



Podobieństwo symboliki, wierzeń, sztuki i języka ludów od Finlandię po Kamczatkę





Podobieństwo symboliki, wierzeń, sztuki i języka ludów od Finlandię po Kamczatkę

Jak przebiegała historia legendarnych animacji epoki PRL? Kto kontynuował i kontynuuje ich dziedzictwo? Skąd to się wzięło? Skąd wziął się charakterystyczny kształt postaci w polskich czy czeskich kreskówkach oraz folklorze Europy Wschodniej? Co to ma wspólnego ze sztuką lodową? Dlaczego ożywienie lalki przez animatora było początkowo niemal rytuałem religijnym? Najwyższy czas poważnie przyjrzeć się historii filmów Bloku Wschodniego. Co one mówią w rozumieniu antropologii i kulturoznawstwa? Bardzo wiele o narodach, które je tworzyły, a część z nich miała duży wpływ na współczesność. Niektóre mówią nawet sporo o pradawnej wierze, albo mentalności tak odległej od przyzwyczajenia, że powodującej szok, bądź nawet pewne deja vu, jakbym kiedyś widział to kilka żyć temu.

Początków typowego dla Europy Wschodniej stylu możemy doszukiwać się już w przedziale 8 000-5 000 lat p.n.e w Europie Wschodniej, a także jej następcach kulturowych. Ciągłość pewnej symboliki można dostrzec w ciągu wielu tysiącach lat, a następny okres ostatnich 1 000 lat daje znać o kształcie dzięki ludowej sztuce, która przetrwała i została wykorzystywana do ilustracji w PRL.

Weźmy np. figurki Cywilizacji Umelnickiej z Rumunii. Dziwnie przypomina Kulfona, Plastusia czy nawe postacie z reklam Zozoli…

„Janusz” z Bułgarii. Motyw takich wąsów będzie się utrzymywał w sztuce przez kolejne tysiąclecia.

„Kreskówkowe” obrazki z późniejszej Rusi. Widać rodziców i dziecko w jednoznacznym geście, oraz jednoznacznym przedstawieniu emocji. Specyficzna ramkia.

Baby połowieckie z Ukrainy, Rosji czy Kazachstanu.


Kur… nic dodać nic ująć – Bałkany.

Postać ze specyficznymi, skośnymi oczami, oraz specyficznym łukiem brwiowym, powtarzalnym w tym regionie.

Postacie z Rusi, na kijkach są dowodem na to że znano teatr kukiełkowy. Widać postać w płaszczu, przeciągniętym na skos niczym kimono i ręce złożone jak do modlitwy.

Zwierzęce motywy – ptak i baran.
No dobra, opuśćmy na chwilę temat figurek, bowiem one samo oprócz walorów estetycznych, artystycznych, rozrywkowych czy upamiętnienia np, zmarłych miały też inną rolę – religijną.
Lalki jako drewniane wizerunki ludzi, miały mieć magiczną moc posiadania dusz osób zmarłych. Lalka mogła opiekować się ludźmi jeśli była dobrze traktowana, jednak w przypadku zaniedbania mogła się brutalnie mścić, stąd też lalki traktowano były wyjątkowo ostrożnie i z szacunkiem. Szczególnie istotna była marionetka, którą poruszasz – stała się w kulturze wschodniej niemal horrory stycznym elementem. Szamanizm słowiański dążył do poruszenia w życie materii, kontroli nad życiem, a śmiercią i niemal komunistycznego zrównania ze sobą świata ludzkiego i boskiego. Ten bezlitosny egalitaryzm i płaska struktura organizacyjna musiał być przestrzegana nawet przez istoty magiczne.
A potem wszyscy wstali i odśpiewali międzynarodówkę.
Choć próba uzyskania iluzji optycznej, poprzez zmienienie ze sobą dwóch obrazów próbowano w sumie trudno stwierdzić kiedy dokładnie, to pionierem był Litwin z pochodzenia, mówiący po polsku, a mieszkający w Rosji.

Trwała jeszcze Młoda Polska, czyli druga fala Romantyzmu, a kultura Wschodnioeuropejska dominowała nadal w Europie. Władysław Sterewicz tchnął życie w lalki, używając sprytnej metody. Już wówczas można zauważyć ogromną ilość elementów, nie tylko wywodzącą się z wcześniejszej sztuki ludowej, ale też wiele, które były potem obecne w demoludach, także to jak inspirował się nimi czy to Disney czy to Tim Burton! Starewicz tworzył dalej, już niepodległej Polsce.


Odpowiadał też np. za ożywienie robaków, które zbierał (niemal jak Satoshi Tiari!), używał motywów bajek wschodnieuropejskich, szamanizmu czy legend.

Do lat 60-tych, zrealizował ponad setkę filmów, w tym czasie rozwijała się także konkurencja w Polsce, a także animacje rysunkowe. Szczególnie istotne były animacje rysunkowe pochodzące z ZSRR, które animowały baśnie wschodnioeuropejskie. Dominował animizm w tych tworach, w tym żywe przedmioty. Kiedy w Kalifornii Walt Disney rozwijał swoje filmy umieścił w nich elementy animistyczne z Europy Wschodniej, a także trochę stylu, choć miejsca akcji czy scenariusze były już odległe od idei słowiańsko-ugrofińsko-bałtowskich. Gdy ZSRR zaadaptował „Królewnę Śnieżkę” Disney zrobił to samo, zatrudniając to pracy ukraińca Vladimira Tytlę. Co doprowadziło do rozpowszechniania się szerszej popularności tych mitów. Jednocześnie po dekadach, zostało to przez to sprofanowane jako „opowieści dla dziewczynek” (choć róż to dopiero efekt agresywnej ekspansji japońskiej kultury kawaii, opartej na kolorze kwiatu wiśni), a profanacja osiągnęło apogeum w momencie wprowadzenia kontrowersyjnego YouTube Kids. Nie mniej jednak te „zatrucie źródła” Disneya już na początku przez Rosjan, przetransportowało kulturę wschodnią do mas. Tak samo jak udział Finlandii w tworzeniu pierwszych gier na Androida/iOS sprowadził, że zdominował on styl gier tego typu, w wielu produkcjach. Oba przypadki to kultura „dziecinna”, lecz nie tylko dziecięca. Ale taka jest już kultura Europy Wschodniej.



W 1947 pojawiła się animacja lalkowa z PRL – za Króla Kraka stworzona przez debiutujące studio Semafor. Fabuła była prosta – Krak kontra Smok Wawelski. Elementy pogańskie, przedstawienie Słowian z wąsami i prostymi włosami we fryzurze a ala chińczyk było dobrą rekonstrukcją, ale… Powielono schemat z śmiesznej, lecz nieco rasistowskiej (a wręcz niby lekko nazistowskiej) wersji „Wanda leży w naszej ziemi” Kornela Makuszyńskiego, gdzie Słowianie mieli włosy rodem z niemieckich filmów propagandowych (pewnie wzorowali się na kilku bajkach wschodnich, gdzie było kilka złotowłosych) co zwiększyło stereotyp. Nie mniej to nie ma znaczenia – krok w przód został dokonany.

Wkrótce powstawały kolejne animacje Wasilewskiego i nie tylko.


Trzeba jeszcze dodać, że zarówno styl animacji, jak i rysunków w PRL odzwierciedlał stare systemy ludowe, jeszcze z epoki brązu.



Postacie w książkach miały duże oczy, bladą niemal „rokokową” cerę i różowe policzki, proste włosy i specyficzne głowy.


W niektórych ilustracjach postacie wyglądały niemal jak z Sailor Moon, a skąd się wzięła ta blada cera i policzki? Taki schemat był chociażby w ludowym malarstwie rosyjskim, gdzie niektóre kobiety przypominają niemal japońskie gejsze.

Prządki złota z mitologii Estońskiej, w tle kokosznik.

Taki kokosznik był popularny w Rosji jeszcze za czasów Kijowa. Co ciekawe podobne używane były na Syberii. Zapożyczenie? W żadnym wypadku! Już w kulturach neolitycznych słowiańszczyzny można odnaleźć figurki z kokosznikiem – tak samo jak i w neolitycznych figurkach z okresu HJ


Powstawało coraz więcej animacji poklatkowych, z czasem zwiększyła się też ilość produkcji rysnkowych.
Krecik/Little Mole (1956-1979) – Czechosłowacja

W 1956 roku tuż po zwycięstwie Powstania Poznańskiego, rozpoczęła się produkcja Czechosłowackiego serialu „Krecik”. Serial zawarł w sobie specyficzny styl, oraz wiele elementów mistycznych. Jednym z najbardziej charakterystycznych odcinków, był ten o „Zielonej Gwieździe”, która spadła z nieba, ale ostatecznie musi trafić na firmament. Całość ożywiała przyroda w postaci np, żywych grzybów, które wygonione ostatecznie chcą wrócić do kopca, a gdy Krecik je przyjmuje, chronią go przed deszczem. Oprócz tego zawarta jest w nim ogromna wrażliwość na losy zwierząt, wręcz zbyt „cisnąca”, ale od kiedy to khatarsis jest lekkie?
Przygody Błękitnego Rycerzyka/Adventures of the Blue Knight (1963–1965)

Przygody błękitnego rycerzyka kontynuują motyw owadów, jako bohaterów. Całość jest poniekąd dzieckiem animacji Litwina, oraz ojcem Pszczółki Maji. Całość opiera jednak się na założeniu, iż skoro pancerze owadów, przypominają pancerze wojowników, to czemu by nie zrobić motywu Owada-Rycerza w serialu? I tak powstało uniwersum, w którym owady reprezentują jakiś tym wojowników i np. żuk przypomina samuraja itd. Całość doczekała się filmu pełnometrażowego.
Bolek i Lolek (1963–1986)

Bolek i Lolek jest uważany za symbol PRL-u w ta kim stopniu jak Coca-Cola była uważana za symbol USA. Jeden z najdłużej produkowanych seriali-tasiemców Bloku Wschodniego, doczekał się niemal 200-odcinków, oraz kilku filmów pełnometrażowych. Podzielony był na kilka sezonów, w tym sezon o górnikach, sezon w którym bohaterowie wędrują do legend czy tych, gdzie podróżują po Polsce, albo świecie. Bolek i Lolek doczekał się potem także wielu gier komputerowych, a także książek. Jest jednym nieoficjalnych symboli narodowym.
Zaczarowany ołówek/Magic Pen (1964-1977)

Jeden ze starszych serialu PRL-u opierał się na motywie, będącym odbiciem lustrzanym wizji animacji. Bohater ożywia to co narysuje i to dosłownie. Myśli twórców, ewidentnie wpływały na motyw. Wątki są różnorodne. Bohater zostaje uprowadzony, szuka skarbu, nocuje w lesie. Ołówek dostarcza mu krasnal, który pojawia się, gdy ten go potrzebuje.
Reksio/Rex (1967–1990)

Reksio to symbol miasta „Bielsko-Biała”, który doczekał się 50-odcinkowego serialu. Autor wzorował się na własnym pupilu, a akcję umieścił na wsi. Istniał podział na specjalne sezony, w tym taki który Reksio szuka ptaków. Istniał wątek kur i lisa, który je porywa, a także wiele innych. Jeden z najważniejszych seriali PRL, doczekał się wielu książek, a ostatecznie serii gier stworzonych przez Aidem Media (te same studio, co brało udział w adaptacji Bolka i Lolka), których było ponad 20-ścia. Ostatnią część wydano w 2013 roku, powstały jednak 2 fanowskie gry, na poziomie tych poprzednich, a w 2022 zorganizowano Reksiocon.
Mieszkaniec Zegaru z Kurantem/Houseman of Clock with Coock (1967)

Nieco mniej znana seria, oparta na idei domowika mieszkającego w zegarze, czyli motyw dość powszechny w tym regionie Europy, oraz gospodarza i interakcji między nim, a małym skrzatem.
Rozbójnik Rumcajs (1967)

Jedna z najbardziej znanych czechosłowackich animacji, oparta na podstawie pewnej książki. Jest na tyle istotna, że wchodzi w nurt kultury Karpack-Sudeckich rozbójników. Doczekała się kontynuacji o Cypisku – Synu Rumcajsa i Hanki.
Proszę Słonia (1968)

Historia oparta na książce o tym samym tytule, która wywarła na kraj duży wpływ. Historia zaczyna się od momentu, gdy główny bohater jest odrzucany przez grupę rówieśników, ze względu na niski wzrost (Polacy nie należą do najwyższych). Matka mówi mu aby wziął tabletki z witaminami, bo od tego urośnie i będzie żywszy. Ten jednak nie chcąc ich brać wrzuca je do skarbonki-słonia. Co się potem stało? Można się domyślić.
Przygody Misia Colargola/Adventures of Colargol the Bear (1968-1974)

Przygody Misia Coralgola, zaczęły się jako adaptacja francuskiej książki o misiu Coralgollu, lecz ostatecznie sam miś stał się kimś praktycznie niezwiązanym z pierwowzorem. Zamiast tego dostaliśmy ponad 50-odcinkową sagę, będącą jedną z największych sukcesów animacji PRL. Fabuła opowiada o porwaniu Hektora – przyjaciela protagonisty przez wilka, będącym jego dawnym ziomalem, który chce go zachęcić by ten był „jak za starych czasów” i razem z nim znaleźli miejsce na hodowlę kwiatów zwanych enigmatycznie „tulipanami”, które bohater zdobywa w Bank of the Brazil, wchodząc w układy z grubą świnią-bankierem. Główny bohater rusza na ratunek przyjacielowi, a pościg niesie go na koniec świata. Cała akcja jest bardzo dynamiczna, wszystko jest w ruchu, a spokojniejsze sceny, aż drżą że zaraz coś się zmieni. Całość jest nie tyle dynamiczna, co wręcz rytmiczna. Zaczyna się od bardzo fajnej czołówki, a w serialu mamy pościgi samochodowe, tajne listy i wiele więcej. Pamiętam mocno scenę, gdy to aby zmylić pościg, wilk wjeżdża w Londyńską mgłę, a gdy Coralgol z niej wyjeżdża nagle zmienia się całą sceneria.
Piesek w Kratkę (1968-1972)

Serial piesek w kratkę, oparty na motywie żywej pacynki, która udaje że nic nie robi, gdy właściciel już wróci. Przedmioty żyją, szczególnie gdy gada do nich Piesek. Istotny jest odcinek z kuchnią, kiedy to czajnik staje się ciuchcią, młynek się sam kręci, a zegar hipnotycznym tonem wyśpiewuje piosenkę o godzinie (ktoś pamięta legendę Duch w Zegarze). Wszystko jest niemal „nawiedzone”. Miałem po odcinku w kuchni dziwne sny.
Wilk i Zając/Wolf and Rabbid (1969-1989) – ZSRR

Radziecka animacja, swoista odpowiedź na „Toma i Jerrrego” lecz znacznie pełniejsza. Wilk ściga zająca, który zgasił mu papierosa i przysięga mu zemstę. Odcinki przeważnie kończą się cliffhangerem, gdy to zając ucieka np. pociągiem, a wilk próbując go dogonić krzyczy „Nu pagadi”. Postać jest bezkomromisowa, grozi siekierą, jeździ na motorze, pokazuje swój gniew, pali cygaro, a całość jest znacznie realniejsza niż „zaokrąglony” Tom i Jerry. Istotny jest odcinek kiedy to Wilk przenosi się do świata baśni, gdzie to pojawia się np.
Porwanie Baltazara Gąbki/Kidnapping of Baltazar Sponge(1969–1970)

Porwanie Baltazara Gąbki to kolejna już animacja robiąca pożytek z mitu o smoku wawelskim. Tym razem jednak smok jest przyjacielem księcia Kraka, który powierza mu misję odbicia żydowskiego profesora – tytułowego „Gąbki”, z rąk Deszczowców – czyli pewnego rodzaju wodników. Kwestie historyczne są bardzo umowne, bowiem w czasach Kraka istnieją – samochody. Odcinki są ściśle powiązane, a kończą się bitwą o Pałac.
Dziwne przygody Koziołka Matołka (1968-1971)

Adaptacja komiksów Kornela Makuszyńskiego, o tytułowym bohaterze, który szuka Pacanowa. Opowieści w tej wersji są mocno, występuje np. smocza jama, którą przez przypadek odkryto podczas budowy. Postać doczekała się kilku gier komputerowych, a obecnie tworzony jest pełnometrażowy film o tym bochaterze.
Bajki z Mchu i Paproci (1968–1972) – Czechosłowacja

Licząca kilkadziesiąt odcinków seria, oparta na równie ważnej książce to szczególne przedstawienie mitologii słowiańskiej. Jej klimat został tutaj odzwierciedlony bezbłędnie i niedoścignienie. Zarówno jeśli chodzi o książki jak i serial. Głównymi bohaterami są dwa domowiki – Żwirek i Muchomorek żyjące w surrealistycznym, matriarchalnym świece, gdzie wszystko żyje, gwiazdy zjadają obiad, a rusałki, wiły i śnieżne panienki wywołują u dwóch pantoflarzy dziwne stany hipnotyczne, biorą co chcą odchodzą – w końcu są bóstwami wyższego rzędu niż krasnoludki… Oni zaś próbują nie dać się rozpaść domkowi w kręgu dziwadeł czy gasnących żywych ogników niczym z Popielnika na Wojtusia. W jednym z odcinków wypędzają Strzyboga (żywego wiatru) co komina, a w innym zostają uprowadzeni przez wodnika, który przypomina raczej wodnicę, bo żyje w stadni. Powiedzieć, że jest to „Czeski film” to mało powiedzieć, lecz to element takiego statusu naszej „mitologii”. Nawias dodałem nie bez powodu. Serial często leciał na TVP1 w poniedziałek, co wraz ze smutnawą muzykę, sprawiało że poniedziałek był jeszcze gorszy. Ale serial był wybitny.
Kochajmy Straszydła/Lets love the monsters! (1970)

Tytuł, który dzisiaj zapewne zyskał by sporą krytykę Sławomira Kostrzewa swoim tytułem. Powieść opowiada o diabłach, wodnikach i innych słowiańskich demonach i stworach.
Kiwaczek/Czubaraszek (1971) – ZSRR

Historia z ZSRR o małym niby misiu-niby niewiadomo co, w stylu „postaci o dużych uszach” podobnych do figurek glinianych, wspominanych na początku. Cieszy się dużą popularnością, także poza Rosją. W Japonii jest masa gadżetów związanych z tą postacią, która wpisuje się w standard kawaii.
Makowa Panienka (1971-1972) – Czechosłowacja

Kolejna już Czeska bajka, tym razem opowiada o małej rusałce „Makowej Panience”, z wiankiem żyjąca w trawie. Na tym można zakończyć podsumowanie. Mak w Europie Wschodniej ma bardzo dużą rolę kulturową, od kuchni, przez kolor, znaczenie narodowe, magię, aż po czarny rynek (różne narkotyki miały dużą rolę w kulturze, nie tylko marihuana).
Pies, kot, i…/Dog, cat, and… (1972–1976) – kooprodukcja

Pies, kot i… to próba stworzenia czegoś, gdzie w przeciwieństwie do zachodu – kot i pies nie są wrogami, choć jednocześnie popadali w konflikt, jako dwóch różnych bohaterów komicznych.
Miś Kudłatek (1971–1973)

Drugi miś w zestawieniu, tym razem zwany „Kudłatkiem”. W serialu występuje popularny w filmach PRLu motyw żywego słońca, czyli hipostazy Jutrzenki/Zorzy/Najświętszej/Jarilo, które jest popularne w kulturze Wschodniej Europy. Posiadaczką misia jest blondynką o imieniu Agnieszka, która to opiekuje się misiem, gadają ze sobą normalnie i nikt się nie dziwi, że miś gada. Sam miś przeżywa różne przygody jak np. zapobiega porwaniu kur przez Lisa, który jest dziwnie podobny do tego z Reksia… W jednym odcinku Agnieszka dostaje lalkę, która ożywa.

Dziwny świat kota Filemona i Przygody kota Filemona/Strange World of Philemon the Cat (1972–1974; 1977–1981)

O ile na zachodzie dominuje motyw „Kot zły, myszy dobre” (Tom i Jerry, Pixie i Dixie, Kor Sylwester), to u nas jest odwrotnie. Europa Wschodnia od dawien dawna jest oparta na Cywilizacji Zbożowej. Objawia się to w różnorakich aspektach, od roli świecenia chleba, (jako nośnika siły ziemi Mokosz, wydestylowanej przez Smiergała i obrobionej w piecu przez Swaroga), przez kulturę wsi, aż po herby Republik Radzieckich (wieniec zbożowy jako tamga). Nic więc dziwnego, że wymagano kota, do łapania myszy. Rejon nasz jest jednym z najbardziej powiązanych z kotami. Kot Filemon odzwierciedla to w odpowiedni sposób. Bohaterami jest para kotów, należącej do góralskiej, starszej pary. Filemon jest nieostrożny, ale jednocześnie logiczny, zaś Bonifacy jest mądry, ale za to często zbyt pochopny. Czasami występują sceny specyficzne jak np. Bonifacy, który walczy z własnym cieniem, a także to jak w nocy nagle wydaje się że garnki ożywają. Pojawia się też wiejski wróg… kto niby inny… Lis, podobny do poprzednich dwóch, co świadczy o kolejnym elemencie pewnego kanonu kulturowego.
Pomysłowy Dobromir/Smart Dobromir (1972-1975)

Serial jest kontynuacją serii „Pomysłowy Wnuczek”, a opiera się o wnuczku, który jak typowy Polak, kombinuje jak wymyślić własnoręcznie maszyny dla dziadka. Motyw w którym świetlista kulka, pęka mu nad głową dając pomysł, jest obecnie popularnym memem. Całość zawinięto w bardzo dobrą muzykę i schemat w jaki Dobromir projektuje maszyny i rozwiązania, a towarzyszy mu zielony ptaszek.
Pszczółka Maja/Maja the Bee (po 1972) – kooprodukcja

W owym czasie apogeum i bardzo kultowa produkcja. Przykład okresu Gierkowskiego, kiedy to zaczęto powoli zezwalać na kontakty ze światem spoza Bloku Wschodniego. Pszczółka Maja to kooprodukcja podczas, której współpracowano z Austriakami oraz Japończykami. Ci pierwsi to naród słowiański, tylko niemieckojęzyczny, zaś ci drudzy mają podobną do Słowian kulturę. Mitologia słowiańska oraz shinto dobrze współgrały. Chodzi bowiem o podejście do kwestii natury. To kolejna już produkcja, która opiera się na schemacie owadów, skojarzenie z „Błękitnym Rycerzykiem” jest jak najbardziej zrozumiałe. Całość jest jedną z dłuższych serii w tym zestawieniu, a fabuła opowiada o pszczółce rodem z Ulów na Ukrainie, która ucieka z Ula, próbując odnaleźć zaginioną opiekunkę, którą traktuje jak matkę. Za nią rusza Gucio i już na początku wpadają w tarapaty, gdy to na bagnie pojawia się zagrożenie.
„Czy zdajesz sobie sprawę, że jeśli mnie użądlisz to sama zginiesz?”
Dalej fabuła opiewa w między innymi próbę ratowania przyjaciół przed śmiercią z rąk modliszki, zjedzenia przez pajęczycę Tekle, pomagają gąsienicy dokonać wewnętrznej przemiany (przy czym odzwierciedla ona nie tylko ciało, ale i mentalną przemianę wewnętrzną), pomagają głodnemu dezerterowi-mrówce, wrócić do dowódcy i mrowiska, przekonując go że tylko w grupie jest sens życia, gubią się w jaskiniach larw osy, pomagają cykadzie osiągnąć przemianę i wyjść z larwy, jako wspaniały owad grający na wiolonczeli (potem w tle, opiewa fantastyczny utwór z muzyki klasycznej, którego nie mogę nigdzie znaleźć, ale jest on fenomenalny), co przedstawia też przemianę wewnętrzną i wiele więcej, a to wszystko z fantastyczną ścieżką muzyczną, jak na tamte czasy, oraz różnorodnością postaci i wątków, którą bez wątpienia wspierał odpowiednio dobry entomolog, oraz typowym dla listy przedstawieniem aorystycznym roślinności.
Jest to na tyle duży fenomen, że stał się w sumie archetypem. Doczekał się kilku gier, parodystycznej piosenki „Pszczółka Maja sobie lata”, nazwą „Pszczółka Maja”, nazwano też płytę retro zespołu „Amadeo” śpiewającej covery Anny Jantar „Nic nie może wiecznie trwać”, czy miks „Dashingis Chana” i „Kathushy”. Gra studia Play.pl „Pszczółka Ula” zapewne było inspiracją.
Zapowiedź nowego docinka, po końcu pierwszego to pomysł Japończyków. Całość jest oparta iście Mickiewiczowskimi, albo Goethowymi motywami, albo jak by to powiedzieli Japończycy „Mono no Aware” Murakamieniego.
„Gdzie się podziało to błękitne niebo, które mi obiecywała mama? Na dworze wcale nie jest tak pięknie…”
Kaśka o Baśka (1972-1973)

Pomysł opierał się na stworzeniu żeńskiej wersji Bolka i Lolka, wypadł niespodziewanie dobrze. Serial o dwóch koleżankach, okazał się też dość kontrowersyjny. Zawierał dość pikantny humor, rodem z „Blok Ekipy”, lecz odpowiednio przemycony.
Rusałka Amelka (1975)

Kolejna już bajka, oparta na postaci rześkiej, tym razem znów Czechosłowacka. Rusałka posiada oczywiście stereotypowe blond włosy, oraz wianek.
Miś Uszatek/Bear Flappyear (1975–1987)

Jeden z największych symboli PRL. Serial stop-motion doczekał się ponad setki odcinków i został przetłumaczony na 27 języków. W USA/Anglii/Australii/Nowej Zelandii jest znany jako Bear Flappyerar, a w Japonii jako Kuma-Chan. Postać znana jest nawet w Afryce, Egipcie i Iranie! Całość zaczyna się od momentu, gdy to Miś Uszatek kładzie się spać i opowiada co to mu się w dniu wydarzyło. Całość zawiera masę wątków, w tym zawsze wynikał z nich jakiś specyficzny morał. Pojawiały się takie wątki jak dziwne zniknięcie Misia Uszatka, ślimak ostrzegający Misia by uważał na purchawkę, czy świerszcz szukający u Misia miejsca na zapiecku. Pojawiają się też czasami elementy nadprzyrodzone. W jednym z odcinku pojawia się żywy bałwan, który odchodzi na krze kiedy zaczyna się wiosna, a by powrócić w momencie gdy nadejdzie znów Zima, co jest nawiązaniem do historii Śnieżynki. W jednym z odcinków pojawia się nawet sam Dziadek Mróz!

Mis Uszatek doczekał się serii, gier przygodowym o tym samym tytule. Każdy odcinek tego serialu, tworzonego studio Semafor, kończył się krótkim podsumowaniem historii przez Misia-Narratora, który następnie gasi światło i rozpoczyna się ending. Jak nietrudno się domyślić, serial emitowano pod wieczór.
Pampalini łowca zwierząt (1975–1980)

Twór studia z Bielsko-Białej, opierający na tytułowym podróżniku, który łapie zwierzęta. Każdy odcinek to inne zwierzę, ale nie tyko bo w jednym z odcinków pojawia się Yeti.
Kangurek Hip-Hop/Hip-Hop the Kangooro (1975–1980)

Postać Kangura jest mocno związana z popkulturę Polski, choć wydaje się to dziwne. Początków tego można się dociekać w przedwojennej powieści „Tomek w Krainie Kangurów”, w której protagonista, pragnąć ujrzeć swojego ojca, jedzie na wyprawę do Australii, aby łapać zwierzęta do Zoo, na Pradze w trakcie podróży, hartując się na mężczyznę, na skutek niespodziewanych wydarzeń (inspiracje Sienkiewiczem?). Kangurek Chi-Chop to kreskówka, która opowiada o tytułowym Kangurze, który spotyka inne zwierzęta. Serial miał duży wydźwięk w Polsce, tak że przekazał dalej pałeczkę w kwestii Kangura. Skutkiem tego było powstanie gry Kangurek Kao, studia Tate Interactive, która doczekała się ostatecznie trylogii, specjalnej wersji na PSP i na Game Boy Advance. W 2022 wyszła głośna, czwarta część wzbudzając sensację.
Przygody Myszki/Adventures of the Mice (1975-1983)

Tym razem nieco pozytywniejsze przedstawienie postaci myszy, niż tylko pożeracza ziarna. Jeden z nieco mnie znanych filmów PRL, gdzie myszka np. wędruje do lasu.
Wodnik Szuwarek (1976-1983) – Czechosłowacja

Serial Czechosłowacki, o wysokiej analogii do Żwirka i Muchomorka, znów oparty na tej samej mitologii, lecz skupiający się na postaci wodnika. Co ciekawe – na cześć „Wodnika Szuwarka” nazwano Warszawski pub nadwiślański na Nowodworach.
Opowiadania Muminków/Tales of Mommins (1977–1982)

Integracje między Polską, a Finlandią istnieją nie bez powodu. Kraje słowiańskie posiadają bowiem wysoką analogię, do krajów ugrofińskich. Mitologia Polski i Finlandii jest niemal identyczna w wielu sprawach (motyw drzewa świata jako windy dusz, gwiazdy polarnej czy bóstw wodnych), podobieństwo ozdób, bóstw czy nawet identyczność wiele wzorów ludowych. Muminki to powieść i komiksy Tove Jonson, pisarki fińskiej, publikującej po szwedzku. Mitologia fińska, w postaci buki, przodków muminków (na lampie), duchy-myszy czy innych elementów, są w muminkach niezwykłe i bardzo analogiczne do mitologii słowiańskiej. Wyprodukowane przez studio Semafor Opowieści Muminków, doczekały się niemal stu odcinków, a także kilku filmów pełnometrażowych. Niedawno wyszedł nowy film kinowy, produkowany przez nowe, ale też polskie studio, a w produkcji jest kolejny. Jakiś czas po premierze serialu Muminki Semafora, pojawił się serial kreskówkowy „Dolina Muminków” w koprodukcji fińsko-japońskiej, która też okazał się znacząca. Która wersja jest lepsza? Konflikt pozostaje do dziś nierozstrzygnięty.
Przygody Pyzy Wędrowniczki (1977-1983)

Serial zaczyna się na iście animistycznym motywem i doprawdy dziwnym. Dzieci gotują z mamą/babcią pyzy, ale nagle Pyza ożywa i okazuje się że kluska zaczyna biegać, w postaci całkowicie gołej (sic!!!) dziewczynki. Ona chowa się za liściem i próbuje znaleźć ubranie, proszą obraz, gdzie Łowiczanki dają jej ciuchy, następnie rusza przez pola. Spotyka różne zwierzęta, spotyka zbójników, oraz różnorodne istoty mityczne, w tym te nieco mniej znane, a także lata na góralskim kogucie-flecie niczym Pan Twardowski. Wszystko podparte specyficznym klimatem, muzyką a na dodatek wszystkie dialogi są rymowane!
„Nie mam spodni, bluzy, nic sam liść. Jak tu takiej golusieńkiej przez świat iść”?
Wyprawa Profesora Gąbki/Expedition of Prof. Sponge (1978–1980)

Serial zaczyna się na iście animistycznym motywem i doprawdy dziwnym. Dzieci gotują z mamą/babcią pyzy, ale nagle Pyza ożywa i okazuje się że kluska zaczyna biegać, w postaci całkowicie gołej (sic!!!) dziewczynki. Ona chowa się za liściem i próbuje znaleźć ubranie, proszą obraz, gdzie Łowiczanki dają jej ciuchy, następnie rusza przez pola. Spotyka różne zwierzęta, spotyka zbójników, oraz różnorodne istoty mityczne, w tym te nieco mniej znane, a także lata na góralskim kogucie-flecie niczym Pan Twardowski. Wszystko podparte specyficznym klimatem, muzyką a na dodatek wszystkie dialogi są rymowane!
„Nie mam spodni, bluzy, nic sam liść. Jak tu takiej golusieńkiej przez świat iść”?
O gajowym Robatku i jeleniu Wietrzynku (1978)- Czechosłowacja

Swoista odmiana „Rumcajsa” – wątek zbliżony lecz oparty na motywie leśnika i jego przygodach.
Plastusiowy pamiętnik/Plasteline Diary (1980)

Kolejny już przykład animizmu, czyli plastuś – ożywiony ludek z plasteliny, który po ulepieniu ożywa niczym pinokio. To kolejny już „wielkouche” stworzonko, a całość oparta jest na książce. Lepienie Plastusia i wsadzanie go sobie do piórnika było w latach 80-tych, częstą praktyką wśród uczniów.
Lis Leon/Leon the Fox (1981–1984)

Swoista odwrotność, gdyż w tym przypadku Lis jest postacią pozytywną.
Dixie (1981-1982)

Adaptacja książki, o dwójce bochaterów podróżujących gadającym samochodem, wraz z Współdopiątkiem i sympatycznym czartem Kelem. Po raz kolejny mamy już specyficzną wielkouchą postać.
Trzy misie/Three Bears (1982–1986)

Powieść oparta, na motywach książki brytyjskiej, lecz zrobiona w swojskim stylu. Nawiązania do „Złotowłosej” też wydają się obecne. Serial miał dość długie odcinki, bo sięgające 26 minut, zaś odcinki animacji z PRLu, nie przekraczały 20 minut.,
Przygód kilka wróbla Ćwirka (1983-1989)

Jeden z licznych historii, poruszającej tematykę ptaków. We wróblu ćwirka mamy między innymi bociany i wiele więcej.
Plastelinki (1980–1990)

Historia o ludkach będących plasteliną, które posiadają umiejętność istnego „morfingu”, Np. wychodzą z żóżka-pudełka zmieniając swój kształt, który zmieniają potem by się zmieścić.
Leśne skrzaty i kaczorek Feluś/Forest Dwarfs and Felus the Duck (1982–1985)

Kolejna opowieść o krasnoludkach, tym razem oparta na motywie ratowania kaczorka. Pojawiają się takie wątki, jak np. domki w grzybkach.
W krainie czarnoksiężnika Oza (1983-1989)

Swoista adaptacja „Czarnoksiężnika z Krainy Ooz”, tylko że bardziej swojska.
Kolorowy świat Pacyka/Colorfull World of Pacyk (1981–1990)

Twór Semafora, łamiący czwartą ścianę. Pacyk, główny bohater znajduje się w świecie z papieru, a modyfikacja papieru pozwala mu zakrzywiać rzeczywistość, pojawie się też żywe słońce.
Tydzień przygód w Afryce/Week of Adventures in Africa (1984-1986)

Rodzima wersja, egzotycznego wątku. Tydzień Przygód w Afryce opiera się na przygodach zwierząt. Oryginalnie, każdy odcinek emitowano innego dnia tygodnia.
Maurycy i Hawranek (1986–1990)

Jedna z bardziej charakterystycznych animacji lalkowych, opiera się na dwóch czarnowłosych bohaterach. Odcinek zaczyna się od „leśnego kronikarza”, który notuje ich przygody. Pojawia się motyw lasu, a jako wróg występuje, po raz kolejny… wodnik.
Podróże kapitana Klipera/Travels of Capitan Clipper (1986–1990)

Parodia filmów o piratach, twórców z bielskiego studia. Obecnie trwają prace nad jego kontynuacją.
Mały pingwin Pik-Pok/Pik-Pok the little penguin (1989–1992)

Animacja lalkowa, produkowana na początku lat dziewięćdziesiątych, choć kojarzona z PRL-em to w realu, robiona głównie w latach 90-tych. Kultura słowiańska jest bardzo podobna do kultury ludów ugrofińskich, takich jak Komiacy, Finowie, Lapończycy, a także odleglejszych ludów uralskich, takich jak Nieńcy, Samojedzi czy Jamalczycy. Po za tym nasz kraj, należy do znacznie zimniejszych niż kraje na zachód, ale w tej samej wysokości geograficznej. Zima ma u nas szczególną rolę, także jeśli patrzyć na sposób obchodzenia gwiazdki. Często nawiązujemy do śnieżnych motywów. Mały Pingwin Pik Pok, to historia, która miała tak duży wydźwięk, że spowodowało bardzo specyficzne zjawisko. Twórcy gier ze studia Play.pl wydali w podobnym klimacie grę Ice Land, z pingwinem Mortimerem, która potem doczekała się drugiej części. TATE Internacie umieściła w swojej grze Kangurek Kao, lodową krainę z Pingwinami, które wystąpiły też w drugiej części. Play.pl podpisało umowę o silnik gry i zrobił grę Pingwinek Kelvin. Jakiś czas potem pojawiła się cześć Papatki, zrobiona przez Rat Square na zlecenie Egmont Polska – „Pingwin Zenek w Opałach”. W ten sposób pinguinofilia rozpowszechniła się w Polsce na dobre.
Kasztanki/The Little Chestnuts (1990-1998)

Kasztanki to animowana historia z lat dziewięćdziesiątych, jedna z najbardziej specyficznych z Polski. Utrzymywany w specyficznym, leśnym klimacie, operując ciemnymi barwami, dając klimat lasu iglastego. Żywe kasztany (co jest nawiązaniem do polskiej tradycji robienia ludków z kasztanów), szukają ślimaków, mrówek i wielu innych rzeczy.

W Kangurku Kao: Runda 2 pojawia się motyw przeciwnika w postaci żywych kasztanów, zaś jedna z najsłynniejszych słodyczy Wawela, nazywa się „kasztanki” co nie jest chyba przypadkiem.
Bąblandia/The Bubbleland (1991-1993)

Plastelina ma w polskiej kulturze i popkulturze szczególną rolę. Bąblandia zawiera przygody różnych plastelinowych ludków, w tym kolejnego już żywego słoneczka. Zawiera szczegółowe odwzorowania budynków czy roślin.
Lis Leon II (1992–1993)

Drugi sezon Lisa Leona, tym razem unowocześniony. Użyto też akwareli.
Bajki Pana Bałagana/Tales of Mr. Mess (1993)

Historia oparta na książce o tym samym tytule.
Mordziaki (1993–2000)

Swoista wariacja na temat domowików/ubożąt czyli ludków pomagaących w domu. Ludki te często wchodzą do książek, albo też biorą z nich inspiracje. Dobrze wypadła czołówka, w której śpiewają dwie dziewczyny, z czego jedna kładzie akcent na przedostatnią, a druga na ostatnią sylabę.
Karrypel kontra Groszki/Karrypel versus Peas (1995–1996)

Jeden z licznych motywów występowania grochu jako ważnego elementu kulturowego. Żywy groszek wywodzi się z mitu, o groszku który ożył by uciec z patelni, a potem pękł i się zszył, co wyjaśnia dlaczego groszki mają szew. Motyw stał się inspiracją dal polskiej reklamy Bundelle z śpiewającym groszkie, która używana jest do dziś.
Sceny z życia smoków/Scenes from the dragons life (1996–1997)

W Polskich miastach, według legend gnieździło się, bądź gnieździ się kilkadziesiąt smoków. Wraz z Ukrainą i Czechami, jesteśmy głównymi krajami w Europie gdzie mówi się o tych stworzeniach, jeśli nie głównym. Początkiem idei smoka sięga Cywilizacji Kama, w Rosji, Ukrainie, Białorusi, Tatarstanie i Jamalu. Poźniejsze źródła pochodzą z Polski, Węgrzech i Bułgarii. Stamtąd idea rozeszła się na Europę i Azję. Serial to jeden z kolejnych już tworów, które poruszają tą tematykę – nic dziwnego.
Zwierzojeż/The Porquepine Adventures (1997)

Zwierzojeż powstał pod koniec lat 90-tych, lecz warto dodać, że miał jeszcze inną rolę. Był to jeden z pierwszych produkcji, która została wyemitowana na nowym kanale – TVP ABC. Szczególne są rysunki, w typowym dla naszej części Europy stylu. Całość zaczyna się od rapu o jeży i śpiewu ptaków, co jest groteskowe, ale cóż – w końcu to Polska… tutaj wszystko wygląda inaczej. Co ciekawe rap o jeży, pojawił się też w jednym z filmów, Eko-Dzieciaki PL „Hej czy ty wiesz, że wołają na mnie jeż”. Dziwiono się czemu akurat jeż, ale to jest proste, tak samo jak to że w nowej reklamie Bakoma, też mamy śpiewającego jeża. Jeż to po prostu jeden z narodowych symboli Wschodniej Eueopy. Gdzieś tam istnieje motyw „Złotego Jeża”, który pojawia się w np. kołysance, a także w „Feliksie, Necie i Nice” czy książce Ewy Zalzburg-Zerembiny. Coś w tym jest. Po za tym jest saga „Jeżycjada”, oparta na dzielnicy Poznania o tej nazwie, motyw Jeża-Rycerza w Wiedźminie (motyw z legend), czy też Jerzyki, jako przekąski. Krótko mówiąć – „Eiriciofilia”. Nic dziwnego, jeż jest mocno związany z folklorem, występuje w wielu legendach. Wierzono też że jeż to reinkarnacji człowieka, który był zbyt napalony.
Między nami bocianami/Storcks betwen Us (1997–2003)

W Polsce kult ptaków jest od tysięcy lat. Szczególne znaczenie miał mieć bocian, który był hipostazą Jutrzenki, a więc i też Najświętszej Maryi Panny, który zbierał żaby, które zgubił, a także przynosił w worku dusze dzieci. Jest wszechobecny w logach firm, filmach i motywach. W końcu musiał się pojawić film animowany, oparty właśnie na tym. „Między Nami Bocianami”, opowiada o parze bocianków chcącej uwinąć gniazdo, ale zrobienie go na szczycie kominu, niemal powoduje ich zaczadzenie, uciekają więc. Dalej fabuła się rozwijają, zakończona finałową akcję w odcinku, gdzie pod hasłem „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!” dostają wspracia całego stada dzików. Było to jedno z najbardziej charakterystycznych produkcji przełomu mileniów.
Film pod strasznym tytułem/Straszna Góra/Movie under the creepy title (1997-1999)

Specyficzny twór, w którym mamy i dziwnych ludzi i stworzenia, ale to już standard. Uważa się że specyficzny klimat serial zawdzięcza reżyserowi, Leszkowi Markowi Gałyszowi.
Bukolandia/Beechland (1997-2006)

Kolejny, szczególnie ważnych twór przełomu mileniów. Bukolandia (co kojarzyło się początkowo niepokojąca bo z Buką, ale Buki tam nie było), zaczyna się od odcinka, kiedy to Borsuk wprowadza się do dziury na dnie drzewa. Postacie mieszkają w wielkim drzewie, co jest typowe dla popkultury w Polsce, może jakoś związane z Drzewem Świata (takie drzewa pojawiają się też w Kao i Papatce). Pod koniec mamy specyficzny ending, gdzie jedna z postaci śpiewa piosenkę, przy księżycu, a „Bukolandia zasypia”. Serial emitowano pod wieczór.
Baśnie i Bajki Polskie (2002 – 2005)

Początek wielokrotnie nagradzanej Sagi i jeden z najważniejszych bajek III RP, drugiej dekady. Stworzony przez poznańskie studio mamy takie motywy jak walka ze smokiem wawelskim, bazyliszkiem czy mit o Dwunastu Miesiącach.
Król Maciuś Pierwszy/King Matt the First (2002-2006) – koprodukcja

Swoisty symbol drugiej dekady. Koprodukcja Polski, Węgier i nie tylko. Fabuła oparta na powieści Janusza Korczaka. Akcja zaczyna się, gdy małemu księciu Maćkowi umiera ojciec, a zgodnie z prawem to teraz on jako młody musi objąć władzę. Koło niego kręci się generał, chcący zostać faktycznym władcą (nawiązanie do Tajlandzkiego feldmarszałka zokresu II WŚ?), oraz jego przyjaciele. Same motywy są ciekawym nawiązaniem, szczególnie do sytuacji politycznych z dawnych monarchii konstytucyjnych, które zrozumieją tylko starsi. Serial doczekał się kilku gier produkowanych przez Aidem Media, ma też bardzo rozpoznawalną czołówkę.
Tytus Romek i Atomek wśród Złodzeji Marzeń (2002)

Pierwsza adaptacja animowana Tytusa Romka i Atomka (była też adaptacja growa), utrzymywana w klimatach podobnych do Króla Maciusia. Tytuł spowodobał się nawet osobom, które uważały kreskówki polskie za zbyt dziwne i „obce” by je wytrzymać. Dziwność jest tutaj związana, także z tym że same komiksy „Tytus, Romek i Atomek” były bardzo dziwne. Może dlatego, że zrobił je Polak z Warszawy.
Piotruś i wilk/Peter and Wolf (2006-2007) – kooprodukcja

Nagrodzony Oskarem film Semafora, opierający się na historii tytułowego chłopca oraz wilka. Film zrealizowano metodą lalkową, bardzo dokładnie. Zadbano o odpowiedni styl przytody czy postaci
Miś Fantazy/Fantasy the Bear (2006-2008)

Adaptacja książki „Miś Fantazy w Krainie Wiecznego Słońca” to jeden z trzech najważniejszych seriali animwoanych drugiej dekady III RP. Serial stworzono z mistrzowskim artystycznym drygiem, szczególnie tła. Wykreowano wyspę-uniwersum ze specyficznymi miejscami, postaciami takimi jak gadająca żaby Kapa Kapa (nawiązania do japońskiej Kappy i jednocześnie odgłosu kapania wody) czy elfy. Ważną postacią jest mędrzec żyjący koło morza – Prospero. „Lecę w górę”, piosenkę która zaczyna się gdy dziewczynka gra na flecie, była jedną z najbardziej rozpoznawalnych w całym zestawieniu. Postać ta nosząca imię Julka, to kolejna już po Agnieszce, blondwłosa posiadaczka misia, co nie jest przypadkiem. Inspiracje Kułakiem są widoczne. Miś fantazy zdobył ponad 40 nagród filmowych.

Gdzie jest Nowy Rok (2006)

Specjalny film puszczany w ostatni dzień stycznia, stał się bardzo rozpoznawalny jako swoisty symbol nowego roku, a jednocześnie przesiąknięty mitologią Słowiańską, choć nieco inaczej. Fabuła opowiada, o grupce bohaterów Starym Roku – Dziadku i Nowym Roku- Bobasie. Wszyscy czekają na narodziny Nowego Roku, Jedność czasu przyrodniczego i postaci, jest typowa dla animizmu. Tak samo jak 4 pory roku były bóstwami, oraz 12 miesięcy też, tak samo przedstawiono w tej postaci stary i nowy rok. Czy był u Słowian, odpowiednik takiej postaci, tak jak w przypadku pór roku? Najpewniej tak. Dobrze, że poruszono taki motyw, bo sam film był odpowiednio specyficzny. Obejrzenie go wówczas było klimatyczne w unikatowy sposób. Pod koniec [spoiler] dziadek uzasadnia, to że to on uprowadził Nowy Rok, gdyż chciał jeszcze trochę zostać z nimi zanim odejdzie. Film sprawdzał się gdy oglądałeś go czekając na 00:00, a potem szedłeś patrzeć na Fajerwerki na Moście Grota, z przyjaciółmi, koło Wisły w Warszawie. Polacy to w końcu Słowianie – dla nich wszelkie zmiany pór i okresów, są magiczne.
Podróże na Burzowej Chmurze/Travel on the Stormy Cloud (2008-2009)

Historia opowiada o jednej z postaci, która padła ofiarą Bazliszka, który zamienił ją w figurę gipsową. By ją uratować bohater wędruje ba „Burzowej Chmurze”, i podróżuje po mitologii różnych części Europy, wraz z dziwnycm stforkiem. Całość dopełnia znów znakomity klimat, artystyczny. Bohaterowie muszą znaleźć np. włosy Rubezahla, z Dolnego Śląska.
Baśnie i Bajki Polskie/Polish fables and fairytales Sezon 2 (2008 – 2009)

Drugi sezon „baśni”” to między innymi historia o licho, utopcach czy złotej jabłoni.
Gwiazda Kopernika/The Star of the Coppernicus (2009)

Pełnometrażowy twór bielskiego studia, oparty na znanym naukowcu i twórców współczesnej astronomii, 17 w rankingu najbardziej wpływowych osób w historii, gdzie wyprzedził między innymi Einsteina i Juliusza Cezara, a ustąpił Jezusowi i Newtonowi. Ktoś bowiem, może wstrzymać słońce, jak nie członek narodu, wierzącym że słońce żyje? Film został bardzo dobrze zrobiony technicznie, czasami ma się wrażenie, że była inspiracja „Baśniami Braci Grimm” niemickiego studia Hagi.
Kuba i Śruba (2011– 2016)

Kolejna animacja studia z bielska, tym razem serial. Jeden z najbardziej specyficznych „Czeskich Filmów” tylko że z Polski. Mamy np. motyw gdzie kru, wchodzi do samochodzika, zmienia się w kierowcę i odjeżdża pod łóżka. Kuba i Śruba czołają się za nim pod Żółków i… wchodzą do innego świata, tam się coś zmienia, ta postać coś reprezentuje i muszą coś zrobić by odzyskać samochochodzik i wrócić żywymi. A to tylko pojedyńczy przypadek. Tak właśnie wygląda animizm i monizm. To normlane dla Polaków.
Mami Fatale (2012-2013)

Twór specyficzny, bo animowany metodą „marionetki”, ale trzymający się kanonu krajowego. Babcia i świnia przeżywają dziwaczne przygody na wsi i w lesie, zamieszkanym przez dziwaczne stworzenia.
Parauszek i przyjaciele (2013–2014)

Seria studia Semafor w Łodzi, które chciało stworzyć kontynuację Misia Uszatka, ale ostatecznie stworzył coś nowego. Fabuła opowiada o tytułowym zającu, oraz jego przyjaciołach. Narratorem jest sowa, które komentuje wydarzenia ze swojego mądrego punktu widzenia. Inspiracje Misiem Uszatkiem są pewne i jawne, całość stworzono metodą lalkową, wykorzystają nowe możliwości techniczne.
Baśnie i Bajki Polskie Sezon 3 (2014 – 2017)

Trzeci sezon „Baśni” tym razem opowiada o historii Serca z Piernika, kotach czy realnej wersji Kopciuszka, tego którego duch zmarłej matki zamieszkał w drzewie, które wyrosło z jej ciała, a jego przesłanie jest (jak często u Słowian), antyfatalistyczne.

Pamiętnik Fiorki/The Diary of Fiorka (2014-2016)

Kolejna animacja robiona metodą „marionetki”, lecz tym razem bardziej skupiono się na animacji (któa jest taka celowo) i przesłaniu, niż na egzotyce i przygodach. Adaptacja książki o tej samej nazwie. Ryjówka opowiada o swoich życiu. Mamy np. motyw zniszczonego przedmiotu (porcelanowego kubka), który Fiorka próbuje za namową taty wykorzystać ponownie, aby dać mu nowe życie. Motywy są trzy, ekologii, swoistego mono no aware (czyli nieochronnego odchodzenia), oraz motywu animistycznego, który mówi o tym że rzeczy przechodzą z różnych form, zachowując swoją duszę (tak jak inspirowana tym powieść Andersena o Latarni i Świecy).
Bałtyk/The Baltic (2015)

Animacja pełnometrażowa Serafińskiego opowiądająca o Bałtyku
Kaktus i Mały

Serial utrzymujący styl, dość przypominający „Kubę i Śrubę”, lecz związany z ekologią.
Rodzina Treflików/Family of Treflics (2016-2020)

Najważniejsza animacja lalkowa ostatniej dekady, czyli Rodzina Trelików. Opowiada o tytułowej rodzinie, która wraz z rudą postacią, która podejrzanie przypomina „Leśnego Kronikarza” przeżywa przygody w najróżniejszej formie. Szczególnie istotna, jest niezwykła szczegółowość, w której przedstawiono np. trawę – jest ona porażająca. Serial doczekał sie wielu sezonów i dystrybucji na Netflix. Wiele gier zasłużonej firmy Treflx, obecnie adaptuje ich przygody w tym jedno z odmian „Grzybobrania”.

