Często przytacza się kilka ciekawych kronik, które stanowią ciekawe źródło informacji na temat wierzeń, tym bardziej że autorzy podają dokładnie ich datę. Można dość łatwo zrozumieć ich charakter i powiazania. Nie będzie tutaj jednak kronik dotyczących Gotów i Wandalów, choć w pierwszych wiekach naszej ery pojawia się tam sporo elementów, na dodatek zbieżnych, gdyż te teksty są trudniej dostępne.
Kronika Słowiańska, Kagnimir

Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Redogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona.
Autor jednoznacznie opisuje święte gaje, często uważane za demoniczne. Zapis pokrywa się z folklorem, a także z pismami na temat np. Prusów.
Dwie bramy do grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora.
Występowanie dwóch wejść jest powszechne z powodu okrągłości. Grodów – istnienie przejścia tylko do jeziora jest bardzo znajome, bowiem jeziora mają u Słowian niezwykłą rolę sakralną, co przełożyło się na np. tekst Switezianki.
W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią wizerunki różnych bogów i bogiń – jak można zauważyć patrząc z bliska – rzeźbione w przedziwny sposób.
Autor najpewniej spotkał się z tradycyjną rzeźbą drewnianą Słowian – w porównaniu do antycznych rzeźb – faktycznie wydają się przedziwne, ja sam się ich kiedyś bałem.
Wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach…
Podobnie jak w przypadku rzeźb – widać tutaj lęk przed nieznanym. Słowianie stosowali zbroję lamelkową, oraz hełmy z osłoną na szyję, puchatym „kręgiem” na Chełmie jak na opasce i końskim ogonie z tyłu hełmu.
,każdy z wyrytym u spodu imieniem.
To jest ciekawe, bowiem sugeruje że Połabianie znali pismo. Albo używali run, które nie dotrwały do naszych czasów, albo kronikarz uznał jakieś znaki ludowe, za pismo.
Pierwszy z nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary, których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy.
Swarożyc to bóstwo potwierdzone różnymi źródłami, związane z ogniem. Albo autor odczytał runy, albo usłyszał imię od miejscowych.
Dla strzeżenia tego wszystkiego z należną pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów. Kiedy zbierają się tutaj, by składać bóstwom ofiary lub gniew ich przebłagać, kapłani tylko siedzą, a reszta musi stać, szepcą tajemne wyrazy i kopią z drżeniem ziemię, aby na podstawie rzuconych losów poznać sedno spraw wątpliwych.
Motyw stania dla wiernych i siedzenie jako wyłączność kapłanów zostało jak widać zaadaptowane przez chrześcijaństwo i jest popularne w kościele katolickim, zanika natomiast w takich religiach jak Judaizm, Islam czy Protestantyzm.
Po zakończeniu tych wróżb przykrywają losy zieloną darniną i wbiwszy w ziemię na krzyż dwa groty od włóczni, przeprowadzają przez nie z gestami pokory konia, którego uważają za coś największego i czczą jako świętość. Rzuciwszy następnie losy, przy których pomocy już przed tym badali sprawę, podejmują na nowo wróżbę przez to niejako boskie zwierzę.
Koń jest chyba najważniejszy w tym wszystkim, bowiem wróżby nie dziwią. Połabianie mieli bowiem własne bóstwo patronujące hodowcom koni, strażnika tych zwierząt. Konie wielokrotnie pojawiały się na słowiańskich rzeźbach, co wraz z posiadanym typem zbroi jednoznacznie stwierdza, że Słowianie walczyli jak Mongołowie, Węgrzy czy Tatarzy.
Jeżeli z obu tych wróżb jednaki znak wypadnie, wówczas owe plemiona idą za nim w swym działaniu, jeżeli nie, rezygnują ze smutkiem całkowicie z przedsięwzięcia. Ze starożytności, którą fałszowano przy pomocy różnych błędnych opowieści, pochodzi świadectwo, że ilekroć grożą im srogie przykrości długiej wojny domowej, wychodzi ze wspomnianego wyżej jeziora potężny odyniec z pianą, połyskującą na białych kłach, i na oczach wszystkich tarza się z upodobaniem w kałuży wśród straszliwych wstrząsów.”
Ponownie mamy wzmiankę o świętym jeziorze.
Czyny Biskupów Kościoła Hamburskiego, Adam z Bremy

Między nimi, w pośrodku i najpotężniejsi z wszystkich są Redarowie; gród ich to osławione miasto Retra, siedziba pogańskiego kultu. Świątynia tam wielka została zbudowana dla bożków; z tych najpierwszy jest Redigast. Podobizna jego ze złota, łoże z purpury przygotowane. Sam gród ma dziewięć bram; zewsząd otoczony głębokim jeziorem; drewniany most umożliwia przejście, ale na przechód zezwala się tylko tym, co spieszą z ofiarami albo zasięgają wróżby…. Jak mówią, do tej świątyni jest cztery dni drogi z Hamburga.
Tekst nie wnosi rewolucji, lecz rozszerza zakres wiedzy o systemach Połabian. Trudno oszacować kim był Radagast, choć biorąc pod uwagę miejscowość Radogoszcz, można spodziewać się że był opiekunem grodu, a biorąc pod uwagę termin Redarowie – być może patronem plemienia, albo mitycznym przodkiem ic arystokracji, a może i całej społeczności. Najważniejsze jest to że… dzięki tej kronice powstała postać leśnego maga Radagasta z książek i filmów o uniwersum Śródziemia.
Powieść Doroczna/Powieść Minionych Lat, Nestor

I począł władać Włodzimierz w Kijowie sam jeden, i postawił bałwany na wzgórzu za dworem teremnym: Peruna drewnianego z głową srebrną i wąsem złotym, i Chorsa, Dadźboga i Strzyboga, i Simargła, i Mokosza.
