Vasylia jako Ashenpudel. Baśnie Braci Grimm jako niemiecki spis mitów Słowian niemieckojęzycznych

W kwestii pochodzenia baśni braci Grimm, nawet najlepsi mitolodzy przyznają się do ciągłych błędów. Bracia Grimm często figurują jako bajkopisarze. W rzeczywistości ci cenieni etnologowie, dokonali czegoś innego – spisali ponad 200 mitów, legend, podań ludowych przekazywanych z pokolenia na pokolenie od niepamiętnych czasów. Trzeba jednak dodać, że wbrew propagandzie PRL, nie byli wcale związani ze „szwabską tradycją” (zaś za porównywanie pieca Baby Jagi do holocaustu, autorom tej tezy zamiana w żabę należeć się powinna), lecz byli godnymi naśladowcami Masausa i poniekąd Johanna Goethe. Dali radę zbadać „ostatnią Azję na zachód” jednocześnie dzięki popularnemu językowi otwierająca mitologię słowiańską dla mas. Powiedzenie, że mitologia słowiańska „trafiła pod strzechy” nie jest tutaj jednak odpowiednie, bowiem tam gdzie ludzie często po oraz pierwszy masowo o niej usłyszeli na taką skalę, budowano zupełnie inaczej.

Zaczęło się od Johanna Goethe, mieszkającego w Weimarze, jednym z głównych miast Słowian Połabskich. Goethe podobnie jak inni Połabianie z pochodzenia, jak Nietzhe, Marks czy Bismarck mieli kulturę osobną od kultury Nadreńczyków. Jego mentalność była podobna do bratnich Polaków – objawiała się pewnego rodzaju iluzją smutku z myślami samobójczymi, co jednocześnie miało reprezentować specyficzne podejście do śmierci u Słowian. W tym momencie więcej niż połowa ludności niemieckojęzycznej miała pochodzenie słowiańskie, na skutek 1000 lat ekspansji języka niemieckiego na wschód, czemu towarzyszyło wykorzystanie go jako język transnarodowy dla Europy Środkowej.

Goethe umieścił w swoich książkach motywy słowiańskiego szamanizmu, wątek samobójstwa z miłości (który już w X wieku był u Słowian rytuałem dokonywanym przez osobę nieszczęśliwie zakochaną – tak opisywał to arabski podróżnik) czy motyw dealu z Diabłem. Ten ostatni wzorowany bodajże na autentycznej postaci, jest wielce podobny do mitu o Panu Twardowskim (też postaci bodajże autentycznej), lecz u Słowian umowy z diabłem nie były niczym szczególnym i można znaleźć jeszcze wiele podobnych legend na terenie Słowian – to właśnie ten rejon obejmuje niemal całość mitów o diable. Reprezentował zupełnie inne podejście mentalne niż Niemcy, którzy raczej nie zamartwiali by się i nie mieli myśli egzystencjalnych, raczej biorąc się do roboty niż patrząc w tył.

Na przełomie tych samych wieków, inny Połabianin, mieszkający w tym samym mieście (co nie jest przypadkiem) – Johann Karl August Masaus, zaczął wgłębiać się w pierwowzory tworów Goethego, zaczął badać lokalne wierzenia idąc na wschód – dochodząc aż do Pragi i Opola. Skutkiem tego było Volksmärchen der Deutschen – zbiór 14 mitów Słowian niemieckojęzycznych, z czego najciekawszy wydaje się mit o Rubezahlu – duchu, bądź demonie gór, w którego wiara od co najmniej średniowiecza była popularna w Czechach, Śląsk oraz Łużycach, zaś najważniejszym rejonem był Dolny Śląsk (co ciekawe wszystkie 3 rejony „Czarnego Trójkąta” są jednocześnie obszarem największego występowania dziedzicznej mutacji R1a1a7 męskiego chromosomu). O postaci powstało ponad 200 prac naukowych i kilkadziesiąt oper i filmów.

Wkrótce mieszkający na pograniczu Połabia i Niemiec, we wschodniej Hesji badacze kultury – Wilhelm Karl Grimm i Jacob Ludwig Karl Grimm zainteresowali się osiągnięciami Johanna Karl Augusta Masausa i postanowili, że będą kontynuować jego dzieło i rozpędzą to co on zaczął, zaczęli więc spisywać podania tak jak on i wyruszyli w podróż, z czasem przenieśli pracownię do Berlina – stolicy dawnego Związku Wieleckiego. Najpewniej docierali co najmniej tak daleko na wschód jak Karl, a może i nawet dalej, weryfikując też w Polsce i w Czechach. Początkowo działali w okolicach Kessel. Warto dodać, że w Kessel R1a-M558 to 15%-20%l, a R1a-M458 tyle samo, co daje nam 30%-40% R1a. Zaś I2a1 to do 10%, a I2a2 aż 15% (najwyższy wskaźnik 12a2 w Niemczech), co daje razem do 25% I2, czyli do 50%-65% słowiańskiej haplogrupy skombinowanej. Można jeszcze dodać 5% N1c oraz 10% G, aby wyszło nam nawet 65-70% wschodnioeuropejskiej haplogrupy skombinowanej! Nic dziwnego, że mieszkańcy Kessel wierzyli, że gdy pada śnieg, to oznacza że Pani Zima (Frau Holle) wietrzy poduszki! Do tego bardzo szybko Grimmowie zaczęli zbierać mity w Wiedniu, który przecież pochodzi od Słowiańskich Karatantan, czyli dawniej pra-słowiańskich Noryków/Noryncjan.