Przytul mnie/Hug me (2017-2022)

Kolejny serial, który jest dostępny też na Netflix, utrzymwany w jednym ze stylów charakterystycznym dla regionu. Bochaterem jest niedźwiedź, być może inspiracja Misiem z Maszy.
Zabij to i wyjedź z tego miasta (2019)

Film pełnometrażowy z ostatnich lat, oparty na stylu horroru. Fabuła opiera się na demonie stworzonym ze smutków po stracie rodziny, a programista zostaje uwięziony w alternatywnym świecie, gdzie jego bliscy żyją, ożywają nagle jego idole z przeszłości (trochę jak w „Koralinie”), lecz z czasem wszyscy zaczynają się starzeć i umierać, a on musi uciec z tego świata, przy pomocy swoich przyjaciół. Morał jest iście Maciejowski – nieśmiertelność nie istnieje.
Agatka (2019)

Kolejny twór w specyficznym stylu, lecz zawiera rodzime elementy. Główna bohaterka bawi się wycinankami, czy wchodzi do świata robaków.
Opowiadania z piaskownicy/The Tales from Sandbox (2021)

Specyficzny twór, bo oparty na książce Agaty Piątkowskiej, opowiadający o przygodach chłopca z piaskownicy. W jednym z odcinków pojawia się temat mniejszości azjatyckiej w Polsce.
Odo (2021-dziś)

Historia sowy Odo stworzony przez studio Letko, która „nie chce ić spać” i szaleje w „nocy” czyli w dzień, wraz z innymi ptakami, które budzą się rano i śpiewają. Towarzyszą im różne ptaki, w tym oczywiście bociany.
Kajko i Kokosz (2021-dziś)

Druga próba adaptacja komiksów „Kajka i Kokosza” (wielotomowa seria, doczekała się oficjalnej kontynuacji, filmu i wiele gier), za styl postaci odpowiada Sławomir Kieubus, jeden z rysowników nowej serii (Christy podrobić się nie dało). Serial dostępny jest na platformie Netflix i opowiada o przygodach słowiańskich wojów, których akcja pokazuje problematykę współczesną, w sposób parodystyczny.
Toru Superlis

Historia o Lisie, który pomaga zwierzętom. Lisowami nadano japońskię imię „Toru”, co jest najpewniej nawiązaniem do Dziewiecioogoniastego Lista se Shinto.
Sol i Liw/Sol and Liv (2018-dziś)

Zdecydowanie najbardziej istotna seria ostatnich lat i ta wywołująca największy szok. Jest poniekąd adaptacją studia Animoon lapońskiej powieści „Saga o Ludziach Lodu” (czyli już kolejne powiązania Polaków z dziełami ugrofinów), utrzymywaną w klimatach słowiańskich i wołoskich, opartych na mitologii słowiańskiej, której prowadzenie opeirało się na analogii do fińsko-lapońskiej. Historia rodziny, która to mimo mrozów trzyma się razem, dobrze odzwierciedla ideo słowiańszczyzny, a także jej Karelskich korzeni.
Nie z tej Ziemi

O tej bajce nie wiadomo zbyt dużo, bo dopiero jest w proukcji, ale widać trzymanie się kanonu stlu otoczenia i postaci.
Bella w Bruszku

Twór tak uroczy, że mógł powstać tylko w tym regionie. Bella nie widzi ale słyszy swojego braciszka, a on rysując coś na brzuszku mamy, sprawia że pojawia się to w środku u Belli, która może się tym bawić (coś jak zaczarowany łówek). Szczególny twór, zwłaszcza zrozumiały dla osób, które wyczekiwały młodszego rodzeństwa.
Nawet Myszy idą do Nieba (2021)

Nazwa parodiuje zapewne „Wszystkie psy idą do nieba”, zaś sam tytuł tylko potwierdza, że w Polsce, przeciwieństwo do Zachodu, to mysz jest zła, a kot dobry, oczywiście z wyjątkami, co pokazuje ten film, bo w końcu wszyscy żujemy na tym świecie i musimy się nim dzielić. Kolejna już technika lalkowa, na dodatek w odpowiednim stylu. W jednej scenie pojawi się totem słowiański.
Kazka (2021)

Kolejny film pełnometrażowy, tym razem pojawia się połączenie motywów futurystycznych z tradycyjnymi.
Tęcza w Piekle/Rainbow in Hell (2021)

Jeszcze jeden twór pełnometrażowy, póki co jest w produkcji. Dusze rodziny głównej bohaterki, zostały porwane przez diabły, gdyż ze względu na kłótnie stały się one nieczyste i łakomym kąskiem dla nich. Bohaterka rusza do piekła, by je odbić.
Szmatkowe Królestwo/The Rag Kingdom (2022-dziś)

Fleak (w produkcji)
Kolejne wykorzystanie analogii w legendach polskich i fińskich. Tym razem oficjalna koprodukcja polsko-fińska. Póki co – w produkcji, elcz już teraz widać pewne elementy stylu.

ARyjówka przeznaczenia (w produkcji)

Nadchodząca adaptacja komiksu „Ryjówki Przeznaczenia” na rysowej prze zapalonego miłośnika przyrody – Tomasza Samojika, odpowiedzialnego między innymi za niektóre rozdziały „Kajko i Kokosz – Nowe Przygody”.
Foczka Flo

Nieco prostsza historia, ale opowiadająca o znanym na motywie – fokach na Bałtyku.
Mała Zagłada

Animowana Zagłada to opowieść animowana, o ludobójstwie dokonanym przez Hitlerowców w jednej z wsi. Całość pokazano z perspektywy dziecka. Rymowanki dziecka, przypominają dawne „Baby Pruskie” i pomniki. Pewnie stąd wziął się ich styl u polskich dzieci, w końcu dawne figurki z gliny w tym kształcie, były robione niezależnie od wieku, tysiące lat temu.

Ala ma Koty

Historia bazowana na pewnym językołamaczu doczeka się animacji, stworzonej przez Animoon. Kolor kotów – czarny i biały, zapewne jest nawiązaniem do Filemona i Bonifacego.
Pomagacze

Film pełnometrażowy oparty znów na szamanizmie, st Tym razem motywem są „Pomagacze” czyli małe duszki, pomagające człowiekowi w najmniejszych aktach, o których nawet nie zauważa jak są istotne i jak bardzo duszki zmieniają to co się dzieje. Duszki np. utrzymują go na powierzchni wody, gdy płynie, ale trzymają jego głowę, by mu nie opadła gdy jest zmęczony, a on nawet o tym nie wie. Bohaterem jest pracownik urzędu, chorujący na typowy dla polski pracoholizm i przemęczenie.
Potwory S.O.S

Próba stworzenia czegoś w styl polskiej wersji „Scooby-Doo”, obecnie w produkcji, Ewolucja stylu postaci o „wycinanych” włosach i rodzaj oczy, sprawiło że bohaterowie przypominają coś w stylu anime, jednak jak spojrzymy na ilustrację do książki „Księżniczki Głogu” z PRL, to nie jest to nowością, więc wykształciło się niezależnie. Chyba, że uznać iż skoro style animacji w Europie Wschodniej, wyrosły z nasionka stylów Cywilizacji Winka/Kama, a Cywilizacja Jomon w Japonii, była podobne do Vinca, to można wytłumaczyć te zjawisko.

Film w stylu „Piotrusia i Wilka”, robiony w stul animacji lalkowej. Jej fabuła, opowiada o polskich dzieciach-uchodźcach z Rosji, których Japończycy przyję pod swoje skrzydła, ratując je przed wojną. Historią oparta na faktach.
Mówi się że podstawą bycia częścią cywilizacji zachodniej, jest to że tą kulturę stworzył antyk i chrześcijaństwo. Proste. Co po niektórzy mówią, o tym że w takim razie Polska należy do cywilizacji zachodniej i np. Japonia, Kazachstan czy Jakucja jest dla nas kulturowo obca. Problem jest jeden:

A co ja tutaj widzę? Kult kury. Typowy dla Chin i Ameryki Prakolumbijskiej, obecnie Łacińskiej. Je się tam też masowo pierogi, paszteciki i chrzan. Na tym można zakończyć wszelkie dywagacje, ale trzeba zwrócić uwagę jeszcze na wiele innych rzeczy. Po pierwsze – pierwsze ważniejsze elementy Antyku pojawiły się w Polsce 1 000 lat po upadku Rzymu! Taka np. architektura gotycka składała się z z ceglanej wersji, drewnianych słowiańskich budowli stąd zwano ją „gotykiem” czyli „architekturą pogan i barbarzyńców” w przeciwieństwo do kościołów romańskich, gdzie jeszcze jako tako zachowały się pewne wzorce antyczne. Ten okres trwał w Polsce jednak bardzo krótko. To samo można powiedzieć o chrześcijaństwie. Chrześcijaństwo to de facto rodzimowierstwo słowiańskie, w którym pozamieniano nazwy bóstw, dodano parę symboli i zaczęto czytać biblię. Stopień poganizacji chrześcijaństwa jest ogromny, sięga od strojów kapłanów, przez doktryny, aż po pozy świętych na obrazach i kierunek ich obrócenia. A ponieważ to Słowianie, Bałtowie i Finowie odpowiadali za jego poganizację, to zachód od XV wieku powiedział NIE, i kilka krajów przeszło na protestantyzm, ale już z różnymi efektami. Najbardziej mocno NIE powiedział jednak Islam – i mu się to udało, gdyż rdzenna religia Żydów, była przecież religią braci tworców Koranu.
Jeśli więc uważasz, że Polska należy do cywilizacji zachodniej to zastanów się wpierw:
Porównanie zachodu Europy do Polski

Porównanie Polski do Japonii.



Adrian Leszczyński to użytkownik blogu neo-szamanistycznego Taraka, ekonomista i polityk, który zajął się kwestią autochtonizmu Słowian, wraz z wspólnikami. Niestety jego blog jest na razie niedostępny, można go znaleźć tylko w Web Archiwe. Postanowiłem jednak opublikować komplikację jego blogów, gdyż muszą one zostać zachowane – są bardzo wartościowe.
Prócz tego dodałem zdjęcia. Zmieniłem jedynie zdjęcia z wpisu o urodzie ludów R1a na wschodzie, gdyż poprzednie nie miały nic wspólnego z rzeczywistością, gdyż tutaj kończy się Leszczyński, a zaczyna Eickestedt.
Adrian Leszczyński „Germania i Germanie – pojęcia dawne i współczesne„
„Sclavania igitur, amplissima Germaniae provintia, a Winulis incolitur, qui olim dicti sum Wandali; decies maior esse fertur nostra Saxonia, presertim si Boemiam et eos, qui trans Oddaram sunt, Polanos, quaia nec habitu nec lingua discrepant, in partem adiecreris Sclavaniae”. [1]
Powyższy cytat to oryginalne słowa Adama z Bremy, niemieckiego kronikarza i geografa, żyjącego i piszącego w XI w., opisujące kraj Słowian. Oto polskie tłumaczenie tego tekstu:
„Słowiańszczyzna, największa z krain Germanii, zamieszkana jest przez Winuli, których wcześniej nazywano Wandalami. Podobno jest ona większa niż nasza Saksonia, zwłaszcza jeśli zaliczyć do niej Czechów i Polan po drugiej stronie Odry, którzy nie różnią się ani językiem ani obyczajem”.
Pierwsze, co nasuwa się po przeczytaniu tych słów, to zaliczanie „Słowiańszczyzny” do „Germanii”. Zatem Słowiańszczyzna to według kronikarza część Germanii. Dla ludzi żyjących współcześnie jest to rzecz kompletnie niezrozumiała i nielogiczna. Logiczna stać się ona może wówczas, gdy uzmysłowi się, że ówczesne znaczenie „Germanii” mocno różniło się od znaczenia współczesnego. Dziś Germania w węższym tego słowa znaczeniu to synonim Niemiec. Na przykład angielska nazwa Niemiec to „Germany”. Szersze znaczenie w zasadzie nie jest używane, choć można by je utożsamiać z państwami germańskojęzycznymi, takimi jak: Dania, Holandia, Islandia, Niemcy, Norwegia, Szwecja, Wielka Brytania (a ściślej sama Anglia). Tym samym „Germanie” to ludność mówiąca którymś ze współczesnych języków germańskich. [2] Dlatego dziś wyraz „Germanie” kojarzony jest etnicznie, a ściślej mówiąc językowo i definiuje on ludzi „mówiących językiem uznanym współcześnie za któryś z języków germańskich” (podkreślam tu słowo „współcześnie”). [3] Dawniej jednak Germania traktowana była jako pojęcie geograficzne. Starożytni Rzymianie „Germanią” nazywali obszar między Renem, Dunajem, a Wisłą, a w zasadzie również ziemie leżące za Wisłą. Rzymski historyk Publiusz Korneliusz Tacyt pisał około roku 98, na początku swojego wielkiego dzieła pt. „Germania”, takie oto słowa:
„1. Germania jako całość oddzielona jest od Galów, Retów i Pannonów rzekami Renem i Dunajem, od Sarmatów i Daków – wzajemnym strachem bądź górami. Resztę otacza Ocean, obejmujący szerokie półwyspy i niezmierzone przestrzenie wysp: poznano tam niedawno pewne ludy i królów, ujawnionych dzięki wojnie. Ren, biorąc początek wśród niedostępnych i stromych szczytów Alp Retyckich, po nieznacznym skręcie na zachód miesza się z północnym Oceanem. Dunaj, wypływając z łagodnie i miękko wznoszącego się pasma gór Abnoby, dociera do wielu ludów, aż wreszcie sześcioma odnogami wpada do Morza Pontyjskiego; siódme ujście pochłaniają bagna.” [4]
1849 Harper New York Map, Ancient Germanic Tribes and Towns, Wikipedia
Zatem ziemie Germanii sięgały do „Sarmatów i Daków”. Jak wiadomo z innych źródeł, Sarmaci zamieszkiwali stepy nad Morzem Czarnym, a więc obszar obecnej Ukrainy, zaś Dakowie obszar obecnej Rumunii – stąd nazwa rzymskiej prowincji „Dacja” (łac. Dacia). Wynika z tego, iż cały obszar współczesnej Polski zaliczany był przez starożytnych Rzymian do „Germanii”. Mylą się jednak ci, którzy wbrew jasnym opisom kronikarzy, uważają ówczesne ludy żyjące w „Germanii” za ludność wyłącznie „germańskojęzyczną” we współczesnym znaczeniu tego słowa. Już wspomniany Tacyt pisał, że plemiona zamieszkujące Germanię dzielą się między sobą na mniejsze grupy, różnią od siebie wzajemnie, a nawet mówią różnymi językami. Tacyt dzielił Germanów na trzy główne grupy, lecz wspominał też o innych:
„2. …najbliżsi Oceanu mają zwać się Ingewonami, mieszkający w środku – Herminonami, pozostali – Istewonami. Niektórzy – opowieść o zamierzchłych czasach dopuszcza wszak swobodę – zapewniają, że więcej było boskich potomków i liczniejsze nazwy plemion: Marsowie, Gambrywiowie, Swebowie, Wandyliowie, oraz że są to imiona prawdziwe i starożytne…”
Inny rzymski historyk, Pliniusz Starszy, dzielił Germanów na pięć „ras”:
„Istnieje pięć ras Germanów: Wandalowie, w skład których wchodzą Burgundowie, Warinowie, Karynowie i Gutonowie. Ingewoni tworzą drugą rasę, w ich skład wchodzą Cymbrowie, Teutonowie i plemiona Chauków. Trzecia rasa to Istewonowie znad Renu […]. Natomiast czwartą rasę tworzą Hermionowie mieszkający wewnątrz lądu i obejmują oni Swebów, Hermundurów, Chattów i Cherusków. Piątą rasą są Peucynowie, zwani także Bastarnami, sąsiadujący z Dakami.” [5]
Tacyt opisuje różnorodność Swebów:
„38. Teraz wypada powiedzieć o Swebach, a nie jeden to lud, jak Chattowie czy Tenkterowie. Zajmują bowiem większą część Germanii, podzieleni na plemiona i związki, chociaż w całości zwą się Swebami…”
Tacyt wspomina także o plemionach, które choć zamieszkują Germanię, Germanami nie są, gdyż mówią językiem celtyckim (galijskim) lub panońskim:
„43. Na tyłach Markomanów i Kwadów mieszkają Marsygnowie, Kotynowie, Osowie i Burowie. Spośród nich Marsygnowie i Burowie językiem i kulturą przypominają Swebów. Język celtycki u Kotynów, panoński u Osów, a również to, że godzą się na składanie trybutów, dowodzi, że nie są oni Germanami…”

Według autora również „składanie trybutu” wyklucza dane plemię z kręgu Germanów. Zatem nie tylko język decydował o przynależności danego plemienia do Germanów, lecz nawet tak kuriozalne sprawy, jak składanie lub nieskładanie trybutu. Tym samym w innym miejscu Tacyt zalicza do Germanów Estiów, którzy choć mówią językiem bliskim „brytańskiemu” (celtyckiemu z Brytanii?), zwyczaje i strój mają „swebskie”. Zatem w tym przypadku powodem zaliczenia tego ludu do Germanów nie jest język, lecz „zwyczaje i obiór”:
„45. …Zatem na prawym brzegu Morze Swebskie obmywa siedziby ludów Estiów, którzy mają zwyczaje i strój jak u Swebów, język zbliżony do brytańskiego. Czczą Matkę Bogów. Jako oznakę tych wierzeń noszą na sobie coś w kształcie dzika, co niczym broń czyni czciciela bogini bezpiecznym nawet pośród wrogów, chroniąc go przed wszelkim niebezpieczeństwem. Rzadko czynią użytek z żelaza, częściej z kijów. Zboża i inne płody uprawiają – jak na niedbałych zazwyczaj Germanów – cierpliwie…”
Co do innych plemion autor ma wątpliwości, czy zaliczyć ich do Germanów, czy do Sarmatów. W końcu decyduje się na zaliczenia ich do Germanów ze względu na „osiadły tryb życia” i na to, że „wojują pieszo”. Te kwalifikacje również nie mają nic wspólnego z etnicznością ani z językiem używanym przez te plemiona. Oznacza to, iż przynależność do Germanów wcale nie musiała się wiązać z używaniem języka, zaliczanego dziś do grupy języków germańskich. Oto cytat:
„46. Tu koniec Swebii. Waham się, czy do Germanów, czy do Sarmatów zaliczyć ludy Peucynów, Wenetów i Fennów, chociaż Peucynowie – niektórzy zwą ich Bastarnami – przypominają Germanów językiem, kulturą oraz typem siedzib i domostw. Wszyscy są u nich niechlujni, a starszyzna gnuśna. Przez mieszane małżeństwa oszpecili się trochę, upodabniając się do Sarmatów. Wenetowie przejęli od nich wiele zwyczajów: gdzie tylko bowiem między Peucynami i Fennami rozciągają się lasy i góry, wszędzie tam włóczą się za rabunkiem. Trzeba ich jednak zaliczyć raczej do Germanów, jako że i domy budują, i tarcze noszą, i szybko przemieszczają się pieszo. Wszystko to jest odmienne od zwyczajów Sarmatów, żyjących na wozie i koniu…”

Po zanalizowaniu powyższych cytatów dawnych pisarzy jasne staje się, że w starożytności i w średniowieczu przynależność do „Germanów” niekoniecznie wiązała się z używaniem języka germańskiego w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Zatem teoretycznie starożytnymi Germanami mogli być np. ówcześni Słowianie, czy jak kto woli – Prasłowianie. Germanii bowiem nie zamieszkiwały tylko ludy germańskojęzyczne, ale i inne. Tym samym jaśniejsze stają się słowa Adama z Bremy zacytowane na początku tego artykułu. Słowiańszczyzna mogła być również częścią Germanii, a średniowieczni Słowianie mogli być uznani za Germanów. Wszak dawna „Germania” to kraina geograficzna, a nie jednolita kraina etniczno-językowa. Ta geograficzna kraina położona była na wschód od Renu i na północ od Dunaju; od północy ograniczona Morzem Północnym i Bałtyckim, a od wschodu „górami, koczownikami (Sarmatami) oraz Dakami”. Granica wschodnia zdaje się nieco płynna i nieprecyzyjna, ale można ją mniej więcej określić jako granicę współczesnej lub przedwojennej Polski. Dziś termin „Germanie” ma nieco odmienne znaczenie od znaczenia starożytnego. Dziś nieodzownie łączy się on z narodami mówiącymi językami dziś uważanymi za germańskie. Świadomość tej różnicy ma fundamentalne znaczenie dla zrozumienia sensu dawnych opisów Europy Środkowej. Ma ona również znaczenie dla zrozumienia tego, kto żył na ziemiach polskich w tamtych czasach. Wniosek z tego wynikający jest taki, że starożytne oraz średniowieczne plemiona żyjące na ziemiach polskich, opisywane w kronikach, choć często nazywane „Germanami”, wcale nie musiały mówić po germańsku. Mogły one mówić na przykład po słowiańsku. I jak twierdzi Adam z Bremy, mówiły. Wiele wskazuje na to, że plemiona uznane niegdyś za „germańskie” mówiły po słowiańsku nie tylko w średniowieczu, ale i w starożytności. Przemawiają za tym liczne przesłanki, wśród których są także nazwy niektórych plemion z terenu na wschód od Łaby, które zachowały swe nazwy od starożytności po X wiek.
Warto też wspomnieć, że anglojęzyczna Wikipedia również wspomina o różnicach między pojęciem starożytnym a współczesnym w odniesieniu do Germanów. [6] Stwierdza się tam, że niektóre plemiona znad Renu nie mogły pierwotnie mówić językami germańskimi (nie wspomina się jakimi językami mówiły, ale zapewne chodzi o języki celtyckie), a mimo to zalicza się je do Germanów. Natomiast Swebów, którzy mieli mówić językami germańskimi, starożytni często odróżniali lub co najmniej wskazywali na ich wyraźną odmienność od innych Germanów – zapewne tych żyjących między Renem a Łabą. [7] To samo tyczy się dawnych, głównie greckich uczonych, którzy w ogóle nie zauważali Germanów w Europie i dzielili północne ludy barbarzyńskie na Celtów i Scytów, zaliczając np. germańskojęzycznych Gotów do tych drugich, głównie ze względu na ich miejsce zamieszkania we wschodniej, „scytyjskiej” Europie. [8] Natomiast Germanie znad Renu zaliczani byli przez nich do Celtów.
Podsumowując: współczesnych znaczeń nazw „Germania”, „Germanie” i „germański” nie należy utożsamiać ze znaczeniami starożytnymi i średniowiecznymi. Po uświadomieniu sobie tego istotnego faktu łatwiej będzie zrozumieć, że pradawni Wandalowie, Wenedowie czy Swebowie, choć uznani za „Germanów”, w istocie rzeczy niekoniecznie musieli posługiwać się językiem pokrewnym współczesnym językom germańskim.
Adrian Leszczyński
aleszczynski@interia.pl
[1] Adam z Bremy, „Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum” ( pol. Historia archidiecezji hamburskiej). hbar.phys.msu.ru/gorm/chrons/bremen.htm (łac.)
History of the Archbishops of Hamburg-Bremen (tłum. ang.)
[2] Współczesne języki germańskie to te, które dziś są w użyciu i co do których nie ma wątpliwości, że są „germańskie” w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Języki germańskie wymarłe, zwłaszcza tzw. „wschodniogermańskie”, niekoniecznie były językami germańskimi (poza j. gockim, który niewątpliwie nim był). Istnieją coraz większe wątpliwości czy np. j. wandalski był istotnie językiem germańskim. pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%99zyki_germa%C5%84skie
[3] Określenia „współcześnie” oraz „we współczesnym tego słowa znaczeniu” używam w niniejszym artykule przy każdej okazji i z uporem, aby Czytelnik miał świadomość konieczności rozróżnienia znaczenia dawnego od współczesnego.
[4] Publiusz Korneliusz Tacyt, Germania [w:] P. Cornelius Tacitus, Germania, tłum. T. Płóciennik, wstęp, komentarz J. Kolendo, Poznań 2008, s. 62-97.
www.traditio-europae.org/Przeklady/P._Korneliusz_Tacyt_Ksiega_o_pochodzeniu_i_siedzibach_Germanow.html
[5] Tłumaczenie własne na podstawie: en.wikipedia.org/wiki/Germanic_peoples#Classification
[6] en.wikipedia.org/wiki/Germanic_peoples#Linguistics
[7] Osobiście mam wątpliwości jakim językiem mówili Swebowie. Nie zachowały się żadne materiały źródłowe języka tego ludu. Według najnowszych badań genetycznych w odniesieniu do miejsca zamieszkania między Łabą a Odrą, musieli mówić raczej po słowiańsku niż po germańsku. Również wyraźne ich odróżnianie od reszty Germanów, tych żyjących między Renem a Łabą, przez niektórych starożytnych kronikarzy wskazuje na to, że mogli mówić innym niż germańskim językiem.
[8] Starożytni greccy historycy ziemie polskie zaliczali zazwyczaj do Scytii, a potem do Sarmacji. Morze Bałtyckie nazywali Morzem lub Oceanem Scytyjskim lub Sarmackim, zaś Karpaty – Górami Sarmackimi. Najnowsze badania genetyczne wskazują, że nie mylili się oni w ocenie pokrewieństwa etnicznego ludów Europy Środkowo-Wschodniej, gdyż Scytowie i Sarmaci byli blisko spokrewnieni ze współczesnymi Słowianami; są wręcz ich biologicznymi przodkami. Również językowo mieli być sobie bliscy, na co wskazują podobieństwa słów scytyjskich i sarmackich do słowiańskich.

HELMOLD – „KRONIKA SŁOWIAN”
Niniejszy artykuł jest kontynuacją innego mojego artykułu pt. Wenedowie, Wandalowie i Słowianie, w którym nie wyczerpałem całego zagadnienia obejmującego wzajemne związki wspomnianych, rzekomo trzech różnych ludów. Niestety i w niniejszym opracowaniu temat nie jest do końca wyczerpany. Mimo to przedstawiam poniżej kolejne fakty zawarte w źródłach pisanych mówiące o nieodłącznych związkach Wenedów, Wandalów i Słowian. Podobnie jak we wspomnianym poprzednim artykule wszystkie one stwierdzają jasno: Wenedowie, Wandalowie i Słowianie to jeden i ten sam lud, tyle że kryjący się pod różnymi nazwami.
Opis tych związków rozpoczynam od „Kroniki Słowian” (łac. Chronica Slavorum) autorstwa Helmolda, saskiego historyka z XII w. Kronika ta jest kontynuacją „Historii archidiecezji hamburskiej” (łac. „Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum”) Adama z Bremy. Podobnie jak poprzednik, Helmold także ściśle łączy Wandalów i Winitów (Wendów / Windów) ze Słowianami. Na stronie 9 dzieła w przekładzie Jana Papłońskiego [1]Helmold pisze tak:
„Tam więc, gdzie się Polska kończy, przychodzi się do bardzo rozległej krainy Sławian, którzy w starożytności Wandalami, dziś zaś Winitami [to jest Wendami – przyp. J.P.] albo Winulami się nazywają.”
I dalej na tej samej stronie: „Druga rzeka, to jest Odra, zdążając ku północy, przepływa przez środek ziemi Winulów (Wendów) i oddziela Pomorzan od Wilców (Weletów)”.
Następnie na str. 20: „Liczne są wszakże, jak to wyżej powiedziano, ludy sławiańskie, z których te, które się nazywają Winulami albo Winitami, po większej części do dyecezyi Hammenburgskiej [hamburskiej – przyp. A.L.] należą.”
Na str. 42: „Książętami Sławian, noszących imię Winulów lub Winitów, w owym czasie byli: Mieczysław, Nakkon i Seredych…”
Na str. 54: „W owych czasach trwały pokój nastał w ziemi sławiańskiej dlatego, że Konrad, który objął państwo po Henryku pobożnym, w częstych wojnach Winitów pokonał.”
I nieco dalej na tej samej str. 54: „Książęta sławiańscy byli: Anadrag, Gneus i trzeci Udo [To jest, Onodrag, Gniewosz i Przybigniew syn Mieczysława. Udo jest to niemieckie imię Przybigniewa – przyp. J.P.]. Ten ostatni był złym chrześcijaninem, za to też i razem za swoje okrucieństwo został przez jakiegoś saskiego zbiega znienacka zamordowany (1031 r.). Syn jego imieniem Godszalk uczył się nauk w Lunenburgu. Dowiedziawszy się o śmierci ojca, porzucił i nauki i wiarę, i przepłynąwszy rzekę, przybył do narodu Winitów.”
Określenie „Winitowie”, znane z kronik Adama z Bremy i Helmolda, jest tożsame z nazwami: „Wenedowie” (niem. Wenden) oraz „Windowie” lub „Winidowie” (niem. Winden). Niemcy używali określeń „Wenden” i „Winden” zamiennie. Oba w j. łacińskim znaczyły „Vandali” (pol. Wandalowie), co szerzej opisuję poniżej. Termin „Wenden” jest do dziś używany w Niemczech i określa Słowian Zachodnich – dziś w szczególności Serbołużyczan, dawniej także pozostałych Słowian połabskich. Określeniem „Winden” nazywano np. Słoweńców, zwłaszcza tych mieszkających na terenie obecnej Austrii. Język ich, historycznie nazywany był „językiem windyjskim” (niem. Windische Sprache). Również Słowianie zamieszkujący w średniowieczu tereny Górnej Frankonii i Górnego Palatynatu w obecnych Niemczech, nazywani byli mianem „Winden”. [2] Słowiańskie plemię o nazwie Radanzwinidzi (łac. Radanzwinidi / Ratanz-Winidi) zamieszkiwało dorzecze rzeki Radęcy – stąd w nazwie plemienia człon „Radanz” / „Ratanz” (niem. Regnitz i jej dopływ Rednitz) – uchodzącej do Menu kilka kilometrów na północ od Bambergu w Bawarii. Natomiast inne słowiańskie plemię, Moinwinidzi (łac. Moinvinidi / Moin-Vinidi) zamieszkiwało okolice rzeki Men (stąd w nazwie człon „Moin” – niem. Main). Drugi człon obu nazw, „Vinidi” to oczywiście „Winidowie” lub „Windowie” (niem. Winden) w rozumieniu „Słowianie”.

„ANNALES SANGALLENSES MAIORES”
Pod datą roku 795 w Wielkich Rocznikach klasztoru w Sankt Gallen w Szwajcarii (łac. Annales Sangallenses maiores) widnieje taki oto tekst: „Król Karol ponownie w Saksonii z wielkim wojskiem Franków. On opustoszył i zdobył kraj, przywiózł stamtąd 7070 zakładników i wrócił z pokojem. Wandalowie zostali podbici, książę Zotan przyszedł z Panonii do Akwizgranu do króla Karola, poddał się i oddał [mu] ojczyznę, którą władał; przyjął chrzest, a wraz z nim przyjęli go wszyscy ci, którzy z nim przyszli. Następnie wrócił z pokojem i honorami do swojej ojczyzny.” [3]
W powyższym tekście pod pojęciem „Wandalów” kryją się Słowianie. Jednak niektórzy historycy zwracają uwagę, że ówcześni skrybowie mogli pomylić Wandalów z Awarami, z którymi istotnie w owym czasie Karol Wielki prowadził wojny. Mało tego: Awarowie zajmowali wówczas nizinę Panonii. Istota jednak w tym, że mieszkali oni wśród Słowian, którzy także w tamtym czasie zamieszkiwali Panonię i w sojuszu z Awarami prowadzili wojny przeciwko różnym, innym ludom. Zatem Słowianie określani tutaj mianem „Wandalów” mogli mieć i zapewne mieli własnych niezależnych książąt. Ponadto, na powyższy tekst można spojrzeć jeszcze inaczej: autor najpierw opisuje wojnę z Saksonią, potem wojnę z Wandalami (Słowianami połabskimi), sąsiadującymi z Sasami, a następnie pisze o kolejnej sprawie, mianowicie o księciu Zotanie z Panonii. Nieznane jest pochodzenie tego księcia, lecz najprawdopodobniej był Awarem. Historia wspomina bowiem o władcy awarskim o imieniu Zodan, który panował jednak dopiero od 803 r. i został osadzony na tronie przez Bułgarów. [4] Czy zanim został władcą awarskim był wcześniej Słowianinem i jako przywódca Słowian przegrał wojnę z Frankami? A może problem w interpretacji zapisu tkwi w niekonsekwentnej interpunkcji stosowanej przez zakonników z Sankt Gallen, którzy powinni byli wyraźnie oddzielić od siebie zdanie o Wandalach i następujący po nim (być może) niezwiązany z nim opis przybycia księcia Zotana na dwór Karola Wielkiego? Odpowiedzi może być kilka. W każdym razie osobiście nie mam wątpliwości, że pod pojęciem „Wandalów” ukrywają się w tym tekście Słowianie.
Warto przy tej okazji przypomnieć o wspomnianych przeze mnie we wcześniejszym artykule „Rocznikach Alemańskich” (łac. Annales Alamanici). Annały te opisują najazd Karola Wielkiego na Słowian połabskich z około roku 790. Przybycie króla Franków zawiera się w sformułowaniu „perrexit in regionem Wandalorum” (pol. przybył do kraju Wandalów). Zatem Karol walczył także i ze Słowianami, nazywanymi wówczas „Wandalami”.

GERWAZY Z TILBURY – „OTIA IMPERIALIA”
Żyjący w latach 1150 – 1235 pochodzący z Anglii ksiądz katolicki Gerwazy z Tilbury w swym napisanym dla cesarza Ottona IV dziele pt. „Otia imperialia” wspomina m.in. o ziemiach polskich używając nawet nazwy „Polska” i tłumacząc jej właściwe rozumienie. Kraj nasz ma zamieszkiwać wówczas „okrutny lud Wandalów”, który żyje w sąsiedztwie innych „ludów sarmackich”. „Ziemie wandalskie” leżą miedzy „Morzem Sarmackim” [Bałtyk – przyp. A.L.], a „Alpami Węgierskimi” [Karpaty – przyp. A.L.]. Do „Morza Sarmackiego” wpadają rzeki: „Sarmaticus” [?] oraz „Wandal” [Wisła – przyp. A.L.]. Autor wprost stwierdza, że Polacy „określani są mianem Wandalów i sami siebie tak nazywają”.
WINCENTY KADŁUBEK – „KRONIKA POLSKA”
Relacje kronikarzy polskich były do tej pory przeze mnie pomijane. Pora sprawdzić i ich zapisy, gdyż oni także wspominają o pochodzeniu Polaków (Słowian) od starożytnych Wandalów.
Żyjący w latach 1150/60 – 1223, Wincenty Kadłubek, biskup krakowski, autor „Kroniki Polskiej” (łac. Historia Polonica) opisuje legendę o założeniu miasta Krakowa, o królu Kraku (Grakchu) i jego córce Wandzie, od imienia której miała pierwotnie wziąć nazwę rzeka Wisła, a w konsekwencji cały lud żyjący na ziemiach polskich. Oto cytaty: „Tak wielka zaś miłość do zmarłego władcy [Grakcha, tudzież Kraka – przyp. A.L.] ogarnęła senat, możnych i cały lud, że jedynej jego dzieweczce, której imię było Wanda powierzyli rządy po ojcu”. I dalej: „Od niej, mówią, pochodzić ma nazwa rzeki Wandal, ponieważ ona stanowiła środek jej królestwa; stąd wszyscy, którzy podlegali jej władzy, nazwani zostali Wandalami”. [5]