Autor wymienia osobiste posągi dworu książęcego, będącymi jedną ze świątyń. Wśród nich bóstwa Peruna (błyskawice), Chorsa (bodajże księżyca), Dadźboga (boskiego przodka dynastii Ruryków), Strzyboga (wiatr) i Mokosz (ziemia/rolnictwo). Bóstwa te są dobrze udokumentowane, między innymi Daćbóg w kronikach polskich (wraz z nazwami miejscowości), to póki co największy, jednoczesny moment wymieniania słowiańskich bóstw w omawianych w tym artykule kronikach.
I składali im ofiary, nazywając ich bogami, i przywodzili syny swoje i córy na ofiarę biesom i plugawili ziemię ofiarami swymi.
Tutaj jest motyw ewidentnie naciągany. U Słowian nie istniało słowo na określenie „boga”. Termin „bóg” stworzono jako skrót od końcówek fleksyjnych tych bóstw, lecz nie były one zasadą jak widać. Tym bardziej jak Nestor mógł zinterpretować to „Co mieli na myśli słowem „Bóg”, choć nie znał jak widać ich kultury?”, Jest do zwykła ksenofobia nic po za tym. Kwestię ofiar z dzieci, też należy uznać za fałsz (jak niektórzy interpretują), chociażby ze względu na to że dla Słowian ważne były więzną rodowe. Raczej autor mówi o przynoszeniu dzieci do świątyni, tak jak chrześcijański chrzest (poniekąd kopia z pogańskich wierzeń, bowiem ten bieliliśmy dokonywało się na osobach dorosłych i w rzece).
I spługawiła się krwią ziemia ruska i wzgórze to. Lecz przełaskawy Bóg nie chciał śmierci grzeszników, na tym wzgórzu dziś cerkiew stoi, świętego Wasyla, jak później opowiemy.
Autor chyba nie zdawał sobie sprawy (lub kłamał), że to chram przekształcił się w kościół, gdy przyjmował elementy biblijne – tak samo było z chramem na Ślęży czy Jasnej Górze.
My zaś do poprzedniego wróćmy. Włodzimierz tedy posadził Dobrynię, wuja swojego, w Nowogrodzie. I przyszedł Dobrynia do Nowogrodu, postawił bałwana nad rzeką Wołchowem, i składali ofiarę jemu ludzie nowogrodzcy jako bogu.
Święta rzeka, były jeziora – teraz rzeki.
I czynił Włodzimierz ofiary bałwanom z ludźmi swoimi. I rzekli starcy i bojarzy: „Rzućmy los na młodzieńca i dziewicę; na kogo padnie, tego zarżniemy bogom”.
Tłumaczenie tego tekstu jest niezwykle wulgarne i za pewnie jest z nim coś nie tak albo coś poprzekręcano. Starszyzna bawiąca się w „na kogo popadnie na tego bęc” i to w dodatku zabijając? Odsyłam do poprzedniego akapitu, to „tezy o ofiarach z ludzi”, które kościół i Izrael przypisywał słowianom, indianom, hindusom czy babilończykom, lecz często albo nie ma na to dowodów, albo pomylili je z czymś innym.
Był Wareg pewien, a dwór jego był, gdzie dziś cerkiew Świętej Bogarodzicy, którą zbudował później Włodzimierz. Wareg ten przyszedł z Greków i zachowywał wiarę chrześcijańską. A miał syna pięknego licem i duszą; na tego padł los przez zawiść diabelską. Nie cierpiał bowiem go diabeł, władzę mający nad wszystkimi, a ten był mu jak cierń w sercu, i starał się go zniszczyć przeklęty, i poduścił ludzi. I posłani do niego, przyszedłszy, rzekli: ,,Padł los na syna twojego, wybrali bowiem go bogowie sobie, chcemy więc złożyć ofiarę bogom”. I rzekł Wareg: „Nie są to bogowie, jeno drzewo; dziś jest, a jutro zgnije; nie jedzą bowiem, ani piją, ani mówią, lecz są zrobieni rękami z drzewa. A Bóg jest jedyny, jemu to służą Grecy i pokłon oddają; on stworzył niebo i ziemię, i gwiazdy, i księżyc, i słońce, i człowieka, i przeznaczył mu żyć na ziemi. A ci bogowie co zrobili? Sami zrobieni są. Nie dam syna swojego biesom”.
Bardzo ciekawe jest to że jeszcze w X-wieku kościół nie chciał „czynić obrazów” czyli oddawać kultur świętym posągom czy obrazom. Co ciekawe jednak widać już synkretyzm (kronika powstała dopiero pewien czas po tym wydarzeniu), bowiem Nesor wierzy w Biesy z mitologii słowiańskiej, gdyż utożsamiono je z upadłymi aniołami i to przedstawia je w sposób bardziej przypominający biesy słowiańskie niż upadłe anioły. Do tego pojawia się w innym fragmencie opis „wzięcia grzechów ludzkości przez Jezusa” co jest zapożyczeniem z szamańskiego motywu „zjadaczy grzechów”, pozwalających przenosić grzech jak handel obligacjami CO2 (czyli w skrócie – jest to negatywna wersja polinezyjskiej many). Do dziś w polsce wierzy się w taką formę „grzechu”. Stanowisko Nestora jest hipokryzyjne. Trzeba dodać, że kościół być może nie wiedział, że słowianie nie byli tak głupi by wierzyć, że coś co wyrzeźbią z drewna ożyje jak Pinokio, lecz słupy do nieba to anteny zapewniający istotom nadprzyrodzonym kontakt z naszym światem (oczywiście z odpowiednim przedstawieniem na rzeźbie), lalą wchłaniającą duchy przodków, albo po prostu pomnikiem bóstwa. Kościół dzisiaj mówi, że „różni się tym, że oddaje cześć nie pomnikowi bóstwa, lecz bóstwa z pomnikiem” co jest sprytnym efektem wchłonięcia kościoła przez poganizm.
