stoliczku nakryj się” do polskiej historii „O chłopie co szedł do piekła z kiełbasą” – w wersji polskiej chłop przekupuje diabła kiełbasą, w zamian dostaje stoliczek samo nakrywający się. W wersji Grimmów, nie ma diabła, jest za to wątek kozy (która przecież diabła przypomina)
Do tego można jeszcze znaleźć, aż trzy wersje legendy o księżniczce i żabie (Polska, Rosyjska i Grimmska) czy powiązania w kwestii złotych rybek, magicznej wody i innych elementów. Pani Zima z mitologii grimmów, wydaje się być odpowiednikiem Śnieżynki z folkloru rosyjskiego i Pohjoli z baśni Fińskich czy Yuki-Onna’y z Japonii.
Nic w tym dziwnego – wśród Słowian, podobieństwo mitów czy postaci występuje bardzo często i nie jest to niczym zaskakującym. Trzeba jednak dodać, że oprócz analogicznych wątków, istnieje jeszcze coś zupełnie innego – ogólny klimat, motywy monistyczne, spirytystyczne, demonologiczne i cała narracja bezdyskusyjnie słowiańska. Warto dodać, że (poza Niemcami i Austrią) krajami, gdzie najczęściej adaptuje się baśnie Braci Grimm, jest Polska, Rosja, Ukraina, dawne republiki ZSRR oraz Japonia, czyli kraje które najbardziej są związane z tym klimatem. Trzeba dodać, że w przypadku Japonii istnieje bardzo podobny gatunek literacki do baśni wschodnioeuropejskich, o specjalnej nazwie a wiele historii zaczyna się specyficznym, schematycznym opisem w stylu „dawno, dawno temu” co kojarzy się ewidentnie z historiami w Europie Wschodniej.
Kilka ciekawych Baśni Grimmów, jako próbka:
Wodnica
Braciszek i siostrzyczka bawili się pewnego razu przy studni i nagle podczas zabawy oboje wpadli do wody. Na samym dnie studni spotkali wodnicę, która przemówiła do nich w te słowa:
– Mam was wreszcie! Bierzcie się przeto raz dwa do roboty! – i zabrała ich ze sobą.
Dziewczynce kazała prząść paskudny, splątany len i nosić wodę do dziurawej beczki; chłopiec zaś miał za zadanie rąbać drzewo tępą siekierą. A do jedzenia nie dostawali nic prócz klusek twardych jak kamienie. W końcu jednak dzieci się zniecierpliwiły i czekały tylko, aby wodnica poszła w niedzielę do kościoła. Wtedy zmówiły się i uciekły. Po powrocie z kościoła wodnica zauważyła, że ptaszki wyfrunęły, i wielkimi susami puściła się za nimi w pogoń. Dzieci dostrzegły ją jednak z daleka i dziewczynka rzuciła za siebie szczotkę, wyrosła z niej Góra Szczotkowa, najeżona tysiącem kolców, przez które wodnica z największym trudem musiała się przedzierać. Wreszcie udało jej się górę pokonać. Kiedy dzieci to zobaczyły, chłopiec rzucił za siebie grzebień, powstała z niego Góra Grzebieniowa z tysiącem ostrych zębów, ale wodnica chwytając się ich zdołała wspiąć się na szczyt i przejść na drugą stronę. Wtedy dziewczynka rzuciła za siebie lusterko, powstała z niego Góra Lustrzana, tak śliska, że wodnica nie mogła się na nią wdrapać. Pomyślała więc:
– Pobiegnę szybko do domu po siekierę i przerąbię tę Lustrzaną Górę na pół.
Zanim jednak wróciła i szkło rozbiła, dzieci uciekły już daleko i wodnica musiała znów zniknąć w swojej studni.
Baba Jaga
Była sobie raz dziewczynka bardzo samowolna i wścibska, a kiedy rodzice kazali jej coś zrobić, nigdy ich nie słuchała. Jakże więc mogło jej się życie dobrze ułożyć? Pewnego dnia powiedziała do swoich rodziców:
– Tyle słyszałam o Babie Jadze, bardzo bym chciała ją kiedyś odwiedzić. Ludzie powiadają, że jej dom jest taki niesamowity, że pełno w nim niezwykłych rzeczy. Strasznie jestem tego wszystkiego ciekawa.
Rodzice surowo jej tego zakazali, mówiąc:
– Baba Jaga jest złą kobietą i okropne wyprawia bezeceństwa. Jeśli do niej pójdziesz, przestaniesz być naszym dzieckiem.
Dziewczynka, nie zważając na zakaz rodziców, udała się jednak do Baby Jagi. Kiedy przed nią stanęła, Baba Jaga zapytała:
– Czemu jesteś taka blada?
– Ach – odparła dziewczynka, cała drżąca – przelękłam się tego, co zobaczyłam.
– A cóż ty takiego zobaczyłaś?
– Spotkałam na twojej ścieżce czarnego człowieka.
– To był węglarz.
– Potem spotkałam zielonego człowieka.
– To był myśliwy.
– Potem spotkałam człowieka jak krew czerwonego.
– To był rzeźnik.
– Ach, Babo Jago, tak mi się zrobiło straszno, kiedy zajrzałam przez okno i zamiast ciebie zobaczyłam diabła z ognistą głową.
– No, no, w takim razie widziałaś czarownicę w całej krasie. Długo już na ciebie czekałam, przydasz mi się, będziesz mi świecić.
To powiedziawszy zamieniła dziewczynkę w kawałek drewna, który wrzuciła do ognia. Kiedy drewno buchnęło wielkim płomieniem, usiadła przy kominie, żeby się dobrze rozgrzać i rzekła:
– Dopiero teraz jest naprawdę jasno!
Pierwsza opowieść łączy motyw Baby Jagi z motywem wodnika, topielca czy utopca, do tego ewidentnie widać wspólne korzenie z Babą Jagą z Wasyli. Druga opowieść, którą stała się inspiracją dla „Z popielnika na Wojtusia”, ma motywy o dziwnych ludziach koło chatki Baby Jagi, a także klimat i elementy dziwnie znajome. Motywy miejsc, gdzie dzieciom nie wolno chodzić bo jest tam wiedźma, przypomina nawet dość ekstremalną postać – Cychodzę – babę z sadów, która mieli ludzi tłuczkiem, gdy wejdą do sadu. Mity takie w przeszłości skutecznie odpędzały ludzi do wchodzenia w nieciekawe miejsca, a także wynikały z tego, że jak nie wiadomo co tam jest – to może być wszystko – element typowo wschodnioeuropejski, pełny tajemnic, zaś na zachodzie wszystko było od początku jasne i przejrzyste, tak jak w np. Grecji. Swoją drogą – motyw Wodnicy został bodajże wykorzystany w jednym z odcinków Żwirka i Muchomorka.
Może jeszcze jeden mit na próbkę:
Było sobie niegdyś uparte dziecko, a nie robiło nic, czego chciałaby matka. Dlatego nie miał w nim Bóg upodobania, zesłał nań chorobę i żaden lekarz nie umiał mu pomóc. Wnet leżało na łożu śmierci. Gdy opuszczono je do grobu i przykryto ziemią, nagle wyłoniła się z niej rączka i sięgała w górę, a przysypywanie jej świeżą ziemią nic nie dawało. Rączka ciągle wychodziła na wierzch. Matka musiała tedy podejść do grobu i chłostać rączkę rózgą, a gdy to uczyniła, rączka schowała się i dziecko odnalazło swój pokój pod ziemią.
Ewidentnie widać tutaj obecną u Słowian czy Węgrów wiarę w ghule/upiory czyli zmarłych, wychodzących z pod ziemi w przypadku, gdy zmarły nie został poddany kremacji. Motyw taki został wykorzystany przez Kubańsko-Litewskiego reżysera do stworzenia „Nocy żywych trupów”, które potem zaczęto nazywać haitańskim mianem Zombie (w rzeczywistości Zombie nie był postaciami demonicznymi, lecz marionetkowymi ciałami mającymi ślepo służyć osobie, która je poruszyła, podobnie jak gliniane Golemy z kabały)
Temat Jasia i Małgosi poruszać nie trzeba bo to prawdziwa (nomen omen) legenda wystąpień Baby Jagi. Występuje w dwóch wersjach – w jednej zamiast wiedźmy jest diabeł.
Trzeba dodać, że Hesja skąd pochodzili Grimowie, były głównie protestancką krainą, gdzie mniej kościół adaptował dawne wierzenia – nic więc dziwnego, że w poszukiwaniu folkloru musieli udać się na wschód.
Jeszcze fragment innej historii:
W dawnych czasach, kiedy pragnienia jeszcze się spełniały, stara czarownica rzuciła urok na królewskiego syna, tak że musiał siedzieć w wielkim żelaznym piecu w głębi lasu. Spędził tam wiele lat i nikt nie mógł go wyzwolić. Pewnego razu królewna poszła na spacer do lasu, ale zabłądziła i nie mogła trafić z powrotem do państwa swego ojca: przez dziewięć dni chodziła po lesie, aż stanęła przed żelaznym piecem. Nagle usłyszała dobywający się ze środka głos:
Piec jako więzienie – co ciekawe, u Słowian to jedyny przypadek kiedy słowo piekło jest związane etymologicznie z ogniem, a nie otchłanią. Początkowo piekło, było związane ze słowem pieczara, a piec pochodziło od rdzenia oznaczającego to samo co angielskie „hole”, lecz nastąpiło sprzężenie zwrotne, co sprawiło że piekło zaczęto utożsamiać z pieczeniem, gdyż słowo te zaczęto utożsamiać z ogniem, a nie dziurą przez właśnie takie sprzężenie zwrotne. Bezpośrednio postacią powiązaną był czat, który miał widły, które były de facto często trójzębem, który pochodzi od religii ałtajskich (szczególnie tengryzmu, wpisania jest w niego tamga).
Pozostaje jednak kwestia konfliktu na linii Bracia Grimm – Perrault. Jakiś czas przed powstaniem zbiorów Braci Grimm, wydano w Paryżu „Opowieści z dawnych czasów”, które potem zaczęto przypisywać Perraultowi. Ich autor jest de facto nieznany, lecz Grimmowie uznawali, że to zebrane przez nich historię są właśnie oryginalnymi, a ich pierwowzory trafiły w jakiś sposób do Francji już wcześniej, gdzie je wydano oraz zmodyfikowano. Opowieści dawnych lat były zbiorami historii europejskich, a nie autorskimi tworami Perraulta, ani nawet ustnymi historiami z terenów Francji! Twierdzili, że historie które usłyszeli od chłopów, są starymi historiami, których nie mogli wymyślić Francuzi, chociaż poddali je dziwnym modyfikacją. Po długiej analizie i wielu latach doświadczenia byli pewni, że doszło w pewnym stopniu do nadinterpretacji. I niewątpliwie Bracia mieli rację. To samo dotyczy Basile, czy Starpoli który też był kompilatorem historii europejskich. Motyw na „narodowość” nastała dopiero w romantyźmie, wcześniej zbierano ogólnopmtnyntalnie. Co ciekawe – Basile umieścił w spisie jedną historię pochodzącą z Chin, którą porównano potem do historii o Kopciuszku.
Zacznijmy chociażby o wspomnianym wcześniej Kopciuszku czyli Aschenputtel. Oryginał Braci Grimm, przekazywany drogą ustną zawiera wątki dość brutalne, typowe dla mitologii słowiańskiej. Rozbudowana historia, brak cenzury, magiczne drzewo wydające się przechowywać ducha zmarłej matki (odpowiednik lalki z Wasylii, oraz motyw opętywania drzew), gołębie które pomagają w porządkach i ostatecznie wydzióbują oczy antagonistkom. W wersji „Perraulta” historia jest radykalnie skrócona, historia kończy się wraz z pantofelkiem, a trzy przyjęcia zostają zastąpione jednym. Pojawia się „wróżka chrzestna” oraz dyniowa-karoca. Być może dwie ostatnie elementy, mają rodowód wschodni lecz i tak ma się wrażenie, że nie powstało to we Francji. Skrócona wersja Perraulta, wydaje się cenzurować motywy szamanistyczne, a zazwyczaj to skrócone wersje są drugie (Grimmowie w niektórych wydaniach skrócili wątki, by nie było zbyt dużo brutalności). Do tego w oryginale Braci Grimm, zaklęcie przestaje działać, gdy zachodzi słońce (u słowian, po zachodzie słońca zaczęły działać siły demoniczne) co jest mocno pierwotną wersją, odnośnie wyznaczania czasu. Z kolei we „Opowieściach dawnych lat” mamy nowomodną godzinę 12:00, nie wchód słońca, nie pełnia księżyca tylko godzina północna, związana z nowoczesnym pomiarem czasu, szczególnie w Anglii i Francji. Doszukując się opowieści o kopciuszku, jeśli spróbujemy doszukać się historii o pewnych, chociaż małych elementach analogii (i to nawet bez sprawdzania kwestii autentyczności zapisu), to doliczymy się się dwóch zachodnio-środkowoeuropejskich wersji, dwóch bliskowschodnich i aż ośmiu azjatyckich (Syberia, daleki wschód)! Z czego te ostatnie mają najwięcej podobnych elementów. W kwestii Wasyli jest to sprawa osobna. Trzeba ponadto dodać, że Bracia Grimm w kwestii potwierdzenia autentyczności swojej wersji o Kopciuszku kontaktowali się między innymi z Czechami, którzy mieli im doradzić w kwestii tradycji Słowiańskiej, co świadczy o intensywnym działaniu na Austro-Węgrzech i Śląsku, których Słowianie z pochodzenia stanowili większość ludności. On zaś potwierdził kwestię u Polaków, dodając odpowiedniki różnych mitów Czech i Polski – nawet Lublina. Polak z którym się kontaktowali pośrednio Grimmowie, stwierdził, że oryginał „Ashenpudela” jest w polskich przekazach ludowych popularny i nazywa się „Popieuszek”, a nawet próbowano go odprawiać jako przedstawiania. Przekazów ustnych nie potwierdzono dokładnie w źródłach, tak samo jak i scenariusza dramatu „Popieuszka”, lecz nie ma wątpliwości, że Czeski badacz nie kłamał, a obecność wątku w rosyjskiej Wasylii tylko potwierdza sytuację.
Jeszcze ciekawiej jest w przypadku „Śpiącej Królewny”, gdzie Bracia Grimm jednoznacznie stwierdzili, że autor „Opowieści dawnych lat” zmieszali wersję oryginalną z inną historią. Oprócz wątków Grimmskich, takich jak wróżki, asystujące przy narodzinach córki (które kojarzą się mocno z Rodzianicami), żabą zwiastującą narodziny córki (popularny motyw u Słowian – od mitów, przez posążki, po sieć sklepów), aż po wiedźmę i motyw dusz bliźniaczych (wskrzeszenie za pomocą pocałunku). Trzeba jednak powiedzieć, że wersja Perraulta jest tym razem dłuższa i… całkowicie wyrwana z kontekstu. Po dotarciu do królewny, nagle załamuje się porządek wstęp-rozwinięcie-zakończenie i zaczyna się nowy wątek, jak niemal w komedii romantycznej. Przez drugie tyle czasu, występuje druga opowieść, w której dochodzi do wyrwanych z kontekstu, dziwnych rzeczy, zmienia się rodzaj narracji jakby ktoś dopisał, między innymi pojawia się też motyw, iż jedna z postaci pochodzi od Ogrów, co jest celtyckim elementem, z mitologii Galów (poniekąd odpowiednik brytyjskiego Orka), i to nie obecnym u Grimmów, pojawia się motyw francuskiego dania, a ostatecznie na zakończeniu pojawia się wierszowany wpis, w którym narrator wątpi, by jakakolwiek współczesna kobieta mogła przez sto lat czekać na męża. Stwierdza też, że małżeństwo zawarte w późniejszym wieku też może być szczęśliwe, ale nie sądzi, by ktokolwiek jego rady posłuchał. Dokładnie widać „szef” pomiędzy „starą opowieścią” a fantazją francuskich pisarzy, w typowych dla nich stylu, odmiennej klimatem, do tego kończącej się czymś w rodzaju morału na poziomie i stylu fraszki Kochanowskiego, o pijaństwie. Mit, nagle zmienia się w coś w stylu „Świata Według Kiepskich” czy kabaretu, ewidentnie pachnie Molièrem. Tym samym nie należy się dziwić, że Bracia Grimm mogli oskarżyć autorów, o zmodyfikowania historii i wydanie jej jako autentyk. Jeśli zaś mówić o szwie, to warto dodać że bardzo często występuje szewc jako główny bohater, u Braci i wykazuje się sprytem. Z kolei jeden z najbardziej znanych mitów słowiańskich, to mit o Szewcu Dratewce, jednej z dwóch głównych wariantów mitu o Smoku Wawelskim.
Co z kwestią Czerwonego Kapturka, czyli trzeciego już konfliktu Perrault-Grimm? Teoretycznie można by doszukiwać się źródeł tej legendy, w postaci lęku przed lasem i wilkami, tyle że szybko odpada taka teoria jeśli zdamy sobie sprawę, że we Francji wilki praktycznie nie występowały – ograniczone były w zasadzie do wąskiego kawałka ziemi pomiędzy granicą z Włochami, a Morzem do tego lasy we Francji, ustępowały „celtyckim” równinom z pagórkami i głazami, oraz fiordami. Obszar najbliższy na wschód, gdzie występowały wilki i były lasy to… Brandenburgia, Łużyce, a także pruska prowincja Pommern i Osternprussen. We wszystkich z nich mówiono po niemiecku, a na dodatek były słowiańskie z kultury i pochodzenia. Do tego wierzono w tym regionie w jeszcze inną „humanizację” tych stworzeń – Wilkołaki. Czyli wszystko się zgadza na korzyść Grimmów i jednocześnie na korzyść Słowian.
Inną kwestią są historie takie jak „Jaś i magiczna fasola” (któremu przypisuje się podobieństwo do mitów Indyjskich) oraz „Kot w butach”. Widać więc że Perrault używał historii sięgnął po kilka mitów pochodzących z drugiej strony Łaby (a może i wcześniej, biorąc pod uwagę iż przed rewolucją demograficzną w Zagłębiu Ruhry, granica Słowian była jeszcze bardziej wysunięta na zachód) – czyli Grimowie mieli rację. Po za tym warto dodać, że o ile na Wschodzie Europy baśnie były otaczane szacunkiem religijnym, będąc elementem dawnej mitologii, wyjaśniające funkcjonowanie społeczeństw i przyrody (choćby fakt, że mitem o Pani Zimie tłumaczono powstawanie śniegu – miała ona trzepać poduszki), to o tyle we Francji nazywane je już w XVIII wieku „Historiami Babci Gąski” ludowym określeniem nieprawdopodobnych, nieprawdziwych, niegodnych uwagi opowieści, zwany wulgarnie „Opowieściami starej baby”. Czy gdyby te historie pochodziły realnie z przekazów ustnych, związanych z mitologią Celtów, Galów, wówczas Francuzi podchodzili by do nich tka ksenofobiczne? Zdecydowanie nie.
Nie znaczy to jednak, że wśród bajek braci Grimm nie znalazło się nic z rdzennych Niemiec. Heroiczna opowieść Siedmiu Zuchów ze Szwabii (nasuwająca skojarzenia z westernem Siedem Wspaniałych) i historia Flecisty z Hammeln – oba te historie zostały spisane 300 lat przed Grimmami. Problem w tym że „Siedmiu Zuchów ze Szwabii” wcale nie pochodzi ze Szwabii! Szwabia była w kręgach niemieckojezycznych czymś co dla Polski jest „Podlasie” – robiono żarty, w którym ludność z „Szwabii” robi coś głupiego. Wraz z Kotem czy Jasiem, wydają się należeć do jednego kręgu kulturowego. Jeśli zaś zachodnia ludność próbuje stworzyć z opowieści „chaotyczno-heroicznej” coś bardziej „dziwnego” to wychodzą wątki w stylu „Charlie i Fabryka Czekolady”, co widać w sumie w zakończeniu wątku Hameln (co ciekawe, jest tutaj wskazana lokalizacja – to ewenement u Grimmów). Muzykanci z Bremy też wydają się jakoś związani z tematem, choć w sumie ciężko powiedzieć może to być wyjątek (bowiem mówiący osioł pojawia się po raz pierwszy w… Biblii, gdzie odzywa się kiedy ma niedobrego pana).
Często w ilustracjach do Braci Grimm pojawiają się postacią ze specyficzną szpiczastą czapką, kojarzoną z Niemcami, szczególnie południowymi, bądź Holandia czasami tiarą. Trzeba jednak dodać, że to oryginalnie było wschodnie nakrycie głowy, szczególnie popularne wśród Tatarów (nawet welon ślubny to Tatarski twór), zaś wykopaliska pokazują, że taka czapka była już w starożytności i czasach pogańskich stosowana w Europie Wschodniej, widać to na Światowidzie ze Zbrucza, idolu z Połabian czy nawet znacznie starszych wykopaliskach.
Można jeszcze zwrócić uwagę, że masowe występowanie mówiących zwierząt w Grimmach można uznać za nadprzyrodzoność samą w sobie. Takie same występuje w Bajkach Ignacego Krasińskiego oraz Ezopa z Lublina. Być może były to wierszyki, a być może też formy mitów – bowiem mity o mówiących zwierzętach występują masowo w Syberii, a także u Indian (w jednym z mitów, świat miał stworzyć… Niedźwiedź). Po za tym kilka bajek Ezopa znalazło odzwierciedlenie w baśniach ukraińskich. Trzeba dodać, że Ezopa często myli się z Bieratą z Lublina, który opublikował swoje baśnie, do których dodał część bajek Ezopa. Słowiańskie pochodzenie, także oryginalnego Ezopa jest jednak wielce prawdopodobne, biorąc pod uwagę zbieżność roli np. Wilka czy Lisa w tworach Ezopa, baśniach Rosji i pokrewnych do Rosji baśniach Syberii (Syberyjczycy nie mogli mieć kontaktu z Ezopem), oraz fakt że jeśli dodać gen R1a, I2 i G (trzy typowe dla Słowian i ludów wschodniej Europy, które występują też w Grecji) to wychodzi na to że Słowianie-Europejczycy wschodni stanowili, aż połowę populacji Grecji (szczególnie północ) zaś biorąc pod uwagę, że do cywilizacji Greckiej należała wcześniej też Macedonia Północna i Tracja (Bułgaria) to przekroczy to połowę! O ile architektura, mitologia czy rzeźba Grecji była typowa dla bliskiego wschodu, to język jest już mieszany (są też analogie do Sanskrytu i Palijskiego, pokrewnego ze Słowiańskimi Językami, a przecież Grecki miał należeć do języków Kentum, a nie Satem!). Filozofia grecka nie jest podobna do bliskowschodniej, ani np. celtyckiej, ma sporo elementów przypominających raczej Indyjską, a przecież wiadomo że Ariowie ze północnych Indii, skąd pochodził np. Budda są bliskimi krewnymi Słowian. Do tego można dodać jeszcze zbieżność bajki „O żabie co chciała być królem” do Grimmowskich, Polskich czy Rosyjskich mitów o księciu zamienionym w żabę. Dlaczego to akurat w bajce o zwierzęciu co miało być królem, występuje akurat żaba? I czego w mitach wschodniej Europy, książę (czyli syn króla – dawniej księciem nazywa też władcę Słowian) jest akurat żabą? Na pewno nie jest to przypadek.
Pewne głosy mówiące o tym, że np. Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków, pochodzi z Włoch pozbawione są sensu, bowiem skoro Włosi mieli od tysięcy lat taką legendę, to czemu przez 1 000 lat istnienia Starożytnego Rzymu jej nie zapisano? Po za tym – co prawda istniały w Rzymie, bogowie którym składano ofiary w domu (chyba najbliższe krasnoludkom, choć woń to lekka) lecz nie było nic o istnieniu krasnoludków w lesie! Z kolei u Słowian mamy krasnoludki, skrzaty, bożęta, domowiki, ubożęta, poddziomki i inne związane z lasem. Patrząc na kwestię baśni, nie ulega wątpliwości że jest to gatunek wyłączny Słowianom i ludom pokrewnym ze Słowianami. Czasami mianem „Baśnie” określa się też inne historie (np. Arabskie czy niektóre legendy celtyckie) lecz to co innego. Choć w przypadku baśni 1001 nocy istnieje swoiste „connection”. Bowiem w chwili wydania ich, Imperium Perskie obejmowała swym zasięgiem sporo terenów na północ, z ludnością R1a – Uzbeków czy Pasztunów. Dzisiaj było by to ponad 60 mln osób (+10 mln mln osób o pochodzeniu północnym w 70 mln-owym Iranie), choć państwo obejmowało też Irak czy część Anatolii, to była też ludność R1a z części Afganistanu i Pakistanu. R1a posiadali też Słowianie na Połabiu, Prusach Austrii i Bawarii (ponad 45 mln słowiańskiej ludności niemieckojęzycznej z Czechami włącznie). Dlatego właśnie „Lampa Alladyna” oraz „O duchu z butelki” są podobne, choć oczywiście to tylko wyjątki. Mity Słowian to właśnie bajki/baśnie, tylko pod inną nazwą, bo słowo mit pochodzi z grecji, a słowo saga ze skandynawii. W stereotypie mit to opowieść, gdzie bogowie ze sobą walczą, dzielą świat między siebie, tworzą rody, płodzą olbrzymów/herosów i towarzyszą w aspekcie apokalispy bądź stworzenia świata na nowo – to nieprawda. Tak jest tylko w opowieściach bliskowschodnich w religiach „petetyczno-heroiczno-khaotycznych”. W innych mitologiach jest inaczej. Warto dodać, że częstym elementem tworzenia dowodów na istnienie rozprzestrzeniania się danej kultury, poprzez określenie jego źródła jest „efekt kropli atramentu na szybie”, gdzie źródło jest tym intensywniejsze, tym czarniejszy kolor. Zbiór polaka Oskara Kolberga zawiera 12 000 pieśni ludowych, 1920 podań i baśni ludowych, baśni (bez wyraźnej granicy), 2700 przysłów, 350 zagadek, 15 widowisk ludowych i wiele innych dokumentów etnograficznych. W porównaniu do Grimmów to nokaut. Do tego autor umieścił bardzo szczegółowe odnośniki do regionów, skąd zebrał opowieści, dzieląc je na wiele kultur (np. Mazury, Mazowsze, Śląsk, Kaszuby itd.). Całkowitym mistrzem był Mečislovas Davainis-Silvestraitis, który z Litwy zgromadził około 700 podań ludowych, 250 pieśni ludowych, 500 krótkich powiedzeń ludowych, 600 zaklęć pogańskich, 1000 opisów medycyny ludowej i ziół leczniczych.
Tak więc prezentuje się wkład Braci Grimm w rejestrację mitologii słowiańskiej. „Najbardziej zachodni kraniec Azji” czyli Połabie, Prusy, Karantania czy Słowianie Bawarscy zostali zarejestrowani właśnie przez nich. Co prawda 200 mitów Braci Grimm, wydaje się nie tak duże jak 640 mitów Afanasjeva, lecz Grimmowi mieli jednak pewną przewagę, która sprawiła że to oni stali się tak ważnym importerem mitologii słowiańskiej i to właśnie ta zachodnia próbka rozpowszechniła się w Europie i na świecie. Dlatego tak wiele mitów (Śnieżka, Kopciuszek, Roszpunka, Rumpelstik, Drzewo Jałowca) zostało zaadaptowane tak wiele razy. Hans Christian Andersen użył baśni Grimmów i innych baśni Słowian, jako inspiracje do stworzenia swoich historii autorskich (między innymi Królowa Śniegu inspirowana Śnieżynką, czy Mała Syrenka inspirowana mitem o Juracie czy mitem o Warszawie, nie było zaś inspiracji mitologią Skandynawską rodzimą autorowi), zaś motyw żywej lalki został wykorzystany przez Carla Colodiego do stworzenia książki o Pinokiu (początkowo miała kończyć się źle, gdyż autor chciał być „włoskim Szekspirem”, ale musiał zmienić zakończenie i dopisać nowe rozdziały) choć inspirował się też Biblią. Anglicy użyli motywów wschodnich, aby wyjaśnić własne motywy (krasnoludki zostały użyte w opowieści o „Pojeździe na parę”).
W czasach tych baśnie rejestrowano wśród Słowian niemieckojęzycznych, Słowian słowiańskojęzycznych, finów, ludów autajskich, a także w Norwegii gdzie duża ilość zarejestrowanych wynikała z obecności ogromnej ilości Lapończyków w kraju (co trzeci „Norweg” był związany z połową Polaków, a była jeszcze uralska haplogrupa N1c1) – to wyjaśnia za pewne popularność Krasnoludka w Norwegii, który wziął się od fińskiego stworzenia Tomtotu, którego przerobiono na Tomte/Nisse. Fala ruszyła i w tym okresie ewidentnie Europą rządzili Słowianie, Bałtowie i Ugrofinowie – to największy wówczas w historii tak masowy wpływ wschodu na zachód, od czasów średniowiecza.
Dzięki temu, że tak dużo Słowian przeszło na j.niemiecki (w owym czasie nawet 66% ludności niemieckojęzycznej!), Grimmowie mogli zarejestrować tą pozornie „niewielką” (większość znanych baśni Grimmów to około kilkunastu opowieści) część i rozpowszechnić ją po niemiecku, który z kolei łatwo tłumaczyło się na Angielski, a angielski stawał się wówczas już językiem globalnym. I jak tu się nie zgodzić, że germanizacja to jednak nie jest zła rzecz?
Biorąc pod uwagę skalę w jaką Grimowie wypromowali legendy Słowian, oraz to że ich historie nie pochodziły od Niemców, nie należy się dziwić – Słowianie oraz pokrewne z nimi ludy wschodnioeuropejskie obejmowali około 2/3 procent populacji Europy. To nie tyle że fakt ten odbiera dziedzictwo Niemcom. Po prostu to granice języka niemieckiego, przesunęły się na wschód i zaczęły dotyczyć innych od niemieckiej kultur – to taj jakby Niemcy wchłonęli kulturę większą od siebie i tyle, a bycie „Niemcem” mogło oznaczać i bycie Niemcem i bycie Słowianem i bycie Bełtem. Łączył ich tylko język, więzy polityczne, oraz przyjazne sąsiedztwo. W XIX wieku po niemiecku mówiło 40% Polaków, 70% Czechów, 95% Połabian, 99% Karantan, 99% Słowian Bawarskich – dziś było by to w sumie około 68% procent ludności nimieckojęzycznej, ze względu na dużą germanizację językową, a i także duże zaludnienie okolic Berlina, Lipska i Dolnego Śląska.
Warto teraz dodać kilka zbiorów motywów z Baśni Grimmów:
Skoro są publikacje próbujące uniewinnić Stalina, a czasami nawet Hitlera (!) to może czas aby zrobić to samo z Japonią? O ile w pierwszych dwóch przypadkach, można co najwyżej zredukować ilość winy, to w tym drugim przypadku należy de facto od nowa przepisać dane o Wojnie na Pacyfiku. Bowiem wszystko wskazuje, że obecna w Mass Mediach wersja, jest zwykłą mitologia prawdziwą w takim stopniu jak rosyjska Wielka Wojna Ojczyźniana.