„KRONIKA WIELKOPOLSKA”
Legendę o Wandzie, lecz w nieco innej wersji, przytacza również w XIV wieku anonimowy twórca Kroniki wielkopolskiej. Łączy on imię księżniczki ze staropolskim słowem „węda” (wędka; miała ona rzekomo „łowić” serca poddanych). W tej jednak kronice samobójczą śmiercią miała zginąć sama Wanda, a nie odrzucony przez nią „książę lemański” [niemiecki – przyp. A.L.], jak opisuje to Kadłubek. W Kronice Wielkopolskiej Wanda rzuca się do wód Wisły, co miałoby wyjaśniać nazwę rzeki (Wandal) i zamieszkałego w jej dorzeczu plemienia (Wandalów).
„KRONIKA DZIERZWY”
Franciszkański zakonnik Dzierzwa żyjący w czasach Władysława Łokietka (XIV w.) zgodnie z ówcześnie panującą modą w nauce wyprowadza pochodzenie narodów europejskich od biblijnego Jafeta i poprzez kolejnych potomków dochodzi do Alana i jego syna o imieniu Negno. Geneza pochodzenia Polaków przedstawia się według niego następująco: „Przede wszystkim należy wiedzieć, że Polacy pochodzą z rodu Jafeta, syna Noego. Ów Jafet, wśród licznych spłodzonych przez siebie synów, miał również jednego imieniem Jawan, którego Polacy zwą Iwan. Jawan zrodził Philirę, Philira zrodził Alana, Alan zrodził Anchizesa, Anchizes zrodził Eneasza, Eneasz zrodził Askaniusza, Askaniusz zrodził Pamfiliusza, Pamfiliusz zrodził Reasilwę, Reasilwa zrodził Alanusa, Alanus — który jako pierwszy przybył do Europy — zrodził Negnona, Negnon zaś zrodził czterech synów, z których pierworodnym był Wandal, od którego wywodzą się Wandalici, zwani obecnie Polakami”.
JAN DŁUGOSZ – „ROCZNIKI, CZYLI KRONIKI SŁYNNEGO KRÓLESTWA POLSKIEGO”
Podobnie jak poprzednik, również inny słynny polski historyk i kronikarz, Jan Długosz, wyprowadza pochodzenie Polaków od wspomnianych biblijnych postaci, by ostatecznie łączyć Polaków bezpośrednio z Wandalami. Długosz, w swoim wielkim dziele pt. „Roczniki, czyli kroniki słynnego Królestwa Polskiego”, napisanym w XV w., powiela opis Dzierzwy. W internetowym wydaniu tego dzieła na str. 23 znajdujemy takie oto słowa: „Trzeci na koniec syn Alana, Negno, czterech synów był ojcem, a tych imiona są: Wandal, od którego nazwisko wzięli Wandalowie, teraz Polakami zwani, i który rzekę dziś Wisłą pospolicie zwaną chciał mieć rzeczoną Wandalem”. Zaś na str. 43 autor pisze tak: „Sąsiednie przecież narody, a mianowicie Rusini, którzy w kronikach swoich chełpią się pochodzeniem od Lecha, nazywają Polaków i ich kraj Lechitami. Po dziś dzień u Słowian, Bułgarów, Kroatów i Hunów toż samo utrzymuje się nazwisko, chociaż w wielu miejscach pisarze niektórzy mienią ich i piszą Wandalitami, od rzeki Wandal, która jedno znaczy co Wisła…” [6]
INSKRYPCJE KSIĄŻĄT POMORSKICH
W muzeum Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie zobaczyć można inskrypcje dawnych władców Pomorza Zachodniego. Widnieją na nich nazwy licznych ziem oraz ludów, którymi władali. Można z nich wyczytać, iż władcy Pomorza panowali m.in. nad ludem Wandalów / Wenedów. Napisy na inskrypcjach w języku łacińskim brzmią bowiem „Ducis Vandalorum”, a na inskrypcjach tłumaczonych na język niemiecki brzmią one „Herzog der Wenden”. Wniosek z tego jest oczywisty: łacińska nazwa „Vandali” (pol. Wandalowie) znaczy to samo, co niemiecka nazwa „Wenden” (pol. Wendowie/ Wenedowie). Oba te słowa oznaczają zaś Słowian, co jest oczywiste, gdy weźmie się pod uwagę to, nad jakimi ludami swe władztwo sprawowali książęta pomorscy. Poniżej zdjęcia jednej z inskrypcji i jej tłumaczenie na język niemiecki oraz polski:
POZOSTALI AUTORZY
Pomimo mojego drugiego artykułu na ten temat, kwestie związku Słowian i Polaków z Wandalami i Wenedami nadal pozostają niewyczerpane. Nie opisałem tutaj dzieł innych autorów, głównie nowożytnych, którzy także łączyli Wandalów / Wenedów ze Słowianami i Polakami. Należy wspomnieć tu o takich pisarzach, jak choćby: Maciej Miechowita, Marcin Bielski, Albert Krantz, Flavio Blondi czy Thomas Nugent. O tym ostatnim nieco szerzej piszę w artykule „Królowie Herulów i Wandalów”, lecz i tamte opracowanie nie wyczerpuje tematu.
W Polsce mało poznane są również stare skandynawskie sagi, które także wspominają Słowian i Polaków, łącząc ich ściśle z Wandalami / Wenedami. Być może będzie jeszcze możliwość powrócenia do tej tematyki.
INNE ŹRÓDŁA
Pomijając dawne, głównie średniowieczne kroniki czy inskrypcje, istnieją inne źródła pisane wskazujące na pochodzenie Słowian od Wandalów (Wenedów) i na to, że Wandalowie, Wenedowie i Słowianie byli w istocie rzeczy jednym i tym samym ludem. I są nim nadal, mimo iż nazwy „Wandalowie” na oznaczenie Słowian nikt już nie używa – w przeciwieństwie do nazwy „Wenedowie” (niem. Wenden). Oto pozostałe źródła:
1. Student uniwersytetu w Wittenberdze, pochodzący z Trzebiela na Dolnych Łużycach (obecnie wieś w Polsce w woj. lubuskim, w powiecie żarskim; niem. Triebel; dlnłuż. Trjebule), do pierwszej połowy XVII w. zamieszkanego niemalże wyłącznie przez Wendów (Słowian – Łużyczan), określanego w źródłach jako „Wendyjska Osada” został wpisany do księgi uniwersyteckiej w roku 1528 r. jako Matheus Wundalo, co po polsku tłumaczyć można jako Mateusz Wandal. [7]
2. Żyjący w XVI w. tłumacz Nowego Testamentu na język dolnołużycki (1548 r.), Mikołaj Jakubica (dlnłuż. Mikławš Jakubica) nazywany był jako ,,Vandalicus interpres” (niem. Der Wendische Übersetzer; pol. Wendyjski / Wandalski tłumacz). [8]
3. Jednym z najstarszych zabytków języka dolnołużyckiego jest pochodzący z 1610 r. podręcznik pt. „Enchiridion Vandalicum” autorstwa Andreasa Tharaeusa. [9]
4. Stanisław Staszic opisując swą podróż po Górnych Łużycach w 1804 roku, na przemian pisze o „osadach Wandalów, języku wendyjskim”, potem znów o Budziszynie (niem. Bautzen, górnołuż. Budyšin) wywodzącym się od, jak to określił: ,,Wendów czy Wandalów”. [10]
Adrian Leszczyński
aleszczynski@interia.pl
Wzajemna asymilacja Germanów i Słowian
Kategoria: Słowiańskie starożytności
Tematy/tagi: Europa dawna • Słowianie
Wstęp
Zagadnienie asymilacji ludności jest tak szerokie, że można by napisać na ten temat co najmniej kilka opasłych książek. W niniejszym tekście skupię się jednak na jednym aspekcie tego zagadnienia. Przedstawię w wielkim skrócie, zredukowanym w swej treści do niezbędnego wręcz minimum dwa przykłady asymilacji ludności. Będzie to porównanie rzeczywiście dokonanej asymilacji Słowian przez Niemców (od X, a nawet od VIII w. do XX w.) z teoretyczną asymilacją Germanów i innych ludów przez Słowian dokonaną w VI-VIII w. w Europie.
Zgodnie z dominującą obecnie w nauce allochtonistyczną teorią pochodzenia Słowian, nasi przodkowie mieli przybyć do Europy Środkowej, w tym i na ziemie polskie, w VI w. n.e. Mieli zająć niemal puste terytoria, które wcześniej opuściły ludy germańskie. Jakaś, nie wiadomo jak wielka, grupa germańskich autochtonów miała jednak pozostać nad Wisłą i Odrą i w dość szybkim czasie wtopić się w napływający żywioł słowiański, który w ciągu dwóch wieków miał zeslawizować obszar niemal połowy Europy: Bałkany, Ukrainę, część europejskiej Rosji, a także Europę Środkową od Bugu aż po Men, Łabę, a nawet Bawarię, Dolną Saksonię i południowy Holsztyn. Według koncepcji allochtonistów odbyło się to w ciągu stu lub co najwyżej dwustu lat. W każdym razie wedle tej koncepcji ziemie polskie, czeskie, słowackie i wschodnio-niemieckie już w VIII w. miały być całkowicie zeslawizowane. Asymilacji miał dokonać lud przybyszów, który rzekomo stał na niższym poziomie cywilizacyjno-społecznym od autochtonów.
W związku z tą teorią zasadne było postawienie następujących pytań: Czy taki proces był możliwy? Jakie czynniki powodują asymilację? Co determinuje przyspieszenie procesów asymilacyjnych? Czy w dziejach świata miano do czynienia z podobnym procesem na taką skalę i w takim czasie?
Kolebka i ekspansja Słowian
Współcześnie dominujący pogląd związany z pochodzeniem Słowian zakłada, iż Słowianie pojawili się nagle na kartach historii w vi w. Według tego poglądu, czy raczej zbioru różniących się w szczegółach poglądów, Słowianie pochodzić musieli z terenu dorzecza środkowego Dniepru, Prypeci oraz Desny. Tam miała znajdować się kolebka tego ludu. Nieżyjący już profesor Kazimierz Godłowski uważał, że możliwe jest wywodzenie słowiańskich kultur najwcześniejszego średniowiecza (prasko-korczackiej, pieńkowskiej i kołoczyńskiej) ze środowiska kultury kijowskiej, rozwijającej się w okresie wpływów rzymskich na obszarze środkowego i górnego dorzecza Dniepru. [1] Kultura ta miała istnieć do V w., a więc do rzekomej słowiańskiej ekspansji ze swej kolebki. Obszar kolebki to ok. 150 km2. Inni naukowcy uważają, że obszar kolebki Słowian w początkowym momencie ich ekspansji to ok. 250 km2. Z tego obszaru wedle tych koncepcji miał ruszyć nikomu wcześniej nieznany lud i w krótkim czasie miał podbić, zdobyć i niemal w całości zeslawizować obszar co najmniej dziesięciokrotnie większy. Ten czas, w jakim miało się to wszystko dokonać to ok. 100 – 200, góra 300 lat. Zwolennicy tej tezy twierdzą ponadto, że lud który tego dokonał nie posiadał ani zorganizowanego państwa, ani administracji terenowej, ani nowoczesnej jak na ówczesne czasy kultury materialnej, ani nawet dobrze wyszkolonego wojska. Koncepcje te zmusiły mnie do analizy innych przykładów asymilacji w dziejach świata. Zadałem sobie pytanie: czy podobny proces miał miejsce w innym zakątku świata? Przy okazji zanalizowałem inne przykłady asymilacji ludności, czego niestety nie opiszę w niniejszym artykule z racji jego ograniczonej objętości.
W kontekście tej niebywałej asymilacji jakiej mieli dokonać Słowianie we wczesnym średniowieczu szczególną uwagę zwraca proces odwrotny – asymilacja Słowian, jakiej mieli dokonać Niemcy od czasów podbojów ziem słowiańskich w X w., a biorąc pod uwagę państwo Franków (bezpośredniego poprzednika Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego) od wieku VIII.
Kilka słów o procesie asymilacji
Poniżej w bardzo skróconej wersji porównuję asymilację, jakiej mieli dokonać Słowianie na Germanach i innych ludach według koncepcji Kazimierza Godłowskiego i jego zwolenników z asymilacją dokonaną przez Niemców względem Słowian. Zanim to zrobię pragnę napisać kilka ogólnych słów na temat samej asymilacji ludności. Analiza jej przykładów pozwoliła mi bowiem na wyciągnięcie kilku wniosków.
Najpierw jednak, zasadne wydaje się podanie charakterystycznych rodzajów asymilacji:
1. Proces, gdy najeźdźcy lub imigranci (przybysze) asymilują się ze społecznością autochtonów przyjmując wzorce kulturowe i język autochtonów.
2. Proces odwrotny do poprzedniego, gdy autochtoni asymilują się ze społecznością najeźdźców / przybyszów przyjmując wzorce kulturowe i język najeźdźców / przybyszów.
Dzieje świata pokazują, że w przypadku pierwszym asymilacja często postępuje błyskawicznie – w przypadku imigrantów proces ten może trwać zaledwie jedno pokolenie, a nawet tylko kilka lat. W przypadku najeźdźców ten proces trwa dłużej, lecz jest on także dość szybki. Natomiast jak pokazują dzieje świata, proces z punktu 2. jest bardzo trudny, żmudny, jego postęp wymaga odpowiednich czynników, a przede wszystkim długiego okresu czasu. W przypadku procesu z punktu 2. według teorii allochtonistycznej, której głównym mentorem był w Polsce wspomniany prof. Godłowski, mieli mieć do czynienia Germanowie pozostali na ziemiach Środkowej Europy i inne ludy, które szybko miały ulec asymilacji wtapiając się w język i kulturę przybyszów, czyli Słowian. Niektórzy naukowcy, jak np. prof. Magdalena Mączyńska, uważają, że na podstawie badań archeologicznych można stwierdzić, iż w niektórych osadach proces slawizacji Germanów trwał tylko dwa pokolenia, a więc ok. 40-50 lat. [2]
„Narzędzia” asymilacyjne i charakterystyczne cechy asymilacji
Na podstawie zanalizowanych przykładów nasuwają się pewne istotne wnioski odnośnie procesu asymilacji:
a) Asymilacja imigrantów (przybyszów) do języka autochtonów jest procesem stosunkowo łatwym, a na pewno szybszym i łatwiejszym niż asymilacja autochtonów do języka przybyszów.
b) Asymilacja autochtonów przez przybyszów wymaga przewagi demograficznej, ekonomicznej, kulturowej i militarnej tych drugich.
c) Całkowita asymilacja autochtonów przez przybyszów to proces czasowo bardzo długi.
d) Czynnik podstawowy powodujący asymilację autochtonów to istnienie państwa przybyszów / sąsiadów, którzy poddają asymilacji autochtonów zamieszkujących ich państwo poprzez silną administrację, kwitnącą kulturę, sprawną gospodarkę, a w obecnych czasach także poprzez szkolnictwo. Są to główne czynniki wpływające na asymilację.
e) Najszybciej asymilacji ulega warstwa wyższa (arystokracja), która poprzez chęć uczestniczenia w życiu politycznym i kulturowym kraju zmuszona jest poddać się temu procesowi i zazwyczaj mu się poddaje.
f) Warstwy niższe, zwłaszcza chłopstwo, ulegają asymilacji wolno, a czasem bardzo wolno.
d) Asymilacja autochtonów przez przybyszów jest procesem rzadko spotykanym, lecz możliwym. Dojść do niej może tylko wtedy, gdy przybysze najpierw zdobędą władztwo nad autochtonami, a następnie metodami administracyjnymi, kulturowymi i ekonomicznymi poddadzą autochtonów asymilacji od wewnątrz. Proces ten jest także długotrwały.
g) W przypadku względnej równości demograficznej i kulturowej autochtonów i przybyszów możliwa jest nie asymilacja, lecz mieszanie się kultur i języków. Mamy wówczas do czynienia z kreolizacją języka i kultury, a tym samym z procesem powstania nowej kultury i nowego języka.
h) Czynnikiem silnie determinującym asymilację jest państwo, które prowadzi politykę asymilacyjną wykorzystując do tego różne, wyżej wymienione metody.
i) W okresie większego nacisku asymilacyjnego i terroru procesy asymilacji ulegają przyśpieszeniu. Tym samym: terror i autorytaryzm sprzyjają asymilacji; wolność i tolerancja jej nie sprzyjają.
Opis wzajemnych asymilacji
Tak jak już wspomniałem, w niniejszym tekście porównam tylko dwa przykłady asymilacji. Chodzi o proces rzekomej slawizacji Germanów i innych ludów w Europie z procesem germanizacji Słowian postępującym od VIII – XX w.
Najpierw, bo w wiekach V – VII słabo rozwinięci cywilizacyjnie Słowianie mieli zeslawizować Germanów i inne ludy Europy Środkowej w ciągu stu, dwustu lub co najwyżej trzystu lat (różni historycy podają różne okresy czasu) nie pozostawiając ani w Niemczech Wschodnich, ani w Czechach czy Polsce żadnych enklaw.
Z drugiej strony, nieco później, bo wojujący ze Słowianami na przełomie VIII i IX w. germańscy Frankowie mieli mieć do czynienia z wrogiem, który był ludem jednolitym. Zatem proces slawizacji „resztek” Germanów był w tym czasie już dokonany. W 843 r. na mocy Traktatu w Verdun władca Franków, Karol Wielki podzielił swoje państwo między trzech synów, dając początek powstaniu organizmów państwowych Francji i Niemiec. Od tego czasu ziemie Słowian zaczynają być nękane przez Niemców, którzy systematycznie prą na wschód podbijając Słowian, ich tereny kolonizując osadnikami z Zachodniej Europy – głównie niemieckimi, a miejscowych Słowian germanizując różnymi sposobami. Po podziale państwa Franków ekspansję na wschód kontynuuje zatem Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, a także niemieccy możnowładcy tworząc przygraniczne marchie. Państwo niemieckie prowadzi liczne wojny ze Słowianami. Co bardzo istotne – dysponuje ono bardzo liczną ludnością, która zdobyte tereny kolonizuje i zasiedla. Dysponuje ono także dość nowoczesną, jak na ówczesne czasy administracją, która ułatwia zarządzanie podbitymi terytoriami. Państwo te dysponuje rozwiniętą gospodarką, którą energicznie rozwija się na podbitych ziemiach. Mimo to ludność słowiańska (w tym rzekoma zeslawizowana w ciągu „dwustu” lat ludność germańska) przez całe stulecia zachowuje swą słowiańską tożsamość i co istotne – język. Procesy asymilacyjne nasilają się wraz z rozwojem szkolnictwa, a następnie wraz z twardą polityką kanclerza Otto von Bismarcka w XIX w., zwłaszcza po zjednoczeniu Niemiec w 1871 r. [3] Wówczas to, dochodzi do przyśpieszenia procesów asymilacyjnych na terenach słowiańskich, w tym i na ziemiach polskich utraconych na skutek zaborów. Pomijając całą obszerną historię niemieckiego „Drang nach Osten” po ponad tysiącu lat silnego naporu niemieckiego w Europie Środkowej, Niemcom nie udało się zgermanizować w całości nawet terenów do Odry. Serbołużyczanie przetrwali ponad tysiąc lat niemieckiego naporu, niemieckiej do perfekcji rozwiniętej administracji, niemieckiego szkolnictwa, niemieckiej bogatej, kuszącej asymilacją gospodarki. Przetrwali oni rządy cesarstwa, książąt, królów, kanclerza Bismarcka, a nawet terror szowinistycznego nazizmu.
Wcześniej, bo do XVIII w. Słowianie przetrwali nawet za Łabą. Sąsiedztwo wielkiego i prężnego Hamburga nie było w stanie przez 700-900 lat wyplenić słowiańskości z ludności zamieszkującej tzw. Wendland. [4] Niewielki obszar na lewym brzegu Łaby opierał się silnemu, zorganizowanemu żywiołowi niemieckiemu przez tak długi okres czasu. Dopiero w XVIII w. ten napór osiągnął cel powodując zanik słowiańskości na tym terenie. Warto jednak wspomnieć, że do dziś zachował się słowiański układ rozplanowania niektórych wiosek (tzw. okolnice) oraz kilka słów miejscowej gwary o niewątpliwie słowiańskim rodowodzie. [5]
Również polscy Ślązacy przez 700 lat pozostawania poza państwem polskim, mimo licznej niemieckiej kolonizacji, mimo germanizacji piastowskich władców księstw śląskich, skutecznie opierali się zniemczeniu. Warto też wspomnieć, że polski język przetrwał w okolicach Krosna Odrzańskiego i Zielonej Góry do XVII/XVIII w., w okolicach Strzelec Krajeńskich i Gorzowa Wielkopolskiego do ok. XVIII w., a w okolicach Wrocławia do drugiej połowy XIX w. [6]
Zatem jak się ma tysiącletni niemiecki, zorganizowany, „Drang nach Osten” i przetrwanie przez ten czas ludności słowiańskiej do rzekomej ekspresowej asymilacji autochtonicznych wysoko rozwiniętych Germanów przez „prymitywnych, niezorganizowanych państwowo” Słowian? Już te pytanie i wniosek płynący z odpowiedzi pokazują, że asymilacja Germanów i innych ludów między Łabą, a Bugiem przez Słowian i dodatkowo Bałkanów we wczesnym średniowieczu nie była możliwa i nie mogła mieć miejsca. Powyższe porównanie ukazuje niemożliwość takiego procesu w tak szybkim czasie i na tak znacznym obszarze. Zwłaszcza przez lud pozbawiony „narzędzi” asymilacyjnych i wywodzący się z tak małej kolebki.
Mapy porównawcze
Na poparcie moich wniosków przedstawiam poniżej trzy mapy. Również porównanie suchych liczb jeszcze bardziej uzmysławiają te zagadnienia, o czym piszę niżej.
Poniższa mapa (Mapa 1.) przedstawia obszar zasiedlony przez Słowian w wczesnym średniowieczu (kolor zielony) według allochtonistycznej koncepcji. Co istotne – większa część obecnej Ukrainy nie jest zaznaczona tymże kolorem. Czerwony okrąg określa obszar rzekomej kolebki Słowian, z której mieli oni wyjść w momencie ekspansji.
Mapę tę warto porównać z mapą pokazującą zasięg j. niemieckiego w 1910 r. (Mapa 2.). Należy jednak mieć na względzie fakt, iż mapa ta została sporządzona na podstawie narodowego (niemieckiego) spisu ludności. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo jej zakłamania na rzecz j. niemieckiego. Niemniej jednak obie mapy obrazowo ukazują różnicę między ogromnym obszarem o powierzchni ok. 2,5 miliona km2, jaki mieli zasymilować Słowianie w ciągu 200-300 lat, a obszarem rzeczywiście zasymilowanym przez Niemców w ciągu 1000 lat (Mapa 2.: na wschód od brązowej linii na mapie). Dla osób mało zorientowanych w geografii porównanie utrudnia nieco różna skala map, ale można to porównać z mapą Europy i przekonać się o rażącej dysproporcji między rzekomym obszarem zasymilowanym przez Słowian, a obszarem zgermanizowanym przez Niemców w czasie ponad trzy- lub pięciokrotnie dłuższym.
Mapa 1.: Słowiańszczyzna we wczesnym średniowieczu
i jej rzekoma kolebka.
Mapa 2.: Zasięg języka niemieckiego w 1910 r.
Obszar na wschód od brązowej linii ukazuje słowiańskie terytoria
objęte germanizacją od VIII – XX w.
Mapa 3.: Zasięg dialektu śląskiego języka polskiego w XVII – XX w.
Mapa 3. ukazuje natomiast jakie niewielkie obszary Śląska udało się zniemczyć w II połowie XVII w. oraz na przełomie XVIII i XIX w. Porównanie tej mapy z mapą slawizacji Europy na przestrzeni 100 – 300 lat ukazuje rażącą dysproporcję obu procesów. Ponieważ asymilacja Słowian przez Niemców jest faktem dość mocno potwierdzonym historycznie w przeciwieństwie do rzekomej slawizacji Europy Środkowej we wczesnym średniowieczu, wniosek jaki się wyłania jest jasny: ekspresowa asymilacja Europy przez Słowian nie mogła mieć wówczas miejsca. Słowianie zasymilowali jedynie sporą część Bałkanów, co jest udokumentowane historycznymi źródłami i obecnym obszarem państw słowiańskich na Bałkanach. Aby zasymilować obszar ponad 2 mln km2 w tak szybkim czasie, Słowianie nie posiadali ani „narzędzi” do tego procesu, a sam proces nie mógł trwać tak skrajnie krótko na tak wielkim obszarze. Również wielkość rzekomej kolebki Słowian to obszar zbyt mały, aby taka „ekspresowa” slawizacja mogła się obronić.
Liczby
Jeszcze lepiej do wyobraźni przemawiają liczby:
Kolebka Słowian to obszar o powierzchni maksymalnie 250 tysięcy km2. Postępując z tego obszaru Słowianie w ciągu maksymalnie 300 lat mieli zeslawizować obszar niemal dziesięciokrotnie większy, bo ok. 2,25 mln km2, co łącznie z kolebką daje terytorium o pow. 2,5 mln km2.
Kolebka Niemców to obszar ok. 350-450 tysięcy km2. Obejmuje on mniej więcej terytorium państwa Ludwika Niemieckiego, powstałego po Traktacie w Verdun (843 r.). Postępując z tego obszaru Niemcy w ciągu ponad tysiąca lat (do 1910 r. – patrz Mapa 2.) zgermanizowali obszar o powierzchni 300-350 tysięcy km2, co wraz z kolebką daje obszar 650-800 tysięcy km2. Jest to obszar nawet nie dwukrotnie większy od kolebki.
Zatem Słowianie w ciągu roku slawizowali średnio obszar o pow. 7.500 km2, zaś Niemcy rocznie germanizowali obszar o powierzchni maksymalnie 350 km2. Różnica w prędkości asymilacji jest więc ogromna – ponad 20-krotnie większa na korzyść Słowian. Poddaje to w wątpliwość rzekomą wielkość kolebki Słowian według teorii allochtonistów oraz sam rzekomy proces gwałtownej ich ekspansji we wczesnym średniowieczu we wszystkich kierunkach jednocześnie. Tym bardziej, że Niemcy posiadali „narzędzia” asymilacyjne, a Słowianie mieli być ich pozbawieni ze względu na swój „prymitywizm” (wedle słów allochtonistów). [7]
Konkluzja
W konkluzji stwierdzić należy, że kolebka Słowian musiała być znacznie większa niż dorzecze środkowego Dniepru, Prypeci i Desny. Jest faktem bezsprzecznym, iż Słowianie zasymilowali od wczesnego średniowieczu do dziś dość dużą część Bałkanów. Mimo to, pozostały tam liczne enklawy i trwają tam do czasów współczesnych. Asymilacja postępowała głównie poprzez fizyczny napływ Słowian na ten teren, a następnie poprzez państwa słowiańskie, jakie powstały na Bałkanach. Zatem liczne hordy Słowian musiały pochodzić z dość znacznego obszaru, by móc swą liczną falą zalać niemal całe Bałkany. Osobiście uważam, że był to obszar całej Europy Środkowo-Wschodniej – od Łaby po górny Dniepr.
Proces slawizacji Europy przedstawiony przez allochtonistów jest błędny i nie mógł mieć miejsca. Poza przykładami przedstawionymi w niniejszym artykule można by podać wiele innych przykładów z innych części świata dowodzących, że asymilacja autochtonów przez przybyszów nie jest procesem ani łatwym ani szybkim. I ma ona miejsce w określonych okolicznościach oraz pod warunkiem użycia wspomnianych w artykule „narzędzi”.
Adrian Leszczyński
aleszczynski@interia.pl
Słowianie na ziemiach polskich w świetle badań genetycznych
Spór autochtonistów z allochtonistami w kwestii pochodzenia Słowian i ich obecności na ziemiach polskich wciąż wzbudza emocje. Spór ten wydaje się nadal nierozstrzygnięty. W ostatnich latach pojawiła się jednak możliwość wyjaśnienia tej niejednoznacznej kwestii. Badania genetyczne, bo o nich mowa, mogą sporo wnieść w kwestii wyjaśnienia etnogenezy Słowian, Polaków oraz obecności ludów słowiańskich na ziemiach polskich. W Polsce niestety badania te wciąż są na niedostatecznym poziomie. Brakuje zwłaszcza badań kopalnego DNA, czyli badań genetycznych zachowanych w ziemi szkieletów dawnych mieszkańców współczesnej Polski. W jednym ze swoich poprzednich artykułów [1] wspomniałem, że w obecnym 2014 roku rusza w naszym kraju wielki projekt badawczy mający na celu określenie DNA kopalnych szkieletów z czasów starożytnych i średniowiecznych. [2] Badania te mają dać odpowiedź, czy na ziemiach polskich istniała i nadal istnieje ciągłość osadnicza od czasów starożytności i czy współcześni Polacy są w linii prostej potomkami starożytnych plemion zamieszkujących nasze ziemie. W niniejszym artykule pragnę pokrótce nakreślić, co może wyniknąć z tych badań i w jaki sposób wpłyną one na spór prowadzony przez auto- i allochtonistów. Przedstawię również kilka wniosków, które już dziś możemy wysnuć na podstawie dotychczas przeprowadzonych badań genetycznych i innych. Skupię się tu na badaniach związanych z chromosomem Y przekazywanym w męskiej linii (tzw. Y-DNA). [3]
Na podstawie dotychczasowych badań wynika, że podział współczesnych Polaków pod względem genetycznym na poszczególne tzw. haplogrupy, przedstawia się następująco: [4]
57,5% – R1a
12,5% – R1b
8,5% – I1
7,5% – I2
4% – N
3,5% – E1b
2,5% – J2
1,5% – G
0,5% – Q
0,5% – T
Z powyższego zestawienia wynika, że dominującą haplogrupą wśród Polaków jest R1a. [5] Dominuje ona również u innych narodów słowiańskich. W państwach azjatyckich łączy się ją z ludami, które mówią językami z grupy satem [6], a więc językami, które wykazują dość wyraźne podobieństwo do języków słowiańskich. Na tej podstawie można łączyć haplogrupę R1a z językami słowiańskimi w Europie. Oczywiste jest, że dziś nie każdy nosiciel tej haplogrupy mówi językiem słowiańskim, są od tej zasady wyjątki. Podobnie rzecz się ma z innymi haplogrupami, jednak historycznie haplogrupa R1a związana jest właśnie z tą grupą językową. Również współcześnie dominacja R1a wśród większości narodów słowiańskich nie budzi wątpliwości. Zwłaszcza wśród tych narodów, które według autochtonistów zamieszkują odwiecznie etniczne słowiańskie ziemie. Podobne tezy wynikają z badań genetycznych dra Krzysztofa Rębały, które w swym artykule pt. Genetyczna granica Słowian i Germanów przedstawił Wojciech Jóźwiak. Na tej podstawie wysnuć można wniosek, że jeśli w VI w., jak twierdzą allochtoniści, doszło do ekspansji Słowian na ziemie polskie, to migrowali głównie ludzie przynoszący tu swój język. Migracja języka, czyli przyjmowanie języka przez miejscowych autochtonów (germańskich, italskich czy celtyckich) miałaby dużo mniejsze znaczenie.
Druga w kolejności to haplogrupa R1b. Dominuje ona właśnie wśród ludów germańskich, celtyckich i romańskich. W Polsce jest dość liczna, choć ginie w dominacji „słowiańskiej” R1a. Osobiście uważam, że R1b na ziemiach polskich pojawiła się w większej ilości dopiero od czasów średniowiecza. Przybyła tu wraz z licznymi osadnikami niemieckimi, a w mniejszej liczbie z osadnikami niderlandzkimi, francuskimi czy włoskimi. To samo tyczy się haplogrupy I1 związanej z ludnością germańską, przede wszystkim z północnoniemiecką i skandynawską. Jeśli przed szóstym wiekiem ziemie polskie zamieszkiwały ludy germańskie, celtyckie lub italskie, to haplogrupy R1b oraz I1 musiały być tu bardziej liczne niż dziś. Tym samym haplogrupa R1a musiałaby być nieobecna lub przynajmniej dużo rzadsza od tych pierwszych.
Jeśli jednak badania wykażą, że większość stanowić będą szkielety o haplogrupie R1a, wówczas rację przyznać trzeba będzie autochtonistom, którzy twierdzą, że Słowianie, a wcześniej ich bezpośredni biologiczni i językowi przodkowie są obecni w Europie Środkowej co najmniej od kilku tysięcy lat.
Pozostałych haplogrup nie omawiam, gdyż nie mają one zasadniczego znaczenia w kwestii pochodzenia Słowian na ziemiach polskich.
Skuteczność badań genetycznych będzie miała miejsce nawet wtedy, gdyby nie łączyć haplogrup z językami. Wówczas to badania genetyczne dadzą odpowiedź na pytanie, czy na ziemiach polskich istnieje ciągłość osadnicza od czasów starożytnych po dzień obecny. Można to ustalić na podstawie porównania DNA dawnych mieszkańców z DNA współczesnych Polaków. Jeśli DNA będzie takie same w przeważającym odsetku, wówczas między bajki będzie można włożyć koncepcje o masowym napływie Słowian lub jakiegokolwiek innego, nowego ludu na ziemie polskie w VI w. Bezpodstawne będą wtedy tezy allochtonistów o wymianie etnicznej. Interpretacje niektórych archeologów o zmianie etnicznej na podstawie stwierdzonej pauperyzacji kultur materialnych będą bez pokrycia. Zubożenie kultur materialnych będzie trzeba tłumaczyć innymi czynnikami, a nie wymianą ludności. To samo tyczy się nieustannych sporów językoznawców na temat pochodzenia nazw geograficznych, głównie rzek.
Powyższe wnioski wysnuć będzie można dopiero po gruntownym przebadaniu możliwie licznego, kopalnego DNA z czasów sprzed owego słynnego szóstego wieku. Jednak już dziś są pewne dowody świadczące o tym, że ludność słowiańska żyje na ziemiach polskich, a także na ziemiach wschodnich Niemiec dłużej niż od VI wieku. Na przykład niemieccy naukowcy odkryli w 2005 r. w okolicach miejscowości Eulau nad Soławą (niem. Eulau an der Saale) w Saksonii-Anhalt szkielety kilku osób, które zawierały haplogrupę R1a. [8] Osoby te łączy się z tzw. kulturą ceramiki sznurowej, a okres ich życia datuje się na około 2600 r. p.n.e. Saksonia-Anhalt to teren zamieszkały w średniowieczu przez Słowian. Również w jaskini Lichtenstein (niem. Lichtensteinhöhle) w górach Harzu w Dolnej Saksonii, na pograniczu terenów zamieszkiwanych dawniej przez Słowian znaleziono dwa męskie szkielety o haplogrupie R1a wśród zbadanych piętnastu innych. Co ciekawe: 12 z nich zawierało haplogrupę I2b2, a tylko jeden R1b. [9] Szkielety datuje się na około 1000 r. p.n.e.
Innym dowodem przemawiającym za tym, że ludność o haplogrupie R1a nie przybyła do Europy Centralnej w VI w., a żyła tu wcześniej, jest istnienie podgrup R1a, czyli tzw. subkladów. Na przykład subklad R1a-L260 występuje w zasadzie tylko w Polsce, Czechach i na Słowacji. Świadczy to o długotrwałej stabilności zamieszkania na danym terenie przez tę samą genetyczną populację ludzką. Gdyby było inaczej, to subklad ten występowałby również w Europie Wschodniej, a więc tam, skąd według allochtonistów mieli przybyć Słowianie. Chyba, że przed migracją w VI w. Słowianie zbadali swoje DNA i postanowili, że na zachód wyemigrują wszyscy ci, którzy posiadają R1a-L260. Absurdalność tego stwierdzania daje podstawy do przyznania racji autochtonistom. To samo dotyczy również subkladu R1a-L664 występującego w zasadzie tylko na terenie Niemiec wschodnich (głównie Meklemburgia-Pomorze Przednie), a więc na terenach gdzie ludność połabska dość długo zachowała swoją słowiańską tożsamość. Wyodrębnienie się wspomnianych subkladów miało miejsce na długo przed rzekomą szósto-wieczną migracją Słowian ze wschodu. Również najbardziej popularny wśród Polaków subklad R1a-M458 daje podstawy do stwierdzenia autochtonizmu Słowian na ziemiach polskich. Co prawda występuje on również na terenie środkowej Ukrainy, jednak dominacja jego w Polsce i stosunkowo niewielka jego ilość na Ukrainie, daje podstawy do stwierdzenia, iż niemożliwe było, aby akurat znaczna większość ludności R1a-M458 migrowała z dorzecza Dniepru na zachód. Zresztą szczegółowe badania pozwolą wyjaśnić, czy migracja miała miejsce ze wschodu na zachód (hipotetyczna migracja Słowian), z zachodu na wschód (kolonizacja Ukrainy przez Polaków), czy miała miejsce na długo przed VI wiekiem.
Również inne badania potwierdzają autochtonizm Polaków w ich obecnej ojczyźnie. Mam tu na myśli m.in. badania antropologiczne przeprowadzone przez prof. Janusza Piontka, które potwierdzają ciągłość zaludnienia na ziemiach polskich przed i po szóstym wieku n.e. [10] Profesor Piontek wykazał podobieństwo w budowie antropologicznej ludności kultury wielbarskiej, przeworskiej i czerniachowskiej do średniowiecznych oraz współczesnych Słowian. Badania profesora potwierdza dr Robert Dąbrowski. [11] W kwestii badań pochodzenia ludności przyznać należy pierwszeństwo naukowcom badającym ludzi, a nie naukowcom badającym materialne wytwory rąk ludzkich. Dlatego uważam za nadużycie, dokonywanie przez archeologów interpretacji w kwestii pochodzenia Słowian. Archeolodzy mają prawo, mogą i powinni wnieść swój wkład w kwestii badania etnogenezy Słowian, jednak ich głos nie może być dominujący.
Resztę w kwestii auto- lub allochtonizmu Słowian na ziemiach polskich wyjaśnią wspomniane na początku badania polskich naukowców. Należy mieć nadzieję, że utną one wreszcie spekulacje i niekończące się spory na ten temat, przyznając ostatecznie rację jednej z koncepcji.
Źródła historyczne podają, że na terenie współczesnej Polski mieszkały w starożytności liczne plemiona. Jednymi z najsłynniejszych i najbardziej tajemniczych byli Wenedowie i Wandalowie. W nauce od kilkudziesięciu lat trwają spory, kim były te ludy. Jedni uważają Wenedów za ludność italską, inni za iliryjską, jeszcze inni za dacką, celtycką lub inną. Wandalów zaś, powszechnie uważa się za Germanów. Są jednak głosy, obecnie słabo słyszalne, mówiące o słowiańskim rodowodzie zarówno jednych, jak i drugich.
W niniejszym artykule podejmę próbę naświetlenia przesłanek, które wskazują na ich słowiańską tożsamość. Przedstawię również argumenty wskazujące, że zarówno Wenedowie, jak i Wandalowie to w istocie dwie nazwy tego samego ludu. Opierać się będę na analizie dostępnych źródeł historycznych. Ich interpretacja jest przedmiotem nieustannych sporów. Przy tej okazji pragnę wspomnieć, iż w obecnym roku 2014 rusza w Polsce wielki projekt badawczy, mający na celu określenie DNA kopalnych szkieletów z czasów starożytnych i średniowiecznych. [1] Badania te mają dać odpowiedź, czy na ziemiach polskich istnieje ciągłość osadnicza od czasów starożytności i czy współcześni Polacy są w linii prostej potomkami starożytnych plemion zamieszkujących polskie ziemie. Inicjatorem badań jest prof. Marek Figlerowicz z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu. Biorą w nich udział również dwaj inni, wielcy polscy naukowcy: archeolog z UAM, prof. Hanna Kóčka-Krenz [2] oraz antropolog, również z UAM, prof. Janusz Piontek. Nie czekając na wyniki tych badań, postaram się przedstawić poniżej inne przesłanki mające dać odpowiedź na powyższe pytania. Skupię się tu na wspomnianych plemionach Wenedów i Wandalów.
Wenedowie
Nazwa tego ludu, jak i sam lud, wzbudzają dziś największe kontrowersje. Uważa się go za plemię italskie, iliryjskie, celtyckie, dackie lub bałtyjskie. Niektórzy łączą go jednak ze Słowianami. W źródłach starożytnych występuje on pod nazwami: Wenedowie, Wendowie, Wenetowie, Wenedzi, Windowie.
Jest sprawą bezsporną, że nazwy „Wenedowie” (niem. Wenden) używali i nadal używają Niemcy na określenie Słowian, a ściślej Słowian zachodnich – swoich bezpośrednich sąsiadów. Na terenie obecnych Niemiec, na lewym brzegu Łaby, w okolicach miasta Lüneburg, jest obszar zwany po niemiecku Wendland. Nazwa ta jest pozostałością po słowiańskim plemieniu Drzewian, które żyło na tamtej ziemi. Plemię to najdłużej zachowało swoją słowiańską tożsamość na terenie współczesnych zachodnich landów niemieckich, ulegając całkowitej germanizacji dopiero w XVIII w. Podobno do dziś używane są w miejscowej gwarze niektóre słowa mające słowiańską etymologię. Na terenie Wendlandu istnieje obecnie park krajobrazowy o nazwie Naturpark Elbufer Drawehn. Ostatni człon jego nazwy związany jest właśnie z nazwą plemienną Drzewian. Również wiele nazw miejscowych wiosek posiada słowiańską genezę. Nikt nie ma wątpliwości, że na tamtej ziemi mieszkali Słowianie. Nikt też nie ma wątpliwości, że nazywano ich mianem „Wenden” i że współczesna nazwa tej krainy wzięła swą nazwę właśnie od nich.
Również dzisiaj nazwę „Wenden” Niemcy stosują na określenie Słowian, głównie zachodnich. Nazywają tak m.in. Serbów łużyckich, jedyną zachowaną słowiańską ludność i do dziś żyjącą na terytorium współczesnych Niemiec. Najstarszy zabytek piśmiennictwa serbołużyckiego to „Przysięga mieszczan budziszyńskich” z 1530 r., zwana po niemiecku „Burger Eydt Wendisch”. Pierwszą wydrukowaną książką w języku serbołużyckim był „Śpiewnik” Albina Mollera z 1574 r., zwany po niemiecku „Wendisches Gesangbuch”, a w latach 1841 – 1843 Jan Arnošt Smoler i Leopold Haupt opublikowali dwutomowy zbiór „Pieśni ludowe Wendów w Górnych i Dolnych Łużycach”. [3] Nie ulega zatem wątpliwości, że dla Niemców nazwa „Wenedowie” tożsama jest z bardziej współczesną nazwą „Słowianie”.
Zamienność nazw
Stare skandynawskie sagi także wspominają Słowian pod pojęciem Wenedów lub Windów. Termin ten, w ograniczonym stopniu, funkcjonuje zresztą do dziś. Na przykład w języku szwedzkim Słowian nazywano mianem Vender lub Baltiska Veneter (pol. Wenetowie bałtyccy). Kraj, który zamieszkiwali Słowianie zachodni nazywany był w skandynawskich sagach mianem „Vindland”. Ciekawostką jest fakt, iż królowie szwedzcy nosili od roku 1540 aż do 1973 r. tytuł „króla Szwedów, Gotów i Wenedów”, który brzmiał po szwedzku – „Sveriges, Götes och Vendes konung”. Ten sam tytuł po łacinie brzmiał: „Sueorum, Gothorum et Vandalorum Rex”. Co ciekawe, w tytule szwedzkim słowo „Wenedowie” (Vendes) jest zamienne ze słowem łacińskim „Wandalowie” (Vandalorum). I tu mamy pierwszą przesłankę wskazującą na zamienność nazw obu, rzekomo odrębnych starożytnych plemion.
Także monarchowie duńscy do roku 1972, oprócz tytułu króla Duńczyków, nosili tytuł „króla Wenedów” („de Venders konge”) na określenie Słowian zamieszkujących Rugię, Pomorze i Meklemburgię. Ziemie te były bowiem przez jakiś czas we władaniu Danii – stąd wziął się ten tytuł. Początkowo brzmiał on po łacinie „Rex Sclavorum” (pol. król Słowian), lecz w XVI w. został zmieniony na tytuł króla Wandalów – „Rex Vandalorum”. Oba znaczenia dotyczyły Słowian zamieszkujących wspomniane ziemie. Tutaj także zastanawia zamienność nazw „Wenedów” (Venders) i „Wandalów” oraz utożsamianie ich obu ze Słowianami.
Przykładów zamienności obu nazw plemiennych i identyfikowania ich ze Słowianami, było więcej w historii. Oto kilka przykładów:
1. Tytułu króla Wandalów używali także polscy władcy. Mieszko I nazywany był przez Gerharda z Augsburga w spisanej w latach 983 – 993 „Hagiografii świętego Ulryka” [4] „księciem Wandalów”: „dux Vandalorum, Misico nomine” (pol. „książę Wandalów o imieniu Mieszko”).
2. W kronice „Annales Alamannici” (709 – 799) znajduje się takie zdanie: „Pipinus … perrexit in regionem Vandalorum, et ipsi Vandali venerunt obvium ” (pol. „Pepin poszedł do kraju Wandalów i Wandalowie wyszli mu naprzeciw”). W innym miejscu przy opisie wyprawy Karola Wielkiego na Słowian mamy: „perrexit in regionem Vandalorum” (pol. „udał się do kraju Wandalów”). Zatem Słowian określa się tu mianem „Wandalów”.
3. Miasta hanzeatyckie, takie jak: Lubeka, Wismar, Rostock, Gdańsk, Królewiec czy Ryga określane były mianem „miast Wenedów”. Po niemiecku: „wendische Städte”, zaś po łacinie „vandalicae Urbes”. Tu znów mamy zamienność nazw „Wenedów” z „Wandalami”.
Do wymienionych miast mam małą uwagę: Królewiec i Ryga były położone na terytoriach Bałtów, a nie Słowian. Mimo to, oba miasta nazywane były „miastami Wenedów”. Wynika z tego nieśmiały wniosek, którego przesłanek można znaleźć więcej: „Dla Germanów Wenedami byli nie tylko Słowianie, lecz również pokrewni im Bałtowie”. Być może nazwa „Wenedowie” jest tak stara, że sięga czasów wspólnoty bałtosłowiańskiej i zachowała się zarówno na określenie Bałtów, jak i Słowian po ich wzajemnym rozdzieleniu. Teza ta wyjaśniałaby wiele dotychczasowych nieporozumień i sprzeczności.
4. W kronice „Annales Augustani” z XI w. opisana jest klęska Niemców w bitwie ze Słowianami. Autor użył tam następujących słów: „exercitus Saxonum a Wandalis trucidatur” (pol. „armia Sasów została rozbita przez Wandalów”). Tu także Słowian określa się mianem Wandalów.
5. Niemiecki kronikarz i geograf, żyjący i piszący w XI w., Adam z Bremy, tak opisuje kraj Słowian:
„Sclavania igitur, amplissima Germaniae provintia, a Winulis incolitur, qui olim dicti sum Wandali; decies maior esse fertur nostra Saxonia, presertim si Boemiam et eos, qui trans Oddaram sunt, Polanos, quaia nec habitu nec lingua discrepant, in partem adiecreris Sclavaniae”. [5]
Tłumaczenie polskie: „Słowiańszczyzna, największa z krain Germanii, zamieszkana jest przez Winuli, których wcześniej nazywano Wandalami. Podobno jest ona większa niż nasza Saksonia, zwłaszcza jeśli zaliczyć do niej Czechów i Polan po drugiej stronie Odry, którzy nie różnią się ani językiem ani obyczajem”. Jest to dość nietypowy opis – autor uważa Słowiańszczyznę jako część Germanii. Dla współczesnego człowieka rzecz kompletnie niezrozumiała i nielogiczna. Logiczna stać się ona może wówczas, gdy uzmysłowimy sobie, że ówczesne znaczenie „Germanii” mocno różniło się od znaczenia współczesnego. Ta istotna kwestia ma fundamentalne znaczenie dla zrozumienia sensu dawnych opisów tych krain. Ma ona również znaczenie dla zrozumienia, kto żył na ziemiach polskich w czasach starożytnych.
6. Wilhelm z Rubruk, żyjący w XIII w., flamandzki franciszkanin, misjonarz i podróżnik napisał takie oto zdanie: „Język Rusinów, Polaków, Czechów i Sklawonów jest taki sam jak język Wandalów”. [6] Zatem kolejny kronikarz jasno identyfikuje Słowian z Wandalami.
7. W latach 1669-1686 na ziemi słupskiej wydzielono „Okręg Wandalski” wśród poddawanej zniemczeniu lokalnej ludności słowiańskiej, z odprawianymi po polsku nabożeństwami dla ludności określanej po niemiecku jako „Wenden” (łac. Vandali) lub „Cassuben” (pol. Kaszubi). [7]
Słoweńcy – Wenedowie nie mieszkający na ziemi Wenedów
Twierdzenie allochtonistów, jakoby nazwa „Wenedowie” określała w starożytności ludność niesłowiańską – italską, iliryjską czy jakąkolwiek inną i została później przeniesiona na przybyłych w VI wieku Słowian, jest w mojej ocenie niepoprawne. Zwolennicy tej tezy uważają, że Niemcy swoich sąsiadów na wschodzie nazywali zawsze „Wenden”. Kto by to nie był, zawsze byłby określony tą nazwą. Najpierw nazwą tą nazywane były italskie lub iliryjskie plemiona Wenetów, a następnie przeniesiono ją na przybyłych ze wschodu Słowian. Pomijając zagadkę, co stało się z rzekomymi przedsłowiańskimi Wenetami i dlaczego nagle zniknęli, nasuwa się pytanie: czy gdyby na te ziemie przybyli np. Zulusi, również nazwani zostaliby przez Niemców mianem „Wenden”? Odpowiedź na to pytanie może dać nazwa przybyłych ze wchodu, jeszcze przed Słowianami (według allochtonistów), Hunów. Niemcy nie nazwali ich mianem „Wenetów / Wenedów”, lecz inną nazwą, im charakterystyczną. Dopiero później mieli tą nazwą ochrzcić Słowian. Dziwne, że nazwy tej nie przenieśli na plemię przybyłe tuż po „zniknięciu” niesłowiańskich Wenedów, lecz dopiero na później przybyłych Słowian. Dziwne jest też to, że Niemcy nie nazwali tą nazwą innych plemion, np. Awarów lub Pieczyngów, które po Hunach także przybyły ze wschodu. Przypadek? Wątpliwe. Z jakichś powodów tego jednak nie zrobili. Ktoś może powiedzieć, że nazwa ta była „zarezerwowana” dla niemieckich sąsiadów zamieszkałych na terenach północnych – tych na północ od Sudetów, a więc tych, na których w starożytności mieszkali rzekomo nie-słowiańscy Wenedowie. Kłam temu twierdzeniu zadają Słoweńcy – naród Słowian południowych, którzy mimo iż mieszkają z dala od starożytnych północnych pierwotnych ziem wenedzkich w Europie Środkowej, również nazywani byli mianem Wenden lub Winden. W średniowieczu mianem języka windyjskiego (windisch) określano język słoweński. Dialekt tego języka, zwany prekmurskim [8], nazywany jest przez Węgrów mianem „Vend nyelv” (język wendyjski). W dokumentach niemieckich, węgierskich, łacińskich i innych, język Prekmurian (dialekt ówczesnych węgierskich Słoweńców z Prekmurje) jest określany jako „język wandalski” (łac. Lingua Vandalicus lub Lingua Vandalica Slavica; niem. Windische Sprache zamienne z Vandalische Sprache). Wszędzie w tych nazwach mamy do czynienia z zamiennością określeń Wenedowie – Wandalowie – Słowianie. Wynika z tego również fakt, iż Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, kogo mieli za sąsiadów. Jeśli Słowianie zachodni wywędrowali z obszaru dzisiejszej Polski na Bałkany, to ich pierwotna nazwa „Wenedowie” wciąż im towarzyszyła. Dlatego bez względu na to, czy byli to Słowianie mieszkający na północ od Karpat i Sudetów, czy na bałkańskim południu – zawsze określani byli przez Niemców mianem Wenedów / Winidów.
Dlaczego Węgrzy to nie Panończycy?
W nowy lud, Węgrzy, przybył do Europy i osiedlił się na Nizinie Panońskiej. W drodze analogii do przejmowania nazw, jak to miało mieć miejsce w przypadku Wenedów i Słowian, Węgrów powinno się ochrzcić mianem „Panończyków”. Nazwano ich jednak Węgrami (Ungarn) w odróżnieniu zarówno od Panończyków, zamieszkujących wcześniej tę ziemię, jak i w odróżnieniu od Słowian – Wenedów. Niemcy nazwali ten nowy lud zupełnie inną nazwą, nie przenieśli nazwy, jak rzekomo mieli to uczynić w przypadku Wenedów i Słowian. Widocznie, wbrew teoriom allochtonistów, umieli odróżniać etnosy i nie przenosili nazw plemion na inne. Mało tego: mimo iż Węgrzy oddzielili Słowian od siebie, to i tak niemiecka nazwa „Wenden” towarzyszyła zarówno Słowianom mieszkającym na północy, jak i na bałkańskim południu. Nie było również nadawania nazw starych miejscowych plemion innym nowym, przybyłym ze wschodu ludom. Dlatego Hunom, Awarom czy Węgrom nie nadano nazw wcześniej znanych osiadłych ludów. Co do samych Słoweńców, to powinni oni być nazwani nie Wenedami / Winidami, lecz Norykami [9], Ilirami, ewentualnie także Panończykami, bo w drodze analogii nazwy tych starożytnych ludów i ziem Niemcy powinni przenieść na nowo przybyłych z północy Słowian. Słoweńcy jednak nie stali się Norykami czy Ilirami, bo Niemcy doskonale wiedzieli, że Słowianie to Wenedowie, bez względu na to, czy zamieszkują obszar Połabia, Odrowiśla, Bohemii, północnych Bałkanów czy Alp. Dlatego Słoweńcy byli nazywani Winidami, a nie Norykami.
Podobnie postrzegali i nazywali Słowian Skandynawowie, którzy również doskonale wiedzieli, kto mieszkał i nadal mieszka po południowej stronie Bałtyku. Według nich Wenedowie to Słowianie. Znamienne jest to, że również inne narody nazywają Słowian, bądź niektóre słowiańskie narody, nazwą zbliżoną do nazwy „Wenedowie”. Finowie określają Rosję – jedyny słowiański kraj, z którym graniczą, mianem Venäjä. Estończycy nazywają ją – Venemaa.
Getica Jordanesa
Na koniec pragnę przytoczyć najbardziej ciekawe cytaty, które powinny najwięcej dać do myślenia, kim byli Wenedowie i czy istotnie ich nazwa mogła być przeniesiona z jednego na inny lud. Cytaty pochodzą z kroniki „Getica” [10], napisanej w 551 r. przez Jordanesa. [11] Pragnę podkreślić, iż Jordanes żył w VI w. n.e., a więc wówczas, gdy według koncepcji allochtonistów, Słowianie mieli przybyć na ziemie polskie ze wschodu. Jordanes, ani żaden inny ówczesny lub późniejszy kronikarz, nic nie wspomina o takim przybyciu. Ten fakt często jest ignorowany przez przeciwników teorii autochtonistycznej. Kronikarz pisze zaś o czymś innym, niezwykle ciekawym z punktu widzenia powiązań Słowian z Wenedami: „Po rzezi Herulów, Ermanaryk skierował oręż przeciw Wenedom, którzy chociaż pośledni żołnierze, lecz mnogością silni, zrazu próbowali stawiać opór. Cóż jednak wskóra rzesza nieotrzaskanych z rzemiosłem wojennym, kiedy i Bóg dopuszcza, i rzesza nadejdzie. Wenedowie zaś, (…) pochodząc z jednego pnia, występują dzisiaj pod trzema nazwami: Wenedów, Antów i Sklawenów”. Podstawowa uwaga dotyczy czasu opisywanych wydarzeń: Ermanaryk (łac. Ermanaricus), król Ostrogotów nad Morzem Czarnym zmarł w 375 r. Zatem jego wojna z Wenedami musiała mieć miejsce przed jego śmiercią. Niespełna 200 lat później Jordanes jasno pisze, że Wenedowie znani niegdyś pod jedną nazwą, obecnie znani są pod trzema nazwami, gdyż ulegli podziałowi i pojawiły się nowe nazwy. Znaczy to tyle, że lud Wenedów rozrósł się i tym samym podzielił na dwa plemiona: Antów i Sklawenów. Skoro się rozrósł, to zapewne musiał długo mieszkać w jednym i tym samym miejscu. Autor nic nie wspomina, że ktoś przejął nazwę po rzekomo nie-słowiańskim etnosie Wenedów. Nic nie wspomina, że Słowianie (Sklaweni) przybyli ze wschodu i że są ludem nowym, dotąd nieznanym. Dzięki Jordanesowi widać także wyraźnie kiedy zaczęła pojawiać się nazwa „Słowianie” i jak stopniowo wypierała ona nazwę „Wenedowie”, określając wciąż tę samą ludność. W innych częściach kroniki Jordanes opisuje obszary zamieszkałe przez Wenedów: „Wzdłuż lewego skłonu [Karpat], który zwraca się w kierunku północnym, od źródeł rzeki Vistuli [Wisły] na niezmierzonych przestrzeniach usadowiło się ludne plemię Wenedów, którzy chociaż teraz przybierają różne miana od rodów i miejsc, w zasadzie nazywani są Sklawenami i Antami”. Cytat ten oznacza tyle, że na północ od Karpat, od źródeł rzeki Wisły, mieszkają na wielkim obszarze Wenedowie i dzielą się na wiele mniejszych plemion. Z opisu wynika, że „Wenedowie” to nazwa dawna, później wypierana przez dwie nowe: „Antów” i „Sklawenów” (Słowian). Dwie nowe nazwy określają dwa nowe duże plemiona, jakie wyrosły i wykształciły się z jednego. Znaczy to, że lud Wenedów potrzebował czasu, aby się rozrosnąć i z czasem podzielić, nie tylko na dwa duże, ale i na wiele mniejszych plemion. Cytat ten raz jeszcze potwierdza to, co już napisałem: lud Wenedów musiał więc zamieszkiwać wspomniane terytoria od dawna, a nie od ledwie 50 lat. Nie zdążyłby bowiem tak szybko zasiedlić „niezmierzone przestrzenie”. Przypominam, że „Getica” została napisana w 551 r., zaś oficjalna wersja allochtonistyczna mówi, że Słowianie zaczęli zasiedlać ziemie polskie od początku VI w. Czyżby zatem zdążyli oni w 50 lat zająć „niezmierzone przestrzenie”, zasymilować miejscowe resztki ludności i jeszcze podzielić się na dwa duże oraz wiele mniejszych plemion? Podkreślić muszę, że jest to niemożliwe. Co do nazw, to określenie „Sklaweni” (Słowianie) z czasem zyskało prym i dominuje do dziś. Nazwa „Antowie” zanikła zupełnie i wyszła z użycia, zaś określenie „Wenedowie” funkcjonuje do dziś, choć w mniejszym zakresie, o czym była mowa wcześniej. Z kroniki Jordanesa dokładnie widać, co miało miejsce w VI wieku. Pojawiły się nowe nazwy na określenie Słowian, a nie sami Słowianie. Słowianie byli w historii od dawna, tyle że ukrywali się w niej pod innymi nazwami. W VI wieku mamy do czynienia z pojawianiem się nowej nazwy, a nie nowego etnosu.
Są też tacy sceptycy, którzy twierdzą, że wszystkie opisane przypadki utożsamiania Wenedów i Wandalów ze Słowianami to błędy lub pomyłki. W ich mniemaniu, mieszanie Wenedów z Wandalami i obu tych ludów ze Słowianami jest nieuprawnione, bo oparte na pomyłkach. Czy jednak błędy i pomyłki mogą się zdarzać aż tak powszechnie w różnych epokach, u różnych autorów i u różnych narodów? Uważam, że nie. Dlatego zastanawiam się, co będzie, jeśli okaże się, w efekcie wspomnianych na początku badań genetycznych, że jednak na ziemiach polskich istniała ciągłość osadnicza i że starożytne ludy tu żyjące są w linii prostej przodkami Polaków? Czy wówczas historię polskich ziem i jej plemion trzeba będzie pisać na nowo? Czy wówczas powszechnie uznanym faktem będzie to, że Wenedowie i Wandalowie byli w istocie jednym i tym samym słowiańskim etnosem?
Pomijając powyższe przykłady oraz pomijając mające nastąpić badania genetyczne kopalnego Y-DNA, istnieją inne przesłanki wskazujące na ciągłość zamieszkania ziem polskich przez tę samą ludność. Są również inne przesłanki wskazujące na słowiańskość Wandalów, np. niektóre pisemnie zachowane imiona władców wandalskich. Ale tematy te wymagają osobnych artykułów, a nawet osobnego szerszego opracowania.
Królowie Herulów i Wandalów
Kategoria: Słowiańskie starożytności
Tematy/tagi: etymologia • Europa dawna
Wstęp
W poprzednim swoim artykule [1] przedstawiłem część przesłanek, które mogą wskazywać na słowiańskie pochodzenie Wandalów – ludu powszechnie uważanego za Germanów. W niniejszym artykule kontynuuję ten temat, przedstawiając tym razem spis królów wandalskich. W celu stworzenia tego spisu skorzystałem z anglojęzycznego portalu genealogicznego „rootsweb” (wc.rootsweb.ancestry.com). Znalezione tam imiona królów wandalskich ułożyłem chronologicznie. Od razu widać jednak, że spis ten jest niepełny, gdyż dają się zauważyć zbyt duże różnice w datach śmierci pomiędzy niektórymi postaciami oraz brakuje w nim wielu znamienitych postaci spośród wandalskich władców z V/VI w., jak choćby Huneryka [2], Gelimera [3] czy innych [4]. Dość zaskakujący był dla mnie fakt, iż protoplastami królów wandalskich byli władcy Herulów. Jakkolwiek co do słowiańskości Wandalów nie mam wątpliwości, tak Herulów uważałem do tej pory za plemię germańskojęzyczne, zgodnie z powszechnie panującym poglądem. Abstrahując od spekulacji w tej kwestii, warto skupić się na poniższej tabeli, którą sporządziłem w celu ułatwienia analizy królewskich postaci, a konkretnie ich niektórych zagadkowych imion. Każdy z wymienionych w tabeli władców posiada przekierowanie na odpowiednią stronę „rootsweb”. Można zatem samemu sobie sprawdzić wszystkich wymienionych królów, a także ich małżonki, których imiona także zamieszczone są w tabeli. Niniejszy spis, w pewnym stopniu pokrywa się ze spisem królów wandalskich zamieszczonym w książce XVIII-wiecznego historyka, podróżnika i pisarza Thomasa Nugenta. [5] Niestety, próżno szukać na polskich portalach internetowych informacji o tym pisarzu. Próżno szukać polskiego przekładu jego dzieła „The History Of Vandalia” (pol. Historia Wandalii) [6], w którym oprócz licznych imion królów wandalskich, podaje ich historię oraz ogólne dzieje Wandalów. Być może warto byłoby przetłumaczyć na język polski lekturę Nugenta i dowiedzieć się co na temat historii ludu, który prawdopodobnie był przodkiem Polaków, miał do przekazania angielsko-irlandzki uczony żyjący 300 lat temu?
Pod tabelą dokonuję krótkiej analizy wymienionych w niej królewskich imion. Przytaczam również ich inną pisownię – zarówno tę zawartą w książce Nugenta, jak i znaną z innych historycznych źródeł.
Co do Herulów, to sam Nugent uważa te plemię za odłam Wandalów, za jedno z wielu plemion wandalskich. Trzymając się powszechnie panującej opinii uznającej Herulów za plemię germańskojęzyczne, dziwić mogą niektóre imiona ich władców. Ze spisu wynika, że królowie Herulów przejęli władztwo nad pozostałymi plemionami wandalskimi i w pewnym momencie historii, zamiast tytułu „króla Herulów” zaczęli używać tytułu „króla (wszystkich) Wandalów”. Zagadką pozostaje źródło, na podstawie którego sporządzono spis na portalu „rootsweb” oraz spis i dzieje władców wandalskich dokonanych przez XVIII-wiecznego, wspomnianego anglojęzycznego pisarza.
TABELA ZE SPISEM KRÓLÓW:
| Lp. | Władca | Data śmierci | Małżonka |
| 1. | Anaras of the Heruli (Anaras – król Herulów) | 171 r. p.n.e. | Duitlada (z Sarmacji) |
| 2. | Alinar of the Heruli (Alinar – król Herulów) | 96 r. p.n.e. | Ida Of the island Rugan (Ida z Rugii) |
| 3. | Anthyrius II of the Heruli (Anthyrius – król Herulów) | 34 r. p.n.e. | Mary of Jutland (Maria z Jutlandii) |
| 4. | Hatterus of the Heruli Hatterus – król Herulów | 35 r. p.n.e. | Judith of Finland (Judyta z Finlandii) |
| 5. | Visislaus I of the Heruli Visislaus – król Herulów | 91 r. | Ciburnia of Norway (Ciburnia z Norwegii) |
| 6. | Vitislaus of the Heruli Vitislaus – król Herulów | 127 r. | Anarnia of Gothland (Anarnia z Gotlandii) |
| 7. | Alaric I of the Heruli Alaric – król Herulów | 162 r. | Bretta of Coln (Bretta z Coln) |
| 8. | Dieteric of the Heruli Dieteric – król Herulów | 201 r. | Diana of Triess (Diana z Trewiru) |
| 9. | Temeric of the Heruli Temeric – król Herulów | 237 r. | Ligonna (księżniczka Turyngii) |
| 10. | Alberic I of the Heruli (Alberic – król Herulów) | ? | ? |
| 11. | Wisimar of the Heruli Wisimar – król Herulów | 292 r. | Amalasunto (księżniczka Saksonii) |
| 12. | Miesiclaus I of the Heruli (Miesiclaus – król Herulów) | 388 r. | ? |
| 13. | Radagaisus of the Vandals (Radagaisus – król Wandalów) | 405 r. | Celia |
| 14. | Corisco of the Vandals (Corisco – król Wandalów; wymieniane jest tu inne imię: Godegisl) | 406 r. | Flora |
| 15. | Gundericus of the Vandals (Gundericus – król Wandalów) | 421 r. | Mistress of Gundericus (nałożnica Gunderyka o nieznanym imieniu) |
| 16. | Gensericus of the Vandals (Gensericus – król Wandalów) | 477 r. | Eudoria (wdowa po cesarzu Walentynianie III) |
| 17. | Visislaus II of the Vandals (Visislaus II – król Wandalów) | 486 r. | Adella |
| 18. | Alaric II of the Vandals (Alaric II – król Wandalów) | 507 r. | Theodara |
| 19. | Alberic III of the Vandals (Alberic III – król Wandalów) | 526 r. | Sirissa |
| 20. | John of the Vandals (Jan – król Wandalów) | 566 r. | Euphemia |
| 21. | Radagaisus of the Vandals (Radagaisus – król Wandalów) | 613 r. | Ubertina |
| 22. | Visislaus of the Wenden (Visislaus – król Wenedów) | 692 r. | ? |
| 23. | of the Wenden (król Wenedów o nieznanym imieniu) | ? | ? |
ANALIZA IMION:
Spośród 23 wymienionych w tabeli władców herulskich i wandalskich wyróżnić można aż 10 osób noszących imiona o słowiańskim brzmieniu, 7 osób noszących imiona o brzmieniu germańskim, 4 noszące imiona o nieznanej etymologii, 1 osobę noszącą imię łacińskie i 1 osobę bezimienną.
Niektóre imiona, jak np. Gensericus (pol. Genzeryk) wbrew powszechnemu przekonaniu o jego germańskości, uważam za imię mogące mieć słowiańskie pochodzenie.
Poniżej przedstawiam słowiańsko brzmiące imiona z tabeli i ich prawdopodobne polskie odpowiedniki. W nawiasie podaję ich pisownię ze wspomnianego dzieła Thomasa Nugenta (N.:) oraz pisownię zachowaną w innych źródłach (inne:).
Imiona o słowiańskiej etymologii (10 osób):
| 5. Visislaus (N.: Wisilaus) | Wyszesław, Wisław, Wiesław |
| 6. Vitislaus (N.: Witislaus) | Witosław, Witsław, Wicsław, Wicław |
| 11. Wisimar | Wyszemir, Wyszemiar, Wyszomierz, Wizymiar |
| 12. Miesiclaus (N.: Miceslaus) | Miecisław |
| 13. Radagaisus (N. również: Rhadagastus) | Radogost, Radegast, Radogoszcz |
| 14. Corisco (N.: Corsico) [7] | Gorzysław, Korzysk?, Korzęsko?, Korzeńsko? |
| 14. Godegisl (N.: Godegisilus; inne: Godigisclo) [8] | Godzisław |
| 16. Gensericus (N.: Genseric; inne: Geisericus) [9] | Gęsiorek, Gęsiorzyk, Gąsiorek [10] |
| 17. Visislaus (N.: Wislau lub Visilaus) | patrz pkt. 5. |
| 21. Radagaisus (N.: Rhadagastus) | patrz pkt. 13. |
| 22. Visislaus | patrz pkt. 5. |
Wliczając do powyższego spisu imię „Godegisl” (Godzisław), imion o słowiańskim pochodzeniu byłoby 11, a nie 10.
Imiona o germańskiej etymologii (7 osób):
7. Alaric, 8. Dieteric, 9. Temeric (N.: Teneric), 10. Alberic, 15. Gundericus, 18. Alaric (N.: Alaricus), 19. Alberic (N.: Albericus).
Imiona o nieznanej etymologii (4 osoby):
1. Anaras (N.: Anavas) , 2. Alinar (N.: Alimer), 3. Anthyrius (N.: również Anthur), 4. Hatterus (N.: Hoter lub Hoterus).
W tym miejscu pragnę zwrócić uwagę na imię nr 2 – Alinar, a konkretnie na formę tego imienia podaną przez Th. Nugenta – Alimer. Imię te kojarzy się ze słowiańskim Chwalimirem / Chalimirem. [11] Zdarzało się, że głoska „h” (ch) pomijana była w zapisach starożytnych łacińskich lub greckich kronikarzy. [12] Stąd forma Alimer zamiast Chalimir. Uznając tę interpretację za poprawną, liczba imion o słowiańskiej etymologii zwiększy się z 10 do 11, a uwzględniając imię „Godegisl” (Godzisław) byłoby ich 12.
Imiona o łacińskiej etymologii (1 osoba):
20. John (N.: Johannes; pol. Jan).[13]
Bezimienni (1 osoba):
23. … of the Wenden (król Wenedów o nieznanym imieniu). [14]
PODSUMOWANIE
Jedną z głównych przyczyn błędnego utożsamiania Wandalów z ludami germańskojęzycznymi jest niezrozumienie starożytnych pojęć „Germania” i „Germanie”. Trzeba wyraźnie podkreślić, iż oba te pojęcia miały w dawnych czasach inne znaczenie niż te, jakie posiadają obecnie. Ta prosta przyczyna powoduje liczne błędy we współczesnych interpretacjach pradawnych źródeł i zupełnie wypacza historię starożytnych ludów barbarzyńskich.
Podobieństwa imion wandalskich do imion słowiańskich znaleźć można nie tylko na portalu „rootsweb” czy w księdze Thomasa Nugenta. Słowiańsko brzmiące imiona występują również w innych źródłach. Mimo ich słowiańskiego brzmienia, dziś powszechnie uważa się je za „imiona germańskie”. Zagadkowość tych imion wymaga kolejnych, żmudnych i uczciwych badań.
Adrian Leszczyński
aleszczynski@interia.pl
Kategoria: Słowiańskie starożytności
Tematy/tagi: Europa dawna • języki • Słowianie • Wandalowie
Dawni Germanie nosili imiona, które na szczęście dość licznie zachowały się do dnia dzisiejszego. Niektóre z tych imion stwarzają problemy interpretacyjne na gruncie zarówno współczesnych języków germańskich, jak i innych. Daje to podstawy do wniosku, że imiona te niekoniecznie musiały być germańskie z dzisiejszego punktu widzenia. Istnieją uzasadnione podejrzenia, że jakaś część tych imion mogła mieć słowiańskie pochodzenie.
Niniejszy artykuł odnosi się do tych imion dawnych Germanów, które dają podstawy do przypuszczeń, że w rzeczywistości mogły być imionami słowiańskimi. Ich słowiańska etymologia jest sensowną alternatywą dla dotychczasowych ich interpretacji, a w wielu przypadkach – dla problemów w ich interpretacji.
Ułożony alfabetycznie spis przedstawia możliwe słowiańskie interpretacje imion dawnych Germanów i ich podobieństwo do imion słowiańskich. Artykuł nie wyjaśnia skąd imiona słowiańskie u ludów uważanych za Germanów (np. Wandalowie) i u ludów, które bez wątpienia Germanami byli (np. Goci). W pierwszym przypadku odsyłam do innych moich artykułów, w przypadku drugim możliwości odpowiedzi jest kilka, jednak pomijam je w tekście.
Inny problem związany jest z faktem, iż obok słowiańsko brzmiących imion, ci sami Germanie używali też imion o dość silnie germańskim brzmieniu. Opisanie tych i innych zawiłości wymaga osobnego, dość obszernego artykułu. Osobnych opracowań wymagałoby też odpieranie ewentualnych zarzutów niektórych językoznawców, zwłaszcza tych, którzy opowiadają się za długo trwającą językową wspólnotą słowiańską i którzy wysuwają argumenty, że np. w V wieku nie wykształciły się jeszcze niektóre słowiańskie głoski. Do mnie osobiście nie przemawiają te teorie, ponieważ uważam, że rozwój języków słowiańskich miał zupełnie inną historię, w tym chronologię niż to przedstawiają wspomniani językoznawcy. Abstrahując jednak od tych ewentualnych zarzutów, poniższe imiona porównuję do imion staropolskich zdając sobie sprawę, że ich ewentualne pierwotne brzmienie mogło być nieco inne. Brzmienie ich mogło być też nieco inne w językach połabskich czy czeskim. Nie zmienia to jednak faktu, że śmiało można je porównywać do imion staropolskich i na tej podstawie szukać też etymologii w innych językach słowiańskich.
Poniżej przedstawione imiona nosili starożytni lub wczesnośredniowieczni władcy plemienni uznawani za Germanów. Są tu też imiona znane z inskrypcji germańskich z terenu półwyspu Iberyjskiego i Afryki Północnej.
Wiele z tych imion widnieje w haśle „Germanic personal names in Galicia” w anglojęzycznej Wikipedii.
Imiona zostały wybrane tak, aby zwrócić uwagę czytelnika na słowiańsko brzmiące człony tych imion i ich możliwą słowiańską etymologię. Dodać należy, że powyższy spis nie zawiera wszystkich imion, które można łączyć ze słowiańskim brzmieniem. Niektóre celowo zostały pominięte ze względu na obszerność artykułu, inne nie zostały jeszcze dokładnie zanalizowane. W internecie dostępne są inne spisy dawnych „germańskich” imion z terytorium półwyspu Iberyjskiego. Wartą polecenia jest hiszpańska strona: http://www.celtiberia.net/articulo.asp?id=1670.
Coniaricus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną Wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”) – słowiańskie brzmienie: Koniarek. Dziś to znane polskie nazwisko. [1]
Crescemirus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną Wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”) – słowiańskie brzmienie: Krzesimir. Jest to staropolskie imię męskie, złożone z członów Krzesi- („wskrzeszać, przywracać do życia, podnosić”) i -mir („pokój, spokój, dobro”). Znaczenie imienia: „odnawiający pokój”.
Damiro – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Składa się z członu Da- („dawać, darować”) i -mir („pokój, dobro”). Oznacza „tego, który daje pokój”. Imię znane wśród narodów słowiańskich na Bałkanach.
Dumerit – imię ostrogockie. Człon „Dume” oznacza słowiańskie „Doma” (od słowa „dom” – pomieszczenie, w którym mieszka człowiek ze swoją rodziną, kraj ojczysty), a „rit” to popularny słowiański człon „rad” (radować się, radzić, być chętnym). Zatem Dumerit to w rzeczywistości słowiański Domarad, czyli „ten, który cieszy się swoim domem”.
Fonsinus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Fons interpretować można jako Wąs. Brzmienie niemal takie same. Zatem Fonsin(us) to Wąsyn (patrz też Fonso). Jest to słowiańskie imię pochodzące od nazwy części ciała – w tym przypadku od samego „wąsa” (jednoczłonowe) [2] lub od „wąsa” i od członu „syn” (Wąsyn – „syn Wąsa”; imię dwuczłonowe)
Fonso – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). „Fons” interpretować można jako Wąs. Brzmienie niemal takie same. Jest to słowiańskie imię niezłożone jednoczęściowe pochodzące od nazwy części ciała – w tym przypadku od „wąsa”.
Geisirith – imię wspominane przez VI-wiecznego afrykańskiego poetę Corippusa. Zawiera człon „rith” często spotykany u imion wandalskich i swebskich. Człon ten można identyfikować ze słowiańskim bardzo popularnym członem „rad” (być zadowolonym, cieszyć się), a same imię można interpretować jako „Gościrad” (ten, który chętnie gości w obcych stronach).
Genzeryk – imię znane z różnych starożytnych źródeł pod następującymi postaciami: Gaisericus, Gezericus, Gezevricos, Gensericus. Genzeryk [2] to jeden z najsłynniejszych królów Wadalów i Alanów. Panował w latach 428 – 477 w Afryce Północnej. To właśnie za jego panowania Wandalowie zdobyli i splądrowali Rzym, co w następstwie dało początek nazwie „wandalizm” na określenie dzikiego niszczenia. Wśród niektórych polskich autorów pojawia się pogląd, że Genzeryk to w rzeczywistości „Gęsierzyk”. Pogląd ten wcale nie jest bezpodstawny, jednak osobiście bardziej przychylam się ku poglądowi, iż może to być „Gąsiorek”. Wśród Słowian dość powszechne było nadawanie imion pochodzących od nazw zwierząt, roślin, części ciała, cech człowieka, a nawet pokarmów czy zjawisk słuchowych. [3] W związku z tym imię Gąsiorek nie byłoby imieniem niespotykanym czy dziwnym. Tym bardziej, że w Polsce dość znane jest nazwisko o tym brzmieniu. [4] Końcówka „-ek” występuje dość często u imion słowiańskich. Stąd można by tłumaczyć dużą częstotliwość w imionach rzekomo germańskich, końcówek „-icus” (ang. „ic”; pol. „-yk / -ik ”).
Godemiro – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”) – słowiańskie brzmienie: Godziemir / Godzimir. Imię męskie, złożone z członów Godzi- („robić coś w stosownym czasie” „dopasowywać”, „czynić odpowiednim”) i -mir („pokój”). Oznacza najprawdopodobniej „tego, który czyni ład i pokój”.
Godesinda – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”), najprawdopodobniej żeńskie. Słowiańskie brzmienie męskie: Godzisąd, słowiańskie brzmienie żeńskie: Godzisąda lub Godzisądka. Imię złożone z członów Godzi- („robić coś w stosownym czasie” „dopasowywać”, „czynić odpowiednim”) i -sąd („sądzić”). Może oznaczać: „wyraża sądy w odpowiednim czasie” lub „wyraża odpowiednie sądy”).
Gramila – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”), prawdopodobnie żeńskie. Brzmienie słowiańskie to prawdopodobnie: Gromiła (męska forma Gromił). Imię pochodzące od czasownika „gromić”, oznaczające „tę (tego), który gromi” lub jest to imię dwuczłonowe składające się z członów Grom- i –mił. Może oznaczać „tego, który lubi gromić (wrogów)”.
Gualamira – żeńska forma imienia Gualamirus (patrz niżej).
Gualamirus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią „Germanic personal names in Galicia”). Po odjęciu łacińskiej końcówki -us pozostaje nam Gualamir, którego identyfikować można z imieniem Chwalimir / Chwałamir lub Kwalimir. Imię te składa się z członów: Chwała- („chwalić, dziękować”) i -mir („pokój, spokój, dobro”) i oznacza „tego, który chwali pokój”.
Guderedus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”) – słowiańskie brzmienie: Godzierad / Godzirad. Imię męskie zawierające dwa typowo słowiańskie człony: Godzi- („robić coś w stosownym czasie” „dopasowywać”, „czynić odpowiednim”) i -rad („być zadowolonym”, „udzielać rad”).
Gudesteus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”) – słowiańskie brzmienie: Godziesław / Godzisław. Imię męskie, złożone z członów Godzi- („robić coś w stosownym czasie” „dopasowywać”, „czynić odpowiednim”) i -sław („sława”). Oznacza najprawdopodobniej „tego, który sławi dobre (odpowiednie) czyny”. Dla przypomnienia: „u” w j. łacińskim często używane było zamiennie z „v”. Zatem mielibyśmy imię Gudestevs. Po odjęciu końcowego „s” pojawia się Gudestev. Stąd już nieco bliżej do Godzisława.
Gudigeba – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Być może słowiańskie brzmienie to Godzigęba / Gudzigęba. Byłoby to wówczas imię męskie, złożone z członów Godzi- („robić coś w stosownym czasie” „dopasowywać”, „czynić odpowiednim”) i -gęba („gęba”). Człon „gęba” zdarzał się w imionach słowiańskich i nie należał do rzadkości. Dziś w j. polskim znaleźć go można w nielicznych nazwiskach. Jednak imię te można interpretować nieco inaczej z racji tego, że człon „geba” występuje dość często wśród imion germańskich na półwyspie Iberyjskim. Gdyby przyjąć, że „b” jest zamienne z „v” (a tak często się zdarza w tych imionach), to mielibyśmy człon „geva” tożsamy ze słowiańskim „gniewa”. Wówczas stałoby się jasne dlaczego człon ten jest dość popularny wśród wandalskich i swebskich imion. W tym przypadku Gudigeba oznaczałaby Godzigniewę.
Gudila – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”), prawdopodobnie żeńskie. Słowiańskie brzmienie: Godziła / Gudziła. Imię złożone z członów Godzi- („robić coś w stosownym czasie” „dopasowywać”, „czynić odpowiednim”). Oznacza najprawdopodobniej „tę, która czyni odpowiednie, dobre rzeczy”.
Gudileuva – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”), prawdopodobnie żeńskie. Składa się z członu Gudi- (słowiańskie Godzi-) oraz -leuva, które literalnie zapisać też można jako –levva (łacińskie „u” zamienne z „v”) lub po prostu -lewa. Po dodaniu litery „s” między oba człony powstałoby „Gudislewa”, co nieuchronnie kojarzy się ze słowiańskim imieniem Godzisława („ta, która sławi dobre, odpowiednie czyny). Imion germańskich z półwyspu Iberyjskiego o końcówce -leuva / -leuba / – levva jest bardzo dużo. Jeśli człon ten jest zniekształconą końcówką słowiańską -sława, to odpowiedź skąd taka ich obfitość nasuwa się sama.
Gudilo – męska wersja imienia Gudila (patrz wyżej); słowiański Godził / Godział.
Gudisteus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Składa się z członu Gudi- (słowiańskie Godzi-)oraz -steus. Jeśli w drugim członie zamienić „u” z „v” (obie litery były zamienne w pisowni łacińskiej), to pojawi się -stevs. Człon ten da się utożsamić ze słowiańskim członem -sław. Zatem Gudistevs to Godzisław (ten, który sławi dobre, odpowiednie czyny).
Gunthimer – imię te nosił brat Gelimera [5], króla Wandalów. Widać tu słowiańskie imię Gościmir, a w formie bardziej polskiej – Gościmierz. Oba imiona znaczą to samo: „gość” (gość, gościć) i „mir” (pokój). Zatem Gościmir to „ten, który niesie pokój gościom”.
Huneryk (łac. Hunericus) – najstarszy syn Genzeryka (patrz wyżej), władca państwa Wandalów w Afryce Północnej, panował w latach 477 – 484. [6] Imię jego składa się ze słowiańskiego członu Hunie-, a dokładniej Unie- („lepszy”). Imię te mogło brzmieć oryginalnie po słowiańsku: Unierzyk lub Unierek. Istnieje wiele imion składających się z tego członu. Przykładem są: Uniebog, Uniemir, Uniemysł, Unierad, Uniesław. Inną możliwością jest pochodzenie tego imienia od słowa „honor” – Honorek.
Iensericus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Po odjęciu łacińskiej końcówki -us pozostaje Ienseric, co nieodmiennie kojarzy się z imieniem Jęzorek. Jest to słowiańskie imię jednoczęściowe niezłożone pochodzące od nazwy części ciała – w tym przypadku od „języka”. [3]
Lubinus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Po odjęciu łacińskiej końcówki -us zostaje Lubin, typowo słowiański wyraz. Dziś kilka miejscowości w Polsce oraz w Niemczech Wschodnich nosi tę nazwę. Powszechnie uważa się, że pochodzą one od słowiańskiego imienia własnego lub od słowa „lubić / lubować”.
Merobaudes – imię znane z wandalskiej inskrypcji w tzw. Afryce Prokonsularnej. Według Nicoletty Francovich Onesti imię te składa się z dwóch germańskich członów: „merija-” (pol. „sławny”) i „baudiz” (pol. „mistrz”). [7] Trudno odgadnąć skąd wzięło się te tłumaczenie członów, natomiast nie funkcjonują one w żadnym obecnie znanym języku germańskim. W przeciwieństwie do pani Onesti widzę tu zupełnie inne człony, mianowicie: „mir-” oraz „bąd”/”bud”. Imię to w oryginale brzmiało zatem „Mirobąd” (j. polski) lub „Mirobud” (j. chorwacki, czeski, łużycki czy serbski). Pierwszy człon pochodzi od słowa „mir” („pokój” – stare słowiańskie słowo, znane we wszystkich imionach słowiańskich), drugi człon „bąd”/”bud” („być”, pierwotnie „róść, dojrzewać, stawać się”). Przy tej okazji warto wspomnieć, że w j. polskim człon „mir” czasem występuje w postaci „mierz” (np. Kazimir – Kazimierz), stąd wziął się często spotykany wśród imion rzekomo germańskich człon „mer” stosowany nierzadko zamiennie z członem „mir”. Człon „bąd / bud” w średniowieczu był dość popularny wśród imion słowiańskich. Spotkać go można do dziś w nazwach miejscowości. Imię te dość mocno przypomina też imię słynnego króla Markomanów, Marboda. [8]
Miro – imię króla Swebów panującego w latach 570 – 583 w Galicji na półwyspie Iberyjskim. Imię typowo słowiańskie pochodzące od słowa „mir” (pokój, dobro). Końcówka „o” występuje dość często wśród imion słowiańskich np. Borko, Branko, Durko, Gostko, Leszko, Ratko, Mieszko, Zlatko, Željko. Może być też lokalnym, hiszpańską końcówką dodaną do słowiańskiego członu.
Monderico – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Prawdopodobne słowiańskie brzmienie to: Mądrek, Mądrzyk, Mędrek, Mędrzyk. Trzy ostatnie przykłady występują w formie nazwisk we współczesnej Polsce. [9] Jest to imię niezłożone jednoczęściowe pochodzące od cechy psychicznej człowieka – w tym przypadku od „mądrości” lub „mędrkowania”. [3]
Odisclus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”) – słowiańskie brzmienie: Włodzisław. Składa się z członów: Włodzi- („władać”) i -sław („sława”). Oznacza „tego, który włada sławą”. W wersji łacińskiej pominięto trudne dla ludów niesłowiańskich połączenie głosek „Wł-” na początku imienia, skracając je i upraszczając. Łaciński człon „sclus / sclos” oznaczał niemal zawsze słowiański człon „sław” (por. pol. Słowianie – łac. Sclaveni).
Onemirus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Po odjęciu łacińskiej końcówki „-us” zostaje nam Onemir, co nieodmiennie kojarzy się ze słowiańskim imieniem Uniemir. Imię te złożone jest z członu Unie- („lepszy”) i członu -mir („pokój, spokój, dobro”). Znaczenie imienia: „ten, który zapewnia lepszy ład i pokój”.
Onesindus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Po odjęciu łacińskiej końcówki „-us” zostaje nam Onesind. Można zatem przypuszczać, że imię te złożone jest z członu Unie- („lepszy”) i członu -sąd („sądzić”) i brzmiało prawdopodobnie Uniesąd. Znaczenie imienia: „ten, który lepiej sądzi”.
Papellus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Po odjęciu łacińskiej końcówki „-us” zostaje nam Papell, co kojarzy się z imieniem legendarnego polskiego władcy Popiela. [10] Dziś imię te występuje w formie nazwiska. [11]
Radagajs – imię dość często występujące pod różnymi postaciami w starożytności. Nosiło je wielu wodzów Wandalów, jak i Gotów m.in. wódz Gotów, prawdopodobnie Ostrogotów (Greutungów), zmarły 23 sierpnia 406 r., który stał na czele najazdu na Italię w latach 405-406. [12] Łacińska wersja tego imienia to Radagaisus. Imię te nieodmiennie kojarzy się z czysto słowiańskim imieniem Radogost (Radegast, Redigast, Radogoszcz). Uważa się, że imię Radogost nosił też m.in. pogański bóg Słowian Połabskich. Imię pochodzi ze złożenia słów „rad-” (miły) oraz „-gost’” (gość).
Rademirus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Słowiańskie brzmienie: Radomir / Radmir. Składa się z członu Rad- („być zadowolonym, chętnym, cieszyć się” lub „troszczyć się, dbać o coś”) i z członu -mir („pokój, spokój, dobro”). Może ono oznaczać „tego, który troszczy się o pokój”.
Ragesindus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Po odjęciu łacińskiej końcówki -us pozostaje Ragesind. Imię te składać się może z członów: Rage-, który można identyfikować ze słowiańskim Radzie-/ Radzi- zamiennym z Raci- („walczyć, wojować”) oraz -sąd („sądzić”). Znaczenie prawdopodobnego imienia Radziesąd to „rozstrzyga spory wojenne”.
Ragimiru – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Składa się z członów: Ragi-, który można identyfikować ze słowiańskim Radzi- zamiennym z Raci- („walczyć, wojować”) oraz -mir („pokój, dobro”). Znaczenie imienia Radzimir / Racimir to „walczący o pokój”.
Ranisclus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Składa się z członów: Rani-, który można identyfikować ze słowiańskim Brani- , Broni-, Bruni- („bronić, strzec”) oraz -sław („sławić”). Prawdopodobne znaczenie imienia Bronisław / Brunisław to „broniący sławy”. W wersji południowosłowiańskiej imię te posiada postać Branislav.
Rycymer (właś. łac. Flavius Ricimer) – imię wodza rzymskiego z pochodzenia „Germanina”. Przypuszcza się, iż ojciec jego był Swebem, a matka Wizygotką. Flavius Ricimer żył w latach 405 – 472. [13] Imię te kojarzy się ze słowiańskim imieniem Racimir.
Salamirus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Po odjęciu łacińskiej końcówki „-us” zostaje nam Salamir. Znając przypadłość niesłowiańskich kronikarzy do upraszczania słowiańskich wyrazów stwierdzam, że pod imieniem tym kryć się może popularny do dziś Sławomir. Ponieważ „sl / sł” było trudne do wymówienia przez osoby posługujące się łaciną, wobec tego często pomiędzy „s” i „l / ł” wstawiano inne głoski. Często było to „c”, jednak mogło się też zdarzyć „a”. Zamiast Sławomira mielibyśmy wtedy Salawomira, którego zredukowano do Salamira.
Scapa – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Imię można identyfikować ze słowiańskim imieniem niezłożonym jednoczłonowym pochodzącym od świata zwierząt. [3] Brzmienie słowiańskie: Szkapa (koń).
Sinderith – imię ostrogockie. Składa się z dwóch słowiańskich członów: „sinde” to „sędzie” (od „sądzić”), a „rith” to „rad”. Zatem Sinderith to prawdopodobnie Sędzirad lub Sędzierad.
Sindivult – imię wandalskie znane z mozaiki w Tipasa (Algieria). Według Nicoletty Francovich Onesti [6] składa się z dwóch członów: „sin?a-”(pol. podróż”) i „wul?u” (pol. „chwała”,„sława”). W tym przypadku również oba człony nie są znane we współczesnych językach germańskich. Znane są jednak w językach słowiańskich: „sindi” to „sędzi” , „vult” to „wuj”. Słowiańskie imię: Sędziwuj.
Sisebut (także: Sisebuth, Sisebuto, Sisebur, Sisebod or Sigebut) – imię króla Wizygotów panującego w latach 612 – 621 na półwyspie Iberyjskim. [14] Zwraca uwagę jedna z form tego imienia – Sisebur, kojarząca się ze słowiańskim Ścibor / Ścibór / Ściebór / Ściebor. Również forma Sisebut składa się z dwóch słowiańskich członów: Ści / Ście (dawniej „czści”), czyli „czcić” oraz bąd / bud („być”, pierwotnie „róść, dojrzewać, stawać się”) i brzmiałaby wówczas Ścibąd / Ściebąd.
Stilicho (także: Stilico, Stelicho, Stiliconos, Istiliconis, Stelivcwn) – imię rzymskiego generała wandalskiego pochodzenia żyjącego w latach 360-408. [15] Zwraca uwagę forma Stelicho kojarząca się ze słowiańskim Ścielicho. Warto zwrócić też uwagę na dość dziwaczną formę Stelivcwn, którą należałoby zmienić na bardziej poprawną Stelivcun lub Stelivcon, co kojarzyć się może jako Ścieliwko. Opowiadam się jednak za formą Ścielicho. Choć skojarzenia ze słowiańszczyzną mogą być silne, problemy nasuwać może interpretacja. Być może imię te składa się z dwóch członów: „Ście-” (dawniej „czści” – „czcić”) oraz -licho (licho). Znaczenie: „ten, który czci licho”? Być może jednak imię te pochodzi od czasownika „ścielić”? A być może trafna jest jeszcze inna interpretacja?
Sueredus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Po odjęciu łacińskiej końcówki „-us” zostaje nam Suered (Svered), co nieodmiennie kojarzy się ze staropolskim imieniem Świerad. Imię te złożone jest z członu Wsze- („wszystek, każdy, zawsze”) w różnych wersjach nagłosowych (m.in. świe-) oraz członu -rad („radosny, zadowolony”). Znaczenie imienia: „rad każdemu”.
Suimirus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Po odjęciu łacińskiej końcówki „-us” zostaje nam Suimir (Svimir), co nieodmiennie kojarzy się ze staropolskim imieniem Świemir. Imię te złożone jest z członu Wsze- („wszystek, każdy, zawsze”) w różnych wersjach nagłosowych (m.in. świe-) , oraz członu -mir („pokój, spokój, dobro”).
Suinthiliuba – żeńskie imię swebskie z hiszpańskiej Galicji. Składa się z dwóch członów Suinthi / Svinthi, co identyfikować można ze Święci- / Święto- oraz z członu -liuba, co tłumaczyć nie trzeba, najwyżej można zamienić na -luba. Zatem Suithiliuba to słowiańska Święciluba lub Świętoluba – „ta, która lubuje się w świętości”.
Sundemirus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Po odjęciu łacińskiej końcówki „-us” zostaje nam Sundemir, co kojarzy się ze słowiańskim imieniem Sędzimir. Imię te złożone jest z członu Sędzi- („sądzić”) i członu -mir („pokój, dobro”). Znaczenie imienia: „ten, któremu sądzone jest życie w pokoju”.
Suniemirus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Po odjęciu łacińskiej końcówki „-us” zostaje nam Suniemir. Pomimo, iż imię brzmi słowiańsko, to jednak człon „Sunie-” jest dość zagadkowy. Być może znaczył coś w języku Słowian i być może istniało kiedyś słowiańskie imię Suniemir? Być może jednak chodzi tu o imię Sulimir lub o południowosłowiańskie imię Zvonimir? W przypadku pierwszym mogło dojść do zamiany „l” z „n”. W drugim zaś, „Z” mogło ulec zamianie z „S”, a „v” z „u”. W języku łużyckim istnieje też imię Semimir / Semmir.
Swintila (także: Suintila, Swinthila, Svinthila) – imię króla Wizygotów, zmarłego ok. roku 634. [16] Imię o wyraźnie słowiańskim rodowodzie. Mogło brzmieć Święciła, Święciał lub Święcił, a po zamianie „l” na „n” – Święcian. Byłoby to wówczas imię mające budowę imiesłowu biernego czasu przeszłego, które były dość popularne u dawnych Słowian. [17]
Tanca – imię wandalskie znane z VI-wiecznego kartagińskiego nagrobku. Nie wiadomo czy jest to imię żeńskie czy męskie. Przyjmuję, że żeńskie ze względu na jego bliskie podobieństwo do słowiańskiego żeńskiego imienia Danka. Zazwyczaj uznaje się, że imię Danka to zdrobnienie od imienia Danuta. Tak jest obecnie w Polsce, jednak dawniej mogło być inaczej. Przyjęto, że imię Danuta ma prawdopodobnie litewską etymologię. Jednak istnieje koncepcja konkurencyjna uznająca żeńskie imiona Dana, Danka, Danica za czysto słowiańskie. Jeśli przyjąć tę drugą koncepcję (co nie przekreśla, że obie są słuszne), wówczas wandalskie imię Tanca zdaje się mieć słowiańskie pochodzenie.
Teudemir lub Theodemir – imię króla Swebów panującego na półwyspie Iberyjskim w latach 561/566 – 569. [18]Imię Theodemir lub raczej Thiudimir (patrz poniżej) nosił także król Ostrogotów, zmarły w 474 r. Jak wiadomo, człon „mir” (pokój) to jeden z najpopularniejszych członów wśród imion słowiańskich, jednocześnie nieznany człon wśród imion germańskich. Zagadkę stanowi człon pierwszy „teude”/”theode”. Istnieje duże prawdopodobieństwo, iż został on zniekształcony ze względu na trudność wypowiadania słowiańskich słów i trudność zapisywania słowiańskich głosek. Imiona, które mogły być pierwowzorem „Teudemira” to: Tęgomir, Trzebiemir, Twardomir, Częstomir, Czestmir. Człon „tę-”, „czę-”, „twar-” mógł zostać zamieniony na łaciński „teu-” i zniekształcony. Istnieje również poważna przesłanka, iż imię Teudemir to te samo imię, co Thiudimir (patrz poniżej), gdyż wspomniany król Ostrogotów nazywany był zamiennie oboma tymi imionami.
Thiudimir – imię króla Ostrogotów panującego w Panonii, zmarłego w 474 r. Źródła historyczne wspominają, że miał on starszego brata o mieniu Valamir (patrz poniżej) i brata młodszego o imieniu Vidimir (patrz poniżej). Pierwszy człon kojarzy się ze słowiańsko brzmiącym „cudzy-”, „cedzi-” lub „czci-”, drugi to oczywiście „mir” (pokój). Pownieważ dwa pierwsze człony nie występowały w imionach słowiańskich przychylić się należy do słuszności członu trzeciego („czci”). Wówczas Czcimir znaczyć będzie „tego, który czci i dba o pokój”.
Uita – żeńskie imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Znaczy po prostu Wita (łacińskie „U” zamienne z „V”). Imię te może mieć swą źródło w słowiańskim wyrazie „wit” (pan, władca), wówczas Wita oznaczałaby „panią, władczynię”. Może również pochodzić od czasownika „witać”, a wtedy oznaczałoby „kobietę witającą” – tę, która wita [gości].
Unileus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Składa się z członu Uni- oraz -leus, które literalnie zapisać też można jako -levs (łacińskie „u” zamienne z „v”). Po dodaniu litery „s” między oba człony powstałoby „Unislevs”, co nieuchronnie kojarzy się ze słowiańskim imieniem Unisław („ten, który cieszy się najlepszą sławą”).Imię te złożone jest z członu Unie- („lepszy”) i członu -sław („sława”).
Uniscus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”), tożsame z imieniem Unileus (patrz wyżej).
Unisco – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”), tożsame z imieniem Unileus (patrz wyżej).
Uittimer – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Interpretować można je jako Witimier, Wicimier, Witimir (łacińskie „u” zamienne z „v”). Imię prawdopodobnie pokrewne imieniu Vidimir (patrz niżej). Tym samym można je też łączyć ze słowiańskim imieniem Więdziemir, Więcemir lub najprawdopodobniej z imieniemWitymir.
Valamir – imię króla Ostrogotów panującego w Panonii w latach 447 – 465, brat Thiudimira (patrz powyżej) i Vidimira (patrz poniżej). Valamir był wasalem Attyli – wodza Hunów. [19] Imię te budzi skojarzenia z imieniem Wolimir, Wolemir, Wolmir. Jest to staropolskie imię męskie oznaczające „tego, który woli pokój”.
Vidimir – imię króla Ostrogotów, brata Thiudimira (patrz powyżej) i Valamira (patrz powyżej). Skojarzenie z imieniem słowiańskim sprowadzać się może do imienia Wędziemir. Imię te jest pochodną od imienia Będzimir. Jest to staropolskie imię męskie, złożone z członów „Będzie-” („będzie”) i „-mir” („pokój, spokój, dobro”). Mogło ono stanowić życzenie pomyślności i pokoju dla narodzonego dziecka. Inna mniej prawdopodobna koncepcja jest taka, że Vidimir to w rzeczywistości „Widzimir” – imię składające się z członu „Widzi-” (widzi, widzieć) i „-mir” (pokój), a oznaczające „tego, który widzi (dostrzega) pokój”. Słabość tej koncepcji polega na tym, iż człon „widzi-” nie był spotykany w znanych imionach słowiańskich. Nie można wykluczyć jednak, że wcześniej w nich występował. Dlatego pozwoliłem sobie tę koncepcję także przedstawić.
Victemirus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Skłaniam się ku tezie, że człon „Victe-” powinno identyfikować się ze słowiańskim „Więce-” („więcej”). W takim przypadku imię te brzmiałoby pierwotnie Więcemir (ten, który daje więcej pokoju).
Visandus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Człon „Vi-” da się zidentyfikować jako słowiańskie „Wi-” lub „Wie-” („wiedzieć” lub „wiele”). Natomiast -sand (po odrzuceniu łacińskiego -us) to słowiański -sąd („sądzić”). Zatem chodzi tu o imię Wisąd / Wiesąd. Imię nieznane z zapisów, jednak składające się z popularnych słowiańskich członów. Wiesąd to zapewne „ten, który wydaje wiele sądów” lub „ten, który wie jak sądzić”.
Vistisclo – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Podobnie jak w przypadku wspomnianego wcześniej członu „Victe-” uważam, że człon „Visti-” oraz człon „Vistre-” także można identyfikować ze słowiańskim „Więce-” („więcej”). Natomiast człon drugi „-sclo” to wspomniana już wcześniej, uproszczona i zmieniona forma słowiańskiego członu „-sław”. Idąc tym tropem, pod imieniem Vistisclo ukrywałoby się imię Więcesław. Znaczenie: ten, który ma więcej sławy. Warto przypomnieć, że łacińscy kronikarze bardzo często wstawiali „c” między słowiańskie „s” i „l / ł”. Przykładem jest tu nazwa własna Słowian określanych jako Sclaveni.
Vistremiro – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Jak powyżej wspomniałem, podobnie jak w przypadku członu „Victe-” uważam, że człon „Vistre-” także można identyfikować ze słowiańskim „Więce-”- („więcej”). W takim przypadku imię te brzmiałoby również Więcemir. Vistresindus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Przyjmując moją wcześniejszą tezę o członie „Vistre-” identyfikowanym ze słowiańskim „Więce-” („więcej”), mielibyśmy w tym przypadku do czynienia z imieniem Więcesąd (hipotetycznie: „wydający wiele sądów/opinii”).
Vitarit – imię królewskiego wandalskiego notariusza z Kartaginy. Składa się z dwóch słowiańskich członów: „wit” (pan, władca) i „rat” (wojna, walka). Można je uznać za imię Witarat („pan wojny”?).
Vitisclus – imię germańskie z Iberii (za anglojęzyczną wikipedią: „Germanic personal names in Galicia”). Uważam, że imię te to Więcesław („Viti-” to „Więce-”, zaś „-sclus” to „-sław”) albo Witosław / Witsław („Viti-” to „Wito-”, a „-sclus” to „-sław”) .
Wizimar lub Visimar (w oryginale Visumar) – imię, które nosił zmarły w 335 r. wandalski władca Hasdingów. Wówczas plemię to siedziało nad wschodnimi dopływami Cisy. Imię te dość silnie przypomina imię Wyszomir / Wyszymir lub Wyszemir. Jest to staropolskie imię męskie (znane także na Połabiu) złożone z dwóch członów: „Wysze-” („wyższy, ceniony ponad wszystko, stawiany ponad innymi”) i oczywiście „-mir” („pokój”). Może więc oznaczać „tego, który ceni pokój ponad wszystko”. Za tym imieniem przemawia także niemiecka nazwa miasta Wismar położonego w kraju związkowym Meklemburgia-Pomorze Przednie. Miasto te swoją etymologię zawdzięcza właśnie słowiańskiemu imieniu Wyszemir w formie dzierżawczej i oznacza tyle co „[gród] Wyszemira”. W języku polskim nazwa ta rekonstruowana jest w formie Wyszomierz. [20]
Ostatnie lata przyniosły przełom w badaniu historii Słowian. Teoria o autochtonizmie Słowian w Europie Środkowej nabrała wiatru w żagle, głównie za spraw? najnowszych bada? różnych dziedzin nauki. Szczególn? rol? w tych badaniach odgrywa genetyka. W swoim artykule, z dnia 27 lipca 2014 r. pt. „Słowianie na ziemiach polskich w świetle bada? genetycznych”, przedstawiłem odkrycia kopalnego, tzw. „genu słowiańskiego” R1a1, na terenie Niemiec. Dla przypomnienia: w 2005 r. w okolicach miejscowości Eulau (Saksonia-Anhalt) odkryto szkielety kilku osób, które zawierały haplogrup? R1a1. [1] Osoby te łączy si? z tzw. kultur? ceramiki sznurowej, a okres ich życia datuje si? na około 2600 r. p.n.e. Równie? w jaskini Lichtenstein (niem. Lichtensteinhöhle; Dolna Saksonia) znaleziono dwa męskie szkielety o haplogrupie R1a1. [2] Od tamtej pory dokonano kolejnych odkry?, które zdaj? si? potwierdza? obecność Prasłowian na ziemiach Europy Środkowej. W lutym 2015 r. Wolfgang Haak wraz z zespołem opublikowa? prac? „Massive migration from the steppe is a source for Indo-European languages in Europe”. [3] Zawiera ona dane licznych próbek kopalnego DNA z terenu całej Europy. Zespół Haaka odkry? dwie próbki R1a1 na terenie Niemiec:
– w miejscowości Esperstedt (Turyngia), datowan? na lata 2473-2348 p.n.e. z kręgu kultury ceramiki sznurowej. [4]
– w miejscowości Halberstadt-Sonntagsfeld (Saksonia-Anhalt) datowan? na lata 1113-1021 p.n.e. z kręgu kultur pól popielnicowych. [4]
Inny naukowiec, Morten L. Allentoft z zespołem, w swojej pracy „Population genomics of Bronze Age Eurasia” [5] opublikowanej także w lutym 2015 r., wyróżni? kilka próbek R1a1 na terenie Niemiec:
– w Tiefbrunn (Bawaria), dwie próbki datowane na 2750 r. p.n.e.
– w Bergrheinfeld (Bawaria), jedna próbka datowana na 2650 r. p.n.e.
Wreszcie pojawiły si? te? pierwsze próbki męskiego DNA z terenu Polski. Zespół pod kierownictwem Allentofta odkry? tak? w miejscowości ?ęki Małe (pow. grodziski, woj. wielkopolskie), datowan? na 2150 r. p.n.e. Odkryty szkielet, z którego pobrano próbk?, znaleziono na terenie tzw. „Wielkopolskich piramid” – grupie kurhanów z czasów prehistorycznych. Inne dwa szkielety (mężczyzny i chłopca) badano na odkrytym niedawno cmentarzysku w Rogalinie (pow. hrubieszowski, woj. lubelskie). Cho? brak jest oficjalnej informacji o haplogrupie próbek z tych szkieletów, to jednak nieoficjalnie podaje si?, że w obu przypadkach była to także haplogrupa R1a1. Oba szkielety pochodz? z około 2000 r. p.n.e.[6]
Przełom przyniosły także badania antropologiczne prof. Janusza Piontka [7] oraz badania kraniologiczne dra Roberta Dąbrowskiego. [8] Obaj naukowcy poddaj? w wątpliwość teori? allochtonistyczn?, wedle której Słowianie mieli przyby? na ziemie polskie dopiero po V w. n.e. Dzięki ich badaniom okazało si?, że czaszki przedstawicieli kultury wielbarskiej, przeworskiej i czerniachowskiej s? bardzo podobne do czaszek Słowian. Zaprzecza to tezie prof. Godłowskiego o fizycznej wymianie ludności na ziemiach polskich.
Do zmiany swoich poglądów zmuszeni s? także archeolodzy, którzy na podstawie najnowszych bada?, z tzw. wykopalisk autostradowych, stwierdzili, że musz? zrewidowa? swe dotychczasowe silnie allochtonistyczne poglądy. W bardzo ciekawym tekście, archeolog – prof. Tadeusz Makiewicz – pisze tak:
„…praktycznie wszyscy badacze problematyki okresu przedrzymskiego i rzymskiego s? przedstawicielami koncepcji allochtonistycznej. Najwybitniejszym spośród nich by? Kazimierz Godłowski, który wywar? olbrzymi wpływ na badania nad t? epok? w Polsce. Dotyczy to równie? autora tych uwag, który zaczął rewidowa? swe poglądy dopiero w wyniku nowych odkry?…” [9]
Na końcu swojego tekstu prof. Makiewicz poddaje krytyce wnioski z bada? najsłynniejszych polskich zwolenników teorii allochtonistycznej wśród archeologów:
„Stwierdzi? więc trzeba, że w swej argumentacji K. Godłowski, a w ślad za nim M. Parczewski opierali si? przede wszystkim na materiale z cmentarzysk, i to ze starszej fazy podokresu późnorzymskiego. Inne ujęcie było zreszt? ówcześnie praktycznie niemożliwe ze względu na bardzo słaby stan rozpoznania osad, badanych prawie wyłącznie tylko wyrywkowo, na niewielkiej powierzchni, a wręcz katastrofalny stan opracowania i publikacji tej kategorii stanowisk. Nowe za? materiały, przynajmniej dla terenu Wielkopolski, dowodz?, że poglądy na temat znaczenia naczy? garnkowatych, formułowane w ramach interesującej nas dyskusji przez zwolenników koncepcji autochtonicznej (J. Kostrzewski, K. Jażdżewski, J. Hasegawa i inni), były słuszne”. [9]
Teoria autochtoniczna ma równie? swoich zwolenników wśród znanych językoznawców. Jednym z nich jest prof. Witold Mańczak. [10] Dnia 2 czerwca 2000 r. w Komitecie Nauk Pra- i Protohistorycznych PAN w Warszawie odbyło si? zebranie „okrągłego stołu”, poświęcone praojczyźnie Słowian. Na zebranie zaproszono 14 osób różnych dziedzin nauki, wśród których by? także prof. Mańczak. Z jedenastu przybyłych prelegentów tylko czterech opowiedziało si? za etnogenetyczn? koncepcj? Godłowskiego, natomiast siedmiu odniosło si? do niej z mniejsz? lub większ? rezerw?. [11]
W tej sytuacji teoria allochtonistyczna pochodzenia Słowian została, mówiąc slangiem bokserskim, zepchnięta do narożnika. Wszystkie najnowsze badania różnych dziedzin nauki zaczęły coraz śmielej stawia? jej opór i podważa? jej wnioski. Na forach internetowych, związanych z histori?, daje si? zauważy?, że zwolennicy tej teorii, jak i niezaangażowani sceptycy stopniowo zaczynaj? akceptowa? brak fizycznej wymiany ludności na terenie Polski między IV a VI wiekiem oraz materialn? ciągłość kulturow?. Jednakże jednocześnie pojawi? si? kolejny argument – uznający rzekomy brak języków słowiańskich na tym terenie przed V wiekiem. Zwolennicy tej naprędce stworzonej tezy zakładaj? bowiem, że tutejsza ludność (głównie R1a1) musiała mówi? do V wieku językami germańskimi, by następnie, z nieustalonych przyczyn, w błyskawicznym tempie zmieni? mow? na słowiańsk?. Pomijając absurd tak szybkiej wymiany językowej na tak olbrzymim terytorium, [12] jak i jej zasadność oraz powód, będ? udowadnia?, że i ta teza jest mylna. Poniżej przedstawi? liczne argumenty przemawiające za tym, i? ludność o haplogrupie R1a1 należy historycznie łączy? właśnie z językami słowiańskimi.
Występowanie R1a1
Na początku należy spojrze? na jakim obecnie obszarze występuje haplogrupa R1a1. Zwróci? należy uwag?, że zdecydowanie dominuje ona w większości państw słowiańskich:
– Polska 57,5%, Białoru? 51%, Moskwa 46%, Ukraina 44%, Słowacja 41,5%, Słowenia 38%, Czechy 34%. [13]
Warty podkreślenia jest fakt, że niezgermanizowana, słowiańska ludność Serbołużyczan z terenu Niemiec pochwali? si? może a? 65% odsetkiem tej haplogrupy, co wyraźnie odróżnia j? od Niemców, zarówno pod względem genetycznym, jak i językowym. Świadczy to o fizycznym napływie Niemców o innej haplogrupie na terytorium Słowian połabskich, co silnie udokumentowane jest źródłami pisanymi. Haplogrupa R1a1 dość wyraźnie zachowała si? na terenach uprzednio słowiańskojęzycznych, a obecnie zdominowanych przez inne języki. Wyłania si? tu wniosek, że mimo asymilacji językowej, geny ludności pierwotnie słowiańskiej pozostały na terytorium swych przodków. Dlatego haplogrupa R1a1 dominuje na Węgrzech, gdzie jest najliczniejsza (29,5%) i gdzie, jak wiadomo z przekazów historycznych, ludność słowiańska dominowała do momentu przybycia plemion madziarskich. Równie? na terenie wschodnich Niemiec, zamieszkałych jeszcze w średniowieczu przez Słowian połabskich, hg R1a1 jest dość wyraźnie reprezentowana, zajmując drugie miejsce pod względem liczebności (24%). Ta sama sytuacja dotyczy Austrii i Rumunii, historycznie dość silnie zamieszkałych przez Słowian. W przypadku obu państw – R1a1 jest drug? najliczniejsz? haplogrup? i wynosi odpowiednio: 19% i 17,5%. [13] Słowiańskojęzyczne państwa bałkańskie (poza Słoweni?) musiały by? w większości zeslawizowane, co potwierdzaj? źródła pisane, gdy? hg R1a1, cho? wyraźnie obecna, nie jest tam dominująca. Średnio waha si? ona w przedziale kilkunastu procent – poza Chorwacj?, gdzie jej odsetek wynosi 24%.
Wszędzie w Europie, gdzie dominuj? języki słowiańskie, na większości terytoriów dominuje haploigrupa R1a1. A w tych państwach słowiańskich, gdzie ona nie dominuje, jest wyraźnie obecna. Dla zobrazowania występowania tej haplogrupy pomocna jest mapa:
Mapa 1: Występowanie haplogrupy R1a1 (R1a-M417)[14] ; źródło: http://s11.postimg.org/8lih8edcj/1177epk.png
Na mapie zwraca uwag? silne występowanie tej haplogrupy poza Europ?, a konkretnie w Azji. I tak: mieszkańcy Indii Północnych i Nepalu to w 48–73% jej posiadacze. Równie silnie występuje ona u Iszkaszimów (68%), Tadżyków, Uzbeków (3%-40%) i Pasztunów (45–51%), a także Kirgizów (63%) i Ałtajczyków (38–53%).
Podobieństwo genetyczne Ariów do Słowian nie jest przypadkowe i pokrywa si? ono z podobieństwem ich języków do słowiańskich. Podobieństwo to przejawia si? równie? w fizjonomii, antropologii i religii. Tak liczne dziedziny podobieństw nie mog? by? przypadkowe. Wynikaj? one bowiem ze wspólnego pochodzenia. Mimo upływu tysięcy lat przetrwało ich wzajemne podobieństwo fizyczne, genetyczne i językowe. Do momentu chrystianizacji Słowian i islamizacji niektórych narodów azjatyckich, przejawiało si? ono także w podobnej symbolice religijnej. Wszystkie te podobieństwa przybliżę w wielkim skrócie poniżej.
Ariowie i Słowianie
1. Podobieństwo genetyczne
Powyżej przedstawiłem, że wśród narodów słowiańskich wysoka częstotliwość występowania haplogrupy R1a1 pokrywa si? w większości przypadków z używaniem języków słowiańskich. Podobn? zależność wida? w Azji, gdzie wysoka częstotliwość występowania R1a1 pokrywa si? zazwyczaj z używaniem języków aryjskich, z wielkiej rodziny języków indoeuropejskich. Pokazuje to tabela z anglojęzycznej Wikipedii: „Y-DNA haplogroups in South Asian populations”. Łatwo zauważy?, że duży odsetek haplogrupy R1a1 wiąże si? w większości przypadków z używaniem języków indoeuropejskich (IE), a dokładniej z językami aryjskimi – silnie spokrewnionymi z j. słowiańskimi. Występowanie hg R1a1 jest bardzo silne w najwyższej kaście w Indiach – wśród braminów, gdzie wynosi w niektórych rejonach a? 72%. [15] Silna wielowiekowa izolacja kolejnych pokole? z tej kasty przełożyła si? na wysoki odsetek występowania haplogrupy charakterystycznej dla Ariów (R1a1) i na używanie języków z grupy indoaryjskiej. Równie? wśród Pasztunów, aryjskiego ludu z Afganistanu i Pakistanu, jest on wysoki i wynosi od 44,8% (Pakistan) do 51% (Afganistan). Tabela zwraca uwag? także na zależność odwrotn?: im mniejsze występowanie R1a1, tym częstsze używanie języków nienależących do innych ordzin, takich jak: j. austro-azjatyckie (AA), chińsko-tybetańskie (ST), czy w nieco mniejszym stopniu drawidyjskie (Dr).
2. Podobieństwo fizjonomiczne
Niniejszy podtytu? zawiera zdjęcia i filmiki ukazujące dość zaskakując? środkowo-europejsk? fizjonomi? części ludności azjatyckiej, z terytorium Kirgistanu, Pakistanu, Tadżykistanu, Indii, Rosji czy nawet Chin. Ta ludność to potomkowie starożytnych ludów spokrewnionych genetycznie ze Słowianami. Oto ich zdjęcia porównawcze:






