Ziemie Odzyskane zawsze polskie

Według stereotypu dowodzącego rzekomej niemieckości Ziem Odzyskanych – cała ludność Polska Ziem Odzyskanych miała zostać zabita bądź w jakiś sposób „wyeksterminowana” przez niemieckich kolonistów. Miał być to świadomy i zaplanowany na 1 000 lat proces (choć Niemcy byli podzieleni na setkę małych państewek). Według wielu, błędnych stereotypów Ziemie Odzyskane miały głównie niemieckie dziedzictwo, gdyż Polskie po prostu zniknęło zbyt szybko. Zdaniem tych opinii – przed wojną miały być zamieszkiwane przez Niemców, którzy pochodzili do kolonistów. Problem w tym, że jest to tylko hitlerowska propaganda. 

A co gdyby uznać, że na Pomorzu Zachodnim czy Dolnym Śląsku nie było masowej imigracji Niemieckiej, która by „wyeksterminowała” Polaków (a jedynie Niemcy w mniejszości)? Co gdyby nadal mieszkali tam Polacy, tylko po prostu mówili po Niemiecku?

Kwestia tego co się stało z „Polakami” na Kresach Zachodnich przez kilkaset lat, obecnie wyjaśniło się już w 2013, gdy to Robert Gabel zajął się analizami DNA potomków mieszkańców Rzeszy z dwudziestolecia międzywojennego. Użył próbek z tego okresu w ilościach wystarczających aby wynik uznano za miarodajny. Wynik był szokujący – bowiem okazało się że:

Pomorze Zachodnie i środkowe – oprócz okolic Stargardu – słowiańskie
Lubuskie – słowiańskie
Dolnośląskie – przeważająco słowiańskie z wyjątkiem dwunarodowego Zagłębia Miedziowego i Ziemi Kłodzkiej oraz germańskiej Bogatyni.
Prusy Wschodnie – dwunarodowe w Pomezanii. Reszta albo słowiańska (Mazurzy), albo bałtosłowiańska (Prusowie).

Jak Polacy i Prusowie przyswoili język Niemiecki? Proste. Gryfici i Piastowie Śląscy ustanowili j. niemiecki zamiast łaciny, jako język urzędowy, bowiem był on wówczas modnym językiem Europy. 

Prusacy byli Polakami nie tylko jako efekt słowiańskiej rasy, pochodzenia i mentalności, która się manifestowała. Słowiańskie stroje ludowe u Olsztynian czy Szczecinian zanikły dopiero podczas wielkiej rewolucji przemysłowej, było to związane jednak z ich niepraktycznością w nowych warunkach. Motywy kulturowe zdobiły dolnośląska ceramikę z Bolesławca. Dolnoślązacy czy Pomorzanie Zachodni uczyli się w szkole, o tym skąd pochodzą ich księstwa. Piastowskie symbole zdobiły herb niemal każdego miasta na Śląsku, Ziemi Lubuskiej, Warmii czy Opolu.

Stroje ludowe Słowiańskie i Zachodnioeuropejskie (porównanie)

Bez zmian pozostała ich mentalność oraz oczywiście uroda różniąca się od niemieckiej. Nawet niemiecki jako język urzędowy był tylko dodatkiem praktycznym, który nic nie zmieniał.

Lubuski strój ludowy (rejon najszybciej „zgermanizowany”) nijak nie przypominający Niemieckiej „Helgi” Trzeba dodać, że takie elementy jak kwiaty we włosach są w kulturze zachodnioeuropejskiej negowane (wschodnioeuropejska filolzofia ludowa nie oddziela materii ożywionej od nieożywionej). Najbardziej przypomina to stroje Czeskie i Ukraińskie.

Chociaż ludność coraz częściej deklarowała język niemiecki w spisie, to jednak nie wiadomo czy chodziło o język urzędowy czy domowy, a jak najpewniej mogli być dwujęzyczni. Trudno to mówić o jakiejkolwiek kulturowej germanizacji, co najwyżej o języku.

