Histmag, Wielka Historia i Ciekawostki Historyczne to trzy najgorsze strony historiograficzne na jakie można trafić w polskim Internecie. Począwszy od tematów na temat starożytności, przez średniowiecze i oświecenie, aż po zimną wojnę. Radykalne hasła, wyzywająca czcionka, potoczny, pogardliwy bądź uliczny język, do kilkunastu reklam na jednej stronie, prośby (choć szalenie kreatywne) o kolejne dotacje , brak zrozumienia definicji niektórych pojęć, brak profesjonalizmu w tematach skomplikowanych, prowokowanie kłótni w komentarzach, nawiązywanie do współczesnej polityki, próba szukania sensacji w oparciu o nieprawdziwe dane, wykorzystywanie konfliktów między różnymi częściami społeczeństwa do celów komercyjnych, używanie stron do promocji wydawanych przez siebie książek o podobnym poziomie. Już wcześniej opublikowałem artykuł „Lustracja Mieszka I”, w którym skrytykowałem artykuł „Początki Polski skąpane we krwi”, który miał na celu promowanie książki, która otoczała dość słabo nam znanego historycznie Mieszka I scenariuszem rodem z „Piły”, dodając też kilka słów na temat rzekomej Polsko-Czeskiej „mafii” średniowiecznej, która sama w sobie przypominała teorię spiskową.
Dzisiaj należało by skrytykować inny artykuł dotyczący strony. Autorzy bowiem próbują rozprawić się z tzw. „Wielką Lechią”, lecz tak naprawdę próbują rozprawi się z zupełnie innymi teoriami, ostatecznie tym bardziej prowokując turbosłowian. Trudno jednak oszacować by taką rzecz przemyślano. Możliwe nawet, że autorzy sami nie wierzą w to co piszą, oczekując jednak korzyści z robienia sensacji – tak jak robi się to z gazetami politycznymi i często ogólnie prasą. Tak czy inaczej – strona od lat nieźle zarabia na debilach.

Artykuł nazywa się „Imperium Lechitów nie istniało – baza artykułów”, zakłada na początku kwestię nieistnienia Wielkiej Lechii. Sam fakt, udowodnienia bądź obalenia takiej sprawy jest już kontrowersyjny. Równie dobrze można mówić, rzeczy typu „Atlantyda nie istniała”, albo „kosmici nie istnieją”, problem w tym że jeśli czegoś nie można ani potwierdzić, ani obalić to taka sprawa zostaje w kwestiach wiary. Niefalsyfikowalność w zasadzie wyklucza możliwość i potwierdzenia i obalenia, wobec czego temat z kategorii naukowej trafia do szuflady.
Druga sprawa to brak odpowiedniej definicji „Wielkiej Lechii”. Termin ten jest bowiem autentyczny i był używany od XVIII wieku przez Carstwo Rosyjskie. Lechici to synonim Polaków, zaś „Wielka Lechia”, to „Lechia szeroko pojęta” czyt. słowiańszczyzna. Tak jak np. Wielka Brytania, Wielkie Morawy, Wielkie Księstwo Litewskie (które w 10% stanowiła Litwa), Wielka Japonia, Wielkie Tokio, Wielkie Zimbabwe itd. Często określano jakiś rejon od terminu, dotyczącego jakiegoś punktu w nim, tak jak np. Czechosłowację, nazywano Czechami, tak więc słowo Wielkie Czechy, mogły by i oznaczać Czechosłowację.
Do tego definicja na niektórych blogach jest zupełnie inna niż państwo obejmujące cały wschód Europy, z jednym królem i centralnym rządem. Opisywane jest jako „Imperium” (przy czym imperium nie musi oznaczać państwa, to dość potoczne określenie), a zaraz potem tłumaczone że jest to przed państwowy związek plemion, co brzmi o 90% mniej niezwykle. Ponadto autor „Słowiańskich Królów Lechii” Janusz Bieszk, w wywiadzie online wyjaśnił, że Wielka Lechia było po prostu sojuszami pewnych państw plemiennych. Jeśli porównać to do wydarzeń w V wieku to istniała koalicja wojskowa Wandalowie-Goci-Bastarnowie-Swebowie-Alanowie-Markomanowie-Kwadowie-Hunowie, o czym pisał Tacyt i Jordanes. Sojusz ten obejmował dzisiejsze Węgry, Polskę, Połabie, Czechy i Ruś – to już bardzo duży obszar. Sojusz ten przetrwał, aż do momentu, gdy doszło do konfliktów w Iberii, sprowokowanej przez Rzymian, lecz jego częściowe załamanie nie zniszczyło go całkowicie. Był to taki „Układ Warszawski” V wieku, ale nie było to jedno państwo, chociażby z powodu istnienia odrębnych dynastii i odrębnych królów.

