Jak przemysł NATO przegrał Zimną Wojnę – Zachód będzie najbiedniejszy na świecie?

Fabryki w Chinach od początku rewolucji w 1989 powstają jak grzyby po deszczu. Jest to wysoce opłacalne dla Chińskiej Republiki Ludowej, za to wysoce nieopłacalne dla państw skąd pochodzą właściciele marek.

Faktem jest, że nie ma żadnego znaczenia gdzie idzie „przychód”, a ni kto jest właścicielem, tylko to w jakim państwie zbiera się produkt krajowy brutto według parytetu siły nabywczej wraz z konsumpcją pośrednią, stanowiący niewidzialną rękę rozwoju i sprawiający, że kraj jest coraz to bogatszy, silniejszy i jego kapitał jest większy. Bowiem pieniądz jest tylko umownym czekiem, jak zamiennik dawnych towarów uniwersalnych, które wycelowały z handlu wymiennego. Jedna to parytet siły nabywczej jest wskaźnikiem kapitału kraju, a pieniądz tylko i wyłącznie naczyniem na niego. Gdy w kraju rośnie ilość produkcji, sprzedaży i usług, włącznie z szarą strefą i płacą nieodpłatną, obroty sprawiają że obiekt „tanieje” ale jego wartość się nie zmienia. Bowiem nabycie tego samego przedmiotu za niższą kwotę, nie oznacza że przedmiot jest mniej wart (bowiem jest nadal tym samym) tylko, że siła nabywcza wzrosła bowiem, można za te same pieniądze nabyć więcej. Zazwyczaj pieniądz jest emitowany na równi z wzrostem obrotów, stąd zamiast spadku cen produktów, jest wzrost pensji i dochodów. Efekt jest ten sam.

Tym szybciej obroty handlu, usługi produkcji są w ruchu tym bardziej rośnie PSN kraju, ale zwiększanie obrotów wymaga dużych starań infrastrukturalnych, logistycznych, prawnych, administracyjnych i projektowych, a także elementy muszą być zsynchronizowane na zasadzie popytu i podaży – te elementy budowane są przez lata. Te ostatnie można obejść w postaci eksportu.

Kraj z faktu, iż to w jego państwie mieści się centrala, nie daje mu absolutnie nic, bowiem same biuro nie generuje dużego produktu z samego tylko projektu. Inną sprawą jest dystrybucją, ale w tej sprawie nadal jest importerem, niczym się więc nie różni od importerów sprzętu obcego projektu. 

Łazikowo Górne ma większą produkcję systemów opartych na krzemie, niż Dolina Krzemowa w USA. Rzecz ta nie jest niezwykła, biorąc pod uwagę, że w Dolinie Krzemowej – nie dochodzi do produkcji elektroniki! To tylko biura projektów i rachunków.

Faktem jest, że Apple nie jest tak naprawdę dużą firmą w branży produkcji sprzętu. Owszem, obroty ze sprzedaży produktów Apple na terenie USA są nie do zakwestionowani, ale…. Nie można tego porównać do oddziału w Chinach, który nie dość że dystrybuje je na kraj o większej gospdoarce niż USA, to na dodatek wraz z Apple w indiach, są odpowiedzialne za całą produkcję IPhonów czy IPadów, które są przecież dystrybutowane na cały świat, a następnie rozprowadzane przez lokalne spółki. Tym samym Apple jest wyłącznie importerem chińskich produktów w USA, niż światowym producentem. A dominującą częścią produkcji Apple w USA jest – produkcja energii elektrycznej z paneli na dachu ich biurowca. Bowiem IPhonów nie produkują. Wszystko produkują spółki w Chinach. Są to głównie przedsiębiorstwa Foxconn. Sam Foxcoon też z resztą nie jest zbyt przychylny dla własnego kraju – Taiwanu, bowiem większość produkcji obeujmuje nie Foxcoon, ale Foxcoon China. Produkuje on na zlecenie Apple, Nintendo czy Sony między innymi: iPod, iPhone, Mac Mini, MacBook, płyty główne z chipsetami Intel, konsole Play Station, kosnole Nintendo, konsole Xbox, telefony Motoroli, czytniki Kindle, komputery i laptopy Della i HP. Nintendo czy Microsoft również pozostają wyłącznie projektantami i dystrybutorami, nie używając kapitału produkcynego i zlecająć produkcję oddziałów w Chinach generują zamożność Chińskiej Republiki Ludowej, która przecież stanowi powszechne, globalne zagrożenie. Foxcoon China stał się globalnym monopolistą na kosnole do gier, zaś wiele „światowych producentów” jest wyłącznie biurami projektowymi, a tak naprawdę cała produkcja jest w rękach Chin, gdyż dystrybutorzy są całkowiocie zależni od wytwórców. Foxcoon China to ponad 100 000 pracowników i maszyn zastęujących 50 000 pracowników,.To ewidenty rekord wiatowy brandży i wynik na miarę najbardziej zatrudniających pojedyńczych społek.