\





4. Podobieństwo językowe

Języki słowiańskie łączy z językami większości powyższych grup silne podobieństwo. Cho? na przestrzeni wieków języki te uległy ewolucji oraz mieszaniu si? z innymi językami, to jednak zachowały si? najstarsze zabytki pisemne. Najbardziej znanymi językami starożytnych Ariów s?: sanskryt i język awestyjski. Oba wykazuj? bardzo mocne podobieństwo do języków słowiańskich. Wyraźne podobieństwo języka awestyjskiego do języków słowiańskich zauważy? ju? w XIX wieku orientalista prof. Ignacy Pietraszewski. [17] Od tamtej pory powstało dużo więcej publikacji na ten temat. Jednakże, aby uzmysłowi? Czytelnikom podobieństwo języków aryjskich do języków słowiańskich, poniżej posłużę si? dwoma przykładami – podobieństwem starożytnego sanskrytu do języka polskiego oraz języka palijskiego, także do języka polskiego.
Porównanie słów polskich ze słowami sanskrytu:
Wiedza = Veda, Zna? = Znati, Budzi? = Budżati, Sława = Śravas, Prawda = Para Veda, Bywa? = Bhavati, Bóg = Bhaga, Święty = Śivata, Niebo = Nabhas , , Raj = Raji , Łono = Joni, Łakocie = Jakoti, Ło? = Josza (por. Łosza – samica łosia), Ży? = Żivati (por. Żywi?), Rodzi? = Rodhati, Żona = Żani, Drzewo = Dru, Góra = Giri, Wia? = Vati, Drzwi = Dvara (por. słowackie Dvere, ukr. Dveri, ros. Dver’), Ogie? = Agni, Wilk = Vrka, Koza = Aża, Owca = Avi, Niedźwied? = Madhvad (por. słoweńskie Medved), Mysz = Mu?, Myszka = Muśika, Wydra = Udra, Żyto = Sitja.
Porównanie słów polskich ze słowami języka palijskiego:
Nie/Ani = Ani, Bóg = Bhagam, Pobożna kobieta = Bhagini (por. Bogini),,Drewno = Daru, Szary = Dausaro, Gada? = Gabati, Głosi? = Ghoseti, , Zimno = Himo, Jabłko = Jambu, Kiedy = Kada, Kaszel = Kaso, Kto = Ko, Kukułka = Kokila, Kogut = Kukkuto, Miód = Madhu, Mniema? = Mannati, My = Mayam, Niebo = Nebho, Nos = Nasa, Opada? = Opatito, Rani? = Paharati (por. Poharata?), = Panca, Pływa? = Plavati, Pełno = Punno, Pijący = Payako (por. Pijak), Wrzawa = Rava, , Sala = Sala, Samo = Samo, Szybko = Sigho, Sucho = Sukkho, Syn = Sunu, Spać? = Supati, Tam = Taham, Ciemno = Tamo, Wia? = Vati/Vayati.
Więcej na ten temat z przykładami liczniejszych, pokrewnych słów można przeczyta? w artykułach Kamila Dudkowskiego, z których między innymi korzystałem: „Sloveniska Samskrta” oraz „Język polski na Sri Lance”. [18]
O językowym i genetycznym pokrewieństwie Ariów i Słowian pisz? także indyjsko-kanadyjscy naukowcy w swojej pracy pt. „Indo-Aryan and Slavic Linguistic and Genetic Affinities Predate the Origin of Cereal Farming”. [19]
5. Podobieństwo religijne
Kończąc wątek o podobieństwie Ariów i Słowian, wspomnie? należy o podobieństwie związanym z religi?. Cho? dzi? Słowianie to w większości wyznawcy różnych religii chrześcijańskich, to jednak dawniej byli poganami. Z czasów pogańskich pochodz? elementy, które pokrywaj? si? z niektórymi elementami z religii Ariów – braminizmu i później hinduizmu oraz buddyzmu. Podobieństwo te przejawia si? między innymi w symbolice. Pomimo że temat jest dość szeroki, ja skupi? si? tylko na jednym symbolu wspólnym dla Słowian i Ariów. Symbolem tym jest swastyka. Ten prastary znak, zanim zosta? splugawiony przez niemieckich nazistów, by? uważany za symbol szczęścia. Używali go Słowianie, także po schrystianizowaniu. Dowodem jest, między innymi, symbolika przetrwała w Polsce a? do XX w. Dla Ariów i ich współczesnych potomków – swastyka jest do dzi? ważnym symbolem religijnym. W niniejszym podtytule, analizy na temat podobieństw symboliki religijnej ogranicz? do kilku ciekawych i zaskakujących zdjęć. Nieco więcej na ten temat można przeczyta? we wspomnianym wcześniej artykule anonimowego autora, [16] w artykułach Ratomira Wilkowskiego[20] oraz w artykule na portalu „Słowianowierstwo”. [21] Szczególnie jednak polecam artyku? „Świaszczyca, Swarzyca, Swarga, Swastyka – symbol zwycięstwa, szczęścia, przychylności bogów, urodzaju”.[22]