Artykuł „10 argumentów, że Imperium Lechitów nie istniało” składa się tylko z jednego argumentu, który rzeczywiście dotyczy sprawy bardzo kontrowersyjnej, oraz jednej która dotyczy po prostu regionu geograficznego. 8 z nich nie potwierdzają ani istnienia Pansłowiańskiego państwa, ale za to są prawdziwe, bowiem potwierdzają inne fakty – i to o nie trzeba zadbać.
„Imperium Lechitów”, „Turbosłowianie”, „Wielka Lechia” – to niechlubny fenomen polskiego Internetu, przenikający również do innych środków przekazu. Mówiąc w skrócie, opiera się on na przekonaniu o istnieniu przedchrześcijańskiego mocarstwa lechickiego (prapolskiego), którego historia została zapomniana w wyniku działań wrogów (m.in. Watykanu, Niemców, Żydów) i która powinna zostać odkłamana.
Na początku błąd – nie jest to twór internetowy, czego sugeruje autor. Koncepcja ma swój początek w Kronice Wielkopolskiej, następnie w Sarmatyźmie i ostateczne w Panslawiźmie Rosyjskim. Choć autor mówi o tym, że turbolechici oskarżają niesłusznie o sytuację Watykan, Niemców i Żydów, to jednak nie skupiają się na daniu im alibi, lecz inne artykuły strony nawet działają na korzyść tych teorii spiskowych (np. artykuł o traktowania Słowian za nie-ludzi przez Ottona), które opierają się też na błędnych przekazach.
„Imperium Lechitów”, „Turbosłowianie”, „Wielka Lechia” – to niechlubny fenomen polskiego Internetu, przenikający również do innych środków przekazu. Mówiąc w skrócie, opiera się on na przekonaniu o istnieniu przedchrześcijańskiego mocarstwa lechickiego (prapolskiego), którego historia została zapomniana w wyniku działań wrogów (m.in. Watykanu, Niemców, Żydów) i która powinna zostać odkłamana.
Działania takie są szkodliwe dla wiedzy historycznej, należy więc na nie odpowiadać. W serwisie Histmag.org publikowaliśmy artykuły dotyczące mitów i fałszerstw związanych z „Wielką Lechią”, kronikami średniowiecznymi, historią ziem polskich w I tysiącleciu n.e. czy początkami państwa polskiego.
Autorzy proponują artykuły, które mają na cel obalić kilka tez, a potem robią z nich kompilację, jednocześnie proponując alternatywę w postaci, artykułów które mówią o „prawdziwej wersji”, oczywiście z tej samej strony. Wśród nich mamy artykuł, w którym opisywane jest np. „Kiedy powstała Polska”, problem w tym że to tylko clickbait. Strona buduje napięcie, tak by doczytano do końca i zobaczono jak najwięcej reklam, a ostatecznie dowiadujemy się tylko, że… badania dendrologiczne wykazały, że gród w Gnieźnie powstał dopiero po chrzcie Mieszka. I to tylko tyle. Po z a tym teoria ta była obalona co najmniej w 2018, bowiem okazało się że burzono stare umocnienia i na ich miejsce wznoszono nowe, więc Mieszko raczej nie zbudował stolicy od podstaw.
Oczywiście, nie jest prawdą, że historia Polski (rozumiana potocznie) zaczęła się w 966 roku, w momencie chrztu Mieszka I. Polanie i przedstawiciele innych plemion polskich nie „zeszli z drzew” po to, by się ochrzcić. Nie znaczy to jednak, że wcześniej tworzyli potężne państwo. Badania archeologiczne pokazują, że dopiero w IX wieku na dużą skalę zaczęły się na ziemiach polskich pojawiać grody, co wiąże się z rozwojem społecznym, wytwarzaniem się elity, wzrostem nierówności czy powstawaniem „organizacji wodzowskich”.