Dziennik RP w artykule „Japońskie zwycięstwo po klęskę” ogłosił, że Japonia zrealizowało swój cel na wojnie, wypychając znienawidzoną UK, Francję i Holandię. To obecnie jedyna strona internetowa w Polsce, która jawnie stanęła po stronie Japońskiej ideologii podczas drugiej wojny światowej. Podają również informacje zawarte w jednym z japońskich muzeów, które przedstawia dowody świadczące o tym. Do takich wniosków można dojść samemu i przyznać rację tej stronie jak i temu muzeum. Coś w tym jest skoro niezależne osoby wpadają na ten sam wniosek.
W propagandzie alianckiej od końca drugiej wojny światowej, do następnych kilkunastu lat postulowało przekonanie, że celem Japonii w czasie II Wojny Światowej był „imperializm”, zaś oni próbowali ją powstrzymać, podobne tezy głosił przez lata PRL Związek Radziecki, który próbował wykorzystać to jako element propagandy przeciw Japonii, z którą stosunki miał napięte od dłuższego czasu. Problem, w tym że nie mato zbyt dużo wspólnego z prawdą.
Począwszy od XVII wieku Japonia uznała Europejczyków za zagrożenie najwyższego stopnia, gdy to rywalizacja wysłanników krajów protestanckich i katolickich, zaczęła rywalizować o wpływy w kraju, zaś Japonia zdecydowała się ich brutalnie wypędzić. Wybuchło powstanie chłopskie, którym broń dostarczyli Portugalczycy, znaleziono też bodajże Hiszpańskich szpiegów. Japończykom udało się stłumić powstanie i skazać jego uczestników za kolaborację i zdradę stanu. Ogłoszono stan wyjątkowy, nałożono embarga (z wyjątkiem Holandii, Korei, Ainów, Riukukańczykó i Chin), zamknięto granicę i postawiono kraj w stan najwyższej gotowości. Przyczyną był imperializm Hiszpanii, która podbiła Meksyk i pas And w Ameryce, a także wątpliwe zamiary innych państw.
Czy patrząc na rozmiar zbrodni dokonywanych przez Hiszpanów w Meksyku, Japonia mogła czuć się bezpieczna?
W XVIII, a szczególnie XIX wieku Japonia stopniowo zezwalała na kontakty zagraniczne. Szczególnie, że upadło Hiszpańskie Imperium Kolonialne, a Brytania i Francja nie zdążył jeszcze zbudować swojego, w formie jaką znamy. Kilkadziesiąt razy próbowano zgłośnić Japonię do handlu, część statków groziła Japonii armatami, zaś część kilkukrotnie ostrzelała jej porty, co tylko sprawiło że Japonia budowała nowe twierdze, rozkazano też samurajom na zabicie każdego obcokrajowca, który dotknie stopą ląy. Ostatecznie zezwolono na handel, w zamian za układ o nieagresji. Japonia prowadziła handel, brała udział w rewolucji przemysłowej, a także współpracowała z antagonistycznymi do zachodu Prusami i Rosją (z ostatnią – do momentu nieudanej inwazji Rosji na Sachalin, co było jawnym złamaniem traktatu) wysyłano szpiegów na każdy kontynent świata.
Czy kraje, które grożą innemu krajowi armatami i dokonują ataków terrorystycznych jako odwet, gdyż kraj się nie otworzył na handel, gdy się gdy zamknął się ze względu na totalitaryzm w Europie, mogą być uznane za poczytalne?
Sytuację zmienił wzrost ekspansji UK i Francji na przełomie XIX i XX-wieku. Skłoniło to Japonię do przygotowania się na rozstrzygnięcie konfliktu sprzed 300 lat. UK popadła w konflikt z Chinami o handel opium, czego efektem było wysłanie 10 000 żołnierzy na wielu statkach i Wojny Opiumowe. Ukazały one że UK może spróbować walczyć nawet z większymi od siebie. Francja stopniowo podporządkowywała sobie części Indochin Francuskich, a w 1912 roku zdobyła w wojnie Wietnamem i okolicami, zakładając marionetkowe Indochiny Francuskie. Do tego podczas Powstania Bokserów, siły Rosji wkroczyły do Mandżurii i tam już zostały. Wielka Brytania uzyskała częściową władzę na Malajami, a Holandia siłą zdobyła Sumatrę, Jawa, czy Flores. Jedynie większość Borneo, oparło się władzy Holenderskiej. Doszło też do inwazji na Birmę, w skutek której UK uzależniło ją od siebie jako Birmę Brytyjską, zaś USA okapywało Filipiny, W skutek tego Królestwo Tajlandii zostało otoczone i obawiało się że może stać się ofiarą państw Europejskich. Było to istotne dla Japonii, tym bardziej że Chiny zawierały traktaty z państwami Europy, na mocy których mogły one prowadzić wolny handel, przemieszczanie się statków, a nawet stacjonowanie wojsk. Część dzielnic Szangaju, zyskało działki dla obcych państw, a nie był to koniec. Przykładem był też Portshmount, gdzie stacjonował wojska rosyjskie. Działania te, zyskiwały poparcie dla Chin w oczach Europejczyków i skłaniało kupców do rozwijania biznesu w Chinach, jednak jednocześnie jednoznacznie stawiały Chiny w pozycji państwa współpracującej z kolonistami i dający im doskonałą bazę wypadową w drodze do podboju Japonii. Ogromnie liczne siły Chińskie mogły spokojnie nie bać się o okupację europejczyków, lecz mimo tego Cesarz wolał dogadywać się z kolonistami, obiecując im różnego rodzaju łapówki, ulgi i koncesje. Bardziej niż kiedykolwiek, pojawiło się zagrożenie ataku na Japonię (a także Tajlandię) przez Europę. Korea pozostałą neutralna w konflikcie, zaś Chiny współpracowały z Europejczykami w zamian za korzyści importowe i inwestycyjne.
Skoro USA miało mieć dobre intencje – czemu ciągle okupywała Filipiny?
Skoro Holandia najechała na Indonezję, Anglia na Birmę, a Francje na Tajnlandię to czy Japonia mogła czuć się spokojna, że nie będzie następna?
Czy kraj taki jak Chiny, który dawał Europejczykom wszelkie ustępstwa, mimo że z 4 miliową armią 1/3 PKB świata mógł robić co chce, zapewniał Japonii bezpieczeństwo czy też narażał ją na atak ze strony Europy?
Po zwycięstwie nad Rosją, Japonia postrzegana była jako potencjalne kontruderzenie na wszelki imperializm. W latach 20-stych i 30-stych, prasa japońska szeroko poruszała problem rządzenia Wietnamu czy Birmy przez Francję i UK zarzucając im rasizm. Zwróciła również uwagę na złe traktowanie azjatyckich imigrantów przez władze Australii i Kanady.
Po za tym Japonia nie uznawała praw Chin do Mongolii i Mandżurii.
Na przełomie wieków Rosja zaatakowała Sachalin, Hokaido i Kuryle, została jednak wyparta szybko przez Cesarską Armię Japońską, a statki rosyjskie zatopione, także te znajdujące się koło wybrzeży Chin. Spowodowało to szeroki odzew anty-kolonialistów chwalący Japonię i uważając ją za doskonałe „antidotum” na ich zapędy. Padł też mit niepokonanej Rosji.
W krótce wybuchła I Wojna Chińsko Japońska, gdyż Japonia uznała, iż wyspy Riukyukan dokonały separatyzmu od Japonii wieki temu (jako efekt wygnanego 1 200 lat temu ważnego samuraja-zbiega), a także armia zajęła chińską wyspę Taiwan, wycofując koncesje europejskie na tym terenie.
Japonia na przełomie wieków odebrała Europejczykom część wysp na Pacyfiku, a trakcie I Wojny Światowej zlikwidowała kolonie II Rzeszy na Oceanii.
W roku 1915 Cesarstwo ogłosiło ultimatum wobec Chin – zażądało wypowiedzenia wszelkich traktatów z Francją, Wielką Brytanią, Holandią i innymi państwami Europy jakie zawarła.
Rząd Chin nie odda, ani nie wydzierżawi, żadnemu innemu Mocarstwu, żadnej przystani, zatoki ani wyspy wzdłuż wybrzeża Chin.
Japonia żądała nie tylko wypędzenia wojsk Europejskich, ale też zaproponowała że wyśle Chinom uzbrojenie potrzebne do ewentualnego ataku Europejczyków. Chiny jednak nie spełnił prośby i dalej utrzymywały wojska Europejskie w Chinach, tym bardziej że po Powstaniu Bokserów, kiedy to zaatakowany ambasady ich ilość się zwiększyła.
Czy kraj taki jak Chiny, który dawał Europejczykom wszelkie ustępstwa, mimo że z 4 miliową armią 1/3 PKB świata mógł robić co chce, zapewniał Japonii bezpieczeństwo czy też narażał ją na atak ze strony Europy?
W 1931-1933 roku siły Japonii wkroczyły do Mandżurii, zabijajające wojska radzieckie i pro-rosyjskich bojowników, a w 1935 wypędziła je z zachodniej flanki. 1937 roku Armia Kwantuńska dokonała prowokacji w Mandżurii by zmylić Chińczyków, a Cesarska Armia Japońska wkroczyła do do Chin, ustanawiając Królestwo Mandżurii i ustawiając u władzy lokalnego przywódcę Aisiana-Gioro Puyi tym samym zapobiegając potencjalnemu zajęciu terenu przez ZSRR.
Skoro Rosjanie okupywali Mandżurię, a Chiny nie reagowały, to czy Japonia może być uznana za agresora, skoro mimo sprzeciwu Chin, zapewniła odmarsz obcych wojsk, nielegalnie przebywający w Chinach? Jaki inny wybór niż założenie Mandżurii mieli Japończycy, skoro Chiny nie dbały o własną prowincję?Czy obecność ZSRR w Mandżurii nie zagrażało bezpieczeństwu Japonii, która niedawno została przez Rosję zaatakowana?
W 1938 wojska japońskie wkroczył do głównych Chin, zajmując w okupacji wybrzeża i w krótkim czasie pokonując stacjonujące tam wojska europejskie czy amerykańskie, likwidując też wszystkie posiadłości działek w Szanghaju należące do Europejczyków i całkowicie niszcząc ich kapitał, zatapiając statki handlowe, i burząc ambasady, zabijając kontyngeny europejskie. Na północnej części wybrzeży Japonia zamontowała kolaborancki rząd, który miał zapobiec próbie odzyskania posiadłości przez Europejczyków, zaś wybrzeża południowe zajęła ramia japońska. Armia Chin, została uznana za zdrajcę i kolaboranta Europejczykami pokonana w wielu bitwach, w tym Oblężeniu Nankinu.
Cesarstwo Japonii zaznaczało, że to elita Chin, taka jak dawny Cesarz doprowadziła do ograniczeń Chin, w zamian za korzyści finansowe i że nie mogą oni reprezentować interesów całego narodu Chińskiego. Do tego w momencie przeprowadzania akcji istotne był też ruchy na rzecz wolnego Tybetu i kraju Ujgurów, które wsparły Japonię. Współpracowano również z Chińską Armią Kolaboracyjną. Biorąc jednak pod uwagę obecność w Chinach też organizacji komunistycznych, oraz status prowincji Tybetu – wielowładza w Chinach nie była w tym okresie czymś niezwykłym.
W 1940 roku Japonia podczas konferencji prasowej potwierdziła wojnę jako walkę między rasą żółtą, a białą. Minister spraw zagranicznych Yōsuke Matsuoka stwierdził na konferencji prasowej w 1940 roku, że „Misją Naordu Yamato jest zapobieganie diabelstwu rasy ludzkiej, uratowanie jej przed zniszczeniem i poprowadzenie jej do światła świata”. Wiele ludzi w azjatyckich koloniach mocarstw europejskich powitali Japończyków jako wyzwolicieli od Europejczyków.
W 1940 roku Japonia, wraz z Wietnamską Narodową Ligą Odrodzenia zlikwidowała Indochiny Francuskie, zabijając, rozbrajając, bądź biorąc do niewoli ponad 80 000 żołnierzy Francuskich. W tym samym roku proklamowała powstanie „Strefy Wspólnego Dobrobytu Wielkiej Azji Wschodniej”. Sojuszu antykolonialnego pod przywództwem Japonii. Rozpoczęła też likwidację kolonialnej administracji na wyspach Oceanii, skutecznie likwidując kolonie Brytyjskie na Oceanii. Zabito wszelkich, europejskich urzędników kolonialnych, aby zapobiec potencjalnej kontroli tych terenów przez okupantów europejskich w przyszłości. Nawiązywała współpracę z dziesiątkami organizacji niepodległościowych na terenie Azji południowo-wschodniej.
Skoro Japonia zlikwidowała Francuzów okupujących bezprawnie obce państwa, wraz z jednostkami które były w stanie reprezentować ich narody, to czy można uznać ją za agresora?
W 1941 Japonia napadła na Pearl Harbor wykorzystując przewagę militarną nad USA i zniszczyła 18 statków w bazie, oraz 347 samolotów stojących na lotniskach i lotniskowcach. Nawiązała również symboliczny sojusz z III Rzeszą, razem uznając Zachód za wspólne zagrożenie (nie wzięła jednak udziału w walkach w Europie).
Skoro USA okupowało Filipiny, to czy nie bezpieczniej było dla Filipin i Japonii, że zaatakowała głównę bazę wypadową kraju-okupanta?
W 1941-1942 roku Japonia najechała na Holenderskie Indie Wschodnie, likwidując administrację kolonialną, oraz zabijając wojska Holendrów, UK, USA, Australii, Nowej Zelandii i Portugalii. Zabito 148,000 żołnierzy, strącono 234 samoloty, zatopiono bądź uprowadzono 74 statki, tracąc przy tym tylko 800 z 100 000 własnego kontyngensu. Utworzono komitet Badan Penyelidik Usaha Persiapan Kemerdekaan Indonesia (BPUPKI) pod dowództwem władzy pro-japońskiego Sukarno, powstały podlegające mu organizacje zbrojne Pembela Tanah Air (PETA) i Barisan Hizbullah, Sukarno w 1942 r. stworzył formułę „Trzech A” – Japonia Światło Azji, Japonia Obrońca Azji i Japonia Przywódca Azji.
Skoro Holandia okupywała od początku XX wieku Indonezję powołując się na konwencję wiedeńską, której Indonezja nie była stroną, to czy Japonia nie miała przypadkiem prawa interweniować, tym bardziej że miała sojuszników w Indonezji?
W tym samych latach około 150 000 żołnierzy japońskich prowadziło walkę na Filipinach, ostatecznie eliminując kolonię amerykańską na wyspach, zabijając 150 000 żołnierzy amerykańskich, o kolejnych biorąc do niewoli, zadając wysokie straty w sprzęcie. 108 czołgów zostało zniszczonych bądź przechwyconych, a 277 samolotów alianckich zostało strąconych. Wspomagał ich Komitet Niepodległości Filipin, utworzono także takie organizacje militarne jak Bisig Bakal ng Tagala, Makapili, Policja Filipińska, KALIBAPI.
Takie same sukcesy osiągnięto w Malajach, i szybko zlikwidowano wojska i doradców brytyjskich przez Japończyków, Tajlandczyków oraz Unię Młodych Malajów i partyzantki komunistyczne. Siły Brytyjskie, Holenderskie, Indii Brytyjskich, Australi i nowej Zelandii zostały rozbite, tracąc 138 000 żołnierzy. Padł też Singapur, gdzie UK, Australia i Nowa Zelandia straciły 80 000 żołnierzy. W obu przypadkach, straty Japończyków były nieliczn. Japonia zorganizowała w Malezji kolejne, lokalne anty-kolonialne armie: Giyu-gun, Fujinkai, Jikeidan, Seinendan, Gokkukotai, Keibodan.
Aby uniemożliwić Australii wsparcie UK, prowadzono rajdy na wybrzeża, zabijając kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy Południowego Lądu, zaś w momencie dekolonizacji wybrzeży Papui zabito około 50 000 żołnierzy Brytyjskich.
Jakim prawem ktokolwiek mógł ogłosić Papuę-Protektoratem czy Terytorium Mandatowym, skoro nie miał zgody miejscowych władców?
Prowadzono też walki w okolicach Indii. W Japończycy, wraz z Tajlandczykami oraz Birmańską Armią Niepodległościową zlikwidowali Birmę Brytyjską, zabijając 200 000 żołnierzy alianckich, niszcząc 206 samolotów i 200 czołgów (głównie Brytyjskich). Razem z Birmańską Armią niepodległościową utworzyli Państwo Birmy.
Po dekolonizacji Papui doszło do intensywnych walk na wyspach Salomona. USA i UK próbowały zapobiec dekolonizacji wysp, więc Japonia zmusiła ich siłą niszcząc 40 statków, oraz strącając gigantyczną liczbę ponad 800 samolotów.
Porażki armii Brytyjskiej i Francuskiej doprowadziły do osłabienia pozycji tych krajów na Bliskim Wschodzie oraz umocnieniu pozycji ruchów antykolonialnych, które poparły idę Japońską. Wówczas to władzę Brytyjczyków zrzucił Jordan, Kuwejt, Irak, oraz różne, mniejsze państwa arabskie. Doszło do nasilenia się ruchów żądających zerwania przez Indie powiazań z UK (połowa Indii znajdowała się pod kontrolą UK, wspieraną przez kilkanaście królestw Indyjskich), zaś w Afryce nasiliły się ruchy antykolonialne i zaczęły się przygotowania do wyparcia Brytyjczyków, Francuzów i innych Europejczyków z Czarnego Lądu.
W 1941 do wszystkich żołnierzy wysłano broszury:
Ci biali ludzie spodziewają się, że od chwili, gdy wyjdą z łona swoich matek, zostaną im przydzielone mniej więcej dziesiątki tubylców jako ich osobiści niewolnicy. Czy to naprawdę boska wola?
W 1943 roku doszło do Konferencji Wielkiej Azji, w której przedstawiciele Birmy, Tajlandii, Japonii, Filipin oraz kolaborantów Chińskich oświadczyły jednoznacznie:
Podstawową zasadą ustanowienia pokoju na świecie jest to, że każdy z narodów świata ma swoje właściwe miejsce i cieszy się wspólnym dobrobytem dzięki wzajemnej pomocy i pomocy. Stany Zjednoczone Ameryki i Imperium Brytyjskie w dążeniu do własnego dobrobytu uciskały inne narody i ludy. Zwłaszcza w Azji Wschodniej oddawali się nienasyconej agresji i wyzyskowi, starając się zaspokoić nadmierną ambicję zniewolenia całego regionu, aż w końcu poważnie zagrozili stabilności Azji Wschodniej. Na tym polega przyczyna niedawnej wojny. Kraje Wielkiej Azji Wschodniej, mając na względzie przyczynienie się do sprawy pokoju światowego, zobowiązują się współpracować w celu pomyślnego zakończenia wojny w Wielkiej Azji Wschodniej, wyzwolenia ich regionu z jarzma dominacji brytyjsko-amerykańskiej i zapewnienia ich samoistność i samoobronę oraz budowanie Wielkiej Azji Wschodniej.
Prócz państw i ich reprezentantów w postaci ministrów i prezydentów, uznano też kilka innych organizacji.
W 1945 roku ustalono dokładną kwestię państwowości na terenie dawnych Indochin Francuskich – Japończycy ustalili trzy państwa: Cesarstwo Wietnamu, Królestwo Kambodży, Królestwo Luan Prabang (Laos). Kraje te były już na początku mocno niezalężeni od decyzji Japonii, wcześniej zanim usamodzielniała się reszta, zaś Japonia zezwalała na ruchy komunistyczne na północy Wietnamu (podobnie jak w rejonie północnej Birmy) wiedząc że dodatkowa siłą zabezpieczy te kraje przed konkwistą z rąk Francuzów lub Anglików.
Czy kraj który oferuje innym niepodległość, może być uznany za dążący do imperializmu, gdyż z każdym rokiem zmniejszał swoją kontrole bezpośrednią nad tym krajem?
W 1945 członkami Wspólnej Strefy Dobrobytu Wielkiej Azji Wschodniej byli:
• Cesarstwo Japonii, rządzona przez Cesarza Hirohito • Cesarstwo Mandżurii rządzone przez Cesarza Puyego Kangde • Państwo Mengijang rządzone przez Demchugdongruba • Państwo Wang Jingwa • Druga Republika Filipin rządzona przez prezydenta José P. Laurela (był on Filipińczykiem mimo nazwiska) • Cesarstwo Wietnamu, rządzone przez cesarza Bảo Đạia • Królestwo Kambodży, rządzone przez Norodoma Sihanouka • Królestwo Luan Prabang (Laos) rządzone przez księcia Phetxarāta • Państwo Birmy rządzone przez Ba Mawa • Królestwo Tajlandii, rządzone przez Feldmarszałka Plaeka Phibunsongkhrama • Prowincjonalny Rząd Wolnych Indii, rządzony przez Subhasa Chandra Bose (obecnie bohater narodowy w Indiach
Oprócz tego do strefy zaliczały się między innymi organizacje dowodzone przez: • Księcia Yi Eun z Domu Cesarskiego w Korei w Generalnym Gubernatorstwie Korei • Sułtana Ibrrahim i Sułtana Musa Ghiatuddin Riayat Shaha (Malezja) • Sukarno (Indoenzja) • Muhammada Amin Bughra, emira Pierwszej Republiki Wschodniego Turkestanu (Ujguria).
Alianci podczas Konferencji Poczdamskiej zadeklarowały, że chcą aby Japonia spełniła kilka warunków: zaprzestanie walk, odrzucenie zwierzchnictwa nad terenami okupowanymi, zmniejszenie autorytetu i wpływów osób głoszących imperializm, zapewnienie wolności słowa i religii, a także pozwolenie pojmanum żołnierzom japońskim na powrót do domu, kiedy ci odejdą od walk, oraz zagwarantowali nienaruszalności wysp Japońskich. Dodali, że inną alternatywą dla Japonii jest porażka w walce. Dla Cesarstwa, które przetrwało jednak tsunami i huragany, wojna była czymś szczególnie łagodnym i nie zrobiła na nich wrażenia. Dla nich najważniejsze było co innego – zapewnić sobie, że jakiekolwiek państwo w Azji nie będzie nigdy niczyją kolonią, a państwa Europejskie nigdy nie wynajmą w Chinach działek. Wszystko to mogło w przyszłości stanowić zagrożenie dla Japonii, ale Europa nie zamierzała rezygnować z kolonii.
Delegaci wybrali się do ZSRR aby zaproponować Stalinowi (neutralnym w kwesti wojny na Pacyfiku) o negocjacje z aliantami w kwestii potencjalnego rozejmu, ten jednak potajemnie umawiał się zarówno z Japonią jak i z Aliantami, którzy chcieli aby zaangażowany w komunizację Europy kraj, walczył z Japonią.
Latem po zakończeniu wojny w Europie państwa Alianckie, skondensowały uderzenia na linii Pacyfiku. Wzięły w tym udział USA, Holandia, UK, Francja, Australia, Nowa Zelandia i inne kraje (także Chińczycy).
Największe bombardowanie w historii świata dokonane na jednym z wybrzeży (800 000 000 bomb), doprowadziło do śmierci co najwyżej 2% populacji miasta 6 milionowego miasta, które było celem. Po pierwszym miesiącu skończyły się bomby zapalne, a po trzech miesiącach – wszystkie zapasy bomb klasycznych. W maju naloty i minowania powietrzne w jednej chwilę stanęły z braku amunicji. W Japonii leżało ponad 700 wraków strąconych przez japońskie OPL amerykańskich samolotów w trakcie tej akcji.
Ponadto, gdy zauważymy, że uwzględnimy zniszczenia w granicach miasta, patrząc na gęstość zabudowy, a nie granice realne (zabudowa rozwijała się tak szybko, że nie nadążano za włączaniem jej do miasta), to zauważymy, że zniszczono nie jakieś 30% Tokyo, lecz jedynie 7-10%. Chwalenie się zniszczeniami procentowi Tokyo przez Aliantów, to tylko sztuczka polegająca na wykorzystaniu sprytnej luki prawnej w definicji miasta w Japonii, w tamtym okresie. To samo dotyczy bombingu Jokohamy, Nagaoki i Osaki. Nieco więcej sensu miały ataki na Kobe, gdzie zaatakowano port z marynarką wojenną (choć do Pearl Harbor bardzo mu było daleko), lecz Alianci nie byli wstanie dostać się wgłęb lądu dalej niż marne 10 km (dla porównania – to tyle co promień Bielan!). Każdy z bombardowań to strata kilkudziesięciu samolotów.
Próbowano bombardować dalej, lecz po dwóch miesiącach okazało się ze zapasy bomb się wyczerpały. Użycie kilku milionów bomb, ostatecznie skończyło się z tym że magazyny i rezerwy USA, Anglii czy Francji w końcu stały się całkowicie puste, a kontrakty na nowe wymagały, przetargów, odwołani przetargów, nowych przetargów, kolejnych odwołani przetargów, kolejnych już przetargów, studiów wykonalności, projektów, umów, dat umów, zwolnienia taśm, uchwały budżetu, pożyczek, kilku lat stopniowych zamówień, itd… Siłą można zniszczyć, ale nie można siłą przyspieszyć produkcji.
Warto też dodać, że zniszczenia były to w duże mierzej propaganda USA. Na zdjęciach pokazywano tylko najbardziej zniszczony przybrzeżny obszar. W praktyce „zniszczeniem” nazywano efekt, gdy w jakimś miejscu, było np. 5% zniszczeń. Wyglądało to następująco:
Podczas Bitwy o Okinawę, która mimo zajęcia niewielkiej wyspy, okazała się gigantyczną porażką aliantów. Stracili 70 000 ludzi, 153 czołgi, oraz niewyobrażalną liczbę 763 samolotów, oraz (co jest najbardziej niezwykłe) stracono 412 alianckich okrętów, flota Sił Sprzymeiżonych w krótkim czasie przestała istnieć. Zdobycie małej wysepki na Riukyukanach, kosztowała aliantów dwa i pół miesiąca walk i straty godne Pyrrusa. W maju załamała się ofensywa powietrzna, zaś w czerwcu trawle zakończyła się jakakolwiek ofensywa morska i lądowa USA.
o była ostatnia terytorialna kontrofensywa, na którą było stać Stany. Statki, którymi można było dokonać desantu leżały na dnie, dryfowały bezładnie bez silnika, bądź czekały niezdolne do walki na holowniki z drugiej strony oceanu. Rezerwy bomb świeciły pustkami, bo ostatnie zużyto to ataków na bombardowania wybrzeży równiny Kanto i Nagoji. Nie było czym transportować czołgów, których USA jeszcze przed wojną nie miała wiele. Flota powietrzna zmieniła się w 240 000 ton złomu. Lotniskowce zostały rozbite. Brakowało paliwa. Indonezja, Malezja i Papua pozostawały pod władzą Japonii i Rządu Sukarno. Na Bliskim Wschodzie panowała anarchia, złoża z Afryki nie były jeszcze odkryte. USA by sprostać mogło importować ropę tylko z Ameryki Południowej, lecz te kraje również miały swoje potrzeby. Z kolei Indonezja Sukarno, dostarczała Japonii największe złoża ropy w całej Azjii. Francja i Anglia były w jeszcze gorszej sytuacji. Do tego alianci ponieśli też straty w Europie. ZSRR miała mimo strat liczne siły lądowe, ale słabiej wyszkolone niż siły Japońskie, co szybko okazało się w walce o cieśninę Hokkaido-Sachalin – wojskom ledwo udało się zdobyć słabo strzeżone Wyspy Kurylskie.
Wydarzenie to głęboko sterryzowało państwa alianckie, które co prawda odważyły się kilka nalotów podjazdowych, lecz bez większych sukcesów. Nie pomogły nawet zrzeczenie bomb na najbliższe miasta – Hiroszimę i Nagasaki. Bomba w Hiroshimie miała trafić w twierdzę wojskową, ale spudłowała o kilka kilometrów niszcząc jedynie cywilne domy z drewna i słomy ryżowej przez wywołane pożary (około 30-40% domów drewnianych) podobnie jak bomba w Nagasaki. Również ofensywa ZSRR w Mandużuri nie przekonała Japonii.
Jedynymi fuksami Zachodu było zwycięstwo na Wyspach Marshalla, Bismarcka, Midway i Okinawa. Birma i Filipiny, uznały swój sprzeciw wobec Japoni w zamian za uznanie ich niepodległości przez UK I USA, co jeszcze bardziej umocniło ich status quo, dokładnie tak jak Japonia zaplanowała.
Wydarzenie to głęboko sterryzowało państwa alianckie. Nie pomogły nawet późniejsze zrzeczenie bomb na najbliższe miasta – Hiroszimę i Nagasaki. Bomba w Hiroshimie miała trafić w twierdzę wojskową, ale spudłowała o kilka kilometrów niszcząc jedynie cywilne domy z drewna i słomy ryżowej przez wywołane pożary (około 30-40% domów drewnianych) podobnie jak bomba w Nagasaki. Również ofensywa ZSRR w Mandużuri nie przekonała Japonii.
Po za tym bardzo istotny był status żołnierzy japońskich. Kraj ten przez 350 lat przygotowywał się do wojny z Europą. Każdy mężczyzna musiał w ramach obowiązkowej nauki szkolnej, nauczyć się karate do pasa określonego, wysokiego stopnia oraz kendo do określonego, wysokiego poziomu. Każdy musiał potem odsłużyć 6 lat w Cesarskiej Armii Japońskiej. Inna część Armii to byli też Samurajowie. Jeszcze niedawno stanowili 25% populacji jako wojsko, doskonaląc się w walce. Do wojska brano często też ich. Szkolili też młodsze pokolenia. Japończycy dbali o formę normalnie, codziennie czy to trenując czy dbając o formę ogólną. W razie czego Japonia mogła mobilizować ludzi, którzy albo znali karata i kendo, oraz mieli ponad 6 letnie doświadczenie wojskowe, albo osoby które przez kilkanaście-kilkadziesiąt lat trenowały walkę (z bronią palną włącznie. Do tego sposoby poruszania się, były znacznie doskonalsze niż u treningów w Europie. Jeden japoński żołnierz „poborowy” był jak wiele poborowych radzieckich, a weteran-samuraj był niczym elitarny komandos – tyle, że takich „komandosów” było niezbyt „elitarnie” bowiem było ich pełno. Japończycy mogli zmarłego żołnierza zastąpić albo żołnierzem znającym kendo i karate, albo żołnierzem znający kendo i karate z ponad 6 letnim szkoleniem wojskowym, albo żołnierzem z kilkudziesiątletnim doświadczeniem ze sztukami walki, broni białej i palnej jako samuraj. Z pośród 40 mln obywateli o statusie „zdolnych do walki w czasie wojny”, 11 mln posiadało kilkudziesiątletnim doświadczenie jako mistrz sztuk walki wręcz, bronią białą i strzelectwa, a reszta była też po przeszkoleniu. Nawet osoby starsze były w świetnej formie, na skutek japońskich technik stanu ciała, często nawet lepszej kondycji niż ich synowie i wnukowie, przez lata treningu.
Armia Japonii nadal była niezwykle liczna (6,7 mln w 1945), dysponowała liczną flotą (350 do 700), pojazdami i samolotami, w liczbie na miarę III Rzeszy, a czasami i więcej. Wsparta była przez Armię Tajlandii, a także armie sojuszników – Wietnamu czy Wojsk Sukarno. Do tego wspierało ją ponad 40 armii partyzancko-kolaboranckich, głównie składających się z pro-japońskich sił. Armie nowych państw były już po 4-3 latach bardzo intensywnego szkolenia, a cały proces był masowy z powodu militaryzacji ich. Sukarno dysponował wieloamin siłami zbieranymi z całej Indonezji. Jak pokażą dalsze działania – były wystarczająco silne by same pokonać aliantów a co dopiero wraz z Japonią?