Skutkiem tego było Kinder- und Hausmärchen, które w pierwszym wydaniu na początku XIX wieku liczyło 86 mitów. Kolejne dekady przyniosły wzrost ilości mitów, aż do 210. Bracia w przeciwieństwie do Masausa widzieli w mitach słowiańskich, coś bardzo odmiennego od mitologii skandynawskiej, germańskiej czy celtyckiej. Zamiast opowieści o herosach walczących z potworami, patetycznych walkach między królestwami i bogami, zastali pokonywanie niebezpieczeństw za pomocą sprytu, kult przyrody, monizm, brak podziału na sakrum-profanum, ludzie-zwierzęta, żywe-martwe, naturalne-sztuczne, które było wysoce natężone animizmem, a także wątek karmiczny, a także zarysowanie kwestii czystości i nieczystości na miarę Połabsko-Pomorskieogo Białoboga i Czarnoboga. Tutaj nawet postać boska czy demoniczna, mogła zostać pokonana przez człowieka, ale tylko i wyłącznie za pomocą wyjątkowego sprytu. Stąd mitologia celtycka czy grecka w porównaniu do nich wyglądała tak, jak mitologia słowiańska była dla dzieci. Nic bardziej mylnego – mity spisane przez Grimmów był porównywalne klimatem, do dzieł Mickiewicza – stały się jednym z podstaw europejskiego horroru, przepełnione duchami i demonami.

Był to okres kiedy mitologia słowiańska była masowo rejestrowana. Rosyjski Afanasjew zarejestrował kilkaset mitów, opowiadanych od chłopów, często potwierdzając ich autentyczność poprzez wysłuchanie takiej samej, bądź niemal identycznej historii u ludzi zamieszkującej różne regiony. Objął on mitologię Rosyjską, Ukraińską czy Białoruską, a to ze względu na ówczesne inne pojęcie „Rosjanina”, być może z wkładami Estońskimi i czasami Uralskimi. Jednocześnie działali między innymi Polscy spisywacze legend. Już wówczas mogło stać się wiadome, że mity rosyjskie są tak podobne do mitów Grimmów, jak do mitów Polski, z kolei w porównaniu do rodziny obejmującej skandynawskie sagi, mitologię grecki czy opowieści celtyckie i mity bliskowschodnie – podobieństwo się załamuje. Analogie występują natomiast w przypadku takich narodów jak Finowie, Kirgizowie, Jakuci, a nawet Japończycy i Indianie.

Wówczas jeszcze o tym nie wiedziano, bowiem bariery językowe nie pomagały. Główną kwestią jest zrozumienie faktu, iż Doutsche oznaczał bardzo często osobę niemieckojęzyczną i oznaczać mogło coś zupełnie innego niż Nadreńczyk-Bawarczyk. Choć i w tym regionie widać parę słowiańskich zapożyczeń – Krampus jako odmiana Czarta (najpewniej wytworzyli go Karantanie) i Noc Warpugi na pograniczu stref kulturowych (odpowiednich Polskiej, Ukraińskiej i Słowackiej Łysej Góry), a także odpowiednik Mary co wydaje się być też powiązane z Połabianami.

Wśród mitów braci Grimm można odnaleźć bardzo istotne analogie, jednoznacznie wskazujące na wspólne pochodzenie mitów. Bowiem najbliżej spokrewnieni z Nadreńczykami ludzie – Brytyjczycy, Francuzi i Hiszpanie (Celtowie) oraz Holendrzy i Skandynawowie) o genach R1b i I1 okazali się być ludnością z mitologią odrębną od tej Grimmów. Z resztą sami Bracia Grimm odróżniali „baśnie” od „mitologii” opisując mitologię jako dziedzinę Skandynawów i starych ludów germańskich, baśnie kładąc na trzecią półkę, zaś baśń jako taka to gatunek wschodnioeuropejski, choć można je znaleźć jeszcze u ludów dalej na wschód, choć to już inne gatunki podobne.

Można odnaleźć wiele historii, które są tak analogiczne że nie mogą być efektem przypadku, a jednocześnie nie tak identyczne by podejrzewać plagiat – z resztą zawsze takie mity zbiera się do niezależnych osób w pewnych odległościach, to efekt metodologii mitycznej stosowanej do dzisiaj. Najlepszym przykładem jest mit o Wasylii i Babie Jadze (swoista inspiracja dla Spirited Away, Mizakiego), gdzie przyszywana siostra jest zmuszana do pracy przy kominku, tak aby „stać się brzydszą”, gdyż jej zazdroszczą, a pomaga jej lalka (matrioszkę?), którą dostała od swojej mamy, wyglądająca jak ona (hollywood błędnie przypisał ten zwyczaj do Voodoo), co zastępuje gołębie z Kopciuszka. Gdy jest u Baby Jagi, wówczas Baba Jaga każe jej u niej pracować, a ostatecznie każe jej odcedzić soczewicę od popiołuy, co jest już jednoznaczne. Potem złe siostry giną – u Grimów też spotyka ich zły los (w oryginalnej, nieocenzurowanej wersji).

