
Na temat mitów Słowian, można odnaleźć co najmniej dwa, mocno nieprawdziwe warianty błędnych przekonań, które w zasadzie hamują możliwość poznania tych mitów. Trudno jest w zasadzie powiedzieć, które z nich jest bardziej szkodliwe. Pierwsze głosi, że Słowianie nie posiadali mitologii. Jest to oczywiście dziwne stwierdzenie, bo mitologię posiadało wiele ludów pierwotnych, Celtowie, Aborygeni, Indianie z Amazonii, Eskimosi, Murzyni… Druga z nich to kwestia głosząca, że Słowianie posiadali mity, które wywodziły się z tego samego pnia co mity Greków czy Skandynawów, próbują „rekonstruować” co jest skazane na niepowodzenie. Najbardziej racjonalna jest jednak jak zwykle, trzecia nie powiązana z dwoma innymi droga, która jest w sumie powszechnie przyjęta w społeczeństwie i reprezentuje ją między innymi Arthur Cotterell czy antropologowie Rosyjscy.
Słowianie mają mity, tylko że zwą je baśniami, bajkami, gadkami, pohadkami, klehdami czy legendami (z czego część tych słów to zapożyczenia). Należy je rozumieć tak jak mity greckie i brać je całkowicie dosłownie.
W nowożytnych językach europejskich słowo „mit” pojawiło się dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku. Wcześniej tradycyjne opowieści Greków i Rzymian
określane były w języku francuskim terminem „fable”, pochodzącym od łacińskiego słowa „fabula”, oznaczającego między innymi bajkę lub Zgodnie z etymologią „fables” o bogach i herosach uważano za alegoryczne opowieściniosące naukę moralną.
W XVII i XVIII wieku pisarze bardzo chętnie używali
elementów „bajek” greckich i rzymskich jako formalnych „ozdobników”, a także zapożyczali z nich tematy swoich dzieł. Pozbawione autorytetu religijnego historie „mityczne” służyły najczęściej za kanwę utworów o charakterze ludycznym. Zastąpienie słowa „fable” słowem „mit” związane było ze zmianą postrzegania tych historii. Przełom nastąpił w Niemczech w okresie preromantyzmu, a język niemiecki był pierwszym językiem nowożytnym, w którym zaczęto stosować słowo „mit” w nowym znaczeniu.
Osoby, które wyrywają sobie włosy z głowy i nie mogą spać, zastanawiając się jak to możliwe, że nikt nie zapisał mitów Słowian i poświęcający życie aby je poznać, są skazani na niepowodzenie. Szukają bowiem w złym kierunku, nie widząc odpowiedź jest za blisko, tak że nikt nie spodziewał się że tam jest. Nazwać to można „syndromem kierowcy ciężarówki”, który widzi to co jest daleko, ale jakkolwiek by patrzył i tak nie zobaczy tego co jest tuż przed kołami. Tym wyżej będzie by zobaczyć więcej, tym bardziej mało prawdopodobne że ujrzy to co jest blisko.
Idąc tą drogą mamy już otwartą drogą do pełnej rekonstrukcji mitologii Słowian i jednocześnie wszelkie obalenie tez turbosłowiańskich, panteonie para-greckim. Pojawia się tylko jeden problem. Trzeba wpierw rozprawić się z opiniami, które głosiły że bajka to nie mit. Wynikały one w dużej mierze z tego, że wszelkie mity interpretowana w rozumieniu „interpreta classica” bądź przez zachodnich badaczy, którzy nie rozumieli kultury swoich wschodnich sąsiadów, stąd też Rosjanie mają (jak zwykle) przewagę nad nimi. Idąc bowiem tym wątkiem, musielibyśmy uznać że np. Indianie czy Eskimosi nie mieli mitologii (bowiem oba narody są dwoma najlepszymi w skali świata przykładami na analogię do wierzeń Słowian).
Arthur Cotterell, autor „Mitologii Świata”, encyklopedii w której zachęcał do porównywania, musiał porównać informacje z mitologii obejmującej cały glob, stąd zauważył że różnice między mitem, a bajką są zależne od interpreto uwarunkowanemu kulturowo. To też wynik dokonanej przez parodie Disneya profanacji mitologii Słowian, stąd trudno jest traktować poważnie historie o tym, że dziewczyna zachorowała, bo żaba zrobiła sobie gniazdo z jej włosów. Idąc jednak tą drogą można uznać za nie-poważne, to że Szkoci noszą spódniczki i uznać ich za transeksualnych, albo za parodię. Dla nich to jednak coś bardzo ważnego, tak jak fajka dla Górali. Zacznijmy od początkowych, argumentów zwolenników rozdzielenia baśni ludowych od mitu. Szybko zrozumiemy, że z punktu widzenia Polaka, nie mają one sensu.