Do tego trzeba dodać ewolucyjną cechę Azjatów, a szczególnie takich ludów jak Mongołowie i Japończycy. Rasa ta istnieje biologicznie w jednym celu – przetrwać w warunkach mroźnych, czyli najbardziej niekorzystnych dla człowieka. Są więc najlepiej dostosowaną rasą, bo dostosowani są do warunków najmniej właściwych dla tego rzędu ssaków. Ich komórki dostosowane do produkcji wyjątkowo nadprogramowej ilości ATP (w celu zapobiegnięciu egzotermii). A ponieważ czasy się zmieniły i Japończycy mieszkali na bardziej południu i mieli ogrzanie, to hiper-produkcja, nie musiała już być wykorzystywana do ogrzewania, na skutek tego Japończyk miał nadprogramową produkcję ATP, co sprawiło że mógł walczyć niczym Niemiec po Peravicie i to całkowicie naturalnie, a ich mięsnie sercowe i gładkie były przygotowane na takie obciążenie genetycznie. Samemu można przekonać się o takim efekcie, jeśli przez długi czas jest się na mrozie, a potem wejdzie do ciepłego pomieszczenia i energia nie ma gdzie ulecieć, lecz w tym przypadku było to stale genetycznie zmodyfikowane. Jakkolwiek mówić o tak wnikliwych cechach ras, to nie można jednak pominąć tego faktu – tak jak w pewnych warunkach są silniki o mniejszej i większej mocy.
USA potajemnie obliczyła, że próba wdarcia się Aliantów do Japonii w obecnym staniem może teoretycznie spowodować większe straty (6 mln), niż wynoszą wszystkie wojska USA razem wzięt0e (2,5 mln), co może oznaczać rychły koniec, ze zdobyciem USA przez Japonię włącznie. Po za tym, Japonii pozostało jeszcze wiele terenów do manewrów i sojusznicy. Nie dali by rady pokonać samej Japonii, a co dopiero ich wszystkich?
Pod sam koniec Wojny na Pacyfiku sytuacja wyglądała dla Aliantów beznadziejnie. Obronili Hawaje, wyparli wojska Japonii z wysp Marshalla, Sachalinu, Kurli, za to stracili kolejne duże miasta w Chinach (ofensywana na południe). Japonia kontrolowała najważniejsze regiony Chin, miała sojusznika w postaci Tajlandii, kontrolowała Malaye, gigantyczne Indie Wschodnie w tym Borneo, Javę czy Sumatrę (kolaborancki rząd Sukarno), zdecydowaną większość wysp na Pacyfiku, część Papui czy Indochiny (kolaborancki Wietnam, Kambodża czy Luan Prabang), a kraje te dysponowały własnymi, coraz silniejszymi siłami zbrojnymi. Filipiny i Birma miały status specyficzny. Kraje te w zasadzie działały dla własnych interesów, ale jednocześnie dokładnie tak jak Japonia sobie to zaplanowała, bo Filipiny i Birma ogłosiły że nie będą zależne ani od Japonii… ani od Aliantów.
W ramach tego z pośród terytoriów kontrolowanych od początku wojny:
70% kontrolowały wojska Japonii i/lub wojska ich sojuszników.
20% kontrolowała Narodowa Armia Birmy i wojska Filipin.
10% kontrolowali Alianci i ZSRR.
Alianci, Chiny i ZSRR stracili od 1938- do 1945:
936 okrętów
11 lotniskowców
80 łodzie podwodne
Ponad 21 555 samolotów, czołgów, ciężkich pojazdów bojowych itd.
Niezliczoną ilość innych pojazdów
4 000 000-6 000 000 żołnierzy
Wszystkie wskazywało na to że megalomania Brytyjskiego Imperium Kolonialnego, buńczuczność Francuskiego Imperium Kolonialnego, pazerność Holenderskiego Imperium Kolonialnego i megalomania Ameryki po prostu rozleciała się jak wydmuszek przed siłą prawdziwych Japończyków, których mięśnie sercowe i mitochondria ATP napędzały tony fenyolalaniny
Nawet ostrza banzai okazały się finalnie nie do zdarcia, bowiem Europa okazała się tak nieodpowiedzialna, że nie zwróciła uwagi na to że broń białą jest z bliska skuteczniejsza niż broń o długim przeładowaniu (Sowieci wiedzieli) i nie byli nawet szkoleni do tego jak walczyć z banzai. Na dodatek ruchy Japończyków o charakterze impulsywna konwulsyjnym (typowe dla sztuk walki nagłe zwiększanie stopnia przyspieszenia ruchu m/s kwadrat i spowolnienia ruchów) powodowały spięcie w białkach łuku odruchowego wrogów, gdyż ich mużdżek wysyłał naprzemiennie sygnał „-atakuje-jednak nie atakuje-atakuje-jednak nie atakuje-atakuje-jednak nie atakuj [BLUE SCREEN!!!]. w tępie co sekundę, co powodowało mimowolny paraliż mięśni wroga, na poziomie rdzenia kręgowego.
Sytuację zmienił jednak Hirohito, który mimo sprzeciwu Izby Reprezentantów, izby Arystokracji i Ministerstw, a także wbrew Konstytucji zdecydował się że wojna trwa już za długo, sojusznicy są zdenerwowani przedłużaniem się konfliktu, albo po prostu – Europa jest już militarnie dawno pokonana. Wygłosił wówczas orędzie. Grupa 1 000 oficerów usiłowała przejąć nagranie nie dopuszczając do jego emisji. Zamachowcy zabili dowódcę gwardii cesarskiej gen. Zostali jednak odparci przez odziały wierne cesarzowi. Zamachowcy podobnie jak wielu innych dowodów wojskowych popełnili samobójstwo.
Wypowiedzieliśmy wojnę Ameryce i Wielkiej Brytanii z Naszego szczerego pragnienia zapewnienia samozachowania Japonii i stabilizacji Azji Wschodniej, dalekie jest od Nas myślenie, czy naruszać suwerenność innych narodów, czy też rozpoczynać powiększanie terytorialne. […]Ale teraz wojna trwa już prawie cztery lata. Pomimo tego, co najlepsze, co zrobili wszyscy — dzielnej walki sił wojskowych i morskich, pracowitości i wytrwałości Naszych sług państwowych oraz oddanej służby Naszych stu milionów ludzi — sytuacja wojenna nie musi być korzystana, podczas gdy ogólne trendy na świecie obróciły się przeciwko jej interesom. Nie mogę powstrzymać smutku ,gdy myślę o ludziach, którzy służyli mi tak wiernie o żołnierzach i marynarzach, którzy zostali zabici lub ranni w dalekich bitwach, o rodzinach, które straciły wszystkie swe dobra doczesne, a często i życie. Nie trzeba mówić że jest nie do zniesienia dla mnie widok dzielnych i lojalnych wojowników Japonii. […] Z tych powodów zdecydowałem się przystać na warunki Deklaracji Poczdamskiej.
Ponieważ Cesarz nie był zdolny do decydowania, o tym to minął jeszcze miesiąc zanim rząd podjął decyzję. Odbyło się podpisanie symbolicznego dokumentu przez Japońskiego Premiera na statku amerykańskim, co ostatecznie spowodowało zawieszenie broni. Mimo że dokument nie miał mocy wiążącej umowy, (co najwyżej zawieszenie broni zgodn1e z Konwencją Haską), to zakończyło to walki z USA. Nie miało to już znaczenia. Amerykanie nie mogli już wrócić na Filipiny. Na skutek wojny utracili ten teren permanentnie. Kilka dni później podpisano dokument podobny z Chinami, gdyż tam walki nadal trwały. To nie miało już znaczenia, gdyż Japonia zmusiła wcześniej rząd Chin do wypowiedzenia Traktatu Nankińskiego (oraz innych z XIX wieku, formalnie pozbawiając Europejczyków kilkudziesięciu przywilejów) z resztą ich porty dzierżawione zostały już zniszczone.
Dokument, nie sprawił jednak że walki Japończyków się zakończyły i to nie tylko przez to że część zbuntowanych żołnierzy walczyła jeszcze przez wiele lat, a inni współpracowali z Indonezyjczykami i Malezyjczykami. Bowiem Japonię zaatakował ZSRR, dokonując rajdu na Hokkaido i licząc na dotarcie dalej, często nie szanując ludności cywilnej. Został jednak natychmiast rozbity i po miesiącu walk ostatecznie został całkowicie wyparty.
Warto dodać, że choć podpisano zawieszenie broni z USA i Chinami, to jednak nie znalazł się jakikolwiek dokument dotyczący Anglii czy Francji. Ponadto Japonia nie mogła zrobić zawieszenia z krajami takimi jak Indochiny Francuskie czy Holenderskie Indie Wschodnie, gdyż kraje te siłą zlikwidowała. Ich urzędy leżały w gruzach, władze i urzędnicy w grobie, a dokumenty w popiele. Istniały zaś tam rządy założone przez Japończyków, mające poparcie miejscowych. Sytuacja na południu, czyli miejscu gdzie Japończycy planowali główne ofensywy była dla nich doskonała. Przedłużanie się frontu na zachodzie, pozwoliło Japonii zwabić aliantów w miejsce, gdzie tracili swobodnie swój sprzed, nie mogąc atakować na południe – w ten sposób, Japonia przeciągając walki na Oceanie, pozorując walkę o zdobycie paru wysp umocniła pozycję we właściwym regionie.
Cesarz Hirohito, jak każdy Cesarz jest czczony jako bóstwo, jednak stał się szczególnym symbolem w latach 40-stych i od drugiej połowy tych lat ma własne święto. Krótko po wydarzeniu powiedział „I tak Japonia będzie najlepszym narodem świata”. Żołnierzy, którzy zginęli zostali uznania za bógów i do dziś modli się do nich w chramie Inakui, gdzie robią to też politycy.
Było już za późno dla krajów europejskich, by cokolwiek zmienić. Niemal wszyscy żołnierzy japońscy, których alianci uważali za zbrodniarzy nie zostali wydani przez rząd japoński, a w przypadku wydań fałszowano zeznania tak aby były one korzystne. Okazało się także, że na zdecydowaną większość oskarżonych ostatecznie… nie znaleziono dowodów! Podczas prób osądzenia o ludobójstwo, w większości przypadków okazało się że plotki nie miały potwierdzenia w niezależnych świadkach, nie znaleziono też jakichkolwiek rozkazów, ani ustaw, a nawet podsłuchów czy świadków, że przypadki miały miejsce. Ilość ciał cywili nie zgadzała 99% szacowanych zabitych cywili, okazała się pozbawiona dowodów, nie odnaleziono ciał, świadków, nagrań, podsłuchów… nic. Jedynymi poszlakami wydawały się luźne słowa rzucane przez dziennikarzy, które nie podały źródła, a często autorów nie udało się nawet znaleźć. Część potem tłumaczyła się że podała takie nagłówki, które umożliwiły by gazetom, uzyskanie większego zainteresowania reklamodawców i nigdy nie traktowała swoich „szacunków” poważnie. W 1947 sąd zwrócił uwagę na to że choć nie znaleziono jakichkolwiek dowodów czy świadków aby rząd Japonii nakazał np. zabijanie cywilów, to są dowody na to że rząd USA nakazał takie rzeczy (bombardowanie mieszkalnego wybrzeża Tokio, bomby jądrowe). Gdyby Japonia w trakcie tych bombardowania poznawała władze USA do ich własnego sądu, McArtur czy Rosswelt zostali by skazani na śmierć, przez sąd własnego kraju. Władza sądownicza zlikwidowała by ustawodawczą, gdyż musieli by wykonywać rozkazy zapisów tekstowych, a cały kraj zachorował by na „białaczkę” – zaczął zwalczać by się sam. USA było tak zdecentralizowane, że taki algorytm aktywował by się automatycznie i po złożeniu pozwu, prezydent i rząd i wojsko, nie mogło by już tej procedury powstrzymać.
Francją nie była wstanie odbić Wietnam, Laos i Kambodżę, gdzie już wkrótce odbywały się wybory. Już w 1945 roku Francja spróbowała odbić Indochiny, lecz poniosła porażkę z siłami Cesarstwa Wietnamu, Królestwa Kambodży i Królestwa Luan Parabang i przez kolejne lata jej wojska były niszczone przy każdej próbie (Pierwsza Wojna Indochińska). Francja dopiero w latach 1954-tych uznała te trzy kraje, kończąc próby ich odbicia mimo że formalnie i realnie powstały w 1945 roku, co było tylko próbą tuszowania własnej porażki. Skoro sam Wietnam, Kambodża i Laos dał radę tak łatwo pokonać Francję, to jakie Francja miała by szansę, gdyby jeszcze wspomagała ich Japonia?
Wojska Cesarstwa Wietnamu przygotowują się do skutecznego zastrzelenia wojsk spadochronowych Francji.
Podobnie jak w przypadku Państwa Birmy, gdzie w 1945 roku generał armii, stanął na czele nowego rządu i ogłosił Konstytucję Republiki Birmy, zmuszając w 1947 roku do uznania przez UK granicy wyznaczonej przez Japonię. Na Filipinach zorganizowano wybory i ogłoszono konstytucję krótko po zakończeniu wojny (tzw. Trzecia Republika Filipińska). Zamontowany przez Japończyków Sukarno ogłosiła jesienią w 1945 powstanie Stanów Zjednoczonych Indonezji, zaś zaraz potem doszło do inwazji UK i Holandii, którzy chcieli aby Holandia odzyskała Holenderskie Indie Wschodnie. Rząd Sukarno i jego armia, przez cały czas finansowana przez Cesarstwo Japonii pokonała siły Brytyjsko-Holenderskie, zmuszając je w 1949 roku do uznania Indonezji. Podczas walk Holendrzy zabijali jeńców, a Brytyjczycy podpalali domy cywilów. Skoro sama Indonezja Sukarno dał radę tak łatwo pokonać UK i Holandię, to jakie UK i Holandia miała by szansę, gdyby jeszcze wspomagała ją Japonia?
Wojska Nieskonfederowanych Stanów Malajów ruszają przeciw Brytyjczykom
Na dodatek w 1945 na skutek wojny, doszło do samorozwiązania się ONZ, wiec i Terytoriów Mandatowych, które jeszcze nie zostały zniszczone przez Japończyków (Papua) i Arabów (Irak, Syria). Europejczycy nie mogli już nawet próbować odzyskać kontroli nad częścią Papui. ONZ w 1946 i 1947 głosem większości państw ustaliło, że kraje mają pomóc Papui i wyspom Pacyfiku zorganizować własne rządy, które mogły by je reprezentować na arenie międzynarodowej, tym samym pomagając Japonii odsunąć Europejczyków od Nich. Mimo tego kraje te był niechętne do współpracy. W niektórych krajach do lat 70-tych, albo nawet do 90-tyc, nawet na wybrzeżach trwały rządy plemienne, które zdobyły władzę po zlikwidowaniu Europejczyków przez Japończyków.
Zaraz po końcu drugiej wojny światowej, Wielka Brytania ogłosiła powstanie „Federacji Malaji”, co doprowadziło do masowych manifestacji przeciwko próbom narzucenia władzy kolonialnej, zaś wojsko brytyjskie próbowało stłumić je siłą. W 1947 roku armie Malezji wypowiedziała wojnę UK, zabijając dyplomatów, którzy próbowali narzucić kolonializm. Do uzyskania Malezji UK, została wsparta przez Australię i Nową Zelandię, którzy razem zrzucili na półwysep 15 000 ton bomb, używali broni chemicznej, tortur i uprowadzeń. To jednak nie pozwoliło na odzyskanie kontroli nad Malezją, zaś sami stracili około 150 samolotów. W 1954 UK przestała próbować odzyskać Malezję. Nie lepiej poszło też Anglii w Oceanii, oraz w Indiach (niepodległość Indii, UK uznała w 1947).
Do tego państwa europejskie, po raz pierwszy od ponad wieku nie mogły dzierżawić działek w Chinach, a pojedyncze regiony eksterytorialne już nie mogły być takie. W 1946 poddały się rezygnując z renegocjacji. Oznaczało to że europejczycy tym bardziej nie mogli dzierżawić działek, stacjonowania wojsk i eksterytorialnych praw w Chinach. Status polityczny Chin powrócił do stanu z początku XIX wieku, Załamał się cały system. Na dodatek prowokacja japońska Chińskiej Armii Rewolucyjnej, która doprowadziła do przejęcia portów przez komunistów tylko pogłębiła anty-europejskość Chin.
W 1955 roku Indonezja zorganizowała Konferencję Bandung, zrzeszające azjatyckie państwa, zdekolonizowane w latach II Wojny Światowej, a także parę innych państw darzących do niepodległości już wcześniej. W konferencji wzięło udział: Cesarstwo Japonii, Unia Birmańska, Królestwo Kambodży, Cejlon, Republika Indonezji, Republika Indii, Królestwo Iraku, Królestwo Jordany, Królestwo Laosu, Republika Libanu, Republika Filipin, Republika Syrii, Królestwo Tajlandii, Wietnam Północny i Wietnam Południowy, Królestwo Jemenu i kilka innych. Niemal, każdy z członków stanowił jednocześnie państwa Strefy Wspólnego Dobrobytu Wielkiej Azji wschodniej, bądź państwa zdekolonizowane bezpośrednio, lub pośrednio przez Japonię i jej sojuszników, zdekolonizowany dzięki Japonii i jej sojusznikom. Kraje zobowiązały się do ochrony własnej niepodległości, zakazały wszelkich prób odbicia kolonii oraz braku poszanowania samostanowienia narodów i rasizmu. Kraje sformułował też doktrynę neutralności wobec konfliktu NATO-UW (Japonia już w 1947 zdecydowała neutralność wojskową w konfliktach państw-trzecich, co wywołało sprzeciw podczas Wojny w Wietnamie), co dało początek idei „Trzeciego Świata” potem błędnie i niemal rasistowsko kojarzonego z zacofaniem (głównie przez brak liczenia szarej strefy przez Europejczyków).
Po za tym – stworzono Unię Południowo-Azjatycką, w której wkład wchodziły państw utworzone przez Japonię. Przez wiele lat Japonia finansowała kraje tego regionu w kwestiach gospodarczych i militarnych.
W międzyczasie w ciągu kilku lat Japonia podpisała specjalny traktat z Birmą i Indiami (jeszcze przed konferencją), oraz Filipinami, Wietnamem czy Indonezją (krótko po konferencji), tym samym dopełniając nowy porządek, Strefy Wspólnego Dobrobytu Wielkiej Azji Wschodniej.
A w 1957 UK już formalnie uznała niepodległość Malezji. Walki z Malezyjczykami toczyły się jednak dalej, aż do 1960 gdyż ci próbowali jak najbardziej zaszkodzić resztkom sił UK w Azji. zmuszając je w 1949 roku do uznania Indonezji. Skoro sama Malezja, Singapur i Brunei dali radę tak łatwo pokonać UK, Australię i Nową Zelandię, to jakie mieli by szansę, gdyby jeszcze wspomagała ich Japonia?
UK, uznała niepodległość niektórych państw na Bliskim Wschodzie dopiero w latach 60-tych, a Brunei najpóźniej (mimo, że Sułtan znacznie wcześniej ogłosił ją niepodległym państwem), lecz państwa te były niepodległy od połowy Drugiej Wojny Światowej.
To jednak jeszcze nie wszystko, bowiem trwał rebelia w Afryce, którą wywołała Japonia. Wybuchły przez następne lata trakcie powstania jak „Młodych Bantu” (inspirowane zapewne „Młodymi Malajami”) dekolonizujące Kenię i inne. Do końca lat pięćdziesiątych, UK, Francja i inne kraje utraciły 27 kolonii w Afryce, a resztki upadały zaraz potem. Proklamowały dekolonizację, także regiony faktycznie pozbawiony od początku kontroli kolonialnej (Południowy Suda), lecz Europa nie uznawała ich. Podobnie jak państwa, które dawały tak naprawdę krajom tylko koncesje (Madagaskar, Niger, Tanzania) i nie uznawały się same za kolonie, wypowiedziały koncesje z Europą.
Oceniając wszystko to co zaszło, nie mamy wątpliwości że Japonia jako największa wówczas armia świata, doskonale wyszkolona, masowo uzbrojona i przygotowana pod względem tradycyjnych metod walki i mentalności, wspierana przez sojuszników nie tyle wygrała II Wojnę Światową, co wręcz dokonała całkowitej destrukcji potęgi kolonialnej na całym świecie. Europejskie „wunderwaffe” okazało się ostatecznie bezsilne wobec działań japończyków od początku wojny, gdyż było głównie urojeniami mieszkańców UK czy Francji, które sztucznie pompowały swoje zdolności. Do dziś w Japonii rządzi partia wywodząca się ze środowisk przedwojennych, a zezwolenie na użycie sił zbrojnych w celu „obrony sojuszników” de facto umożliwia jej to co dawniej. Żołnierze japońscy, którzy zginęli podczas wojny zostali uznani za bóstwa, do których modlą się politycy, podczas oficjalnej pielgrzymki do chramu Chram Yasukuni, gdzie znajduje się Księga Dusz z nazwiskami żołnierzy japońskich i pracowników cywilnych, którzy należeli do Cesarskiej Armii Japońskiej, a potem Japońskich Sił Samoobrony. Uznawani są lud „będący w służbie Cesarzowi”. Ponad 2 mln z 6,7 mln uczestników IIWŚ jest uznawane za bogów, to których modlą się posłowie, ministrowie i żołnierze, a także cywile podczas oficjalny pielgrzymek do chramu koło Pałacu Cesarza.
Japonia zwyciężyła już w momencie, gdy w pierwszych latach wojny zlikwidowała kolonie i umieściła tam pro-japoński, antykolonialny rząd kolaborancki i wzniecił nastroje antykolonialne, a w 1943 roku alianci byli już militarnie i politycznie pokonani. Wydarzenia z jesieni nic w tej kwestii nie zmieniły, tak samo jak mit o wpływie Hiroszimy na wynik wojny – to tylko propaganda UK, Francji i ZSRR, którzy uroili sobie zwycięstwo i rozpowszechnili błędną tezę w prasie nie móc pogodzić się z porażką, stosując metodę wypierania uważaną często za zaburzenie psychiczne. U aliantów można stwierdzić zwycięstwa, za to zdecydowanie schizofrenię. Alianci mogli by zrzucić nawet tysiąc bomb atomowych na Japonię, to by nie zmieniło nic. Japończycy usiedli by na ziemi, siedli po turecku i medytowali twierdząc, że nie słyszą i nie widzą aliantów. Krzyczą na nich: „Płać na haracz”, „Wykona urzędniku wreszcie k@#@! naszą dyrektywę!!!” a oni „Chmm? Ktoś pukał? Chyba mi się przesłyszało. Ommmm”… Zmanipulowany psychologicznie aliant, doznał by szoku psychicznego na skutek śmiechu, wzroku i reakcji odruchów bezwarunkowych, zrobiło by mu się duszno i jego mięśnie by zwiędły, nastąpił by szok insulinowy itd.
Również kwestie ekonomiczne okazały się opłacalne dla Japonii, bo zintensyfikowano handel z Indonezją, a Holandia nie mogła już nakładać embarg. W 1947 Japonia stała się trzecią gospodarką świata, według państw uznawanych, pod względem białej strefy, a mieli jeszcze pokaźną szarą strefę i pracę nieodpłatną.
Widząc radykalności nieustępliwość UK (Malezja) czy Francji (Algeria) w obronie kolonializmu, nie ma wątpliwości że dekolonizacja nie była by możliwa bez zastosowania wobec Europy jedynego skutecznego w stosunku do państw tyranicznych argumentu – brutalnej siły, zdolnej do zgładzenia ich armii, albo radykalnego osłabienia ich wpływów. Tak właściwie to walka ta przypominała walkę z dzikiem. Tutaj właściwie nawet siłą jako argument nie wystarczyło. Trzeba było po prostu zabić przeciwnika, i wyrżnąć ich armie w takim stopniu by nie byli w stanie fizycznie wykonywać władzy na okupacji. Tym samym interwencje japońskie są jak najbardziej uzasadnione. Prawo międzynarodowe zezwala na „zbiorczą obronę konieczną” w przypadku inwazji państwa obcego na inne państwo. Atak Francji na Wietnam wydaje się być taką przesłanką, a jedynie rząd kolaborancki, był w stanie reprezentować ten kraj, aby skutecznie poprosił Japonię o pomoc w przerwaniu okupacji. Fakt, napisania konwencji haskiej, już po rozpoczęciu okupacji Birmy, czy Wietnamu to nic innego jaj po prostu próba narzucenia innym podmiotom swojej woli przez wąską garstkę państw niewielkiego kontynentu. Działania Japonii można porównać np. do interwencji NATO w Kosowie. Trzeba zaznaczyć, że wiele konwencji o zbrodniach wojennych ma moc wsteczną. Gdyby np. Juliusz Cezar dożył by dzisiejszego dnia, zapewne dostał by dożywocie. Aneksja państwa jest większą zbrodnią niż morderstwa. W chwili inwazji Francji na Wietnam, istniało tam prawo, więc francuscy żołnierze byli zwykłymi przestępcami, którzy strzelali z broni. Można mieć pewność, że gdyby jakakolwiek organizacja, mająca dobrego adwokata, oraz armie prawników (np. urzędy Japonii), z dużym budżetem ustaliła by np. nagrodę kilka miliardów USD, za odwodnienie, że o Europejczycy byli winni, to wówczas na pewno wielu polityków Europy poszło by do więzienia, bądź zostali by obarczeni reparacjami. Gdyby Japonia walczyła w sądzie o swoje prawo do wojny, tak jak firmy walczą o prawa do patentów, na pewno by wygrała. Wówczas mogła by nawet doprowadzić państwa do „białaczki”, gdyby pozew złożyła w tamtych krajach. Władza wykonawcza odmówiła by reparacji, więc władza sądownicza zajęła by mienie swoich własnych państw. Można sobie wyobrazić co się stało by gdyby po rozpoczęciu nieodwracalnego algorytmu aktywowanego pozwem, sąd w USA dokonał konkfisty majątku państwa i np. Policja zajęła by mienie Wojska! Mogło by w takich kraj dojść nawet do wojny domowej – Japonia mogła by niczym szewczyk dratewka, pokonać smoka jego własną bronią, której nikt się nie spodziewał, bowiem politycy często nie wiedzą w co się pakują.
Skoro Japonia dążyła do stworzenia niepodległego np. Wietnamu, to w takim razie kolaborantem należało by uznać tych co współpracowali z francuzami! Nazwanie władzy wybranej przez Japonię, marionetkową tylko dlatego że wyznaczyła je Japonia (bo kto inny miał by to zrobić) nie ma sensu. Co prawda przez pierwsze lata, były one jakoś zależne nieoficjalnie, lecz w związku z trwającym konfliktem i napięciami było to konieczne. Już w Grecji, wiedziano że na czas wojny, demokracja nie jest dobrym rozwiązaniem, stąd dopiero po wojnie w tych krajach zorganizowano wybory. Podobnie było w przypadku Księstw Warszawskiego, założonego przez Napoleona, które na czas wojny musiało być chwilowo zależne od Francji. Polacy nie nazywają jednak tego „marionetkowym rządem” albo rządem „kolaboranckim” (bo przecież współpracował przeciw Rosji, tak jak np. Birmańczycy współpracowali przeciw Francji), a wręcz przeciwnie – francuski Napoelon jest uważany w Polsce za bohatera narodowego, a Polska jest drugim po Francji krajem, gdzie postać ta cieszy się takim szacunkiem.
Dokumenty japońskie, które odtajniono ujawniły że Japonia od początku zamierzała stworzyć dla tych krajów niepodległość, jedynie niektóre tereny miały by być pod kontrolą wojska (strategiczne przesmyki). Filipiny miały być czymś takich, w realu jednak w 1943 utworzono Republikę Filipin.
Jeśli spojrzymy na plakaty propagandowe, to japonia stara się przekonać ludzi do siebie, takimi argumentami jak chciwość europejczyków, dziwne wartości niektórych krajów, rasizm czy brak poszanowania dla niepodległości. Z kolei UK, Francja i Holadia praktycznie nie miały żadnych argumentów, oprócz rasistowskich pal aktów z karykaturami Azjatów, które tylko prowokowały ludność rdzenną do oporu. Tym samym nie próbując ich przekonać, można domniemać że albo nie mieli żadnych argumentów, albo może domyślali się że mogą nie mieć racji.
Pozostaje jedynie kwestia „zbrodni wojennych”. Zabijanie jeńców brytyjskich czy urzędników kolonialnych, było metodą zapobiegnięcia próby odzyskania przez nich terytoriów, w przypadku potencjalnego wkroczenia wojsk UK po końcu wojny. Spełnia to normę obrony koniecznej, gdyż urzędnicy ci wykonując dyrektyw okupantów współdziałali w naruszeniu suwerenności tych państw, zaś planowali oni robić to dalej, gdyby Japończycy musieli się wycofać, tak więc ich śmierć było jedyną możliwością zbiorowej obrony koniecznej np. Indonezji czy Birmy. Co jednak z ludobójstwem w Nankinie wobec Chińczyków? Teoretycznie Chińczycy byli po stronie aliantów, ale czemu zabijano cywilów? Przede wszystkim, nie odnaleziono żadnej ustawy, ani rozkazu nakazującym im to. Była to samowola pijanych żołnierzy, którzy bawili się w „strzelanie do celów”, i po kilku tygodniach „melanżu” na ulicach zbierano trupy. W przypadku próby zatrzymania ich przez dowództwo, mogło się to skończyć też źle, bowiem w pewnym momencie pijana osoba nie odróżnia czy osoba daleko to „swoi”, a adrenalina zwiększa działanie alkoholu. Japonia zgodziła się w 1946 roku wydać żołnierzy, których uznała, iż „przekroczyli uprawnienia” raczej nie biorąc za nie odpowiedzialności (sporo z nich uniewinniono z braku dowodów). To samo dotyczy niebotycznej ilości ofiar, która często jest (w najwyższej liczbie) przypominana przez Chińską Republikę Ludową, która nie może najpewniej znieść tego że Japonia jest antykomunistyczna. Nie ma dowodów na taką ilość ofiar. Znaleziono bardzo niewielki ułamek ciał w porównaniu do liczb rzucanych przez media, jako „szacunki”, jednak sądy wielokrotnie potwierdziły w orzecznictwie że nie wolno opierać ilość ofiar na „szacunkach” jeśli nie udowodni się zgonu. W ten sposób uniewinniono wiele osób, a Trybunał Tokijski stwierdził, że nie ma żądnych dowodów na ofiary Nankinu w wersji przedstawianej przez naukowców, zaś głoszenie takich tez jest w Polsce karane Art. 212 § 1 k.k. Jeśli powiesz, że Japończycy zabili w Nankinie tyle osób, ile mówią „szacunki” możesz dostać pozew od Ambasady Japonii i skończyć w więzieniu, albo musieć płacić odszkodowanie, mimo to takie rzeczy są często wykorzystywane przez mass media, szczególnie gdy autorzy rzucają własne szacunki, bez wyjaśnienia na czym się opierały. To samo dotyczy ofiar wypadków na budowie Kolei Birmańskiej czy walk w Manili czy Malezji. Są nawet takie szacunki, gdzie nie są znane rządne ciała, ani nikt nie podaje nawet nazwisk – są to luźne propozycje, często upolitycznione rzucone przez sławne osoby, bez jakichkolwiek dowodów kryminalistycznych. Co innego w przypadku śmierci żołnierzy, bo tutaj jest skomplikowana ewidencja urzędowa „zmarły w akcji”, albo „zaginiony w akcji”.
