W Polsce mieszka nie 150 000, a 2-4 mln Niemców!

Czyli „Dziedzictwo rasowo-mentalno-kulturowe ludności o korzeniach niemieckich w Polsce na zasadzie embodimentu idei przekazywanych  przez efekt lustra i wpływ habitatu.” – rzecz o największej w Polsce mniejszości i jednej z niewielu mniejszości napływowych. Jedynej, poważnej mniejszości w Polsce, która rzuca się w oczy.

Jeśli mówić o „mniejszości niemieckiej w Polsce” zazwyczaj nasuwa się na myśl 150 000 osób, które zadeklarowały w spisie powszechnym narodowość Niemiecką, gdyż stosują na co dzień ten język. Jednak po IX wieku język niemiecki stał się językiem wielu narodów (Ślązacy, Połabianie, Karantanie, Prusowie) więc nie jest to dobre źródło.

W rzeczywistości można pokusić się stwierdzenie, że „mniejszość” niemiecka w Polsce to 2-4 miliony Nadreńczyków, czyli mieszkańców o korzeniach realnie od początku niemieckich czyli ludzi o pochodzeniu z terenów między Łabą, a Renem. Przybywszy do Polski w okolicach XIII wieku, zachęceni do przez książąt dzielnicowych do osadnictwa, nieustannie przekazywali z pokolenia na pokolenie elementy nie tylko wyglądu, ale także zachowania czy sposobu bycia. Ze względu na instynktowną potrzebę zakładanie rodzin wśród własnej „kategorii” genetycznej (wymóg zachowania ciągłości ewolucji), nieustannie od kilkuset lat zachowują swoją istotę, i dziś być może jedyne co łączy ich z Polakami to język. Zrozumienie genezy obecności tych ludzi w Polsce, ich sposobu myślenia, jak i metody ich rozpoznawania mogą być ważne dla dobrego dialogu społecznego w Polsce dla obu stron tych odmiennych kręgów kulturowych.

Nadreńczycy, nie mówią o sobie jako „Niemcy” ale jednocześnie cały czas (nawet podświadomie) dają znać o tym kim są. „Świadomość narodowa” to sztuczny, nie-naukowy wytwór XIX wiecznego, wczesnego nacjonalizmu, który chciał potraktować naród tak jak organizację, do której można dołączyć lub odłączyć, ignorując jego rodową, odwieczną genezę. Teorie robiono bez analizy wstecznej i nie poprawiano ich potem (tak jak teorię PIE) pojawiało się wiele falsyfikatów (np. Kronika Prokosza). Do tego doszło mylenie narodowości z obywatelstwem (gdyż po angielsku oba pisze się jako „nationality”) co spowodowało spaczenie definicji „Polak’/”Niemiec” tak jak i innych ludów. W rzeczywistości wieki i tysiące lat wcześniej ludzie nie potrzebowali „deklaracji narodowości” by wiedzieć kto jest kim. Wiedział już o tym Tacyt, Geograf Bawarski czy Prokopiusz z Cezareji który po pracach terenowych i zbieraniu danych określał gdzie jest Wandal, kto Gal, kto Wielet, kto Polanin, a kto Sarmata i po latach okazało się że mieli rację. Skoro w spisie powszechnym narowiści każdy może zadeklarować co chce, spis taki nie ma żadnej wartości naukowej. Jedyne co nam zostało to historyczne mapy, testy DNA i analiza osadnictwa oraz kręgów kulturowych, czyli sprawdzić wszystko trzecio-osobowo.