Yves Giraud zauważa, że w przeciwieństwie do legendy, odnoszącej się do świata ludzi i stworzonej po to, by dostarczyć rozrywki czytelnikom, mit, opowiadający o przygodach bogów i herosów, ma zawsze głębsze przesłanie i może być
interpretowany jako wyraz pewnej idei czy doktryny filozoficznej lub też jako
symboliczny obraz pewnej „rzeczywistości psychicznej”
Giraud popełnia tutaj znaczący błąd. Nie ma dowodów że legendy powstały po to by dostarczyć rozrywki. Stanowiły one tak jak mity, rodzaj wyjaśnień zjawisk niezrozumiałych. Mieszkańcy Krakowa nie rozumieli skąd wzięła się jaskinia stąd wątek smoka, a motyw Kraka który pokonuje smoka jest też jednym z mitów związanych z dawnym pochodzeniem rodów. Krak podobnie jak Herkules, jako heros pokonuje mityczne stworzenie (podobny mit odnaleziemy w Czechach i na Rusi Kijowskiej).
Jeśli zaś chodzi o kwestię „bogów” to termin bóg, jest uważany raczej z pojęcie zwodnicze. I np. chrześcijaństwo nie-nazywa bogami „aniołów” choć np. w biblii są wyraźnie opisani jako „teos”. I tak np. uważa się że w Grecji (teos) bóg musi być poważną istotą, a w Japonii (kami) bóg może być też duszkiem kibelka, z resztą jak spojrzymy na mitologie to zobaczymy że często jest bardzo różnie. Najpierw więc weźmy definicję boga na PWN.
Ze względu na duże zróżnicowanie rozumienia tego pojęcia, trudno jest o jego jednoznaczną definicję (co dodatkowo utrudniają założenia teologiczne związane z tym zagadnieniem, pochodzące z poszczególnych religii). Jako najbardziej różniące się od siebie, należy wyodrębnić definicje używane przez religiepoliteistyczne, henoteistyczne i monoteistyczne, deizm, panenteizm i panteizm[1].
Zaś Mały Słownik j. Polskiego dodaje Najbardziej powszechnie pod pojęciem bóg rozumie się określenie istot będących przedmiotem kultu religijnego. Czasem bogami określa się tylko niektóre (najważniejsze) z tych istot, dla innych rezerwując inne określenia (np. półbóg, heros, demon, duch, święty, anioł)
Części władców np. Św. Włodzimerz oddaje się cześć boską jako święci, co było wielokrotnie wspominane przez protestantów i muzułmanów. Legenda o Smoku Wawelski z jednej strony wyjaśnia historię Polski z drugiej wyjaśnia skąd wzięła się wielka jama, a z trzeciej ma wyraźne przesłanie – spryt zwycięża siłę. Do tego można tutaj dostrzec polski typ myślenia. Polacy często lubią to co nazywamy współcześnie „kombinowaniem”. O ile np. Niemcy są praktyczni, to Polacy bardzo często gdy nie mają opcji, nie są bez radni tylko postanawiają na to by dokonać „wielkiej improwizacji” i spróbować np. podgrzać kurczaka palnikiem propanowanym, albo przekroić ogórka nożyczkami, gdy nie ma się dostępu do noża kuchennego. Jak widać mamy dużo sensu w pozornie „bajce dla dzieci”, a także wątek zwyciężenia pewnych złych sił i przywrócenia ładu.
Tak samo jak legenda o Bazyliszku – nie tylko zawiera ono pewną doktrynę „zwrotu do nadawcy tego co uczyniłeś”, ale i też jest oparta na strachu warszawiaków przed bazyliszkami, gdyż Polacy opisywali że w Warszawie jeszcze w XVII wieku żyły bazyliszki. Trudno pominąć lokalny bestariusz bez tego epizodu. Bazyliszek występuje też w legendzie Świdnicy oraz Wiednia (gdzie skamieniał, gdyż zobaczył w lustrze jaki jest brzydki – co ciekawe – do dziś w Polsce „bazylem” nazywa się kogoś brzydkiego). Skąd legenda Wiedeńska ma taki związek z Warszawską? Bardzo proste – Karantanie stanowili plemię Słowian, które zamieszkiwało niemal całą Austrię. Potem jednak na skutek wejścia w strefę wpływów księstw niemieckich, zaczęli tracić swój język. Na języku się jednak w duże mierze zakończyło. Do dziś, patrząc na gęstość haplogrup R1a i I2 widzimy słowiańską genezę Austriaków, a widać to i w akcencie oraz wszystkim prócz paru szczegółów. Świdnica, Warszawa i Czechy to po prostu pokrewna ludność, stąd Bazyliszek występuje i tutaj i tutaj.
Nie wiem skąd wzięło się to że legenda była dla rozrywki. Legendy o świętych też miały ważną rolę religijną (najpewniej były to mity o bogach, w których zmieniono nazwy na postacie bibilijne czy duchownych), podobnie jak inne legendy. Pan Twardowski na Koguci był obecny chociażby, w niektórych kościołach na Podhalu.