Podsumowując, można jednoznacznie stwierdzić, że imperializm japoński oraz „zwycięstwo” aliantów jest tylko i wyłącznie urojeniem dokonanym na cele propagandowe ideologii kolonialnej i komunistycznej. Metoda wypierania była często stosowana przez różne kraje, nie mogące się pogodzić z porażką – często przywódcy zaczęli sami wierzyć w swoje manipulacje, popadając w choroby psychiczne, albo uważając że istnienie państwie jest zależne tylko od ich uznania, traktując siebie jak bogów, stosując myślenie magiczne. Teza o zwycięstwie alianckim i ich słuszności, jest jednoznacznie pseudonaukowa, a przede wszystkim upolityczniona w ramach imperializmu, który (gdyby nie interwencja Japonii) trwał by w UK czy Francji do dziś. Japonia zaatakowała Europejczyków, bo została do tego przez nich zmuszona! Na dodatek alianci uznali, że Indonezja czy Wietnam nie wygrały bo „Takie państwa nie istniały, bo nie miały uznania międzynarodowego”. Alianci, przywódcy i internauci głoszące takie „fakty niepodważalne” powinni spędzić spory okres w psychiatry ku.
Ciekawostką jest to że w sprawie słuszności wojny na Pacyfiku (która nie miała nic wspólnego z wojną w Europie) mało który Polak zastanawia się jakie jest w tej sprawie zdanie japończyków, a sporo osób zna te wydarzenia tylko przez pryzmat Pearl Harbor i Hiroszimy. Świadczy to o dogłębnym i długotrwałym skutkom szaleństwa propagandy Radzieckiej w Polsce.
Jeśli np. Francja myślała, że posiada kolonie, choć ich nie posiada, myśląc że ma je skoro ma „uznanie międzynarodowe” i że tworzy je formalnie je uznając, choć ich nie kontrolowała, to wygląda to na to myślenie życzeniowe związane z ciężką chorobą psychiczną, bądź odmianą schizofrenii. Politycy USA, Francji, UK czy Holandii w tym okresie tak twierdzili, byli z pewnością więc osobami, którzy nie powinii żyć w zamknięciu, a nie dowodzić państwami kosztem innych narodów.
Fabryki w Chinach od początku rewolucji w 1989 powstają jak grzyby po deszczu. Jest to wysoce opłacalne dla Chińskiej Republiki Ludowej, za to wysoce nieopłacalne dla państw skąd pochodzą właściciele marek.
Faktem jest, że nie ma żadnego znaczenia gdzie idzie „przychód”, a ni kto jest właścicielem, tylko to w jakim państwie zbiera się produkt krajowy brutto według parytetu siły nabywczej wraz z konsumpcją pośrednią, stanowiący niewidzialną rękę rozwoju i sprawiający, że kraj jest coraz to bogatszy, silniejszy i jego kapitał jest większy. Bowiem pieniądz jest tylko umownym czekiem, jak zamiennik dawnych towarów uniwersalnych, które wycelowały z handlu wymiennego. Jedna to parytet siły nabywczej jest wskaźnikiem kapitału kraju, a pieniądz tylko i wyłącznie naczyniem na niego. Gdy w kraju rośnie ilość produkcji, sprzedaży i usług, włącznie z szarą strefą i płacą nieodpłatną, obroty sprawiają że obiekt „tanieje” ale jego wartość się nie zmienia. Bowiem nabycie tego samego przedmiotu za niższą kwotę, nie oznacza że przedmiot jest mniej wart (bowiem jest nadal tym samym) tylko, że siła nabywcza wzrosła bowiem, można za te same pieniądze nabyć więcej. Zazwyczaj pieniądz jest emitowany na równi z wzrostem obrotów, stąd zamiast spadku cen produktów, jest wzrost pensji i dochodów. Efekt jest ten sam.
Tym szybciej obroty handlu, usługi produkcji są w ruchu tym bardziej rośnie PSN kraju, ale zwiększanie obrotów wymaga dużych starań infrastrukturalnych, logistycznych, prawnych, administracyjnych i projektowych, a także elementy muszą być zsynchronizowane na zasadzie popytu i podaży – te elementy budowane są przez lata. Te ostatnie można obejść w postaci eksportu.
Kraj z faktu, iż to w jego państwie mieści się centrala, nie daje mu absolutnie nic, bowiem same biuro nie generuje dużego produktu z samego tylko projektu. Inną sprawą jest dystrybucją, ale w tej sprawie nadal jest importerem, niczym się więc nie różni od importerów sprzętu obcego projektu.
Łazikowo Górne ma większą produkcję systemów opartych na krzemie, niż Dolina Krzemowa w USA. Rzecz ta nie jest niezwykła, biorąc pod uwagę, że w Dolinie Krzemowej – nie dochodzi do produkcji elektroniki! To tylko biura projektów i rachunków.
Faktem jest, że Apple nie jest tak naprawdę dużą firmą w branży produkcji sprzętu. Owszem, obroty ze sprzedaży produktów Apple na terenie USA są nie do zakwestionowani, ale…. Nie można tego porównać do oddziału w Chinach, który nie dość że dystrybuje je na kraj o większej gospdoarce niż USA, to na dodatek wraz z Apple w indiach, są odpowiedzialne za całą produkcję IPhonów czy IPadów, które są przecież dystrybutowane na cały świat, a następnie rozprowadzane przez lokalne spółki. Tym samym Apple jest wyłącznie importerem chińskich produktów w USA, niż światowym producentem. A dominującą częścią produkcji Apple w USA jest – produkcja energii elektrycznej z paneli na dachu ich biurowca. Bowiem IPhonów nie produkują. Wszystko produkują spółki w Chinach. Są to głównie przedsiębiorstwa Foxconn. Sam Foxcoon też z resztą nie jest zbyt przychylny dla własnego kraju – Taiwanu, bowiem większość produkcji obeujmuje nie Foxcoon, ale Foxcoon China. Produkuje on na zlecenie Apple, Nintendo czy Sony między innymi: iPod, iPhone, Mac Mini, MacBook, płyty główne z chipsetami Intel, konsole Play Station, kosnole Nintendo, konsole Xbox, telefony Motoroli, czytniki Kindle, komputery i laptopy Della i HP. Nintendo czy Microsoft również pozostają wyłącznie projektantami i dystrybutorami, nie używając kapitału produkcynego i zlecająć produkcję oddziałów w Chinach generują zamożność Chińskiej Republiki Ludowej, która przecież stanowi powszechne, globalne zagrożenie. Foxcoon China stał się globalnym monopolistą na kosnole do gier, zaś wiele „światowych producentów” jest wyłącznie biurami projektowymi, a tak naprawdę cała produkcja jest w rękach Chin, gdyż dystrybutorzy są całkowiocie zależni od wytwórców. Foxcoon China to ponad 100 000 pracowników i maszyn zastęujących 50 000 pracowników,.To ewidenty rekord wiatowy brandży i wynik na miarę najbardziej zatrudniających pojedyńczych społek.
Tutaj należy dodać również kwestie legalności Taiwanu i ChRL. Bowiem gdy po II Wojnie Światowej komuniści zdobyłi Republikę Chińską, część się obroniła – wyspa Taipei/Taiwan. De jure jednak Chińska Republika Ludowa nie istnieje, gdyż zgodnie z 4 konwencją Haską o Prawach i Zwyczajach Wojny, ChRL pozostaje okupantem Republiki Chińskiej! Tym samym prawo ChRL jest całkowicie niebyłe, a państwo to nie istnieje. Uznanie międzynarodowe nie ma tutaj rzadnego znaczenia, bowiem o tym decyduje prawo, a nie wypowiedzi polityków. Uznanie ChRL jest tym samym pogwałceniem 4 konwencji Haskiej, gdyż okupacja według niej będzie zawsze traktowana jako tymczasowa, zaś Republika Chińska nigdy nie zrzekła się swojego posiadania całych terytroium Chin. W kwesti legalności, Chińska Republika Ludowa niczym nie różni się od dawnego Kalifatu ISIS. Inna sprawa, że ChRL presją wdarła się nielegalnie do ONZ. Możliwe, że odbyło się to z powodu faktu, iż Taiwan jest pewnego rodzaju zakłądnikiem ChRL, gdyż lokalizacja umożliwia Komunistom szybko przetransportowanie wojsk, w przypadku gdy Komuniści zechcą zaatakować Taiwan i sprubować aneksji. Czy można więc uznawać uznanie międzynarodowe złożone dla pozoru? Stanowi to raczej tzw. wadę oświadczenia woli. Bowiem można przecież nieuznawać uznania i zastosować podwójną negację. Większość przedsiębirostw uznaje Taiwan za odrębne państwo, pisząc „Made in Taiwan” i dając go na listę państw do wyboru, przy rejestrowaniu konta na ich stronie. Czemu więc uznanie międzynarodowe jest pisane na Wikipedii tylko z punktu widzenia państw, a nie równieżrównież osób fizycznych i prywatnych podmiotów? Po za tym uznanie międzynarodowe, nie ma prawa decydować o legalności czyiś spraw wewnętrznych. O tym decydują zapisy poszczególnych konwencji międzynarodowych i lokalnego państwa.
To Chiny produkują chociażby podzespoły MSI. Japonia czy Korea nie jest wcale gigantem branży elektroniki, bowiem produkcją zajmują się Chiny. Największa w Chinach aglomreacja Shenzhen posiada w dolinie delty, ogromną ilość fabryk stąd jest często nazywana „Fabryką Świata”. To właśnie tam jest najwięcej przedsiębiorstw produkujących w chińskim systemie produkcji elektroniki i nie tylko. Nie ma już amerykańskich gigantów elektroniki i japońskich gigantów elektroniki. Nie ma już Big Tech. Chiny zmonopolizowały rynek wielu sektorów elektroniki i chodź co prawda często kojarzymy made in china z słabej jakości plastikowymi wytworami, to jednak obecnie głównie elektronika jest made in china. Mimo to nadal nie jedna firma zachodnia „odpowiadająca” za sprzęt z plastiku przestała być zachodnia, a stałą się wschodnia – fabryki wykonawcze stały się podmiotem dominującym. Matchbox nie jest producentem „resorków” tylko jest nim Matchbox Makau, zaś Hoot Wheels jest produktem… Malezji. Hasbro czy Takara nie są producentami figurek, tylko Hasbro China czy Takara China. Peugot czy Citroen stały się Marokańskie, a przestały być Francuskie, fabryk Forda w Detroid splajtowała, produkcję przejęła Rosja.
Zachód przegrał wyścig o przemysł. Fakt, że właścicielem jest osoby ich obywatelstwa nie daje im żadnej przewagi ani ekonomicznej, ani nawet prawnej. Bowiem nawet jeśli np. USA dokona wywłaszczenia Apple, to nie stanie się właścicielem jego oddziałów na całym świecie. Do tego potrzebował by zgody WSZYSTKICH urzędów antymonopolowych w tych krajach. Bowiem jurysdykcja USA kończy się z ich granicami. Dalej prawo własności jest regulowane przez inne narody. Właściciel jest zarejestrowany w lokalnych rejestrach przedsiębiorców i nawet, gdy spółka macierzysta w kraju przestanie istnień, nadal będzie widniała w rejestrze lokalnego kraju i właściwe nie utraci własności w innych krajach. Stąd np. kiedy dochodzi obecnie do „fuzji” Alstomu i Bombardiera właściciele muszą uzyskać zgodę na fuzję spółek w ponad 50 państwach, według reguł lokalnych urzędów i lokalnych unii (chociażby Europejskie Biuro Ochrony Praw Klienta i Konsumenta). Chodzi nie tyle o fabryki, ale masowe biura dystybucji i oficjalnej reprezentacji w różnych krajach świata. Jeśli nie dostaną np. połowy zgód. Bowiem w połowie państw będą mieli wspólne firmy, a w połowie 2 osoby fizyczne będą mieli oddzielną własność. Można więc każde państwo uznać za „rzeczywistość alternatywną”, które się nie mieszają. Spółka nie może być zarejestrowana w jednym miejscu dla dwóch państw. Nie jest więc jedną spółką. Gdyby np. USA wywłaszczyło centrale Apple, to jednak nie mogło by wywłaszczyć jego oddziałów, gdyż wywłaszczenie kończy się za granicami. Wówczas właściciel mógłby spokojnie kontynuować biuro, gdzieś na drugim, końcu świata, całe fabryki by działały pod jego komendą, a USA zostało by z biurem pełnym kartek i komputerowych programów projektowych, bez niczego do produkcji.
Ludzie jednak czytając o niebotycznej wartości „amerykańskich” firm takich jak Apple z pewnością mogą pomyśleć, że daje to siłę Stanom. Szybko jednak zdajemy sobie sprawę jak bardzo nieprawdziwe są to dane. Zakup centrali nie będzie oznaczał zakupu 95% reszty spółek z logiem „Apple”, bowiem zgodę na przejęcie przez nowy podmiot lokalnego rejestru przedsiębiorców będą musieli wyrazić zgodę państwa w których one są. 50 państw to ponad 50 odrębnych umów do podpisania, ustanowionych przez 50 odrębnych kodeksów cywilnych. Państwo to zamknięty system – można to uznać za kryterium państwa rozumianego de facto.
Przychody spółki mogą być bardzo nikłe, jeśli porównać je do przychód „zagranicznych” odpowiedników firmy. Łączenie spółek powiązanych w jednym państwie jako „koncern” jest zrozumiałe, ale rozumienie jako „koncern” lub „firmę” 10 spółek z 10 krajów jest błędem, gdyż takie coś nie ma żadnego bytu. Żadne prawo państwa nie „widzi” pozostałych. Przedsiębiorstwo jako coś czego korzeń kryje się w ustawach lokalnego państwa nie może być „międzynarodowe” a jedynie daje takie mylne złudzenie. Tak jak „przelewy międzynarodowe”, będące de facto wymianą walut, które i tak nie są wydawane w krajach gdzie nie są używane, a w przypadku przyjmowania ich zwiększą co najwyżej inflację, do nadaje się już tylko do skreślenia wyrazów podobnych.
Wartość spółek to z kolei największy błąd. Nie dość, że nie uwzględniają parytetu siły nabywczej (mówią o wartości nominalnej) to na dodatek liczą wartość sprzętu i akcji której posiadacz jest jej właścicielem podwójnie! To tak jakby akt własności ziemi i tą ziemię liczyć podwójnie. Do tego uznanie, że wartość Tesli 150 mld bo w ciągu roku akcje skoczyły 10 krotnie jest nieprawdą. Gdy rośnie cena danego bytu, zaś sam byt nie powiększa jakości bądź ilości to nie można mówić o wzroście wartości. Tesla nie zwiększyła 10-krotnie liczby produkowanych i sprzedawanych aut! Mówimy więc o 10-krotnej inflacji. A biorąc pod uwagę liczenie akcji i aktywów osobno, to z 150 mld, a potem 15 mld, robi się 7,5 mld. A jeśli uznać, że nie ma takiej spółki jak Tesla „światowa” To ile zostanie Tesli, po odjęciu jej zagranicznych wersji? A jako porównanie dajmy teraz PKP Polskie Linie Kolejowe. Jest właścicielem około 40 000 tysięcy km torów. Cena za metr torowiska x 1000 m x ilość kilometrów linii kolejowych = aktyw o wartość biliona PLN! Właścicielem jest JEDNA spółka. Wartość nie świadczy o zamożności, bo pieniądz ma wartość tylko podczas aktu transakcji – wartość nie wpływa na PKB PSN. Trzeba patrzeć na wartość sprzedaży + wartość produkcji + wartość pensji, wraz z konsumpcją pośrednią. A jeśli mówić o obrotach to weźmy np. Orlen. Produkcja paliwa w Rafinerii Płock to 40 mln ton rocznie (kilkadziesiąt miliardów litrów). Biorąc pod uwagę, że Orlen dokonuje również jej sprzedaży musimy liczyć podwójnie akt wygenerowania PSN, bowiem jednym jest produkcji, a drugą sprzedaż w Polsce. Jeśli oprócz tego uwzględnimy sprzedaż produktów innych na stacjach i uwzględnimy parytet siły nabywczej (Polsce pieniądz jest 2x skondensowany w porównaniu do USA i 3x bardziej w porównaniu do Szwajcarii) to wychodzi, że obroty w Orlen (rafineria + stacje) to pół biliona PLN. Roczne obroty Orlen w Polsce, to prawie 50% wartości największej publicznej spółki w Chinach (według rankingów dla Chin), która z kolei jest warta tylko 20% więcej niż wartość torowisk posiadanych przez PKB PLK.
Więc tym samym jeśli ktoś mówi, że dana firma ma większy obroty niż jakiś duży europejski kraj, to z pewnością myli się lub naciąga.
Przesłanie pieniędzy do danego państwa nie zwiększy jego zamożności, a jedynie infację u dającego spowoduje to deflację. Dlatego też podczas planu Marshalla, USA dostarczało Europie surowce potrzebne do odbudowy infrastruktury. Pieniędzy wymienić nie mieli na co, bo spadła wartość pieniądza (pieniądze, nie waluty), a złota i tak by nie wymienili bo nikogo nie było stać na jego skup. Nawet gdyby zaczęli nagle płaci złotem to by spowodowało to tylko inflację. Mogli jedynie dostarczać surowce, tak samo jak potem dostarczali samochody pancerne do Afganistanu. Tym samym najlepszym sposobem na pomoc biedniejszym krajom, jest wysyłka produktów. W ten sposób działał chociażby unijny program wspierania rodzin wielodzietnych, w wyniku czego dostali wysyłką, chociażby darmowe paczki makaronu. Fakt ten dał o sobie znać w czasach zbrodni wojennych Królestwa Hiszpanii, kiedy to po podbiciu Meksyku przez Corteza, myślano że „kolonie” doprowadzą do wzrostu gospodarczego i zamożności ich państwa. Okazało się jednak, że produkcja towarów generowała PKB PSN kolonii nie zaś Hiszpanii, a niewykorzystane PSN w Meksyku, wpłynęło na niskie ceny lokalnych produktów, zaś Hiszpania nie miał korzyści, gdyż nie była jego częścią, Hiszpanie nie mogli więc kupić kolonialnych produktów, gdyż nie mięli więcej pieniędzy niż wcześniej, zaś złoto jako płacidło szybko uległo inflacji. Handlarze kolonialni splajtowali, zaś obszary kolonii się rozwijały. Z tego powodu część cywilnych Hiszpanów, Walencjan czy Andaluzja migrowało do Meksyku, co tylko przyspieszyło odzyskanie przez Meksyk niepodległości. Ten sam scenariusz ekonomiczny, wzrost gospodarzy kolnij, z brakiem wzrostu zamożności mieszkańców metropolii, powtórzył się w Ameryce Południowej czy Afryce, przyspieszając zabicie okupantów.
Dbanie o obroty we własnym kraju jest istotne, bo jest podstawą solidnej organizacji narodowej. Gdy dany kraj jest bardziej wydajny, właściciel firmy korzysta na tym jeśli mieszka w nim. Gdyby w USA zapanował kryzys i bardzo zmniejszyły by się obroty, wówczas milionerom i miliardarom nie pomogło by ich bogactwo, gdyż musieli by na wszystko wydawać więcej. Wówczas pozostało by im jedynie upuszczenie kraju i znalezienie państwa, gdzie ich pieniądze („pneuma”) znalazły by swoje „psyche”. Taka migracja była by jednak traumą dla większości osób zmuszonych do takiej ucieczki. Niektórzy ludzie robią fabryki za granicą, bo mają małą możliwość w swoim kraju (firmy z niewielkiej Danii, Szwecji czy Holandii próbują robić interesy na większych rynkach), lecz trudno to zrozumieć w przypadku np. USA czy Niemiec.
Warto dodać, że fakt iż właściciel ma jest z danego państwa nie daje temu państwu rządnej korzyści jeszcze z jednej strony. Bowiem czy rzeczywiście przedsiębiorstwo w kraju A jest w „rękach” obcokrajowca? Przecież właściciel spółki w kraju A, posiadający obywatelstwo kraju B, ma własność nadaną przez konstytucję i kodeks cywilny kraju A, tym samym prawo własności pochodzi od rządu kraju A, który przecież jest wybierany bądź pochodzi od obywateli kraju A! Tym samym jeśli spółka jest w rękach osoby z kraju B, a własność osoby z kraju B to bytu w kraju A, jest w rękach rządu obywateli kraju A, który uchwala prawa odnośnie posiadania prawa własności, to tym samym zgodnie z prawem przechodniości implikacji, zwanym też prawem sylogizmu wynika, że cała działalność gospodarcza w kraju, jest w rękach obywateli tego kraju.
Uzależnienie od importu jest istotne, ale uzależnienie od eksportu również ma znaczenie. Czechy są wysoko uzależnione od eksportu. Dlatego najlepiej by było, aby nie tylko produkować masowo produkt w kraju, ale i masowo je sprzedawać. Gdy spada import, fabryki w kraju mają większy rynek zbytu w środku i nie dochodzi do przeplatania się importu z eksportem. Wyjątkiem są produkty na zamówienie jak np. pociągi czy autobusy, gdzie eksport Solaris’ów z Polski na cały świat, jest czymś normalnym. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy mimo przejęcia całego sektora w kraju przesz krajowe produkty, nadal coraz więcej produktów idzie na eksport z powodu wysokich zamówień. Tak się dzieje w Polsce z sektorem mebli czy surowców naturalnych (węgiel czy siarka). Wówczas można zwiększać rynek zbytu, choć tak naprawdę nad kolejną zwiększeniem się produkcji na eksport odpowiadają głównie zamówienia i kontrakty ustalane za granicą, między zleceniodawcą produkcji, a odbiorcami w różnych krajach. Polacy osiągnęli niemal mistrzowski poziom w kwestii koncentracji kapitału. Prócz wymienionych wyżej wyjątków, masowo wbija się zbyt z produkcji w krajowy rynek – eksport jest ostatecznością, choć oczywiście są wyjątki od tej reguły. Nieco inaczej jest z przedsiębiorstwami handlu. Tutaj chodzi nie tyle o zbyt ale o obroty. Podstawową zasadą przedsiębiorstw handlowych wywodzących się z Polski jest zasada „Nie idź za granicę. Sprzedaj w kraju ile możesz”. Być może wynika to z XVI wiecznej ustawy, która kazała obcokrajowcom kupować produkty Polskie na terenie Polski, zamiast Polakom sprzedawać je za granicą co przez lata wpoiło się to w mentalności jako przyzwyczajenie, bądź też s faktu hermetyczności społeczeństw tej części Europy i jej dobrej organizacji lokalo-centrycznej społeczeństwa kumulatywnego. Najlepszym przykładem jest fakt, że Lidl otworzył pierwszy sklep poza Niemcami, kiedy miał w Niemczech 300 sklepów. Zaś Biedronka ma w Polsce już 4000 sklepów i ani jeden nie wyszedł za granicę. Kiedy w Polsce założono Lidl Polska, kraj dostał podwójny strumień wzrostowy.
Gdy polski rynkę jest już naprawdę przepełniony, a produkcja coraz większa eksport jest koniecznością. Nie znaczy to bynajmniej, że Polacy też nie mają za swojego za uszami. Za produkcję w Chinach, odpowiedzialne są między innymi takie firmy jak Polux, Amibition, Impact, Dromader czy inne.
Nie ma wątpliwości, że w praktyce firma jest „-ska” w stosunku do udziału danego kraju w niej. Firmy te działają oddzielnie, ale ten kraj, gdzie najwięcej się produkuje – może się pochwalić. Nie ma wątpliwości, że zachód poniósł porażkę w tej rywalizacji. Nie tylko Chiny i Azja, ale i też Europa Wschodnia, a nawet reszta świata, rozwiana się wiele razy szybciej niż Zachód. Kraje Azji i Europy Wschodniej masowo przeganiają zachód pod względem PKB PSN na jedną osobę. W Europie dominuje Grupa Wyszechradzka, Rosja i Kraje Bałtyckie, ale praktycznie każdy rozwija się szybciej niż np. Francja (wyjątkiem jest Irlandia i Malta, które nadal idą w przód). Gdyby startowały z tego samego miejsca, zachód był by dziś jednym z najsłabiej uprzemysłowionych rejonów świata.
Świat uległ całkowitej demonopolizacji „zamożności”, dawniej jedynie USA, Europa Zachodnia, niektóre państwa Arabii i wybrane kraje Azji były mocne gospodarczo. Teraz z wyjątkiem niektórych regionów świata (rejon Sachelu, Afganistan) jest coraz podobniej, a większość pozostałych jeszcze biednych krajów, rozwija się szybko.
Państwa, w których istnieją „centrale” nie za dużo z nimi zrobią. Państwa posiadające fabryki, mają możliwość błyskawicznego wywłaszczenia zakładów i przejęcia wszystkich patentów, gdyż na to zgodnie z konwencjami międzynarodowymi musieli wyrazić zgodę przedsiębiorcy, inaczej nie dostali by zezwoleń na działalność. W rękach Chin pozostają de facto Apple czy MSI, a w naszych – Ikea, Fiat czy Bosh. Tutaj trzeba wymienić, że o ile nowy porządek świata jest na stratę dla zachodu, to Polska znalazła się na liście zwycięzców. Chiny pozostają oczywistym Cesarzem całego tego zjawiska, już za moment USA wyprzedzą Indie w produkcie krajowym brutto PSN, zaś u boku „cesarza” plasują się kolejni potentaci obecnego porządku. Polska jest jednym z największych z nich. Wraz z nami jest Rosja, Turcja, Pakistan, Wietnam czy Argentyna. Tym samym należy zaznaczyć, że gdy już świat pod względem zamożności ulegnie całkowitemu wyrównaniu, nie minie rok zanim zachód zacznie gwałtownie spadać w stronę najniższych miejsc.
Do tego trzeba jeszcze dodać fakt, iż PKB nie uwzględnia szarej strefy, czarnego rynku i pracy nieodpłatnej (produkcja na potrzeby własne, rodzinne czy wolontariat). I np. Grecja ma PKB PSN PC w przeliczeniu na złotówki – na poziomie 160 000 PLN rocznie. Z kolei Demokratyczna Republika Konga tylko 20 000 jako jeden z krajów Afryki o najmniejszym wskaźniku. Grek ma wyprzedać Kongijczyka o nierealną ośmiokrotność. Policzmy jednak „PKB niewidzialne”. Szara strefa w Grecji to 20% gospodarki płatnej, a prace nieodpłatne – około 10% gospodarki (nie licząc szarej strefy). Z kolei w Demokratycznej Republice Kongo – szara strefa to 66% gospodarki płatnej, a prace niedolane – 80% gospodarki nie licząc szarej strefy (rozumiejąc, że stosunek do białej strefy to 8:2). Musimy więc najpierw szarą strefę przemnożyć mnożąc PKB przez udział szarej strefy w gospodarce , potem przez procent płacy nieodpłatnej, a następnie oba wyniki dodać do puli PKB. Co wtedy wychodzi? Jeśli uwzględnić też czarny rynek, to PKB PC PSN Grecji wynosi około 260 000 złotych na osobę rocznie, zaś w przypadku Konga – 140 000 złotych rocznie na osobę. Różnica zakośności, która miała wynosić 1:8 okazuje się różnicą jedynie 1:2! Kongo nie jest wcale tak biedne – po prostu ma inną kulturę ekonomii. Dlatego też nawet gdy będzie wzrost, Europa tego nie zauważy. To samo można powiedzieć w mniejszym stopniu o Grecji czy Włoszech, które są uważana z gorsze kraje południa Europy, z powodu tego że mają dużą szarą strefę i rynek nieodpłatny. Np. w Niemczech szara strefa wynosi tylko 10%, a w rzekomo najbogatszej Szwajcarii – 5%. Ona nie jest najbogatsza – ona opodatkowała szarą strefę i tyle.
Czyli „Dziedzictwo rasowo-mentalno-kulturowe ludności o korzeniach niemieckich w Polsce na zasadzie embodimentu idei przekazywanych przez efekt lustra i wpływ habitatu.” – rzecz o największej w Polsce mniejszości i jednej z niewielu mniejszości napływowych. Jedynej, poważnej mniejszości w Polsce, która rzuca się w oczy.
Jeśli mówić o „mniejszości niemieckiej w Polsce” zazwyczaj nasuwa się na myśl 150 000 osób, które zadeklarowały w spisie powszechnym narodowość Niemiecką, gdyż stosują na co dzień ten język. Jednak po IX wieku język niemiecki stał się językiem wielu narodów (Ślązacy, Połabianie, Karantanie, Prusowie) więc nie jest to dobre źródło.
W rzeczywistości można pokusić się stwierdzenie, że „mniejszość” niemiecka w Polsce to 2-4 miliony Nadreńczyków, czyli mieszkańców o korzeniach realnie od początku niemieckich czyli ludzi o pochodzeniu z terenów między Łabą, a Renem. Przybywszy do Polski w okolicach XIII wieku, zachęceni do przez książąt dzielnicowych do osadnictwa, nieustannie przekazywali z pokolenia na pokolenie elementy nie tylko wyglądu, ale także zachowania czy sposobu bycia. Ze względu na instynktowną potrzebę zakładanie rodzin wśród własnej „kategorii” genetycznej (wymóg zachowania ciągłości ewolucji), nieustannie od kilkuset lat zachowują swoją istotę, i dziś być może jedyne co łączy ich z Polakami to język. Zrozumienie genezy obecności tych ludzi w Polsce, ich sposobu myślenia, jak i metody ich rozpoznawania mogą być ważne dla dobrego dialogu społecznego w Polsce dla obu stron tych odmiennych kręgów kulturowych.
Nadreńczycy, nie mówią o sobie jako „Niemcy” ale jednocześnie cały czas (nawet podświadomie) dają znać o tym kim są. „Świadomość narodowa” to sztuczny, nie-naukowy wytwór XIX wiecznego, wczesnego nacjonalizmu, który chciał potraktować naród tak jak organizację, do której można dołączyć lub odłączyć, ignorując jego rodową, odwieczną genezę. Teorie robiono bez analizy wstecznej i nie poprawiano ich potem (tak jak teorię PIE) pojawiało się wiele falsyfikatów (np. Kronika Prokosza). Do tego doszło mylenie narodowości z obywatelstwem (gdyż po angielsku oba pisze się jako „nationality”) co spowodowało spaczenie definicji „Polak’/”Niemiec” tak jak i innych ludów. W rzeczywistości wieki i tysiące lat wcześniej ludzie nie potrzebowali „deklaracji narodowości” by wiedzieć kto jest kim. Wiedział już o tym Tacyt, Geograf Bawarski czy Prokopiusz z Cezareji który po pracach terenowych i zbieraniu danych określał gdzie jest Wandal, kto Gal, kto Wielet, kto Polanin, a kto Sarmata i po latach okazało się że mieli rację. Skoro w spisie powszechnym narowiści każdy może zadeklarować co chce, spis taki nie ma żadnej wartości naukowej. Jedyne co nam zostało to historyczne mapy, testy DNA i analiza osadnictwa oraz kręgów kulturowych, czyli sprawdzić wszystko trzecio-osobowo.