Nie prawda. Według Geografia Bawarskiego IX było w Polsce ponad 2 500 grodów, a w Prusach – do tysiąca. Ich budowa z pewnością zajęła znacznie więcej niż pół wieku. Problem w tym, że większość grodów znajduje się obecnie pod wieloma tonami betonu i cegieł. Najwięcej grodów było tam gdzie mieszkało najwięcej ludzi, potem gdy te ludności się rozmnożyły powstały miasta i aglomeracje, resztki grodów obecnie są pod ziemią, zalane betonem, asfaltem i cegłami. Na Mazurach odkryto wiele z nich, dzięki temu że nie doszło tam aż do takiej eksplozji demograficznej. Po V wieku nie istniało już zagrożenie ze strony Rzymu, wobec czego nowe inwestycje budowlane mogły być mniej uzbrojone. Potem się to zmieniło, bowiem pojawiło się zagrożenie ze strony Wieletów i Czech. Tak wysoka gęstość grodów wyrosła, na podglebiu Wschodniogermańskim. Choć np. z kilkuset grodów Goplan, nie odnaleziono tak naprawdę ani jednego, to to nic nie zmienia – rejon Kujawsko-Pomorskiego jest silnie zurbanizowany, na dodatek było tam osadnictwo Niemieckie i Holenderskie, co przyspieszyło używanie cegły. Grody burzono i mór budowano od nowa, z cegieł w lustrzanej konfiguracji – dobrym przykładem tego jest centralny Kraków, gdzie proces był bardzo stopniowy.

Następnie artykuł linkuje do artykułu „Plemienne Scrabble”, który jest już całkiem niezły jeśli chodzi o analogię, pisze między innymi że jedynie testy DNA mogą potwierdzić autochtoniczność (czego już dokonano), potem pojawia się probilem.
Ta innowacja [drużyna] pozwoliła Mieszkowi I wyrwać się spod kontroli „demokracji wiecowej” i narzucić swoje niekwestionowane jedynowładztwo. Zostało ono wkrótce wzmocnione przez – potwierdzone chrztem władcy – wypromowanie nowej religii, która miała ideologicznie zunifikować rosnące państwo.
Mieszko nie był egoistą – nie ma na to dowodów. Mieszko nie przeprowadził żadnych zmian ustrojowych, a Ibrahim von Jakub nie pisał nic o o tym że to on stworzył drużynę, choć pisał że ją miał. Mieszko nie był monarchią absolutnym – był monarchą patrymonialnym, musiał bowiem się liczyć z udziałami wpływowych możnowładców. Tak samo było w przypadku np. Władimira w Rusi czy Króla Czech, co było normą w tym regionie, podczas tego okresu. Po za tym Mieszko nie został wybrany przez wiec – według kronik był piątym księciem dynastii, a źródła nic nie mówią na temat tego, że stworzył sam jakąś dynastię.
Ciągłość nazewnictwa to nie to samo, co ciągłość osadnictwa. Nowe ludy mogły przecież łatwo „odziedziczyć” miano po plemionach, które wcześniej zajmowały te ziemie. Niemożliwe? Dokonujemy tego samego zabiegu, używając nazwy „Brytyjczycy”. Brytowie to lud celtycki, zamieszkujący środkową i południową część Wielkiej Brytanii przed najazdami Anglów, Sasów i Jutów we wczesnym średniowieczu.
Już na początku widać ogromny błąd. Dzisiejsza ludność UK nie jest spadkobiercą kultury Anglów! W 80-90% składa się z ludność pochodzenia głównie Celtyckiego, tak jak Irlandczycy, może z jakimiś domieszkami imigrantów. Wikingowie co prawda wyzwoli Brytanię spod rządów Imperium Rzymskiego i zostali za to obranie władcami, lecz nie zdominowali kultury. Język miał zdecydowanie większe znaczenie, choć nie wiemy jak dużo jest w j. angielskim substratów celtyckich, zaś bardzo duże są też wpływy łacińskie.
Żeby pokazać, jak mylące mogą być nazwy, można jeszcze wspomnieć o etymologii nazwy „Szkocja”. W okresie rzymskim ten obszar zajmowało plemię Piktów. Słowo Scotia jest w obecnym znaczeniu używane od późnego średniowiecza, jednak pojawia się po raz pierwszy już w źródłach o wiele wcześniejszych. Taką nazwą Rzymianie określali Gaelów, lud celtycki zamieszkujący… Irlandię.