Philippe Walter zwraca uwagę na fakt, że w przeciwieństwie do ustnego mitu legenda występuje wyłącznie w formie pisanej, na co wskazuje ponieką detymologia tego słowa, wywodzącego się od łacińskiego legendum, które oznacza coś wartego przeczytania. Najbardziej znanym średniowiecznym utworem określanym tym terminem jest Złota legenda Jakuba z Voragine, czyli zbiór
opowieści hagiograficznych ułożonych zgodnie z porządkiem kalendarza świątkościelnych.
Wiele kultur już na początku było by zdyskwalifikowanych z tego powodu, gdyż np. w Egipcie czy Grecji mit był zapisywany. Oczywiście można uznać to że skoro autor mówi o „ustnym micie” to legenda musi być zapisana. Jest to oczywiście kolejny błąd bowiem np. legenda o Morskim Oku przez zapisywacza była usłyszana od jednego Górala z pobliskiej wioski. O legendach dowiadujemy się dlatego, że ktoś je zapisał jednak obecnie jest jednoznacznie przyjmowane, że już wcześniej istniały w formie ustnej, właśnie dlatego dotyczą wydarzeń tak odległych. Wiele legend było zapisywanych relatywnie późno. Legendy wyjaśniające powstanie różnych gór musiały być zapisane nieco wcześniej, gdyż urbanizacja w ich okolicach ostatecznie wymusiła określenie na piśmie przez urzędników, władców czy kronikarzy skąd się ona wzięła, czy raczej – jak wierzyli ludzie, że ona powstała.
Philippe Sellier wyjaśnia, że mit różni się od baśni tym, że odnosi się do sfery sacrum i porusza kwestię ostatecznych przyczyn rzeczy i sensu ludzkiego istnienia. Choć baśń ma wiele cech mitu, pozbawiona jest wymiaru metafizycznego, a jej główna funkcja polega na objaśnianiu otaczającej człowieka rzeczywistości i przekazywaniu nauki moralnej.
Baśń jednoznacznie odnosi się do sfery sacrum. Królewna Śnieżka mówi o krasnoludkach, które były czczone i dawano im jedzenie by pomogły ludziom, a Jaś i Małgosia mówi o Babie Jadzie – demonie z wierzeń, oraz archetypu czarownicy, które palono na stosie. Mit o chłopcu, który wstaje z grobu jest dziwnie podobny do XIX wiecznych głosek, że ludzie wstają, gdyż są upiorami. To że tak popularne w życiu codziennym były demony, magiczne obrzędy i dziwne zjawiska wynika z tego, że baśnie to mity monistycznych Słowian. Łukasz Kozak dowodził w swym „Upiór Historia Naturalna”, że Słowianie myli szamanistami i animistami, zaś Paweł Zych i Witold Wergas podawali w bestiariuszach, że wierzono w demony w ilościach niezliczonych. Nie trzeba z resztą ekspertów by to zrozumieć, wystarczy znać treść Dziadów. Dla Słowian nie istniał podział na sakrum i profanum. W średniowieczu ten pogląd, osiągnął nawet ekspansję na zachód Europy i ludzie przestali te sfery oddzielać też tam, jednak wraz z renesansem nastąpiło odbicie i ludność zachodu wróciła do bitemu im – standardu antycznego.
Aby zobrazować różnicę między bohaterami Markiewicz przypomina interesującą koncepcję Władimira Toporowa, według którego
podstawowymi kryteriami umożliwiającymi rozróżnienie między mitem, baśnią, legendą i podaniem są „sakralność” i „cudowność”. Zdaniem rosyjskiego badacza „mity cechuje
sakralność i cudowność, [baśnie] – niesakralność i cudowność, legendy – sakralność i niecudowność, podania – niesakralność i niecudowność”.
Sytuacja wydaje się teraz bardzo jasna, jednak należy zauważyć że słowo sakrum jest abstrakcyjne. Jak ludzie modlili się do drzew (przykład Litwa), to nic dziwnego że w baśniach pojawia się motyw, gdzie drzewo prosi Ukrainkę o pomoc, a potem daje jej w nagrodę jabłka. Trudno nazwać legendę niecudowną, gdy np. Matka Boska tworzy gwiazdy z rozbitego słońca, by zadowolić płaczącego Jezusa, albo gdy Bolesław Chrobry mieczem przecina górę na pół, tworząc Dunajec, przy czym jego „ingerencja w boże dzieło” zostaje odpowiednio przez wojów skomentowana. Oczywiście, tutaj mówimy nie o micie antycznym, lecz o micie który powstał jako opowieść o władcy już określonym. Bowiem wiara w mity była tak silna, że chrystianizacja nie zmieniła niczego i po pewnym okresie popularna była wiara, że np. Chrobry był niemal bogiem.