Zasięg języka Niemieckiego w latach 30-stych
Nadreńczycy (zwani dalej „Niemcami”, według esencjonalistycznej wersji definicji narodowości) to w niemieckojęzycznej nomenklaturze osoba o korzeniach germańskich/niemieckich, czyli wywodząca się z rodów rejonów od Renu po Łabę. Taką osobą może być mieszkaniec Monachium, Bremy, Hamburga czy Dortmundu (praktycznie całe terytorium dawnego RFN). Inna spraw osobami niemieckojęzycznymi, które nie muszą mieć żadnych związków z Niemcami. To przeważnie ludy, których język niemiecki był bądź jest językiem wyuczonym historycznie, gdyż ich rodzime języki były zbyt rozdrobnione by używać ich krajowo. Do Folksdoitsche należą np. mieszkańcy Wiednia, Lipska, Miśni, Berlina. Dawniej również mieszkańcy Szczecinia, Królewca, Opola czy Poznania. W 1945 mogło w Polsce być takich osób nawet kilkanaście milionów. Dziś jest ich tylko 150 00 tysięcy. Wraz z utratą języka niemieckiego, przez Polaków niemieckojęzycznych, język utracili też prawdziwi Niemcy na ziemiach Polskich. Obecnie mogą stanowić nawet 10% ludności Polski (na ziemiach zachodnich – 20%). Największe ich skupiska (50%) są w rejonach Wielkopolski Zachodniej, Zagłębia Miedziowego (Głogów, Polkowice, Lubin, Legnica), Stargardu Szczecińskiego, Płocka, Kłodzka, Pomezanii i Ziemi Chełmińskiej. W powiacie Bogatyńskim stanowią grubo ponad połowę. Ich ilość może wynosić nawet 5 mln, jeśli doliczyć na siłę też ludzi o pochodzeniu Nordyckim (Wolin, Wielkopolska, Pomorze Zachodnie, Lubuskie). Dane te przeprowadził Robert Gabel w ramach projektu pochodzenia ludności niemieckojęzycznej żyjącej w okresie międzywojennym. Mozaika genetyczna w tych rejonach pokrywała się z mozaiką dostarczoną przez współczesne badania przesiewowe, takie jak archiwizowane na Eupedii, zaś obszary te wręcz idealnie pokrywają się obszarami, które były udokumentowanymi obszarami nadawania ziem niemieckim imigrantom z XII wieku, więc można być pewnym, że proporcje i skupiska są prze lata niemal niezmienne.
Jak rozpoznać anglendoitsche? Jest to dosyć proste, bo są bardzo charakterystyczni. Przypominają Skandynawów, Anglików bądź Francuzów w przeciwieństwie do Słowian, którzy przypominają Finów.
Anglendoitshe
„Slavenpolen”
Nos
Wysunięty w dolny-przód
Wysunięty w górny-tył
Szczęka
Wysunięta w przód
Wysunięta w dół
Oczy
Odsłonięta powieka
Wąskie/wsunięte
Włosy (u dorosłych)
Mogą być kręcone, od jasnego blondu po ciemny blond
Proste, od ciemnego blondu po czarne
Wzrost
Raczej wysoki
Raczej niski
Zarost
Dosyć gęsty
Rzadki
Kolor oczu
Niebieski, szary, brązowy
Szary, brązowy
Zęby
Dłuższe siekacze
Dłuższe kły
Brwi
Ukośne rozwarcie do nosa
Prostopadłe do nosa
Czaszka
Szersza u góry
Mniej szersza u góry
Uszy
Bardziej odstające
Mniej odstające
Europa bowiem składa się z dwóch, odrębnych ras o różnym pochodzeniu – północno-wschodniej i zachodnio-południowej. Tą odrębność uznawał już Wincenty Kadłubek, który dzielił Europę na „niezmierną rzeszę ludzi” (czyli Słowian i ich krewnych, aż po Ural) oraz „Celtów” (według jego definicji – całych mieszkańców Europy Zachodnio-Południowej). To właśnie dlatego, absolutnie zawsze te części Europy były odrębne praktycznie we wszystkim. Pojęcie „Europejczyk” jest bardziej efektem przyjaznego sąsiedztwa niż wspólnotą kulturową, choć oczywiście dochodziło do zapożyczeń kulturowych i językowych między obiema stronami. I tak np. Słowianie czcili słońce, a Celtowie (mieszkańcy Europy Zachodniej) czcili gwiazdy, Słowianie palili ciała zmarłych, Celtowie czy Rzymianie składali do grobu, Słowianie mieli religię monistyczną, Grecy czy Wikingowie – dualistyczną. Grupa wschodnia była liczniejsza niż grupa zachodnia, co za tym idzie – po upadku Cesarstwa Rzymskiego, wschód podczas dyfuzji kultur miał większe wpływy kulturowe na zachód, niż on na wschód, szczególnie w sprawach synkretyzmu religijnego. Widać to chociażby po dużej ilości samobójstw we współczesnej Polsce – kiedyś w Europie Wschodniej samobójstwo było rytuałem i pisali o tym w IX wieku już Arabscy podróżnicy. Logiczne jest że Polacy nie przyjęli by nigdy obcej kultury (przeczy temu instynkt samozachowawczy i odruchy wrodzone, zachowania stadne itd.), chyba że widzieli by w niej analogie do swojej (tak jak z kulturami uralsko-ałtajskim), a tych analogii w kulturach Zachodu i Bliskim Wschodu oczywiście nie było.
Zdjęcie z Islandii, mężczyzna pochodzenia Wikińskiego i kobieta pochodzenia Lapońskiego – unikatowy tyngiel jest typowy dla społeczeństwa Islandii i języka Islandzkiego.
Teoretycznie można oddzielić rasę od mentalności np. dwóch Polaków adoptuje Niemieckie dziecko i go wychowa jak Polaka, jednak ostatecznie zdajemy sobie sprawę, że oddzielenie rasy od kultury nie jest tak naprawdę możliwes. Bowiem wygląd danej populacji jest mocno związany z kulturą. Trudno sobie wyobrazić np. sztukę grecką bez charakterystycznych oczu i włosów u pomników postaci. Dlatego też wyobrażanie, wielu Polaków przez zachodnich malarzy tak jak np. Greków czy Francuzów sprawia, że trudno je powiązać z Polską kulturą. Taki sam los spotkał wyobrażenia Hunów i Mongołów, których przedstawiono jak Niemców czy Wikingów na niektórych obrazach. Było też jeszcze inaczej w słynnym obrazie gdzie Ślązak depcze Mongoła w Legnicy. Ślązak wyglądał jak Grek o jasnych włosach, a Mongoł – jak stereotypowy XVII wieczny Polak-Sarmata. Gdzie jest więc sens?
Innym problemem antropologii fizycznej jest to że Polacy nie są przyzwyczajeni do niewerbalnego odczytywania gestów Polaków bo ich twarzy. Niemcy wyglądają inaczej stąd Polacy mogą błędnie odebrać ich zamiary. Osoba z duży, nie-prostym zarostem kojarzy się w Polsce z rozbójnikiem lub piratem. Problem w tym, że u Niemców taki zarost szybciej i mniej prosto – mają więcej włosów. Do tego oczy Niemców czy Anglików wyglądają tak, jakby się niegrzecznie gapili, a to ich naturalny kształt, brwi też są nieco inne. Jak więc Polak ma odebrać niewerbalnie ich zamiary, skoro od dzieciństwa odczytują inny schemat twarzy niczym kod Java VR? Do tego Niemcy mają szczękę wysunięte w przód co sprawia iluzję, jakby unosili ją do góry (w Polsce jest to symbol egozimu), co oczywiście jest tylko złudzeniem, ale podświadomie czytanym w taki sposób. Nawet gdy zdamy sobie sprawę z tego, że ktoś tak po prostu wygląda to trudniej będzie powstrzymać odruchy takie jak napięcie mięśni czy adrenalina. Tak samo (tyle że na jeszcze większą skalę) było z mniejszością Arabską. Niemcy również dość głośno wydychają powietrze (system ochrony przed przegrzaniem), w przeciwieństwie do Polaków, u których oddychanie jest cichsze, a gest głośnego wydychania jest odbierany jako zniechęcenie do rozmówcy i zdenerwowanie na niego.
Fryderk Szopen – jeden z pseudopolaków, w rzeczywistości osoba o korzeniach niemieckich
Mimo sztywnego podziału na Europę, jako jedno z miejsc gdzie spotykają się dwa światy, to jednak nie jest ono idealnie równe. Bowiem mieszkańcy często migrowali do innych krajów, co prowadziło do dalszej dyfuzji. Największe skupiska populacji o korzeniach z Europy Wschodniej na Zachodzie znajdują się w Andaluzji, Katalonii, Sardynii, Galicji, Kraju Basków, Etrusii, Wenecji, Walencji i Bretani (co ciekawe – większość z nich to dziś rejony separatystyczne). Z kolei najwięcej potomków imigrantów z Zachodu na Wschodzie znajduje się w Sudettlandzie w Czechach, Rumunii, Węgrzech, Ukrainie, Tatarstanie oraz w Polsce. Warto dodać, że granica między populacjami R1B (celtycka), a J2 (zachodnio-bliskowschodnia) jest płynna, tak samo jak granica między populacjami R1A (słowiańska), a N1C1 (uralska). Z kolei granica między R1B, a R1A jest nagła i skokowa, na rzece Łabie, co jest dowodem na ich odmienność. Sądząc po mozaice genetycznej, antropologii fizycznej i motywach kultury, ludność zachodnia mogła przyjść wyłącznie Hetycji przez Grecję i Italię, idąc za braku możliwości – dalej na północ. Z kolei ludność wschodnia jest udowodniona jako wywodząca się gdzieś z ze wschodu, najpewniej szli przez Karelię w Rosji. W pewnym momencie obie populacje się zderzyły i tak zostało do dziś. I w tym momencie zdajemy sobie sprawę, że nie ma tak naprawdę czegoś takiego jak „Europejczyk” czy „Kultura Europejska”. Tak samo jak nie ma czegoś takiego jak „Azjata” (patrząc na różnice między np. Japonią, a Irakiem), gdyż mówimy zazwyczaj jako o Azji, o Azji Wschodniej. Zaś mówiąc „Europie” zazwyczaj ma się na myśli Europę Zachodnią (Francja, Anglia, Włochy) o Europie Wschodniej nie mówi się praktycznie nic (Polska, Rumunia, Ukraina, Serbia, Białoruś).
O ile Niemcy w Polsce utracili język i musieli legitymować się pod Polską flagą, to nie znaczy to że nie było wpływów odwrotnych, gdyż dyfuzjonizm jest zawsze dwustronny. W Polsce można odnaleźć wiele niemieckich motywów w rejonach o największej gęstości ludzi z tego ludu, a to od Niemców wzięliśmy twarde głoski jak cz, sz czy rz, głoskę „f” oraz szyk zdania (pierwotnie było to – Podmiot-Dopełnienie-Orzeczenie). Germańskie zgłoski (jak LS w słowie Polska) też pojawiły się w naszym języku. Polski stał się w wielu wypowiedziach językiem słowiańsko-germańsko-romańskich. Pytanie więc – czy można ocenić pochodzenie języków słowiańskich, w takiej formie skoro od dawien dawna mają tyle niegramatycznych wtrąceń?
Jak wygląda charakter Niemców? Przede wszystkim są głośniejsi niż Polacy. Dla Polaka podejście do przyjaciela, zapalenie papierosa i odejście to już jest rozmowa. Dużo danych przekazujemy niewerbalnie. Dla Niemca jest inaczej, on mówi więcej niż Polak powiedzieć by mógł. Skutki są takie, że Niemcy myślą że Polacy są niegrzeczni i ich ignorują, a Polacy myślą że Niemcy są niegrzeczni bo zwracają na wszystko uwagę i są za głośni jak na wschodnioeuropejski krąg kulturowy. Coś co dla Polaka jest krzykiem, dla Niemca jest tylko głośniejszym tonem, a coś co dla Niemca jest podejrzanym szeptem, dla Polaka jest cichą, kulturalną rozmową. Nie jest to co prawda jeszcze poziom Włochów czy Francuzów, ale nadal różnica jest mocno widoczna.
Tak jak nie należy oceniać Niemców po zachowaniu Połabian (należał do nich Fryderyk Nietzhe i najpewniej też Johan Goethe, którego mentalność nijak nie przypominała mentalności Niemców) to tak też nie należy oceniać Polaków po zachowaniach Niemców. Czasami się tak jednak dzieje. Niemcy częściej się odzywają przez co wydaje się że jest ich więcej (są też wyżsi i ogólnie wyróżniają się z tłumu). To samo dotyczy z resztą ich urody. Następuje wówczas psychologiczny efekt „białego kruka”/„czarnej owcy”. Stado składające się z białych owiec i jednej czarnej wygląda tak jakby jednej czarnej owcy było więcej niż białych. Do liczby rzeczywistej dodana jest jednostka urojona związana z dwójmyśleniem, tworząc liczbę zespoloną, dającą wynik większości mniejszej liczby rzeczywistej, nad liczbą większą. Tak samo jest z Niemcami w Polsce. Nie należy jednak kierować się iluzjami.
Joseph Goebbels i Heinrich Himmler, dwie osoby związane z nazizmem, z czego tylko jeden jest prawdziwym Niemcem – stanowi to najlepszy przykład na fałszerstwo pochodzenia wielu pseudoniemców.
To samo dotyczy kwestii ich rasy, gdyż często w podświadomości miesza się ona w tłumie z rasą Polaków. To tak jakby widzieć niebieskie i czerwone kropki, które z daleka wyglądają na fioletowe. Niemców jest mniej, ale rzucają się w oczy przez to co paradoksalnie tworzy iluzję że jest ich więcej niż w realu. W efekcie wychodzą takie powszechne paradoksy jak „uroda europejska”, która sama w sobie nie istnieje (chyba, że mówimy o hybrydzie, ale to rzadkie przypadki). Również farbowanie włosów i modyfikacja ich kształtu jest szkodliwa dla możliwości robienia analizy tłumu. Bowiem na ocenę wielu ludzi, wpływa często nie świadomość lecz podświadomość. To tym bardziej utrudnia ocenę – kim są Polacy i stąd pochodzą? Ktoś kiedyś zauważył jakby Niemcy mieli by być bardziej podobni do Polaków niż Francuzi, jest to jednak błąd, gdyż twarze robiono jako średnią z wyglądu próbek kontrolnych z obszarów tego kraju. Tym samym do średniej doliczono 20 mln Połabian. Taki sam błąd zrobiono w Przypadku Norwegii, gdzie komputer pomieszał ze sobą Skandynawów z Lapończykami. Anglia jako jednolita wyszła akurat precyzyjnie, jednak pokazuje to jak należy oddzielać te populacje. Wyobraźmy sobie co by się stało, gdyby próbowano obliczyć taką średnią w tak niejednolitych państwach np. w Brazylii albo USA? Generalnie mamy do czynienia z dwoma populacjami w Polsce, mniejszą i większą, które zbyt bardzo się od siebie różnią by oba wywodziły się z jednego kraju. Większa jest rdzenna, mniejsza – napływowa.
Można zauważyć duży udział Niemców, w niektórych partiach (i ich współpracownikach). Wśród członków i/lub współpracowników KO, można wymienić takie osoby jak Donald Tusk (ten się akurat przyznaje do pochodzenia), Rafał Trzaskowski czy Borys Budka. Wśród członków i/lub współpracowników PiS można wymienić w sumie z najbardziej znanych w sumie tylko Antoniego Macierewicza. Być może jest to związane z tym że w obszarze, gdzie jest elektorat PO mieszka więcej Niemów, ale i też skłonność do reintegracji ich populacji. Wyjaśnia też to specyficzne zachowanie takich postaci jak Donald Tusk czy Rafał Trzaskowski, przy jednoczesnym dziwnym milczeniu takich postaci jak Mateusz Morawiecki czy Jarosław Kaczyński, co skłoniło liderów PO do podejrzeń, że coś ukrywają, a ich zachowanie to jest jedynie normalna reakcja Polaków. Z kolei reakcja Niemców może się wydawać dla Polaków bardzo dziwna, stąd kontrowersje związane z takimi postaciami jak Donald Tusk wynikające z różnic kulturowych. Trudno mówić o etykiecie, kiedy to istnieje duża mniejszość, która to przestrzega innych zasad niż większość i trudno ich zmusić do przyjęcia obcych wzorców kulturowych, aby nie powiedzieć „niemożliwe”. Dla Niemców sprawy muszą być jasne konkretne, bez udziwnień i dróg niekonwencjonalnych. Polacy zaś przeważnie szukają metod niekonwencjonalnych, gdy te akurat będę wygodniejsze i praktyczniejsze. Niemcy przeważnie dowiadują się o tym dopiero po fakcie.
Zauważyłem u że statystycznie Niemcom znacznie częściej przypisuje się cechy zespołu Aspergera i niż Polakom. Praktycznie stanowią oni tak duży procent sumy tak uznanej, że jest to nieproporcjonalne do ich liczebności. Konieczność, iż „wszystko musi być konwencjonalne” skłonność do rzeczy praktycznych, logika ponad emocjami i dość głośny sposób zachowywania się czy częsty brak zdejmowania butów będąc u kogoś w gości (co może być dla Polaków uznane za niedostosowanie społeczne) sprawia, że z braku innej opcji przypisuje się im takie cechy. To jednak nie wrodzona choroba, lecz po prostu efekt wychowania w odmienny sposób.
Gdy Polakowi zabraknie części to albo naprawi sam, albo zbuduje z tego co ma. Niemiec domówi znowu nowe, albo wynajmie mechanika. I bynajmniej nie jest to kwestia pieniędzy. Gdy Polak nie będzie mógł znaleźć noża do krojenia marchewki, utnie ją nożyczkami. Niemiec będzie szukał i szukał, a jak nie znajdzie to kupi nowy w sklepie obok.
Bardzo ważna jest sprawa dotycząca przyjmowania gości. Gdy Polak weźmie gościa do siebie to będzie sprzątał po nim, kiedy już wyjdzie. Inaczej będzie w przypadku Niemców – tutaj wypada posprzątać za siebie. Dla Polaka honorem jest że ktoś do niego przyszedł. Dla Niemca honorem jest to że to on mógł do kogoś przyjść. Może się nawet zdarzyć, że Polak (podobnie jak Fin) przyjdzie do kolegi i się nie przywita, albo odejdzie też bez słowa i nie jest to niegrzeczne, bo dużo danych przekazujemy niewerbalnie. To właśnie dlatego (oraz ze względu na kształt oczu i twarzy, oraz akcent) jesteśmy często brani przez ludzi z Zachodu i Bliskiego Wschoda za smutnych.
Efekty pracy terenowej potwierdzają tezę. Będąc w 7 szkołach i 7 klasach zauważyłem pewną ciekawą statystykę. Choć osoby o korzeniach niemieckich stanowili zazwyczaj około 10%-20% populacji, to jednak odpowiadali za aż 70% wszystkich odpowiedzi i podniesień głosu podczas lekcji. Mogłem też zauważyć, że mają nieco inny akcent, a także wymawiają twardsze „sz” i „rz” niż osoby o korzeniach autochtonicznych.
Wpływ wychowania w mentalności niemieckiej tworzy również embodiment w tym jak te osoby budują bądź prowadzą swoje domy, co wraz z innymi cechami sprawdziłem podczas pracy terenowej u znajomych anglendoitsche, by wykazać związek pomiędzy wyglądem, a charakterem i sposobem bycia, który dowodzi istnienia anglendouitsche i ich obyczajowości. Na osiedlu testowym istnieją 3 rodziny niemieckie z pośród kilkudziesięciu rodzin. W dwóch z nich można zauważyć specyficzny sposób na ich prowadzenie. W domu A istnieje sztucznie nawadniany trawnik, pies, specjalne ogrodzenie, często głośne imprezy są organizowane w środku, panuje duży porządek w środku, dość często pali się papierosy. W domu B istnieje specjalne ogrodzenie, pies (nomen omen owczarek niemiecki), garaż zamieniony na dodatkowy salon, oraz wielki camper (rzecz rzadka w Polsce). Mieszkańcy domu B przywitali mnie kiedyś dość głośno jak szedłem i chcieli pogadać mimo, iż mnie słabo znali. Z kolei mieszkanka domu A, kiedyś będąc u mnie na chwilę zapytała „czy przypadkiem czegoś ci tutaj nie posprzątać? Nie ugotować?”. Wydawało mi się to nieprawdopodobne, że gość wchodzi i zamiast oczekiwać ciastek, nagle chce sprzątać mi dom. Najwidoczniej stereotypy o „Niemcu czystym, oczywistym” „zawsze sprzątającym mieszkanie z balkonem” nie wzięły się z znikąd.
Próbka numer C – rodzina mieszkająca pod Warszawą. Duży dom. Dwoje „anglendoutsche” i dwoje ich dzieci, niemieckie nawet też nazwisko. Dom duży, dziwne sposoby na umieszczenie niektórych mebli. Niektórzy chodzą w butach w domu, nietypowe sposoby na gotowanie. Podobnie jak próbka nr. A skłonność do podróży za granicę (co jest uważane za typowe w Niemczech). Dość donośny głos, generalnie nawoływanie do sprzątania. Inny sposób przyjmowania gości. Bardzo duże zorganizowanie, szybkie wstawanie w sytuacji, gdy trzeba gdzieś wyjechać. Jechanie na wakacje, bardzo szybko po zakończeniu formalności związanej z rokiem szkolnym.
Próbka nr. D – rodzina pod Grójcem. Kobieta anglendoitsche. Specyficzny sposób na potrawy. Przeważnie bardzo zorganizowana, podczas przyjmowania gości cały czas w ogromnej, świetnie wyposażonej kuchni. Stanowisko kierownicze w międzynarodowej firmie. Pies i marmurowa podłoga.
Próbka nr. F – rodzina pod Warszawą. Jedno dziecko. Duży dom i samochód, niemieckie imię dla córki. Podczas wakacji cały czas w trasie, głównie za granicą.
Próbka nr. G – rodzina anglendoitschów w Warszawie. Korzenie z Opola. Duży dom, bardzo posprzątany, podobny sposób zachowywania się niektórych osób jak w pozostałych próbkach. Marmurowa podłoga (podobnie jak w wielu innych próbkach). Pies.
Próbka nr. H – rodzina anglendoitsche na Pomezanii. Duży basen (co się wielokrotnie powtarzało i może być związane z większa potrzebą ochładzania organizmu u ludów zachodu), dużo dużych rzeczy w ogrodzie, aż trzy psy w tym (nomen omen) owczarek niemiecki.
Sytuacja jest trudna do opisania w przypadku tekstu. Sprawę trzeba zrozumieć w praktyce znając takich ludzi, bądź obserwując zachowania znanych osób w trakcie pracy terenowej. Nie tylko wygląd, charakter, sposób mówienia, relacje z ludźmi, ale też niezwykłe ucieleśnienie mentalności w postaci odmiennych tworów materialnych. Nawet gdy Nadreńczyk mieszka w domu typowym dla Polski to jednak zupełnie inaczej go mebluje i przerabia. W ten sposób anglendotische w Polsce tworzą, rozdrobioną, odmienną od Polskiej, równoległą cywilizację.
Skąd taka korealiacja między pochodzeniem genetycznym, a charakterem i kulturą? To proste. Jeśli para Nadreńczyków posiada dziecko, to przekazuje mu nie tylko geny, ale też wychowanie. Dziecko na zasadzie „fazy lustra” naśladuje rodziców i w ten sposób za pomocą inprintingu/wyuczenia przyswaja od nich mentalną część narodowości. Można więc doskonale zdać sobie sprawę, że narodowość nie jest wyborem, lecz dziedzictwem jednak nie wynikającym z samych genów, ale temu co prawie zawsze im towarzyszy – czyli wychowaniu przez dawców tych genów – rodziców.
Zauważyłem że Niemcy mają większą skłonność do zakładania kanałów na YT. Wiele największych youtuberów w Polsce to właśnie oni. Np. najwięksi youtuberzy Lego (BrodatyGeek) największy youtuber Beyblade (Tybuch the Collector), największy youtube tematów gamingowych (TVGry) czy też przez wiele lat nr. 1 na YT w kraju – satyryk kryjący się pod nickiem Niekryty Krytyk.
Warto dodać też, że Niemcy generalnie należą do rodu, który jest dostosowany do jedzenia przeważnie więcej ilości roślin niż mięsa. Polacy zaś genetycznie są dostosowani do jedzenie większej ilości mięsa – tego wymaga ich natura i potrzeby fizjologiczne. Więc np. Polak jedząc u Niemca, w gościach może czuć się źle jak dostanie mało mięsa i wice wersa. Próba częstowania Nadreńczyka samymi mięsiwami może skończyć się tym że poczujemy się jakby mu nie smakowało. Mamy osobne natury, Słowianie jako lud ewoluujący pradziejowo na północnym-wschodzie potrzebujemy białka i żelaza, aż nadto. Taki „konflikt” przypomina słynną bajkę Ezopa o Bocianie i Lisie.
Ludzie w Polsce od dawien dawna zauważali, że ludzie o pewnym wyglądzie zachowują się specyficznie. Zauważyli korealiację pomiędzy pewnymi cechami wyglądu, a cechami zachowania. Nie umieli zrozumieć czemu Niemcy zachowują się tak jak zachowują, dlaczego np. Niemka robi inne rzeczy niż można by się spodziewać po Polaku. Stąd właśnie wziął się stereotyp „głupiej blondynki”, głośnej blondwłosej dziewczyny, mówiącej dziwnie i robiącej rzeczy które mogą dla Polaka wydawać się głupie. Tak samo jak i stereotyp „rudego” czyli chamskiej, rudej osoby bez znajomych, chyba że z własnej bandy. Jest to oczywiście ksenofobia i rasizm, bo choć Niemcom trudno się dostosować mimo upływu wieków do realiów i kultury, to jednak nie znaczy to że należy się bać czy wyśmiewać z każdego Niemca, którego zobaczymy.
Patrząc na całokształt można zdecydowanie stwierdzić, że Niemcy w Polsce utracili wyłącznie język, a wszystko inne pozostało niezmienne. Bez przyjęcia tego faktu, Polacy nie będę mogli zrozumieć dlaczego np. niektórzy obywatele kraju wyglądają, mówią i zachowują się inaczej. Wszystkie zaś mity stworzone przez PRL o „ stuprocentowej czystości narodowo-rasowej” kraju są tylko propagandą sukcesu, czego dowodzi właśnie fakt, iż największa w Polsce mniejszość etniczna jest 50 razy liczniejsza niż myślimy. Zauważmy, że Żydzi istnieli całkowicie nieinwazyjnie w Polsce przez 500 lat, dlatego że każdy wiedział kim są i jak się z nimi obchodzić by nie popaść w konflikt. Tak długo jak nie zrozumiemy faktu obecności kilku milionów anglendoitsche w kraju i nie powrócimy do dawnej, przed XIX wiecznej definicji narodowości tak długo zawsze będziemy tkwić w paradoksie matematycznym „jednolitości” i nigdy nie zrozumiemy, kim są Niemcy i kim są Polacy. Pogubimy się w niebezpiecznym fałszu.
Robert Lewandowski gra obecnie w Bayern Monachium. trzeba jednak uwzględnić, że sam najpewniej posiada korzenie Niemieckie.
Osobiście mam w rodzinie, w Warszawie jednego Niemca i mogę zauważyć u niego większość z tych cech, zarówno z zachowania, akcentu jak i wyglądu. Przez długie doświadczenie mniej więcej potrafię dostosowywać się do niemieckich realiów. Kiedyś kiedy siedziałem w frytkowni, jedna Niemka podszedła do mnie i zapytała czy coś mi jest (wyglądałem na zmęczonego) – widziałem po twarzy też że ona również przychodzi do tej restauracji bo jest smutna i zmęczona (to nie dlatego, że Niemcy mają specyficzne powieki). Innym razem zrobiłem eksperyment w stylu pracy terenowej będąc w Pizzerni Hutt w Warszawie. Było tam czterech kelnerów. Trzech Polaków i jeden Nadreńczyk. Poszedłem na środek i zapytałem dosyć głosno „Przepraszam czy jest może pudełko na wynos” z niemiecką gestykulacją, akcentem na „ż” i mową ciała oraz zachowaniem typowym dla Niemców. Z pośród kelnerów, trzech Polaków mnie zignorowało jakby niegrzecznego, zaś ten właśnie jeden Nadreńczyk podszedł do mnie, spojrzał w oczy (u Polaków jest to rzadsze) i uśmiechnięty zapytał w czym pomóc. Po wymianie kilku głośniejszych słów doszliśmy do prostego porozumienia i wtem nagle zobaczyłem, że dwóch ludzi – Nadreńczyków – kobieta i mężczyzna (być może małżeństwo) podchodzą do mnie, stoją i nagle zaczynają rozmawiać na temat czy nie mógłbym (akurat ja) udostępnić im swojego stolica i czy przypadkiem zaraz nie kończę. Nagle w środku restauracji stworzyło się całe getto Nadreńczyków. Byłem zdumiony. Czyżby jeden drobny (nomen omen) gestwystarczył aby nagle zresocjalizować członków podzielonej od 700 lat populacji Niemieckiej w Polsce? Instynkty rodowe są tak silne? Widać było nie pierwszy raz jak członkowie tej populacji ciągną do zachowań będących odwzorowaniem swoich. Czy tym razem był to tylko przypadek? Bez względu na to jak wyjdą następne wyniki eksperymentów, już teraz jestem w stanie stwierdzić, że w cichej, jednostajnej i „nienachalnej” społeczności Polaków, Niemcy czują się trochę samotnie.
Hitler nie mógł uważać bycie częścią rasy niemieckiej, za coś co wyznaczało bycie obywatelem III Rzeszy, gdyś ten kraj tylko do Łaby na zachód (i to nie od razu) był realnie Niemiecki. Po za tym nie mógł uważać Słowian za lud gorszy, bo sam miał ich w szeregach w ilościach minimum tak dużo jak Niemców (albo i więcej), po za tym układał się ze Słowacją, Bułgarią czy Ukraińskimi i Jugosłowiańskimi kolaborantami…
Hitlerowi nie zależało (z wyjątkiem Żydów) na kwestii rasy, bo choć mówiło się o tym, to przecież to można zauważyć ciekawą korelację pomiędzy DNA, a wynikami wyborów na NSDAP. W rejonach rdzennie germańskich, poparcie dla Hitlera po prostu zanika.
Teraz kilka ciekawych zdjęć na temat tego jak Hitler traktował „Rasę Aryjską”. Jedynych, prawdziwych (to fakt!) eingeldoitshe. Zdjęcia pochodzące z Powstania Warszawskiego
Żebrzący, głodny chłopiec podczas Powstania Warszawskiego o ewidentnie niemieckim pochodzeniu,
Dziewczynka, o typowo niemieckim kształćcie twarzy, modli się do grobu kogoś zabitego przez oddziały Wermachtu.
Dwie kobiety niemieckie, jedna (co widać chociażby po nosie) opłakuje swoją być może siostrę/córką/kuzynkę? Została ona trafiona podczas służby w AK. Trudno o dokładną idemtyfikację z powodu masy krwi i min ludzi na zdjęciu, ale wyglądają ewidentnie na Niemki.
Dziewczynka służąca jako sanitariuszka w oddziałach AK, o typowo niemieckich powiekach.Ciężko ranny mężczyzna, o niemieckim kształcie nosa, szyji, powiek, uszy i szczęki, koło niego najpewniej jego dziecko – również ranne.