Zasięg języka Niemieckiego w latach 30-stych

Nadreńczycy (zwani dalej „Niemcami”, według esencjonalistycznej wersji definicji narodowości) to w niemieckojęzycznej nomenklaturze osoba o korzeniach germańskich/niemieckich, czyli wywodząca się z rodów rejonów od Renu po Łabę. Taką osobą może być mieszkaniec Monachium, Bremy, Hamburga czy Dortmundu (praktycznie całe terytorium dawnego RFN). Inna spraw osobami niemieckojęzycznymi, które nie muszą mieć żadnych związków z Niemcami. To przeważnie ludy, których język niemiecki był bądź jest językiem wyuczonym historycznie, gdyż ich rodzime języki były zbyt rozdrobnione by używać ich krajowo. Do Folksdoitsche należą np. mieszkańcy Wiednia, Lipska, Miśni, Berlina. Dawniej również mieszkańcy Szczecinia, Królewca, Opola czy Poznania. W 1945 mogło w Polsce być takich osób nawet kilkanaście milionów. Dziś jest ich tylko 150 00 tysięcy. Wraz z utratą języka niemieckiego, przez Polaków niemieckojęzycznych, język utracili też prawdziwi Niemcy na ziemiach Polskich. Obecnie mogą stanowić nawet 10% ludności Polski (na ziemiach zachodnich – 20%). Największe ich skupiska (50%) są w rejonach Wielkopolski Zachodniej, Zagłębia Miedziowego (Głogów, Polkowice, Lubin, Legnica), Stargardu Szczecińskiego, Płocka, Kłodzka, Pomezanii i Ziemi Chełmińskiej. W powiacie Bogatyńskim stanowią grubo ponad połowę. Ich ilość może wynosić nawet 5 mln, jeśli doliczyć na siłę też ludzi o pochodzeniu Nordyckim (Wolin, Wielkopolska, Pomorze Zachodnie, Lubuskie). Dane te przeprowadził Robert Gabel w ramach projektu pochodzenia ludności niemieckojęzycznej żyjącej w okresie międzywojennym. Mozaika genetyczna w tych rejonach pokrywała się z mozaiką dostarczoną przez współczesne badania przesiewowe, takie jak archiwizowane na Eupedii, zaś obszary te wręcz idealnie pokrywają się obszarami, które były udokumentowanymi obszarami nadawania ziem niemieckim imigrantom z XII wieku, więc można być pewnym, że proporcje i skupiska są prze lata niemal niezmienne.

Jak rozpoznać anglendoitsche? Jest to dosyć proste, bo są bardzo charakterystyczni. Przypominają Skandynawów, Anglików bądź Francuzów w przeciwieństwie do Słowian, którzy przypominają Finów.

Anglendoitshe„Slavenpolen”
NosWysunięty w dolny-przódWysunięty w górny-tył
SzczękaWysunięta w przódWysunięta w dół
OczyOdsłonięta powiekaWąskie/wsunięte
Włosy (u dorosłych)Mogą być kręcone, od jasnego blondu po ciemny blondProste, od ciemnego blondu po czarne 
WzrostRaczej wysokiRaczej niski
ZarostDosyć gęstyRzadki
Kolor oczuNiebieski, szary, brązowySzary, brązowy
ZębyDłuższe siekaczeDłuższe kły
BrwiUkośne rozwarcie do nosaProstopadłe do nosa
CzaszkaSzersza u góryMniej szersza u góry
UszyBardziej odstająceMniej odstające

Europa bowiem składa się z dwóch, odrębnych ras o różnym pochodzeniu – północno-wschodniej i zachodnio-południowej. Tą odrębność uznawał już Wincenty Kadłubek, który dzielił Europę na „niezmierną rzeszę ludzi” (czyli Słowian i ich krewnych, aż po Ural) oraz „Celtów” (według jego definicji – całych mieszkańców Europy Zachodnio-Południowej). To właśnie dlatego, absolutnie zawsze te części Europy były odrębne praktycznie we wszystkim. Pojęcie „Europejczyk” jest bardziej efektem przyjaznego sąsiedztwa niż wspólnotą kulturową, choć oczywiście dochodziło do zapożyczeń kulturowych i językowych między obiema stronami. I tak np. Słowianie czcili słońce, a Celtowie (mieszkańcy Europy Zachodniej) czcili gwiazdy, Słowianie palili ciała zmarłych,  Celtowie czy Rzymianie składali do grobu, Słowianie mieli religię monistyczną, Grecy czy Wikingowie – dualistyczną. Grupa wschodnia była liczniejsza niż grupa zachodnia, co za tym idzie – po upadku Cesarstwa Rzymskiego, wschód podczas dyfuzji kultur miał większe wpływy kulturowe na zachód, niż on na wschód, szczególnie w sprawach synkretyzmu religijnego. Widać to chociażby po dużej ilości samobójstw we współczesnej Polsce – kiedyś w Europie Wschodniej samobójstwo było rytuałem i pisali o tym w IX wieku już Arabscy podróżnicy. Logiczne jest że Polacy nie przyjęli by nigdy obcej kultury (przeczy temu instynkt samozachowawczy i odruchy wrodzone, zachowania stadne itd.), chyba że widzieli by w niej analogie do swojej (tak jak z kulturami uralsko-ałtajskim), a tych analogii w kulturach Zachodu i Bliskim Wschodu oczywiście nie było.