André Siganos rozwija tę myśl, mówiąc, że w przeciwieństwie do baśni mit angażuje w pełni całe jestestwo człowieka, wywołując odczucie mysterium tremendum.
Nie wszystko musi zawierać mysterium tremendum (jeden z dwóch najważniejszych sposobów odczucia boskości, charakteryzujący się doświadczeniem lęku i grozy;), można oczywiście doszukiwać się misterium tremendum w baśniach, ale lepiej uznać że nie każda religia się na nich opiera. Nie każdy człowiek jest Grekiem.
Sellier zauważa żartobliwie, że trudno byłoby wytłumaczyć Kainowi lub Don Juanowi, iż sposobem na ich egzystencjalną udrękę jest ślub i posiadanie gromadki dzieci.
Choć przykro to stwierdzić, to fragment ten wywołałby z pewnością spory sprzeciw u Polaków, z pewnością był by oskarżenia o „brak wiary w tradycyjne wartości”, być może jakiś bardziej radykalny ruch prawicowy nazwał by to „lewactwem”. Tak samo jak trudno było by wytłumaczyć Polakowi, dlaczego kobieta ma dla niego nie stanowić „zbawienia”. Dziwne? Zakończenie wielu baśni ślubem w mitologii Słowian, jest dowodem na to że rodzina stanowiła u nich formę eschatologii (przeznaczenia), bo jak wiadomo każdy lud czy grupa ludów może mieć swoje ostatecznie przeznaczenie. Jak wyjaśnić Kainowi, że sposób na posiadanie rodziny był by dla niego sposobem na rozwiązanie udręki? Proste – powiedzieć „Odebrałeś, życie – teraz daj życie”. Ze ślubem jest związane w Polsce ponad 80 różnych przesądów magicznych, żywych do dziś co świadczy o dogłębnym znaczeniu tego rytuału. I np. u protestantów istniej rozwód, w oparciu o fragment Biblii (mówi, że można się rozwieść w przypadku nierządu), z kolei u zdominowanej przez poganizm słowiański oraz latynoski kościele katolickim, ślub jest połączeniem dusz, które może rozerwać tylko śmierć, więc ksiądz nie jest w stanie dokonać rozwodu, bo to niemożliwe. Widać więc że oba grupy mówią o czymś inny.
Pascale Auraix-Jonchière przedstawia zasadniczą różnicę pomiędzy mitem a baśnią w taki sposób: „O ile forma i bohaterowie są [w obu typach opowiadań] identyczni, o tyle w pierwszym przypadku [mitu] opowieść wyraża pierwotną prawdę i jest przedmiotem wiary odbiorców […], zaś w drugim [baśni] – jest uznawana za fikcyjną. Można by także powiedzieć, że mit ma charakter sakralny, podczas gdy bajka należy do sfery profanum”.
Francuzi należą do spadkobierców cywilizacji Celtów, których mity były budowane w podobny sposób co mity Greków czy Skandynawów, stąd mają trudności ze zrozumieniem o co chodzi. Już w XVIII wieku nazywali baśnie „Opowieściami starej baby”. Dzisiaj widzimy, że była to ich (nieświadoma) ksenofobia, tak samo jak Wikingowie uważali szamanizm Finów za coś dziwnego. I tak np. Czerwony Kapturek (w Polsce ma 9 wersji!) był dla nich dziwny, bo jak to Wilk może mówić, a jak może bohaterem mitu być mała dziewczynka? Nie każda kultura ma jednak te same zasady społeczne (np. niektórzy dziwią się że w popkulturze Japonii często dziecko ratuje świat, a to ma związki ze starym systemem feudalnym, kiedy to pełnoletniość uzyskiwało się już w wieku 7 lat, a wcześniej było się testowanym do różnych zadań, poprzez „wystawianie” na różne zadania i posyłanie na misje).