Kompilacja, której popularność napędza dzisiejszy konflikt. Nie jest doskonała, brakuje jej wzmianki powiązaniu Ukraina-Kaganat Chazarów (tamga!), a wzorki ukraiński można w sumie też masowo znaleźć w Rosji, ale pod względem powiazań Rosji z Mongolią i Słotą Ordą – bezcenne. Najbardziej szokuje flaga bitewna Mongołów, czy herb Złotej Ordy.
Wybory do Reichstagu Konfederacji. Wyborcy z Polski i Połabia dali radę przekroczyć granicę 50%, lecz w realu ich władze była jeszcze większa, bo obejmowali władzę nad największym podmiotem Konfederacyjnym – Królestwem PrusSystemy prawne i sądoweWyniki wyborów w 1928 – zwycięstwo KonserwatystówWybory 1932 – zwycięstwo NSDAPDNA mieszkańców Niemiec – 1914 tuż przed wyboramiDNA (R1a) w Niemczech i Austrii Herb jednego z rodów Ukraińskich
Moneta Bolesława Krzywoustego
Moneta krzywoustego, tamga, „ręce boga” i swastyka
Dawne odznaczenie II RP
Wandalska popielnica z Białej, odnaleziona w grobowcach ludności o słowiańskim DNA, Polska
Bułgarska ozdoba
Swastyka z Azji Środkowej (Kazachstan, Nepal, Kirgistan, Rosja)
Okolice Obwodu Rostowskiego
Jedno ze świąt Wojska Polskiego, przedwojnieSerbia, ludność o haplogrupa genetycznej I2 i R1aNeopogański obrzęd – Podlasie
Wrocław – jeden z licznych zjazdów neonazistów
Wrocław to ojczyzna NOP – oprócz koloru białego i czerwonego dodano kolor czarny będący Barawami II-giej i III Rzeszy. Oryginalne barwy podobnego ONR, składały się z kolei z PSL-owej zieleni. To jedyne przypadeki używania przez organizacje, koloru czarnego do flagi, oprócz organizacji Islamskich.
Informacje o religii Słowian w okresie przed rozpoczęciem chrystianizacji w nikłym stopniu dotrwały w źródłach do dzisiaj. Nie zachowały się żadne źródła bezpośrednie, a jedynie okazyjne relacje chrześcijańskie. Rekonstrukcja odbywa się przede wszystkim w oparciu o ślady dawnych wierzeń zachowane w folklorze i wierzeniach z okresu już chrześcijańskiego. Nie bez znaczenia są także badania z zakresu szerzej pojmowanej teorii religii.
Choć ludy słowiańskie oraz powiązane z nimi systemem wierzeń, a prawdopodobnie także etnogenezą ludy bałtyjskie zamieszkiwały na początku średniowiecza gigantyczne połacie Europy (większość terenów na wschód od Łaby, z wyłączeniem terenów zajętych przez Węgrów i ludy koczownicze), nie zachował się z tamtego okresu żaden spójny przekaz opisujący ich wierzenia. Nie istniał odpowiednik Eddy służącej do rekonstrukcji religii Germanów, a tym bardziej rodzime źródła pogańskie. Chrystianizacja Słowian trwała kilkaset lat, a do jej celów przygotowywano misjonarzy, czy wręcz całe konwenty czy biskupstwa. W efekcie zderzenia kultury słowiańskiej z chrześcijańską, od VI wieku następował stopniowy proces łączenia się chrześcijaństwa z lokalnymi wierzeniami. Chrzty władców zakończyły się wraz z podbojem Połabia przez Księstwa Niemieckie i ich sojuszników (XIII wiek), zaś na poziomie chrztów prywatnych około XV-XVI wieku. Nadal jednak wiara przetrwała wieki w postaci ludowych wierzeń, zabobonów (wykorzystywany przez chrześcijaństwo) czy elementów synkretycznych.
Zachowane źródła
Baśnie, mity, legendy i podania
Odmiennie niż w przypadku Sumeru, Egiptu, czy Grecji, nie odnaleziono żadnych zapisanych mitów pochodzących z okresu przed rozpoczęcie chrystianizacji, tak samo jak i żadnego innego zabytku potencjalnego pisma słowiańskiego. Dopiero wraz z absorpcją alfabetu łacińskiego i powstaniu cyrylicy zaczęły pojawiać się pierwsze źródła pisane. Powszechnie uważa się że to wschodnioeuropejskie baśnie/bajki (w zależności od przyjętej definicji) stanowią odpowiednik skandynawskiej sagi czy greckiego mitu i są głównym źródłem wiedzy na temat religii Słowian.
Pogląd ten został szczególnie uznany za czasów rozwoju antropologii i kulturoznawstwa radzieckiego, kiedy to naukowcu badając tzw. „baśnie narodów związku radzieckiego” (Rosji, Białorusi, Ukrainy czy Kazachstanu) stwierdzili iż stanowią one mity, z których została sama historia w momencie, gdy przestano w nie wierzyć.
Jako źródło mitów bierze się baśnie ze wszystkich regionów zamieszkiwanych przez ludność o korzeniach słowiańskich i bałtosłowiańskich (z Połabiem, Łużycami i wschodnią Austrią włącznie). Pierwszy znaczący i niedościgniony zbiór słowiańskich mitów powstał za sprawą Aleksandra Afanasjewa. Jego rozległe dzieło ukazało się w ośmiu tomach i zawierało aż 640 mitów, legend, podań, baśni i opowieści ludowych. Była to największa w kolekcja zebrana przez pojedynczego człowieka. Afanasjew zanotował relacje z pierwszej i drugiej ręki oraz z wcześniejszych zapisów. Trwał prace nad drugą edycją, jednak nie została ona nigdy wydana. Mimo tego Afanasjew stał się jedną z najbardziej wpływowych postaci w ówczesnym Carstwie Rosyjskim, oraz osobą wysoką związaną z kulturą ludową. W Polsce do spisywaczy ludowych podań należeli między innymi Kazimierz Władysław Wójcicki, Artur Oppman czy Stanisław Wasylewski, W Austro-Węgrzech (włącznie z należącymi do niej Czechami i Słowacją) największymi spisywaczami podań byli Bracia Grimm. Część podań w danym regionie słowiańszczyzny ma swoje odpowiedniki w innych krajach Europy Wschodniej, a czasami także w krajach wielkiego stepu.
Mity spisywano kilkadziesiąt, bądź nawet kilkaset lat po rozpoczęciu procesu chrystianizacji. W związku z tym, w wielu z nich widoczne są wpływy chrześcijańskie i uwspółcześnienia, to jednak wyjątkowo powolny proces chrystianizacji sprawił że większość mitów przetrwała w najpewniej niezmienionej przez epoki wersji, zaś w przypadku reszty możliwa jest teoretyczna próba rekonstrukcji ich pierwotnej formy.
Legendy o świętych
Sukcesy w badaniach odnoszą etnolodzy i religioznawcy. Szczególnie w ostatnich latach starają się oni odtwarzać kulty rodzime metodami porównawczymi. Odszukują oni relikty wierzeń pogańskich w opowieściach o Świętych, starając się wskazać w którym miejscu Bóg, diabeł czy określony święty w rzeczywistości zastępuje postać pogańskiego bóstwa lub demona ze znacznie starszej opowieści.
Tradycja synkretyczna
W wyniku łączenia się chrześcijaństwa z religiami rdzennych Słowian powstały rozmaite twory synkretyczne. Było to typowo zjawisko łączenia się sąsiadujących kultur, typowe dla zjawisk opisywanych przez teorię dyfuzjonizmu. W skład zjawiska wchodziły między innymi święta zawierające zarówno chrześcijańskie, jak i pogańskie elementy (ryty wiosny pokrywały się z Wielkanocą, zimową Calendae zastąpiło Boże Narodzenie) czy wykorzystywanie pogańskim symboli (krzyż słoneczny, różnorakie pozostałości totemiczne), oraz łączenie się doktryn.
Obecnie podejmowane są próby destylacji obu substratów, poprzez oddzielenie elementów związanych z tradycją biblijną, w celu uzyskania wglądu w element pogański.
Tradycja ludowa i tożsamość
Relikty religii pogańskiej przetrwały w folklorze do dziś, choć szczegóły co do formy i skali tego zachowania są różnie interpretowane, oparte na nowoczesnych metodach badań religioznawczych (np. morfologia świętościMircei Eliadego, europeistyka Georges’a Dumézila). Różne inne aspekty folkloru – obyczaje, rodzime święta, praktyki magiczne, sztuka, czy same sposoby postrzegania świata, zarówno już wymarłe jak i wciąż istniejące mogą naprowadzać na ślad wierzeń pogańskich.
W Polsce duży wkład w edukację o mitycznych wpływach na folklor wniosło wydawnictwo Bosz, które w ramach serii „Legendarz” usystematyzowało dane o wielu istotach demonicznych, bądź sakralnych które wywodzą się z kultury słowiańskiej. Tematyka podejmowana jest różnorodna, odnosząca się między innymi do demonologii, spiritologii, synkretyzmu religijnego czy wiary w smoki.
Wykopaliska archeologiczne
Metody archeologiczne, pozwalające odnajdywać dawne świątynie lub miejsca kultu. Przykładem może być odkryta w latach 90. XX wieku świątynia pogańska we Wrocławiu, pochodząca prawdopodobnie z okresu wspomnianej już reakcji pogańskiej[potrzebny przypis]. Do najbardziej istotnych wykopalisk należą takie relikty jak Światowid ze Zbrucza, Światowid Woliński, Baby Pruskie czy rzeźby na Ślęży.
Teksty źródłowe
Nieocenioną wartość ma tekst bizantyński autorstwa Prokopiusza z Cezarei. W swojej Historii wojen opisał on zwyczaje Słowian, którzy w VI wieku poczęli atakować Cesarstwo Bizantyńskie. Kilka zdań poświęcił on także ich wierzeniom. Sporo wzmianek na temat religii pogańskiej znaleźć można w źródłach dotyczących Rusi i Połabia. Często są to krótkie relacje mające na celu przedstawienie swego rodzaju ciekawostek lub szkalowanie pogańskiego, obcego, bałwochwalczego kultu.
Część informacji można znaleźć w tekstach Ibrahima von Jakuba, odwiedzającego między innymi Polskę czy inne kraje zachodniosłowiańskie, wspominając między innymi o świątyniach nad wodą, posążkach i otworach na wschodzące słońce.
Swoistą białą plamę stanowi natomiast Polska. Pierwsi kronikarze, Anonim zwany Gallem i Wincenty Kadłubek, nie wykazywali w zasadzie żadnego zainteresowania religią przedchrześcijańską. Nawet przy okazji wspominania o reakcji pogańskiej w latach 30. XI wieku ignorowali jej religijne podłoże. Jedynym elementem mitycznym jest opis Bestii z Krakowa, który stał się pierwowzorem dla europejskiej wersji smoka i był masowo utożsamiany z siedmiogłowym wężem z Apokalipsy.
Zainteresowanie rodzimym pogaństwem wzrosło w późnym średniowieczu. Informacje na temat imion bogów i miejsc kultu podał Jan Długosz, jednak część wymienionych przez niego bóstw i obrzędów jest uważana obecnie za kopię z mitologii rzymskiej. Wspomina, także o synkretyzmie w Zielonych Świątkach.
Metoda oparta tylko na kronikach dotyczących bezpośrednich kontaktów z poganami, wyklucza zasadniczo pełniejsze odtworzenie wierzeń słowiańskich w okresie przedpiśmiennym. W efekcie analizy samych źródeł można jedynie wskazać na pewne główne elementy religii i obce wpływy. Niemożliwe jest natomiast za pomocą tej metody uchwycenie rozwoju czasowego czy różnic regionalnych. Prowadzi to do wyraźnego pesymizmu badawczego, widocznego np. poświęconych tematowi pracach Stanisława Urbańczyka. Badacz ten dosadnie stwierdził, że historia badań nad religią Słowian jest historią rozczarowań[2]. W podobnych słowach wypowiedział się także Jerzy Strzelczyk[3].
Teoria religii
Nie bez znaczenia jest także coraz pełniejsze poznanie teorii religii – mechanizmów sterujących powstawaniem i rozwojem religii w powiązanych ze sobą kulturach lub w skali całej ludzkości. Szczególne znaczenie mają tutaj ogólne wnioski dotyczące ludów indoeuropejskich wiązane z badaniami już wspomnianego G. Dumezila, czy tzw. koncepcja bricolage’uantropologaClaude’a Lévi-Straussa[4].
Kwestia definicji mitu
Większość nowszych badań nad religiamipoliteistycznymi wykazuje, że nie można rozdzielnie pojmować mitologii i religii z jej aspektem kultowym. Badania te zwykle odnoszone były do religii świata antycznego, jednak z powodzeniem można się do nich odwołać także w przypadku systemu wierzeń słowiańskich. Cytując Andrzeja Szyjewskiego, w takich społecznościach jak słowiańska mamy do czynienia z jednością ontologii i teologii – ontoteologią[5].
U Słowian nie istniało, jak w przypadku mitologii greckiej, części świata współczesnego czy religiach Abrahamowych, wyraźne rozdzielenie świata sacrum i profanum – to co nadprzyrodzone i uświęcone przejawiało się we wszelkich aspektach codziennego życia. Dlatego błędem jest rozdzielne rozumienie lub opisywanie mitologii i religii słowiańskiej. Tym bardziej, że trudno mówić o mitologii w antycznym (Grecja, Egipt, Rzym) rozumieniu tego terminu. Prawdopodobnie zbiór mitów nigdy nie istniał on w jednolitej formie – możemy mówić o pewnej ilości różnorodnych mitów-opowieści pomagających zrozumieć świat i jego nadprzyrodzoną warstwę, powtarzanych w formie ustnej i różniących się zależnie od regionu. Niektórzy badacze posuwają się we wnioskach sporo dalej stwierdzając, że Słowianie w ogóle nie posiadali mitów ani mitologii[6].
Ukraiński badacz Łukasz Kozak, stwierdził że używanie terminu „Mitologia Słowiańska” jest błędem języka, skłaniając się ku „Słowiańskiemu Szamanizmowi” i „Słowiańskiemu Animizmowi”. Jedną z dowodów na podparcie tej tezy jako przytoczył autor, jest niezwykle wysoka analogia mitologii i wierzeń Słowian do wierzeń ludów uralsko-ałtajskich i syberyjskich, Jakutów, Kirgizów, Ałtajczyków, Finów czy Mongołów, włącznie z podobieństwem symboliki i znalezisk archeologicznych, świadczących o ich wspólnym pochodzeniu kulturowy[1]. Kwestia pokrewieństwa Słowian i części ludów ałtajskich jest też potwierdzona genetycznie (R1a).
Dylematy i problemy poznawcze
Nie sposób z całą pewnością ustalić, które bóstwa o różnych imionach były w rzeczywistości ze sobą tożsame (tzw. hipostazy), stąd często pojawiają się błędy takie jak łączenie Wołoa (Welesa) z czartem, czy też raczej błędne uznawanie Swaroga i Swarożyca za dwie osobne, postacie. Nie wiadomo też w jakim stopniu można mówić o jednolitej religii wszystkich Słowian, na pewno część wierzeń była zróżnicowana regionalnie.
Problemem jest też kwestia interpretatio christiana. Zanim poganizm i chrześcijaństwo na dobre się zespoiły, pisarze chrześcijańscy przedstawiali religię pogańską z perspektywy opozycyjnego kultur. Wywoływało to przekłamania wynikające nie tylko z ksenofobii perspektywy, ale także niezdolności zrozumienia obcej kultury – kronikarze siłą rzeczy wtłaczali wiadomości o pogańskich praktykach do swojego własnego światopoglądu oraz rozumieli przez pryzmat swojej mentalności.
Inny problem wynika z trudności odtworzenia przemian następujących w religii słowiańskiej w efekcie zderzenia z innymi systemami religijnymi – manicheizmem i bogomilizmem czy wierzeniami skandynawskimi (błędna „Thoryzacja” postaci Peruna),
Axis Mundi
Kluczowym elementem wielu systemów wierzeń jest mit lub raczej zespół mitów i przekonań na temat konstrukcji wszechświata i połączenia między światem ziemskim/rzeczywistym oraz zaświatami.
Z mitem o axis mundi wiąże się także rozumienie nieba jako wielkiego klepiska lub młyna, obracającego się wokół Gwiazdy Polarnej[13]. W folklorze Słowian zachodnich za oś tej konstrukcji uznawany jest słup biegnący od wspomnianej gwiazdy. Brakuje przekonujących przesłanek, by wierzyć że istniał tylko jeden dominujący motyw axis mundi. Mogło być ich wiele, współwystępujących nawet na tym samym terytorium.
Część badaczy, np. Maciej Salamon, przyjęło że ich religia nie posiadała eschatologii (wiary w ostateczne przeznaczenie) lub, że ta była ograniczona do minimum[14]. W podobnym tonie wypowiedział się niemiecki kronikarz z początków XI wieku, Thietmar z Merseburga, przypuszczając, że Słowianom zdaje się, iż ze śmiercią doczesną wszystko się kończy[15]. W stwierdzeniu tym chodziło raczej o ich mentalność niż kwestią religiją .
Materiał etnograficzny wskazuje jednak na wiarę w formę zaświatów określanych jako Raj, Wyraj lub Nawie[16]. W przeciwieństwie do podziemnej krainy z mitologii Greckiej i mitycznej wyspy Celtyckiej, Nawia to przede wszystkim boska kraina niebios i nieba, podobno do pojęcia niebios u ludów stepowych. Reliktem tego miało by być, nazywanie terminem „Niebo” zarówno krainy zbawionych jak i zjawiska astronomicznego, czy powstania terminu „Królestwo Niebieskie” w polskim przekładzie Biblii. Miało to też uzasadniać to dlaczego Słowianie palili ciała zmarłych, co powodowało unoszenie się dymu czy też budowę wysokich totemów[1].
Niekiedy mogli trafić tam także ludzie porwani przez tęczę, którzy następnie stawali się demonami pogody, płanetnikami Przejście między światem doczesnym i Nawie otwierało się także kilka razy w roku, umożliwiając np. rozmowy z duchami.
Aleksander Gieysztor przytacza przykład z folkloru staroruskiego, wskazując, że miejsce do którego udawali się zmarli określano jako nevedomaja strana[24].
Znacznie bardziej rozbudowana jest demonologiia słowiańskiej. Kościół w procesie chrystianizacji starał się łączyć stare praktyki kultowe z nowymi. W szczególności wykorzystywał prywatne zwyczaje i wierzenia. Na długi czas żywa pozostała wiara w demony i pomniejsze bóstwa, stopniowo zlewająca się z wierzeniami chrześcijańskimi. Kościół utożsamiał z upadłymi aniołami liczne demony, w tym wampiry, wilkołaki czy wiedźmy, co zwiększyło popularność wiary w te stworzenia, także w Europie Zachodniej. Wiele z wierzeń czy praktyk kultowych mających swoje korzenie jeszcze w okresie pogańskim przetrwało aż do czasów najnowszych. Zebrany materiał etnograficzny jest bardzo szeroki – obejmuje setki nazw demonów, niezliczoną liczbę legend oraz relikty folklorystyczne przeróżne zwyczaje i praktyki religijne[17].
Religia słowiańska dostrzegała w przyrodzie stałe istnienie pierwiastka nadprzyrodzonego. Wierzono w przeróżne demony związane zwykle z miejscami. Aleksander Gieysztor podzielił istoty na wodne, leśne, powietrzne i te związane z ogniskiem domowym[26]. Pierwsze trzy kategorie obejmowały głównie istoty wrogie człowiekowi, symbolizujące złowieszczy, nieposkromiony charakter przyrody. Przykładem mogą być wodniki topiące ludzi w jeziorach[18], czy południce, atakujące na polach w południe – wywołujące koszmary lub nawet śmierć poprzez atak serca[19]. Niektóre demony znane były jedynie na niewielkim obszarze, w inne wierzono w całych regionach. Do bardziej rozpowszechnionych należały m.in. postacie uznawane za opiekunów miejsc i władców sił przyrody w określonym miejscu. W przypadku jezior były to wspomniane już wodniki (wodianoje). Opiekunem lasu był natomiast demon znany jako Leszy, Borowy, Boruta lub Dziad[20]. Bardzo rozpowszechniony był i do dziś jest w folklorze motyw wrogiego demona żeńskiego – Leśnej Baby, która do baśni przeniknęła jako Baba Jaga[21]. Przyjmowała ona zwykle postać starej i brzydkiej kobiety, mieszkającej na odludziu w chatce na kurzej stopie. Polowała na błąkające się po lesie dzieci, które po złapaniu gotowała w kotle. Atakowała też nieuważnych dorosłych, dusząc ich swoimi obwisłymi piersiami.
Zdaniem Ludwika Stommy wielu z nich ludźmi zmarłymi tzw. złą śmiercią np. poprzez zamordowanie, samobójstwo, utopienie się czy podczas połogu[22]. Inni badacze wskazują, że rzeczywiście takie mogło być pochodzenie części lub większości demonów, reszta reprezentowała jednak negatywne siły przyrody[24][23]. Najbardziej rozpowszechnionym przykładem demona mediacyjnego, powstałego w efekcie nagłej śmierci przez utonięcie i niejako zawieszonego między życiem a śmiercią jest topielec. Tymczasem zmarłe nagle kobiety mogły stać się boginkami (wiłami, rusałkami)[24]. Istoty te zwykle przedstawiano jako wiecznie młode, uwodzicielsko piękne dziewczyny przebywające nad brzegami zbiorników wodnych. Wabiły one swoją urodą przechodniów, a następnie doprowadzały do ich zguby np. śmierci z wyczerpania pieszczotami. Szczególnie widoczny w wierzeniach słowiańskich jest charakter rzek czy jezior. Demony zamieszkiwały także w lesie czy powietrzu. Te drugie związane były z pogodą, zaliczali się do nich m.in. chmurnicy, obłocznicy czy płanetnicy[34]. Aleksander Gieysztor wyróżnił grupę cech wspólnych, występujących u różnych demonów słowiańskich: m.in. obwisłe sutki, czasowa niewidzialność, wielka głowa, czy nadmiar palców. Zwrócił także uwagę na metody, którymi istoty te dręczyły bądź zabijały ludzi. Za być może specyficzne motywy słowiańskie uznał załaskotanie i zagłaskanie na śmierć[35].
Różne naturalne lub zdrowotne katastrofy przypisywano działaniu sił demonicznych np. poronienia były dziełem boginek, niedorozwój umysłowy dzieci wywoływały mamuny, a opuchlizny i paraliż – latawce. Wierzono też, że dziecko może zostać ukradzione przez demona i zamienione na tzw. boginiaka – istotę odznaczającą się wielką głową, nieruchomym wzrokiem, brzydotą i nieznośnym charakterem[19].
Odrębną grupę demonów stanowiły te związane z gospodarstwem domowym. Zwykle uznawano je prawdopodobnie za niepersonifikowane duchy przodków żyjące w sferach półmroku – ciemnych kątach, pod progami, za piecem, na strychu itp[25]. Te tzw. ubożęta (bożęta, bożątki, bodzięta, domowi, żyrownicy itd.) w zamian za m.in. ofiary w jedzeniu miały zapewnić domostwu pomyślność[26]. Ostrzegały też przed niebezpieczeństwami – wschodni Słowianie wierzyli, że domowy może ukazać się gospodarzowi we śnie lub nawet na jawie. Zdaniem Andrzeja Szyjewskiego kres wierze w demony domowe położyło dopiero upowszechnienie oświetlenia elektrycznego w w XIX i XX wieku, likwidującego wspomniane sfery półmroku[27].
Jedną z podstaw wielu religii jest mit o stworzeniu świata, czyli tzw. mit kosmogoniczny, tłumaczący kto, w jakich okolicznościach, w jaki sposób i dlaczego stworzył świat. Jedną z najczęstszych u Słoiwanj jest identyfikacja tzw. mitu wyłowienia z wierzeniami dawnych Słowian[9]. Mit ten występuje w różnych kulturach syberyjskich (Ural, Jakucja), często w znacznie zmienionych wersjach. Do dziś żywy jest także wśród Słowian. Zgodnie z nim świat początkowo był pokryty morzem, na którym w łodzi dryfował bóg. Spotkał on pływającego w wodzie diabła, którego wpuścił do łodzi. Następnie posłał go pod wodę, by wyłowił z dna nieco ziemi. Z wyciągniętego ziarnka piasku stworzył wyspę stanowiącą pierwszy element nadwodnego świata. W micie tym początkowo bóg i diabeł współpracują ze sobą, dopiero z czasem popadając w konflikt. – w różnych wersjach mitu prosi o radę diabła lub musi korzystać z jego pomocy. Wyraźny jest podział kompetencji – do boga należy władza nad światem nadziemnym i niebem, natomiast do diabła nad podziemiami i co charakterystyczne dla słowiańskiej wersji mitu, światem wodnym. Tym samym bóg ma charakter uraniczny , natomiast diabeł chtoniczny i akwatyczny[10]. Ten silnie dualistyczny mit odnajdywany jest w opowieściach ludowych z terenów Bułgarii, Ukrainy, Polski czy Białorusi.
Postacie są indykowane jako Czarnobóg i Białobóg, które był wielokrotnie wspominane przez kroniki wcześniejsze.
Mit wyłowieniu wraz z dualizmem istot, występuje powszechnie w religiach pierwotnych ludów syberyjskich, między innymi Ewanków. Jedna ze słowiańskich wersji mitu o wyłowieniu mówi o kaczce, która wyławiała z wody świat, siadając na lustrze wody. Podobny wątek znajduje się w mitologii Ainów, gdzie podobną czynność wykonuje pliszka[11].
Rosyjski badacz Władimir Toporow w oparciu o dość dyskusyjną analizę rodzimych bajek zasugerował możliwość istnienia mitu o jaju kosmicznym (podobnego do mitu chińskiego), w którym świat powstał z rozbicia jaj zdobytych w efekcie pojedynku bohatera z wężowatymi stworami, wspomnianymi już żmijami-smokami[12].
Dusza
Moment narodzenia był uznawany przez Słowian za chwilę magiczną, stąd m.in. wiara w niezwykłą moc porońców i dzieci zmarłych podczas porodu[28]. W chwili przyjścia na świat los dziecka i jego życiowe powodzenie były określane przez trzy boginie losu – rodzanice, a następnie zapisywane na czole jako niezmywalne znamię. Wiara w rodzanice wydaje się bardzo archaiczna, choć stoi w sprzeczności z relacją Prokopiusza, który stwierdził, że Słowianie nie wiedzą nic o przeznaczeniu. Zdaniem Andrzeja Szyjewskiego Prokop miał jednak na myśli nie tyle przeznaczenie, co wiarę w heimarmene – astrologicznie wyznaczoną konieczność zachodzenia zdarzeń[29]. W opinii tego badacza Słowianie doskonale znali pojęcie przeznaczenia, a zgodnie z ich wiarą ludzką egzystencją kierował nie przypadek, lecz indywidualna, przypisana każdemu człowiekowi dola, której przyznawano życie i osobowość[30] (a tym samym, której kierunek było można jednak odwrócić, przebłagać). Podobne zdanie do Szyjewskiego zaprezentował Aleksander Gieysztor[42]. W przeciwnym tonie wypowiedzieli się natomiast Stanisław Urbańczyk i Kazimierz Kryspin, dosłownie przyjmując relację bizantyńskiego dziejopisa[31].
Z wiarą w przeznaczenie wiąże się zagadkowa postać boga Roda, któremu podobnie jak rodzanicom składano ofiary przy okazji narodzin i postrzyżyn. Bóg ten pojawia się w dość nielicznych relacjach z obszaru Rusi, również pod imionami Suda i Usuda. Aleksander Brückner uważał Roda za abstractum[32], Gieysztor natomiast uznał go za pomniejsze bóstwo stanowiące personifikację losu tożsamą z Dolą[45]. Szyjewski posunął się nieco dalej, widząc w Rodzie ważnego boga patronującego pokrewieństwu rodowemu i związanego ze sferą życia pozagrobowego[33]. Skrajną koncepcję zaprezentował Boris Rybakow, którego zdaniem Rod był w czasach archaicznych najważniejszym bóstwem Słowian, a nawet stwórcą świata, wraz z rozwojem słowiańskiej religii zastąpionym przez Peruna[34]. Hipoteza ta spotkała się z niewielkim poparciem, choć w nowszej literaturze nawiązała do niej m.in. Halina Łozko, uznając Roda za Boga nad bogamiUkraińców[35].
Liczne relacje etnograficzne wskazują na wiarę w duszę. Dusza istniała dość odrębnie od ciała i nie stanowiła odpowiednika greckiego „psyche”. Dusza nie tylko oddzielała się od ciała po śmierci, ale czasami także w trakcie snu. U Serbów takie dusze zbierały się nocą na wierzchołkach wzgórz i walczyły ze sobą podczas sabatu. Zwycięstwo dawało pomyślność śpiącemu właścicielowi, a jeśli dusza została pokonana, jej posiadacz mógł już się nie obudzić. Na ziemiach Słowian na wschodzie (Rosja, Białoruś, Ukraina) dusza mogła przyjąć formę Kikimory, malutkiej, długowłosej staruszki, która mogła swym zawodzeniem zapowiadać śmierć. W niektórych mitach, w drzewach i roślinach zamieszkują dusze zmarłych, w ten sposób personifikując je i obdarzając ludzkimi cechami. Między innymi owa wiara doprowadziła do tego, że pewne drzewa uważano z święte, w legendach pojawiały się jako gadające lub krwawiące drzewa, sadzono je jako symbole życia. Jeśli bohater umierał, drzewo usychało, ponieważ mieszkała w nim jego dusza. Takie przekonani są luźno powiązane ze współczesnym poglądem o zbitym lustrze oraz wiarą, że osoba wzywają za diabła ma przepowiadać śmierć i nieszczęście. Dzisiejsze talizmany przynoszące szczęście można przyrównać do magicznych mieczy, samo nakrywających się stolików i czarodziejskich worków w legendach słowiańskich. Owa forma spiritologii była popularna w epoce romantyzmu i ma duży wpływ na współczesny horror europejski i światowy[36].
Duszę przynosił ze sobą ptak, zwykle bocian – przeświadczenie to w zmodyfikowanej formie przetrwało w folklorze do dzisiaj. Dusza za życia mieszkała według najpowszechniejszego wierzenia w sercu i była utożsamiana z oddechem. Według części relacji po śmierci ponownie w formie ptaka odlatywała ona do Wyraju, co miałoby się wiązać z powszechnym obyczajem ciałopalenia. Część badaczy uważa, że istniały dwa rodzaje wierzeń – rozdzielając Wyraj od Nawii. Zdaniem Andrzeja Szyjewskiego była to raczej koncepcja podwójnej duszy – jej część trafiała do Nawie, reszta natomiast, utożsamiana ze swoistym pierwiastkiem rodowym, do Wyraju. Szyjewski posunął swoją koncepcję dalej, uznając, że dusza ta następnie była odsyłana na ziemię przez Roda by w drodze reinkarnacji stać się częścią nowego ludzkiego istnienia[37].
Powszechna była, jak już wspomniano, wiara w możliwość przynajmniej częściowego pozostania duszy na ziemi. Doprowadzało to do powstawania wyżej opisanych demonów. Aby zapobiec przekształceniu się duszy w wąpierza czy upiora stosowano skomplikowane obrządki pogrzebowe – np. otwierano wszystkie okna domu by dusza mogła swobodnie ulecieć lub zacierano ślady za pogrzebowym orszakiem[38]. Badania Alfonso di Noli wskazują, że praktyki te odnaleźć można w różnych kulturach i nie stanowią one specyficznej cechy kultury słowiańskiej[39].