Oprócz podobieństw Ariów i Słowian s? jeszcze inne dowody wskazujące na korelacj? języków słowiańskich z haplogrup? R1a1. Ciekaw? prac? na temat tej korelacji napisali austriaccy naukowcy. Stwierdzili oni zależność pomiędzy występowaniem słowiańskich nazw pastwisk w austriackim Wschodnim Tyrolu, a odsetkiem występowania u miejscowych mężczyzn haplogrupy R1a1, określanej w pracy jako R-M17. W badaniu posłużono si? nazwami a? 853 pastwisk ze Wschodniego Tyrolu. Pomimo że dzi? wszyscy mieszkańcy tego regionu na co dzie? posługuj? si? językiem niemieckim, to jednak historycznie przodkowie mieszkańców, o wspomnianej haplogrupie, mówili po słowiańsku. Świadcz? o tym właśnie nazwy pastwisk o słowiańskim rodowodzie. Dość dobrze obrazuje to rysunek z omawianej pracy:

Rys. 1: Korelacja nazw pastwisk z genami we Wschodnim Tyrolu (Austria).
Mapa A pokazuje częstotliwość występowania nazw słowiańskich, mapa B nazw romańskich, za? mapa C nazw germańskich. Kolor czerwony wskazuje na wysokie występowanie, kolor żółty na średnie, za? kolor zielony na małe bąd? żadne. Mapa D pokazuje dwa regiony wyodrębnione według zbadanych haplogrup. Region B zamieszkały jest przez osoby o haplogrupie przypisywanej Słowianom (R-M17). Jak wida? region B z mapy D wyraźnie pokrywa si? z licznym występowaniem pastwisk o etymologii słowiańskiej, zaznaczonych czerwonym kolorem na mapie A.
Z bada? tych wysuwa si? konkretny wniosek: tam, gdzie występuj? słowiańskie nazwy pastwisk, R1a1 (R-M17) jest powszechne. Tam, gdzie nie ma słowiańskich nazw pastwisk (region A), R1a1 nie ma w ogóle.
Badania te pokazuj?, że historycznie łączenie haplogrupy R1a1 w Europie z językami słowiańskimi jest jak najbardziej wskazane.[23]
Kończąc, chciałbym równie? zwróci? uwag? na ważny artyku? Wojciecha Jóźwiaka pt. „Genetyczna granica Słowian i Germanów” [24] opartym na podstawie bada? genetycznych dra Krzysztofa Rębały i zespołu. Wnioski z tych bada? s? takie, że istnieje dość wyraźna granica zarówno genetyczna, jak i językowa pomiędzy Germanami a Słowianami, porównując zwłaszcza Niemców i Polaków. Podczas gdy u Polaków dominuje haplogrupa R1a1, to u Niemców R1b. Zatem: języki słowiańskie ponownie pokrywaj? si? z haplogrup? R1a1, a germańskie z haplogrup? R1b. Znamiennym przykładem s? wspomniani wcześniej Sebołużyczanie – słowiańska mniejszość zamieszkująca do dzi? Wschodnie Niemcy. Ludność ta różni si? od swoich niemieckich sąsiadów jeszcze bardziej jak Polacy. U Serbołużyczan odsetek R1a1 jest bowiem wyższy ni? u Polaków (57,5%) i wynosi, jak ju? wspomniałem na początku opracowania – a? 65%.
Językowe i genetyczne podobieństwo Ariów i Słowian nie jest przypadkowe. Mimo rozdzielenia si? obu grup ludności przed tysiącami lat, geny obu społeczności jasno pokazuj? ich pokrewieństwo. Co znamienne, ich języki wykazuj? także zadziwiające podobieństwo. Wnioski z tego, jak i pozostałych przykładów przedstawionych w niniejszym artykule, s? bardzo konkretne. Cho? dzi? nie każda męska osoba mówiąca językiem słowiańskim jest nosicielem haplogrupy R1a1, a także nie każda osoba o tejże haplogrupie używa języka słowiańskiego – to jednak mowa, będąca w linii prostej przodkiem języków słowiańskich jak i aryjskich, wykształciła si? w rodzie, w którym ta haplogrupa była dominująca lub nawet jedyna. Pomimo upływu tysięcy lat, pomimo różnych migracji, asymilacji, , jej dominacja trwa do dzi? u większości narodów słowiańskich. Im dalej wstecz, tym wyższa jest korelacja języka słowiańskiego z rodem genetycznym R1a1. Dotyczy to także korelacji z językami blisko spokrewnionymi ze słowiańskimi. Zatem łączenie starożytnych szkieletów o haplogrupie R1a1, z terenu Europy z językami prasłowiańskimi, jest jak najbardziej właściwe i uzasadnione.
Co jeśli Polak nie deklaruję się jako „Indoeropejczyk”, to co ma zrobić by podczas wpisania w spisie powszechnym „Polak”, aby nie uznano go w internecie za indoeuropejczyka? Bo temu będzie towarzysz masowa stygmatyzacja…
Praidnoeuropejczycy to popularna w internecie i nauce popularnej koncepcja, wspólnego pochodzenia ludność Indii, Iranu i prawie całej Europy (to cud, że nie jest to wykorzystywane przez euroentuzjastów bo jeszcze bardziej by pogorszyło sprawę koloryzacji mitów), problem w tym że jest to nie tylko nieprawdziwe, co sprzeczne ze standardami nauki. Najpopularniejsza jest wersja obecna w niektórych, bardziej egzotycznych kręgach turbosłowianizmu – tworzonych prze osoby, które nie wiedzą że PKB nie liczy szarej strefy i pracy nieodpłatnej, więc mają kompleksy niższości i chcąc „być w Europie” (próbują bezskutecznie udowodnić, że Europejczycy i Słowianie to jedno i to samo)
Krótko – praindoeuropejczycy nie istnieli. Oto 10 powód, dla czego
Jak podaj Wikipedia, słowniki i opracowania – przymiotnik „Indoeuropejski” i „Praindoeuropejski”, stworzyła tzw. indoeuropeistyka, czyli nauka która doszukiwała się powiązań między językami i ostatecznie określiła grupę IE, oraz hipotetyczny prajęzyk PIE, odszyfrowała parę antycznych skryptów, określiła parę ogólnych terminów lingwistycznych i na tym się skończyło. Nie wnikała w geny, czy kulturę ludności. Gdyby to robiła, to pewnie stworzyła by zupełnie inny podział Euroazji, nie pokrywający się z podziałem językowym. Praindoeuropejczycy, to z punktu widzenia indoeuropeistyki ludzie mówiący po „praindoeuropejsku”, którzy wcale nie musieli być przodkami „indoeuropejczyków”. Na tym językoznawcy się nie znali, a osoby które łączą język PIE i jednocześnie kulturę to popełniają mocny błąd. Indoeuropeistyka zajmuje się poszukiwaniem ojczyzny samego języka, a nie jej twórców i użytkowników, co jest zaznaczone w bardziej rzetelnych opracowaniach. Z resztą termin „praindoeuropejczycy” został stworzony przez ludzi, którzy próbowali wykorzystać termin językowy, to opisu ludności a to co innego. A o późniejszych „Protogermanach” nazistów to nie będę nawet wspominać.
2. Mieszanie się języków

Istnieje teoria Trubickoya (oraz parę innych podobnych w tym teoria fali), uznająca języki IEL nie za rodzinę lecz ligę językową, dwóch lub więcej grup, tym bardziej że w tym regionie mieszanie się języków miało skalę ogromną (mieszanie się języków Wedów i Drawidów, Irańczyków i Turkutów, różnorodne pochodzenie ludności Grecji czy ostatecznie – mieszanie się języków w średniowiecznej Europie). Taka kwestia w zasadzie pozwala łatwo na uznanie, że wiele ludności mieszało swoje języki poprzez sąsiedztwo i mniejszości. Twórcy teorii PIE patrzyli na analogię języków, ale nie badali ich reliktów (jak np. Kazania Świętokrzyskie). I np. Polskie „Mężczyzna” miało mieć wspólny korzeń z „Man”, pochodzący z PIE, a wcześniej istniało w prasłowiańskim. Problem w tym, że dawniej na mężczyznę mówiliśmy „samcza” (pacz stare wersje modlitw). Więc słowo mężczyzna przyszło bezpośrednio z zachodu, najpewniej francuskiego. To samo można powiedzieć o masie przedrostków czy faktu, że u nas wiele „indoeuropejskich” elementów jest najbardziej podobne do tych z Niemieckiego, Francuskiego, Łaciny i Greki, a nie języków Satem. Bywa też odwrotnie – Bóg to według Sanskrytu było Bwaga, a jednak mówi się że rdzeniem dla PIE było „devus”. Co łączy devus i bwaga? Nie ma języków w 100% czystych, a w tym regionie mieszanie się ich było ogromne. A mieszanie się języków nie ma granic ‚rasowych”, gdyż odnosi się właśnie do przyswajania wzorców obcych. `
3. Radykalnie różne rasy pierwotnych użytkowników języków indoeuropejskich

Jak Nepalczyk będący autentycznym przedstawicielem rasy żółtej, mógłby mieć kilka tysięcy lat temu wspólnego przodka, z rudym Norwegem mającym powiekę semicką, kwadratową szczękę i wysoki wzrost/zarost? Ewolucja tak szybko nie działa, co widać na przykładzie dostosowanych do zimna, ludności w Wietnamie która mimo że nabyła pewne nowe cechy do ciepłego klimatu, to raczej nie pozostawia wątpliwości co do tego czym jest.
4. Brak pokrycia w DNA

Haplogrupy DNA-Y nie pokrywają się z językami zaliczonymi IEL. Na przykład R1a jest obecne u Słowian, ale posiadali/posiadają go też turkuckojęzyczni Tatarzy, Chazarowie, Hunowie, Ałtajczycy, Kirgisi i Uzbecy. J2 istnieje w Grecji i w Iranie (co też się nie zgadza bo jeden to Kentum, a drugi to Satem), ale jest u Drawidów, Arabów północnych oraz Turków (w sensie potomków Hetytów i Anatolian, w odróżnieniu od „prawdziwych” Turków). Na dodatek N1 choć obecne u nie-indoeuropejskich językowo Ugrofinów, występuje też u wszystkich ludów bałtów (jeśli uznać, że R1a i N1c nie są spokrewnione jak głosi teoria o praidnouierpejczykach, to by negowało istnienie wspólnoty bałtosłowiańskiej!) Z kolei Węgrzy zaliczani do ugrofińskich mają R1a, masowe u Słowian.
5. Brak rekonstrukcji twarzy

Te rekonstrukcje z czaszek są generalnie oparte często na zachodnieuropejskim typie urody, gdyż zaczęli je robić właśnie mieszkańcy Europy Zachodniej. To jak z obrazami w renesansie – niby różne narody, a każdy był malowany tak że wyglądał jak Francuz. Z czaszki nijak nie zrekonstruuje się gęstości zarostu, kształtu i koloru włosów, ilości naturalnego tłuszczu (fałda powiekowa czy tłuszczy policzkowego) ani nawet nosa. Lepiej jak ciało w jakimś stopniu zachowa się w całości, albo zrobi się testy DNA, bądź chociaż potwierdzi pokrewieństwo. z współczesnymi ludami.
6. Szkielet „nie mówi”
Ocenianie czy ktoś był „Indoeuropejczykiem” po kształcie szkieletu i miejscu jego znalezienia w przypadku kultur archeologicznych nie mają sensu. Hetycki to najstarszy język zaliczony do tej grupy. Przed nią nie ma dowodów na istnienie takich języków.
7. Teorie kaukaskie są przestarzałe, bądź pseudonaukowe

O teorii kaukaskiej nie będę wspominać, bo ten rejon jest zdominowany przez haplogrupę G, masową szczególnie w Gruzji (stąd nazwa), a występujący też w Kazachstanie. Na południe jest z kolei J2, które najpewniej jest spokrewnione z J1, co widać gołym okiem u ich posiadaczy. Z resztą nazywanie rasy „białej” kaukaską (przedstawianą jako blondyn o niebieskich oczach) nie będę nawet komentował, bo nie dość że większość indoeuropejczyków nie ma blond włosów (blond włosy w Indiach?!) to jeszcze na dodatek przypomina to nazizm i ruchy typu white power, które jednak chyba opierają się na złej definicji „białej rasy” bo coś takiego jak biała rasa nie istnieje. Gdyby po II Wojnie Światowej naukowy nie byli odstraszani do badania kwestii ras, z powodów awersji wywołanej traumą wojny, to doszło by do sporych reinterpretacji podziałów. Polecam mem „Fingolia”.
8. R1b z J2 i R1a z N1.

R1a i R1b mają podobny układ nukleotydów, lecz wszystko wskazuje że może być to po prostu jakaś dziwna konwergencja (tak jak w I2 i I1), bowiem każdy widzi że ludność R1a jest wręcz bliźniacza do ludności I2 oraz europejskiej części N1c (z kolei azjatycka część R1a przypomina azjatycką część N1c, są też ogniwa pośrednie np. Tatarzy, Lapończycy czy Udmurci). Eickestdet twierdził, że ludność która nosi (jak się okazało) R1a, N1c i I2 należy do jednej rasy „Europeidów Wschodnich” co powtórzyli też Polscy badacze (typ subnordyczny) i stwierdził, że dawniej ta ludność była mongoidalna, ale nabrała potem innych cech na skutek zmiany klimatu życia (podobnie jak Maorysi, część Indian czy Indonezyjczycy), lecz relikty w postaci cech mongoloidów lub podobnych do cech mongoloidów właściwych są u nich wszechobecne. Również porównanie całościowego DNA, stwierdziło że Polakom szczególnie blisko do np. Litwinów (którzy mają N1c), a także odnaleźli powiązania z linni żeńskiej i niezwykłe przenikanie się obu haplogrup (w przypadku R1b – granica z R1a jest skokowa i nagła), co mogło być możliwe tylko kiedy populacja jednej wyodrębniła się od drugiej, a zmiany tego genu nikt nie zauważył. Tutaj sama konwergencja nie wystarczy, tutaj trzeba i konwergencji i wspólnych korzeni aby osiągnąć taki efekt. Z kolei jak spojrzeć na np. Francuzów to dobrze widać, że zdecydowana większość z nich wywodzi się z Bliskiego Wschodu, mają też podobną mentalność. Na dodatek parę celtykich grobowców przypomina piramidy… Cóż się dziwić, że Syryjczycy tak bardzo chcą mieszkać we Francji…
9. Azjaci w Europie Wschodniej

Spójrzcie na analogię kultury Vinca do kultury Jomon, a kultury Cucuteni do kultury starochińskiej, oraz neolitycznej Bułgarii do neolitycznego Vietnamu. Ja w przypadki nie wierzę, coś ich za dużo. A jeśli już to przypadki nigdy nie są przypadkowe.
10. Brak etnosu
Każdej rodzinie językowej towarzyszy jakiś wspólny etnos i tożsamość grupowa. języki Ateluto-Azteckie wiążą się kulturą latynoską i prakolumbijską, języki Inuito-Eskimoskie z kulturą arktyki, języki Chińsko-Tybetańskie i Austroazjatyckie z kulturą Chińską i całym regionem, języki uralskie z kulturą północnej Rosji, języki ałtajskie z kulturą stepową (specyficzna religia, uzbrojenie, środki transportu, zwyczaje, architektura czy typ ubrań), języki nigero-kongijskie z całym etnosem czarnej Afryki, a języki semickie – łączy kultura bliskiego wschodu – Asyrii, Arabii, Egiptu i Fenicji. W każdym z tym przypadków znajdziemy elementy obecne u każdego narodu używającym języków z tej rodziny. A jaki wspólny etnos mają języki indoeuropejskie? Żaden. W obu przypadkach mieszają się nie tylko języki, ale też w jakiejś części kultury. Persja zapożyczyła od ludów tureckich symbolikę i dywany, dając im swoją architekturę. Drawidowie i Ariowie stworzyli wspólną religię i cywilizację, a Zachód Europy przyjął technologię wojenną i heraldykę od Wschodu, w zamian dając swoje pismo łacińskie i misjonarzy. Dwa najważniejsze haplogrupa, które „niosły cywilizacje” w rejonie to R1a i J2. Choć jedno było na północy, a drugie na południu i miały radykalnie różną kulturę i urodę mieszkańców, to jednak zetknęły się w paru miejscach i wpływały na siebie. Jednak to tylko wpływy. Mimo pomieszania, można łatwo odcedzić co jest z czego patrząc na częstotliwość, specyficzne cechy czy związane z warunkami o łatwo za pomocą równań z niewiadomą, określić że np. to przyszło z Grecji, albo to przyszło od Gotów itd. Nie ma etnosu „Indoeruopejskiego”. Nawet gdy w jakichś miejscach zderzyły się ludności pochodzącą od dwóch, różnych ale tych samych substratów, to jednak wygląda to inaczej bo każde takie zderzenie było inne – pacz Indie vs Europa, Buddyzm Ariów przypomina substrat Słowiański, zaś architektura Celtów – architekturę Drawidów. Jednak nijak porównać medytującego Aria do targującego się Drawida. Tak samo jak porównać melancholijnego Polaka, to tańczącego Francuza. To najlepszy dowód na to że nie istnieli „praidnoeuropejczycy”. Gdyby pochodzili od wspólnych przodków, a azjaci nigdy nie dotarli by do Indii i do Europy, wówczas cała historia świata potoczyła by się zupełnie inaczej, a ja bym tego nie pisał, tylko siedział gdzieś na Syberii, odpoczywał, patrzył w piękne niebo i niósł flagę ze słońcem na błękitnym tle.

Germanie Wschodni bądź ludy wschodniogermańskie to określenie grupy ludów wschodniej części Europy Środkowej przełomu er do średniowiecza. Obejmował tereny Połabia i dzisiejszej Polski, Czech i Słowacji aż po Estonię, choć granica między Germanią Wschodnią, a Sarmacją jest wciąż niejasna. Termin „Germania” stworzony przez Cesarstwo Rzymskie/Zachodniorzymskie w stosunku do wschodniej części, występował często w pismach Świętego Cesarstwa Rzymskiego, jako Germania Slavica do momentu ustalenia oficjalnych nazw danych państw.
Termin używany był przede wszystkim w odniesie geograficznym – określeniu ludów wschodniej Germanii – rejonu sąsiadującego Cesarstwem Rzymskim od północnego-wschodu. Określenie lingwistyczne „Germanie Wschodni” stało się późniejszym terminem, odnoszącym się głównie do języka używanego w Biblii Gotów. Języki pozostałych grup nie zostawiły żadnych śladów, oprócz zlatynizowanym imion władców, tłumaczonych obecnie na różne sposoby.
W przeciwieństwie do Germanów Zachodnich i Germanów Północnych, będących w ścisłej więzi pokrewieństwa, Germanie Wschodni, twórcy Kultury Przeworskiej stanowili z genetycznego punktu widzenia potomków twórców Kultury Łużyckiej, oraz przodków plemion zachodniosłowiańskich, w tym plemion które dały początek takim narodom i ludom jak Polacy, Czesi, Słowacy czy Wieleci. W czasach Rzymskich, Germanie Wschodni byli blisko spokrewnieni z Sarmatami, Dakami, Trakami, Hunami, Sogdianami czy Alanami, które dali początek dzisiejszej ludności Bałkanów, Środkowej Azji i Wschodniej Europy. Zdążało się czasami że niektóre plemiona klasyfikowane zachodniogermańskie, należały do tej samej rodziny genetycznej co plemiona wschodniogermańskie (np. Longobardowie) ze względu na wysoką umowność linii podziału.
Germanie Wschodni, a Germanie Zachodni/Północni
Od XIX wieku zaczęto kojarzyć termin „Germanie” w rozumieniu starożytnych i wczesnośredniowiecznych języków germańskich, a zatem są one przynajmniej w przybliżeniu utożsamiane z ludami germańskojęzycznymi, chociaż różne dyscypliny akademickie mają własne definicje tego, co czyni kogoś lub coś „germańskim”.
Rzymianie nazwali obszar należący do Środkowej Europy, w której żyły ludy germańskie, Germanią, rozciągająca się ze wschodu na zachód od Renu po Estonię oraz z północy na południe od Danii do górnego Dunaju. W współczesnych dyskusjach na temat okresu rzymskiego ludy germańskie są czasami określane jako Germanie lub starożytni Niemcy, chociaż wielu badaczy uważa ten drugi termin za problematyczny, ponieważ sugeruje tożsamość Germanów Wschodnich z dzisiejszymi Niemcami i Skandynawami.

Określenie „ludów germańskich”, obejmująca każdy z kategorii stał się przedmiotem kontrowersji wśród współczesnych uczonych. Niektórzy uczeni wzywają do jej całkowitego porzucenia terminu „Germanie” jako nowoczesnego konstruktu, ponieważ wrzucenie do jednego worka obu kategorii „narodów germańskich” implikuje wspólną tożsamość grupową, na którą nie ma wielu dowodów. Inni uczeni bronili dalszego używania tego terminu i twierdzą, że wspólny język germański pozwala mówić o „ludach wschodniogermańskich”, lecz kwestia językowa pozostaje nieznana w przypadku większości z tych plemion.
Stanowisko kronikarzy Rzymskich
Dla Tacyta (Germania 43, 45, 46) język był charakterystyczną, ale nie definiującą cechą ludów germańskich. Wiele z przypisywanych Germanom cech etnicznych przedstawiało ich jako typowo „barbarzyńskich”, w tym posiadanie stereotypowych wad, takich jak „dzikość” i cnót, takich jak czystość. Tacyt był czasami niepewny, czy lud jest germański, czy nie, wyrażając swoją niepewność co do Bastarnów, o których mówi, że wyglądali jak Sarmaci, ale mówili jak Germanie, oraz o Aestach, którzy byli jak Swebowie, ale mówili innym języku. Przy definiowaniu Germanów starożytni autorzy nie rozróżniali konsekwentnie między definicją terytorialną („żyjący w Germanii”) a definicją etniczną („posiadający germańskie cechy etniczne”), chociaż te dwie definicje nie zawsze pokrywały się.
Rzymianie nie uważali ludów wschodniogermańskich, takich jak Goci, Gepidów i Wandalów, za germańskich w rozumieniu Germanów Zachodnich i Północnych, ale łączyli ich z innymi nie-germańskimi ludami, takimi jak Hunowie, Sarmaci i Alanowie. Rzymianie określali te ludy, w tym te, które nie znały języka germańskiego, jako „ludy gockie” (”gentes Gothicae”) i najczęściej klasyfikowały ich jako „Scytów”.[50] Pisarz Prokopiusz, opisując Ostrogotów, Wizygotów, Wandalów, Alanów i Gepidów, łączył ludy gockie ze starożytynmi Getami (żyjących w Dacji i Tracji) i opisał je jako dzielące podobne zwyczaje, wierzenia i wspólny język.
Tacyt wspomina również o tradycji, iż istniało czterech synów Mannus lub Tuisto, od których wywodzą się grupy Marsów, Gambrów, Swebów i Wandali.

Podziały u Pliniusza i Tacyta miały bardzo duży wpływ na badania nad historią i Germanii Wschodniej. Jednak poza Tacytem i Pliniuszem nie ma innych tekstowych wskazówek, że te grupy były ważne. Wspomniane przez Tacyta podziały nie są przez niego stosowane w innym miejscu jego pracy, są sprzeczne z innymi częściami jego pracy i nie dają się pogodzić z Pliniuszem, który jest równie niekonsekwentny[56].Dodatkowo nie ma dowodów językowych ani archeologicznych dla tych podgrup. Nowe znaleziska archeologiczne wykazują tendencję do wykazywania, że granice między ludami germańskimi były bardzo przepuszczalne, a uczeni zakładają teraz, że ewolucja kultur i formowanie się nowych jednostek kulturowych były stałymi zjawiskami w Germanii.
Język
Z języków wschodniogermańskich, jedynie [[język gocki]] potwierdzają teksty (głównie Biblia Wulfili; ok. 350–380). Włączenie języków burgundzkich i wandalskich do grupy wschodniogermańskiej, jest nadal niepewne ze względu na ich skąpe poświadczenie, ograniczone zazwyczaj do zlatynizowanych imion władców.

Relacje z Rzymem
Pod panowaniem cesarza Augusta (63 p.n.e.-14 n.e.) Rzymianie próbowali podbić duży obszar Zachodniej i Wschodniej Germanii, ale wycofali się po wielkiej porażce Rzymian w bitwie w Lesie Teutoburskim w 9 roku n.e. U apogeum potęgi Rzymianom udało się nawet przekroczyć linię Odry, szybko musieli się jednak wycofać pod narastającym naporem plemion. Rzymianie nadal ściśle kontrolowali poprzednią granicę ą, i zbudowali długą ufortyfikowaną granicę, Limes Germanicus łączącą technologie rzymskie i wschodniogermańskie. Od 166 do 180 n.e. Rzym był uwikłany w konflikt z wschodniogermańskim wojskiem markomańskim, kwadyjskim i wieloma innymi ludami co było znane jako wojny markomańskie. Wojny zmieniły porządek w regionie, a w następnym okresach wielokrotnie pojawiają się wzmianki o ludach wschodniogermańskich, takich jak Goci czy Wandalowie. W okresie wojny Germanów Wschodnich, Sarmatów, Franków, Jutów i Hunów z Rzymem (375–568) różne ludy (w większości wschodniogermańskie i stepowe) wkroczyły do Imperium Rzymskiego i ostatecznie przejęły kontrolę nad jego częściami i założyły własne niezależne królestwa po upadku rządów zachodniorzymskich w Italii, Hiszpanii, Bałkanach czy niektórych regionach Francji.
Cenne znaleziska archeologiczne sugerują, że źródła z czasów rzymskich przedstawiały cywilizację germanów wschodnich jako mniej zaawansowany niż był w rzeczywistości. Zamiast tego archeolodzy ujawnili dowody na złożoność społeczeństwa i wysoką wydajność gospodarki w całego regionu. Germanie Wschodni pierwotnie miały podobne praktyki religijne (w tym pogrzebowe ciałopalenie). W przeciwieństwie do Germanów Północnych, nie udało się jednak odnaleźć pisma Germanów Wschodnich, choć potencjalne symbole mogące stanowić pismo są czasami odnajdowane na wykopaliskach.
Tradycyjnie uważano, że narody germańskie posiadają prawo zdominowane przez koncepcje rodowych waśni i wandet. Dokładne szczegóły, natura i pochodzenie tego, co nadal nazywa się „prawem germańskim”, są obecnie kontrowersyjne. Źródła rzymskie podają, że narody wschodniogermańskie podejmowały decyzje w parlamencie będącym zgromadzeniem ludowym (wiec), ale miały też monarchów i przywódców wojennych, co wskazywało na monarchię patrymonialną, zmieszaną z parlamentaryzmem. Starożytne ludy wschodniogermańskie miały prawdopodobnie wspólną tradycję poetycką i legendy.
Historia
Agresja Rzymu na Germanię
Preludium
Według niektórych autorów Bastarnowie byli pierwszymi Germanami Wschodnimi napotkanymi przez świat grecko-rzymski i tym samym wymienieni w dokumentach historycznych. Pojawiają się one w źródłach historycznych od III wieku p.n.e. do IV wieku n.e. Innym wschodnim ludem znanym od około 200 roku p.n.e., a czasami uważanym za należącego do Germanii Wschodniej są Skiriowie, którzy są opisani jako zagrażający miastu Olbia nad Morzem Czarnym.
W 63 roku p.n.e. Ariowistos, król Swebów poprowadził swoją armię, oraz siły wielu innych lokalnych ludów, przez Odrę, Łabę aż po Ren do Galii, aby wspomóc Sekwana w walce. Swebowie odnieśli zwycięstwo w bitwie pod Magetobriga. Juliusz Cezar, gubernator rzymskiej prowincji Galii Zaalpejskiej w 58 roku p.n.e., wyruszył na wojnę z Swebami, pokonując Ariowista w bitwie pod Wogezami. W 55 roku p.n.e. Cezar przekroczył Ren i ruszył na wschód.
Kompania, między Renem a Odrą.
W czasie panowania Augusta — od 27 p.n.e. do 14 n.e. — imperium rzymskie rozszerzyło się na Galię. Począwszy od 13 roku p.n.e., przez 28 lat odbywały się rzymskie kampanie za Renem, dochodzące aż do Odry. Najpierw nastąpiła pacyfikacja zachodniogermańskich Usipetów, Sicambri i Fryzyjczyków w pobliżu Renu, potem nasiliły się ataki dalej na lokalne plemiona i odsiecze: Chattów, Cherusków i Swebów i Markomanów. Kampanie te w końcu dotarły do Łaby, a nawet ją przekroczyły przekraczając Odrę w okolicach dzisiejszego Zgorzelca – w 5 roku n.e. Tyberiusz był w stanie wykazać się siłą, sprowadzając rzymską flotę do Łaby i spotykając legiony w sercu Germanii. Kiedy Tyberiusz podporządkował sobie naród germański między Renem a Łabą, region przynajmniej do Wezery – i prawdopodobnie do Łaby – został uczyniony rzymską prowincją Germania. Wydarzenie to sprawiło, że Germanie Wschodni zostali postawieni pod ścianą, co ostatecznie miało ogromne znaczenie dla ich późniejszych kontrataków.

Pierwsza koalicja
Dwóch królów zawarło sojusze. Obaj spędzili część swojej młodości w Rzymie zbierając dane na temat wroga; pierwszym z nich był Maroboduus z Markomanów, który w dzisiejszych Czechach stworzył twierdzę – kraj ten były naturalnie bronione przez lasy i góry. Zawarł , także sojusze z innymi nacjami. W 6 roku n.e. Rzym zaplanował atak na niego, ale kampania została przerwana, gdy potrzebne były siły do powstania iliryjskiego na Bałkanach. Zaledwie trzy lata później (9 n.e.) anty-rzymska kolacjia (wówczas składająca się już nie tylko z Germanów Wschodnich, ale i też Zachodnich), pod przywództwem między innymi Arminiusz z Cherusków wciągnąła duże siły rzymskie w zasadzkę w środkowo-wschodnich Niemczech zniszczyła trzy legiony Publiusza Kwinktyliusza Warusa w Bitwie pod Lasem Teutoburskim. Marboduus i Arminiusz podpali jednak w konflikt w 17 roku n.e i Marboduus uciekł do Cesarstwa.
Po klęsce Rzymian pod Lasem Teutoburskim Cesarstwu nie udało się podporządkować sobie regionu. Około 40 000 legionistów zabito. Rzym rozpoczął jedna udane kampanie za Renem między 14 a 16 rokiem n.e. pod rządami Tyberiusza i Germanika, lecz wojskom nie udało się przekroczyć Odry. Król Swebów – Arminiusz, syn Sigimera zginął w zamachu 21 roku n.e. przeprowadzonym przez spiskowców ze swojego plemienia. Teorie mówią, że jednym z powodów były napięcia związane z wojną, według innych – próby wzmocnienia władzy królewskiej, kosztem wiecu.
Defensywa Rzymu
Po śmierci Arminiusza rzymscy dyplomaci starali się trzymać Germanów Wschodnich na dystans. Rzym nawiązał stosunki z poszczególnymi królami germańskimi; jednak sytuacja na granicy była zawsze niestabilna, dochodziło do okazyjnych walk. Najpoważniejszym zagrożeniem dla zakonu rzymskiego był bunt Batawów w 69 roku n.e., podczas wojen domowych po śmierci Nerona, znany jako Rok Czterech Cesarzy. Batawowie od dawna służyli jako oddziały pomocnicze w armii rzymskiej, a także w cesarskiej straży przybocznej jako tzw. Numerus Batavorum, często nazywany germańską strażą przyboczną[143]. Powstanie było prowadzone przez Gaiusa Juliusa Civilisa, członka rodziny królewskiej Batawów i rzymskiego oficera wojskowego, i przyciągnęło dużą koalicję narodów spoza Rzymu, głównie ze wschodu, oraz kilka nacji wewnętrznych.
Cesarz Domicjan zmniejszył liczbę żołnierzy rzymskich na górnym Renie i przeniósł wojska rzymskie do pilnowania granicy na Dunaju, graniczącym z Germanią Wschodnią od północy, rozpoczynając budowę limes, najdłuższej ufortyfikowanej granicy w imperium.
Wojny Makromańskie
Po sześćdziesięciu latach status quo, w 166 roku n.e. za panowania Marka Aureliusza doszło do silnego najazdu ludów z północy Dunaju, które rozpoczęły wojny markomańskie. W 168 roku (podczas dżumy antonińskiej) Germanie Wschodni i ich sojusznicy – Markomani (Czechy), Kwadowie (południowa Polska) i Sarmaci oraz Jazygowie (dzisiejsza Ukraina), zaatakowali i przebili się do Górnych Włoch, zniszczyli Opitergium/Oderzo i oblegali Akwileę. Rzymianie zakończyli wojnę do 180 roku, przez kombinację rzymskich zwycięstw militarnych, i zawieranie sojuszy z wrogami Germanów Wschodnich. Straty jednak na tyle sterroryzowały, Marka Aureliusza, że skutecznie odstraszały go od prób ataków, na jakiekolwiek terytorium na północ od Dunaju, a kolejne dziesięciolecia przyniosły wzrost siły defensywne na limes.[152]. Rzymianie zabronili też żyjącej w Rzymie mniejszości pochodzenia Markamańskiego i Kwadzkiego na zgromadzenia bez obecności centuriona.
Od 250 r. wschodniogermańskie plemię Gotów, wywodzące się z północnej Polski, stanowiły najpotężniejsze zagrożenie dla północnej granicy Rzymu. W 250 roku n.e. gocki król Cniva poprowadził Gotów wraz z Bastarnami (współczesna Małopolska), Karpami (północna Rumunia), Wandalami (południowa Polska) i Taifalami (Mołdawia) do imperium, oblegając Filipopolis. Tam podążył za swoim zwycięstwem z innym na bagnistym terenie pod Abrittus, bitwakosztowała życie rzymskiego cesarza Decjusza. W latach 253/254 doszło do kolejnych ataków, które dotarły do Tesaloniki i prawdopodobnie do Tracji.[163] W 267/268 miały miejsce duże najazdy prowadzone przez Herulów w 267/268 koalicję Gotów i Herulów w 269/270. Ataki gockie zostały przerwane po roku 270, gdy w walce zginął gocki król Cannabaudes. Limes rzymskie w dużej mierze upadło 259/260[165] podczas kryzysu III wieku (235–284)[56], a najazdy germańskie penetrowały Cesarstwo, aż do północnych Włoch. Lipsy na Renie i górnym Dunaju zostały ponownie opanowane w latach 70. XX wieku, a do roku Rzymianie przywrócili kontrolę nad obszarami, które porzucili podczas kryzysu.[166] Od końca III wieku armia rzymska opierała się coraz bardziej na najemnikach pochodzenia obecnego, często wywodzących się z ludów, politycznie wrogich, w tym wschodniogermańskich. a niektórzy z nich pełnili funkcję wyższych dowódców w armii rzymskiej. Zagrożenia ze stronu Germanów Wschodnich i walka z nimi stała się w tym okresie na tyle problematyczna, iż także Germanie Zachodni prowadzili silne kompanie (Frankowie, Allemanowie).
Rzymianie prowadzili politykę dywersyjną, próbując dokonać zamachów, uprowadzeń i wręczania łapówek przywódcom wschodniogermańskim.
W wojnach markoamńskich wzięli uddział Markomanowie, Kwadowie, Jazygowie, Chattowie, Longobardowie, Swebowie, Buriowie, Wandalowie, Bastarnowie, Kostoboci i inne plemiona wschodniogermańskie (dowodzeni przez Ballomara Ariogaesusa, Banadaspusa, Zantikusa i Walao), których zjednoczone siły niemal całej Europy Środkowo-Wschodniej miały wynieść, aż 970 000 wojowników, zaś przeciwko nim wysłano w sumie 13 legionów, 58 kohort pomocniczych i flotę naddunajską<ref>{{Cytuj |autor = Justin Martyr |tytuł = The Apostolic Fathers with Justin Martyr and Irenaeus}}</ref>.
[[Plik:Invasions_of_the_Roman_Empire_1.png|mały|Ofensywa na Cesarstwo Rzymskie, Germanów Wschodnich, Alanów, Hunów i Germanów Północnych.]]
Wielka kontrofensywa
Okres tzw. „Wielkiej wędrówki ludów”, stanowił apogeum konfliktu między Rzymem, a Germanią Wschodnią i Sarmacją. Zaczął się najpewniej w 375 r. n.e. do Europy wkroczyli Hunowie, doprowadzając do walk w Pannoni. Rok później odłam Gotów – Wizygoci przebili się przez linię Dunaju. Koniec okresu wielkiej wojny między Zachodnim Rzymem, a barbarzyńcami to 586 rok, kiedy to Longobardowie (zaliczani do Germanów Zachodnich, choć spokrewnieni pokoleniowo z Germanami Wschodnimi) najechali Włochy, nie dopuszczając do ich opanowania przez Bizancjum.
Po 375 r. n.e coraz liczniejsze liczne grupy Germanów Wschodnich i innych ludów, najechały na Imperium Rzymskie i ustanowiły nowe królestwa w jego granicach.[171] Ich zwycięstwa tradycyjnie wyznaczają przejście od starożytności do początku wczesnego średniowiecza. Wbrew stereotypowi, migracje były prawdopodobnie przeprowadzane przez liczne kontengeny wojskowe i grupy imigrantów cywilnych, a nie całe narody co umożliwiło sukcesję na terenach Germanii Wschodniej. Wśród przyczyn intensyfikacji wojny, przytacza się niesłabnące zagrożenia dla suwerenności Germanii ze stron Rzymu (wojna prewencyjna), chęć wsparcia sojuszników walczących o zniesienie ich władzy, a w kontekście migracji cywilów – chęć wykorzystania wojny, jako szansy na poprawę warunków życia, ucieczkę od problemów materialnych, w tym problemów żywnościowych. Początkowo uważano, iż pojawienie się Hunów mogło spowodować wędrówkę, lecz w rzeczywistości źródła pisane świadczą raczej o współpracy Hunów, Sarmatów i Germanów Wschodnich przeciwko Rzymowi, niż Hunach jako zagrożeniu, choć zdarzały się konflikty.

Pierwsza faza (przed 375–420)
Goci pod rządami Ermanaryka, Greutungowie – odłam Gotów – był jednymi z pierwszych ludów, którzy zawarli koalicję z Hunami. Po śmierci Ermanarica, Goci ruszyli w stronę Dniestru. Druga kompania gocka, plemienia Terwingów pod wodzą króla Atanarica, zbudowała wał obronny w pobliżu Dniestru. Jednak ostatecznie Terwingowie zawarli kolaicję z Greutungami i przebili się przez Dunaj w 376.
W 377 rozpoczęła się wojna gocka, do której dołączyli Greutungowie. Goci i ich sojusznicy pokonali najpierw Rzymian pod Marcianople, a następnie pokonali i zabili cesarza Walensa w bitwie pod Adrianopolem w 378, niszcząc dwie trzecie armii Walensa.[182][183]. Po dalszych walkach w 382 r., Goci zmusili Rzymian do uznania ich autonomii na zdobytych przez ich armię terenach. [184] Jednak część Gotów – którzy byliby znani jako Wizygoci – dokonali jeszcze wiele ataków, [185] w pod rządami Alaryka W 397, rozbite wschodnie cesarstwo poddało się niektórym z jego żądań, prawdopodobnie tracąc Epir.

Gocki Radagajsusa, który przekroczył Środkowy Dunaj w 405/6 i najechał Włochy, ale został pokonany pod Florencją. W tym samym roku jednak duże siły wschodniogermańskich Wandalów, Swebów, i Burgundów, oraz sarmackich Alanów przekroczyły Ren, szybka doprowadzając do utraty Galii i Germanii Zachodniej przez Rzym. W 409 Swebowie, Wandalowie i Alanowie przekroczyli Pireneje do Hiszpanii, gdzie zajęli północną część półwyspu. Burgundowie zajęli tereny wokół współczesnych Speyer, Worms i Strasburga. W 408, Gocki Alaric ponownie najechał Włochy i ostatecznie splądrował Rzym w 410; Alaric zmarł wkrótce potem.[196] Wizygoci wycofali się do Galii, gdzie walczyli między sobą władzę aż do sukcesji króla Wallii w 415 i jego syna Teodoryka I w 417/18.[197]. Po udanych kampaniach przeciwko nim przez rzymskiego cesarza Flawiusza Konstancjusza, część Wizygotów została osiedlena jako rzymscy sojusznicy w Galii między współczesną Tuluzą a Bourdeaux.
Inne siły Gotów, w Atanaryk trzema grupami wkraczyli na terytorium rzymskie po Tervingi. W tym samym czasie Hunowie stopniowo podporządkowywali sobie teren na północ od 376 do 400 roku n.e. Gepidzi wywodzący się z współczesnego Pomorza Gdańskiego, stanowili również ważny lud wschodniogermański, które współpracował z Hunami. Jedna grupa gocka pod dominacją Hunów była rządzona przez dynastię Amalów, która stanowiła rdzeń Ostrogotów. Sytuacja poza imperium rzymskim w latach 410 i 420 jest nieznana, ale jasne jest, że Hunowie nadal rozszerzali swoje wpływy na środkowy Dunaj.

Imperium Hunów (420–453)
W 428 r. przywódca Wandalów Geizeryk przedostał się swoją flotą przez Cieśninę Gibraltarską do północnej Afryki. W ciągu dwóch lat wypędził rzymskie wojska z terenów dzisiejszej Algerii, Tunezji i Maroka.[205] Do 434 r., granica na Renie załamała się, a aby ją przywrócić, Flavius Aetius zorganizował atak na wojska burgundów w latach 435/436, prawdopodobnie z pomocą najemników, i zorganizował kilka udanych kampanii przeciwko Wizygotom.[206] W 439 roku Wandalowie zdobyli Kartaginę, która służyła jako doskonała baza do dalszych działań na całym Morzu Śródziemnym i stała się podstawą Królestwa Wandalów. Utrata Kartaginy zmusiła Ecjusza do zawarcia pokoju z Wizygotami w 442 r., skutecznie uznając ich twór polityczn.[208] Aecius przesiedlił mniejszość Burgundzką do Sapaudii w południowej Galii.[209] W latach 430-tych Aecius negocjował pokój z Suewami w Hiszpanii, co jednak doprowadziło tylko do dalszej utraty rzymskiej kontroli w okolicach. [210] Pomimo pokoju, Suewowie zdobyli Meridę w 439 i Sewillę w 441. [211]

Do roku 440 Attyla i Hunowie zaczęli rządzić wieloetnicznym imperium na północ od Dunaju; dwoma najważniejszymi ludami poza Hunami byli tam Gepidzi i Goci. Król Gepidów – Ardaryk doszedł do władzy około roku 440 i brał udział w różnych kampaniach huńskich. W 451 Hunowie wzięli odział w wojnie w Galii, gdy to nadszedł spór o sukcesję. W 453 Attila niespodziewanie zmarł, a Gepidzi pod rządami Ardaryka popadli w konflikt jednym z jego jego synów, pokonując jego wojska w bitwie pod Nedao. Przed śmiercią Attyli lub po niej, Valamer, gocki władca dynastii Amal, wydaje się, że skonsolidował władzę nad dużą częścią Gotów w królestwie Hunów.

Przełom epok (453–568)
W 455, w następstwie śmierci Ecjusza w 453 i zamordowania cesarza Walentyniana III w 455, Wandalowie najechali Włochy i złupili Rzym w 455, siłą 30,000–40,000 żołnierzy, głównie kawalerii. W 456 roku Rzymianie namówili Wizygotów do walki z Swebami, którzy zerwali traktat z Rzymem. Wizygoci oraz siły Burgundów i Franków pokonali Swebów w bitwie o Campus Paramus, zmniejszając kontrolę Swebamii do północno-zachodniej Hiszpanii. Mimo chwilowego konfliktu pomiędzy Germanami Wschodnimi, Rzym nie odzyskał jedna terenów, gdy Wizygoci przejęli kontrolę nad całym Półwyspem Iberyjski do 484 roku, z wyjątkiem małej części, która pozostała pod kontrolą Swebów. Ostrogoci, dowodzeni przez brata Walamera, Tudimera, najechali Bałkany w 473. Syn Tudimera, Teodoryk, zastąpił go w 476. [222] W tym samym roku najemny dowódca rzymskiej armii włoskiej, Odokare z plemienia Kwadów, zbuntował się i dokonał zamachu na cesarza rzymskiego, Romulusa Augustulusa i ogłosił się „Królem Italii” i odesłał jego insygnia do Anatolii. Tymczasem Teodoryk z powodzeniem cofał Wschodnie Cesarstwo serię kampanii na Bałkanach. Po udanej inwazji, która dobiła resztki legionów i pozostałości struktur Rzymu, Teodoryk zabił i zastąpił Odoakera w 493 roku, zakładając nowe królestwo Ostrogotów. Teodoryk zmarł w 526 r. po niemal trzech dekadach rządów.

Pod koniec okresu na początku VI wieku, źródła rzymskie nie wspominają Markomanach i Kwadach podobnie jak Wandalach (w przeciwieństwie do źródeł Frankijskich i Niemieckich, w których występują do okresu nowego tysiąclecia). Zamiast tego pojawiają się zbiorcze, Bizantyjskie określenie Sclaweni, zaś stare terminy są głównie używane do określenia mniejszości w granicach Bizancum czy Italii. Królestwo Ostrogotów zostało zmuszone do obrony Italii przed próbą odbicia jej przez Bizancjum. Około 500, pojawia się nowa tożsamość etniczna we współczesnych południowych Niemczech, Baiuvarii (Bawarczycy), pod patronatem ostrogockiego królestwa Teodoryka. Lombardowie, wywodzący się z Połabia w 568, najechali północne Włochy uniemożliwiając Bizancjum zdobycie półwyspu, umacniając dominację wschodniogermańską w tej części świata i wraz z inwazjami Sclawenów, Awarów/Hunów na Anatolię, zmuszając Bizancjum do kilku wieków strat i mozolnej defensywy. Inwazję Longobardów na Italię uważa się tradycyjnie za koniec okresu migracji. Wschodnia część Germanii, zamieszkiwana przez Gotów, Gepidów, Wandalów, Longobardów i Ruigów/Luigów, pojawią się ponownie w Geografie Bawarskim, gdzie zamieszkiwać ją miały ludy Goplan, Wiślan, Lędzian, Ślężan i innych ludów, stanowiących przodków Polaków, Czechów, Słowaków i Słowian Połabskich. Ludność wschodniogermańska oraz zachodniosłowiańska, stanowi jeden ciąg pokoleniowy, lecz o ile kwestia pokrewieństwa jest współcześnie znana, to o tyle kwestia zmian w używanym języku pozostaje do dziś niewyjaśniona, gdyż okres ubogi w źródła na temat języka zakończył się dopiero wiele wieków, po rozpoczęciu chrystianizacji tych terenów, gdy to alfabet łaciński zaczął docierać do pisarzy nie-łacińskojęzycznych.
W następnych epokach, znacznie istotniejsze były działania Germanów Wschodnich i Północnych, gdyż okres wydarzeń w Germanii Wschodniej zachował się głównie poprzez opisy podróżników, historię ustną, czasami mieszaną z legendami.
Wojsko

Wojna stanowiła stały element społeczeństwa wschodniogermańskiego, na skutek ich konfliktów z Rzymem. Informacje historyczne o wojnach germańskich prawie całkowicie zależą od źródeł grecko-rzymskich, (z wyjątkiem Jordanesa). Trzon armii tworzył comitatus (ortyna), grupa wojowników podążających za generałem. Wraz ze wzrostem orszaków ich imiona mogły kojarzyć się z całymi ludami. Sposób walki Germanów Wschodnich walczących pod przywództwem swoich królów, bardzo różnił się od grup najemników walczących po stronie Rzymu, którzy między innymi rzadko używali konnicy. Jednak standardowe armie ludów wschodniogermańskie, jak Goci posiadały bowiem rozwiniętą kawalerię podobnie jak sąsiedni Hunowie i Sarmaci.

Różnica sił między dobrze uzbrojonymi żołnierzami Germanów Wschodnich i i rzymskimi była równa, albo z przewagą dla germanów;
Późnorzymskie pomniki propagandowe, nagrobki, grobowce często pokazują późnorzymskich żołnierzy z jedną lub dwiema włóczniami; jeden nagrobek przedstawia żołnierza z pięcioma krótszymi oszczepami. Dowody archeologiczne, pochodzące z rzymskich pochówków pokazują jednak na znacznie bardziej rozwinięte i inne uzbrojenie.

Znaleziska archeologiczne, głównie w postaci dóbr grobowych, wskazują, że większość wojowników była uzbrojona we włócznie, tarcze, łuki i miecze różnego typu. Osoby o wyższym statusie były często chowane z ostrogami do jazdy konnej (konie chowano też razem z zmarłymi, podobnie jak sokoły).

Ze znalezisk archeologicznych wiadomo że prócz kolczug Goci i Wandalowie powszechnie używali zbroi lamelkowych/płytowych. Zbudowany z nakładających się na siebie metalowych płyt, splecionych ze sobą, lamelka była sztywniejsza niż zbroja kolcza i zapewniała znacznie lepszą ochronę przed uderzeniami niż zbroja rzymska łuskowa. Zbroja tego typu była używane na ogromnym terytorium Euroazji, od Germanii Wschodniej i Sarmacji, przez Kazachstan i Mongolię, po Japonię.
Zbroja lamelkowa używana przez ciężką kawalerię, obejmujące ręce, nogi i ramiona, w technologii niemal identycznej jak zbroja używana przez Awarów, Mongołów czy Chazarów. Podobną analogię zauważono w przypadku hełmów, z ochroną na uszy, wysokim sklepieniem i miejscem na „koński ogon” z tyłu głowy, „wianek” z ciepłego materiału w wokół niej oraz ochronę na szyję – typ hełmu popularny także wśród ludów stepowych. Podobnego używali też późniejsi wojownicy Rusi Kijowskiej i Państwa Gnieździńskiego (szyszak). Po pierwszych najazdach Germanów Wschodnich i Sarmatów na Rzym, niektórzy Rzymianie zaczęli nosić hełmy z elementami technologii wschodniej, w szczególności najemnicy.
Uczesanie
Zachowały się zapisy mówiące o splataniu włosów w kok przez Germanów Wschodnich, szczególnie Swebów.

Teraz muszę zająć się Swebami, do których nie należy tylko jedno plemię, jak Chatti i Tencteri; zajmują bowiem większą część Germanii i wyróżniają się także specjalnymi nazwami narodowymi, choć stylizowanymi ogólnie na Swebów. Jedną z cech rasy jest czesanie włosów z boku głowy i zawiązywanie ich nisko w kok z tyłu: to odróżnia Swebów od innych Germanów, a urodzonych na wolności Swebów od niewolnika. W innych plemionach, czy to z jakiegoś związku z Swebami, czy, jak to często bywa, z naśladownictwa, można znaleźć to samo; ale jest rzadki i ograniczony do okresu młodości. U Swebów, nawet do siwych włosów, szorstkie loki są skręcone do tyłu i często zawiązane na samej koronie: wodzowie noszą je nieco bardziej ozdobnie, do tego stopnia zainteresowani wyglądem, ale niewinnie.
Gospodarka i kultura materialna
Rolnictwo
W przeciwieństwie do rolnictwa w prowincjach rzymskich, które było zorganizowane wokół dużych gospodarstw znanych jako villae rusticae, rolnictwo germańskie było zorganizowane wokół wsi. Kiedy ludy wschodniogermańskie rozszerzyły wpływy Galię w IV i V wieku ne, przyniosły ze sobą rolnictwo oparte na wsi, co zwiększyło produktywność rolną tej ziemi; Heiko Steuer sugeruje, że oznacza to, że Germania Wschodnia była bardziej produktywna rolniczo, niż się powszechnie uważa, a na pewno bardziej wydajna od Rzymu, obejmującego często skaliste tereny[346]. Wioski nie były od siebie oddalone, często były w zasięgu wzroku, wykazując dość dużą gęstość zaludnienia i wbrew twierdzeniom źródeł rzymskich, tylko około 30% Germanii Wschodniej było pokryte lasami, mniej więcej taki sam procent jak dzisiaj. Na podstawie próbek pyłku oraz znalezisk nasion i szczątków roślin, głównymi zbożami uprawianymi w Germanii Wschodniej były jęczmień, owies i pszenica (zarówno płaskurka, jak i płaskurka), podczas gdy najczęściej spotykanymi warzywami były fasola i groch. Uprawiano także len. Rolnictwo w Germanii Wschodniej w dużym stopniu opierało się na hodowli zwierząt, głównie na hodowli bydła, które było mniejsze niż ich rzymskie odpowiedniki349. Zarówno metody uprawy, jak i hodowli zwierząt z czasem uległy zmianie, czego przykładem jest wprowadzenie żyta, które rosło lepiej w Germanii Wschodniej, oraz wprowadzenie systemu zmienno-odłogowego. Wykazano uprawianie gruszek, jabłoni, grochu.