Autor popełnia jednak jeszcze jeden ogromny błąd. W baśnie wierzono tak samo jak w mity. Obejmują zjawiska, w które wierzono dość powszechnie. Bowiem nie mogli w nie nie wierzyć. Słowianin nie mógł opowiedzieć o czymś co się nie wydarzyło, gdy wówczas wyszło by że kłamie. Wiele baśni zawiera wyjaśnienie skąd np. niedźwiedź ma krótki ogon, dlaczego wilk nie lubi psa itd. jak powstały owce itd. Określenie „gadki” czy „pohadki” odnosi się do historii i nie ma tutaj określenia, że coś wymyślono bowiem brak na to słów, co świadczy o jedności faktów i baśni dla dawnego człowieka. Oczywiście ludzie we Francji nie wierzyli w takie rzeczy. Ale u Słowian wierzono do co najmniej XIX wieku! Można wielokrotnie natknąć się w baśniach na wzmianki opowiadającego typ „Historia ta naprawdę się wydarzyła”, „Żałuje że mnie tam nie było”, „Opowiedziałem ją od mojego pradziadka, więc musi być prawdziwa”, albo „Jeśli nie umarli to żyją gdzieś do dziś”, oraz co najważniejsze „Gdyby nie była prawdziwa, to nie mógłbym jej opowiedzieć”, przy czym są to wstępne albo czasami końcowe komentarze „przesłuchiwanych” przez Afansjewa czy Kolberga chłopów czy mieszczan. To w co wierzono w XIX wiecznej Słowiańczyźnie to niezwykły kalejdoskop, który dla zachodniego odbiorcy wydaje się być czymś nienormalnym. Wystarczy zwrócić uwagę na demonologię, albo w to że w latach 30-stych na Polesiu ludzie wierzyli, że Droga Mleczna to słup od piekła do nieba, oraz gwiazdy to dusze dzieci nieochrzczonych. Albo w to że krasnoludek zostanie wykluty jeśli pod pachą kurze jajo będzie trzymać Baba Jaga, albo w to że Mickiewicz wychodzi z trumny i kontroluje pogodę. Wiara w baśnie nie jest tutaj niczym dziwnym. Przed rozpowszechnieniem się nauki, techniki i edukacji wiara w takie elementy była powszechna w regionie.
Mało przykładów? Podam przykład z życia: jedna matka zabroniła dziecku lalek, gdyż diabeł może patrzeć ich oczami, albo żaba trzyma pieniądze w domu. Nie prędko myślenie mityczne zniknie z życia Polski, a jeszcze 100 lat temu było dominującym, a raczej JEDYNYM sposobem rozumienia świata. Jeśli spojrzymy na mity Indian, to niewiele się różnią od „baśni” Słowian. Świat, który stwarza niedźwiedź? Nic dziwnego, jeśli niedźwiedź pojawia się w wielu baśniach z regionu. Mówiące zwierzęta do efekt wiary w to że zwierzę ma dusze i ma własne królestwo. U np. narodów Syberii istnieje duży szacunek dla dusz zwierząt. Skoro podaje się często przykłady w odniesieniu do Grecji i Skandynawii, to może czas podać przykład w odniesieniu do Indian i Syberyjczyków?
To samo dotyczy wiary w to że baśń dotyczy sfery profanum, co zostało już wcześniej objaśnione. U Słowian bóstwa mogły przybierać formy przyrody, a także mogły być duszami dawnych ludzi. W teorii tak jak u Indian bogiem mogła być rzeka, a nawet kamień. Mówiące kamienie nie są wcale wymysłem poetów, ani nawet obrazem tego że można coś persofynikować, bo personifikacja to właśnie twór animizmu. W Grecji bogowie to zazwyczaj ludzie z elementami np. przyrody, zaś u Słowian bóstwa to przyroda z elementami ludzkimi. Jeśli porównać to do np. Japonii to widać tam taki model np. w przypadku filmu Spirited Away, gdzie jeden bohater jest rzeką, która uratowała protagonistkę, a potem rzeka wyschła bo on odszedł. Gdyby odciąć Disneya od Słowian, Uralo-Ałtajczyków, ludy Syberii, Indian i Japończyków, to gadające przedmioty nigdy nie istniały by w światowej animacji i historiach. Tak samo jak gdyby odciąć od niego Skandynawię, nie powstały by filmy o Thorze.
Najwyższy czas zacytować Chodzenie Bogurodzicy po mękach
To są ci, którzy nie wierzą w Boga Ojca, ani w Ducha Świętego, bowiem zapomnieli oni Boga i nie wierzą, że my jako jego dzieło, stworzeni jesteśmy do pracy. Wszystko na ziemi było dla nich boskie: słońce, księżyc, ziemia i woda, dzikie zwierzęta i gady. Z czasem stworzyli sobie z nich bogów nadając im imiona zmarłych ludzi Trojana, Welesa, Chorsa, Peruna, wierzyli również w złe demony. Do dzisiaj otacza ich ciemność zła. I tak cierpią.
Wszystko na ziemi było dla nich boskie brzmieć może dla wielu pięknie, szczególnie w dobie ekologii. Jednak autor był bardzo krytyczny to tego poglądu uważając go za dziwne. Jednak dotyczył on Słowian. Jak widać mogli nawet wierzyć, że człowiek po śmierci stanie się zjawiskiem przyrody! Na Syberii istnieje mit, w którym kochanka goni swojego „lubego” po niebie po śmierci, stąd jest słońce i księżyc. Z kolei u nas mamy np. liczne legendy o córkach, które stały się dwoma rzekami. Bóg, demon, dusza, duch i przyroda mogły się swobodnie mieszać w kwestii definicji. To jest właśnie monizm.