Wielu badaczy wskazuje na istnienie wśród Słowian kultu przodków, często utożsamianego z kultem demonów domowych. W. Szafrański za przedstawienia przodków uznał opisane niżej figurki odnalezione w Wolinie[40]. Kosmas w swojej Kronice wspomniał o zwyczaju stawiania przodkom budek – domów dusz[41]. Podobne praktyki aż do XIX wieku występowały u Słowian wschodnich[54]. Śladem kultu przodków są wspomniane już uprzednio obrządki mające na celu kontakt ze zmarłymi lub uczczenie ich pamięci. Oprócz modlitw i ofiar powszechne było urządzanie uczt pogrzebowych i zadusznych. Znane były one pod różnymi nazwami: jako chorwackakarmina, ruska tryzna czy polska strawa. O zwyczaju tym wspomniał polski kronikarz Wincenty Kadłubek[42]. Do dziś przetrwał on w bałkańskiej kulturze ludowej. Istniały także obrządki mające na celu bezpośredni kontakt ze zmarłymi, znane m.in. pod nazwą Dziadów[56].
Lalki jako drewniane wizerunki ludzi, miały mieć magiczną moc posiadania dusz osób zmarłych. Lalka mogła opiekować się ludźmi jeśli była dobrze traktowana, jednak w przypadku zaniedbania mogła się brutalnie mścić, stąd też lalki traktowano były wyjątkowo ostrożnie i z szacunkiem[43]. Zdaniem Andrzeja Szyjewskiego duchy przodków nazywano właśnie lalkami lub lutkami. W efekcie desematyzacji słowo zaczęło dotyczyć dziecięcych zabawek. Dały też początek idei krasnoludków[44].
Idea obcowania duchów zmarłych z światem doczesnym była też elementem utożsamiania świętych ze bogami Słowian i stanowiła pretekst do wprowadzenia doktryny „obcowania świętych”.
[część tekstu pochodzi z Wikipedii, część z moich własnych wpisów do Wikipedii]
Zamieszkujący późniejszą Polskę ludy – Goci, czy Wandalowie są często uważani błędnie za Wikingów. Nie byli też ludem euiropeidalnym, bo nie istnieje coś takiego jak „euroeidalnoć”. Germanie Wschodni nie miel ani kręconych, bujnych bród, ani jasnych włosów. Praktycznie trudno znaleźć na to dowody. Są za to liczne źródłom dowodzące ich ałtajskiej charakterystyki. Jakie ma ta skutki dla Europy Środkowej i jak to w ogóle możliwe?!?!
Rejon ludów stepowych, uralski, ałtajskich oraz paru ludów izolowanych, a także ich kuzynów, rozciąga się na gigantyczny obszar. 7 000 kilometrów, jeśli uznać za ich koniec Alaskę (choć potem krąg idzie jeszcze dalej). Jeśli iść dalej to dochodzimy do Inuitów i Eskimosów, by następnie trafić do Laponii, czyli stąd skąd zaczęliśmy „podróż”. W ten sposób zatoczyliśmy koło – to jedyny krąg kulturowy, która ma kształt pierścienia. Między ewidentnie turkuckimi Chazarami w Charkowie (oraz Tatarami), a Jakutami w Jakucku jest ponad 5 500 kilometrów różnicy, a jednak oba są związane z ludami turkuckimi (Chazarowie, Tatarzy versus Jakuci).
Między najdalszym okręgiem zasięgu Jakutów, a granicą Chazarstanu było prawie 6 000 km, jednak ich kultura była (jest?) podobna.
A teraz wyobraźmy sobie, że małą zmianę – relatywnie niewielką. Że trochę przesuniemy granicę zasięgu na zachód. Do granicy ziem słowiańskich. np. do granicy Włochy-Słowenia.
Odległość zmienia się z 6 000 km do 6 700 km. Czyli o zaledwie kilkanaście procent. To nic dla ludów stepowych. A co to zmieniło w wyjaśnieniu historii Europy Wschodniej i ogólnie Europy? Wszystko. I to od początku do końca, jeśli na dodatek uznać autochtoniczność.
Wschodnia fizjologia szkieletów
Jedno z wykopalisk mieszkańców Polski z czasów Rzymskich. Muzeum Pradziejów Ziem Polskich, Warszawa
Szkielety zarówno Wandalów jak i Gotów (i nie tylko) posiadały szereg ciekawych, cech które wykluczają ich pochodzenie od Wikingów.
Czaszka ludności Germańsko-Celtyckiej (lewo) i Wschodniouropejskiej (prawo)
Zauważmy, że szkielety odnajdywane we wspomnianych wcześniej grobach posiadają kilka ciekawych cech. Pierwszą jest fakt, że szczęka jest wysunięta w dół, tak jak np. u Słowian czy Azjatów. Z kolei germański, rodowici Niemcy oraz ludność zachodnioeuropejska i bliskowschodnia posiada szczękę wysuniętą w przód. Mają też dość długie siekacze. Zupełnie inaczej jest w przypadku czaszek Gotów i Wandali – długie są przeważnie kły. Oczywiście mało, który szkielet ma na tyle dużo zębów by to ocenić, ale bywa że się da. Oprócz tego czaszki Germanów Wschodnich są jakby bardziej smukłe i mniejsze.
Kolejne elementy, które warto zauważyć to to że szkielety Gotów i Wandalów są raczej wyższe niż szkielety np. Celtów czy ludności np. Danii. Oprócz tego mają krótszą szyję i krótsze nogi.
Turkuckie DNA
Praktycznie każdy szkielet Gota, Sylinga czy Wandala posiada haplogrupę genetyczną R1a. Jakie ludy posiadają taką haplogrupę jeszcze? Ze starożytnych: Scytowie, Sarmaci, Hunowie, Alanowie. Chazarowie, Gogturkowie. Ze współczesnych: Słowianie, Karelianie, Kirgizi, Ałtajczycy, Uzbecy, Ujgurzy, Ałtajczycy, Turkmeni, Nepalczycy.
Ponadto ten sam gen znaleziono także u kultur poprzedzając Kulturę Przeworską, jak np. Kultura Łużycka.
Jeden narodów R1a – Tadżycy.
Co łączy wszystkie te ludności? Między innymi fakt posiadania prostych włosów, szczęki wysuniętej w dół, prostych brwi, dość płaskiego nosa, a także wąskich oczu z fałdą, albo mongolską, albo indiańską, arktyczną (Lapońską). Trudno to jednak porównać do urody Skandynawskiej – Skandynawskiej w rozumieniu urody w stylu „Pipi”, czyli ludności podobnej do zachodniej Europy, ale częściej z blond włosami, rudymi włosami, bardzo bladą cerę, a czasami i piegami. Biorąc pod uwagę powolny czas ewolucji, Wandalowie nie mogli być inni, albo chociaż musieli być podobni. Ba! Jeden badacz próbował nawet wydestylować DNA z tych ludów tak aby ocenić cechy. Wykazały one ciemnobrązowe włosy, u starożytnej ludności R1a.
Inny naród R1a – Ukraińcy (zagroda w Kotorydzu, ludność polskojęzyczna, ale o korzeniach zachodnioukraińskich).
Kirgizi, kolejny naród R1a. Jasnych włosów, powieki semickiej i kwadratowej szczęki nie stwierdzono. Różnię się od Tadżyków i Ukraińców, głównie tylko kolorem włosów i kształtem fałdy powiekowej.
Inne wyposażenie
Na lewo – hełmy mongolskie, na prawo – hełmy Skandynawskie.
Początkowo wiele osób zastanawiało się czy Goci nie pochodzą z wyspy Gotlandia, należącej do Szwecji. Badania jednak potwierdziły, że wyposażenie mieszkańców wyspy Gotlandia różniło się zbyt bardzo od wyposażenia Gotów. Zwolennicy teorii o Skandynawskim pochodzeniu tego ludu zaczęli przypuszczać więc, że mogą oni pochodzić z kontynentalnej części. Trzeba jednak zauważyć, że różnice dotyczą nie tylko kwestii Gotlandii, ale też ogólnie całego regionu Skandynawskiego jak i regionu zachodnioeuropejskiego. Chełmów Wikingów odkryto niewiele, ale wystarczająco by ocenić jak wyglądały. Powyżej chciałbym przedstawić również porównanie do herbów Mongolskich, oddalonych o 4 000 km. Należy zauważyć, że są one bliźniacze do hełmów noszonych przez Gotów i Wandali. Dotyczy on kształtu, formy ochrony boków, „końskiego ogona” czy nawet wzorów. Do tego ich kształt wydaje się dostosowany do kształtu głowy ludów azjatyckich, fińskich i słowiańskich. German w taki hełm by się nie zmieścił. Co ciekawe ludność o genie R1a i I2 kultury Vinca w Serbii rzeźbiła postacie z trójkątnymi głowami, nieco karyakturalne.
Chełmy Wandalów i Gotów, oraz kilka (8 i 9) wyglądających na synkretyczne z Normandzkimi.
Chełm jest nazywany różnie. Wśród powszechnie wykorzystywanych określeń jest: „Słowiański”, „Mongolski”, „Tatarski” czy „Germański”. Do tego trzeba zauważyć, że był też związany z wieloma innymi ludami azji, nawet z Nieńcami! Wąsy przedstawiane na masce (wypukłe, miały sprawić że hełm będzie przylegał do twarzy) przypominają bardzo mocno stereotypowy „wąs kozacki”, albo „wąs tatarski”. Jest on bowiem dosyć prosty. Dlaczego np. Wikingowie nie mogli zrobić takiej samej sztuki w przypadku dołu twarzy w ich przypadku? To proste – posiadali znacznie większy zarost, więc stanowił on problem. U Słowian, Finów i Azjatów zarost rośnie wolno, a najszybciej w przypadku wąsów. Spowodowało to powstanie owego „wąsu tatarskiego” oraz popularnego typu wąsów w Europie Wschodniej, jakie nosili Stalin, Otto von Bismarck (Połabianin), Fryderyk Nietzhe (też Połabianin), Piłsudski (Litwa) czy Bolesław Bierut (Polska).
Urna twarzowa z Pomorza.
Rzeźba zwana jako „Lel i Polel” bądź „Waligóra i Wyrwidąb” pochodząca z wczesnego średniowiecza, z widocznymi wąsami „kozackimi”.
Dodając coś na temat kształtu owego hełmu to często jest on zwany „Szyszakiem” i był używany chociażby przez pierwszych Piastów czy Ruś Kijowską. Charakterystyczny jest w obrazie Jana Matejki „Bolesław Krzywousty”. Był też elementem wyposażenia Husarii, oraz inspiracją dla hełmów Pruskich (które posiadały ochronę na gszyję i był podobne też do szyszaka – podobne skopiowali od nich Anglicy). Z kolei w Polsce Wschodniej, bardziej popularne było nakrycie głowy w stylu Janosika, które to jak się potem okazało – było podobne do nakryć głowy arystokracji Scytyjskiej.
Niektórzy twierdzą, że znaleziono też taki hełm u Franków (Holandia), lecz trzeba zwrócić uwagę, że na to że od Franków, Wandalów dzieliło „raptem” kilkaset kilometrów, a od Mongołów 5 000 kilometrów. Frankowie nie dostarczyli by technologii do Mongolii, ale ludy (w dodatku, które osidłały jako pierwsze konia), które były ze sobą spokrewnione (Wandalowie-Kirgizi-Uzbecy-Chazarowie-Hunowie) osiedlając się i tworząc się jako osobne narody na ogromnym terenie, mogły po prostu wpłynąć na Franków podczas epoki rzymskiej. Na pewno Frankowie nie byli spokrewnieni z Wandalami, bo Frankowie to byli rasowi germanie, a Wandalowie – genetycznie byli bliźniaczy z ludami stepowymi.
Spójrzmy też na kształt owej maski (nr. 6). Maska była ewidentnie była tworzona dla osób, które mają szczękę wysunięte w dół, tak mają Słowianie, Finowie, Tatarzy, Indianie, Litwini i Azjaci. Wikingowie z kolei to rasowi Germanie, więc posiadają szczękę wysuniętą w przód, co mocno wpływa na kształt twarzy.
Motyw twarzowy na zbrojach Mongolskich, podobny do motywu z hełmu nr. 6. Maska ta była wzorem dla maski spiskowca, który próbował wysadzić angielski parlament. Obecnie maska ta jest symbolem grupy Anymouns,
Motyw „końskiego ogona” pojawi się też na mongolskich lekkich hełmach, których elementem było też „gniazdo”. Wydają się ona bardzo znajome jeśli spojrzymy na lejki odnajdywane w przypadku Polski, oraz rejonów gdzie Wandalowie czy Goci pozostawili swój dobytek.
Mongolskie hełmy-lejki
Chełmy-lejki Gotów i Wandalów. Bez miękkiego elementu i „końskiego ogona” (choć widać wtyki na nie)
Urny twarzowe – Pomorze Zachodnie i Środkowe.
Trzeba przejść dokładnie do zbroi Gockiej czy Wandalskiej. Bowiem w wykopaliskach na terenie polski odnajduje się przede wszystkim płytową zbroję, składającą się z prostokątów, zrobioną w kształcie kamizelki, wraz z ochroną na uda. Co ciekawy identyczny motyw jest związany ze zbrojami wojowników ałtajskich: Chazarów, Scytów, Mongołów, Ujgurówm, a nawet Japończyków. Nie była to ani zbroja Rzymska (długie płyty w poziomie, ani wyposażenie wikińskie czy greckie). Istotna jest też kwestia zbroi na ramiona i typu kamizelki pod nią. Coraz to pełniejsze rekonstrukcje, są bardzo mocno „stepowe”.
Jedna z najbardziej dokładnych rekonstrukcji zbroi Wandalów i Gotów. V wiek n.e.
Inną kwestią było to na ile zbroje się zachowały. Najpewniej ze względu na fakt bycia jedną z odmian zbroi płytowej część odpadła. Jednak obecność wielu elementów jej, nie daje złudzenia co do jej pierwotnego stanu i łatwo pozwala uzupełnić braki, poprzez równanie z niewiadomą, na zasadzie X + wiadoma = wiadoma. Tym więcej znalezisk się wykorzysta – tym lepiej.
Jeszcze inną kwestią jest specyficzny sposób nakrycia od pasa w dół. Bowiem istnienie „sukienkowego” typu zbroi jest związane bliźniaczo z syberyjskimi ubiorami, ludów, stepowych, które zawierały taki właśnie krój też do zwykłych ubrań. Tentyp ubioru wraz z rozdzielaniem się poszczególnych grup narodowości doczekał się licznych odmian, takich jak japońskie kimono, kazachski żupan i kontusz, rosyjska rubaszka, stroje ludowe Krakowa czy Warmii, stroje Ainów, Nieńców czy stroje kozackie (wysokie buty też z resztą był wykorzystywane). Ten typ stroju miał ogromny wpływ na stroje mnichów średniowiecznych i inne ubiory średniowiecza. Jego bezpośrednich potomkiem jest szlafrok, długie, męskie płąszcze (popularne sto lat, temu także na zachodzie) oraz współczesne długie kurtki jak i kurtki w ogóle. Specyficzny dla kurtek (szczególnie damskich) podział na „kwadraciki” wywodzi się z takich samych na niektórych ubierał Mongołów, Kazachów czy Wandalów. Ten typ ubioru miał też wpływ na formowanie się kroju damskich sukni.
Stroje kilkunastu narodów Rosji, oraz kilku odrębnych państw sąsiednich
Każdemu z takich „kimon” przypadał rodzaj pasa z miękkiego materiału. W przypadku zbroi Wandalów, trzeba było czegoś mocnego by utrzymać zakładaną na to zbroję, w podobnym kształcie. Efektem tego jest powstanie mocnych pasów z dużymi klamrami. Jednym z głównych elementów kultury Wandalów, były duże kwadratowe (nie koliste!) klamry na pas, podobne do tych co nosiły ludy ałtajskie. Nie daje to już złudzenia, co pas podtrzymywał – dolną część zbroi sięgającej w dół.
Kimono samurajskie (bez pasa obi) oraz żupan kazachski, wykorzystany w Polsce, Ukrainie czy na Węgrzech
Rubaszka – rdzennie słowiańska, wiejska wersja „żupanu”.
Sukmana chłopska
Słowiańscy, leccy łucznicy VI wiek n.e. – rekonstrukcja (zamalowałem kremowe włosy, bo Słowianie takich nie mają i nigdy nie mieli)
„Żupany” i kozacki żołnierzy Królestwa Prus, wiek XIX.
Jak wyglądał więc wojownik Wandalów, Sarmatów, Gotów, Sylingów czy Kwadów? Wygląda na to, że dokładnie tak:
Rekonstrukcja wojownika Chazarskiego
Inscenizacja jazdy, węgierskeigo Kaganatu Awarów, VI wiek n.e.
Tamtejsze ludy cechuje też wykorzystanie szabli (cienkiej, syberyjskiej – nie mylić z szeroką „szablą” arabską). W czasach V wieku używali jej Scytowie w tym Sarmaci i Alanowie (w których przypadku istnienie ałtajskiego typu zbroi jest jeszcze szerzej potwierdzone). W przypadku Wandalów i Gotów można się natknąć czasami na resztki czegoś co przypomina szablę (a w kwestii szabli krótkiej jest nawet potwierdzone) lecz ze względu na stan mieczy zapewne nie zachowały się ona na całej długości. Jeśli wszystko jest prawdą, to jednocześnie musieli używać łuków i koni. To by wyjaśniało czemu byli w stanie tak szybko się przemieszczać po Cesarstwie. Do tego są bardzo konkretne dowody na to że szabli używano jeszcze w XI, X wieku na terenie Europy Wschodniej, zanim zastąpił ją miecz-krzyż.
Szabla – Światowid ze Zbrucza
Szabla – Baby Pruskie
Wykazuje to dużą analogię do zbroi Scytyjskich używanych przez Alanów/Sarmatów na terenie dawnej Ukrainy w czasach Rzymskich, która to z kolei wykazuje silne analogie do zbroi nawet tak odległych narodów jak Czukcze (specyficzna tarcza na plecy i ramię, oraz ogólny układ lamelek i stroju)!
a także huńskiej.
Podobnie jak w przypadku zbroi z Rusi Kijowskiej, jak chociażby przykład zbroi z Nowogrodu.
Jako ciekawostka – król Bolesław Śmiały i incydent w kościele. Na obrazie średniowiecznych wdać specyficzny hełm, zbroje i wąsy (podobne miał wódz Wandalów na jednym obrazie, podobne też są na Światowidzie ze Zbrucza) – wychodzi na to że pierwotnym tytułem władcy Słowian i Prasłowian było Chan (słowo „książę” pochodzi z francuskiego)?
Pytanie. Co się stało potem z tym typem zbroi? To bardzo proste, po najechaniu Rzymu na stąpnie kolejnych wiekach (w tym chrystianizacji wschodniej Europy) technologia zbroi ałtajskiej zaczęła się łączyć z technologiami uzbrojeń normandzkich, galijskich czy rzymskich, dając początek technologii rycerstwa Europy i rozpowszechniając wiele wynalazków bądź je popularyzując. Zaczynając od relatywnie lekkiej zbroi z elementami scytyjskimi, na pełnej zbroi rycerskiej w Jesieni i Średniowiecza kończąc.
Ilustracja walk pomiędzy rycerstwem Europy, a wojskami Azji Środkowej w trakcie najazdów Mongolskich, dobrze ukazujący podobieństwo, niektórych uzbrojeń, jeszcze w XIII wieku, albo wpływ zbroi Europy Wschodniej, na uzbrojenie rycerstwa w całej Europie. Jeśli uznać, że to najazd Mongolski (albo Chazarski) na Węgry czy Śląsk, to widzimy wojnę niemal bratobójczą, bo jednak jest normalnością we Wschodniej Europie.
W XVI wieku w Anglii, kawalerzyści zaczęli używać hełmów wzorowanych na tych pochodzących ze Stepów Euroazji. Polska zaczęła wracać do czystej wersji swoich zbroi za czasów Chusarii, kiedy to inni zaniedbywali defensywę. Tak samo jak z szablą. Wieki potem, jej potencjał dostrzegli mieszkańcy Zachodu, gdy to Francuzi zamienili szpadę na szablę, ostatecznie szabli zaczęli używać też inne narody, a także piraci.
Szabla skutecznie sprawdzała się u nas jeszcze w trakcie walk II Wojnie Światowej, gdy to kawaleria używała jej do rozcinania żołnierzy Wermachtu z bliska, gdy jeszcze nie zdążyli przeładować nadal prymitywnych strzelb (nie był to jeszcze czas najlepszej świetności karabinów maszynowych), a koń był szybszy od czołgu (nie każdy wiedział, że czołg potrzebuje krycia w piechocie). Same konie był przez lata dla nas bardzo ważne, nie tylko przez husarię i kawalerię, aż do II WŚ. W latach międzywojennych w Polsce hodowano całe miliony koni. Za PRL stadniny wchodził często w skład PGR-ó i był to ważny element też transportu. Stadnin nadal jest masa, w tym jedna z najbardziej znanych na świecie, która choć zlikwidowana to konie przeniesiono i ich czysta rasa jest konturowana.
Chełm „mongolski” stał się podstawą dla hełmu strażackiego, oraz najzwyklejszej czapki z daszkiem.
Lądowa strategia wojenna
Wspominając kwestię konia, trzeba dodać kolejny wątek bez, którego absolutnie nie można się obejść, jeśli chce się doszukiwać kolejnych cech nie-skandynawskich. Wandalowie i Goci atakowali niemal tylko siłami lądowymi. Nijak ma się do teorii o tym, że Goci byli Wikingami, którzy osiedlili się w Polsce i była ona dla nich tylko jedną ze stacji, w drodze dalej. To samo dotyczy Wandalów, którym też przypisywano takie cechy. Jeśli spojrzymy na mapę działań trzech ludów – Gotów, oraz Jutów i Anglów (czyli Dania) to zauważymy, że tak naprawdę Goci wydawali się być ich całkowitym przeciwieństwem. Droga przez Bałkany i obchodzenie wybrzeża, by dotrzeć do Italii. Albo mieli ważne sprawy w Dalmacji, albo po prostu mieli inną taktykę. Gdyby ci „nieustraszeni żeglarze” rzeczywiści nimi byli, to wówczas przepłynęli by do Italii od razu. Wszystkie inne działania były też lądowe. Rzym był niszczony kawałem po kawałku. Do tego szlaki nie pokrywają się z rzekami, więc nie było raczej mowy o tym, by używać rzek tak jak Wikingowie. Goci na pewno posiadali flotę, ale nie użyli jej do przeprawienia się przez cieśninę Duńską i uderzenia na Rzym. Użyli sił lądowych. Całkowicie opozycyjnie mają się do tego Duńczycy. Anglowie i Jutowie wyzwolili Brytanię (od tej pory zwaną na ich cześć Anglią) dokując koło Londynu i na północ od niego , oraz opływali całą Galię, aby dokonać desantu na jej południu.
Patrząc na następne działania Wikingów, nie mamy wątpliwości że Duński model był tak naprawdę kroplą w morzu. Rozległe szlaki prowadziły, przez cieśninę Gibrantarską, aż nad Morze Śródziemne. Wojna z Anglią odbyła sią na tych samych zasadach co wojna z Rzymem w Brytanii. Kolonizacja rejonów późniejszego S. Petersburga i podróżowanie rzekami. Przez Sekwanę do Paryża, przez całą Vołgę aż do Iranu, przez Dunaj do Bułgarii. Byli też na Wolinie, Elblągu oraz najpewniej docierali też do Warszawy. Do dziś w Polsce mieszkają ich potomkowie, w szczególności na zachodzie kraju. Świadczy o tym haplogrupa I1. Stąd właśnie wzięli się rudzi w Polsce.
Strategia Gotów jest więc opozycyjna.
Patrząc jeszcze raz na mapę, nie mamy wątpliwości. Nie tylko Goci czy Wandalowie, ale też Burgundowie, Alanowie czy Kwadowie mieli strategię podobną i bardziej przypominała strategię Hunów.
Na koniec warto zaznaczyć, że Wikingowie nazywali Polskę – Wendlandią, albo Gotlandią. Po Niemiecku Słowianie to Wenden. Jedna z sag mówi, że Wikingowie mieli przybyć do krainy Wendów (zapewne kolonizacja koło Odry).
Szamanistyczna religia
Wandalowie i Goci tak samo jak większość Scytów, Słowianie, Japończycy czy Kultura Łużycka dokonywali kremacji ciał zmarłych. Taki rytuał występuje w religiach szamanistycznych i wiąże się z wiarę, że w ten sposób dusza opuszcza ciało i odlatuje do nieba (dosłownie i w przenośni).
Wikingowie z kolei nie minęli takiego rytuału – ciała składali w postaci szkieletu, tak samo jak Celtowie, Rzymianie, Żydzi. Grecy, Egipcjanie…
Starsze osady
Częstym argumentem sa Skandynawskim pochodzeniem Wandalów jest to że w Szwecji odnaleziono osadę, która była niemal identyczna z osadami Wandalów. Porównanie Siedlisk nad Odrą i w Kraghede. Według tej tezy ludność miała wyemigrować ze Skandynawii do Polski przez Wisłę. Problem w tym, że zabudowania odnalezione w Polsce są wyraźnie starsze niż te, które teoria ta uważała za kolebkę Wandalów.
Polsko-Ukraińsko-Rosyjskie tradycyjne domy – XVII wiek.
Domy okresu Jomon – Japonia, wykazującą analogię w kwestii „domu na domie” w przypadku pseudo-ratusza.
Inna etymologia
Wandalowie, Wiślanie, Wieleci, Weneci, Wendowie, Winulowie, Wołosi, Wołynianie, Wolinianie, Wędowie, Wendowie to różne nazwy związane z ludnościami Środkowej Europy. Mogą być związane z takimi nazwami jak Warszawa, Wiedeń, Wilno czy nawet Wenecja.
Nazwy plemion są podobne, co świadczy, wraz z ich bliską lokalizacją o wspólnym pochodzeniu, bądź co najmniej wspólnej etymologii. Najpewniej należy wykluczyć tezę, że Goci oznaczają „ludzie boga” bo Normanowie na pewno nie byli monoteistami. A słowo „Gotlandia” czyli jedna z wysp Szwedzkich, oznacza „Dobra Wyspa” (skandynawskie got, pokrewne do gut i good/gud). Możliwe, że nazwano ją też z powodu tego, że myślano iż stamtąd byli Goci.
Całkiem możliwe, że nazwy takie jak Gopło, Gdańsk, Gdynia, BydGoszcz są związane z ludem Gotów i Gepidów.
Odmienne stanowisko tekstów źródłowych
Gotika Jordanesa wspomina o Gotach, którzy mieszkali w „Godiskandii” czyli w okolicach Gopła, Kaszub, Kujaw [?]. Ich losy znamy w dużej mierze dzięki Jordanesowi – kronikarzowi pochodzenia Gockiego. Trzeba zaznaczyć, że w „Gotice” wspomniano jednak istotny fakt. Kronika nie mówi, że Goci przemieszczali swe wojska do wojny z Rzymem i wraz z nimi szli też imigranci, ale metropolia zachowała status quo. To coś jakby koło Polskiego Kontegenu Wojskowego w Afganistanie, była też jakaś grupa imigrantów cywilnych. Według Jordanesa, metropolia miała połączyć się z sąsiednimi kulturami. To z kolei jedno zaprzeczeń, tego że Goci opuścili Polskę, co oznaczało by że są przodkami części ludności Polski (bo tak jest), tyle że Polacy nie są Skandynawami. A ludność germańska w dzisiejszym rejonie dawnej Godiskandii to ludność sprowadzona przez Krzyżaków. Wikingowie z kolei woleli Pomorze Zachodnie i ewentualnie Elbląg.
Inne opinia kronikarzy
Również zapisy ówczesnych kronikarzy jednoznacznie utożsamiają Wandalów czy Gotów z późniejszą ludnością.
W X wieku Gerthard z Augsburga w pisanej w latach 983 – 993 hagiografii świętego Ulryka (Miracula Sancti Oudalrici) niejednokrotnie nazwał Mieszka I wodzem Wandalów (dux Wandalorum, Misico nomine).
Z kolei w dziele Adama z Bremy „Dzieje Kościoła hamburskiego” znaleźć można dłuższy fragment: „Słowiańszczyzna, największy z krajów germańskich, jest zamieszkana przez Winnilów, których dawniej zwano Wandalami. Jest to kraj przypuszczalnie większy nawet od naszej Saksonii; szczególnie jeżeli uwzględnimy w nim Czechów i Polan zza Odry, jako że nie różnią się te ludy ani obyczajem, ani językiem”.
W XII wieku angielski kardynał Gerwazy z Tilbury pisał w swoim Otia Imperialia, iż Polacy „określani są mianem Wandalów i sami tak siebie nazywają”.
Kazimierz Wielki, wznosząc na miejscu zrujnowanej za jego czasów bazyliki romańskiej w Poznaniu – katedrę gotycką, wystawił nowy okazały grobowiec dla swego wielkiego poprzednika – pogrzebanego w tej świątyni Bolesława Chrobrego i na jego płycie kazał umieścić wierszowany napis informujący że Bolesław Chrobry był królem „Regnum Sclavorum, Gothorum sive Polanorum” czyli „królem Słowian, Gotów czyli Polan”.
Powtórzył to również Flavio Blondi, a po nim wreszcie Maciej Miechowita w Tractatus de duabus Sarmatis (Traktat o dwóch Sarmacjach) z 1517 roku.
Warto wspomnieć że również pierwszy polski kronikarz, poruszył kwestię wandalskiego pochodzenia Lechitów. Księga rozpoczynająca „Kronikę polską” zawiera znaną wzmiankę o Wandzie, opatrzoną następującym przypisem: „Od niej ma pochodzić nazwa rzeki Wandalus, ponieważ ona stanowiła ośrodek jej królestwa; stąd wszyscy, którzy podlegali jej władzy, nazwani zostali Wandalami”.
Skąd więc podział na Słowian i Wandalów? Pustkę w źródłach stworzył upadek Rzymu. Wiele z tych nazw pochodzą od Tacyta czy Ptolemeusza. Tzw. Sclaweni to termin używany tylko przez Bizancjum, który dopiero potem wszedł do użytku, a Bizancjum powstało tuż przed upadkiem Rzymu i też nieźle ucierpiało. Można zauważyć jednak u Tacyta kilka plemion z regionu o podobnej nazwie: Stavonoi i Suevi, Suebi, Sakse, Sidinians Mało tego – wiele ludów syberyjskich nosi takie nazwy. Licząc kroniki z całego pierwszego tysiąclecia, obecne nazwy narodów, a potem badania nad ludami np. uralu, doliczymy się masy podobnych nazw, z czego większość zaczyna się na „s”. Naliczymy ich takich nazw co najmniej kilkadziesiąt. Zarówno u Tacyta, Geografa Bawarskiego, Jordanesa czy Greków i Bizantyjczyków.
Inny symbolzm
U Gotów, Wandali i Sarmatów próżno szukać słynnej Triquetry, specyficznego „przeplotu” czy run typu furbank. Można za to znaleźć azjatycką swastykę, typową dla ludów syberyjskich (a występującą też między innymi w Japonii i Nepalu), a także różne odmiany krzyża słonecznego, który jest popularny w regionach Azji Północnej i ludów ałtajskich.