Zdjęcie z Islandii, mężczyzna pochodzenia Wikińskiego i kobieta pochodzenia Lapońskiego – unikatowy tyngiel jest typowy dla społeczeństwa Islandii i języka Islandzkiego.

Teoretycznie można oddzielić rasę od mentalności np. dwóch Polaków adoptuje Niemieckie dziecko i go wychowa jak Polaka, jednak ostatecznie zdajemy sobie sprawę, że oddzielenie rasy od kultury nie jest tak naprawdę możliwes. Bowiem wygląd danej populacji jest mocno związany z kulturą. Trudno sobie wyobrazić np. sztukę grecką bez charakterystycznych oczu i włosów u pomników postaci. Dlatego też wyobrażanie, wielu Polaków przez zachodnich malarzy tak jak np. Greków czy Francuzów sprawia, że trudno je powiązać z Polską kulturą. Taki sam los spotkał wyobrażenia Hunów i Mongołów, których przedstawiono jak Niemców czy Wikingów na niektórych obrazach. Było też jeszcze inaczej w słynnym obrazie gdzie Ślązak depcze Mongoła w Legnicy. Ślązak wyglądał jak Grek o jasnych włosach, a Mongoł – jak stereotypowy XVII wieczny Polak-Sarmata. Gdzie jest więc sens?

Innym problemem antropologii fizycznej jest to że Polacy nie są przyzwyczajeni do niewerbalnego odczytywania gestów Polaków bo ich twarzy. Niemcy wyglądają inaczej stąd Polacy mogą błędnie odebrać ich zamiary. Osoba z duży, nie-prostym zarostem kojarzy się w Polsce z rozbójnikiem lub piratem. Problem w tym, że u Niemców taki zarost szybciej i mniej prosto – mają więcej włosów. Do tego oczy Niemców czy Anglików wyglądają tak, jakby się niegrzecznie gapili, a to ich naturalny kształt, brwi też są nieco inne. Jak więc Polak ma odebrać niewerbalnie ich zamiary, skoro od dzieciństwa odczytują inny schemat twarzy niczym kod Java VR? Do tego Niemcy mają szczękę wysunięte w przód co sprawia iluzję, jakby unosili ją do góry (w Polsce jest to symbol egozimu), co oczywiście jest tylko złudzeniem, ale podświadomie czytanym w taki sposób. Nawet gdy zdamy sobie sprawę z tego, że ktoś tak po prostu wygląda to trudniej będzie powstrzymać odruchy takie jak napięcie mięśni czy adrenalina. Tak samo (tyle że na jeszcze większą skalę) było z mniejszością Arabską. Niemcy również dość głośno wydychają powietrze (system ochrony przed przegrzaniem), w przeciwieństwie do Polaków, u których oddychanie jest cichsze, a gest głośnego wydychania jest odbierany jako zniechęcenie do rozmówcy i zdenerwowanie na niego.

Fryderk Szopen – jeden z pseudopolaków, w rzeczywistości osoba o korzeniach niemieckich