Do tego warto dodać o niezwykłej analogii mitu „Stoliczku nakryj się” do polskiej historii „O chłopie co szedł do piekła z kiełbasą” – w wersji polskiej chłop przekupuje diabła kiełbasą, w zamian dostaje stoliczek samo nakrywający się. W wersji Grimmów, nie ma diabła, jest za to wątek kozy (która przecież diabła przypomina)

Do tego można jeszcze znaleźć, aż trzy wersje legendy o księżniczce i żabie (Polska, Rosyjska i Grimmska) czy powiązania w kwestii złotych rybek, magicznej wody i innych elementów. Pani Zima z mitologii grimmów, wydaje się być odpowiednikiem Śnieżynki z folkloru rosyjskiego i Pohjoli z baśni Fińskich czy Yuki-Onna’y z Japonii.

Nic w tym dziwnego – wśród Słowian, podobieństwo mitów czy postaci występuje bardzo często i nie jest to niczym zaskakującym. Trzeba jednak dodać, że oprócz analogicznych wątków, istnieje jeszcze coś zupełnie innego – ogólny klimat, motywy monistyczne, spirytystyczne, demonologiczne i cała narracja bezdyskusyjnie słowiańska. Warto dodać, że (poza Niemcami i Austrią) krajami, gdzie najczęściej adaptuje się baśnie Braci Grimm, jest Polska, Rosja, Ukraina, dawne republiki ZSRR oraz Japonia, czyli kraje które najbardziej są związane z tym klimatem. Trzeba dodać, że w przypadku Japonii istnieje bardzo podobny gatunek literacki do baśni wschodnioeuropejskich, o specjalnej nazwie a wiele historii zaczyna się specyficznym, schematycznym opisem w stylu „dawno, dawno temu” co kojarzy się ewidentnie z historiami w Europie Wschodniej.

Kilka ciekawych Baśni Grimmów, jako próbka:

Wodnica

Braciszek i siostrzyczka bawili się pewnego razu przy studni i nagle podczas zabawy oboje wpadli do wody. Na samym dnie studni spotkali wodnicę, która przemówiła do nich w te słowa:

– Mam was wreszcie! Bierzcie się przeto raz dwa do roboty! – i zabrała ich ze sobą.

Dziewczynce kazała prząść paskudny, splątany len i nosić wodę do dziurawej beczki; chłopiec zaś miał za zadanie rąbać drzewo tępą siekierą. A do jedzenia nie dostawali nic prócz klusek twardych jak kamienie. W końcu jednak dzieci się zniecierpliwiły i czekały tylko, aby wodnica poszła w niedzielę do kościoła. Wtedy zmówiły się i uciekły. Po powrocie z kościoła wodnica zauważyła, że ptaszki wyfrunęły, i wielkimi susami puściła się za nimi w pogoń. Dzieci dostrzegły ją jednak z daleka i dziewczynka rzuciła za siebie szczotkę, wyrosła z niej Góra Szczotkowa, najeżona tysiącem kolców, przez które wodnica z największym trudem musiała się przedzierać. Wreszcie udało jej się górę pokonać. Kiedy dzieci to zobaczyły, chłopiec rzucił za siebie grzebień, powstała z niego Góra Grzebieniowa z tysiącem ostrych zębów, ale wodnica chwytając się ich zdołała wspiąć się na szczyt i przejść na drugą stronę. Wtedy dziewczynka rzuciła za siebie lusterko, powstała z niego Góra Lustrzana, tak śliska, że wodnica nie mogła się na nią wdrapać. Pomyślała więc:

– Pobiegnę szybko do domu po siekierę i przerąbię tę Lustrzaną Górę na pół.

Zanim jednak wróciła i szkło rozbiła, dzieci uciekły już daleko i wodnica musiała znów zniknąć w swojej studni.

Baba Jaga

Była sobie raz dziewczynka bardzo samowolna i wścibska, a kiedy rodzice kazali jej coś zrobić, nigdy ich nie słuchała. Jakże więc mogło jej się życie dobrze ułożyć? Pewnego dnia powiedziała do swoich rodziców:

– Tyle słyszałam o Babie Jadze, bardzo bym chciała ją kiedyś odwiedzić. Ludzie powiadają, że jej dom jest taki niesamowity, że pełno w nim niezwykłych rzeczy. Strasznie jestem tego wszystkiego ciekawa.

Rodzice surowo jej tego zakazali, mówiąc:

– Baba Jaga jest złą kobietą i okropne wyprawia bezeceństwa. Jeśli do niej pójdziesz, przestaniesz być naszym dzieckiem.

Dziewczynka, nie zważając na zakaz rodziców, udała się jednak do Baby Jagi. Kiedy przed nią stanęła, Baba Jaga zapytała:

– Czemu jesteś taka blada?

– Ach – odparła dziewczynka, cała drżąca – przelękłam się tego, co zobaczyłam.

– A cóż ty takiego zobaczyłaś?

– Spotkałam na twojej ścieżce czarnego człowieka.

– To był węglarz.

– Potem spotkałam zielonego człowieka.

– To był myśliwy.

– Potem spotkałam człowieka jak krew czerwonego.

– To był rzeźnik.

– Ach, Babo Jago, tak mi się zrobiło straszno, kiedy zajrzałam przez okno i zamiast ciebie zobaczyłam diabła z ognistą głową.