Rzemiosło
Nie jest jasne, czy w Germanii istniała specjalna klasa rzemieślników, jednak znaleziska archeologiczne narzędzi są bardzo częste. Wiele przedmiotów codziennego użytku, takich jak naczynia, zostało wykonanych z drewna, a archeologia znalazła pozostałości drewnianej konstrukcji studni. Statki Nydam i Illerup z IV wieku ne wykazują wysoce rozwiniętą wiedzę na temat budowy statków, podczas gdy elitarne groby ujawniły drewniane meble ze skomplikowanym stolarstwem. Produkty wykonane z ceramiki obejmowały gotowanie, picie i przechowywanie, naczynia, a także lampy. Chociaż pierwotnie formowany ręcznie, ostatecznie upowszechniło się koło garncarskie.

Kształt i dekoracja ceramiki germańskiej różnią się w zależności od regionu, a archeolodzy tradycyjnie używali tych odmian do określania większych obszarów kulturowych. Wiele ceramiki było prawdopodobnie wytwarzanych lokalnie w paleniskach, ale odkryto również duże piece garncarskie i wydaje się jasne, że istniały obszary wyspecjalizowanej produkcji.

Hutnictwo
Pomimo twierdzeń pisarzy rzymskich, takich jak Tacyt, który twierdził że Germanie mieli mało żelaza i brakowało im doświadczenia w jego obróbce, złoża żelaza były powszechnie znajdowane w Germanii, a kowale germańscy byli zręcznymi rzemieślnikami. Kuźnice znane są z wielu osad, a kowale często chowano wraz ze swoimi narzędziami.[360] Kopalnia żelaza odkryta w Rudkach, w Łysogórach współczesnej Polski centralnej, działała od I do IV wieku n.e. i obejmowała pokaźny warsztat hutniczy; podobne obiekty znaleziono w Czechach.[361]. W największym rejonie, umieszczonym w Górach Świętokrzyskich stało obok siebie kilkaset tysięcy pieców hutniczych. Jest to póki co największy na świecie ośrodek metalurgiczny świata starożytnego, jaki udało się odkryć archeologom. Współegzystował jednocześnie z największymi kopalniami świata starożytnego, umiejscowionymi w rejonie Gór Świętokrzyskich .[355]Germańskie piece do wytapiania mogły wytwarzać metal najmniej tak wysokiej jakości, jak ten produkowany przez Rzymian. Oprócz produkcji na dużą skalę, wydaje się, że prawie każda pojedyncza osada produkowała trochę żelaza do użytku lokalnego.[362]
Żelazo było używane do narzędzi rolniczych, narzędzi do różnych rzemiosł i do broni.[365]

Ołów był potrzebny do produkcji form i biżuterii, jednak nie jest jasne, czy Germanowie byli w stanie wyprodukować ołów. Istnieje teoria, że ołów był eksportowany do Rzymu.[367] Sąsiednie rzymskie prowincje Germania superior i Germania inferior wyprodukowały duże ilości ołowiu, który został znaleziony jako plumbum Germanicum („germański ołów”) we wrakach rzymskich statków.[368] Złoża złota nie występowały naturalne w regionem Sudet, dzisiejszego Głogowa i Częstochowy. Najwcześniejsze znane złote przedmioty wykonane przez germańskich rzemieślników to ozdoby pochodzące z późnego I wieku n.e.[369] Podobnie działające srebro pochodzi z I wieku n.e., a srebro często służyło jako element dekoracyjny w połączeniu z innymi metalami.[371] Od II wieku wytwarzano coraz bardziej skomplikowaną złotą biżuterię, często inkrustowaną drogocennymi kamieniami i w stylu polichromii.[372]. Germańscy rzemieślnicy zaczęli również pracować ze złotymi i srebrno-złotymi foliami na sprzączkach pasów, biżuterii i broni.[358] Przedmioty z czystego złota wyprodukowane w późnym okresie rzymskim obejmowały naszyjniki z wężowymi głowami, często przedstawiające prace filigranowe i cloisonné, techniki, które dominowały w całej Germanii Wschodniej.[373]
Odzież
W przeciwieństwie do niektórych typów zbroi, cywilna odzież jest bardzo trudna do rekonstrukcji, ze względu na jej słabą zachowalność. Chociaż Tacyt wspomina o bieliźnie wykonanej z lnu, nie znaleziono takich w wykopaliskach. Zachowane przykłady wskazują, że tkaniny były wysokiej jakości i w większości wykonane z lnu i wełny. Zachowane przykłady wskazują, że stosowano różne techniki tkackie. Skóra była używana do butów, pasków i innego sprzętu [382]. W germańskich osadach często spotyka się wrzeciona, czasami wykonane ze szkła lub bursztynu, oraz ciężarki z krosien i kądzielnic.

Handel
Archeologia pokazuje, że co najmniej od przełomu III wieku n.e. istniały w Germanii Wschodniej większe osady regionalne, które zajmowały się zajęciami pozarolniczymi, a główne osady były połączone brukowanymi drogami. Całość Germanii była objęta systemem handlu dalekosiężnego. Handel morski rozwijał się w portach na Bałtyku.[386]

Handel rzymski z Germanią jest słabo udokumentowany.[387] Kupcy rzymscy przekraczający granicę Germanii Wschodniej są odnotowani już przez Cezara w I wieku p.n.e.[383] W okresie cesarskim większość handlu odbywała się prawdopodobnie w placówkach handlowych w Germanii lub w głównych bazach rzymskich.[388] Najbardziej znanym germańskim towarem eksportowym do Cesarstwa Rzymskiego był bursztyn, którego handel koncentrował się na wybrzeżu Bałtyku.[389] Istnieją teorię, że oprócz bursztynu (glaesum) Rzymianie sprowadzali także pióra germańskich gęsi (ganta) i farbę do włosów (sapo). Odkrycia archeologiczne wskazują, że ołów był również eksportowany z Germanii. Produkty sprowadzane z Rzymu znajdują się archeologicznie w całej sferze germańskiej i obejmują naczynia z brązu i srebra, wyroby szklane, garncarskie, broszki; inne produkty, takie jak tekstylia i artykuły spożywcze, mogły być równie ważne. Zamiast kopać i wytapiać same metale nieżelazne, germańscy kowale często woleli topić gotowe metalowe przedmioty z Rzymu, w tym monety, metalowe naczynia. [394] Tacyt wspomina w 23 rozdziale Germanii, że Germanowie mieszkający nad Renem kupowali wino, a wino rzymskie znaleziono w północnej Polsce. Znalezisko rzymskich srebrnych monet i broni mogło być łupem wojennym lub wynikiem handlu, podczas gdy srebrne przedmioty mogły być prezentami dyplomatycznymi. Monety rzymskie również mogły działać jako waluta.
Genetyka i sukcesja
Wykorzystanie badań genetycznych do zbadania ludności Germanii budziło początkowo kontrowersje, gdyż uczeni tacy jak Guy Halsall sugerowali, że mogły by zostać wykorzystane do reaktywacji XIX-wiecznych idei rasy aryjskiej. Sebastian Brather, Wilhelm Heizmann i Steffen Patzold uważali jednak, że badania genetyczne są bardzo przydatne dla historii demograficznej, choć kwestia kultury wymaga badań archeologicznych i analizy źródeł pisanych.
Haplogrupa męskiego chromosomu
Każde badanie genetyczne na temat Germanów Wschodnich i Słowian Zachodnich, po interpretacji jest opisywane jako dowodzące ciągłości osadniczej. Zauważono, że Germanie Wschodni posiadali haplogrupy typowe dla zarówno wcześniejszej, jak i późniejszej ludności Polski, Czech, Słowacji i Połabia – R1a z mutacją R1a1a7 oraz I2 na wschodzie. R1a występowała wówczas powszechnie wśród Sarmatów (czasami wiązanymi w starożytności z Germanami Wschodnimi), Chazarów, Hunów, Tocharów, Wedów, Chorasmian czy Sogdian, nie zaś ludności Skandynawskiej którą wcześniej wiązano pochodzeniowo z Germanami Wschodnimi, u których na dodatek pewna mniejszość z R1a posiadała inny, unikalny typ mutacji. Współcześnie oprócz mieszkańców Europy Wschodniej, gen R1a posiadają między innymi Kirgizi, Uzbecy, Tadżycy, ludność północnych Indii, Tatarzy, Ujgurzy i Ałtajczycy, zamieszkujące głównie te same regiony co grupy scytyjskie, ciągnąc gen przez kilka tysięcy kilometrów. Granica między genami typowymi dla pobliskich Germanów Zachodnich i Północnych, jest nagła i skokowa, głównie na linii Łaby, gdzie dominuje jednoznacznie nieobecny u Germanów Wschodnich gen R1b i I1. Ciągłość potwierdzają także badania DNA mitochondrialnego.

Źródła pisane
Kwestia sukcesji po Wandalach i Gotach jest w źródłach pisanych jednoznacznie wiązana z ludnością słowiańską, bądź awarską. Niemiecka, polska, skandynawska, angielska i frankijska literatura wspomina ich tożsamość wielokrotnie. Wandalami czy Winnulami (dawniej – synonim Longobardów) nazywano Polan, Połabian a nawet odleglejszych do nich Awarów. Najpowszechniejszy jest termin „Wandalowie” (ludność dzisiejszej południowej Polski), który prócz tego przeplata się z terminem „Wenedowie” (ludność dzisiejszej wschodniej Polski i Białorusi).
Słowiańszczyzna, największy z krajów germańskich, jest zamieszkana przez Winnilów, których dawniej zwano Wandalami. Jest to kraj przypuszczalnie większy nawet od naszej Saksonii; szczególnie jeżeli uwzględnimy w nim Czechów i Polan zza Odry, jako że nie różnią się te ludy ani obyczajem, ani językiem – Adam z Bremy, Czyny Biskupów Kościoła Hamburskiego
Tam więc, gdzie się Polonia kończy, przychodzi się do bardzo rozległej krainy Sławian, którzy w starożytności Wandalami, dziś zaś Winitami albo Winulami się nazywają […] Druga rzeka, to jest Odra, zdążając ku północy, przepływa przez środek ziemi Winulów i oddziela Pomorzan od Wilców.[…] Liczne są wszakże, jak to wyżej powiedziano, ludy sławiańskie, z których te, które się nazywają Winulami albo Winitami, po większej części do dyecezyi Hammenburgskiej należą […] Książętami Sławian, noszących imię Winulów lub Winitów, w owym czasie byli: Mieczysław, Nakkon i Seredych […] W owych czasach trwały pokój nastał w ziemi sławiańskiej dlatego, że Konrad, który objął państwo po Henryku pobożnym, w częstych wojnach Winitów pokonał – Helmond z Bozowa, Kronika Słowian
Król Karol ponownie w Saksonii z wielkim wojskiem Franków. On opustoszył i zdobył kraj, przywiózł stamtąd 7070 zakładników i wrócił z pokojem. Wandalowie zostali podbici, książę Zotan przyszedł z Panonii do Akwizgranu do króla Karola, poddał się i oddał [mu] ojczyznę, którą władał; przyjął chrzest, a wraz z nim przyjęli go wszyscy ci, którzy z nim przyszli – Wielkie Roczniki
Tak wielka zaś miłość do zmarłego władcy [Kraka], ogarnęła senat, możnych i cały lud, że jedynej jego dzieweczce, której imię było Wanda powierzyli rządy po ojcu”. I dalej: „Od niej, mówią, pochodzić ma nazwa rzeki Wandal, ponieważ ona stanowiła środek jej królestwa; stąd wszyscy, którzy podlegali jej władzy, nazwani zostali Wandalami – Wincenty Kadłubek, Kronika Polska.

Legendę o Wandzie, lecz w nieco innej wersji, przytacza również Kronika wielkopolska. Łączy on imię księżniczki ze staropolskim słowem ”„węda””. W tej kronice samobójczą śmiercią miała zginąć sama Wanda, a nie odrzucony przez nią ”książę lemański”. W Kronice Wielkopolskiej Wanda rzuca się do wód Wisły, wyjaśniając nazwę rzeki (Wandal) i zamieszkałego w jej dorzeczu plemienia (Wandalowie).
Przede wszystkim należy wiedzieć, że Polacy pochodzą z rodu Jafeta, syna Noego. Ów Jafet, wśród licznych spłodzonych przez siebie synów, miał również jednego imieniem Jawan, którego Polacy zwą Iwan. Jawan zrodził Philirę, Philira zrodził Alana, Alan zrodził Anchizesa, Anchizes zrodził Eneasza, Eneasz zrodził Askaniusza, Askaniusz zrodził Pamfiliusza, Pamfiliusz zrodził Reasilwę, Reasilwa zrodził Alanusa, Alanus — który jako pierwszy przybył do Europy — zrodził Negnona, Negnon zaś zrodził czterech synów, z których pierworodnym był Wandal, od którego wywodzą się Wandalici, zwani obecnie Polakami – Kronika Dzierżaw
Trzeci na koniec syn Alana, Negno, czterech synów był ojcem, a tych imiona są: Wandal, od którego nazwisko wzięli Wandalowie, teraz Polakami zwani, i który rzekę dziś Wisłą pospolicie zwaną chciał mieć rzeczoną Wandalem […] Sąsiednie przecież narody, a mianowicie Rusini, którzy w kronikach swoich chełpią się pochodzeniem od Lecha, nazywają Polaków i ich kraj Lechitami. Po dziś dzień u Słowian, Bułgarów, Kroatów i Hunów toż samo utrzymuje się nazwisko, chociaż w wielu miejscach pisarze niektórzy mienią ich i piszą Wandalitami, od rzeki Wandal, która jedno znaczy co Wisła – Jan Długosz, Roczniki
Inne
* W ”Rocznikach Alemańskich” znajduje się opis wojny Karola Wielkiego ze Słowianami połabskimi. Przybycie króla Franków zawiera się w sformułowaniu „”perrexit in regionem Wandalorum”” (”przybył do kraju Wandalów”).
* W X wieku Gerthard z Augsburga w pisanej w latach 983 – 993 hagiografii świętego Ulryka (”Miracula Sancti Oudalrici”) niejednokrotnie nazwał Mieszka I wodzem Wandalów (dux ”Wandalorum, Misico nomine)”
* W kronice ”Annales Augustani” z XI w. opisana jest klęska chrześcijan w bitwie ze Słowianami. Autor użył tam słów: ””exercitus Saxonum a Wandalis trucidatur”” (”armia Sasów została rozbita przez Wandalów”).
* Ksiądz katolicki Gerwazy z Tilbury w dziele pt. ”Otia imperialia” wspomina m.in. o ziemiach polskich używając nazwy ”Polonia” i tłumacząc jej rozumienie. Kraj miał zamieszkiwać wówczas „”okrutny lud Wandalów””, który miał żyć w sąsiedztwie „”innych” ”ludów sarmackich””. ”„Ziemie wandalskie”” leżeć miały miedzy ”„Morzem Sarmackim”” [”Morze Swebskie”, Bałtyk] a ”„Alpami Węgierskimi”” [Karpaty]. Do ”„Morza Sarmackiego”” wpadają rzeki: „”Sarmaticus”” oraz „”Wandal”” [Wisła]. Autor stwierdza, że Polacy ”„określani są mianem Wandalów i sami siebie tak nazywają”.”
* Wilhelm z Rubruk, żyjący w XIII w, flamandzki franciszkanin, misjonarz i podróżnik napisał: ”Język Rusinów, Polaków, Czechów i Sklawenów jest taki sam jak język Wandalów
* W muzeum Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie istnieją inskrypcje dawnych władców Pomorza Zachodniego. Można z nich wyczytać, iż władcy Pomorza panowali m.in. nad ludem Wandalów. Napisy na inskrypcjach w języku łacińskim brzmią ”Ducis Vandalorum”, a na inskrypcjach niemieckich brzmią one ”Herzog der Wenden”, tłumaczonego jako Wendowie lub Wenedowie.
* Kazimierz Wielki wznosząc katedrę gotycką grobowiec dla Bolesława Chrobrego, na jego płycie umieścił napis ”Regnum Sclavorum, Gothorum sive Polanorum/Król Słowian, Gotów czyli Polan”.
* Albert Krantz (1450 – 1517) w ”Wandalia sive historia de Wandalorum vera origine, (…)”, gdzie konsekwentnie łączył historię starożytnych Wandalów z historią Słowian. Powtórzył to również Flavio Blondi i Maciej Miechowita w ”Traktacie o dwóch Sarmacjach” z 1517 roku.
* Miasta hanzeatyckie, takie jak: Lubeka, Wismar, Rostock, Gdańsk, Królewiec, Ryga określane były mianem „miast Wandalów” – ”Vandalicae Urbes.”
* Student uniwersytetu w Wittenberdze, pochodzący z Trzebiela (Lubuskie), do pierwszej połowy XVII w. zamieszkanego niemalże wyłącznie przez ludność używającą języka Łużyczan, określanego w źródłach jako ”Wendyjska Osada” został wpisany do księgi uniwersyteckiej w roku 1528 r. jako ”Matheus Wundalo” (Mateusz Wandal”)’.’
* W latach 1669-1686 na ziemi słupskiej wydzielono „Okręg Wandalski” wśród ludności pamiętającej jeszcze języki słowiańskie, z odprawianymi po polsku nabożeństwami dla ludności określanej po łacińsku jako ”Vandali”.
* Żyjący w XVI w. tłumacz Nowego Testamentu na język łużycki, Mikołaj Jakubica nazywany był ”Vandalicus interpres” (Wandalski tłumacz).
* Monarchowie duńscy, oprócz tytułu króla Duńczyków, nosili tytuł „króla Słowian”, ze względu na obecność Połabian na ich ziemiach. Początkowo brzmiał on ”„Rex Sclavorum”” , lecz w XVI w. został zmieniony na tytuł króla Wandalów – ”„Rex Vandalorum.”
* Jednym z najstarszych zabytków języka łużyckiego jest pochodzący z 1610 r. podręcznik pt. ”Enchiridion Vandalicum”.
* Stanisław Staszic opisując swą podróż po Górnych Łużycach w 1804 roku, na przemian pisze o osadach ”Wandalów, języku wendyjskim”, potem znów o Budziszynie wywodzącym się od: ”Wendów czy Wandalów”.’
* Pozostałe teksty pojawiają się między innymi u Macieja Miechowita, Marcina Bielskiego, Albert Krantza, Flavio Blondiegoi czy Thomas Nugenta, a także w sagach skandynawskich, gdzie Polska określana jest jako Wandalia, Gocja, albo Wendlandia.
* Żyjący w VI wieku Joradnes, pochodzący od Gotów pisze; ”Wenedowie zaś,” (…) ”pochodząc z jednego pnia, występują dzisiaj pod trzema nazwami: Wenedów, Antów i Sklawenów””. Termin Wenedowie i Wandalowie był używany był zamiennie, zaś termin Sklaweni był wykorzystywani przede wszystkim przez źródła Bizantyjskie pisane greką.
Kolonializm to według, niektórych idei powszechnych wśród społeczności ruch, który dąży do podboju zamorskiego i eksploatacji gospodarczej. Według tei idei, każde kolonia powstałą w skutek podboju „wszechmocnych” krajów takich jak UK czy Francja, co doprowadziło do upadku ich gospodarek. Kraje te miały władać połową świata, albo nawet większą ilością terenu. Problem w tym że jest to zdecydowanej większości propaganda komunistyczna, która chciała aby ludzie uznali Francję, Anglię i inne kraje NATO za wroga.
W rzeczywistości, prócz wyjątków to wszystko się nie nigdy wydarzyło i nie wydarzy! Jak było naprawdę?
‚Kolonializm’ to polityka zachodnioeuropejskich i innych podmiotów, która narodziła się wraz z odkryciami geograficznymi, wymuszonymi przez tureckie embargo. Opierała się na wykorzystaniu zamorskich działek, państw marionetkowych, bądź handlu oceanicznego do poprawienia sytuacji sektora importowo-eksportowego. Zgodnie z zachodnią tradycją kolonializm datowany jest od epoki wielkich odkryć geograficznych, chociaż znany był już w czasach starożytności.
1 niewygodny fakt: Początkowo pokojowy proces, dopiero na przełomie XIX i XX wieku przerodził się w serię konfliktów zbrojnych, które trwały do połowy XX-wieku. Wyjątkiem tego była sytuacja Hiszpanii, która to już w XVI wieku wypowiedziała wojnę Imperium Inków i Azteków, ostatecznie tracąc tereny na przełomie XVIII i XIX wieku.
2 niewygodny fakt: Produkcja kolonii nie zwiększała zamożności państw-metropolii, gdyż nie zwiększała ich produktu krajowego brutto, ze względu na ich odrębną podmiotowość, lecz umożliwiała łatwe omijanie embarg w handlu zagranicznym i obroty wcześniej niedostępnymi produktami, na korzystnych warunkach. Kolonializm doprowadził do wielu inwestycji zagranicznych w krajach-koloniach, który wpłynęły korzystanie na ich gospodarkę, lecz wraz z nasileniem się walk, część z nich upadła, a w wielu z nich pracowali też niewolnicy.
3 niewygodny fakt: Terminem „kolonializm” określa się powszechnie też zwycięskie wojny krajów Europy Zachodniej, na terytoriach odległych, które nie miały charakteru wojen handlowych, lecz wynikały z walk ideologii, bądź innych interesów, nie różniąc się niczym od innych konfliktów zbrojnych, toczonych przez te państwa.
4 (bardzo) niewygodny fakt: Niektóre państwa wspierały kolonializm, kosztem suwerenności sąsiadów, w zamian za napływ inwestycji zagranicznych, bądź eliminację przeciwników w regionie. Takie zarzuty wystosowano między innymi wobec Cesarstwa Chin, oraz Państwa Kongo czy niektórych ludów Ameryki Środkowej.
Status tych terytoriów z punktu widzenia państw europejskich był formalnie zróżnicowany, stosowano w odniesieniu do nich nazwy i systemy prawne: [[Kolonia (geografia polityczna)|kolonia]], [[protektorat]], [[Kondominium (kolonia)|kondominium]], [[prowincja zamorska|prowincja zamorskia]], [[terytorium zamorskie]], koncesja, działka dzierżawiona wreszcie [[terytorium powiernicze ONZ|terytoria powiernicze]] lub obszary nie rządzące się samodzielnie, istniały też kolonie nieformalne.
Historia
Po przejęciu przez Turków kontroli nad Azją Mniejszą i północną Afryką, oraz blokady na wchodzie dokonywanej przez państwa i plemiona ałtajsko-uralskie, Europa Zachodnia została odcięta od świata. Zatrzymało to handel transkontynentalny działania misjonarskie i podróże w celach naukowych. Szczególnie dotkliwy był brak możliwości handlu z Indiami i Chinami, od których niektóre kraje były uzależnione. Wobec tego zaczęto szukać możliwości ratowania sektorów gospodarczych, poprzez znalezienie morskiej drogi. Skutkiem tego były odkrycia Vasco da Gamy czy Krzysztofa Kolumba. Prócz odkrycia drogi do Azji, odkryto też nowy kontynent – Amerykę. Pierwsze osady założone zostały na Karaibach przez Brytyjczyków, oraz w dzisiejszej Brazylii przez Portugalczyków.

O ile w przypadku Karaibów i Brazylii, małe ekspedycje przeważnie nie wchodziły w konflikt z tubylcami, a ludność indiańska i napływowa nawzajem się asymilowały, to inaczej potoczyło się w przypadku Królestwa Hiszpanii, które wytoczyło wojny Rdzennym Amerykanom. Po upadku tych kolonii nastał okres niemal stuletniego zastoju w kolonializmie w rozumieniu uzyskiwania kontroli nad terytorium, ostatecznie przerwany przez konflikty na przełomie nowożytności i współczesności – ten okres kolonializmu spotkał się z większym oporem, wobec czego upadł po kilkudziesięciu latach.
Kolonializm hiszpański
Hiszpania stanowiła najbardziej radykalny kraj, pod względem polityki zamorskiej. Zawiązał on bowiem sojusz z plemionami przeciwnymi istnienia Państwa Azteków i Imperium Inków, wspólnie dokonując podboju tych państw. Hiszpanie na okupywanych terenach prowadzili kopalnie, dokonywali grabieży cennych przedmiotów, oraz niszczyli świątynie. Podczas walk dokonywali straceń ludności cywilnej, próbując zmusić władców do kapitulacji. W trakcie próby zmuszenia Athalupy do kapitulacji, stracono co najmniej kilka tysięcy ludzi, co stanowiło dużą jak na owe czasy ilość. Kontrolowali całkowicie zdobyty teren, nie pozwalając Indianom na sprawowanie jakichkolwiek urzędów. Majowie z powodu braku przeciwnika w postaci innych plemion stawili opór, tak samo jak ludy w głębi kontynentu Ameryki Południowej.

Import srebra jako towaru zamiennego wobec waluty, okazał się nieskuteczny, bowiem brak pokrycia dużej ilości srebra, w monetach emitowanych w Hiszpanii (z powodu braku wpływu kolonii, na obroty i produkcję podmiotu Hiszpanii co uniemożliwiało emisję z pokryciem) doprowadziło do deflacji na rynku srebra, którego spekulowana cena, spadła do niskiego poziomu powodując kryzys ekonomiczny w Europie Zachodniej.
Próby nawrócenia ludności na wiarę chrześcijańską również okazał się porażką, gdyż ludność nie chciała mieć związków z religią ludności, która napadła na ich ziemię, a akty wandalizmu skierowane przeciw ich religii, coraz bardziej zniechęcały Indian do kleru, oraz sprawiały że całkowicie nie wierzyli w nauki, które im głoszono. Dochodziło to też do licznych powstań, podczas których organizacje walczyły przez wiele wieków przeciw okupantowi. Dopiero, gdy kościół zdecydował się na dokonanie syntezy wierzeń indiańskich z wiarą rzymsko-katolicką, rozpoczął się proces przyjmowania przez Amerykę Łacińską wierzeń chrześcijańskich w formie synkretycznej, obecnie rejon ten stanowi największe na świecie skupisko chrześcijaństwa.

Hiszpanie stosowali początkowo wobec Indian obowiązek pracy przymusowej, jednak liczne strajki i ucieczki szybko zmusiły ich do szukania innego typu taniej siły roboczej, co spowodowało sprowadzenie niewolników z Afryki.
Ludność indiańska podzielona była na wiele dialektów, często nawzajem niezrozumiałych. Obecność języka hiszpańskiego jako urzędowego, doprowadziło z biegiem lat do przyjęcia go przez mieszkańców Ameryki w życiu codziennym, co umożliwiło integrację i zjednoczenie się ludności. Doprowadziło to z czasem do niemal całkowitego wymarcia rdzennych dialektów indiańskich, ale jednocześnie pozwoliło na formowanie się świadomości Pan-Latynoamerykańskiej. Język ten przyswoili też imigranci z Europy, a także ludność czarna, którzy osiedlali się na wybrzeżach wschodnich Brazylii i Argentyny.

Na przełomie XVIII i XIX wieku doszło do największych rewolt w historii Ameryki Południowej. Wówczas to niepodległość uzyskały wszystkie terytoria okupywane przez Hiszpanię. Ludność, która uzyskała niepodległość wraz z ludnością prowincjonalną z głębi kontynentu utworzyły liczne państwa na ogromnym obszarze.
Ostatnią kolonią Hiszpańską była część Maroka.
Kolonializm portugalski
Portugalczycy od początku zakładali osady na wybrzeżach Brazylii. Portugalczycy jako niewielki naród, był całkowicie uzależniony od relacji z tubylcami. Do miast zakładanych na wybrzeżach imigrowali autochtoni, ucząc się języka portugalskiego, a także imigranci z różnych krajów i Afrykańczycy, co doprowadziło do stworzenia unikalnej społeczności.

W międzyczasie Portugalia uzyskała od Chin rejon Makau, a także założyła osady w Angoli. Przez kilka wieków, stopniowo ludność czarna uznawał władzę Portugalczyków na wybrzeżach, co doprowadziło do jednej z najlepiej prosperujących i stabilnych kolonii w Afryce. Jednocześnie doszło do kontaktów Portugalczyków z Państwem Konga, które sprzedało handlarzom swoich jeńców wojennych. Handel niewolnikami między Państwem Konga, a portugalskimi handlarzami rozwijał się przez kolejne wieki, dając początek atlantyckiemu systemowi handlu ludźmi czarnoskórymi.
Brazylia uzyskała niepodległość na przełomie XIX wieku, z czasem uzyskując kontrolę nad wschodnimi terenami Amazonii, z wyjątkiem kilku regionów, gdzie plemiona prowincjonalne nadal pozostają de facto autonomiczni.
Angola pozostawała jedną z najdłużej istniejących kolonii w Afryce. Dopiero w latach 70-tych uzyskała niepodległość, gdy to komunistyczni rewolucjoniści pokonali Portugalię. Spora ilość pozostałości po Portugalczykach, uległa zniszczeniu podczas wojny domowej, która wybuchła zaraz potem.
Podobnie było w przypadku Mozambiku, którego wybrzeże od XVII wieku było kolonią Portugalską, a w latach 70-tych utraciła 1/3 kontrolowanego terytorium. Po upadku komunizmu w Portugalii, 2/3 pozostałych jeszcze pod władzą terenów Mozambiku zostało anektowane przez niepodległy rząd.
Kolonializm holenderski
Kupcy holenderscy kupili od plemienia Delewerów wyspę Manhattan, co doprowadziło do powstania osady Nowy Amsterdam, z kamienicami murem oraz cytadelą obronną na południowej części Manhattanu. W XVI wieku utracili miasto podczas wojny z Wielką Brytanią.

W Ameryce Południowej, także istniała osada Holenderska – Surinam, który wypowiedział niepodległość dopiero w XX wieku, lecz brak powiązań handlowych z Holandią doprowadził do kryzysu, na skutek którego niewielkie państwo stało się ofiarą zjawiska „drenażu mózgów”, podczas którego spora część Surinamskich techników, wyjechała za pracą do Europy.
Holandia w XVII wieku uzyskała od Szogunatu niewielką osadę w Japonii, wyspę Dejimę koło Nagasaki – była to jedyna kolonia europejska w Japonii i jedyne miejsce, gdzie europejczycy mogli prowadzić handel z Japonią, w trakcie głównej części okresu Edo.

Najbardziej istotnym elementem kolonializmu Holendrów była Indonezja, zwana Indiami Wschodnimi. Od początku kraj ten utrzymywał bardzo bliskie stosunki z Holandią, co doprowadziło do rozwoju eksportu tytoniu do Europy. W XVIII wieku sułtan uznał Holenderską Kompanię Wschodnioindyjską, za swojego następcę jako podmiot pełniący władzę w państwie, jednak wkrótce doszło do bankructwa Kompanii, co zmieniło sytuację. Podczas Konferencji Wiedeńskiej uznano Królestwo Niderlandów za państwo, które miało mieć prawo do kontroli nad Indonezją, co było jednak nieuregulowane w stosunku do reprezentacji Indonezji. Przez niemal wiek Indonezyjczycy ignorowali obecność i żądania urzędników Holenderskich, zaś niewielkie państwo nie mogło zaprowadzić władzy w tak ludnym archipelagu, w którym władzę nadal sprawował rząd lokalny. Dopiero na początku XX wieku odpowiednio zmilitaryzowana Holandia, wprowadziła siłą władzę w większości terenów Indonezji, tworząc marionetkowe Holenderskie Indie Wschodnie, choć nadal wiele elementów wymagały współpracy z lokalnymi ugrupowaniami.

W roku 1942 Japonia oskarżyła Holandię o bezprawną agresję na Indonezję, gromadząc na wyspach wsparcie w postaci pro-japońskich organizacji bojowych. Ostatecznie Cesarstwo pokonało siły Holandii, oraz ich sojuszników Europejskich, szybko dekolonizując wyspy i wprowadzająca tam swoje wojsko, oraz prowadziło propagandę anty-holenderską na archipelagu. Po wycofaniu się wojsk japońskich, walkę przeciw Europejczykom, kontynuował pro-japoński rząd Sukarno, który to już w 1945 proklamował Stany Zjednoczone Indonezji. W 1946 roku Holandia, wraz z Anglią spróbowały odbić Indonezję, lecz w 1949 zostały zmuszone do kapitulacji

Obecnie Królestwie Niderlandów zostało jedynie 6 kolonii-wysp zwanych Antylami Holenderskimi, które mieszczą się na Karaibach.
Kolonializm brytyjski
Wielka Brytania jest często uważana za synonim kolonializmu – kraj ten w XIX wieku dzięki Brytyjskiej Rewolucji Przemysłowej, zdobył na dłuższy czas przewagę nad innymi krajami świata i Europy, lecz jednocześnie spowodowana tym obecność Brytyjczyków w różnych częściach świata, szybko doprowadziła do utraty przez UK monopolu na jej technologie.
Brytyjczycy począwszy od XVI wieku zakładali osady na wschodnich wybrzeżach Ameryki Północnej. Najbardziej istotne były terytoria, które znajdywały się okolicach dzisiejszego Nowego Jorku, Bostonu czy Filadelfii. Do miast ściągała ludność rdzenna, imigranci z Europy i Azji oraz ludność czarna, doprowadzając do powstania społeczeństwa wielokulturowego. Nieliczne były tereny w głąb kraju, które pozostawały pod faktyczną kontrolą kolonii, większość składała się z państw plemiennych. Dopiero za czasów USA, doszło do zlania się ze sobą społeczności środkowych terytoriów i wybrzeży, oraz formowania się faktycznych władz nowych stanów. Podobnie zjawisko nastąpiło w przypadku Kanady, jednak do regionu migrowało nieporównywalnie mniej imigrantów, ze względu na niekorzystny klimat – znacznie więcej wolało osiedlać się w Stanach Zjednoczonych, gdzie ponadto istniały wolne tereny na pustyniach, często niezamieszkane. W roku 1783 Anglia utraciła ostatecznie wybrzeże dzisiejszego USA.

Brytyjczycy dopłynęli, także do Nowej Zelandii, gdzie wkrótce wybuchł konflikt pomiędzy Maorysami, a Anglikami. Po początkowych stratach wojsk angielskich, zdecydowano się użyć armat co nagle przerwało walki. Maorysi byli tak zdziwieni i zainteresowani nową technologią, że zaprzestali walk uznając autorytet Anglików i chcąc dowiedzieć się jak najwięcej o ich technice.
Pod sam koniec XVIII wieku w trakcie wojny z Francją, doszło do incydentu między Brytyjską Kampanią Wschodnindyjską, a Francuzami. Przedsiębiorstwo te utrzymywało liczne porty na wybrzeżach Indii, w tym biorąc udział w budowie Kalkuty. Informacja, o tym że statki francuskie, płyną zaatakować Kalkutę rozpoczęli budowę murów, mimo że zabraniał tego traktat z Imperium Wielkich Mogołów. Wobec tego Cesarz nakazał im rozbiórkę fortu, lecz Anglicy odmówili twierdząc, iż znaleźli się w stanie wyższej konieczności, gdyż wojna z Francją trwała na wszystkich frontach. Wobec tego wojska Mogołów zdobyły Kalkutę, aresztując Brytyjczyków. Wówczas to pijany żołnierz brytyjski zabił jednego z Hindusów, wobec czego żołnierze zostali wtrąceni do wąskiej celi, gdzie wielu z nich szybko zmarło. Sytuacja ta wywołała oburzenie wielu królestw Indii i Pakistanu, które domagały się powrotu do normalnych stosunków z UK i wznowienia eksportu, który był istotny dla ich gospodarki. Wobec tego zawiązały sojusz ze znajdującą się w podobnej sytuacji Brytyjską Kompanią Wschodnioindyjską, przeciw królestwom popierającym działania Wielkich Mogołów, a BKW rekrutowała ruszenie w postaci Sipajów – rdzennych wojowników. Podczas kolejnych dekad padł Pendżab, a także inne anty-angielskie królestwa, gdzie brytyjczycy stanowili władzę, dzięki wsparciu kolaboranckich. Niepodległe regiony bezpośrednio wspierały Brytyjczyków, między innymi swoimi wojskami. Jedynymi anty-angielskimi królestwami pozostał Afganistan i Nepal, który wygrał z Anglikami i wspierającymi ich Hindusami kilka wojen. Dominujący udział samych Hindusów, w uzyskaniu kontroli nad Indiami sprawił że tzw. British Radż przetrwał bardzo długo, a zwolennicy odrębności dość późno pojawili się na hinduskiej scenie politycznej. W połowie XIX wieku, wybuchł bunt Sipajów związany z sytuacją religijną, podczas których stoczyli walkę z Brytyjczykami, innymi Sipajami oraz wojskami pro-angielskich Królestw, a także Nepalem. Ostatecznie zostali pokonani, jednak kosztem bankructwa Brytyjskie Kampanii Wschodindyjskiej. Na jej miejsce został powołany rząd bezpośrednio Wielkiej Brytanii, kiedy to Królowa Wiktoria została mianowana Cesarzową Indii. Wiele królestw uznawało ją za następczynię z powodu braku męskiego potomka, bądź w zamian za duże dotacje na rzecz królestwa. Współpracowano przy budowie gęstej siedzi kolejowej i wykorzystania zdobyczy techniki. Jednym z głównych materiałów eksportu Indyjskiego stała się herbata. Musiała też zgodzić się na wiele ustępstw, rozszerzających zakres władzy lokalnej elity we władaniu tymi prowincjami, które były zależne od UK

Koniec wieku przyniósł kolejny rozwój systemu, kiedy to sułtani Malezji wykorzystywali Brytyjczyków jako rozjemców i doradców. Chociaż formalnie były suwerenne, to dużą rolę zaczęli sprawować brytyjscy rezydenci, mianowani jako doradcy miejscowych władców. Pozostałe stany Indonezji utworzyły Niesfederalizowane Stany Malezji. Mimo iż przyjęły one brytyjskich rezydentów, to nie podlegały formalnie Londynowi. Choć formalnie wielka Brytania uznawała istnienie Malajów Brytyjskich, to w rzeczywistości taki podmiot skutecznie nie funkcjonował, z tego powodu Malaje były zwane „Bagnem Imperium Brytyjskiego”.

Duże znaczenie brytyjskich armatorów doprowadziło do spięć z Chinami. Kraj ten stanowił miejsce, gdzie rozwijał się handle z Europą i był kluczowy dla Starego Kontynentu. Płacenie za wiele towarów odbywało się za pomocą srebra, co powodowało straty Europejczyków, którzy by zapobiec bankructwu przemycali opium. Chiny ostatecznie skonfiskowały zapasy opium oraz przejęły inny majątek obcokrajowców. Podczas negocjacji, rozpoczęło się niszczenie zapasów Opium, w skutek czego Brytyjczycy wysłali 170 statków z 20 000 żołnierzami by odbić jak największą część opium i ją wywieść. Wzięcie z zaskoczenia statków Chińskich i wykorzystaniem statków do ataku na cele naziemne, początkowo umożliwiło widoczną przewagę Brytyjską, niemożliwą jednak do toczenia dłużej niż chwilę z 200 000-kontengenem. Chiny zaproponowały rozejm, zakładając następujące elementy:

Jakiś czas potem wybuchł kolejny konflikt, kiedy to niesłusznie aresztowano statek pływający pod Brytyjską banderą, tym razem Chiny nie dały się zaskoczyć, wystawiając 200 000 żołnierzy przeciw wielokrotnie mniej licznym siłom brytyjskim. Wkrótce wszedł jednak traktat pokojowy, kiedy to Chińczycy zaproponowali Anglikom traktat pokojowy. Zakładał on

Wojny opiumowe nie stanowi pełnowymiarowej wojny między dwoma państwami – stanowił on raczej kilka drobnych, przybrzeżnych walk podjazdowych dokonywanych przez nieliczne oddziały europejskie. Zarówno Chińczycy jak i Brytyjczycy byli podobnie uzbrojeni – długie celne strzelby, z długim czasem przeładowania i broń miała (u Brytyjczyków szable, u Chińczyków szable i włócznie typu „Kosynier”).
W następnych dekadach doszło do dużego poprawienia się stosunków Chińsko-Europejskich. Chiny udostępniały handlarzom koncesje w Szanghaju, a także w innych regionach, nadając koncesje handlowe i wojskowe. Pod koniec wieku Chiny wypożyczyło Wielkiej Brytanii miasto Hong Kong, które szybko stało się ważnym ośrodkiem handlu azjatyckiego. Anglia uzyskała również na dzierżawę działki w Szanghaju, które utraciła w 1938 roku po wkroczeniu wojsk japońskich.
Wielka Brytania realnie nigdy nie posiadała kontroli nad Australią – tereny zamieszkiwane przez niezasymilowanych Maorysów bądź Aborygenów były poza władzą, tak samo jak ludność wielonarodowa, która w XIX wieku ogłaszała kolejne, własne państwa, ostatecznie zrzeszone w Związek Australijski.
Podczas Konferencji Berlińskiej 1880, Wielka Brytania uzyskała od państw europejskich wolną rękę na działania w południowej i środkowej Afryce. Doprowadziło to do rozwoju osady na Przylądku Dobrej Nadziei, lecz zagrożeniem stało się Państwo Zulusów, które to atakowało cele cywilne, ostatecznie zostało jednak poskromione. Dalej Brytyjska Kompania Wschodnioafrykańska (synteza Central Search Association i Exploring Company Ltd.) stworzyła osady w Rodezji, co jednak spowodowało walki z ludnością czarną. Brytyjczycy zostali też pokonani w regionie północno zachodniej Afryki przez Imperium Borno, te jednak w pewnym momencie podpisało z UK traktat w którym ustąpiło. Kalifat Sokoto, który rozciągał się na duży obszar dzięki dżihadowi, nie obronił stolicy przed wojskami UK, jednak ostatecznie zdecydował się zezwolić Brytyjczykom na obecność, wspierając finansowo „kolonię” i udostępniając swoich żołnierzy. Podobnie było w przypadku Imperium Kong, gdzie sytuacja był ściśle związana z udziałem UK w wojnach toczonych przez państwa regionu.

Brytyjscy pracownicy i żołnierzy zostali również zaciągnięci przez Imperium Osmańskie do budowy kanału Sułeskiego i tłumienia powstań, między innymi zlikwidowania prób uzyskania niepodległości przez Sudan. W trakcie Pierwszej Wojny Światowej, doprowadziła do powstanie niepodległego Egiptu, odrywając go od Imperium Osmańskiego, a kilka lat wcześniej Sułtan Maroka uznał Królowe Brytyjską za swojego następcę. Jednocześnie doszło do utraty Nowej Zelandii jako pośredni efekt Powstania Maorysów.
W międzyczasie doszło też do podboju Birmy przez Brytyjczyków i Hindusów. Wielka Brytania uzyskała też protektorat nad Omanem, Kuwejtem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.
W między czasie Wielka Brytania uznała Papuę-Nową Gwinę za swój protektorat, lecz administrację Brytyjską szybko przejęła Australijska. W trakcie pierwszej wojny światowej, Wielka Brytania rozpoczęła okupację Iraku, jednocześnie tracąc Syrię i Palestynę. Podczas dwudziestolecia międzywojennego UK straciła wybrzeże Kanady, podjęto się też zorganizowania Brytyjskiej kolonii w Kenii, na bazie terenów okupywanych Niemieckiej Afryki Wschodniej.
W roku 1941 Japonia uznała agresję Brytyjską na Birmę za bezprawną i w porozumieniu z niepodległościową Narodową Armią Birmy wyzwoliła teren spod władzy brytyjskiej, rozpoczęła także dozbrajanie Hinduskiej partyzantki, która miała wypowiedzieć powiązania z UK.
Upadek imperium kolonialnego Anglii w Azji sprawiły, że w 1941 Irak i państwa na wschodnich wybrzeżach półwyspu Arabskiego, zrzuciły władzę brytyjską, zaś Asyryjczycy pokonali Brytyjczyków w Iraku. Rozpoczęło się też formowanie się organizacji niepodległościowych w Afryce. Zarówno Azjatycki (szczególnie), Arabski jak i Afrykański ruch niepodległościowy, był kierowane, wspierane bądź inspirowane przez Cesarstwo Japonii, które prowadziło na całym świecie propagandę anty-kolonialną. Musieli też formalnie uznać niepodległość Australii.

W 1942 roku Japonia wprowadziła wojska do Malezji, zabijając doradców angielskich i pokonując wojska brytyjskie stacjonujące w okolicy, oraz zorganizowała wiele lokalnych organizacji wojskowych o charakterze anty-europejskim, następnie zlikwidowała kolonie brytyjskie na Oceanii, rozpoczynając promowanie propagandy anty-brytyjskiej.
W 1946 Wielka Brytania próbowała wspomagać Holandię w próbie odbicia Indonezji, poniosła jednak porażkę. W 1946 ludność Malezji odmówiła przyjęcia rezydentów Brytyjskich, co doprowadziło do protestu, wobec którego wojska angielskie zaatakowały ludność. W 1948 Malezja wypowiedziała wojnę UK, lecz próby odzyskania półwyspu spełzły na niczym i w 1954 roku Anglia skapitulowała, a w 1956 roku formalnie wpisała Federację Malaj na listę państw uznawane przez Londyn za niepodległe, lecz walki nadal trwały – do 1960 roku Malezja pokonała siły Anglii, Australii i Nowej Zelandii starają się jak najbardziej osłabić ich pozycję. To samo dotyczyło Singapuru, Brunei i Borneo Wschodniego. W międzyczasie Anglia utraciła wszystkie kolonie w Afryce, między innymi jako efekt Powstania Młodych Bantu, inspirowanym wojskową Organizacją Młodych Malaji założonym przez Japończyków.
Obecnie Wielkiej Brytanii pozostało 15 kolonii: wysp, bądź archipelagów na Karaibach i Atlantyku.
Kolonializm francuski
W XVII wieku Francja zaczęła tworzyć osady w Ameryce Północnej. A następnych wiekach nawiązała współpracę z Królestwem Merine (Madagaskaru), które sprzedawało jej jeńców wojennych. Podjęto się również uczynienia Polinezji i Melanezji koloniami, lecz ludność lokalne wykorzystywała sprytnie przybyszów w celach zarobkowych, w sposób czyniący te kolonie nierentownymi z punktu widzenia francuskich armatorów.
Francja zapobiegła dominacji Portugalii w działaniach w okolicach Senegalu, gdzie szedł szlak niewolnikami, skupowanymi między innymi od Arabów. W połowie XIX wieku Francja pobiła Senegal, uniemożliwiając przy tym rozprzestrzenianie się dżihadu islamskich państw Wolofów i Tukulerów, oraz ogłosiła zakaz niewolnictwa. w 1860 roku odebrała Imperium Osmańskiemu wyborze Allegri. Wierny Osmanom sułtan odbił częściowo teren, lecz ostatecznie francuzi wygrali, a sułtan zginął w bitwie na pustyni.

Po 1880 roku Francja uzyskała wolną rękę na działania w północnej Afryce. Skutkiem tego była proklamacja wielu terytoriów zależnych w regionie zdobytych różnymi metodami, lecz w rzeczywistości większość tych terenów była poza władzą Francji, gdyż terytorium pustynne było nie do funkcjonowania dla niedostosowanych Europejczyków, a opór Berberów i murzynów był duży.
Na przełomie wieków francuzi uzyskali wiele koncesji od Królestwa Merine, co spowodowało uznanie tego terenu za kolonię przez rząd Francji. Proponowała później sprzedaż tego terenu Polsce, co było sprzeczne z prawem międzynarodowym na linii Francja-Merine, ostatecznie nie doszło jednak do transakcji.
W 1912 roku Francja dokonała wojny napastniczej na indochiny, podbijając Wietnam, Kambodże i Laos, oraz ogłaszając powstanie marionetkowych Indochin Francuskich.

W roku 1941 Cesarstwo Japonii uznało działania Francji za bezprawne, wobec czego wypowiedziała jej wojnę i zaatakowała Indochiny Francuskie szybko likwidując kolonię, współpracując z lokalnymi grupami niepodległościowymi. Spowodowało to masowy wzrost środowisk anty-francuskich w Afryce Zachodniej. W 1945 roku Japończycy zorganizowali na terenie 3 państwa: Cesarstwo Wietnamu, Królestwo Kambodży i Królestwo Luan Prabang (Laosu). W 1945 Francja spróbowała odbić teren lecz po wycofaniu się wojsk japońskich, trzy państwa samodzielnie prowadziły skuteczną walkę. Przez wiele lat działania Francji spełzły na niczym, a w 1954 zostało zmuszona do kapitulacji. W międzyczasie utraciła też niemal wszystkie kolonie w Afryce, a już w 1946 w związku ze stratami na Pacyfiku musiała nadać autonomię Polinezji i innym wyspom. W latach 60-tych przegrała wojnę z Algerią, która skutkowała utratą kontroli nad jej wybrzeżem.
Obecnie Francja posiada 3 kolonie: Polinezję Francuską, Nową Kaledonię oraz Wallis i Futuna. w 2021 roku odbyło się referendum w sprawie wypowiedzenia przez Kaledonię niepodległości jednak referendum wygrali lojaliści.
Kolonializm belgijski
W 1880 roku Belgia uznała kraj Kongo za prywatną posiadłość Króla Filipa. W rejonie tym istniało kilka państw: Królestwo Lunda, Królestwo Luba, Tippu Tip (Rwanda), Yeke, Królestwo Kuba, Królestwo Karagwe i Kazembe. Belgowie zaczęli działać na terenie południowo-wschodnim, skupując niewolników (co było sprzeczne z Konferencją Berlińską) i prowadząc wypał lasów, co doprowadzało do śmierci tubylców. Podobnie śmiertelne było szczególne ciężkie traktowanie niewolników.

Krótko przed pierwszą wojną światową, na tym terenie zaczęto tworzyć administrację marionetkowego Konga Belgijskiego obejmującego teren południowo-wschodni – reszty nie udało się podporządkować, gdyż istniały tam państwa plemienne i monarchie, które razem były za silne dla Belgów. Po wojnie ludność Kongo Belgijskiego zaczęła strajki i bojkot zarządzeń Konga Belgijskiego, w skutek czego Belgia utraciła kontrolę nad terenem i została zmuszona do uznania jego niepodległości. W chwili powstania Demokratyczne Republiki Kongo, jego PKB na osobę było równe PKB na osobę Korei Południowej i połowie PKB na osobę Cesarstwa Japonii. Włączanie terytoriów północnych i zachodnich do kraju, doprowadziło jednak do zbyt dużej ilości kontaktów między różnymi grupami, co doprowadziło do kilku wojen wewnętrznych oraz okresu rządów dyktatorskich, które uczyniło DRK jednym z najsłabiej rozwiniętych państw kontynentu.
Kolonializm II Rzeszy
II Rzesza za rządów Bismarcka nie był zainteresowana działaniami w Afryce. uważając że kraj ma rolę w Europie, a nie w odległym kontynencie. Jednak po jego śmierci sytuacja się zmieniła. Statki II Rzeszy przybyło do Sułtanatu Tanzanii, która była zależna od Omanu, a lokalni przywódcy zdecydowali się na nadanie Cesarstwu koncesji – mieli wspierać finansowo tzw. Niemiecką Afrykę Wschodnią i dostarczać im wojsko. Sprzeciwił się temu Sułtan, czego skutkiem było ostrzelanie pałacu przez żołnierzy Rzeszy. Sułtan ostatecznie przystał na stanowisko przywódców. Rejon ten był przez kolejne lata przykładem opłacalności finansowej wobec armatorów, oraz współpracy afrykańsko-europejskiej.

Inaczej było w przypadku Namimbi – tam II Rzesza utworzyła Niemiecką Afrykę Zachodnią na wybrzeżu, jednak z powodu pustyń kontrolowali tylko 25% deklarowanego terytorium. Doszło tam do ataków terrorystycznych na białą mniejszość, podczas której zginęło 100 osób, w tym kobiety, dzieci i osoby starsze. Jedno z plemion zaatakowało stolicę. 10 000 żołnierzy wobec raptem 3 000 sił niemieckich i tubylców lojalnych wobec NAZ, szybko poniosło porażkę, lecz wsparcie w postaci 20 000 żołnierzy połączonych z niedobitkami sił lokalnych, ostatecznie odbiło stolicę i próbując zapobiec masakrom białych cywili, zaczęły dokonywać odwetu w postaci takich samych działań wobec cywilów wrogiego plemienia, zmuszając ich do ucieczki na wschód kraju.

Podczas I Wojny Światowej II Rzesza utraciła oba kolonie w Afryce, a także kolonię w Papui. Posiadany przez nich archipelag na Papui, Mikronezji i Samoa został zajęty przez Japonię, Australię i Nową Zelandię.
Kolonializm włoski
Włochy odbiły wybrzeże Libii spod rządów Imperium Osmańskiego.
W 1935 Najechały na Cesarstwo Abisynii jednak poniosły porażkę. W trakcie drugiej Wojny Światowej próbowały zdobyć Egipt jednak po zdobyciu pewnych terytoriów, musieli się wycofać. Walki w Maroko również okazały się nieskuteczne. Skutkiem przegranej w wojnie zachodnich krajach Arabskich, była utrata Libii przez Włochy.