Mimo sztywnego podziału na Europę, jako jedno z miejsc gdzie spotykają się dwa światy, to jednak nie jest ono idealnie równe. Bowiem mieszkańcy często migrowali do innych krajów, co prowadziło do dalszej dyfuzji. Największe skupiska populacji o korzeniach z Europy Wschodniej na Zachodzie znajdują się w Andaluzji, Katalonii, Sardynii, Galicji, Kraju Basków, Etrusii, Wenecji, Walencji i Bretani (co ciekawe – większość z nich to dziś rejony separatystyczne). Z kolei najwięcej potomków imigrantów z Zachodu na Wschodzie znajduje się w Sudettlandzie w Czechach, Rumunii, Węgrzech, Ukrainie, Tatarstanie oraz w Polsce. Warto dodać, że granica między populacjami R1B (celtycka), a J2 (zachodnio-bliskowschodnia) jest płynna, tak samo jak granica między populacjami R1A (słowiańska), a N1C1 (uralska). Z kolei granica między R1B, a R1A jest nagła i skokowa, na rzece Łabie, co jest dowodem na ich odmienność. Sądząc po mozaice genetycznej, antropologii fizycznej i motywach kultury, ludność zachodnia mogła przyjść wyłącznie Hetycji przez Grecję i Italię, idąc za braku możliwości – dalej na północ. Z kolei ludność wschodnia jest udowodniona jako wywodząca się gdzieś z ze wschodu, najpewniej szli przez Karelię w Rosji. W pewnym momencie obie populacje się zderzyły i tak zostało do dziś. I w tym momencie zdajemy sobie sprawę, że nie ma tak naprawdę czegoś takiego jak „Europejczyk” czy „Kultura Europejska”. Tak samo jak nie ma czegoś takiego jak „Azjata” (patrząc na różnice między np. Japonią, a Irakiem), gdyż mówimy zazwyczaj jako o Azji, o Azji Wschodniej. Zaś mówiąc „Europie” zazwyczaj ma się na myśli Europę Zachodnią (Francja, Anglia, Włochy) o Europie Wschodniej nie mówi się praktycznie nic (Polska, Rumunia, Ukraina, Serbia, Białoruś).

O ile Niemcy w Polsce utracili język i musieli legitymować się pod Polską flagą, to nie znaczy to że nie było wpływów odwrotnych, gdyż dyfuzjonizm jest zawsze dwustronny. W Polsce można odnaleźć wiele niemieckich motywów w rejonach o największej gęstości ludzi z tego ludu, a to od Niemców wzięliśmy twarde głoski jak cz, sz czy rz, głoskę „f” oraz szyk zdania (pierwotnie było to – Podmiot-Dopełnienie-Orzeczenie). Germańskie zgłoski (jak LS w słowie Polska) też pojawiły się w naszym języku. Polski stał się w wielu wypowiedziach językiem słowiańsko-germańsko-romańskich. Pytanie więc – czy można ocenić pochodzenie języków słowiańskich, w takiej formie skoro od dawien dawna mają tyle niegramatycznych wtrąceń?

Jak wygląda charakter Niemców? Przede wszystkim są głośniejsi niż Polacy. Dla Polaka podejście do przyjaciela, zapalenie papierosa i odejście to już jest rozmowa. Dużo danych przekazujemy niewerbalnie. Dla Niemca jest inaczej, on mówi więcej niż Polak powiedzieć by mógł. Skutki są takie, że Niemcy myślą że Polacy są niegrzeczni i ich ignorują, a Polacy myślą że Niemcy są niegrzeczni bo zwracają na wszystko uwagę i są za głośni jak na wschodnioeuropejski krąg kulturowy. Coś co dla Polaka jest krzykiem, dla Niemca jest tylko głośniejszym tonem, a coś co dla Niemca jest podejrzanym szeptem, dla Polaka jest cichą, kulturalną rozmową. Nie jest to co prawda jeszcze poziom Włochów czy Francuzów, ale nadal różnica jest mocno widoczna.

Tak jak nie należy oceniać Niemców po zachowaniu Połabian (należał do nich Fryderyk Nietzhe i najpewniej też Johan Goethe, którego mentalność nijak nie przypominała mentalności Niemców) to tak też nie należy oceniać Polaków po zachowaniach Niemców. Czasami się tak jednak dzieje. Niemcy częściej się odzywają przez co wydaje się że jest ich więcej (są też wyżsi i ogólnie wyróżniają się z tłumu). To samo dotyczy z resztą ich urody. Następuje wówczas psychologiczny efekt „białego kruka”/„czarnej owcy”. Stado składające się z białych owiec i jednej czarnej wygląda tak jakby jednej czarnej owcy było więcej niż białych. Do liczby rzeczywistej dodana jest jednostka urojona związana z dwójmyśleniem, tworząc liczbę zespoloną, dającą wynik większości mniejszej liczby rzeczywistej, nad liczbą większą. Tak samo jest z Niemcami w Polsce. Nie należy jednak kierować się iluzjami.

Joseph Goebbels i Heinrich Himmler, dwie osoby związane z nazizmem, z czego tylko jeden jest prawdziwym Niemcem – stanowi to najlepszy przykład na fałszerstwo pochodzenia wielu pseudoniemców.