– No, no, w takim razie widziałaś czarownicę w całej krasie. Długo już na ciebie czekałam, przydasz mi się, będziesz mi świecić.

To powiedziawszy zamieniła dziewczynkę w kawałek drewna, który wrzuciła do ognia. Kiedy drewno buchnęło wielkim płomieniem, usiadła przy kominie, żeby się dobrze rozgrzać i rzekła:

– Dopiero teraz jest naprawdę jasno!

Pierwsza opowieść łączy motyw Baby Jagi z motywem wodnika, topielca czy utopca, do tego ewidentnie widać wspólne korzenie z Babą Jagą z Wasyli. Druga opowieść, którą stała się inspiracją dla „Z popielnika na Wojtusia”, ma motywy o dziwnych ludziach koło chatki Baby Jagi, a także klimat i elementy dziwnie znajome. Motywy miejsc, gdzie dzieciom nie wolno chodzić bo jest tam wiedźma, przypomina nawet dość ekstremalną postać – Cychodzę – babę z sadów, która mieli ludzi tłuczkiem, gdy wejdą do sadu. Mity takie w przeszłości skutecznie odpędzały ludzi do wchodzenia w nieciekawe miejsca, a także wynikały z tego, że jak nie wiadomo co tam jest – to może być wszystko – element typowo wschodnioeuropejski, pełny tajemnic, zaś na zachodzie wszystko było od początku jasne i przejrzyste, tak jak w np. Grecji. Swoją drogą – motyw Wodnicy został bodajże wykorzystany w jednym z odcinków Żwirka i Muchomorka.

Może jeszcze jeden mit na próbkę:

Było sobie niegdyś uparte dziecko, a nie robiło nic, czego chciałaby matka. Dlatego nie miał w nim Bóg upodobania, zesłał nań chorobę i żaden lekarz nie umiał mu pomóc. Wnet leżało na łożu śmierci. Gdy opuszczono je do grobu i przykryto ziemią, nagle wyłoniła się z niej rączka i sięgała w górę, a przysypywanie jej świeżą ziemią nic nie dawało. Rączka ciągle wychodziła na wierzch. Matka musiała tedy podejść do grobu i chłostać rączkę rózgą, a gdy to uczyniła, rączka schowała się i dziecko odnalazło swój pokój pod ziemią.

Ewidentnie widać tutaj obecną u Słowian czy Węgrów wiarę w ghule/upiory czyli zmarłych, wychodzących z pod ziemi w przypadku, gdy zmarły nie został poddany kremacji. Motyw taki został wykorzystany przez Kubańsko-Litewskiego reżysera do stworzenia „Nocy żywych trupów”, które potem zaczęto nazywać haitańskim mianem Zombie (w rzeczywistości Zombie nie był postaciami demonicznymi, lecz marionetkowymi ciałami mającymi ślepo służyć osobie, która je poruszyła, podobnie jak gliniane Golemy z kabały)

Temat Jasia i Małgosi poruszać nie trzeba bo to prawdziwa (nomen omen) legenda wystąpień Baby Jagi. Występuje w dwóch wersjach – w jednej zamiast wiedźmy jest diabeł.

Trzeba dodać, że Hesja skąd pochodzili Grimowie, były głównie protestancką krainą, gdzie mniej kościół adaptował dawne wierzenia – nic więc dziwnego, że w poszukiwaniu folkloru musieli udać się na wschód.

Jeszcze fragment innej historii:

W dawnych czasach, kiedy pragnienia jeszcze się spełniały, stara czarownica rzuciła urok na królewskiego syna, tak że musiał siedzieć w wielkim żelaznym piecu w głębi lasu. Spędził tam wiele lat i nikt nie mógł go wyzwolić. Pewnego razu królewna poszła na spacer do lasu, ale zabłądziła i nie mogła trafić z powrotem do państwa swego ojca: przez dziewięć dni chodziła po lesie, aż stanęła przed żelaznym piecem. Nagle usłyszała dobywający się ze środka głos:

Piec jako więzienie – co ciekawe, u Słowian to jedyny przypadek kiedy słowo piekło jest związane etymologicznie z ogniem, a nie otchłanią. Początkowo piekło, było związane ze słowem pieczara, a piec pochodziło od rdzenia oznaczającego to samo co angielskie „hole”, lecz nastąpiło sprzężenie zwrotne, co sprawiło że piekło zaczęto utożsamiać z pieczeniem, gdyż słowo te zaczęto utożsamiać z ogniem, a nie dziurą przez właśnie takie sprzężenie zwrotne. Bezpośrednio postacią powiązaną był czat, który miał widły, które były de facto często trójzębem, który pochodzi od religii ałtajskich (szczególnie tengryzmu, wpisania jest w niego tamga).