Zachodniopomorski strój ludowy – Weizackertracht. Warto zwrócić uwagę na słowiański kształt brwi, twarzy i oczu na zdjęciu. Widać nawet szczegóły w postaci „wałka tłuszczu” pod okiem (nie tylko nad powieką, choć dolny nie występuje zawsze). Oprócz tego masę elementów kulturowych.

  Tu z koleji widzimy kształt stroju dolnośląskiego, obecnego chociażby we Wrocławiu, z przyblizeniem na jedną z wersji ozdobnych nakryć głowy.

Jakim cudem niby Niemcy mieli by nagle nosić strój narodu, którego mieli by tak bardzo nienawidzić jak mówiono o nich? To tak jakby zarzyty wróg Japonii nosił kimono. Dialekty pokazują, że Niemcy którzy przybyli na Śląsk czy Lubuskie byli z południowych Niemiec (choć jak potem wiadomo stanowili mniejszość). Według niektórych opinii Polaków miało już tam nie być, ale widać że to nie prawda.

Tutaj kolejne stroje ludowe, których używano w Prusach. Strój Opolski (Oppeln) czyli unikatowy zbiór barw: zieleń, żółć, czerwień, błękit)oraz strój Wschodniopruski, który (w przypadku mężczyzny przypomina żupan (przodek dzisiejszych płaszczy i kurtek).

To samo można powiedzieć też o Niemcach z Wielkopolski. Bardzo łatwo można się domyślić, że są to zgermanizowani (najpewniej przez imigrantów z Bambergu) językowo lokalni.

Patrzymy na to i mówimy sobie prosto – gdzie jest dirndel?! Przecież wmawiano nam „Niemców”. To gdzie drindel? Gdzie są mężczyźni w długich skarpetkach, krótkich spodniach, kamizelce, w zielonej czapce na zielono? Gdzie kobieta w gorsecie-kamizelce. Gdzie jest kobieta w niebiesko-białym fartuszku (ale bez kwiatów, koniecznie)? Jeden z najbardziej charakterystycznych folklorów ludowych nie jest obecny tam gdzie być powinien. No właśnie – skarpetki do sandałów? Przecież jest dość częs to kojarzone z Polską. Nie bez powodu – stereotyp Janusza i Niemieckiego turysty ma analogie. 

Szybko zauważymy, że drindel oraz „niebieski” strój ludowy (typowy dla kobiet, często wykorzystywany w kulturze popularnej) składają się z barw, które są narodowymi barwami prawdziwych Niemców. Tak samo jak flagi wielu landów na zachodzie i nie tylko. Czerń i żółć czyli Barwy Cesarskie łączą paralele z Piastami Śląskimi, Karantanami oraz Czechami, podczas małżeństw dynastii od czasów Mieszka po Wygnańca. Dlatego właśnie piura orła są takie „rozdzielone” – pochodzą z bardzo wczesnej wersji herbu Śląska/Czech/Karantani (czyli orlej tamgi) i ewoluowały odrębnie. Czerwień i czerń jest jednocześnie bytem pochodzącym z barw II Rzeszy, będącej średnią barw Polski i Prus. Herb Frankfurtu nad Menem jest bliźniaczy do herbu Polskiego – najpewniej wpływy Połabskie. Herb Brandenburgii i Gorzowa Wielkopolskiego jest bliźniaczy. Ba! Nawet pozioma orientacja flagi w Niemczech wygląda na zaczerpniętą ze wschodu. 

Daleko więc prawdziwych Niemcom do Prusaków. Także pod względem symboli. A symbole i flagi mają znaczenie. 