Oni zaś poszli i powiedzieli ludziom. Ci zaś, wziąwszy oręż, poszli nań i roznieśli jego dwór. On zaś stał na sieni z synem swoim. Rzekli do niego: „Wydaj syna swojego, abyśmy oddali go bogom”. On zaś rzekł: „Jeśli są bogowie, to niech poślą jednego boga spomiędzy siebie, i niech wezmą syna mojego. A wy czemu składacie ofiary im?” I krzyknąwszy, podrąbali sień pod nimi, i tak zabili ich. I nie wie nikt, gdzie pochowano ich. Byli bowiem wtedy ludzie ciemni i poganie. Diabeł radował się z tego, nie wiedząc, że tak rychło miała nastąpić zguba jego.
Nic dziwnego – konflikty religijne są nie do uniknięcia jeśli jedna z grup nie okazuje szacunku do drugiej, grupy nic nawet nie wiedząc o ich zwyczajach, w końcu dochodzi do walk. Nestor ma tutaj rację – diabeł rzeczywiście mógł czuć się zadowolony. Także zachowaniem Kościoła.
Gdy przyszedł Włodzimierz z Korsunia do Kijowa, rozkazał bałwany wywracać: owe rozsiekać, a inne na ogień wydać. Peruna zaś kazał przywiązać koniowi do ogona i wlec z góry przez Boryczewo do Ruczaju; dwunastu mężów przystawił bić go kijami. To zaś nie dlatego, by drzewo było czujące, jeno na urągowisko biesowi, który zwodził tym obrazem ludzi, niechże więc odpłatę przyjmie od ludzi. Wielki jesteś, Panie, dziwne są sprawy Twoje! Wczoraj czczony przez ludzi, a dziś urągany. Gdy zaś wlekli go Ruczajem ku Dnieprowi, płakali po nim niewierni ludzie, jeszcze bowiem nie byli przyjęli świętego chrztu. I przywlekłszy, wrzucili go do Dniepru. I przystawił Włodzimierz ludzi, mówiąc: „Jeśli gdzie przybije, odpychajcie go od brzegu, dopokąd progów nie minie, wtedy zostawcie go”. Oni zaś rozkazanie spełnili. Gdy puścili i przeszedł przez progi, wyrzucił go wiatr na ławicę, i odtąd nazwano ją Ławicą Perunową i tak do dziś dnia ją zowią.

Oczywiście Włodzimierz nie próbował powracać wszystkich posągów w kraju, bo szybko by skończył jak Bolesław Zapomniany. Chrzest księcia, dotyczył tylko jego i jego osobistego majątku, nie ma czegoś takiego jak „chrzest państw”. Jednocześnie widać tutaj dużo pogańskich obrzędów – odpędzanie demonów uderzając w posąg z drewna? Ciekawe jest to że w finlandii istnieje zwyczaj bożonarodzeniowy, w którym dzieci biją kijami w pień, nakryty koce i śpiewają piosenkę, aby pojawiły się prezenty. Na dodatek wrzucony posąg do rzeki, sprawił że ta się jeszcze bardziej uświęciła – do XIX wieku Ukraińcy składali ofiary tej samej rzece, w tym samym miejscu gdzie stał posąg Peruna, wrzucony potem do tej rzeki. Do tego spalanie posągu innego bóstwa, przypomina nieco pogrzeb słowiański z ciałopaleniem. Ewidentnie bogom, Włodzimierz urządził godne pożegnanie. Być może wierzył, że do niego wrzucą. Ciekawe jest to że w niektórych ludach Syberii istnieje rytuał spalania lalki w pewnym momencie, kiedy uznaje się że jej dusza ma już opuścił powłokę.
Obecnie posąg ten przywrócono
Czyny Duńczyków, Gramatyk Saksoński

Środek grodu zajął plac, na którym widziałeś wcale piękną bożnicę z drzewa, słynną nie tylko dla okazałej służby, ale i dla posągu w niej umieszczonego. Zewnętrzny obwód bożnicy ciekawił rzeźbami i malowidłami rozmaitymi bardzo pierwotnymi.
Opis świątyni w Arkonie jest dość neutralny religijnie, a nawet pozytywny – docenia wkład artystyczny. Znaki zdobień opisywane jako „pierwotne” trudno określić – symbole słowiańskie nie był pierwotne, były proste, ale specyficzne… przynajmniej w niektórym przypadkach, bo były też dość skomplikowane, ale bardzo symetryczne w dwóch osiach.
Otworem w nim stało dla przychodniów tylko jedno wejście. Samą świątynię otaczał rząd podwójny: zewnętrzny, ze ścian, o dachu czerwonym; wewnętrzny, tylko o czterech słupach, miał zamiast ścian kobierce zwieszone, a podzielał z zewnętrznym tylko dach i kilka belek poprzecznych. W świątyni stał olbrzymi posąg, przewyższający wielkością wszelkie rozmiary ciała ludzkiego, rażący czterema głowami i tyluż szyjami; dwie w przód, dwie w tył patrzyły, jedna głowa na prawo, druga na lewo.
Posąg Świętowita opisywany przez autora jest dość analogiczny do posągu Światowida ze Zbrucza, a także do wspomnianego czasami „Trygława” czy wielu innych posągów, w tym Światowida Wolińskiego.
Wąs był tak ogolony, a głowa tak przystrzyżona, że umyślnie wyraził artysta fryzurę u Rugian zwyczajną.
Być może miał na myśli wąsy kozackie/tatarskie. Nie wiadomo jaką fryzurę miał na myśli, może przycięte „na chińczyka” włosy u Słowian (które potem przyjęły się u paziów i nie tylko), a może i kozacki warkocz – kto wie?
W prawej ręce trzymał róg urobiony z wszelakiego kruszcu, który kapłan świadomy obrzędu dorocznie winem nalewał, aby móc z płynu wróżyć o urodzaju przyszłego roku.