To samo dotyczy kwestii ich rasy, gdyż często w podświadomości miesza się ona w tłumie z rasą Polaków. To tak jakby widzieć niebieskie i czerwone kropki, które z daleka wyglądają na fioletowe. Niemców jest mniej, ale rzucają się w oczy przez to co paradoksalnie tworzy iluzję że jest ich więcej niż w realu. W efekcie wychodzą takie powszechne paradoksy jak „uroda europejska”, która sama w sobie nie istnieje (chyba, że mówimy o hybrydzie, ale to rzadkie przypadki). Również farbowanie włosów i modyfikacja ich kształtu jest szkodliwa dla możliwości robienia analizy tłumu. Bowiem na ocenę wielu ludzi, wpływa często nie świadomość lecz podświadomość. To tym bardziej utrudnia ocenę – kim są Polacy i stąd pochodzą? Ktoś kiedyś zauważył jakby Niemcy mieli by być bardziej podobni do Polaków niż Francuzi, jest to jednak błąd, gdyż twarze robiono jako średnią z wyglądu próbek kontrolnych z obszarów tego kraju. Tym samym do średniej doliczono 20 mln Połabian. Taki sam błąd zrobiono w Przypadku Norwegii, gdzie komputer pomieszał ze sobą Skandynawów z Lapończykami. Anglia jako jednolita wyszła akurat precyzyjnie, jednak pokazuje to jak należy oddzielać te populacje. Wyobraźmy sobie co by się stało, gdyby próbowano obliczyć taką średnią w tak niejednolitych państwach np. w Brazylii albo USA? Generalnie mamy do czynienia z dwoma populacjami w Polsce, mniejszą i większą, które zbyt bardzo się od siebie różnią by oba wywodziły się z jednego kraju. Większa jest rdzenna, mniejsza  – napływowa.

Można zauważyć duży udział Niemców, w niektórych partiach (i ich współpracownikach). Wśród członków i/lub współpracowników KO, można wymienić takie osoby jak Donald Tusk (ten się akurat przyznaje do pochodzenia), Rafał Trzaskowski czy Borys Budka. Wśród członków i/lub współpracowników PiS można wymienić w sumie z najbardziej znanych w sumie tylko Antoniego Macierewicza. Być może jest to związane z tym że w obszarze, gdzie jest elektorat PO mieszka więcej Niemów, ale i też skłonność do reintegracji ich populacji. Wyjaśnia też to specyficzne zachowanie takich postaci jak Donald Tusk czy Rafał Trzaskowski, przy jednoczesnym dziwnym milczeniu takich postaci jak Mateusz Morawiecki czy Jarosław Kaczyński, co skłoniło liderów PO do podejrzeń, że coś ukrywają, a ich zachowanie to jest jedynie normalna reakcja Polaków. Z kolei reakcja Niemców może się wydawać dla Polaków bardzo dziwna, stąd kontrowersje związane z takimi postaciami jak Donald Tusk wynikające z różnic kulturowych. Trudno mówić o etykiecie, kiedy to istnieje duża mniejszość, która to przestrzega innych zasad niż większość i trudno ich zmusić do przyjęcia obcych wzorców kulturowych, aby nie powiedzieć „niemożliwe”. Dla Niemców sprawy muszą być jasne konkretne, bez udziwnień i dróg niekonwencjonalnych. Polacy zaś przeważnie szukają metod niekonwencjonalnych, gdy te akurat będę wygodniejsze i praktyczniejsze. Niemcy przeważnie dowiadują się o tym dopiero po fakcie.

Zauważyłem u że statystycznie Niemcom znacznie częściej przypisuje się cechy zespołu Aspergera i niż Polakom. Praktycznie stanowią oni tak duży procent sumy tak uznanej, że jest to nieproporcjonalne do ich liczebności. Konieczność, iż „wszystko musi być konwencjonalne” skłonność do rzeczy praktycznych, logika ponad emocjami i dość głośny sposób zachowywania się czy częsty brak zdejmowania butów będąc u kogoś w gości (co może być dla Polaków uznane za niedostosowanie społeczne) sprawia, że z braku innej opcji przypisuje się im takie cechy. To jednak nie wrodzona choroba, lecz po prostu efekt wychowania w odmienny sposób.