Nieco inaczej postrzega kwestię bohaterów obu typów opowiadań Véronique Léonard-Roques, która twierdzi, że w przeciwieństwie do anonimowego bohatera baśni postać mityczna zawsze nosi jakieś imię24. Badaczka rozwija tę myśl, przytaczając słowa Bruno Bettelheima: Imiona mają nie tylko [główne] postacie mityczne, ale również ich rodzice i inne ważne postacie opowieści. […] Natomiast baśń [opowiada] historię kogokolwiek, kogoś, kto bardzo nas przypomina […]. Jeśli pojawiają się w niej imiona, to nie są to nazwy własne, lecz terminy ogólne lub opisowe. […] Jeśli bohater ma [tradycyjne] imię […], to jest to imię bardzo powszechne, mogą odnosić się do jakiegokolwiek chłopca lub dziewczynki25.
Faktycznie tak jest, ale też w wielu mitologiach np. Indiańskiej czy Eskimoskiej nie ma często tego, albo używany jest termin jakiegoś zjawiska przyrody. Po za tym musimy zdawać sobie sprawę z dwóch rzeczy, pierwsze jest to że mity te przekazywano ustnie, więc z natury skomplikowane nazwy i ich ogrom (baśni były tysiące) z natury nie był korzystne dla przekazywania ich z pokolenia na pokolenie. Człowiek łatwiej pamięta opis wydarzenia, niż specyficzne słownictwo (jak np. w nauce języków). I tak np. Biblia która też była częściowo ustna, ma wiele ogółów. Adam i Ewa to normalne imiona, zaś Jahwe oznacza „To co jest”, „szatan” oznacza „przeciwnik” itd. Choć trudno porównać Biblie do mitologii Słowian, to warto zauważyć że oba był przekazywane ustnie.
główny przekaz mitu jest taki: ta historia jest absolutnie wyjątkowa; nigdy nie mogła przytrafić się komukolwiek innemu ani gdziekolwiek indziej. […] Natomiast wydarzenia z baśni, zazwyczaj niezwykłe i nawet bardziej niż nieprawdopodobne, przedstawiane są zawsze jako coś całkiem powszedniego.
To wynika z powszechnej wiary w nią. Mitologia Grecka odnosi się do kilku osób, zaś Słowiańska jest znacznie bardziej rozbudowana, bo odnosi się nie tylko do elit i bóstw, ale też wielu bogów pomniejszych. Po za tym musimy wziąć pod uwagę, że kultura Grecji stawia na indywidualizm człowieka, zaś kultura Słowian stawia na egalitaryzm, stąd płaska struktura organizacyjna.
Wyjątkowa z natury postać mityczna staje najczęściej wobec problemów, których rozwiązanie wykracza poza ludzkie możliwości, podczas gdy bohater baśni mierzy się najczęściej z wyzwaniami świata podobnego do tego, w którym żyjemy. Nic więc dziwnego, że ten pierwszy kończy zazwyczaj źle, podczas gdy temu drugiemu udaje się pokonać wszystkie przeciwności. Jedyną cechą wspólną postaci mitycznych i baśniowych jest to, że doświadczane przez nie „sytuacje graniczne” mają charakter inicjacyjny.
Warto tutaj jednoznacznie zauważyć, że w Grecji jest tak gdyż ich kultura opiera się na fatum. U Słowian jest tak że to człowiek jest kowalem własnego losu. Mierzą się też z problemami, które na sam start okazują się być na poziomie porównanym do „wykraczającym poza ludzkie możliwości”. Twardowski zostaje porwany w kosmos, Jan Kostera staje do pojedynku hazardowego Śmiercią i Diabłem, samotny człowiek jest ścigany przez obce państwo chcące go powiesić itd. Jedna to nie zagrożenia są takie małe. To człowiek sięga wyższości by je pokonać, albo chociaż im dorównać. To związane jest z monizmem, równości postaci. „Taki duży, taki mały może Bogiem być”. Określić to można jako… demokratyczne? Postać często wygrywa bo jest dobra, co świadczy z wiarą w prawo karmy, tak jak np. w Indiach. Po za tym faktycznie w baśniach, często pojawiają się problemy normalne typu „głód”, albo „samotność” jednak to świadczy o tym że mitologia Słowian należy do mitologii, w której to punkt odniesienia jest nie tylko z punktu widzenia bóstw, ale i też z punktu widzenia ludzi. Tworząc wyjaśnienia świata, nie sposób było pominąć ludzkie słabości.
Pierre Smith zwraca uwagę na inny niż w przypadku baśni sposób recepcji
mitu. Choć mityczne wydarzenia toczą się w wyimaginowanych czasach „przed
początkiem historii” i w niczym nie przypominają codziennych doświadczeń
słuchaczy, odbiorcy mitycznej opowieści nigdy nie wątpią w jej prawdziwość
i z łatwością potrafią odróżnić ją od bajek. To przekonanie podziela Guy Demerson; jego zdaniem mit jest opowieścią, w której sprawy ludzkie łączą się z boskimi, obowiązuje czas cykliczny (przez co opisywane w nim wydarzenia z przeszłości mogą powrócić w teraźniejszości)
i która jest odbierana jako prawdziwa. Natomiast baśń to opowieść, w której nie
ma mowy o bogach, opisywana w niej historia przydarzyła się komuś tylko raz
i która ma charakter ludyczny. Ponadto mity różnią się od baśni […] tym, że tworzą pewien zbiór – mitologię, która istnieje dzięki powtarzalności [pewnych wątków], dzięki nakładaniu się jednego Mit a inne gatunki opowiadań mitu na drugi, dzięki skomplikowanej grze aluzji.