Tutaj należy dodać również kwestie legalności Taiwanu i ChRL. Bowiem gdy po II Wojnie Światowej komuniści zdobyłi Republikę Chińską, część się obroniła – wyspa Taipei/Taiwan. De jure jednak Chińska Republika Ludowa nie istnieje, gdyż zgodnie z 4 konwencją Haską o Prawach i Zwyczajach Wojny, ChRL pozostaje okupantem Republiki Chińskiej! Tym samym prawo ChRL jest całkowicie niebyłe, a państwo to nie istnieje.  Uznanie międzynarodowe nie ma tutaj rzadnego znaczenia, bowiem o tym decyduje prawo, a nie wypowiedzi polityków. Uznanie ChRL jest tym samym pogwałceniem 4 konwencji Haskiej, gdyż okupacja według niej będzie zawsze traktowana jako tymczasowa, zaś Republika Chińska nigdy nie zrzekła się swojego posiadania całych terytroium Chin. W kwesti legalności, Chińska Republika Ludowa niczym nie różni się od dawnego Kalifatu ISIS. Inna sprawa, że ChRL presją wdarła się nielegalnie do ONZ. Możliwe, że odbyło się to z powodu faktu, iż Taiwan jest pewnego rodzaju zakłądnikiem ChRL, gdyż lokalizacja umożliwia Komunistom szybko przetransportowanie wojsk, w przypadku gdy Komuniści zechcą zaatakować Taiwan i sprubować aneksji. Czy można więc uznawać uznanie międzynarodowe złożone dla pozoru? Stanowi to raczej tzw. wadę oświadczenia woli. Bowiem można przecież nieuznawać uznania i zastosować podwójną negację. Większość przedsiębirostw uznaje Taiwan za odrębne państwo, pisząc „Made in Taiwan” i dając go na listę państw do wyboru, przy rejestrowaniu konta na ich stronie. Czemu więc uznanie międzynarodowe jest pisane na Wikipedii tylko z punktu widzenia państw, a nie równieżrównież osób fizycznych i prywatnych podmiotów? Po za tym uznanie międzynarodowe, nie ma prawa decydować o legalności czyiś spraw wewnętrznych. O tym decydują zapisy poszczególnych konwencji międzynarodowych i lokalnego państwa.  

To Chiny produkują chociażby podzespoły MSI. Japonia czy Korea nie jest wcale gigantem branży elektroniki, bowiem produkcją zajmują się Chiny. Największa w Chinach aglomreacja Shenzhen posiada w dolinie delty, ogromną ilość fabryk stąd jest często nazywana „Fabryką Świata”. To właśnie tam jest najwięcej przedsiębiorstw produkujących w chińskim systemie produkcji elektroniki i nie tylko. Nie ma już amerykańskich gigantów elektroniki i japońskich gigantów elektroniki. Nie ma już Big Tech. Chiny zmonopolizowały rynek wielu sektorów elektroniki i chodź co prawda często kojarzymy made in china z słabej jakości plastikowymi wytworami, to jednak obecnie głównie elektronika jest made in china. Mimo to nadal nie jedna firma zachodnia „odpowiadająca” za sprzęt z plastiku przestała być zachodnia, a stałą się wschodnia – fabryki wykonawcze stały się podmiotem dominującym. Matchbox nie jest producentem „resorków” tylko jest nim Matchbox Makau, zaś Hoot Wheels jest produktem… Malezji. Hasbro czy Takara nie są producentami figurek, tylko Hasbro China czy Takara China. Peugot czy Citroen stały się Marokańskie, a przestały być Francuskie, fabryk Forda w Detroid splajtowała, produkcję przejęła Rosja.