Zwróćmy uwagę jeszcze na jeden przykład polskości Prusaków. Ceramika Bolesławiec na Dolnym Śląsku to przykład ceramicznego folkloru Dolnośląskiego przeniesionego w przemysł eksportu na skalę globalną. Dzisiaj jest uznawany za jeden z największych elementów polskiego dziedzictwa narodowego i gości do dziś na np. Expo Dubaj czy ShanghajExpo. Skoro jest przedstawiany jako polska tradycja, to dlaczego gdy tylko trzeba mówić o Dolnym Śląsku i II Wojnie Światowej, mieszkańcy automatycznie są zwani „Niemcami”?

Ziemie Pruskie były ojczyzną wielu polskich noblistów. Z literatury było ich minimum pięć. Mimo to w latach II-stych nie zwrócono  na nich uwagi. Skupiono się natomiast, na pisarzach, którzy wcale nie mieli polskiego pochodzenia.

Przetrwała masa pogańskich obrzędów z czasów słowiańskich. W Jeleniej Górze (wówczas bardzo znaczącym mieście), oraz jego Karkonoskich okolicach wierzono w kilkaset zachodniosłowiańskich demonów i duchów górskich. Na Dolnym Śląsku zachowała się wiara w Rubezahla – czyli niebezpiecznego, słowiańskiego boga gór, który miał swoim gniewem utworzyć błędne skały, oraz wiele innych mitów z nim związanych, których w sumie jest ponad 250¸ a najwięcej z nich z ust górali spisał urodzony na Połabiu M. Johannes Preatorius w już XVII wieku. Również Johann Karl August Masaus zajął się tematem, inspirując Braci Grimm do poszukiwań folkloru tego typu. W mitach, Rubezahl przedstawia się jako diabeł, szkielet jelenia czy starzec z tiarą i laską zawalającą skały. Powstało nim wiele filmów i niemieckojęzycznych oper, w tym opera Paula Wegnera.

Najlepszym przykładem jest zainteresowanie mitologią regionu. Gdy pochodzący z Połabia zbieracz legend lokalnych wydał Wolfsmarchen das Doutschen znalazły się w nim nie tylko Mit o Powstaniu Błędnych skał, ale i też wiele innych dotyczących Prus. Śladami  autora Wolfsmarchen’ów ruszyli Bracia Grimm, którzy zebrali więcej historii, które okazały się bardzo podobne do mitologii Czeskiej i Polskiej. Każdy jednak widzi, że np. historia o Kopciuszku i historia o Pani Trude, to nic innego jak podzielona na dwa, legenda o Wasylii i Babie Jadzie. W tej drugiej, człowieka słońca, ognia i nocy, zastępuje człowiek węgla, krwi i lasu, a bohaterka zamiast otrzymać ogień, ginie w nim. Z kolei w Kopciuszku (Ashenpudel), ptaki i drzewo, zastępują lalkę od zmarłej matki. Najpewniej migracja Słowian na Zachód, spowodowała rozpad, niektórych podań wschodniosłowiańskich, na zachodniosłowiańskie. Na terenie samej tylko Głubczyszczyzny na terenie Dolnego Śląska spisano w XIX wieku, aż 468 legend, podań i mitów o charakterze przedchrześcijańskiej mitologii słowiańskiej. Całość zebraną w 2013 roku w kompilacji, autorka zbioru określiła jako efekt germanizacji językowej, mitów przekazywanych oryginalnie po słowiańsku, zwracając jednak uwagę, że niezwykle rozbudowany system mityczno-wierzeniowy był ewidentnie słowiańskim szamanizmem, gdyż zmiana języka sprawiła, że ludność nie pamiętała swojego pochodzenia, lecz nadal kultywowała kulturę polską, gdyż tak robili ich przodkowie, a oni sami nie pytali o to. W sumie mitów, baśni, legend i podań jest na terenie dawnych Ziem Odzyskanych jest co najmniej kilka tysięcy. Wszystkie z nich wykazują wysokie pokrewieństwo to mitów, legend i podań spisanych przez chociażby Oskara Kolberga, a także mitologii czeskiej.