Tak jak już tłumaczyłem, w baśniach występują bogowie! Tak jak to tłumaczono wcześniej. Występuje żywe-słońce. U Słowian zwano je Swarogiem, Swarogą, Jutrzenką, Zorzą, Jarilo bądź Najświętszą. Księżyc zwano Chorsem, a Wiatry – Strzybogiem. Do tego Bóg zastępuje Białoboga, Świętowid Św. Piotra, Gabriel Peruna itd. Pamiętajmy, że pewne słowo należało ukrywać przed kościołem, stąd bezpieczniej było używać słów „Słońce” zamiast „Jarilo”, albo nadać im cechy danego świętego.
Baśń ukazuje cechy, które mogą się powtórzyć, jak chociażby przepowiednia z baśni Słowackiej, która opisuje że kiedyś zwierzęta usługiwały kobietom i mówi że kiedyś to powróci, oraz przytacza historię. Jest pewna powtarzalność wydarzeń, którą trudno zapomnieć, bo np. wiedźmy wielokrotnie pojawiają się w różnych postaciach. To że nie przypominały codziennych opowieści słuchaczy, wynika z tego że u Greków czy Egipcjan był podział na sakrum i profanum. U Słowian – nie.
baśnie istnieją niezależnie od siebie i opowiadają o wydarzeniach punktowych;
mity obejmują całość ludzkiego losu, od początku do końca, i, pozostając w ścisłej
zależności od siebie, łączą się w skomplikowane systemy, w których się splatają
Po raz kolejny podejmowany jest ten sam błąd. Idąc tą drogą Indianie i Syberyjczycy nie posiadali by mitologii. Nie dotyczy to każdej mitologii ta zasada. Z resztą należy pamiętać, że 10 mln-owa Grecja, to nie to samo co 300 mln słowiańszczyzna więc mitologia choć bardziej rozbudowana, musiała być zdecentralizowana. Trzeba pamiętać, że baśnie i legendy maja zdecydowanie swoją chronologię i można je w nie ułożyć. Najpierw mamy mit wyłowienia, potem można dodać kolejne historie o pochodzeniu gór. Np. mit powstaniu Podhala kończy się stworzeniem Górali. Mit o Bieszczadach i Sudetach, zawiera motyw w którym jeden był egzorcyzmowany, a drugie góry powstał z olbrzymów. W kolejności najpierw musiało być Podhale i Sudety, a dopiero historia o Biesach i Czadach. Ponieważ olbrzymy chciały napaść na Ziemię Krakowską, można domniemać że był on pomiędzy dwoma. Historia o Czarnym Stawie dzieje się już w górach, które stają się jeszcze wyższe kiedy to zaklęta kobieta zmienia się w wodę, więc musi być przed stworzeniem Podhala.
Mamy też baśń o stworzeniu Owiec przez Boga i Kóz przez diabła, które same się wypasają. Z kolei inny mit mówi o oswojeniu samopasących się kóz przez człowieka. To jednak nie koniec, bo wiele baśni ma wyjaśnione pewne elementy geografii – niebo jako chmury, piekło 10 krotnie dalsze niż koniec świata, szklana góra (jest też historia jej powstania!), oraz przedstawienie prawa karmy i pewnych zachowań i norm, działania magicznego świata, przypadków działania, a każdy mit jest inny, bo co kraj to obyczaj. Układa się to w naprawdę sensowną logiczną całość, ale wspomnieni Francuzi jej nie zrozumieli, gdyż nie działali tak jak Prof. Malinowski – nie znali narodu, który opisują. Mitologia Grecka z pewnością też była zdecentralizowana, zanim ją zebrano a Biblia miała taki sam status. Można do posegregować w miarę i jest to możliwe.
Oczywiście mit Grecka też nie ma chronologii jako takiej, bo np. sytuacja z Syzyfem i Tantalem, choć są przykładem ukarania człowieka, to jednak trudno oszacować co było pierwsze. Baśnie układają się w całość, ale trzeba przeczytać ich dużą ilość by zrozumieć o co chodzi i znać kontekst, a i także kulturę. Potrzebny jest czasami klucz aby to zrozumieć, a tych jest sporo bo zapisano sporo o lokalnej demonologii w XIX wieku. Ludzie znają kilka baśni na krzyż, ale już po przeczytaniu 200 baśni Grimmów rozumiemy, że wyjaśniają pochodzenie danych zwierząt, przedstawiają cały axis mundi, prawa magiczne i rolę roślin i wiele więcej. Kiedy do tego przeczytamy 80 historii Śpiewającej Lipki to doszukamy się wielu wzajemnych powiązań, oraz powtarzających się wątków, świadczących o wspólnym korzeniu.