Szkocja i Irlandia są ze sobą niezwykle wysoko spokrewnione i bliskie. Nazwa Gaelów/Scotia mogła być wykorzystywań do obu ludności, a nawet jeśli nie to są tak podobne, że to nie ma już znaczenia.
O pochodzeniu i czynach Gotów” ([Getica]) autorstwa Jordanesa. Kronikarz zanotował m. in., że „Wenetowie, pochodząc z jednej krwi, trzy obecnie przybrali imiona, tj. Wenetowie, Antowie i Sklawenowie” (cyt. za tłum. M. Plezi). Nazwa plemienia Wenetów bliźniaczo przypomina nazwy plemienne i geograficzne występujące w źródłach powstałych kilkaset lat wcześniej – u Pliniusza Starszego, Klaudiusza Ptolemeusza i Tacyta.
To nie jest pojedynczy przypadek:

Największa, konkretna nazwa na temat Wenetów, to plemię zamieszkujący Wołyń, oraz Białoruś. Z kolei można znaleźć jeszcze inne analogie. Wandalowie-Wiślanie, Goci/Gepidzi – Goplanie, Silingowie-Ślęzanie, Lugiowie-Lędzianie, na dodatek wszystkie z nich pokrywają się z województwami gdzie mieszkały. Po za tym Niemcy przez kilkaset lat zwali Słowian Wandalami, zaś Sclaweni to definicja Bizantyjska – państwa powstałego stosunkowo nagle.
Przyczynę tego postępowania już znamy – istnienie plemion słowiańskich na pewnych obszarach zostało zanotowane dopiero w VI w. Niestety, z samych źródeł archeologicznych nie da się wyczytać przynależności do ludu, rodu czy języka. Dopóki przekazy pisane nie stwierdzą inaczej, archeolodzy są zdani na własne pojęcie kultura archeologiczna.
Można i to całkiem sporo, jeśli ma się wystarczającą ilość znalezisk, oraz porównanie do wystarczającej ilości znalezisk u sąsiadów, do porównania. Gorzej z językiem, choć można mieć domniemania.
Archeolodzy „tworzą” kultury z pozostałości domów, garnków, części stroju czy zwyczajów pogrzebowych – czy można na tej podstawie rozróżnić Polaka od Amerykanina?
Można. Chociażby jeśli porównać różnicę pochówek katolicki od baptystycznego, oraz tym zabudowań. np. Blok Wielkiej płyty czy budynek w stylu socrealistycznym raczej nie mógł powstać w Ameryce, chyba że jako bardzo rzadki przypadek.
Niestety, jak wynika z obserwacji etnograficznych, przeobrażenia w strukturze społecznej czy sposobie myślenia nie zachodzą równolegle ze zmianami w wytwarzanych przedmiotach. Kiedy na jakimś obszarze zanika jakaś kultura i „pojawia się” nowa, na początku trzeba wybrać pomiędzy dwoma podstawowymi scenariuszami. Czy nowa kultura powstała w wyniku zmian w obrębie tej dawnej społeczności, nie zawsze dobrze widocznych w materiale archeologicznym, czy raczej na dany obszar napłynęły obce ludy, które przyniosły ze sobą swoją kulturę?
Nie ma takich dylematów – analizuje się zmiany w DNA, porównuje do ludów sąsiednich. Jeśli ciała poddawano kremacji – szuka się dalej, aż znajdzie się jakiś szkielet.
Jednostka ta, która w największym swoim zasięgu zajmowała większą część ziem polskich i zachodnią Ukrainę, powstała w III w. p. n. e. Mniej więcej w tym samym czasie na obszarze północnej Polski pojawiają się najstarsze stanowiska kultury oksywskiej, natomiast w centralnej Ukrainie wykształca się kultura zarubiniecka. Co spowodowało „jednoczesną” zmianę kulturową na takich ogromnych obszarach?
Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na pytanie, kim byli ludzie tworzący kultury Europy środkowo-wschodniej w okresie rzymskim. Z jednej strony – kultury przeworska, oksywska i zarubiniecka zrywają zupełnie z tradycjami wcześniejszych społeczności; z drugiej zaś – brakuje śladów odpływu większych grup ludności z Europy środkowo-wschodniej.