Kolonializm amerykański
Kolonializm amerykański jest specyficzny, bowiem stanowi kolonializm innej, byłej kolonii. Amerykanie ustanowili prawo, które pozwalało na aneksję, bądź uznanie za terytorium zależne wysp na którym znajduje się guam (odchody ptasie dużej wartości), pod warunkiem że są niezamieszkane, bądź nie należą do innych państw. W skutek czego USA zyskało część wysp na Pacyfiku.
Stany Zjednoczone był w bliskich kontaktach z Królestwem Hawaii, które pozwoliła im zbudować tam bazę – Pearl Harbor. Pod koniec XIX wieku doszło do serii manifestacji w ramach, których doszło do rywalizacji autochtonów z mniejszościami napływowymi w pobliżu Pałacu oraz Pearl Harbor, które żądały abdykacji. Królowa Hawajów, zdecydowała że dokona abdykacji, tylko jeśli jej następcą będzie rząd USA. Mimo podjęcia decyzji mniejszość próbowała utworzyć własny rząd, jednak ostatecznie USA przejęło kontrolę likwidując samozwańczą Republikę Hawaii.

Na przełomie XIX i XX wieku USA rozpoczęło okupację Filipin. W 1941 roku Japonia uznała ją za bezpodstawną i wypowiedziała USA wojnę, współpracując z pro-japońskimi organizacjami na wyspach. W skutek czego zdobyto Filipiny, a w 1943 roku założono tam Republikę Filipin. Po wycofaniu się wojsk japońskim, odbyły się tam wolne wybory.
Obecnie USA posiada 13 kolonii, z czego cześć jest niezamieszkana.
Podsumowanie
Kolonializm nie istniał. Z punktu widzenia matematyki i ekonomii, zamożność kraju jest ilością emisja pieniądza (bądź towaru uniwersalnego) dla którego pokryciem jest tępo produkcji, handlu, usług z szarą strefą, czarnymi rynkiem i pracą samodzielną włącznie. Jeśli nie dojdzie do takiej emisji, wówczas siła nabywcza „migruje” na inny sektor (np. towary uniwersalne). Nie można wzbogacić państwa rozwijając terytorium zależne od niego, bowiem próba emisja pieniądze na podstawie PKB kolonii, doprowadzi do inflacji w metropolii. I np. jeśli w Potosi wydobywano srebro i eksportowano, to dawało to pokrycie dla emisji waluty, której używali Indianie. Nie maiło to wpływu na zamożność Europejczyków, chyba że mieszkali w kolonii. Mogli co najwyżej wymienić walutę na walutę, którą można była płacić w Hiszpanii, tyle że ona wymagała emisji na podstawie obrotów w samej Hiszpanii…
Zdecydowana większość terytoriów, które uznawane było za kolonie, albo nie była koloniami, albo nawet nie dotarli tam Europejczycy. Z pośród tych, które istniały wiele z nich zostało dobrowolnie oddanych, gdy np. lokalny władca nie miał naturalnego spadkobiercy, albo poprzez wsparcie mu wrogich państw. Kolonializm w Afryce i Azji upadł bardzo szybko, na skutek odwetu Japonii.
Także motyw „traktatów nierównych” (błędnie tłumaczonych jako „traktaty nierównoprawne”) zawieranych przez Chiny z Europą, jest błędny. Idąc tą drogą równie dobrze można nazwać „traktatem nierównym” umowę o swobodzie gospodarczej między Polską, a Niemcami. W teorii oba te umowy zakładały, że obywatele obu krajów mogą robić to samo za granicę. W praktyce, Niemcy zlecili zbudować Polakmom ponad 2 400 drogerii, sklepów i innych sieci handlowych, oraz budowę
Warto dodać, że kiedy Francja straciła kolonie, jej PKB nie spadło, a wzrosło. Bowiem ludność francuska zmuszona była do robienia interesów w kraju, przynajmniej do czasów, gdy Chiny zagarnęły wszystko.
Histmag, Wielka Historia i Ciekawostki Historyczne to trzy najgorsze strony historiograficzne na jakie można trafić w polskim Internecie. Począwszy od tematów na temat starożytności, przez średniowiecze i oświecenie, aż po zimną wojnę. Radykalne hasła, wyzywająca czcionka, potoczny, pogardliwy bądź uliczny język, do kilkunastu reklam na jednej stronie, prośby (choć szalenie kreatywne) o kolejne dotacje , brak zrozumienia definicji niektórych pojęć, brak profesjonalizmu w tematach skomplikowanych, prowokowanie kłótni w komentarzach, nawiązywanie do współczesnej polityki, próba szukania sensacji w oparciu o nieprawdziwe dane, wykorzystywanie konfliktów między różnymi częściami społeczeństwa do celów komercyjnych, używanie stron do promocji wydawanych przez siebie książek o podobnym poziomie. Już wcześniej opublikowałem artykuł „Lustracja Mieszka I”, w którym skrytykowałem artykuł „Początki Polski skąpane we krwi”, który miał na celu promowanie książki, która otoczała dość słabo nam znanego historycznie Mieszka I scenariuszem rodem z „Piły”, dodając też kilka słów na temat rzekomej Polsko-Czeskiej „mafii” średniowiecznej, która sama w sobie przypominała teorię spiskową.
Dzisiaj należało by skrytykować inny artykuł dotyczący strony. Autorzy bowiem próbują rozprawić się z tzw. „Wielką Lechią”, lecz tak naprawdę próbują rozprawi się z zupełnie innymi teoriami, ostatecznie tym bardziej prowokując turbosłowian. Trudno jednak oszacować by taką rzecz przemyślano. Możliwe nawet, że autorzy sami nie wierzą w to co piszą, oczekując jednak korzyści z robienia sensacji – tak jak robi się to z gazetami politycznymi i często ogólnie prasą. Tak czy inaczej – strona od lat nieźle zarabia na debilach.

Artykuł nazywa się „Imperium Lechitów nie istniało – baza artykułów”, zakłada na początku kwestię nieistnienia Wielkiej Lechii. Sam fakt, udowodnienia bądź obalenia takiej sprawy jest już kontrowersyjny. Równie dobrze można mówić, rzeczy typu „Atlantyda nie istniała”, albo „kosmici nie istnieją”, problem w tym że jeśli czegoś nie można ani potwierdzić, ani obalić to taka sprawa zostaje w kwestiach wiary. Niefalsyfikowalność w zasadzie wyklucza możliwość i potwierdzenia i obalenia, wobec czego temat z kategorii naukowej trafia do szuflady.
Druga sprawa to brak odpowiedniej definicji „Wielkiej Lechii”. Termin ten jest bowiem autentyczny i był używany od XVIII wieku przez Carstwo Rosyjskie. Lechici to synonim Polaków, zaś „Wielka Lechia”, to „Lechia szeroko pojęta” czyt. słowiańszczyzna. Tak jak np. Wielka Brytania, Wielkie Morawy, Wielkie Księstwo Litewskie (które w 10% stanowiła Litwa), Wielka Japonia, Wielkie Tokio, Wielkie Zimbabwe itd. Często określano jakiś rejon od terminu, dotyczącego jakiegoś punktu w nim, tak jak np. Czechosłowację, nazywano Czechami, tak więc słowo Wielkie Czechy, mogły by i oznaczać Czechosłowację.
Do tego definicja na niektórych blogach jest zupełnie inna niż państwo obejmujące cały wschód Europy, z jednym królem i centralnym rządem. Opisywane jest jako „Imperium” (przy czym imperium nie musi oznaczać państwa, to dość potoczne określenie), a zaraz potem tłumaczone że jest to przed państwowy związek plemion, co brzmi o 90% mniej niezwykle. Ponadto autor „Słowiańskich Królów Lechii” Janusz Bieszk, w wywiadzie online wyjaśnił, że Wielka Lechia było po prostu sojuszami pewnych państw plemiennych. Jeśli porównać to do wydarzeń w V wieku to istniała koalicja wojskowa Wandalowie-Goci-Bastarnowie-Swebowie-Alanowie-Markomanowie-Kwadowie-Hunowie, o czym pisał Tacyt i Jordanes. Sojusz ten obejmował dzisiejsze Węgry, Polskę, Połabie, Czechy i Ruś – to już bardzo duży obszar. Sojusz ten przetrwał, aż do momentu, gdy doszło do konfliktów w Iberii, sprowokowanej przez Rzymian, lecz jego częściowe załamanie nie zniszczyło go całkowicie. Był to taki „Układ Warszawski” V wieku, ale nie było to jedno państwo, chociażby z powodu istnienia odrębnych dynastii i odrębnych królów.

Artykuł „10 argumentów, że Imperium Lechitów nie istniało” składa się tylko z jednego argumentu, który rzeczywiście dotyczy sprawy bardzo kontrowersyjnej, oraz jednej która dotyczy po prostu regionu geograficznego. 8 z nich nie potwierdzają ani istnienia Pansłowiańskiego państwa, ale za to są prawdziwe, bowiem potwierdzają inne fakty – i to o nie trzeba zadbać.
„Imperium Lechitów”, „Turbosłowianie”, „Wielka Lechia” – to niechlubny fenomen polskiego Internetu, przenikający również do innych środków przekazu. Mówiąc w skrócie, opiera się on na przekonaniu o istnieniu przedchrześcijańskiego mocarstwa lechickiego (prapolskiego), którego historia została zapomniana w wyniku działań wrogów (m.in. Watykanu, Niemców, Żydów) i która powinna zostać odkłamana.
Na początku błąd – nie jest to twór internetowy, czego sugeruje autor. Koncepcja ma swój początek w Kronice Wielkopolskiej, następnie w Sarmatyźmie i ostateczne w Panslawiźmie Rosyjskim. Choć autor mówi o tym, że turbolechici oskarżają niesłusznie o sytuację Watykan, Niemców i Żydów, to jednak nie skupiają się na daniu im alibi, lecz inne artykuły strony nawet działają na korzyść tych teorii spiskowych (np. artykuł o traktowania Słowian za nie-ludzi przez Ottona), które opierają się też na błędnych przekazach.
„Imperium Lechitów”, „Turbosłowianie”, „Wielka Lechia” – to niechlubny fenomen polskiego Internetu, przenikający również do innych środków przekazu. Mówiąc w skrócie, opiera się on na przekonaniu o istnieniu przedchrześcijańskiego mocarstwa lechickiego (prapolskiego), którego historia została zapomniana w wyniku działań wrogów (m.in. Watykanu, Niemców, Żydów) i która powinna zostać odkłamana.
Działania takie są szkodliwe dla wiedzy historycznej, należy więc na nie odpowiadać. W serwisie Histmag.org publikowaliśmy artykuły dotyczące mitów i fałszerstw związanych z „Wielką Lechią”, kronikami średniowiecznymi, historią ziem polskich w I tysiącleciu n.e. czy początkami państwa polskiego.
Autorzy proponują artykuły, które mają na cel obalić kilka tez, a potem robią z nich kompilację, jednocześnie proponując alternatywę w postaci, artykułów które mówią o „prawdziwej wersji”, oczywiście z tej samej strony. Wśród nich mamy artykuł, w którym opisywane jest np. „Kiedy powstała Polska”, problem w tym że to tylko clickbait. Strona buduje napięcie, tak by doczytano do końca i zobaczono jak najwięcej reklam, a ostatecznie dowiadujemy się tylko, że… badania dendrologiczne wykazały, że gród w Gnieźnie powstał dopiero po chrzcie Mieszka. I to tylko tyle. Po z a tym teoria ta była obalona co najmniej w 2018, bowiem okazało się że burzono stare umocnienia i na ich miejsce wznoszono nowe, więc Mieszko raczej nie zbudował stolicy od podstaw.
Oczywiście, nie jest prawdą, że historia Polski (rozumiana potocznie) zaczęła się w 966 roku, w momencie chrztu Mieszka I. Polanie i przedstawiciele innych plemion polskich nie „zeszli z drzew” po to, by się ochrzcić. Nie znaczy to jednak, że wcześniej tworzyli potężne państwo. Badania archeologiczne pokazują, że dopiero w IX wieku na dużą skalę zaczęły się na ziemiach polskich pojawiać grody, co wiąże się z rozwojem społecznym, wytwarzaniem się elity, wzrostem nierówności czy powstawaniem „organizacji wodzowskich”.
Nie prawda. Według Geografia Bawarskiego IX było w Polsce ponad 2 500 grodów, a w Prusach – do tysiąca. Ich budowa z pewnością zajęła znacznie więcej niż pół wieku. Problem w tym, że większość grodów znajduje się obecnie pod wieloma tonami betonu i cegieł. Najwięcej grodów było tam gdzie mieszkało najwięcej ludzi, potem gdy te ludności się rozmnożyły powstały miasta i aglomeracje, resztki grodów obecnie są pod ziemią, zalane betonem, asfaltem i cegłami. Na Mazurach odkryto wiele z nich, dzięki temu że nie doszło tam aż do takiej eksplozji demograficznej. Po V wieku nie istniało już zagrożenie ze strony Rzymu, wobec czego nowe inwestycje budowlane mogły być mniej uzbrojone. Potem się to zmieniło, bowiem pojawiło się zagrożenie ze strony Wieletów i Czech. Tak wysoka gęstość grodów wyrosła, na podglebiu Wschodniogermańskim. Choć np. z kilkuset grodów Goplan, nie odnaleziono tak naprawdę ani jednego, to to nic nie zmienia – rejon Kujawsko-Pomorskiego jest silnie zurbanizowany, na dodatek było tam osadnictwo Niemieckie i Holenderskie, co przyspieszyło używanie cegły. Grody burzono i mór budowano od nowa, z cegieł w lustrzanej konfiguracji – dobrym przykładem tego jest centralny Kraków, gdzie proces był bardzo stopniowy.

Następnie artykuł linkuje do artykułu „Plemienne Scrabble”, który jest już całkiem niezły jeśli chodzi o analogię, pisze między innymi że jedynie testy DNA mogą potwierdzić autochtoniczność (czego już dokonano), potem pojawia się probilem.
Ta innowacja [drużyna] pozwoliła Mieszkowi I wyrwać się spod kontroli „demokracji wiecowej” i narzucić swoje niekwestionowane jedynowładztwo. Zostało ono wkrótce wzmocnione przez – potwierdzone chrztem władcy – wypromowanie nowej religii, która miała ideologicznie zunifikować rosnące państwo.
Mieszko nie był egoistą – nie ma na to dowodów. Mieszko nie przeprowadził żadnych zmian ustrojowych, a Ibrahim von Jakub nie pisał nic o o tym że to on stworzył drużynę, choć pisał że ją miał. Mieszko nie był monarchią absolutnym – był monarchą patrymonialnym, musiał bowiem się liczyć z udziałami wpływowych możnowładców. Tak samo było w przypadku np. Władimira w Rusi czy Króla Czech, co było normą w tym regionie, podczas tego okresu. Po za tym Mieszko nie został wybrany przez wiec – według kronik był piątym księciem dynastii, a źródła nic nie mówią na temat tego, że stworzył sam jakąś dynastię.
Ciągłość nazewnictwa to nie to samo, co ciągłość osadnictwa. Nowe ludy mogły przecież łatwo „odziedziczyć” miano po plemionach, które wcześniej zajmowały te ziemie. Niemożliwe? Dokonujemy tego samego zabiegu, używając nazwy „Brytyjczycy”. Brytowie to lud celtycki, zamieszkujący środkową i południową część Wielkiej Brytanii przed najazdami Anglów, Sasów i Jutów we wczesnym średniowieczu.
Już na początku widać ogromny błąd. Dzisiejsza ludność UK nie jest spadkobiercą kultury Anglów! W 80-90% składa się z ludność pochodzenia głównie Celtyckiego, tak jak Irlandczycy, może z jakimiś domieszkami imigrantów. Wikingowie co prawda wyzwoli Brytanię spod rządów Imperium Rzymskiego i zostali za to obranie władcami, lecz nie zdominowali kultury. Język miał zdecydowanie większe znaczenie, choć nie wiemy jak dużo jest w j. angielskim substratów celtyckich, zaś bardzo duże są też wpływy łacińskie.
Żeby pokazać, jak mylące mogą być nazwy, można jeszcze wspomnieć o etymologii nazwy „Szkocja”. W okresie rzymskim ten obszar zajmowało plemię Piktów. Słowo Scotia jest w obecnym znaczeniu używane od późnego średniowiecza, jednak pojawia się po raz pierwszy już w źródłach o wiele wcześniejszych. Taką nazwą Rzymianie określali Gaelów, lud celtycki zamieszkujący… Irlandię.
Szkocja i Irlandia są ze sobą niezwykle wysoko spokrewnione i bliskie. Nazwa Gaelów/Scotia mogła być wykorzystywań do obu ludności, a nawet jeśli nie to są tak podobne, że to nie ma już znaczenia.
O pochodzeniu i czynach Gotów” ([Getica]) autorstwa Jordanesa. Kronikarz zanotował m. in., że „Wenetowie, pochodząc z jednej krwi, trzy obecnie przybrali imiona, tj. Wenetowie, Antowie i Sklawenowie” (cyt. za tłum. M. Plezi). Nazwa plemienia Wenetów bliźniaczo przypomina nazwy plemienne i geograficzne występujące w źródłach powstałych kilkaset lat wcześniej – u Pliniusza Starszego, Klaudiusza Ptolemeusza i Tacyta.
To nie jest pojedynczy przypadek:

Największa, konkretna nazwa na temat Wenetów, to plemię zamieszkujący Wołyń, oraz Białoruś. Z kolei można znaleźć jeszcze inne analogie. Wandalowie-Wiślanie, Goci/Gepidzi – Goplanie, Silingowie-Ślęzanie, Lugiowie-Lędzianie, na dodatek wszystkie z nich pokrywają się z województwami gdzie mieszkały. Po za tym Niemcy przez kilkaset lat zwali Słowian Wandalami, zaś Sclaweni to definicja Bizantyjska – państwa powstałego stosunkowo nagle.
Przyczynę tego postępowania już znamy – istnienie plemion słowiańskich na pewnych obszarach zostało zanotowane dopiero w VI w. Niestety, z samych źródeł archeologicznych nie da się wyczytać przynależności do ludu, rodu czy języka. Dopóki przekazy pisane nie stwierdzą inaczej, archeolodzy są zdani na własne pojęcie kultura archeologiczna.
Można i to całkiem sporo, jeśli ma się wystarczającą ilość znalezisk, oraz porównanie do wystarczającej ilości znalezisk u sąsiadów, do porównania. Gorzej z językiem, choć można mieć domniemania.
Archeolodzy „tworzą” kultury z pozostałości domów, garnków, części stroju czy zwyczajów pogrzebowych – czy można na tej podstawie rozróżnić Polaka od Amerykanina?
Można. Chociażby jeśli porównać różnicę pochówek katolicki od baptystycznego, oraz tym zabudowań. np. Blok Wielkiej płyty czy budynek w stylu socrealistycznym raczej nie mógł powstać w Ameryce, chyba że jako bardzo rzadki przypadek.
Niestety, jak wynika z obserwacji etnograficznych, przeobrażenia w strukturze społecznej czy sposobie myślenia nie zachodzą równolegle ze zmianami w wytwarzanych przedmiotach. Kiedy na jakimś obszarze zanika jakaś kultura i „pojawia się” nowa, na początku trzeba wybrać pomiędzy dwoma podstawowymi scenariuszami. Czy nowa kultura powstała w wyniku zmian w obrębie tej dawnej społeczności, nie zawsze dobrze widocznych w materiale archeologicznym, czy raczej na dany obszar napłynęły obce ludy, które przyniosły ze sobą swoją kulturę?
Nie ma takich dylematów – analizuje się zmiany w DNA, porównuje do ludów sąsiednich. Jeśli ciała poddawano kremacji – szuka się dalej, aż znajdzie się jakiś szkielet.
Jednostka ta, która w największym swoim zasięgu zajmowała większą część ziem polskich i zachodnią Ukrainę, powstała w III w. p. n. e. Mniej więcej w tym samym czasie na obszarze północnej Polski pojawiają się najstarsze stanowiska kultury oksywskiej, natomiast w centralnej Ukrainie wykształca się kultura zarubiniecka. Co spowodowało „jednoczesną” zmianę kulturową na takich ogromnych obszarach?
Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na pytanie, kim byli ludzie tworzący kultury Europy środkowo-wschodniej w okresie rzymskim. Z jednej strony – kultury przeworska, oksywska i zarubiniecka zrywają zupełnie z tradycjami wcześniejszych społeczności; z drugiej zaś – brakuje śladów odpływu większych grup ludności z Europy środkowo-wschodniej.
Rozwój gospodarczy i demograficzny doprowadzał do powstania nowych technologii, tylko że prowadzona jest za mała ilość wykopków. Można jednak śmiało znaleźć wiele analogi do kultury łużyckiej, w tym typ miecza, tym fibul, rodzaj ozdobieni na fibulach, typ naramienników itd. Rozwój hutnictwa, mógł się wiza z np. odkryciem nowych złóż. Rozwój przemysłu naftowego na Podkarpaciu, nie było związane z napływem nowej technologii, a wymyślił ją mieszkaniec Jasła.
Getica Jordanesa stanowi ważne źródło nie tylko do rozważań nad początkami Słowian, ale i prahistorii ziem polskich. Kronikarz opisuje wędrówkę Gotów i Gepidów z ich mitycznej praojczyzny, lokalizowanej dość powszechnie w południowej Skandynawii.
Problem w tym, że Goci mieli haplogrupę R1a, z mutacją R1a1a7 (Polska i Czechy), która występowała wraz z mutacją wschodnioeuropejską. Istnieje ludność z R1a na półwyspie Skandynawskim, ale ma inną mutację – taką samą jak ma R1a w Finlandi.
W świetle dowodów archeologicznych, nie nastąpiło proste „przeniesienie się” wzorców kulturowych z południowej Skandynawii nad Morze Czarne – podczas tej wędrówki, świadomie bądź nieświadomie dla jej uczestników, utworzyła się zupełnie nowa jakość.
A kto mówił, że Goci muszą być ze Skandynawi? Podobną kulturę (np. fibule) mieli Rusini Kijowscy, Kultura Łużycka, a nawet Prusowie. Nie mieli jej ponadto Skandynawowie.
Z drugiej strony, kultura kijowska nie dubluje cech kultury zarubinieckiej, lecz wykształca się z niej jako reakcja na zajęcie sąsiednich obszarów przez idee przyniesione przez nową ludność. Z kulturą czerniachowską łączą ją bliskie kontakty – większość części stroju czy uzbrojenia znajdowanych na stanowiskach kultury kijowskiej została wyprodukowana przez „gockie” warsztaty bądź też naśladuje styl tych wyrobów.
Tak jak wspominałem wcześniej – one nie były naśladowane, bo nie musiały. Równei dobrze te ludy mogły być spokrewniony i były, zarówno Goci, Wandalowie jak i Sarmaci mieli R1a, Prusowie też mieli go całkiem sporo.

Pod koniec IV w. w Europie pojawiają się Hunowie. Wraz z nimi kończy się okres rzymski i zaczyna nowa epoka – okres wędrówek ludów. W czasie życia jednego pokolenia (w języku archeologów: nagle i gwałtownie) załamują się tradycyjne struktury osadnicze. Plemiona barbarzyńskiej Europy rozpoczynają wielkie migracje, które przyczyniły się do upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego.
Nie – Hunowie nie rozpoczęli tego procesu. Ten etap zaczął się kiedy Cesarstwo Rzymskie dokonało napadu na Germanię. Od tego czasu załamała się jego ekspansja i stopniowo przez kilka lat, Rzymianie byli osłabiani, a wojska Gotów czy Wandalów zadawały mu coraz to większe ciosy, obecnie zakończone stuletnim procesem jego rozbiorów, wojny jednak nadal trwały, osłabiając Cesarstwo Wschodniorzymskie. Hunowi dołączyli do tego procesu i go przyspieszyli, ale stulecie kulminacyjne rozpoczęła się kiedy Goci przekroczyli Dunaj.
Jak wyglądał ten proces? Na ziemiach polskich, na cmentarzyskach kultury przeworskiej użytkowanych w III i IV w., z reguły nie ma już grobów, które można by było datować na V w. Taka sama sytuacja dotyczy osiedli.
Ilość osad była na pewno większa, lecz archeologowie mogą odnaleźć póki co tylko ich małą część, o czym była wzmianka w opisie dzieła Geografa Bawarskiego. Obecnie udowodniono już istnienie brakującego ogniwa – kulturę Suków Dziedzice.
Wśród nich warto wymienić chociażby grób z Jakuszowic k. Kazimierzy Wielkiej, w którym pochowano wojownika z koniem oraz licznymi przedmiotami (broń, okucia rzędu końskiego) w stylu huńskim, a także osiedle i pracownię obróbki bursztynu w Świlczy k.
Kultura Huńska była bardzo podobna do Kultury Łyżyckiej, Słowiańskiej i Przeworskiej, do tego Hunowie mieli gen R1a, z mutacją wschodnią. Pochodzili z terenów wschodniej Ukrainy, więc nie powinno dziwić to. Trudno odróżnić Huńską ozdobę od Gockiej . Gdyby odkryto ją na Węgrzech, to co innego.
Kultury powstałe na podłożu kultury kijowskiej okazały się być bardzo ekspansywne. Już w V w. znaleziska związane z tym kręgiem spotyka się na niemal całym obszarze Ukrainy. Nie będzie chyba zaskoczeniem, że w VI w. to właśnie te kultury zajmowały tereny, gdzie najstarsze przekazy pisane lokalizowały Słowian. Na obszarze południowo-wschodniej Polski najstarsze stanowiska kultury praskiej są datowane już na I poł. VI w. (Bachórz, Grodzisko Dolne). W ciągu VI-VII w. społeczności „wczesnosłowiańskie” dotarły też na tereny Czech, Moraw, Kotliny Karpackiej i na Bałkany. Dopiero na VIII-IX w. te ludy pojawiły się w Polsce północno-zachodniej i północno-wschodnich Niemczech.
Kultura Kijowska była analogiczna do Scytyjskiej, która z kolei była analogiczna w pewnych kwestiach do kultury Połabian, a także Prusów, którzy jednak nie mieli być według teorii alochtonicznej – wyjątkowo autochtonami. Ubogość znalezisk coraz bardziej się zmniejsza, wraz z budową autostrad i supermarketów.

Tak jak w przypadku przedstawionej powyżej genezy kultur okresu rzymskiego, powstaje pytanie o kontynuację pomiędzy wcześniejszym osadnictwem a stanowiskami kultur z wczesnego średniowiecza. W odniesieniu do ziem polskich, cechy kultury praskiej nie nawiązują do zwyczajów spotykanych w kulturze przeworskiej i wielbarskiej, natomiast znajdują swoje odpowiedniki w Europie Wschodniej – w kulturze kijowskiej, a także czerniachowskiej. Pod względem archeologicznym mamy więc do czynienia z zerwaniem tradycji kulturowej i napłynięciem zupełnie nowych elementów. Czy jest to równoznaczne ze zniknięciem starszych kultur i wielką migracją ludności kultury praskiej ze wschodu? Oczywiście, że nie. Już ustaliliśmy, że zmiany w źródłach archeologicznych nie muszą odpowiadać przekształceniom w żyjących społecznościach. Jak z reguły bywa w takich sytuacjach – należy wysłuchać, co mają do powiedzenia przedstawiciele innych nauk.
Problem w tym, że widać analogie we wszystkim: grzebieniach, pseudo-krucyfiksach, „lunulach” dziwnych „zaworkach” i innych rzeczach. Wiele z nich jest podobne nawet do kultur jeszcze starszych.

Podstawowym wyróżnikiem Słowian jako wspólnoty ludów jest posługiwanie się jednym z grupy języków słowiańskich. Powstanie Słowian to po części także tworzenie się ich języka, dlatego warto przyjrzeć się ustaleniom językoznawców na ten temat. Okazuje się, że języki słowiańskie mają wiele cech wspólnych szczególnie z językami bałtyjskimi. Ponadto, wyróżnia się elementy m. in. pochodzenia germańskiego, celtyckiego i irańskiego. Wśród językoznawców nie ma zgody, jak w oparciu o te informacje należy lokalizować ewentualną kolebkę języków słowiańskich. Jeśli założymy, że plemiona bałtyjskie wykształciły się w strefie południowej czy południowo-wschodniej części basenu Morza Bałtyckiego, skąd znamy ich z czasów nowożytnych i współczesności, to w różnych fazach okresu rzymskiego sąsiadowały one zarówno ze społecznościami kultury przeworskiej, jak i kijowskiej.
Problem w tym że najstarsze ślady genu R1a odnaleziono w Karelii, gdzie potem miał rozprzestrzenić się na durzy obszar – miał ewidentnie kontakty z genami ludności, która mówi dzisiaj germańskimi jeżykami, a także Iranem. Zapożyczenia takiego typu mają jednak taki problem, że czasami trudno oszacować kto wziął od kogo.
Kolejną interesującą kwestią jest długie przetrwanie słowiańskiej wspólnoty językowej. Jak się wydaje, procesy fonetyczne w okresie prasłowiańskim zachodziły równolegle na całym obszarze zajętym przez Słowian. Powstanie odrębnych języków słowiańskich przypada dopiero na okres tworzenia się państw. W kategoriach językoznawczych, język, którym posługiwali się Słowianie w VI w., jest więc tworem wykształconym stosunkowo „niedawno”. Bardzo trudno jest odpowiedzieć na pytanie, ile setek lat mogła trwać ta „chwila”, natomiast w świetle tej teorii, można raczej wykluczyć rozwój języka prasłowiańskiego liczony w tysiącach lat przed granicznym VI w.
Nie ma dowodów na istnienie języka „prasłowiańskiego” – istnieje co prawda widoczne pokrewieństwo, jednak nie każdy język słowiański musiał być językiem analitycznym!! Równie dobrze mogły „pączkować” podczas migracji – w Polsce zachowało się sporo archaizmów wiejskich, przypominających język rosyjski u ukraiński. Idąc tą drogą należało by uznać, że to języki wschodniosłowiańskie są jakoś powiązane ze „starosłowiańskim”. Ciekawe jest to że np. Macedoński, miał się wywodzić od prasłowiańskiego, jednak Bułgarzy twierdzą, że Macedoński wyodrębnił się od języka Bułgarskiego (Macedonia jako pojęcie obejmowała kiedyś całych, północnych sąsiadów Hellenów), co może być prawdą. Po za tym – języki Polski nie pochodzi od prasłowiańskiego – jego ojciec – staropolski był efektem mieszania się różnych dialektów, w tym śląskiego, kaszubskiego, mazowieckiego i wielu, wielu innych.
Jeszcze innych danych dostarcza toponomastyka – nauka zajmująca się nazwami miejsc. Jeśli Słowianie przybyliby na ziemie polskie, które byłyby zupełnie opuszczone i niezamieszkane, musieliby sami nadać nazwy rzekom, wsiom, jeziorom. Okazuje się jednak, że tak nie było – pewna grupa nazw miejscowych na ziemiach polskich nie da się wywieść z języka słowiańskiego. Oprócz nazw o rodowodzie germańskim, wyróżnia się także przetrwałe nazwy starsze – wywodzące się jeszcze z pierwotnego języka indoeuropejskiego.
Ten sam argument jest wykorzystywany do potwierdzania autochtoniczności. Nazwy rzek typu „Wisła” są stare, jednak nie można udowodnić ich pokrewieństwa z np. niemieckim czy duńskim. Na język „praindoeuropejski” jest jeszcze mniej dowodów niż na język prasłowiański – szczególnie z powodów masowego mieszania się języków w regionie Europy i Azji Środkowej. Jest jedna teoria Rosyjska, która zakłada że cechy IEL można zaporzyczyć (jak np. przedrostki), istnieje też teoria o tym że języki germańskie weszły w strefę wpływów grupy IEL, a potem go „zasiliły” nowymi słowami i zasadami gramatyki, więc dyskusja o językach jest skomplikowana w tym regionie świata.
Rozwiązanie zagadki pochodzenia Słowian? Na razie – nie sądzę. Jak najłatwiej udowodnić zmianę ludności na podstawie profili genetycznych? Porównać DNA ludności kultury starszej z kulturą młodszą. W naszym wypadku, były by to społeczności późnej kultury przeworskiej i kultury praskiej. Problem polega na tym, że takich badań na razie nie ma. W artykułach, które jak dotąd się ukazały, dokonuje się analizy DNA społeczności kultury przeworskiej, wielbarskiej oraz średniowiecznych i współczesnych Polaków. Oznacza to tyle, że nie mamy profili genetycznych wczesnych, „pogańskich” Słowian z ziem polskich. Przyczynę takiej sytuacji już znamy – ciałopalny obrządek pogrzebowy.
Ten właśnie ciałopalny obrządek występuje od dawien dawna, od kultury lędzielskiej, przez przeworską po średniowiecze. Po za tym badania szkieletów w momencie kiedy zaczęły się już w Polsce częstsze pochówki szkieletowe, do tych z antyku ma sens, bowiem niemożliwe by ludność powróciła tam w identycznej konfiguracji. Nawet Żydzi nie wyjechali z Izraela w całości.
15 czy 10 tys. lat, kiedy datuje się powstanie słynnej mutacji R1a1, okresy nagłego upadku dawnych struktur osadniczych i pojawiania się nowej ludności zdarzały się kilkakrotnie. Wraz ze stale przemieszczającymi się ludźmi – przenosiły się też ich geny. Nie było tak, że nowa mutacja pojawiała się wraz z nowo powstałym ludem – odwrotnie, w DNA członków powstającego ludu była już zapisana genetyczna historia ich dalekich przodków. Musimy pamiętać, że badanie genezy Słowian to nie tropienie jednego człowieka, ale szukanie odpowiedzi na pytanie, jak, gdzie i dlaczego przebiegało formowanie się tego etnosu. Potrafimy opisać kulturę materialną i duchową Słowian, formowanie się ich języka, dzieje polityczne – ale o procesach kształtowania się tożsamości słowiańskiej wiemy bardzo niewiele.
Testy DNA obalają właśnie te radykalne zmiany, szczególnie w kwestii subskładów. Bardzo istotna jest kultura Kama, która jest bardzo stara, a ma większość elementów typowych dla następnych kultur regionu. Po za tym trudno mówić o tożsamości narodowej, skoro jest to pojęcie z XIX wieku. Osoba, która uważa się za np. Polaka może wcale nie mieć jego cech – tak było czasami z polskimi Żydami, a dziedzictwo z kolei powoduje imprinting cech rodzica, na cechy dziecka, gdy maluch naśladuje swojego ojca i matkę.
Skąd więc wywodzą się Słowianie? Pod względem archeologicznym – kultura wczesnosłowiańska na ziemiach polskich wywodzi się ze wschodu, z kręgu kultury kijowskiej. Problem tkwi więc w tym, czy w okresie wędrówek ludów miała miejsce wymiana ludności, czy też kultura praska została przyjęta przez społeczności kultury przeworskiej.
Słowianie to ani kultura, ani język – Słowianie to OSOBY. Słowianie nie mogą wywodzić się się jako kultura, bo pojęci narodowości obejmuję istotę ludzką, jako jej kwant. Gdyby doszło do czegoś takiego, to oba kultury by się wymieszały. Asymilacja jednostronna jest matematycznie niemożliwa – pokazuje to chociażby praktyka.
Kim była ludność kultury przeworskiej? Czy też uważała się za Słowian? Jak zdążyliśmy już ustalić, możliwości archeologii w odtwarzaniu przekonań, poglądów i tożsamości jednostek są mocno ograniczone.
Takie dyskusje nie mają sensu. Do dzisiaj wielu Polaków nie uważa się za Słowian, gdyż nazwę tą stosuje do Słowian przed chrztem. Przeciwne myślenie jest dość mocno obecne u Rosjan czy Ukraińców, lecz Polacy nie chcą się utożsamiać z tym pierwszym.
Polskie kroniki, zwłaszcza kronika Wincentego Kadłubka, zawierają opisy kontaktów Lechitów i ich zwycięstw w bitwach z wielkimi bohaterami starożytności, m.in. Aleksandrem Macedońskim i Juliuszem Cezarem. Opisów tych nie można jednak brać dosłownie: średniowieczne kroniki w całej Europie z zasady pełne są opowieści o początkach plemion i państw oraz ich związków z „wielką historią”, czyli Biblią, mitologią i klasyczną historią antyczną. Te mityczne opowieści miały służyć pokazaniu „historyczności” danego państwa, mówią one jednak więcej o autorach którzy je tworzyli i czasach, w których żyli, niż o dawnej przeszłości Lechitów.
Domniemanie kłamstwa historyków, to bardzo poważny zarzut bez dowodów! Juliusz Cesar realnie najechał na Polskę – podczas jednej z pierwszych kampanii, dotarł to dzisiejszego Głogowa, tam jednak załamała się jego ekspansja i ostatecznie, cofnął się na linię Renu, przy naporze plemion Wschodniogermańskich i Zachodniogermańskich. Trudno dowieść tezy o wyprawie Aleksandra Macedońskiego na Polskę, jednak nie można ich też obalić. Musiał tak czy inaczej być powód dla którego Aleksander Macedoński nie zaatakował terenów na północ od niego, które przecież był wówczas dobrze rozwinięte, o czym świadczyły wykopaliska.
Często przytacza się kilka ciekawych kronik, które stanowią ciekawe źródło informacji na temat wierzeń, tym bardziej że autorzy podają dokładnie ich datę. Można dość łatwo zrozumieć ich charakter i powiazania. Nie będzie tutaj jednak kronik dotyczących Gotów i Wandalów, choć w pierwszych wiekach naszej ery pojawia się tam sporo elementów, na dodatek zbieżnych, gdyż te teksty są trudniej dostępne.
Kronika Słowiańska, Kagnimir

Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Redogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona.
Autor jednoznacznie opisuje święte gaje, często uważane za demoniczne. Zapis pokrywa się z folklorem, a także z pismami na temat np. Prusów.
Dwie bramy do grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora.
Występowanie dwóch wejść jest powszechne z powodu okrągłości. Grodów – istnienie przejścia tylko do jeziora jest bardzo znajome, bowiem jeziora mają u Słowian niezwykłą rolę sakralną, co przełożyło się na np. tekst Switezianki.
W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią wizerunki różnych bogów i bogiń – jak można zauważyć patrząc z bliska – rzeźbione w przedziwny sposób.
Autor najpewniej spotkał się z tradycyjną rzeźbą drewnianą Słowian – w porównaniu do antycznych rzeźb – faktycznie wydają się przedziwne, ja sam się ich kiedyś bałem.
Wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach…
Podobnie jak w przypadku rzeźb – widać tutaj lęk przed nieznanym. Słowianie stosowali zbroję lamelkową, oraz hełmy z osłoną na szyję, puchatym „kręgiem” na Chełmie jak na opasce i końskim ogonie z tyłu hełmu.
,każdy z wyrytym u spodu imieniem.
To jest ciekawe, bowiem sugeruje że Połabianie znali pismo. Albo używali run, które nie dotrwały do naszych czasów, albo kronikarz uznał jakieś znaki ludowe, za pismo.
Pierwszy z nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary, których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy.
Swarożyc to bóstwo potwierdzone różnymi źródłami, związane z ogniem. Albo autor odczytał runy, albo usłyszał imię od miejscowych.
Dla strzeżenia tego wszystkiego z należną pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów. Kiedy zbierają się tutaj, by składać bóstwom ofiary lub gniew ich przebłagać, kapłani tylko siedzą, a reszta musi stać, szepcą tajemne wyrazy i kopią z drżeniem ziemię, aby na podstawie rzuconych losów poznać sedno spraw wątpliwych.
Motyw stania dla wiernych i siedzenie jako wyłączność kapłanów zostało jak widać zaadaptowane przez chrześcijaństwo i jest popularne w kościele katolickim, zanika natomiast w takich religiach jak Judaizm, Islam czy Protestantyzm.
Po zakończeniu tych wróżb przykrywają losy zieloną darniną i wbiwszy w ziemię na krzyż dwa groty od włóczni, przeprowadzają przez nie z gestami pokory konia, którego uważają za coś największego i czczą jako świętość. Rzuciwszy następnie losy, przy których pomocy już przed tym badali sprawę, podejmują na nowo wróżbę przez to niejako boskie zwierzę.
Koń jest chyba najważniejszy w tym wszystkim, bowiem wróżby nie dziwią. Połabianie mieli bowiem własne bóstwo patronujące hodowcom koni, strażnika tych zwierząt. Konie wielokrotnie pojawiały się na słowiańskich rzeźbach, co wraz z posiadanym typem zbroi jednoznacznie stwierdza, że Słowianie walczyli jak Mongołowie, Węgrzy czy Tatarzy.
Jeżeli z obu tych wróżb jednaki znak wypadnie, wówczas owe plemiona idą za nim w swym działaniu, jeżeli nie, rezygnują ze smutkiem całkowicie z przedsięwzięcia. Ze starożytności, którą fałszowano przy pomocy różnych błędnych opowieści, pochodzi świadectwo, że ilekroć grożą im srogie przykrości długiej wojny domowej, wychodzi ze wspomnianego wyżej jeziora potężny odyniec z pianą, połyskującą na białych kłach, i na oczach wszystkich tarza się z upodobaniem w kałuży wśród straszliwych wstrząsów.”
Ponownie mamy wzmiankę o świętym jeziorze.
Czyny Biskupów Kościoła Hamburskiego, Adam z Bremy

Między nimi, w pośrodku i najpotężniejsi z wszystkich są Redarowie; gród ich to osławione miasto Retra, siedziba pogańskiego kultu. Świątynia tam wielka została zbudowana dla bożków; z tych najpierwszy jest Redigast. Podobizna jego ze złota, łoże z purpury przygotowane. Sam gród ma dziewięć bram; zewsząd otoczony głębokim jeziorem; drewniany most umożliwia przejście, ale na przechód zezwala się tylko tym, co spieszą z ofiarami albo zasięgają wróżby…. Jak mówią, do tej świątyni jest cztery dni drogi z Hamburga.
Tekst nie wnosi rewolucji, lecz rozszerza zakres wiedzy o systemach Połabian. Trudno oszacować kim był Radagast, choć biorąc pod uwagę miejscowość Radogoszcz, można spodziewać się że był opiekunem grodu, a biorąc pod uwagę termin Redarowie – być może patronem plemienia, albo mitycznym przodkiem ic arystokracji, a może i całej społeczności. Najważniejsze jest to że… dzięki tej kronice powstała postać leśnego maga Radagasta z książek i filmów o uniwersum Śródziemia.
Powieść Doroczna/Powieść Minionych Lat, Nestor

I począł władać Włodzimierz w Kijowie sam jeden, i postawił bałwany na wzgórzu za dworem teremnym: Peruna drewnianego z głową srebrną i wąsem złotym, i Chorsa, Dadźboga i Strzyboga, i Simargła, i Mokosza.
Autor wymienia osobiste posągi dworu książęcego, będącymi jedną ze świątyń. Wśród nich bóstwa Peruna (błyskawice), Chorsa (bodajże księżyca), Dadźboga (boskiego przodka dynastii Ruryków), Strzyboga (wiatr) i Mokosz (ziemia/rolnictwo). Bóstwa te są dobrze udokumentowane, między innymi Daćbóg w kronikach polskich (wraz z nazwami miejscowości), to póki co największy, jednoczesny moment wymieniania słowiańskich bóstw w omawianych w tym artykule kronikach.
I składali im ofiary, nazywając ich bogami, i przywodzili syny swoje i córy na ofiarę biesom i plugawili ziemię ofiarami swymi.
Tutaj jest motyw ewidentnie naciągany. U Słowian nie istniało słowo na określenie „boga”. Termin „bóg” stworzono jako skrót od końcówek fleksyjnych tych bóstw, lecz nie były one zasadą jak widać. Tym bardziej jak Nestor mógł zinterpretować to „Co mieli na myśli słowem „Bóg”, choć nie znał jak widać ich kultury?”, Jest do zwykła ksenofobia nic po za tym. Kwestię ofiar z dzieci, też należy uznać za fałsz (jak niektórzy interpretują), chociażby ze względu na to że dla Słowian ważne były więzną rodowe. Raczej autor mówi o przynoszeniu dzieci do świątyni, tak jak chrześcijański chrzest (poniekąd kopia z pogańskich wierzeń, bowiem ten bieliliśmy dokonywało się na osobach dorosłych i w rzece).
I spługawiła się krwią ziemia ruska i wzgórze to. Lecz przełaskawy Bóg nie chciał śmierci grzeszników, na tym wzgórzu dziś cerkiew stoi, świętego Wasyla, jak później opowiemy.
Autor chyba nie zdawał sobie sprawy (lub kłamał), że to chram przekształcił się w kościół, gdy przyjmował elementy biblijne – tak samo było z chramem na Ślęży czy Jasnej Górze.
My zaś do poprzedniego wróćmy. Włodzimierz tedy posadził Dobrynię, wuja swojego, w Nowogrodzie. I przyszedł Dobrynia do Nowogrodu, postawił bałwana nad rzeką Wołchowem, i składali ofiarę jemu ludzie nowogrodzcy jako bogu.
Święta rzeka, były jeziora – teraz rzeki.
I czynił Włodzimierz ofiary bałwanom z ludźmi swoimi. I rzekli starcy i bojarzy: „Rzućmy los na młodzieńca i dziewicę; na kogo padnie, tego zarżniemy bogom”.
Tłumaczenie tego tekstu jest niezwykle wulgarne i za pewnie jest z nim coś nie tak albo coś poprzekręcano. Starszyzna bawiąca się w „na kogo popadnie na tego bęc” i to w dodatku zabijając? Odsyłam do poprzedniego akapitu, to „tezy o ofiarach z ludzi”, które kościół i Izrael przypisywał słowianom, indianom, hindusom czy babilończykom, lecz często albo nie ma na to dowodów, albo pomylili je z czymś innym.
Był Wareg pewien, a dwór jego był, gdzie dziś cerkiew Świętej Bogarodzicy, którą zbudował później Włodzimierz. Wareg ten przyszedł z Greków i zachowywał wiarę chrześcijańską. A miał syna pięknego licem i duszą; na tego padł los przez zawiść diabelską. Nie cierpiał bowiem go diabeł, władzę mający nad wszystkimi, a ten był mu jak cierń w sercu, i starał się go zniszczyć przeklęty, i poduścił ludzi. I posłani do niego, przyszedłszy, rzekli: ,,Padł los na syna twojego, wybrali bowiem go bogowie sobie, chcemy więc złożyć ofiarę bogom”. I rzekł Wareg: „Nie są to bogowie, jeno drzewo; dziś jest, a jutro zgnije; nie jedzą bowiem, ani piją, ani mówią, lecz są zrobieni rękami z drzewa. A Bóg jest jedyny, jemu to służą Grecy i pokłon oddają; on stworzył niebo i ziemię, i gwiazdy, i księżyc, i słońce, i człowieka, i przeznaczył mu żyć na ziemi. A ci bogowie co zrobili? Sami zrobieni są. Nie dam syna swojego biesom”.
Bardzo ciekawe jest to że jeszcze w X-wieku kościół nie chciał „czynić obrazów” czyli oddawać kultur świętym posągom czy obrazom. Co ciekawe jednak widać już synkretyzm (kronika powstała dopiero pewien czas po tym wydarzeniu), bowiem Nesor wierzy w Biesy z mitologii słowiańskiej, gdyż utożsamiono je z upadłymi aniołami i to przedstawia je w sposób bardziej przypominający biesy słowiańskie niż upadłe anioły. Do tego pojawia się w innym fragmencie opis „wzięcia grzechów ludzkości przez Jezusa” co jest zapożyczeniem z szamańskiego motywu „zjadaczy grzechów”, pozwalających przenosić grzech jak handel obligacjami CO2 (czyli w skrócie – jest to negatywna wersja polinezyjskiej many). Do dziś w polsce wierzy się w taką formę „grzechu”. Stanowisko Nestora jest hipokryzyjne. Trzeba dodać, że kościół być może nie wiedział, że słowianie nie byli tak głupi by wierzyć, że coś co wyrzeźbią z drewna ożyje jak Pinokio, lecz słupy do nieba to anteny zapewniający istotom nadprzyrodzonym kontakt z naszym światem (oczywiście z odpowiednim przedstawieniem na rzeźbie), lalą wchłaniającą duchy przodków, albo po prostu pomnikiem bóstwa. Kościół dzisiaj mówi, że „różni się tym, że oddaje cześć nie pomnikowi bóstwa, lecz bóstwa z pomnikiem” co jest sprytnym efektem wchłonięcia kościoła przez poganizm.
Oni zaś poszli i powiedzieli ludziom. Ci zaś, wziąwszy oręż, poszli nań i roznieśli jego dwór. On zaś stał na sieni z synem swoim. Rzekli do niego: „Wydaj syna swojego, abyśmy oddali go bogom”. On zaś rzekł: „Jeśli są bogowie, to niech poślą jednego boga spomiędzy siebie, i niech wezmą syna mojego. A wy czemu składacie ofiary im?” I krzyknąwszy, podrąbali sień pod nimi, i tak zabili ich. I nie wie nikt, gdzie pochowano ich. Byli bowiem wtedy ludzie ciemni i poganie. Diabeł radował się z tego, nie wiedząc, że tak rychło miała nastąpić zguba jego.
Nic dziwnego – konflikty religijne są nie do uniknięcia jeśli jedna z grup nie okazuje szacunku do drugiej, grupy nic nawet nie wiedząc o ich zwyczajach, w końcu dochodzi do walk. Nestor ma tutaj rację – diabeł rzeczywiście mógł czuć się zadowolony. Także zachowaniem Kościoła.
Gdy przyszedł Włodzimierz z Korsunia do Kijowa, rozkazał bałwany wywracać: owe rozsiekać, a inne na ogień wydać. Peruna zaś kazał przywiązać koniowi do ogona i wlec z góry przez Boryczewo do Ruczaju; dwunastu mężów przystawił bić go kijami. To zaś nie dlatego, by drzewo było czujące, jeno na urągowisko biesowi, który zwodził tym obrazem ludzi, niechże więc odpłatę przyjmie od ludzi. Wielki jesteś, Panie, dziwne są sprawy Twoje! Wczoraj czczony przez ludzi, a dziś urągany. Gdy zaś wlekli go Ruczajem ku Dnieprowi, płakali po nim niewierni ludzie, jeszcze bowiem nie byli przyjęli świętego chrztu. I przywlekłszy, wrzucili go do Dniepru. I przystawił Włodzimierz ludzi, mówiąc: „Jeśli gdzie przybije, odpychajcie go od brzegu, dopokąd progów nie minie, wtedy zostawcie go”. Oni zaś rozkazanie spełnili. Gdy puścili i przeszedł przez progi, wyrzucił go wiatr na ławicę, i odtąd nazwano ją Ławicą Perunową i tak do dziś dnia ją zowią.

Oczywiście Włodzimierz nie próbował powracać wszystkich posągów w kraju, bo szybko by skończył jak Bolesław Zapomniany. Chrzest księcia, dotyczył tylko jego i jego osobistego majątku, nie ma czegoś takiego jak „chrzest państw”. Jednocześnie widać tutaj dużo pogańskich obrzędów – odpędzanie demonów uderzając w posąg z drewna? Ciekawe jest to że w finlandii istnieje zwyczaj bożonarodzeniowy, w którym dzieci biją kijami w pień, nakryty koce i śpiewają piosenkę, aby pojawiły się prezenty. Na dodatek wrzucony posąg do rzeki, sprawił że ta się jeszcze bardziej uświęciła – do XIX wieku Ukraińcy składali ofiary tej samej rzece, w tym samym miejscu gdzie stał posąg Peruna, wrzucony potem do tej rzeki. Do tego spalanie posągu innego bóstwa, przypomina nieco pogrzeb słowiański z ciałopaleniem. Ewidentnie bogom, Włodzimierz urządził godne pożegnanie. Być może wierzył, że do niego wrzucą. Ciekawe jest to że w niektórych ludach Syberii istnieje rytuał spalania lalki w pewnym momencie, kiedy uznaje się że jej dusza ma już opuścił powłokę.
Obecnie posąg ten przywrócono
Czyny Duńczyków, Gramatyk Saksoński

Środek grodu zajął plac, na którym widziałeś wcale piękną bożnicę z drzewa, słynną nie tylko dla okazałej służby, ale i dla posągu w niej umieszczonego. Zewnętrzny obwód bożnicy ciekawił rzeźbami i malowidłami rozmaitymi bardzo pierwotnymi.
Opis świątyni w Arkonie jest dość neutralny religijnie, a nawet pozytywny – docenia wkład artystyczny. Znaki zdobień opisywane jako „pierwotne” trudno określić – symbole słowiańskie nie był pierwotne, były proste, ale specyficzne… przynajmniej w niektórym przypadkach, bo były też dość skomplikowane, ale bardzo symetryczne w dwóch osiach.
Otworem w nim stało dla przychodniów tylko jedno wejście. Samą świątynię otaczał rząd podwójny: zewnętrzny, ze ścian, o dachu czerwonym; wewnętrzny, tylko o czterech słupach, miał zamiast ścian kobierce zwieszone, a podzielał z zewnętrznym tylko dach i kilka belek poprzecznych. W świątyni stał olbrzymi posąg, przewyższający wielkością wszelkie rozmiary ciała ludzkiego, rażący czterema głowami i tyluż szyjami; dwie w przód, dwie w tył patrzyły, jedna głowa na prawo, druga na lewo.
Posąg Świętowita opisywany przez autora jest dość analogiczny do posągu Światowida ze Zbrucza, a także do wspomnianego czasami „Trygława” czy wielu innych posągów, w tym Światowida Wolińskiego.
Wąs był tak ogolony, a głowa tak przystrzyżona, że umyślnie wyraził artysta fryzurę u Rugian zwyczajną.
Być może miał na myśli wąsy kozackie/tatarskie. Nie wiadomo jaką fryzurę miał na myśli, może przycięte „na chińczyka” włosy u Słowian (które potem przyjęły się u paziów i nie tylko), a może i kozacki warkocz – kto wie?
W prawej ręce trzymał róg urobiony z wszelakiego kruszcu, który kapłan świadomy obrzędu dorocznie winem nalewał, aby móc z płynu wróżyć o urodzaju przyszłego roku.
Taki róg występuje u Światowida ze Zburcza, Bab Pruskich, Bab Połowickich i wielu innych „Papach Polowych” od Połabia po Mongolię (i pewnie jeszcze dalej). Trudno ocenić czy z tych rogów się piło czy trąbiło. Być może i jedno i drugie w jakiś sposób.