Taki róg występuje u Światowida ze Zburcza, Bab Pruskich, Bab Połowickich i wielu innych „Papach Polowych” od Połabia po Mongolię (i pewnie jeszcze dalej). Trudno ocenić czy z tych rogów się piło czy trąbiło. Być może i jedno i drugie w jakiś sposób.

Lewe ramię opierało się o bok niby zgięciem.
Zadziwiająca jest dokładność opisu – takie zgięcie rąk jest bardzo charakterystyczne dla posągów połowieckich.
Suknia posągu sięgała goleni
Wszystko zgadza się z wyglądem Bab Pruskich. Wygląda na to że kiedyś nosiliśmy coś w stylu kimona, albo długiej rubaszki. Teraz jest potwierdzenie.
, z drzewa innego urobionych, a tak nieznacznie w kolana wpojonych, żeś tylko przy starannych oględzinach dojrzał miejsca znitowania. Nogi spoczywały wprost na ziemi, gdyż sama podstawa była w ziemi ukryta. Obok widziałeś wędzidło, siodło i liczne odznaki; miecz niezwykłej wielkości powiększał dziw, którego pochwę i rękojeść pysznej roboty srebro zalecało.
Wszystko się zgadza – potwierdzenie w posągach jest ogromne. W wielu z nich jest koń i miecz (na dodatek zakrzywiony). Opis niemal jak z wyprawy do Mongolii, której oczywiście nie było. Na temat konia pisałem już w przypadku pierwszej kroniki.
[…] Każdy, mężczyzna czy kobieta, rocznie jeden grosz dobrowolnie na cześć bałwana składali.
Tradycja nadal żywa z powodu synkretyzmu – nazywa się dziś „dawanie na tacę”.
Jemu też ofiarowano trzecią część zbroi i zdobyczy nieprzyjacielskiej, jakby to za jego pomocą rzeczy tych zdobyto. Przydzielono dalej temu bogu trzysta koni i tyleż ich jeźdźców; ci całą zdobycz, zbrojnie czy ukradkiem nabytą oddawali kapłanowi; z tej zdobyczy sporządzał on wszelkie odznaki 1 ozdoby dla świątyni, a składał je do skrzyń pod zamknięciem, gdzie obok mnóstwa pieniędzy złożone były liczne drogie materie, starzyzną odleżałe.
Znowu wspomniano kwestię koni i to na dodatek pokonanych wrogów – niemal tengryzm – a może to był tengryzm?
Było tam dalej widać mnóstwo podarunków od gmin czy od osób prywatnych, jakie zniosły tu przyrzeczenia tych, co upraszali o jakąś łaskę. A ten bałwan, czczony zabiegami całego Słowiaństwa, i sąsiedni królowie darami swojemi nachodzili. Po różnych miejscach miał ten bóg jeszcze inne świątynie, rządzone przez kapłanów mniejszych godności i znaczenia.
Temat nie wymaga komentarza, w związku z sytuacją kleru – wszystko wygląda tak jakby, pogański obrzęd jedynie powierzchownie przybrał potem elementy biblijne.
[…] Miał oprócz tego własnego wierzchowca białosza, a za grzech uchodziło wyrywać włos z grzywy czy ogona. Tylko kapłan śmiał tego konia paść i jeździć na nim, aby nie zmniejszyła się zwierza oskiego cena, gdyby go częściej zażywano.
Białosz jako koń? Może Świętowit to Białobóg.
Wedle wiary Rugian walczył Świętowit, bo tak się bałwan nazywał, na tym koniu przeciw wrogom swej czci, a dowodziło tego, że koń, acz na noc zamknięty w swej stajni, rano nieraz tak zziajany, a ubłocony wyglądał, jakby w powrocie z wyprawy bardzo znaczną przebiegał drogę.
Kronika Słowian, Helmond z Bozowa
Uwaga! Ten fragment czytasz na własną odpowiedzialność! Może on wywołać nieodwracalne zmiany i poważnie zmienić twoje podejście do kościoła!
Tradycja bowiem starodawna głosi, że w czasach Ludwika II[f] wyszli z Korbei mnisi odznaczający się świętością, którzy pragnąc zbawienia Słowian narazili się na niebezpieczeństwo i zaryzykowali swoje życie dla posłannictwa Słowa Bożego. Przewędrowawszy wiele krain słowiańskich przyszli oni do tego plemienia, które nazywa się Ranami albo Rugianami, a które mieszka w sercu morza. Tam mieści się ognisko błędów i znajduje się siedziba bałwochwalstwa. Misjonarze pełni zapału głosząc Słowo Boże zjednali sobie całą wyspę i założyli tamże kaplicę ku czci Pana i Zbawcy naszego Jezusa Chrystusa, jak i ku wspomnieniu św. Wita, który jest patronem Korbei. Skoro zaś za wolą Bożą w zmienionej sytuacji Ranowie odpadli od wiary, wypędzili natychmiast kapłanów oraz wiernych Chrystusa i zamienili religię na bałwochwalstwo. Albowiem świętemu Witowi, którego my uznajemy za męczennika i sługę Chrystusowego, oddają oni cześć boską, stawiając wyżej stworzenie od Stwórcy. Nie ma też pod słońcem barbarzyńców, którzy by większą odczuwali odrazę do chrześcijan i kapłanów niż oni. Chełpią się zaś samym imieniem świętego Wita, któremu nawet poświęcili wspaniałą świątynię z posągiem; przypisują mu przede wszystkim pierwsze miejsce w rzędzie bóstw. Z wszystkich też krajów słowiańskich przychodzą tam [ludzie] z zapytaniami do wyroczni i płyną roczne opłaty na ofiary. Nawet kupcom, którzy by przypadkiem do nich przybyli, nie pozwalają na rozpoczęcie handlu, zanim bóstwu nie ofiarują czegoś cenniejszego ze swoich towarów; wtedy też dopiero wolno wystawić towary publicznie na targu. Kapłana swego czczą nie mniej niż króla. Od tego to czasu, gdy odpadli od wiary świętej, wspomniane bałwochwalstwo utrzymuje się u Ranów aż do dnia dzisiejszego.