Gdy Polakowi zabraknie części to albo naprawi sam, albo zbuduje z tego co ma. Niemiec domówi znowu nowe, albo wynajmie mechanika. I bynajmniej nie jest to kwestia pieniędzy. Gdy Polak nie będzie mógł znaleźć noża do krojenia marchewki, utnie ją nożyczkami. Niemiec będzie szukał i szukał, a jak nie znajdzie to kupi nowy w sklepie obok.

Bardzo ważna jest sprawa dotycząca przyjmowania gości. Gdy Polak weźmie gościa do siebie to będzie sprzątał po nim, kiedy już wyjdzie. Inaczej będzie w przypadku Niemców – tutaj wypada posprzątać za siebie. Dla Polaka honorem jest że ktoś do niego przyszedł. Dla Niemca honorem jest to że to on mógł do kogoś przyjść. Może się nawet zdarzyć, że Polak (podobnie jak Fin) przyjdzie do kolegi i się nie przywita, albo odejdzie też bez słowa i nie jest to niegrzeczne, bo dużo danych przekazujemy niewerbalnie. To właśnie dlatego (oraz ze względu na kształt oczu i twarzy, oraz akcent) jesteśmy często brani przez ludzi z Zachodu i Bliskiego Wschoda za smutnych.

Efekty pracy terenowej potwierdzają tezę. Będąc w 7 szkołach i 7 klasach zauważyłem pewną ciekawą statystykę. Choć osoby o korzeniach niemieckich stanowili zazwyczaj około 10%-20% populacji, to jednak odpowiadali za aż 70% wszystkich odpowiedzi i podniesień głosu podczas lekcji. Mogłem też zauważyć, że mają nieco inny akcent, a także wymawiają twardsze „sz” i „rz” niż osoby o korzeniach autochtonicznych.

Wpływ wychowania w mentalności niemieckiej tworzy również embodiment w tym jak te osoby budują bądź prowadzą swoje domy, co wraz z innymi cechami sprawdziłem podczas pracy terenowej u znajomych anglendoitsche, by wykazać związek pomiędzy wyglądem, a charakterem i sposobem bycia, który dowodzi istnienia anglendouitsche i ich obyczajowości. Na osiedlu testowym istnieją 3 rodziny niemieckie z pośród kilkudziesięciu rodzin. W dwóch z nich można zauważyć specyficzny sposób na ich prowadzenie. W domu A istnieje sztucznie nawadniany trawnik, pies, specjalne ogrodzenie, często głośne imprezy są organizowane w środku, panuje duży porządek w środku, dość często pali się papierosy. W domu B istnieje specjalne ogrodzenie, pies (nomen omen owczarek niemiecki), garaż zamieniony na dodatkowy salon, oraz wielki camper (rzecz rzadka w Polsce). Mieszkańcy domu B przywitali mnie kiedyś dość głośno jak szedłem i chcieli pogadać mimo, iż mnie słabo znali. Z kolei mieszkanka domu A, kiedyś będąc u mnie na chwilę zapytała „czy przypadkiem czegoś ci tutaj nie posprzątać? Nie ugotować?”. Wydawało mi się to nieprawdopodobne, że gość wchodzi i zamiast oczekiwać ciastek, nagle chce sprzątać mi dom. Najwidoczniej stereotypy o „Niemcu czystym, oczywistym” „zawsze sprzątającym mieszkanie z balkonem” nie wzięły się z znikąd.

Próbka numer C – rodzina mieszkająca pod Warszawą. Duży dom. Dwoje „anglendoutsche” i dwoje ich dzieci, niemieckie nawet też nazwisko. Dom duży, dziwne sposoby na umieszczenie niektórych mebli. Niektórzy chodzą w butach w domu, nietypowe sposoby na gotowanie. Podobnie jak próbka nr. A skłonność do podróży za granicę (co jest uważane za typowe w Niemczech). Dość donośny głos, generalnie nawoływanie do sprzątania. Inny sposób przyjmowania gości. Bardzo duże zorganizowanie, szybkie wstawanie w sytuacji, gdy trzeba gdzieś wyjechać. Jechanie na wakacje, bardzo szybko po zakończeniu formalności związanej z rokiem szkolnym.