Rozwój gospodarczy i demograficzny doprowadzał do powstania nowych technologii, tylko że prowadzona jest za mała ilość wykopków. Można jednak śmiało znaleźć wiele analogi do kultury łużyckiej, w tym typ miecza, tym fibul, rodzaj ozdobieni na fibulach, typ naramienników itd. Rozwój hutnictwa, mógł się wiza z np. odkryciem nowych złóż. Rozwój przemysłu naftowego na Podkarpaciu, nie było związane z napływem nowej technologii, a wymyślił ją mieszkaniec Jasła.
Getica Jordanesa stanowi ważne źródło nie tylko do rozważań nad początkami Słowian, ale i prahistorii ziem polskich. Kronikarz opisuje wędrówkę Gotów i Gepidów z ich mitycznej praojczyzny, lokalizowanej dość powszechnie w południowej Skandynawii.
Problem w tym, że Goci mieli haplogrupę R1a, z mutacją R1a1a7 (Polska i Czechy), która występowała wraz z mutacją wschodnioeuropejską. Istnieje ludność z R1a na półwyspie Skandynawskim, ale ma inną mutację – taką samą jak ma R1a w Finlandi.
W świetle dowodów archeologicznych, nie nastąpiło proste „przeniesienie się” wzorców kulturowych z południowej Skandynawii nad Morze Czarne – podczas tej wędrówki, świadomie bądź nieświadomie dla jej uczestników, utworzyła się zupełnie nowa jakość.
A kto mówił, że Goci muszą być ze Skandynawi? Podobną kulturę (np. fibule) mieli Rusini Kijowscy, Kultura Łużycka, a nawet Prusowie. Nie mieli jej ponadto Skandynawowie.
Z drugiej strony, kultura kijowska nie dubluje cech kultury zarubinieckiej, lecz wykształca się z niej jako reakcja na zajęcie sąsiednich obszarów przez idee przyniesione przez nową ludność. Z kulturą czerniachowską łączą ją bliskie kontakty – większość części stroju czy uzbrojenia znajdowanych na stanowiskach kultury kijowskiej została wyprodukowana przez „gockie” warsztaty bądź też naśladuje styl tych wyrobów.
Tak jak wspominałem wcześniej – one nie były naśladowane, bo nie musiały. Równei dobrze te ludy mogły być spokrewniony i były, zarówno Goci, Wandalowie jak i Sarmaci mieli R1a, Prusowie też mieli go całkiem sporo.

Pod koniec IV w. w Europie pojawiają się Hunowie. Wraz z nimi kończy się okres rzymski i zaczyna nowa epoka – okres wędrówek ludów. W czasie życia jednego pokolenia (w języku archeologów: nagle i gwałtownie) załamują się tradycyjne struktury osadnicze. Plemiona barbarzyńskiej Europy rozpoczynają wielkie migracje, które przyczyniły się do upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego.
Nie – Hunowie nie rozpoczęli tego procesu. Ten etap zaczął się kiedy Cesarstwo Rzymskie dokonało napadu na Germanię. Od tego czasu załamała się jego ekspansja i stopniowo przez kilka lat, Rzymianie byli osłabiani, a wojska Gotów czy Wandalów zadawały mu coraz to większe ciosy, obecnie zakończone stuletnim procesem jego rozbiorów, wojny jednak nadal trwały, osłabiając Cesarstwo Wschodniorzymskie. Hunowi dołączyli do tego procesu i go przyspieszyli, ale stulecie kulminacyjne rozpoczęła się kiedy Goci przekroczyli Dunaj.
Jak wyglądał ten proces? Na ziemiach polskich, na cmentarzyskach kultury przeworskiej użytkowanych w III i IV w., z reguły nie ma już grobów, które można by było datować na V w. Taka sama sytuacja dotyczy osiedli.
Ilość osad była na pewno większa, lecz archeologowie mogą odnaleźć póki co tylko ich małą część, o czym była wzmianka w opisie dzieła Geografa Bawarskiego. Obecnie udowodniono już istnienie brakującego ogniwa – kulturę Suków Dziedzice.
Wśród nich warto wymienić chociażby grób z Jakuszowic k. Kazimierzy Wielkiej, w którym pochowano wojownika z koniem oraz licznymi przedmiotami (broń, okucia rzędu końskiego) w stylu huńskim, a także osiedle i pracownię obróbki bursztynu w Świlczy k.