Analiz nie trzeba, bo to wyjaśnia wszystko, aż zbyt dosadnie. Tekst ten jest szokujący, jako niesamowita czarna skrzynka. Wchłonięcie chrześcijaństwa przez poganizm (którego efektem było dzisiejsze chrześcijaństwo) oraz wprowadzenie bóstw słowiańskich, nadając im imiona świętych (choć w tym przypadku nie wiadomo jak było – może zbieżność nazw Świętowid i Święty Wit doprowadziła do tego). To Słowianie zastosowali konia trojańskiego wobec chrześcijan, a nie odwrotnie. Do 12 wieku kościół nie był jeszcze, aż tak spoganizowany. Potwierdza się paradygmat według, którego tym bardziej następuje chrystianizacja pogan, tym mocniejsza jest poganiacza chrześcijaństwa, tylko że pogan było więcej więc mieli przewagę. Tekst jest niezwykły bo sam kościół przyznał się do sytuacji, zanim jeszcze w nią w pełni wpadł i poniekąd wyprzedził swoje czasy. Arkona uległa zniszczeniu, podczas ataku Duńczyków a posąg spłonął. Nie była to jednak akcja anty-pogańska. Świątynie takie budowane na wzgórzach by być bliżej nieba, były często też jak twierdze z murami. Gdy chramy stały się kościołami, kontynuowało się to czego efektem była np. Jasna Góra, a to górski teren doprowadził do takiej roli tych obiektów, jak brudniejszych do zdobycia. Upadek Arkony nie mógł już jednak niczego zmienić. Rewolucja zaczęła się dokonywać coraz bardziej, a kult „świętych” ruszył pełną parą. Jedną sprawą jest wygrać i sprawić by wróg się ostatecznie zbuntował bo wie, że został pokonany, a inna sprawa wygrać i zmanipulować wroga, tak aby myślał że jest pokonany – i rządzić nim przez wieki, tak jak Połabianie zrobili to z Niemcami.
Życie Św. Ottona, Biskup z Bombergu
Szczecin, duże miasto, większe niż Wollin, miał pod swoją jurysdykcją trzy wzgórza; środkowa z nich, również najwyższa, poświęcona była Trygławowi, najważniejszemu bogu pogan. Jego posąg miał trzy głowy, a oczy i usta były zakryte złotym bandażem. O bożkach kapłani mówili, że ich najważniejszy bóg ma trzy głowy, ponieważ włada trzema królestwami, a mianowicie niebem, ziemią i piekłem, a jego twarz była zakryta bandażem, aby mógł ignorować grzechy ludzi. nie widział ich i milczał
Jeden bóg w trzech osobach? Łatwo więc wyjaśnić skąd się wzięła doktryna o „Trójcy Świętej”, która jest podważana przez Muzułmanów, Żydów, Unitarian i Świadków Jehowy jako „przemycanie pogaństwa”. U Słowian popularne było przedstawienie na słupie trzech płaskorzeźb tej samej postaci, albo i nawet czterech. Jest też motyw, że Axis Mundi u Słowian jest takie same jak u Tengryzmu, co potem chrześcijaństwo przyjęło (między innymi zastąpiono sferę botaniczną raju na uraniczną, a sfera chtoniczna stał się jednocześnie sferę infernityczą), choć trudno powiedzieć co biskup miał na myśli. Najciekawsze jest to że gdyby Trygław rządził i niebem i piekłem i ziemią, to oznaczało by to że jest potężniejszy od Jahwe czy Allaha – bowiem nie ma przeciwnika – kontroluje też piekło, więc nie wiadomo jak rozumieć tekst ten. Może obecna doktryna, która mówi czasami, że bóg wykorzystuje diabła i piekło by karać złych ludzi, wywodzi się z tego (weźmy chociażby Austrackiego Krampusa, diabła często przedstawianego jako pomocnik Św. Mikołaja, zabierający do piekła niegrzeczne dzieci). Może jakieś lokalne odmiany?

A kiedy pobożny Otto zniszczył świątynie i wizerunki bożków [na Połabiu, Szczecin był wówczas w granicach Polski], pogańscy kapłani wzięli złoty wizerunek Trygława, który czcili jako najważniejszy, wzięli go z prowincji i przekazali na przechowanie mieszkającej wdowie na skromnej farmie, gdzie nie było niebezpieczeństwa, że ktoś przyjdzie na jej poszukiwanie.
Najpewniej posąg mógł być ofiarą ataków i łupieżców nie dlatego, że jest pogański, tylko po prostu dla tego że był ze złota.
Kiedy już zabrali jej ten prezent, opiekowała się nim jak źrenicą oka i strzegła tego pogańskiego bożka w następujący sposób: zrobiwszy dziurę w pniu dużego drzewa, umieściła wizerunek Trygława tam, zawinięty w koc i nikt nie mógł go zobaczyć, a tym bardziej go dotknąć; w bagażniku pozostawiono tylko mały otwór, przez który można było włożyć ofiarę i nikt nie wchodził do tego domu, chyba że miał to odprawiać rytuały pogańskich ofiar
Nic dziwnego, w końcu dziuple czczono – czci się do dziś. Czym różni się posążek Chrystusa Frasobliwego (którego poza pochodzi z rzeźb z dawnej Bułgarii – zapewne u nas było też coś podobnego) w dziupli? Niczym, z wyjątkiem korony cierniowej, która jednak często reprezentuje też słońce, albo opaskę szamańską.

[…] I tak Hermann kupił sobie czapkę i tunikę w słowiański styl i po wielu niebezpieczeństwach na trudnej drodze, gdy dotarł do domu tej wdowy, oświadczył, że nie dawno udało mu się uciec z burzliwych paszczy morza dzięki wezwaniu swego boga Trygława i że dlatego chciał złożyć mu obiecaną ofiarę za jego zbawienie i że przybył tam, prowadzony przez niego, wykonując cudowny rozkaz przez nieznane odcinki drogi. I mówi: „Jeśli zostałeś przez niego posłany, mam tu ołtarz, w którym jest nasz bóg, zamknięty w otworze zrobionym w dębie.