Próbka nr. D – rodzina pod Grójcem. Kobieta anglendoitsche. Specyficzny sposób na potrawy. Przeważnie bardzo zorganizowana, podczas przyjmowania gości cały czas w ogromnej, świetnie wyposażonej kuchni. Stanowisko kierownicze w międzynarodowej firmie. Pies i marmurowa podłoga.

Próbka nr. F – rodzina pod Warszawą. Jedno dziecko. Duży dom i samochód, niemieckie imię dla córki. Podczas wakacji cały czas w trasie, głównie za granicą.

Próbka nr. G – rodzina anglendoitschów w Warszawie. Korzenie z Opola. Duży dom, bardzo posprzątany, podobny sposób zachowywania się niektórych osób jak w pozostałych próbkach. Marmurowa podłoga (podobnie jak w wielu innych próbkach). Pies.

Próbka nr. H – rodzina anglendoitsche na Pomezanii. Duży basen (co się wielokrotnie powtarzało i może być związane z większa potrzebą ochładzania organizmu u ludów zachodu), dużo dużych rzeczy w ogrodzie, aż trzy psy w tym (nomen omen) owczarek niemiecki.

Sytuacja jest trudna do opisania w przypadku tekstu. Sprawę trzeba zrozumieć w praktyce znając takich ludzi, bądź obserwując zachowania znanych osób w trakcie pracy terenowej. Nie tylko wygląd, charakter, sposób mówienia, relacje z ludźmi, ale też niezwykłe ucieleśnienie mentalności w postaci odmiennych tworów materialnych. Nawet gdy Nadreńczyk mieszka w domu typowym dla Polski to jednak zupełnie inaczej go mebluje i przerabia. W ten sposób anglendotische w Polsce tworzą, rozdrobioną, odmienną od Polskiej, równoległą cywilizację.

Skąd taka korealiacja między pochodzeniem genetycznym, a charakterem i kulturą? To proste. Jeśli para Nadreńczyków posiada dziecko, to przekazuje mu nie tylko geny, ale też wychowanie. Dziecko na zasadzie „fazy lustra” naśladuje rodziców i w ten sposób za pomocą inprintingu/wyuczenia przyswaja od nich mentalną część narodowości. Można więc doskonale zdać sobie sprawę, że narodowość nie jest wyborem, lecz dziedzictwem jednak nie wynikającym z samych genów, ale temu co prawie zawsze im towarzyszy – czyli wychowaniu przez dawców tych genów – rodziców.

Zauważyłem że Niemcy mają większą skłonność do zakładania kanałów na YT. Wiele największych youtuberów w Polsce to właśnie oni. Np. najwięksi youtuberzy Lego (BrodatyGeek) największy youtuber Beyblade (Tybuch the Collector), największy youtube tematów gamingowych (TVGry) czy też przez wiele lat nr. 1 na YT w kraju – satyryk kryjący się pod nickiem Niekryty Krytyk.

Warto dodać też, że Niemcy generalnie należą do rodu, który jest dostosowany do jedzenia przeważnie więcej ilości roślin niż mięsa. Polacy zaś genetycznie są dostosowani do jedzenie większej ilości mięsa – tego wymaga ich natura i potrzeby fizjologiczne. Więc np. Polak jedząc u Niemca, w gościach może czuć się źle jak dostanie mało mięsa i wice wersa. Próba częstowania Nadreńczyka samymi mięsiwami może skończyć się tym że poczujemy się jakby mu nie smakowało. Mamy osobne natury, Słowianie jako lud ewoluujący pradziejowo na północnym-wschodzie potrzebujemy białka i żelaza, aż nadto. Taki „konflikt” przypomina słynną bajkę Ezopa o Bocianie i Lisie.

Ludzie w Polsce od dawien dawna zauważali, że ludzie o pewnym wyglądzie zachowują się specyficznie. Zauważyli korealiację pomiędzy pewnymi cechami wyglądu, a cechami zachowania. Nie umieli zrozumieć czemu Niemcy zachowują się tak jak zachowują, dlaczego np. Niemka robi inne rzeczy niż można by się spodziewać po Polaku. Stąd właśnie wziął się stereotyp „głupiej blondynki”, głośnej blondwłosej dziewczyny, mówiącej dziwnie i robiącej rzeczy które mogą dla Polaka wydawać się głupie. Tak samo jak i stereotyp „rudego” czyli chamskiej, rudej osoby bez znajomych, chyba że z własnej bandy. Jest to oczywiście ksenofobia i rasizm, bo choć Niemcom trudno się dostosować mimo upływu wieków do realiów i kultury, to jednak nie znaczy to że należy się bać czy wyśmiewać z każdego Niemca, którego zobaczymy.