Zachód przegrał wyścig o przemysł. Fakt, że właścicielem jest osoby ich obywatelstwa nie daje im żadnej przewagi ani ekonomicznej, ani nawet prawnej. Bowiem nawet jeśli np. USA dokona wywłaszczenia Apple, to nie stanie się właścicielem jego oddziałów na całym świecie. Do tego potrzebował by zgody WSZYSTKICH urzędów antymonopolowych w tych krajach. Bowiem jurysdykcja USA kończy się z ich granicami. Dalej prawo własności jest regulowane przez inne narody. Właściciel jest zarejestrowany w lokalnych rejestrach przedsiębiorców i nawet, gdy spółka macierzysta w kraju przestanie istnień, nadal będzie widniała w rejestrze lokalnego kraju i właściwe nie utraci własności w innych krajach. Stąd np. kiedy dochodzi obecnie do „fuzji” Alstomu i Bombardiera właściciele muszą uzyskać zgodę na fuzję spółek w ponad 50 państwach, według reguł lokalnych urzędów i lokalnych unii (chociażby Europejskie Biuro Ochrony Praw Klienta i Konsumenta). Chodzi nie tyle o fabryki, ale masowe biura dystybucji i oficjalnej reprezentacji w różnych krajach świata. Jeśli nie dostaną np. połowy zgód. Bowiem w połowie państw będą mieli wspólne firmy, a w połowie 2 osoby fizyczne będą mieli oddzielną własność. Można więc każde państwo uznać za „rzeczywistość alternatywną”, które się nie mieszają. Spółka nie może być zarejestrowana w jednym miejscu dla dwóch państw. Nie jest więc jedną spółką. Gdyby np. USA wywłaszczyło centrale Apple, to jednak nie mogło by wywłaszczyć jego oddziałów, gdyż wywłaszczenie kończy się za granicami. Wówczas właściciel mógłby spokojnie kontynuować biuro, gdzieś na drugim, końcu świata, całe fabryki by działały pod jego komendą, a USA zostało by z biurem pełnym kartek i komputerowych programów projektowych, bez niczego do produkcji.

Ludzie jednak czytając o niebotycznej wartości „amerykańskich” firm takich jak Apple z pewnością mogą pomyśleć, że daje to siłę Stanom. Szybko jednak zdajemy sobie sprawę jak bardzo nieprawdziwe są to dane. Zakup centrali nie będzie oznaczał zakupu 95% reszty spółek z logiem „Apple”, bowiem zgodę na przejęcie przez nowy podmiot lokalnego rejestru przedsiębiorców będą musieli wyrazić zgodę państwa w których one są. 50 państw to ponad 50 odrębnych umów do podpisania, ustanowionych przez 50 odrębnych kodeksów cywilnych. Państwo to zamknięty system – można to uznać za kryterium państwa rozumianego de facto.

Przychody spółki mogą być bardzo nikłe, jeśli porównać je do przychód „zagranicznych” odpowiedników firmy. Łączenie spółek powiązanych w jednym państwie jako „koncern” jest zrozumiałe, ale rozumienie jako „koncern” lub „firmę” 10 spółek z 10 krajów jest błędem, gdyż takie coś nie ma żadnego bytu. Żadne prawo państwa nie „widzi” pozostałych. Przedsiębiorstwo jako coś czego korzeń kryje się w ustawach lokalnego państwa nie może być „międzynarodowe” a jedynie daje takie mylne złudzenie. Tak jak „przelewy międzynarodowe”, będące de facto wymianą walut, które i tak nie są wydawane w krajach gdzie nie są używane, a w przypadku przyjmowania ich zwiększą co najwyżej inflację, do nadaje się już tylko do skreślenia wyrazów podobnych.