Brzmi bardzo współcześnie-chrześcijańsko i to bardzo.
Możesz go nie widzieć ani nie dotykać, ale raczej, kłaniając się przed pniem, z rozwagą zwróć uwagę na małą dziurę, w której musisz złożyć ofiarę, którą chcesz złożyć. A po zaoferowaniu go, gdy otwór z czcią się zamknie, idź i jeśli cenisz swoje życie, nie ujawniaj nikomu tej rozmowy”.
Może tak powstały skarbonki i potem automaty? Tak czy inaczej przypomina to dzisiejsze wrzucanie pieniędzy do posążków Jezusa, które kiwają głową.
Wszedł radośnie w to miejsce i wrzucił do dziury srebrną drachmę, aby z odgłosu metalu wynikało, że złożył ofiarę. Ale po wrzuceniu go wyjął to, co rzucił, i w hołdzie Trygławowi złożył mu upokorzenie, a konkretnie dużą kroplę śliny jako ofiarę.
A więc stąd wzięło się pojęcie plugawienia poprzez ślinę.
Następnie dokładnie rozejrzał się, czy istnieje jakakolwiek możliwość wykonania misji, do której został tam wysłany, i zdał sobie sprawę, że wizerunek Trygława został umieszczony w kufrze tak starannie i mocno, że nie można go było wyjąć lub nawet się poruszył W ten sposób, zraniony niemałym smutkiem, z niepokojem zadał sobie pytanie, co powinien zrobić, mówiąc do siebie: „Biada! Dlaczego odbyłem tak bezowocnie tak długą podróż morską! Co mam powiedzieć mojemu panu albo kto uwierzy, że tu byłem, jeśli wrócę z pustymi rękami? I rozejrzał się wokół, zobaczył wiszące niedaleko na ścianie siodło Trygława: to było bardzo stare i teraz nie służyło już celowi, i natychmiast rzucając się w jego stronę, zdziera ze ściany nieszczęsne trofeum, chowa je i odjeżdżając wczesnym wieczorem, spieszy się na spotkanie ze swoim panem i jego ludźmi, mówi im, co zrobił i pokazuje siodło Trygława jako dowód jego lojalności. I tak Apostoł Pomorzan po naradzie ze swymi towarzyszami doszedł do wniosku, że powinni zaniechać tego przedsięwzięcia, chyba że okaże się, że nie tyle gorliwość o sprawiedliwość kierowała nimi, ile żądza złota. Po wezwaniu i zebraniu wodzów plemiennych i starszyzny, uroczystą przysięgą, zażądali, aby porzucili swój kult na rzecz Trygława i że gdy obraz zostanie zniszczony, całe jego złoto zostanie wykorzystane na odkupienie jeńców.
Ksiądz potwierdził moją tezę, że chodziło o złoto. Posążek Trygława był czymś w Zaginionej Arki z filmów o Indianie Jonesie.
Łąki złota i drogich kamieni, Al-Masudi

U Słowian wiele jest świętych budynków. Jeden z nich wzniesiono w górach o których mędrcy powiadają że są jednymi z najwyższych na świecie.
Ponownie mamy wzmiankę o górach typu Łysica czy Ślęża.
Docenić trzeba architekturę tegoż, kunszt budowniczych, różnokolorowe kamienie zastosowane w jego budowie, przemyślne mechanizmy umieszczone na szczycie dachu, orientację na wschód słońca, cenne kamienie i zachowane dzieła sztuki wieszczące przyszłość i dające odpór niepomyślnym zrządzeniom losu; na koniec należy wspomnieć o wrażeniu jakie wywierają na obecnych głosy które słychać spod sklepienia świątyni.
Wzmianki o mechanizmie, sprawiającym że słońce wschodzące przenika przez świątynię dobrze zgadza się z kultem solarnym obecnym u Słowian, Ałtajczyków, Uralczyków czy Japończyków.
Następna świątynia wybudowana została przez jednego z ich królów na Czarnej Górze u cudownych źródeł z których wody różnią się kolorem i smakiem i zawierają wszelkiego rodzaju substancje dobroczynne.
Autor zdradza, że jedna ze świątyń górskich była w historycznych Czechach, wspomina także o znaczenie górskiej wody.
Bóstwo któremu oddaje się cześć w tej świątyni ma ogromny posąg przedstawiający starca z kosturem którym ponagla szkielety aby powstały ze swych grobów.
Dziwne, że chodzi o szkielety – przecież Słowianie się kremowali prawie zawsze. Z drugiej strony – zachował się w Polsce mit o postaci, rzekomo świętym mającym sprawiać by szkielety ożywały.
U jego lewej nogi roją się różne gatunki mrówek; u prawej zaś czarnopióre ptactwo (takie jak kruki) i również inne ptaki a także dziwaczne postacie ludzkie przypominające Abisyńczyków i mieszkańców Zanzibaru.
Nie wiadomo czemu porównywał rysunki do Afrykańczyków – zapewne postacie zostały narysowane w jakiś dziwny sposób – Słowianie nie przedstawiali postaci zbyt realistycznie.
Trzecia świątynia wznosi się na przylądku otoczonym morzem, wybudowana jest z bloków czerwonego koralu i zielonych szmaragdów.
Analogie do Arkony jest widoczna. Kwestia szmaragdów pozostaje zagadką.
Pośrodku wznosi się kopuła pod nią zaś stoi idol o członkach uformowanych z czterech różnych gatunków drogocennych kamieni: berylu, czerwonego rubinu, żółtego agatu i kryształu górskiego, głowa zaś z czystego złota.
Całkiem możliwe, że posąg miał elementy z drogich kamieni i metali – takich posągów było więcej, a np. ozdoby Gockie (podobne do witraży) też miały takie kamienie.