Popielnica z Białej
Symbole Kazachskie
Swastyka w Japonii z dziwnie znajomą kapliczką.
Można się też doszukiwać podobieństw do symboli kultury Łużyckiej, oraz pierwszych Piastów.
Co ciekawe, można znaleźć też jedną z odmian tzw. „lunuli” czy symbolu jagby półksiężyca, z wysuniętym kawałkiem czegoś co przypomina jakieś słońce. Podobny motyw był na herbie Chanatu Mongolskiego jako jedna z odmian tamgi, oznaczała słońce wschodzące nad doliną, jedna z jego odmian to herb Ukrainy, a nawet wzór orła w Europie Wschodniej (bliźniaczy do Gockiej fibuli). Co ciekawe przedstawiony powyżej krążek, jest IDENTYCZNY jak znak jednego z rodów Japońskich. Do tego podobny symbol odnaleziono na Pomorzu z czasów pierwszych Piastów.
Od góry, od lewej: Fibule Gotów (IV-V wiek n.e.), ozdoby Ukraińskie (XIII wiek), herb Mołdawii, flaga Mongolii (XII wiek), herb Ukrainy.
Skarb z Pomorza – czasy wczesnopiastowskie.
Coraz więcej świadczy o tym, że Germanie Wschodni = Ałtajczycy = Słowianie. Do tego trzeba dodać fakt, tego jak analogiczne symbole to tamgi tworzono. W Polsce i na stepach Euroazji motów „słońca nad doliną” jest masa (używali go między innymi Piastowie Śląscy). Używano do niego często też motyw krzyża słonecznego (Polska wersja pochodzi co najmniej z 1 000 late p.n.e, a pierwowzór jest znacznie starszy).
W Polsce południowej (szczególnie Górny Śląsk i Śląsk Opolski) motywów takich jest masa, a większość jest analogiczna do barw Ukrainy. Jedną z odmian jest np. słońce w postaci krzyża „żelaznego” w którego przypadku dolinę zastępuje podkowa. Stąd wziął się zwyczaj dawania podkowy na drzwiach, niektórzy mówią że powinna być umiejscowiona tak, by otwarta część była na dole, lecz na tych herbach zawsze, gdy jest krzyż słoneczny, to ta część jest na dole. Dzięki temu zgadza się z Pan-ałtajskim motywem i archetypem. Na przykładzie jest godło Sokolna. Jakie są najważniejsze zwierzęta dla Kazachów (co mają podobną flagę)? Sokoły i orły, oraz konie. Co noszą konie? Podkowy. A jakie zwierzęta palono, w ramach pochówku całopalnego, w raz z ludźmi, w obrządku Wandalów? Konie i „jakieś” ptaki. Co ciekawe, Sokolnictwo jest w Polsce wysoce popularne.
Totemizm
Totemy wschodnioeropejskie wcale nie są ograniczone do czasów Kultury Praskiej. Można je odnaleźć też w innych okresach, jednym z nich jest Kultura Przeworska czyli okres Germanów Wschodnich i Sarmatów. Najbardziej znanym przypadkiem są trzy, specyficzne posągi z czego jeden jest wyższy od drugich. Wzorem pasują zarówno do Bab Pruskich, Światowida jak i częściowo nawet „Kobiety z Rybą”.
Posągi takie występują masowo, także na terenach Kazachstanu, Uralu czy Mongolii i są często bardzo stare. W przypadku Mongolii analogia (sposób trzymania rogu chociażby). Skoro lud oddalony od 4 000 kilometrów miał takie same, to musiał być spokrewniony, tym bardziej że pierwsze kontakty Mongolia-Europa to wojna Mongolsko-Rusińska. Do tego trzeba dodać genetycznie potwierdzone pokrewieństwo na linii Słowianie-Germanie Wschodni-Kirgizi-Uzbecy-Ałtajczycy-
Ujgurzy-Scytowie-Tadżycy.
Moty stawiana totemów dotyczy bardzo dużego obszaru Azji Północne. Zaczyna się od Połabia, Prusy, Polski i Ukrainę, przez Kazachstan, Ural, Ałtaj, Mongolię, Buriację, Jakucję, kończąc na Japonii, Kamczatce i Kanadzie. Słupy miało zapewnić duchom kontakt z naszym światem, niczym antena. Czasami ich elementem były kule w środku słupa. Zimą budowano je też ze śniegu.
Antyczny totem z Czadyr (Mongolia) i totem antyczny z Mołdawii.
Najstarszy totem jest z drewna, pochodzi z Uralu i jest najstarszym posągiem na świecie – ma 9 000 lat p.n.e. Już wówczas możemy zauważyć, że ma większość specyficznych cech, dla późniejszych „bałwanów”, zarówno Mongolskich, Słowiańskich jak i Wandalskich. Oraz wzorki Nieńckie.
idol Szygirski – Ural, koło Jaketynburga
Można także pewne motywy odnaleźć w kulturze Jomon w Japonii, która z kolei jest jednoznacznie uznawana za bliźniaczą z Serbską kulturą Vinca.
Totemizm ten miał duży wpływ na stworzenie kultu totemiczno-solarnego zwanego „krzyżem” (czyli słupa, z mniejszą linią na górze do którego modlą się dziś Polacy), a najlepszym dowodem, na to jest to jak motywy syberyjskie i krzyża słonecznego (włącznie z postaciami ze Światowida z Zbrucza), wykorzystano do budowy X-wiecznego krzyża, który sprowadzono potem do Irlandii.
W wielu totemach można dostrzec czapką tatarską, jest ona podobna do Ruskiej, Kazachskiej, ale przypomina też jeden z „lejków”, w które okładano potem koński (nawiązanie do roli konnicy?) ogon. Takich samych „lejków” jak nosili Wandalowie i Goci.
Pewne w miarę podobne posągi można znaleźć też na pograniczu Germańsko-Celtyckim, lecz biorąc pod uwagę duży zasięg w głąb Azji kręgu „bałwanizmu”, były to wpływy wschodnie (można je znaleźć np. w Galii, ale w Irlandii czy UK już nie.), łączone z celtyckimi elementami (takimi jak budowle w stylu Stonehenge, triskalion, czy wszechobecna postać dzika).
Zbieżność z Podhalem
W latach II Wojny Światowej, część polskich Górali ogłosiła się potomkami Gotów – uznali to w związku z niezwykle wysoką analogią gockich ozdób do ozdób góralskich. Podobieństwo było ewidentnie uderzające. Używali tego jako element tego, aby przyłączyć się do Hitlera. On sam choć raczej nie interesował się Gotami (raczej Allemanami czy Bawarami) zadowolił się i utworzył kolaborancki oddział.
Najbardziej charakterystyczna wydaje się rozeta zakopiańska, jedna z odmian perunicy. Przeciwnicy teorii używali argumentu o tym, że podobną odnaleziono w Grecji, lecz północna Grecja (czyli Macedonia Południowa) to nie potomkowie Hellenów, tylko Macedończyków, czyli potomków plemion słowiańskich takich jak Wajunitowie, Jeziercy czy Milingowie. Najpewniej to właśnie sąsiedztwo odmiennych ludów, doprowadziło do powstania unikalnego tyngla językowego zwanego Greką. Pochodzenia północnego są najpewniej takie słowa jak logos czy tenebris (po cieńszym rosyjskim „temno”). Po za tym Kultura Wołoska, jest słowiańską kulturą transnarodową i sięga od Ukrainy, aż po Bułgarię,
Bardzo istotne są przede wszystkim też fibule, nie tylko można zauważyć, że przypominają kształtem zakopiańskie ozdoby, ale też mają bardzo ałtajski wzór, który przypomian wzory na fladze Kazachstanu, a takie wzorki można znaleźć nawet u Ainów na Sachalinie i Hokkaido. Wzór ten stał się w średniowiecznej Europie jednym z najpopularniejszych do ozdabiania bram i krat (szczególnie na wschodzie). W Polsce jeszcze w latach PRL-u był niema monopolowym motywem.
Fibule przypominają bardzo mocno zakopiańskie ozdoby. Do tego jeszcze bardziej widać powiązania Podhale-.
Do tego widać w nich również powiązania z innymi Gockimi i Wandalskimi ozdobami.
Język?
Czy wiemy cokolwiek o języku Gotów? Często mówi się że dowodem na jego istnienie jest Biblia Gotów. Problem w tym że jej oryginał nie zachował się do naszych czasów, a jedynie przepisania. Jedyną pozostałością jest jedna „strona” , która pochodzi z VI bodajże wieku i użyty w niej alfabet, dał początek pismu „Gothic”. Problem w tym, że trudno ją przetłumaczyć, bo jedyne tłumaczenie to te z przepisani, a te są podawane w wątpliwość. Przede wszystkim tłumaczenie transkrypcji nie jest pewne, robione zazwyczaj poprzez analogię do języków Skandynawskich. Problem jest taki, że język ten jest za miękki, ma za dużo samogłosek i dość mocno „Połabskie” i „Bałtowskie” zgłoski, włącznie z końcową rolą „s” typową dla bałtów i ludów azjatyckich (na temat Greki już się wypowiadałem, Łacina to osobny temat). Widać gołym okiem parę słów germańskich, ale to raczej wygląda na ciasto wschodnie z zachodnimi rodzynkami.
Są tylko dwa przekłady na alfabet łaciński, gockiego języka pochodzącego z Kodeksu Karolińskiego.
Jah witubnijs g(u)þ(i)s
Jako dowody z kolei na nieautentyczność przedruków Biblii Gotów, podaje się takei fakty jak:
Istnienie, aż czterech odmian przez przypadki, a języki Skandynawskie mają dwa .
Dziwny, maszynowy druk, gdy już od 100 lat znana była maszyna Guttenberga
Brak run nordyckich, choć Goci według tej teorii byli Normandami, a Wulfilla miał korzystać z ich run, między innymi przy tworzeniu alfabetu
Pojawiły się ona nagle i w dość tajemniczy sposób dopiero w XVI w. w benedyktyńskim klasztorze w Werden, w Niemczech, który znany jest raczej z pisania i przepisywani ksiąg, niż ich przechowywania
Kilka wersji przepisani jest zrobiona jakby innymi wersjami alfabetu
Wracając jeszcze raz do tematu, trzeba zaznaczyć że „miękkość” języka w biblii gotów wyjaśnia się, w ten sposób, wyjaśniając tym że jest to język „Staroskandynawski”, problem w tym że to by nie wyjaśniało np. jakim cudem języki niemiecki jest taki twardy. Szwedzki jest trochę miększy (a nawet Duński) od Niemieckiego czy Holenderskiego, ale to najpewniej efekt przenikania się ludności Wikińskiej i Lapońskiej, więc języki i społeczeństwa się mieszały. Za najbardziej „staroskandyanwskiego” uważa się Islandzki, który miał być w separacji. Pomija się jednak to, że około połowa z 300 000-cznej ludności Islandii, to nie-normandzka ludność Slawoidalna i tak było od początku. Najpewniej w wyprawie na Islandię wzięli udział też Lapończycy (którzy mają dużo genów typowych dla Słowian) czy też może nawet sami Słowianie. To wyjaśnia między innymi, dlaczego posunięcia Islandii, są tak inne od np. Norwegii. Trzeba dodać, że elementy zgłosek czy pewnych trendów w słowach typowe dla Lapończyków czy np. Połabian występują w dużej mierze w Islandzkim. A w języku Gotów – szczególnie. Pytanie tylko, jak to rozczytać.
Inną kwestią jest spraw z królami Gotów, Wandalów czy Burgundów. Wśród nich można znaleźć spory zbiór imion wyglądających na Skandynawskie (w przeciwieństwie do Bibli Gotów – z autentyczną gramatyką Skandynawską), ale też trochę imion przypominających, autentyczne imiona Słowiańskie, a nawet parę imion brzmiących jak z Uzbekistanu. Problem jest w tym, na ile zapisano je poprawnie, skoro zostały oryginalnie zlatynizowane. Czy mogli zapisać wszystkie głoski i czy dobrze Rzymianie je usłyszeli (niemal przypowieścią stała się scena z ‚Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, w której Niemiec, pobuduje napisać „Brzęczyszczykiwicz)? No i na ile był to rdzenne imiona, władców a na ile tzw. Lingua Franca? Jordanes był Gotem, ale jego imię inspirowano biblią…
Teraz zacytujmy blog „Taraka” jeden z nielicznych, autochtonicznych blogów „nie-turbosłowiańskich”.
Królowie Wandalów czy innych ludów podobnych, to miał być między innymi: Visislaus, Radagaisus, Alaric, Corisco, Spośród 23 wymienionych w tabeli władców herulskich i wandalskich wyróżnić można aż 10 osób noszących imiona o słowiańskim brzmieniu, 7 osób noszących imiona o brzmieniu germańskim, 4 noszące imiona o nieznanej etymologii, 1 osobę noszącą imię łacińskie i 1 osobę bezimienną.
Imiona o łacińskiej etymologii (1 osoba): 20. John (N.: Johannes; pol. Jan).[13]
Bezimienni (1 osoba): 23. … of the Wenden (król Wenedów o nieznanym imieniu). [14]
Corisco (Corsico) utożsamiany jest czasem z imieniem Krak [znanym z np. Kroniki kadłubka – mój przyp.]. Inne łacińskie formy tego imienia to: Croscus, Crocus, Crusco.
[koniec cytatu]
Trzeba uwzględnić też to że oprócz danych ówczesnych czasów, kronikarze z średniowieczni w późniejszych okresach (patr, poprzednie punkty) łącząc Wandalów ze Słowianami, opisywali też władców, aż do VIII wieku – to jedno z niewielu momentów gdzie spinana się niemiecki szacunek co do dat panowania Dynastii Lechitów (czyli dynastii, której ostatnim władcą miał być Popiel), która miała się zacząć w VII wieku. King of the Wenden to księżna Wanda? Kto wie.
Jeśli z kolei uwzględnić królów Burgundów, to część z nich pokrywa się z wieloma postaciami władców z tzw. Kroniki Prokosza, czyli Kroniki rzekomo napisanej w IX wieku przez Prokosza, w realu na pewno młodszej o wieki.
No i patrzmy też na to że władcy mogli się różnie nazywać pod względem językowym. Mieszko (Mieczysław?) czy Bolesław mieli słowiańskie imiona. Ale już Ludwik Węgierski czy Kazimierz Wielki, mieli imiona obcojęzyczne. Nie wiemy jak długo Wikingowie wpływali na dzieje Polski, lecz mówi się o tym że dopływali także do Gniezna. Mogło to sprawić przyjęcie obcych imion. Kontakty na linii Wschód-Północ był bardzo dobre jeszcze za czasów Rusi Kijowskiej. To ludność Francja i Anglii była w konflikcie z Normandami.
Kilak władców Cherusków ma imiona podobne (-mir), Rzymianie łączyli ich tez z Etruskami, którzy jak się okazało, byli imigrantami z okolic dzisiejszej Ukrainyco pewnie wpłynęło na kształt łaciny.
A co z językiem Alanów? Byli Scytami, a na temat jeżyka Scytów jest tylko parę zdań, odnalezionych gdzieś w okolicach Azji Środkowej i trudno je intepretować.
Inna kultura archeologiczna
Kwestia poruszana pośrednio w poprzednich tematach, ale jednocześnie warto zwrócić uwagę na to, że Wandalowie należą do Kultury Przeworskiej, zaś Goci do Kultury Wielbarskiej. Częściowo pokrywa się to z poprzednimi kulturami regionu. Patrząc na wiele takich kultur, można doszukiwać się w nic grani ludów i państw (nawet rzekomo „młodej” Białorusi). Kultura Longobardów pokrywa się dość mocno z mapą Słowian Połabskich. Czasami ludność tą nazywano zbiorowo „Saksonami” (słynne „s”) lecz te określenie dotyczy też ludności Dolnej Saksonii. Czy tutaj kończy/kończyło tak naprawdę granic Germanie/ludy azjatyckie? Trudno powiedzieć, raczej Sasowie nie pochodzili z Danii, a więc skąd? Zaznaczę tylko, że rejon Łużyc po jej wstąpieniu w szeregi unii Świętego Cesarstwa Rzymskiego, zwano Górną Saksonią (a też była ona częścią Połabii). Dynastia Sasó wywodzi się właśnie z tej drugiej (a może pierwszej?) Saksonii.
Widać tutaj, tez unikatową kulturę dla Wolina i Uznamu. Ten rejon ma unikalną, występującą tylko tutaj, odmianę/mutację genu R1a (tak jak Olsztyn). To nie tylko potwierdza silną tożsamość, ale i też jest jednym z dowodów, na to że przesiedlenia w 1945-1950 był w jakichś 95% komunistycznym fałszerstwem.
Dziwnie znajome nazwy plemion
A.
Mapa Tacyta versus Mapa Geografa Bawarskiego. Choć Geograf Bawarski nie odwiedził całej Polski, to jednak można dostrzec podobieństwa nazw ludów regionów. Potwierdzenie tożsamości tych civitas jest jednak możliwe przede wszystkim dzięki testom DNA.
Wyglądów to jakoś tak
Goci i Gepidzi – Goplanie
Wandalowie – Wiślanie
Luigowie – Lenduzi
Silingowie – Ślężanie
Trzeba zaznaczyć, że to nie tylko aż cztery szokujące podobieństwa nazw, ale też idealnie pokrywające się lokalizacja. Jedna osoba sugerowała kiedyś, że Lugowie, należy czytać (tak jak po włosku) Luidziowie, co by było jeszcze podobniejsze do Lędzianie. Po z tym – Sillingians jest zdecydowanie podobniejsze do Sillesia niż Sleenzene. Na dodatek Jordanes wspomina o znajdującym się niedaleko krainy Gotów, grodzie Sillestina. Na temat Wandaló/Wiślan warto dodać, że takie też było stanowisko Kadłubka. Goplanie, wydają się wspólnym określeniem Gotów i Gepidów.
Wenetowie, są na mapie dosyć na zachód, lecz zazwyczaj są bardziej kierowani na wschód, ale w tej samej jednak osi pionowej. Pokrywają się wówczas z Ukraińskim plemieniem – Wołynianami. Tymi samymi, których niektóre potomkowie ginęli z rąk UPA, a tak naprawdę choć mówili po Polsku, mieli korzenie też Ukraińskie.
Kolejna ciekawostka, to plemię Sidinians, które jest umieszczone tuż w okolicach miasta Szczecin. Niedaleku mu też do Świnu i Świnoujścia. Etymologia wydaje ię być wspólna.
Kwestia „kontaktów”
Hunowie i Alanowie przeciw Rzymowi
Ta metoda jest rzadko używana, ale obecnie jest kolejnym ważnym elementem. Jak z pośród kilku „ludów” określić czy jest ot jeden lud (bądź zbiór ludów), czy kilka? Można posiłkować się kwestią kontaktów między nimi.
O jakich kontaktach (wojnach, traktatach, handlu) wspominają kronikarze? Np. o relacjach: Gocko-Wandalskich, Chazarsko-Alańskich, Gocko-Alańskich, Gocko-Swebskim, Alańsko-Mongolskich, Huńsko-Alańskich, Alańsko-Wandalskich, Awarsko-Alańskich, Alańsko-Wandalsko-Swebskich.
O jakich relacjach NIE MA WZMIANEK: Wandalsko-Sclaweńskich, Huńsko-Awarsjkich, Awarsko-Madziarskich, Scytyjsko-Sarmackich, Chazarsko-Scytyjskich, Tracko-Bułgarskich, Gocko-Sclaweńskich.
To tylko autentycznie potwierdza wnioski, że: 1. Wandalowe i Goci byli innymi nazwami plemion, bądź starymi nazwami. 2. Chazarowie i Alanowie byli odmianami Scytów z różnych regionów. 3. Hunowie połączeni z rdzenną ludnością Pannonii to Awarowie, którzy zwą się Madziarami, Węgry to przeinaczone Hungary (kraj Hunów), czyli Hunowie to nazwa Zachodniorzymska, Awarowie to nazwa Bizantyjska, Madziarzy to nazwa Węgierska. 4. Bułgarzy to Trakowie (7 rodów, Bułgaria oznacza „kraj wielu ludów”, Germania/Galia/Garia –> pol. „kraj”). 5. Dalmaci to przodkowie Chorwatów.
Oczywiście są też źródła inne na temat ostatnich dwóch przypadków, ale można je łatwo znaleźć samemu.
Równanie demograficzne
Kolejny, rzadki sposób udowodnienia, że Goci nie przybyli ze Skandynawii. Gocja i Wandalia był zamieszkiwane przez podobną ilość ludzi co Polska za Mieszka. A mięło pochodzić całkowicie ze Skandynawii. Dzisiejsza Skandynawia (z Lapończykami włącznie!) To 15 mln ludzi, wraz z Danią. Gdyby Wikingowie nie migrowali, to patrząc na ilość ich potomków, w Skandynawii było by ponad 20 mln. A co gdyby Goci i Wandalowie realnie pochodzili ze Skandyanwii, ale nie wyemigrowali? Dzisiaj musiało by tam mieszkać około 60 mln osób. W V wieku to my musiało być około 2 mln ludzi. Gęstość zaludnienia była by więc na poziomie najgęściej zaludnionych państw Europy i Azji Mniejszej. W realu mieszkał ich około jednej piątej tego, a jeśli odciąć Laponię i uwzględnić tylko krainę Wikingów, to liczba ta spada jeszcze dwukrotnie. Więc w tym przypadku taka teoria nie zgadza się z równaniem i łamie… prawo zachowania masy i energii (sic!). W końcu imigrująca osoba to masa z energią pędu jego migracji, ale jak widać masy nie było, więc i energii nie mogło być.
Kwestia „Skandii”u Jordanes i Skandyanawii
Pozostaje nadal kwestia Skandii, czyli legendarne krainy, z której według Jordanesa mieli pochodzić Goci. Jednak słowo ‚”Skandia” ma słowiańską sgłoskę „sk”, w Danii też jest (najpewniej pod wpływem, wpływów Lapońskich) ale na końcu i bez otwartej sylaby. Skandia, brzmi jak kolejna odmiana krain licznych, lokalnych ludów na „s”. Do tego motyw, wody z której przepłynęli ludzie, jeśli uznać ją za legendę, może mieć sporo wspólnego z mitem wyłowienia (kilkadziesiąt jego wersji na Słowiańszczyźnie i Syberii, od Uralu aż po Hokkaido) oraz niezwykle ważną dla Słowian sferą akwatyczną (szczególnie słodkowodną, co widać po ilości legend i bóstw wodnych). Stąd wzięło się słowo Skandynawia, kiedy to uznano że jest to kraina dosłowna. Ciekawa jest końcówka „w”. Jest ona bardzo często (bądź w podobnej wersji) jako początek wielu słów na ludy (Wenedowie, Weneci) i wiążą z taką etiologią takie narody jak Słoweńcy i Słowacy.
Bardziej ciekawa jest jednak sprawa z kwestią „nawia”. „Wia” To archaiczny element słowa, który zachował się być może jako odpowiednik łacińskiego garia (kraina).
Nawia (tutaj jest całe „nawia” nei tylko „wia”) to zachowane słowo w starych językach słowiańskich oznaczające sferę uraniczną, związaną ze światem nadprzyrodzonym, i życiem po śmierci. Nawia i Niebo (podobne słowa?) to to samo. Oznacz zarówno zjawisko meteorologiczno-atmosferyczne jak i krainę świętą. Dusza unosiła się do niebo i dosłowni w przenśni. Identycznie jak w przypadku mongolskiego Tengryzmu (ciekawe – niebo po Chińsku to „tian”), konfucjanizmu i kultu niebios, religi buriacji czy Japonii (Wysoka Równa Niebios). Potem oczywiście motyw nieba w takim wydaniu wchłonęło chrześciajańsdtwo.
Pawia to sfera piekielna, związana z jaskinią, ogniem i piecem. Należy to rozumieć bardzo dosłownie, szczególnie przez pryzmat czarta (w bibli sheol utożsamia sięz ciemnością, w Polsce piekło utożsamia się ogniem). Słowo Pawia jest związane ze słowem „piekło” (a co za tym idzie słowami „pieczara”, czy „piec”) oraz „panew”.
Być może od słów Nawia i Pawia, wzięto przedrostki „na” i „pod”, kiedy przedrostki pojawiły się u ans pod wpływem łaciny.
Na pewno należy bezdyskusyjnie wyrzucić popularne wśród turbosłowian założenie (bo na pewno nie teorię czy nawet tezę) o tym, że Nawia to kraina umarłych, pod ziemią, a Pawia (zwana przez niektórych błędnie „Prawią”) to kraina „bogów”, Nawia to odpowiednik też piekła, której królem był jakiś „Weles” a przejścia strzegł żmij, to tylko szaleńcze kopie z mitologii greckiej. Nie ma na to żadnych dowodów, to tylko wynik myślenia, że każda mitologia jest jak grecka (a także mieszania mitologii greckiej z chrześcijaństwem, w myśli renesansowej, a więc już potrójnej pomyłce), oraz mylenie rodzin językowych z rodzinami religii (przy jednoczesnym zapominaniu tego, że nie wiemy jak dokładnie wyglądały kiedyś języki i trzeba też patrzeć na takie zasady jak liczba częstych zgłosek itd.) Przedstawiona wyżej teoria zgadza się całkowicie ze słowami pokrewnymi, na dodatek ma potwierdzenie w folklorze, oraz w tradycji pogrzebowej (unoszenie się dymu w górę z pochówku ciałopalnego). No i zgadza się a szamanistycznymi założeniami religii Słowian.
Trzecim elementem miała być „Jawia” czyli po prostu tu gdzie „stoimy”.
Mamy więc Jawię, Pawię i Nawię. Skandynawia wygląda jak jakaś odmian Nawii. Biorąc pod uwagę, fakt że u Słowian była masa wątków sfery akwatycznej, wygląda na to że Skandynawia to kraina legendarna (no i na wodzie lepiej widać niebo, więc i nawię). Nie należy jej mylić z celtyckim Avalonem! Avalon to kraina za morzem Atlantyckim,. gdzie według Celtów ludzie mogli płynąć od krainy wiecznego sześcian. Jest to więc odwrotność Skandii u Gotów (któryż z niej PRZYBYLI).
Skandia (jak jest w oryginale to już inna sprawa), widać wiąże się jakoś z ludami na „S” może oznacza jakąś prakolebkę ludu? Niby Goci po przyjściu na Godiskandię (czyli na ląd), mieli walczyć z Ulmerugami (którzy byli z nimi spokrewnieni), ale jednocześnie przyznali że najpewniej pokrewni do nich są Gepidzi. Co ciekawe – udowodniono, że R1a pochodzi z Karelii nad Jeziorem Onega (koło oceanu arktycznego), skąd przed tysiącami laty, miała rozprzestrzenić się ludność ałtajska tego genu i nie tylko.
Trzeba też dodać możliwość, iż Skandia to po prostu Wyspa Helska, bowiem w mapach pojawia się zawsze w tym miejscu, gdzie w IX wieku była Wyspa Helska, koło nowo powstałych wysepek, które potem połączyły się z wyspą główną, tworząc mierzeje.
Finalna kompilacja
Ludy, które na 99% były ludami słowiańskimi: Sarmaci, Alanowie, Goci, Wandalowie, Luigowie, Silingowie, Kwadowie, Swebowie, Longobardowie, Dakowie, Trakowie, Pannończycy, Norynjcanie, Dalmaci.
Ludy, które nie był Słowianami, ale były z nimi bratnie: Scytowie, Chazarowie, Sogdianie, Hunowie, Tatarzy
Ludy, które na 99% były ludami germańskimi/skandynawskimi: Allemanowie, Bawarowie, Frankowie/Fryzowie, Anglowie, Waregowie, Brukterowie, Teutonowie
Ludy, które na 99% były ludami celtyckimi: Galowie, Brytowie, Irlandczycy, Szkoci/Piktowie, Walijczycy, Iberowie.
Społeczności multinarodowościowe z różnych grup: Italia (większościowa rdzenna ludność + wschodni Etruskowie, Sardyńczycy i Latyni oraz Wenecjanie pochodzący do Wenedów), Grecja (Hellenowie i Macedończycy), Hiszpania (Iberowie, oraz mniejszość Walencyjska pokrewna z Etruskami). Oprócz tego Bretończycy w Galii, pochodzący od Wenedów.
Po V wieczne mniejszości: Burgundczycy (Burgundzka mniejszość we Francji o tej samej nazwie), Katalończycy, mieszkańcy Galicji Hiszpańskiej, Andaluzji i być może też Kraju Basków (mniejszości pochodzenia Wandalskiego + mniejszości z innych plemion), pozostałości Longobardów i Wandalów w Italii.
Osobna kwestia: Madziarzy/Awarowie – „melanż” Hunów i Pannończyków, być może się też krzyżowali po rasa Słowiańska i stepowa są kompatybilne instynktownie i oba są podobnie dostosowane ewolucyjnie, więc i tak ewolucja by trwałą tą samą drogą.
Pochodzenie na razie niewyjaśnione: Heruskowie, Chaukowie, Hattowie.
Podsumowanie
Temat nie miał nie tyle na celu potwierdzenie ciągłości osadniczej. Chodziło raczej o potwierdzenie ałtajskich korzeni ludności Wschodniej Europy patrząc na wykopaliska, jeszcze z czasów Rzymu. To jednocześnie też sposób na zaprzeczanie Normandzkiej genezy Germanów Wschodnich, a także i przy okazji paneuropeizmowi. Ze względu na zachowanie się dużej ilości w starych czasach lamentów „czystych” kulturowo można do tego podejść bez konieczności robienia destylacji co jakiś czas. Wszystko wskazuje na to że to nie brodaci germanie z toporami pokonali Rzym (choć w sumie też mieli w tym swój udział – Frankowie, Anglowie i Jutowie ) lecz ludność turanoidalna na koniach, z łukami i zbroją płytową, którzy to z Wikingami nie mieli nic wspólnego. Do tego są oni potomkami mieszkańców Europy Wschodniej, czyli 2/3 populacji Europy
Po za tym mieli ogromny wpływ, na Europę zarówno pod względem symboli (solarny symbol Wandalów, wywodzący się z tzw. „Rąk boga” szybko pojawić się w kościele i na monetach władców), czy też pod względem tego jak bardzo wpłynęli np. na heraldykę, czasami nawet flagi czy technologię i ubiory średniowieczne. Wiele rzeczy, które są błędnie uważane za europejskie, pochodzi z Azji, a azja kończy się gdzieś na Łabie. A może inaczej? Nie ma Europy – jest Euroazja. Europa Wschodnia to przedłużenie Dalekiego Wschodu, a Europa Zachodnia to przedłużenie Bliskiego Wschodu. Europa to miejsce, gdzie te cywilizacje się zderzają, a wschód bardzo wpław na zachód swoją liczebnością. Innymi miejsca zderzenia tych dwóch kultur są Indie, Afganistan, Pakistan (różna ludno), Iran (wpływy północne) czy Tadżykistan i Uzbekistan (wpływy południowe). Dawniej także Turcja (podbicie Hetycji przez turkotów).
Można by tu mówić, jak ot była dalej ja bardzo wpływało, o tym jak szamanizm wchłoną chrześcijaństwo, jak bardzo Słowianin różni się od mieszkańca Zachodu, Europa była dalej zawsze podzielona na dwie części, niema we wszystkim. Ale to już inna historia.