Lewe ramię opierało się o bok niby zgięciem.
Zadziwiająca jest dokładność opisu – takie zgięcie rąk jest bardzo charakterystyczne dla posągów połowieckich.
Suknia posągu sięgała goleni
Wszystko zgadza się z wyglądem Bab Pruskich. Wygląda na to że kiedyś nosiliśmy coś w stylu kimona, albo długiej rubaszki. Teraz jest potwierdzenie.
, z drzewa innego urobionych, a tak nieznacznie w kolana wpojonych, żeś tylko przy starannych oględzinach dojrzał miejsca znitowania. Nogi spoczywały wprost na ziemi, gdyż sama podstawa była w ziemi ukryta. Obok widziałeś wędzidło, siodło i liczne odznaki; miecz niezwykłej wielkości powiększał dziw, którego pochwę i rękojeść pysznej roboty srebro zalecało.
Wszystko się zgadza – potwierdzenie w posągach jest ogromne. W wielu z nich jest koń i miecz (na dodatek zakrzywiony). Opis niemal jak z wyprawy do Mongolii, której oczywiście nie było. Na temat konia pisałem już w przypadku pierwszej kroniki.
[…] Każdy, mężczyzna czy kobieta, rocznie jeden grosz dobrowolnie na cześć bałwana składali.
Tradycja nadal żywa z powodu synkretyzmu – nazywa się dziś „dawanie na tacę”.
Jemu też ofiarowano trzecią część zbroi i zdobyczy nieprzyjacielskiej, jakby to za jego pomocą rzeczy tych zdobyto. Przydzielono dalej temu bogu trzysta koni i tyleż ich jeźdźców; ci całą zdobycz, zbrojnie czy ukradkiem nabytą oddawali kapłanowi; z tej zdobyczy sporządzał on wszelkie odznaki 1 ozdoby dla świątyni, a składał je do skrzyń pod zamknięciem, gdzie obok mnóstwa pieniędzy złożone były liczne drogie materie, starzyzną odleżałe.
Znowu wspomniano kwestię koni i to na dodatek pokonanych wrogów – niemal tengryzm – a może to był tengryzm?
Było tam dalej widać mnóstwo podarunków od gmin czy od osób prywatnych, jakie zniosły tu przyrzeczenia tych, co upraszali o jakąś łaskę. A ten bałwan, czczony zabiegami całego Słowiaństwa, i sąsiedni królowie darami swojemi nachodzili. Po różnych miejscach miał ten bóg jeszcze inne świątynie, rządzone przez kapłanów mniejszych godności i znaczenia.
Temat nie wymaga komentarza, w związku z sytuacją kleru – wszystko wygląda tak jakby, pogański obrzęd jedynie powierzchownie przybrał potem elementy biblijne.
[…] Miał oprócz tego własnego wierzchowca białosza, a za grzech uchodziło wyrywać włos z grzywy czy ogona. Tylko kapłan śmiał tego konia paść i jeździć na nim, aby nie zmniejszyła się zwierza oskiego cena, gdyby go częściej zażywano.
Białosz jako koń? Może Świętowit to Białobóg.
Wedle wiary Rugian walczył Świętowit, bo tak się bałwan nazywał, na tym koniu przeciw wrogom swej czci, a dowodziło tego, że koń, acz na noc zamknięty w swej stajni, rano nieraz tak zziajany, a ubłocony wyglądał, jakby w powrocie z wyprawy bardzo znaczną przebiegał drogę.
Kronika Słowian, Helmond z Bozowa
Uwaga! Ten fragment czytasz na własną odpowiedzialność! Może on wywołać nieodwracalne zmiany i poważnie zmienić twoje podejście do kościoła!
Tradycja bowiem starodawna głosi, że w czasach Ludwika II[f] wyszli z Korbei mnisi odznaczający się świętością, którzy pragnąc zbawienia Słowian narazili się na niebezpieczeństwo i zaryzykowali swoje życie dla posłannictwa Słowa Bożego. Przewędrowawszy wiele krain słowiańskich przyszli oni do tego plemienia, które nazywa się Ranami albo Rugianami, a które mieszka w sercu morza. Tam mieści się ognisko błędów i znajduje się siedziba bałwochwalstwa. Misjonarze pełni zapału głosząc Słowo Boże zjednali sobie całą wyspę i założyli tamże kaplicę ku czci Pana i Zbawcy naszego Jezusa Chrystusa, jak i ku wspomnieniu św. Wita, który jest patronem Korbei. Skoro zaś za wolą Bożą w zmienionej sytuacji Ranowie odpadli od wiary, wypędzili natychmiast kapłanów oraz wiernych Chrystusa i zamienili religię na bałwochwalstwo. Albowiem świętemu Witowi, którego my uznajemy za męczennika i sługę Chrystusowego, oddają oni cześć boską, stawiając wyżej stworzenie od Stwórcy. Nie ma też pod słońcem barbarzyńców, którzy by większą odczuwali odrazę do chrześcijan i kapłanów niż oni. Chełpią się zaś samym imieniem świętego Wita, któremu nawet poświęcili wspaniałą świątynię z posągiem; przypisują mu przede wszystkim pierwsze miejsce w rzędzie bóstw. Z wszystkich też krajów słowiańskich przychodzą tam [ludzie] z zapytaniami do wyroczni i płyną roczne opłaty na ofiary. Nawet kupcom, którzy by przypadkiem do nich przybyli, nie pozwalają na rozpoczęcie handlu, zanim bóstwu nie ofiarują czegoś cenniejszego ze swoich towarów; wtedy też dopiero wolno wystawić towary publicznie na targu. Kapłana swego czczą nie mniej niż króla. Od tego to czasu, gdy odpadli od wiary świętej, wspomniane bałwochwalstwo utrzymuje się u Ranów aż do dnia dzisiejszego.
Analiz nie trzeba, bo to wyjaśnia wszystko, aż zbyt dosadnie. Tekst ten jest szokujący, jako niesamowita czarna skrzynka. Wchłonięcie chrześcijaństwa przez poganizm (którego efektem było dzisiejsze chrześcijaństwo) oraz wprowadzenie bóstw słowiańskich, nadając im imiona świętych (choć w tym przypadku nie wiadomo jak było – może zbieżność nazw Świętowid i Święty Wit doprowadziła do tego). To Słowianie zastosowali konia trojańskiego wobec chrześcijan, a nie odwrotnie. Do 12 wieku kościół nie był jeszcze, aż tak spoganizowany. Potwierdza się paradygmat według, którego tym bardziej następuje chrystianizacja pogan, tym mocniejsza jest poganiacza chrześcijaństwa, tylko że pogan było więcej więc mieli przewagę. Tekst jest niezwykły bo sam kościół przyznał się do sytuacji, zanim jeszcze w nią w pełni wpadł i poniekąd wyprzedził swoje czasy. Arkona uległa zniszczeniu, podczas ataku Duńczyków a posąg spłonął. Nie była to jednak akcja anty-pogańska. Świątynie takie budowane na wzgórzach by być bliżej nieba, były często też jak twierdze z murami. Gdy chramy stały się kościołami, kontynuowało się to czego efektem była np. Jasna Góra, a to górski teren doprowadził do takiej roli tych obiektów, jak brudniejszych do zdobycia. Upadek Arkony nie mógł już jednak niczego zmienić. Rewolucja zaczęła się dokonywać coraz bardziej, a kult „świętych” ruszył pełną parą. Jedną sprawą jest wygrać i sprawić by wróg się ostatecznie zbuntował bo wie, że został pokonany, a inna sprawa wygrać i zmanipulować wroga, tak aby myślał że jest pokonany – i rządzić nim przez wieki, tak jak Połabianie zrobili to z Niemcami.
Życie Św. Ottona, Biskup z Bombergu
Szczecin, duże miasto, większe niż Wollin, miał pod swoją jurysdykcją trzy wzgórza; środkowa z nich, również najwyższa, poświęcona była Trygławowi, najważniejszemu bogu pogan. Jego posąg miał trzy głowy, a oczy i usta były zakryte złotym bandażem. O bożkach kapłani mówili, że ich najważniejszy bóg ma trzy głowy, ponieważ włada trzema królestwami, a mianowicie niebem, ziemią i piekłem, a jego twarz była zakryta bandażem, aby mógł ignorować grzechy ludzi. nie widział ich i milczał
Jeden bóg w trzech osobach? Łatwo więc wyjaśnić skąd się wzięła doktryna o „Trójcy Świętej”, która jest podważana przez Muzułmanów, Żydów, Unitarian i Świadków Jehowy jako „przemycanie pogaństwa”. U Słowian popularne było przedstawienie na słupie trzech płaskorzeźb tej samej postaci, albo i nawet czterech. Jest też motyw, że Axis Mundi u Słowian jest takie same jak u Tengryzmu, co potem chrześcijaństwo przyjęło (między innymi zastąpiono sferę botaniczną raju na uraniczną, a sfera chtoniczna stał się jednocześnie sferę infernityczą), choć trudno powiedzieć co biskup miał na myśli. Najciekawsze jest to że gdyby Trygław rządził i niebem i piekłem i ziemią, to oznaczało by to że jest potężniejszy od Jahwe czy Allaha – bowiem nie ma przeciwnika – kontroluje też piekło, więc nie wiadomo jak rozumieć tekst ten. Może obecna doktryna, która mówi czasami, że bóg wykorzystuje diabła i piekło by karać złych ludzi, wywodzi się z tego (weźmy chociażby Austrackiego Krampusa, diabła często przedstawianego jako pomocnik Św. Mikołaja, zabierający do piekła niegrzeczne dzieci). Może jakieś lokalne odmiany?

A kiedy pobożny Otto zniszczył świątynie i wizerunki bożków [na Połabiu, Szczecin był wówczas w granicach Polski], pogańscy kapłani wzięli złoty wizerunek Trygława, który czcili jako najważniejszy, wzięli go z prowincji i przekazali na przechowanie mieszkającej wdowie na skromnej farmie, gdzie nie było niebezpieczeństwa, że ktoś przyjdzie na jej poszukiwanie.
Najpewniej posąg mógł być ofiarą ataków i łupieżców nie dlatego, że jest pogański, tylko po prostu dla tego że był ze złota.
Kiedy już zabrali jej ten prezent, opiekowała się nim jak źrenicą oka i strzegła tego pogańskiego bożka w następujący sposób: zrobiwszy dziurę w pniu dużego drzewa, umieściła wizerunek Trygława tam, zawinięty w koc i nikt nie mógł go zobaczyć, a tym bardziej go dotknąć; w bagażniku pozostawiono tylko mały otwór, przez który można było włożyć ofiarę i nikt nie wchodził do tego domu, chyba że miał to odprawiać rytuały pogańskich ofiar
Nic dziwnego, w końcu dziuple czczono – czci się do dziś. Czym różni się posążek Chrystusa Frasobliwego (którego poza pochodzi z rzeźb z dawnej Bułgarii – zapewne u nas było też coś podobnego) w dziupli? Niczym, z wyjątkiem korony cierniowej, która jednak często reprezentuje też słońce, albo opaskę szamańską.

[…] I tak Hermann kupił sobie czapkę i tunikę w słowiański styl i po wielu niebezpieczeństwach na trudnej drodze, gdy dotarł do domu tej wdowy, oświadczył, że nie dawno udało mu się uciec z burzliwych paszczy morza dzięki wezwaniu swego boga Trygława i że dlatego chciał złożyć mu obiecaną ofiarę za jego zbawienie i że przybył tam, prowadzony przez niego, wykonując cudowny rozkaz przez nieznane odcinki drogi. I mówi: „Jeśli zostałeś przez niego posłany, mam tu ołtarz, w którym jest nasz bóg, zamknięty w otworze zrobionym w dębie.
Brzmi bardzo współcześnie-chrześcijańsko i to bardzo.
Możesz go nie widzieć ani nie dotykać, ale raczej, kłaniając się przed pniem, z rozwagą zwróć uwagę na małą dziurę, w której musisz złożyć ofiarę, którą chcesz złożyć. A po zaoferowaniu go, gdy otwór z czcią się zamknie, idź i jeśli cenisz swoje życie, nie ujawniaj nikomu tej rozmowy”.
Może tak powstały skarbonki i potem automaty? Tak czy inaczej przypomina to dzisiejsze wrzucanie pieniędzy do posążków Jezusa, które kiwają głową.
Wszedł radośnie w to miejsce i wrzucił do dziury srebrną drachmę, aby z odgłosu metalu wynikało, że złożył ofiarę. Ale po wrzuceniu go wyjął to, co rzucił, i w hołdzie Trygławowi złożył mu upokorzenie, a konkretnie dużą kroplę śliny jako ofiarę.
A więc stąd wzięło się pojęcie plugawienia poprzez ślinę.
Następnie dokładnie rozejrzał się, czy istnieje jakakolwiek możliwość wykonania misji, do której został tam wysłany, i zdał sobie sprawę, że wizerunek Trygława został umieszczony w kufrze tak starannie i mocno, że nie można go było wyjąć lub nawet się poruszył W ten sposób, zraniony niemałym smutkiem, z niepokojem zadał sobie pytanie, co powinien zrobić, mówiąc do siebie: „Biada! Dlaczego odbyłem tak bezowocnie tak długą podróż morską! Co mam powiedzieć mojemu panu albo kto uwierzy, że tu byłem, jeśli wrócę z pustymi rękami? I rozejrzał się wokół, zobaczył wiszące niedaleko na ścianie siodło Trygława: to było bardzo stare i teraz nie służyło już celowi, i natychmiast rzucając się w jego stronę, zdziera ze ściany nieszczęsne trofeum, chowa je i odjeżdżając wczesnym wieczorem, spieszy się na spotkanie ze swoim panem i jego ludźmi, mówi im, co zrobił i pokazuje siodło Trygława jako dowód jego lojalności. I tak Apostoł Pomorzan po naradzie ze swymi towarzyszami doszedł do wniosku, że powinni zaniechać tego przedsięwzięcia, chyba że okaże się, że nie tyle gorliwość o sprawiedliwość kierowała nimi, ile żądza złota. Po wezwaniu i zebraniu wodzów plemiennych i starszyzny, uroczystą przysięgą, zażądali, aby porzucili swój kult na rzecz Trygława i że gdy obraz zostanie zniszczony, całe jego złoto zostanie wykorzystane na odkupienie jeńców.
Ksiądz potwierdził moją tezę, że chodziło o złoto. Posążek Trygława był czymś w Zaginionej Arki z filmów o Indianie Jonesie.
Łąki złota i drogich kamieni, Al-Masudi

U Słowian wiele jest świętych budynków. Jeden z nich wzniesiono w górach o których mędrcy powiadają że są jednymi z najwyższych na świecie.
Ponownie mamy wzmiankę o górach typu Łysica czy Ślęża.
Docenić trzeba architekturę tegoż, kunszt budowniczych, różnokolorowe kamienie zastosowane w jego budowie, przemyślne mechanizmy umieszczone na szczycie dachu, orientację na wschód słońca, cenne kamienie i zachowane dzieła sztuki wieszczące przyszłość i dające odpór niepomyślnym zrządzeniom losu; na koniec należy wspomnieć o wrażeniu jakie wywierają na obecnych głosy które słychać spod sklepienia świątyni.
Wzmianki o mechanizmie, sprawiającym że słońce wschodzące przenika przez świątynię dobrze zgadza się z kultem solarnym obecnym u Słowian, Ałtajczyków, Uralczyków czy Japończyków.
Następna świątynia wybudowana została przez jednego z ich królów na Czarnej Górze u cudownych źródeł z których wody różnią się kolorem i smakiem i zawierają wszelkiego rodzaju substancje dobroczynne.
Autor zdradza, że jedna ze świątyń górskich była w historycznych Czechach, wspomina także o znaczenie górskiej wody.
Bóstwo któremu oddaje się cześć w tej świątyni ma ogromny posąg przedstawiający starca z kosturem którym ponagla szkielety aby powstały ze swych grobów.
Dziwne, że chodzi o szkielety – przecież Słowianie się kremowali prawie zawsze. Z drugiej strony – zachował się w Polsce mit o postaci, rzekomo świętym mającym sprawiać by szkielety ożywały.
U jego lewej nogi roją się różne gatunki mrówek; u prawej zaś czarnopióre ptactwo (takie jak kruki) i również inne ptaki a także dziwaczne postacie ludzkie przypominające Abisyńczyków i mieszkańców Zanzibaru.
Nie wiadomo czemu porównywał rysunki do Afrykańczyków – zapewne postacie zostały narysowane w jakiś dziwny sposób – Słowianie nie przedstawiali postaci zbyt realistycznie.
Trzecia świątynia wznosi się na przylądku otoczonym morzem, wybudowana jest z bloków czerwonego koralu i zielonych szmaragdów.
Analogie do Arkony jest widoczna. Kwestia szmaragdów pozostaje zagadką.
Pośrodku wznosi się kopuła pod nią zaś stoi idol o członkach uformowanych z czterech różnych gatunków drogocennych kamieni: berylu, czerwonego rubinu, żółtego agatu i kryształu górskiego, głowa zaś z czystego złota.
Całkiem możliwe, że posąg miał elementy z drogich kamieni i metali – takich posągów było więcej, a np. ozdoby Gockie (podobne do witraży) też miały takie kamienie.
Inny zaś posag, ustawiony z przodu, przedstawia młodą kobietę. Tejże składają ofiary i wonności.
Jako „wonności” być może miał na myśli kwiaty. Słowiańskie posągi rzadko miały wyraźny podział na płcie, ale czasami się zdarzało, że postać miała zarysowany kształt piersi.
Słowianie przypisują wzniesienie tej świątyni jednemu ze swoich mędrców, który żył w zamierzchłych czasach. Opisaliśmy jego historię, przygody w krajach Słowian, zaklęcia, fortele, zasady wybiegów za pomocą których zdobył serca, posłuszeństwo i podporządkował ducha owego ludu pomimo jego gwałtownego i chimerycznego charakteru. Szczegółów szukajcie wcześniej w tej pracy.
Zgadza się chimeryczny charakter Słowian.
Roczniki czyli Kroniki Sławnego Królestwa Polskiego, Jan Długosz
Sarmaci poczęli się rozpierać’ po krajach Pannońskich, Rzymianom
pod ów czas podległych, i swemi nachodami je pustoszyć, Walentynian
cesarz, sposobiący się przeciw nim do wojny, umarł na krwotok w Ostrzyhomiu (Strigonium), a Marcin Gallus (Gallicus) podaje, że
Karol Wielki wojował z Polakami i wodza ich Lecha zwyciężył, jak
0 tóm niżej opowiemy.
Jan Długosz podaje najpewniej wzmiankę niemiecką o walce Karola z Polską, nazywając ich Wandalami. Jest wzmianka autentyczna z czasów Karola, mówiąca „Wandalowie zostali pokonanie”, lecz za Wandalów uważano też Połabian.
Wiadomo zaś, że Polacy w pierwszych swego narodu zawiązkach byli
bałwochwalcami, i czcili wielką liczbę bogów i bogiń, jako to Jowisza,
Marsa, Wenerę, Plutona, Dyanę, Cererę, zaraziwszy się błędami
innych ludów pogańskich.
Raczej trudno uznać, że Słowianie mieli wierzyć w Plutona. Jest wzmianka mówiąca o tym, że Wandalowie mieli w około IV n.e. wierzyć w Jowisza, ale trudno mówić co mieli na myśli. Może jakaś ich część dołączyła do świątyń w Rzymie.
Nazywali zaś Jowisza w swoim języku Jesse (Yesza), wierząc
1 mniemając, że od niego jako najwyższego boga wszystkie dobra doczesne
i wypadki tak pomyślne jako i przeciwne pochodziły.
Jeśli uznać, że Jowisz to istota najwyższa, to być może Polska Jesse to była Jarilo/Jutrzenka – obecny kult maryjny świadczy o tym że Jutrzenka/Jarilo/Naświętsza/Zorza miała w Polsce dużą popularność.
Jemu też przed innemi bogami większą cześć oddawali i częstsze składali obiety.
Marsa, którego poetów marzenia zrobiły bogiem wojny, nazywali La
dą. Modlili się do niego o odwagę i zwycięztwa nad nieprzyjaciółmi, czcząc
go nader dzikiemi obrządki.
Istniały u Słowian bóstwa, do których modlono się o sukces w walce i przeżycie na wojnie. Mimo opisów, że Lada to bóg wojny, to jednak reszta opisów w Słowiańczyźnie mówi, że Lada (może jest ona związana z takimi słowami jak ład i ładny) to bóstwo, które wzywało się podczas wesela/ślubu, chrzcin, przyjęć pierwszej komunii, przy okazji mocno imprezując i klaszcząc w dłonie. Można wywnioskowąć, że zapewne też w trakcie imienin, jeśli je wtedy obchodzono (a imiona miały moc – przynajmniej tak wierzono). Termin „dzikie obrządki” jest mocno dyskryminujący. Równie dobrze wielu uznaje, że szaman biegający w Brazylii wokół ogniska jest dziki.
Wenerę zwali Dziedzilią (Dzydzilelya), którą uważając za boginię małżeństwa, błagali o użyczenie licznego w synach i córkach potomstwa.
Przypomina to nieco opis Roda, który był uważany za dawcę życia. Póki co autor, próbuje znaleźć odpowiedniki bogów Rzymskich i… nie specjalnie mu się to udaje, bo ich nie ma. Używa za to nazw autentycznych bóstw, lecz przyporządkowuje je na siłę.
Pluto u nich nazywał się Ni ja (Nya). Tego mieli za stróża piekieł
i zachowawcę dusz po ich wyjściu z ciała; błagali go zatóm, aby po śmierci
zaprowadził ich do lepszych siedlisk podziemnego świata.
Nyja jest wspominana w Kazaniach Wielkopolskich, lecz nie wiadomo czemu miała/miał/miałoby być stróżem piekieł. Na dodatek znowu autor wykazał się brakiem wiedzy o mitologii antycznej. Hades nie jest odpowiednikiem piekła. Łączenie sfery boskiem i piekielnej, jest tak jak użyć terminu kwadratura koła. Hades był światem zmarłych, ale uznawanie Hadesa za odpowiednik diabła, to już renesansowa próba zrobienia takiej syntezy, która się tak naprawdę niezbyt udała. Piekło kojarzono z podziemnym ogniem, w dużej mierze przez zalew chrześcijaństwa szamanizmem słowiańskim i wiarą w czarty, a następnie utożsamiono Hadesa z szatanem (choć to Kronos i Tytani byli negatywnymi postaciami, a nie Hades), a następnie ponownie połączono z szamanizmem i… wyszedł „kołtun”, który musiałem „rozczesać”.
Wybudowali im też najpierwszą w Gnieznio świątynię, do której się
ze wszystkich stron zgromadzali.
Pierwsza informacja bez jakichkolwiek ciał obcych do destylacji.
Dyanę przesądem pogańskim wyobrażali sobie jak niewiastę i dziewicę,
do jej przeto posągu mężatki i panny znosiły wieńce w ofierze.
Wieńce są prawdziwe – czemu jednak Dyana ma podobny opis co Dziedzili/Dzydzilelya? Być może Dyana/Dziedzieli (Dzydzilelya) to Dziewanna i tak się uważa. Dziewanna to patronka zwierząt i lasów, tak jak Mokosz to patronka królestwa roślin.
Ceres czczona była od ziemian i rolników, którzy w zawody składali
na jej cześć obiety z zboża i ziarna.
Nie wiadomo czemu nie napisał „odpowiednika”, lecz nazwa wskazuje na Mokosz.
Mieli też za bóstwo pogodną porę, którą w mowie swojej nazywali Po
godą, jakoby dawczynię pogodnego czasu. Niemniej bożka życia, którego na
zywali Żywię.
Pierwszy szczególnie istotny fragment – szczególnie ciekawe jest bóstwo „Pogoda”, które jest iście słowiańskie. Pojawia się też bóstwo reprezentujące jakąś siłę witalną.
A że władztwo Lechitów założone było w kraju rozległym, przeroslym
lasami i gajami, o których starożytni mniemali, jakoby były mieszkaniem
i krainą panowania Dyany; Cererę zaś wyobrażali sobie jakoby matkę
i boginią urodzajów polnych, których kraj potrzebował; przeto Dyana w ich
języku Dziewanną, a Ceres Marzanną zwana, w osobliwszej u nich
były czci i poszanowaniu.
Autor potwierdza moją tezę sam z siebie. Może uznał, że jeśli świat zmarłych ma być pod ziemią, a z ziemi wyrastają rośliny, to jednak ma to sens (tzw. wąchanie kwiatków od spodu). Oczywiście Słowianie nie traktowali podziemi jak miejsce związane ze śmiercią, było to u nich inaczej. Pojawia się też motyw rozróżnienia na patronkę plonów i Dziewannę, tylko że nazywa ją Marzanną, która jest przedstawiana raczej jako postać do topienia – reprezentowała chłód, a być może marzec – może etap pośredni, ten „najbrzydszy”? Teogeneza u Słowian jest bardzo złożona w kwestii zmian przyrodniczych.
Tym przeto bogom i boginiom Polacy budowali świątynie i posągi,
ustanawiali kapłanów i rozmaite obrzędy, poświęcali gaje w miejscach celnie jszych i ludniejszych do oddawania im czci i pokłonów. Tam zgromadzający się mężczyźni i kobiety wraz z dziećmi czynili ofiary i całopalenia z trzód,
bydła i zwierzyny, a niekiedy z ludzi poimanych w bitwie.
Zgadzają się gaje, problem jest z całopaleniem trzód. Słowianie nie składali ofiar całopalnych – to domena Żydów. Kwestia zapalania ludzi żywcem jako ofiarę, najpewniej jest pomyłką wynikającą z rytuału całopalenie – Słowianie grzebali zmarłych, paląc ich ciała. Są dowody, na to że Sclaweni podczas wojen z Bizancjum wrzucali ludzi do ognia i wbijali na pale (co wraz z mitem o ognistym Swarożycu i dynastii Rusi, dało początek w renesansie „paleniu czarownic” i wbijaniu na pal), jednak to inna sprawa, być może nie związana z religią.
Mieli też prze sądne nabożeństwo wylewania ofiar na ubłaganie mnogich bożyszcz krajowych.
To bardzo popularne zjawisko w kościele, szczególnie od czasów sprzedaży odpustów.
i w pewnych dniach i porach roku ustanowiono igrzyska, na które zwoływa
no do miast lud obojej płci z siół i osad. Te igrzyska obchodzili rozpustnie
śpiewaniem i rozwiązłemi ruchy, niekiedy klaskaniem, wykręcaniem się lubie
żnym i inną swawolą w pieśniach, igraszkach i sprośnych uczynkach; przyczóm wzywali pomionione bóstwa przyjętym zwyczajem. Obrządki takowe i nie
które ich zabytki, lubo odpięciu set lat, jak wiadomo, Polacy wiarę chrześciańską przyjęli, aż do dzisiejszych czasów powtarzają się corocznie w dni
Zielonych Świątek, przypominając bałwochwalstwo pogańskie igrzyskiem zwanćm w ich języku Stado, ponieważ na nie gromady zbierają się ludzi, któ
rzy podzieleni na stada czyli rzesze szaleńców i roskoszników, radzi obchodzą
one świątki godowaniem i swobodnemi wczasy.
Zielone Świątki, utożsamiona z Matką Boską Zielną/Mokosz, trwały przez kolejne wieki, a Polacy mieli wykorzystywać to aby urządzić imprezę? Szczególnie wiarygodny fragment, a to dlatego że… trwa to do dzisiaj (i bywa że jest alkohol).


Obok zaś wielokształtnej rzeszy bożków, którymi ożywiają pola i lasy lub przypisują im smutki i rozkosze, nie przeczą, że wierzą w jednego boga w niebie [unum deum in coelis], rozkazującego pozostałym; ów najpotężniejszy [prepotens] troszczy się tylko o sprawy niebiańskie, inni zaś – pełniący w posłuszeństwie przydzielone im zadania – pochodzą z jego krwi i tym każdy z nich jest znamienitszy, im bliższy jest owemu bogu bogów [deus deorum]
To są ci, którzy nie wierzą w Boga Ojca, ani w Ducha Świętego, bowiem zapomnieli oni Boga i nie wierzą, że my jako jego dzieło, stworzeni jesteśmy do pracy. Wszystko na ziemi było dla nich boskie: słońce, księżyc, ziemia i woda, dzikie zwierzęta i gady. Z czasem stworzyli sobie z nich bogów nadając im imiona zmarłych ludzi Trojana, Welesa, Chorsa, Peruna, wierzyli również w złe demony. Do dzisiaj otacza ich ciemność zła. I tak cierpią.
Słowiański mit o stworzeniu świata – w mitologii słowiańskiej mit kosmogoniczny, który wyjaśnia jak powstał świat, kto go stworzył i jakie zasady nim kierują. W mit ten wierzono jeszcze do XIX i XX wieku w różnych częściach słowiańszczyzny w zapiskach kronikarskich czy folklorze. W wierzeniach Słowian istnieją trzy wersje tego mitu: pierwsza wersja to tzw. mit ziemnego nurka (ang. earth-diver), który splata w sobie dwa główne motywy: motyw dualistyczny – istnienia Boga i Diabła (czyli „dobrego boga” i „złego boga”) oraz motyw oceaniczny – wody prabytu, skąd pochodzi nasienie Ziemi, druga wersja mówi o pochodzeniu wszechświata i świata z jaja oraz o wiekim drzewie, a trzecia o stworzeniu z rozczłonkowanej postaci. Istnieje ponadto kilka mitów pośrednich, gdzie jaja/ptaki i woda występują jednocześnie.

Zachowany z Polski mit pochodzi z ziemi sieradzkiej[1]:
Na początku nic nie było poza niebem i morzem, Bogiem, który płynął łodzią i diabłem wyłaniającym się z piany morskiej, który przysiadł się do Boga. Pomysł stworzenia Ziemi podsunął Bogu diabeł, który sam tego nie mógł wykonać. Diabeł zanurzył się i wydobył z dna garść piasku. Bóg rzucił ją na wodę i stworzył zaczątek Ziemi tak szczupły, że obaj ledwo się na niej pomieścili. Bóg i diabeł zamieszkali Ziemię, diabeł zamyślił zepchnąć śpiącego Boga do wody, ale przyczynił się tym do rozrastania lądu od strony Boga, od wschodu i od własnej strony, od zachodu. Obaj stwórcy wszczęli spór, który skończył się odejściem Boga w niebiosa i strąceniem diabła, który też tam podążył, piorunami w otchłań.
W wariantach rosyjskich i ukraińskich diabeł zachowuje nieco piasku tworzenia pod językiem, a gdy Ziemia zaczyna rosnąć, piasek rozsadza jego usta[1]. Mit ten zapisał rosyjski slawista Aleksandr Afanasjew, który jako jeden z pierwszych badaczy badał rosyjski folklor, w swojej książce Rosyjskie legendy ludowe[1]:
Na początku świata było dobrą wolą Bożą, aby poszerzać ziemię. Wezwali diabła i powiedzieli mu, żeby zanurkował w wodną otchłań, by zdobyć garść ziemi i sprowadzić ją do niego. – Dobrze, myśli Szatan, sam zrobię tę ziemię! Zanurkował, wyciągnął garść ziemi i wypchał nią usta. Przyniósł ją Bogu i daje mu, ale nie mówi ani słowa… Pan rzuca ziemię, gdziekolwiek ją rzuci, nagle jest tak płaska, że nawet gdy na jednym końcu staniesz – zobaczyć możesz wszystko, co się dzieje na drugim… Szatan zagląda… chciał coś powiedzieć i udławił się. Bóg go zapytał: czego ty chcesz? Diabeł kaszlał i uciekał ze strachu. Wtedy grzmot i piorun uderzył w biegającego szatana, a gdzie on się położy – będą wzgórza i pagórki; gdzie będzie kaszlał – będzie góra; gdzie podskoczy – będzie góra niebiańska. I tak, biegnąc po całej ziemi, wykopał ją; zrobił pagórki, wzgórza, góry i wysokie góry.
Dualistyczny mit stworzenia przez nurkowanie „złego boga” ma 24 poświadczenia na obszarach bałtosłowiańskich oraz 12 poświadczeń na obszarach ugrofińskich. Mit bułgarski nie mówi o katastrofie diabła, lecz rozwija wątek tworzenia przez formułę „przez moc Bożą i moją”, który dwukrotnie odwrócił kolejność formuły przez co nie mógł dotrzeć na dno, dopiero gdy za trzecim razem wymówił formułę poprawnie dotarł do dna. Wariant mołdawski również kończy na rozszerzaniu Ziemi a Cyganie siedmiogrodzcy rozszerzyli motyw dualistyczny o karanie diabła przez byka oraz Drzewo Życia, z którego liści powstali ludzie[1]. Tylko w micie ze Słowenii Bóg samodzielnie wybiera się po ziemię na dno[2]. W innej wersji mitu Diabeł próbuje zepchnąć Boga do morza aby zostać jedynym stwórcą – najpierw popycha go na wschód, następnie na zachód, południe i północ, lecz ląd zawsze się rozszerza. Zirytowany tym faktem Diabeł budzi Boga i mówi mu, że czas pobłogosławić Ziemię, skoro tak urosła. Bóg mu odpowiada: „Kiedyś mnie nosił w cztery strony ku wodzie, żeby mnie w nią wrzucić, nakreśliłeś mną krzyż i tak ja sam pobłogosławiłem ziemię”. Następnie Bóg odchodzi w Niebiosa, a Szatan, który go zaatakował, został piorunami strącony do otchłani. Z pozoru poświęcenie ziemi wydaje się motywem chrześcijańskim, lecz motyw ten w mitach pełni funkcję wyznaczenia kierunków i istnieje w innych mitologiach: według Maidu Stwórca Ziemi zstąpił do kosmicznego środka świata i tam spotkał Kojota (postać-trickster), który po stworzeniu świata położył się spać. Stwórca Ziemi rozciągnął ziemię od południa, przez zachód, ku północy, a gdy Kojot się obudził, rozciągnął ziemię na wschód. Gdy Stwórca Ziemi został sam, obszedł ziemię zataczając pełen krąg umocowując (w jednej wersji mitu) kamiennymi hakami Ziemię do kierunków kardynalnych. Dlatego dla niektórych plemion indiańskich określanie kierunków świata jest czynnością religijną i z tego powodu meksykańscy Huiczole interpretują chrześcijańskie przeżegnanie się jako naśladownictwo indiańskiego mitu. Dla Słowian więc „poświęcenie Ziemi” to strukturalizacja wszechświata i wyznaczenie kierunków Ziemi oraz rozszerzenie stanu punktowego „w nieskończoność”. Jeszcze inny mit mówi o tym, że ziemia rośnie cały czas i Bóg, który został sam, nie wie jak ją zatrzymać. Bóg wysyła więc pszczołę, która ma podsłuchać Diabła. Diabeł śmiejąc się z Boga mówi sam do siebie: głupi Bóg nie wie, że trzeba wziąć jakiś patyk, narysować znak krzyża i powiedzieć „Starczy już tej Ziemi!”. Gdy Diabeł ujrzał uciekającą z ramienia pszczołę próbował ją złapać, lecz ta mu uciekła – przeklął więc jej pana: „Oby ten, co cię tu wysłał, jadł odtąd twoje łajno”, a Bóg, który to usłyszał, nakazał pszczole od tej pory produkować miód[4]. Z ziemi dobrzyńskiej zachował się mit, gdzie Diabeł każe kaczce ukraść trochę ziemi od Boga, a gdy wracała z ziemią w dziobie, pochwycił ją jastrząb, który zaczął ją dusić, a z ziemi, która wypadła z jej dzioba, powstały góry[5]. Do stworzenia świata lub jakiejś istoty zawsze wymagana jest współpraca Boga i Diabła, którzy obdarzeni są równą mocą[4].

Badacze identyfikują też słowiańskich bogów, którzy kryją się pod chrześcijańskimi określeniami Bóg i Diabeł. Słowiańskie słowo Bóg zostało użyte przez chrześcijańskich misjonarzy jako odpowiednik łacińskiego Deus i greckiego Theos gdyż odpowiadało ono znaczeniowo pojęciu istoty nadprzyrodzonej, lecz w religii słowiańskiej bóg zawsze występuje w nazwach złożonych tj. Dadź-bóg, Strzy-bóg, Czarno-bóg, czy w imionach tj. Boży-dar, Bogu-mił, Bogu-sław, itp., więc najpewniej Bóg nie był imieniem własnym dla istoty wymienionej w mitach stworzenia. Przy interpretacji postaci Boga niezwykle pomocny jest tekst Kroniki Słowian Helmonda z Bozowa, który na przełomie mileniów wyprawił się do pogańskich Połabian:[7]:
Panuje zaś wśród Słowian dziwaczny zabobon: w czasie uczt i pijatyk podają sobie wkoło czaszę, w którą imieniem boga dobra i zła składają słowa, nie powiem poświęcenia, lecz przekleństwa. Wierzą bowiem, że losem pomyślnym kieruje dobry bóg, wrogim zaś bóg zły, dlatego owego złego boga nazywają w swoim języku Diabłem, czyli Czarnobogiem.
Opisy pokrywają się z Kroniką Pomorza:
Wcześniej opisałem wszystkie rodzaje wiarołomstwa i bałwochwalstwa, w które byli zaangażowani przed nastaniem Cesarstwa Niemieckiego. Wcześniej ich sposób postępowania był podobno jeszcze bardziej pogański. Stawiali swoich królów i panów, którzy dobrze rządzili, ponad bogami i czcili tych ludzi [jako bogów] po ich śmierci. Ponadto czcili słońce i księżyc, a wreszcie dwóch bogów, których czcili ponad wszystkich innych bogów. Jednego z nich nazywali Bialbug, czyli biały bóg; uważali go za dobrego boga. Drugiego zaś nazywali Zernebug, to jest bóg czarny; uważali go za boga, który szkodzi. Dlatego czcili Bialbuga, ponieważ czynił im dobro i aby mógł je nadal czynić. Zernebuga zaś czcili, aby im nie szkodził. Zernebugowi składali ofiary, bo wierzyli, że nie ma lepszego sposobu, by go ułagodzić, niż krew ludzka, co jest prawdą, gdyby tylko widzieli to we właściwym świetle: ernebug nie szuka niczego innego, niż śmierci ciała i duszy człowieka[
Potwierdził to też autor Pomorskiej Kroniki Kościelnej, zdradzając nawet pogańskie korzenie szat kleru.
Klasztorowi temu (mnisi założyciele) nadali nazwę Belbug, poprawniej Bialbuck, co w języku Wenedów oznacza dosłownie „biały bóg”, aby dać [Słowianom] do zrozumienia, że w przeciwieństwie do ich (Słowiańskich) pogańskich przodków, chrześcijanie nie znali żadnego czarnego boga. Nazwa dobrze pasuje również do ubioru ministrantów, którzy chodzili ubrani na biało
Mit ten wydaje się być związany z Ahura Mazdą i Arymanem, ze starożytnej, wówczas wielonarodowej Persji (granice sięgały od Iranu, aż po Kazachstan), którzy odcisnęli ślad w różnych religiach synkretycznych, zaś związki językowe potwierdzają kontakty Słowian z Irańczykami[1].
Sugerowano takż powiązania bogomilskie: wyznawcy tej religii twierdzili, że głównym dramatem stworzenia jest konflikt między dwoma braćmi: starszym Satanaelem (przyrostek -el dodaje boski pierwiastek Szatanowi) i młodszym Jezusem (Sawaofem – Słowem = Logosem-Chrystusem) – Satanael stworzył świat i człowieka, a Bóg dla ich ocalenia posłał doń Słowo w postaci Jezusa. W XVI wiecznej Legendzie Morza Tyberiadzkiego Bóg, gdy unosił się nad wodą, ujrzał Satanaela jako ptaka wodnego i kazał ma zanurkować do morza. Według krytyków tej teorii posiada ona poważne braki: pełny tekst tego mitu nie występuje w żadnym tekście bogomilskim, mit ten nie występuje na obszarach opanowanych przez bogomilizm, również na zachodzie Europy, gdzie katarzy wpływali na miejscowy folklor. Mit ten natomiast istniał na terenach Polski, Ukrainy i Białorusi, gdzie wiara bogomilska nigdy nie dotarła[8][1], co może oznaczać że to oryginalny mit został wchłonięty przez Bogomiłów.

Istnienie istoty najwyższej u niektórych odłamów, potwierdzają też wzmianki o Rodzie, oraz tekst Prokopiusza z Cezareji, który wspomina bliżej nieokreślony odłam Słowian[6]:
Uważają oni, że jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata, i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne. O przeznaczeniu nic nie wiedzą ani nie przyznają mu żadnej roli w życiu ludzkim, lecz kiedy śmierć zajrzy im w oczy, czy to w chorobie czy na wojnie, ślubują wówczas, że jeśli jej unikną, złożą bogu natychmiast ofiarę w zamian za ocalone życie, a uniknąwszy składają ją, jak przyobiecali, i są przekonani, że kupili sobie ocalenie za tę właśnie ofiarę
Nazwa ta zdaje się jednocześnie dotyczyć postaci Peruna. Kazimierz Moszyński analizując ludowy obraz chrześcijańskiego Boga wskazuje, że Bóg siedzi w niebie, gniewając się zsyła deszcze, strzela piorunami w złe duchy, rządzi drapieżnymi zwierzętami oraz losem. Cechy te wskazują jednak ponownie na Peruna. W ruskich kronikach przedstawiany jest jako srebrnowłosy, ze złotymi wąsami. Według niektórych jednak badaczy, np. Henryka Łowmiańskiego, opis Boga wskazuje raczej na ognistego Swaroga[6]. Problem w tym, że obie postaci były np. na Rusi jednym z wielu bóstw, często wobec siebie równych.
Mit w którym może się zawierać stworzenie świata z Kosmicznego Jaja występuje w micie karpackim, spisanym przez Afanasjewa[9]:
| Było to ongiś na początku świata – Wtedy nie było nieba ani ziemi, Nieba ni ziemi tylko sine morze, A pośród morza na dębie Siedziały dwa gołębie. Dwa gołębie na dębie Toczyły taką naradę, Rade radziły i gruchały: Jakże my mamy stworzyć świat? Spuścimy się na dno do morza, Wyniesiemy drobnego piasku Drobnego piasku, niebieskiego kamienia. Drobny piaseczek posiejemy, Niebieski kamyczek podniesiemy. Z drobnego piasku – czarna ziemica, – lodowata wodzica, zielona trawica. Z niebieskiego kamienia – błękitne niebo, niebieskie niebo, świetliste słoneczko, Świetliste słoneczko, jasny miesiączek, jasny miesiączek i wszystkie gwiazdeczki |

Ten mit zawiera w sobie trzy elementy: pierwszy to dwa gołębie siedzące na dębie, drugi to wyłowienie piasku i kamieni przez ptaki, trzeci to stworzenie świata. Dwa gołębie, ptaki lub kury w koronie drzewa to popularny wśród Słowian motyw – przedstawia on Drzewo Kosmiczne. W folklorze Drzewo Kosmiczne stoi w „pępku świata”, ma być ciężkie, wysokie i o szerokim liściu. W podobnym zachowanym micie Bóg wrzuca swoją laskę do wody, która następnie zmienia się w drzewo. Na jego gałęzi zasiadają Bóg i Diabeł by wyłowić świat z wody. Na związek tej modlitwy z Kosmicznym Jajem wskazuje „drobny piasek”, z którego stworzono „czarną ziemię” oraz „niebieskie kamienie”, z których stworzono niebo i ciała niebieskie. Odpowiada to szeroko rozpowszechnionym mitom Kosmicznego Jaja (w tym micie o kogucie), które zostaje rozbite w akcie twórczym i z którego dolnej skorupy powstaje Ziemia, a z górnej skorupy powstają Niebiosa[9].
Władimir Toporow wskazuje również na istnienie tego mitu w rosyjskich legendach. Bohater poszukujący królewny przemierza trzy królestwa, a po pokonaniu trzech żmijów zmniejsza królestwa do trzech jajek[9].
W rezultacie podróży bohater znajduje wielkie drzewo (zwykle dąb), ratuje pisklęta siedzące na gałęziach drzewa, za co matka piskląt (najczęściej orlica) wynosi bohatera z podziemnego królestwa na ziemię. Tam rzuca on kolejno każde z trzech jajek rozwijających się w odpowiednie królestwo
Władimir Toporow, Wokół rekonstrukcji mitu o jaju kosmicznym (na podstawie baśni rosyjskich)
Baśniowe jaja na ogół zanurzone są w wodzie, a ich wyciągnięcie i rozbicie powoduje stworzenie „królestwa” – świata, w tym przypadku[9]. Na ziemi dobrzyńskiej wprost uważano, że świat powstał z jaja leżącego na niebotycznym drzewie[5] oraz zachowało się opowiadanie o królewnie z jajka, którą miał poślubić książę: podstępem została przez czarownicę zamieniona w kaczkę, którą zabito, z której krwi następnie wyrosła jabłoń[10]. Ze Słowenii zachował się mit, gdzie Bóg posyła na ziemię koguta, który składa jajo, z którego wylewa się siedem rzek[3]:
W miejscu gdzie ziemia była jałowa, nie było nic oprócz nagiego kamienia. Bóg żałował tego i wysłał swojego koguta na ziemię, aby ją zapłodnił, a następnie wychował ludzką rasę. Kogut schodzi na klify i składa jajko o cudownej mocy w cudownym celu. Jajko się wykluwa i wypływa z niego siedem rzek w ciągu dnia. Rzeki wypełniły krajobraz wodą i wkrótce wszystko było zielone, a ziemia przyniosła kwiaty i owoce.
W Polsce istniały także zagadki, które wskazywały na jajo: „Jest świat. A w tym świecie żółty kwiat” lub „Jest sobie biały świat. A w tym świecie żółty kwiat”[4].
Zachował się jeszcze jeden rodzaj mitu o stworzeniu świata – stworzenie świata z rozczłonkowanej pierwszej istoty ludzkiej lub innej postaci. Stanisław Schayer przypomniał tekst z Księgi Gołębiej, która była zbiorem mitów, zebranych przez duchownych, następującą historię: z nieba spadła wielka księga w której zapisana była historia bytu; królowie proszą cara Dawida o jej odczytanie, ale księga jest zbyt wielka, jednak Dawid pod natchnieniem Ducha Świętego odpowie na trzy pytania; pierwsze z nich dotyczy powstania świata[1]:
| Nasz świat biały wziął się od Pana Krasne słońce z lica Bożego Młode światło księżyca z piersi Jego Białe zorze z oczu Bożych Gęste gwiazdy z szat Jego Bujne wiatry z Ducha Świętego Lud boży od Adama Krzepkie kości wzięte z kamienia Ciała nasze z wilgotnej ziemi |
W czterech wariantach trzy ostatnie wiersze zastępuje tekst[1]:
| Stąd u nas na ziemi poszli carowie: Ze świętej głowy Adamowej. Stąd poczęli się kniaziowie – bojarzy: Ze świętych mocy Adamowych. Stąd chłopi prawosławni: Ze świętego kolana Adama |
Mit ten najprawdopodobniej nie jest wpływem chrześcijańskim, lecz frazeologia słowiańska została schrystianizowana, prawdopodobnie pod wpływem apokryficznej Księgi Enocha, w której zrobiono to samo z mitem irańskim, który z kolei mógł być powiązany ze względu na językowe kontakty w ramach języków satem[1]. Motyw powstania świata z ciała bóstwa występuje w różnych częściach świata. W chinach mityczny Pengu, padając martwy tworzy świat, a każda rzecz powstaje z innej części jego ciała, przy czym wiatr reprezentuje jego duszę[5]. Nieco odleglejszy, lecz nadal z elementem analogii inaczej jest w przypadku w Skandynawii (Ymir), gdzie gdy z części jego ciała tworzą olbrzymy i bogów, a ci z resztek jego ciała formują świat.
Świat podtrzymywany był czasami przez ryby[1][5]. W micie opisanym przez Afanasjewa świat podtrzymywany jest przez wieloryby: na początku było ich siedem, lecz trzy odeszły i zostały cztery. Później jeden zmarł i zostały trzy i dlatego świat jest nierówny. Podobny mit, gdzie obalenie jednego ze „słupów świata” powoduje katastrofę, występuje np. w Chinach.
Kopuła świata była stworzona z kamienia, czasami z krzemu, co tłumaczyło powstawanie błyskawic, lub z niebieskiego kamienia szlachetnego, będącego symbolem zastanego czasu. Kopuła, w szczególności u Słowian zachodnich, oparta była na „słupie” (rodzaj Axis Mundi-Drzewa Kosmicznego) biegnącym od Gwiazdy Polarnej, które obraca całe sklepienie, co zakładała w astronomia staro-serbskia. Miejsce styku słupa ze sklepieniem i ziemią miało specyficzne właściwości: nazywano te miejsca sierdzieniem lub żabką – w ten sam sposób nazywano trzpień dyszla w wozie, co wiązane jest z gwiazdozbiorem Wielkiego i Małego Wozu[14].
U Słowian dusze zmarłych podróżowały do Zaświatów mostem – w nocy była to Droga Mleczna, a w ciągu dnia była to tęcza. W materiałach zebranych przez Marię Gładyszową taką Drogę Mleczną nazywa się Drogą Dusz, Drogą Wojska (niebieskiego) i była ona wysypana gwiezdnym pyłem. Innym Axis Mundi łączącym światy było Drzewo Rodowe, związane z dziadami – imię zmarłego jest również jego tożsamością i trwa dotąd, dokąd ktoś wspomina jego imię, aż jego imię zostaje zapomniane i dołącza do bezimiennej grupy dusz, co przypomina Inuicki motyw „magii imion” i reinkarnacji poprzez dziedziczenie imion. Z kolei dusze przebywające już w zaświatach wracają na Ziemię na promieniach słońca[14].
U Słowian Drzewa Kosmiczne mogły funkcjonować czasami jako powiązane z górami, gdzie stawiano drewniane totemy. Góry często traktowano jako magiczne miejsca, budowano na nich świątynie lub przeprowadzano tam obrzędy. Szczególną czcią cieszyły się góry takie jak Ślęża, Wzgórze Tumskie, Wzgórze Kijowskie czy Łysą Górę, Czarnogórzanie górę Durmitor nazywali „Słupem Niebieskim”, a Słowacy za świętą górę uznawali Krywań. Na Rusi uważano, że „pierwsza ukazała się z wody wysoka góra Trigław”[14][1].
Analogiczny motyw jest obecny w historiach ustnych ludów ałtajskich, gdzie drzewo idzie od sfery ziemskiej do sfery uranicznej, będącej sferę bóstw i zbawionych dusz, a korzenie sięgają krain piekielnych. W obu przypadkach, drzewo stanowi rodzaj „windy” dla dusz, także powracającej na ziemię w postaci demonów[6].
Mit wyłowienia również jest obecny w mitologiach azjatyckich – u ludów Syberii czy Ainów. W niektórych z nich występuje motyw dwóch złych, pierwotnych istot, początkowo jednak nie będących w złych relacjach[7][8].
[tekst pochodzi z Wikipedii, ale jestem jednym z jego współautorów i korektorów]