Wartość spółek to z kolei największy błąd. Nie dość, że nie uwzględniają parytetu siły nabywczej (mówią o wartości nominalnej) to na dodatek liczą wartość sprzętu i akcji której posiadacz jest jej właścicielem podwójnie! To tak jakby akt własności ziemi i tą ziemię liczyć podwójnie. Do tego uznanie, że wartość Tesli 150 mld bo w ciągu roku akcje skoczyły 10 krotnie jest nieprawdą. Gdy rośnie cena danego bytu, zaś sam byt nie powiększa jakości bądź ilości to nie można mówić o wzroście wartości. Tesla nie zwiększyła 10-krotnie liczby produkowanych i sprzedawanych aut! Mówimy więc o 10-krotnej inflacji. A biorąc pod uwagę liczenie akcji i aktywów osobno, to z 150 mld, a potem 15 mld, robi się 7,5 mld. A jeśli uznać, że nie ma takiej spółki jak Tesla „światowa” To ile zostanie Tesli, po odjęciu jej zagranicznych wersji? A jako porównanie dajmy teraz PKP Polskie Linie Kolejowe. Jest właścicielem około 40 000 tysięcy km torów. Cena za metr torowiska x 1000 m x ilość kilometrów linii kolejowych = aktyw o wartość biliona PLN! Właścicielem jest JEDNA spółka. Wartość nie świadczy o zamożności, bo pieniądz ma wartość tylko podczas aktu transakcji – wartość nie wpływa na PKB PSN. Trzeba patrzeć na wartość sprzedaży + wartość produkcji + wartość pensji, wraz z konsumpcją pośrednią. A jeśli mówić o obrotach to weźmy np. Orlen. Produkcja paliwa w Rafinerii Płock to 40 mln ton rocznie (kilkadziesiąt miliardów litrów). Biorąc pod uwagę, że Orlen dokonuje również jej sprzedaży musimy liczyć podwójnie akt wygenerowania PSN, bowiem jednym jest produkcji, a drugą sprzedaż w Polsce. Jeśli oprócz tego uwzględnimy sprzedaż produktów innych na stacjach i uwzględnimy parytet siły nabywczej (Polsce pieniądz jest 2x skondensowany w porównaniu do USA i 3x bardziej w porównaniu do Szwajcarii) to wychodzi, że obroty w Orlen (rafineria + stacje) to pół biliona PLN. Roczne obroty Orlen w Polsce, to prawie 50% wartości największej publicznej spółki w Chinach (według rankingów dla Chin), która z kolei jest warta tylko 20% więcej niż wartość torowisk posiadanych przez PKB PLK.

Więc tym samym jeśli ktoś mówi, że dana firma ma większy obroty niż jakiś duży europejski kraj, to z pewnością myli się lub naciąga.

Przesłanie pieniędzy do danego państwa nie zwiększy jego zamożności, a jedynie infację u dającego spowoduje to deflację. Dlatego też podczas planu Marshalla, USA dostarczało Europie surowce potrzebne do odbudowy infrastruktury. Pieniędzy wymienić nie mieli na co, bo spadła wartość pieniądza (pieniądze, nie waluty), a złota i tak by nie wymienili bo nikogo nie było stać na jego skup. Nawet gdyby zaczęli nagle płaci złotem to by spowodowało to tylko inflację. Mogli jedynie dostarczać surowce, tak samo jak potem dostarczali samochody pancerne do Afganistanu. Tym samym najlepszym sposobem na pomoc biedniejszym krajom, jest wysyłka produktów. W ten sposób działał chociażby unijny program wspierania rodzin wielodzietnych, w wyniku czego dostali wysyłką, chociażby darmowe paczki makaronu. Fakt ten dał o sobie znać w czasach zbrodni wojennych Królestwa Hiszpanii, kiedy to po podbiciu Meksyku przez Corteza, myślano że „kolonie” doprowadzą do wzrostu gospodarczego i zamożności ich państwa. Okazało się jednak, że produkcja towarów generowała PKB PSN kolonii nie zaś Hiszpanii, a niewykorzystane PSN w Meksyku, wpłynęło na niskie ceny lokalnych produktów, zaś Hiszpania nie miał korzyści, gdyż nie była jego częścią, Hiszpanie nie mogli więc kupić kolonialnych produktów, gdyż nie mięli więcej pieniędzy niż wcześniej, zaś złoto jako płacidło szybko uległo inflacji. Handlarze kolonialni splajtowali, zaś obszary kolonii się rozwijały. Z tego powodu część cywilnych Hiszpanów, Walencjan czy Andaluzja migrowało do Meksyku, co tylko przyspieszyło odzyskanie przez Meksyk niepodległości. Ten sam scenariusz ekonomiczny, wzrost gospodarzy kolnij, z brakiem wzrostu zamożności mieszkańców metropolii, powtórzył się w Ameryce Południowej czy Afryce, przyspieszając zabicie okupantów.

Dbanie o obroty we własnym kraju jest istotne, bo jest podstawą solidnej organizacji narodowej. Gdy dany kraj jest bardziej wydajny, właściciel firmy korzysta na tym jeśli mieszka w nim. Gdyby w USA zapanował kryzys i bardzo zmniejszyły by się obroty, wówczas milionerom i miliardarom nie pomogło by ich bogactwo, gdyż musieli by na wszystko wydawać więcej. Wówczas pozostało by im jedynie upuszczenie kraju i znalezienie państwa, gdzie ich pieniądze („pneuma”) znalazły by swoje „psyche”. Taka migracja była by jednak traumą dla większości osób zmuszonych do takiej ucieczki. Niektórzy ludzie robią fabryki za granicą, bo mają małą możliwość w swoim kraju (firmy z niewielkiej Danii, Szwecji czy Holandii próbują robić interesy na większych rynkach), lecz trudno to zrozumieć w przypadku np. USA czy Niemiec.