Inny zaś posag, ustawiony z przodu, przedstawia młodą kobietę. Tejże składają ofiary i wonności.
Jako „wonności” być może miał na myśli kwiaty. Słowiańskie posągi rzadko miały wyraźny podział na płcie, ale czasami się zdarzało, że postać miała zarysowany kształt piersi.
Słowianie przypisują wzniesienie tej świątyni jednemu ze swoich mędrców, który żył w zamierzchłych czasach. Opisaliśmy jego historię, przygody w krajach Słowian, zaklęcia, fortele, zasady wybiegów za pomocą których zdobył serca, posłuszeństwo i podporządkował ducha owego ludu pomimo jego gwałtownego i chimerycznego charakteru. Szczegółów szukajcie wcześniej w tej pracy.
Zgadza się chimeryczny charakter Słowian.
Roczniki czyli Kroniki Sławnego Królestwa Polskiego, Jan Długosz
Sarmaci poczęli się rozpierać’ po krajach Pannońskich, Rzymianom
pod ów czas podległych, i swemi nachodami je pustoszyć, Walentynian
cesarz, sposobiący się przeciw nim do wojny, umarł na krwotok w Ostrzyhomiu (Strigonium), a Marcin Gallus (Gallicus) podaje, że
Karol Wielki wojował z Polakami i wodza ich Lecha zwyciężył, jak
0 tóm niżej opowiemy.
Jan Długosz podaje najpewniej wzmiankę niemiecką o walce Karola z Polską, nazywając ich Wandalami. Jest wzmianka autentyczna z czasów Karola, mówiąca „Wandalowie zostali pokonanie”, lecz za Wandalów uważano też Połabian.
Wiadomo zaś, że Polacy w pierwszych swego narodu zawiązkach byli
bałwochwalcami, i czcili wielką liczbę bogów i bogiń, jako to Jowisza,
Marsa, Wenerę, Plutona, Dyanę, Cererę, zaraziwszy się błędami
innych ludów pogańskich.
Raczej trudno uznać, że Słowianie mieli wierzyć w Plutona. Jest wzmianka mówiąca o tym, że Wandalowie mieli w około IV n.e. wierzyć w Jowisza, ale trudno mówić co mieli na myśli. Może jakaś ich część dołączyła do świątyń w Rzymie.
Nazywali zaś Jowisza w swoim języku Jesse (Yesza), wierząc
1 mniemając, że od niego jako najwyższego boga wszystkie dobra doczesne
i wypadki tak pomyślne jako i przeciwne pochodziły.
Jeśli uznać, że Jowisz to istota najwyższa, to być może Polska Jesse to była Jarilo/Jutrzenka – obecny kult maryjny świadczy o tym że Jutrzenka/Jarilo/Naświętsza/Zorza miała w Polsce dużą popularność.
Jemu też przed innemi bogami większą cześć oddawali i częstsze składali obiety.
Marsa, którego poetów marzenia zrobiły bogiem wojny, nazywali La
dą. Modlili się do niego o odwagę i zwycięztwa nad nieprzyjaciółmi, czcząc
go nader dzikiemi obrządki.
Istniały u Słowian bóstwa, do których modlono się o sukces w walce i przeżycie na wojnie. Mimo opisów, że Lada to bóg wojny, to jednak reszta opisów w Słowiańczyźnie mówi, że Lada (może jest ona związana z takimi słowami jak ład i ładny) to bóstwo, które wzywało się podczas wesela/ślubu, chrzcin, przyjęć pierwszej komunii, przy okazji mocno imprezując i klaszcząc w dłonie. Można wywnioskowąć, że zapewne też w trakcie imienin, jeśli je wtedy obchodzono (a imiona miały moc – przynajmniej tak wierzono). Termin „dzikie obrządki” jest mocno dyskryminujący. Równie dobrze wielu uznaje, że szaman biegający w Brazylii wokół ogniska jest dziki.
Wenerę zwali Dziedzilią (Dzydzilelya), którą uważając za boginię małżeństwa, błagali o użyczenie licznego w synach i córkach potomstwa.
Przypomina to nieco opis Roda, który był uważany za dawcę życia. Póki co autor, próbuje znaleźć odpowiedniki bogów Rzymskich i… nie specjalnie mu się to udaje, bo ich nie ma. Używa za to nazw autentycznych bóstw, lecz przyporządkowuje je na siłę.
Pluto u nich nazywał się Ni ja (Nya). Tego mieli za stróża piekieł
i zachowawcę dusz po ich wyjściu z ciała; błagali go zatóm, aby po śmierci
zaprowadził ich do lepszych siedlisk podziemnego świata.
Nyja jest wspominana w Kazaniach Wielkopolskich, lecz nie wiadomo czemu miała/miał/miałoby być stróżem piekieł. Na dodatek znowu autor wykazał się brakiem wiedzy o mitologii antycznej. Hades nie jest odpowiednikiem piekła. Łączenie sfery boskiem i piekielnej, jest tak jak użyć terminu kwadratura koła. Hades był światem zmarłych, ale uznawanie Hadesa za odpowiednik diabła, to już renesansowa próba zrobienia takiej syntezy, która się tak naprawdę niezbyt udała. Piekło kojarzono z podziemnym ogniem, w dużej mierze przez zalew chrześcijaństwa szamanizmem słowiańskim i wiarą w czarty, a następnie utożsamiono Hadesa z szatanem (choć to Kronos i Tytani byli negatywnymi postaciami, a nie Hades), a następnie ponownie połączono z szamanizmem i… wyszedł „kołtun”, który musiałem „rozczesać”.
Wybudowali im też najpierwszą w Gnieznio świątynię, do której się
ze wszystkich stron zgromadzali.
Pierwsza informacja bez jakichkolwiek ciał obcych do destylacji.
Dyanę przesądem pogańskim wyobrażali sobie jak niewiastę i dziewicę,
do jej przeto posągu mężatki i panny znosiły wieńce w ofierze.