Kultura Huńska była bardzo podobna do Kultury Łyżyckiej, Słowiańskiej i Przeworskiej, do tego Hunowie mieli gen R1a, z mutacją wschodnią. Pochodzili z terenów wschodniej Ukrainy, więc nie powinno dziwić to. Trudno odróżnić Huńską ozdobę od Gockiej . Gdyby odkryto ją na Węgrzech, to co innego.
Kultury powstałe na podłożu kultury kijowskiej okazały się być bardzo ekspansywne. Już w V w. znaleziska związane z tym kręgiem spotyka się na niemal całym obszarze Ukrainy. Nie będzie chyba zaskoczeniem, że w VI w. to właśnie te kultury zajmowały tereny, gdzie najstarsze przekazy pisane lokalizowały Słowian. Na obszarze południowo-wschodniej Polski najstarsze stanowiska kultury praskiej są datowane już na I poł. VI w. (Bachórz, Grodzisko Dolne). W ciągu VI-VII w. społeczności „wczesnosłowiańskie” dotarły też na tereny Czech, Moraw, Kotliny Karpackiej i na Bałkany. Dopiero na VIII-IX w. te ludy pojawiły się w Polsce północno-zachodniej i północno-wschodnich Niemczech.
Kultura Kijowska była analogiczna do Scytyjskiej, która z kolei była analogiczna w pewnych kwestiach do kultury Połabian, a także Prusów, którzy jednak nie mieli być według teorii alochtonicznej – wyjątkowo autochtonami. Ubogość znalezisk coraz bardziej się zmniejsza, wraz z budową autostrad i supermarketów.

Tak jak w przypadku przedstawionej powyżej genezy kultur okresu rzymskiego, powstaje pytanie o kontynuację pomiędzy wcześniejszym osadnictwem a stanowiskami kultur z wczesnego średniowiecza. W odniesieniu do ziem polskich, cechy kultury praskiej nie nawiązują do zwyczajów spotykanych w kulturze przeworskiej i wielbarskiej, natomiast znajdują swoje odpowiedniki w Europie Wschodniej – w kulturze kijowskiej, a także czerniachowskiej. Pod względem archeologicznym mamy więc do czynienia z zerwaniem tradycji kulturowej i napłynięciem zupełnie nowych elementów. Czy jest to równoznaczne ze zniknięciem starszych kultur i wielką migracją ludności kultury praskiej ze wschodu? Oczywiście, że nie. Już ustaliliśmy, że zmiany w źródłach archeologicznych nie muszą odpowiadać przekształceniom w żyjących społecznościach. Jak z reguły bywa w takich sytuacjach – należy wysłuchać, co mają do powiedzenia przedstawiciele innych nauk.
Problem w tym, że widać analogie we wszystkim: grzebieniach, pseudo-krucyfiksach, „lunulach” dziwnych „zaworkach” i innych rzeczach. Wiele z nich jest podobne nawet do kultur jeszcze starszych.

Podstawowym wyróżnikiem Słowian jako wspólnoty ludów jest posługiwanie się jednym z grupy języków słowiańskich. Powstanie Słowian to po części także tworzenie się ich języka, dlatego warto przyjrzeć się ustaleniom językoznawców na ten temat. Okazuje się, że języki słowiańskie mają wiele cech wspólnych szczególnie z językami bałtyjskimi. Ponadto, wyróżnia się elementy m. in. pochodzenia germańskiego, celtyckiego i irańskiego. Wśród językoznawców nie ma zgody, jak w oparciu o te informacje należy lokalizować ewentualną kolebkę języków słowiańskich. Jeśli założymy, że plemiona bałtyjskie wykształciły się w strefie południowej czy południowo-wschodniej części basenu Morza Bałtyckiego, skąd znamy ich z czasów nowożytnych i współczesności, to w różnych fazach okresu rzymskiego sąsiadowały one zarówno ze społecznościami kultury przeworskiej, jak i kijowskiej.
Problem w tym że najstarsze ślady genu R1a odnaleziono w Karelii, gdzie potem miał rozprzestrzenić się na durzy obszar – miał ewidentnie kontakty z genami ludności, która mówi dzisiaj germańskimi jeżykami, a także Iranem. Zapożyczenia takiego typu mają jednak taki problem, że czasami trudno oszacować kto wziął od kogo.