Pozostaje jednak kwestia konfliktu na linii Bracia Grimm – Perrault. Jakiś czas przed powstaniem zbiorów Braci Grimm, wydano w Paryżu „Opowieści z dawnych czasów”, które potem zaczęto przypisywać Perraultowi. Ich autor jest de facto nieznany, lecz Grimmowie uznawali, że to zebrane przez nich historię są właśnie oryginalnymi, a ich pierwowzory trafiły w jakiś sposób do Francji już wcześniej, gdzie je wydano oraz zmodyfikowano. Opowieści dawnych lat były zbiorami historii europejskich, a nie autorskimi tworami Perraulta, ani nawet ustnymi historiami z terenów Francji! Twierdzili, że historie które usłyszeli od chłopów, są starymi historiami, których nie mogli wymyślić Francuzi, chociaż poddali je dziwnym modyfikacją. Po długiej analizie i wielu latach doświadczenia byli pewni, że doszło w pewnym stopniu do nadinterpretacji. I niewątpliwie Bracia mieli rację. To samo dotyczy Basile, czy Starpoli który też był kompilatorem historii europejskich. Motyw na „narodowość” nastała dopiero w romantyźmie, wcześniej zbierano ogólnopmtnyntalnie. Co ciekawe – Basile umieścił w spisie jedną historię pochodzącą z Chin, którą porównano potem do historii o Kopciuszku.

Zacznijmy chociażby o wspomnianym wcześniej Kopciuszku czyli Aschenputtel. Oryginał Braci Grimm, przekazywany drogą ustną zawiera wątki dość brutalne, typowe dla mitologii słowiańskiej. Rozbudowana historia, brak cenzury, magiczne drzewo wydające się przechowywać ducha zmarłej matki (odpowiednik lalki z Wasylii, oraz motyw opętywania drzew), gołębie które pomagają w porządkach i ostatecznie wydzióbują oczy antagonistkom. W wersji „Perraulta” historia jest radykalnie skrócona, historia kończy się wraz z pantofelkiem, a trzy przyjęcia zostają zastąpione jednym. Pojawia się „wróżka chrzestna” oraz dyniowa-karoca. Być może dwie ostatnie elementy, mają rodowód wschodni lecz i tak ma się wrażenie, że nie powstało to we Francji. Skrócona wersja Perraulta, wydaje się cenzurować motywy szamanistyczne, a zazwyczaj to skrócone wersje są drugie (Grimmowie w niektórych wydaniach skrócili wątki, by nie było zbyt dużo brutalności). Do tego w oryginale Braci Grimm, zaklęcie przestaje działać, gdy zachodzi słońce (u słowian, po zachodzie słońca zaczęły działać siły demoniczne) co jest mocno pierwotną wersją, odnośnie wyznaczania czasu. Z kolei we „Opowieściach dawnych lat” mamy nowomodną godzinę 12:00, nie wchód słońca, nie pełnia księżyca tylko godzina północna, związana z nowoczesnym pomiarem czasu, szczególnie w Anglii i Francji. Doszukując się opowieści o kopciuszku, jeśli spróbujemy doszukać się historii o pewnych, chociaż małych elementach analogii (i to nawet bez sprawdzania kwestii autentyczności zapisu), to doliczymy się się dwóch zachodnio-środkowoeuropejskich wersji, dwóch bliskowschodnich i aż ośmiu azjatyckich (Syberia, daleki wschód)! Z czego te ostatnie mają najwięcej podobnych elementów. W kwestii Wasyli jest to sprawa osobna. Trzeba ponadto dodać, że Bracia Grimm w kwestii potwierdzenia autentyczności swojej wersji o Kopciuszku kontaktowali się między innymi z Czechami, którzy mieli im doradzić w kwestii tradycji Słowiańskiej, co świadczy o intensywnym działaniu na Austro-Węgrzech i Śląsku, których Słowianie z pochodzenia stanowili większość ludności. On zaś potwierdził kwestię u Polaków, dodając odpowiedniki różnych mitów Czech i Polski – nawet Lublina. Polak z którym się kontaktowali pośrednio Grimmowie, stwierdził, że oryginał „Ashenpudela” jest w polskich przekazach ludowych popularny i nazywa się „Popieuszek”, a nawet próbowano go odprawiać jako przedstawiania. Przekazów ustnych nie potwierdzono dokładnie w źródłach, tak samo jak i scenariusza dramatu „Popieuszka”, lecz nie ma wątpliwości, że Czeski badacz nie kłamał, a obecność wątku w rosyjskiej Wasylii tylko potwierdza sytuację.