Warto dodać, że fakt iż właściciel ma jest z danego państwa nie daje temu państwu rządnej korzyści jeszcze z jednej strony. Bowiem czy rzeczywiście przedsiębiorstwo w kraju A jest w „rękach” obcokrajowca? Przecież właściciel spółki w kraju A, posiadający obywatelstwo kraju B, ma własność nadaną przez konstytucję i kodeks cywilny kraju A, tym samym prawo własności pochodzi od rządu kraju A, który przecież jest wybierany bądź pochodzi od obywateli kraju A! Tym samym jeśli spółka jest w rękach osoby z kraju B, a własność osoby z kraju B to bytu w kraju A, jest w rękach rządu obywateli kraju A, który uchwala prawa odnośnie posiadania prawa własności, to tym samym zgodnie z prawem przechodniości implikacji, zwanym też prawem sylogizmu wynika, że cała działalność gospodarcza w kraju, jest w rękach obywateli tego kraju.

Uzależnienie od importu jest istotne, ale uzależnienie od eksportu również ma znaczenie. Czechy są wysoko uzależnione od eksportu. Dlatego najlepiej by było, aby nie tylko produkować masowo produkt w kraju, ale i masowo je sprzedawać. Gdy spada import, fabryki w kraju mają większy rynek zbytu w środku i nie dochodzi do przeplatania się importu z eksportem. Wyjątkiem są produkty na zamówienie jak np. pociągi czy autobusy, gdzie eksport Solaris’ów z Polski na cały świat, jest czymś normalnym. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy mimo przejęcia całego sektora w kraju przesz krajowe produkty, nadal coraz więcej produktów idzie na eksport z powodu wysokich zamówień. Tak się dzieje w Polsce z sektorem mebli czy surowców naturalnych (węgiel czy siarka). Wówczas można zwiększać rynek zbytu, choć tak naprawdę nad kolejną zwiększeniem się produkcji na eksport odpowiadają głównie zamówienia i kontrakty ustalane za granicą, między zleceniodawcą produkcji, a odbiorcami w różnych krajach. Polacy osiągnęli niemal mistrzowski poziom w kwestii koncentracji kapitału. Prócz wymienionych wyżej wyjątków, masowo wbija się zbyt z produkcji w krajowy rynek – eksport jest ostatecznością, choć oczywiście są wyjątki od tej reguły. Nieco inaczej jest z przedsiębiorstwami handlu. Tutaj chodzi nie tyle o zbyt ale o obroty. Podstawową zasadą przedsiębiorstw handlowych wywodzących się z Polski jest zasada „Nie idź za granicę. Sprzedaj w kraju ile możesz”. Być może wynika to z XVI wiecznej ustawy, która kazała obcokrajowcom kupować produkty Polskie na terenie Polski, zamiast Polakom sprzedawać je za granicą co przez lata wpoiło się to w mentalności jako przyzwyczajenie, bądź też s faktu hermetyczności społeczeństw tej części Europy i jej dobrej organizacji lokalo-centrycznej społeczeństwa kumulatywnego. Najlepszym przykładem jest fakt, że Lidl otworzył pierwszy sklep poza Niemcami, kiedy miał w Niemczech 300 sklepów. Zaś Biedronka ma w Polsce już 4000 sklepów i ani jeden nie wyszedł za granicę. Kiedy w Polsce założono Lidl Polska, kraj dostał podwójny strumień wzrostowy.

Gdy polski rynkę jest już naprawdę przepełniony, a produkcja coraz większa eksport jest koniecznością. Nie znaczy to bynajmniej, że Polacy też nie mają za swojego za uszami. Za produkcję w Chinach, odpowiedzialne są między innymi takie firmy jak Polux, Amibition, Impact, Dromader czy inne.