Kolejną interesującą kwestią jest długie przetrwanie słowiańskiej wspólnoty językowej. Jak się wydaje, procesy fonetyczne w okresie prasłowiańskim zachodziły równolegle na całym obszarze zajętym przez Słowian. Powstanie odrębnych języków słowiańskich przypada dopiero na okres tworzenia się państw. W kategoriach językoznawczych, język, którym posługiwali się Słowianie w VI w., jest więc tworem wykształconym stosunkowo „niedawno”. Bardzo trudno jest odpowiedzieć na pytanie, ile setek lat mogła trwać ta „chwila”, natomiast w świetle tej teorii, można raczej wykluczyć rozwój języka prasłowiańskiego liczony w tysiącach lat przed granicznym VI w.
Nie ma dowodów na istnienie języka „prasłowiańskiego” – istnieje co prawda widoczne pokrewieństwo, jednak nie każdy język słowiański musiał być językiem analitycznym!! Równie dobrze mogły „pączkować” podczas migracji – w Polsce zachowało się sporo archaizmów wiejskich, przypominających język rosyjski u ukraiński. Idąc tą drogą należało by uznać, że to języki wschodniosłowiańskie są jakoś powiązane ze „starosłowiańskim”. Ciekawe jest to że np. Macedoński, miał się wywodzić od prasłowiańskiego, jednak Bułgarzy twierdzą, że Macedoński wyodrębnił się od języka Bułgarskiego (Macedonia jako pojęcie obejmowała kiedyś całych, północnych sąsiadów Hellenów), co może być prawdą. Po za tym – języki Polski nie pochodzi od prasłowiańskiego – jego ojciec – staropolski był efektem mieszania się różnych dialektów, w tym śląskiego, kaszubskiego, mazowieckiego i wielu, wielu innych.
Jeszcze innych danych dostarcza toponomastyka – nauka zajmująca się nazwami miejsc. Jeśli Słowianie przybyliby na ziemie polskie, które byłyby zupełnie opuszczone i niezamieszkane, musieliby sami nadać nazwy rzekom, wsiom, jeziorom. Okazuje się jednak, że tak nie było – pewna grupa nazw miejscowych na ziemiach polskich nie da się wywieść z języka słowiańskiego. Oprócz nazw o rodowodzie germańskim, wyróżnia się także przetrwałe nazwy starsze – wywodzące się jeszcze z pierwotnego języka indoeuropejskiego.
Ten sam argument jest wykorzystywany do potwierdzania autochtoniczności. Nazwy rzek typu „Wisła” są stare, jednak nie można udowodnić ich pokrewieństwa z np. niemieckim czy duńskim. Na język „praindoeuropejski” jest jeszcze mniej dowodów niż na język prasłowiański – szczególnie z powodów masowego mieszania się języków w regionie Europy i Azji Środkowej. Jest jedna teoria Rosyjska, która zakłada że cechy IEL można zaporzyczyć (jak np. przedrostki), istnieje też teoria o tym że języki germańskie weszły w strefę wpływów grupy IEL, a potem go „zasiliły” nowymi słowami i zasadami gramatyki, więc dyskusja o językach jest skomplikowana w tym regionie świata.
Rozwiązanie zagadki pochodzenia Słowian? Na razie – nie sądzę. Jak najłatwiej udowodnić zmianę ludności na podstawie profili genetycznych? Porównać DNA ludności kultury starszej z kulturą młodszą. W naszym wypadku, były by to społeczności późnej kultury przeworskiej i kultury praskiej. Problem polega na tym, że takich badań na razie nie ma. W artykułach, które jak dotąd się ukazały, dokonuje się analizy DNA społeczności kultury przeworskiej, wielbarskiej oraz średniowiecznych i współczesnych Polaków. Oznacza to tyle, że nie mamy profili genetycznych wczesnych, „pogańskich” Słowian z ziem polskich. Przyczynę takiej sytuacji już znamy – ciałopalny obrządek pogrzebowy.
Ten właśnie ciałopalny obrządek występuje od dawien dawna, od kultury lędzielskiej, przez przeworską po średniowiecze. Po za tym badania szkieletów w momencie kiedy zaczęły się już w Polsce częstsze pochówki szkieletowe, do tych z antyku ma sens, bowiem niemożliwe by ludność powróciła tam w identycznej konfiguracji. Nawet Żydzi nie wyjechali z Izraela w całości.