Wieńce są prawdziwe – czemu jednak Dyana ma podobny opis co Dziedzili/Dzydzilelya? Być może Dyana/Dziedzieli (Dzydzilelya) to Dziewanna i tak się uważa. Dziewanna to patronka zwierząt i lasów, tak jak Mokosz to patronka królestwa roślin.
Ceres czczona była od ziemian i rolników, którzy w zawody składali
na jej cześć obiety z zboża i ziarna.
Nie wiadomo czemu nie napisał „odpowiednika”, lecz nazwa wskazuje na Mokosz.
Mieli też za bóstwo pogodną porę, którą w mowie swojej nazywali Po
godą, jakoby dawczynię pogodnego czasu. Niemniej bożka życia, którego na
zywali Żywię.
Pierwszy szczególnie istotny fragment – szczególnie ciekawe jest bóstwo „Pogoda”, które jest iście słowiańskie. Pojawia się też bóstwo reprezentujące jakąś siłę witalną.
A że władztwo Lechitów założone było w kraju rozległym, przeroslym
lasami i gajami, o których starożytni mniemali, jakoby były mieszkaniem
i krainą panowania Dyany; Cererę zaś wyobrażali sobie jakoby matkę
i boginią urodzajów polnych, których kraj potrzebował; przeto Dyana w ich
języku Dziewanną, a Ceres Marzanną zwana, w osobliwszej u nich
były czci i poszanowaniu.
Autor potwierdza moją tezę sam z siebie. Może uznał, że jeśli świat zmarłych ma być pod ziemią, a z ziemi wyrastają rośliny, to jednak ma to sens (tzw. wąchanie kwiatków od spodu). Oczywiście Słowianie nie traktowali podziemi jak miejsce związane ze śmiercią, było to u nich inaczej. Pojawia się też motyw rozróżnienia na patronkę plonów i Dziewannę, tylko że nazywa ją Marzanną, która jest przedstawiana raczej jako postać do topienia – reprezentowała chłód, a być może marzec – może etap pośredni, ten „najbrzydszy”? Teogeneza u Słowian jest bardzo złożona w kwestii zmian przyrodniczych.
Tym przeto bogom i boginiom Polacy budowali świątynie i posągi,
ustanawiali kapłanów i rozmaite obrzędy, poświęcali gaje w miejscach celnie jszych i ludniejszych do oddawania im czci i pokłonów. Tam zgromadzający się mężczyźni i kobiety wraz z dziećmi czynili ofiary i całopalenia z trzód,
bydła i zwierzyny, a niekiedy z ludzi poimanych w bitwie.
Zgadzają się gaje, problem jest z całopaleniem trzód. Słowianie nie składali ofiar całopalnych – to domena Żydów. Kwestia zapalania ludzi żywcem jako ofiarę, najpewniej jest pomyłką wynikającą z rytuału całopalenie – Słowianie grzebali zmarłych, paląc ich ciała. Są dowody, na to że Sclaweni podczas wojen z Bizancjum wrzucali ludzi do ognia i wbijali na pale (co wraz z mitem o ognistym Swarożycu i dynastii Rusi, dało początek w renesansie „paleniu czarownic” i wbijaniu na pal), jednak to inna sprawa, być może nie związana z religią.
Mieli też prze sądne nabożeństwo wylewania ofiar na ubłaganie mnogich bożyszcz krajowych.
To bardzo popularne zjawisko w kościele, szczególnie od czasów sprzedaży odpustów.
i w pewnych dniach i porach roku ustanowiono igrzyska, na które zwoływa
no do miast lud obojej płci z siół i osad. Te igrzyska obchodzili rozpustnie
śpiewaniem i rozwiązłemi ruchy, niekiedy klaskaniem, wykręcaniem się lubie
żnym i inną swawolą w pieśniach, igraszkach i sprośnych uczynkach; przyczóm wzywali pomionione bóstwa przyjętym zwyczajem. Obrządki takowe i nie
które ich zabytki, lubo odpięciu set lat, jak wiadomo, Polacy wiarę chrześciańską przyjęli, aż do dzisiejszych czasów powtarzają się corocznie w dni
Zielonych Świątek, przypominając bałwochwalstwo pogańskie igrzyskiem zwanćm w ich języku Stado, ponieważ na nie gromady zbierają się ludzi, któ
rzy podzieleni na stada czyli rzesze szaleńców i roskoszników, radzi obchodzą
one świątki godowaniem i swobodnemi wczasy.
Zielone Świątki, utożsamiona z Matką Boską Zielną/Mokosz, trwały przez kolejne wieki, a Polacy mieli wykorzystywać to aby urządzić imprezę? Szczególnie wiarygodny fragment, a to dlatego że… trwa to do dzisiaj (i bywa że jest alkohol).


Obok zaś wielokształtnej rzeszy bożków, którymi ożywiają pola i lasy lub przypisują im smutki i rozkosze, nie przeczą, że wierzą w jednego boga w niebie [unum deum in coelis], rozkazującego pozostałym; ów najpotężniejszy [prepotens] troszczy się tylko o sprawy niebiańskie, inni zaś – pełniący w posłuszeństwie przydzielone im zadania – pochodzą z jego krwi i tym każdy z nich jest znamienitszy, im bliższy jest owemu bogu bogów [deus deorum]
To są ci, którzy nie wierzą w Boga Ojca, ani w Ducha Świętego, bowiem zapomnieli oni Boga i nie wierzą, że my jako jego dzieło, stworzeni jesteśmy do pracy. Wszystko na ziemi było dla nich boskie: słońce, księżyc, ziemia i woda, dzikie zwierzęta i gady. Z czasem stworzyli sobie z nich bogów nadając im imiona zmarłych ludzi Trojana, Welesa, Chorsa, Peruna, wierzyli również w złe demony. Do dzisiaj otacza ich ciemność zła. I tak cierpią.