Patrząc na całokształt można zdecydowanie stwierdzić, że Niemcy w Polsce utracili wyłącznie język, a wszystko inne pozostało niezmienne. Bez przyjęcia tego faktu, Polacy nie będę mogli zrozumieć dlaczego np. niektórzy obywatele kraju wyglądają, mówią i zachowują się inaczej. Wszystkie zaś mity stworzone przez PRL o „ stuprocentowej czystości narodowo-rasowej” kraju są tylko propagandą sukcesu, czego dowodzi właśnie fakt, iż największa w Polsce mniejszość etniczna jest 50 razy liczniejsza niż myślimy. Zauważmy, że Żydzi istnieli całkowicie nieinwazyjnie  w Polsce przez 500 lat, dlatego że każdy wiedział kim są i jak się z nimi obchodzić by nie popaść w konflikt. Tak długo jak nie zrozumiemy faktu obecności kilku milionów anglendoitsche w kraju i nie powrócimy do dawnej, przed XIX wiecznej definicji narodowości tak długo zawsze będziemy tkwić w paradoksie matematycznym „jednolitości” i nigdy nie zrozumiemy, kim są Niemcy i kim są Polacy. Pogubimy się w niebezpiecznym fałszu.

Robert Lewandowski gra obecnie w Bayern Monachium. trzeba jednak uwzględnić, że sam najpewniej posiada korzenie Niemieckie.

Osobiście mam w rodzinie, w Warszawie jednego Niemca i mogę zauważyć u niego większość z tych cech, zarówno z zachowania, akcentu jak i wyglądu. Przez długie doświadczenie mniej więcej potrafię dostosowywać się do niemieckich realiów. Kiedyś kiedy siedziałem w frytkowni, jedna Niemka podszedła do mnie i zapytała czy coś mi jest (wyglądałem na zmęczonego) – widziałem po twarzy też że ona również przychodzi do tej restauracji bo jest smutna i zmęczona (to nie dlatego, że Niemcy mają specyficzne powieki). Innym razem zrobiłem eksperyment w stylu pracy terenowej będąc w Pizzerni Hutt w Warszawie. Było tam czterech kelnerów. Trzech Polaków i jeden Nadreńczyk. Poszedłem na środek i zapytałem dosyć głosno „Przepraszam czy jest może pudełko na wynos” z niemiecką gestykulacją, akcentem na „ż” i mową ciała oraz zachowaniem typowym dla Niemców. Z pośród kelnerów, trzech Polaków mnie zignorowało jakby niegrzecznego, zaś ten właśnie jeden Nadreńczyk podszedł do mnie, spojrzał w oczy (u Polaków jest to rzadsze) i uśmiechnięty zapytał w czym pomóc. Po wymianie kilku głośniejszych słów doszliśmy do prostego porozumienia i wtem nagle zobaczyłem, że dwóch ludzi – Nadreńczyków – kobieta i mężczyzna (być może małżeństwo) podchodzą do mnie, stoją i nagle zaczynają rozmawiać na temat czy nie mógłbym (akurat ja) udostępnić im swojego stolica i czy przypadkiem zaraz nie kończę. Nagle w środku restauracji stworzyło się całe getto Nadreńczyków. Byłem zdumiony. Czyżby jeden drobny  (nomen omen) gestwystarczył aby nagle zresocjalizować członków podzielonej od 700 lat populacji Niemieckiej w Polsce? Instynkty rodowe są tak silne? Widać było nie pierwszy raz jak członkowie tej populacji ciągną do zachowań będących odwzorowaniem swoich. Czy tym razem był to tylko przypadek? Bez względu na to jak wyjdą następne wyniki eksperymentów, już teraz jestem w stanie stwierdzić, że w cichej, jednostajnej i „nienachalnej” społeczności Polaków, Niemcy czują się trochę samotnie.

Dodaj komentarz