Jeszcze ciekawiej jest w przypadku „Śpiącej Królewny”, gdzie Bracia Grimm jednoznacznie stwierdzili, że autor „Opowieści dawnych lat” zmieszali wersję oryginalną z inną historią. Oprócz wątków Grimmskich, takich jak wróżki, asystujące przy narodzinach córki (które kojarzą się mocno z Rodzianicami), żabą zwiastującą narodziny córki (popularny motyw u Słowian – od mitów, przez posążki, po sieć sklepów), aż po wiedźmę i motyw dusz bliźniaczych (wskrzeszenie za pomocą pocałunku). Trzeba jednak powiedzieć, że wersja Perraulta jest tym razem dłuższa i… całkowicie wyrwana z kontekstu. Po dotarciu do królewny, nagle załamuje się porządek wstęp-rozwinięcie-zakończenie i zaczyna się nowy wątek, jak niemal w komedii romantycznej. Przez drugie tyle czasu, występuje druga opowieść, w której dochodzi do wyrwanych z kontekstu, dziwnych rzeczy, zmienia się rodzaj narracji jakby ktoś dopisał, między innymi pojawia się też motyw, iż jedna z postaci pochodzi od Ogrów, co jest celtyckim elementem, z mitologii Galów (poniekąd odpowiednik brytyjskiego Orka), i to nie obecnym u Grimmów, pojawia się motyw francuskiego dania, a ostatecznie na zakończeniu pojawia się wierszowany wpis, w którym narrator wątpi, by jakakolwiek współczesna kobieta mogła przez sto lat czekać na męża. Stwierdza też, że małżeństwo zawarte w późniejszym wieku też może być szczęśliwe, ale nie sądzi, by ktokolwiek jego rady posłuchał. Dokładnie widać „szef” pomiędzy „starą opowieścią” a fantazją francuskich pisarzy, w typowych dla nich stylu, odmiennej klimatem, do tego kończącej się czymś w rodzaju morału na poziomie i stylu fraszki Kochanowskiego, o pijaństwie. Mit, nagle zmienia się w coś w stylu „Świata Według Kiepskich” czy kabaretu, ewidentnie pachnie Molièrem. Tym samym nie należy się dziwić, że Bracia Grimm mogli oskarżyć autorów, o zmodyfikowania historii i wydanie jej jako autentyk. Jeśli zaś mówić o szwie, to warto dodać że bardzo często występuje szewc jako główny bohater, u Braci i wykazuje się sprytem. Z kolei jeden z najbardziej znanych mitów słowiańskich, to mit o Szewcu Dratewce, jednej z dwóch głównych wariantów mitu o Smoku Wawelskim.

Co z kwestią Czerwonego Kapturka, czyli trzeciego już konfliktu Perrault-Grimm? Teoretycznie można by doszukiwać się źródeł tej legendy, w postaci lęku przed lasem i wilkami, tyle że szybko odpada taka teoria jeśli zdamy sobie sprawę, że we Francji wilki praktycznie nie występowały – ograniczone były w zasadzie do wąskiego kawałka ziemi pomiędzy granicą z Włochami, a Morzem do tego lasy we Francji, ustępowały „celtyckim” równinom z pagórkami i głazami, oraz fiordami. Obszar najbliższy na wschód, gdzie występowały wilki i były lasy to… Brandenburgia, Łużyce, a także pruska prowincja Pommern i Osternprussen. We wszystkich z nich mówiono po niemiecku, a na dodatek były słowiańskie z kultury i pochodzenia. Do tego wierzono w tym regionie w jeszcze inną „humanizację” tych stworzeń – Wilkołaki. Czyli wszystko się zgadza na korzyść Grimmów i jednocześnie na korzyść Słowian.

Inną kwestią są historie takie jak „Jaś i magiczna fasola” (któremu przypisuje się podobieństwo do mitów Indyjskich) oraz „Kot w butach”. Widać więc że Perrault używał historii sięgnął po kilka mitów pochodzących z drugiej strony Łaby (a może i wcześniej, biorąc pod uwagę iż przed rewolucją demograficzną w Zagłębiu Ruhry, granica Słowian była jeszcze bardziej wysunięta na zachód) – czyli Grimowie mieli rację. Po za tym warto dodać, że o ile na Wschodzie Europy baśnie były otaczane szacunkiem religijnym, będąc elementem dawnej mitologii, wyjaśniające funkcjonowanie społeczeństw i przyrody (choćby fakt, że mitem o Pani Zimie tłumaczono powstawanie śniegu – miała ona trzepać poduszki), to o tyle we Francji nazywane je już w XVIII wieku „Historiami Babci Gąski” ludowym określeniem nieprawdopodobnych, nieprawdziwych, niegodnych uwagi opowieści, zwany wulgarnie „Opowieściami starej baby”. Czy gdyby te historie pochodziły realnie z przekazów ustnych, związanych z mitologią Celtów, Galów, wówczas Francuzi podchodzili by do nich tka ksenofobiczne? Zdecydowanie nie.

Nie znaczy to jednak, że wśród bajek braci Grimm nie znalazło się nic z rdzennych Niemiec. Heroiczna opowieść Siedmiu Zuchów ze Szwabii (nasuwająca skojarzenia z westernem Siedem Wspaniałych) i historia Flecisty z Hammeln – oba te historie zostały spisane 300 lat przed Grimmami. Problem w tym że „Siedmiu Zuchów ze Szwabii” wcale nie pochodzi ze Szwabii! Szwabia była w kręgach niemieckojezycznych czymś co dla Polski jest „Podlasie” – robiono żarty, w którym ludność z „Szwabii” robi coś głupiego. Wraz z Kotem czy Jasiem, wydają się należeć do jednego kręgu kulturowego. Jeśli zaś zachodnia ludność próbuje stworzyć z opowieści „chaotyczno-heroicznej” coś bardziej „dziwnego” to wychodzą wątki w stylu „Charlie i Fabryka Czekolady”, co widać w sumie w zakończeniu wątku Hameln (co ciekawe, jest tutaj wskazana lokalizacja – to ewenement u Grimmów). Muzykanci z Bremy też wydają się jakoś związani z tematem, choć w sumie ciężko powiedzieć może to być wyjątek (bowiem mówiący osioł pojawia się po raz pierwszy w… Biblii, gdzie odzywa się kiedy ma niedobrego pana).