Po za tym wielokrotnie widzimy, że określony czas jest na mityczne epoki. Mamy epokę stwarzania świata, mamy epokę idylliczną (gdzie Bóg pasie owce), mamy epokę triumfu sił zła (powstanie Pawii), okres „Gdy diabeł jeszcze chodził po świecie” okres „Gdy życzenia jeszcze się spełniały”, a nawet mityczne początki państw, czy też mityzacja wydarzeń historycznych – te rzecz jasna są w porządku ostatnie. Sytuacja urwała się tak gdzieś na początku XX-wieku, bo wiara w mity przestała być potrzebna, choć historie te nadal budują naszą tożsamość, moralność i stan duchowy. Wystarczy pozbierać ustne „puzzle”, aby zrozumieć ukryty sens. Albo mówiąc to inaczej „Oddzielić popiół od soczewicy”. Takiego zadania podjął się Białczyński, lecz wyszło to raczej na powieść w stylu fantastyki niż realną kompilację. Prawdy trzeba szukać głębiej.
[…] Northropa Frye’a, według którego mity różnią się od baśni tym, że mają zazwyczaj charakter poważny w szczególnym sensie: wierzy się mianowicie, że „naprawdę kiedyś się zdarzyły” lub że odgrywają jakąś specjalną rolę
w wyjaśnieniu pewnych przejawów życia (takich jak na przykład obrzędy). Ponadto, podczas gdy bajki ludowe operują po prostu wymiennymi motywami, układając je w odmienne warianty, mity wykazują interesującą tendencję do łączenia
się w grupy i tworzenia większych całości.
Istnieje całkiem sporo baśni wyjaśniających obrzędy w tym górska baśń o srebrnych szyszkach, zaś inne elementy jak np. pisanki mogą być wyjaśniane baśniowo przez rolę kur i jaj, a choinka przez magiczne drzewa, które się pojawiają, lecz wszystko zależne jest od mentalności danego ludu. Nie ma sensu wyjaśniać mitów tylko literaturoznawczo, trzeba je wyjaśniać religioznawczo. Mity greckie co prawda się łączą, ale prawda jest taka że mity Grecji to mity niewielkiego kraju, zaś Słowianie to duży obszar, wręcz gigantyczny terytorialnie i ludnościowo. Łączenie się jest, ale nie od razu. Wywodzą się z jednego postrzegania świata, ale ułożenie ich zajmuje trochę czasu.
[mity] posiadają dwie cechy, których nie mają baśnie ludowe – cechy wywodzące się raczej z funkcji społecznej i władzy niż z ich struktury. Po pierwsze, wiąże je ze sobą jakiś rodzaj kanonu: mit zajmuje swoje miejsce w mitologii, zbiorze
połączonych ze sobą wzajemnie mitów, podczas gdy baśnie ludowe są nomadyczne i wędrują po całym świecie, wymieniając się swoimi tematami i motywami.
[…] Po drugie, mity zakreślają szczególny obszar kultury ludzkiej i wyróżniają ją
spośród innych. […] Mitologia zakorzeniona w konkretnym społeczeństwie przekazuje dziedzictwo wspólnych napomknień i doświadczenia słownego w czasie,
pomaga więc stworzyć historię kulturalną.
Teoria o tym że bajki wędrują nie została nigdy potwierdzona. Duża ilość podobnych motywów wynika z pokrewieństwa ludności. Słowianie, Austriacy i część Niemców (zgermanizowani językowo Połabianie) stanowią jeden, pokrewny meta-lud, stąd związki, a jeśli jakiś kraj posiada jakiś wątek w bardzo małej ilości, to albo ktoś po prostu zapisał go z innego kraju, albo część ludu innego, wyemigrowała do tego kraju.
Też widać, że baśń przekazuje dziedzictwo bowiem, albo mówi o rzeczach ważnych dla danego ludu, w tym kultury wiejskiej.
Podsumowując, trudno ocenić że Francuzi mieli rację z takim podziałem, bowiem wywodzą się z kultury która jest inna niż Słowiańska i nie rozumieją że mit nie musi mieć części tych cech, choć je ma. Grupa narodów, która zajmuje 2/3 populacji Europy i była izolowana, nie mogła nie zachować bogatej mitlogi, a tą mitologią są właśnie baśnie i bajki, które 200 lat temu nikt nie kojarzył z literaturą dla dzieci. Z resztą to historie, w które jest więcej trupów niż samych historii. A kto tak bardzo nie fascynuje się śmiercią i samobójstwami jak Słowianie?