Do tego warto dodać, że choć Niemcy kojarzone są z drzewami iglastymi, to występują one tam głównie w Alpach, z kolei przez lata najważniejszym miejscem dla drzew iglastych w Niemczech były Prusy Wschodnie, o czym wspominał sam Hitler, twierdząc, że brak eksterytorialnej autostrady będzie tragiczny dla dostępu do drewna. Szyszka świerkowa jest do dziś wykorzystana w bawarskich zegarach z kukułką, które przypominają bardzo mocno rodzime szopki czy kapliczki. Najpewniej Niemcy nie rozumieli po co Prusakom kapliczki, więc pomyśleli że trzeba je praktycznie wykorzystać. Takie zegary kojarzyły się dość pogańsko i miało się wrażenie, że zaraz wyskoczy z nich Mephistohales.

W Sudetach zachował się zwyczaj typowy dla Podhala – tworzenie malarstwa na szkle z elementami sakralnymi, w tym ze specyficzną płaską strukturą i motywami kwiatów. Choć do dziś nie zachowały się oryginały tych malowideł, to można posiłkować się malarstwem dawnej Austrii, gdzie tak jak w przypadku Prus, doszło do germanizacji językowej Słowian, w tym przypadku – Karantan.

Duże znaczenie miały ule figuralne, które rzeźbiono w na Dolnym Śląsku czy dzisiejszym województwie lubuskim.

Przez cały czas zachowała się lokalna, ludowa zabudowa drewniana robiono z bali, z konstrukcją zrębową. Budynki tego typu budowano na Dolnym Śląsku czy Pomorzu Zachodnim. Warto dodać, że np. w Bawarii czy Apeninach domy budowani z cegły czy kamienia, to jednak w Sudetach Dolnośląskich nadal trzymano się drewna. Tym co odróżniało Niemców od Prusaków, było to że Prusacy tak jak Słowianie – naciskali na rolnictwo. Regiony wschodu II i III Rzeszy były nieporównywalnie bardziej rolnicze niż rdzenne Niemcy i to tak skupiała się większość produkcji rolnej Niemiec. Ponadto do przełomu XVIII i XIX wieku w całych Prusach stosowano system folwarczno-pańszczyźniany, typowy dla krajów słowiańskich (Polsk, Rosja) i o korzeniach słowiańskich (Prusy, Austria), gdyż w rdzennych Niemczech stosowano system czynszowy. 

Na Dolnym Śląsku zachowało się świętowanie Nocy Kupały, oraz zwyczaje wiary, że każda z potrwa wigilijnych ma inną moc magiczną. Na Pomorzy Zachodnim popularna była wiara w liczne, mistyczne morskie legendy oraz ozdobne zdobienie mebli w stylu słowiańskim i inne typy sztuki typowe dla Polski.

Polacy rodzą się nie odróżniając wielu elementów kultury niemieckiej od polskiej, bowiem bardzo wiele z kultury Niemieckiej ma korzenie słowiańskie, inne powstały dzięki współpracy, a jeszcze inne się wymieszały w niektórych kwestiach. Można wymienić sporo takich rzeczy: Lebkuchen (ciasteczka świąteczne), Blutwurst (kaszanka), Saukekraut (sok z kapusty), a także rozmaite obrusy i ozdoby na choinkę – choć kojarzy się je z Niemcami, to jednak łatwo zobaczyć że bardzo przypomina ozdabianie drzew iglastych przez szamanów w kręgach ludów ugrofińskich, a także słowiańską tradycję Baba Marta i motyw syberyjskiego drzewa świata i gwiazdy polarnej, do której miał sięgać pień, obracany przez woły. Po za tym region, gdzie Marcin Luter promował choinkę to południowe Połabie! Tradycja tego jako niemiecka i słowiańska, się nawzajem nie wykluczają, ze względu na różnorodność pochodzenia Niemiec, a już szczególnie w XIX wieku, gdy to Niemcy sięgały, aż po Mazowsze, o Austrii nie wspominając – być może nawet połowa „Niemców” nie była Niemcami w rozumieniu narodu Ludwika Niemieckiego. Wynika , że definicja „Niemca” uległa przez tysiąc lat całkowitemu przewartościowaniu.