Często w ilustracjach do Braci Grimm pojawiają się postacią ze specyficzną szpiczastą czapką, kojarzoną z Niemcami, szczególnie południowymi, bądź Holandia czasami tiarą. Trzeba jednak dodać, że to oryginalnie było wschodnie nakrycie głowy, szczególnie popularne wśród Tatarów (nawet welon ślubny to Tatarski twór), zaś wykopaliska pokazują, że taka czapka była już w starożytności i czasach pogańskich stosowana w Europie Wschodniej, widać to na Światowidzie ze Zbrucza, idolu z Połabian czy nawet znacznie starszych wykopaliskach.

Można jeszcze zwrócić uwagę, że masowe występowanie mówiących zwierząt w Grimmach można uznać za nadprzyrodzoność samą w sobie. Takie same występuje w Bajkach Ignacego Krasińskiego oraz Ezopa z Lublina. Być może były to wierszyki, a być może też formy mitów – bowiem mity o mówiących zwierzętach występują masowo w Syberii, a także u Indian (w jednym z mitów, świat miał stworzyć… Niedźwiedź). Po za tym kilka bajek Ezopa znalazło odzwierciedlenie w baśniach ukraińskich. Trzeba dodać, że Ezopa często myli się z Bieratą z Lublina, który opublikował swoje baśnie, do których dodał część bajek Ezopa. Słowiańskie pochodzenie, także oryginalnego Ezopa jest jednak wielce prawdopodobne, biorąc pod uwagę zbieżność roli np. Wilka czy Lisa w tworach Ezopa, baśniach Rosji i pokrewnych do Rosji baśniach Syberii (Syberyjczycy nie mogli mieć kontaktu z Ezopem), oraz fakt że jeśli dodać gen R1a, I2 i G (trzy typowe dla Słowian i ludów wschodniej Europy, które występują też w Grecji) to wychodzi na to że Słowianie-Europejczycy wschodni stanowili, aż połowę populacji Grecji (szczególnie północ) zaś biorąc pod uwagę, że do cywilizacji Greckiej należała wcześniej też Macedonia Północna i Tracja (Bułgaria) to przekroczy to połowę! O ile architektura, mitologia czy rzeźba Grecji była typowa dla bliskiego wschodu, to język jest już mieszany (są też analogie do Sanskrytu i Palijskiego, pokrewnego ze Słowiańskimi Językami, a przecież Grecki miał należeć do języków Kentum, a nie Satem!). Filozofia grecka nie jest podobna do bliskowschodniej, ani np. celtyckiej, ma sporo elementów przypominających raczej Indyjską, a przecież wiadomo że Ariowie ze północnych Indii, skąd pochodził np. Budda są bliskimi krewnymi Słowian. Do tego można dodać jeszcze zbieżność bajki „O żabie co chciała być królem” do Grimmowskich, Polskich czy Rosyjskich mitów o księciu zamienionym w żabę. Dlaczego to akurat w bajce o zwierzęciu co miało być królem, występuje akurat żaba? I czego w mitach wschodniej Europy, książę (czyli syn króla – dawniej księciem nazywa też władcę Słowian) jest akurat żabą? Na pewno nie jest to przypadek.

Pewne głosy mówiące o tym, że np. Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków, pochodzi z Włoch pozbawione są sensu, bowiem skoro Włosi mieli od tysięcy lat taką legendę, to czemu przez 1 000 lat istnienia Starożytnego Rzymu jej nie zapisano? Po za tym – co prawda istniały w Rzymie, bogowie którym składano ofiary w domu (chyba najbliższe krasnoludkom, choć woń to lekka) lecz nie było nic o istnieniu krasnoludków w lesie! Z kolei u Słowian mamy krasnoludki, skrzaty, bożęta, domowiki, ubożęta, poddziomki i inne związane z lasem. Patrząc na kwestię baśni, nie ulega wątpliwości że jest to gatunek wyłączny Słowianom i ludom pokrewnym ze Słowianami. Czasami mianem „Baśnie” określa się też inne historie (np. Arabskie czy niektóre legendy celtyckie) lecz to co innego. Choć w przypadku baśni 1001 nocy istnieje swoiste „connection”. Bowiem w chwili wydania ich, Imperium Perskie obejmowała swym zasięgiem sporo terenów na północ, z ludnością R1a – Uzbeków czy Pasztunów. Dzisiaj było by to ponad 60 mln osób (+10 mln mln osób o pochodzeniu północnym w 70 mln-owym Iranie), choć państwo obejmowało też Irak czy część Anatolii, to była też ludność R1a z części Afganistanu i Pakistanu. R1a posiadali też Słowianie na Połabiu, Prusach Austrii i Bawarii (ponad 45 mln słowiańskiej ludności niemieckojęzycznej z Czechami włącznie). Dlatego właśnie „Lampa Alladyna” oraz „O duchu z butelki” są podobne, choć oczywiście to tylko wyjątki. Mity Słowian to właśnie bajki/baśnie, tylko pod inną nazwą, bo słowo mit pochodzi z grecji, a słowo saga ze skandynawii. W stereotypie mit to opowieść, gdzie bogowie ze sobą walczą, dzielą świat między siebie, tworzą rody, płodzą olbrzymów/herosów i towarzyszą w aspekcie apokalispy bądź stworzenia świata na nowo – to nieprawda. Tak jest tylko w opowieściach bliskowschodnich w religiach „petetyczno-heroiczno-khaotycznych”. W innych mitologiach jest inaczej. Warto dodać, że częstym elementem tworzenia dowodów na istnienie rozprzestrzeniania się danej kultury, poprzez określenie jego źródła jest „efekt kropli atramentu na szybie”, gdzie źródło jest tym intensywniejsze, tym czarniejszy kolor. Zbiór polaka Oskara Kolberga zawiera 12 000 pieśni ludowych, 1920 podań i baśni ludowych, baśni (bez wyraźnej granicy), 2700 przysłów, 350 zagadek, 15 widowisk ludowych i wiele innych dokumentów etnograficznych. W porównaniu do Grimmów to nokaut. Do tego autor umieścił bardzo szczegółowe odnośniki do regionów, skąd zebrał opowieści, dzieląc je na wiele kultur (np. Mazury, Mazowsze, Śląsk, Kaszuby itd.). Całkowitym mistrzem był Mečislovas Davainis-Silvestraitis, który z Litwy zgromadził około 700 podań ludowych, 250 pieśni ludowych, 500 krótkich powiedzeń ludowych, 600 zaklęć pogańskich, 1000 opisów medycyny ludowej i ziół leczniczych.