Nie ma wątpliwości, że w praktyce firma jest „-ska” w stosunku do udziału danego kraju w niej. Firmy te działają oddzielnie, ale ten kraj, gdzie najwięcej się produkuje – może się pochwalić. Nie ma wątpliwości, że zachód poniósł porażkę w tej rywalizacji. Nie tylko Chiny i Azja, ale i też Europa Wschodnia, a nawet reszta świata, rozwiana się wiele razy szybciej niż Zachód. Kraje Azji i Europy Wschodniej masowo przeganiają zachód pod względem PKB PSN na jedną osobę. W Europie dominuje Grupa Wyszechradzka, Rosja i Kraje Bałtyckie, ale praktycznie każdy rozwija się szybciej niż np. Francja (wyjątkiem jest Irlandia i Malta, które nadal idą w przód). Gdyby startowały z tego samego miejsca, zachód był by dziś jednym z najsłabiej uprzemysłowionych rejonów świata.

Świat uległ całkowitej demonopolizacji „zamożności”, dawniej jedynie USA, Europa Zachodnia, niektóre państwa Arabii i wybrane kraje Azji były mocne gospodarczo. Teraz z wyjątkiem niektórych regionów świata (rejon Sachelu, Afganistan) jest coraz podobniej, a większość pozostałych jeszcze biednych krajów, rozwija się szybko.

Państwa, w których istnieją „centrale” nie za dużo z nimi zrobią. Państwa posiadające fabryki, mają możliwość błyskawicznego wywłaszczenia zakładów i przejęcia wszystkich patentów, gdyż na to zgodnie z konwencjami międzynarodowymi musieli wyrazić zgodę przedsiębiorcy, inaczej nie dostali by zezwoleń na działalność. W rękach Chin pozostają de facto Apple czy MSI, a w naszych – Ikea, Fiat czy Bosh. Tutaj trzeba wymienić, że o ile nowy porządek świata jest na stratę dla zachodu, to Polska znalazła się na liście zwycięzców. Chiny pozostają oczywistym Cesarzem całego tego zjawiska, już za moment USA wyprzedzą Indie w produkcie krajowym brutto PSN, zaś u boku „cesarza” plasują się kolejni potentaci obecnego porządku. Polska jest jednym z największych z nich. Wraz z nami jest Rosja, Turcja, Pakistan, Wietnam czy Argentyna. Tym samym należy zaznaczyć, że gdy już świat pod względem zamożności ulegnie całkowitemu wyrównaniu, nie minie rok zanim zachód zacznie gwałtownie spadać w stronę najniższych miejsc. 

Do tego trzeba jeszcze dodać fakt, iż PKB nie uwzględnia szarej strefy, czarnego rynku i pracy nieodpłatnej (produkcja na potrzeby własne, rodzinne czy wolontariat). I np. Grecja ma PKB PSN PC w przeliczeniu na złotówki – na poziomie 160 000 PLN rocznie. Z kolei Demokratyczna Republika Konga tylko 20 000 jako jeden z krajów Afryki o najmniejszym wskaźniku. Grek ma wyprzedać Kongijczyka o nierealną ośmiokrotność. Policzmy jednak „PKB niewidzialne”. Szara strefa w Grecji to 20% gospodarki płatnej, a prace nieodpłatne – około 10% gospodarki (nie licząc szarej strefy). Z kolei w Demokratycznej Republice Kongo – szara strefa to 66% gospodarki płatnej, a prace niedolane – 80% gospodarki nie licząc szarej strefy (rozumiejąc, że stosunek do białej strefy to 8:2). Musimy więc najpierw szarą strefę przemnożyć mnożąc PKB przez udział szarej strefy w gospodarce , potem przez procent płacy nieodpłatnej, a następnie oba wyniki dodać do puli PKB. Co wtedy wychodzi? Jeśli uwzględnić też czarny rynek, to PKB PC PSN Grecji wynosi około 260 000 złotych na osobę rocznie, zaś w przypadku Konga – 140 000 złotych rocznie na osobę. Różnica zakośności, która miała wynosić 1:8 okazuje się różnicą jedynie 1:2! Kongo nie jest wcale tak biedne – po prostu ma inną kulturę ekonomii. Dlatego też nawet gdy będzie wzrost, Europa tego nie zauważy. To samo można powiedzieć w mniejszym stopniu o Grecji czy Włoszech, które są uważana z gorsze kraje południa Europy, z powodu tego że mają dużą szarą strefę i rynek nieodpłatny. Np. w Niemczech szara strefa wynosi tylko 10%, a w rzekomo najbogatszej Szwajcarii – 5%. Ona nie jest najbogatsza – ona opodatkowała szarą strefę i tyle.

Dodaj komentarz