Patrząc na sytuację nie mamy wątpliwości, że mogło dojść co najwyżej do germanizacji językowej. Trudno na początku jednak znaleźć dowód, że coś mogło tej germanizacji dokonać. Państwo Zakonu Krzyżackiego (jak wynika z testów DNA Prusaków) posiadało Niemców głównie w Pomezanii, Pomorze Zachodnie w okolicach Stargardu, a Dolny Śląsk – Zagłębia Miedziowego. Księstwo Lubuskie było połączone z Brandenburgią, która była zamieszkiwana przez Połabian. W chwili zjednoczenia tych ziem, Niemcy stanowili 10% do 20% ludności. To raczej oni ulegli by językowej slawizacji bądź baltoslawizacji. Chyba, że uznamy inną opcję. Najprawdopodobniej nastąpiło to tak jak w przypadku syberyjczyków w Rosji czy Indian w Meksyku. W Prusach byli Prusowie (podzieleni na takie dialekty jak Pomezański, Sambiński, Galińdzki czy Warmiński), Mazurzy, Kaszubi i Niemcy. Aby porozumiewać się między sobą, musieli używać jednego języka, którym stał się urzędowy niemiecki i przyswoili go aby porozumiewać się w ramach dialektów języków rdzennych, tak jak potem w przypadku Dolnego Śląska czy Pomorza Zachodniego. Nawet Bismarck wyraźnie odróżniał Prusaków do Niemców, twierdząc że są to tylko pozornie zniemczeni słowianie. Nic dziwnego, bowiem ponieważ germanizacja była od początku przeprowadzana przez nie-niemców, to trudno by przekazali coś poza językiem, bo nie mieli z czego tego przekazać. Uczono języka niemieckiego. ale nie uczono nowej mentalności czy nowych ludowych wierzeń. Była ponadto spora różnica w akcencie i dialekcie. Prusacy mówili podobnie jak Połabianie. I np. Danzing, Niemcy wymawiali jak DAnziht, a Prusacy jako danCYś, albo „nie rozumiem” Niemcy wymawiali jako  Isz Zwai NIht, a Prusowie „iś zwAi niśt”. Szczególnie ważne była zamiana „ht” na „ś”, oraz akcent na przedostatnią sylabę, zamiast na pierwszą. Dialekt Pruski był też mniej „dynamiczny” niż niemiecki.

Przez cały ten czas Prusacy mieli głównie Polskie pochodzenie, widać to w przypadku haplogrupa R1a z mutacją często R1a1a7 (typowa dla Polaków) które z niewielkimi zmianami utrzymały się do dziś podobnym proporcjach. Porównanie obecności przedwojennej i dzisiejszej wygląda w przypadku Wrocławia: 42/48, a szczecina – 46/53, co jest drobną różnicą, około 1/10 a być może część różnicy wynika z błędu pomiarowego.

Ciekawy jest też wykres pokazujący podobieństwo poszczególnych Prusaków z ziem odzyskanych do dzisiejszej populacji Europy: J. Steinbacha, Schaurea, Windmoellera, Krampetza, L. Steinbacha, Matthia, Kopitzke’go.

Co to oznacza? Że Prusacy byli odłamem kultury słowiańskiej, a konkretnie polskiej, a nie rdzennie niemieckiej. Tym samym pogląd o ich niemieckości jest niesłuszny. Problem w tym, że ci sami Polacy byli w konflikcie z Polakami ze wschodu. Rozbiory i ostatecznie II Wojna Światowa. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – czy Zachód i Wschód Polski nie jest ze sobą nawet dzisiaj skonfliktowany?  To dlaczego, zachował się ten podział, opisywałem już wcześniej: https://niepoprawni.pl/blog/kamil-trzoch/zachodni-polacy-potomkami-niemcow

Dodaj komentarz