Tak więc prezentuje się wkład Braci Grimm w rejestrację mitologii słowiańskiej. „Najbardziej zachodni kraniec Azji” czyli Połabie, Prusy, Karantania czy Słowianie Bawarscy zostali zarejestrowani właśnie przez nich. Co prawda 200 mitów Braci Grimm, wydaje się nie tak duże jak 640 mitów Afanasjeva, lecz Grimmowi mieli jednak pewną przewagę, która sprawiła że to oni stali się tak ważnym importerem mitologii słowiańskiej i to właśnie ta zachodnia próbka rozpowszechniła się w Europie i na świecie. Dlatego tak wiele mitów (Śnieżka, Kopciuszek, Roszpunka, Rumpelstik, Drzewo Jałowca) zostało zaadaptowane tak wiele razy. Hans Christian Andersen użył baśni Grimmów i innych baśni Słowian, jako inspiracje do stworzenia swoich historii autorskich (między innymi Królowa Śniegu inspirowana Śnieżynką, czy Mała Syrenka inspirowana mitem o Juracie czy mitem o Warszawie, nie było zaś inspiracji mitologią Skandynawską rodzimą autorowi), zaś motyw żywej lalki został wykorzystany przez Carla Colodiego do stworzenia książki o Pinokiu (początkowo miała kończyć się źle, gdyż autor chciał być „włoskim Szekspirem”, ale musiał zmienić zakończenie i dopisać nowe rozdziały) choć inspirował się też Biblią. Anglicy użyli motywów wschodnich, aby wyjaśnić własne motywy (krasnoludki zostały użyte w opowieści o „Pojeździe na parę”).

W czasach tych baśnie rejestrowano wśród Słowian niemieckojęzycznych, Słowian słowiańskojęzycznych, finów, ludów autajskich, a także w Norwegii gdzie duża ilość zarejestrowanych wynikała z obecności ogromnej ilości Lapończyków w kraju (co trzeci „Norweg” był związany z połową Polaków, a była jeszcze uralska haplogrupa N1c1) – to wyjaśnia za pewne popularność Krasnoludka w Norwegii, który wziął się od fińskiego stworzenia Tomtotu, którego przerobiono na Tomte/Nisse. Fala ruszyła i w tym okresie ewidentnie Europą rządzili Słowianie, Bałtowie i Ugrofinowie – to największy wówczas w historii tak masowy wpływ wschodu na zachód, od czasów średniowiecza.

Dzięki temu, że tak dużo Słowian przeszło na j.niemiecki (w owym czasie nawet 66% ludności niemieckojęzycznej!), Grimmowie mogli zarejestrować tą pozornie „niewielką” (większość znanych baśni Grimmów to około kilkunastu opowieści) część i rozpowszechnić ją po niemiecku, który z kolei łatwo tłumaczyło się na Angielski, a angielski stawał się wówczas już językiem globalnym. I jak tu się nie zgodzić, że germanizacja to jednak nie jest zła rzecz?

Biorąc pod uwagę skalę w jaką Grimowie wypromowali legendy Słowian, oraz to że ich historie nie pochodziły od Niemców, nie należy się dziwić – Słowianie oraz pokrewne z nimi ludy wschodnioeuropejskie obejmowali około 2/3 procent populacji Europy. To nie tyle że fakt ten odbiera dziedzictwo Niemcom. Po prostu to granice języka niemieckiego, przesunęły się na wschód i zaczęły dotyczyć innych od niemieckiej kultur – to taj jakby Niemcy wchłonęli kulturę większą od siebie i tyle, a bycie „Niemcem” mogło oznaczać i bycie Niemcem i bycie Słowianem i bycie Bełtem. Łączył ich tylko język, więzy polityczne, oraz przyjazne sąsiedztwo. W XIX wieku po niemiecku mówiło 40% Polaków, 70% Czechów, 95% Połabian, 99% Karantan, 99% Słowian Bawarskich – dziś było by to w sumie około 68% procent ludności nimieckojęzycznej, ze względu na dużą germanizację językową, a i także duże zaludnienie okolic Berlina, Lipska i Dolnego Śląska.

Warto teraz dodać kilka zbiorów motywów z Baśni Grimmów:

Dodaj komentarz