15 czy 10 tys. lat, kiedy datuje się powstanie słynnej mutacji R1a1, okresy nagłego upadku dawnych struktur osadniczych i pojawiania się nowej ludności zdarzały się kilkakrotnie. Wraz ze stale przemieszczającymi się ludźmi – przenosiły się też ich geny. Nie było tak, że nowa mutacja pojawiała się wraz z nowo powstałym ludem – odwrotnie, w DNA członków powstającego ludu była już zapisana genetyczna historia ich dalekich przodków. Musimy pamiętać, że badanie genezy Słowian to nie tropienie jednego człowieka, ale szukanie odpowiedzi na pytanie, jak, gdzie i dlaczego przebiegało formowanie się tego etnosu. Potrafimy opisać kulturę materialną i duchową Słowian, formowanie się ich języka, dzieje polityczne – ale o procesach kształtowania się tożsamości słowiańskiej wiemy bardzo niewiele.
Testy DNA obalają właśnie te radykalne zmiany, szczególnie w kwestii subskładów. Bardzo istotna jest kultura Kama, która jest bardzo stara, a ma większość elementów typowych dla następnych kultur regionu. Po za tym trudno mówić o tożsamości narodowej, skoro jest to pojęcie z XIX wieku. Osoba, która uważa się za np. Polaka może wcale nie mieć jego cech – tak było czasami z polskimi Żydami, a dziedzictwo z kolei powoduje imprinting cech rodzica, na cechy dziecka, gdy maluch naśladuje swojego ojca i matkę.
Skąd więc wywodzą się Słowianie? Pod względem archeologicznym – kultura wczesnosłowiańska na ziemiach polskich wywodzi się ze wschodu, z kręgu kultury kijowskiej. Problem tkwi więc w tym, czy w okresie wędrówek ludów miała miejsce wymiana ludności, czy też kultura praska została przyjęta przez społeczności kultury przeworskiej.
Słowianie to ani kultura, ani język – Słowianie to OSOBY. Słowianie nie mogą wywodzić się się jako kultura, bo pojęci narodowości obejmuję istotę ludzką, jako jej kwant. Gdyby doszło do czegoś takiego, to oba kultury by się wymieszały. Asymilacja jednostronna jest matematycznie niemożliwa – pokazuje to chociażby praktyka.
Kim była ludność kultury przeworskiej? Czy też uważała się za Słowian? Jak zdążyliśmy już ustalić, możliwości archeologii w odtwarzaniu przekonań, poglądów i tożsamości jednostek są mocno ograniczone.
Takie dyskusje nie mają sensu. Do dzisiaj wielu Polaków nie uważa się za Słowian, gdyż nazwę tą stosuje do Słowian przed chrztem. Przeciwne myślenie jest dość mocno obecne u Rosjan czy Ukraińców, lecz Polacy nie chcą się utożsamiać z tym pierwszym.
Polskie kroniki, zwłaszcza kronika Wincentego Kadłubka, zawierają opisy kontaktów Lechitów i ich zwycięstw w bitwach z wielkimi bohaterami starożytności, m.in. Aleksandrem Macedońskim i Juliuszem Cezarem. Opisów tych nie można jednak brać dosłownie: średniowieczne kroniki w całej Europie z zasady pełne są opowieści o początkach plemion i państw oraz ich związków z „wielką historią”, czyli Biblią, mitologią i klasyczną historią antyczną. Te mityczne opowieści miały służyć pokazaniu „historyczności” danego państwa, mówią one jednak więcej o autorach którzy je tworzyli i czasach, w których żyli, niż o dawnej przeszłości Lechitów.
Domniemanie kłamstwa historyków, to bardzo poważny zarzut bez dowodów! Juliusz Cesar realnie najechał na Polskę – podczas jednej z pierwszych kampanii, dotarł to dzisiejszego Głogowa, tam jednak załamała się jego ekspansja i ostatecznie, cofnął się na linię Renu, przy naporze plemion Wschodniogermańskich i Zachodniogermańskich. Trudno dowieść tezy o wyprawie Aleksandra Macedońskiego na Polskę, jednak nie można ich też obalić. Musiał tak czy inaczej być powód dla którego Aleksander Macedoński nie zaatakował terenów na północ od niego, które przecież był wówczas dobrze rozwinięte, o czym świadczyły wykopaliska.
